Oceniają:
~* - Ja
* - Brother Blood
\/ - Rivienna
To opowiadanie miało być zajebistą historią
katastroficzną o apokalipsie zombie. Z założenia, opko to miało być oryginalne
w cholerę. Jednak, znowu, coś nie pykło.
~*Gdzie jest Slade? Dlaczego znowu z nami nie
ocenia?*~
*Nadal
rozpacza nad twoją mentalnością.*
\A gdzie jest
Vega?/
*Pomaga mu w
rozpaczaniu.*
______________________________________
Prolog
Andromeda Anderson ~*Andromeda Syn
Andersa*~ *XDDDDD* miała kochających ją
rodziców. Jej życie było takie, jakie chciałby mieć każdy. Pewnego jednak dnia,
jej życie zmieniło się na zawsze. \Czyli standard./
Kiedy Andromeda wracała w Boże Narodzenie do domu z zimowego spaceru ~*GDZIE JEST PRZECINEK?!*~ zobaczyła
spalony dom. Obok stało mnóstwo ludzi, którzy zabijali jej rodziców. *Why not.* Andromeda nie mogła już nic zrobić. Kiedy tłum odszedł na śniegu został spalony dom, ciała rodziców Andromedy i sama Andromeda. Po chwili zdziwienia powiedziała:- Ale...ale przecież są święta! \I
co z tego? Slade na przykład zabija nawet w święta. To nie jest argument./ I
czym wam zawinili moi rodzice? Zemszczę się! ~*Neta wam odłączę!*~ –
Powiedziała odchodząc.
Od teraz Andromeda zaczęła budować swój nowy
dom ~*Bez zezwolenia na budowę i bez zbędnego pierdolenia.*~, i
tworzyć wirusa, który miał obrócić życie na ziemi o 180 ⁰...
*WAIT! To
koniec prologu?!*
~*No...*~
*
*
______________________________________
Rozdział 1 – „Udało się!"
Andromeda po miesiącu zbudowała swój nowy
dom. *Szybka jest.* Był on najwyższy w całym
mieście. ~*No oczywiście, nasza Mary Sue musi się pochwalić, jaka jest
fajna.*~ Andromeda nie miała co przenosić do nowego domu, gdyż jej
stary dom ze wszystkim co się w nim znajdowało został spalony. \Captain
Obvious nigdy nie śpi./ Kiedy dziewczyna weszła do budynku
pomyślała:
„Dobrze. A więc dom już mam. Teraz trzeba by
zająć się tworzeniem wirusa."
Andromeda najpierw poszła do sklepu z
narzędziami, gdyż musiała zbudować coś, w czym będzie przechowywać tego wirusa.
Kiedy wróciła do domu zaczęła tworzyć tubę, do której później wsadzi ~*No
i zmiana czasu. Teraz już wiemy, jak zajebiste będzie to opko.*~ wirusa.
Budowa zajęła jej zaledwie godzinę, czyli niewiele. Jednak z wirusem nie było
już tak łatwo.
Dziewczyna udała się do laboratorium, które
miała w swoim domu \I o którym wcześniej nie było mowy./, *CO
TU ROBI PRZECINEK?!* i tam zaczęła go tworzyć. Był to
skomplikowany proces, ale Andromedzie to nie przeszkadzało, gdyż potrafiła
robić takie rzeczy. ~*Oczywiście wcześniej nie było o tym wzmianki, bo
po co.*~ Tworzenie wirusa zajęło jej tydzień. *Szybka
jest.* Kiedy go stworzyła, przeniosła go do tuby, którą
stworzyła tydzień temu.
„Gotowe! Teraz pora rozpuścić wirusa po
świecie, ~*CO TU KURWA ROBI PRZECINEK?!*~ i poczekać dwa
miesiące na efekty." – Pomyślała
Podeszła do otwartego okna swojego pokoju,
wystawiła przez nie tubę, i nacisnęła czerwony przycisk uwalniający wirusa,
który w dwa miesiące miał obrócić Ziemię w ruinę. Jednak, Andromeda nie
zobaczyła początku panowania wirusa. Kiedy jednego dnia, tydzień przed tym, co
miało się zdarzyć jechała samochodem, wjechała na śliskie miejsce na drodze ~*Które
pojawiło się z dupy.*~, i wpadła samochodem w przepaść. Kiedy ludzie to
zobaczyli, pomyśleli, że dziewczyna jest *Znowu nadużywajmy
zmiany czasu.* martwa. Jednak to była nieprawda. Ludzie
włożyli ją do trumny \Bo sekcja zwłok nie istnieje./, którą
dali na razie do kaplicy.
Po tygodniu Andromeda obudziła się. Kiedy
chciała się podnieść, poczuła dach. *JEBUDU!*
„Strasznie tu ciasno. *( ͡° ͜ʖ
͡°)* ~*No kurwa, znowu? -______-*~ *xD* Ciekawe,
gdzie jestem..." – Pomyślała
Pchnęła dach w górę, a on otworzył się.
Okazało się, że była w trumnie.
„Ci głupcy myśleli, że jestem martwa." –
Pomyślała ze śmiechem Andromeda.
Podeszła do okna kaplicy. Widać było przez
nie oznaki panowania wirusa. Ulice były poniszczone, a po nich chodzili zombie.
„Udało się! Wirus zaczął działać!" –
Pomyślała dziewczyna.
Po chwili podeszła do lustra, aby zobaczyć
jak wygląda. Wyglądała tak jak zwykle, czyli miała czarne spodnie, i czarną
kurtkę z czarnym sztucznym futrem. Jedyne, co się w niej zmieniło, to kolor
oczu. Z niebieskich, zrobiły się czerwone. \Jak genetyka działa w
tym świecie?/ *Tego to nawet Astrofaza nie wie.* Andromeda
pomyślała:
„Ciekawe. W sumie Mnie taki kolor oczu nie
przeszkadza."
Kiedy to pomyślała, otworzyła drzwi kaplicy,
i wyszła...
--------------------------------------------------------------------------------------------
Od Au\*Ł/torki
Takie tam Moje nowe opowiadanie. ;P ~*Teraz
wkurwia mnie ta emotka. Jakby to zdanie miało być śmieszne.*~ Wpadło
Mi, kiedy czytałam jedną Creepypastę. *Nazwa własna?* No
cóż, ja przy wszystkim mogę wymyśleć opowiadanie. :-) \Chwalipięta/
--------------------------------------------------------------------------------------------
______________________________________
Rozdział 2 – „O, lustro przyszłości..."~*O którym
wcześniej nie było nawet wzmianki.*~
Kiedy Andromeda wyszła z kaplicy,
zobaczyła, ~*CO TU ROBI TEN PRZECINEK?!*~ że mimo tego, iż
jest żywym człowiekiem zombie nie atakują jej próbując zamienić ją w jednego z
nich, ale przechodzą obok niej obojętnie. *No ciekawe
dlaczego...*
„Ciekawe dlaczego tak się dzieje. Może to
dlatego, że to ja rozpuściłam po świecie tego wirusa? A może to Moje czerwone
oczy tak na nie działają? Kto wie..." – Pomyślała dziewczyna. \Poza
każdym na naszym świecie./
Kiedy przeszła parę kroków zobaczyła budynek.
Jednak najdziwniejsze w nim było, że nie został jeszcze zniszczony. Dziewczyna
podeszła do niego i przeczytała napis znajdujący się nad wejściem. Było tam napisane:
„LUSTRO
PRZYSZŁOŚCI. WEJDŹ, JEŚLI CHCESZ POZNAĆ PRZYSZŁOŚĆ TWOJĄ, I ŚWIATA."
„O, lustro przyszłości. To o nim opowiadali
Mi w dzieciństwie rodzice. ~*I to o nim nie wspomniałam wcześniej.*~ Sprawdzę,
czy jeszcze działa." – Pomyślała Andromeda.
Po wejściu do pomieszczenia rozciągał się
długi korytarz, na końcu którego stało lustro. Kiedy dziewczyna do niego
podeszła, zaczęła widzieć przyszłość swoją, oraz całego świata.
Było tam pokazane, że 10 lat później, jeszcze
w czasie apokalipsy zombie w normalnej, nie zainfekowanej rodzinie rodzi się
chłopiec. Rodzice dają mu na imię Dawid ~*Bo każdy Dawid to zUy
człowiek.*~, i mówią, że to właśnie on *Bo któż by
inny...* musi odwrócić działanie wirusa, poprzez zabicie
Andromedy, i zniszczenie tuby w której on się znajduje. W wieku 18 lat chłopiec
idzie do najwyższego budynku w mieście, gdzie mieszka dziewczyna. Po wejściu do
jednego z 20 pokoi odnajduje swój cel. Podchodzi do dziewczyny, która już
wcześniej go zauważyła, i zaczynają ze sobą walczyć. Po godzinnej walce wygrywa
Dawid. Zabija Andromedę *Chuj jebany.*, i kiedy ta
leży martwa na ziemi bierze jej tubę z wirusem i rzuca nią o ziemię. Tuba się
roztrzaskuje. Na świecie powoli zaczyna panować ład i porządek.
1000 lat po tym, jak Dawid przywrócił porządek
na Ziemi, rodzi się kolejny chłopiec. Rodzice nazywają go Grzegorz i mówią mu
to, co stało się na Ziemi 1000 lat temu, i to, że to właśnie on musi ożywić
Andromedę, i wyjaśniają mu jak ma tego dokonać. W wieku 18 lat chłopak idzie do
najwyższego budynku w mieście i wchodzi do jednego z 20 pokoi w którym leży
martwa Andromeda. Robi to, co rodzice mu kazali, i wychodzi. \Jak
niekulturalnie.../
Kiedy pokaz przyszłości Andromedy oraz całego
świata się zakończył, dziewczyna stała jeszcze trochę zdziwiona patrząc się w
lustro. Po chwili pomyślała jednak:
„Ale rodzice Mi również mówili, że to lustro
kłamie w 99 %. Więc ta przyszłość raczej Mi się nie przydarzy. No chyba, że
jestem tym 1 %, w co wątpię." – Pomyślała ze śmiechem. ~*Spoiler:
To się wydarzy.*~
Po chwili rozmyślań wyszła z pomieszczenia i
udała się do pierwszego lepszego domu...
--------------------------------------------------------------------------------------------
Od Autorki
Tsaa, trochę krótki jest ten rozdział. Ale w
sumie lepiej napisać krótszy a lepszy rozdział, nie? :-) \Faktycznie,
tyle że ten rozdział nie jest lepszy./
--------------------------------------------------------------------------------------------______________________________________
Rozdział 3 – „Mogłabym..." *Napisać lepsze opko, ale mnie się nie
chce.*
Kiedy dziewczyna szła do budynku pomyślała
sobie:
„Hmm. Przecież w mieszkaniu do którego wejdę
mogą być jeszcze żywi ludzie. W końcu wirus nie rozchodzi się tak
szybko." ~*Przebłysk inteligencji?*~
Kiedy weszła do budynku poszła do któregoś
mieszkania na parterze. Kiedy weszła, zobaczyła, że –na szczęście- nikogo tam
nie ma. ~*I znowu zmiana czasu...A poza tym, oczywiście że naszej Mary
Sue nikt nie przeszkodzi.*~ Podeszła do telewizora, aby zobaczyć co w
nim teraz jest. Spodziewała się, że zobaczy śnieżący się ekran. Jednak, kiedy
do niego podeszła, zobaczyła wiadomości, które najprawdopodobniej od tygodnia
były takie same. Prezenter mówił:
„To być może
już nasz ostatni komunikat. Chcieliśmy powiedzieć do niezainfekowanych jeszcze
ludzi, żeby pod żadnym pozorem nie wychodzili z mieszkań. Wirus nie jest
stworzony naturalnie, tylko przez jakiegoś żywego człowieka. Jeśli ta osoba
słucha wiadomości, to prosimy, niech zatrzyma działanie wirusa..." *Tak,
debilu. To na pewno przekona ją do zmiany zdania.*
„Mogłabym to zrobić, ale tego nie
zrobię". – Pomyślała Andromeda z szyderczym uśmiechem na twarzy. \Jaki
rebel.../
Dziewczyna zobaczyła jeszcze, czy na
wszystkich kanałach które są w tym telewizorze leci to samo. Okazało się, że
tak. ~*A co miało lecieć? Teletubisie?*~ Andromeda po
sprawdzeniu tego postanowiła udać się do siebie do domu. Wyszła z bloku, i
spokojnie udała się w kierunku najwyższego budynku w jej mieście, czyli jej
domu. \Zapamiętaliście? To dobrze, bo pytanie o to, jak wysoki był
jej dom, będzie na tegorocznej maturze./ Kiedy do niego podeszła,
zobaczyła, że mimo tego, iż nie było jej przez tydzień dom ani trochę nie
zniszczył się.
~*
Z tego, co wiem, to tydzień to trochę za mało, aby coś zaczęło się niszczyć.*~
„O tyle dobrze, że nie będę musiała go
naprawiać." – Pomyślała, po czym weszła do domu.
5 LAT PÓŹNIEJ
*Pominęliśmy wiele wydarzeń, bo po co coś wymyślać.*
Andromeda przypomniała sobie o tym, co 5 lat
temu pokazało jej lustro przyszłości. Pomyślała sobie:
„Za 5 lat zobaczymy czy to prawda. Ale wątpię
żebym była tym 1 % któremu lustro pokazało prawdziwą przyszłość." \Przecież
jesteś Mary Sue.../
Jednak Andromeda nie wiedziała jeszcze, co
naprawdę stanie się za kolejnych 5 lat... *DAM DAM DAAAAAAM!*
--------------------------------------------------------------------------------------------
Od Autorki
Tsaa, wiem, że rozdział jest trochę krótszy
od pozostałych. *Ja nic nie mówię...* Z tego co
już sobie policzyłam, rozdziałów będzie mniej niż 6. \Jest!/ ~*To
ma drugą część...*~ \:-(/ Ale kolejną część tego
opowiadania postaram się napisać dłuższą. :-)
\
-------------------------------------------------------------------------------------------______________________________________
Rozdział 4 – „Wierzymy w Ciebie!"
Andromeda nie wierzyła jednak w to co
powiedziało jej 5 lat temu lustro przyszłości. ~*Powtarzasz się...*~
„Skąd lustro mogłoby wiedzieć, co stanie się
za 10 lat? No ale pożyjemy zobaczymy". – Pomyślała
KOLEJNE 5 LAT PÓŹNIEJ
\Bo po chuj wymyślać akcję, skoro można dać time skip./
14 kwietnia w normalnej rodzinie urodził się
chłopiec. Rodzice nadali mu imię Dawid. Jego życie, i życie jego rodziny
toczyło się normalnie, czyli tak jak 10 lat temu. Nie zostali zamienieni w
zombie, czyli było dobrze. Kiedy Dawid miał już 18 lat jego rodzice zawołali go
do siebie.
- Musimy Ci coś powiedzieć. – Powiedzieli
rodzice.
- Tak? – Powiedział Dawid
*- Jesteś
adoptowany.*
- 10 lat temu świat był jeszcze normalny. Nie
było jeszcze wtedy apokalipsy zombie. Jednak, kiedy no dość duża grupa ludzi
zabiła bez bliższego powodu rodziców pewnej dziewczyny, która nazywa się
Andromeda, ona postanowiła się zemścić na ludziach tworząc wirusa i
rozpuszczając go po świecie. Po dwóch miesiącach na świecie zaczęła być
apokalipsa zombie. Ty, Dawidzie musisz pójść do najwyższego budynku w mieście,
czyli do domu Andromedy i ją zabić. – Powiedziała matka Dawida
- Tak, to co mówi Twoja mama, Dawidzie jest
prawdą. Od tego zależy przyszłość świata. – Powiedział ojciec Dawida
- Ale jak ja mam się tam dostać? Przecież po
mieście chodzi tysiące zombie! Zanim dojdę do tego budynku mogę zostać
zamieniony w jednego z nich! – Powiedział Dawid ~*A ten debil im
wierzy, bez żadnych pytań... -_-*~
- Weź Mój karabin. \Akurat tutaj
broń ma sens./ Wtedy nic Ci już nie będzie grozić. – Powiedział
ojciec.
- No dobrze. – Powiedział Dawid
Chłopak wziął karabin ojca, i wyszedł z
mieszkania. Kiedy wychodził, usłyszał jeszcze za sobą rodziców, którzy
powiedzieli:
- Wierzymy w Ciebie!
Dawid wyszedł. Kiedy to zrobił od razu
rzuciły się na niego trzy zombie. *Ale ameby nie mają mózgu!* Na
szczęście dzięki temu, że w karabinie było jeszcze sporo naboi ~*Warum
nicht.*~ chłopak sobie z nim poradził. Udał się w kierunku najwyższego
budynku w mieście zabijając przy tym masę zombie. Kiedy doszedł do budynku
pomyślał ze zdziwieniem:
„Jakim cudem, przez te dziesięć lat budynek
zachował się w nienaruszonym stanie? Jakby zombie wiedziały, kto zapoczątkował
tą apokalipsę." \.../
Jednak chłopak wszedł do budynku i udał się
do jednego z pokoi położonych na najwyższym piętrze. Jakby wiedział, że tam
przebywa teraz Andromeda... ~*To jest tak głupie, że aż mój kot się
przewrócił.*~
------------------------------------------------------------------------------------------
Od Autorki
Heh. Już powoli zbliżamy się do końca
pierwszej części tego opowiadania.
*
*
Druga część, mówię Wam, będzie znacznie
ciekawsza. :-) ~*Trzymam cię za słowo, moja dawna ty. Jeżeli kłamiesz,
to cię zabiję.*~
------------------------------------------------------------------------------------------______________________________________
Rozdział 5 – „Lustro przyszłości mówiło prawdę..."
Andromeda tymczasem stała przed oknem i
patrzyła na to co dzieje ~*Znowu zmiana czasu.*~ się na
świecie. Po chwili usłyszała kroki, a po sekundzie zobaczyła kto się do niej
wybiera. Kiedy to zobaczyła pomyślała:
„Lustro przyszłości mówiło prawdę... Ale
jakim cudem?!" *W końcu jesteś Mary Sue.*
Po chwili chłopak wszedł na piętro i wszedł
do odpowiedniego pokoju. Kiedy zobaczył Andromedę, ta powiedziała:
- No proszę proszę, kogo my tu mamy?
- Poddaj się, nie masz ze mną żadnych szans!
– Powiedział Dawid
\- Spierdalaj
- Odpowiedziała kulturalnie Andromeda Syn Andersa./
- A co Ty Mi możesz tym swoim karabinkiem
zrobić? – Powiedziała drwiąco Andromeda. ~*Na przykład cię zabić, ale
co ja tam wiem.*~
- A no wiele. Może nie samym karabinem, ale
mogę Ci dużo zrobić. – Powiedział Dawid
Kiedy wypowiedział te słowa, zaczęli ze sobą
walczyć. Na początku wydawać by się mogło, że wygra Andromeda, gdyż miała
przewagę. Jednak po 50 minutowej *Bo pięćdziesiąt minut to bardzo
godzina.* walce wygrał Dawid. Tak strzelił w Andromedę, że ta
nie miała już żadnych szans na przeżycie.
- Jeszcze tego pożałujesz! – Powiedziała
Andromeda po czym padła martwa.
Po chwili Dawid wyjął z jej kieszeni tubę z
wirusem i rzucił ją o ziemię. Tuba rozbiła się, gdyż była w większości ze
szkła. W tym momencie na świecie zaczął przywracać się ład i porządek. Dawid
wyszedł z budynku i udał się w stronę swojego domu. Kiedy wszedł, rodzice
zapytali się go:
- I co? Zabiłeś Andromedę? – Spytali się jego
rodzice \Na chłolerę jest tu ten dopisek?/ ~*Tego
nikt nie wie.*~
- Tak. Na dodatek rozbiłem także tubę w
której Andromeda przechowywała wirusa, dzięki czemu w ciągu dwóch miesięcy
świat powinien wrócić do ładu. – Powiedział Dawid
- Jesteśmy z Ciebie dumni! – Powiedzieli z
radością w głosie jego rodzice.
2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ
~*Znowu pomińmy wydarzenia i dajmy time skip.*~
Na świecie znów zaczął panować ład i
porządek. Ludzie zaczęli odbudowywać swoje miasta. Po
2 tygodniach cały świat był już odbudowany.
~*
Jakim cudem, tego do dziś nie wiem.*~
Po kolejnych 2 tygodniach wszyscy zaczęli
zapominać o tym, co wydarzyło się na świecie.
*
*
Jednak nie wiedzieli jeszcze, co stanie się
za 1000 lat... \Bo jak niby mieliby to przewidzieć./
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
--------------------------------------------------------------------------------------------
Od Autorki
I to jest już koniec...ale części
pierwszej. ~*<Płacze>*~ Wyjdzie także, jak już pewnie
się domyśleliście część druga, którą postaram się napisać jeszcze ciekawiej niż
tą część. *No ja mam nadzieję. Tak, wiem, za wiele wymagam.* Także
oczekujcie jej. :-)
------------------------------------------------------------------------------------------______________________________________
CZĘŚĆ DRUGA
______________________________________
Prolog
Tysiąc lat po pierwszym ataku zombie i po
zatrzymaniu go przez Dawida Wilsona ~*Hehehe...*~ *. . . .
. . <- Kropki "Ja pierdolę, fangirl.".* na
świat przychodzi Grzegorz Sulivan. \O, błąd w nazwisku./ W
wieku 18 lat rodzice mówią mu:
- Musimy ci powiedzieć coś ważnego. Tysiąc
lat temu na świecie był pierwszy atak zombie. Niestety, kobieta która go
spowodowała została zabita. ~*Bo zombie są takie fajne.*~ Jednak
da się jeszcze ją przywrócić do życia. *W końcu to Mary Sue.* Wystarczy,
że pójdziesz do najwyższego budynku w mieście, wejdziesz do odpowiedniego
pokoju i ożywisz kobietę która leży tam martwa na podłodze. Kiedy się obudzi
zajmie się resztą.
- Ale jak ja mam to zrobić? – Spytał się
Grzegorz. \Kolejny naiwnie wierzy we wszystko...Gdzie mój pistolet?/
- Dotknij jej szyi i zobacz co się stanie. –
Powiedzieli mu rodzice.
- No dobrze. – Powiedział Grzegorz.
~*Kolejny w choj krótki prolog. . .*~
*Czej, to
tyle? O.o*
~*Tak...*~
______________________________________
Rozdział 1 – „Ja się nie poddam..."
*Już ją lubię.*
Grzegorz udał się do największego budynku w
mieście. Kiedy tam doszedł, zdziwił się, ponieważ mimo 1000 lat bez konserwacji
budynek zachował się w idealnym stanie. \No oczywiście./
„Ale jak to możliwe? Przecież Andromeda jest
podobno martwa od 1000 lat. Budynek dawno powinien się rozlecieć." –
Pomyślał Grzegorz. ~*Biedny Captain Obvious, niedługo straci
posadę...*~
Jednak wszedł do budynku. Zaczął sprawdzać
wszystkie pokoje, w poszukiwaniu celu. Kiedy wszedł na ostatnie piętro
zrezygnowany otworzył drzwi do ostatniego pokoju. Kiedy tam wszedł, zobaczył
leżącą na ziemi martwą kobietę. Obok niej leżało potłuczone szkło.
„To na pewno ona." – Pomyślał
chłopak *A może ktoś po prostu robi sobie z ciebie jaja, deklu?*
Podszedł do niej i zrobił to co kazali mu
rodzice. Kiedy to zrobił, udał się do wyjścia. Po tym kiedy wyszedł, Andromeda
obudziła się. Kiedy wstała z zimnej podłogi podeszła do okna. Kiedy zobaczyła,
że świat wygląda \Znowu zmiana czasu.../ normalnie,
powiedziała do siebie:
„Ja się nie poddam. Stworzę jeszcze gorszego
wirusa. Wirusa którego NIKT nie będzie mógł zniszczyć!"
Dziewczyna zaczęła budować tubę, jednak z
różnymi ulepszeniami, jak np. możliwością zamieniania się tuby w robota który
mógłby zabić każdego kto spróbowałby przeszkodzić Andromedzie, syntezatorem ~*mowy
IVONA*~ głosu, czy też metalowymi nogami, aby Andromeda nie musiała
tej tuby nosić w kieszeni z obawą, że wypadnie i się rozbije. Potem dziewczyna
poszła do laboratorium stworzyć naprawdę groźnego wirusa. Po tygodniu go
skończyła. *...* Kiedy to zrobiła umieściła go w
tubie. Od razu włączyła wszystkie opcje które były wbudowane w tubę. Kiedy to
zrobiła tuba sama podeszła do okna. Andromeda otworzyła je na oścież, i
nacisnęła przycisk rozpuszczający wirusa.
- No. I teraz wystarczy poczekać dwa
miesiące. – Powiedziała
- Ale będzie zabawa! – Powiedziała
tuba. \Przedszkole time!/
------------------------------------------------------------------------------------------
Od Autorki
I mamy część drugą. ~*Niestety...*~ Tak
naprawdę to nie wiem ile ona będzie trwać, ale pewnie jakoś niedużo. :-) *Uff...*
------------------------------------------------------------------------------------------______________________________________
Rozdział 2 – „Ale jakim cudem?"
- Oj milej będzie popatrzeć jak ludzie
zamieniają się w zombie. Haha. – Powiedziała ze śmiechem Andromeda. \Przedszkole
atakuje./
Po tych słowach usiadła na parapecie wraz z
tubą która poszła za dziewczyną. ~*Tap tap, motherfucker.*~
- Ci ludzie myślą, że Dawid ich uratował. –
Powiedziała Andromeda
- No, i to właśnie jest ich błąd. A tak w
ogóle to jakim cudem Ty żyjesz? – Powiedziała tuba.
- A wiesz, że nie wiem? W każdym razie ludzi
już nic nie uratuje. Tak stworzyłam tego wirusa, że nikt, oprócz Mnie
naturalnie nie będzie mógł go zniszczyć. A ja oczywiście tego nie zrobię. –
Powiedziała Andromeda *Nie byłbym tego taki pewien, Andziu.*
Po chwili Andromeda powiedziała:
- Wydaje Mi się, że ktoś Mnie
obserwuje. \To nasze trio. Oczami pełnymi żenady.../ Ale
pewnie za dużo naoglądałam się w przeszłości horrorów.
- Właśnie horrory tak działają. Najpierw się
ich nie boisz, ale jak przyjdzie co do czego... - Powiedziała tuba. ~*To
i tak się ich nie boisz.*~
- No, masz racje. – Powiedziała Andromeda.
I tak gadali sobie jeszcze na różne
tematy *Bo ich wymyślenie to największy wysiłek na świecie...*,
aż nadeszła noc, i Andromeda poszła spać. Następne dni wyglądały normalnie.
Jednak...
2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ
\Znowu przeskakujmy w czasie./
Andromeda po przebudzeniu się ~*Długo
spała.*~ podeszła do okna i zobaczyła to, na co czekała. Na świecie
ponownie panowały zombie...
------------------------------------------------------------------------------------------
Od Autorki
Tak, wiem, że pierwszy i drugi rozdział może
być nudny, ale tak to już –niestety- jest. Następne postaram się pisać
ciekawie. :-) *Co oczywiście ci się nie uda.*
------------------------------------------------------------------------------------------ ______________________________________
Rozdział 3 – „Ale jak to możliwe?"
Tymczasem Dawid wraz z rodziną postanowili
pooglądać telewizję. Kiedy włączyli telewizor, zobaczyli, że na każdym kanale
lecą \Znowu ta jebana zmiana czasu./ te same
wiadomości. Prezenter mówił w nich:
„Niestety, to może być już nasz ostatni
komunikat. Ponownie na świecie panuje wirus który zamienia ludzi w zombie,
jednak teraz robi to ze zdwojoną siłą. Wirus nie jest pochodzenia naturalnego.
Musiał go stworzyć jakiś wyjątkowo mądry ~*To pewnie ja.*~ *Ależ ty skromna...* ~*No wieeem.
:D*~ człowiek. Osoby niezarażone wirusem
prosi się o stanowcze NIE wychodzenie z domu."
- Ale jak to możliwe? Przecież zabiłem
Andromedę! – Powiedział Dawid.
- No właśnie. Ktoś musiał ją ożywić, albo nie
została do końca zabita. – Powiedzieli jego rodzice.
- Ale to niemożliwe, aby ktoś ją ożywił.
Ludzi nie da się ożywić, a przecież ona jest zwykłym człowiekiem. \Nie,
Dawidku. To Mary Sue./ A co do zabicia, to przecież strzeliłem jej
z karabinu w szyję. Od razu padła martwa. – Powiedział Dawid
Tak zakończyła się ich rozmowa. Na świecie
wszyscy niezarażeni ludzie, którzy zobaczyli wiadomości lub wyjrzeli przez
okno, zaczęli zastanawiać się jakim cudem to może dziać się ponownie.
Dawid postanowił, że skoro nie można
wychodzić z domu, to chociaż popatrzy na sytuację przez okno. Kiedy podszedł do
niego zobaczył za oknem...Andromedę. Szła sobie spokojnie, a mimo tego, że była
żywym człowiekiem żaden z zombie jej nie zaatakował. ~*Ciekawe
dlaczego...*~
„To niemożliwe! Jakim cudem ona może jeszcze
żyć?!" – Pomyślał chłopak.
Od razu zawołał rodziców, i pokazał im to co
zauważył za oknem.
- A jednak żyje! Tylko jak?! – Powiedziała
matka Dawida.
- Hmm. Pamiętasz? 2 miesiące temu widzieliśmy
za oknem takiego chłopaka, który szedł w stronę domu Andromedy. Nikt normalny,
nawet ciekawskie osoby nie chodziły w tamto miejsce. – Powiedział ojciec
Dawida.
- Czy myślicie, że on miałby coś z tym
wspólnego? – Spytał się Dawid.
- No raczej tak. Nawet naprawdę ciekawskie
osoby omijały tamto miejsce szerokim łukiem. – Powiedział ojciec. *Chujowe
wytłumaczenie.*
I tak ich rozmowa zakończyła się. Wszyscy
wrócili do codziennych zajęć, nie zapominając oczywiście o tym, że nie mogą
wychodzić na zewnątrz, gdyż to byłoby posunięcie samobójcze. \A jak
niebieski wieloryb wam każe, to co zrobicie?/
------------------------------------------------------------------------------------------
Od Autorki
Mam nadzieję, że ten rozdział uznacie za
ciekawy. ~*Nie, nie uznamy go za taki.*~ Tak już sobie myślę,
że to opowiadanie skończy się w 6-8 rozdziałach. :-) *Oby w
sześciu...Błagam, oby w sześciu...*
------------------------------------------------------------------------------------------ ______________________________________
Rozdział 4 – „Ciekawe..." \Czy jestem taka głupia, czy tylko udaję./
Andromeda wybierała się ponownie do lustra
przyszłości, aby poznać po raz kolejny przyszłość i swoją i świata. Kiedy
dziewczyna weszła do budynku z lustrem, i podeszła, zobaczyła naprawdę ciekawą,
a zarazem dziwną przyszłość. ~*Terroryści zniknęli?*~
Lustro pokazywało, że za 5 lat, dziewczyna
pozna osobę, która ją ożywiła. Zaprzyjaźnią się, i będą razem spędzać czas.
Jednak po dwóch miesiącach Andromeda pomyśli, że apokalipsa zombie tak naprawdę
nie miała sensu, ponieważ męczenie całej ludzkości jest dziwne, gdyż jej
rodziców nie zabił cały świat, tylko duża garstka ludzi. Pomyśli, że czas
zaprzestać działania wirusa. Powie o swoim pomyśle chłopakowi, który przyzna,
że pomysł jest dobry. Tuba, w którą wbudowany jest syntezator mowy *IVONA* będzie
jednak zachęcać ich do tego, aby pozostawili sprawy tak jak jest. \Chyba
sprawę./ Jednak oni zrobią to, co chcą. ~*Bo nikt nie
będzie im mówił, jak mają żyć.*~ Na świecie już na zawsze zapanuje ład
i porządek.
Kiedy pokaz przyszłości się skończył,
Andromeda pomyślała:
„Ciekawe... Tyle, że ta przyszłość jest
niemożliwa, gdyż ja nigdy nie odwrócę działania wirusa." *Taaa...Wmawiaj
to sobie.*
Kiedy wróciła do domu od razu usiadła na
parapecie i zaczęła rozmyślać o tym, co pokazało jej lustro przyszłości. Po
chwili podeszła do niej tuba, w której przechowywany był wirus, i spytała się:
- O czym tak myślisz?
- A o tym co Mi pokazało lustro przyszłości.
– Powiedziała dziewczyna.
- A co to jest tak w ogóle to lustro
przyszłości? – Zapytała się tuba.
\- Sprawdź w
necie. - Odpowiedziała Andromeda Syn Andersa./
- To takie lustro, które pokazuje przyszłość
osoby która przed nim stoi, oraz przyszłość świata. Jednak w 99 % kłamie.
Chociaż 1000 lat temu to lustro pokazało Mi prawdę. – Powiedziała ~*Bo
jestem Mary Sue.*~
- A jaką tym razem to lustro pokazało Ci
przyszłość? – Zapytała się tuba.
Andromeda po kolei opowiedziała swoją
przyszłość, którą widziała w lustrze. Kiedy skończyła, na chwilę nastała cisza.
Słychać było tylko przez uchylone okno jęki *( ͡° ͜ʖ ͡°)* \No
comment./ zombie. Po chwili tuba powiedziała:
- To niemożliwe. Przecież Ty nigdy byś nie
odwróciła działania wirusa, nie?
- No prawda. Ale w sumie pożyjemy zobaczymy.
– Powiedziała dziewczyna.
Rozmawiali tak jeszcze z 2 godziny, po czym
nastała noc, i Andromeda poszła spać.
------------------------------------------------------------------------------------------
Od Autorki
Heh. To już jest czwarty rozdział i nadal nic
się nie dzieje. ~*Wreszcie się przyznała.*~ Ale od następnych
rozdziałów będzie się działo więcej, gdyż dochodzimy już do końca. :-) *Nareszcie...*
------------------------------------------------------------------------------------------______________________________________
Rozdział 5 – „A Ty to kto?"
Andromeda następnego dnia jak zwykle usiadła
na parapecie i zaczęła rozmyślać.
„Jak tu nudno. Takimi zombie to nawet władać
nie można. Nie ma co tu robić. Ale cóż, sama tą apokalipsę stworzyłam."
I tak mijały jej każde dni.
\Ambitnie/
5 LAT PÓŹNIEJ
~*Znowu aŁtoreczka nie miała pomysłów, więc zarzuciła
time skip.*~
Andromeda jak zwykle siedziała sobie na
parapecie i rozmawiała z tubą. Po chwili usłyszała jakiś trzask dochodzący z
dołu. Nacisnęła przycisk który zamieniał tubę w robota, i powiedziała do niego:
- Idź, i zobacz co tam się dzieje. Jeśli
byłby tam jakiś człowiek, to nie zabijaj go, tylko przyprowadź go do Mnie.
Robot wykonał polecenie Andromedy i zszedł na
dół. Andromeda w tym czasie myślała:
„Pewnie znowu Dawid chce Mnie zabić. *Mam
taką nadzieję.* Jeśli tak jest, to sam może liczyć się ze
śmiercią. W końcu tubę z wirusem znacznie ulepszyłam, więc teoretycznie nie
będę musiała nic robić, oprócz patrzenia jak robot zabija Dawida..."
Dalsze rozmyślania przerwały Andromedzie
otwierające się drzwi do pokoju w którym przebywała. W drzwiach stał robot
który trzymał w jednej z metalowych rąk jakiegoś chłopaka.
- Postaw go na ziemi. – Rozkazała Andromeda
schodząc z parapetu.
Po chwili podeszła do chłopaka i zapytała się
go:
- A Ty to kto? I co robisz w Moim domu? \-
Stoję. Nie widać? - Odpowiedział kulturalnie przybysz./
- Jestem Grzegorz Sulivan. Po prostu zombie
zniszczyły Mi dom, i przy okazji zabili Mi Moich rodziców. Postanowiłem że
gdzieś się schowam, i kiedy chciałem to zrobić, coś ciągnęło Mnie właśnie
tutaj. – Powiedział chłopak
- Mhm. A tak w ogóle wiesz jakim ja cudem
jeszcze żyję? Przecież 1000 lat temu zostałam zabita. – Spytała go Andromeda, z
nadzieją, że zna odpowiedź. ~*Tak, na pewno on by to wiedział.*~
- To ja Ciebie ożywiłem. Rodzice byli tak
jakoś nie wiem czemu zdołowani tym, że po tych 1000 lat nadal nie ma kolejnej
apokalipsy zombie, i kazali Mi tu przyjść i Ciebie ożywić. – Powiedział
Po tych słowach nastała cisza. Andromeda
pomyślała:
„Nie myślałam, że na tym świecie są ludzie
którzy wiedzą, że to ja zapoczątkowałam apokalipsę zombie, i, że popierają
Mnie."
*A ja nie
wiedziałem, że można być takim debilem i wierzyć w słowa nieznajomego.*
Po chwili Andromeda zobaczyła, że robot sobie
gdzieś poszedł. \Znudził się biedak./ Powiedziała:
- A co do zniszczenia Twojego domu, to możesz
tutaj na jakiś czas się schronić.
- Dziękuję! – Powiedział chłopak.
- Oj nie ma za co. – Powiedziała Andromeda i
się uśmiechnęła.
Po tej rozmowie nastał już wieczór, gdyż
Grzegorza przyprowadzono do Andromedy o 20:00. ~*Przecież dwudziesta to
jest wieczór...*~ Andromeda zaprowadziła Grzegorza do jednego z 20
pokoi, po czym sama poszła do swojego.
Jednak nie wiedziała, że niedługo okaże się,
że lustro przyszłości znów zgadnie jej przyszłość...
*Fajny
spoiler.*
------------------------------------------------------------------------------------------
Od Autorki
Chciałam Wam powiedzieć, że –niestety-
następny rozdział będzie już ostatnim rozdziałem tego opowiadania. :-( \No
nareszcie.../
------------------------------------------------------------------------------------------______________________________________
Rozdział 6 – „To jest dziwne..." ~*Nadal jestem debilką...*~
Kilka dni po całym zdarzeniu Andromeda
pomyślała sobie:
„To jest dziwne. Rodziców zabiła Mi dość
spora grupa ludzi, która już pewnie nie żyje *Raczej na pewno, bo
w końcu minęło tysiąc lat.*, a nie cały świat. A ja mszczę się na
całym świecie. Przecież jest na nim tyle niewinnych ludzi... Na szczęście ja
stworzyłam tego wirusa, i ja mogę go zatrzymać."
Kiedy skończyła myśleć poszła do Grzegorza i
powiedziała mu o tym co sobie pomyślała. On powiedział na to:
- W sumie racja. Na świecie jest mnóstwo
ludzi którzy nic Ci nie zrobili.
Ich rozmowę usłyszała tuba, która stała sobie
na parapecie. Powiedziała:
- No co Ty, Andromeda! Chyba nie zrobisz
tego?
- A no widzisz, jednak zrobię. A Tobie nic do
tego. – Powiedziała dziewczyna. \Uuu, jaki pocisk!/
- Nie rób tego! – Nalegała tuba.
- Ta grupka ludzi zapewne nie żyje już, gdyż
teraz miałaby ponad tysiąc lat. A na świecie jest przecież mnóstwo ludzi,
których Andromeda nie zna, i którzy nic jej nie zrobili. – Powiedział Grzegorz
Po tej rozmowie Andromeda wzięła w ręce
szamoczącą się tubę, i wyłączyła ją, po czym podeszła do okna i postawiła ją.
Nacisnęła czerwony przycisk, który odwracał działanie wirusa. ~*Sorki,
że tak mało teraz komentujemy, ale to jest takie słabe, że nie ma co tu
powiedzieć.*~ Kiedy to zrobiła, powiedziała:
- No. Gotowe. Teraz wystarczy poczekać 2
miesiące na całkowity efekt. – Powiedziała
- Wiesz, może jakoś zniszczysz tą tubę? W
końcu wirus z rozbitej tuby już nie działa. Wtedy jest to tylko zwykła woda. –
Powiedział chłopak. *A skąd on może to wiedzieć?* \Może
jest amerykańskim naukowcem?/
- Wiesz, to dobry pomysł. – Powiedziała
Andromeda
Po chwili wychyliła się z okna i wyrzuciła
tubę jak najdalej mogła. Słychać było jak się roztrzaskuje. ~*To głośny
musiał być ten trzask.*~
2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ
*Znowu pomijajmy czas.*
Kiedy apokalipsa zombie zakończyła się, i
świat został ponownie odbudowany,
\
/
Dawid wyszedł sobie z rodzicami na spacer.
Kiedy sobie szli, chłopak zobaczył coś iskrzącego się. Powiedział do rodziców:
- Patrzcie! Tam się coś iskrzy!
Kiedy wszyscy razem podeszli, zobaczyli
iskrzące się przyciski, szkło i obudowę jakieś tuby.
- Co to jest? – Spytał się chłopak.
Ojciec Dawida podszedł i podniósł obudowę,
gdyż ona jedyna nie ucierpiała. ~*No oczywiście.*~ Kiedy
dokładniej ją obejrzał, powiedział:
- Hmm. Wygląda to jak obudowa od tuby w
której najprawdopodobniej Andromeda przechowywała wirusa. *Kolejny
amerykański naukowiec.*
- Czy myślicie o tym samym co ja? – Spytała się
jego matka.
- Tak. Myślę, że Andromeda w końcu zmądrzała,
i zakończyła tą \*tę/ apokalipsę zombie. – Powiedział
Dawid.
I sobie poszli. ~*Jakby nic się nie
stało.*~
TYMCZASEM, W DOMU ANDROMEDY.
Andromeda rozmawiała sobie z Grzegorzem. Po
chwili chłopak powiedział:
- Wiesz, miło Mi się tutaj mieszkało, ale
muszę już pójść szukać nowego mieszkania. *Bo zamieszkanie z nią
było niemożliwe.*
- Aa, no w sumie racja. – Powiedziała
Po rozmowie Grzegorz udał się do wyjścia,
gdyż nie miał tutaj niczego swojego. Przy wyjściu powiedział do Andromedy:
- Naprawdę miło Mi się tutaj z Tobą
mieszkało. Mam nadzieję, że się kiedyś jeszcze spotkamy.
- I ja mam taką nadzieję. – Powiedziała
dziewczyna.
\A ja nie./
Po tych słowach Grzegorz udał się w
poszukiwaniu nowego mieszkania, a Andromeda wróciła do mieszkania. ~*Za
dużo słowa "mieszkania" w jednym zdaniu.*~
KONIEC
*Nareszcie...*
------------------------------------------------------------------------------------------
Od Autorki
I to jest już \Na szczęście/ niestety
koniec tego opowiadania. Wrzucę jeszcze jedno i chyba ostatnie opowiadanie do
blogosfery, a mianowicie część 2 opowiadania „Retconning". ~*Które
też zagości na łamach tej analizatorni.*~ Chociaż jeśli wpadłby Mi
pomysł na opowiadanie którym chciałabym się z Wami podzielić, to oczywiście
wrzucę go na bloga. :-) *Blogi to zUo.* \Zgadzam
się. Sami hejterzy tam siedzą. No i czasem krytycy./
------------------------------------------------------------------------------------------______________________________________
A teraz, standardowo, mała analiza od nas:
~*To opowiadanie było nudne i bardzo krótkie.
Co do długości, to jeszcze bym się tak nie skarżyła, gdyby to opko było chociaż
trochę ciekawe. Jednak, znowu, są tu nierealistyczne sytuacje, które powodują
chęć strzelenia facepalma oraz sama historia nie ma w sobie niczego
ciekawego.*~
*Mnie w tym
opowiadaniu denerwowały nierealistyczne sytuacje. No, bo na serio. Jakim cudem
cały pierdolony świat został przywrócony do porządku w DWA TYGODNIE?! Jakie
moce miał Grzegorz, że udało mu się wskrzesić Andromedę? Dlaczego jego rodzice
byli zwolennikami dziewczyny? Czemu jej oczy nagle zmieniły się na czerwone? Na
te oraz wiele innych pytań nigdy nie dostaniemy odpowiedzi.*
\Mnie zaś,
denerwowały nierealistyczne sytuacje oraz interpunkcja. Serio, przecinki znowu
były stawiane losowo, co mogło nieźle wkurzyć. Co do sytuacji, to było ich
sporo. Na przykład, dlaczego akurat Dawid miał uratować świat, a Grzegorz
wskrzesić Andromedę? To było głupie. A poza tym, najśmieszniejsze było to, że
cały świat został odbudowany w DWA TYGODNIE!/
Wspólnie: Ale jeżeliby dokonać porządnej edycji, to ta historia
mogłaby być ciekawa!
______________________________________
Wkrótce:
"Wlec obecną siebie do piekła,
czyli "One way to destruction"."








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Powiedz co sądzisz o analizie, zacznij dyskusję lub po prostu zadaj pytanie. ^.^