O mnie

Moje zdjęcie
-> Zofia Ziętek -> Studentka niestacjonarna dietetyki na SGGW. -> 24 lata. -> Kocham koty, koty to NadZwierzęta. -> Dumny wróg publiczny lewicowej części Pinteresta. -> Lubię wkurwiać lewicowe dzieci. -> Zardonic to Nadbóg, jego po prostu nie da się nie wielbić z czystym sumieniem. -> Moja wiocha to Kolonia Jurki a miasto Grójec i mam w piździe to, że nadal jestem zameldowana w Warszawie. -> Aktywna użytkowniczka Reddita. -> Jestem w wielu fandomach, jednak pięć podstawowych to Zealots, BL3NDERS, C&C, Gachowate gry i Half-Life. -> Lubię czytać wszędzie, ale nie w domu. Cholera wie czemu. -> Obecnie uczę się hiszpańskiego i rosyjskiego. -> Jestem nietolerancyjnym kartoflem i jestem z tego dumna. -> Mam niedojebaną matkę, która nie przeżyje dnia bez opierdolenia mnie o byle gówno. -> Nie chcę mieć chłopaka. Po prostu nie, nie chcę mieć w życiu żadnych nieobowiązkowych ograniczeń. -> W tym roku wreszcie znalazłam postać fikcyjną, z którą mogę się utożsamiać. ;"-) -> Lubię z ChatGPT korzystać, często mi pomaga. -> Yuri z Red Alert 2 jest seksi as fuck, change my mind. -> Kocham swoje życie, jest zajebiste.

niedziela, 19 marca 2017

Droga przez mękę, czyli "Cel: Zniszczyć Miejsca".

_____________________________________________________________________________________________________

Oceniają:

~* - Ja

| - Slade

To opowiadanie jest tak długie i chujowe, że cała reszta wymiękła. Miało to być epickie opowiadanie z wieloma przygodami oraz wartką akcją, a wyszło gafno. Jednak, jako iż kochana Toshiba zawiera duuużo moich starych rzeczy, także i to, więc postanowiłam się z niego ponabijać.

|... Ty mnie do tego zaszantażowałaś tym, że jeżeli to z tobą ocenię, to następnego dnia będziesz mi usługiwać.|

~**Wypluwa herbatę.* Co?! Ja tak powiedziałam?!*~

|Tak

|

~*;_;*~

_________________________________________

Prolog

Jednego razu, na świecie, a dokładniej w Polsce |Chociaż raz oryginalnie.|, żyli Grzegorz i Andromeda ~*Kurwa, dlaczego ja zawsze główne bohaterki tak nazywałam? ;_;*~ |Od dziś będę tak do ciebie mówił.| ~*SPIERDALAJ*~. Byli oni najlepszymi przyjaciółmi oraz od dawna mieszkali ze sobą. Mieli również takie samo marzenie. Chcieli

zniszczyć świat. |Na luj?| ~*A bo ja wiem? Sama kiedyś chciałam rozpierdolić świat. Serio. ;_;*~ |Dyskretnie się wycofuje...

 |

Niestety, nie udawało im się to, gdyż przeszkadzali im w tym ich wrogowie. |Znam ten ból...| Ich życie codziennie wyglądało tak samo. Aż któregoś dnia, zmieniło się... ~*DUN DUN DUUUUN!*~ |Ej! Nie podpierdalaj mi tekstów! :<|

 

Paręnaście miesięcy przed 13 kwietnia 2036 roku ~*Wkurwiają mnie te liczebniki nie napisane słownie.*~ |Me too|, Grzegorz i Andromeda zaczęli zastanawiać się, jakby doprowadzić do zagłady. Któregoś dnia, Grzegorz, podczas szperania w internecie natrafił na informację o tym, że aby zniszczyć świat, trzeba najpierw zniszczyć 60 Miejsc Przeznaczenia, a następnie nakierować asteroidę przelatującą obok Ziemi na lot kolizyjny z planetą. |Co za hipernierealistyczna sytuacja. Kto normalny, w zwykłym Internecie, umieszczałby takie rzeczy?|

 

Gdy chłopak to przeczytał, od razu poszedł do Andromedy i jej o tym powiedział. Kiedy skończył, ta powiedziała:

- AŻ 60?! PARĘ LAT TEMU PISALI, ŻE BĘDĄ 3 MIEJSCA PRZEZNACZENIA! |No comment...|

- Pewnie patrzyłaś na złą stronę. Jak zwykle zresztą. – Powiedział Grzegorz. ~*...*~

- Ty mi tu nie zaczynaj, bo jak się wkurzę, to nie będziesz miał łatwego życia. – Powiedziała Andromeda. |*Lata po bazie i krzyczy.* ZNALAZŁEM ALTER EGO RAMONINTH!!! OMG!!!| ~*...*~

- Oj, cicho. – Powiedział Grzegorz. ~*Uuu...Ale jej pocisnął!*~

Pokłócili się oni jeszcze trochę |Bo to brzmiało tak bardzo jak kłótnia . . . <- Kropki żenady|, po czym, gdy już się uspokoili, Andromeda zapytała:

- Ale JAK zniszczymy te Miejsca? ~*Patelnią!*~ 

- Mamy te maszyny rozwalające ½ terenu. Można by je w końcu wykorzystać. – Odpowiedział Grzegorz. |Jakie maszyny?| ~*A chłoj wie.*~

- A jak się do tych Miejsc dostaniemy? – Ponownie spytała Andromeda.

- Mamy przecież mnóstwo helikopterów. A w ogóle, trzeba by się jakoś podzielić. Ty zniszczysz od 1-30 Miejsca Przeznaczenia, a ja od 31-60 Miejsca. Gdy ty skończysz niszczyć te Miejsca, wróć do domu i czekaj na mnie. – Odpowiedział Grzegorz. ~*- Pierdol się. - Odpowiedziała Andromeda, zabiła Grzegorza i rozpierdoliła miejsca sama.*~

- A skąd my niby mamy wiedzieć, gdzie są te Miejsca? – Spytała dziewczyna. |Google Maps? Mówi wam to coś?|

- Popytamy odpowiednie osoby. – Odpowiedział chłopak. |Tak, bo ktokolwiek odpowie wam bez podejrzewania was o coś.| ~*Tak będzie.*~ |*Płacze nad popierdoleństwem tego opka.*|

- I pytanie dnia. JAK JA SIĘ TAM DOSTANĘ?! Przecież nie umiem pilotować helikoptera. Zaraz się zabiję! |Liczę na to.| – Powiedziała Andromeda.

- Hmm...No ten...Co by tu wymyślić...Wiem! Wynajdę jakiegoś pilota i po sprawie. – Odpowiedział Grzegorz.

Po tej rozmowie, oboje zaczęli przygotowywać się do podróży, po czym udali się w podróż. Podróż z przygodami... |Podróż, podróż, PODRÓŻ!| ~*Ta, też mnie to wkurwia. Jakbym wtedy nie znała definicji słowa "synonim".*~

____________________________________________

Rozdział I – Na Syberii.

Kiedy Andromeda weszła do helikoptera, zaczęła się zastanawiać:

„I skąd ja mam wiedzieć, gdzie jest pierwsze Miejsce Przeznaczenia? Wiem! Zapytam pilota. Może on wie." ~*Kurwa, moje postacie były tak błyskotliwe, że aż się dziwię, że Captain Obvious ma jeszcze posadę.*~

Po czym poszła do kabiny pilota. Gdy się tam znalazła, powiedziała:

- Przepraszam pana, czy wie pan, gdzie jest pierwsze Miejsce Przeznaczenia? |- W dupie. - Odpowiedział nonszalancko pilot i zabił Andromedę.|

- Tak, wiem. Jest w Rosji, pośrodku Syberii. – Odpowiedział pilot. ~*Ło kurwa, grubo.*~

- A kogo mam spytać, gdzie jest drugie Miejsce Przeznaczenia? |Google'a...|
– Ponownie spytała Andromeda.

- Pierwszej osoby, którą zobaczysz podczas powrotu. – Ponownie odpowiedział pilot.

Po tej rozmowie, Andromeda wyszła z kabiny pilota, usiadła na normalnym siedzeniu i zapięła pasy. ~*Bezpieczeństwo to podstawa!*~ Kiedy to zrobiła, zaczęła czekać. Po chwili helikopter ruszył w kierunku Rosji...

 

Paręnaście godzin później, helikopter dolatywał do Syberii. |Jak szybko...| Gdy wylądował, Andromeda odpięła pasy, wstała z siedzenia i podeszła do odpowiedniej klapy. Kiedy to zrobiła, otworzyła ją i wyjęła swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera...

 

Gdy była na zewnątrz, od razu zrobiło jej się zimno. ~*You don't say...*~  Miała ona na sobie tylko bluzkę z krótkim rękawkiem i nie miała przy sobie ciepłych ubrań. |Co? Co?! CO?! Widzę, że zajebiście przygotowała się w te tereny. Zaraz zamarznie. -.-| Mimo wszystko, ruszyła ona w drogę.

 

Po parunastu minutach, gdy Andromeda cała trzęsła się z zimna ~*ONA POWINNA DAWNO ZAMARZNĄĆ!!!*~, doszła do środka Syberii. Kiedy się tam znalazła, ustawiła swój sprzęt i uruchomiła go. Kiedy to zrobiła, odbiegła na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

 

Po wysadzeniu Miejsca, Andromeda podeszła do sprzętu i wzięła go, po czym, nadal trzęsąc się z zimna ruszyła w drogę do helikoptera. |Ja nic nie mówię...| Gdy tak szła, w pewnym momencie ujrzała jakąś kobietę. ~*Która wzięła się od tak, z dupy.*~ |Ludzie z natury rzeczy biorą się z dupy.| ~*Slade...Co jest z tobą nie tak?*~ |xD| Dziewczynie przypomniało się, aby ją zapytać o położenie kolejnego Miejsca Przeznaczenia. Andromeda podeszła więc do kobiety i spytała:

- Przepraszam panią, ale chciałam się o coś spytać. Czy wie pani, gdzie jest drugie Miejsce Przeznaczenia oraz kogo należy się spytać o położenie trzeciego? ~*I ty idiotko myślisz, że...*~

- Tak, wiem. Jest ono pośrodku Sahary. A należy się spytać osoby którą jako pierwszą zobaczy się przy powrocie. A czemu pytasz? – Powiedziała kobieta z podejrzeniem. |KURWA CO?! I ONA JEJ OD TAK POWIEDZIAŁA, BEZ PODEJRZLIWOŚCI?! Jezu...Głowa mnie już boli, a to dopiero pierwszy rozdział...|

- Wie pani, ciekawość. – Skłamała Andromeda.

Po tej rozmowie obie rozeszły się w swoje strony... ~*Hipernierealistyczność jest!*~

Parę minut później, gdy Andromeda weszła do helikoptera, ujrzał ją Daniel, czyli pilot jej helikoptera. Gdy ujrzał, że dziewczyna trzęsie się, od razu spytał:

- Andromedo, co ci jest? Może jesteś chora? |*Facepalm*|

- N-nie...Z-zimno m-mi... ~*ONA JUŻ DAWNO POWINNA BYĆ MARTWA!!!*~ - Odpowiedziała drżącym głosem Andromeda.

- Wiesz, na razie okryj się tym kocem który tam leży. – Zaproponował Daniel wskazując na jedno z siedzeń.

Po tej rozmowie, dziewczyna usiadła na odpowiednim siedzeniu i okryła się szczelnie kocem. Po chwili zaś, Daniel zapytał:

- Tak w ogóle, to gdzie jest drugie Miejsce Przeznaczenia?

- Pośrodku Sahary. – Odpowiedziała Andromeda.

- Hmm...Dziwne. Taka nagła zmiana klimatu nie jest dobra. |No co ty nie powiesz...| – Powiedział chłopak.

Po tej rozmowie, poszedł on do kabiny pilota. Po chwili, helikopter ruszył. |Jebane zdania pojedyncze.| Andromeda w tym czasie, jako iż miała tak, że gdy było jej zimno po chwili usypiała, w pewnym momencie zasnęła...

~*Zajebisty sposób na wytłumaczenie uśnięcia. . . <- Kropki "Ja pierdolę, weźcie to ode mnie."*~

____________________________________________  

Rozdział II – Na Saharze.

Po paru godzinach snu, Andromeda poczuła, że ktoś nią potrząsa. ~*Trząsu trząsu skurwysyny.*~ Dziewczyna od razu otworzyła oczy. Gdy to zrobiła, ujrzała Daniela. Od razu zapytała zaspanym głosem:

- Daniel? Co się stało? Czemu mnie budzisz? |A jak myślisz, idiotko?|

- Dolatujemy już do Sahary. A poza tym śpisz już od dobrych paru godzin. Nie wyspałaś się w nocy? – Powiedział Daniel.

- Nie, wyspałam się, ale jakoś mam tak, że gdy jest mi zimno, to po paru minutach zasypiam... - Odpowiedziała Andromeda. |...|

- Hmm...To dziwne...No, ale ok... ~*Nadkropkoza jest!*~ - Powiedział Daniel.

Po tej rozmowie helikopter wylądował. |Od tak, sam, bez interwencji pilota.| Gdy się zatrzymał, Andromeda niechętnie zwlokła się z siedzenia ~*Leń*~ i podeszła do odpowiedniej klapy. Kiedy to zrobiła, wyjęła z niej swój sprzęt i wyszła z helikoptera...

 

Gdy zaś była na zewnątrz, ruszyła w dalszą drogę. ~*A mi w tle akurat leci "Desert Music" z "Castle Cat 3". Jak klimatycznie.*~  Po parunastu minutach, gdy dziewczyna ciągle szła, poczuła, że robi |Zmiana czasu. I już wiesz, jakiej jakości jest to opko.| jej się słabo. Nie zdziwiła się ona tym, gdyż wiedziała, że to z gorąca. ~*Captain Obvious już dawno powinien stracić posadę.*~ Jednak, w pewnym momencie dziewczynie zrobiło się duszno. Zdziwiła się ona tym, gdyż z gorąca nigdy nie robiło jej się duszno, a nie była na nic chora. |Ja chyba zaraz nie wytrzymam...| Czuła ona, że zaraz zemdleje. Nie poddała się jednak i szła dalej... |Bo to debilka.|

 

Po parunastu minutach, doszła ona do środka Sahary. Po znalezieniu się tam, ustawiła swój sprzęt i uruchomiła go. Kiedy to zrobiła, odbiegła na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

Po wybuchu, Andromeda podeszła do maszyny i wzięła ją. Kiedy to zrobiła, ruszyła w drogę powrotną. ~*Bo co innego miałaby zrobić.*~~

 

Paręnaście minut później, gdy Andromeda była niedaleko helikoptera, ujrzała jakiegoś mężczyznę. |Który pojawił się od tak.| Przypomniało jej się, że to właśnie jego należy się spytać o położenie kolejnego Miejsca Przeznaczenia. Podeszła więc ona do niego i zapytała:

- Przepraszam pana, ale chciałam o coś zapytać. Czy wie pan, gdzie jest trzecie Miejsce Przeznaczenia? ~*DEBILKA*~

- Tak, wiem. Jest ono w Polsce, w Katowicach, a dokładniej przy wejściu do firmy „Sendno" ~*Nazwę firmy zmieniłam, aby nie było, że robię antyreklamę.*~. A dlaczego pytasz? – Powiedział z podejrzliwością mężczyzna. |KURWA JA PIERDOLĘ, NO JA JUŻ NIE MOGĘ!!! DLACZEGO CI LUDZIE TO TACY DEBILE I MÓWIĄ TAKIE RZECZY PIERWSZYM NAPOTKANYM OSOBOM?! CZY ONI MAJĄ MÓZGI?!|

- Wie pan, ciekawość. – Skłamała Andromeda.

- Wiesz, jak cię to ciekawi, to możesz zajrzeć na stronę www.miejsca-przeznaczenia.com.pl. Tam wszystko będzie. – Powiedział mężczyzna. |KURWA!!! TO DOPIERO DRUGI Z SZEŚĆDZIESIĘCIU JEDEN ROZDZIAŁÓW, A JA JUŻ MAM DOŚĆ!!! TA NIEREALISTYCZNOŚĆ MNIE DOBIJA!!!|

Po tej rozmowie oboje rozeszli się w swoje strony.

 

Andromeda, w czasie drogi wyjęła swój telefon i napisała do Grzegorza SMSa o treści:

„Ej, Grzegorz, jeśli nie wiesz, gdzie szukać Miejsc Przeznaczenia to wejdź na stronę www.miejsca-przeznaczenia.com.pl. Tam wszystko będzie."

Po czym wysłała.

 

Po paru minutach zaś, usłyszała ona dźwięk przychodzącego SMSa. Dziewczyna od razu wyjęła swój telefon i sprawdziła od kogo była wiadomość. Gdy ujrzała, że była ona od Grzegorza, od razu ją otworzyła. W treści było:

„Nie wiem jak ci dziękować dobra kobieto..." ~*Najlepiej ją zabij. Przysłużysz się całemu światu.*~

Andromeda po przeczytaniu tego zaśmiała się, po czym pomyślała:

„Widocznie mu na tym mocno zależy..." |Captain Obvious jeszcze nie stracił posady? O.o|

Po czym weszła do helikoptera. Gdy to zrobiła, ujrzała Daniela, który widząc, że Andromeda już wróciła, powiedział:

- O, Andromeda. Szybko ci poszło. Tak w ogóle, to gdzie mam teraz cię zabrać?

- Do Polski, do Katowic. Miejsce Przeznaczenia jest przed wejściem do firmy „Sendno". – Odpowiedziała Andromeda.

Po tej rozmowie Daniel poszedł do kabiny pilota, a Andromeda schowała swój sprzęt do odpowiedniej klapy, usiadła na siedzeniu i zapięła pasy. Po chwili zaś, helikopter ruszył w kierunku Katowic...

|Ja już nie chcęęę... ;-;|

~*Wytrzymaj, bo nie będzie kolacji, którą sam robisz.*~

|...|

____________________________________________    

Rozdział III – Pod firmą „Sendno".

Kilkanaście godzin później, gdy Andromeda była niedaleko Katowic, usłyszała dźwięk swojego telefonu. Od razu wyjęła ona go z kieszeni. Kiedy to zrobiła, ujrzała, że dzwonił do niej Grzegorz. Dziewczyna od razu odebrała. |Jak mnie wkurwiają te zdania pojedyncze...| ~*Nie tylko ciebie.*~ Gdy to zrobiła, powiedziała:

- Cześć.

- No cześć. Jak tam ci idzie? – Spytał Grzegorz.

- Nawet dobrze. Obecnie lecę w kierunku 3 Miejsca Przeznaczenia. – Odpowiedziała Andromeda, po czym dodała:

- A jak tobie idzie? |- Chujowo - Odpowiedział Grzegorz nonszalancko.|

- Tak sobie. Obecnie lecę w kierunku 31 Miejsca Przeznaczenia. – Odpowiedział Grzegorz.

- A gdzie musisz lecieć? – Spytała dziewczyna. ~*Pewnie do Zadupia Górnego.*~

- Na Galapagos do Santa Cruz. ~*Byłam blisko.*~ A ty? – Powiedział chłopak.

- Do Polski, do Katowic. – Odpowiedziała dziewczyna.

|To była taka zajebista rozmowa, że chyba zemdleję od tych zwrotów akcji.|

Później porozmawiali jeszcze trochę, po czym połączenie zakończyło się. Po chwili zaś, Andromeda poczuła, że helikopter ląduje. Gdy zaś już wylądował, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia, po czym podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego wyszła z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, jako iż była niedaleko helikoptera, podeszła tylko do wejścia i ustawiła pod nim swój sprzęt. Kiedy to zrobiła, nacisnęła odpowiedni przycisk i odbiegła na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Niestety, odepchnął również Andromedę. |Jeeej!|

 

Gdy dziewczyna tak leciała w tył, bała się, że zaraz może się jej coś stać.  ~*Ile bym dała, aby tak było...*~ Zamknęła ona więc oczy ze strachu. Po chwili jednak, poczuła, ~*CO TU ROBI TEN PRZECINEK?!*~  że ktoś ją trzyma. Kiedy otworzyła ona oczy i odwróciła głowę, ujrzała Daniela.

- Daniel...Dziękuję, że mnie złapałeś... - Powiedziała po chwili Andromeda |i zabiła Daniela|.

- Oj, nie ma za co... - Powiedział Daniel.

Po tej rozmowie, gdy chłopak postawił już Andromedę na ziemi, oboje ruszyli w kierunku helikoptera. W czasie drogi zaś, Andromeda wyjęła swój telefon i włączyła go. |Uzależniona się znalazła.| Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową, po czym weszła na odpowiednią stronę. Gdy to zrobiła, ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 4 – Środek Grenlandii." ~*Nie no, zajebiście. Hipernierealistyczne sytuacje nam się szykują.*~

- Meh, a myślałam, że kolejne Miejsce Przeznaczenia jest w jakimś normalnym miejscu... - Powiedziała dziewczyna po przeczytaniu tego. |Ale to jest debilne opko, Andziu.|

- A gdzie teraz jest? – Spytał Daniel.

- Na środku Grenlandii. – Odpowiedziała Andromeda.

W tym momencie Daniel przewrócił oczami ~*Aż mu z orbit wypadły.*~, po czym powiedział:

- Czego to nie wymyślą...

Po chwili, gdy oboje weszli do helikoptera, zajęli się tym, czym zwykle. |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*

  ............................................________
....................................,.-'"...................''~.,
.............................,.-"..................................."-.,
.........................,/...............................................":,
.....................,?......................................................,
.................../...........................................................,}
................./......................................................,:'^'..}
.............../...................................................,:"........./
..............?.....__.........................................:'.........../
............./__.(....."~-,_..............................,:'........../
.........../(_...."~,_........"~,_....................,:'........_/
..........{.._$;_......"=,_......."-,_.......,.-~-,},.~";/....}
...........((.....*~_......."=-._......";,,./'..../"............../
...,,,___.'~,......"~.,....................'.....}............../
............(....'=-,,.......'........................(......;_,,-"
............/.'~,......'-...................................../
.............'~.*-,.....................................|,./.....,__
,,_..........}.>-._...................................|..............'=~-,
.....'=~-,__......',.................................
...................'=~-,,.,...............................
................................':,,...........................'..............__
.....................................'=-,...................,%'>--==''
........................................_..........._,-%.......'

...................................,

*~

Po chwili zaś, helikopter ruszył w kierunku Grenlandii...

|Ten rozdział był taki fascynujący, że *ziew* że aż normalnie umieram od natłoku akcji... *ziew*|

____________________________________________    

Rozdział IV – Na Grenlandii. 

Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do Grenlandii. |A mnie się wydaje, że tam się leci dłużej, ale co ja tam wiem.| Gdy zaś wylądował, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia, po czym podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. ~*Te wzmianki są chyba tylko po to, aby przedłużyć rozdział.*~ Gdy to zrobiła, wyszła z helikoptera...

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, przywitała się z załogą statku którym miała popłynąć |PRZECIEŻ WCZEŚNIEJ O TYM NIE BYŁO!!!| na Grenlandię, po czym weszła pod pokład, gdyż na zewnątrz było okropnie zimno. ~*Co ty nie powiesz...*~ Po chwili statek wypłynął...

 

Przez pierwsze paręnaście minut drogi, wszystko było normalne. Niestety, po tych parunastu minutach, zaczął się okropny sztorm, który wywracał statkiem na prawo i na lewo. Andromeda, przy każdym wywrocie statku leciała na drugi koniec pokoju. ~*Mam nadzieję, że jej się coś stanie. Oby jej się coś stało.*~ Na dodatek, za nią leciał jej sprzęt i uderzał w nią bardzo mocno, więc dziewczyna nie miała łatwo. Po chwili, sztorm tak wywrócił statkiem, że zaczął się on topić...

 

Z całej załogi przetrwała tylko Andromeda. |Kurwa, no oczywiście.| Starała się ona wypłynąć ze statku, niestety nie udawało jej się to, gdyż drzwi były szczelnie zamknięte. ~*Utop się, utop się, utop się...*~ Po chwili, gdy dziewczynie kończyło się powietrze, udało jej się wywarzyć drzwi. Gdy była poza statkiem, zaczęła płynąć w górę. Po chwili, gdy dziewczynie zaczęło się robić ciemno przed oczami, udało jej się wypłynąć na powierzchnię wody. |Nosz kurwa. A liczyłem na first death. ;'-(| 

 

Po wypłynięciu nie miała ona sił. Mimo wszystko, ledwo wyszła na ląd |Chwila. ONA DAWNO POWINNA ZAMARZNĄĆ!!!| i doczołgała się do środka Grenlandii. Gdy tam była ustawiła swój sprzęt i nacisnęła odpowiedni przycisk, po czym ledwo udało jej się odbiec na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

 

Po wybuchu, Andromeda wyciągnęła swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, wybrała numer Daniela i zadzwoniła. Po chwili w słuchawce dało się słyszeć głos Daniela, który mówił:

~*- Seven days...*~

- Tak?

~*Nie zgadłam.*~

- S-słuchaj, m-musisz s-się t-tu j-jakoś d-dostać...N-niedawno b-był s-sztorm i-i c-cała z-załoga, n-naturalnie o-oprócz m-mnie z-zginęła... - Powiedziała drżącym głosem Andromeda. |Wkurwia mnie to, jak ta wypowiedź została napisana.| ~*Nie tylko ciebie.*~

- No dobrze, spróbuję. – Powiedział Daniel.

Po tej rozmowie, połączenie zakończyło się. Po chwili, Andromeda włączyła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. ~*Jebać to, że zamarza. Telefon ważniejszy.*~ Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 5 - Sahara, 2 km od helikoptera , 15 metrów pod ziemią."

Gdy Andromeda to przeczytała, aż łzy strachu popłynęły jej z oczu.

„A-Ale ja tam zginę...Ja nie chcę umierać..." – Pomyślała ~*Oboje ze Sladem tylko na to liczymy.*~

Po chwili zaś, dziewczyna poczuła mocny wiatr. |Gwizdu gwizdu motherfucker.| Gdy uniosła głowę, ujrzała helikopter, z którego wysuwają ~*Kolejna zmiana czasu. To bardzo dobrze świadczy o jakości tego gafna.*~ się drabinki. Dziewczyna, nadal płacząc ze strachu, wzięła swój sprzęt i ledwo wczołgała się do helikoptera. ~*JAKIM CUDEM, KURWA?!?!*~

 

Po kolejnej chwili, ujrzał ją Daniel. Widząc, że dziewczyna trzęsie się, ledwo się trzyma na nogach oraz płacze, od razu do niej podbiegł, po czym przytrzymał ją, aby nie upadła. Gdy to zrobił, spytał:

- Andromedo, co ci się stało? Czemu płaczesz? | - Znowu nie wylosowałam kosy w CS:GO! ;'-( - Odpowiedziała Andromeda.|

- Ja...Ja nie mam sił, bo musiałam wypływać z topiącego się statku oraz spod wody...Jest mi tak zimno...I na dodatek boję się o swoje życie... - Odpowiedziała nadal z płaczem Andromeda.

- Ale dlaczego boisz się o swoje życie? – Spytał zdziwiony Daniel.

- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest na Saharze...2 km od helikoptera...15 metrów pod ziemią... - Odpowiedziała dziewczyna.

- ALE TY TAM ZGINIESZ! POD ZIEMIĄ NIE MA POWIETRZA! |Kurwa, Captain Obvious już powinien stracić tę posadę.| – Krzyknął Daniel.

- Wiem, właśnie wiem... - Powiedziała Andromeda.

Po tej rozmowie, Daniel podniósł Andromedę i przeniósł ją na siedzenie, po czym szczelnie okrył ją kocem. Gdy to zrobił, podniósł jej sprzęt i odłożył w odpowiednie miejsce.

 

Tymczasem, Andromeda po chwili ponownie usnęła... ~*Nosz kurwa! Znowu!*~

____________________________________________  

Rozdział V – 15 metrów...pod ziemią.

~*Mam nadzieję, że się tam udusi.*~

Kilkanaście godzin później, Andromeda, która nadal spała, poczuła, ~*CO TU KURWA ROBI TEN PRZECINEK?!*~  że ktoś nią potrząsa. Gdy otworzyła oczy, ujrzała Daniela. Widząc go, dziewczyna zapytała:

- Daniel...Co się stało? Dlaczego mnie budzisz? |A jak myślisz, kretynko?|

- Śpisz już kilkanaście godzin. A na dodatek dolatujemy do Sahary. – Odpowiedział chłopak.

Po chwili helikopter wylądował. Po wylądowaniu, Andromeda wstała z siedzenia i podeszła do odpowiedniej klapy, po czym otworzyła ją. ~*Wkurwia mnie to ciągłe powtarzanie tego samego.*~ |Me too| Gdy to zrobiła, aż zamarła ze strachu. W klapie nie było jej sprzętu! |Jest!| Dziewczyna od razu pobiegła do Daniela i spytała:

- Daniel, gdzie mój sprzęt?! ~*- W dupie. - Odpowiedział kulturalnie Daniel.*~ |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*. . . <- Kropki rozpaczy nad twoją mentalnością.*~ |No co chcesz? Jest prawie dziewiąta rano, a ty zwlokłaś mnie z łóżka do tej analizy, więc się nie dziw.|

- Oj, to nie do tej klapy go włożyłem. Jest w klapie naprzeciwko tej, do której ty zajrzałaś. – Odpowiedział chłopak.

Po tej rozmowie dziewczyna zajrzała do drugiej klapy. Rzeczywiście, był tam jej sprzęt. ~*Kurwa*~ Od razu go wyciągnęła, po czym wzięła jeszcze łopatę i wyszła z helikoptera.

Gdy zaś była na zewnątrz, ruszyła w odpowiednim kierunku. Po paru minutach drogi, poczuła, że robi ~*Znowu zmiana czasu...*~ jej się słabo. Nie zdziwiła się ona tym, gdyż wiedziała, że to z gorąca. Po chwili doszła do odpowiedniego miejsca. Gdy tam była, zaczęła kopać...

 

Parę metrów pod ziemią, dziewczyna czuła się coraz słabiej. Czuła, że coraz słabiej oddycha. Bała się ona, że nie przeżyje tego. |Z logicznego punktu widzenia, to powinno się stać.|

 

Pięć metrów pod ziemią, Andromeda szybciej się męczyła. Czuła, że jej oddechy są bardzo słabe. Dziewczyna słyszała również swoje słabe bicie serca... ~*KURWA!!! ONA DAWNO POWINNA SIĘ UDUSIĆ!!! Gdyby dawna ja stała koło mnie, za każdą nierealistyczną sytuację dostawałaby wpierdol.*~

 

Dziesięć metrów pod ziemią, dziewczyna czuła się coraz gorzej. Oczy zaczęły jej zachodzić mgłą, a oddechy z każdą chwilą stawały się coraz to słabsze. Dziewczyna bała się, że umrze... |TO POWINNO STAĆ SIĘ DAWNO TEMU!!!|

 

Trzynaście metrów pod ziemią, Andromeda zaczęła czuć się tak, jakby miała zaraz paść martwa. ~*TO POWINNO STAĆ SIĘ JUŻ DAWNO!!!*~ Mimo wszystko tak się nie działo. ~*Jebana hipernierealistyczność.*~ Dziewczyna co dwa kroki się męczyła i musiała odpoczywać. Jej oddechy były już naprawdę bardzo słabe.

 

Piętnaście metrów pod ziemią, Andromeda czuła się bardzo źle. |KURWA MAĆ!!! ONA POWINNA JUŻ DAWNO ZGINĄĆ!!! Jezu, moja głowa...A to dopiero piąty rozdział...| Mimo wszystko, ustawiła swój sprzęt i nacisnęła odpowiedni przycisk. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

 

Po chwili, Andromeda wzięła swój sprzęt i już chciała kopać, aby się wydostać, jednak w tym momencie padła nieprzytomna na ziemię... ~*Może wreszcie umarła.*~

 

Dwie godziny później, Daniel zaczął bać się o życie Andromedy. |Co za debil...Ja już bym mu spuścił wpierdol.| W ogóle nie wracała ona. ~*CIEKAWE DLACZEGO!!!*~ Chłopak wziął drabinę i wyszedł z helikoptera ~*CZEMU TU NIE MA PRZECINKA?!*~ i ruszył drogą Andromedy. Po paru minutach, ujrzał od dół. Daniel podszedł tam i postawił drabinę, która o dziwo sięgała aż do końca |No ciekawe czemu...|, po czym zaczął schodzić w dół...

 

Gdy był piętnaście metrów pod ziemią, czuł, że już bardzo słabo oddycha. ~*TEN TEŻ POWINIEN DAWNO ZGINĄĆ!!!*~ Po chwili zaś, ujrzał on nieprzytomną Andromedę leżącą w kraterze. Chłopak podszedł do niej i pochylił się nad nią, aby sprawdzić, czy oddycha. Po chwili usłyszał on jej nikłe oddechy. |JAKIM CUDEM?!| Podniósł on więc ją i jej rzeczy, po czym ruszył do wyjścia...

 

Po parunastu minutach, gdy był na powierzchni, wziął również swoją drabinę i ruszył w kierunku powrotnym. Gdy zaś po kolejnych parunastu minutach doszedł do helikoptera i wszedł, położył Andromedę na siedzeniu, jej sprzęt włożył do odpowiedniej klapy, a łopatę i drabinę położył w odpowiednie miejsce, po czym zaczął czekać, aż Andromeda się obudzi...

 

Kolejne dwie godziny później, Andromeda obudziła się. ~*CO NIE POWINNO NIGDY SIĘ STAĆ!!!*~ Gdy otworzyła oczy, ujrzała nad sobą Daniela, który widząc, że dziewczyna się budzi, powiedział:

- Nareszcie się budzisz...Cud, że żyjesz...Gdy znalazłem cię tam pod ziemią, myślałem na początku, że jesteś martwa. ~*BO TAK POWINNO BYĆ!!!*~

- Daniel...Ty...Ty szedłeś tam, ryzykując...ryzykując swoim życiem...aby...aby mnie uratować? – Spytała słabym głosem Andromeda. |- Tak, bo jakbyś tam zginęła, Grzegorz by mi nie zapłacił za te przeloty. - Odpowiedział zgodnie z prawdą Daniel.|

- Tak. Nie chciałem, aby ci się coś stało. |Ta, na pewno.|– Odpowiedział chłopak.

Po tej rozmowie ~*GDZIE JEST PRZECINEK?!*~ Andromeda uśmiechnęła się do niego. Daniel pierwszy raz widział, jak Andromeda się uśmiecha ~*Znowu zmiana czasu...*~. Od razu milej mu się zrobiło.

 

Po chwili zaś, Andromeda wyjęła swój telefon |Kij z tym, że nie miała siły.| i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 6 - Papua – Nowa Gwinea, szczyt Góry Wilhelma." |Uuu, ktoś umiał korzystać z Google.| ~*A myślisz, że skąd brałam takie wymyślne miejsca?*~

- Teraz...teraz trzeba lecieć do...do Papuy – Nowej Gwinei...Miejsce...Miejsce Przeznaczenia jest na...na szczycie Góry Wilhelma... - Powiedziała Andromeda po przeczytaniu tego.

Po tych słowach, Daniel posiedział jeszcze trochę przy Andromedzie |Już nie udawaj takiego dobrego, bo wszyscy wiemy, że to nie prawda.|, po czym poszedł do kabiny pilota. Po chwili ~*Przecinek? Przecinek!!! Wracaj tu!!!*~ helikopter ruszył...    

|Ten rozdział mnie mocno wkurwił. Idę sobie zrobić kawy i zaraz wracam.|

____________________________________________  

Rozdział VI – Upadek

~*Jeżeli tego opka, to to nastąpiło od samego prologu.*~

Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do Papuy – Nowej Gwinei. ~*Ciekawe, czy jest stara Gwinea...*~  Po wylądowaniu zaś, Daniel wyszedł z kabiny pilota i spytał Andromedę:

- Andromedo, lepiej się czujesz? ~*A jak myślisz, deklu?*~

- Nie...Tak mi słabo... - Odpowiedziała dziewczyna, po czym chciała wstać. Jednak, Daniel widząc to, powiedział:

- Skoro jest ci słabo, to nie ma sensu, abyś się męczyła. Nie wiadomo co się może na tej górze wydarzyć. Ja mogę zniszczyć to Miejsce za ciebie. ~*Bo wiesz, więcej hajzów.*~

- Naprawdę? – Spytała zdziwiona taką reakcją Andromeda.

- Naprawdę. – Potwierdził Daniel.

Po tej rozmowie, chłopak wyjął z odpowiedniej klapy sprzęt Andromedy po czym wyszedł z helikoptera...

 

Gdy był na zewnątrz, popatrzył na Górę Wilhelma, po czym pomyślał:

„Obym nie spadł podczas wspinaczki..." ~*Mam nadzieję, że tak się stanie.*~

Po czym zaczął się wspinać. O dziwo, wspinaczka szła mu bardzo dobrze. ~*Jakie dziwo, byłam mistrzynią wymyślania bzdur w locie.*~ Daniel zdziwił się tym, gdyż nigdy nie wspinał się po górach. ~*Mówiłam*~ Gdy zaś po parunastu minutach doszedł na szczyt, ustawił sprzęt Andromedy i nacisnął odpowiedni przycisk. Dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę z tego co zrobił. Nie mógł on odbiec na bezpieczną odległość, gdyż spadłby w dół. ~*Co za debil...*~ Mógł on tylko czekać...

 

Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu i odepchnął Daniela w tył. ~*Zdziwiłabym się, gdyby odepchnął go na wskroś.*~ Przez to ~*GDZIE JEST PRZECINEK?!*~ |Sądzę, że powinnaś przestać się czepiać przecinków, bo one tutaj są stawiane losowo.| ~*W sumie faktycznie.*~ chłopak spadł w dół. Po kolejnej chwili zaś uderzył bardzo mocno w głowę, przez co zemdlał...

 

Godzinę później, gdy chłopak obudził się, poczuł, że strasznie boli go głowa. |No ciekawe czemu.| Nie zdziwił się tym, gdyż przecież uderzył bardzo mocno w głowę. ~*Biedny Captain Obvious, konkurencja zaraz go wygryzie...*~ Mimo tego, wstał on i podniósł maszynę, która leżała koło niego, po czym ruszył w kierunku helikoptera.

 

Gdy już tam wszedł, ujrzał, ~*Wiem, że nie powinnam, ale CO TU KURWA ROBI TEN PRZECINEK?!*~ że Andromeda spała. Chłopak na początku pomyślał, że w czasie jego nieobecności dziewczyna umarła, |xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD To jest takie hipernierealistyczne, że aż skisłem. xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD| ~*Mam nadzieję, że to nie jest początek twojej głupawki stulecia.*~ |Nie| ~*Uff...*~ jednak po chwili ujrzał, że ta się porusza ~*Znowu zmiana czasu...Kurwa jego pierdolona mać.*~. Nie miał on serca, aby ją budzić. Podszedł on więc po cichu do odpowiedniej klapy i schował tam sprzęt, po czym, jako iż podejrzał na jakiej stronie Andromeda sprawdza położenie Miejsc Przeznaczenia, |Co nie było NIGDZIE WSPOMNIANE.| wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 7 - Stany Zjednoczone, Nowy Jork, Bronx, koniec Coop City. |Istnieje takie miasto?| ~*Ta. Dowiedziałam się o nim z filmu "Życie po zagładzie ludzi.".*~ |. . .|"

„Czyli teraz do Stanów Zjednoczonych..." – Pomyślał Daniel po przeczytaniu tego. ~*No serio, nowy Captain Obvious.*~

Po chwili ruszył on do kabiny pilota, po czym ruszył w kierunku Nowego Jorku...

____________________________________________

Rozdział VII – W Coop City. 

Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do Coop City. ~*To "Coop" kojarzy mnie się z trybem Multiplayer w "Portal 2".*~ |Ty, rzeczywiście.| Gdy zaś wylądował, Daniel wyszedł z kabiny pilota i widząc, że Andromeda już się obudziła, spytał:

- Andromedo, lepiej ci?

- Nie...Nadal mi słabo... - Odpowiedziała dziewczyna, po czym chciała wstać, jednak Damian widząc to, powiedział:

- Nie, lepiej jeszcze nie wstawaj jak jest ci słabo. Nie wiadomo co ci się tam może stać. |A poza tym, wiesz. Hajsy i te sprawy lecą...|

- Daniel...Naprawdę? Zrobiłbyś to dla mnie? – Spytała zdziwiona dziewczyna.

- Tak. Nie chcę po prostu, aby ci się coś stało. |Bo jakby coś ci się stało, skończyłbym w pierdlu i nie dostał hajsu.| – Powiedział chłopak.

Po tej rozmowie, podszedł on do odpowiedniej klapy i wyjął z niej sprzęt Andromedy. Kiedy to zrobił, wyszedł z helikoptera.

 

Kiedy to zrobił, zauważył, że w Coop City świeciło pustkami. ~*Jak w tym filmie!*~ |


............................................________
....................................,.-'"...................''~.,
.............................,.-"..................................."-.,
.........................,/...............................................":,
.....................,?......................................................,
.................../...........................................................,}
................./......................................................,:'^'..}
.............../...................................................,:"........./
..............?.....__.........................................:'.........../
............./__.(....."~-,_..............................,:'........../
.........../(_...."~,_........"~,_....................,:'........_/
..........{.._$;_......"=,_......."-,_.......,.-~-,},.~";/....}
...........((.....*~_......."=-._......";,,./'..../"............../
...,,,___.'~,......"~.,....................'.....}............../
............(....'=-,,.......'........................(......;_,,-"
............/.'~,......'-...................................../
.............'~.*-,.....................................|,./.....,__
,,_..........}.>-._...................................|..............'=~-,
.....'=~-,__......',.................................
...................'=~-,,.,...............................
................................':,,...........................'..............__
.....................................'=-,...................,%'>--==''
........................................_..........._,-%.......'
...................................,

Daniel trochę się tym zdziwił, zważywszy na to, że Coop City nie jest opuszczone. ~*A Captain Obvious już nie powinien stracić posady?*~ |Powinien i to dawno.| Mimo wszystko ruszył on przed siebie...

 

Po parunastu minutach, gdy chłopak doszedł do końca Coop City, ustawił tam sprzęt Andromedy, po czym nacisnął odpowiedni przycisk i odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. ~*Bo jakbym wtedy napisała "pół terenu", to to nie brzmiałoby tak zajebiście.*~

 

Niestety, naruszony został również blok który stał niedaleko, |A ten blok pojawił się od tak, aby rozdział miał jakąś akcję.| przez co, Daniela, ~*Znowu niepotrzebny przecinek.*~ który pod nim stał, bardzo mocno uderzyła w głowę spadająca cegła. Po chwili chłopak osunął się nieprzytomny na ziemię...

 

Godzinę później, gdy chłopak obudził się, czuł, że mocno boli ~*Znowu zmiana czasu...*~ go głowa. Nie zdziwił się on tym, gdyż przecież uderzyła go bardzo mocno cegła. |Czy twoim idolem kiedyś był Captain Obvious?| ~*Nie, co jest dziwne, zważając na te oczywiste zdania.*~ Mimo bólu, wstał on z ziemi i podniósł sprzęt, który był niedaleko, po czym ruszył w drogę powrotną.

 

Kiedy zaś wszedł do helikoptera, ujrzała go Andromeda. Widząc go, od razu powiedziała:

- O, Daniel...Nareszcie jesteś...Już się bałam, że coś ci się tam stało...Nie było cię godzinę... |Nadkropkozy ciąg dalszy.|

- Oj, nie musiałaś się martwić. – Powiedział chłopak.

Po tej rozmowie, dziewczyna wyciągnęła telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 8 - Środek Oceanu Spokojnego." ~*O, będzie krótki rozdział*~ |

|

- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest pośrodku Oceanu Spokojnego. – Powiedziała dziewczyna po przeczytaniu tego.

Po tych słowach, Daniel poszedł do kabiny pilota, a Andromeda zaczęła przeglądać rzeczy na telefonie. Po chwili zaś, helikopter ruszył...    

____________________________________________

Rozdział VIII – Niszczenie Oceanu Spokojnego i wypadek. 

~*A nie, jednak nie będzie krótki.*~

|;"-(|

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Oceanu Spokojnego. Gdy tam był, Daniel włączył autopilota i wyszedł do Andromedy. Kiedy to zrobił, spytał:

- Andromedo, czy czujesz się już lepiej?

- Wprawdzie nie jest mi już słabo, ale nadal nie mam siły aby wstać. – Odpowiedziała dziewczyna, po czym chciała wstać. Jednak, Daniel, widząc to, powiedział:

- Skoro nie masz jeszcze sił, aby wstać, to ja mogę zniszczyć to Miejsce za ciebie. ~*Bo wiesz. Hajs.*~

- Daniel, to już trzecie Miejsce które niszczysz za mnie... |O, przebłysk inteligencji...| - Powiedziała Andromeda.

- Oj, nie chcę, aby coś ci się stało. ~*Inaczej nie dostanę hajsu.*~ – Rzekł chłopak.

Po tej rozmowie, Daniel podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej sprzęt Andromedy. Gdy to zrobił, już chciał zejść pod pokład, jednak zatrzymał go głos Andromedy. Dziewczyna mówiła:

- Daniel, zaczekaj. Ja chcę ci podziękować za to, co dla mnie robisz. Nie wiedziałam, że będziesz aż taki dobry... |A jednak przebłysk inteligencji spełzł na niczym. :-(|

- Oj, ja po prostu nie chcę aby coś ci się złego stało oraz aby Grzegorz nie cierpiał po twojej stracie. ~*A tak na serio, to chodzi o hajs.*~ – Rzekł Daniel.

Po tej rozmowie, chłopak zszedł pod pokład po czym podszedł do drabinek. Kiedy to zrobił, odczepił je od uchwytów, po czym do uchwytów przyczepił sprzęt i wrócił na pokład. Po zrobieniu tego, poszedł do kabiny pilota i ~*Gdzie jest przecinek?!*~ za pomocą odpowiedniej dźwigni nacelował sprzęt na środek oceanu, po czym ustawił maksymalną moc i za pomocą odpowiedniego przycisku wycelował. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ ziemi która była pod wodą. |Jakim cudem, to ja nie wiem.| Na dodatek, z wody na chwilę zrobił się słup, który wzbił się w górę, po czym opadł.

 

Po wybuchu, Daniel wyszedł z kabiny pilota i ponownie zszedł pod pokład. Gdy to zrobił, odczepił urządzenie Andromedy od uchwytów, po czym przyczepił do nich drabinki i wrócił na pokład. Kiedy tam był, schował maszynę do odpowiedniej klapy, po czym odwrócił się do Andromedy i zapytał:

- A teraz, gdzie musimy lecieć? ~*Pewnie do Zadupia Górnego.*~

W tym momencie dziewczyna wyjęła telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową, po czym weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 9 - Azja, Wyspa Bożego Narodzenia, wejście do Poon Saan." ~*Byłam blisko.*~

- Teraz musimy lecieć do Azji, na Wyspę Bożego Narodzenia. Miejsce Przeznaczenia jest przy wejściu do Poon Saan. – Powiedziała dziewczyna po przeczytaniu tego.

Po tej rozmowie, Daniel poszedł do kabiny pilota i wyłączył autopilota, po czym ruszył...

 

Niestety, ta droga nie była miła. Po chwili od wyruszenia, dało się słyszeć alarm, a po kolejnej chwili helikopter spadł do wody. ~*To było szybkie.*~ |Jak wszystko tutaj.| Gdy znalazł się pod wodą, Daniel zaczął próbę odpięcia pasów. Przez długi czas mu to nie wychodziło. Po chwili jednak udało mu się to. ~*Te zdania pojedyncze są tak wkurwiające...*~ Po odpięciu pasów, chłopak wypłynął z kabiny pilota, po czym chwycił za rękę nieprzytomną z powodu braku powietrza Andromedę i zaczął on płynąć ku wyjściu. |Ja bym tą idiotkę zostawił i ratował sam siebie. No, chyba że to byłaby Tristitia.|

 

Po parunastu minutach, gdy Daniel powoli zaczynał opadać na dno, udało mu się wypłynąć z helikoptera oraz wydostać na powierzchnię wody. ~*Pomijając fakt, że oboje powinni już dawno się utopić.*~ Kiedy był na powierzchni, wyciągnął Andromedę spod wody, po czym przeniósł ją na jakąś wysepkę, która była niedaleko |I pojawiła się znikąd.| i sprawdził, czy dziewczyna żyje ~*Kuźwa, znowu zmiana czasu?*~. Na szczęście żyła ona.

 

W czasie oczekiwań na moment wybudzenia się Andromedy, Daniel podpłynął do wraku helikoptera, który o dziwo unosił się na wodzie ~*O, znowu bzdura wymyślona w locie.*~, i wyciągnął go na brzeg |JAKIM KURWA CUDEM?!|. Kiedy to zrobił, zaczął naprawę helikoptera...

 

Godzinę później, Andromeda obudziła się. Gdy otworzyła oczy, ujrzała nad sobą Daniela. Od razu spytała się go:

- Co...Co się stało? 

W tym momencie chłopak opowiedział jej wszystko, co się niedawno wydarzyło. Kiedy skończył, Andromeda powiedziała:

- Dziękuję, że mnie tam nie zostawiłeś... ~*Szkoda, że tak się nie stało.*~

- Oj, nie zrobiłbym tego. Nie chcę, aby coś ci się stało. |Chyba nie muszę mówić, dlaczego.| – Powiedział chłopak.

Po tej rozmowie, chłopak pomógł dziewczynie wstać, po czym oboje wsiedli do naprawionego helikoptera. Po chwili zaś ~*GDZIE JEST PRZECINEK?!*~ ruszyli w kierunku Wyspy Bożego Narodzenia...    

____________________________________________  

Rozdział IX – Spotkanie z wrogami. 

~*Uuu...Będzie gruuubo.*~

Kilkanaście godzin po wypadku helikoptera, Andromeda ujrzała, że jest niedaleko Wyspy Bożego Narodzenia. Jednak, ujrzała również, że wyspa świeciła pustkami. ~*Standard*~ Dziewczyna zdziwiła się trochę tym widokiem, jednak pocieszyła się myślą, że nikt nie przybiegnie na miejsce wybuchu. |Be Optimist|

 

Po parunastu minutach, gdy helikopter wylądował, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Gdy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej urządzenie. ~*Po cholerę powtarzać ten sam fakt już któryś raz?*~ |Licznik słów...| Po zrobieniu tego, już chciała wyjść z helikoptera, jednak w tym momencie usłyszała głos Daniela, który mówił:

- Andromedo, już się lepiej czujesz? ~*A jak myślisz, kretynie? Skoro wstała, to znaczy, że tak.*~

- Tak, już tak. – Odpowiedziała dziewczyna, po czym wyszła z helikoptera.

Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszyła ona w kierunku wejścia do Poon Saan. Po parunastu minutach, gdy się tam znalazła, ustawiła pod wejściem swoją maszynę i już chciała nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie usłyszała kroki. Naturalnie odwróciła się ona. Kiedy to zrobiła, ujrzała...Patryka i Mateusza, czyli wrogów i jej i Grzegorza. ~*Którzy pojawili się od tak, z dupy.*~

- Dajcie mi wreszcie spokój... - Powiedziała z irytacją w głosie Andromeda.

- NIE!!! NIE DAMY CI SPOKOJU!!! – Krzyknął Patryk.

- A coś ty taki zły? – Spytała Andromeda. |Kolejny kosy nie zdobył.|

- On tak od rana. Na coś się wkurzył i ciągle chodzi zły. – Odpowiedział Mateusz. |A to, co przed chwilą powiedziałem, niczego wam nie wyjaśnia?|

Po tej rozmowie tradycyjnie zaczęła się walka. Na początku wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie ~*GDZIE JEST PRZECINEK?!*~ wygrała Andromeda. |Bo kto inny...| Pchnęła ona Patryka w kierunku przycisku uruchamiającego jej maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

- Co ty zrobiłaś?! – Krzyknął Mateusz. |Ślepy jesteś, deklu?|

- Sam widzisz. Wykorzystałam walkę z wami do zniszczenia Miejsca Przeznaczenia. – Powiedziała ze śmiechem dziewczyna. ~*Bo to było takie zabawne, że aż kisnę.*~

- TO JESZCZE NIE KONIEC!!! – Krzyknął Patryk, po czym ~*Przestanę kwestionować sprawę przecinków...*~ wraz z Mateuszem odszedł.

Andromeda również ruszyła w drogę powrotną. Wzięła swój sprzęt, po czym poszła do helikoptera. W czasie drogi wyciągnęła swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 10 - Republika Południowej Afryki, Pretoria, pierwsza ulica."

„Czyli teraz do Pretorii..." – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego. ~*Ta oczywistość mnie wkurwia.*~

Zaś po wejściu do helikoptera, tradycyjnie ujrzała Daniela, który widząc Andromedę, powiedział:

- O, Andromeda. Szybko ci dziś poszło. ~*Kolejny, który chce podbijać świat pojedynczymi zdaniami...*~ Tak w ogóle, to gdzie teraz musimy lecieć?

- Do Południowej Afryki, do Pretorii. Miejsce Przeznaczenia jest na pierwszej ulicy. – Odpowiedziała dziewczyna.

Po tej rozmowie, oboje zrobili to co zwykle. |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*. . .*~  Po chwili zaś helikopter ruszył...

____________________________________________    

Rozdział X – Nieprzyjemne spotkanie. 

|DUN DUN DUUUUUUUUUN!|

Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do Pretorii. Andromeda ujrzała, że ponownie są tam pustki. ~*To już jest standard.*~ Dziewczyna trochę zaniepokoiła się tym, gdyż pustki znaczą u niej zawsze jakąś niebezpieczną przygodę lub spotkanie z wrogami. |A, że spotkanie z wrogami było rozdział temu oraz tytuł wskazuje, co się stanie, to mam nadzieję, że zginie.| Po paru minutach, helikopter wylądował. Gdy stał już na ziemi, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera.

 

Gdy zaś była na zewnątrz, czuła, że ktoś ją obserwuje. ~*To pewnie ja, celująca w nią snajperką.*~ Andromeda gwałtownie odwróciła się, jednak nikogo nie zobaczyła. Wzruszyła więc ramionami |To jest tak realistyczne, szczególnie w pustym mieście.| i poszła w poszukiwaniu pierwszej ulicy. Po parunastu minutach, znalazła takową. ~*Znowu te jebane zdania pojedyncze.*~ Ustawiła ona więc na niej swój sprzęt i już chciała go włączyć, gdy w tym momencie poczuła, że ktoś przystawia jej pistolet do głowy. |TAK!!!| Dziewczyna przestraszyła się nie na żarty. Od razu odwróciła się, aby zobaczyć, kto ją chce zabić. Gdy to zrobiła, ujrzała...Dawida, czyli brata Grzegorza. ~*O, mój ukochany. Jedyna normalna postać.*~

- DAWID?! Co ty tu robisz?! A w ogóle daj mi spokój! – Powiedziała Andromeda po chwili.

- Nie dam ci spokoju. Chyba, że dasz się zabić. – Powiedział Dawid.

- Wariat. – Powiedziała dziewczyna. |I zabiła Dawida.| ~*SPIERDALAJ OD MEGO MENSZA!*~

- ODWOŁAJ TO!!! – Krzyknął chłopak.

- Nie. – Powiedziała Andromeda.

Po tej rozmowie, Dawid chciał zastrzelić Andromedę, jednak ta była zwinniejsza od niego. ~*Kolejna z matriksowymi mocami...*~ Po godzinie, Dawidowi skończyła się cała amunicja do pistoletu. |To ile on jej miał?| Andromeda, widząc to, powiedziała ze słyszalną kpiną w głosie:

- Oh, naszemu Dawidkowi skończyła się amunicja...Jaka szkoda...Nie będzie już mógł zabijać...Hahaha... |Przedszkole?| ~*Chyba tak.*~

W tym momencie Dawid maksymalnie się wkurzył. Schował on swój pistolet i skoczył na Andromedę. W tym momencie zaczęła się walka wręcz. Na początku wygrywał Dawid, gdyż kiedy się wkurzył, walczył dwa razy lepiej. ~*Bo Dawid jest zajebisty. Oczywiście zaraz po tobie, Slade.*~ |:*| Jednak, w pewnym momencie popełnił on swój najgorszy błąd. Pchnął Andromedę w kierunku przycisku uruchamiającego jej maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

- Hahaha...Dzięki za pomoc... - Powiedziała Andromeda ze śmiechem. ~*Ona to ma zjebane poczucie humoru.*~ 

- JESZCZE SIĘ POLICZYMY!!! – Krzyknął Dawid po czym odszedł.

Andromeda również ruszyła w drogę powrotną. W czasie drogi zaś wyjęła ona z kieszeni telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 11 - Półwysep Arabski ~*Będzie bombowo.*~, Jemen, szczyt Ghumdan Palace."

„Czyli teraz do Jemenu..." – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego.

Kilka minut później, gdy weszła ona do helikoptera, od razu zauważył ją Daniel. Od razu spytał ją:

- I? Gdzie musimy teraz lecieć? |- Do terro...em...na Półwysep Arabski. - Odpowiedziała Andromeda.|

- Do Półwyspu Arabskiego, do Jemenu. Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie Ghumdan Palace. – Odpowiedziała Andromeda.

Po tej rozmowie, oboje zajęli się tym czym zwykle. 

|

|

Po chwili zaś, helikopter ruszył...

 ____________________________________________      

Rozdział XI – Upadek w dół. 

|DUN DUN DUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU...

UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUN!|

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał do Jemenu, Andromeda ujrzała, że ~*Terroryści ćwiczyli kolejny atak bombowy.*~ było tam całkowicie pusto. ~*Byłam blisko.*~ Zdziwiła się ona tym, jednak pomyślała, że po prostu tak musi być. |XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD Kto by tak pomyślał?| Po paru minutach, helikopter wylądował przed Ghumdan Palace. Andromeda, widząc, że nie są na dachu, spytała Daniela:

- Co to ma znaczyć?! Dlaczego nie jesteśmy na dachu?! ~*Ktoś tu chyba dostał okresu.*~

- Jakbym wylądował na dachu, nie miałabyś jak zniszczyć tego Miejsca. – Odpowiedział Daniel.

|Co za emocjonująca rozmowa...|

Po tej rozmowie, Andromeda podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Kiedy to zrobiła, wyszła z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, dziewczyna ruszyła do Ghumdan Palace. Po wejściu do niego, zaczęła szukać wejścia na dach. Gdy zaś po parunastu minutach znalazła to, czego szukała, weszła na szczyt i udała się na jego środek, czyli do Miejsca Przeznaczenia, po czym ustawiła tam swój sprzęt. ~*O Jezu...Porządne zdanie złożone!!! Zapamiętajcie tę chwilę, bo to się może więcej nie powtórzyć.*~ Po zrobieniu tego nacisnęła odpowiedni przycisk. ~*Mówiłam?*~ I w tym momencie zdała sobie sprawę z tego co zrobiła. Nie mogła odbiec na bezpieczną odległość, gdyż ta bezpieczna odległość była poza dachem. Dziewczyna musiała więc czekać...

 

Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził ½ szczytu. Przez wybuch, Andromedzie zniszczył się grunt pod nogami i dziewczyna zaczęła spadać w dół. Ze strachu zamknęła ona oczy. Po chwili zaś, poczuła, że ktoś ją trzyma. Od razu otworzyła ona oczy i odwróciła głowę. Gdy to zrobiła, ujrzała Daniela.

- Daniel...Dziękuję, że mnie złapałeś... - Powiedziała po chwili Andromeda. |Kurwa, ten idiota musi wszystko psuć. :<|

- Oj, nie ma za co...Nie chcę, aby ci się coś stało. – Rzekł chłopak.

Po tej rozmowie, Daniel postawił Andromedę na ziemi i wraz z nią ruszył do helikoptera. W czasie drogi, Andromeda wyciągnęła swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

„Miejsce Przeznaczenia 12 - Mauritius, koniec Portu Louis.|Będą terroryści?| ~*Nein*~

|


|

- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest w Mauritius, na końcu Portu Louis. – Powiedziała dziewczyna po przeczytaniu tego.

Po chwili, gdy oboje weszli do helikoptera ~*Gdzie jest spójnik "i"?*~, zajęli się tym czym zwykle.

|

 |

~*Slade, co jest dzisiaj z tobą nie tak?*~

|xD Nic|

Po chwili zaś helikopter ruszył...

____________________________________________ 

Rozdział XII – Pod wodą.

~*Niech się wreszcie utopi...*~

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał do Mauritius, Andromeda ujrzała, że jest tam całkowicie pusto. ~*Norma...*~ Dziewczyna trochę zaniepokoiła się tym, gdyż zwykle znaczyło to jakąś niebezpieczną przygodę. Parę minut później, helikopter wylądował pośrodku miasta. |Kolejny speedrun.| Andromeda od razu spytała Daniela:

- Co to ma znaczyć?! Dlaczego nie jesteśmy na końcu miasta?!

- Gdybym wylądował na końcu miasta, który jest zwykłym portem ~*O, szczątki researchu!*~, to nie miałabyś jak zniszczyć Miejsca Przeznaczenia. – Odpowiedział Daniel.

Po tej rozmowie, Andromeda podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera...

 

Gdy była na zewnątrz, ruszyła w kierunku końca miasta. Po parunastu minutach, gdy tam była, ustawiła swój sprzęt i nacisnęła odpowiedni przycisk. I w tym momencie zorientowała się, co zrobiła. Nie mogła ona odbiec na bezpieczną odległość, gdyż ta odległość była w wodzie. |Ona to jest dopiero debilką do sześcianu.| Musiała ona więc czekać...

 

Po chwili zaś dało się słyszeć huk, który wysadził ½ portu. Andromeda, jako iż grunt pod nogami jej się zawalił, przez co dziewczyna wpadła do wody. ~*Was?*~ |Nie mam pojęcia.| Po chwili, gdy już opadła na dno, ujrzała jej sprzęt, który za nią wpadł. Podpłynęła ona do niego, chwyciła go i zaczęła płynąć ku górze...

 

Paręnaście minut później, gdy Andromedzie zaczęło robić się ciemno przed oczami, udało jej się wypłynąć na powierzchnię. ~*No kurwa oczywiście.*~ Po wypłynięciu odetchnęła ona, po czym wyszła na ląd. Kiedy to zrobiła, ruszyła w drogę powrotną.

 

W czasie drogi, wyjęła ona swój telefon |Który O DZIWO działał.| i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 13 - Rosja, Kazań, szczyt Kazańskiego Uniwersytetu Państwowego."

„Czyli znów do Rosji..." – Pomyślała Andromeda po przeczytaniu tego. ~*Captain Obvious już chyba stracił posadę.*~

Po parunastu minutach, doszła ona do helikoptera. Kiedy tam była, ujrzała Daniela, który widząc ją, powiedział:

- O, Andromeda. Już miałem cię szukać. Dość długo cię nie było.

- Ty to chyba przewrażliwiony jesteś. – Powiedziała dziewczyna. ~*Wiesz, Andziu. Hajs.*~

- Mniejsza. Tak w ogóle, to gdzie teraz musimy lecieć? – Spytał Daniel. |- Do kraju wódką i Putinem płynącego. - Odparła dziewczyna.|

- Do Rosji, do Kazań. Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie Kazańskiego Uniwersytetu Państwowego. – Odpowiedziała Andromeda.

Po tej rozmowie, oboje zajęli się tym czym zwykle. 

|

|

~*. . . <- Kropki rozpaczy.*~

Po chwili helikopter ruszył... 

____________________________________________   

Rozdział XIII – Upadek

~*Znowu?*~

Kilkanaście godzin później, gdy Andromeda dolatywała do Kazań, ujrzała, że jest tam spokojnie. ~*Co na Rosję jest serio dziwne.*~

„Przynajmniej nie pustkowia..." |Zawsze to jakaś odmiana.|  – Pomyślała dziewczyna.

Po parunastu minutach, helikopter wylądował przed uniwersytetem. Andromeda wiedziała dlaczego, więc nie zrobiła awantury Danielowi. ~*Nareszcie*~ Po wylądowaniu, dziewczyna odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera.

 

Gdy była na zewnątrz, ruszyła do uniwersytetu. Kiedy tam była, ku jej szczęściu, ujrzała, że w środku było pusto. |Żeby nikt nie przeszkadzał naszej Mary Sue.| Dziewczyna ruszyła więc w poszukiwaniu wejścia na dach.

 

Paręnaście minut później, gdy takowe znalazła, weszła na dach i ustawiła w odpowiednim miejscu swój sprzęt, po czym nacisnęła odpowiedni przycisk. Nie mogła jednak odbiec na bezpieczną odległość, gdyż spadłaby za dach. ~*Ja pierdolę, znowu?*~ Musiała więc czekać...

 

Chwilę później, dało się słyszeć huk, który wysadził ½ dachu. Andromeda, jako iż miejsce na którym stała zawaliło się, spadła w dół. W locie jednak, udało jej się obrócić na nogi. Gdy zaś spadła, o dziwo nie połamała sobie nóg, a jedynie ją zaczęły boleć. |NO JA PIERDOLĘ!!! Co ona, kotem jest?!| Po chwili dziewczyna usłyszała brzdęk. To jej urządzenie spadło na dół. Andromeda podniosła je, po czym ruszyła w drogę powrotną...

 

W czasie drogi, wyjęła ona swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

„Miejsce Przeznaczenia 14 - Polska, Szczecin, koniec stoczni ~*Usuwam nazwę, żeby nie było, że robię antyreklamę.*~"

„No, czyli teraz do Polski." – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego. |Dawno tam nie byliśmy.|

Po chwili, gdy doszła już do helikoptera, ujrzała Daniela, który widząc Andromedę powiedział:

- Nawet szybko ci dziś poszło. Tak w ogóle, to gdzie teraz musimy lecieć?

- Do Polski, do Szczecina. ~*A właśnie, bo bym zapomniała: SZCZECINUŚ!!! <3*~

|

  ......................................__................................................
.............................,-~*'¯lllllll'*~,..........................................
.......................,-~*'lllllllllllllllllllllllllll¯'*-,....................................
..................,-~*llllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll*-,..................................
...............,-*llllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll.\.......................... .......
.............;*'lllllllllllllllllllllllllll,-~*~-,llllllllllllllllllll\................................
..............\lllllllllllllllllllllllllll/.........\;;;;llllllllllll,-'~-,......................... ..
...............\lllllllllllllllllllll,-*...........'~-~-,...(.(¯'*,',..........................
................\llllllllllll,-~*.....................)_-\..*'*;..)..........................
.................\,-*'¯,*')............,-~*'~................/.....................
..................|/.../.../~,......-~*,-~*';................/.\..................
................./.../.../.../..,-,..*~,.'*~*................*...\.................
................|.../.../.../.*'...\...........................)....)¯'~,..................
................|./.../..../.......)......,.)'*~-,............/....|..)...'~-,.............
..............././.../...,*'-,.....'-,...*'....,---......\..../...../..|.........¯'''*~-,,,,
...............(..........)'*~-,....'*'.,-~*.,-*......|.../..../.../............\........
................*-,.......'*-,...'~,..''.,,,-*..........|.,*...,*...|..............\........
...................*,.........'-,...)-,..............,-*'...,-*....('-,............\.......
......................f'-,.........'-,/...*-,___,,-~*....,-*......|...'-,..........\........

|  

Miejsce Przeznaczenia jest na końcu stoczni. – Odpowiedziała Andromeda.

Po tej rozmowie, oboje zajęli się tym co zwykle. 

|

|

Po chwili zaś, helikopter ruszył...

____________________________________________     

Rozdział XIV – W Szczecinie.

~*Szczecin! Szczecinuś! <333*~

|... <- Kropki żenady.|

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał do Szczecina ~*<3*~, Andromeda ujrzała, że jest |Ta zmiana czasu zaczyna mnie wkuźwiać.| ~*Me too*~ tam spokojnie. Dziewczyna ucieszyła się, bo nie było pusto. Po wylądowaniu przed stocznią, dziewczyna odpięła pasy, wstała z siedzenia i poszła do odpowiedniej klapy. Gdy to zrobiła, wyjęła z niej swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera.

 

Gdy była na zewnątrz, ruszyła w kierunku stoczni. Niestety, gdy chciała tam wejść, okazało się, że była ona zamknięta. ~*Pewnie uciekli przed kolejnymi demonstracjami.*~ |Zło-dzie-je! Zło-dzie-je!| ~*Właśnie*~ Dziewczyna zaczęła więc szukać jakieś niedomkniętej szpary. W końcu, po parunastu minutach poszukiwania znalazła jakąś wąską, niedomkniętą szparę.

|

|

~*Kogoś tu trzeba wsadzić do izolatki...*~

Najpierw dziewczyna spróbowała przełożyć przez nią sprzęt. O dziwo udało jej się to, mimo iż sprzęt nie był jakiś wąski. ~*Kolejna hipernierealistyczna sytuacja...*~ Po zrobieniu tego, wciągnęła ona brzuch i zaczęła próbę dostania się do środka.

 

Po parunastu minutach, gdy Andromeda zaczęła powoli mdleć z braku powietrza |PO PARU MINUTACH?!|, w końcu dostała się do środka. Gdy zaś była w środku, odetchnęła, po czym spróbowała wstać. Niestety, gdy już stała, jej nogi odmówiły posłuszeństwa i dziewczyna bezwładnie opadła na ziemię. ~*JEBS!*~ Musiała więc leżeć. Na szczęście w stoczni nikogo nie było |W końcu była zamknięta, czyż nie?|, więc nikt jej nie zauważył.

 

Godzinę później, gdy Andromeda odzyskała siły, wstała z ziemi i wzięła swój sprzęt. Gdy to zrobiła, ruszyła w odpowiednim kierunku. Paręnaście minut później, dziewczyna doszła już do końca stoczni. Gdy tam była, ustawiła w odpowiednim miejscu swój sprzęt i nacisnęła odpowiedni przycisk, po czym odbiegła na bezpieczną odległość.

 

Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził ½ stoczni. ~*Zgaduję, że jakiś statek też poszedł w piździec.*~ Po wybuchu, Andromeda wzięła swój sprzęt i wyszła z ocalałej połowy stoczni. |Ciekawe, jaka byłaby reakcja pracowników kolejnego dnia.| ~*W mediach byłoby pewnie o tym tak głośno, jak w tym roku o G20.*~ Gdy była już na zewnątrz, wyjęła swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 15 - Początek Ziemi Franciszka Józefa ~*W sensie tego jedynego, inteligentnego zaborcy Polski?*~ |Chyba yes.|."

„Czyli teraz tam..." – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego.

Po kilku minutach, gdy dziewczyna weszła do helikoptera, ujrzał ją Daniel. Od razu powiedział:

- Już miałem iść cię szukać. Długo cię nie było.

- Oj, tylko godzinę. – Powiedziała dziewczyna.

- No, to dużo. |Zawsze mogłeś ją znaleźć gdzieś pod monopolowym, uchlaną.| Tak w ogóle, gdzie teraz musimy lecieć? – Spytał chłopak.

- Do Ziemi Franciszka Józefa. Miejsce Przeznaczenia jest na jej początku. – Odpowiedziała dziewczyna.

Po tej rozmowie, zajęli się oni tym czym zwykle. 

|

|

~*Pusheen! <3*~

Po chwili zaś, helikopter ruszył...

____________________________________________       

Rozdział XV – Z|a|marznięcie

Kilkanaście godzin później helikopter doleciał do Ziemi Franciszka Józefa. Niestety, Daniel zamyślił się |Ciekawe nad czym. ( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*Slade, ten twój humor mnie dobija. ;-;*~ i doleciał do jej środka, zamiast do początku. Gdy zaś zatrzymał się pośrodku, Andromeda odpięła pasy, wstała z siedzenia i podeszła do odpowiedniej klapy. Kiedy to zrobiła, wyjęła swój sprzęt i już chciała wyjść, jednak w tym momencie ujrzała przez okno, że są POŚRODKU Ziemi Franciszka Józefa.

- DANIEL!!! CO TO MA ZNACZYĆ?! – Krzyknęła Andromeda.

- To nie jesteśmy na początku tej Ziemi? – Spytał zmieszany Daniel.

- NO WŁAŚNIE NIE!!! – Krzyknęła dziewczyna.

- Ups... - Powiedział Daniel.

~*To jest chyba najlepszy dialog z tego całego opka.*~

Po tej rozmowie, Andromeda ciągle zła na Daniela wyszła z helikoptera i ruszyła w odpowiednim kierunku.

 

Paręnaście minut później, gdy Andromedzie było tak zimno, że nie czuła rąk i nóg, w końcu doszła do początku Ziemi |To brzmi tak, jakby doszła do początku naszej planety.|. Ustawiła więc tam swój sprzęt, nacisnęła odpowiedni przycisk i resztkami sił odbiegła na bezpieczną odległość. Po chwili zaś dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

 

Po wybuchu, Andromeda zebrała swój sprzęt i ruszyła w drogę powrotną. W czasie drogi wyciągnęła ona swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 16 - Seszele, środek Aride Island. |Szkoda, że nie Alcatraz Island.|"

„Czyli teraz tam..." – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego.

Po paru minutach, gdy doszła do helikoptera, ujrzał ją Daniel. Widząc, że ta trzęsie się, od razu spytał:

- Co ci się stało? |- Kurwa mrówki mnie oblazły. A jak myślisz, deklu? - Odpowiedziała z irytacją w głosie Andromeda.|

- Z-zimno m-mi... - Odpowiedziała drżącym głosem Andromeda.

- Hmm...Na razie okryj się tym kocem który tam leży ~*i który pojawił się tu znikąd*~. – Powiedział chłopak wskazując na odpowiednie siedzenie.

Po tej rozmowie, Andromeda poszła tam i okryła się szczelnie kocem, a Daniel schował jej sprzęt do odpowiedniej klapy. Po chwili spytał:

- A gdzie teraz musisz się udać?

- D-do S-seszele...M-miejsce P-przeznaczenia j-jest p-pośrodku |Alcatraz| A-aride I-island... - Odpowiedziała drżącym głosem Andromeda.

Po tej rozmowie, Daniel poszedł do kabiny pilota. Zaś po chwili helikopter ruszył...    

____________________________________________         

Rozdział XVI – Wypadek

|I oczywiście gdzie wylądują? Na pierdolonej wyspie! -.-|

~*W ogóle, to co ludzie mają z tymi wyspami? Filmy i ogólnie wszystko, które ma ten motyw jest NUDNE. Oprócz wiadomo jakiego serialu.*~

|A skąd mam wiedzieć?|

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał do ~*Alcatraz*~ Aride Island, dało się słyszeć alarm. Po chwili helikopter zaczął pikować w dół. Po kolejnej chwili, gdy Daniel pomógł Andromedzie wyjść spod szczątków helikoptera, ~*Szybko. Nawet nie było zdania o rozpitoleniu się.*~ ta spytała:

- Co się stało? Dlaczego się rozbiliśmy?

- Coś się zepsuło. I dlatego. |No to zdanie pojedyncze już jest kurwa przesadą.| – Odpowiedział Daniel.

- I co teraz? – Spytała Andromeda.

- Ty pójdź zniszczyć Miejsce Przeznaczenia, a ja spróbuję naprawić helikopter. – Odpowiedział Daniel.

Po tej rozmowie, Andromeda wzięła sprzęt, który nie ucierpiał, gdyż był z tytanu ~*O czym nigdy wcześniej nie wspomniano, ale jebać to.*~ i ruszyła w odpowiednim kierunku.

 

Paręnaście minut później, dziewczyna doszła do środka wyspy. Gdy tam była, ustawiła w odpowiednim miejscu swój sprzęt i nacisnęła odpowiedni przycisk. Po zrobieniu tego, odbiegła na bezpieczną odległość. Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

 

Po wybuchu, Andromeda wzięła swój sprzęt i ruszyła w drogę powrotną. W czasie powrotu, wyjęła ona swój telefon i włączyła go ~*Który o dziwo się nie roztrzaskał.*~. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili zaś ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 17 - Koniec Francuskich Terytoriów Południowych i Antarktycznych."

„Łatwiejszych nazw wymyślać nie łaska?" – Pomyślała Andromeda po przeczytaniu tego. |Ich wina, że ktoś kiedyś tak nazwał to miejsce?|

Po paru minutach, gdy doszła do helikoptera, ujrzała, że Daniel skończył już naprawę |Uff...A już się bałem, że będzie jebany schemat.| i wlewa ~*Kolejna, pierdolona zmiana czasu.*~ paliwo. Dziewczyna podeszła do niego i powiedziała:

- Szybki jesteś!

- Oj, dzięki, że tak mówisz... - Powiedział Daniel, po czym dodał:

- A tak właściwie, gdzie teraz musimy lecieć? ~*Do jakiegoś francuskiego gówna. Nie tak, jakby Francja była fajna.*~

- Do Francuskich Terytoriów Południowych i Antarktycznych. Miejsce Przeznaczenia jest na ich końcu. – Odpowiedziała dziewczyna.

Po chwili, gdy oboje weszli do helikoptera, zajęli się tym czym zwykle,

|

 

|

~*Mam nadzieję, że zaraz skończy się limit dodawania zdjęć...*~

Po czym helikopter ruszył...    

____________________________________________           

Rozdział XVII – Na Francuskich Terytoriach Południowych i Antarktycznych.

~*To jest chyba najdłuższa nazwa rozdziału w tym opku.*~

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał do Francuskich Terytoriów Południowych i Antarktycznych, Andromeda ujrzała, że jest ~*KURWA!*~ tam pusto. Wiedziała ona, że znaczy ~*NOSZ KURWA JEGO MAĆ, ZNOWU!!!*~ to albo spotkanie z wrogami, albo spotkanie z bratem Grzegorza ~*:**~, lub jakąś niebezpieczną przygodę.

 

Paręnaście minut później, gdy helikopter wylądował niedaleko końca Terytoriów, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wyszła z helikoptera.

Gdy to zrobiła, ruszyła w odpowiednim kierunku. Po parunastu minutach, doszła do odpowiedniego miejsca. Kiedy tam była, ustawiła swój sprzęt w odpowiednim miejscu i nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety, przypadkiem nacisnęła również przycisk odpowiedzialny za natychmiastowy wybuch |Ta..."Przypadkiem"|. W ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Odepchnął on również Andromedę, która nie zdążyła uciec.

 

Dziewczyna ze strachu zamknęła oczy. Po chwili zaś, poczuła, że ktoś ją trzyma. ~*NO DO CHOLERY!*~ Od razu otworzyła ona oczy i odwróciła głowę. Gdy to zrobiła, ujrzała...Grzegorza.

- GRZEGORZ?! Co ty tu robisz? Nie powinieneś niszczyć Miejsc Przeznaczenia? – Powiedziała po chwili zdziwiona Andromeda.

- A no powinienem, ale przelatywałem sobie tędy, gdyż postanowiłem sprawdzić, gdzie dolecę |Jebać realizację marzeń.|, no i ujrzałem ciebie, a po chwili, że wybuch odpycha ciebie w tył. Nie mogłem pozwolić, aby coś ci się stało, więc wiesz... - Odpowiedział Grzegorz.

Po tej rozmowie, postawił on Andromedę na nogi. Gdy to zrobił, pogadali sobie jeszcze trochę, po czym oboje ruszyli w swoich kierunkach.

 

Andromeda, w czasie drogi powrotnej wyjęła swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 18 - Wyspa Cook|ies|a, Avarua, pierwszy zakręt."

„Zakręty, ulice...Może jeszcze kałuża?" ~*Z tego, co pamiętam, to owa kiedyś się pojawi.*~ – Pomyślała Andromeda po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, gdy doszła do helikoptera i weszła, ujrzała Daniela, który widząc ją, spytał:

- I? Gdzie teraz musimy lecieć?

- Na Wyspę Cook|ies|a, do Avarua. Miejsce Przeznaczenia jest na pierwszym zakręcie. – Odpowiedziała Andromeda.

Po tejrozmowie oboje zajęli się tym co zwykle. 

|

|

~*. . . <- Kropki rozpaczy.*~

Po chwili zaś helikopter ruszył...

____________________________________________             

Rozdział XVIII – Ponowne spotkanie z wrogami.

~*DAM DAM DAAAM!*~

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał do Avarua, Andromeda ujrzała, że było tam pusto. ~*Standard*~ Trochę zaniepokoiła się tym. Mimo wszystko pocieszała się myślą, że nikt nie przybiegnie na miejsce wybuchu.

 

Po chwili, gdy helikopter wylądował, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wyszła z helikoptera. |Po cholerę ciągle jest ten sam akapit?| ~*Słowa...*~

 

Gdy była na zewnątrz, ruszyła w poszukiwaniu pierwszego zakrętu. Po chwili ujrzała takowy. Od razu poszła tam i ustawiła w nim swój sprzęt ~*A przecinek biedny w kącie płacze...*~ i już chciała nacisnąć przycisk, gdy usłyszała kroki. Od razu odwróciła się ona. Gdy to zrobiła, ujrzała...swoich wrogów.

- Dajta mi spokój... - Powiedziała dziewczyna.

- NIE!!! NIE DAMY CI SPOKOJU!!! – Krzyknął Patryk.

- Chłopie, opanuj się, bo się nerwowo wykończysz. – Powiedziała Andromeda.

- CICHO BĄDŹ!!! – Krzyknął Patryk.

- Matka cię kultury nie nauczyła? – Spytała Andromeda. |Zamknij mordę, pizdo. Akurat żałuję, że jeszcze nikt ci nie wygarnął, jaka jesteś na serio.|

- Pierwszy raz zgadzam się z Andromedą. |Debil| Po pierwsze ona jest od nas starsza, a po drugie nie wyrażaj się tak. – Powiedział Mateusz.

- ZAMKNIJCIE SIĘ DO CHOLERY!!! – Krzyknął Patryk.

Po tej rozmowie, standardowo zaczęła się walka. Na początku wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie wygrała Andromeda. ~*Bo kto inny.*~ Pchnęła ona Patryka w kierunku przycisku uruchamiającego jej maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

- Co ty zrobiłaś?! – Krzyknął Mateusz.

- Jak widzisz, wykorzystałam walkę z wami do zniszczenia Miejsca. – Odpowiedziała Andromeda ze śmiechem. |*Materializuje Andromedę i spuszcza jej solidny wpierdol.*|

- JESZCZE SIĘ POLICZYMY!!! I WTEDY NIE BĘDZIE TAK FAJNIE!!! – Krzyknął Patryk.

W tym momencie Andromeda powiedziała do Mateusza:

- Mateusz, ty weź go ogarnij...

- Próbuję już od paru dni. I jak widać nic nie działa. – Powiedział Mateusz.

- PRZYCISZYCIE SIĘ W KOŃCU?! – Krzyknął Patryk.

- Zagaduję, że przegrał w Tibii. – Powiedziała Andromeda.

~*To miał być najśmieszniejszy moment w tym gafnie. Coś nie pykło.*~

W tym momencie, Andromeda i Mateusz zaczęli się śmiać. W tym momencie dało się zauważyć, że Patryk trzęsie ~*Nosz...*~ się ze złości. Po chwili chwycił on Andromedę |I dobrze jej tak.| i krzyknął:

- PRZYCISZ SIĘ WRESZCIE, BO JAK JA CI PRZYWALĘ, TO WTEDY NIE BĘDZIE TAK MIŁO!!!

- Ej, ej, ej! Nie żebym jakoś lubił Andromedę, ale ty weź ją zostaw! ~*|Debil!|*~ Po pierwsze, ona jest od ciebie i ode mnie starsza, a po drugie jak coś jej zrobisz, to będziesz miał do czynienia z Grzegorzem. – Powiedział Mateusz.

- CICHO BĄDŹ!!! NIE BĘDZIESZ MI TU... - Zaczął Patryk, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś go unosi |KURWA!!! ZNOWU ZMIANA CZASU!!!| do góry, a po chwili obraca. W tym momencie Patryk ujrzał przed sobą Grzegorza, który powiedział:

- Weź ty zostaw Andromedę, bo jak ja się zaraz z tobą policzę, to nie pozbierasz się przez następne dwa lata.

- TA, NA PEWNO!!! – Krzyknął Patryk.

- Ty weź tu nie krzycz. Po pierwsze ja jestem starszy od ciebie, a po drugie nie masz prawa grozić Andromedzie. |Akurat w tym wypadku ma prawo. I morda, Grzegorz, bo jak ja ci przypierdolę...| – Powiedział Grzegorz.

Po chwili puścił on Patryka, który wraz z Mateuszem odszedł.

Tymczasem, Andromeda spytała Grzegorza:

- Tak w ogóle, to co ty tu robisz?

- Przelatywałem tędy no i zobaczyłem co tu się wyprawiało, więc musiałem jakoś zareagować. |Debil| – Odpowiedział Grzegorz.

Później porozmawiali jeszcze trochę, po czym oboje rozeszli się w swoje strony.

 

Andromeda podczas powrotu wyjęła swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 19 - Turcja ~*Będzie wybuchowo.*~, Ankara, szczyt Atakule."

„Czyli teraz do ~*Kebabów*~ Turcji..." – Pomyślała Andromeda po przeczytaniu tego.

Po chwili, gdy weszła ona do helikoptera, ujrzała Daniela, który widząc ją, spytał:

- I gdzie teraz musimy lecieć?

- Do Turcji |Na kebaba|, do Ankary. Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie Atakule. – Odpowiedziała Andromeda.

- Jak ty się tam utrzymasz, to będziesz mistrzynią. |Nasza Mary Sue ma nie dać rady?| – Powiedział Daniel.

Po tej rozmowie, oboje zajęli się tym czym zwykle. 

|

|

Po chwili zaś helikopter ruszył...

____________________________________________               

Rozdział XIX – Niemiłe spotkanie.

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał do Ankary, Andromeda ujrzała, że było tam pusto. ~*Czyli, na standardy tego opka, było tam całkowicie normalnie.*~ Trochę zaniepokoiła się tym, gdyż zwykle znaczyło to niebezpieczną przygodę lub nieprzyjemne spotkanie.

 

Paręnaście minut później, gdy helikopter jeszcze leciał, Daniel włączył autopilota i wyszedł do Andromedy, po czym powiedział:

- Ja mam taki nietypowy pomysł. Mógłbym podlecieć do szczytu Atakule i ty wyskoczyłabyś już na dach. |O, przejaw inteligencji.|

- W sumie niezły pomysł. – Powiedziała Andromeda.

Po chwili, Daniel wrócił do kabiny pilota, a Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Kiedy to zrobiła, otworzyła drzwi i zaczęła czekać na odpowiedni moment.

 

W pewnej chwili, gdy helikopter był w odpowiedniej odległości, Andromeda nabrała rozpędu i wyskoczyła. Po chwili wylądowała na szczycie Atakule. Po znalezieniu się tam, ustawiła swoją maszynę i już chciała nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie poczuła, że ktoś przystawia jej pistolet do głowy. Dziewczyna przestraszyła się nie na żarty. ~*Zdziwiłabym się, gdyby się nie bała.*~  Od razu się odwróciła. Kiedy to zrobiła, ujrzała...Dawida. ~*:**~

- DAWID! Zostaw mnie w spokoju! – Krzyknęła po chwili Andromeda.

- Nie. Chyba, że dasz się zabić. – Powiedział Dawid.

- Psyyychol! – Powiedziała Andromeda.

- ODWOŁAJ TO!!! – Krzyknął Dawid. |- Spierdalaj - Odparła Andromeda i zabiła Dawida.| ~*EJ!*~ |:D|

- Nie. – Powiedziała Andromeda.

W tym momencie Dawid chciał zastrzelić Andromedę, jednak ta była zwinniejsza od niego. ~*Matriksowe moce reaktywacja!*~ Po chwili Dawid niechcący strzelił w przycisk uruchamiający maszynę Andromedy. |Ta...Niechcący...| W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ½ dachu. Przez to, Dawid i Andromeda zaczęli spadać w dół. Andromedzie udało się chwycić za część helikoptera, który akurat podleciał, jednak Dawid spadł w dół...

 

Po chwili, gdy Andromeda weszła już do helikoptera, ujrzał ją Daniel, który spytał:

- Kim był ten chłopak który chciał cię zastrzelić? ~*Moim menszem.*~

- Bratem Grzegorza. ~*I moim menszem.*~  – Odpowiedziała Andromeda.

- Co on od ciebie chce? – Spytał Daniel.

- Tego nikt nie wie. – Powiedziała dziewczyna.

Po tej rozmowie, polecieli oni jeszcze na dół, po sprzęt Andromedy który spadł. Gdy zaś po parunastu minutach Andromeda odkładała już sprzęt do odpowiedniej klapy, |Szybko| Daniel spytał:

- Gdzie teraz musimy lecieć?

W tym momencie Andromeda wyjęła swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 20 - Środek Polinezji Francuskich." ~*Kuźwa, znowu jakieś francuskie gafno.*~

- Teraz musimy lecieć do Polinezji Francuskich. Miejsce Przeznaczenia jest na ich środku. – Powiedziała Andromeda po przeczytaniu tego.

Po tym, oboje zajęli się tym, czym zwykle. 

|

Cholera...Zbliżam się do limitu dwudziestu obrazów. :<|

~*Jest!*~

Po chwili zaś helikopter ruszył...

____________________________________________                 

Rozdział XX – Odepchnięcie

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał do Polinezji Francuskich, Andromeda ujrzała, że było tam pusto. ~*To się już robi nudne.*~ Zirytowała się ona tym trochę, gdyż zwykle znaczyło to coś niezbyt przyjemnego...

 

Paręnaście minut później, helikopter wylądował niedaleko środka Polinezji. Po wylądowaniu, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego wyszła z helikoptera. |A mnie wkurwia ciągłe powtarzanie tego akapitu.|

 

Kiedy była na zewnątrz, ruszyła w odpowiednim kierunku. Po chwili, gdy znalazła się pośrodku Polinezji, ustawiła swój sprzęt i nacisnęła przycisk odpowiadający za jego uruchomienie. Niestety, |"|przypadkowo|"| nacisnęła również przycisk, który powodował natychmiastowe uruchomienie maszyny. W ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Niestety, odepchnął on również Andromedę, która nie zdążyła uciec.

 

Po chwili, Andromeda uderzyła w coś bardzo mocno, przez co straciła przytomność... ~*Szkoda, że nie umarła.*~

 

Godzinę później, Andromeda obudziła się. Gdy otworzyła oczy, poczuła, że bardzo mocno boli |CHOLERA!!! ZNOWU ZMIANA CZASU!!!| ją głowa. Nie zdziwiła się tym jednak, gdyż uderzyła właśnie w głowę. Mimo bólu, wstała ona z ziemi i wzięła swój sprzęt, po czym ruszyła w odpowiednim kierunku.

 

W czasie powrotu, wyjęła ona swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 21 - Kanada, Happy Valley – Goose Bay, szczyt College of the North Atlantic - Happy Valley-Goose Bay Campus."

"Serio? Łatwiejszych nazw nie łaska wymyślić?" – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego. ~*Boże, ty idiotko. Czy to ich wina, że ktoś kiedyś tak nazwał te miejsca?*~

Po chwili, gdy weszła do helikoptera, ujrzał ją Daniel. Od razu powiedział on:

- Już miałem cię szukać. Nie było cię godzinę.

- Oj, jesteś przewrażliwiony i tyle. – Powiedziała Andromeda.

- Oj, cicho. Tak w ogóle, to gdzie teraz musimy lecieć? – Spytał chłopak.

- Do Kanady, do Happy Valley – Goose Bay. Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie College of the North Atlantic - Happy Valley-Goose Bay Campus. – Odpowiedziała Andromeda.

Po tej rozmowie, zajęli się oni tym, czym zwykle. 

|

|

Po chwili zaś helikopter ruszył... 

____________________________________________                   

Rozdział XXI – W Kanadzie.

Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do Kanady, do Happy Valley – Goose Bay. Gdy tam dolatywał, Andromeda ujrzała, że w tym miejscu był spokój. ~*Woah, nareszcie nie pustki! Co za miła odmiana!*~ Trochę się ona ucieszyła, gdyż nie było standardowej pustki. ~*No właśnie.*~

 

Po parunastu minutach helikopter wylądował przed College of the North Atlantic - Happy Valley-Goose Bay Campus. Andromeda wiedziała, dlaczego byli przed College of the North Atlantic - Happy Valley-Goose Bay Campus |Zgaduję, że napisane jest to pełną nazwą tylko po to, aby nabić słowa.| ~*Brawo!*~, a nie na szczycie, dlatego nie zrobiła awantury Danielowi. Po wylądowaniu, odpięła ona pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera.

Gdy była już na zewnątrz, ruszyła do uniwersytetu. Po znalezieniu się w środku, ujrzała, ~*CO TU DO CHOLERY ROBI TEN PRZECINEK?!*~ że było tam całkowicie pusto. Ruszyła więc w poszukiwaniu wejścia na dach. Po paru minutach, znalazła takowe. Weszła więc na dach i ustawiła tam swój sprzęt. Po zrobieniu tego nacisnęła odpowiedni przycisk i jako, że nie mogła odbiec na bezpieczną odległość, zaczęła czekać.

 

Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Andromeda zaczęła spadać w dół, gdyż dach pod jej nogami również się zawalił. |You Don't Say| Dziewczyna ze strachu zamknęła oczy. Po chwili zaś, poczuła, że ktoś ją trzyma. Otworzyła ona oczy i odwróciła głowę. Kiedy to zrobiła, ujrzała Daniela. |Cholera, ten debil zawsze musi wszystko psuć.|

- Daniel...Dziękuję, że mnie złapałeś... - Powiedziała Andromeda.

- Oj, nie ma za co. – Powiedział Daniel.

Po tej rozmowie, postawił on ją na ziemi, po czym oboje ruszyli do helikoptera. W czasie drogi, Andromeda wyjęła swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 22 - Środek Oceanu Arktycznego." ~*A, to TEN rozdział chyba będzie krótki.*~ |No ja mam nadzieję.|

- Teraz musimy lecieć do Oceanu Arktycznego. Miejsce Przeznaczenia jest pośrodku. – Powiedziała dziewczyna po przeczytaniu tego.

Pochwili, gdy oboje weszli do helikoptera, zajęli się tym czym zwykle. 

|

|

Po chwili zaś helikopter ruszył...

~*Czy tylko ja zauważyłam, że w tych rozdziałach prawie nic się nie dzieje?*~

|Nie tylko ty.|

 ____________________________________________                     

Rozdział XXII – Niszczenie Oceanu Arktycznego.

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał do Oceanu Arktycznego, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt i zeszła pod pokład.

 

Gdy tam była, odczepiła drabinki od uchwytów i przyczepiła do uchwytów sprzęt. Po zrobieniu tego wróciła na pokład i poszła do kabiny pilota. Gdy tam była, ustawiła za pomocą dźwigni sprzęt i ustawiła jego maksymalną moc. Gdy to zrobiła, uruchomiła sprzęt. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu pod wodą. Na dodatek z wody zrobił się słup, który wzbił się w powietrze, a następnie opadł. ~*Jaka zajebista akcja, nie ma co.*~

 

Po wybuchu, Andromeda zeszła pod pokład i odczepiła od uchwytów swój sprzęt. Gdy to zrobiła, przyczepiła do nich drabinki. Po zrobieniu tego, wyjęła swój telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 23 - Botswana, Pustynia Kalahari, środek, 20 metrów pod ziemią." |Jeżeli ona tam nie zginie, to ja się osobiście wkurwię.|

Andromedzie po przeczytaniu tego, aż ciemno się przed oczami zrobiło ze strachu.

„Ale...ale ja tam zginę!" – Pomyślała.

Jednak, wróciła ona na pokład, usiadła na siedzeniu i oparła głowę o ścianę. Po chwili poczuła, że po jej policzkach spływają łzy strachu. Po kolejnej chwili poczuła, że ktoś ją obejmuje. Dziewczyna od razu odwróciła głowę. Kiedy to zrobiła, ujrzała Daniela, który spytał:

- Co ci się dzieje? ~*Świat się śmieje. Z twojego debilizmu.*~

- Ja...Ja się boję o swoje życie... - Odpowiedziała Andromeda, po czym pierwszy raz odkąd znała Daniela przytuliła się do niego.

Danielowi, widząc to, żal się zrobiło Andromedy. Spytał on więc:

- Dlaczego boisz się o swoje życie?

- Bo...Bo kolejne Miejsce Przeznaczenia jest w Botswanie...Na Pustyni Kalahari...Pośrodku...20 metrów...Pod ziemią... ~*Zdziwiłabym się, gdyby było nad ziemią.*~ - Odpowiedziała Andromeda.

- Nie, tak nie może być. Ja tam z tobą pójdę, bo jeszcze zginiesz. |Co za poświęcenie. Ła.| – Powiedział Daniel.

Po chwili dało się słyszeć telefon Andromedy. Dziewczyna odebrała go i nadal z zapłakanym głosem spytała:

- T-tak?

- Andromedo? Dlaczego płaczesz? Coś ci zrobili? Powiedz co, a ja się już z nimi rozprawię... - Dało się słyszeć głos Grzegorza.

- Nie...Nie o to chodzi...Po prostu kolejne Miejsce Przeznaczenia jest w Botswanie, na Pustyni Kalahari, pośrodku, 20 metrów...pod ziemią... - Odpowiedziała dziewczyna.

- CO?! ALE TY TAM ZGINIESZ! – Krzyknął Grzegorz. ~*Captain Obvious?*~

- Wiem...właśnie wiem... - Powiedziała Andromeda.

- Biedactwo...Niech ktoś lub coś sprawi, abyś przeżyła |aŁtorka chyba to sprawi, więc spoko.|... - Powiedział Grzegorz.

Po tej rozmowie połączenie zakończyło się...

____________________________________________                       

Rozdział XXIII – Ponownie pod ziemią.

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Botswany, do Pustyni Kalahari. Po wylądowaniu, Daniel oraz Andromeda wzięli potrzebne rzeczy. Andromeda wzięła swój sprzęt, a Daniel drabinę i łopatę. Po chwili wyszli oni na zewnątrz...

 

Gdy byli poza helikopterem, ruszyli w odpowiednim kierunku. Po chwili, gdy doszli już do środka, Daniel zaczął kopać, gdyż widział, że Andromeda nie jest w stanie kopać... ~*Kopu kopu skurwysyny.*~

 

Parę metrów pod ziemią zaczęło robić im się duszno. |No nie pierdol...| Czuli, że coraz słabiej oddychają. Mimo to, kopali dalej. ~*Jako iż byli debilami.*~

 

5 metrów pod ziemią, czuli się coraz gorzej. Ich oddechy słabły z każdą chwilą. Coraz szybciej się też męczyli i ciężko im było chodzić... |ONI JUŻ DAWNO POWINNI ZGINĄĆ!!!|

 

10 metrów pod ziemią, ich serca zaczęły coraz słabiej bić. Ich oddechy z każdą chwilą zanikały. Robiło im się również ciemno przed oczami. |KURWA!!! ONI POWINNI JUŻ DAWNO ZDECHNĄĆ!!!|

 

15 metrów pod ziemią, oboje czuli się coraz gorzej. Nie mieli już powoli sił, aby kopać dalej, jednak wiedzieli, że muszą. Ich oddechy zanikały. |CHOLERA!!! JAKIM CUDEM ONI JESZCZE ŻYJĄ?!| W pewnym momencie Andromeda powiedziała:

- Daniel...Strasznie ciężko mi się oddycha...Czuję, że zaraz zemdleję... ~*No ciekawe kurwa dlaczego.*~

- I...I nie tylko ty masz takie uczucie... - Powiedział słabym głosem Daniel.

20 metrów pod ziemią, czuli się bardzo bardzo źle. |NOSZ KURWA!!! ONI POWINNI JUŻ BYĆ MARTWI!!!| Mimo wszystko, Andromeda ustawiła swój sprzęt ~*Bo była debilką.*~  i nacisnęła odpowiedni przycisk. Po chwili dało się słyszeć huk który wysadził ½ terenu. Po wybuchu, oboje chcieli wyjść, jednak w tym momencie, Andromeda z powodu braku powietrza zemdlała. |Nareszcie! Ile to trwało!| Daniel od razu podszedł do niej i sprawdził, czy jeszcze żyje. O dziwo żyła. |CO KURWA?! JAKIM CUDEM?!|

 

Chłopak wziął więc ją na ręce i wraz z nią ~*Przecinek płacze w kącie.*~ i wszystkimi rzeczami ruszył w górę. W połowie drogi czuł, że powoli mdleje. Brakowało mu już sił. Czuł, że zaraz spadnie nieprzytomny w dół... |TO POWINNO STAĆ SIĘ WIEKI TEMU!!!|

 

W momencie, gdy Danielowi powoli oczy się zamykały, udało mu się wyjść na powierzchnię. Położył on Andromedę oraz wszystkie rzeczy na piasku i bezwładnie opadł na ziemię. Nie miał sił aby wstać. Musiał więc leżeć.

Godzinę później, gdy Daniel odzyskał siły, podniósł się z piasku, wziął na ręce Andromedę oraz wszystkie rzeczy i ruszył w kierunku powrotnym. Gdy zaś był w helikopterze, położył Andromedę na siedzeniu, a wszystkie rzeczy położył w odpowiednim miejscu. 

 

Kolejną godzinę później, Andromeda obudziła się. ~*Co nie powinno się stać...*~ Gdy otworzyła oczy, czuła się słabo. Bardzo słabo. |CIEKAWE DLACZEGO!!!| Po chwili ujrzała ona nad sobą Daniela, który widząc to, że Andromeda się budzi, powiedział:

- Nareszcie się obudziłaś...

- Daniel...Co...co się stało? – Spytała słabym głosem Andromeda.

W tym momencie Daniel o wszystkim jej opowiedział. Gdy skończył, Andromeda powiedziała:

- Dziękuję...Dziękuję, że mnie tam nie zostawiłeś... ~*Szkoda, że to się nie stało.*~

- Nigdy bym tego nie zrobił. – Powiedział Daniel.

- Tak w ogóle...wyjmij z mojej kieszeni telefon...włącz go...wejdź na stronę internetową i sprawdź...i sprawdź położenie kolejnego... - Powiedziała słabym głosem dziewczyna.

Daniel od razu to zrobił. Gdy to zrobił, ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 24 - Środek Wyspy Nowo syberyjskiej." ~*O, błąd w pisowni!*~

- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest na środku Wyspy Nowo syberyjskiej. – Powiedział Daniel.

Po tej rozmowie, chłopak posiedział jeszcze trochę przy Andromedzie, po czym poszedł do kabiny pilota. Po chwili helikopter ruszył... 

|Ten rozdział osobiście mnie wkurwił. Idę na kawę.|

~*Ej! Nie zostawiaj mnie z tym!*~

____________________________________________                         

Rozdział XXIV – Na Wyspie Nowo syberyjskiej.

~*Wkurwia mnie ten błąd w pisowni.*~

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter wylądował na Wyspie Nowo syberyjskiej, Daniel wyszedł z kabiny pilota, po czym spytał Andromedę:

- Już lepiej się czujesz? ~*A jak myślisz, deklu?*~

- Nie...Tak bardzo mi słabo... - Odpowiedziała Andromeda po czym chciała wstać. Jednak Daniel powiedział:

- Nie, nie wstawaj. Jeśli jest ci słabo, to ja zniszczę to Miejsce za ciebie.

- Naprawdę? – Spytała Andromeda.

- Naprawdę. – Potwierdził Daniel.

Po tej rozmowie, chłopak podszedł do odpowiedniej klapy i wyjął z niej sprzęt Andromedy. Kiedy to zrobił, wyszedł z helikoptera.

 

Gdy zaś był na zewnątrz, ruszył w kierunku środka wyspy. Po znalezieniu się tam, ustawił on sprzęt i nacisnął odpowiedni przycisk. Niestety, ~*"*~przypadkowo~*"*~ nacisnął również przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie maszyny. Po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu i odepchnął Daniela, który nie zdążył uciec.

 

Na szczęście chłopakowi udało się zatrzymać. ~*Oczywiście, że nie pozwoliłabym na taki happy end.*~ Po zatrzymaniu się, wziął on sprzęt i ruszył do helikoptera. Jako, iż wiedział, że Andromeda nie będzie na siłach aby sprawdzić położenie kolejnego Miejsca, chłopak wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 25 - Koror, wejście do Palau Community College." ~*Kolejny uniwersytet...Jak oryginalnie.*~

„Powie mi ktoś, co oni mają z uniwersytetami?" – Pomyślał Daniel po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, ujrzał, że Andromeda spała. ~*Czyli standard.*~ Na początku pomyślał, że zmarła ona ~*Kto normalny pomyślałby tak, widząc śpiącą osobę?!*~, jednak po chwili ujrzał, że dziewczyna się poruszała.Chłopak nie miał serca aby ją budzić. Odłożył więc sprzęt w odpowiednie miejsce, po czym poszedł do kabiny pilota i ruszył w kierunku Kororu...

____________________________________________                         

Rozdział XXV – Spotkanie pod uniwersytetem.

~*To brzmi jak w jakimś amerykańskim filmie.*~

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał do Koror, Daniel wyszedł z kabiny pilota do Andromedy. Po wyjściu ujrzał, że ta już nie spała. Chłopak spytał więc ją:

- Czy lepiej się już czujesz?

- Nie...Nadal jest mi słabo... - Odpowiedziała Andromeda, po czym chciała wstać. Jednak, Daniel wyprzedził ją i powiedział:

- Jeśli jest ci słabo, to nie ma sensu abyś wstawała. Ja to Miejsce mogę zniszczyć za ciebie.

- Daniel...Ty jesteś taki dobry... - Powiedziała Andromeda.

- Oj, nie chcę po prostu aby ci się coś stało. – Rzekł chłopak. ~*Taaa...Na pewno...*~

Po tej rozmowie, podszedł on do odpowiedniej klapy i wyjął z niej maszynę Andromedy. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera.

Po znalezieniu się na zewnątrz, podszedł on do wejścia do uniwersytetu i ustawił tam sprzęt Andromedy ~*Przecinek spierdzielił.*~ i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie usłyszał za sobą głos Grzegorza który mówił:

- Daniel? Co ty tu robisz? |- A jak myślisz, zjebie? - Odpowiedział kulturalnie Daniel.| 

~*O, już wróciłeś.*~

|No :3|

- Andromeda nie czuje się na siłach, żeby zniszczyć to Miejsce, więc... - Powiedział Daniel odwracając się.

- A co jej się stało? – Spytał Grzegorz. |Pewnie Harlem Shake tańczy.|

- Po 23 ~*Wkurwiają mnie te liczebniki nienapisane słownie.*~ Miejscu Przeznaczenia czuje się słabo. – Odpowiedział Daniel.

- A mogę ją zobaczyć? – Spytał Grzegorz.

~*Nie*~ Tak. – Odpowiedział Daniel.

Po tej rozmowie Grzegorz wszedł do helikoptera którym leciała Andromeda, a Daniel nacisnął odpowiedni przycisk i odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. |JEBUDU!|

 

Po wybuchu, Daniel wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 26 - Mjanmy, Rangun, szczyt Pagoda Sule." ~*Kurwa, kolejny szczyt.*~

„Eh...Szczyty i szczyty..." – Pomyślał Daniel po przeczytaniu tego, po czym wziął sprzęt Andromedy i ruszył w odpowiednim kierunku.

 

Tymczasem, Andromeda usłyszała, że ktoś wchodzi do jej helikoptera. |To pewnie ja, aby spuścić ci wpierdol.| Od razu odwróciła się ona. Gdy to zrobiła, ujrzała...Grzegorza. |Nie zgadłem.|

- Grzegorz... - Powiedziała słabym głosem Andromeda.

- Andromedo, co ci się stało? – Spytał Grzegorz widząc stan Andromedy.

W tym momencie dziewczyna opowiedziała mu o wszystkim. Gdy skończyła, Grzegorz powiedział:

- Moje ty biedactwo...Ileż ty musisz się nacierpieć... ~*Aby stać się tą Mary Sue...A nie, chwila. Ty już nią jesteś.*~

- Błagam, niech to moje cierpienie się skończy... |*Wyjmuje karabin* Sama chciałaś. :3| - Powiedziała dziewczyna.

- Jeszcze masz tylko 5 Miejsc...Wytrzymaj... - Powiedział Grzegorz. |JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE! NARESZCIE TEN DEBILIZM SIĘ SKOŃCZY!|

~*. . . . . . . . <- Kropki zażenowania twym zacieszem.*~

Po tej rozmowie pogadali jeszcze trochę, po czym Grzegorz wyszedł. Po chwili zaś do helikoptera wszedł Daniel i powiedział do Andromedy:

- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest w Mjanmy, w Rangun, na szczycie Pagoda Sule.

- Co...Co oni mają z tymi szczytami? – Spytała Andromeda. ~*Wiesz, Andziu. Oryginalność zdechła.*~

- Nie wiem właśnie. – Odpowiedział Daniel.

Po tej rozmowie, chłopak zrobił wszystko co powinien. |Zajebał (G)Andzie?| Po chwili zaś helikopter ruszył...

____________________________________________                         

Rozdział XXVI – Spadek z Pagoda Sule.

~*Kurwa, znowu?*~

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Rangun. Kiedy zaś wylądował, Daniel spytał Andromedy:

- Andromedo, lepiej już się czujesz?

- No już tak, ale nadal nie mam sił aby wstać. – Odpowiedziała Andromeda, po czym chciała wstać. Jednak, Daniel, widząc to, powiedział:

- Skoro nie masz sił, aby wstawać, to nie ma sensu abyś szła. Ja mogę zniszczyć to Miejsce za ciebie.

- Naprawdę? – Spytała trochę zdziwiona takim zachowaniem Andromeda. |Czym ona się dziwi? Ten debil robi to za nią już szósty raz. -.-|

- Naprawdę. – Potwierdził Daniel.

Po tej rozmowie, chłopak wziął sprzęt Andromedy i już chciał wyjść, gdy w tym momencie usłyszał głos Andromedy, która mówiła:

- Daniel, zaczekaj...Ja chciałam ci podziękować za to, co dla mnie robiłeś i robisz. Nie wiedziałam, że będziesz aż tak dobrym człowiekiem. ~*_-_ To jest tak denne, że aż minka zażenowania się przewróciła.*~

- Oj, nie ma za co. Ja po prostu |"|nie chcę, aby ci się coś stało|"|. – Powiedział chłopak.

Po tej rozmowie wyszedł on z helikoptera.

 

Gdy był na zewnątrz, ujrzał, że było tam pusto. ~*No do cholery.*~ Chłopak nie przejął się tym |Kolejny ignorant.| i ruszył do Pagoda Sule. Kiedy tam był, ruszył ku drodze na szczyt. Po chwili, gdy tam był, ujrzał, że szczyt jest taki, że praktycznie nie da się na nim stać. Chłopak mimo wszystko ustawił maszynę i nacisnął odpowiedni przycisk. |Jakim cudem?| ~*Tego chyba największy mędrcy nie wiedzą.*~ Po chwili, dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Daniel, przez to, że nie mógł odbiec, został odepchnięty i zaczął spadać z dachu. Po chwili uderzył on bardzo mocno w ziemię, przez co zemdlał...

 

Godzinę później, gdy Daniel obudził się, poczuł, że bardzo boli go głowa. Nie zdziwił się tym, gdyż przecież w głowę właśnie uderzył. |Twoim idolem musiał być Captain Obvious.| Mimo bólu, podniósł się z ziemi, podniósł sprzęt Andromedy i ruszył w kierunku helikoptera.

 

W czasie drogi, wyjął on z kieszeni telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 27 - Himalaje, szczyt K2."

„Czego to nie wymyślą, aby zaszpanować ~*Co tu robi to słowo? Przecież to |"|opowiadanie|"|. . . Ej! Nie wchodź mi w kwestię!*~ |:D| nazwami..." – Pomyślał Daniel po przeczytaniu tego.

Po chwili, gdy wszedł do helikoptera i odkładał sprzęt Andromedy na miejsce, powiedział:

- Teraz musimy lecieć do Himalajów. Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie K2.

- Eh...Czego to nie wymyślą, aby zaszpanować. – Powiedziała Andromeda.

Pochwili, gdy Daniel poszedł do kabiny pilota, helikopter ruszył...    

 ____________________________________________                           

Rozdział XXVII – Upadek ze szczytu K2.

~*To już się staje nudne.*~

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Himalajów. Zatrzymał się on przed górą K2. ~*Znowu pojedyncze zdanie. _-_*~ Po zatrzymaniu się, Andromeda wstała z siedzenia i podeszła do odpowiedniej klapy. Kiedy to zrobiła, wyjęła z niej swój sprzęt i już chciała wyjść, gdy w tym momencie usłyszała głos Daniela, który mówił:

- Już lepiej się czujesz? |Czy po tym, że wstała o własnych siłach, nie możesz wyciągnąć wniosków, deklu?|

- Tak, już tak... - Odpowiedziała Andromeda. |Ale tak BTW, zastanawiam się jak ta pierdoła wygląda.| ~*Chyba jebnę jej rysunek.*~

- Tym lepiej. Nie będziesz się musiała męczyć. – Rzekł Daniel.

Po tej rozmowie, Andromeda wyszła z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, dziewczyna ruszyła w kierunku szczytu K2. Wspinanie szło jej bardzo łatwo, co dziwiło ją, gdyż nigdy nie wspinała się na szczyty pokroju K2. ~*Znowu wymyślanie bzdur w locie. Standardzik.*~ Po chwili zaś doszła na szczyt. Gdy tam była, ustawiła swój sprzęt i, jako, że nie mogła odbiec, musiała czekać. |W ogóle, jak ona przeżyła na takiej wysokości bez odpowiedniego przygoto-... A nie, chwila! Ona przeżyła dwadzieścia metrów pod ziemią! Okej!|

 

Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził ½ góry. Odepchnął on również Andromedę, przez co ta spadła z góry. Ze strachu przed śmiercią, zamknęła ona oczy. Po chwili zaś poczuła, że ktoś ją trzyma. Dziewczyna od razu otworzyła oczy i odwróciła głowę. Kiedy to zrobiła, ujrzała Daniela. ~*Niech ktoś tego dekla zajebie...*~ |*Wyjmuje karabin.*| ~*:**~ |;3|

- Daniel...Dziękuję, że mnie złapałeś... - Powiedziała po chwili Andromeda.

- Oj, nie ma za co. Po prostu nie chcę, abyś zginęła. – Rzekł Daniel.

Po tej rozmowie, chłopak postawił dziewczynę na ziemię. Gdy to zrobił, Andromeda wzięła swój sprzęt, po czym wraz z Danielem ruszyła do helikoptera.

 

W czasie drogi wyjęła ona swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 28 - Chiny, Szanghaj, szczyt Oriental Pearl ~*Icy*~ Tower."

- Teraz musimy lecieć do Chin, do Szanghaju. Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie Oriental Pearl Tower. – Powiedziała Andromeda po przeczytaniu tego.

- Jak ty się tam utrzymasz to będziesz mistrzem świata. |Przecież masz do czynienia z Mary Sue.| – Rzekł Daniel.

Po chwili, gdy oboje weszli do helikoptera, zajęli się tym czym zwykle. Po kolejnej chwili zaś helikopter ruszył...    

____________________________________________  

Rozdział XXVIII – Ponowny upadek.

~*Nosz do cholery.*~

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Szanghaju. Andromeda ujrzała, że jest tam spokojnie. ~*Nareszcie nie pusto.*~ Dziewczyna trochę się tym zdziwiła, gdyż co osiem Miejsc Przeznaczenia w danym miejscu było pusto i spotykała ona tam swoich wrogów, a później brata Grzegorza. Mimo wszystko, pomyślała, że przynajmniej będzie spokój.

 

Paręnaście minut później, gdy helikopter wylądował, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wyszła z helikoptera. |Wkurwia mnie ten akapit.|

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszyła ona w kierunku Oriental Pearl ~*Icy*~ Tower, po czym weszła tam. Gdy była w środku, ku jej szczęściu, ujrzała, że w środku było pusto. Ruszyła więc ona w poszukiwaniu drogi, którą mogła by wejść na szczyt.

 

Paręnaście minut później, gdy Andromeda była już na szczycie, ledwo udało jej się utrzymać. Ustawiła więc swój sprzęt i uruchomiła go. |JAKIM PIERDOLONYM CUDEM?! A no tak...Przecież ona jest Mary Sue...Zapomniałem.| Jako, iż nie mogła uciec, bo spadłaby na dół, musiała czekać...

 

Chwilę potem, dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Andromeda, przez to spadła w dół. Po chwili, uderzyła ona bardzo mocno w ziemię, przez co zemdlała... |Szkoda, że nie umarła.|

 

Godzinę później, gdy dziewczyna obudziła się, czuła, że boli ~*NO DO CHOLERY!*~ ją głowa. Nie zdziwiła się ona tym, gdyż przecież uderzyła w głowę. Mimo bólu, wstała ona z ziemi i podniosła swój sprzęt, po czym ruszyła w drogę powrotną.

 

W czasie drogi, wyjęła ona swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po zrobieniu tego, ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 29 - Środek pustyni Ar-Rab al-Chali."

„Really? |O, angielskie wtrącenie. Zajebiiiście.| Znów pustynia?" – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego.

Kiedy zaś parę minut potem weszła do helikoptera, ujrzała Daniela, który widząc Andromedę powiedział:

- No, już jesteś. Miałem cię iść szukać. Nie było cię godzinę.

- Oj, to wcale nie tak długo. – Powiedziała Andromeda.

- Taa...Niedługo...Ale mniejsza. Gdzie teraz musimy lecieć? – Spytał chłopak.

- Na pustynię Ar-Rab al-Chali. Miejsce Przeznaczenia jest na środku. – Odpowiedziała dziewczyna.

- Pustynia i pustynia. Nie mają ambitniejszych pomysłów? – Spytał Daniel.

~*W końcu to opko tworzyła dawna ja, czyli aŁtoreczka, więc...*~

|Jesteś dowodem na to, że z aŁtoreczkowatości można wyjść.|

~*:3*~

- Jak widać, nie. – Odpowiedziała Andromeda.

Po tej rozmowie, zajęli się oni tym czym zwykle |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*Nie wstawiasz obrazków Lenny Face'a? :O*~ |Nie, bo te ostatnie sloty na obrazki mogą się przydać.|. Po chwili zaś helikopter ruszył...    

____________________________________________    

Rozdział XXIX – Kolejne spotkanie z wrogami. 

~*Jeee!*~

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do pustyni Ar-Rab al-Chali. Gdy wylądował przed pustynią, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Po zrobieniu tego, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Gdy to zrobiła, wyszła z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszyła ona w kierunku środka pustyni. Gdy zaś weszła na pustynię, po parunastu minutach od wyruszenia, zrobiło jej się słabo. |Standard| Andromeda wiedziała, że to z gorąca, więc nie przejmowała się tym zbytnio. ~*Ignorantka*~ Jednak, paręnaście minut później, gdy doszła do środka pustyni i ustawiła tam swój sprzęt, już chciała nacisnąć przycisk uruchamiający, jednak w tym momencie usłyszała kroki. Oczywiście odwróciła się ona. Kiedy to zrobiła, ujrzała...swoich wrogów. ~*Jeee!*~

- Dajcie mi wreszcie spokój... - Powiedziała Andromeda z |"|irytacją|"| w głosie.

- NIE!!! NIE DAMY CI SPOKOJU!!! I PRZYCISZ SIĘ WRESZCIE!!! – Krzyknął Patryk.

- Ciągle? – Spytała Mateusza Andromeda.

- Ta...Nie mogę go za nic uspokoić... - Odpowiedział Mateusz. ~*Zajeb mu patelnią w łeb. To powinno pomóc.*~

Po tej rozmowie tradycyjnie zaczęła się walka. Na początku wygrywali Patryk i Mateusz. Jednak, w pewnym momencie walki, Mateusz popełnił swój najgorszy błąd. Pchnął Andromedę na przycisk uruchamiający jej maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. W tym momencie Patryk krzyknął do Mateusza:

- MATEUSZ!!! ~*TY PIERDOŁO NIEDOJEBANA!!!*~ TY ZAWSZE MUSISZ WSZYSTKO ZNISZCZYĆ!!!

- Tak, zwal wszystko na mnie...Ty też bez winy nie jesteś. – Powiedział Mateusz.

- CICHO BĄDŹ!!! TO TWOJA WINA!!! – Krzyknął Patryk, po czym odwrócił się w kierunku Andromedy i chwycił ją bardzo mocno za szyję, po czym krzyknął:

- A TY MOGŁAŚ TRAFIĆ NIE W PRZYCISK!!! |Wut? Przecież tak ją odepchnięto, pokrako.|

- Ej! Nie, żebym jakoś bronił Andromedę, ale zostaw ją! Nie chcę mieć z twojego powodu problemów z Grzegorzem! – Powiedział Mateusz.

- A CO TO MA DO GRZEGORZA?! – Krzyknął Patryk. |Jakby ten debil coś takiego zrobił Tri, to ani by się nie obejrzał i już by nie żył. 

|

- To, że on ją bardzo lubi i jak coś jej zrobisz, to nie zawaha się na tobie i na mnie zemścić. – Odpowiedział Mateusz. 

- Patryk...Weź mnie puść... - Powiedziała słabym głosem Andromeda.

- NIE!!! – Krzyknął Patryk.

- Ja ci dobrze radzę, puść ją. Jeśli nie chcesz mieć za jakieś parę minut problemów. – Powiedział Mateusz.

- CICHO BĄDŹ WRESZCIE!!! TO JA TU DECYDUJĘ O WSZYSTKIM!!! – Krzyknął Patryk. 

~*

~*

- Mhm, na pewno. – Dało się słyszeć głos Grzegorza.

- A nie mówiłem? – Powiedział Mateusz.

- Patryk, natychmiast masz mi ją puścić! – Powiedział Grzegorz.

- BO CO MI ZROBISZ?! – Krzyknął Patryk.

|Dostaniesz bana w Tibii! - Odpowiedział Grzegorz.|

W tym momencie Grzegorz wyciągnął karabin maszynowy. ~*C-CO?! SKĄD ON SIĘ TU WZIĄŁ?! WCZEŚNIEJ NIE BYŁO NIC O ŻADNYM KARABINIE!!!*~ Patryk, widząc, że lepiej nie zadzierać, puścił bladą z powodu braku powietrza Andromedę, po czym wraz z Mateuszem odszedł.

 

Tymczasem, Grzegorz schował swój karabin i podbiegł do Andromedy. Gdy przy niej był, przytrzymał ją, aby nie upadła i spytał:

- Nic ci nie jest?

- Nie... - Odpowiedziała słabym głosem Andromeda.

- Biedactwo...Jak do tego doszło? – Spytał Grzegorz.

W tym momencie Andromeda opowiedziała mu o wszystkim. Gdy skończyła, Grzegorz powiedział:

- Biedactwo ty moje...Ileż musisz się nacierpieć...

Później, pogadali jeszcze trochę, po czym rozeszli się w swoje strony.

 

Andromeda, w czasie drogi, wyciągnęła swój telefon i włączyła go. ~*Mimo tego, że ledwo żyła.*~ Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową po czym weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 30 - Pakistan |Dobrze, że nie Palestyna.|, Lahaur, szczyt University of The Punjab."

„Znów uniwersytet..." – Pomyślała Andromeda.

Po chwili, gdy weszła do helikoptera, ujrzał ją Daniel. Od razu spytał:

- To gdzie teraz?

- Do Pakistanu, do Lahaur. Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie University of The Punjab. – Odpowiedziała Andromeda.

- Eh...Znów uniwersytet... - Powiedział Daniel.

- No, ale jeszcze to Miejsce Przeznaczenia ~*und zu Hause*~ i do domu. – Rzekła Andromeda.

- A od 31 – 60? Nie niszczysz ich? – Spytał Daniel.

- Te Miejsca Przeznaczenia niszczy Grzegorz. Ja mam na niego czekać w domu. – Odpowiedziała Andromeda.

Po tej rozmowie, zajęli się oni tym czym zwykle. |( ͡° ͜ʖ ͡° )|  Po chwili zaś helikopter ruszył...

 ____________________________________________      

Rozdział XXX – Niezbyt przyjemne spotkanie.

~*Jak oryginalnie...*~

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Lahaur. Kiedy się tam znalazł, Andromeda ujrzała, że jest tam pusto. |Nosz kurwa, znowu.| Trochę zaniepokoiła się tym, gdyż zawsze znaczyło to coś niezbyt przyjemnego. Po chwili jednak, helikopter wylądował. Gdy stał na ziemi, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Po zrobieniu tego, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Po wykonaniu tego, wyszła z helikoptera.

 

Gdy była już na zewnątrz, ruszyła w kierunku uniwersytetu. Po wejściu do niego, zaczęła szukać drogi na dach. Po parunastu minutach znalazła takową. Po paru minutach, gdy znalazła się ona na dachu, ustawiła swój sprzęt i już chciała uruchomić maszynę, jednak w tym momencie poczuła, że ktoś przystawia jej pistolet do głowy. ~*Mam nadzieję, że ten ktoś ją zabije.*~ Przestraszyła się ona nie na żarty. Od razu się odwróciła, aby sprawdzić, kto ją chce zabić. Gdy się odwróciła, ujrzała...Dawida. ~*:**~

- DAWID! Co ty znowu ode mnie chcesz?! – Krzyknęła Andromeda. |A jak myślisz, debilko?|

- Zabić cię. – Odpowiedział Dawid.

- Wariat, psychol, sadysta, egoistyczna osoba. – Powiedziała Andromeda. |Tak, to na pewno źle się nie skończy.|

- MASZ MI TO NATYCHMIAST ODWOŁAĆ!!! – Krzyknął Dawid.

- Nie. – Powiedziała Andromeda.

W tym momencie Dawid chciał zastrzelić Andromedę. Jednak, dziewczyna była zwinniejsza od niego. ~*Matriksowe moce: ON*~ Po godzinie |Jaki on musi mieć magazynek, że po godzinie.|, Dawidowi skończyła się cała amunicja do pistoletu. Andromeda, widząc to, powiedziała ze słyszalną kpiną w głosie:

- Oh, naszemu Dawidkowi skończyła się amunicja...Jaka szkoda...Nie będzie mógł już zabijać...Tak mi przykro...Haha... |Przedszkole...Po prostu przedszkole...|

W tym momencie dało się zauważyć, że Dawid trząsł się ze złości. Schował on swój pistolet i skoczył na Andromedę. W tym momencie zaczęła się walka wręcz. Na początku wygrywał Dawid, jednak w pewnym momencie popełnił on swój najgorszy błąd. Pchnął Andromedę na przycisk uruchamiający jej maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Andromedzie udało się utrzymać na dachu, jednak Dawid spadł w dół. ~*:"-(*~

 

Po zniszczeniu ostatniego Miejsca Przeznaczenia, dziewczyna wzięła swój sprzęt i ruszyła do helikoptera. Gdy paręnaście minut później już tam była, ujrzała Daniela, który powiedział:

- Szybko ci dziś poszło.

- Oj, dzięki, że tak mówisz. – Powiedziała Andromeda.

Po tej rozmowie, zajęli się oni tym czym zwykle |( ͡° ͜ʖ ͡° )|, po czym helikopter ruszył w kierunku domu Andromedy i Grzegorza...    

____________________________________________    

Rozdział XXXI – Na Santa Cruz.

Tymczasem, Grzegorz dolatywał już do Santa Cruz. Ujrzał on, że jest tam dość pusto. |KURWA!!!| Chłopak trochę zaniepokoił się tym, gdyż zwykle nie znaczyło to nic złego ~*Więc w czym problem?*~. Po chwili jednak, wylądował on na początku Santa Cruz. Po wylądowaniu odpiął on pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy. Gdy to zrobił, wyjął z niej swój sprzęt i wyszedł z helikoptera. ~*A myślałam, że będzie od tego spokój. _-_*~

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszył on w kierunku środka wyspy. Po parunastu minutach, gdy tam doszedł, ustawił w odpowiednim miejscu swoje urządzenie, po czym nacisnął przycisk odpowiedzialny za jej uruchomienie. |"|Niestety|"|, nacisnął również przycisk, który powodował natychmiastowe uruchomienie maszyny. W ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Przygniótł on również Grzegorza do ziemi. Od mocnego uderzenia, chłopak zemdlał...

 

Godzinę później, gdy Grzegorz obudził się, ujrzał, że leżał w kraterze po wybuchu. |Bo gdzie niby miał leżeć.| Na dodatek, bolała go głowa. Nie zdziwił się tym, gdyż przecież uderzył w głowę. ~*Kolejny Captain Obvious.*~ Mimo bólu, podniósł się on z ziemi, wziął swój sprzęt i ruszył w drogę powrotną.

 

W czasie drogi, wyjął on z kieszeni telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 31 - Irak |Będzie bombowo.|, Bagdad, środek Uniwersytetu Bagdadzkiego."

„Czyli teraz do Iraku..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili, gdy wszedł on do helikoptera, podszedł do odpowiedniej klapy i włożył doniej swój sprzęt. Kiedy to zrobił, poszedł do kabiny pilota i usiadł nasiedzeniu. Gdy to zrobił, zapiął pasy i po chwili ruszył w kierunku Iraku...

____________________________________________      

Rozdział XXXII – Skradanie i niszczenie.

~*Może wreszcie będzie ciekawie.*~

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Bagdadu. Podczas dolatywania do Uniwersytetu Bagdadzkiego, ujrzał on, że w mieście były straszne tłoki. |JEZU!!! NARESZCIE!!!| Chłopak trochę się przeraził, gdyż znaczyło to, że i w uniwersytecie będą tłumy. Po chwili jednak wylądował on. Po wylądowaniu, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszył on w kierunku uniwersytetu. Gdy do niego wszedł, ujrzał tłumy ludzi. Jeśli chciał pozostać niezauważony, musiał się skradać. Po parunastu minutach zaś, doszedł on do środka uniwersytetu, ujrzał tam straszne tłumy. ~*Brakuje tu słówka "gdy".*~ Schował on się więc za jedną ścianą i zrobił coś, czego miał nie robić. Chwycił on swój sprzęt, nakierował go na środek uniwersytetu i wycelował. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ podłogi.

 

Po wybuchu, ludzie zgromadzeni w tym miejscu zaczęli szukać źródła wybuchu. |Nareszcie jakaś realistyczna scena.| Grzegorz, mimo tego iż był bardzo dobrze schowany, bał się, że w pewnym momencie go zobaczą. Mimo wszystko, ludzie go nie zauważyli. ~*No, bo czemu mieliby zobaczyć naszego Gary Stu?*~ Po chwili zaś chłopak spokojnie mógł ruszyć ku wyjściu.

 

W czasie drogi, wyjął on z kieszeni swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili zaś ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 33 - Republika Południowej Afryki, koniec Portu Elizabeth."

„Czyli teraz tam..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, gdy doszedł do helikoptera, zajął się tym czym zwykle, po czym ruszył do Portu Elizabeth...

____________________________________________

Rozdział XXXIII – Niszczenie w Porcie Elizabeth i upadek do wody.

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Portu Elizabeth. Gdy tam doleciał, ujrzał, że było tam pusto. ~*Czyli standardzik.*~ Trochę zaniepokoił się tym, gdyż przecież zwykle znaczyło to coś niezbyt przyjemnego. Po chwili jednak, wylądował on pośrodku miasta. Gdy helikopter już stał, Grzegorz odpiął pasy po czym wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt. Gdy zaś to zrobił, wyszedł z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, chłopak ruszył w kierunku końca miasta. Po parunastu minutach doszedł tam. |Jakim cudem? Cholera wie.| Gdy tam był, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt, po czym nacisnął odpowiedni przycisk i, jako iż nie mógł nigdzie uciec, musiał czekać...

 

Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Odepchnął on również Grzegorza do wody. Kiedy chłopak opadł na dno, zebrał siły i zaczął płynąć ku górze. |. . . <- Kropki rozpaczy.|

 

W połowie drogi, Grzegorzowi zabrakło powietrza. Czuł, że coraz ciężej jest mu się poruszać. Jego serce coraz słabiej biło. Oczy zaczęły mu zachodzić mgłą. Nie poddał się on jednak. Wiedział, że musi dokończyć to, co było zaczęte. ~*Jaki uparty. Lubię go.*~

 

Gdy był bardzo blisko wypłynięcia, czuł, że jest już mu bardzo ciężko się poruszać. |POWINIEN JUŻ DAWNO SIĘ UTOPIĆ!!!|  Każdy ruch przychodził mu z trudem. Jego serce biło naprawdę słabo. Oczy powoli zaczęły mu się zamykać. Mimo wszystko chłopak płynął dalej...

 

Po chwili, gdy Grzegorz był bardzo blisko omdlenia, w końcu wypłyną na powierzchnię. Gdy znalazł się na powierzchni wody, odetchnął, po czym wypłynął na powierzchnię. Gdy to zrobił, wziął swój sprzęt i ruszył w drogę powrotną. |To jest takie hipernierealistyczne...|

 

W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. ~*Poza tym, że LEDWO ŻYŁ!*~ Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 34 - Pitcairn, Adamstown, pierwszy chodnik.

|

|

"

„Czyli teraz do Adamstown..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili gdy wszedł on do helikoptera, odłożył maszynę w odpowiednie miejsce, wziął swoją torbę ~*O której nigdy wcześniej nie było mowy.*~ i poszedł do łazienki się przebrać. Gdy zaś to zrobił,poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył...    

________________________________________________

Rozdział XXXIV – Następne spotkanie z wrogami.

~*Jejz!*~

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Adamstown. Grzegorz ujrzał, że było tam całkowicie pusto. Chłopak trochę zaniepokoił się tym. Jednak, po chwili musiał lądować. Gdy zaś wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, chłopak zaczął szukać pierwszego chodnika. Po chwili ujrzał takowy. Od razu tam poszedł i ustawił na nim swój sprzęt. Gdy to zrobił, już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, usłyszał kroki. ~*Brakuje spójnika "ale".*~ Od razu się odwrócił. Gdy to zrobił, ujrzał...swoich wrogów.

- Dajta mi już spokój i idźta gdzie indziej. – Powiedział Grzegorz. |To też miało być śmiechowe?| ~*Nu...*~

- NIE!!! I PRZYCISZ SIĘ WKOŃCU!!! |BŁĄD! BŁĄD!! BŁĄD ALERT!!!| – Krzyknął Patryk.

- Jak ty się wyrażasz do starszych? – Powiedział Grzegorz.

- CICHO BĄDŹ!!! – Krzyknął Patryk.

- Wyobraź sobie, że ja te jego śpiewki muszę przeżywać codziennie. – Rzekł Mateusz, po czym dodał:

- I nie da się go uspokoić.

- No to współczuję. – Powiedział Grzegorz.

- CICHO WRESZCIE!!! JAK JA WAM WSZYSTKIM PRZYWALĘ, TO SIĘ PRZYMKNIECIE!!! – Krzyknął Patryk, po czym odszedł do helikoptera. 

~*

~*

- Ależ on nerwowy... - Powiedział Grzegorz.

- No... - Rzekł Mateusz.

Po tej rozmowie, zaczęli oni ze sobą walczyć. Na początku wygrywał Mateusz, jednak w pewnym momencie wygrał |Gary Stu| Grzegorz. Pchnął on Mateusza w kierunku przycisku uruchamiającego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

- I znów to samo... - Powiedział Mateusz.

- Haha...Ja po prostu jestem lepszy od ciebie. – Rzekł Grzegorz.

Po tej rozmowie, oboje rozeszli się w swoje strony.

 

Grzegorz, w czasie powrotu, wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 35 - Egipt ~*Będzie bombowo.*~, Kair, Piramidy w Gizie, środek ostatniej piramidy."

„Czyli teraz do Egiptu..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, zrobił to co zwykle, po czym ruszył do Egiptu...

Tymczasem, Mateusz wszedł do helikoptera jego i Patryka. Gdy tam był, ujrzał Patryka, który siedział na siedzeniu. Najprawdopodobniej starał się uspokoić. Mateusz, po odłożeniu laserów |O których nigdy nie było mowy.|, usiadł koło niego i spytał:

- I co? Dlaczego się tak wkurzałeś?

- Ja po prostu nie umiem kontrolować swoich emocji...I dlatego... - Odpowiedział Patryk. |Inneth?|

- Ale dlaczego atakowałeś Andromedę ~*Bo jest debilką.*~ i wszystkich wokół? – Spytał Mateusz.

- Po prostu w takich sytuacjach nie kontroluję tego co robię i dlatego tak to było... - Odpowiedział Patryk.

Po tej rozmowie, Mateusz wstał, poszedł do kabiny pilota i zaczął kierować helikopter w odpowiednim kierunku...    

________________________________________________  

Rozdział XXXV – Spotkanie w piramidzie.

Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał do Kairu. Gdy tam był, ujrzał, że było tam całkowicie pusto. ~*. . . <- Kropki żenady.*~ Trochę zaniepokoił się tym, że nikogo nie było w tym miejscu. Jednak, mimo wszystko musiał lądować. Po chwili, gdy już wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy. Kiedy to zrobił, wyjął z niej swój sprzęt i wyszedł z helikoptera.

 

Po wyjściu zaś, ruszył on na poszukiwania ostatniej piramidy. Po parunastu minutach, znalazł takową. Oczywiście od razu do niej wszedł. Gdy już był w środku, po przejściu paru kroków, poczuł, że ktoś go obserwuje. ~*Jakie dziwo, może jakaś wycieczka tamtędy szła. Jeżeli takowe tam są.*~  Grzegorz przestraszył się. Naturalnie od razu się odwrócił. Kiedy to zrobił, nikogo nie zauważył. Ruszył więc w dalszą drogę.

 

Gdy Grzegorz był na końcu piramidy, ustawił swój sprzęt i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, gdy poczuł, że ktoś przystawia mu pistolet do głowy. Grzegorz przeraził się nie na żarty. Od razu odwrócił się. Gdy to zrobił, ujrzał...Dawida. ~*:**~

- DAWID?! Co ty tu robisz?! A w ogóle, daj mi spokój! – Powiedział po chwili Grzegorz.

- Nie. No, chyba, że dasz się zabić. – Rzekł Dawid.

- Nie. – Powiedział Grzegorz.

- No to nie dam ci spokoju. – Powiedział Dawid.

|Co za ambitna rozmowa...|

Po tej rozmowie, Dawid chciał zastrzelić Grzegorza, jednak ten był zwinniejszy od niego. ~*Kolejny z matriksowymi mocami?*~ W pewnym momencie walki, Dawid |"|niechcący|"| strzelił pistoletem w przycisk uruchamiający maszynę Grzegorza, przez co ta została aktywowana. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ piramidy.

- Haha, dzięki za pomoc. – Powiedział Grzegorz.

- Jeszcze się policzymy!! – Krzyknął Dawid ~*:**~po czym odszedł.

Grzegorz również zebrał się do drogi powrotnej. Wziął swój sprzęt i ruszył do helikoptera. W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 36 - Bahamy, środek Andros."

„Czyli teraz do Baham..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili, gdy wszedł do helikoptera, zajął się tym co zwykle, po czym ruszył w dalszą drogę...    

|Wybaczcie, że tak mało komentujemy, ale tu niewiele się dzieje. . .|

________________________________________________    

Rozdział XXXVI – Spotkanie

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Baham. Kiedy tamtędy przelatywał, ujrzał, że było tam spokojnie. ~*Przynajmniej nie pusto.*~ Chłopak trochę się ucieszył, gdyż nie było tam tak pusto jak wcześniej. Po chwili zaś doleciał do Andros i wylądował. Kiedy helikopter stał, Grzegorz odpiął pasy ~*Gdzie jest przecinek?*~ i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy i wyjął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wyszedł z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, chłopak ruszył w drogę ku środkowi Andros. Po parunastu minutach znalazł się tam. Gdy tam był, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt i już chciał uruchomić maszynę, gdy w tym momencie poczuł, że ktoś kładzie mu głowę na ramieniu. Takie rzeczy robiła tylko Andromeda. ~*Ta, bo ona jedna robi takie cuś. . .*~ Grzegorz od razu się odwrócił. Gdy to zrobił, ujrzał...Andromedę.

- Andromeda? Co ty tu robisz? Nie powinnaś na mnie czekać w domu?

- A no powinnam, ale Daniel poczuł się senny, gdyż cały czas prowadził helikopter no i zatrzymaliśmy się tu. A ja, jako iż nie miałam co robić, wyszłam na zewnątrz i po chwili cię zobaczyłam. – Odpowiedziała Andromeda.

- A tak w ogóle, to jak tam ci się żyje? – Spytał Grzegorz.

- Dobrze. A tobie? – Spytała dziewczyna.

- Też dobrze. – Odpowiedział chłopak.

|Rozmowa godna Facebooka.|

Potem pogadali sobie jeszcze trochę, po czym Andromeda musiała iść.

 

Tymczasem, Grzegorz nacisnął odpowiedni przycisk na swojej maszynie i odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili zaś dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

 

Po wybuchu, Grzegorz wziął swój sprzęt i ruszył w drogę powrotną. W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 37 - Kalifornia, Los Angeles, środek Disneylandu."

„Ktoś tu nienawidzi Disneylandu..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili jednak, gdy wszedł do helikoptera, zajął się tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Los Angeles...

|Powie mi ktoś, dlaczego to opko jest takie chujowe?|

~*Bo kiedyś pisałam je na siłę. Serio.*~

|

  ............................................________
....................................,.-'"...................''~.,
.............................,.-"..................................."-.,
.........................,/...............................................":,
.....................,?......................................................,
.................../...........................................................,}
................./......................................................,:'^'..}
.............../...................................................,:"........./
..............?.....__.........................................:'.........../
............./__.(....."~-,_..............................,:'........../
.........../(_...."~,_........"~,_....................,:'........_/
..........{.._$;_......"=,_......."-,_.......,.-~-,},.~";/....}
...........((.....*~_......."=-._......";,,./'..../"............../
...,,,___.'~,......"~.,....................'.....}............../
............(....'=-,,.......'........................(......;_,,-"
............/.'~,......'-...................................../
.............'~.*-,.....................................|,./.....,__
,,_..........}.>-._...................................|..............'=~-,
.....'=~-,__......',.................................
...................'=~-,,.,...............................
................................':,,...........................'..............__
.....................................'=-,...................,%'>--==''
........................................_..........._,-%.......'
...................................,   

|

________________________________________________     

Rozdział XXXVII – Odepchnięcie

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Los Angeles. Kiedy tamtędy przelatywał, ujrzał, że jest tam całkowicie pusto. ~*Standard*~ Chłopak trochę zirytował się tym, gdyż nie lubił ciągłych pustkowi. |Miło wiedzieć, że ktoś nadaje na tych samych falach, co my.| Po chwili jednak dolatywał do Disneylandu i musiał wylądować. Gdy zaś wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt i wyszedł z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, chłopak podszedł do wejścia do Disneylandu. Niestety, było ono zamknięte. Zaczął on więc szukać jakieś niedomkniętej szpary. Po chwili poszukiwań znalazł takową. ~*Która pojawiła się znikąd.*~ Jako, iż była dość wąska, podejrzewał on, że nie uda mu się przecisnąć do środka. Mimo wszystko spróbował on się tam dostać. Po paru minutach, |"|o dziwo|"|, udało mu się to. Po wejściu do środka, ruszył on w odpowiednim kierunku.

 

Parę minut później, Grzegorz dostał się do środka Disneylandu. Po znalezieniu się tam, ustawił on swój sprzęt i nacisnął odpowiedni przycisk. Niestety, ~*"*~przypadkowo~*"*~ nacisnął również przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie maszyny. Po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu i odepchnął w tył Grzegorza, który nie zdążył uciec. Po chwili chłopak uderzył bardzo mocno w jakąś rzecz |Która pojawiła się od tak.|, przez co zemdlał...

Godzinę później, gdy Grzegorz obudził się, poczuł, że boli go głowa. Nie zdziwił się on tym, gdyż przecież to właśnie w głowę się uderzył. ~*Oczywistość tego opka mnie przeraża.*~ Mimo bólu, wstał on z ziemi, wziął swoją maszynę i ruszył w drogę powrotną.

 

W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. |Mimo iż napierdalał go łeb.| Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 38 - Hawaje, wejście do Parku Narodowego Wulkany Hawai'i."

„Co oni mają z tymi wejściami?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |Brak oryginalności i tyle.|

Po chwili jednak, gdy wszedł on do helikoptera, zajął się tym czym zwykle, po czym ruszył w drogę ku Hawajom...

________________________________________________    

Rozdział XXXVIII – Na Hawajach.

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do Hawai, ujrzał, ~*Wkurwia mnie ten przecinek w tym miejscu.*~ |Mnie też tak trochę.| że w chwili gdy on tam był, była noc. |ŁO JEZU! ODMIANA! OOOOOOOOOOOO.OOOOOOOOOOOOOOOO| ~*Jaki zaciesz. xD*~ Chłopak odetchnął z ulgą, gdyż wiedział, że nikt nie przybiegnie |KURWA!| na miejsce wybuchu. Po chwili jednak musiał on lądować. Gdy zaś wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wyszedł z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, jako iż był blisko Parku Narodowego Wulkany Hawai'i, podszedł tylko do wejścia i ustawił tam swój sprzęt. Gdy to zrobił, nacisnął odpowiedni przycisk, po czym odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

 

Po wybuchu, Grzegorz zebrał swój sprzęt i już chciał odejść, gdy w tym momencie usłyszał czyjeś kroki. Po chwili dało się zobaczyć jakąś kobietę. ~*Ła. Nareszcie ktoś inny.*~ Po chwili zapytała ona:

- Co tu się stało?

- A nic nic. Po prostu jakiś nastolatek bawił się petardami i do tego doszło. – Skłamał Grzegorz. |Seeerio? Kto by uwierzył w coś takiego?|

- Ważne, że nikomu nic się nie stało. – Powiedziała kobieta.

Po tej rozmowie oboje rozeszli się w swoje strony.

~*Ta sytuacja była tak nierealistyczna, że aż tynk odpadł z szoku.*~

W czasie drogi, Grzegorz wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 39 - Środek Jan Mayenu."

„Nie ma to jak Miejsce Przeznaczenia na wyspie wulkanicznej." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |"Nie ma to jak szpanowanie swoją wiedzą z Google." - Pomyślał Slade.|

Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, zajął się tym czym zwykle |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*. . .*~, po czym ruszył do Jan Mayenu...

 ________________________________________________

Rozdział XXXIX – Kolejne spotkanie z wrogami.

~*W końcu coś się zadzieje. Jaaaj!*~

Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do Jan Mayenu. Grzegorz ujrzał, że było tam pusto |Akurat w tym wypadku to nie jest dziwne.|. Akurat tym się nie zdziwił, gdyż czego można się spodziewać po wyspie wulkanicznej. Po chwili jednak, musiał lądować. Gdy zaś wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy i wyjął z niej swój sprzęt, po czym wyszedł z helikoptera. |Ramoninthuś, kiepsko szło ci przedłużanie rozdziałów.|  ~*Wiem, ale jak wspominałam, ja to opko pisałam na siłę, byle by było. ;__;*~

 

Gdy był na zewnątrz, ruszył w odpowiednim kierunku. Po paru minutach, znalazł się na środku wyspy. Kiedy się tam znalazł, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt i już chciał go uruchomić, gdy w tym momencie usłyszał za sobą kroki. |Tap tap skurwysyny.| Naturalnie odwrócił się on. Gdy to zrobił, ujrzał...swoich wrogów. ~*DAM DAM DAAAM!*~

- Eh...No dajcie mi wreszcie spokój... - Powiedział Grzegorz z irytacją w głosie.

- Nie. No, chyba, że dasz się wykończyć. – Powiedział Patryk.

- O, wreszcie się ogarnął. – Rzekł Grzegorz.

- No...Wiesz ile to trzeba się było nasłuchać narzekania na cały świat codziennie rano? |Tristitia gdy ma okres?| – Powiedział Mateusz.

- Przymkniecie się wreszcie? |Ramoninth The Terminator?| – Spytał Patryk.

- Ale to mu zostało. – Powiedział Grzegorz.

Po tej rozmowie zaczęła się walka. Na początku wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie popełnili oni swój najgorszy błąd. ~*Ile w tym opku było i będzie najgorszych błędów? ;-;*~  Pchnęli oni Grzegorza w kierunku przycisku uruchamiającego jego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

- Haha, dzięki za pomoc. – Powiedział Grzegorz.

- Jeszcze się policzymy!! ~*Kto tak gada?*~ – Krzyknął Patryk, po czym wraz z Mateuszem odszedł.

Tymczasem, Grzegorz zebrał swój sprzęt i również ruszył w drogę powrotną. W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 40 - Polska, Kraków ~*Uważaj, bo smog cię zajebie!*~, środek Rynku Głównego w Krakowie."

„Jakaś odmiana przynajmniej..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Pochwili zaś, gdy wszedł on do helikoptera, zrobił to co zwykle |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*Slade, ogarnij się. ;_;*~ |:D|, po czym ruszył wkierunku Krakowa...    

________________________________________________  

Rozdział XL – Spotkanie

~*Kurwa, kolejne? ;-;*~

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Polski. Kiedy dolatywał do Krakowa, ujrzał ~*Smog*~ tam zupełne pustki ~*Aaa...Czyli standard.*~. Zdziwił się tym, gdyż przecież Kraków nie jest opuszczony. 

|

 |

Pomyślał jednak, że po prostu szykuje się kolejna przygoda i dlatego. Po chwili jednak musiał lądować. Gdy wylądował na Rynku Głównym w Krakowie, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt, a następnie wyszedł z helikoptera.


Gdy znalazł się na zewnątrz, poczuł, że ktoś go obserwuje. |Standard| Chłopak natychmiast się odwrócił. Nie zauważył on jednak nikogo za sobą. Wzruszył więc ramionami ~*Sami ignoranci są w tym świecie opek.*~ i ruszył w odpowiednim kierunku. Po paru minutach, gdy doszedł już do środka, ustawił tam swój sprzęt i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, gdy w tym momencie poczuł, że ktoś przystawia mu pistolet do głowy. |To pewnie byłem ja.| Chłopak przestraszył się nie na żarty. Od razu się odwrócił, aby sprawdzić, kto go chce zabić. Gdy zaś się odwrócił, ujrzał...Dawida. |Nie zgadłem.|

- Mogłem się tego spodziewać... ~*Ale się nie domyśliłeś. Przykro mi.*~ Co ty znów ode mnie chcesz?- Powiedział po chwili Grzegorz.

- Zgadnij. – Powiedział Dawid. ~*:**~

- Psychol. – Powiedział Grzegorz.

- Nie zaczynaj znowu... - Powiedział Dawid.

Po tej rozmowie, Dawid chciał zastrzelić Grzegorza, jednak ten był zwinniejszy od niego. |Matriksowe moce reaktywacja.| Po godzinie, Dawidowi skończyła się cała amunicja do pistoletu. ~*To ile on jej miał? :O*~ Grzegorz, widząc to, powiedział ze słyszalną kpiną w głosie:

- Oh, naszemu Dawidkowi skończyła się amunicja...Nie będzie już mógł zabijać...Jaka szkoda...Stracił swój sens życia...Haha... |Przedszkole. Po prostu przedszkole. Nie, chwila. To bardziej żłobek.|

W tym momencie dało się zauważyć, że Dawid ~*:**~ trząsł się ze złości. Po chwili schował on swój pistolet i skoczył na Grzegorza. W tym momencie zaczęła się walka wręcz. Na początku wygrywał Dawid ~*:**~, jednak w pewnym momencie walki wygrał Grzegorz. Pchnął on Dawida ~*:**~ na przycisk uruchamiający maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

- Jeszcze się policzymy!!! – Krzyknął Dawid ~*:**~ po czym odszedł.

Grzegorz również zebrał się do drogi powrotnej. Zebrał on swój sprzęt, po czym ruszył. W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 41 - Mali, Bamako, wejście do National Museum of Mali."

„Co oni mają z tymi wejściami?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |Oryginalność płacze w kącie, więc wiesz Grzegorz...|

Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, zajął się tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Bamako...    

________________________________________________   

Rozdział XLI – Uderzenie

~*Czy ja nie miałam żadnych oryginalnych pomysłów na akcję? ;-;*~

|Z tego wniosek, że nie.|

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Bamako. Kiedy tamtędy przelatywał, ujrzał, że była tam noc. ~*To teraz nocą spamowałam?*~ Chłopak odetchnął z ulgą, gdyż wiedział, że nikt nie przybiegnie na miejsce wybuchu. Po chwili zaś musiał lądować. Gdy wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera.

 

Gdy zaś był na zewnątrz, podszedł do wejścia do Mali, National Museum of Mali

|

|

i ustawił tam swój sprzęt. Kiedy to zrobił, nacisnął odpowiedni przycisk. Niestety, |"|przypadkowo|"| nacisnął również przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe włączenie maszyny. Po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Na dodatek, odlatujące drzwi uderzyły bardzo mocno Grzegorza, przez co ten osunął się nieprzytomny na ziemię... ~*Kurwa, tyle tutaj omdleń co w "Jane The Killer". . .*~

 

Godzinę później, gdy Grzegorz się obudził, poczuł, że boli go głowa. Nie zdziwił się tym, gdyż pamiętał, że został uderzony w głowę. |Za dużo tu Captain Obvious namieszał.| Mimo bólu, wstał on z ziemi, wziął swój sprzęt i ruszył w drogę powrotną.

 

W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili zaś ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 42 - Sahara Zachodnia, koniec Al-Ujun."

„Jeszcze brakuje, żeby 43 Miejsce Przeznaczenia było na środku Trójkąta Bermudzkiego..." ~*Tak chyba jest.*~ – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, zajął się tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Sahary Zachodniej...

________________________________________________    

Rozdział XLII – Miłe spotkanie.

~*Czyli spotkanie z (G)Andzią.*~

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do Al-Ujun, ujrzał, że było tam spokojnie. ~*Przynajmniej nie ma tam kompletnych pustkowi.*~ Chłopak trochę ucieszył się tym, gdyż nie było tam tak pusto jak zwykle. Jednak, po chwili musiał lądować. Gdy zaś wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swoją maszynę. Po zrobieniu tego wyszedł z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszył w odpowiednim kierunku. Po parunastu minutach, znalazł się on na końcu Al-Ujun. Po znalezieniu się tam, ustawił swój sprzęt i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, gdy w tym momencie poczuł, że ktoś kładzie mu głowę na ramieniu. |To pewnie Rivienna.| Takie rzeczy robiła tylko Andromeda. |Nie trafiłem.| Grzegorz od razu odwrócił się. Kiedy to zrobił, ujrzał...Andromedę.

- Andromeda? Nie powinnaś na mnie czekać w domu? – Spytał zdziwiony Grzegorz.

- No powinnam, ale wraz z Danielem postanowiliśmy sprawdzić, gdzie dolecimy lecąc inną trasą no i dolecieliśmy tu. Oczywiście wylądowaliśmy, aby odpocząć, a ja, jako iż mi się nudziło, wyszłam na zewnątrz, no i po chwili przechadzki ujrzałam ciebie. – Odpowiedziała Andromeda.

- Eh...Co to z was będzie...No, ale nic tam. W ogóle jak ci się żyje? – Spytał Grzegorz.

~*- Chujowo. - Odpowiedziała (G)Andzia i zabiła Grzegorza.*~

- A no nawet dobrze. A tobie? – Spytała Andromeda.

- Też dobrze. – Odpowiedział Grzegorz.

|Ach, te Facebookowe rozmowy...|

Później porozmawiali jeszcze trochę, po czym Andromeda musiała iść. Po jej odejściu, Grzegorz nacisnął odpowiedni przycisk na swojej maszynie, po czym odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

 

Po wybuchu, Grzegorz zebrał swój sprzęt i ruszył w drogę powrotną. W czasie drogi wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 43 - Środek Trójkąta Bermudzkiego." ~*Ha! Miałam rację!*~

„Wykrakałem..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, doszedł |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~* ͟ʖ*~ on do helikoptera. Kiedy do niego wszedł, zrobił to co zwykle, po czym ruszył w kierunku Trójkąta Bermudzkiego...    

________________________________________________     

Rozdział XLIII – Niszczenie i wypadek.

~*Czyli standard przy Trójkącie Bermudzkim.*~

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał do Trójkąta Bermudzkiego, włączył autopilota, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyciągnął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego, zszedł pod pokład.

 

Gdy tam był, odczepił drabinki od uchwytów i przyczepił do uchwytów swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wrócił na pokład i udał się do kabiny pilota. Po znalezieniu się tam, za pomocą odpowiedniej dźwigni nacelował sprzętem na środek Trójkąta Bermudzkiego i ustawił maksymalną moc maszyny, po czym za pomocą odpowiedniego przycisku wycelował. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu pod wodą. Na dodatek z wody zrobił się słup, który wzbił się w powietrze a następnie opadł.

~*Ta akcja była taka zajebista, że aż *ziew* tryskam entuzjazmem... *ziew**~

Po wysadzeniu Miejsca, Grzegorz wyszedł z kabiny pilota i ponownie poszedł pod pokład. Kiedy tam był, odczepił swój sprzęt od uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Kiedy to zrobił, wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 44 - Portugalia, Lizbona, szczyt Uniwersytetu Lizbońskiego. ~*Znowu uniwersytet?*~"

„Co oni mają z tymi uniwersytetami?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili jednak wrócił na pokład i odłożył do odpowiedniej klapy swój sprzęt. Kiedy to zrobił, wrócił do kabiny pilota, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Gdy to zrobił, wyłączył autopilota i ruszył w kierunku Lizbony...

 

Niestety, w czasie drogi przez Trójkąt Bermudzki, zerwała się mocna wichura oraz burza. |Standard| Po chwili, jeden z piorunów trafił w helikopter Grzegorza, przez co zaczął on spadać w dół. Po chwili, helikopter uderzył bardzo mocno w jakąś wysepkę. ~*Która pojawiła się od tak, z dupy.*~ Od mocnego uderzenia, Grzegorz stracił przytomność...

 

Godzinę później, gdy chłopak się obudził, ujrzał, że leżał we wraku helikoptera. Oczywiście od razu spróbował on się z niego wydostać. Po paru minutach, udało mu się to. Gdy już wyszedł z wraku, ujrzał, że był na jakieś wysepce. |Co ty nie powiesz...| Postanowił on naprawić helikopter, aby dolecieć do Portugalii...

 

Kolejną godzinę później, Grzegorz skończył naprawiać helikopter ~*Speedruner nam tutaj rośnie.*~ oraz wlał do niego paliwo. |Skąd on je wytrzasnął? Nigdzie wcześniej nie było wspomniane, że owe zabrał na zapas.| Kiedy to zrobił, wszedł do środka, a po chwili udał się w dalszą drogę do Portugalii...    

________________________________________________  

Rozdział XLIV – Jeszcze jedno spotkanie z wrogami.

~*Szczerze powiedziawszy, te rozdziały są chyba najciekawsze z całego tego bagna.*~

|Ty, rzeczywiście.|

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał do Lizbony, Grzegorz ujrzał, że było tam całkowicie pusto. ~*No do cholery, znowu?*~ Trochę zaniepokoił się tym, gdyż zwykle nie znaczyło to nic dobrego. Po chwili jednak musiał lądować. Gdy wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota, podszedł do odpowiedniej klapy i wyjął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego wyszedł z helikoptera.

 

Gdy zaś znalazł się na zewnątrz, ruszył w kierunku uniwersytetu. Gdy do niego wszedł, ujrzał, że tam również było pusto. |Ciekawe dlaczego...| Ruszył on więc na poszukiwania wejścia na dach. Po paru minutach znalazł takowe. Od razu wszedł on na szczyt. ~*Znowu te jebane zdania pojedyncze. Jak ja ich nienawidzę.*~ Po znalezieniu się tam, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt, po czym już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak usłyszał kroki. Od razu odwrócił się on. Gdy to zrobił, ujrzał...swoich wrogów.

- Czy wy dacie mi kiedyś święty spokój? – Spytał Grzegorz z irytacją w głosie.

- Jak cię wykończymy, to możemy o tym pogadać. – Odpowiedział Patryk.

- Było powiedzieć, że nigdy. – Rzekł Grzegorz. |Jaki on skromny...|

Po tej rozmowie standardowo zaczęła się walka. Na początku wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie wygrał ~*Gary Stu*~ Grzegorz. ~*Zgadłam*~ Pchnął on Patryka w kierunku przycisku uruchamiającego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Całej trójce udało się utrzymać na dachu. |No oczywiście, bo inaczej byłoby choć trochę ciekawiej.| Po chwili zaś, Mateusz krzyknął:

- Co ty zrobiłeś?! ~*Ślepy on jest, czy co?*~

- Jak widzisz, wykorzystałem walkę z wami do zniszczenia Miejsca. – Odpowiedział Grzegorz.

- Jeszcze się policzymy!! – Krzyknął Patryk.

Po tej rozmowie, cała trójka rozeszła się w swoje strony...

|To była taka zajebista akcja, że aż prawie umarłem od tych emocji. -.-|

W czasie drogi, Grzegorz wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 45 - Morze Północne, środek Wyspy Fryzyjskiej."

„Co oni mają do tych wysp?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. ~*Wiesz, Grzegorz. Wyspy to już niepomijalna klisza.*~

Po chwili jednak wszedł do helikoptera. Gdy tam był, zajął się tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Morza Północnego...    

________________________________________________   

Rozdział XLV – Spotkanie z bratem |Krwiakiem|. 

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Wyspy Fryzyjskiej. Przelatując tamtędy ujrzał, że na wyspie panują pustki. ~*KURWA!!!*~ Chłopak trochę się tym zirytował, gdyż denerwowało go coś takiego. ~*Piona, Grzegorz.*~ Po chwili jednak musiał lądować. Gdy wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i wziął swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszył on w kierunku środka wyspy. Paręnaście minut później znalazł się w odpowiednim miejscu. Gdy tam był, ustawił swój sprzęt i już chciał go uruchomić, gdy w tym momencie poczuł, że ktoś przystawia mu pistolet do głowy. |To pewnie byłem ja.| Grzegorz przestraszył się nie na żarty. Od razu odwrócił się, aby sprawdzić, kto go chce zabić. Gdy już się odwrócił, ujrzał...Dawida. ~*:**~

- No chłopie, weź daj mi spokój... - Powiedział po chwili Dawid |O, pomylone imiona!| z irytacją w głosie.

- Nie, bo nie dajesz się zabić. – Rzekł Dawid.

- Psychol, wariat, sadysta... - Powiedział Grzegorz.

- Z ciebie jest. – Dokończył Dawid. ~*UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU! Ale mu pociiisnął!!!*~

- Weź mnie nie irytuj... - Powiedział Grzegorz.

Po tej rozmowie, Dawid chciał zastrzelić Grzegorza, jednak ten był zwinniejszy od niego. |Standardowo, matriksowe moce wchodzą do gry.| W pewnym momencie, Dawid przypadkowo strzelił w przycisk uruchamiający maszynę Grzegorza. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

- Haha, dzięki za pomoc. – Powiedział Grzegorz.

- Jeszcze się policzymy!!! – Krzyknął Dawid po czym odszedł.

Grzegorz również zebrał się w drogę. Wziął on swój sprzęt, po czym ruszył.

 

W czasie drogi wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 46 - Kanada, Ottawa, środek Kanału Rideau."

„Really? ~*Jeszcze jedno "Really" i ktoś dostanie wpierdol.*~ Nie mają ambitniejszych pomysłów? |Jak widać, nie.|" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili, gdy doszedł do helikoptera, zajął się tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Ottawy...

________________________________________________     

Rozdział XLVI – Niszczenie Kanału Rideau.

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał do Ottawy i gdy był nad Kanałem Rideau, włączył autopilota, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyciągnął z niej swój sprzęt i zszedł pod pokład.

 

Gdy tam był, podszedł do drabinek i odczepił je od uchwytów. Gdy to zrobił, położył je obok. Po zrobieniu tego, do uchwytów przyczepił swój sprzęt i wrócił na pokład. Gdy tam był, poszedł do kabiny pilota i za pomocą odpowiedniej dźwigni ustawił swój sprzęt, po czym ustawił ~*Wkurwiają mnie te powtórzenia.*~ jego odpowiednią moc. Gdy to zrobił, za pomocą odpowiedniego przycisku wycelował. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Na dodatek, z wody która była w kanale, zrobił się słup i wzbił się w powietrze.

|Cholera, to się już robi nudne...|

Po wysadzeniu kolejnego Miejsca Przeznaczenia, Grzegorz wyszedł z kabiny pilota i poszedł pod pokład. Gdy tam był, odczepił swój sprzęt od uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Kiedy to zrobił, wyjął swój telefon i włączył go. Po zrobieniu tego, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 47 - Dominikana, Santo Domingo, szczyt Universidad del Caribe."

„Powie mi ktoś, co oni mają z tymi uniwersytetami?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. ~*Wydaje mnie się, że nie miałam pomysłów na miejsca.*~

Po sprawdzeniu tego, wrócił na pokład i odłożył do odpowiedniej klapy swój sprzęt.Gdy to zrobił, poszedł do kabiny pilota, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Po chwili zaś ruszył w kierunku Santo Domingo...

~*Zauważyłeś, że akcja w każdym rozdziale jest na początku i na końcu praktycznie taka sama?*~

|Tak i wkurwia mnie to. Nic się praktycznie nie dzieje.|

________________________________________________  

Rozdział XLVII – Upadek ze szczytu.

~*I na dodatek przygody są powtarzalne do bólu.*~

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do Santo Domingo, ujrzał, że było tam dość pusto. ~*No do cholery, czemu prawie wszędzie musi być pusto?*~ Trochę zaniepokoił się tym, gdyż zwykle znaczyło to jakąś niebezpieczną przygodę. Po chwili jednak, musiał lądować. Gdy już wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyciągnął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wyszedł z helikoptera.

 

Gdy zaś był na zewnątrz, ruszył w kierunku uniwersytetu. Po wejściu do niego, ku jego szczęściu, ujrzał, że tam również jest pusto. |No ciekawe czemu...| Ruszył on więc na poszukiwania wejścia na dach. Po paru minutach, znalazł takowe. Wszedł on więc na dach i gdy się tam znalazł, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt. Po zrobieniu tego, nacisnął odpowiedni przycisk i jako, że nie miał gdzie uciec, musiał czekać... ~*Jakby nie mógł zniszczyć tego miejsca ze swojego helikoptera...*~

 

Po chwili zaś dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Na dodatek, Grzegorz, jako iż nie miał już gdzie stać, spadł w dół. Na szczęście w locie obrócił się na nogi. Po chwili, gdy spadł, o dziwo nie połamał sobie nóg, jedynie go bolały. |To jest tak hipernierealistyczne, że aż mnie głowa boli.| Mimo bólu, wziął on swój sprzęt który akurat spadł i ruszył w kierunku powrotnym.

 

W czasie drogi wyjął on swój telefon i włączył go. Po zrobieniu tego, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 48 - Początek Nowej Fundlandii."

„CO ONI MAJĄ DO TYCH WYSP?!" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. ~*Ja wiem. Po prostu na niej łatwiej opisać akcję.*~

Po chwili jednak doszedł on do helikoptera. Gdy tam wszedł, zrobił to co zwykle,po czym ruszył w kierunku Nowej Fundlandii...    

________________________________________________  

Rozdział XLVIII – Ponowne spotkanie.

~*To mnie naprawdę zaczyna już nudzić.*~

|Nie dziwię się tobie.|

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do Nowej Fundlandii, ujrzał, że było tam spokojnie. ~*Kurwa, nareszcie jakaś odmiana.*~

„Ważne, że nie pusto." – Pomyślał po zobaczeniu tego.

Po chwili jednak musiał lądować. Gdy zaś wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego wyszedł z helikoptera.

 

Gdy zaś znalazł się na zewnątrz, ujrzał, że jest |Do cholery, znowu ta pierdolona zmiana czasu?| niedaleko początku Nowej Fundlandii. Poszedł on więc w odpowiednie miejsce, po czym ustawił swój sprzęt. Gdy to zrobił, już chciał nacisnąć przycisk uruchamiający maszynę, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś kładzie mu głowę na ramieniu. Takie rzeczy robiła tylko Andromeda. ~*Jezu, znowu ta idiotka...*~ Chłopak od razu odwrócił się. Gdy to zrobił, ujrzał...Andromedę.

- Andromeda? Co ty znów tu robisz? Nie powinnaś być w domu?

- A no powinnam, ale dalej lecimy inną trasą no i dolecieliśmy aż tutaj. Naturalnie wylądowaliśmy, a ja, jako iż nie miałam nic do roboty, wyszłam na zewnątrz i po paru krokach ujrzałam ciebie. – Odpowiedziała Andromeda.

- Ty lepiej leć już do domu, bo to jest 48 Miejsce Przeznaczenia. Jeszcze parę Miejsc i ja też wracam. – Rzekł Grzegorz. |Już niedługo, już niedługo, już niedługo...Wytrzymam...|

- No w sumie racja. – Powiedziała Andromeda.

Po chwili, pogadali jeszcze trochę, po czym Andromeda musiała iść. Gdy odeszła, Grzegorz nacisnął odpowiedni przycisk na swojej maszynie, po czym odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

 

Po wybuchu, Grzegorz zebrał swoją maszynę i ruszył w drogę powrotną. Gdy tak szedł, wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 49 - Cypr, szczyt Meczetu ~*Islamiści będą wkurwieni.*~ Selimiye w Nikozji."

„Dali by już spokój z tymi szczytami..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, gdy doszedł do helikoptera, zrobił to co zwykle, po czym ruszył w kierunku Cypru...

|To jest tak denne, że już nawet Lenny Face nie chce mnie się wstawiać.|

________________________________________________  

Rozdział XLIX – Następne spotkanie z wrogami.

~*O, chociaż trochę ciekawiej będzie.*~

|Ciekawiej na swój sposób.|

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do Cypru, usłyszał dźwięk swojego telefonu. Od razu sprawdził, kto do niego dzwonił. Okazało się, że dzwoniła do niego Andromeda. Chłopak od razu odebrał telefon i spytał:

- Tak Andromedo? Coś się stało?

- Nie, nic się nie stało. Chciałam po prostu pogadać, bo mi się nudzi. – Odpowiedziała Andromeda. ~*Ja i Slade dobrze rozumiemy twój ból.*~

- A, no to spoko. W ogóle to co teraz robisz? – Spytał Grzegorz.

- A nic. Lecę w kierunku naszego domu. – Odpowiedziała dziewczyna.

- Ta, a potem okaże się, że przelecieliście całą ziemię w ciągu 2 godzin. – Powiedział chłopak.

- Nie, teraz już naprawdę lecę w kierunku naszego domu. A co ty teraz robisz? – Spytała Andromeda.

- Lecę w kierunku 49 Miejsca Przeznaczenia. – Odpowiedział Grzegorz.

- A gdzie ono jest? – Spytała dziewczyna. |W Zadupiu Górnym.|

- Na Cyprze, na szczycie Meczetu Selimiye w Nikozji. – Odpowiedział chłopak. |Byłem blisko.|

- Co oni mają z tymi szczytami? – Zapytała Andromeda.

- No właśnie nie wiem. Ale dobra, ja już muszę kończyć. – Powiedział Grzegorz.

- No, ja też już muszę. – Rzekła Andromeda.

~*Denerwuje mnie to ciągłe powtarzanie ich imion. Każdy przecież wie, kto z kim rozmawia.*~

Po tej rozmowie połączenie zakończyło się. Kiedy Grzegorz schował telefon, ujrzał, że musi |NO KURWA!!!| już lądować. Po wylądowaniu zaś, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt, a następnie wyszedł z helikoptera.

 

Gdy zaś był na zewnątrz, ujrzał, że w Nikozji było strasznie pusto. ~*No do cholery! To już się serio robi nudne!*~ Chłopak pomyślał, że po prostu czeka |Znowu ta jebana zmiana czasu.| go kolejna walka z wrogami. Mimo wszystko ruszył on na poszukiwania wejścia na szczyt meczetu. Po paru minutach poszukiwania, znalazł takowe. Po wejściu na szczyt, ustawił w odpowiednim miejscu swoje urządzenie i już chciał je włączyć, gdy usłyszał kroki. Od razu odwrócił się on. Kiedy to zrobił, ujrzał...swoich wrogów.

- DAJCIE MI WRESZCIE SPOKÓJ! – Krzyknął Grzegorz.

- Nie. Chyba, że dasz się wykończyć. – Powiedział Patryk.

- No czyli wychodzi na to, że jeśli chcę mieć spokój, muszę was wykończyć. – Rzekł Grzegorz.

Po tej rozmowie zaczęła się walka. Na początku wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie wygrał Grzegorz. ~*Bo któż inny mógłby wygrać?*~ Pchnął on Patryka w kierunku przycisku uruchamiającego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Po chwili zaś Mateusz krzyknął:

- Co ty zrobiłeś?! |Wkurwia mnie to pytanie retoryczne.|

- Ponownie wykorzystałem walkę z wami do zniszczenia Miejsca Przeznaczenia. – Odpowiedział Grzegorz.

- To jeszcze nie koniec walki!! – Krzyknął Patryk.

W tym momencie ponownie zaczęła się walka. ~*Woah, cóż za odmiana.*~ Tym razem jednak wygrali Patryk i Mateusz. Zepchnęli oni Grzegorza z resztek dachu. Po chwili chłopak mocno uderzył w ziemię. Chciał on się mimo wszystko podnieść, jednak nie mógł się ruszyć. Po chwili zaś ujrzał nad sobą swoich wrogów. Po kolejnej chwili Patryk powiedział:

- Z nami nie wygrasz. Zapamiętaj to sobie. ~*Nie byłabym tego taka pewna.*~

Po czym wraz z Mateuszem odszedł.

 

Tymczasem, Grzegorz po chwili zemdlał...

 

Godzinę później, gdy Grzegorz obudził się, poczuł, że bardzo boli go głowa. Nie zdziwił się tym, gdyż przecież uderzył w głowę. |Te oczywiste zdania też mnie denerwują.| Mimo bólu wstał on z ziemi, podniósł swój sprzęt który leżał koło niego i ruszył w drogę powrotną.

 

W czasie drogi wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 50 – Równik" ~*Chociaż raz jakaś odmiana.*~

„WTF?! Równik?! Czego to nie wymyślą." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |Ciesz się, że wreszcie nie jest to jakiś szczyt czy wyspa.|

Po chwili, gdy wszedł do helikoptera, zajął się tym, czym zwykle, po czym ruszył w kierunku równika...

________________________________________________  

Rozdział L – Spotkanie na równiku.

|Ile jeszcze tego pierdolenia?|

~*Jedenaście rozdziałów.*~

|*Rozpacza*|

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do równika, zaczął mieć przeczucia, że tym razem będzie skazany na spotkanie ze swoim bratem. ~*Zapewne tak będzie, zważywszy na kolejność wydarzeń.*~ Zwykle po spotkaniu z wrogami przychodziła kolej na spotkanie z bratem, więc chłopak trochę się przestraszył, gdyż nigdy nie wiadomo co tym razem go spotka. |Wkurwia mnie to mieszanie czasów.| Po chwili jednak musiał lądować. Po wylądowaniu, odpiął on pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i udał się do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, chłopak podszedł do odpowiedniego miejsca i ustawił w nim swój sprzęt. Kiedy to zrobił, już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś przystawia ~*Znowu zmiana czasu...*~ mu pistolet do głowy. Grzegorz przestraszył się nie na żarty. Od razu odwrócił się, aby sprawdzić kto to chce go zabić. Kiedy już się odwrócił, ujrzał...swojego brata, Dawida. ~*:**~

- DAJ MI WRESZCIE SPOKÓJ!! – Krzyknął Grzegorz.

- Nie, bo nie dajesz się zabić. – Powiedział Dawid.

- Psychol się znalazł... - Rzekł Grzegorz.

- Nie zaczynaj... - Powiedział Dawid.

Po tej rozmowie, chciał on zastrzelić Grzegorza, jednak ten był zwinniejszy od niego. |Ponownie matriksowe moce go nie zawiodły.| Po godzinnej walce, Dawidowi skończyła się cała amunicja do pistoletu. Grzegorz, widząc to, powiedział ze słyszalną kpiną w głosie:

- Oh, naszemu Dawidkowi skończyła się cała amunicja...Jaka szkoda...Nie będzie już mógł zabijać...Tak mi przykro...Haha... ~*I znowu przedszkole...*~

W tym momencie dało się zauważyć, że Dawid trząsł się ze złości. Po chwili schował on swój pistolet i wyciągnął nóż. |WOOOW! CO ZA ODMIANA!| Kiedy to zrobił, rzucił nożem w kierunku Grzegorza, jednak temu udało się odskoczyć i nóż trafił w przycisk uruchamiający maszynę Grzegorza. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

- HAHA! Ale fail! – Powiedział Grzegorz ze śmiechem. ~*Ten Grzegorz to chyba jest gimbusem, co widać po tym zdaniu.*~

- NIECH JA CIĘ KIEDYŚ DOPADNĘ, TO BĘDZIE PO TOBIE!!! – Krzyknął Dawid ~*:**~, po czym wziął swój nóż i odszedł.

Tymczasem, Grzegorz wziął swoją maszynę i ruszył do helikoptera. W czasie drogi wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 51 - Polska, Warszawa, szczyt Pałacu Kultury i Nauki."

„SERIO?! Ja od razu stamtąd zlecę!" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |Oj tam zaraz, przeżywałeś tyle upadków z dachu, że i ten przeżyjesz.|

Po chwili zaś, gdy doszedł |( ͡° ͜ʖ ͡°)| do helikoptera, zrobił to co zwykle |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Slade, co jest z tobą nie tak?*~ |Zboczony humor. :D|, po czym ruszył w kierunku Warszawy...

 ________________________________________________  

Rozdział LI – Upadek z Pałacu Kultury i Nauki.

~*Ja pierdolę, to serio zaczyna być nudne.*~

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do Warszawy, ujrzał, że w chwili gdy on tam był, było pusto. |To serio zaczyna być wnerwiające. Jak można napisać takie nudne gafno?| Chłopak zdziwił się tym, gdyż przecież Warszawa nie jest opuszczona. ~*

*~

Po chwili rozmyślań, musiał jednak wylądować. Gdy już wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy. Kiedy to zrobił, wyjął z niej swój sprzęt, po czym wyszedł z helikoptera.

 

Gdy zaś był na zewnątrz, ruszył w kierunku Pałacu Kultury i Nauki. Gdy tam wszedł, ku jego szczęściu, w środku również było pusto. |No ciekawe dlaczego...| Chłopak zaczął więc szukać wejścia na dach. Po chwili znalazł takowe. Gdy zaś wszedł na szczyt i spojrzał w dół, aby sprawdzić jak wysoko jest, zaczął się bać, że zaraz spadnie. Jego serce waliło jak młotem, a nogi trzęsły mu się i Grzegorz obawiał się, że zaraz zleci w dół. ~*Co za pipa.*~ Mimo wszystko, postawił on maszynę i przytrzymał ją, aby nie spadła, po czym nacisnął odpowiedni przycisk i jako, że nie mógł nigdzie odbiec, musiał czekać. |Bo zniszczenie tego miejsca z samolotu jest zadaniem niemożliwym do wykonania.|

 

Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Grzegorz, po wybuchu, jako iż nie miał gdzie stać, zleciał w dół. Na szczęście udało mu się przewrócić na nogi. Po chwili, gdy spadł, o dziwo nie połamał sobie nóg, jednak te trochę go bolały. ~*To jest tak nierealistyczne, że aż nie mam słów na tę sytuację.*~ Mimo bólu, chłopak wziął swoją maszynę, która za nim spadła i ruszył w drogę powrotną.

 

W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 52 - Algieria, Algier, szczyt Pomnika Chwały i Męczeństwa w Algierze."

„Ja nie mogę...Znów szczyt..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |Też mnie to wkurza, więc nie jesteś sam.|

Po chwili zaś, gdy doszedł do helikoptera, zrobił to co zwykle, po czym ruszył w kierunku Algierii...    

________________________________________________  

Rozdział LII – Niszczenie z góry.

~*Czyżby przebłysk inteligencji?*~

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Algiery. Gdy zaś dolatywał do Pomnika Chwały i Męczeństwa w Algierze, pomyślał:

„Nie, ja wolę nie ryzykować życiem. Zniszczę ten pomnik tak jak niszczę morza czy oceany." |O, przebłysk inteligencji...|

Po czym podleciał do pomnika i włączył autopilota. Kiedy to zrobił, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota. Po wyjściu, podszedł do odpowiedniej klapy i wyjął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego zszedł pod pokład.

 

Po znalezieniu się tam, odczepił on drabinki od uchwytów i przyczepił do uchwytów swój sprzęt. Po zrobieniu tego wrócił na górę. Gdy tam był, udał się do kabiny pilota i za pomocą odpowiedniej dźwigni nacelował na pomnik i ustawił maksymalną moc sprzętu. Po wykonaniu tego nacisnął on odpowiedni przycisk. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

~*Czemu wszystko w tym opku musi być takie samo?*~

Po wysadzeniu Miejsca, Grzegorz wyszedł z kabiny pilota i zszedł pod pokład. Gdy tam był, odczepił sprzęt od uchwytów i przyczepił on do nich drabinki. Gdy to zrobił, wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 53 - Malediwy, Male, wejście do Maldives College of Higher Education."

„Zaraz mnie szlag trafi. Znów uniwersytet?!" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |A co my, czytelnicy i, w naszym wypadku, analizatorzy mamy powiedzieć?|

Po chwili wziął on swój sprzęt i wrócił na pokład. Gdytam był, odłożył swój sprzęt w odpowiednie miejsce i poszedł do kabiny pilota.Kiedy tam był, usiadł na siedzeniu, zapiął pasy, wyłączył autopilota i ruszył wkierunku Male...

________________________________________________  

Rozdział LIII – Pod uniwersytetem.

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do Male, ujrzał, że było tam spokojnie. ~*Jakby było pusto, to bym się osobiście wkurwiła.*~ Trochę ucieszyło go to, gdyż nie było znów tak pusto. Po chwili jednak, musiał lądować. Gdy wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt i wyszedł z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, podszedł do Maldives College of Higher Education. Kiedy tam doszedł, ustawił pod wejściem swoją maszynę i ją uruchomił. Niestety, podczas uruchamiania |"|przypadkowo|"| nacisnął również przycisk, który powodował natychmiastowe uruchomienie maszyny. Po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Niestety, odepchnął on również Grzegorza w tył. Na szczęście, w czasie lotu, chłopakowi udało się zatrzymać. Gdy już się zatrzymał, podszedł do swojej maszyny i wziął ją. Gdy to zrobił, ruszył w drogę powrotną.  ~*Ta akcja była tak spektakularna...*~ Jednak, gdy tak szedł, usłyszał dźwięk swojego telefonu. Jednak był to dźwięk SMS-a. Chłopak od razu wyjął telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, sprawdził od kogo był SMS. Okazało się, że był on od Andromedy. Grzegorz od razu otworzył wiadomość. W treści było tylko:

„Grzegorz, no kiedy będziesz? Smutno mi tak samej siedzieć. :-("

|Jakbym słyszał Tristitię, gdy wyjdę gdzieś na więcej niż godzinę. ;D|

~*Bo ty jesteś taki fajny, że bez ciebie nie da się żyć! :**~

|:3|

Grzegorz po przeczytaniu tego uśmiechnął się do siebie, po czym odpisał. Jego odpowiedź wyglądała tak:

„Już niedługo. Jeszcze tylko parę Miejsc i będę. ;-)"

Po czym wysłał.

 

Po wysłaniu SMS-a, uruchomił on przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili zaś ujrzał napis: ~*A tak w ogóle, bateria w telefonie mu jeszcze nie padła? Mocny jest ten telefon.*~ |Ty, rzeczywiście.|

Miejsce Przeznaczenia 54 - Arabia Saudyjska, 

|

|

Rijad, koniec National Museum of Riyadh."

„W końcu jakaś odmiana." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, gdy wszedł on do helikoptera, zajął siętym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Rijad...

________________________________________________  

Rozdział LIV – Jeszcze jedno spotkanie z wrogami.

~*O, chociaż trochę ciekawiej będzie.*~

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał do Rijad, ujrzał, że w chwili gdy on tam był, było całkowicie pusto. |NO KURWA MAĆ!!!| Chłopak zaniepokoił się tym trochę, gdyż zwykle znaczyło to coś niezbyt przyjemnego. Po chwili jednak musiał on lądować. Po wylądowaniu odpiął on pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt, a następnie wyszedł z helikoptera.

 

Gdy już by na zewnątrz, ruszył w kierunku muzeum. Po chwili zaś wszedł do środka muzeum. Gdy już tam był, ujrzał, że tam również było pusto. ~*No ciekawe czemu...*~ Chłopak ruszył więc do końca muzeum. Po parunastu minutach, gdy znalazł się na miejscu, ustawił swój sprzęt i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, gdy w tym momencie usłyszał kroki. Naturalnie odwrócił się on. Kiedy to zrobił, ujrzał...swoich wrogów.

- DAJTA MI WRESZCIE SPOKÓJ!!! – Krzyknął Grzegorz.

- To daj się wykończyć. – Powiedział Patryk. |Nie wystarcza wam to, że ja już jestem wykończony, a jest jeszcze siedem rozdziałów?|

- Spadaj. – Powiedział Grzegorz. ~*UUUUU!!! Jaki pooocisk!!!*~

Po tej rozmowie standardowo zaczęła się walka. Na początku wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie popełnili oni swój najgorszy błąd. |Któryś z kolei.| Pchnęli Grzegorza w kierunku przycisku uruchamiającego jego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

- Haha, dzięki za pomoc. – Powiedział Grzegorz ze śmiechem.

- Jeszcze się policzymy!! – Krzyknął Patryk po czym wraz z Mateuszem odszedł.

Grzegorz również zebrał się do drogi. Wziął swój sprzęt, po czym ruszył. W czasie drogi zaś, wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową po czym wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 55 - Wyspy C|l|rozeta, początek Île de la Possession."

„Co oni mają z tymi wyspami?" ~*Po prostu chyba serio nie miałam pomysłów.*~ – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, gdy doszedł do helikoptera, zająłsię tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Wysp C|l|rozeta...

________________________________________________  

Rozdział LV – Następne spotkanie z bratem. ~*Krwiakiem*~

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do Île de la Possession, ujrzał, że było tam całkowicie pusto. |NO DO CHOLERY!!!| Chłopak trochę zaniepokoił się tym. Po chwili jednak musiał lądować. Gdy już wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt, a następnie wyszedł z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, okazało się, że był on niedaleko początku Île de la Possession. Podszedł on więc do odpowiedniego miejsca, po czym ustawił w nim swoje urządzenie. Po zrobieniu tego już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś przystawia mu nóż do szyi oraz zasłania usta ręką, aby nie mógł krzyczeć. ~*Widzę, że Dawid uczy się baaardzo powoli.*~ Po chwili zaś, Grzegorz usłyszał głos Dawida, który mówił:

- Tylko spróbujesz uciec – zginiesz. |Mógł to zrobić już dawno, ale aŁtoreczka chyba nie chciała już robić CTRL+C i CTRL+V.|

W tym momencie Grzegorz nie wiedział jak ma ~*Znowu zmiana czasu...*~ się uratować. Nie mógł próbować uciekać, gdyż wtedy by zginął. W pewnym momencie Grzegorzowi przypomniało się, że ma przy sobie swój pistolet. Wyciągnął więc go i strzelił w Dawida. |Ten to ma skilla.|  Po chwili opadł on nieprzytomny na ziemię. W tym momencie Grzegorz był wolny. Schował więc swój pistolet i podszedł do maszyny, po czym nacisnął odpowiedni przycisk i odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

 

Po wybuchu, Grzegorz zabrał maszynę i ruszył w kierunku helikoptera. Kiedy tak szedł, wyciągnął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili zaś ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 56 - Środek Oceanu Atlantyckiego." ~*O kurwa, to chyba będzie jeden z krótszych rozdziałów.*~ |JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!| ~*Jaki zaciesz. xD*~

„W końcu jakaś odmiana." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, zajął siętym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Oceanu Atlantyckiego...

________________________________________________  

Rozdział LVI – Niszczenie Oceanu Atlantyckiego.

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał do Oceanu Atlantyckiego, włączył autopilota, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego zszedł pod pokład.

 

Gdy się tam znalazł, odczepił od uchwytów drabinki i przyczepił do uchwytów swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wrócił na pokład i poszedł do kabiny pilota. Po znalezieniu się tam, nacelował on za pomocą odpowiedniej dźwigni sprzęt na środek oceanu i ustawił jego maksymalną moc. Po zrobieniu tego za pomocą odpowiedniego przycisku wycelował. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Na dodatek z wody zrobił się słup, który wzbił się w powietrze, a następnie opadł.

~*Naprawdę nie rozumiem, dlaczego kiedyś tak lubiłam to opowiadanie. Przecież ono jest cholernie nudne i powtarzalne. No, ale moje wywody zostawię na końcową analizę.*~

Po wybuchu, Grzegorz zszedł pod pokład i odczepił od uchwytów swoje urządzenie, a następnie przyczepił do nich drabinki. Kiedy to zrobił, wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 57 - Zachodnia Namibia, Walvis Bay, koniec portu lotniczego." |Woah, kolejna odmiana.|

„Nie mogli po prostu napisać „lotniska" ~*Byłoby mniej profesjonalnie.*~? Ale mniejsza z tym. Ważne, że nie jest to znów szczyt czegoś tam." |No, ale widać, że główną postać też wkurwia to powtarzanie.| – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili, wziął on swój sprzęt i wrócił na pokład.Kiedy tam był, schował maszynę do odpowiedniej klapy i poszedł do kabinypilota. Po znalezieniu się w niej, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Chwilępóźniej ruszył w kierunku Walvis Bay...

________________________________________________  

Rozdział LVII – Na lotnisku.

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do Walvis Bay, ujrzał, że było tam spokojnie. ~*W końcu odmiana.*~ Chłopak trochę ucieszył się tym, gdyż nie było tam tak pusto jak zwykle. Po chwili jednak, musiał lądować. Po wylądowaniu zaś, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, a następnie wyjął z niej swój sprzęt i wyszedł na zewnątrz.

 

Kiedy był poza helikopterem, podszedł do lotniska. Niestety, okazało się, że było ono zamknięte. |Jaka szkoda.| Chłopak zaczął więc szukać jakieś niedomkniętej szpary. Po chwili ujrzał jakąś bardzo wąską, niedomkniętą szparę. ~*Która pojawiła się od tak, bo aŁtoreczka chciała.*~ Spróbował przełożyć przez nią swój sprzęt, co o dziwo udało mu się, mimo iż maszyna nie była wąska. |Kolejna nierealistyczna sytuacja. Czemu mnie to już nie dziwi?| Po zrobieniu tego, wciągnął on brzuch i spróbował przecisnąć się przez szparę. Po parunastu minutach, gdy z powodu braku powietrza, Grzegorzowi zaczęło robić się ciemno przed oczami, udało mu się przedostać do środka. |A miałem nadzieję, że umrze. :<| Po znalezieniu się na lotnisku, chłopak podniósł się z ziemi. Niestety, gdy już stał, jego nogi odmówiły posłuszeństwa i chłopak bezsilnie opadł na ziemię. Musiał więc leżeć. Na szczęście na lotnisku nikogo nie było ~*Bo oczywiście nie mogłam pozwolić, aby ktoś utrudnił mu zadanie. _-_*~, więc nikt go nie zauważył.

 

Godzinę później, gdy Grzegorz odzyskał siły, podniósł się z ziemi i wziął swój sprzęt, po czym ruszył w odpowiednim kierunku. Po parunastu minutach, gdy doszedł on do końca lotniska ustawił swój sprzęt, nacisnął odpowiedni przycisk i odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

 

Po wybuchu, Grzegorz zebrał swój sprzęt i ruszył w odpowiednim kierunku. W czasie drogi zaś, usłyszał dźwięk swojego telefonu. Jednak był to dźwięk SMS-a. |No ciekawe od kogo...| Chłopak od razu wyjął telefon i go włączył. Kiedy to zrobił, sprawdził od kogo był SMS. Okazało się, że był on od Andromedy. Grzegorz od razu otworzył wiadomość. W treści było tylko:

„:-("

|Tri?|

Gdy Grzegorz to przeczytał, od razu odpisał:

„Co ci się tam dzieje?"

~*"A jak myślisz, debilu? Tęsknię za tobą!" - Odpisała Andromeda.*~

Po czym wysłał. Gdy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 58 - Środek Wyspy Świętej Heleny."

„Im to już naprawdę kończą się pomysły..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |Łooo, ten to ma zapłon!|

Po chwili zaś usłyszał dźwięk swojego telefonu. Ponownie był to SMS i ponownie był od Andromedy. Grzegorz od razu otworzył wiadomość. W treści było:

„Bo mi tak smutno bez ciebie..."

|No Tristitia pełną parą. :D|

Gdy Grzegorz to przeczytał, uśmiechnął się do siebie, po czym odpowiedział:

„Już niedługo będę. Jeszcze tylko 58, 59 i 60 ~*NARESZCIE!*~ Miejsce Przeznaczenia. :-)"

Po czym wysłał.

Po chwili zaś, gdy doszedł do helikoptera, zrobiłto co zwykle, po czym ruszył w kierunku Wyspy Świętej Heleny... 

________________________________________________  

Rozdział LVIII – Na Wyspie Świętej Heleny.

~*Już widać koniec!*~

|

|

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do Wyspy Świętej Heleny, usłyszał w swoim helikopterze alarm. ~*Ło, coś zaczyna się dziać!*~ Chłopak od razu zaczął się rozglądać za drogą ucieczki. Niestety, nie zdążył uciec. Po chwili helikopter zaczął spadać i wbił się w ziemię. Grzegorz, od mocnego uderzenia stracił przytomność... |Znowu...|

 

Godzinę później, gdy chłopak się obudził, czuł, że bardzo boli ~*Nosz do cholery, znowu zmiana czasu.*~ go głowa. Na dodatek czuł, że zaraz ponownie może zemdleć. Czuł się bardzo słabo. Nie miał sił, aby próbować wydostać się z wraku helikoptera w którym leżał. Po chwili zaś, gdy odzyskał siły, odpiął pasy i wyszedł z wraku helikoptera. Gdy zaś znalazł się na zewnątrz, zaczął próbę naprawy helikoptera. Po kolejnej godzinie |Speedruner| udało mu się to. Po naprawieniu helikoptera wlał do niego paliwo ~*Które pojawiło się znikąd.*~, po czym wziął swój sprzęt i ruszył w odpowiednim kierunku.

 

Po parunastu minutach, gdy dostał się już na środek wyspy, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt i nacisnął odpowiedni przycisk, po czym odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Po wybuchu, Grzegorz zebrał swój sprzęt, po czym ruszył w drogę do helikoptera.

 

W czasie drogi wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 59 – Południowa Afryka, Suazi, wejście do Hlane Royal National Park." ~*Jakież to oryginalne...Normalnie brak komentarza.*~

„Eh...Znów wejście..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |Tak w ogóle, to zastanawiam się, jak Grzegorz i Andromeda zareagowaliby, gdyby poznali aŁtoreczkę.| ~*Pewnie spuściliby jej wpierdol za tak chujowe opisanie ich przygód. xD*~

Po chwili zaś, gdy doszedł do helikoptera, zająłsię tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Suazi...

________________________________________________  

Rozdział LIX – Spotkanie, po raz kolejny z wrogami.

~*Nareszcie, zbliża się końcówka! I tak, chyba zmieścimy się w dwóch częściach.*~

|To dobrze, bo trzy części to tak trochę dużo.|

~*Nie moja wina, że Wattpad ma limit rozmiaru tekstu, a przez te twoje Lenny Face wypierdolił limit i trzeba było podzielić to na dwie części.*~

|;"D|

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do Suazi, ujrzał, że w chwili gdy on tam był, było całkowicie pusto. ~*No do cholery! Czy chociaż na koniec nie może stać się coś oryginalnego?!*~ Chłopak zirytował się tym. Nudziła go już ta ciągła walka z wrogami lub ze swoim bratem. |Nie dziwię mu się.| Niestety, jeśli chciał coś osiągnąć, musiał to przeżyć. ~*Never Give Up, czyż nie?*~ Po chwili rozmyślań na ten temat, musiał on lądować. Gdy wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swoją maszynę, a następnie wyszedł z helikoptera.

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, podszedł on do wejścia do Hlane Royal National Park. ~*Wiesz co, muszę kiedyś odwiedzić te wszystkie miejsca i przeprosić je za to opko.*~ |Ych, no w sumie twoim marzeniem jest dojście do Kapsztadu z buta, więc powodzenia. :-)| Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, ustawił swoją maszynę i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie usłyszał za sobą kroki. Naturalnie odwrócił się on. Kiedy to zrobił, ujrzał...Patryka i Mateusza.

- Czy wy DACIE MI KIEDYŚ SPOKÓJ?! – Spytał Grzegorz. ~*Od tego są wrogowie, aby utrudniać życie, Grzegorz.*~

- Nie. Chyba, że dasz się wykończyć, lub się poddasz. – Powiedział Patryk.

- A co wam będzie po dwóch Miejscach Przeznaczenia? Przecież i tak nic wam to nie da. – Rzekł Grzegorz. |A faktycznie. Więc na choj Grzegorz je niszczy do końca?| ~*Fuck Logic*~

- Może i nie, ale przynajmniej przesuniemy zagładę o dwa dni. – Powiedział Mateusz.

- Że też wam się chce... - Powiedział Grzegorz.

- Powiedziała osoba która niszczy je wszystkie. – Powiedział Patryk. |W końcu ktoś mnie rozumie.|

- Oj, cicho bądź. – Rzekł Grzegorz.

Po tej rozmowie, standardowo zaczęła się walka. Na początku wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie popełnili oni swój najgorszy błąd. ~*Któryś z kolei.*~ Pchnęli Grzegorza na przycisk uruchamiający maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

- Heh, dzięki za pomoc. – Powiedział Grzegorz ze śmiechem.

- Jeszcze się policzymy! Zostało jeszcze jedno |Na szczęście.| Miejsce Przeznaczenia! – Krzyknął Patryk, po czym wraz z Mateuszem odszedł.

Grzegorz również zebrał się do drogi powrotnej. W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i po raz ostatni wszedł na odpowiednią stronę internetową. Po chwili ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 60 - Środek Antarktydy." ~*Czyli miejsce, gdzie wszystko się kończy. Dosłownie, każde tego typu historie kończą się właśnie tam.*~

„No cóż, była Grenlandia, to dlaczego miałoby nie być Antarktydy?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, zajął siętym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Antarktydy

________________________________________________  

Rozdział LX – Ostatnie Miejsce Przeznaczenia i ponowne spotkanie z bratem. |Krwiakiem|

~*Ten rozdział jest długi, tak ostrzegam. Chyba.*~

|Ech...Jakoś to przeżyję...|

Dwa dni później |Na Antarktydę leci się dwa dni?| ~*W przypisach będzie to wyjaśnione.*~, gdy Grzegorz doleciał do Antarktydy i znalazł się nad jej środkiem, włączył autopilota, i poszedł pod pokład.

 

Gdy się tam znalazł, odczepił drabinki od uchwytów i odłożył je na bok. Kiedy to zrobił, do uchwytów przyczepił maszynę i ponownie wrócił na pokład. Gdy tam był, podszedł do odpowiedniego panelu i za pomocą dźwigni ustawił w odpowiednie miejsce urządzenie, po czym ustawił jej maksymalną moc. Po zrobieniu tego, już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk |O, zwrot akcji...|, gdy w tym momencie usłyszał taki dźwięk, jakby ktoś przeskakiwał ze swojego na jego helikopter. Grzegorz pomyślał, że to znów jego wrogowie. Mimo wszystko odwrócił się. Gdy to zrobił, ujrzał...Dawida. ~*:**~

- DAWID?! To ty jeszcze żyjesz?! – Spytał zdziwiony Grzegorz.

- Jak widać tak. – Odpowiedział Dawid.

- Ty jesteś chyba nieśmiertelny. – Powiedział Grzegorz. ~*Mam taką nadzieję.*~

Po tej rozmowie, Dawid ponownie chciał zabić Grzegorza, jednak nie wychodziło mu to |, bo Grzegorz aktywował swoje matriksowe moce|. W pewnym momencie, Grzegorz skorzystał z okazji, że drzwi do jego helikoptera były otwarte i zepchnął swojego brata w dół. |Skurwysyn jebany.|

 

Tymczasem, Grzegorz popatrzył trochę w dół, po czym zamknął drzwi i wrócił do panelu i nacisnął odpowiedni przycisk. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.

 

Po wybuchu, Grzegorz zszedł pod pokład i odczepił swój sprzęt od uchwytów.Kiedy to zrobił, przyczepił do nich drabinki, po czym wziął maszynę i wrócił napokład. Gdy tam był, schował sprzęt do odpowiedniej klapy i poszedł do kabiny pilota.Po znalezieniu się tam, usiadł on na siedzeniu i zapiął pasy. Po chwili zaś,wyłączył autopilota i ruszył w do domu...

____________________________________________

Gdybyście nie wiedzieli dlaczego tak piszę, to dlatego, aby zająć więcej miejsca gdy nie mam pomysłu na opisywanie przygód. ;P |Wreszcie się przyznałaś.|

Achievement get! „Bratobójca". xD Nie no, takie rzeczy to tylko w Portal po spaleniu Companion Cube. xD ~*... <- Kropki żenady i rozpaczy.*~

Ej, właśnie. Jaki jest synonim do słowa „uchwyty"|Bo tak trudno to sprawdzić w Google...|

A przynajmniej w Let's Play który nie był Let's Play'em z Half – Life: Episode Three było, że dolecieli na Antarktydę w 2 dni i tak mi już zostało. Nie wiem ile w rzeczywistości się tam leci. |Ale "Half-Life 2: Episode Three" jeszcze nie istnieje...| ~*Ale jest taka fanowska mapa.*~ |A, no chyba, że tak.|

 

_________________________________

Rozdział LXI – Powrót do domu i zagłada.

~*Nareszcie! Koniec!*~

|

|

Dwa dni później, gdy Grzegorz doleciał do domu, czuł się senny. Nie spał on od dobrych paru tygodni |C-CO?! JAKIM CUDEM ON NIE UMARŁ?!| ~*Matriksowe moce...*~ |A, no chyba, że tak.|, tylko pilotował helikopter i niszczył Miejsca Przeznaczenia. Po wylądowaniu przed domem, odpiął on pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota, po czym podszedł do odpowiedniej klapy i wyjął z niej swój sprzęt. Po chwili wyszedł on z helikoptera.

 

Gdy był poza nim, ruszył w kierunku swojego domu. Gdy zaś wszedł do środka, zastał ciszę. Było to dziwne, gdyż Andromeda zwykle oglądałaby telewizję, lub coś robiła. |Może też spała?| Mimo wszystko chłopak zdjął buty i poszedł odłożyć swoją maszynę w odpowiednie miejsce. Gdy już ją odłożył, poszedł do pokoju Andromedy. Po znalezieniu się tam, ujrzał, że dziewczyna jak gdyby nigdy nic, spała. |Zgadłem| Niedaleko jej łóżka stała skończona w połowie maszyna do nakierowywania asteroid. Grzegorz, widząc to, uśmiechnął się do siebie, po czym pomyślał:

„Aż tak jej się nudziło, że aż zaczęła tą maszynę..."

|Tristitia już by była przeze mnie zaduszona z radości.|

Po czym, jako iż nie miał siły, aby iść do swojego pokoju, położył się na łóżku koło Andromedy   |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Co jest z tobą nie tak?*~ |Taki dzień. xD|, objął ją, po czym, po chwili leżenia, usnął...

 

Dwie godziny później, gdy Andromeda obudziła się, poczuła, że ktoś ją obejmuje. Oczywiście od razu odwróciła się ona. Kiedy to zrobiła, ujrzała obok siebie Grzegorza, który spał.

„Widać był aż tak zmęczony, że nie miał siły, aby pójść do siebie..." – Pomyślała Andromeda po zobaczeniu go. ~*Captain Obvious serio musi stracić pracę przez tych dwóch mistrzów.*~

Po chwili, gdy wstała ona, podeszła do niedokończonej maszyny i zaczęła ją kończyć. Po godzinie, gdy skończyła budowę, postawiła maszynę na parapet, otworzyła okno i włączyła maszynę, po czym wyszła z pokoju i poszła oglądać telewizję.

 

Kolejne dwie godziny później, Grzegorz obudził się. Pierwszy raz od paru tygodni poczuł się wyspany. Gdy zaś wstał z łóżka, ujrzał, że w pokoju okno było otwarte |O nie! Teraz cyganie na stówę ich okradną!|, a na parapecie stała skończona już maszyna. Była ona włączona, gdyż świeciła się na niej zielona dioda. Grzegorz, widząc to, uśmiechnął się do siebie, po czym pomyślał:

„Jak dobrze, że o tym pomyślała..."

Po czym wyszedł z pokoju. Po chwili zaś ujrzał Andromedę, która szła do kuchni. |Zobaczyć, czy cyganie nie ukradli lodówki.| Gdy ta go ujrzała, powiedziała:

- O, już się obudziłeś.

- No tak. A w ogóle, to dobrze, że pomyślałaś o zbudowaniu tej maszyny. – Rzekł Grzegorz.

- Oj, po prostu tak mi się ~*Powinno być "mnie się", no ale spoko.*~ nudziło, że ją zaczęłam, a nie wypada nie dokończyć tego, co się zaczęło. – Powiedziała dziewczyna.

- No w sumie racja. Czy ona w ogóle zadziałała tak jak powinna, to zobaczymy jutro. – Rzekł chłopak.

- Czy ty śmiesz twierdzić, że ona nie działa?! – Spytała Andromeda. |Mentalność Inneth?|

- Ups... - Powiedział Grzegorz.

- Ty sobie lepiej uważaj... - Powiedziała dziewczyna.

Po tej rozmowie, zajęli się oni swoimi sprawami.

 

Następnego dnia, gdy Andromeda wstała, ujrzała, że na świecie jest ~*No do cholery!*~ tak jak zwykle, czyli normalnie. Zdenerwowała się ona tym trochę, gdyż pomyślała, że to co robili to była strata czasu. Jednak...

 

Parę godzin później, gdy Andromeda grała na swoim komputerze stacjonarnym, w pewnym momencie w całym mieszkaniu oraz w całym kraju padł prąd. Po chwili dało się słyszeć huk. Dziewczyna na początku nie wierzyła, że mogło im się udać. Krzyknęła więc do Grzegorza:

- GRZEGORZ!!! ZOSTAW MI ZARAZ TE MASZYNY!!! ŚCIANY NIE SŁUŻĄ DO TESTOWANIA!!! |XDDDDDDDD To akurat było dobre.|

- Tym razem to nie ja!!! – Odkrzyknął Grzegorz.

On również nie wierzył, że mogło im się udać. Podszedł więc do okna, gdyż nie miał nic do roboty. Kiedy już wyjrzał, zamarł.

 

Na świecie widać było tylko falę uderzeniową spowodowaną uderzeniem asteroidy. Niszczyła ona wszystko na swojej drodze, jednak o dziwo ominęła dom Grzegorza i Andromedy. ~*Kolejna hipernierealistyczna sytuacja. Meh.*~

 

Chłopak, po otrząśnięciu się ze zdziwienia, krzyknął:

- Andromedo! Chodź tu na chwilę!

- Już idę! – Odkrzyknęła Andromeda.

Po chwili, gdy weszła ona do pokoju Grzegorza, spytała:

- Coś się stało, że mnie wołałeś?

- Patrz... - Odpowiedział Grzegorz.

Po tej rozmowie, Andromeda podeszła do okna. Kiedy wyjrzała za nie, zamarła.

 

Na świecie wszystko było zniszczone. Ziemia była stwardniała. Po ulicach walały się szkielety ludzkie oraz zwierzęce. Nic już nie było takie samo. |No nie pierdol.|

 

Marzenie Grzegorza i Andromedy zostało spełnione.

KONIEC

~*Kurwa.*~

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tekst od Autorki

Po wielu opowiadaniach bez tekstów ode mnie, przyszedł na nie czas. Wiem, że opowiadanie to temat który przewijam już czwarty raz, ale doceńcie mój trud. |XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD To mnie rozjebało. Idiotko, ty większość kopiowałaś z poprzednich rozdziałów.| Specjalnie aby napisać to opowiadanie nie grałam w Minecraft i nie oglądałam filmów na YouTube. ~*Cóż za poświęcenie...*~ Czasem nawet nie chciało mi się już go pisać. Ale napisałam. Więc, jeśli czytasz to opowiadanie i chcesz skrytykować – to proszę, nie hejtuj. ~*My go nie shejtowaliśmy, tylko dogłębnie zanalizowaliśmy. :3*~

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie wiem czemu w tym opowiadaniu piszę w czasie przeszłym. Opowiadanie dzieje się w roku 2036, a mamy dopiero rok 2014 ~*Jezu...TO OPKO JEST SPRZED TRZECH LAT!!! ;_;*~ |Jest powód do dumy. Patrz, jak rozwinęłaś się przez te trzy lata.|. No, ale cóż. Ja to już taka dziwna jestem. ;-)

Wiecie może, jaki jest synonim od słowa „Andromeda"~*To słowo chyba nie ma synonimu, bo to NAZWA GALAKTYKI!*~

Dalej nie wiem jak to możliwe. xD ~*Kiedyś wspominałam, że byłam mistrzynią wymyślania bzdur w locie.*~

Jeśli mam w ogóle jakichś czytelników ~*Nie miałam.*~, to pewnie nienawidzą oni tego wyrazu. |W tym wypadku oboje kochamy słowo "Koniec".| No, ale kiedyś musiałam skończyć.

__________________________________________________

Kurwa...Przebrnęliśmy przez to! Udało się!!! No, ale teraz mała analiza od nas:

~*Opowiadanie było nudne jak but. Zawierało ono mnóstwo błędów interpunkcyjnych oraz nierealistycznych sytuacji, jak choćby to, że Andromeda i Daniel przeżyli DWADZIEŚCIA METRÓW POD ZIEMIĄ! Najgorsze jednak było to, iż opowiadanie było nudne jak nie wiadomo co. Wszystkie przygody protagonistów to był dosłowny kopiuj wklej z poprzednich rozdziałów, tylko ze zmienionymi lokacjami. Po prostu było ono tak nudne, że aż nie mogę uwierzyć, iż trzy lata temu tak chujowo pisałam.*~

|Najbardziej w tym opowiadaniu denerwowały mnie nierealistyczne sytuacje i wszechobecna nuda. No naprawdę, niby jakim cudem protagoniści przeżyli z dwadzieścia metrów pod ziemią czy nic im się nie stało po upadku z dachu? Również denerwujący był debilizm głównych postaci. Serio, wkurwiało mnie to, gdyż wolałbym pustych bohaterów niż głupich. Co do nudy, to mam takie samo zdanie jak Ramoninth. Wszystkie przygody były kopią poprzednich. Ogólnie to opowiadanie oceniam jednym, soczystym obrazkiem:

|

Wspólnie: Ale jeżeliby porządnie zedytować to opowiadanie, to mogłoby być nawet ciekawe!

__________________________________________________  

Wkrótce:

"Na chuj robić z tego opowiadanie rozdziałowe, czyli  "Tajemnica"."

 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powiedz co sądzisz o analizie, zacznij dyskusję lub po prostu zadaj pytanie. ^.^