Oceniają:
~* - Ja
| - Slade
To opowiadanie jest tak długie i chujowe, że cała
reszta wymiękła. Miało to być epickie opowiadanie z wieloma przygodami oraz
wartką akcją, a wyszło gafno. Jednak, jako iż kochana Toshiba zawiera duuużo
moich starych rzeczy, także i to, więc postanowiłam się z niego ponabijać.
|... Ty mnie do tego zaszantażowałaś tym, że jeżeli
to z tobą ocenię, to następnego dnia będziesz mi usługiwać.|
~**Wypluwa herbatę.* Co?! Ja tak powiedziałam?!*~
|Tak
|
~*;_;*~
_________________________________________
Prolog
Jednego razu, na świecie, a dokładniej w Polsce |Chociaż raz oryginalnie.|, żyli Grzegorz i Andromeda ~*Kurwa, dlaczego ja zawsze główne bohaterki tak nazywałam? ;_;*~ |Od dziś będę tak do ciebie mówił.| ~*SPIERDALAJ*~. Byli oni najlepszymi przyjaciółmi oraz od dawna mieszkali ze sobą. Mieli również takie samo marzenie. Chcieli
zniszczyć świat. |Na luj?| ~*A bo ja wiem? Sama kiedyś chciałam rozpierdolić świat. Serio. ;_;*~ |Dyskretnie się wycofuje... |
Niestety, nie udawało im się to, gdyż przeszkadzali
im w tym ich wrogowie. |Znam ten ból...| Ich życie codziennie
wyglądało tak samo. Aż któregoś dnia, zmieniło się... ~*DUN DUN
DUUUUN!*~ |Ej! Nie podpierdalaj mi tekstów! :<|
Paręnaście miesięcy przed 13 kwietnia 2036
roku ~*Wkurwiają mnie te liczebniki nie napisane słownie.*~ |Me
too|, Grzegorz i Andromeda zaczęli zastanawiać się, jakby doprowadzić do
zagłady. Któregoś dnia, Grzegorz, podczas szperania w internecie natrafił na
informację o tym, że aby zniszczyć świat, trzeba najpierw zniszczyć 60 Miejsc
Przeznaczenia, a następnie nakierować asteroidę przelatującą obok Ziemi na lot
kolizyjny z planetą. |Co za hipernierealistyczna sytuacja. Kto
normalny, w zwykłym Internecie, umieszczałby takie rzeczy?|
Gdy chłopak to przeczytał, od razu poszedł do
Andromedy i jej o tym powiedział. Kiedy skończył, ta powiedziała:
- AŻ 60?! PARĘ LAT TEMU PISALI, ŻE BĘDĄ 3 MIEJSCA
PRZEZNACZENIA! |No comment...|
- Pewnie patrzyłaś na złą stronę. Jak zwykle
zresztą. – Powiedział Grzegorz. ~*...*~
- Ty mi tu nie zaczynaj, bo jak się wkurzę, to nie
będziesz miał łatwego życia. – Powiedziała Andromeda. |*Lata po bazie i
krzyczy.* ZNALAZŁEM ALTER EGO RAMONINTH!!! OMG!!!| ~*...*~
- Oj, cicho. – Powiedział Grzegorz. ~*Uuu...Ale
jej pocisnął!*~
Pokłócili się oni jeszcze trochę |Bo to
brzmiało tak bardzo jak kłótnia . . . <- Kropki żenady|, po czym, gdy
już się uspokoili, Andromeda zapytała:
- Ale JAK zniszczymy te Miejsca? ~*Patelnią!*~
- Mamy te maszyny rozwalające ½ terenu. Można by je
w końcu wykorzystać. – Odpowiedział Grzegorz. |Jakie maszyny?| ~*A
chłoj wie.*~
- A jak się do tych Miejsc dostaniemy? – Ponownie
spytała Andromeda.
- Mamy przecież mnóstwo helikopterów. A w ogóle,
trzeba by się jakoś podzielić. Ty zniszczysz od 1-30 Miejsca Przeznaczenia, a
ja od 31-60 Miejsca. Gdy ty skończysz niszczyć te Miejsca, wróć do domu i
czekaj na mnie. – Odpowiedział Grzegorz. ~*- Pierdol się. -
Odpowiedziała Andromeda, zabiła Grzegorza i rozpierdoliła miejsca sama.*~
- A skąd my niby mamy wiedzieć, gdzie są te Miejsca?
– Spytała dziewczyna. |Google Maps? Mówi wam to coś?|
- Popytamy odpowiednie osoby. – Odpowiedział
chłopak. |Tak, bo ktokolwiek odpowie wam bez podejrzewania was o coś.| ~*Tak
będzie.*~ |*Płacze nad popierdoleństwem tego opka.*|
- I pytanie dnia. JAK JA SIĘ TAM DOSTANĘ?! Przecież
nie umiem pilotować helikoptera. Zaraz się zabiję! |Liczę na to.| –
Powiedziała Andromeda.
- Hmm...No ten...Co by tu wymyślić...Wiem! Wynajdę
jakiegoś pilota i po sprawie. – Odpowiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie, oboje zaczęli przygotowywać się do
podróży, po czym udali się w podróż. Podróż z przygodami... |Podróż,
podróż, PODRÓŻ!| ~*Ta, też mnie to wkurwia. Jakbym wtedy nie znała
definicji słowa "synonim".*~
____________________________________________
Rozdział I – Na Syberii.
Kiedy Andromeda weszła do helikoptera, zaczęła się
zastanawiać:
„I skąd ja mam wiedzieć, gdzie jest pierwsze Miejsce
Przeznaczenia? Wiem! Zapytam pilota. Może on wie." ~*Kurwa, moje
postacie były tak błyskotliwe, że aż się dziwię, że Captain Obvious ma jeszcze
posadę.*~
Po czym poszła do kabiny pilota. Gdy się tam
znalazła, powiedziała:
- Przepraszam pana, czy wie pan, gdzie jest pierwsze
Miejsce Przeznaczenia? |- W dupie. - Odpowiedział nonszalancko pilot i
zabił Andromedę.|
- Tak, wiem. Jest w Rosji, pośrodku Syberii. –
Odpowiedział pilot. ~*Ło kurwa, grubo.*~
- A kogo mam spytać, gdzie jest drugie Miejsce
Przeznaczenia? |Google'a...|
– Ponownie spytała Andromeda.
- Pierwszej osoby, którą zobaczysz podczas powrotu.
– Ponownie odpowiedział pilot.
Po tej rozmowie, Andromeda wyszła z kabiny pilota,
usiadła na normalnym siedzeniu i zapięła pasy. ~*Bezpieczeństwo to
podstawa!*~ Kiedy to zrobiła, zaczęła czekać. Po chwili helikopter
ruszył w kierunku Rosji...
Paręnaście godzin później, helikopter dolatywał do
Syberii. |Jak szybko...| Gdy wylądował, Andromeda odpięła
pasy, wstała z siedzenia i podeszła do odpowiedniej klapy. Kiedy to zrobiła,
otworzyła ją i wyjęła swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera...
Gdy była na zewnątrz, od razu zrobiło jej się zimno. ~*You
don't say...*~ Miała ona na sobie tylko bluzkę z krótkim
rękawkiem i nie miała przy sobie ciepłych ubrań. |Co? Co?! CO?! Widzę,
że zajebiście przygotowała się w te tereny. Zaraz zamarznie. -.-| Mimo
wszystko, ruszyła ona w drogę.
Po parunastu minutach, gdy Andromeda cała trzęsła
się z zimna ~*ONA POWINNA DAWNO ZAMARZNĄĆ!!!*~, doszła do środka
Syberii. Kiedy się tam znalazła, ustawiła swój sprzęt i uruchomiła go. Kiedy to
zrobiła, odbiegła na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk,
który wysadził ½ terenu.
Po wysadzeniu Miejsca, Andromeda podeszła do sprzętu
i wzięła go, po czym, nadal trzęsąc się z zimna ruszyła w drogę do
helikoptera. |Ja nic nie mówię...| Gdy tak szła, w pewnym
momencie ujrzała jakąś kobietę. ~*Która wzięła się od tak, z dupy.*~ |Ludzie
z natury rzeczy biorą się z dupy.| ~*Slade...Co jest z tobą nie
tak?*~ |xD| Dziewczynie przypomniało się, aby ją zapytać o
położenie kolejnego Miejsca Przeznaczenia. Andromeda podeszła więc do kobiety i
spytała:
- Przepraszam panią, ale chciałam się o coś spytać.
Czy wie pani, gdzie jest drugie Miejsce Przeznaczenia oraz kogo należy się
spytać o położenie trzeciego? ~*I ty idiotko myślisz, że...*~
- Tak, wiem. Jest ono pośrodku Sahary. A należy się
spytać osoby którą jako pierwszą zobaczy się przy powrocie. A czemu pytasz? –
Powiedziała kobieta z podejrzeniem. |KURWA CO?! I ONA JEJ OD TAK
POWIEDZIAŁA, BEZ PODEJRZLIWOŚCI?! Jezu...Głowa mnie już boli, a to dopiero pierwszy
rozdział...|
- Wie pani, ciekawość. – Skłamała Andromeda.
Po tej rozmowie obie rozeszły się w swoje
strony... ~*Hipernierealistyczność jest!*~
Parę minut później, gdy Andromeda weszła do
helikoptera, ujrzał ją Daniel, czyli pilot jej helikoptera. Gdy ujrzał, że
dziewczyna trzęsie się, od razu spytał:
- Andromedo, co ci jest? Może jesteś chora? |*Facepalm*|
- N-nie...Z-zimno m-mi... ~*ONA JUŻ DAWNO
POWINNA BYĆ MARTWA!!!*~ - Odpowiedziała drżącym głosem Andromeda.
- Wiesz, na razie okryj się tym kocem który tam
leży. – Zaproponował Daniel wskazując na jedno z siedzeń.
Po tej rozmowie, dziewczyna usiadła na odpowiednim
siedzeniu i okryła się szczelnie kocem. Po chwili zaś, Daniel zapytał:
- Tak w ogóle, to gdzie jest drugie Miejsce Przeznaczenia?
- Pośrodku Sahary. – Odpowiedziała Andromeda.
- Hmm...Dziwne. Taka nagła zmiana klimatu nie jest
dobra. |No co ty nie powiesz...| – Powiedział chłopak.
Po tej rozmowie, poszedł on do kabiny pilota. Po
chwili, helikopter ruszył. |Jebane zdania pojedyncze.| Andromeda
w tym czasie, jako iż miała tak, że gdy było jej zimno po chwili usypiała, w
pewnym momencie zasnęła...
~*Zajebisty sposób na wytłumaczenie uśnięcia. . .
<- Kropki "Ja pierdolę, weźcie to ode mnie."*~
____________________________________________
Rozdział II – Na Saharze.
Po paru godzinach snu, Andromeda poczuła, że ktoś
nią potrząsa. ~*Trząsu trząsu skurwysyny.*~ Dziewczyna od razu
otworzyła oczy. Gdy to zrobiła, ujrzała Daniela. Od razu zapytała zaspanym
głosem:
- Daniel? Co się stało? Czemu mnie budzisz? |A
jak myślisz, idiotko?|
- Dolatujemy już do Sahary. A poza tym śpisz już od
dobrych paru godzin. Nie wyspałaś się w nocy? – Powiedział Daniel.
- Nie, wyspałam się, ale jakoś mam tak, że gdy jest
mi zimno, to po paru minutach zasypiam... - Odpowiedziała Andromeda. |...|
- Hmm...To dziwne...No, ale ok... ~*Nadkropkoza
jest!*~ - Powiedział Daniel.
Po tej rozmowie helikopter wylądował. |Od
tak, sam, bez interwencji pilota.| Gdy się zatrzymał, Andromeda
niechętnie zwlokła się z siedzenia ~*Leń*~ i podeszła do
odpowiedniej klapy. Kiedy to zrobiła, wyjęła z niej swój sprzęt i wyszła z
helikoptera...
Gdy zaś była na zewnątrz, ruszyła w dalszą
drogę. ~*A mi w tle akurat leci "Desert Music" z "Castle
Cat 3". Jak klimatycznie.*~ Po parunastu minutach, gdy
dziewczyna ciągle szła, poczuła, że robi |Zmiana czasu. I już wiesz,
jakiej jakości jest to opko.| jej się słabo. Nie zdziwiła się ona tym,
gdyż wiedziała, że to z gorąca. ~*Captain Obvious już dawno powinien
stracić posadę.*~ Jednak, w pewnym momencie dziewczynie zrobiło się
duszno. Zdziwiła się ona tym, gdyż z gorąca nigdy nie robiło jej się duszno, a
nie była na nic chora. |Ja chyba zaraz nie wytrzymam...| Czuła
ona, że zaraz zemdleje. Nie poddała się jednak i szła dalej... |Bo to
debilka.|
Po parunastu minutach, doszła ona do środka Sahary.
Po znalezieniu się tam, ustawiła swój sprzęt i uruchomiła go. Kiedy to zrobiła,
odbiegła na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który
wysadził ½ terenu.
Po wybuchu, Andromeda podeszła do maszyny i wzięła
ją. Kiedy to zrobiła, ruszyła w drogę powrotną. ~*Bo co innego miałaby
zrobić.*~~
Paręnaście minut później, gdy Andromeda była
niedaleko helikoptera, ujrzała jakiegoś mężczyznę. |Który pojawił się
od tak.| Przypomniało jej się, że to właśnie jego należy się spytać o
położenie kolejnego Miejsca Przeznaczenia. Podeszła więc ona do niego i
zapytała:
- Przepraszam pana, ale chciałam o coś zapytać. Czy
wie pan, gdzie jest trzecie Miejsce Przeznaczenia? ~*DEBILKA*~
- Tak, wiem. Jest ono w Polsce, w Katowicach, a
dokładniej przy wejściu do firmy „Sendno" ~*Nazwę
firmy zmieniłam, aby nie było, że robię antyreklamę.*~. A dlaczego pytasz?
– Powiedział z podejrzliwością mężczyzna. |KURWA JA PIERDOLĘ, NO JA JUŻ
NIE MOGĘ!!! DLACZEGO CI LUDZIE TO TACY DEBILE I MÓWIĄ TAKIE RZECZY PIERWSZYM
NAPOTKANYM OSOBOM?! CZY ONI MAJĄ MÓZGI?!|
- Wie pan, ciekawość. – Skłamała Andromeda.
- Wiesz, jak cię to ciekawi, to możesz zajrzeć na
stronę www.miejsca-przeznaczenia.com.pl. Tam wszystko będzie. – Powiedział
mężczyzna. |KURWA!!! TO DOPIERO DRUGI Z SZEŚĆDZIESIĘCIU JEDEN
ROZDZIAŁÓW, A JA JUŻ MAM DOŚĆ!!! TA NIEREALISTYCZNOŚĆ MNIE DOBIJA!!!|
Po tej rozmowie oboje rozeszli się w swoje strony.
Andromeda, w czasie drogi wyjęła swój telefon i
napisała do Grzegorza SMSa o treści:
„Ej, Grzegorz, jeśli nie wiesz, gdzie szukać Miejsc
Przeznaczenia to wejdź na stronę www.miejsca-przeznaczenia.com.pl. Tam wszystko
będzie."
Po czym wysłała.
Po paru minutach zaś, usłyszała ona dźwięk
przychodzącego SMSa. Dziewczyna od razu wyjęła swój telefon i sprawdziła od
kogo była wiadomość. Gdy ujrzała, że była ona od Grzegorza, od razu ją
otworzyła. W treści było:
„Nie wiem jak ci dziękować dobra
kobieto..." ~*Najlepiej ją zabij.
Przysłużysz się całemu światu.*~
Andromeda po przeczytaniu tego zaśmiała się, po czym
pomyślała:
„Widocznie mu na tym mocno zależy..." |Captain
Obvious jeszcze nie stracił posady? O.o|
Po czym weszła do helikoptera. Gdy to zrobiła,
ujrzała Daniela, który widząc, że Andromeda już wróciła, powiedział:
- O, Andromeda. Szybko ci poszło. Tak w ogóle, to
gdzie mam teraz cię zabrać?
- Do Polski, do Katowic. Miejsce Przeznaczenia jest
przed wejściem do firmy „Sendno". – Odpowiedziała
Andromeda.
Po tej rozmowie Daniel poszedł do kabiny pilota, a
Andromeda schowała swój sprzęt do odpowiedniej klapy, usiadła na siedzeniu i
zapięła pasy. Po chwili zaś, helikopter ruszył w kierunku Katowic...
|Ja już nie chcęęę... ;-;|
~*Wytrzymaj, bo nie będzie kolacji, którą sam robisz.*~
|...|
____________________________________________
Rozdział III – Pod firmą
„Sendno".
Kilkanaście godzin później, gdy Andromeda była
niedaleko Katowic, usłyszała dźwięk swojego telefonu. Od razu wyjęła ona go z
kieszeni. Kiedy to zrobiła, ujrzała, że dzwonił do niej Grzegorz. Dziewczyna od
razu odebrała. |Jak mnie wkurwiają te zdania pojedyncze...| ~*Nie
tylko ciebie.*~ Gdy to zrobiła, powiedziała:
- Cześć.
- No cześć. Jak tam ci idzie? – Spytał Grzegorz.
- Nawet dobrze. Obecnie lecę w kierunku 3 Miejsca
Przeznaczenia. – Odpowiedziała Andromeda, po czym dodała:
- A jak tobie idzie? |- Chujowo -
Odpowiedział Grzegorz nonszalancko.|
- Tak sobie. Obecnie lecę w kierunku 31 Miejsca
Przeznaczenia. – Odpowiedział Grzegorz.
- A gdzie musisz lecieć? – Spytała dziewczyna. ~*Pewnie
do Zadupia Górnego.*~
- Na Galapagos do Santa Cruz. ~*Byłam
blisko.*~ A ty? – Powiedział chłopak.
- Do Polski, do Katowic. – Odpowiedziała dziewczyna.
|To była taka zajebista rozmowa, że chyba zemdleję
od tych zwrotów akcji.|
Później porozmawiali jeszcze trochę, po czym
połączenie zakończyło się. Po chwili zaś, Andromeda poczuła, że helikopter
ląduje. Gdy zaś już wylądował, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia, po
czym podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Po zrobieniu
tego wyszła z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, jako iż była
niedaleko helikoptera, podeszła tylko do wejścia i ustawiła pod nim swój
sprzęt. Kiedy to zrobiła, nacisnęła odpowiedni przycisk i odbiegła na
bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
Niestety, odepchnął również Andromedę. |Jeeej!|
Gdy dziewczyna tak leciała w tył, bała się, że zaraz
może się jej coś stać. ~*Ile bym dała, aby tak było...*~ Zamknęła
ona więc oczy ze strachu. Po chwili jednak, poczuła, ~*CO TU ROBI TEN
PRZECINEK?!*~ że ktoś ją trzyma. Kiedy otworzyła ona oczy i
odwróciła głowę, ujrzała Daniela.
- Daniel...Dziękuję, że mnie złapałeś... -
Powiedziała po chwili Andromeda |i zabiła Daniela|.
- Oj, nie ma za co... - Powiedział Daniel.
Po tej rozmowie, gdy chłopak postawił już Andromedę
na ziemi, oboje ruszyli w kierunku helikoptera. W czasie drogi zaś, Andromeda
wyjęła swój telefon i włączyła go. |Uzależniona się znalazła.| Kiedy
to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową, po czym weszła na odpowiednią
stronę. Gdy to zrobiła, ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 4 – Środek
Grenlandii." ~*Nie no, zajebiście. Hipernierealistyczne sytuacje
nam się szykują.*~
- Meh, a myślałam, że kolejne Miejsce Przeznaczenia
jest w jakimś normalnym miejscu... - Powiedziała dziewczyna po przeczytaniu
tego. |Ale to jest debilne opko, Andziu.|
- A gdzie teraz jest? – Spytał Daniel.
- Na środku Grenlandii. – Odpowiedziała Andromeda.
W tym momencie Daniel przewrócił oczami ~*Aż
mu z orbit wypadły.*~, po czym powiedział:
- Czego to nie wymyślą...
Po chwili, gdy oboje weszli do helikoptera, zajęli
się tym, czym zwykle. |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*
............................................________
....................................,.-'"...................''~.,
.............................,.-"..................................."-.,
.........................,/...............................................":,
.....................,?......................................................,
.................../...........................................................,}
................./......................................................,:'^'..}
.............../...................................................,:"........./
..............?.....__.........................................:'.........../
............./__.(....."~-,_..............................,:'........../
.........../(_...."~,_........"~,_....................,:'........_/
..........{.._$;_......"=,_......."-,_.......,.-~-,},.~";/....}
...........((.....*~_......."=-._......";,,./'..../"............../
...,,,___.'~,......"~.,....................'.....}............../
............(....'=-,,.......'........................(......;_,,-"
............/.'~,......'-...................................../
.............'~.*-,.....................................|,./.....,__
,,_..........}.>-._...................................|..............'=~-,
.....'=~-,__......',.................................
...................'=~-,,.,...............................
................................':,,...........................'..............__
.....................................'=-,...................,%'>--==''
........................................_..........._,-%.......'
...................................,
*~
Po chwili zaś, helikopter ruszył w kierunku
Grenlandii...
|Ten rozdział był taki fascynujący, że *ziew* że aż
normalnie umieram od natłoku akcji... *ziew*|
____________________________________________
Rozdział IV – Na Grenlandii.
Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do
Grenlandii. |A mnie się wydaje, że tam się leci dłużej, ale co ja tam
wiem.| Gdy zaś wylądował, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia,
po czym podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. ~*Te
wzmianki są chyba tylko po to, aby przedłużyć rozdział.*~ Gdy to
zrobiła, wyszła z helikoptera...
Po znalezieniu się na zewnątrz, przywitała się z
załogą statku którym miała popłynąć |PRZECIEŻ WCZEŚNIEJ O TYM NIE
BYŁO!!!| na Grenlandię, po czym weszła pod pokład, gdyż na zewnątrz
było okropnie zimno. ~*Co ty nie powiesz...*~ Po chwili statek
wypłynął...
Przez pierwsze paręnaście minut drogi, wszystko było
normalne. Niestety, po tych parunastu minutach, zaczął się okropny sztorm,
który wywracał statkiem na prawo i na lewo. Andromeda, przy każdym wywrocie
statku leciała na drugi koniec pokoju. ~*Mam nadzieję, że jej się coś
stanie. Oby jej się coś stało.*~ Na dodatek, za nią leciał jej sprzęt
i uderzał w nią bardzo mocno, więc dziewczyna nie miała łatwo. Po chwili,
sztorm tak wywrócił statkiem, że zaczął się on topić...
Z całej załogi przetrwała tylko Andromeda. |Kurwa,
no oczywiście.| Starała się ona wypłynąć ze statku, niestety nie
udawało jej się to, gdyż drzwi były szczelnie zamknięte. ~*Utop się,
utop się, utop się...*~ Po chwili, gdy dziewczynie kończyło się
powietrze, udało jej się wywarzyć drzwi. Gdy była poza statkiem, zaczęła płynąć
w górę. Po chwili, gdy dziewczynie zaczęło się robić ciemno przed oczami, udało
jej się wypłynąć na powierzchnię wody. |Nosz kurwa. A liczyłem na first
death. ;'-(|
Po wypłynięciu nie miała ona sił. Mimo wszystko,
ledwo wyszła na ląd |Chwila. ONA DAWNO POWINNA ZAMARZNĄĆ!!!| i
doczołgała się do środka Grenlandii. Gdy tam była ustawiła swój sprzęt i
nacisnęła odpowiedni przycisk, po czym ledwo udało jej się odbiec na bezpieczną
odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
Po wybuchu, Andromeda wyciągnęła swój telefon i
włączyła go. Kiedy to zrobiła, wybrała numer Daniela i zadzwoniła. Po chwili w
słuchawce dało się słyszeć głos Daniela, który mówił:
~*- Seven days...*~
- Tak?
~*Nie zgadłam.*~
- S-słuchaj, m-musisz s-się t-tu j-jakoś d-dostać...N-niedawno
b-był s-sztorm i-i c-cała z-załoga, n-naturalnie o-oprócz m-mnie z-zginęła... -
Powiedziała drżącym głosem Andromeda. |Wkurwia mnie to, jak ta
wypowiedź została napisana.| ~*Nie tylko ciebie.*~
- No dobrze, spróbuję. – Powiedział Daniel.
Po tej rozmowie, połączenie zakończyło się. Po
chwili, Andromeda włączyła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią
stronę. ~*Jebać to, że zamarza. Telefon ważniejszy.*~ Po
chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 5 - Sahara, 2 km
od helikoptera , 15 metrów pod ziemią."
Gdy Andromeda to przeczytała, aż łzy strachu
popłynęły jej z oczu.
„A-Ale ja tam zginę...Ja nie chcę umierać..." –
Pomyślała ~*Oboje ze Sladem tylko na to liczymy.*~
Po chwili zaś, dziewczyna poczuła mocny wiatr. |Gwizdu
gwizdu motherfucker.| Gdy uniosła głowę, ujrzała helikopter, z którego
wysuwają ~*Kolejna zmiana czasu. To bardzo dobrze świadczy o jakości
tego gafna.*~ się drabinki. Dziewczyna, nadal płacząc ze strachu,
wzięła swój sprzęt i ledwo wczołgała się do helikoptera. ~*JAKIM CUDEM,
KURWA?!?!*~
Po kolejnej chwili, ujrzał ją Daniel. Widząc, że
dziewczyna trzęsie się, ledwo się trzyma na nogach oraz płacze, od razu do niej
podbiegł, po czym przytrzymał ją, aby nie upadła. Gdy to zrobił, spytał:
- Andromedo, co ci się stało? Czemu płaczesz? |
- Znowu nie wylosowałam kosy w CS:GO! ;'-( - Odpowiedziała Andromeda.|
- Ja...Ja nie mam sił, bo musiałam wypływać z
topiącego się statku oraz spod wody...Jest mi tak zimno...I na dodatek boję się
o swoje życie... - Odpowiedziała nadal z płaczem Andromeda.
- Ale dlaczego boisz się o swoje życie? – Spytał
zdziwiony Daniel.
- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest na Saharze...2
km od helikoptera...15 metrów pod ziemią... - Odpowiedziała dziewczyna.
- ALE TY TAM ZGINIESZ! POD ZIEMIĄ NIE MA
POWIETRZA! |Kurwa, Captain Obvious już powinien stracić tę posadę.| –
Krzyknął Daniel.
- Wiem, właśnie wiem... - Powiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie, Daniel podniósł Andromedę i
przeniósł ją na siedzenie, po czym szczelnie okrył ją kocem. Gdy to zrobił,
podniósł jej sprzęt i odłożył w odpowiednie miejsce.
Tymczasem, Andromeda po chwili ponownie
usnęła... ~*Nosz kurwa! Znowu!*~
____________________________________________
Rozdział V – 15 metrów...pod
ziemią.
~*Mam nadzieję, że się tam udusi.*~
Kilkanaście godzin później, Andromeda, która nadal
spała, poczuła, ~*CO TU KURWA ROBI TEN PRZECINEK?!*~ że
ktoś nią potrząsa. Gdy otworzyła oczy, ujrzała Daniela. Widząc go, dziewczyna
zapytała:
- Daniel...Co się stało? Dlaczego mnie budzisz? |A
jak myślisz, kretynko?|
- Śpisz już kilkanaście godzin. A na dodatek
dolatujemy do Sahary. – Odpowiedział chłopak.
Po chwili helikopter wylądował. Po wylądowaniu,
Andromeda wstała z siedzenia i podeszła do odpowiedniej klapy, po czym
otworzyła ją. ~*Wkurwia mnie to ciągłe powtarzanie tego samego.*~ |Me
too| Gdy to zrobiła, aż zamarła ze strachu. W klapie nie było jej
sprzętu! |Jest!| Dziewczyna od razu pobiegła do Daniela i
spytała:
- Daniel, gdzie mój sprzęt?! ~*- W dupie. -
Odpowiedział kulturalnie Daniel.*~ |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*. .
. <- Kropki rozpaczy nad twoją mentalnością.*~ |No co chcesz?
Jest prawie dziewiąta rano, a ty zwlokłaś mnie z łóżka do tej analizy, więc się
nie dziw.|
- Oj, to nie do tej klapy go włożyłem. Jest w klapie
naprzeciwko tej, do której ty zajrzałaś. – Odpowiedział chłopak.
Po tej rozmowie dziewczyna zajrzała do drugiej
klapy. Rzeczywiście, był tam jej sprzęt. ~*Kurwa*~ Od razu go
wyciągnęła, po czym wzięła jeszcze łopatę i wyszła z helikoptera.
Gdy zaś była na zewnątrz, ruszyła w odpowiednim
kierunku. Po paru minutach drogi, poczuła, że robi ~*Znowu zmiana
czasu...*~ jej się słabo. Nie zdziwiła się ona tym, gdyż wiedziała, że
to z gorąca. Po chwili doszła do odpowiedniego miejsca. Gdy tam była, zaczęła
kopać...
Parę metrów pod ziemią, dziewczyna czuła się coraz
słabiej. Czuła, że coraz słabiej oddycha. Bała się ona, że nie przeżyje
tego. |Z logicznego punktu widzenia, to powinno się stać.|
Pięć metrów pod ziemią, Andromeda szybciej się
męczyła. Czuła, że jej oddechy są bardzo słabe. Dziewczyna słyszała również
swoje słabe bicie serca... ~*KURWA!!! ONA DAWNO POWINNA SIĘ UDUSIĆ!!!
Gdyby dawna ja stała koło mnie, za każdą nierealistyczną sytuację dostawałaby
wpierdol.*~
Dziesięć metrów pod ziemią, dziewczyna czuła się coraz
gorzej. Oczy zaczęły jej zachodzić mgłą, a oddechy z każdą chwilą stawały się
coraz to słabsze. Dziewczyna bała się, że umrze... |TO POWINNO STAĆ SIĘ
DAWNO TEMU!!!|
Trzynaście metrów pod ziemią, Andromeda zaczęła czuć
się tak, jakby miała zaraz paść martwa. ~*TO POWINNO STAĆ SIĘ JUŻ
DAWNO!!!*~ Mimo wszystko tak się nie działo. ~*Jebana
hipernierealistyczność.*~ Dziewczyna co dwa kroki się męczyła i
musiała odpoczywać. Jej oddechy były już naprawdę bardzo słabe.
Piętnaście metrów pod ziemią, Andromeda czuła się
bardzo źle. |KURWA MAĆ!!! ONA POWINNA JUŻ DAWNO ZGINĄĆ!!! Jezu, moja
głowa...A to dopiero piąty rozdział...| Mimo wszystko, ustawiła swój
sprzęt i nacisnęła odpowiedni przycisk. Po chwili dało się słyszeć huk, który
wysadził ½ terenu.
Po chwili, Andromeda wzięła swój sprzęt i już
chciała kopać, aby się wydostać, jednak w tym momencie padła nieprzytomna na
ziemię... ~*Może wreszcie umarła.*~
Dwie godziny później, Daniel zaczął bać się o życie
Andromedy. |Co za debil...Ja już bym mu spuścił wpierdol.| W
ogóle nie wracała ona. ~*CIEKAWE DLACZEGO!!!*~ Chłopak wziął
drabinę i wyszedł z helikoptera ~*CZEMU TU NIE MA PRZECINKA?!*~ i
ruszył drogą Andromedy. Po paru minutach, ujrzał od dół. Daniel podszedł tam i
postawił drabinę, która o dziwo sięgała aż do końca |No ciekawe
czemu...|, po czym zaczął schodzić w dół...
Gdy był piętnaście metrów pod ziemią, czuł, że już
bardzo słabo oddycha. ~*TEN TEŻ POWINIEN DAWNO ZGINĄĆ!!!*~ Po
chwili zaś, ujrzał on nieprzytomną Andromedę leżącą w kraterze. Chłopak
podszedł do niej i pochylił się nad nią, aby sprawdzić, czy oddycha. Po chwili
usłyszał on jej nikłe oddechy. |JAKIM CUDEM?!| Podniósł on
więc ją i jej rzeczy, po czym ruszył do wyjścia...
Po parunastu minutach, gdy był na powierzchni, wziął
również swoją drabinę i ruszył w kierunku powrotnym. Gdy zaś po kolejnych
parunastu minutach doszedł do helikoptera i wszedł, położył Andromedę na
siedzeniu, jej sprzęt włożył do odpowiedniej klapy, a łopatę i drabinę położył
w odpowiednie miejsce, po czym zaczął czekać, aż Andromeda się obudzi...
Kolejne dwie godziny później, Andromeda obudziła
się. ~*CO NIE POWINNO NIGDY SIĘ STAĆ!!!*~ Gdy otworzyła oczy,
ujrzała nad sobą Daniela, który widząc, że dziewczyna się budzi, powiedział:
- Nareszcie się budzisz...Cud, że żyjesz...Gdy
znalazłem cię tam pod ziemią, myślałem na początku, że jesteś martwa. ~*BO
TAK POWINNO BYĆ!!!*~
- Daniel...Ty...Ty szedłeś tam,
ryzykując...ryzykując swoim życiem...aby...aby mnie uratować? – Spytała słabym
głosem Andromeda. |- Tak, bo jakbyś tam zginęła, Grzegorz by mi nie
zapłacił za te przeloty. - Odpowiedział zgodnie z prawdą Daniel.|
- Tak. Nie chciałem, aby ci się coś stało. |Ta,
na pewno.|– Odpowiedział chłopak.
Po tej rozmowie ~*GDZIE JEST PRZECINEK?!*~ Andromeda
uśmiechnęła się do niego. Daniel pierwszy raz widział, jak Andromeda się
uśmiecha ~*Znowu zmiana czasu...*~. Od razu milej mu się zrobiło.
Po chwili zaś, Andromeda wyjęła swój telefon |Kij
z tym, że nie miała siły.| i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła
przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 6 - Papua – Nowa
Gwinea, szczyt Góry Wilhelma." |Uuu, ktoś umiał korzystać z
Google.| ~*A myślisz, że skąd brałam takie wymyślne miejsca?*~
- Teraz...teraz trzeba lecieć do...do Papuy – Nowej
Gwinei...Miejsce...Miejsce Przeznaczenia jest na...na szczycie Góry Wilhelma...
- Powiedziała Andromeda po przeczytaniu tego.
Po tych słowach, Daniel posiedział jeszcze trochę
przy Andromedzie |Już nie udawaj takiego dobrego, bo wszyscy wiemy, że
to nie prawda.|, po czym poszedł do kabiny pilota. Po chwili ~*Przecinek?
Przecinek!!! Wracaj tu!!!*~ helikopter ruszył...
|Ten rozdział mnie mocno wkurwił. Idę sobie zrobić
kawy i zaraz wracam.|
____________________________________________
Rozdział VI – Upadek
~*Jeżeli tego opka, to to nastąpiło od samego
prologu.*~
Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do
Papuy – Nowej Gwinei. ~*Ciekawe, czy jest stara Gwinea...*~ Po
wylądowaniu zaś, Daniel wyszedł z kabiny pilota i spytał Andromedę:
- Andromedo, lepiej się czujesz? ~*A jak
myślisz, deklu?*~
- Nie...Tak mi słabo... - Odpowiedziała dziewczyna,
po czym chciała wstać. Jednak, Daniel widząc to, powiedział:
- Skoro jest ci słabo, to nie ma sensu, abyś się
męczyła. Nie wiadomo co się może na tej górze wydarzyć. Ja mogę zniszczyć to
Miejsce za ciebie. ~*Bo wiesz, więcej hajzów.*~
- Naprawdę? – Spytała zdziwiona taką reakcją
Andromeda.
- Naprawdę. – Potwierdził Daniel.
Po tej rozmowie, chłopak wyjął z odpowiedniej klapy
sprzęt Andromedy po czym wyszedł z helikoptera...
Gdy był na zewnątrz, popatrzył na Górę Wilhelma, po
czym pomyślał:
„Obym nie spadł podczas wspinaczki..." ~*Mam
nadzieję, że tak się stanie.*~
Po czym zaczął się wspinać. O dziwo, wspinaczka szła
mu bardzo dobrze. ~*Jakie dziwo, byłam mistrzynią wymyślania bzdur w
locie.*~ Daniel zdziwił się tym, gdyż nigdy nie wspinał się po
górach. ~*Mówiłam*~ Gdy zaś po parunastu minutach doszedł na
szczyt, ustawił sprzęt Andromedy i nacisnął odpowiedni przycisk. Dopiero w tym
momencie zdał sobie sprawę z tego co zrobił. Nie mógł on odbiec na bezpieczną
odległość, gdyż spadłby w dół. ~*Co za debil...*~ Mógł on
tylko czekać...
Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½
terenu i odepchnął Daniela w tył. ~*Zdziwiłabym się, gdyby odepchnął go
na wskroś.*~ Przez to ~*GDZIE JEST PRZECINEK?!*~ |Sądzę,
że powinnaś przestać się czepiać przecinków, bo one tutaj są stawiane losowo.| ~*W
sumie faktycznie.*~ chłopak spadł w dół. Po kolejnej chwili zaś
uderzył bardzo mocno w głowę, przez co zemdlał...
Godzinę później, gdy chłopak obudził się, poczuł, że
strasznie boli go głowa. |No ciekawe czemu.| Nie zdziwił się tym, gdyż przecież
uderzył bardzo mocno w głowę. ~*Biedny Captain Obvious, konkurencja
zaraz go wygryzie...*~ Mimo tego, wstał on i podniósł maszynę, która
leżała koło niego, po czym ruszył w kierunku helikoptera.
Gdy już tam wszedł, ujrzał, ~*Wiem, że nie
powinnam, ale CO TU KURWA ROBI TEN PRZECINEK?!*~ że Andromeda spała.
Chłopak na początku pomyślał, że w czasie jego nieobecności dziewczyna
umarła, |xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
To jest takie hipernierealistyczne, że aż skisłem. xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD| ~*Mam
nadzieję, że to nie jest początek twojej głupawki stulecia.*~ |Nie| ~*Uff...*~ jednak
po chwili ujrzał, że ta się porusza ~*Znowu zmiana czasu...Kurwa jego
pierdolona mać.*~. Nie miał on serca, aby ją budzić. Podszedł on więc po
cichu do odpowiedniej klapy i schował tam sprzęt, po czym, jako iż podejrzał na
jakiej stronie Andromeda sprawdza położenie Miejsc Przeznaczenia, |Co
nie było NIGDZIE WSPOMNIANE.| wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy
to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę.
Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 7 - Stany
Zjednoczone, Nowy Jork, Bronx, koniec Coop City. |Istnieje takie
miasto?| ~*Ta. Dowiedziałam się o nim z filmu "Życie
po zagładzie ludzi.".*~ |. . .|"
„Czyli teraz do Stanów Zjednoczonych..." –
Pomyślał Daniel po przeczytaniu tego. ~*No serio, nowy Captain
Obvious.*~
Po chwili ruszył on do kabiny pilota, po czym ruszył
w kierunku Nowego Jorku...
____________________________________________
Rozdział VII – W Coop City.
Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do
Coop City. ~*To "Coop" kojarzy mnie się z
trybem Multiplayer w "Portal 2".*~ |Ty,
rzeczywiście.| Gdy zaś wylądował, Daniel wyszedł z kabiny pilota i
widząc, że Andromeda już się obudziła, spytał:
- Andromedo, lepiej ci?
- Nie...Nadal mi słabo... - Odpowiedziała
dziewczyna, po czym chciała wstać, jednak Damian widząc to, powiedział:
- Nie, lepiej jeszcze nie wstawaj jak jest ci słabo.
Nie wiadomo co ci się tam może stać. |A poza tym, wiesz. Hajsy i te
sprawy lecą...|
- Daniel...Naprawdę? Zrobiłbyś to dla mnie? –
Spytała zdziwiona dziewczyna.
- Tak. Nie chcę po prostu, aby ci się coś
stało. |Bo jakby coś ci się stało, skończyłbym w pierdlu i nie dostał
hajsu.| – Powiedział chłopak.
Po tej rozmowie, podszedł on do odpowiedniej klapy i
wyjął z niej sprzęt Andromedy. Kiedy to zrobił, wyszedł z helikoptera.
Kiedy to zrobił, zauważył, że w Coop City świeciło
pustkami. ~*Jak w tym filmie!*~ |
............................................________
....................................,.-'"...................''~.,
.............................,.-"..................................."-.,
.........................,/...............................................":,
.....................,?......................................................,
.................../...........................................................,}
................./......................................................,:'^'..}
.............../...................................................,:"........./
..............?.....__.........................................:'.........../
............./__.(....."~-,_..............................,:'........../
.........../(_...."~,_........"~,_....................,:'........_/
..........{.._$;_......"=,_......."-,_.......,.-~-,},.~";/....}
...........((.....*~_......."=-._......";,,./'..../"............../
...,,,___.'~,......"~.,....................'.....}............../
............(....'=-,,.......'........................(......;_,,-"
............/.'~,......'-...................................../
.............'~.*-,.....................................|,./.....,__
,,_..........}.>-._...................................|..............'=~-,
.....'=~-,__......',.................................
...................'=~-,,.,...............................
................................':,,...........................'..............__
.....................................'=-,...................,%'>--==''
........................................_..........._,-%.......'
...................................,
|
Daniel trochę się tym zdziwił, zważywszy na to, że
Coop City nie jest opuszczone. ~*A Captain Obvious już nie powinien
stracić posady?*~ |Powinien i to dawno.| Mimo wszystko
ruszył on przed siebie...
Po parunastu minutach, gdy chłopak doszedł do końca
Coop City, ustawił tam sprzęt Andromedy, po czym nacisnął odpowiedni przycisk i
odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził
½ terenu. ~*Bo jakbym wtedy napisała "pół terenu",
to to nie brzmiałoby tak zajebiście.*~
Niestety, naruszony został również blok który stał
niedaleko, |A ten blok pojawił się od tak, aby rozdział miał jakąś
akcję.| przez co, Daniela, ~*Znowu niepotrzebny przecinek.*~ który
pod nim stał, bardzo mocno uderzyła w głowę spadająca cegła. Po chwili chłopak
osunął się nieprzytomny na ziemię...
Godzinę później, gdy chłopak obudził się, czuł, że
mocno boli ~*Znowu zmiana czasu...*~ go głowa. Nie zdziwił się
on tym, gdyż przecież uderzyła go bardzo mocno cegła. |Czy twoim idolem
kiedyś był Captain Obvious?| ~*Nie, co jest dziwne, zważając na te
oczywiste zdania.*~ Mimo bólu, wstał on z ziemi i podniósł sprzęt,
który był niedaleko, po czym ruszył w drogę powrotną.
Kiedy zaś wszedł do helikoptera, ujrzała go
Andromeda. Widząc go, od razu powiedziała:
- O, Daniel...Nareszcie jesteś...Już się bałam, że
coś ci się tam stało...Nie było cię godzinę... |Nadkropkozy ciąg
dalszy.|
- Oj, nie musiałaś się martwić. – Powiedział
chłopak.
Po tej rozmowie, dziewczyna wyciągnęła telefon i
włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 8 - Środek Oceanu
Spokojnego." ~*O, będzie krótki rozdział*~ |
|
- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest pośrodku Oceanu
Spokojnego. – Powiedziała dziewczyna po przeczytaniu tego.
Po tych słowach, Daniel poszedł do kabiny pilota, a
Andromeda zaczęła przeglądać rzeczy na telefonie. Po chwili zaś, helikopter
ruszył...
____________________________________________
Rozdział VIII – Niszczenie Oceanu
Spokojnego i wypadek.
~*A nie, jednak nie będzie krótki.*~
|;"-(|
Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do
Oceanu Spokojnego. Gdy tam był, Daniel włączył autopilota i wyszedł do
Andromedy. Kiedy to zrobił, spytał:
- Andromedo, czy czujesz się już lepiej?
- Wprawdzie nie jest mi już słabo, ale nadal nie mam
siły aby wstać. – Odpowiedziała dziewczyna, po czym chciała wstać. Jednak,
Daniel, widząc to, powiedział:
- Skoro nie masz jeszcze sił, aby wstać, to ja mogę
zniszczyć to Miejsce za ciebie. ~*Bo wiesz. Hajs.*~
- Daniel, to już trzecie Miejsce które niszczysz za
mnie... |O, przebłysk inteligencji...| - Powiedziała
Andromeda.
- Oj, nie chcę, aby coś ci się stało. ~*Inaczej
nie dostanę hajsu.*~ – Rzekł chłopak.
Po tej rozmowie, Daniel podszedł do odpowiedniej
klapy, po czym wyjął z niej sprzęt Andromedy. Gdy to zrobił, już chciał zejść
pod pokład, jednak zatrzymał go głos Andromedy. Dziewczyna mówiła:
- Daniel, zaczekaj. Ja chcę ci podziękować za to, co
dla mnie robisz. Nie wiedziałam, że będziesz aż taki dobry... |A jednak
przebłysk inteligencji spełzł na niczym. :-(|
- Oj, ja po prostu nie chcę aby coś ci się złego
stało oraz aby Grzegorz nie cierpiał po twojej stracie. ~*A tak na
serio, to chodzi o hajs.*~ – Rzekł Daniel.
Po tej rozmowie, chłopak zszedł pod pokład po czym
podszedł do drabinek. Kiedy to zrobił, odczepił je od uchwytów, po czym do
uchwytów przyczepił sprzęt i wrócił na pokład. Po zrobieniu tego, poszedł do
kabiny pilota i ~*Gdzie jest przecinek?!*~ za pomocą
odpowiedniej dźwigni nacelował sprzęt na środek oceanu, po czym ustawił
maksymalną moc i za pomocą odpowiedniego przycisku wycelował. Po chwili dało
się słyszeć huk, który wysadził ½ ziemi która była pod wodą. |Jakim cudem,
to ja nie wiem.| Na dodatek, z wody na chwilę zrobił się słup, który
wzbił się w górę, po czym opadł.
Po wybuchu, Daniel wyszedł z kabiny pilota i
ponownie zszedł pod pokład. Gdy to zrobił, odczepił urządzenie Andromedy od
uchwytów, po czym przyczepił do nich drabinki i wrócił na pokład. Kiedy tam
był, schował maszynę do odpowiedniej klapy, po czym odwrócił się do Andromedy i
zapytał:
- A teraz, gdzie musimy lecieć? ~*Pewnie do
Zadupia Górnego.*~
W tym momencie dziewczyna wyjęła telefon i włączyła
go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową, po czym weszła na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 9 - Azja, Wyspa
Bożego Narodzenia, wejście do Poon Saan." ~*Byłam blisko.*~
- Teraz musimy lecieć do Azji, na Wyspę Bożego
Narodzenia. Miejsce Przeznaczenia jest przy wejściu do Poon Saan. – Powiedziała
dziewczyna po przeczytaniu tego.
Po tej rozmowie, Daniel poszedł do kabiny pilota i
wyłączył autopilota, po czym ruszył...
Niestety, ta droga nie była miła. Po chwili od
wyruszenia, dało się słyszeć alarm, a po kolejnej chwili helikopter spadł do
wody. ~*To było szybkie.*~ |Jak wszystko tutaj.| Gdy
znalazł się pod wodą, Daniel zaczął próbę odpięcia pasów. Przez długi czas mu
to nie wychodziło. Po chwili jednak udało mu się to. ~*Te zdania
pojedyncze są tak wkurwiające...*~ Po odpięciu pasów, chłopak wypłynął
z kabiny pilota, po czym chwycił za rękę nieprzytomną z powodu braku powietrza
Andromedę i zaczął on płynąć ku wyjściu. |Ja bym tą idiotkę zostawił i
ratował sam siebie. No, chyba że to byłaby Tristitia.|
Po parunastu minutach, gdy Daniel powoli zaczynał
opadać na dno, udało mu się wypłynąć z helikoptera oraz wydostać na
powierzchnię wody. ~*Pomijając fakt, że oboje powinni już dawno się
utopić.*~ Kiedy był na powierzchni, wyciągnął Andromedę spod wody, po
czym przeniósł ją na jakąś wysepkę, która była niedaleko |I pojawiła
się znikąd.| i sprawdził, czy dziewczyna żyje ~*Kuźwa, znowu
zmiana czasu?*~. Na szczęście żyła ona.
W czasie oczekiwań na moment wybudzenia się
Andromedy, Daniel podpłynął do wraku helikoptera, który o dziwo unosił się na
wodzie ~*O, znowu bzdura wymyślona w locie.*~, i wyciągnął go na
brzeg |JAKIM KURWA CUDEM?!|. Kiedy to zrobił, zaczął naprawę
helikoptera...
Godzinę później, Andromeda obudziła się. Gdy
otworzyła oczy, ujrzała nad sobą Daniela. Od razu spytała się go:
- Co...Co się stało?
W tym momencie chłopak opowiedział jej wszystko, co
się niedawno wydarzyło. Kiedy skończył, Andromeda powiedziała:
- Dziękuję, że mnie tam nie zostawiłeś... ~*Szkoda,
że tak się nie stało.*~
- Oj, nie zrobiłbym tego. Nie chcę, aby coś ci się
stało. |Chyba nie muszę mówić, dlaczego.| – Powiedział
chłopak.
Po tej rozmowie, chłopak pomógł dziewczynie wstać,
po czym oboje wsiedli do naprawionego helikoptera. Po chwili zaś ~*GDZIE
JEST PRZECINEK?!*~ ruszyli w kierunku Wyspy Bożego Narodzenia...
____________________________________________
Rozdział IX – Spotkanie z wrogami.
~*Uuu...Będzie gruuubo.*~
Kilkanaście godzin po wypadku helikoptera, Andromeda
ujrzała, że jest niedaleko Wyspy Bożego Narodzenia. Jednak, ujrzała również, że
wyspa świeciła pustkami. ~*Standard*~ Dziewczyna zdziwiła się
trochę tym widokiem, jednak pocieszyła się myślą, że nikt nie przybiegnie na
miejsce wybuchu. |Be Optimist|
Po parunastu minutach, gdy helikopter wylądował,
Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Gdy to zrobiła, podeszła do
odpowiedniej klapy i wyjęła z niej urządzenie. ~*Po cholerę powtarzać
ten sam fakt już któryś raz?*~ |Licznik słów...| Po
zrobieniu tego, już chciała wyjść z helikoptera, jednak w tym momencie usłyszała
głos Daniela, który mówił:
- Andromedo, już się lepiej czujesz? ~*A jak
myślisz, kretynie? Skoro wstała, to znaczy, że tak.*~
- Tak, już tak. – Odpowiedziała dziewczyna, po czym
wyszła z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszyła ona w kierunku
wejścia do Poon Saan. Po parunastu minutach, gdy się tam znalazła, ustawiła pod
wejściem swoją maszynę i już chciała nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym
momencie usłyszała kroki. Naturalnie odwróciła się ona. Kiedy to zrobiła,
ujrzała...Patryka i Mateusza, czyli wrogów i jej i Grzegorza. ~*Którzy
pojawili się od tak, z dupy.*~
- Dajcie mi wreszcie spokój... - Powiedziała z
irytacją w głosie Andromeda.
- NIE!!! NIE DAMY CI SPOKOJU!!! – Krzyknął Patryk.
- A coś ty taki zły? – Spytała Andromeda. |Kolejny
kosy nie zdobył.|
- On tak od rana. Na coś się wkurzył i ciągle chodzi
zły. – Odpowiedział Mateusz. |A to, co przed chwilą powiedziałem,
niczego wam nie wyjaśnia?|
Po tej rozmowie tradycyjnie zaczęła się walka. Na
początku wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie ~*GDZIE
JEST PRZECINEK?!*~ wygrała Andromeda. |Bo kto inny...| Pchnęła
ona Patryka w kierunku przycisku uruchamiającego jej maszynę. Po chwili dało
się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
- Co ty zrobiłaś?! – Krzyknął Mateusz. |Ślepy
jesteś, deklu?|
- Sam widzisz. Wykorzystałam walkę z wami do
zniszczenia Miejsca Przeznaczenia. – Powiedziała ze śmiechem dziewczyna. ~*Bo
to było takie zabawne, że aż kisnę.*~
- TO JESZCZE NIE KONIEC!!! – Krzyknął Patryk, po
czym ~*Przestanę kwestionować sprawę przecinków...*~ wraz z
Mateuszem odszedł.
Andromeda również ruszyła w drogę powrotną. Wzięła
swój sprzęt, po czym poszła do helikoptera. W czasie drogi wyciągnęła swój
telefon i włączył go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i
weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 10 - Republika
Południowej Afryki, Pretoria, pierwsza ulica."
„Czyli teraz do Pretorii..." – Pomyślała
dziewczyna po przeczytaniu tego. ~*Ta oczywistość mnie wkurwia.*~
Zaś po wejściu do helikoptera, tradycyjnie ujrzała
Daniela, który widząc Andromedę, powiedział:
- O, Andromeda. Szybko ci dziś poszło. ~*Kolejny,
który chce podbijać świat pojedynczymi zdaniami...*~ Tak w ogóle, to
gdzie teraz musimy lecieć?
- Do Południowej Afryki, do Pretorii. Miejsce
Przeznaczenia jest na pierwszej ulicy. – Odpowiedziała dziewczyna.
Po tej rozmowie, oboje zrobili to co zwykle. |(
͡° ͜ʖ ͡° )| ~*. . .*~ Po chwili zaś helikopter
ruszył...
____________________________________________
Rozdział X – Nieprzyjemne
spotkanie.
|DUN DUN DUUUUUUUUUN!|
Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do
Pretorii. Andromeda ujrzała, że ponownie są tam pustki. ~*To już jest
standard.*~ Dziewczyna trochę zaniepokoiła się tym, gdyż pustki znaczą
u niej zawsze jakąś niebezpieczną przygodę lub spotkanie z wrogami. |A,
że spotkanie z wrogami było rozdział temu oraz tytuł wskazuje, co się stanie,
to mam nadzieję, że zginie.| Po paru minutach, helikopter wylądował.
Gdy stał już na ziemi, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to
zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt, po czym
wyszła z helikoptera.
Gdy zaś była na zewnątrz, czuła, że ktoś ją
obserwuje. ~*To pewnie ja, celująca w nią snajperką.*~ Andromeda
gwałtownie odwróciła się, jednak nikogo nie zobaczyła. Wzruszyła więc
ramionami |To jest tak realistyczne, szczególnie w pustym mieście.| i
poszła w poszukiwaniu pierwszej ulicy. Po parunastu minutach, znalazła takową. ~*Znowu
te jebane zdania pojedyncze.*~ Ustawiła ona więc na niej swój sprzęt i
już chciała go włączyć, gdy w tym momencie poczuła, że ktoś przystawia jej
pistolet do głowy. |TAK!!!| Dziewczyna przestraszyła się nie
na żarty. Od razu odwróciła się, aby zobaczyć, kto ją chce zabić. Gdy to
zrobiła, ujrzała...Dawida, czyli brata Grzegorza. ~*O, mój ukochany.
Jedyna normalna postać.*~
- DAWID?! Co ty tu robisz?! A w ogóle daj mi spokój!
– Powiedziała Andromeda po chwili.
- Nie dam ci spokoju. Chyba, że dasz się zabić. –
Powiedział Dawid.
- Wariat. – Powiedziała dziewczyna. |I
zabiła Dawida.| ~*SPIERDALAJ OD MEGO MENSZA!*~
- ODWOŁAJ TO!!! – Krzyknął chłopak.
- Nie. – Powiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie, Dawid chciał zastrzelić Andromedę,
jednak ta była zwinniejsza od niego. ~*Kolejna z matriksowymi
mocami...*~ Po godzinie, Dawidowi skończyła się cała amunicja do
pistoletu. |To ile on jej miał?| Andromeda, widząc to,
powiedziała ze słyszalną kpiną w głosie:
- Oh, naszemu Dawidkowi skończyła się
amunicja...Jaka szkoda...Nie będzie już mógł zabijać...Hahaha... |Przedszkole?| ~*Chyba
tak.*~
W tym momencie Dawid maksymalnie się wkurzył.
Schował on swój pistolet i skoczył na Andromedę. W tym momencie zaczęła się
walka wręcz. Na początku wygrywał Dawid, gdyż kiedy się wkurzył, walczył dwa
razy lepiej. ~*Bo Dawid jest zajebisty. Oczywiście zaraz po tobie,
Slade.*~ |:*| Jednak, w pewnym momencie popełnił on swój
najgorszy błąd. Pchnął Andromedę w kierunku przycisku uruchamiającego jej
maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
- Hahaha...Dzięki za pomoc... - Powiedziała
Andromeda ze śmiechem. ~*Ona to ma zjebane poczucie humoru.*~
- JESZCZE SIĘ POLICZYMY!!! – Krzyknął Dawid po czym
odszedł.
Andromeda również ruszyła w drogę powrotną. W czasie
drogi zaś wyjęła ona z kieszeni telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła,
uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili
ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 11 - Półwysep
Arabski ~*Będzie bombowo.*~, Jemen, szczyt Ghumdan Palace."
„Czyli teraz do Jemenu..." – Pomyślała
dziewczyna po przeczytaniu tego.
Kilka minut później, gdy weszła ona do helikoptera,
od razu zauważył ją Daniel. Od razu spytał ją:
- I? Gdzie musimy teraz lecieć? |- Do
terro...em...na Półwysep Arabski. - Odpowiedziała Andromeda.|
- Do Półwyspu Arabskiego, do Jemenu. Miejsce
Przeznaczenia jest na szczycie Ghumdan Palace. – Odpowiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie, oboje zajęli się tym czym
zwykle.
|
|
Po chwili zaś, helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XI – Upadek w dół.
|DUN DUN
DUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU...
UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUN!|
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał
do Jemenu, Andromeda ujrzała, że ~*Terroryści ćwiczyli kolejny atak
bombowy.*~ było tam całkowicie pusto. ~*Byłam blisko.*~ Zdziwiła
się ona tym, jednak pomyślała, że po prostu tak musi być. |XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Kto by tak pomyślał?| Po paru minutach, helikopter wylądował przed
Ghumdan Palace. Andromeda, widząc, że nie są na dachu, spytała Daniela:
- Co to ma znaczyć?! Dlaczego nie jesteśmy na
dachu?! ~*Ktoś tu chyba dostał okresu.*~
- Jakbym wylądował na dachu, nie miałabyś jak
zniszczyć tego Miejsca. – Odpowiedział Daniel.
|Co za emocjonująca rozmowa...|
Po tej rozmowie, Andromeda podeszła do odpowiedniej
klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Kiedy to zrobiła, wyszła z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, dziewczyna ruszyła
do Ghumdan Palace. Po wejściu do niego, zaczęła szukać wejścia na dach. Gdy zaś
po parunastu minutach znalazła to, czego szukała, weszła na szczyt i udała się
na jego środek, czyli do Miejsca Przeznaczenia, po czym ustawiła tam swój
sprzęt. ~*O Jezu...Porządne zdanie złożone!!! Zapamiętajcie tę chwilę,
bo to się może więcej nie powtórzyć.*~ Po zrobieniu tego nacisnęła
odpowiedni przycisk. ~*Mówiłam?*~ I w tym momencie zdała sobie
sprawę z tego co zrobiła. Nie mogła odbiec na bezpieczną odległość, gdyż ta
bezpieczna odległość była poza dachem. Dziewczyna musiała więc czekać...
Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził
½ szczytu. Przez wybuch, Andromedzie zniszczył się grunt pod nogami i
dziewczyna zaczęła spadać w dół. Ze strachu zamknęła ona oczy. Po chwili zaś,
poczuła, że ktoś ją trzyma. Od razu otworzyła ona oczy i odwróciła głowę. Gdy
to zrobiła, ujrzała Daniela.
- Daniel...Dziękuję, że mnie złapałeś... -
Powiedziała po chwili Andromeda. |Kurwa, ten idiota musi wszystko psuć.
:<|
- Oj, nie ma za co...Nie chcę, aby ci się coś stało.
– Rzekł chłopak.
Po tej rozmowie, Daniel postawił Andromedę na ziemi
i wraz z nią ruszył do helikoptera. W czasie drogi, Andromeda wyciągnęła swój
telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i
weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 12 - Mauritius,
koniec Portu Louis." |Będą terroryści?| ~*Nein*~
|
|
- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest w Mauritius, na
końcu Portu Louis. – Powiedziała dziewczyna po przeczytaniu tego.
Po chwili, gdy oboje weszli do helikoptera ~*Gdzie
jest spójnik "i"?*~, zajęli się tym czym zwykle.
|
|
~*Slade, co jest dzisiaj z tobą nie tak?*~
|xD Nic|
Po chwili zaś helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XII – Pod wodą.
~*Niech się wreszcie utopi...*~
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał
do Mauritius, Andromeda ujrzała, że jest tam całkowicie pusto. ~*Norma...*~ Dziewczyna
trochę zaniepokoiła się tym, gdyż zwykle znaczyło to jakąś niebezpieczną
przygodę. Parę minut później, helikopter wylądował pośrodku miasta. |Kolejny
speedrun.| Andromeda od razu spytała Daniela:
- Co to ma znaczyć?! Dlaczego nie jesteśmy na końcu
miasta?!
- Gdybym wylądował na końcu miasta, który jest
zwykłym portem ~*O, szczątki researchu!*~, to nie miałabyś jak
zniszczyć Miejsca Przeznaczenia. – Odpowiedział Daniel.
Po tej rozmowie, Andromeda podeszła do odpowiedniej
klapy i wyjęła z niej swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera...
Gdy była na zewnątrz, ruszyła w kierunku końca
miasta. Po parunastu minutach, gdy tam była, ustawiła swój sprzęt i nacisnęła
odpowiedni przycisk. I w tym momencie zorientowała się, co zrobiła. Nie mogła
ona odbiec na bezpieczną odległość, gdyż ta odległość była w wodzie. |Ona
to jest dopiero debilką do sześcianu.| Musiała ona więc czekać...
Po chwili zaś dało się słyszeć huk, który wysadził ½
portu. Andromeda, jako iż grunt pod nogami jej się zawalił, przez co dziewczyna
wpadła do wody. ~*Was?*~ |Nie mam pojęcia.| Po
chwili, gdy już opadła na dno, ujrzała jej sprzęt, który za nią wpadł.
Podpłynęła ona do niego, chwyciła go i zaczęła płynąć ku górze...
Paręnaście minut później, gdy Andromedzie zaczęło
robić się ciemno przed oczami, udało jej się wypłynąć na powierzchnię. ~*No
kurwa oczywiście.*~ Po wypłynięciu odetchnęła ona, po czym wyszła na
ląd. Kiedy to zrobiła, ruszyła w drogę powrotną.
W czasie drogi, wyjęła ona swój telefon |Który
O DZIWO działał.| i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła
przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 13 - Rosja,
Kazań, szczyt Kazańskiego Uniwersytetu Państwowego."
„Czyli znów do Rosji..." – Pomyślała Andromeda
po przeczytaniu tego. ~*Captain Obvious już chyba stracił posadę.*~
Po parunastu minutach, doszła ona do helikoptera.
Kiedy tam była, ujrzała Daniela, który widząc ją, powiedział:
- O, Andromeda. Już miałem cię szukać. Dość długo
cię nie było.
- Ty to chyba przewrażliwiony jesteś. – Powiedziała
dziewczyna. ~*Wiesz, Andziu. Hajs.*~
- Mniejsza. Tak w ogóle, to gdzie teraz musimy
lecieć? – Spytał Daniel. |- Do kraju wódką i Putinem płynącego. -
Odparła dziewczyna.|
- Do Rosji, do Kazań. Miejsce Przeznaczenia jest na
szczycie Kazańskiego Uniwersytetu Państwowego. – Odpowiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie, oboje zajęli się tym czym
zwykle.
|
|
~*. . . <- Kropki rozpaczy.*~
Po chwili helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XIII – Upadek
~*Znowu?*~
Kilkanaście godzin później, gdy Andromeda dolatywała
do Kazań, ujrzała, że jest tam spokojnie. ~*Co na Rosję jest serio
dziwne.*~
„Przynajmniej nie pustkowia..." |Zawsze
to jakaś odmiana.| – Pomyślała dziewczyna.
Po parunastu minutach, helikopter wylądował przed
uniwersytetem. Andromeda wiedziała dlaczego, więc nie zrobiła awantury
Danielowi. ~*Nareszcie*~ Po wylądowaniu, dziewczyna odpięła
pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i
wyjęła z niej swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera.
Gdy była na zewnątrz, ruszyła do uniwersytetu. Kiedy
tam była, ku jej szczęściu, ujrzała, że w środku było pusto. |Żeby nikt
nie przeszkadzał naszej Mary Sue.| Dziewczyna ruszyła więc w
poszukiwaniu wejścia na dach.
Paręnaście minut później, gdy takowe znalazła,
weszła na dach i ustawiła w odpowiednim miejscu swój sprzęt, po czym nacisnęła
odpowiedni przycisk. Nie mogła jednak odbiec na bezpieczną odległość, gdyż
spadłaby za dach. ~*Ja pierdolę, znowu?*~ Musiała więc
czekać...
Chwilę później, dało się słyszeć huk, który wysadził
½ dachu. Andromeda, jako iż miejsce na którym stała zawaliło się, spadła w dół.
W locie jednak, udało jej się obrócić na nogi. Gdy zaś spadła, o dziwo nie
połamała sobie nóg, a jedynie ją zaczęły boleć. |NO JA PIERDOLĘ!!! Co
ona, kotem jest?!| Po chwili dziewczyna usłyszała brzdęk. To jej
urządzenie spadło na dół. Andromeda podniosła je, po czym ruszyła w drogę
powrotną...
W czasie drogi, wyjęła ona swój telefon i włączyła
go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 14 - Polska, Szczecin, koniec stoczni ~*Usuwam
nazwę, żeby nie było, że robię antyreklamę.*~"
„No, czyli teraz do Polski." – Pomyślała
dziewczyna po przeczytaniu tego. |Dawno tam nie byliśmy.|
Po chwili, gdy doszła już do helikoptera, ujrzała
Daniela, który widząc Andromedę powiedział:
- Nawet szybko ci dziś poszło. Tak w ogóle, to gdzie
teraz musimy lecieć?
- Do Polski, do Szczecina. ~*A właśnie, bo
bym zapomniała: SZCZECINUŚ!!! <3*~
|
......................................__................................................
.............................,-~*'¯lllllll'*~,..........................................
.......................,-~*'lllllllllllllllllllllllllll¯'*-,....................................
..................,-~*llllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll*-,..................................
...............,-*llllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll.\..........................
.......
.............;*'lllllllllllllllllllllllllll,-~*~-,llllllllllllllllllll\................................
..............\lllllllllllllllllllllllllll/.........\;;;;llllllllllll,-'~-,.........................
..
...............\lllllllllllllllllllll,-*...........'~-~-,...(.(¯'*,',..........................
................\llllllllllll,-~*.....................)_-\..*'*;..)..........................
.................\,-*'¯,*')............,-~*'~................/.....................
..................|/.../.../~,......-~*,-~*';................/.\..................
................./.../.../.../..,-,..*~,.'*~*................*...\.................
................|.../.../.../.*'...\...........................)....)¯'~,..................
................|./.../..../.......)......,.)'*~-,............/....|..)...'~-,.............
..............././.../...,*'-,.....'-,...*'....,---......\..../...../..|.........¯'''*~-,,,,
...............(..........)'*~-,....'*'.,-~*.,-*......|.../..../.../............\........
................*-,.......'*-,...'~,..''.,,,-*..........|.,*...,*...|..............\........
...................*,.........'-,...)-,..............,-*'...,-*....('-,............\.......
......................f'-,.........'-,/...*-,___,,-~*....,-*......|...'-,..........\........
|
Miejsce Przeznaczenia jest na końcu stoczni. –
Odpowiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie, oboje zajęli się tym co
zwykle.
|
|
Po chwili zaś, helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XIV – W Szczecinie.
~*Szczecin! Szczecinuś! <333*~
|... <- Kropki żenady.|
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał
do Szczecina ~*<3*~, Andromeda ujrzała, że jest |Ta
zmiana czasu zaczyna mnie wkuźwiać.| ~*Me too*~ tam
spokojnie. Dziewczyna ucieszyła się, bo nie było pusto. Po wylądowaniu przed
stocznią, dziewczyna odpięła pasy, wstała z siedzenia i poszła do odpowiedniej
klapy. Gdy to zrobiła, wyjęła z niej swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera.
Gdy była na zewnątrz, ruszyła w kierunku stoczni.
Niestety, gdy chciała tam wejść, okazało się, że była ona zamknięta. ~*Pewnie
uciekli przed kolejnymi demonstracjami.*~ |Zło-dzie-je!
Zło-dzie-je!| ~*Właśnie*~ Dziewczyna zaczęła więc szukać
jakieś niedomkniętej szpary. W końcu, po parunastu minutach poszukiwania
znalazła jakąś wąską, niedomkniętą szparę.
|
|
~*Kogoś tu trzeba wsadzić do izolatki...*~
Najpierw dziewczyna spróbowała przełożyć przez nią
sprzęt. O dziwo udało jej się to, mimo iż sprzęt nie był jakiś wąski. ~*Kolejna
hipernierealistyczna sytuacja...*~ Po zrobieniu tego, wciągnęła ona
brzuch i zaczęła próbę dostania się do środka.
Po parunastu minutach, gdy Andromeda zaczęła powoli
mdleć z braku powietrza |PO PARU MINUTACH?!|, w końcu dostała się
do środka. Gdy zaś była w środku, odetchnęła, po czym spróbowała wstać.
Niestety, gdy już stała, jej nogi odmówiły posłuszeństwa i dziewczyna
bezwładnie opadła na ziemię. ~*JEBS!*~ Musiała więc leżeć. Na
szczęście w stoczni nikogo nie było |W końcu była zamknięta, czyż nie?|,
więc nikt jej nie zauważył.
Godzinę później, gdy Andromeda odzyskała siły,
wstała z ziemi i wzięła swój sprzęt. Gdy to zrobiła, ruszyła w odpowiednim
kierunku. Paręnaście minut później, dziewczyna doszła już do końca stoczni. Gdy
tam była, ustawiła w odpowiednim miejscu swój sprzęt i nacisnęła odpowiedni
przycisk, po czym odbiegła na bezpieczną odległość.
Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził
½ stoczni. ~*Zgaduję, że jakiś statek też poszedł w piździec.*~ Po
wybuchu, Andromeda wzięła swój sprzęt i wyszła z ocalałej połowy stoczni. |Ciekawe,
jaka byłaby reakcja pracowników kolejnego dnia.| ~*W mediach byłoby
pewnie o tym tak głośno, jak w tym roku o G20.*~ Gdy była już na
zewnątrz, wyjęła swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła
przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 15 - Początek Ziemi
Franciszka Józefa ~*W sensie tego jedynego, inteligentnego zaborcy
Polski?*~ |Chyba yes.|."
„Czyli teraz tam..." – Pomyślała dziewczyna po
przeczytaniu tego.
Po kilku minutach, gdy dziewczyna weszła do
helikoptera, ujrzał ją Daniel. Od razu powiedział:
- Już miałem iść cię szukać. Długo cię nie było.
- Oj, tylko godzinę. – Powiedziała dziewczyna.
- No, to dużo. |Zawsze mogłeś ją znaleźć
gdzieś pod monopolowym, uchlaną.| Tak w ogóle, gdzie teraz musimy
lecieć? – Spytał chłopak.
- Do Ziemi Franciszka Józefa. Miejsce Przeznaczenia
jest na jej początku. – Odpowiedziała dziewczyna.
Po tej rozmowie, zajęli się oni tym czym
zwykle.
|
|
~*Pusheen! <3*~
Po chwili zaś, helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XV – Z|a|marznięcie
Kilkanaście godzin później helikopter doleciał do
Ziemi Franciszka Józefa. Niestety, Daniel zamyślił się |Ciekawe nad
czym. ( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*Slade, ten twój humor mnie dobija. ;-;*~ i
doleciał do jej środka, zamiast do początku. Gdy zaś zatrzymał się pośrodku,
Andromeda odpięła pasy, wstała z siedzenia i podeszła do odpowiedniej klapy.
Kiedy to zrobiła, wyjęła swój sprzęt i już chciała wyjść, jednak w tym momencie
ujrzała przez okno, że są POŚRODKU Ziemi Franciszka Józefa.
- DANIEL!!! CO TO MA ZNACZYĆ?! – Krzyknęła
Andromeda.
- To nie jesteśmy na początku tej Ziemi? – Spytał
zmieszany Daniel.
- NO WŁAŚNIE NIE!!! – Krzyknęła dziewczyna.
- Ups... - Powiedział Daniel.
~*To jest chyba najlepszy dialog z tego całego
opka.*~
Po tej rozmowie, Andromeda ciągle zła na Daniela
wyszła z helikoptera i ruszyła w odpowiednim kierunku.
Paręnaście minut później, gdy Andromedzie było tak
zimno, że nie czuła rąk i nóg, w końcu doszła do początku Ziemi |To
brzmi tak, jakby doszła do początku naszej planety.|. Ustawiła więc tam
swój sprzęt, nacisnęła odpowiedni przycisk i resztkami sił odbiegła na
bezpieczną odległość. Po chwili zaś dało się słyszeć huk, który wysadził ½
terenu.
Po wybuchu, Andromeda zebrała swój sprzęt i ruszyła
w drogę powrotną. W czasie drogi wyciągnęła ona swój telefon i włączyła go.
Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią
stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 16 - Seszele,
środek Aride Island. |Szkoda, że nie Alcatraz Island.|"
„Czyli teraz tam..." – Pomyślała dziewczyna po
przeczytaniu tego.
Po paru minutach, gdy doszła do helikoptera, ujrzał
ją Daniel. Widząc, że ta trzęsie się, od razu spytał:
- Co ci się stało? |- Kurwa mrówki mnie
oblazły. A jak myślisz, deklu? - Odpowiedziała z irytacją w głosie Andromeda.|
- Z-zimno m-mi... - Odpowiedziała drżącym głosem
Andromeda.
- Hmm...Na razie okryj się tym kocem który tam
leży ~*i który pojawił się tu znikąd*~. – Powiedział chłopak
wskazując na odpowiednie siedzenie.
Po tej rozmowie, Andromeda poszła tam i okryła się
szczelnie kocem, a Daniel schował jej sprzęt do odpowiedniej klapy. Po chwili
spytał:
- A gdzie teraz musisz się udać?
- D-do S-seszele...M-miejsce P-przeznaczenia j-jest
p-pośrodku |Alcatraz| A-aride I-island... - Odpowiedziała
drżącym głosem Andromeda.
Po tej rozmowie, Daniel poszedł do kabiny pilota.
Zaś po chwili helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XVI – Wypadek
|I oczywiście gdzie wylądują? Na pierdolonej wyspie!
-.-|
~*W ogóle, to co ludzie mają z tymi wyspami? Filmy i
ogólnie wszystko, które ma ten motyw jest NUDNE. Oprócz wiadomo jakiego
serialu.*~
|A skąd mam wiedzieć?|
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał
do ~*Alcatraz*~ Aride Island, dało się słyszeć alarm. Po
chwili helikopter zaczął pikować w dół. Po kolejnej chwili, gdy Daniel pomógł
Andromedzie wyjść spod szczątków helikoptera, ~*Szybko. Nawet nie było
zdania o rozpitoleniu się.*~ ta spytała:
- Co się stało? Dlaczego się rozbiliśmy?
- Coś się zepsuło. I dlatego. |No to zdanie
pojedyncze już jest kurwa przesadą.| – Odpowiedział Daniel.
- I co teraz? – Spytała Andromeda.
- Ty pójdź zniszczyć Miejsce Przeznaczenia, a ja
spróbuję naprawić helikopter. – Odpowiedział Daniel.
Po tej rozmowie, Andromeda wzięła sprzęt, który nie
ucierpiał, gdyż był z tytanu ~*O czym nigdy wcześniej nie wspomniano,
ale jebać to.*~ i ruszyła w odpowiednim kierunku.
Paręnaście minut później, dziewczyna doszła do
środka wyspy. Gdy tam była, ustawiła w odpowiednim miejscu swój sprzęt i
nacisnęła odpowiedni przycisk. Po zrobieniu tego, odbiegła na bezpieczną
odległość. Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
Po wybuchu, Andromeda wzięła swój sprzęt i ruszyła w
drogę powrotną. W czasie powrotu, wyjęła ona swój telefon i włączyła go ~*Który
o dziwo się nie roztrzaskał.*~. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę
internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili zaś ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 17 - Koniec
Francuskich Terytoriów Południowych i Antarktycznych."
„Łatwiejszych nazw wymyślać nie łaska?" –
Pomyślała Andromeda po przeczytaniu tego. |Ich wina, że ktoś kiedyś tak
nazwał to miejsce?|
Po paru minutach, gdy doszła do helikoptera,
ujrzała, że Daniel skończył już naprawę |Uff...A już się bałem, że
będzie jebany schemat.| i wlewa ~*Kolejna, pierdolona zmiana
czasu.*~ paliwo. Dziewczyna podeszła do niego i powiedziała:
- Szybki jesteś!
- Oj, dzięki, że tak mówisz... - Powiedział Daniel,
po czym dodał:
- A tak właściwie, gdzie teraz musimy lecieć? ~*Do
jakiegoś francuskiego gówna. Nie tak, jakby Francja była fajna.*~
- Do Francuskich Terytoriów Południowych i
Antarktycznych. Miejsce Przeznaczenia jest na ich końcu. – Odpowiedziała
dziewczyna.
Po chwili, gdy oboje weszli do helikoptera, zajęli
się tym czym zwykle,
|
|
~*Mam nadzieję, że zaraz skończy się limit dodawania
zdjęć...*~
Po czym helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XVII – Na Francuskich
Terytoriach Południowych i Antarktycznych.
~*To jest chyba najdłuższa nazwa rozdziału w tym
opku.*~
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał
do Francuskich Terytoriów Południowych i Antarktycznych, Andromeda ujrzała, że
jest ~*KURWA!*~ tam pusto. Wiedziała ona, że znaczy ~*NOSZ
KURWA JEGO MAĆ, ZNOWU!!!*~ to albo spotkanie z wrogami, albo spotkanie
z bratem Grzegorza ~*:**~, lub jakąś niebezpieczną przygodę.
Paręnaście minut później, gdy helikopter wylądował
niedaleko końca Terytoriów, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy
to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Po
zrobieniu tego, wyszła z helikoptera.
Gdy to zrobiła, ruszyła w odpowiednim kierunku. Po
parunastu minutach, doszła do odpowiedniego miejsca. Kiedy tam była, ustawiła
swój sprzęt w odpowiednim miejscu i nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety,
przypadkiem nacisnęła również przycisk odpowiedzialny za natychmiastowy
wybuch |Ta..."Przypadkiem"|. W ułamku sekundy dało się
słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Odepchnął on również Andromedę, która nie
zdążyła uciec.
Dziewczyna ze strachu zamknęła oczy. Po chwili zaś,
poczuła, że ktoś ją trzyma. ~*NO DO CHOLERY!*~ Od razu
otworzyła ona oczy i odwróciła głowę. Gdy to zrobiła, ujrzała...Grzegorza.
- GRZEGORZ?! Co ty tu robisz? Nie powinieneś
niszczyć Miejsc Przeznaczenia? – Powiedziała po chwili zdziwiona Andromeda.
- A no powinienem, ale przelatywałem sobie tędy,
gdyż postanowiłem sprawdzić, gdzie dolecę |Jebać realizację marzeń.|,
no i ujrzałem ciebie, a po chwili, że wybuch odpycha ciebie w tył. Nie mogłem
pozwolić, aby coś ci się stało, więc wiesz... - Odpowiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie, postawił on Andromedę na nogi. Gdy
to zrobił, pogadali sobie jeszcze trochę, po czym oboje ruszyli w swoich
kierunkach.
Andromeda, w czasie drogi powrotnej wyjęła swój
telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i
weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 18 - Wyspa Cook|ies|a,
Avarua, pierwszy zakręt."
„Zakręty, ulice...Może jeszcze kałuża?" ~*Z
tego, co pamiętam, to owa kiedyś się pojawi.*~ – Pomyślała Andromeda
po przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, gdy doszła do helikoptera i weszła,
ujrzała Daniela, który widząc ją, spytał:
- I? Gdzie teraz musimy lecieć?
- Na Wyspę Cook|ies|a, do Avarua. Miejsce
Przeznaczenia jest na pierwszym zakręcie. – Odpowiedziała Andromeda.
Po tejrozmowie oboje zajęli się tym co zwykle.
|
|
~*. . . <- Kropki rozpaczy.*~
Po chwili zaś helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XVIII – Ponowne spotkanie
z wrogami.
~*DAM DAM DAAAM!*~
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał
do Avarua, Andromeda ujrzała, że było tam pusto. ~*Standard*~ Trochę
zaniepokoiła się tym. Mimo wszystko pocieszała się myślą, że nikt nie
przybiegnie na miejsce wybuchu.
Po chwili, gdy helikopter wylądował, Andromeda
odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej
klapy i wyjęła swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wyszła z helikoptera. |Po
cholerę ciągle jest ten sam akapit?| ~*Słowa...*~
Gdy była na zewnątrz, ruszyła w poszukiwaniu
pierwszego zakrętu. Po chwili ujrzała takowy. Od razu poszła tam i ustawiła w
nim swój sprzęt ~*A przecinek biedny w kącie płacze...*~ i już
chciała nacisnąć przycisk, gdy usłyszała kroki. Od razu odwróciła się ona. Gdy
to zrobiła, ujrzała...swoich wrogów.
- Dajta mi spokój... - Powiedziała dziewczyna.
- NIE!!! NIE DAMY CI SPOKOJU!!! – Krzyknął Patryk.
- Chłopie, opanuj się, bo się nerwowo wykończysz. –
Powiedziała Andromeda.
- CICHO BĄDŹ!!! – Krzyknął Patryk.
- Matka cię kultury nie nauczyła? – Spytała
Andromeda. |Zamknij mordę, pizdo. Akurat żałuję, że jeszcze nikt ci nie
wygarnął, jaka jesteś na serio.|
- Pierwszy raz zgadzam się z Andromedą. |Debil| Po
pierwsze ona jest od nas starsza, a po drugie nie wyrażaj się tak. – Powiedział
Mateusz.
- ZAMKNIJCIE SIĘ DO CHOLERY!!! – Krzyknął Patryk.
Po tej rozmowie, standardowo zaczęła się walka. Na
początku wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie wygrała
Andromeda. ~*Bo kto inny.*~ Pchnęła ona Patryka w kierunku
przycisku uruchamiającego jej maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który
wysadził ½ terenu.
- Co ty zrobiłaś?! – Krzyknął Mateusz.
- Jak widzisz, wykorzystałam walkę z wami do
zniszczenia Miejsca. – Odpowiedziała Andromeda ze śmiechem. |*Materializuje
Andromedę i spuszcza jej solidny wpierdol.*|
- JESZCZE SIĘ POLICZYMY!!! I WTEDY NIE BĘDZIE TAK
FAJNIE!!! – Krzyknął Patryk.
W tym momencie Andromeda powiedziała do Mateusza:
- Mateusz, ty weź go ogarnij...
- Próbuję już od paru dni. I jak widać nic nie
działa. – Powiedział Mateusz.
- PRZYCISZYCIE SIĘ W KOŃCU?! – Krzyknął Patryk.
- Zagaduję, że przegrał w Tibii. – Powiedziała
Andromeda.
~*To miał być najśmieszniejszy moment w tym gafnie.
Coś nie pykło.*~
W tym momencie, Andromeda i Mateusz zaczęli się
śmiać. W tym momencie dało się zauważyć, że Patryk trzęsie ~*Nosz...*~ się
ze złości. Po chwili chwycił on Andromedę |I dobrze jej tak.| i
krzyknął:
- PRZYCISZ SIĘ WRESZCIE, BO JAK JA CI PRZYWALĘ, TO
WTEDY NIE BĘDZIE TAK MIŁO!!!
- Ej, ej, ej! Nie żebym jakoś lubił Andromedę, ale
ty weź ją zostaw! ~*|Debil!|*~ Po pierwsze, ona jest od
ciebie i ode mnie starsza, a po drugie jak coś jej zrobisz, to będziesz miał do
czynienia z Grzegorzem. – Powiedział Mateusz.
- CICHO BĄDŹ!!! NIE BĘDZIESZ MI TU... - Zaczął
Patryk, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś go unosi |KURWA!!! ZNOWU
ZMIANA CZASU!!!| do góry, a po chwili obraca. W tym momencie Patryk
ujrzał przed sobą Grzegorza, który powiedział:
- Weź ty zostaw Andromedę, bo jak ja się zaraz z
tobą policzę, to nie pozbierasz się przez następne dwa lata.
- TA, NA PEWNO!!! – Krzyknął Patryk.
- Ty weź tu nie krzycz. Po pierwsze ja jestem
starszy od ciebie, a po drugie nie masz prawa grozić Andromedzie. |Akurat
w tym wypadku ma prawo. I morda, Grzegorz, bo jak ja ci przypierdolę...| –
Powiedział Grzegorz.
Po chwili puścił on Patryka, który wraz z Mateuszem
odszedł.
Tymczasem, Andromeda spytała Grzegorza:
- Tak w ogóle, to co ty tu robisz?
- Przelatywałem tędy no i zobaczyłem co tu się
wyprawiało, więc musiałem jakoś zareagować. |Debil| –
Odpowiedział Grzegorz.
Później porozmawiali jeszcze trochę, po czym oboje
rozeszli się w swoje strony.
Andromeda podczas powrotu wyjęła swój telefon i
włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 19 - Turcja ~*Będzie
wybuchowo.*~, Ankara, szczyt Atakule."
„Czyli teraz do ~*Kebabów*~ Turcji..."
– Pomyślała Andromeda po przeczytaniu tego.
Po chwili, gdy weszła ona do helikoptera, ujrzała
Daniela, który widząc ją, spytał:
- I gdzie teraz musimy lecieć?
- Do Turcji |Na kebaba|, do Ankary. Miejsce
Przeznaczenia jest na szczycie Atakule. – Odpowiedziała Andromeda.
- Jak ty się tam utrzymasz, to będziesz
mistrzynią. |Nasza Mary Sue ma nie dać rady?| – Powiedział
Daniel.
Po tej rozmowie, oboje zajęli się tym czym
zwykle.
|
|
Po chwili zaś helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XIX – Niemiłe spotkanie.
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał
do Ankary, Andromeda ujrzała, że było tam pusto. ~*Czyli, na standardy
tego opka, było tam całkowicie normalnie.*~ Trochę zaniepokoiła się
tym, gdyż zwykle znaczyło to niebezpieczną przygodę lub nieprzyjemne spotkanie.
Paręnaście minut później, gdy helikopter jeszcze
leciał, Daniel włączył autopilota i wyszedł do Andromedy, po czym powiedział:
- Ja mam taki nietypowy pomysł. Mógłbym podlecieć do
szczytu Atakule i ty wyskoczyłabyś już na dach. |O, przejaw
inteligencji.|
- W sumie niezły pomysł. – Powiedziała Andromeda.
Po chwili, Daniel wrócił do kabiny pilota, a
Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do
odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Kiedy to zrobiła, otworzyła
drzwi i zaczęła czekać na odpowiedni moment.
W pewnej chwili, gdy helikopter był w odpowiedniej
odległości, Andromeda nabrała rozpędu i wyskoczyła. Po chwili wylądowała na
szczycie Atakule. Po znalezieniu się tam, ustawiła swoją maszynę i już chciała
nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie poczuła, że ktoś przystawia
jej pistolet do głowy. Dziewczyna przestraszyła się nie na żarty. ~*Zdziwiłabym
się, gdyby się nie bała.*~ Od razu się odwróciła. Kiedy to
zrobiła, ujrzała...Dawida. ~*:**~
- DAWID! Zostaw mnie w spokoju! – Krzyknęła po
chwili Andromeda.
- Nie. Chyba, że dasz się zabić. – Powiedział Dawid.
- Psyyychol! – Powiedziała Andromeda.
- ODWOŁAJ TO!!! – Krzyknął Dawid. |-
Spierdalaj - Odparła Andromeda i zabiła Dawida.| ~*EJ!*~ |:D|
- Nie. – Powiedziała Andromeda.
W tym momencie Dawid chciał zastrzelić Andromedę,
jednak ta była zwinniejsza od niego. ~*Matriksowe moce reaktywacja!*~ Po
chwili Dawid niechcący strzelił w przycisk uruchamiający maszynę
Andromedy. |Ta...Niechcący...| W tym momencie dało się słyszeć
huk, który wysadził ½ dachu. Przez to, Dawid i Andromeda zaczęli spadać w dół.
Andromedzie udało się chwycić za część helikoptera, który akurat podleciał,
jednak Dawid spadł w dół...
Po chwili, gdy Andromeda weszła już do helikoptera,
ujrzał ją Daniel, który spytał:
- Kim był ten chłopak który chciał cię
zastrzelić? ~*Moim menszem.*~
- Bratem Grzegorza. ~*I moim menszem.*~ –
Odpowiedziała Andromeda.
- Co on od ciebie chce? – Spytał Daniel.
- Tego nikt nie wie. – Powiedziała dziewczyna.
Po tej rozmowie, polecieli oni jeszcze na dół, po
sprzęt Andromedy który spadł. Gdy zaś po parunastu minutach Andromeda odkładała
już sprzęt do odpowiedniej klapy, |Szybko| Daniel spytał:
- Gdzie teraz musimy lecieć?
W tym momencie Andromeda wyjęła swój telefon i
włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 20 - Środek
Polinezji Francuskich." ~*Kuźwa, znowu jakieś francuskie gafno.*~
- Teraz musimy lecieć do Polinezji Francuskich.
Miejsce Przeznaczenia jest na ich środku. – Powiedziała Andromeda po
przeczytaniu tego.
Po tym, oboje zajęli się tym, czym zwykle.
|
Cholera...Zbliżam się do limitu dwudziestu obrazów.
:<|
~*Jest!*~
Po chwili zaś helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XX – Odepchnięcie
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał
do Polinezji Francuskich, Andromeda ujrzała, że było tam pusto. ~*To
się już robi nudne.*~ Zirytowała się ona tym trochę, gdyż zwykle
znaczyło to coś niezbyt przyjemnego...
Paręnaście minut później, helikopter wylądował
niedaleko środka Polinezji. Po wylądowaniu, Andromeda odpięła pasy i wstała z
siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej
swój sprzęt. Po zrobieniu tego wyszła z helikoptera. |A mnie wkurwia
ciągłe powtarzanie tego akapitu.|
Kiedy była na zewnątrz, ruszyła w odpowiednim
kierunku. Po chwili, gdy znalazła się pośrodku Polinezji, ustawiła swój sprzęt
i nacisnęła przycisk odpowiadający za jego uruchomienie. Niestety, |"|przypadkowo|"| nacisnęła
również przycisk, który powodował natychmiastowe uruchomienie maszyny. W ułamku
sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Niestety, odepchnął on
również Andromedę, która nie zdążyła uciec.
Po chwili, Andromeda uderzyła w coś bardzo mocno,
przez co straciła przytomność... ~*Szkoda, że nie umarła.*~
Godzinę później, Andromeda obudziła się. Gdy
otworzyła oczy, poczuła, że bardzo mocno boli |CHOLERA!!! ZNOWU ZMIANA
CZASU!!!| ją głowa. Nie zdziwiła się tym jednak, gdyż uderzyła właśnie
w głowę. Mimo bólu, wstała ona z ziemi i wzięła swój sprzęt, po czym ruszyła w
odpowiednim kierunku.
W czasie powrotu, wyjęła ona swój telefon i włączyła
go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce
Przeznaczenia 21 - Kanada, Happy Valley – Goose Bay, szczyt College of
the North Atlantic - Happy Valley-Goose Bay Campus."
"Serio? Łatwiejszych nazw nie łaska
wymyślić?" – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego. ~*Boże, ty
idiotko. Czy to ich wina, że ktoś kiedyś tak nazwał te miejsca?*~
Po chwili, gdy weszła do helikoptera, ujrzał ją
Daniel. Od razu powiedział on:
- Już miałem cię szukać. Nie było cię godzinę.
- Oj, jesteś przewrażliwiony i tyle. – Powiedziała
Andromeda.
- Oj, cicho. Tak w ogóle, to gdzie teraz musimy
lecieć? – Spytał chłopak.
- Do
Kanady, do Happy Valley – Goose Bay. Miejsce
Przeznaczenia jest na szczycie College of the North Atlantic - Happy
Valley-Goose Bay Campus. – Odpowiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie, zajęli się oni tym, czym
zwykle.
|
|
Po chwili zaś helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XXI – W Kanadzie.
Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do
Kanady, do Happy Valley – Goose Bay. Gdy tam dolatywał, Andromeda ujrzała, że w
tym miejscu był spokój. ~*Woah, nareszcie nie pustki! Co za miła
odmiana!*~ Trochę się ona ucieszyła, gdyż nie było standardowej
pustki. ~*No właśnie.*~
Po
parunastu minutach helikopter wylądował przed College of the North Atlantic -
Happy Valley-Goose Bay Campus. Andromeda
wiedziała, dlaczego byli przed College of the North Atlantic - Happy
Valley-Goose Bay Campus |Zgaduję, że napisane jest to pełną nazwą tylko
po to, aby nabić słowa.| ~*Brawo!*~, a nie na szczycie, dlatego
nie zrobiła awantury Danielowi. Po wylądowaniu, odpięła ona pasy i wstała z
siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój
sprzęt, po czym wyszła z helikoptera.
Gdy była już na zewnątrz, ruszyła do uniwersytetu.
Po znalezieniu się w środku, ujrzała, ~*CO TU DO CHOLERY ROBI TEN
PRZECINEK?!*~ że było tam całkowicie pusto. Ruszyła więc w
poszukiwaniu wejścia na dach. Po paru minutach, znalazła takowe. Weszła więc na
dach i ustawiła tam swój sprzęt. Po zrobieniu tego nacisnęła odpowiedni
przycisk i jako, że nie mogła odbiec na bezpieczną odległość, zaczęła czekać.
Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½
terenu. Andromeda zaczęła spadać w dół, gdyż dach pod jej nogami również się
zawalił. |You Don't Say| Dziewczyna ze strachu zamknęła oczy.
Po chwili zaś, poczuła, że ktoś ją trzyma. Otworzyła ona oczy i odwróciła
głowę. Kiedy to zrobiła, ujrzała Daniela. |Cholera, ten debil zawsze
musi wszystko psuć.|
- Daniel...Dziękuję, że mnie złapałeś... -
Powiedziała Andromeda.
- Oj, nie ma za co. – Powiedział Daniel.
Po tej rozmowie, postawił on ją na ziemi, po czym
oboje ruszyli do helikoptera. W czasie drogi, Andromeda wyjęła swój telefon i
włączyła go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 22 - Środek
Oceanu Arktycznego." ~*A, to TEN rozdział chyba będzie krótki.*~ |No
ja mam nadzieję.|
- Teraz musimy lecieć do Oceanu Arktycznego. Miejsce
Przeznaczenia jest pośrodku. – Powiedziała dziewczyna po przeczytaniu tego.
Pochwili, gdy oboje weszli do helikoptera, zajęli
się tym czym zwykle.
|
|
Po chwili zaś helikopter ruszył...
~*Czy tylko ja zauważyłam, że w tych rozdziałach
prawie nic się nie dzieje?*~
|Nie tylko ty.|
____________________________________________
Rozdział XXII – Niszczenie Oceanu
Arktycznego.
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał
do Oceanu Arktycznego, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to
zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt i zeszła
pod pokład.
Gdy tam była, odczepiła drabinki od uchwytów i
przyczepiła do uchwytów sprzęt. Po zrobieniu tego wróciła na pokład i poszła do
kabiny pilota. Gdy tam była, ustawiła za pomocą dźwigni sprzęt i ustawiła jego
maksymalną moc. Gdy to zrobiła, uruchomiła sprzęt. Po chwili dało się słyszeć
huk, który wysadził ½ terenu pod wodą. Na dodatek z wody zrobił się słup, który
wzbił się w powietrze, a następnie opadł. ~*Jaka zajebista akcja, nie
ma co.*~
Po wybuchu, Andromeda zeszła pod pokład i odczepiła
od uchwytów swój sprzęt. Gdy to zrobiła, przyczepiła do nich drabinki. Po
zrobieniu tego, wyjęła swój telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego uruchomiła
przeglądarkę internetową i weszła na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 23 - Botswana,
Pustynia Kalahari, środek, 20 metrów pod ziemią." |Jeżeli ona tam
nie zginie, to ja się osobiście wkurwię.|
Andromedzie po przeczytaniu tego, aż ciemno się
przed oczami zrobiło ze strachu.
„Ale...ale ja tam zginę!" – Pomyślała.
Jednak, wróciła ona na pokład, usiadła na siedzeniu
i oparła głowę o ścianę. Po chwili poczuła, że po jej policzkach spływają łzy
strachu. Po kolejnej chwili poczuła, że ktoś ją obejmuje. Dziewczyna od razu
odwróciła głowę. Kiedy to zrobiła, ujrzała Daniela, który spytał:
- Co ci się dzieje? ~*Świat się śmieje. Z
twojego debilizmu.*~
- Ja...Ja się boję o swoje życie... - Odpowiedziała
Andromeda, po czym pierwszy raz odkąd znała Daniela przytuliła się do niego.
Danielowi, widząc to, żal się zrobiło Andromedy.
Spytał on więc:
- Dlaczego boisz się o swoje życie?
- Bo...Bo kolejne Miejsce Przeznaczenia jest w
Botswanie...Na Pustyni Kalahari...Pośrodku...20 metrów...Pod ziemią... ~*Zdziwiłabym
się, gdyby było nad ziemią.*~ - Odpowiedziała Andromeda.
- Nie, tak nie może być. Ja tam z tobą pójdę, bo
jeszcze zginiesz. |Co za poświęcenie. Ła.| – Powiedział Daniel.
Po chwili dało się słyszeć telefon Andromedy.
Dziewczyna odebrała go i nadal z zapłakanym głosem spytała:
- T-tak?
- Andromedo? Dlaczego płaczesz? Coś ci zrobili?
Powiedz co, a ja się już z nimi rozprawię... - Dało się słyszeć głos Grzegorza.
- Nie...Nie o to chodzi...Po prostu kolejne Miejsce
Przeznaczenia jest w Botswanie, na Pustyni Kalahari, pośrodku, 20 metrów...pod
ziemią... - Odpowiedziała dziewczyna.
- CO?! ALE TY TAM ZGINIESZ! – Krzyknął
Grzegorz. ~*Captain Obvious?*~
- Wiem...właśnie wiem... - Powiedziała Andromeda.
- Biedactwo...Niech ktoś lub coś sprawi, abyś
przeżyła |aŁtorka chyba to sprawi, więc spoko.|... - Powiedział
Grzegorz.
Po tej rozmowie połączenie zakończyło się...
____________________________________________
Rozdział XXIII – Ponownie pod
ziemią.
Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do
Botswany, do Pustyni Kalahari. Po wylądowaniu, Daniel oraz Andromeda wzięli
potrzebne rzeczy. Andromeda wzięła swój sprzęt, a Daniel drabinę i łopatę. Po
chwili wyszli oni na zewnątrz...
Gdy byli poza helikopterem, ruszyli w odpowiednim
kierunku. Po chwili, gdy doszli już do środka, Daniel zaczął kopać, gdyż
widział, że Andromeda nie jest w stanie kopać... ~*Kopu kopu
skurwysyny.*~
Parę metrów pod ziemią zaczęło robić im się
duszno. |No nie pierdol...| Czuli, że coraz słabiej oddychają.
Mimo to, kopali dalej. ~*Jako iż byli debilami.*~
5 metrów pod ziemią, czuli się coraz gorzej. Ich
oddechy słabły z każdą chwilą. Coraz szybciej się też męczyli i ciężko im było
chodzić... |ONI JUŻ DAWNO POWINNI ZGINĄĆ!!!|
10 metrów pod ziemią, ich serca zaczęły coraz
słabiej bić. Ich oddechy z każdą chwilą zanikały. Robiło im się również ciemno
przed oczami. |KURWA!!! ONI POWINNI JUŻ DAWNO ZDECHNĄĆ!!!|
15 metrów pod ziemią, oboje czuli się coraz gorzej.
Nie mieli już powoli sił, aby kopać dalej, jednak wiedzieli, że muszą. Ich
oddechy zanikały. |CHOLERA!!! JAKIM CUDEM ONI JESZCZE ŻYJĄ?!| W
pewnym momencie Andromeda powiedziała:
- Daniel...Strasznie ciężko mi się oddycha...Czuję,
że zaraz zemdleję... ~*No ciekawe kurwa dlaczego.*~
- I...I nie tylko ty masz takie uczucie... -
Powiedział słabym głosem Daniel.
20 metrów pod ziemią, czuli się bardzo bardzo
źle. |NOSZ KURWA!!! ONI POWINNI JUŻ BYĆ MARTWI!!!| Mimo
wszystko, Andromeda ustawiła swój sprzęt ~*Bo była debilką.*~ i
nacisnęła odpowiedni przycisk. Po chwili dało się słyszeć huk który wysadził ½
terenu. Po wybuchu, oboje chcieli wyjść, jednak w tym momencie, Andromeda z
powodu braku powietrza zemdlała. |Nareszcie! Ile to trwało!| Daniel
od razu podszedł do niej i sprawdził, czy jeszcze żyje. O dziwo żyła. |CO
KURWA?! JAKIM CUDEM?!|
Chłopak wziął więc ją na ręce i wraz z nią ~*Przecinek
płacze w kącie.*~ i wszystkimi rzeczami ruszył w górę. W połowie drogi
czuł, że powoli mdleje. Brakowało mu już sił. Czuł, że zaraz spadnie
nieprzytomny w dół... |TO POWINNO STAĆ SIĘ WIEKI TEMU!!!|
W momencie, gdy Danielowi powoli oczy się zamykały,
udało mu się wyjść na powierzchnię. Położył on Andromedę oraz wszystkie rzeczy
na piasku i bezwładnie opadł na ziemię. Nie miał sił aby wstać. Musiał więc
leżeć.
Godzinę później, gdy Daniel odzyskał siły, podniósł
się z piasku, wziął na ręce Andromedę oraz wszystkie rzeczy i ruszył w kierunku
powrotnym. Gdy zaś był w helikopterze, położył Andromedę na siedzeniu, a
wszystkie rzeczy położył w odpowiednim miejscu.
Kolejną godzinę później, Andromeda obudziła
się. ~*Co nie powinno się stać...*~ Gdy otworzyła oczy, czuła
się słabo. Bardzo słabo. |CIEKAWE DLACZEGO!!!| Po chwili
ujrzała ona nad sobą Daniela, który widząc to, że Andromeda się budzi,
powiedział:
- Nareszcie się obudziłaś...
- Daniel...Co...co się stało? – Spytała słabym głosem
Andromeda.
W tym momencie Daniel o wszystkim jej opowiedział.
Gdy skończył, Andromeda powiedziała:
- Dziękuję...Dziękuję, że mnie tam nie
zostawiłeś... ~*Szkoda, że to się nie stało.*~
- Nigdy bym tego nie zrobił. – Powiedział Daniel.
- Tak w ogóle...wyjmij z mojej kieszeni
telefon...włącz go...wejdź na stronę internetową i sprawdź...i sprawdź
położenie kolejnego... - Powiedziała słabym głosem dziewczyna.
Daniel od razu to zrobił. Gdy to zrobił, ujrzał
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 24 - Środek Wyspy
Nowo syberyjskiej." ~*O, błąd w pisowni!*~
- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest na środku Wyspy
Nowo syberyjskiej. – Powiedział Daniel.
Po tej rozmowie, chłopak posiedział jeszcze trochę
przy Andromedzie, po czym poszedł do kabiny pilota. Po chwili helikopter
ruszył...
|Ten rozdział osobiście mnie wkurwił. Idę na kawę.|
~*Ej! Nie zostawiaj mnie z tym!*~
____________________________________________
Rozdział XXIV – Na Wyspie Nowo
syberyjskiej.
~*Wkurwia mnie ten błąd w pisowni.*~
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter wylądował
na Wyspie Nowo syberyjskiej, Daniel wyszedł z kabiny pilota, po czym spytał
Andromedę:
- Już lepiej się czujesz? ~*A jak myślisz,
deklu?*~
- Nie...Tak bardzo mi słabo... - Odpowiedziała Andromeda
po czym chciała wstać. Jednak Daniel powiedział:
- Nie, nie wstawaj. Jeśli jest ci słabo, to ja
zniszczę to Miejsce za ciebie.
- Naprawdę? – Spytała Andromeda.
- Naprawdę. – Potwierdził Daniel.
Po tej rozmowie, chłopak podszedł do odpowiedniej klapy
i wyjął z niej sprzęt Andromedy. Kiedy to zrobił, wyszedł z helikoptera.
Gdy zaś był na zewnątrz, ruszył w kierunku środka
wyspy. Po znalezieniu się tam, ustawił on sprzęt i nacisnął odpowiedni
przycisk. Niestety, ~*"*~przypadkowo~*"*~ nacisnął
również przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie maszyny. Po
ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu i odepchnął
Daniela, który nie zdążył uciec.
Na szczęście chłopakowi udało się zatrzymać. ~*Oczywiście,
że nie pozwoliłabym na taki happy end.*~ Po zatrzymaniu się, wziął on
sprzęt i ruszył do helikoptera. Jako, iż wiedział, że Andromeda nie będzie na
siłach aby sprawdzić położenie kolejnego Miejsca, chłopak wyjął swój telefon i
włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 25 - Koror,
wejście do Palau Community College." ~*Kolejny uniwersytet...Jak
oryginalnie.*~
„Powie mi ktoś, co oni mają z uniwersytetami?"
– Pomyślał Daniel po przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, ujrzał, że
Andromeda spała. ~*Czyli standard.*~ Na początku pomyślał, że
zmarła ona ~*Kto normalny pomyślałby tak, widząc śpiącą osobę?!*~,
jednak po chwili ujrzał, że dziewczyna się poruszała.Chłopak nie miał serca aby
ją budzić. Odłożył więc sprzęt w odpowiednie miejsce, po czym poszedł do kabiny
pilota i ruszył w kierunku Kororu...
____________________________________________
Rozdział XXV – Spotkanie pod
uniwersytetem.
~*To brzmi jak w jakimś amerykańskim filmie.*~
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał
do Koror, Daniel wyszedł z kabiny pilota do Andromedy. Po wyjściu ujrzał, że ta
już nie spała. Chłopak spytał więc ją:
- Czy lepiej się już czujesz?
- Nie...Nadal jest mi słabo... - Odpowiedziała
Andromeda, po czym chciała wstać. Jednak, Daniel wyprzedził ją i powiedział:
- Jeśli jest ci słabo, to nie ma sensu abyś
wstawała. Ja to Miejsce mogę zniszczyć za ciebie.
- Daniel...Ty jesteś taki dobry... - Powiedziała Andromeda.
- Oj, nie chcę po prostu aby ci się coś stało. –
Rzekł chłopak. ~*Taaa...Na pewno...*~
Po tej rozmowie, podszedł on do odpowiedniej klapy i
wyjął z niej maszynę Andromedy. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, podszedł on do
wejścia do uniwersytetu i ustawił tam sprzęt Andromedy ~*Przecinek
spierdzielił.*~ i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w
tym momencie usłyszał za sobą głos Grzegorza który mówił:
- Daniel? Co ty tu robisz? |- A jak myślisz,
zjebie? - Odpowiedział kulturalnie Daniel.|
~*O, już wróciłeś.*~
|No :3|
- Andromeda nie czuje się na siłach, żeby zniszczyć
to Miejsce, więc... - Powiedział Daniel odwracając się.
- A co jej się stało? – Spytał Grzegorz. |Pewnie
Harlem Shake tańczy.|
- Po 23 ~*Wkurwiają mnie te liczebniki
nienapisane słownie.*~ Miejscu Przeznaczenia czuje się słabo. –
Odpowiedział Daniel.
- A mogę ją zobaczyć? – Spytał Grzegorz.
- ~*Nie*~ Tak. – Odpowiedział
Daniel.
Po tej rozmowie Grzegorz wszedł do helikoptera
którym leciała Andromeda, a Daniel nacisnął odpowiedni przycisk i odbiegł na
bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½
terenu. |JEBUDU!|
Po wybuchu, Daniel wyjął swój telefon i włączył go.
Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę i wszedł na odpowiednią stronę. Po
chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 26 - Mjanmy,
Rangun, szczyt Pagoda Sule." ~*Kurwa, kolejny szczyt.*~
„Eh...Szczyty i szczyty..." – Pomyślał Daniel
po przeczytaniu tego, po czym wziął sprzęt Andromedy i ruszył w odpowiednim
kierunku.
Tymczasem, Andromeda usłyszała, że ktoś wchodzi do
jej helikoptera. |To pewnie ja, aby spuścić ci wpierdol.| Od
razu odwróciła się ona. Gdy to zrobiła, ujrzała...Grzegorza. |Nie
zgadłem.|
- Grzegorz... - Powiedziała słabym głosem Andromeda.
- Andromedo, co ci się stało? – Spytał Grzegorz
widząc stan Andromedy.
W tym momencie dziewczyna opowiedziała mu o
wszystkim. Gdy skończyła, Grzegorz powiedział:
- Moje ty biedactwo...Ileż ty musisz się
nacierpieć... ~*Aby stać się tą Mary Sue...A nie, chwila. Ty już nią
jesteś.*~
- Błagam, niech to moje cierpienie się
skończy... |*Wyjmuje karabin* Sama chciałaś. :3| - Powiedziała
dziewczyna.
- Jeszcze masz tylko 5 Miejsc...Wytrzymaj... -
Powiedział Grzegorz. |JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!
NARESZCIE TEN DEBILIZM SIĘ SKOŃCZY!|
~*. . . . . . . . <- Kropki zażenowania twym
zacieszem.*~
Po tej rozmowie pogadali jeszcze trochę, po czym
Grzegorz wyszedł. Po chwili zaś do helikoptera wszedł Daniel i powiedział do
Andromedy:
- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest w Mjanmy, w
Rangun, na szczycie Pagoda Sule.
- Co...Co oni mają z tymi szczytami? – Spytała
Andromeda. ~*Wiesz, Andziu. Oryginalność zdechła.*~
- Nie wiem właśnie. – Odpowiedział Daniel.
Po tej rozmowie, chłopak zrobił wszystko co
powinien. |Zajebał (G)Andzie?| Po chwili zaś helikopter
ruszył...
____________________________________________
Rozdział XXVI – Spadek z Pagoda
Sule.
~*Kurwa, znowu?*~
Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do
Rangun. Kiedy zaś wylądował, Daniel spytał Andromedy:
- Andromedo, lepiej już się czujesz?
- No już tak, ale nadal nie mam sił aby wstać. –
Odpowiedziała Andromeda, po czym chciała wstać. Jednak, Daniel, widząc to,
powiedział:
- Skoro nie masz sił, aby wstawać, to nie ma sensu
abyś szła. Ja mogę zniszczyć to Miejsce za ciebie.
- Naprawdę? – Spytała trochę zdziwiona takim
zachowaniem Andromeda. |Czym ona się dziwi? Ten debil robi to za nią już
szósty raz. -.-|
- Naprawdę. – Potwierdził Daniel.
Po tej rozmowie, chłopak wziął sprzęt Andromedy i
już chciał wyjść, gdy w tym momencie usłyszał głos Andromedy, która mówiła:
- Daniel, zaczekaj...Ja chciałam ci podziękować za
to, co dla mnie robiłeś i robisz. Nie wiedziałam, że będziesz aż tak dobrym
człowiekiem. ~*_-_ To jest tak denne, że aż minka zażenowania się
przewróciła.*~
- Oj, nie ma za co. Ja po prostu |"|nie
chcę, aby ci się coś stało|"|. – Powiedział chłopak.
Po tej rozmowie wyszedł on z helikoptera.
Gdy był na zewnątrz, ujrzał, że było tam
pusto. ~*No do cholery.*~ Chłopak nie przejął się tym |Kolejny
ignorant.| i ruszył do Pagoda Sule. Kiedy tam był, ruszył ku drodze na
szczyt. Po chwili, gdy tam był, ujrzał, że szczyt jest taki, że praktycznie nie
da się na nim stać. Chłopak mimo wszystko ustawił maszynę i nacisnął odpowiedni
przycisk. |Jakim cudem?| ~*Tego chyba największy mędrcy nie
wiedzą.*~ Po chwili, dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
Daniel, przez to, że nie mógł odbiec, został odepchnięty i zaczął spadać z
dachu. Po chwili uderzył on bardzo mocno w ziemię, przez co zemdlał...
Godzinę później, gdy Daniel obudził się, poczuł, że
bardzo boli go głowa. Nie zdziwił się tym, gdyż przecież w głowę właśnie
uderzył. |Twoim idolem musiał być Captain Obvious.| Mimo bólu,
podniósł się z ziemi, podniósł sprzęt Andromedy i ruszył w kierunku
helikoptera.
W czasie drogi, wyjął on z kieszeni telefon i
włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę i wszedł na odpowiednią
stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 27 - Himalaje,
szczyt K2."
„Czego to nie wymyślą, aby zaszpanować ~*Co
tu robi to słowo? Przecież to |"|opowiadanie|"|.
. . Ej! Nie wchodź mi w kwestię!*~ |:D| nazwami..." –
Pomyślał Daniel po przeczytaniu tego.
Po chwili, gdy wszedł do helikoptera i odkładał
sprzęt Andromedy na miejsce, powiedział:
- Teraz musimy lecieć do Himalajów. Miejsce Przeznaczenia
jest na szczycie K2.
- Eh...Czego to nie wymyślą, aby zaszpanować. –
Powiedziała Andromeda.
Pochwili, gdy Daniel poszedł do kabiny pilota,
helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XXVII – Upadek ze szczytu
K2.
~*To już się staje nudne.*~
Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do
Himalajów. Zatrzymał się on przed górą K2. ~*Znowu pojedyncze zdanie.
_-_*~ Po zatrzymaniu się, Andromeda wstała z siedzenia i podeszła do
odpowiedniej klapy. Kiedy to zrobiła, wyjęła z niej swój sprzęt i już chciała
wyjść, gdy w tym momencie usłyszała głos Daniela, który mówił:
- Już lepiej się czujesz? |Czy po tym, że
wstała o własnych siłach, nie możesz wyciągnąć wniosków, deklu?|
- Tak, już tak... - Odpowiedziała Andromeda. |Ale
tak BTW, zastanawiam się jak ta pierdoła wygląda.| ~*Chyba jebnę
jej rysunek.*~
- Tym lepiej. Nie będziesz się musiała męczyć. –
Rzekł Daniel.
Po tej rozmowie, Andromeda wyszła z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, dziewczyna ruszyła w
kierunku szczytu K2. Wspinanie szło jej bardzo łatwo, co dziwiło ją, gdyż nigdy
nie wspinała się na szczyty pokroju K2. ~*Znowu wymyślanie bzdur w
locie. Standardzik.*~ Po chwili zaś doszła na szczyt. Gdy tam była,
ustawiła swój sprzęt i, jako, że nie mogła odbiec, musiała czekać. |W
ogóle, jak ona przeżyła na takiej wysokości bez odpowiedniego przygoto-... A
nie, chwila! Ona przeżyła dwadzieścia metrów pod ziemią! Okej!|
Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził
½ góry. Odepchnął on również Andromedę, przez co ta spadła z góry. Ze strachu
przed śmiercią, zamknęła ona oczy. Po chwili zaś poczuła, że ktoś ją trzyma.
Dziewczyna od razu otworzyła oczy i odwróciła głowę. Kiedy to zrobiła, ujrzała
Daniela. ~*Niech ktoś tego dekla zajebie...*~ |*Wyjmuje
karabin.*| ~*:**~ |;3|
- Daniel...Dziękuję, że mnie złapałeś... -
Powiedziała po chwili Andromeda.
- Oj, nie ma za co. Po prostu nie chcę, abyś zginęła.
– Rzekł Daniel.
Po tej rozmowie, chłopak postawił dziewczynę na
ziemię. Gdy to zrobił, Andromeda wzięła swój sprzęt, po czym wraz z Danielem
ruszyła do helikoptera.
W czasie drogi wyjęła ona swój telefon i włączyła
go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 28 - Chiny,
Szanghaj, szczyt Oriental Pearl ~*Icy*~ Tower."
- Teraz musimy lecieć do Chin, do Szanghaju. Miejsce
Przeznaczenia jest na szczycie Oriental Pearl Tower. – Powiedziała Andromeda po
przeczytaniu tego.
- Jak ty się tam utrzymasz to będziesz mistrzem
świata. |Przecież masz do czynienia z Mary Sue.| – Rzekł
Daniel.
Po chwili, gdy oboje weszli do helikoptera, zajęli
się tym czym zwykle. Po kolejnej chwili zaś helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XXVIII – Ponowny upadek.
~*Nosz do cholery.*~
Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do
Szanghaju. Andromeda ujrzała, że jest tam spokojnie. ~*Nareszcie nie
pusto.*~ Dziewczyna trochę się tym zdziwiła, gdyż co osiem Miejsc
Przeznaczenia w danym miejscu było pusto i spotykała ona tam swoich wrogów, a
później brata Grzegorza. Mimo wszystko, pomyślała, że przynajmniej będzie
spokój.
Paręnaście minut później, gdy helikopter wylądował,
Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do
odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wyszła z
helikoptera. |Wkurwia mnie ten akapit.|
Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszyła ona w
kierunku Oriental Pearl ~*Icy*~ Tower, po czym weszła tam. Gdy
była w środku, ku jej szczęściu, ujrzała, że w środku było pusto. Ruszyła więc
ona w poszukiwaniu drogi, którą mogła by wejść na szczyt.
Paręnaście minut później, gdy Andromeda była już na
szczycie, ledwo udało jej się utrzymać. Ustawiła więc swój sprzęt i uruchomiła
go. |JAKIM PIERDOLONYM CUDEM?! A no tak...Przecież ona jest Mary
Sue...Zapomniałem.| Jako, iż nie mogła uciec, bo spadłaby na dół, musiała
czekać...
Chwilę potem, dało się słyszeć huk, który wysadził ½
terenu. Andromeda, przez to spadła w dół. Po chwili, uderzyła ona bardzo mocno
w ziemię, przez co zemdlała... |Szkoda, że nie umarła.|
Godzinę później, gdy dziewczyna obudziła się, czuła,
że boli ~*NO DO CHOLERY!*~ ją głowa. Nie zdziwiła się ona tym,
gdyż przecież uderzyła w głowę. Mimo bólu, wstała ona z ziemi i podniosła swój
sprzęt, po czym ruszyła w drogę powrotną.
W czasie drogi, wyjęła ona swój telefon i włączyła
go. Kiedy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i weszła na
odpowiednią stronę. Po zrobieniu tego, ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 29 - Środek
pustyni Ar-Rab al-Chali."
„Really? |O, angielskie wtrącenie.
Zajebiiiście.| Znów pustynia?" – Pomyślała dziewczyna po
przeczytaniu tego.
Kiedy zaś parę minut potem weszła do helikoptera,
ujrzała Daniela, który widząc Andromedę powiedział:
- No, już jesteś. Miałem cię iść szukać. Nie było
cię godzinę.
- Oj, to wcale nie tak długo. – Powiedziała
Andromeda.
- Taa...Niedługo...Ale mniejsza. Gdzie teraz musimy
lecieć? – Spytał chłopak.
- Na pustynię Ar-Rab al-Chali. Miejsce Przeznaczenia
jest na środku. – Odpowiedziała dziewczyna.
- Pustynia i pustynia. Nie mają ambitniejszych
pomysłów? – Spytał Daniel.
~*W końcu to opko tworzyła dawna ja, czyli
aŁtoreczka, więc...*~
|Jesteś dowodem na to, że z aŁtoreczkowatości można
wyjść.|
~*:3*~
- Jak widać, nie. – Odpowiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie, zajęli się oni tym czym
zwykle |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*Nie wstawiasz obrazków Lenny Face'a?
:O*~ |Nie, bo te ostatnie sloty na obrazki mogą się przydać.|.
Po chwili zaś helikopter ruszył...
____________________________________________
Rozdział XXIX – Kolejne spotkanie
z wrogami.
~*Jeee!*~
Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do
pustyni Ar-Rab al-Chali. Gdy wylądował przed pustynią, Andromeda odpięła pasy i
wstała z siedzenia. Po zrobieniu tego, podeszła do odpowiedniej klapy i wyjęła
z niej swój sprzęt. Gdy to zrobiła, wyszła z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszyła ona w
kierunku środka pustyni. Gdy zaś weszła na pustynię, po parunastu minutach od
wyruszenia, zrobiło jej się słabo. |Standard| Andromeda
wiedziała, że to z gorąca, więc nie przejmowała się tym zbytnio. ~*Ignorantka*~ Jednak,
paręnaście minut później, gdy doszła do środka pustyni i ustawiła tam swój
sprzęt, już chciała nacisnąć przycisk uruchamiający, jednak w tym momencie
usłyszała kroki. Oczywiście odwróciła się ona. Kiedy to zrobiła,
ujrzała...swoich wrogów. ~*Jeee!*~
- Dajcie mi wreszcie spokój... - Powiedziała
Andromeda z |"|irytacją|"| w głosie.
- NIE!!! NIE DAMY CI SPOKOJU!!! I PRZYCISZ SIĘ
WRESZCIE!!! – Krzyknął Patryk.
- Ciągle? – Spytała Mateusza Andromeda.
- Ta...Nie mogę go za nic uspokoić... - Odpowiedział
Mateusz. ~*Zajeb mu patelnią w łeb. To powinno pomóc.*~
Po tej rozmowie tradycyjnie zaczęła się walka. Na
początku wygrywali Patryk i Mateusz. Jednak, w pewnym momencie walki, Mateusz
popełnił swój najgorszy błąd. Pchnął Andromedę na przycisk uruchamiający jej maszynę.
Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. W tym momencie Patryk
krzyknął do Mateusza:
- MATEUSZ!!! ~*TY PIERDOŁO NIEDOJEBANA!!!*~ TY
ZAWSZE MUSISZ WSZYSTKO ZNISZCZYĆ!!!
- Tak, zwal wszystko na mnie...Ty też bez winy nie
jesteś. – Powiedział Mateusz.
- CICHO BĄDŹ!!! TO TWOJA WINA!!! – Krzyknął Patryk,
po czym odwrócił się w kierunku Andromedy i chwycił ją bardzo mocno za szyję,
po czym krzyknął:
- A TY MOGŁAŚ TRAFIĆ NIE W PRZYCISK!!! |Wut?
Przecież tak ją odepchnięto, pokrako.|
- Ej! Nie, żebym jakoś bronił Andromedę, ale zostaw
ją! Nie chcę mieć z twojego powodu problemów z Grzegorzem! – Powiedział
Mateusz.
- A CO TO MA DO GRZEGORZA?! – Krzyknął Patryk. |Jakby
ten debil coś takiego zrobił Tri, to ani by się nie obejrzał i już by nie żył.
|
- To, że on ją bardzo lubi i jak coś jej zrobisz, to
nie zawaha się na tobie i na mnie zemścić. – Odpowiedział Mateusz.
- Patryk...Weź mnie puść... - Powiedziała słabym
głosem Andromeda.
- NIE!!! – Krzyknął Patryk.
- Ja ci dobrze radzę, puść ją. Jeśli nie chcesz mieć
za jakieś parę minut problemów. – Powiedział Mateusz.
- CICHO BĄDŹ WRESZCIE!!! TO JA TU DECYDUJĘ O
WSZYSTKIM!!! – Krzyknął Patryk.
~*
~*
- Mhm, na pewno. – Dało się słyszeć głos Grzegorza.
- A nie mówiłem? – Powiedział Mateusz.
- Patryk, natychmiast masz mi ją puścić! –
Powiedział Grzegorz.
- BO CO MI ZROBISZ?! – Krzyknął Patryk.
|Dostaniesz bana w Tibii! - Odpowiedział Grzegorz.|
W tym momencie Grzegorz wyciągnął karabin maszynowy.
~*C-CO?! SKĄD ON SIĘ TU WZIĄŁ?! WCZEŚNIEJ NIE BYŁO NIC O ŻADNYM
KARABINIE!!!*~ Patryk, widząc, że lepiej nie zadzierać, puścił bladą z
powodu braku powietrza Andromedę, po czym wraz z Mateuszem odszedł.
Tymczasem, Grzegorz schował swój karabin i podbiegł
do Andromedy. Gdy przy niej był, przytrzymał ją, aby nie upadła i spytał:
- Nic ci nie jest?
- Nie... - Odpowiedziała słabym głosem Andromeda.
- Biedactwo...Jak do tego doszło? – Spytał Grzegorz.
W tym momencie Andromeda opowiedziała mu o
wszystkim. Gdy skończyła, Grzegorz powiedział:
- Biedactwo ty moje...Ileż musisz się nacierpieć...
Później, pogadali jeszcze trochę, po czym rozeszli
się w swoje strony.
Andromeda, w czasie drogi, wyciągnęła swój telefon i
włączyła go. ~*Mimo tego, że ledwo żyła.*~ Kiedy to zrobiła,
uruchomiła przeglądarkę internetową po czym weszła na odpowiednią stronę. Po
chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 30 - Pakistan |Dobrze,
że nie Palestyna.|, Lahaur, szczyt University of The Punjab."
„Znów uniwersytet..." – Pomyślała Andromeda.
Po chwili, gdy weszła do helikoptera, ujrzał ją
Daniel. Od razu spytał:
- To gdzie teraz?
- Do Pakistanu, do Lahaur. Miejsce Przeznaczenia
jest na szczycie University of The Punjab. – Odpowiedziała Andromeda.
- Eh...Znów uniwersytet... - Powiedział Daniel.
- No, ale jeszcze to Miejsce Przeznaczenia ~*und
zu Hause*~ i do domu. – Rzekła Andromeda.
- A od 31 – 60? Nie niszczysz ich? – Spytał Daniel.
- Te Miejsca Przeznaczenia niszczy Grzegorz. Ja mam
na niego czekać w domu. – Odpowiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie, zajęli się oni tym czym
zwykle. |( ͡° ͜ʖ ͡° )| Po chwili zaś helikopter
ruszył...
____________________________________________
Rozdział XXX – Niezbyt przyjemne
spotkanie.
~*Jak oryginalnie...*~
Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do
Lahaur. Kiedy się tam znalazł, Andromeda ujrzała, że jest tam pusto. |Nosz
kurwa, znowu.| Trochę zaniepokoiła się tym, gdyż zawsze znaczyło to
coś niezbyt przyjemnego. Po chwili jednak, helikopter wylądował. Gdy stał na
ziemi, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Po zrobieniu tego, podeszła
do odpowiedniej klapy i wyjęła z niej swój sprzęt. Po wykonaniu tego, wyszła z
helikoptera.
Gdy była już na zewnątrz, ruszyła w kierunku
uniwersytetu. Po wejściu do niego, zaczęła szukać drogi na dach. Po parunastu
minutach znalazła takową. Po paru minutach, gdy znalazła się ona na dachu,
ustawiła swój sprzęt i już chciała uruchomić maszynę, jednak w tym momencie
poczuła, że ktoś przystawia jej pistolet do głowy. ~*Mam nadzieję, że
ten ktoś ją zabije.*~ Przestraszyła się ona nie na żarty. Od razu się
odwróciła, aby sprawdzić, kto ją chce zabić. Gdy się odwróciła,
ujrzała...Dawida. ~*:**~
- DAWID! Co ty znowu ode mnie chcesz?! – Krzyknęła
Andromeda. |A jak myślisz, debilko?|
- Zabić cię. – Odpowiedział Dawid.
- Wariat, psychol, sadysta, egoistyczna osoba. –
Powiedziała Andromeda. |Tak, to na pewno źle się nie skończy.|
- MASZ MI TO NATYCHMIAST ODWOŁAĆ!!! – Krzyknął
Dawid.
- Nie. – Powiedziała Andromeda.
W tym momencie Dawid chciał zastrzelić Andromedę.
Jednak, dziewczyna była zwinniejsza od niego. ~*Matriksowe moce:
ON*~ Po godzinie |Jaki on musi mieć magazynek, że po
godzinie.|, Dawidowi skończyła się cała amunicja do pistoletu. Andromeda,
widząc to, powiedziała ze słyszalną kpiną w głosie:
- Oh, naszemu Dawidkowi skończyła się
amunicja...Jaka szkoda...Nie będzie mógł już zabijać...Tak mi
przykro...Haha... |Przedszkole...Po prostu przedszkole...|
W tym momencie dało się zauważyć, że Dawid trząsł
się ze złości. Schował on swój pistolet i skoczył na Andromedę. W tym momencie
zaczęła się walka wręcz. Na początku wygrywał Dawid, jednak w pewnym momencie
popełnił on swój najgorszy błąd. Pchnął Andromedę na przycisk uruchamiający jej
maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Andromedzie
udało się utrzymać na dachu, jednak Dawid spadł w dół. ~*:"-(*~
Po zniszczeniu ostatniego Miejsca Przeznaczenia,
dziewczyna wzięła swój sprzęt i ruszyła do helikoptera. Gdy paręnaście minut
później już tam była, ujrzała Daniela, który powiedział:
- Szybko ci dziś poszło.
- Oj, dzięki, że tak mówisz. – Powiedziała
Andromeda.
Po tej rozmowie, zajęli się oni tym czym
zwykle |( ͡° ͜ʖ ͡° )|, po czym helikopter ruszył w kierunku domu
Andromedy i Grzegorza...
____________________________________________
Rozdział XXXI – Na Santa Cruz.
Tymczasem, Grzegorz dolatywał już do Santa Cruz.
Ujrzał on, że jest tam dość pusto. |KURWA!!!| Chłopak trochę
zaniepokoił się tym, gdyż zwykle nie znaczyło to nic złego ~*Więc w
czym problem?*~. Po chwili jednak, wylądował on na początku Santa Cruz. Po
wylądowaniu odpiął on pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z
kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy. Gdy to zrobił, wyjął z niej
swój sprzęt i wyszedł z helikoptera. ~*A myślałam, że będzie od tego
spokój. _-_*~
Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszył on w kierunku
środka wyspy. Po parunastu minutach, gdy tam doszedł, ustawił w odpowiednim
miejscu swoje urządzenie, po czym nacisnął przycisk odpowiedzialny za jej
uruchomienie. |"|Niestety|"|, nacisnął również
przycisk, który powodował natychmiastowe uruchomienie maszyny. W ułamku sekundy
dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Przygniótł on również Grzegorza
do ziemi. Od mocnego uderzenia, chłopak zemdlał...
Godzinę później, gdy Grzegorz obudził się, ujrzał,
że leżał w kraterze po wybuchu. |Bo gdzie niby miał leżeć.| Na
dodatek, bolała go głowa. Nie zdziwił się tym, gdyż przecież uderzył w
głowę. ~*Kolejny Captain Obvious.*~ Mimo bólu, podniósł się on
z ziemi, wziął swój sprzęt i ruszył w drogę powrotną.
W czasie drogi, wyjął on z kieszeni telefon i
włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 31 - Irak |Będzie
bombowo.|, Bagdad, środek Uniwersytetu Bagdadzkiego."
„Czyli teraz do Iraku..." – Pomyślał Grzegorz
po przeczytaniu tego.
Po chwili, gdy wszedł on do helikoptera, podszedł do
odpowiedniej klapy i włożył doniej swój sprzęt. Kiedy to zrobił, poszedł do
kabiny pilota i usiadł nasiedzeniu. Gdy to zrobił, zapiął pasy i po chwili
ruszył w kierunku Iraku...
____________________________________________
Rozdział XXXII – Skradanie i
niszczenie.
~*Może wreszcie będzie ciekawie.*~
Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do
Bagdadu. Podczas dolatywania do Uniwersytetu Bagdadzkiego, ujrzał on, że w
mieście były straszne tłoki. |JEZU!!! NARESZCIE!!!| Chłopak
trochę się przeraził, gdyż znaczyło to, że i w uniwersytecie będą tłumy. Po
chwili jednak wylądował on. Po wylądowaniu, odpiął pasy i wstał z siedzenia.
Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po
czym wyjął z niej swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszył on w kierunku
uniwersytetu. Gdy do niego wszedł, ujrzał tłumy ludzi. Jeśli chciał pozostać
niezauważony, musiał się skradać. Po parunastu minutach zaś, doszedł on do
środka uniwersytetu, ujrzał tam straszne tłumy. ~*Brakuje tu
słówka "gdy".*~ Schował on się więc za jedną
ścianą i zrobił coś, czego miał nie robić. Chwycił on swój sprzęt, nakierował
go na środek uniwersytetu i wycelował. Po chwili dało się słyszeć huk, który
wysadził ½ podłogi.
Po wybuchu, ludzie zgromadzeni w tym miejscu zaczęli
szukać źródła wybuchu. |Nareszcie jakaś realistyczna scena.| Grzegorz, mimo
tego iż był bardzo dobrze schowany, bał się, że w pewnym momencie go zobaczą.
Mimo wszystko, ludzie go nie zauważyli. ~*No, bo czemu mieliby zobaczyć
naszego Gary Stu?*~ Po chwili zaś chłopak spokojnie mógł ruszyć ku
wyjściu.
W czasie drogi, wyjął on z kieszeni swój telefon i
włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na
odpowiednią stronę. Po chwili zaś ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 33 - Republika
Południowej Afryki, koniec Portu Elizabeth."
„Czyli teraz tam..." – Pomyślał Grzegorz po
przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, gdy doszedł do helikoptera, zajął się
tym czym zwykle, po czym ruszył do Portu Elizabeth...
____________________________________________
Rozdział XXXIII – Niszczenie w
Porcie Elizabeth i upadek do wody.
Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do
Portu Elizabeth. Gdy tam doleciał, ujrzał, że było tam pusto. ~*Czyli
standardzik.*~ Trochę zaniepokoił się tym, gdyż przecież zwykle
znaczyło to coś niezbyt przyjemnego. Po chwili jednak, wylądował on pośrodku
miasta. Gdy helikopter już stał, Grzegorz odpiął pasy po czym wstał z
siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej
klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt. Gdy zaś to zrobił, wyszedł z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, chłopak ruszył w
kierunku końca miasta. Po parunastu minutach doszedł tam. |Jakim cudem?
Cholera wie.| Gdy tam był, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt,
po czym nacisnął odpowiedni przycisk i, jako iż nie mógł nigdzie uciec, musiał
czekać...
Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził
½ terenu. Odepchnął on również Grzegorza do wody. Kiedy chłopak opadł na dno,
zebrał siły i zaczął płynąć ku górze. |. . . <- Kropki rozpaczy.|
W połowie drogi, Grzegorzowi zabrakło powietrza.
Czuł, że coraz ciężej jest mu się poruszać. Jego serce coraz słabiej biło. Oczy
zaczęły mu zachodzić mgłą. Nie poddał się on jednak. Wiedział, że musi
dokończyć to, co było zaczęte. ~*Jaki uparty. Lubię go.*~
Gdy był bardzo blisko wypłynięcia, czuł, że jest już
mu bardzo ciężko się poruszać. |POWINIEN JUŻ DAWNO SIĘ UTOPIĆ!!!| Każdy
ruch przychodził mu z trudem. Jego serce biło naprawdę słabo. Oczy powoli
zaczęły mu się zamykać. Mimo wszystko chłopak płynął dalej...
Po chwili, gdy Grzegorz był bardzo blisko omdlenia,
w końcu wypłyną na powierzchnię. Gdy znalazł się na powierzchni wody,
odetchnął, po czym wypłynął na powierzchnię. Gdy to zrobił, wziął swój sprzęt i
ruszył w drogę powrotną. |To jest takie hipernierealistyczne...|
W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go.
Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią
stronę. ~*Poza tym, że LEDWO ŻYŁ!*~ Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 34 - Pitcairn,
Adamstown, pierwszy chodnik.
|
|
"
„Czyli teraz do Adamstown..." – Pomyślał
Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili gdy wszedł on do helikoptera, odłożył
maszynę w odpowiednie miejsce, wziął swoją torbę ~*O której nigdy
wcześniej nie było mowy.*~ i poszedł do łazienki się przebrać. Gdy zaś
to zrobił,poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył...
________________________________________________
Rozdział XXXIV – Następne
spotkanie z wrogami.
~*Jejz!*~
Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do
Adamstown. Grzegorz ujrzał, że było tam całkowicie pusto. Chłopak trochę
zaniepokoił się tym. Jednak, po chwili musiał lądować. Gdy zaś wylądował,
odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i
podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt. Gdy to
zrobił, wyszedł z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, chłopak zaczął
szukać pierwszego chodnika. Po chwili ujrzał takowy. Od razu tam poszedł i
ustawił na nim swój sprzęt. Gdy to zrobił, już chciał nacisnąć odpowiedni
przycisk, usłyszał kroki. ~*Brakuje spójnika "ale".*~ Od
razu się odwrócił. Gdy to zrobił, ujrzał...swoich wrogów.
- Dajta mi już spokój i idźta gdzie indziej. –
Powiedział Grzegorz. |To też miało być śmiechowe?| ~*Nu...*~
- NIE!!! I PRZYCISZ SIĘ WKOŃCU!!! |BŁĄD! BŁĄD!!
BŁĄD ALERT!!!| – Krzyknął Patryk.
- Jak ty się wyrażasz do starszych? – Powiedział
Grzegorz.
- CICHO BĄDŹ!!! – Krzyknął Patryk.
- Wyobraź sobie, że ja te jego śpiewki muszę
przeżywać codziennie. – Rzekł Mateusz, po czym dodał:
- I nie da się go uspokoić.
- No to współczuję. – Powiedział Grzegorz.
- CICHO WRESZCIE!!! JAK JA WAM WSZYSTKIM PRZYWALĘ,
TO SIĘ PRZYMKNIECIE!!! – Krzyknął Patryk, po czym odszedł do helikoptera.
~*
~*
- Ależ on nerwowy... - Powiedział Grzegorz.
- No... - Rzekł Mateusz.
Po tej rozmowie, zaczęli oni ze sobą walczyć. Na
początku wygrywał Mateusz, jednak w pewnym momencie wygrał |Gary
Stu| Grzegorz. Pchnął on Mateusza w kierunku przycisku uruchamiającego
maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
- I znów to samo... - Powiedział Mateusz.
- Haha...Ja po prostu jestem lepszy od ciebie. –
Rzekł Grzegorz.
Po tej rozmowie, oboje rozeszli się w swoje strony.
Grzegorz, w czasie powrotu, wyjął swój telefon i
włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 35 - Egipt ~*Będzie
bombowo.*~, Kair, Piramidy w Gizie, środek ostatniej piramidy."
„Czyli teraz do Egiptu..." – Pomyślał Grzegorz
po przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, zrobił to
co zwykle, po czym ruszył do Egiptu...
Tymczasem, Mateusz wszedł do helikoptera jego i
Patryka. Gdy tam był, ujrzał Patryka, który siedział na siedzeniu.
Najprawdopodobniej starał się uspokoić. Mateusz, po odłożeniu laserów |O
których nigdy nie było mowy.|, usiadł koło niego i spytał:
- I co? Dlaczego się tak wkurzałeś?
- Ja po prostu nie umiem kontrolować swoich
emocji...I dlatego... - Odpowiedział Patryk. |Inneth?|
- Ale dlaczego atakowałeś Andromedę ~*Bo
jest debilką.*~ i wszystkich wokół? – Spytał Mateusz.
- Po prostu w takich sytuacjach nie kontroluję tego
co robię i dlatego tak to było... - Odpowiedział Patryk.
Po tej rozmowie, Mateusz wstał, poszedł do kabiny
pilota i zaczął kierować helikopter w odpowiednim kierunku...
________________________________________________
Rozdział XXXV – Spotkanie w
piramidzie.
Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał do
Kairu. Gdy tam był, ujrzał, że było tam całkowicie pusto. ~*. . . <-
Kropki żenady.*~ Trochę zaniepokoił się tym, że nikogo nie było w tym
miejscu. Jednak, mimo wszystko musiał lądować. Po chwili, gdy już wylądował,
odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i
podszedł do odpowiedniej klapy. Kiedy to zrobił, wyjął z niej swój sprzęt i
wyszedł z helikoptera.
Po wyjściu zaś, ruszył on na poszukiwania ostatniej
piramidy. Po parunastu minutach, znalazł takową. Oczywiście od razu do niej
wszedł. Gdy już był w środku, po przejściu paru kroków, poczuł, że ktoś go
obserwuje. ~*Jakie dziwo, może jakaś wycieczka tamtędy szła. Jeżeli
takowe tam są.*~ Grzegorz przestraszył się. Naturalnie od razu
się odwrócił. Kiedy to zrobił, nikogo nie zauważył. Ruszył więc w dalszą drogę.
Gdy Grzegorz był na końcu piramidy, ustawił swój
sprzęt i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, gdy poczuł, że ktoś
przystawia mu pistolet do głowy. Grzegorz przeraził się nie na żarty. Od razu
odwrócił się. Gdy to zrobił, ujrzał...Dawida. ~*:**~
- DAWID?! Co ty tu robisz?! A w ogóle, daj mi
spokój! – Powiedział po chwili Grzegorz.
- Nie. No, chyba, że dasz się zabić. – Rzekł Dawid.
- Nie. – Powiedział Grzegorz.
- No to nie dam ci spokoju. – Powiedział Dawid.
|Co za ambitna rozmowa...|
Po tej rozmowie, Dawid chciał zastrzelić Grzegorza,
jednak ten był zwinniejszy od niego. ~*Kolejny z matriksowymi mocami?*~ W
pewnym momencie walki, Dawid |"|niechcący|"| strzelił
pistoletem w przycisk uruchamiający maszynę Grzegorza, przez co ta została
aktywowana. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ piramidy.
- Haha, dzięki za pomoc. – Powiedział Grzegorz.
- Jeszcze się policzymy!! – Krzyknął Dawid ~*:**~po
czym odszedł.
Grzegorz również zebrał się do drogi powrotnej.
Wziął swój sprzęt i ruszył do helikoptera. W czasie drogi, wyjął on swój
telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i
wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 36 - Bahamy,
środek Andros."
„Czyli teraz do Baham..." – Pomyślał Grzegorz
po przeczytaniu tego.
Po chwili, gdy wszedł do helikoptera, zajął się tym
co zwykle, po czym ruszył w dalszą drogę...
|Wybaczcie, że tak mało komentujemy, ale tu niewiele
się dzieje. . .|
________________________________________________
Rozdział XXXVI – Spotkanie
Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do
Baham. Kiedy tamtędy przelatywał, ujrzał, że było tam spokojnie. ~*Przynajmniej
nie pusto.*~ Chłopak trochę się ucieszył, gdyż nie było tam tak pusto
jak wcześniej. Po chwili zaś doleciał do Andros i wylądował. Kiedy helikopter stał,
Grzegorz odpiął pasy ~*Gdzie jest przecinek?*~ i wstał z
siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej
klapy i wyjął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wyszedł z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, chłopak ruszył w
drogę ku środkowi Andros. Po parunastu minutach znalazł się tam. Gdy tam był,
ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt i już chciał uruchomić maszynę, gdy w
tym momencie poczuł, że ktoś kładzie mu głowę na ramieniu. Takie rzeczy robiła
tylko Andromeda. ~*Ta, bo ona jedna robi takie cuś. . .*~ Grzegorz
od razu się odwrócił. Gdy to zrobił, ujrzał...Andromedę.
- Andromeda? Co ty tu robisz? Nie powinnaś na mnie
czekać w domu?
- A no powinnam, ale Daniel poczuł się senny, gdyż
cały czas prowadził helikopter no i zatrzymaliśmy się tu. A ja, jako iż nie
miałam co robić, wyszłam na zewnątrz i po chwili cię zobaczyłam. –
Odpowiedziała Andromeda.
- A tak w ogóle, to jak tam ci się żyje? – Spytał
Grzegorz.
- Dobrze. A tobie? – Spytała dziewczyna.
- Też dobrze. – Odpowiedział chłopak.
|Rozmowa godna Facebooka.|
Potem pogadali sobie jeszcze trochę, po czym
Andromeda musiała iść.
Tymczasem, Grzegorz nacisnął odpowiedni przycisk na
swojej maszynie i odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili zaś dało się
słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
Po wybuchu, Grzegorz wziął swój sprzęt i ruszył w
drogę powrotną. W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to
zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po
chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 37 - Kalifornia,
Los Angeles, środek Disneylandu."
„Ktoś tu nienawidzi Disneylandu..." – Pomyślał
Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili jednak, gdy wszedł do helikoptera, zajął
się tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Los Angeles...
|Powie mi ktoś, dlaczego to opko jest takie
chujowe?|
~*Bo kiedyś pisałam je na siłę. Serio.*~
|
............................................________
....................................,.-'"...................''~.,
.............................,.-"..................................."-.,
.........................,/...............................................":,
.....................,?......................................................,
.................../...........................................................,}
................./......................................................,:'^'..}
.............../...................................................,:"........./
..............?.....__.........................................:'.........../
............./__.(....."~-,_..............................,:'........../
.........../(_...."~,_........"~,_....................,:'........_/
..........{.._$;_......"=,_......."-,_.......,.-~-,},.~";/....}
...........((.....*~_......."=-._......";,,./'..../"............../
...,,,___.'~,......"~.,....................'.....}............../
............(....'=-,,.......'........................(......;_,,-"
............/.'~,......'-...................................../
.............'~.*-,.....................................|,./.....,__
,,_..........}.>-._...................................|..............'=~-,
.....'=~-,__......',.................................
...................'=~-,,.,...............................
................................':,,...........................'..............__
.....................................'=-,...................,%'>--==''
........................................_..........._,-%.......'
...................................,
|
________________________________________________
Rozdział XXXVII – Odepchnięcie
Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do
Los Angeles. Kiedy tamtędy przelatywał, ujrzał, że jest tam całkowicie pusto. ~*Standard*~ Chłopak
trochę zirytował się tym, gdyż nie lubił ciągłych pustkowi. |Miło
wiedzieć, że ktoś nadaje na tych samych falach, co my.| Po chwili
jednak dolatywał do Disneylandu i musiał wylądować. Gdy zaś wylądował, odpiął
pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł
do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt i wyszedł z
helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, chłopak podszedł do
wejścia do Disneylandu. Niestety, było ono zamknięte. Zaczął on więc szukać
jakieś niedomkniętej szpary. Po chwili poszukiwań znalazł takową. ~*Która
pojawiła się znikąd.*~ Jako, iż była dość wąska, podejrzewał on, że
nie uda mu się przecisnąć do środka. Mimo wszystko spróbował on się tam dostać.
Po paru minutach, |"|o dziwo|"|, udało mu się to.
Po wejściu do środka, ruszył on w odpowiednim kierunku.
Parę minut później, Grzegorz dostał się do środka
Disneylandu. Po znalezieniu się tam, ustawił on swój sprzęt i nacisnął
odpowiedni przycisk. Niestety, ~*"*~przypadkowo~*"*~ nacisnął
również przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie maszyny. Po
ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu i odepchnął w tył
Grzegorza, który nie zdążył uciec. Po chwili chłopak uderzył bardzo mocno w
jakąś rzecz |Która pojawiła się od tak.|, przez co zemdlał...
Godzinę później, gdy Grzegorz obudził się, poczuł,
że boli go głowa. Nie zdziwił się on tym, gdyż przecież to właśnie w głowę się
uderzył. ~*Oczywistość tego opka mnie przeraża.*~ Mimo bólu,
wstał on z ziemi, wziął swoją maszynę i ruszył w drogę powrotną.
W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył
go. |Mimo iż napierdalał go łeb.| Kiedy to zrobił, uruchomił
przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 38 - Hawaje,
wejście do Parku Narodowego Wulkany Hawai'i."
„Co oni mają z tymi wejściami?" – Pomyślał
Grzegorz po przeczytaniu tego. |Brak oryginalności i tyle.|
Po chwili jednak, gdy wszedł on do helikoptera,
zajął się tym czym zwykle, po czym ruszył w drogę ku Hawajom...
________________________________________________
Rozdział XXXVIII – Na Hawajach.
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał
do Hawai, ujrzał, ~*Wkurwia mnie ten przecinek w tym miejscu.*~ |Mnie
też tak trochę.| że w chwili gdy on tam był, była noc. |ŁO
JEZU! ODMIANA! OOOOOOOOOOOO.OOOOOOOOOOOOOOOO| ~*Jaki zaciesz.
xD*~ Chłopak odetchnął z ulgą, gdyż wiedział, że nikt nie
przybiegnie |KURWA!| na miejsce wybuchu. Po chwili jednak
musiał on lądować. Gdy zaś wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to
zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął
z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wyszedł z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, jako iż był blisko Parku
Narodowego Wulkany Hawai'i, podszedł tylko do wejścia i ustawił tam swój
sprzęt. Gdy to zrobił, nacisnął odpowiedni przycisk, po czym odbiegł na
bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
Po wybuchu, Grzegorz zebrał swój sprzęt i już chciał
odejść, gdy w tym momencie usłyszał czyjeś kroki. Po chwili dało się zobaczyć
jakąś kobietę. ~*Ła. Nareszcie ktoś inny.*~ Po chwili zapytała
ona:
- Co tu się stało?
- A nic nic. Po prostu jakiś nastolatek bawił się
petardami i do tego doszło. – Skłamał Grzegorz. |Seeerio? Kto by
uwierzył w coś takiego?|
- Ważne, że nikomu nic się nie stało. – Powiedziała
kobieta.
Po tej rozmowie oboje rozeszli się w swoje strony.
~*Ta sytuacja była tak nierealistyczna, że aż tynk
odpadł z szoku.*~
W czasie drogi, Grzegorz wyjął swój telefon i
włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 39 - Środek Jan
Mayenu."
„Nie ma to jak Miejsce Przeznaczenia na wyspie
wulkanicznej." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |"Nie
ma to jak szpanowanie swoją wiedzą z Google." - Pomyślał Slade.|
Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, zajął się
tym czym zwykle |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*. . .*~, po czym
ruszył do Jan Mayenu...
________________________________________________
Rozdział XXXIX – Kolejne spotkanie
z wrogami.
~*W końcu coś się zadzieje. Jaaaj!*~
Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do
Jan Mayenu. Grzegorz ujrzał, że było tam pusto |Akurat w tym wypadku to
nie jest dziwne.|. Akurat tym się nie zdziwił, gdyż czego można się
spodziewać po wyspie wulkanicznej. Po chwili jednak, musiał lądować. Gdy zaś
wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny
pilota i podszedł do odpowiedniej klapy i wyjął z niej swój sprzęt, po czym
wyszedł z helikoptera. |Ramoninthuś, kiepsko szło ci przedłużanie
rozdziałów.| ~*Wiem, ale jak wspominałam, ja to opko pisałam
na siłę, byle by było. ;__;*~
Gdy był na zewnątrz, ruszył w odpowiednim kierunku.
Po paru minutach, znalazł się na środku wyspy. Kiedy się tam znalazł, ustawił w
odpowiednim miejscu swój sprzęt i już chciał go uruchomić, gdy w tym momencie
usłyszał za sobą kroki. |Tap tap skurwysyny.| Naturalnie
odwrócił się on. Gdy to zrobił, ujrzał...swoich wrogów. ~*DAM DAM
DAAAM!*~
- Eh...No dajcie mi wreszcie spokój... - Powiedział
Grzegorz z irytacją w głosie.
- Nie. No, chyba, że dasz się wykończyć. –
Powiedział Patryk.
- O, wreszcie się ogarnął. – Rzekł Grzegorz.
- No...Wiesz ile to trzeba się było nasłuchać
narzekania na cały świat codziennie rano? |Tristitia gdy ma okres?| –
Powiedział Mateusz.
- Przymkniecie się wreszcie? |Ramoninth The
Terminator?| – Spytał Patryk.
- Ale to mu zostało. – Powiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie zaczęła się walka. Na początku
wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie popełnili oni swój
najgorszy błąd. ~*Ile w tym opku było i będzie najgorszych błędów?
;-;*~ Pchnęli oni Grzegorza w kierunku przycisku uruchamiającego
jego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
- Haha, dzięki za pomoc. – Powiedział Grzegorz.
- Jeszcze się policzymy!! ~*Kto tak gada?*~ –
Krzyknął Patryk, po czym wraz z Mateuszem odszedł.
Tymczasem, Grzegorz zebrał swój sprzęt i również
ruszył w drogę powrotną. W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go.
Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią
stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 40 - Polska,
Kraków ~*Uważaj, bo smog cię zajebie!*~, środek Rynku Głównego w
Krakowie."
„Jakaś odmiana przynajmniej..." – Pomyślał
Grzegorz po przeczytaniu tego.
Pochwili zaś, gdy wszedł on do helikoptera, zrobił
to co zwykle |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*Slade, ogarnij się. ;_;*~ |:D|, po czym ruszył
wkierunku Krakowa...
________________________________________________
Rozdział XL – Spotkanie
~*Kurwa, kolejne? ;-;*~
Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do
Polski. Kiedy dolatywał do Krakowa, ujrzał ~*Smog*~ tam
zupełne pustki ~*Aaa...Czyli standard.*~. Zdziwił
się tym, gdyż przecież Kraków nie jest opuszczony.
|
|
Pomyślał jednak, że po prostu szykuje się kolejna
przygoda i dlatego. Po chwili jednak musiał lądować. Gdy wylądował na Rynku
Głównym w Krakowie, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z
kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój
sprzęt, a następnie wyszedł z helikoptera.
Gdy znalazł się na zewnątrz, poczuł, że ktoś go
obserwuje. |Standard| Chłopak natychmiast się odwrócił. Nie
zauważył on jednak nikogo za sobą. Wzruszył więc ramionami ~*Sami
ignoranci są w tym świecie opek.*~ i ruszył w odpowiednim kierunku. Po
paru minutach, gdy doszedł już do środka, ustawił tam swój sprzęt i już chciał
nacisnąć odpowiedni przycisk, gdy w tym momencie poczuł, że ktoś przystawia mu
pistolet do głowy. |To pewnie byłem ja.| Chłopak przestraszył
się nie na żarty. Od razu się odwrócił, aby sprawdzić, kto go chce zabić. Gdy
zaś się odwrócił, ujrzał...Dawida. |Nie zgadłem.|
- Mogłem się tego spodziewać... ~*Ale się
nie domyśliłeś. Przykro mi.*~ Co ty znów ode mnie chcesz?- Powiedział
po chwili Grzegorz.
- Zgadnij. – Powiedział Dawid. ~*:**~
- Psychol. – Powiedział Grzegorz.
- Nie zaczynaj znowu... - Powiedział Dawid.
Po tej rozmowie, Dawid chciał zastrzelić Grzegorza,
jednak ten był zwinniejszy od niego. |Matriksowe moce reaktywacja.| Po
godzinie, Dawidowi skończyła się cała amunicja do pistoletu. ~*To ile
on jej miał? :O*~ Grzegorz, widząc to, powiedział ze słyszalną kpiną w
głosie:
- Oh, naszemu Dawidkowi skończyła się amunicja...Nie
będzie już mógł zabijać...Jaka szkoda...Stracił swój sens życia...Haha... |Przedszkole.
Po prostu przedszkole. Nie, chwila. To bardziej żłobek.|
W tym momencie dało się zauważyć, że Dawid ~*:**~ trząsł
się ze złości. Po chwili schował on swój pistolet i skoczył na Grzegorza. W tym
momencie zaczęła się walka wręcz. Na początku wygrywał Dawid ~*:**~,
jednak w pewnym momencie walki wygrał Grzegorz. Pchnął on Dawida ~*:**~ na
przycisk uruchamiający maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził
½ terenu.
- Jeszcze się policzymy!!! – Krzyknął Dawid ~*:**~ po
czym odszedł.
Grzegorz również zebrał się do drogi powrotnej.
Zebrał on swój sprzęt, po czym ruszył. W czasie drogi, wyjął on swój telefon i
włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 41 - Mali,
Bamako, wejście do National Museum of Mali."
„Co oni mają z tymi wejściami?" – Pomyślał
Grzegorz po przeczytaniu tego. |Oryginalność płacze w kącie, więc wiesz
Grzegorz...|
Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, zajął się
tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Bamako...
________________________________________________
Rozdział XLI – Uderzenie
~*Czy ja nie miałam żadnych oryginalnych pomysłów na
akcję? ;-;*~
|Z tego wniosek, że nie.|
Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do
Bamako. Kiedy tamtędy przelatywał, ujrzał, że była tam noc. ~*To teraz
nocą spamowałam?*~ Chłopak odetchnął z ulgą, gdyż wiedział, że nikt
nie przybiegnie na miejsce wybuchu. Po chwili zaś musiał lądować. Gdy
wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny
pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt. Gdy
to zrobił, wyszedł z helikoptera.
Gdy zaś był na zewnątrz, podszedł do wejścia do
Mali, National Museum of Mali
|
|
i ustawił tam swój sprzęt. Kiedy to zrobił, nacisnął
odpowiedni przycisk. Niestety, |"|przypadkowo|"| nacisnął
również przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe włączenie maszyny. Po ułamku
sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Na dodatek, odlatujące
drzwi uderzyły bardzo mocno Grzegorza, przez co ten osunął się nieprzytomny na
ziemię... ~*Kurwa, tyle tutaj omdleń co w "Jane The
Killer". . .*~
Godzinę później, gdy Grzegorz się obudził, poczuł,
że boli go głowa. Nie zdziwił się tym, gdyż pamiętał, że został uderzony w
głowę. |Za dużo tu Captain Obvious namieszał.| Mimo bólu,
wstał on z ziemi, wziął swój sprzęt i ruszył w drogę powrotną.
W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go.
Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią
stronę. Po chwili zaś ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 42 - Sahara
Zachodnia, koniec Al-Ujun."
„Jeszcze brakuje, żeby 43 Miejsce Przeznaczenia było
na środku Trójkąta Bermudzkiego..." ~*Tak chyba jest.*~ –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, zajął się
tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Sahary Zachodniej...
________________________________________________
Rozdział XLII – Miłe spotkanie.
~*Czyli spotkanie z (G)Andzią.*~
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał
do Al-Ujun, ujrzał, że było tam spokojnie. ~*Przynajmniej nie ma tam
kompletnych pustkowi.*~ Chłopak trochę ucieszył się tym, gdyż nie było
tam tak pusto jak zwykle. Jednak, po chwili musiał lądować. Gdy zaś wylądował,
odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i
podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swoją maszynę. Po
zrobieniu tego wyszedł z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszył w odpowiednim
kierunku. Po parunastu minutach, znalazł się on na końcu Al-Ujun. Po
znalezieniu się tam, ustawił swój sprzęt i już chciał nacisnąć odpowiedni
przycisk, gdy w tym momencie poczuł, że ktoś kładzie mu głowę na
ramieniu. |To pewnie Rivienna.| Takie rzeczy robiła tylko
Andromeda. |Nie trafiłem.| Grzegorz od razu odwrócił się.
Kiedy to zrobił, ujrzał...Andromedę.
- Andromeda? Nie powinnaś na mnie czekać w domu? –
Spytał zdziwiony Grzegorz.
- No powinnam, ale wraz z Danielem postanowiliśmy
sprawdzić, gdzie dolecimy lecąc inną trasą no i dolecieliśmy tu. Oczywiście
wylądowaliśmy, aby odpocząć, a ja, jako iż mi się nudziło, wyszłam na zewnątrz,
no i po chwili przechadzki ujrzałam ciebie. – Odpowiedziała Andromeda.
- Eh...Co to z was będzie...No, ale nic tam. W ogóle
jak ci się żyje? – Spytał Grzegorz.
~*- Chujowo. - Odpowiedziała (G)Andzia i zabiła
Grzegorza.*~
- A no nawet dobrze. A tobie? – Spytała Andromeda.
- Też dobrze. – Odpowiedział Grzegorz.
|Ach, te Facebookowe rozmowy...|
Później porozmawiali jeszcze trochę, po czym
Andromeda musiała iść. Po jej odejściu, Grzegorz nacisnął odpowiedni przycisk
na swojej maszynie, po czym odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się
słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
Po wybuchu, Grzegorz zebrał swój sprzęt i ruszył w
drogę powrotną. W czasie drogi wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to
zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po
chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 43 - Środek
Trójkąta Bermudzkiego." ~*Ha! Miałam rację!*~
„Wykrakałem..." – Pomyślał Grzegorz po
przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, doszedł |( ͡° ͜ʖ ͡° )| ~*ᗒ ͟ʖᗕ*~ on do
helikoptera. Kiedy do niego wszedł, zrobił to co zwykle, po czym ruszył w
kierunku Trójkąta Bermudzkiego...
________________________________________________
Rozdział XLIII – Niszczenie i
wypadek.
~*Czyli standard przy Trójkącie Bermudzkim.*~
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał do
Trójkąta Bermudzkiego, włączył autopilota, odpiął pasy i wstał z siedzenia.
Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po
czym wyciągnął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego, zszedł pod pokład.
Gdy tam był, odczepił drabinki od uchwytów i
przyczepił do uchwytów swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wrócił na pokład i udał
się do kabiny pilota. Po znalezieniu się tam, za pomocą odpowiedniej dźwigni
nacelował sprzętem na środek Trójkąta Bermudzkiego i ustawił maksymalną moc
maszyny, po czym za pomocą odpowiedniego przycisku wycelował. Po chwili dało
się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu pod wodą. Na dodatek z wody zrobił się
słup, który wzbił się w powietrze a następnie opadł.
~*Ta akcja była taka zajebista, że aż *ziew* tryskam
entuzjazmem... *ziew**~
Po wysadzeniu Miejsca, Grzegorz wyszedł z kabiny
pilota i ponownie poszedł pod pokład. Kiedy tam był, odczepił swój sprzęt od
uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Kiedy to zrobił, wyjął swój telefon i
włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 44 - Portugalia,
Lizbona, szczyt Uniwersytetu Lizbońskiego. ~*Znowu uniwersytet?*~"
„Co oni mają z tymi uniwersytetami?" – Pomyślał
Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili jednak wrócił na pokład i odłożył do
odpowiedniej klapy swój sprzęt. Kiedy to zrobił, wrócił do kabiny pilota,
usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Gdy to zrobił, wyłączył autopilota i ruszył
w kierunku Lizbony...
Niestety, w czasie drogi przez Trójkąt Bermudzki,
zerwała się mocna wichura oraz burza. |Standard| Po chwili, jeden z piorunów
trafił w helikopter Grzegorza, przez co zaczął on spadać w dół. Po chwili,
helikopter uderzył bardzo mocno w jakąś wysepkę. ~*Która pojawiła się
od tak, z dupy.*~ Od mocnego uderzenia, Grzegorz stracił
przytomność...
Godzinę później, gdy chłopak się obudził, ujrzał, że
leżał we wraku helikoptera. Oczywiście od razu spróbował on się z niego
wydostać. Po paru minutach, udało mu się to. Gdy już wyszedł z wraku, ujrzał,
że był na jakieś wysepce. |Co ty nie powiesz...| Postanowił on
naprawić helikopter, aby dolecieć do Portugalii...
Kolejną godzinę później, Grzegorz skończył naprawiać
helikopter ~*Speedruner nam tutaj rośnie.*~ oraz wlał do niego
paliwo. |Skąd on je wytrzasnął? Nigdzie wcześniej nie było wspomniane,
że owe zabrał na zapas.| Kiedy to zrobił, wszedł do środka, a po
chwili udał się w dalszą drogę do Portugalii...
________________________________________________
Rozdział XLIV – Jeszcze jedno
spotkanie z wrogami.
~*Szczerze powiedziawszy, te rozdziały są chyba
najciekawsze z całego tego bagna.*~
|Ty, rzeczywiście.|
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał
do Lizbony, Grzegorz ujrzał, że było tam całkowicie pusto. ~*No do
cholery, znowu?*~ Trochę zaniepokoił się tym, gdyż zwykle nie znaczyło
to nic dobrego. Po chwili jednak musiał lądować. Gdy wylądował, odpiął pasy i
wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota, podszedł do
odpowiedniej klapy i wyjął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego wyszedł z
helikoptera.
Gdy zaś znalazł się na zewnątrz, ruszył w kierunku
uniwersytetu. Gdy do niego wszedł, ujrzał, że tam również było pusto. |Ciekawe
dlaczego...| Ruszył on więc na poszukiwania wejścia na dach. Po paru
minutach znalazł takowe. Od razu wszedł on na szczyt. ~*Znowu te jebane
zdania pojedyncze. Jak ja ich nienawidzę.*~ Po znalezieniu się tam,
ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt, po czym już chciał nacisnąć
odpowiedni przycisk, jednak usłyszał kroki. Od razu odwrócił się on. Gdy to
zrobił, ujrzał...swoich wrogów.
- Czy wy dacie mi kiedyś święty spokój? – Spytał
Grzegorz z irytacją w głosie.
- Jak cię wykończymy, to możemy o tym pogadać. –
Odpowiedział Patryk.
- Było powiedzieć, że nigdy. – Rzekł Grzegorz. |Jaki
on skromny...|
Po tej rozmowie standardowo zaczęła się walka. Na
początku wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie wygrał ~*Gary
Stu*~ Grzegorz. ~*Zgadłam*~ Pchnął on Patryka w
kierunku przycisku uruchamiającego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk,
który wysadził ½ terenu. Całej trójce udało się utrzymać na dachu. |No
oczywiście, bo inaczej byłoby choć trochę ciekawiej.| Po chwili zaś,
Mateusz krzyknął:
- Co ty zrobiłeś?! ~*Ślepy on jest, czy
co?*~
- Jak widzisz, wykorzystałem walkę z wami do
zniszczenia Miejsca. – Odpowiedział Grzegorz.
- Jeszcze się policzymy!! – Krzyknął Patryk.
Po tej rozmowie, cała trójka rozeszła się w swoje
strony...
|To była taka zajebista akcja, że aż prawie umarłem
od tych emocji. -.-|
W czasie drogi, Grzegorz wyjął swój telefon i
włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 45 - Morze
Północne, środek Wyspy Fryzyjskiej."
„Co oni mają do tych wysp?" – Pomyślał Grzegorz
po przeczytaniu tego. ~*Wiesz, Grzegorz. Wyspy to już niepomijalna
klisza.*~
Po chwili jednak wszedł do helikoptera. Gdy tam był,
zajął się tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Morza Północnego...
________________________________________________
Rozdział XLV – Spotkanie z
bratem |Krwiakiem|.
Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do
Wyspy Fryzyjskiej. Przelatując tamtędy ujrzał, że na wyspie panują
pustki. ~*KURWA!!!*~ Chłopak trochę się tym zirytował, gdyż
denerwowało go coś takiego. ~*Piona, Grzegorz.*~ Po chwili
jednak musiał lądować. Gdy wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po
zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i wziął swój sprzęt. Gdy to zrobił,
wyszedł z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszył on w kierunku
środka wyspy. Paręnaście minut później znalazł się w odpowiednim miejscu. Gdy
tam był, ustawił swój sprzęt i już chciał go uruchomić, gdy w tym momencie
poczuł, że ktoś przystawia mu pistolet do głowy. |To pewnie byłem
ja.| Grzegorz przestraszył się nie na żarty. Od razu odwrócił się, aby
sprawdzić, kto go chce zabić. Gdy już się odwrócił, ujrzał...Dawida. ~*:**~
- No chłopie, weź daj mi spokój... - Powiedział po
chwili Dawid |O, pomylone imiona!| z irytacją w głosie.
- Nie, bo nie dajesz się zabić. – Rzekł Dawid.
- Psychol, wariat, sadysta... - Powiedział Grzegorz.
- Z ciebie jest. – Dokończył Dawid. ~*UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!
Ale mu pociiisnął!!!*~
- Weź mnie nie irytuj... - Powiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie, Dawid chciał zastrzelić Grzegorza,
jednak ten był zwinniejszy od niego. |Standardowo, matriksowe moce
wchodzą do gry.| W pewnym momencie, Dawid przypadkowo strzelił w
przycisk uruchamiający maszynę Grzegorza. Po chwili dało się słyszeć huk, który
wysadził ½ terenu.
- Haha, dzięki za pomoc. – Powiedział Grzegorz.
- Jeszcze się policzymy!!! – Krzyknął Dawid po czym
odszedł.
Grzegorz również zebrał się w drogę. Wziął on swój
sprzęt, po czym ruszył.
W czasie drogi wyjął on swój telefon i włączył go.
Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią
stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 46 - Kanada,
Ottawa, środek Kanału Rideau."
„Really? ~*Jeszcze jedno "Really" i
ktoś dostanie wpierdol.*~ Nie mają ambitniejszych pomysłów? |Jak
widać, nie.|" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili, gdy doszedł do helikoptera, zajął się tym
czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Ottawy...
________________________________________________
Rozdział XLVI – Niszczenie Kanału
Rideau.
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał do
Ottawy i gdy był nad Kanałem Rideau, włączył autopilota, odpiął pasy i wstał z
siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do
odpowiedniej klapy, po czym wyciągnął z niej swój sprzęt i zszedł pod pokład.
Gdy tam był, podszedł do drabinek i odczepił je od
uchwytów. Gdy to zrobił, położył je obok. Po zrobieniu tego, do uchwytów
przyczepił swój sprzęt i wrócił na pokład. Gdy tam był, poszedł do kabiny
pilota i za pomocą odpowiedniej dźwigni ustawił swój sprzęt, po czym
ustawił ~*Wkurwiają mnie te powtórzenia.*~ jego odpowiednią
moc. Gdy to zrobił, za pomocą odpowiedniego przycisku wycelował. Po chwili dało
się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Na dodatek, z wody która była w
kanale, zrobił się słup i wzbił się w powietrze.
|Cholera, to się już robi nudne...|
Po wysadzeniu kolejnego Miejsca Przeznaczenia,
Grzegorz wyszedł z kabiny pilota i poszedł pod pokład. Gdy tam był, odczepił
swój sprzęt od uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Kiedy to zrobił, wyjął
swój telefon i włączył go. Po zrobieniu tego, uruchomił przeglądarkę
internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 47 - Dominikana,
Santo Domingo, szczyt Universidad del Caribe."
„Powie mi ktoś, co oni mają z tymi
uniwersytetami?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. ~*Wydaje
mnie się, że nie miałam pomysłów na miejsca.*~
Po sprawdzeniu tego, wrócił na pokład i odłożył do
odpowiedniej klapy swój sprzęt.Gdy to zrobił, poszedł do kabiny pilota, usiadł
na siedzeniu i zapiął pasy. Po chwili zaś ruszył w kierunku Santo Domingo...
~*Zauważyłeś, że akcja w każdym rozdziale jest na
początku i na końcu praktycznie taka sama?*~
|Tak i wkurwia mnie to. Nic się praktycznie nie
dzieje.|
________________________________________________
Rozdział XLVII – Upadek ze
szczytu.
~*I na dodatek przygody są powtarzalne do bólu.*~
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał
do Santo Domingo, ujrzał, że było tam dość pusto. ~*No do cholery,
czemu prawie wszędzie musi być pusto?*~ Trochę zaniepokoił się tym,
gdyż zwykle znaczyło to jakąś niebezpieczną przygodę. Po chwili jednak, musiał
lądować. Gdy już wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego,
wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyciągnął z
niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wyszedł z helikoptera.
Gdy zaś był na zewnątrz, ruszył w kierunku
uniwersytetu. Po wejściu do niego, ku jego szczęściu, ujrzał, że tam również
jest pusto. |No ciekawe czemu...| Ruszył on więc na
poszukiwania wejścia na dach. Po paru minutach, znalazł takowe. Wszedł on więc
na dach i gdy się tam znalazł, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt. Po
zrobieniu tego, nacisnął odpowiedni przycisk i jako, że nie miał gdzie uciec,
musiał czekać... ~*Jakby nie mógł zniszczyć tego miejsca ze swojego
helikoptera...*~
Po chwili zaś dało się słyszeć huk, który wysadził ½
terenu. Na dodatek, Grzegorz, jako iż nie miał już gdzie stać, spadł w dół. Na
szczęście w locie obrócił się na nogi. Po chwili, gdy spadł, o dziwo nie
połamał sobie nóg, jedynie go bolały. |To jest tak
hipernierealistyczne, że aż mnie głowa boli.| Mimo bólu, wziął on swój
sprzęt który akurat spadł i ruszył w kierunku powrotnym.
W czasie drogi wyjął on swój telefon i włączył go.
Po zrobieniu tego, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią
stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 48 - Początek
Nowej Fundlandii."
„CO ONI MAJĄ DO TYCH WYSP?!" – Pomyślał
Grzegorz po przeczytaniu tego. ~*Ja wiem. Po prostu na niej łatwiej
opisać akcję.*~
Po chwili jednak doszedł on do helikoptera. Gdy tam
wszedł, zrobił to co zwykle,po czym ruszył w kierunku Nowej Fundlandii...
________________________________________________
Rozdział XLVIII – Ponowne
spotkanie.
~*To mnie naprawdę zaczyna już nudzić.*~
|Nie dziwię się tobie.|
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał
do Nowej Fundlandii, ujrzał, że było tam spokojnie. ~*Kurwa, nareszcie
jakaś odmiana.*~
„Ważne, że nie pusto." – Pomyślał po zobaczeniu
tego.
Po chwili jednak musiał lądować. Gdy zaś wylądował,
odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i
podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu
tego wyszedł z helikoptera.
Gdy zaś znalazł się na zewnątrz, ujrzał, że
jest |Do cholery, znowu ta pierdolona zmiana czasu?| niedaleko
początku Nowej Fundlandii. Poszedł on więc w odpowiednie miejsce, po czym ustawił
swój sprzęt. Gdy to zrobił, już chciał nacisnąć przycisk uruchamiający maszynę,
jednak w tym momencie poczuł, że ktoś kładzie mu głowę na ramieniu. Takie
rzeczy robiła tylko Andromeda. ~*Jezu, znowu ta idiotka...*~ Chłopak
od razu odwrócił się. Gdy to zrobił, ujrzał...Andromedę.
- Andromeda? Co ty znów tu robisz? Nie powinnaś być
w domu?
- A no powinnam, ale dalej lecimy inną trasą no i
dolecieliśmy aż tutaj. Naturalnie wylądowaliśmy, a ja, jako iż nie miałam nic
do roboty, wyszłam na zewnątrz i po paru krokach ujrzałam ciebie. –
Odpowiedziała Andromeda.
- Ty lepiej leć już do domu, bo to jest 48 Miejsce
Przeznaczenia. Jeszcze parę Miejsc i ja też wracam. – Rzekł Grzegorz. |Już
niedługo, już niedługo, już niedługo...Wytrzymam...|
- No w sumie racja. – Powiedziała Andromeda.
Po chwili, pogadali jeszcze trochę, po czym
Andromeda musiała iść. Gdy odeszła, Grzegorz nacisnął odpowiedni przycisk na
swojej maszynie, po czym odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się
słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
Po wybuchu, Grzegorz zebrał swoją maszynę i ruszył w
drogę powrotną. Gdy tak szedł, wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to
zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po
chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 49 - Cypr, szczyt
Meczetu ~*Islamiści będą wkurwieni.*~ Selimiye w
Nikozji."
„Dali by już spokój z tymi szczytami..." –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, gdy doszedł do helikoptera, zrobił to
co zwykle, po czym ruszył w kierunku Cypru...
|To jest tak denne, że już nawet Lenny Face nie chce
mnie się wstawiać.|
________________________________________________
Rozdział XLIX – Następne spotkanie
z wrogami.
~*O, chociaż trochę ciekawiej będzie.*~
|Ciekawiej na swój sposób.|
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał
do Cypru, usłyszał dźwięk swojego telefonu. Od razu sprawdził, kto do niego
dzwonił. Okazało się, że dzwoniła do niego Andromeda. Chłopak od razu odebrał
telefon i spytał:
- Tak Andromedo? Coś się stało?
- Nie, nic się nie stało. Chciałam po prostu
pogadać, bo mi się nudzi. – Odpowiedziała Andromeda. ~*Ja i Slade
dobrze rozumiemy twój ból.*~
- A, no to spoko. W ogóle to co teraz robisz? –
Spytał Grzegorz.
- A nic. Lecę w kierunku naszego domu. – Odpowiedziała
dziewczyna.
- Ta, a potem okaże się, że przelecieliście całą
ziemię w ciągu 2 godzin. – Powiedział chłopak.
- Nie, teraz już naprawdę lecę w kierunku naszego
domu. A co ty teraz robisz? – Spytała Andromeda.
- Lecę w kierunku 49 Miejsca Przeznaczenia. – Odpowiedział
Grzegorz.
- A gdzie ono jest? – Spytała dziewczyna. |W
Zadupiu Górnym.|
- Na Cyprze, na szczycie Meczetu Selimiye w Nikozji.
– Odpowiedział chłopak. |Byłem blisko.|
- Co oni mają z tymi szczytami? – Zapytała
Andromeda.
- No właśnie nie wiem. Ale dobra, ja już muszę
kończyć. – Powiedział Grzegorz.
- No, ja też już muszę. – Rzekła Andromeda.
~*Denerwuje mnie to ciągłe powtarzanie ich imion.
Każdy przecież wie, kto z kim rozmawia.*~
Po tej rozmowie połączenie zakończyło się. Kiedy
Grzegorz schował telefon, ujrzał, że musi |NO KURWA!!!| już
lądować. Po wylądowaniu zaś, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił,
wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej
swój sprzęt, a następnie wyszedł z helikoptera.
Gdy zaś był na zewnątrz, ujrzał, że w Nikozji było
strasznie pusto. ~*No do cholery! To już się serio robi nudne!*~ Chłopak
pomyślał, że po prostu czeka |Znowu ta jebana zmiana czasu.| go
kolejna walka z wrogami. Mimo wszystko ruszył on na poszukiwania wejścia na
szczyt meczetu. Po paru minutach poszukiwania, znalazł takowe. Po wejściu na
szczyt, ustawił w odpowiednim miejscu swoje urządzenie i już chciał je włączyć,
gdy usłyszał kroki. Od razu odwrócił się on. Kiedy to zrobił, ujrzał...swoich
wrogów.
- DAJCIE MI WRESZCIE SPOKÓJ! – Krzyknął Grzegorz.
- Nie. Chyba, że dasz się wykończyć. – Powiedział
Patryk.
- No czyli wychodzi na to, że jeśli chcę mieć
spokój, muszę was wykończyć. – Rzekł Grzegorz.
Po tej rozmowie zaczęła się walka. Na początku
wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie wygrał Grzegorz. ~*Bo
któż inny mógłby wygrać?*~ Pchnął on Patryka w kierunku przycisku
uruchamiającego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½
terenu. Po chwili zaś Mateusz krzyknął:
- Co ty zrobiłeś?! |Wkurwia mnie to pytanie
retoryczne.|
- Ponownie wykorzystałem walkę z wami do zniszczenia
Miejsca Przeznaczenia. – Odpowiedział Grzegorz.
- To jeszcze nie koniec walki!! – Krzyknął Patryk.
W tym momencie ponownie zaczęła się walka. ~*Woah,
cóż za odmiana.*~ Tym razem jednak wygrali Patryk i Mateusz. Zepchnęli
oni Grzegorza z resztek dachu. Po chwili chłopak mocno uderzył w ziemię. Chciał
on się mimo wszystko podnieść, jednak nie mógł się ruszyć. Po chwili zaś ujrzał
nad sobą swoich wrogów. Po kolejnej chwili Patryk powiedział:
- Z nami nie wygrasz. Zapamiętaj to sobie. ~*Nie
byłabym tego taka pewna.*~
Po czym wraz z Mateuszem odszedł.
Tymczasem, Grzegorz po chwili zemdlał...
Godzinę później, gdy Grzegorz obudził się, poczuł,
że bardzo boli go głowa. Nie zdziwił się tym, gdyż przecież uderzył w
głowę. |Te oczywiste zdania też mnie denerwują.| Mimo bólu
wstał on z ziemi, podniósł swój sprzęt który leżał koło niego i ruszył w drogę
powrotną.
W czasie drogi wyjął on swój telefon i włączył go.
Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią
stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 50 – Równik" ~*Chociaż
raz jakaś odmiana.*~
„WTF?! Równik?! Czego to nie wymyślą." –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |Ciesz się, że wreszcie nie
jest to jakiś szczyt czy wyspa.|
Po chwili, gdy wszedł do helikoptera, zajął się tym,
czym zwykle, po czym ruszył w kierunku równika...
________________________________________________
Rozdział L – Spotkanie na równiku.
|Ile jeszcze tego pierdolenia?|
~*Jedenaście rozdziałów.*~
|*Rozpacza*|
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał
do równika, zaczął mieć przeczucia, że tym razem będzie skazany na spotkanie ze
swoim bratem. ~*Zapewne tak będzie, zważywszy na kolejność wydarzeń.*~ Zwykle
po spotkaniu z wrogami przychodziła kolej na spotkanie z bratem, więc chłopak
trochę się przestraszył, gdyż nigdy nie wiadomo co tym razem go spotka. |Wkurwia
mnie to mieszanie czasów.| Po chwili jednak musiał lądować. Po
wylądowaniu, odpiął on pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z
kabiny pilota i udał się do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój
sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, chłopak podszedł do
odpowiedniego miejsca i ustawił w nim swój sprzęt. Kiedy to zrobił, już chciał
nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś
przystawia ~*Znowu zmiana czasu...*~ mu pistolet do głowy.
Grzegorz przestraszył się nie na żarty. Od razu odwrócił się, aby sprawdzić kto
to chce go zabić. Kiedy już się odwrócił, ujrzał...swojego brata, Dawida. ~*:**~
- DAJ MI WRESZCIE SPOKÓJ!! – Krzyknął Grzegorz.
- Nie, bo nie dajesz się zabić. – Powiedział Dawid.
- Psychol się znalazł... - Rzekł Grzegorz.
- Nie zaczynaj... - Powiedział Dawid.
Po tej rozmowie, chciał on zastrzelić Grzegorza,
jednak ten był zwinniejszy od niego. |Ponownie matriksowe moce go nie
zawiodły.| Po godzinnej walce, Dawidowi skończyła się cała amunicja do
pistoletu. Grzegorz, widząc to, powiedział ze słyszalną kpiną w głosie:
- Oh, naszemu Dawidkowi skończyła się cała
amunicja...Jaka szkoda...Nie będzie już mógł zabijać...Tak mi
przykro...Haha... ~*I znowu przedszkole...*~
W tym momencie dało się zauważyć, że Dawid trząsł
się ze złości. Po chwili schował on swój pistolet i wyciągnął nóż. |WOOOW!
CO ZA ODMIANA!| Kiedy to zrobił, rzucił nożem w kierunku Grzegorza,
jednak temu udało się odskoczyć i nóż trafił w przycisk uruchamiający maszynę
Grzegorza. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
- HAHA! Ale fail! – Powiedział Grzegorz ze
śmiechem. ~*Ten Grzegorz to chyba jest gimbusem, co widać po tym
zdaniu.*~
- NIECH JA CIĘ KIEDYŚ DOPADNĘ, TO BĘDZIE PO TOBIE!!!
– Krzyknął Dawid ~*:**~, po czym wziął swój nóż i odszedł.
Tymczasem, Grzegorz wziął swoją maszynę i ruszył do
helikoptera. W czasie drogi wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to
zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po
chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 51 - Polska,
Warszawa, szczyt Pałacu Kultury i Nauki."
„SERIO?! Ja od razu stamtąd zlecę!" – Pomyślał
Grzegorz po przeczytaniu tego. |Oj tam zaraz, przeżywałeś tyle upadków z dachu,
że i ten przeżyjesz.|
Po chwili zaś, gdy doszedł |( ͡° ͜ʖ ͡°)| do
helikoptera, zrobił to co zwykle |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Slade,
co jest z tobą nie tak?*~ |Zboczony humor. :D|, po czym ruszył
w kierunku Warszawy...
________________________________________________
Rozdział LI – Upadek z Pałacu
Kultury i Nauki.
~*Ja pierdolę, to serio zaczyna być nudne.*~
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał
do Warszawy, ujrzał, że w chwili gdy on tam był, było pusto. |To serio
zaczyna być wnerwiające. Jak można napisać takie nudne gafno?| Chłopak
zdziwił się tym, gdyż przecież Warszawa nie jest opuszczona. ~*
*~
Po chwili rozmyślań, musiał jednak wylądować. Gdy
już wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z
kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy. Kiedy to zrobił, wyjął z niej
swój sprzęt, po czym wyszedł z helikoptera.
Gdy zaś był na zewnątrz, ruszył w kierunku Pałacu
Kultury i Nauki. Gdy tam wszedł, ku jego szczęściu, w środku również było
pusto. |No ciekawe dlaczego...| Chłopak zaczął więc szukać
wejścia na dach. Po chwili znalazł takowe. Gdy zaś wszedł na szczyt i spojrzał
w dół, aby sprawdzić jak wysoko jest, zaczął się bać, że zaraz spadnie. Jego
serce waliło jak młotem, a nogi trzęsły mu się i Grzegorz obawiał się, że zaraz
zleci w dół. ~*Co za pipa.*~ Mimo wszystko, postawił on
maszynę i przytrzymał ją, aby nie spadła, po czym nacisnął odpowiedni przycisk
i jako, że nie mógł nigdzie odbiec, musiał czekać. |Bo zniszczenie tego
miejsca z samolotu jest zadaniem niemożliwym do wykonania.|
Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził
½ terenu. Grzegorz, po wybuchu, jako iż nie miał gdzie stać, zleciał w dół. Na
szczęście udało mu się przewrócić na nogi. Po chwili, gdy spadł, o dziwo nie
połamał sobie nóg, jednak te trochę go bolały. ~*To jest tak
nierealistyczne, że aż nie mam słów na tę sytuację.*~ Mimo bólu,
chłopak wziął swoją maszynę, która za nim spadła i ruszył w drogę powrotną.
W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go.
Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią
stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 52 - Algieria,
Algier, szczyt Pomnika Chwały i Męczeństwa w Algierze."
„Ja nie mogę...Znów szczyt..." – Pomyślał
Grzegorz po przeczytaniu tego. |Też mnie to wkurza, więc nie jesteś
sam.|
Po chwili zaś, gdy doszedł do helikoptera, zrobił to
co zwykle, po czym ruszył w kierunku Algierii...
________________________________________________
Rozdział LII – Niszczenie z góry.
~*Czyżby przebłysk inteligencji?*~
Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do
Algiery. Gdy zaś dolatywał do Pomnika Chwały i Męczeństwa w Algierze, pomyślał:
„Nie, ja wolę nie ryzykować życiem. Zniszczę ten
pomnik tak jak niszczę morza czy oceany." |O, przebłysk
inteligencji...|
Po czym podleciał do pomnika i włączył autopilota.
Kiedy to zrobił, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z
kabiny pilota. Po wyjściu, podszedł do odpowiedniej klapy i wyjął z niej swój
sprzęt. Po zrobieniu tego zszedł pod pokład.
Po znalezieniu się tam, odczepił on drabinki od
uchwytów i przyczepił do uchwytów swój sprzęt. Po zrobieniu tego wrócił na
górę. Gdy tam był, udał się do kabiny pilota i za pomocą odpowiedniej dźwigni
nacelował na pomnik i ustawił maksymalną moc sprzętu. Po wykonaniu tego
nacisnął on odpowiedni przycisk. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził
½ terenu.
~*Czemu wszystko w tym opku musi być takie samo?*~
Po wysadzeniu Miejsca, Grzegorz wyszedł z kabiny
pilota i zszedł pod pokład. Gdy tam był, odczepił sprzęt od uchwytów i
przyczepił on do nich drabinki. Gdy to zrobił, wyjął swój telefon i włączył go.
Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią
stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 53 - Malediwy,
Male, wejście do Maldives College of Higher Education."
„Zaraz mnie szlag trafi. Znów uniwersytet?!" –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |A co my, czytelnicy i, w naszym
wypadku, analizatorzy mamy powiedzieć?|
Po chwili wziął on swój sprzęt i wrócił na pokład.
Gdytam był, odłożył swój sprzęt w odpowiednie miejsce i poszedł do kabiny
pilota.Kiedy tam był, usiadł na siedzeniu, zapiął pasy, wyłączył autopilota i
ruszył wkierunku Male...
________________________________________________
Rozdział LIII – Pod uniwersytetem.
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał
do Male, ujrzał, że było tam spokojnie. ~*Jakby było pusto, to bym się
osobiście wkurwiła.*~ Trochę ucieszyło go to, gdyż nie było znów tak
pusto. Po chwili jednak, musiał lądować. Gdy wylądował, odpiął pasy i wstał z
siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do
odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt i wyszedł z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, podszedł do Maldives
College of Higher Education. Kiedy tam doszedł, ustawił pod wejściem swoją
maszynę i ją uruchomił. Niestety, podczas uruchamiania |"|przypadkowo|"| nacisnął
również przycisk, który powodował natychmiastowe uruchomienie maszyny. Po
ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Niestety,
odepchnął on również Grzegorza w tył. Na szczęście, w czasie lotu, chłopakowi
udało się zatrzymać. Gdy już się zatrzymał, podszedł do swojej maszyny i wziął
ją. Gdy to zrobił, ruszył w drogę powrotną. ~*Ta akcja była tak
spektakularna...*~ Jednak, gdy tak szedł, usłyszał dźwięk swojego
telefonu. Jednak był to dźwięk SMS-a. Chłopak od razu wyjął telefon i włączył
go. Kiedy to zrobił, sprawdził od kogo był SMS. Okazało się, że był on od
Andromedy. Grzegorz od razu otworzył wiadomość. W treści było tylko:
„Grzegorz, no kiedy będziesz? Smutno mi tak samej
siedzieć. :-("
|Jakbym słyszał Tristitię, gdy wyjdę gdzieś na
więcej niż godzinę. ;D|
~*Bo ty jesteś taki fajny, że bez ciebie nie da się
żyć! :**~
|:3|
Grzegorz po przeczytaniu tego uśmiechnął się do
siebie, po czym odpisał. Jego odpowiedź wyglądała tak:
„Już niedługo. Jeszcze tylko parę Miejsc i będę.
;-)"
Po czym wysłał.
Po wysłaniu SMS-a, uruchomił on przeglądarkę
internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili zaś ujrzał napis: ~*A
tak w ogóle, bateria w telefonie mu jeszcze nie padła? Mocny jest ten
telefon.*~ |Ty, rzeczywiście.|
„Miejsce Przeznaczenia 54 - Arabia
Saudyjska,
|
|
Rijad,
koniec National Museum of Riyadh."
„W końcu jakaś odmiana." – Pomyślał Grzegorz po
przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, gdy wszedł on do helikoptera, zajął
siętym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Rijad...
________________________________________________
Rozdział LIV – Jeszcze jedno
spotkanie z wrogami.
~*O, chociaż trochę ciekawiej będzie.*~
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał do
Rijad, ujrzał, że w chwili gdy on tam był, było całkowicie pusto. |NO
KURWA MAĆ!!!| Chłopak zaniepokoił się tym trochę, gdyż zwykle znaczyło
to coś niezbyt przyjemnego. Po chwili jednak musiał on lądować. Po wylądowaniu
odpiął on pasy i wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego wyszedł z kabiny pilota i
podszedł do odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swój sprzęt, a następnie
wyszedł z helikoptera.
Gdy już by na zewnątrz, ruszył w kierunku muzeum. Po
chwili zaś wszedł do środka muzeum. Gdy już tam był, ujrzał, że tam również
było pusto. ~*No ciekawe czemu...*~ Chłopak ruszył więc do
końca muzeum. Po parunastu minutach, gdy znalazł się na miejscu, ustawił swój
sprzęt i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, gdy w tym momencie usłyszał
kroki. Naturalnie odwrócił się on. Kiedy to zrobił, ujrzał...swoich wrogów.
- DAJTA MI WRESZCIE SPOKÓJ!!! – Krzyknął Grzegorz.
- To daj się wykończyć. – Powiedział Patryk. |Nie
wystarcza wam to, że ja już jestem wykończony, a jest jeszcze siedem
rozdziałów?|
- Spadaj. – Powiedział Grzegorz. ~*UUUUU!!!
Jaki pooocisk!!!*~
Po tej rozmowie standardowo zaczęła się walka. Na
początku wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie popełnili oni
swój najgorszy błąd. |Któryś z kolei.| Pchnęli Grzegorza w
kierunku przycisku uruchamiającego jego maszynę. Po chwili dało się słyszeć
huk, który wysadził ½ terenu.
- Haha, dzięki za pomoc. – Powiedział Grzegorz ze
śmiechem.
- Jeszcze się policzymy!! – Krzyknął Patryk po czym
wraz z Mateuszem odszedł.
Grzegorz również zebrał się do drogi. Wziął swój
sprzęt, po czym ruszył. W czasie drogi zaś, wyjął swój telefon i włączył go.
Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową po czym wszedł na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 55 - Wyspy C|l|rozeta,
początek Île de la Possession."
„Co oni mają z tymi wyspami?" ~*Po
prostu chyba serio nie miałam pomysłów.*~ – Pomyślał Grzegorz po
przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, gdy doszedł do helikoptera, zająłsię
tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Wysp C|l|rozeta...
________________________________________________
Rozdział LV – Następne spotkanie z
bratem. ~*Krwiakiem*~
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał
do Île de la Possession, ujrzał, że było tam całkowicie pusto. |NO DO
CHOLERY!!!| Chłopak trochę zaniepokoił się tym. Po chwili jednak
musiał lądować. Gdy już wylądował, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po
zrobieniu tego wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po
czym wyjął z niej swój sprzęt, a następnie wyszedł z helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, okazało się, że był
on niedaleko początku Île de la Possession. Podszedł on więc do odpowiedniego
miejsca, po czym ustawił w nim swoje urządzenie. Po zrobieniu tego już chciał
nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś przystawia
mu nóż do szyi oraz zasłania usta ręką, aby nie mógł krzyczeć. ~*Widzę,
że Dawid uczy się baaardzo powoli.*~ Po chwili zaś, Grzegorz usłyszał
głos Dawida, który mówił:
- Tylko spróbujesz uciec – zginiesz. |Mógł
to zrobić już dawno, ale aŁtoreczka chyba nie chciała już robić CTRL+C i
CTRL+V.|
W tym momencie Grzegorz nie wiedział jak ma ~*Znowu
zmiana czasu...*~ się uratować. Nie mógł próbować uciekać, gdyż wtedy
by zginął. W pewnym momencie Grzegorzowi przypomniało się, że ma przy sobie
swój pistolet. Wyciągnął więc go i strzelił w Dawida. |Ten to ma
skilla.| Po chwili opadł on nieprzytomny na ziemię. W tym
momencie Grzegorz był wolny. Schował więc swój pistolet i podszedł do maszyny,
po czym nacisnął odpowiedni przycisk i odbiegł na bezpieczną odległość. Po
chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
Po wybuchu, Grzegorz zabrał maszynę i ruszył w
kierunku helikoptera. Kiedy tak szedł, wyciągnął swój telefon i włączył go.
Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią
stronę. Po chwili zaś ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 56 - Środek
Oceanu Atlantyckiego." ~*O kurwa, to chyba będzie jeden z
krótszych rozdziałów.*~ |JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!| ~*Jaki
zaciesz. xD*~
„W końcu jakaś odmiana." – Pomyślał Grzegorz po
przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, zajął
siętym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Oceanu Atlantyckiego...
________________________________________________
Rozdział LVI – Niszczenie Oceanu
Atlantyckiego.
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał do
Oceanu Atlantyckiego, włączył autopilota, odpiął pasy i wstał z siedzenia.
Kiedy to zrobił, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, po
czym wyjął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego zszedł pod pokład.
Gdy się tam znalazł, odczepił od uchwytów drabinki i
przyczepił do uchwytów swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wrócił na pokład i
poszedł do kabiny pilota. Po znalezieniu się tam, nacelował on za pomocą
odpowiedniej dźwigni sprzęt na środek oceanu i ustawił jego maksymalną moc. Po
zrobieniu tego za pomocą odpowiedniego przycisku wycelował. Po chwili dało się
słyszeć huk, który wysadził ½ terenu. Na dodatek z wody zrobił się słup, który
wzbił się w powietrze, a następnie opadł.
~*Naprawdę nie rozumiem, dlaczego kiedyś tak lubiłam
to opowiadanie. Przecież ono jest cholernie nudne i powtarzalne. No, ale moje
wywody zostawię na końcową analizę.*~
Po wybuchu, Grzegorz zszedł pod pokład i odczepił od
uchwytów swoje urządzenie, a następnie przyczepił do nich drabinki. Kiedy to
zrobił, wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił
przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 57 - Zachodnia
Namibia, Walvis Bay, koniec portu lotniczego." |Woah, kolejna
odmiana.|
„Nie mogli po prostu napisać „lotniska" ~*Byłoby
mniej profesjonalnie.*~? Ale mniejsza z tym. Ważne, że nie jest to znów
szczyt czegoś tam." |No, ale widać, że główną postać też wkurwia
to powtarzanie.| – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili, wziął on swój sprzęt i wrócił na
pokład.Kiedy tam był, schował maszynę do odpowiedniej klapy i poszedł do
kabinypilota. Po znalezieniu się w niej, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy.
Chwilępóźniej ruszył w kierunku Walvis Bay...
________________________________________________
Rozdział LVII – Na lotnisku.
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał
do Walvis Bay, ujrzał, że było tam spokojnie. ~*W końcu odmiana.*~ Chłopak
trochę ucieszył się tym, gdyż nie było tam tak pusto jak zwykle. Po chwili
jednak, musiał lądować. Po wylądowaniu zaś, odpiął pasy i wstał z siedzenia. Po
zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy, a
następnie wyjął z niej swój sprzęt i wyszedł na zewnątrz.
Kiedy był poza helikopterem, podszedł do lotniska.
Niestety, okazało się, że było ono zamknięte. |Jaka szkoda.| Chłopak
zaczął więc szukać jakieś niedomkniętej szpary. Po chwili ujrzał jakąś bardzo
wąską, niedomkniętą szparę. ~*Która pojawiła się od tak, bo aŁtoreczka
chciała.*~ Spróbował przełożyć przez nią swój sprzęt, co o dziwo udało
mu się, mimo iż maszyna nie była wąska. |Kolejna nierealistyczna
sytuacja. Czemu mnie to już nie dziwi?| Po zrobieniu tego, wciągnął on
brzuch i spróbował przecisnąć się przez szparę. Po parunastu minutach, gdy z
powodu braku powietrza, Grzegorzowi zaczęło robić się ciemno przed oczami,
udało mu się przedostać do środka. |A miałem nadzieję, że umrze. :<| Po
znalezieniu się na lotnisku, chłopak podniósł się z ziemi. Niestety, gdy już
stał, jego nogi odmówiły posłuszeństwa i chłopak bezsilnie opadł na ziemię.
Musiał więc leżeć. Na szczęście na lotnisku nikogo nie było ~*Bo oczywiście
nie mogłam pozwolić, aby ktoś utrudnił mu zadanie. _-_*~, więc nikt go nie
zauważył.
Godzinę później, gdy Grzegorz odzyskał siły,
podniósł się z ziemi i wziął swój sprzęt, po czym ruszył w odpowiednim
kierunku. Po parunastu minutach, gdy doszedł on do końca lotniska ustawił swój
sprzęt, nacisnął odpowiedni przycisk i odbiegł na bezpieczną odległość. Po
chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
Po wybuchu, Grzegorz zebrał swój sprzęt i ruszył w
odpowiednim kierunku. W czasie drogi zaś, usłyszał dźwięk swojego telefonu.
Jednak był to dźwięk SMS-a. |No ciekawe od kogo...| Chłopak od
razu wyjął telefon i go włączył. Kiedy to zrobił, sprawdził od kogo był SMS.
Okazało się, że był on od Andromedy. Grzegorz od razu otworzył wiadomość. W
treści było tylko:
„:-("
|Tri?|
Gdy Grzegorz to przeczytał, od razu odpisał:
„Co ci się tam dzieje?"
~*"A jak myślisz, debilu? Tęsknię za
tobą!" - Odpisała Andromeda.*~
Po czym wysłał. Gdy to zrobił, uruchomił
przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 58 - Środek Wyspy
Świętej Heleny."
„Im to już naprawdę kończą się pomysły..." –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. |Łooo, ten to ma zapłon!|
Po chwili zaś usłyszał dźwięk swojego telefonu.
Ponownie był to SMS i ponownie był od Andromedy. Grzegorz od razu otworzył
wiadomość. W treści było:
„Bo mi tak smutno bez ciebie..."
|No Tristitia pełną parą. :D|
Gdy Grzegorz to przeczytał, uśmiechnął się do
siebie, po czym odpowiedział:
„Już niedługo będę. Jeszcze tylko 58, 59 i 60 ~*NARESZCIE!*~ Miejsce
Przeznaczenia. :-)"
Po czym wysłał.
Po chwili zaś, gdy doszedł do helikoptera, zrobiłto
co zwykle, po czym ruszył w kierunku Wyspy Świętej Heleny...
________________________________________________
Rozdział LVIII – Na Wyspie Świętej
Heleny.
~*Już
widać koniec!*~
|
|
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał
do Wyspy Świętej Heleny, usłyszał w swoim helikopterze alarm. ~*Ło, coś
zaczyna się dziać!*~ Chłopak od razu zaczął się rozglądać za drogą
ucieczki. Niestety, nie zdążył uciec. Po chwili helikopter zaczął spadać i wbił
się w ziemię. Grzegorz, od mocnego uderzenia stracił przytomność... |Znowu...|
Godzinę później, gdy chłopak się obudził, czuł, że
bardzo boli ~*Nosz do cholery, znowu zmiana czasu.*~ go głowa.
Na dodatek czuł, że zaraz ponownie może zemdleć. Czuł się bardzo słabo. Nie
miał sił, aby próbować wydostać się z wraku helikoptera w którym leżał. Po
chwili zaś, gdy odzyskał siły, odpiął pasy i wyszedł z wraku helikoptera. Gdy
zaś znalazł się na zewnątrz, zaczął próbę naprawy helikoptera. Po kolejnej
godzinie |Speedruner| udało mu się to. Po naprawieniu
helikoptera wlał do niego paliwo ~*Które pojawiło się znikąd.*~, po
czym wziął swój sprzęt i ruszył w odpowiednim kierunku.
Po parunastu minutach, gdy dostał się już na środek
wyspy, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt i nacisnął odpowiedni
przycisk, po czym odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć
huk, który wysadził ½ terenu. Po wybuchu, Grzegorz zebrał swój sprzęt, po czym
ruszył w drogę do helikoptera.
W czasie drogi wyjął on swój telefon i włączył go.
Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią
stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 59 – Południowa
Afryka, Suazi, wejście do Hlane Royal National Park." ~*Jakież to
oryginalne...Normalnie brak komentarza.*~
„Eh...Znów wejście..." – Pomyślał Grzegorz po
przeczytaniu tego. |Tak w ogóle, to zastanawiam się, jak Grzegorz i
Andromeda zareagowaliby, gdyby poznali aŁtoreczkę.| ~*Pewnie
spuściliby jej wpierdol za tak chujowe opisanie ich przygód. xD*~
Po chwili zaś, gdy doszedł do helikoptera, zająłsię
tym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Suazi...
________________________________________________
Rozdział LIX – Spotkanie, po raz
kolejny z wrogami.
~*Nareszcie, zbliża się końcówka! I tak, chyba
zmieścimy się w dwóch częściach.*~
|To dobrze, bo trzy części to tak trochę dużo.|
~*Nie moja wina, że Wattpad ma limit rozmiaru
tekstu, a przez te twoje Lenny Face wypierdolił limit i trzeba było podzielić
to na dwie części.*~
|;"D|
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał
do Suazi, ujrzał, że w chwili gdy on tam był, było całkowicie pusto. ~*No
do cholery! Czy chociaż na koniec nie może stać się coś oryginalnego?!*~ Chłopak
zirytował się tym. Nudziła go już ta ciągła walka z wrogami lub ze swoim
bratem. |Nie dziwię mu się.| Niestety, jeśli chciał coś
osiągnąć, musiał to przeżyć. ~*Never Give Up, czyż nie?*~ Po
chwili rozmyślań na ten temat, musiał on lądować. Gdy wylądował, odpiął pasy i
wstał z siedzenia. Po zrobieniu tego, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do
odpowiedniej klapy, po czym wyjął z niej swoją maszynę, a następnie wyszedł z
helikoptera.
Po znalezieniu się na zewnątrz, podszedł on do
wejścia do Hlane Royal National Park. ~*Wiesz co, muszę kiedyś
odwiedzić te wszystkie miejsca i przeprosić je za to opko.*~ |Ych,
no w sumie twoim marzeniem jest dojście do Kapsztadu z buta, więc powodzenia.
:-)| Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, ustawił swoją maszynę i
już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie usłyszał za sobą
kroki. Naturalnie odwrócił się on. Kiedy to zrobił, ujrzał...Patryka i
Mateusza.
- Czy wy DACIE MI KIEDYŚ SPOKÓJ?! – Spytał
Grzegorz. ~*Od tego są wrogowie, aby utrudniać życie, Grzegorz.*~
- Nie. Chyba, że dasz się wykończyć, lub się
poddasz. – Powiedział Patryk.
- A co wam będzie po dwóch Miejscach Przeznaczenia?
Przecież i tak nic wam to nie da. – Rzekł Grzegorz. |A faktycznie. Więc
na choj Grzegorz je niszczy do końca?| ~*Fuck Logic*~
- Może i nie, ale przynajmniej przesuniemy zagładę o
dwa dni. – Powiedział Mateusz.
- Że też wam się chce... - Powiedział Grzegorz.
- Powiedziała osoba która niszczy je wszystkie. –
Powiedział Patryk. |W końcu ktoś mnie rozumie.|
- Oj, cicho bądź. – Rzekł Grzegorz.
Po tej rozmowie, standardowo zaczęła się walka. Na
początku wygrywali Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie popełnili oni
swój najgorszy błąd. ~*Któryś z kolei.*~ Pchnęli Grzegorza na
przycisk uruchamiający maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził
½ terenu.
- Heh, dzięki za pomoc. – Powiedział Grzegorz ze
śmiechem.
- Jeszcze się policzymy! Zostało jeszcze jedno |Na
szczęście.| Miejsce Przeznaczenia! – Krzyknął Patryk, po czym wraz z
Mateuszem odszedł.
Grzegorz również zebrał się do drogi powrotnej. W
czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił
przeglądarkę internetową i po raz ostatni wszedł na odpowiednią stronę
internetową. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 60 - Środek
Antarktydy." ~*Czyli miejsce, gdzie wszystko się kończy.
Dosłownie, każde tego typu historie kończą się właśnie tam.*~
„No cóż, była Grenlandia, to dlaczego miałoby nie
być Antarktydy?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, zajął
siętym czym zwykle, po czym ruszył w kierunku Antarktydy
________________________________________________
Rozdział LX – Ostatnie Miejsce
Przeznaczenia i ponowne spotkanie z bratem. |Krwiakiem|
~*Ten rozdział jest długi, tak ostrzegam. Chyba.*~
|Ech...Jakoś to przeżyję...|
Dwa dni później |Na Antarktydę leci się dwa
dni?| ~*W przypisach będzie to wyjaśnione.*~, gdy Grzegorz
doleciał do Antarktydy i znalazł się nad jej środkiem, włączył autopilota, i
poszedł pod pokład.
Gdy się tam znalazł, odczepił drabinki od uchwytów i
odłożył je na bok. Kiedy to zrobił, do uchwytów przyczepił maszynę i ponownie
wrócił na pokład. Gdy tam był, podszedł do odpowiedniego panelu i za pomocą
dźwigni ustawił w odpowiednie miejsce urządzenie, po czym ustawił jej
maksymalną moc. Po zrobieniu tego, już chciał nacisnąć odpowiedni
przycisk |O, zwrot akcji...|, gdy w tym momencie usłyszał taki
dźwięk, jakby ktoś przeskakiwał ze swojego na jego helikopter. Grzegorz
pomyślał, że to znów jego wrogowie. Mimo wszystko odwrócił się. Gdy to zrobił,
ujrzał...Dawida. ~*:**~
- DAWID?! To ty jeszcze żyjesz?! – Spytał zdziwiony
Grzegorz.
- Jak widać tak. – Odpowiedział Dawid.
- Ty jesteś chyba nieśmiertelny. – Powiedział
Grzegorz. ~*Mam taką nadzieję.*~
Po tej rozmowie, Dawid ponownie chciał zabić Grzegorza,
jednak nie wychodziło mu to |, bo Grzegorz aktywował swoje matriksowe
moce|. W pewnym momencie, Grzegorz skorzystał z okazji, że drzwi do jego
helikoptera były otwarte i zepchnął swojego brata w dół. |Skurwysyn
jebany.|
Tymczasem, Grzegorz popatrzył trochę w dół, po czym
zamknął drzwi i wrócił do panelu i nacisnął odpowiedni przycisk. Po chwili dało
się słyszeć huk, który wysadził ½ terenu.
Po wybuchu, Grzegorz zszedł pod pokład i odczepił
swój sprzęt od uchwytów.Kiedy to zrobił, przyczepił do nich drabinki, po czym
wziął maszynę i wrócił napokład. Gdy tam był, schował sprzęt do odpowiedniej
klapy i poszedł do kabiny pilota.Po znalezieniu się tam, usiadł on na siedzeniu
i zapiął pasy. Po chwili zaś,wyłączył autopilota i ruszył w do domu...
____________________________________________
Gdybyście nie wiedzieli dlaczego tak piszę, to
dlatego, aby zająć więcej miejsca gdy nie mam pomysłu na opisywanie przygód.
;P |Wreszcie się przyznałaś.|
Achievement get! „Bratobójca".
xD Nie no, takie rzeczy to tylko w Portal po spaleniu Companion Cube. xD ~*...
<- Kropki żenady i rozpaczy.*~
Ej, właśnie. Jaki jest synonim do słowa „uchwyty"? |Bo
tak trudno to sprawdzić w Google...|
A przynajmniej w Let's Play który nie był Let's
Play'em z Half – Life: Episode Three było, że dolecieli na Antarktydę w 2 dni i
tak mi już zostało. Nie wiem ile w rzeczywistości się tam leci. |Ale "Half-Life
2: Episode Three" jeszcze nie istnieje...| ~*Ale
jest taka fanowska mapa.*~ |A, no chyba, że tak.|
_________________________________
Rozdział LXI – Powrót do domu i
zagłada.
~*Nareszcie!
Koniec!*~
|
|
Dwa dni później, gdy Grzegorz doleciał do domu, czuł
się senny. Nie spał on od dobrych paru tygodni |C-CO?! JAKIM CUDEM ON
NIE UMARŁ?!| ~*Matriksowe moce...*~ |A, no chyba, że tak.|,
tylko pilotował helikopter i niszczył Miejsca Przeznaczenia. Po wylądowaniu
przed domem, odpiął on pasy i wstał z siedzenia. Kiedy to zrobił, wyszedł z
kabiny pilota, po czym podszedł do odpowiedniej klapy i wyjął z niej swój
sprzęt. Po chwili wyszedł on z helikoptera.
Gdy był poza nim, ruszył w kierunku swojego domu.
Gdy zaś wszedł do środka, zastał ciszę. Było to dziwne, gdyż Andromeda zwykle
oglądałaby telewizję, lub coś robiła. |Może też spała?| Mimo
wszystko chłopak zdjął buty i poszedł odłożyć swoją maszynę w odpowiednie
miejsce. Gdy już ją odłożył, poszedł do pokoju Andromedy. Po znalezieniu się
tam, ujrzał, że dziewczyna jak gdyby nigdy nic, spała. |Zgadłem| Niedaleko
jej łóżka stała skończona w połowie maszyna do nakierowywania asteroid. Grzegorz,
widząc to, uśmiechnął się do siebie, po czym pomyślał:
„Aż tak jej się nudziło, że aż zaczęła tą
maszynę..."
|Tristitia już by była przeze mnie zaduszona z
radości.|
Po czym, jako iż nie miał siły, aby iść do swojego
pokoju, położył się na łóżku koło Andromedy |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Co
jest z tobą nie tak?*~ |Taki dzień. xD|, objął ją, po czym, po
chwili leżenia, usnął...
Dwie godziny później, gdy Andromeda obudziła się,
poczuła, że ktoś ją obejmuje. Oczywiście od razu odwróciła się ona. Kiedy to
zrobiła, ujrzała obok siebie Grzegorza, który spał.
„Widać był aż tak zmęczony, że nie miał siły, aby
pójść do siebie..." – Pomyślała Andromeda po zobaczeniu go. ~*Captain
Obvious serio musi stracić pracę przez tych dwóch mistrzów.*~
Po chwili, gdy wstała ona, podeszła do
niedokończonej maszyny i zaczęła ją kończyć. Po godzinie, gdy skończyła budowę,
postawiła maszynę na parapet, otworzyła okno i włączyła maszynę, po czym wyszła
z pokoju i poszła oglądać telewizję.
Kolejne dwie godziny później, Grzegorz obudził się.
Pierwszy raz od paru tygodni poczuł się wyspany. Gdy zaś wstał z łóżka, ujrzał,
że w pokoju okno było otwarte |O nie! Teraz cyganie na stówę ich okradną!|,
a na parapecie stała skończona już maszyna. Była ona włączona, gdyż świeciła
się na niej zielona dioda. Grzegorz, widząc to, uśmiechnął się do siebie, po
czym pomyślał:
„Jak dobrze, że o tym pomyślała..."
Po czym wyszedł z pokoju. Po chwili zaś ujrzał
Andromedę, która szła do kuchni. |Zobaczyć, czy cyganie nie ukradli
lodówki.| Gdy ta go ujrzała, powiedziała:
- O, już się obudziłeś.
- No tak. A w ogóle, to dobrze, że pomyślałaś o
zbudowaniu tej maszyny. – Rzekł Grzegorz.
- Oj, po prostu tak mi się ~*Powinno
być "mnie się", no ale spoko.*~ nudziło, że ją
zaczęłam, a nie wypada nie dokończyć tego, co się zaczęło. – Powiedziała
dziewczyna.
- No w sumie racja. Czy ona w ogóle zadziałała tak
jak powinna, to zobaczymy jutro. – Rzekł chłopak.
- Czy ty śmiesz twierdzić, że ona nie działa?! –
Spytała Andromeda. |Mentalność Inneth?|
- Ups... - Powiedział Grzegorz.
- Ty sobie lepiej uważaj... - Powiedziała
dziewczyna.
Po tej rozmowie, zajęli się oni swoimi sprawami.
Następnego dnia, gdy Andromeda wstała, ujrzała, że
na świecie jest ~*No do cholery!*~ tak jak zwykle, czyli
normalnie. Zdenerwowała się ona tym trochę, gdyż pomyślała, że to co robili to
była strata czasu. Jednak...
Parę godzin później, gdy Andromeda grała na swoim
komputerze stacjonarnym, w pewnym momencie w całym mieszkaniu oraz w całym
kraju padł prąd. Po chwili dało się słyszeć huk. Dziewczyna na początku nie
wierzyła, że mogło im się udać. Krzyknęła więc do Grzegorza:
- GRZEGORZ!!! ZOSTAW MI ZARAZ TE MASZYNY!!! ŚCIANY
NIE SŁUŻĄ DO TESTOWANIA!!! |XDDDDDDDD To akurat było dobre.|
- Tym razem to nie ja!!! – Odkrzyknął Grzegorz.
On również nie wierzył, że mogło im się udać.
Podszedł więc do okna, gdyż nie miał nic do roboty. Kiedy już wyjrzał, zamarł.
Na świecie widać było tylko falę uderzeniową
spowodowaną uderzeniem asteroidy. Niszczyła ona wszystko na swojej
drodze, jednak o dziwo ominęła dom Grzegorza i Andromedy. ~*Kolejna
hipernierealistyczna sytuacja. Meh.*~
Chłopak, po otrząśnięciu się ze zdziwienia,
krzyknął:
- Andromedo! Chodź tu na chwilę!
- Już idę! – Odkrzyknęła Andromeda.
Po chwili, gdy weszła ona do pokoju Grzegorza, spytała:
- Coś się stało, że mnie wołałeś?
- Patrz... - Odpowiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie, Andromeda podeszła do okna. Kiedy
wyjrzała za nie, zamarła.
Na świecie wszystko było zniszczone. Ziemia była
stwardniała. Po ulicach walały się szkielety ludzkie oraz zwierzęce. Nic już
nie było takie samo. |No nie pierdol.|
Marzenie Grzegorza i Andromedy zostało spełnione.
KONIEC
~*Kurwa.*~
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tekst od Autorki
Po wielu opowiadaniach bez tekstów ode mnie,
przyszedł na nie czas. Wiem, że opowiadanie to temat który przewijam już
czwarty raz, ale doceńcie mój trud. |XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
To mnie rozjebało. Idiotko, ty większość kopiowałaś z poprzednich rozdziałów.| Specjalnie
aby napisać to opowiadanie nie grałam w Minecraft i nie oglądałam filmów na
YouTube. ~*Cóż za poświęcenie...*~ Czasem nawet nie chciało mi
się już go pisać. Ale napisałam. Więc, jeśli czytasz to opowiadanie i chcesz
skrytykować – to proszę, nie hejtuj. ~*My go nie shejtowaliśmy, tylko
dogłębnie zanalizowaliśmy. :3*~
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie wiem czemu w tym opowiadaniu piszę w czasie przeszłym. Opowiadanie dzieje się w roku 2036, a mamy dopiero rok 2014 ~*Jezu...TO OPKO JEST SPRZED TRZECH LAT!!! ;_;*~ |Jest powód do dumy. Patrz, jak rozwinęłaś się przez te trzy lata.|. No, ale cóż. Ja to już taka dziwna jestem. ;-)
Wiecie może, jaki jest synonim od słowa „Andromeda"? ~*To
słowo chyba nie ma synonimu, bo to NAZWA GALAKTYKI!*~
Dalej nie wiem jak to możliwe. xD ~*Kiedyś
wspominałam, że byłam mistrzynią wymyślania bzdur w locie.*~
Jeśli mam w ogóle jakichś czytelników ~*Nie miałam.*~, to pewnie nienawidzą oni tego wyrazu. |W tym wypadku oboje kochamy słowo "Koniec".| No, ale kiedyś musiałam skończyć.
__________________________________________________
Kurwa...Przebrnęliśmy przez to! Udało się!!! No, ale
teraz mała analiza od nas:
~*Opowiadanie było nudne jak but. Zawierało ono
mnóstwo błędów interpunkcyjnych oraz nierealistycznych sytuacji, jak choćby to,
że Andromeda i Daniel przeżyli DWADZIEŚCIA METRÓW POD ZIEMIĄ! Najgorsze jednak
było to, iż opowiadanie było nudne jak nie wiadomo co. Wszystkie przygody
protagonistów to był dosłowny kopiuj wklej z poprzednich rozdziałów, tylko ze
zmienionymi lokacjami. Po prostu było ono tak nudne, że aż nie mogę uwierzyć,
iż trzy lata temu tak chujowo pisałam.*~
|Najbardziej w tym opowiadaniu denerwowały mnie
nierealistyczne sytuacje i wszechobecna nuda. No naprawdę, niby jakim cudem
protagoniści przeżyli z dwadzieścia metrów pod ziemią czy nic im się nie stało
po upadku z dachu? Również denerwujący był debilizm głównych postaci. Serio,
wkurwiało mnie to, gdyż wolałbym pustych bohaterów niż głupich. Co do nudy, to
mam takie samo zdanie jak Ramoninth. Wszystkie przygody były kopią poprzednich.
Ogólnie to opowiadanie oceniam jednym, soczystym obrazkiem:
|
Wspólnie: Ale
jeżeliby porządnie zedytować to opowiadanie, to mogłoby być nawet ciekawe!
__________________________________________________
Wkrótce:
"Na chuj robić z tego opowiadanie rozdziałowe,
czyli "Tajemnica"."




























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Powiedz co sądzisz o analizie, zacznij dyskusję lub po prostu zadaj pytanie. ^.^