Oceniają:
~* - Ja
* - Brother Blood
() - Reed
To opowiadanie, z tego co pamiętam, nigdy nie zostało skończone. Jest jeszcze gorzej niż w przypadku "Ataku robotów", gdyż tutaj jest tylko prolog. Nie, nie żartuję, tak jest naprawdę, no ale chcę kartkę z tym prologiem już wypierdzielić do kosza, więc postanowiłam to zanalizować. Jednak, mimo prologu, znajdują się w nim
hipernierealistyczne sytuacje.*Ty chyba
byłaś mistrzynią pisania hipernierealistycznych sytuacji.*
~*Fakt, to jak i wymyślanie bzdur na bieżąco
było moją domeną.*~
(Boże, co było z tobą nie tak? ;-;)
~*Wszystko. ;_;*~
Zaczynajmy!
____________________________________________________
Prolog
Jednego razu, na świecie, a dokładniej w
Polsce, ~*Nosz do cholery.*~ (Dlaczego każde twoje opko
musiało dziać się w Polsce?) ~*Chciałam dać powiew świeżości w,
wtedy, blogosferze, ale nieco przesadziłam. ;_;*~ *Help ;=;* ~*TA
EMOTKA! XD*~ *:>* żył chłopak o imieniu
Grzegorz. (Czy w twoich dawnych opkach każdy główny bohater wabił
się Grzegorz, a bohaterka Andromeda?) ~*Tak ;-;*~ (Boże
;_;). Miał on normalne życie, kochających go rodziców i
przyjaciół. *Przyjaciele go kochali?* ~*Nie.
Chodziło o to, że miał kochających go rodziców oraz po prostu przyjaciół, ale
zdanie zostało zjebane.*~ *A.* Jednak,
któregoś dnia, poznał on dziewczynę, ~*JEZU! PRZECINEK PRZED "KTÓRA"!
*Mdleje**~ *<Łapie nieprzytomną Ramoninth.>*
która nazywała się Andromeda Lopez. (No i oczywiście, angielskie
nazwiska przy polskich imionach. -.-) ~*Kiedyś myślałam, że
wszystkie polskie nazwiska są chujowe. Potem poznałam nazwisko "Horodecki".*~ Chłopak
w każdej wolnej chwili się z nią spotykał. ~*Stalker*~ Po
roku, z kolegów stali się przyjaciółmi, *Tak szybko?* ~*Po
tym prologu przekonasz się, że wszystko pędzi jak pendolino.*~ *;=;* a
po trzech latach najlepszymi przyjaciółmi. (Okej, to jest już bardziej
realistyczne.) Po dwóch latach od tego, Grzegorz postanowił powiedzieć
dziewczynie, że czuje do niej coś więcej, niż tylko przyjaźń. ~*Na
Juliusza Słowackiego ja kiedyś pisałam tutaj historię Gary'ego Stu?*~ *Magiczny
Licznik Słów...* ~*A, no tak.*~ Wyznał
jej miłość.
*
*
Od teraz ~*Aż przecinek uciekł.*~ byli
oni szczęśliwi. *Ach, ta sztuczna słodkość. Jak na końcu każdego
odcinka "Szpitala". <Rzyga>* Czuli,
że byli dla siebie ważni. Niestety, po dwóch dniach... *DUN DUN
DUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUN!*
Po dwóch dniach, ludzie na Ziemi zaczęli
zauważać, że ze Słońcem zaczęło dziać się coś złego. Zaczęło
się ono powiększać i spalać Ziemię.
(
W którym my kurwa roku jesteśmy? To się
stanie za ok. pięć miliardów lat. -_-)
~*Chciałam być oryginalna. Cóż...*~
*;=====================;*
Wszyscy, aby przeżyć, zaczęli szukać schronienia,
jednak niektórym się nie udawało i umierali poprzez spalenie. ~*Z
logicznego punktu widzenia, z każdą istotą żywą w tym momencie powinno się to
stać.*~
Tymczasem, Grzegorz chciał zejść do schronu,
który przygotował sobie wcześniej (i o którym nie było mowy, bo po co
wprowadzać takie rzeczy wcześniej). Jednak, w czasie drogi, ujrzał kątem
oka, że Andromedzie nie udało się uciec, zemdlała z gorąca i spalała się. *ONA
KURWA POWINNA SIĘ ROZTOPIĆ PO PARU SEKUNDACH!!!* Od razu
wybiegł po nią na zewnątrz. ~*Debil. Ja ratowałabym własną dupę i,
najprawdopodobniej, w takiej sytuacji miałabym gdzieś nawet najlepszego
przyjaciela.*~ (Każdy by tak zrobił.) *No,
ale nie Gary Stu.* Choćby zginął - nie mógł pozwolić, aby coś
jej się stało. (No, ale jeżeli Gregory by zginął, to to samo stałoby
się z (G)Andzią.) Po podniesieniu jej, pobiegł z nią do schronu, ~*trotzdem*~ *...* ~*No
co? xD*~ *Nic, nic. ;-;* mimo tego, że sam
mdlał z gorąca. (Ja rozumiem, że śmierć głównych bohaterów na początku
opowiadania byłaby głupia, ale to jest tak...tak hipernierealistyczne, że aż
chcę iść się powiesić.) Kiedy się tam znalazł, położył dziewczynę na
jednym z łóżek, zamknął właz schronu i ciężko oddychając położył się na drugim
łóżku, gdyż czuł się naprawdę bardzo słabo... *No ciekawe kurwa
dlaczego...*
Godzinę później, gdy Andromeda obudziła się,
ujrzała nad sobą Grzegorza, który widząc, że ta otworzyła oczy, rzekł:
(- Jakim cudem nie spłonęłaś, cziterska
kurwo?)
- Kochanie...Ty żyjesz...
*
*
Po czym nachylił się nad nią i ją przytulił.
Chwilę później, dziewczyna spytała:
- Co...Co się stało?
W tym momencie (Oddawaj przecinek!) opowiedział
jej on o wszystkim. Gdy skończył, nastała cisza. Po minucie, ~*STOPER*~ *O
Boże, a ta znowu. ;=;* ~*:D*~ Andromeda
powiedziała zdziwiona:
- Ryzykowałeś życiem tylko po to, aby mnie
uratować?
~*Też nie możemy się nadziwić, jakim był
debilem.*~
- Tak. Nie mogłem pozwolić, abyś zginęła. -
Odparł
*Debil*
- Oh, dziękuję ci... - Rzekła
- Nie ma za co, kochanie. To tylko dla
twojego dobra. (Taaa, jasne.) - Powiedział
Po tej rozmowie, pogadali jeszcze
godzinę, ~*Bo po co pisać, o czym gadali.*~ po czym dziewczyna
wstała i oboje czymś się zajęli.
Ich tydzień wyglądał normalnie. Codziennie
się czymś zajmowali i nie narzekali. (A skąd brali jedzenie i wodę?
Wcześniej nie było nic o tym, że Grzegorz zgromadził jakiekolwiek
zapasy.) ~*Niespójności to to, co lubimy. -_-*~ Jednak, po
tygodniu, dowiedzieli się, kto był odpowiedzialny za apokalipsę. *A
jak tego się dowiedzieli, to nikt nie wie.* Była to niejaka
Ziruacash, (Jakie imię...) ~*To opowiadanie w zamierzeniu
miało być fantasy w świecie postapokaliptycznym.*~ (Brzmi
ciekawie.) ~*Ale tak nie było. Było chujowe, ale ostał się tylko
prolog.*~ (I dobrze.) obecnie przebywająca na
Grenlandii. *Dobrze, że nie znowu na Antarktydzie.*
- Pewnie Amerykanka. - Rzekła Andromeda po
poznaniu jej imienia.
- Czemu tak sądzisz? - Spytał Grzegorz.
*- Bo tak. -
Odpowiedziała nonszalancko Andromeda.*
- Po pierwsze, tylko w Ameryce można nadawać
takie imiona, ~*Sądzę, że nawet tam są jakieś limity.*~ a po
drugie, tylko Amerykanie mają fisia na punkcie zagłady. *Po
pierwsze, "mają fisia" to idealne słowo do
opowiadań, a po drugie, to że tworzą filmy katastroficzne, nie znaczy, że mają
fisia na punkcie zagłady.* - Odpowiedziała dziewczyna.
- W sumie masz rację. Ale nic. Trzeba ją
pokonać. - Rzekł
(Cóż za nierealistyczne podejście do
sytuacji.)
Po tej rozmowie, wzięli potrzebne rzeczy,
wyszli ze schronu na ciemny, zimny świat *Chyba "w
ciemny, zimny świat"* i ruszyli w podróż na
Grenlandię...
~*Koniec. Kurwa.*~
*Dzięki
Bogu...*
__________________________________________________
Naprawdę, z tego opowiadania ostało się tylko
tyle. Jak widzicie, więcej tutaj naszych komentarzy niż akcji, no ale co mogę
poradzić na taki łopatologiczny prolog, który zajmował dwie strony zeszytu A4?
Jednak chciałam to zanalizować, aby wreszcie pozbyć się tej kartki z mej
szuflady. Jednak teraz, standardowo, mała analiza od nas. Lecz, jako iż prolog
jest tak krótki i niewiele się w nim dzieje, analiza będzie połączona, gdyż
oddzielnie paplalibyśmy o tym samym.
~**(W tym
opku najbardziej denerwowały nas nierealistyczne sytuacje. Tak, rozumiemy że w
zamierzeniu ta historia miała także podchodzić pod fantasy, ale nawet w tym
gatunku musi występować choć trochę podstawowego realizmu. No, bo jak to jest
możliwe, że przy takich temperaturach, jakie panowały po powiększeniu się
słońca do takich rozmiarów, że zaczęło spalać Ziemię, wszyscy nie wyparowali w
sekundę? To jest niemożliwe, aby ktokolwiek przetrwał, gdyż wtedy temperatura
jest taka, jak w epicentrum wybuchu bomby atomowej, no może większa - płoną
nawet kamienie. We wszystkim powinien być choć podstawowy realizm, bo wychodzi
takie gafno jak tu.)**~
Wspólnie: Ale jeżeli napisać ten prolog od nowa oraz lepiej pociągnąć całe opowiadanie, to mogłoby być ono całkiem fajne!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Powiedz co sądzisz o analizie, zacznij dyskusję lub po prostu zadaj pytanie. ^.^