O mnie

Moje zdjęcie
-> Zofia Ziętek -> Studentka niestacjonarna dietetyki na SGGW. -> 24 lata. -> Kocham koty, koty to NadZwierzęta. -> Dumny wróg publiczny lewicowej części Pinteresta. -> Lubię wkurwiać lewicowe dzieci. -> Zardonic to Nadbóg, jego po prostu nie da się nie wielbić z czystym sumieniem. -> Moja wiocha to Kolonia Jurki a miasto Grójec i mam w piździe to, że nadal jestem zameldowana w Warszawie. -> Aktywna użytkowniczka Reddita. -> Jestem w wielu fandomach, jednak pięć podstawowych to Zealots, BL3NDERS, C&C, Gachowate gry i Half-Life. -> Lubię czytać wszędzie, ale nie w domu. Cholera wie czemu. -> Obecnie uczę się hiszpańskiego i rosyjskiego. -> Jestem nietolerancyjnym kartoflem i jestem z tego dumna. -> Mam niedojebaną matkę, która nie przeżyje dnia bez opierdolenia mnie o byle gówno. -> Nie chcę mieć chłopaka. Po prostu nie, nie chcę mieć w życiu żadnych nieobowiązkowych ograniczeń. -> W tym roku wreszcie znalazłam postać fikcyjną, z którą mogę się utożsamiać. ;"-) -> Lubię z ChatGPT korzystać, często mi pomaga. -> Yuri z Red Alert 2 jest seksi as fuck, change my mind. -> Kocham swoje życie, jest zajebiste.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Wlec obecną siebie do piekła, czyli "One way to destruction".

_____________________________________________________________________________________________________

*Z korytarza słychać męskie krzyki, a następnie dźwięk ciągnięcia kogoś po podłodze. Po paru minutach, słychać dźwięk przykuwania łańcuchami do krzesła.*

Oceniają:

~* - Ja

* - Brother Blood

To opowiadanie miało zawierać wiele zajebistych przygód i zwrotów akcji, a wyszło to, co zwykle, czyli gówno. Na dodatek gówno na powtarzalny temat, bo znowu będzie mowa o Miejscach Przeznaczenia. Na szczęście, Brother Blood, jako jedyny, zgodził się ze mną to analizować.

*Ta...Zgodziłem...Przykułaś mnie dwiema warstwami łańcuchów, przez które nie mogę się teleportować, do krzesła w pomieszczeniu z laserami, biurkiem i laptopem. -.-*

~*Cicho. Psujesz wszystko.*~

______________________________________________

Prolog

Jednego razu, na świecie, żyli Grzegorz i Andromeda. Byli oni najlepszymi przyjaciółmi i nadal bardzo się lubili. ~*W końcu byli najlepszymi przyjaciółmi, czyż nie?*~ Mieli również takie samo marzenie. Chcieli zniszczyć świat. *Warum nicht?* Niestety, nie udawało się to, gdyż przeszkadzali im w tym ich wrogowie. Życie dwojga płynęło codziennie tak samo. Jednak, któregoś dnia, parę miesięcy przed 13 kwietnia 2036 roku ~*Dla zielonych: Kolejna, większa data końca świata.*~, Grzegorz, przeszukując Internet, trafił na stronę, gdzie napisane było, że aby zniszczyć świat za pomocą asteroidy Apophis ~*Która wtedy ma pierdolnąć.*~, najpierw należy

zniszczyć 70 Miejsc Przeznaczenia. 

~*<Pociesza>*~

- AŻ 70?! Po za tym, co roku tak mówisz, co roku próbujemy je zniszczyć a i tak wychodzi to samo co zwykle, czyli nic. - Rzekła dziewczyna. *Ale teraz, znając aŁtoreczkę, wam się uda.*

- Tak, aż 70. Też uważam, że to za dużo, ale jak mus to mus. A poza tym, tym ~*Tym tym motherfucker*~  razem na pewno się uda. - Rzekł chłopak.

- Możemy spróbować, ale ostatni raz. Tylko jak my zniszczymy te Miejsca? - Spytała

- Normalnie. Mamy przecież helikoptery i maszyny do niszczenia 3/4 terenu. ~*AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! POWTARZANIE ZDAŃ W KAŻDYM ROZDZIALE ALERT!!!*~ *...* Musimy się tylko jakoś podzielić. Ty zniszczysz od 1 - 35 Miejsca Przeznaczenia, a ja od 36 - 70. Gdy skończysz niszczyć, czekaj na mnie w domu. - Odpowiedział

- Ale jak JA je zniszczę?! Przecież nie umiem kierować helikopterem! - Krzyknęła *Mogę cię teleportować.*

- Wynajmę jakiegoś pilota i po sprawie. - Powiedział  ~*Bo jam jest burżuj.*~

Po tej rozmowie połączenie zakończyło się. Andromeda ruszyła więc dalej w drogę powrotną. *Zara. To ona już wracała do ich zadupiodomu?* Po paru minutach, dostała jednak SMS-a. Kiedy włączyła telefon i sprawdziła od kogo on był, okazało się, że był on od Grzegorza. Dziewczyna włączyła więc go i sprawdziła o czym był. Okazało się, że była to lista Miejsc do zniszczenia. Jako pierwsze przypadła Grenlandia. *Oł jea! Nierealistyczne sytuacje!* Andromedzie aż zimno się zrobiło, gdy to przeczytała. Mimo wszystko, skopiowała listę do notatnika i wyłączyła telefon, po czym, jako iż była pod domem ~*Kolejna z mocami teleportacji.*~, weszła do niego. Gdy tam była, ujrzała Grzegorza, który rozmawiał przez telefon. Najprawdopodobniej wynajmował pilota. *Co za szybka konkluzja.* Andromeda, nie chcąc przeszkadzać, poszła do siebie do pokoju i zaczęła pakować potrzebne rzeczy. *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Błagam...*~ *( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~ *No co? xD* W połowie, usłyszała jednak otwierające się drzwi. Odwróciła się ona. Gdy to zrobiła, ujrzała Grzegorza, który powiedział:

- O, już się pakujesz. To dobrze. Właśnie wynająłem pilota twojego helikoptera. Z rozmowy z nim można wywnioskować, że nie jest taki jak poprzedni piloci, czyli nie jest chamski i pusty. Po rozmowie z twoim nowym pilotem wnioskuje, że jest inteligentnym człowiekiem, więc nie będziesz musiała się z nim męczyć jak z innymi. ~*O kurwa...W rozdziale pierwszym będą hipernierealistyczne sytuacje już od początku. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!*~ *..................................................................................... <- Kropki rozpaczy.* 

- Tym lepiej...Nie będę tak cierpieć. - Rzekła dziewczyna.

Po tej rozmowie, pogadali sobie jeszcze trochę *Bo po co pisać, o czym gadali.*, po czym Grzegorz wyszedł się pakować.


Następnego dnia, wyruszyli oni aby zniszczyć Miejsca...

~*DUN DUN DUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUN!*~

______________________________________________

Rozdział I – Poznanie, pierwsze Miejsce Przeznaczenia i pierwsze wykończenie.

*Zapowiada się ciekawie.*

~*Ale uwierz mi, nierealistyczna sytuacja, której tu doświadczysz, spowoduje że jebniesz ze śmiechu. xDD*~

*Już nie mogę się doczekać, w takim razie.*

Następnego dnia, gdy Andromeda weszła do helikoptera, podeszła do jednej z klap i otworzyła ją. Po zrobieniu tego, umieściła tam swój sprzęt, a następnie zamknęła drzwiczki. *Jaki zajebisty początek...* Po wykonaniu tego, usiadła na zwykłym siedzeniu i zapięła pasy. Chwilę później, helikopter ruszył.

 

W czasie drogi ~*GDZIE JEST PRZECINEK?!*~ przez parę chwil wszystko było normalne. Po tych paru chwilach jednak, Andromeda usłyszała kroki. Domyśliła się, że był to pilot, gdyż oprócz niej i niego nie było tam nikogo. *( ͡° ͜ʖ ͡°)* 

~*

*~

Mimo wszystko, gdy kroki ucichły, dziewczyna odwróciła się, aby zobaczyć jak on, jej nowy pilot wyglądał.

 

Był on wysoki oraz szczupły. Miał krótkie, blond włosy. Widać było, że miał różnobarwność tęczówek oka. Jedno jego oko było koloru niebieskozielonego, zaś drugie miało kolor bursztynowy. Jego nos był średniej wielkości. Usta miał małe. ~*A zdania pojedyncze być fajne. Serio, dziś czytałam na polskim fragment "Pamiętnika z powstania warszawskiego" czy jakoś tak i tam były prawie same zdania pojedyncze, więc dziś mnie to osobiście wkurwia.*~ Jego bluzka była koloru zielonego i miała napis „Destiny". Spodnie które miał na sobie były koloru brązowego oraz były przytrzymywane paskiem koloru czarnego. Na jego nogach były czarne Vansy. *No oczywiście.*

 

Po chwili chłopak spytał: ~*UWAGA! Zaraz będzie sytuacja, która was rozpierdoli na łopatki!*~

- Jak się nazywasz? Opowiedz mi coś o sobie.

- Nazywam się Andromeda Schwarz. Mam 20 lat. Od dziecka interesuję się pisarstwem i malarstwem. Mam wiele marzeń, a jednym z nich jest zniszczenie świata. Jest to spowodowane tym, że nie mogę, naturalnie oprócz Grzegorza, znaleźć nikogo dobrego. Moi rodzice mnie nienawidzili i w wieku 15 lat wyrzucili mnie na bruk.

*

*

Przez rok błądziłam po mieście. W wieku 16 lat odnalazł mnie mój przyjaciel *To ile on ma quorwa lat?* ~*<Sprawdza> Dwadzieścia dwa.*~ 

i przygarnął mnie, dając mi dom i opiekę. Mimo wszystko jestem pozytywnie nastawiona do świata i mam duże poczucie humoru. We wszystkim potrafię znaleźć dobre strony. Jestem delikatna, ale jeśli trzeba, potrafię postawić na swoim oraz umiem być silna. Moimi zaletami jest to, że jestem bezinteresowna, miła dla przyjaciół oraz sprawiedliwa. Mimo to, mam wady. Są nimi to, że jestem gadatliwa, upierdliwa, niecierpliwa ~*głupia*~ i wredna. Mam kompleksy z powodu swojego wzrostu. Nie chcę jednak mówić dlaczego, gdyż denerwuję się, gdy nawet o tym pomyślę. Boję się samotności i tego, że kiedyś zostanę bez Grzegorza na zawsze. – Opowiedziała

- Ja nazywam się Daniel Schreiber. Mam 21 lat. Od dzieciństwa interesuję się helikopterami. *No a czymże innym...* Mam niewiele marzeń, z czego niektóre z nich zostały już spełnione. Nie mam przyjaciół, gdyż osoby którymi byłem otoczony są ~*Zmiana czasu i już wiemy, jak chujowe będzie to opko.*~ albo gimbusami, albo ich inteligencja delikatnie rzecz ujmując sięga poziomu zwiędłej paprotki, przez co nie mogę z nimi normalnie porozmawiać. *A ty to jakiś wielce inteligentny jesteś?*  Jestem typem człowieka realistycznie nastawionym do otaczającego mnie świata. Mówią mi, że mam ponadprzeciętne poczucie humoru, które rozumieją tylko osoby inteligentne. *...* Moimi zaletami jest to, że jestem, jak mi mówią, inteligentny, miły, pomocny, wierny ~*głupi*~ i uczciwy. Wadami mymi jest zaś to, że jestem gadatliwy, zdarza się, że jestem niesprawiedliwy oraz jest upierdliwy. Mam kompleksy z powodu swojej różnobarwności tęczówek oka, którą pewnie zauważyłaś, bo naśmiewano się ze mnie z tego powodu. Boję się powodzi i innych katastrof naturalnych. – Rzekł

*Uwaga...

xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD Kto normalny opowiada całą swoją historię dopiero co poznanej osobie? xDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*

~*Mówiłam, że ta sytuacja cię rozjebie? xD*~

Po poznaniu się, porozmawiali oni na różne interesujące ich tematy. Na temat społeczeństwa, dzisiejszej młodzieży, Internetu, nałogów, muzyki, tolerancji, religii, rasizmu i wiele innych. Gdy skończyli, Andromeda powiedziała:

- Daniel...Ty jesteś bardzo ~*głupi*~ inteligentny! Przyjemnie mi się z tobą rozmawia! Nie jesteś taki sam jak inni piloci mojego helikoptera, czyli nie jesteś chamski i pusty! Grzegorz miał rację!

W tym momencie chłopak zaśmiał się, po czym powiedział:

- Oj, dziękuję za komplement! Nie wiedziałem, że kiedyś ktoś mnie doceni. 

Jednak, w tym momencie oboje poczuli, że helikopter ląduje. *Od tak, bez interwencji pilota. Warum nicht? A poza tym, tak szybko?*  W tym momencie, dziewczyna odpięła pasy i wstała z siedzenia. Po zrobieniu tego, podeszła do odpowiedniej klapy, otworzyła drzwiczki i wyjęła swój sprzęt. Następnie zamknęła ją i wyszła z helikoptera. Po znalezieniu się na zewnątrz, poczuła ona ogromny chłód ~*No ciekawe czemu...*~, gdyż była ona w krótkim rękawku, a znajdowała się niedaleko Grenlandii. *Miałaś rację. Ona jest idiotką.* Mimo wszystko, przywitała się z załogą statku, którym miała płynąć na kraniec świata ~*I o którym mowy nie było wcześniej...*~ a następnie zeszła pod pokład, gdyż z zimna nie czuła już dłoni. *I mózgu.* Po znalezieniu się pod pokładem, odłożyła swój sprzęt na półkę i zaczęła czekać na moment dopłynięcia.

 

Na początku wszystko było normalne. Niestety, w połowie drogi rozpętał się sztorm. Wywracał on statkiem na prawo i lewo, przez co Andromeda latała z jednej na drugą stronę statku. Na dodatek cierpiała z bólu, gdyż jej sprzęt spadał w najdelikatniejsze części jej ciała *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Błagam...Ogarnij się. -_-*~, co bardzo bolało dziewczynę. *UMRZYJ* ~*Przecież to główna bohaterka, a to jest pierwszy rozdział...*~ *;"""-(* Po parunastu minutach jednak, statek zaczął się topić. Andromeda próbowała, wraz ze swoim sprzętem wypłynąć, z zalanego już wodą pomieszczenia, niestety drzwi były szczelnie zamknięte. *JEST!* Gdy zaś zaczęła ona powoli tracić przytomność z powodu braku powietrza, udało jej się wypłynąć z pomieszczenia.

 * 

Teraz zaczęła ona płynąć na powierzchnię. Kilkanaście minut później, gdy zaczęła być pozbawiana przytomności z powodu braku powietrza *Mimo iż powinna dawno zemdleć i umrzyć.* ~*To Mary Sue.*~, udało jej się wynurzyć. Odetchnęła ona, po czym, mimo iż miała już tylko resztki sił, wyszła na ląd i ostatkami sił udała się na środek lądu.

 

Po znalezieniu się tam, ustawiła swój sprzęt i włączyła go. ~*Jebać to, że zamarzała.*~ Gdy to zrobiła, resztkami sił odbiegła na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *Wyczuwam zdanie, które będzie powtarzane do porzygu.* W tym momencie, jako iż dziewczyna nie miała żadnej drogi ucieczki z Grenlandii, wyjęła swój telefon i włączyła go, po czym wybrała numer Daniela ~*Który pojawił się w jej telefonie z dupy.*~ i zadzwoniła. Chwilę później, w słuchawce dało się słyszeć głos pilota helikoptera Andromedy, który mówił:

- Tak Andromedo? Coś się stało?

- S-słuchaj...M-musi t-tu j-jakoś p-przylecieć...N-niedawno r-rozpętał s-się sz-sztorm i-i c-cała z-załoga s-statku u-utonęła...P-przeżyłam t-tylko j-ja *Bo jestem Mary Sue.* i-i n-nie m-mam j-jak s-stąd u-uciec... - Powiedziała drżącym głosem dziewczyna. ~*Wkurwia mnie to, jak ten dialog został napisany.*~ *Nie tylko ciebie.*

- No dobrze, postaram się. – Rzekł chłopak. *Mój ty bohaterze.*

W tym momencie połączenie zakończyło się. Andromeda, cała trzęsąca się z zimna, bez sił, usiadła pod sprzętem i włączyła notatnik w telefonie *MIMO IŻ ZAMARZAŁA!!!*, aby sprawdzić, gdzie teraz musi ~*Znowu zmiana czasu.*~ się udać. Po chwili na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 2 - Środek Sahary."

„Serio? Przecież taka nagła zmiana klimatów nie jest dobra." – Pomyślała ~*You Don't Say...*~

Po paru minutach, poczuła mocny wiatr. Gdy uniosła głowę, ujrzała helikopter, z którego wysuwają ~*KURWA!*~ się drabinki. Dziewczyna od razu podniosła swój sprzęt i ledwo dostała się do środka. Po znalezieniu się tam, Daniel, który zauważył, że dziewczyna trzęsie ~*NO JA PIERDOLĘ!!!*~ się z zimna, ledwo stoi *Lepiej nie komentować zmian czasu, bo to tutaj norma.*  na nogach z powodu braku sił i zmarznięcia, podszedł do niej, wziął od niej jej sprzęt i postawił go gdzieś z boku, po czym, widząc, iż dziewczyna nigdzie nie dojdzie, a prędzej się przewróci, podniósł ją i zaniósł na siedzenie na którym zwykle siedziała, szczelnie okrył ją kocem i zapiął jej pasy. Po zrobieniu tego, poszedł zrobić jej herbatę ~*W jebanym helikopterze.*~, a gdy ta się robiła, odłożył sprzęt dziewczyny do odpowiedniej klapy. Paręnaście minut później, gdy herbata była gotowa, chłopak wlał ją do kubka i podszedł z nim do Andromedy, po czym jej podał. Gdy to zrobił, dziewczyna rzekła:

- Dziękuję za to, co dla mnie zrobiłeś...Gdy moim helikopterem pilotowali inni piloci, gdy była misja zniszczenia Miejsca na Grenlandii, musiałam sobie radzić sama oraz, co gorsza, sama dopływać do helikoptera...

- Oj nie ma za co...To dla twojego dobra. *Tak naprawdę dla hajsu.* Poza tym, teraz już nie będziesz musiała tak samo cierpieć jak wcześniej. Ja zawsze ci pomogę... *Bo wiesz. Hajs się musi zgadzać.* - Powiedział Daniel.

- Dziękuję, że tak mówisz... - Powiedziała

- Oj, nie musisz dziękować. To tylko prawda jest. *A tak na serio, hajs.*  W ogóle to gdzie teraz musimy lecieć? – Spytał

~*- Do Zadupia Górnego. - Odpowiedziała Andromeda.*~

- Na środek Sahary. ~*Zgadłam*~ Tam jest drugie Miejsce Przeznaczenia. – Odpowiedziała

- Serio? Przecież taka zmiana i to nagła klimatów, może źle na ciebie wpłynąć. – Odparł Daniel. *Drugi Captain Obvious.*

- No właśnie wiem...Ale jeśli chcę zniszczyć wszystkie 35 Miejsc Przeznaczenia, bo się podzieliliśmy z Grzegorzem i ja niszczę 1 – 35 Miejsca, a on od 36 – 70, a gdy ja skończę mam na niego czekać w domu, muszę zaryzykować. – Rzekła Andromeda.

- No nic...Jak coś, to i tak cię uratuję... *No, bo hajsik.* - Powiedział

- Dziękuję... - Rzekła

- Oj, to tylko dla twojego dobra... ~*Przestań kłamać.*~ Nie musisz dziękować. – Odparł

Po tej rozmowie, Daniel poszedł do kabiny pilota, a Andromeda, pijąc herbatę, zaczęła czekać na moment dotarcia do Sahary... 

______________________________________________  

Rozdział II – Pierwsze omdlenie i pierwszy *hajs* ratunek Daniela.

Jednak, w czasie lotu na Saharę, Andromeda, ze zmęczenia poczuła się senna. ~*A niby z jakiego innego powodu mogłaby poczuć się senna?*~ Położyła się więc na siedzeniu i po chwili leżenia, usnęła. Spało jej się naprawdę dobrze. Możliwe, że to też dlatego, że w nocy dnia poprzedniego, źle jej się spało. *Mimo, iż nie było o tym wzmianki.* Jednak, jakieś dwie godziny później, mimo iż spała mocnym snem, usłyszała cichy, spokojny głos Daniela, który mógł znaczyć, że chłopak chce ją obudzić, ale jednocześnie nie chce jej wystraszyć. Mówił on:

- Andromedo...Andromedo...Obudź się... ~*Neta za darmo dają...I kosy z CS:GO też...*~

W tym momencie dziewczyna otworzyła oczy. Gdy to zrobiła, rzeczywiście ujrzała koło siebie pilota jej helikoptera. Oczywiście spytała go:

- Daniel? Co się stało, że mnie budzisz?

*- A jak myślisz, idiotko? - Odpowiedział kulturalnie Daniel.*

- Dolatujemy już do Sahary...Musiałem cię więc obudzić, mimo iż bardzo nie chciałem przeszkadzać ci w spaniu. ~*To było ją zabić. Wtedy spałaby wiecznie.*~ – Odpowiedział chłopak.

Po chwili zaś, helikopter wylądował niedaleko Sahary. Po zatrzymaniu się, Andromeda odpięła pasy i niechętnie wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i otworzyła ją. Kiedy to zrobiła, wyjęła z niej swój sprzęt, zamknęła drzwiczki i wyszła na zewnątrz. ~*Wyczuwam kolejny trend.*~

 

Gdy była już poza helikopterem, ruszyła ona w kierunku środka pustyni. Niestety, w połowie drogi, dziewczynie zrobiło się słabo. *UMRZYJ*  Domyślała się, że to z gorąca. ~*Ta oczywistość zaczyna mnie wkurwiać.*~ *Nie tylko ciebie.* Z każdą chwilą czuła się coraz gorzej. Miała uczucie, że zaraz zemdleje. Mimo wszystko nie mogła się poddać. Chciała zniszczyć świat, a aby tego dokonać, musiała zmieść z powierzchni Ziemi, tą część Miejsc Przeznaczenia, która została jej powierzona. Paręnaście minut później, gdy z gorąca dziewczynie ciężej się oddychało i czuła, że jest bliska omdlenia, dotarła na środek Sahary. *:-(* Po znalezieniu się tam, ustawiła w odpowiednim miejscu swój sprzęt, a następnie nacisnęła odpowiedni przycisk i odbiegła na odpowiednią odległość. Parę minut później dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *<Rozpacza> Jednak te zdania będą powtarzane.

W tym momencie, Andromeda która była już bardzo słaba, wzięła swój sprzęt i ruszyła w drogę powrotną. Niestety. *To zdanie pojedyncze jest już przesadą.* W połowie drogi, zrobiło jej się tak słabo, że zemdlała...

 

Godzinę później, Daniel zaczynał się niepokoić. ~*Boże, co za debil.*~ Andromeda nie wracała już od 60 ~*AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! LICZEBNIK NIE NAPISANY SŁOWNIE!!! *Umiera**~ *... <- Kropki facepalmu.* minut. Chłopak wyszedł więc z helikoptera i ruszył na poszukiwania dziewczyny. Udał się tą samą trasą, co ona. W połowie drogi, dostrzegł nieprzytomną dziewczynę leżącą na piasku. Od razu podbiegł on do niej, po czym zaczął starać się ją w jakiś sposób obudzić. Niestety, nie przynosiło to skutku. Dalej była nieprzytomna. Podniósł więc on ją z ziemi i zaniósł do helikoptera. Gdy tam się znalazł, położył dziewczynę na siedzeniu, a jej sprzęt schował do odpowiedniej klapy. Po zrobieniu tego, usiadł koło niej i zaczął czekać, aż się obudzi.

 

Paręnaście minut później, usłyszał on dźwięk swojego telefonu. Od razu sprawdził, kto do niego dzwonił. Okazało się, że był to Grzegorz. Chłopak od razu odebrał telefon. Po chwili w słuchawce dało się słyszeć głos Grzegorza, który mówił:

~*- Seven days...*~

- Przepraszam, że tak nagle dzwonię, ale wiesz może, co dzieje się z Andromedą? Próbuję do niej zadzwonić od jakieś godziny i nie odbiera ona. Mógłbyś podać jej telefon?

- Wiesz...Nie jest to odpowiedni moment. – Odpowiedział Daniel.

- Dlaczego? – Spytał Grzegorz.

- No, bo Andromeda....Hmm...Jakby to ująć...Jest nieprzytomna. – Rzekł Daniel.

*( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)*

~*Wyjdź*~

*Z wielką chęcią, ale przypominam, że przykułaś mnie do krzesła dwiema warstwami łańcuchów, przez które nie mogę się teleportować.*

~*Spoko. Za sześćdziesiąt dziewięć... *( ͡° ͜ʖ ͡°)* nie wcinaj mnie się w kwestię! *( ͡° ͜ʖ ͡°)* SEBA!!! *Przestań tak mnie nazywać!* To ty nie wcinaj się w moje kwestie! W każdym razie, za sześćdziesiąt dziewięć rozdziałów i jednego one-shot, który jest drugą częścią, cię puszczę.*~

*TO GÓWNO MA DRUGĄ CZĘŚĆ?!*

~*Tak*~

*<Rozpacza>*

- CO?! DLACZEGO?! – Krzyknął chłopak.

- No po prostu...Drugie Miejsce Przeznaczenia było na Saharze, a pierwsze na Grenlandii, więc to pewnie przez nagłą zmianę klimatu. – Odpowiedział pilot. 

- Biedactwo...No nic...Proszę jej powiedzieć, gdy się obudzi, aby oddzwoniła. ~*Bo jak nie, to ją zajebię.*~ – Powiedział Grzegorz.

Po tej rozmowie, połączenie zakończyło się...

 

Kolejną godzinę później, Andromeda obudziła się. Gdy otworzyła oczy, ujrzała nad sobą Daniela, który widząc, że dziewczyna się budzi, powiedział:

- Andromedo...Nareszcie się budzisz...Powiedz mi...Czy zemdlałaś przez to, że zrobiło ci się słabo przez tą nagłą zmianę klimatu? 

*................................................................................. <- Kropki żenady.*

- Tak...To przez to... - Odpowiedziała jeszcze słabym głosem dziewczyna.

- Biedactwo...No, ale dzwonił do mnie Grzegorz i kazał ci powiedzieć, abyś do niego oddzwoniła~*, bo jak nie, to cię zajebie.*~. A w ogóle, to gdzie mam cię teraz zabrać? – Rzekł

W tym momencie dziewczyna wyjęła ze swojej kieszeni telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego, otworzyła notatnik i sprawdziła Miejsce. Na ekraniku było napisane:

Miejsce Przeznaczenia 3 - Republika Zielonego Przylądka, Początek Boa *Windows* Vista."

- Teraz...Teraz musimy lecieć do...do Republiki Zielonego Przylądka...Miejsce...Miejsce Przeznaczenia jest na...na początku Boa *Windows*  Vista... - Odpowiedziała

Po tej rozmowie, chłopak poszedł do kabiny pilota, a dziewczyna weszła w nieodebrane połączenia. Ujrzała tam 60 nieodebranych połączeń od Grzegorza, co mogło znaczyć, że dzwonił do niej co minutę. ~*No co ty nie powiesz...*~ Od raz oddzwoniła ona. Po chwili w słuchawce dało się słyszeć głos jej przyjaciela, który powiedział:

- Andromedo...Nareszcie się obudziłaś...Chciałem się po prostu spytać, czy wszystko u ciebie w porządku...

~*- No jest po prostu wyśmienicie. - Odpowiedziała (G)Andzia.*~

- T-tak... – Odpowiedziała dziewczyna słabym głosem.

- Słabo ci jeszcze? Masz jakiś taki słaby głos... - Spytał *<Facepalm>*

- Jeszcze...jeszcze tak... - Odpowiedziała

- Biedactwo moje...No, ale nic...Bądź silna... - Powiedział

Po tej rozmowie, połączenie zakończyło się. Gdy nastała już cisza, Andromeda zaczęła rozmyślać, jak poradzi sobie z kolejnym Miejscem Przeznaczenia, gdy jest jej jeszcze słabo...

______________________________________________  

Rozdział III – Zbyt szybki*(e) pierdolnięcie*  wybuch.    

Kiedy zaś dolecieli oni do Republiki Zielonego Przylądka, Daniel wyszedł, aby sprawdzić jak ma się Andromeda. ~*No po prostu ma się wyśmienicie.*~ Kiedy wyszedł, dziewczyna zauważyła go. Widząc go, spytała słabym głosem:

- Daniel...Co...Co ja mam zrobić... *Zabić się.*  Tak mi...Tak mi słabo...Nie...Nie wiem, jak...jak zniszczyć to Miejsce...

- Nie martw się. Jak jest ci słabo, to ja mogę zniszczyć to Miejsce za ciebie. – Rzekł Daniel.

- N-Naprawdę? – Spytała zdziwiona taką reakcją dziewczyna.

- Naprawdę. – Potwierdził chłopak.

- Dziękuję... - Rzekła

- Oj, nie ma za co...To dla twojego dobra... - Powiedział

~*- A tak naprawdę, to dla hajsu. - Dodał pod nosem.*~

Po tej rozmowie, podszedł on do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Gdy to zrobił, wyjął sprzęt i zamknął drzwiczki. Gdy to wykonał, wyszedł na zewnątrz. *Wiedziałem, że to również będzie powtarzane.*

 

Jako, iż helikopter zatrzymał się niedaleko Boa ~*Windows*~ Vista, chłopak miał skróconą drogę. Podszedł więc on do odpowiedniego miejsca i ustawił w nim sprzęt Andromedy. Po wykonaniu tego, nacisnął odpowiedni przycisk. Niestety. *Znowu przesadzone zdanie pojedyncze. No ja jebe.* ~*"*~Przypadkowo~*"*~ nacisnął również przycisk odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie maszyny. Przez to, od razu dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *To powtarzanie zdań jest wkurwiające.* Odepchnął on również Daniela, który nie zdążył uciec. Odepchnęło to z ogromną siłą chłopaka na helikopter. Po uderzeniu, chłopak aż syknął z bólu. Mimo wszystko, podniósł się ~*...*~, wziął sprzęt i wszedł do helikoptera.

 

Po znalezieniu się tam, ujrzał, że Andromeda spała. Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że ta nie żyje *CO XDDDD* ~*Byłam dziwnym dzieckiem... ;___;*~ *A to teraz nie jesteś dziwna? :O* ~*A chcesz wpierdol?*~ *;_;*, jednak w pewnym momencie zauważył, że dziewczyna się poruszyła. Chłopak, uspokojony już, podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Gdy to zrobił, włożył tam sprzęt dziewczyny i zamknął drzwiczki. Później wziął on telefon Andromedy, który leżał koło dziewczyny i włączył go, po czym przewinął listę Miejsc Przeznaczenia do czwartego Miejsca. W tym momencie ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 4 - Dakar, środek Lac Retba."

„Toż to jest jezioro! ~*Ooo...Umiałam korzystać z Google.*~ Jak ja, lub Andromeda, jeśli będzie się dobrze czuła mam, lub ma je zniszczyć? *Na pewno coś wymyślicie. W końcu jesteście Mary Sue i Gary Stu.* No nic. Zastanowię się nad tym w czasie lotu." – Pomyślał pilot po przeczytaniu tego.

 

Chwilę później wyłączył on telefon Andromedy ~*Ówcześnie przeglądając jej SMS-y z Grzegorzem.*~ *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~, a następnie odłożył go na odpowiednie miejsce, po czym udał się do kabiny pilota, usiadł na siedzeniu, zapiął pasy i ruszył w drogę ku Dakarowi... *Wyczuwam kolejny zdaniowy trend.*

______________________________________________   

Rozdział IV – Niszczenie z powietrza. 

~*Lubię te rozdziały, bo one są najczęściej krótkie.*~

W czasie lotu, Daniel wpadł na pomysł, w jaki sposób można by zniszczyć to Miejsce Przeznaczenia. Przyszło mu na myśl, żeby na miejscu drabinek przyczepić sprzęt Andromedy *Standard*, a następnie z powietrza zniszczyć Miejsce. Oczywiście, gdy doleciał on nad środek Lac Retba, włączył autopilota, po czym wyszedł z kabiny pilota i podszedł do już rozbudzonej Andromedy, po czym spytał:

~*- Chcesz wpierdol?*~

- I jak? Lepiej się już czujesz?

~*Meh. Moja linia dialogowa brzmiałaby lepiej.*~

*Ty wiesz, że sama pisałaś to opko?*

~*Wiem i żałuję, że nie pisałam go dziś. :<*~

- Nie...Ciągle jest mi słabo... - Odpowiedziała dziewczyna.

- To nie problem. Ja mogę zniszczyć to Miejsce za ciebie. – Odparł pilot.

- Naprawdę? Zrobiłbyś to po raz drugi dla mnie? – Spytała zaskoczona Andromeda.

- No pewnie. Jeśli to cię uszczęśliwia, to zrobię to dla ciebie. – Rzekł.*, po czym dodał:

- A tak na serio, to chodzi mi o hajs.*

W tym momencie dziewczyna uśmiechnęła się do niego. Daniel pierwszy raz widział ją uśmiechniętą. Od razu milej mu się zrobiło.

 

Chwilę później, podszedł on do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po zrobieniu tego, wyjął z niej sprzęt, a następnie zamknął drzwiczki. ~*Pisałam to, aby wydłużyć rozdziały, jak cuś.*~ Gdy to zrobił, zszedł pod pokład, a następnie odczepił od uchwytów drabinki i położył je na bok, a do uchwytów przyczepił sprzęt Andromedy. Gdy to zrobił, wrócił na pokład i poszedł do kabiny pilota. Tam, za pomocą odpowiedniej dźwigni ustawił sprzęt po czym ustawił jego pełną moc i wystrzelił. W tym momencie dało się zobaczyć słup wody, który wzbił się w powietrze, a następnie opadł. Pod wodą zaś ¾ terenu zostało zniszczone. ~*Jak? Chuj go tam wie. A poza tym, jaka zajebiiista akcja...*~

 

Po zniszczeniu Miejsca, Daniel za pomocą odpowiedniego przycisku wsunął maszynę do środka a następnie wyszedł z kabiny pilota i zszedł pod pokład. Gdy tam był, odczepił sprzęt od uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Gdy to zrobił, wrócił na pokład, podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po zrobieniu tego, włożył tam maszynę Andromedy i zamknął drzwiczki. *Ta zajebista akcja normalnie mnie rozpierdala... <Ziew>* 

Gdy już to wykonał, podszedł do dziewczyny i spytał:

- I? Gdzie teraz musimy lecieć?

W tym momencie dziewczyna wzięła swój telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego, weszła do notatnika. Po chwili na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 5 – Rosja ~*ROSJA! :3*~ *<Facepalm>*, Moskwa, środek Teatru Bolszoj."

- Teraz musimy lecieć do stolicy Rosji, czyli do Moskwy. Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest na środku Teatru Bolszoj. – Rzekła

W tym momencie, Daniel poszedł do kabiny pilota, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Po chwili zaś ruszył w dalszą drogę...

______________________________________________     

Rozdział V – Pierwsze spotkanie z wrogami.

~*Uuu...Będzie gruuubo.*~

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter wylądował w Moskwie, niedaleko Teatru Bolszoj, Daniel wyszedł z kabiny pilota, podszedł do Andromedy i spytał:

*- ( ͡° ͜ʖ ͡°)?*

~*

  ............................................________
....................................,.-'"...................''~.,
.............................,.-"..................................."-.,
.........................,/...............................................":,
.....................,?......................................................,
.................../...........................................................,}
................./......................................................,:'^'..}
.............../...................................................,:"........./
..............?.....__.........................................:'.........../
............./__.(....."~-,_..............................,:'........../
.........../(_...."~,_........"~,_....................,:'........_/
..........{.._$;_......"=,_......."-,_.......,.-~-,},.~";/....}
...........((.....*~_......."=-._......";,,./'..../"............../
...,,,___.'~,......"~.,....................'.....}............../
............(....'=-,,.......'........................(......;_,,-"
............/.'~,......'-...................................../
.............'~.*-,.....................................|,./.....,__
,,_..........}.>-._...................................|..............'=~-,
.....'=~-,__......',.................................
...................'=~-,,.,...............................
................................':,,...........................'..............__
.....................................'=-,...................,%'>--==''
........................................_..........._,-%.......'
...................................,

*~   

- Lepiej się już czujesz?

- No niby tak, ale czuję, jakby moje nogi były z waty... - Odpowiedziała dziewczyna.

~*Bo może są.*~

- To nie problem. Skoro nie możesz wstać, to ja mogę zniszczyć to Miejsce Przeznaczenia za ciebie. – Rzekł chłopak.

- Daniel, ty tak na serio mówisz? To już trzecie Miejsce które niszczysz za mnie. – Powiedziała

- Tak. Po prostu nie chcę, aby coś złego ci się stało. Jesteś zbyt fajna, abyś cierpiała. – Odparł

~*- A tak na serio, hajs. - Dodał*~

W tym momencie Andromeda zaśmiała się, po czym rzekła:

- Dziękuję, że tak mówisz.

- Oj, nie ma za co. To tylko prawda jest.

*Tak na serio, to chcesz hajs. Przestań wreszcie kłamać.*

Po tej rozmowie, chłopak podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po zrobieniu tego, wyjął sprzęt i zamknął drzwiczki. *.......... <- Kropki rozpaczy.*  W tym momencie już chciał wyjść z helikoptera, jednak usłyszał głos Andromedy która mówiła:

- Daniel...Czekaj. Ja chciałam ci podziękować za to, co dla mnie robisz...Nie podejrzewałam, że będziesz tak dobry...

- Oj nie musisz dziękować. To tylko dla twojego dobra. ~*I dla hajzów.*~ – Rzekł

Po tej rozmowie wyszedł on z helikoptera i udał się do środka Teatru.

 

Paręnaście minut później, gdy był on już na środku Teatru Bolszoj, ustawił w odpowiednim miejscu sprzęt Andromedy i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie usłyszał kroki. ~*DUN DUN DUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU...

UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUN*~ *I kto tu jest nienormalny...*

Od razu odwrócił się on. Gdy to zrobił, ujrzał Patryka i Mateusza, czyli wrogów Andromedy o których dziewczyna mu mówiła. Kiedy zaś zobaczyli oni Daniela, Patryk spytał:

- A ty to kto? Pomocnik Grzegorza i Andromedy?

- Nie tam zaraz pomocnik, ale pilot helikoptera Andromedy. Jak trzeba to jej pomagam. – Odpowiedział Daniel.

*- Bo wiecie. H-A-J-S.*

- Mam nadzieję, że jesteś osobą łatwą do pokonania. – Rzekł Mateusz.

- Dobra, nie psuję ci nadziei... - Odparł Daniel. ~*Jaki skromny...Już go lubię.*~

Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Przez cały czas wygrywał Daniel ~*GARY STU!*~, co dziwiło i Patryka *Aż przecinek uciekł.* i Mateusza. Po parunastu minutach walki, Patryk popełnił swój najgorszy błąd. *Urodził się. A nie, to nastąpiło już dawno.*  Pchnął Daniela na przycisk uruchamiający maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk ~*JEBUDU!*~, który wysadził ¾ Teatru Bolszoj.

- To jeszcze nie koniec! Jeszcze jest 65 **9 ( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~ *No co? xD Sama mnie tu przykułaś.* ~*.......................*~  Miejsc Przeznaczenia! – Krzyknął Patryk wstając.

Po chwili, wszyscy rozeszli się w swoje strony. ~*Jak gdyby nigdy nic.*~ Patryk i Mateusz poszli do swojego helikoptera, a Daniel do swojego. Gdy zaś się tam znalazł, podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Następnie włożył sprzęt dziewczyny i zamknął drzwiczki. Jako kolejny krok *SYNONIM?! O.O* ~*Zapamiętaj tę chwilę, bo już się nigdy nie powtórzy.*~, podszedł do Andromedy i spytał:

- A teraz, gdzie mam cię zabrać?

*- Do piekła. - Odpowiedziała Andzia Gandzia.*

W tym momencie włączyła ona telefon i sprawdziła listę. Na ekraniku widniał napis:

Miejsce Przeznaczenia 6*9* ~*<Facepalm>*~ - Paramaribo, szczyt Anton de Kom**n xD* ~*

  ............................................________
....................................,.-'"...................''~.,
.............................,.-"..................................."-.,
.........................,/...............................................":,
.....................,?......................................................,
.................../...........................................................,}
................./......................................................,:'^'..}
.............../...................................................,:"........./
..............?.....__.........................................:'.........../
............./__.(....."~-,_..............................,:'........../
.........../(_...."~,_........"~,_....................,:'........_/
..........{.._$;_......"=,_......."-,_.......,.-~-,},.~";/....}
...........((.....*~_......."=-._......";,,./'..../"............../
...,,,___.'~,......"~.,....................'.....}............../
............(....'=-,,.......'........................(......;_,,-"
............/.'~,......'-...................................../
.............'~.*-,.....................................|,./.....,__
,,_..........}.>-._...................................|..............'=~-,
.....'=~-,__......',.................................
...................'=~-,,.,...............................
................................':,,...........................'..............__
.....................................'=-,...................,%'>--==''
........................................_..........._,-%.......'
...................................,

*~   

 University."

- Teraz musimy lecieć do Param*ore*aribo. Miejsce Przeznaczenia znajduje się na szczycie Anton de Kom**n*  University. – Rzekła

W tym momencie, Daniel poszedł do kabiny pilota, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Po chwili ruszył on w odpowiednim kierunku...

______________________________________________  

Rozdział VI – W helikopterze *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*... <- Kropki rozpaczy nad twoją mentalnością.*~ i nieprzyjemne spotkanie.     

Jednak, w pewnym momencie lotu, Daniel poczuł, że zrobiło mu się słabo ~*Umrzyjumrzyjumrzyjumrzyj...*~. Czuł, że zaczął go boleć brzuch tak samo jak poprzedniej nocy, *O czym w ogóle nie wspomniano, bo po luj.* czyli mocno. Miał również uczucie mdłości. ~*Nie mówcie mi, że tutaj będzie to, co kiedyś lubiłam najbardziej, czyli opisy tego, co się działo z kimś, gdy ten ktoś źle się czuł. ;________;*~ Czuł, że zaraz zwymiotuje. Musiał pójść do toalety. Zaczął więc próbę odpięcia pasów. ~*;"-( Zgadłam.*~ Niestety, ręce mu się trzęsły, przez co nie wychodziło mu to. Musiał więc zostać na miejscu. ~*<Rozpacza nad swoją dawną mentalnością.>*~ Włączył on autopilota, gdyż czuł, że nie da rady kierować helikopterem. W pewnym momencie jednak czuł jeszcze gorsze mdłości niż wcześniej. ~*...*~ Czuł, że zaraz naprawdę zwymiotuje. ~*Seba, weź zabij dawną mnie. ;_;*~ *Z chęcią, jak przestaniesz mówić do mnie Seba.*~ Ponownie więc zaczął próbę odpięcia pasów. Tym razem udało mu się to. Po wstaniu z siedzenia, wyszedł z kabiny pilota i ruszył w kierunku łazienki... ~*Uff...Nareszcie koniec opisu. ;_;*~

 

Tymczasem, Andromeda, widząc stan Daniela, od razu spytała:

- Daniel? Co ci się stało? Słabo wyglądasz...

- Źle się czuję...Słabo mi...*Nadkropkozę mam...* Brzuch mnie boli...~*Głupi jestem...*~ Czuję, że zaraz zwymiotuje...Chyba się czymś zatrułem...*To głupotą można się zatruć? Nie wiedziałem.*  - Odpowiedział słabym głosem chłopak.

- Wiesz, pójdź do łazienki i sobie zwymiotuj. Potem spróbuj się przespać, to może ci się polepszy. – Zaproponowała dziewczyna.

~*Normalnie propozycja, na którą nikt normalny by nie wpadł...*~

Po tej rozmowie, chłopak poszedł do łazienki. Chwilę później dało się słyszeć, jak wymiotuje. Powtórzyło się to 25 razy *CO XDDD*, po czym chłopak nie miał już czym wymiotować ~*Chyba by mu żołądek po tylu razach wybuchł.*~. Osłabiło go to. *You Don't Say...* Nie miał już sił. Ledwo doczołgał się do jednego z siedzeń, po czym położył się na nim, a następnie zasnął...

 

W tym samym czasie, Andromeda słysząc głębokie oddechy Daniela oraz widząc jaki to był słaby, pomyślała:

~*- Dobrze tak debilowi.*~

„Biedak...Mam nadzieję, że to tylko chwilowe zatrucie *No tak, bo po zatruciu rzyga się dwadzieścia pinć razy pod rząd.*, a nie jakaś choroba..."

Paręnaście minut później, poczuła, że helikopter ląduje. ~*Od tak, bez ingerencji pilota.*~ Po wylądowaniu, odpięła ona pasy i wstała z siedzenia. Po zrobieniu tego, wzięła swój sprzęt, a następnie cicho, aby nie obudzić śpiącego Daniela, wyszła na zewnątrz.

 

Gdy już była poza helikopterem, ruszyła do środka Anton~*i*~ de Kom**n*  University, aby znaleźć wejście na szczyt. Przez cały czas, gdy szukała drogi i gdy wchodziła na dach, czuła się obserwowana, jednak gdy się odwracała, nikogo nie widziała. Mimo wszystko, gdy była na szczycie, w odpowiednim miejscu postawiła swój sprzęt i już chciała go uruchomić, jednak w tym momencie poczuła, że ktoś przystawiał jej pistolet do głowy. ~*Ten ktoś był inteligentny.*~ Przeraziła się ona nie na żarty. Od razu odwróciła się, aby sprawdzić, kto chciał ją zabić. Gdy się odwróciła, ujrzała...Dawida. ~*OMG, to mój monsz z dzieciństwa!!! :*******************~ *Którego sama sobie stworzyłaś?* ~*No...*~ *...*

- Dawid?! Co ty tu robisz?! – Krzyknęła

*Pierogi robię.*

- A zgadnij. – Rzekł Dawid.

- Psychol jebany... - Powiedziała dziewczyna. ~*O TY KURWO JEBANA!!! JAK MOŻESZ TAK NAZYWAĆ IDEALNĄ POSTAĆ?! SPŁOŃ W PIEKLE!!!*~

- COFAJ MI TO W TRYBIE NOW!!! – Krzyknął chłopak.

- Nie. – Powiedziała

W tym momencie zaczęła się walka *Aż przecinek się schował.* przez cały czas wygrywał Dawid. Andromeda nie miała z nim najmniejszych szans. ~*Bo Dawid jest zajebisty. :3*~ Aż w końcu przypomniała sobie ona, czego on najbardziej się boi. Wyjęła więc swój telefon i włączyła tissue.avi od tyłu. 

 Przecież to straszne nie jest.*

W tym momencie Dawid powiedział:

- Nie! Wyłącz to! Już cię zostawię, tylko błagam! Wyłącz!

- Haha. Nie. Nie wierzę ci. – Rzekła

- Błagam cię! Wyłącz to! – Prosił

~*- Spierdalaj - Odparła kulturalnie Andzia Gandzia.*~

- Nie. Ja ci po prostu nie wierzę, a to jedyny sposób, aby ciebie zatrzymać. – Powiedziała

Po siedmiu minutach proszenia Dawida, przyszedł czas na coś, czego chłopak jeszcze się bardziej bał. Tekst „ Neutrons escaping from a split atomic nucleus will in turn split another and the chain reaction is set up. Mass is now relasing nuclear energy." w spowolnionym tempie, prosto z Poradnika Uśmiechu zapętlonego 30 razy. ~*Czy już mogę oficjalnie się zabić?*~ W tym momencie Dawid zaczął błagać na kolanach:

- Proszę cię! Błagam! Wyłącz to! Naprawdę nic ci nie zrobię!

- Udowodnij. – Powiedziała dziewczyna.

W tym momencie, Dawid wziął swoją jedyną broń którą miał, czyli pistolet i wyjął z niego nabój, jedyny który miał przy sobie i go wyrzucił. *Ty debilu...Ja bym jej w łeb strzelił.*  W tej sekundzie, Andromeda ślepo wierząc, że brat jej przyjaciela naprawdę nic jej już nie może zrobić, wyłączyła zapętlony, spowolniony tekst. W tym momencie Dawid wstał i powiedział:

- Jeśli myślisz, że to, że wyrzuciłem nabój od pistoletu cię uratowało, to się mylisz.

Po czym podszedł do niej i zaczął ją bić. ~*Oł jeeea!*~ Dziewczyna próbowała się bronić, jednak była bezsilna. Próbowała ona wziąć swój telefon, jednak Dawid wytrącił go z jej ręki. *....................................................................................................................................................................................................................................................* Kiedy po godzinie Andromeda cierpiała z bólu, chłopak skończył ją bić, po czym jak gdyby nigdy nic odszedł, włączając jeszcze maszynę dziewczyny, aby zepchnąć ją z dachu. I udało mu się to. Chwilę później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. ~*Weź ktoś zabij to zdanie...*~ Andromeda, jako iż nie miała sił, aby się utrzymać, spadła w dół. Na dodatek po chwili za nią spadł jej sprzęt i niefortunnie spadł na jej głowę. *JEBUDU!*  Dziewczyna krzyknęła z bólu. Po chwili podniosła ona swój telefon który leżał niedaleko i sprawdziła, czy działał. ~*Tak, bo telefon jest najważniejszy w galaktyce.*~ Na szczęście działał. Dziewczyna włączyła więc go i sprawdziła gdzie było 7 Miejsce Przeznaczenia. *Mimo iż ZDYCHAŁA Z BÓLU!!!*  Po chwili na ekranie pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 7 - Papua – ~*Stara*~ Nowa Gwinea, Port *Somersby* Moresby, środek Se~**z*~piku."

W tym momencie, Andromeda wyłączyła telefon i schowała go do kieszeni, po czym podniosła sprzęt i resztkami sił dowlokła się do helikoptera...

Tymczasem, Daniel obudził się. Gdy otworzył oczy, czuł, że jego stan ~*Znowu ta pieprzona zmiana czasu...*~ jest znacznie lepszy. Wstał on więc z siedzenia. Chwilę później, ujrzał, że drzwi do helikoptera się otworzyły, a do środka weszła pobita, obolała i zalana łzami bólu Andromeda. Chłopak, widząc jej stan, od razu do niej podbiegł i spytał:

*- Jezu Chryste! Czemuś nie zdechła i nie przysłużyła się całemu światu?!*

- Boże, Andromedo! Kto ci to zrobił?!

W tym momencie, dziewczyna opowiedziała mu o wszystkim. Gdy skończyła, rzuciła mu się z płaczem w ramiona. Danielowi, widząc to, żal się zrobiło dziewczyny. Pogładził on ją po głowie, po czym podniósł dziewczynę i zaniósł na jedno z siedzeń, po czym posadził ją, a następnie wziął jeden z kremów łagodzących ból i nasmarował nim miejsca, które bolały dziewczynę. Po zrobieniu tego, odłożył jej sprzęt na odpowiednie miejsce i usiadł koło niej. ~*Tak o nią dba, jak Slade o Tristitię. Chociaż nie, Daniel o (G)Andzię dba trochę gorzej.*~ Od razu przytuliła się ona do niego. W tym momencie nastała cisza. Było słychać tylko płacz Andromedy i przez chwilę ciężkie oddechy Daniela, gdyż przez chwilę zrobiło mu się słabo. Po chwili, jako iż w nocy obojgu źle się spało *O czym nie było mowy.*, usnęli...   

______________________________________________  

Rozdział VII – Przyjacielskie spotkanie. *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Seba, to się robi wkurwiające.*~ *PRZESTAŃ DO MNIE MÓWIĆ SEBA!!!*

Godzinę później, gdy Daniel obudził się, czuł, że bolała go szyja. *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*<Wzdycha>*~ Nie dziwił się jednak tym, gdyż kiedy otworzył oczy, widział, że miał przechyloną głowę. Gdy się odwrócił, ujrzał, że Andromeda nadal spała przytulona do niego. Chłopak, po chwili ujrzał przez okno, że byli niedaleko kolejnego Miejsca Przeznaczenia.

„Ciekawe, skąd autopilot wiedział, gdzie lecieć..." ~*Też mnie to dziwi.*~ – Pomyślał

Po chwili jednak, cichym, spokojnym głosem szepnął Andromedzie do ucha: *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~ *No co chcesz? xD Sama mnie przykułaś do tego krzesła, to się nie dziw.*

- Andromedo...Obudź się...

W tym momencie dziewczyna otworzyła oczy, uniosła głowę i spytała:

- Daniel...Czemu mnie budzisz?

- Dolecieliśmy do kolejnego Miejsca Przeznaczenia. – Odpowiedział.

- Ale...Mnie tak nogi bolą...Jak ja wstanę? – Spytała ze łzami w oczach. *Przeteleportować cię?*

- Oh, to nie problem! Ja mogę to Miejsce zniszczyć za ciebie! – Zaproponował chłopak.

- Daniel...Po Grzegorzu jesteś najmilszym człowiekiem na świecie...Tak o mnie dbasz... - Rzekła

- Oj, to tylko dla ~*Hajsu*~ twojego dobra... - Odparł pilot, po czym uśmiechnął się do dziewczyny.

Parę minut później, gdy Andromeda puściła Daniela, ten wziął sprzęt dziewczyny i wyszedł na zewnątrz. Po zrobieniu tego, ruszył na środek Se~**z*~piku. Gdy paręnaście minut później, znalazł się tam, ustawił maszynę i już chciał nacisnąć przycisk uruchamiający sprzęt, jednak w tym momencie usłyszał za sobą głos Grzegorza, który mówił:

- Daniel? A co ty tu robisz?

*- Stoję. Nie widać? - Odparł nonszalancko Daniel.*

- Andromedę bardzo bolą nogi i przez to nie może wstać, więc ja niszczę za nią to Miejsce. – Odpowiedział chłopak, odwracając się.

- A mogę ją chociaż zobaczyć? – Spytał Grzegorz.

~*

*~

- Tak, możesz. – Rzekł Daniel.

Po tej rozmowie, Grzegorz poszedł do helikoptera Andromedy, a Daniel nacisnął odpowiedni przycisk i odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Po wybuchu, chłopak wziął sprzęt i ruszył w kierunku powrotnym... ~*Co za zajebista akcja...*~

 

Tymczasem, Grzegorz wszedł do helikoptera. Gdy to zrobił, ujrzał leżącą na siedzeniach Andromedę. Widział, że z jej oczu płynęły łzy. Żal mu się jej zrobiło. *Tak samo jak mnie zrobiło się żal tych zdań złożonych, których tu nie ma. ;'-(* Cicho podszedł do niej, ukucnął koło swej przyjaciółki i otarł łzy które spływały po jej delikatnym policzku, po czym, z roztrzepania *?* rzekł spokojnym głosem, gdyż wiedział, że jakiekolwiek podniesienie tonu, mogłoby ją jeszcze bardziej wystraszyć:

- Kochanie...Czemu płaczesz? Co ci się stało?

W tym momencie, dziewczyna uniosła głowę, po czym, widząc swego przyjaciela, powiedziała:

- Grzegorz...Oh, Grzegorz...Bo...Bo niszcząc poprzednie Miejsce Przeznaczenia, pod koniec, ~*Mój monsz*~ Dawid mnie pobił...

- CO?! JAK ON ŚMIAŁ?! JUŻ JA GO TAK WYKOŃCZĘ, ŻE BĘDZIE MNIE O LITOŚĆ BŁAGAŁ!!! – Krzyknął ~*Slade*~ Grzegorz.

- Błagam cię...Nie krzycz...Jest mi tak smutno...Wszystko mnie boli... - Powiedziała

- No dobrze, nie będę już krzyczeć...Poniosło mnie...Przepraszam... - Rzekł

Później pogadali oni jeszcze trochę, po czym do helikoptera wszedł Daniel, a Grzegorz musiał już iść. Kiedy zaś Daniel odłożył na odpowiednie miejsce sprzęt, spytał Andromedy:

- Gdzie muszę cię teraz zabrać?

*- Do Wygwizdowa Górnego. - Odpowiedziała (G)Andzia.*

W tym momencie dziewczyna włączyła telefon i sprawdziła położenie kolejnego Miejsca Przeznaczenia. Po chwili na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 8 - Środek Oceanu Arktycznego." *Zgadłem*

- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest na środku Oceanu Arktycznego... - Odpowiedziała

W tym momencie Daniel poszedł do kabiny pilota, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Po chwili zaś ruszył w odpowiednim kierunku...   

______________________________________________  

Rozdział VIII – Ponowne niszczenie z powietrza.    

Kiedy helikopter doleciał nad środek Oceanu Arktycznego, Andromeda wstała z siedzenia, po czym musiała pójść po swój sprzęt. Podeszła więc do odpowiedniej klapy, po czym otworzyła ją. Gdy to zrobiła, wyjęła z niej swój sprzęt i zamknęła drzwiczki. ~*I tym samym zanudziła połowę populacji ludzkiej.*~ Po wykonaniu tego, poszła pod pokład, po czym odczepiła drabinki od uchwytów i przyczepiła do nich swoją maszynę. Gdy to zrobiła, udała się z powrotem na pokład helikoptera i poszła do kabiny pilota. *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*I dlatego nie pozwolę ci napisać spin-off.*~ *:-(* Po znalezieniu się tam, za pomocą dźwigni ustawiła na odpowiednie miejsce i za pomocą przycisku, wystrzeliła. Przed tym, ustawiła jeszcze maksymalną moc sprzętu. Chwilę później dało się słyszeć huk, który zniszczył ¾ podwodnej ziemi oraz z wody zrobił słup, który na chwilę wzbił się w powietrze, a potem opadł.

~*


*~

W tym momencie, dziewczyna wyszła z kabiny pilota i ponownie udała się pod pokład. 

*( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Z tobą to jak z dzieckiem.*~

Gdy tam była, odczepiła od uchwytów maszynę i przyczepiła na to miejsce drabinki. Kiedy to zrobiła, przed powrotem, wyjęła z kieszeni swój telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego, weszła w notatnik i zjechała w dół listy, aby sprawdzić, gdzie znajdowało się kolejne Miejsce. ~*W Zadupiu Małym*~ Po chwili na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 9 - Urugwaj, szczyt Solís Theatre." ~*Byłam blisko.*~

„Przynajmniej nie SAM szczyt..." *Ła, jaka obeznana...* – Pomyślała, po przeczytaniu tego.

Po chwili jednak, schowała swój telefon, wcześniej wyłączając go i wzięła swój sprzęt, po czym weszła na pokład helikoptera. Po znalezieniu się tam, ujrzała Daniela, który widząc ją, spytał:

*- ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)?*

~*Ramoninth: Halo? Czy dodzwoniłam się do psychiatryka?

Głos z telefonu: Tak

Ramoninth: W takim razie proszę przyjechać na ul. Wattpadową.*~

- No i? Gdzie teraz musimy lecieć?

- Do Urugwaju. Kolejne Miejsce znajduje się na szczycie Solís Theatre. – Odpowiedziała Andromeda.

- Dobrze, że nie na SAMYM szczycie... *Kolejny obeznany...* - Rzekł chłopak.

Po tej rozmowie, poszedł on do kabiny pilota, a dziewczyna odłożyła urządzenie w odpowiednie miejsce, usiadła na zwykłym siedzeniu i zaczęła czekać...    

*Na śmierć.*

~*To Mary Só.*~

*:-((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((*

______________________________________________  

Rozdział IX – Upadek *Opka* ~*To nastąpiło już w prologu.*~ ze szczytu.    

Kiedy helikopter doleciał do Urugwaju, Andromeda zobaczyła, że było tam pusto. ~*Znowu się w to bawimy?*~ Podejrzewała ona, że albo czeka *No i standardowa zmiana czasu, why not.* ją walka z wrogami, albo spotkanie z ~*Mym byłym menszem.*~ bratem jej przyjaciela. Mimo wszystko, podświadomie przeczuwała ona, że nic takiego nie będzie miało miejsca. *Idiotka* Jednak, po chwili helikopter wylądował koło Solís Theatre. Po zatrzymaniu się, dziewczyna wstała z siedzenia, wzięła swoją maszynę i wyszła na zewnątrz...

 

Po znalezieniu się na zewnątrz, jako iż w miejscu w którym była, w chwili jej pobytu było całkowicie pusto ~*Na cholerę się powtarzać.*~, spokojnie udała się do środka teatru, aby szukać wejścia na dach. Po parunastu minutach poszukiwań, udało jej się to. Gdy już tam była, w odpowiednim miejscu ustawiła swoją maszynę, po czym nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety. Dach był zbyt mały i bezpieczna odległość była daleko poza dachem. Musiała więc ona czekać na konsekwencje... *Zgińzgińzgińzgiń...*

 

Kilka minut później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ dachu. ~*No co ty nie powiesz...*~ Andromeda, jako iż nie mogła odbiec, została zepchnięta w dół przez wybuch. Bała się, że może sobie coś złamać lub rozbić od uderzenia w ziemię. ~*Ale przecież (G)Andzia to Mary Só...*~ Ze strachu zamknęła ona oczy. Po chwili jednak, gdy spadła, poczuła, że ktoś ją trzymał. Od razu otworzyła ona oczy, po czym odwróciła głowę. Gdy to zrobiła, ujrzała Daniela. *Chuj jebany. Wszystko psuje.*

- Daniel...Dziękuję, że mnie złapałeś... - Powiedziała dziewczyna.

- Oj, nie ma za co...Nie chciałem, aby ~*m hajsu nie dostał.*~ coś ci się stało... - Rzekł chłopak.

Po tej rozmowie, postawił on ją na ziemię. Gdy to zrobił, Andromeda podniosła swój sprzęt i wraz z Danielem ruszyła w kierunku helikoptera. W czasie drogi, wyjęła ona swój telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego, przewinęła listę na pozycję dziesiątą. *Ile jeszcze tych rozdziałów?* ~*Sześćdziesiąt dwa.*~ *<Płacze>*  W tym momencie ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 10 - Cieśnina *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Eh...*~ Drake'a, samo dno."

- Pogrzało ich? – Powiedziała po przeczytaniu tego.

- A co? – Spytał Daniel.

- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest w cieśninie Drake'a, na SAMYM DNIE!!! To 5000 metry! *Jakaż obeznana...* Będę musiała nurkować, przez co nie wiadomo czy przeżyję! ~*Z logicznego punktu widzenia, powinnaś zdechnąć.*~  – Krzyknęła

- A nie możesz tego zniszczyć sprzętem z powietrza? – Spytał chłopak.

- Ten sprzęt sięga tylko na 4000 metry pod powierzchnię. – Powiedziała

- Eh...Miejmy nadzieję, że cud sprawi, iż przeżyjesz... *W końcu to Mary Siu.* - Rzekł

Po tej rozmowie, weszli oni do helikoptera. Po znalezieniu się tam, Daniel poszedł do kabiny pilota, a Andromeda odłożyła w odpowiednie miejsce swój sprzęt i usiadła na swoim siedzeniu. Po chwili helikopter ruszył...

 ______________________________________________  

Rozdział X – Na granicy życia **śmierci* i śmierci.

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Cieśniny *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*No na Juliusza Słowackiego...Czy ciebie Seba coś boli?*~ *PRZESTAŃ DO MNIE MÓWIĆ SEBA!!!* Drake'a. Jako, iż nie miał gdzie wylądować, zatrzymał się centralnie nad Cieśniną. W tym momencie, Daniel włączył autopilota i wyszedł do Andromedy. Gdy tam był, dziewczyna spytała:

- I? Jak mam się znaleźć w wodzie?

- Mogę zniżyć helikopter do maksimum i wtedy ty wyskoczysz wprost do wody. – Odpowiedział Daniel.

- W sumie dobry pomysł. – Rzekła dziewczyna.

~*"Mam nadzieję, że zdechniesz." - Pomyślał Daniel.*~

Po tej rozmowie, Daniel poszedł do kabiny pilota, a Andromeda wzięła swój sprzęt i stanęła przy drzwiach, po czym otworzyła je. Gdy zaś helikopter zniżył się już do maksimum, dziewczyna wskoczyła do wody, uprzednio nabierając tyle powietrza ile tylko mogła. *Wait WHAT?! Ona tam zdechnie!* Po znalezieniu się pod wodą, aby nie tracić czasu i powietrza, zaczęła płynąć w dół. W połowie drogi jednak ~*Slade już by zaczął się wkurwiać na nielogiczność tego.*~, czuła, że zaczęło kończyć jej się powietrze. Nie poddała się mimo tego i płynęła dalej...

 

5000 metry pod wodą, czuła, że ciśnienie zaczęło ją zgniatać, mimo iż –o dziwo- tak się nie działo *JAKIM KURWA PIERDOLONYM CUDEM?!* i miała uczucie, że zaraz zemdleje z powodu braku powietrza. ~*TO POWINNO DAWNO SIĘ STAĆ!!!*~ Mimo wszystko, ustawiła swój sprzęt i nacisnęła odpowiedni przycisk, po czym odpłynęła na bezpieczną odległość. W tym momencie, dało się słyszeć, co prawda stłumiony, ale zawsze dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ podwodnego terenu. W tym momencie, dziewczyna podpłynęła do swojego sprzętu i wzięła go, po czym zaczęła płynąć pod górę. Niestety, po chwili drogi, z powodu braku powietrza, zemdlała...  *No nareszcie...Ileż to trzeba się było naczekać...*

 

Tymczasem, Daniel zaczął niepokoić się o dziewczynę. Długo jej nie było. ~*Weź go ktoś zabij...*~ Wyjrzał on więc przez drzwi, aby zobaczyć, gdzie ona już jest. W tym momencie, mimo iż Cieśnina Drake'a była i jest bardzo głęboka, ujrzał on opadającą na dno, nieprzytomną Andromedę. *Bo miał teleskop w oczach.*  W tej sekundzie, chłopak, bez namysłu ~*On większość rzeczy robił bez namysłu.*~ skoczył za nią. Wiedział, że również mógł tak skończyć, ale nie chciał, aby jej coś się stało. *Bo wtedy nie dostałby hajsu.*  Paręnaście minut później, gdy kończyło mu się powietrze, podpłynął on do nieprzytomnej, chwycił ją za rękę i zaczął z nią płynąć ku górze. Płynęło mu się ciężej, przez co i wolniej, gdyż dziewczyna trzymała swoją maszynę.

 

Paręnaście minut potem, gdy Daniel był blisko wypłynięcia na powierzchnię, z powodu braku powietrza czuł, że zaraz zemdleje. Nie mógł się jednak poddać. Nie chciał, aby oni oboje zginęli *i aby stracił hajs.*. Gdy zaś zaczął powoli tracić przytomność, udało mu się wypłynąć na powierzchnię. Po znalezieniu się tam, odetchnął głęboko, po czym wyciągnął dziewczynę i sprawdził, czy oddychała. Na jego wielkie szczęście – oddychała. ~*JAKIM CUDEM?!*~

*

Wszedł on więc trudem, ale wszedł, do helikoptera, po czym położył Andromedę na jednym z siedzeń i wiedząc, że gdy ta się obudzi będzie jej bardzo zimno, szczelnie okrył ja kocem, a nawet dwoma. Po zrobieniu tego, po cichu wyjął on dziewczynie z kieszeni telefon i sprawdził, czy on w ogóle działał. Na szczęście działał. ~*BO TO BYŁO KURWA NAJWAŻNIEJSZE!!!*~ Chłopak włączył więc go, a następnie notatnik i zjechał do pozycji jedenastej. W tym momencie ujrzał napis:

Miejsce Przeznaczenia 11 - Środek Lodowca Szelfowego Rossa."

„Ich do reszty popierdoliło..." – Pomyślał chłopak po przeczytaniu tego.

*Dopiero teraz się skapnąłeś?*

Jednak wyłączył on telefon, po czym równie cicho schował go do kieszeni spodni Andromedy. Następnie wziął on jej sprzęt i schował do odpowiedniej klapy. Gdy już wszystko to wykonał, usiadł koło nieprzytomnej i zaczął czekać, aż ta się obudzi...

 

Godzinę później, gdy Andromeda obudziła się, czuła się naprawdę bardzo słabo. ~*Ciekawe czemu...*~ Nie miała sił, aby wstać. Po chwili ujrzała ona nad sobą Daniela, który widząc ją, powiedział:

- Jak *nie* dobrze, że żyjesz...

- Daniel...Kto...Kto mnie stamtąd wyciągnął? – Spytała słabym głosem.

- Ja. Wiedziałem, co mi groziło, jednak nie mogłem pozwolić, ~*aby hajs mi zaginął*~ abyś zginęła. – Odpowiedział

- Daniel...Ty naprawdę...naprawdę skoczyłeś za mną...mimo...mimo iż wiedziałeś, co...co ci grozi? – Spytała z niedowierzaniem. 

- Tak. Nie mogę pozwolić, abyś zginęła. Oprócz pilotowania twojego helikoptera mam obowiązek ~*zdobyć hajs*~ ciebie chronić. *Przestań kłamać.*  A i bez tego nie mogę pozwolić, abyś umarła. – Odpowiedział

W tym momencie Andromeda słabo się do niego uśmiechnęła. Nie wiedziała, jak mu dziękować. Danielowi, widząc to, aż milej się zrobiło. Posiedział on jeszcze godzinę przy dziewczynie, a następnie poszedł do kabiny pilota. Andromeda natomiast, okryta dwoma ciepłymi kocami, znużona snem przez spokojność lotu, usnęła...

______________________________________________  

Rozdział XI – Drugie spotkanie z wrogami. 

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał do Lodowca Szelfowego Rossa, Daniel włączył autopilota i wyszedł z kabiny pilota, aby sprawdzić, co robiła Andromeda. ~*Pewnie m srała.*~ Kiedy zauważył ją śpiącą, żal się mu jej zrobiło, wiedząc, że chcąc nie chcąc musi ją *Zabić* obudzić. ~*Ty debilu! Śpiącą osobę jest łatwiej zajebać!*~ Podszedł on więc do niej, nachylił się nad nią i powiedział cichym, spokojnym głosem, gdyż chciał obudzić dziewczynę, ale nie chciał jej przestraszyć:

- Andromedo...Andromedo...*Mam nadzieję, że umarłaś...* Obudź się...

W tym momencie dziewczyna otworzyła oczy i odwróciła głowę. Gdy to zrobiła, spytała słabym głosem:

- Daniel...Czemu...Czemu mnie budzisz?

~*- A jak kurwa myślisz, kretynko? - Odpowiedział kulturalnie chłopak.*~

- Dolatujemy do kolejnego Miejsca Przeznaczenia. W ogóle to masz siłę, aby je niszczyć? – Spytał chłopak.

- Nie...Jest mi tak słabo...Nie mam sił, aby...aby wstać.... – Odpowiedziała

- To nie problem. Ja mogę zniszczyć to Miejsce za ciebie. – Rzekł

- Daniel...Ty jesteś taki dobry... - Powiedziała

*- Po prostu zależy mi na hajsie. - Odpowiedział*

- Oj, nie mogę pozwolić, aby coś ci się stało. – Odparł

Po tej rozmowie, Andromeda ponownie wróciła do spania, gdyż nadal była śpiąca ~*Jak moja mama. Ona spałaby całe dnie.*~, a Daniel wziął jej sprzęt, po czym wyskoczył z helikoptera na lodowiec i podszedł do odpowiedniego miejsca, a następnie ustawił w nim swój sprzęt. Już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie usłyszał taki dźwięk, jakby ktoś ~*Srał*~ *Co ty masz z tym sraniem?* ~*Za dużo słodyczy na klasowej Wielkanocy. xD*~ *;_;* zeskakiwał ze swojego helikoptera na lodowiec. Chłopak od razu odwrócił się. Gdy to zrobił, ujrzał... ~*Zawodowego sracza.*~ *;__;* Patryka i Mateusza.

- Nie no, to znowu ty? Czy kiedyś będziemy mogli walczyć z Andromedą? – Spytał Patryk.

~*

*~

- Moja wina, że jakiś idiota dał jako poprzednie Miejsce Przeznaczenia samo dno Cieśniny Rossa? – Odpowiedział pytaniem na pytanie *Jak niekulturalnie.* Daniel.

- A co to ma do rzeczy? – Spytał ponownie Patryk.

- A no to, że Andromeda musiała nurkować, a Cieśnina ma 5000 metrów głębokości, przez co, gdy wypływała z powodu braku powietrza zemdlała i teraz nie ma siły, aby wstać. – Odpowiedział chłopak.

- Oj, już nie sprzeczajcie się, bo tylko czas tracimy. – Rzekł Mateusz.

~*O i to jest swój chłop. Polać mu.*~

Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Standardowo, przez całą walkę wygrywał Daniel ~*Slade go uczył?*~, co ponownie dziwiło i Patryka *GDZIE PRZECINEK?!?!* i Mateusza. Po chwili, Patryk popełnił swój najgorszy błąd – pchnął Daniela w kierunku przycisku uruchamiającego maszynę Andromedy. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ lodowca. ~*JEBUDU!*~ Jako, iż nie było już miejsca do stania, trójka zaczęła spadać. Daniel jednak chwycił się części helikoptera, który podleciał ~*Pierwsza rzecz, przy której dopisanie słowa "inteligentny" nie byłoby przesadą.*~, jednak Patryk i Mateusz wpadli do wody...

 

Tymczasem, gdy Daniel wszedł do helikoptera, odłożył sprzęt Andromedy, który udało mu się złapać *O czym wcześniej nie było mowy.*, a następnie sprawdził, co robiła dziewczyna. Ujrzał on, że ona nadal spała. Przeraził się on, gdyż pomyślał, że dziewczyna nie żyje. *CO XDDD* Od razu do niej podszedł, nachylił się nad nią i sprawdził, czy ta oddychała. Na szczęście – oddychała. Chłopak odetchnął więc z ulgą, po czym cicho wyjął z kieszeni spodni                              *( ͡° ͜ʖ ͡°)*  dziewczyny jej telefon i włączył go, po czym w notatniku zjechał na pozycję dwunastą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 12 - Londyn, koniec National Gallery w Londynie."

„Przynajmniej nie środek jakiegoś lodowca..." – Pomyślał po przeczytaniu tego.

Jednak, wyłączył on telefon i równie cicho schował go do kieszeni spodni *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~ śpiącej, po czym udał się do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Londynu... 

______________________________________________  

Rozdział XII – Nieprzyjemne spotkanie.    

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał do Londynu, Daniel ponownie włączył autopilota i poszedł sprawdzić, jak tam się ma ~*KURWA!*~ Andromeda. Kiedy był poza kabiną pilota, ujrzał, że dziewczyna już nie spała. Chłopak podszedł więc do niej, ukucnął koło niej i spytał:

*- Wolisz być zabita oryginalnie czy nieoryginalnie?*

- Jak tam? Lepiej ci?

~*- A jak myślisz, pierdolcu? - Odpowiedziała (G)Andzia.*~

- Nie...Nadal...nadal jest mi tak samo...tak samo słabo... - Odpowiedziała słabym głosem dziewczyna.

- To nie problem. Ja mogę zniszczyć to Miejsce za ciebie. – Rzekł Daniel.

- Daniel...ty...ty tak naprawdę? To...To już łącznie...już łącznie 5 Miejsce...które...które niszczysz za...za mnie... - Rzekła z niedowierzaniem.

~*Jak mnie wkurwia to, jak ta wypowiedź jest napisana. ;-;*~

- Nie mogę po prostu pozwolić, aby coś ci się stało. Muszę cię chronić. *Ta, na pewno.*– Powiedział

- Jesteś taki dobry... - Odparła dziewczyna.

- Oj, dzięki za komplement. – Rzekł chłopak.

Po tej rozmowie, Andromeda zaczęła sobie myśleć ~*Czy jest taka głupia, czy tylko udaje.*~, a Daniel wziął jej sprzęt, po czym wyszedł z helikoptera i ruszył w kierunku muzeum. Gdy już tam wszedł, ruszył w kierunku końca muzeum. Po znalezieniu się tam, ustawił w odpowiednim miejscu sprzęt dziewczyny, po czym już chciał nacisnąć przycisk odpowiadający za uruchomienie sprzętu, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś przystawił mu pistolet do głowy. ~*OMG MÓJ MONSZ! <33333333333*~ *...*  W tym momencie chłopak westchnął, po czym rzekł:

- Dawid...Uspokój się...

- CO?! Skąd wiesz, kim jestem?! Przecież mnie nie znasz! – Krzyknął Da**ej* ~*Nie obrażaj mego mensza!*~wid.

- Myślisz, że Andromeda mi nie opowiedziała kto ją ostatnim razem pobił? – Odpowiedział pytaniem na pytanie Daniel.

- Ja ją kiedyś po prostu zastrzelę... - Powiedział Dawid.

- Psyyychol! – Rzekł Daniel.

- ODWOŁAJ TO NATYCHMIAST!!! – Krzyknął chłopak.

- Nie. – Powiedział Daniel.

W tym momencie Dawid skoczył na Daniela. Zaczęła się walka wręcz. Przez cały czas wygrywał Daniel *Uczeń Slade'a, ni ma chuja.*, co dziwiło Dawida. Po chwili jednak pilot helikoptera Andromedy ~*JEZU! SYNONIM! HALINA, MAM ZAWAŁ! O.O*~, pchnął Dawida na przycisk uruchamiający maszynę. Po paru minutach dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. W tym momencie, Dawid, odchodząc, krzyknął:

- JESZCZE SIĘ Z TOBĄ POLICZĘ!!!

W tym momencie, Daniel pokręcił głową, po czym wziął maszynę i ruszył w kierunku powrotnym. Paręnaście minut później, gdy znalazł się w helikopterze, odłożył sprzęt Andromedy na odpowiednie miejsce, po czym podszedł do dziewczyny i spytał:

- Gdzie teraz mam cię zabrać?

~*- Do Zadupia Środkowego. - Odpowiedziała*~

W tym momencie dziewczyna wyjęła telefon i włączyła go. Gdy to zrobiła, w notatniku zjechała na pozycję trzynastą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 13 - Islandia, szczyt Hallgrímskirkja.

- Teraz musimy lecieć do Islandii. Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie Hallgrímskirkja. – Powiedziała dziewczyna po przeczytaniu tego.

- Ich do reszty pogrzało. – Rzekł Daniel po usłyszeniu tego. ~*Aż sobie wygooglowałam i rzeczywiście.*~

Jednak, chcąc nie chcąc ruszył on do kabiny pilota, po czym wyłączył autopilota i ruszył w odpowiednim kierunku...    

______________________________________________  

Rozdział XIII – Upadek *Tego opka.* ~*To nastąpiło po pierwszym słowie prologu.*~

Kiedy po parunastu godzinach helikopter doleciał już do Islandii i zatrzymał się koło Hallgrímskirkja, Daniel wyszedł z kabiny pilota, po czym podszedł do Andromedy i spytał:

- Już ci lepiej?

- Teoretycznie tak, ale praktycznie nie mam jeszcze sił, aby wstać. – Odpowiedziała dziewczyna.

- To nie problem. Ja mogę to Miejsce zniszczyć za ciebie. – Powiedział chłopak.

- Naprawdę? Daniel, to już szóste Miejsce Przeznaczenia które niszczysz za mnie. – Rzekła z niedowierzaniem.

~*- Wiesz, hajs jest najważniejszy. - Odparł Daniel.*~

- Oj, mówiłem ci już, że nie mogę pozwolić, aby coś ci się stało. Moim obowiązkiem jest również ochrona ciebie. *Taaa, mhm.* – Odparł

- Jesteś naprawdę po Grzegorzu najmilszym człowiekiem jakiego spotkałam... - Powiedziała dziewczyna.

~*To ty chyba nie widziałaś Slade'a, gdy kogoś pokochał.*~

*Pięćdziesiąt twarzy Slade'a. xD*

~*Chcesz wpierdol?*~

W tym momencie Daniel zaśmiał się, po czym powiedział:

- Oj, dzięki, że tak mówisz...

Po tej rozmowie, Andromeda wyjęła telefon i zaczęła na nim grać *Uzależniona pinda.*, a Daniel wziął sprzęt dziewczyny, po czym wyszedł z helikoptera. Gdy był już na zewnątrz, ruszył w kierunku Hallgrímskirkja ~*W ogóle, kto wymyślił tę nazwę?*~ *Chyba ktoś pijany.*. Po znalezieniu się tam, zaczął on szukać drogi na dach. Na szczęście takową znalazł. Po znalezieniu się na samym szczycie, o dziwo nie spadł ~*JAKIM PIERDOLONYM CUDEM?! Jakby co, to Hallgrímskirkja wygląda tak:

*~

oraz ustawił tam swoją maszynę bez problemu. Zdziwił się on tym, ale mimo wszystko nacisnął odpowiedni przycisk uruchamiający maszynę. W tym momencie zdał sobie sprawę z tego co zrobił. Nie mógł on odbiec na bezpieczną odległość, gdyż spadłby z dachu. Musiał więc czekać...

 

Parę minut później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. ~*Zniszczyć tak ładny kościół...Ty chuju.*~ Daniel natomiast, zepchnięty z dachu, spadł w dół. Udało mu się jednak w locie obrócić na nogi. Gdy spadł, o dziwo nie połamał sobie nóg *Bo był Gary Stu.*, jedynie trochę go bolały. Mimo wszystko, podszedł on do sprzętu i podniósł go, po czym ruszył w kierunku helikoptera. Po znalezieniu się tam, odłożył sprzęt w odpowiednie miejsce i spytał Andromedę:

- I? Gdzie teraz muszę cię zabrać?

W tym momencie dziewczyna włączyła notatnik w telefonie i zjechała na czternastą pozycję. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 14 - Wagadugu, wejście do National Museum of Music." *Nie ma to jak robić muzeum muzyki.*

- Teraz musimy lecieć do Wagadugu. Miejsce Przeznaczenia jest w wejściu do National Museum of Music. – Rzekła dziewczyna po przeczytaniu tego.

- Choć raz coś normalnego... - Powiedział Daniel.

Po tej rozmowie, chłopak poszedł do kabiny pilota, po czym ruszył w kierunku Wagadugu...  

______________________________________________  

Rozdział XIV – Choroba Daniela ~*Oł noł. Znowu rozległe opisy tego, jak to komuś się słabo zrobiło. ;_;*~ i zbyt szybki wybuch.    

Jednak, godzinę po wyruszeniu, Daniel poczuł, że zrobiło mu się słabo. Zaczął go mocno boleć brzuch oraz mdliło go. Na dodatek oczy zaszły mu mgłą, przez co chłopak ledwo widział, gdzie leci. ~*Znowu zmiana czasu. A poza tym, widzicie? Mówiłam.*~ Włączył on więc autopilota, gdyż czuł, że zaraz gdzieś się rozbije. Po zrobieniu tego, jako iż czuł, że zaraz zwymiotuje, zaczął próbę rozpięcia pasów. Jednak, jako iż ręce mu się trzęsły, nie udawało mu się to. Musiał więc zostać na miejscu. Paręnaście minut później, zaczęło go jeszcze bardziej mdlić oraz mocniej zaczął go boleć brzuch. ~*<Rozpacza nad swoją dawną mentalnością.>*~ Musiał on pójść do łazienki. Ponownie zaczął więc próbę odpięcia pasów. Tym razem udało mu się to. W tym momencie wstał on z siedzenia, wyszedł z kabiny pilota i ruszył w kierunku łazienki...

 

Tymczasem, Andromeda, zauważyła stan Daniela. Widziała, że jest blady oraz, że głęboko oddycha. *Pierdolona zmiana czasów.* Od razu spytała ona go:

- Daniel? Coś ci się stało?

- Źle się czuję...Słabo mi...Brzuch mnie boli...Mdli mnie...Chyba zjadłem coś nieświeżego... ~*Czyli typowy Europejczyk lub Amerykanin po wizycie w Azji.*~ - Odpowiedział słabym głosem chłopak.

W tym momencie, poszedł on do łazienki. Po chwili dało się słyszeć, jak wymiotował. Powtórzyło się to 25 razy *Ten to ma tytanowy żołądek.*, po czym nie miał on już czym wymiotować. ~*Co ty nie powiesz...*~ Jednak, osłabiło go to. Nie miał już sił. Musiał się położyć. Ledwo doczołgał się on do jednego z siedzeń, położył się na nim, a po chwili usnął...

 

Dwie godziny później, gdy Daniel obudził się, nie czuł się lepiej. Wręcz przeciwnie. Czuł się jeszcze gorzej. ~*A zdania pojedyncze są fajne.*~ Bardzo mocno bolał go brzuch oraz czuł się tak, jakby zaraz miał zwymiotować, mimo iż nie miał już czym. Słyszał on swoje ciężkie oddechy. Po chwili ujrzał on przed sobą Andromedę, która spytała:

- Daniel...Jak się czujesz?

~*- No kurwa świetnie. - Odpowiedział zirytowany głupotą (G)Andzi Daniel.*~

- Jeszcze...Jeszcze gorzej... - Odpowiedział słabym głosem.

- To chyba jakaś choroba...

*

*

Ale nie martw się...Nawet jakby, to ja się tobą zajmę... - Rzekła

- Dziękuję... - Powiedział Daniel

Po tej rozmowie, Andromeda została przy Danielu. Paręnaście godzin później, helikopter wylądował. ~*Od tak sobie, bez interwencji pilota.*~ W tym momencie Andromeda wstała i wzięła swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera. Gdy była na zewnątrz, jako iż helikopter wylądował niedaleko muzeum, dziewczyna podeszła do wejścia, po czym ustawiła tam swój sprzęt i nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety, *"*przypadkowo*"* wcisnęła też przycisk odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie sprzętu. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu i odepchnął Andromedę, która nie zdążyła uciec, w kierunku helikoptera. Od uderzenia, dziewczyna syknęła z bólu. Mimo wszystko, podeszła ona do swojej maszyny i podniosła ją. Gdy to zrobiła, ruszyła w kierunku helikoptera. W czasie drogi jednak, włączyła ona swój telefon ~*Co z tego, że czuła ból. A poza tym, jaka zajebista akcja... <Ziew>*~ i w notatniku zjechała na pozycję piętnastą. W tym momencie na ekraniku ujrzała napis:

Miejsce Przeznaczenia 15 - Aszchabad, Turkmenistan, Nisa, ruiny starożytnego miasta Partów."

„Zacnie... ~*Jakie wyrafinowane słownictwo...*~ Czego to jeszcze nie wymyślą..." – Pomyślała po przeczytaniu tego.

Po chwili jednak weszła do helikoptera. Gdy tam była, odłożyła sprzęt, po czym podeszła do Daniela i spytała:

- I jak? Lepiej się czujesz?

- Nie... - Odpowiedział słabym głosem.

- Eh...Nie martw się...Ja się tobą zajmę... - Rzekła

Po chwili jednak poczuli oni, że helikopter startuje. *Kurwa, dawać mi tu tą inteligentną maszynę.* Zaczęli oni więc czekać, gdzie doleci... ______________________________________________   

Rozdział XV – Spotkanie

*Czemu my w ogóle analizujemy to opko rozdział po rozdziale?*

~*Bo to było moje marzenie, stworzyć analizatornię, w której analizowałabym opka rozdział po rozdziale. A poza tym, chcę aby czytelnicy poznali to gafno w całości.*~    

Kilkanaście godzin później, okazało się, że ~*Andromeda to nadal debilka.*~ helikopter zatrzymał się koło ruin starożytnego miasta Partów. W tym momencie, Andromeda ze zdziwieniem spytała Daniela:

- Skąd autopilot wiedział, gdzie lecieć?

*Słowo "inteligentny" w końcu zostało przypisane do dobrego sprzętu.*

- Jeszcze...Jeszcze tego nie wiem... - Odpowiedział słabym głosem Daniel.

Po tej rozmowie, Andromeda wstała, po czym wzięła swój sprzęt. Gdy to zrobiła, wyszła z helikoptera i ruszyła w kierunku ruin. ~*Bo gdzie indziej miałaby iść.*~ Gdy tam była, ustawiła swój sprzęt w odpowiednim miejscu i już chciała nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie poczuła, że ktoś ją obejmuje, a następnie kładzie *Dynamit na jej głowie.*  swoją głowę na jej ramieniu. *Nie zgadłem.*  Dziewczyna zdziwiła się tym, gdyż przecież była tam sama. Mimo wszystko odwróciła się. Gdy to zrobiła, ujrzała...Grzegorza.

- Grzegorz? Co ty tu robisz? Nie powinieneś niszczyć Miejsc? – Spytała zdziwiona dziewczyna.

- A no powinienem, ale przelatywałem tędy no i zobaczyłem ciebie, więc postanowiłem się tu zatrzymać i po cichu ~*cię zabić.*~ do ciebie podejść. – Odpowiedział chłopak.

- A w ogóle gdzie teraz musisz lecieć? – Zapytała

- Do Tasmanii, na początek Bay of Fires. – Odpowiedział

Później, porozmawiali oni jeszcze trochę ze sobą *Bo po co wymyślać dalszą rozmowę.*, po czym Grzegorz musiał odejść. Andromeda tymczasem nacisnęła odpowiedni przycisk na maszynie, po czym odbiegła na bezpieczną odległość. Parę minut później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

 

Po wybuchu, Andromeda podeszła do swojej maszyny, po czym wzięła ją i udała się w kierunku helikoptera. W czasie drogi wyjęła swój telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego, w notatniku zjechała na pozycję szesnastą. W tym momencie na ekraniku zobaczyła napis:

Miejsce Przeznaczenia 16 - Himalaje, podnóża Mount Everest." ~*Dobrze, że nie szczyt.*~

„No tak, a jak zabije mnie jakiś cięższy kawałek Mount Everest, to będzie ich wina." – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego. *Zwalaj winę na nich.*

Po chwili jednak, gdy doszła ona do helikoptera, schowała swój sprzęt oraz telefon, po czym podeszła do Daniela i spytała:

- I jak tam? Lepiej się już czujesz?

*- A jak myślisz, cholero? - Odpowiedział nonszalancko Daniel.*

- Nie...Ani...Ani trochę...W ogóle...W ogóle to daj...daj mi *Pistolet* wody... - Powiedział słabym głosem.

W tym momencie dziewczyna zrobiła to co chciał Daniel, jednak, widząc, że chłopak nie jest na siłach, aby się podnieść i napić, pomogła mu. Gdy już to zrobiła, odstawiła kubek, po czym usiadła koło Daniela. Chwilę później oboje poczuli, że helikopter ruszył... ~*Od tak, sam z siebie.*~

______________________________________________  

Rozdział XVI – Uderzenie w głowę.    

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Mount Everest. Zatrzymał się niedaleko góry. ~*To zdanie pojedyncze jest już przesadą.*~ Kiedy już stał, Andromeda wzięła swój sprzęt, po czym wyszła na zewnątrz. Gdy się tam znalazła, udała się w kierunku Mount Everest. Po znalezieniu się koło góry, ustawiła swój sprzęt, a następnie nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety, *"*przypadkowo*"*  nacisnęła również przycisk odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie maszyny. Po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu oraz odepchnął Andromedę, która nie zdążyła uciec...

 

Andromeda, nie dość, że nie mogła jak się ruszyć, gdyż już dwa mocne kawałki skał przygniotły ją za ręce do ziemi *O czym nie wspomniano akapit temu, bo po chuj.*, to jeszcze jeden z większych uderzył ją bardzo mocno w głowę. Od mocnego uderzenia, straciła ona przytomność...

 

Dwie godziny później, gdy dziewczyna obudziła się, ujrzała ciemność. ~*Mam nadzieję, że umarła.*~ Jednak, gdy chciała się ona podnieść, uderzyła głową w kamień. ~*Cholera :<*~ Znaczyło to, że była przysypana odłamkami skał z Mount Everest. *Co ty nie powiesz...*  Od razu zaczęła ona próbę uwolnienia. Po parunastu minutach, była ona już na powierzchni. Gdy się tam znalazła, wzięła swój sprzęt i ruszyła w kierunku helikoptera.

 

W czasie drogi, wyjęła ona swój telefon i włączyła go. ~*Jak gdyby nigdy nic.*~ Po zrobieniu tego, w notatniku zjechała na pozycję siedemnastą. W tym momencie ujrzała ona na ekraniku napis:

Miejsce Przeznaczenia 17 - Kazachstan, Astana, środek Piramidy Pokoju i Pojednania."

„Jakie nazwy..." – Pomyślała *dziewczyna z chujowym imieniem* po przeczytaniu tego.

Po chwili jednak, gdy weszła do helikoptera, odłożyła swoje urządzenie, po czym usiadła koło chorego Daniela i spytała:

- Już lepiej ci?

- Nie...Ani...Ani trochę... - Odpowiedział słabym głosem.

- Eh...Biedny jesteś... - Rzekła dziewczyna.

~*Kiedy on zdechnie?*~

*Znając życie, nigdy.*

~*;'-(*~

Po chwili jednak, poczuli oni, że helikopter ruszył... ______________________________________________  

Rozdział XVII – Zaskoczenie i zbyt szybki wybuch.    

Kilkanaście godzin później, helikopter zatrzymał się koło Piramidy Pokoju i Pojednania. Po zatrzymaniu się, Andromeda, przed wyjściem wzięła swój sprzęt i gdy chciała wyjść, musiała jeszcze pomóc Danielowi napić się wody ~*A mogła go po prostu zabić.*~, gdyż ten nie miał jeszcze na nic sił. Paręnaście minut później, gdy dziewczyna mogła już wyjść z helikoptera, po znalezieniu się na zewnątrz, jako iż była bardzo blisko Piramidy, tylko do niej weszła. Gdy się tam znalazła, ujrzała, że było tam całkowicie ciemno. Od razu, mimo wszystko, ruszyła w kierunku jej środka. Jednak... *DUN DUN DUUUUUUUUN!*

 

W połowie drogi dziewczyna poczuła się obserwowana. ~*Czyżby mój były monsz?*~ Od razu odwróciła się ona. Jednak, nikogo nie zauważyła. Wzruszyła więc ramionami, po czym ruszyła w dalszą drogę. *Bo to jest logiczne.*  Mimo wszystko, czuła się jeszcze bardziej obserwowana. Zaczęła się ona bać. Bała się, że KTOŚ lub COŚ co lub kto obserwowało lub obserwował ją, mogło lub mógł jej coś zrobić. Po chwili jednak, doszła ona do środka Piramidy Pokoju i Pojednania. Gdy się tam znalazła, ustawiła w odpowiednim miejscu swój sprzęt i już chciała nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie poczuła ona czyiś oddech na swoim karku. ~*MÓJ MONSZ?!*~ Wystraszyła się ona nie na żarty. Nie dość, że była w ciemności, to jeszcze KTOŚ lub COŚ był lub było za nią. Od razu się odwróciła. Gdy to zrobiła, stanęła twarzą w twarz, z...Grzegorzem. ~*Kurwa ;"-(*~

- Grzegorz, nie strasz mnie tak więcej... - Powiedziała Andromeda.

- Oj przepraszam...Haha... - Rzekł Grzegorz.

- W ogóle, to co ty tu robisz? – Spytała dziewczyna.

- Zatrzymałem się niedaleko, aby trochę rozruszać kości, no i doszedłem aż tu. A jako iż zauważyłem, że wchodziłaś do tej Piramidy, postanowiłem cię lekko nastraszyć. – Odpowiedział

- A zniszczyłeś już chociaż jedno Miejsce? – Zapytała

- Nie. Jeszcze nie. Coś mi GPS wyjątkowo nawala. *Trójkąt Bermudzki?*  Nie wiem gdzie dokładniej lecieć. – Odpowiedział

Później porozmawiali oni jeszcze trochę ~*Bo na luj wymyślać rozmowę.*~, po czym Grzegorz odszedł, a Andromeda nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety, *"*przypadkowo*"*  nacisnęła przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie urządzenia. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu i odepchnął Andromedę, która nie zdążyła uciec.

 

Dziewczyna, odepchnięta, ze strachu zamknęła oczy. Po chwili jednak poczuła, że ktoś ją trzymał. Od razu otworzyła ona oczy i odwróciła się. Gdy to zrobiła, ujrzała Grzegorza. ~*Ty debilu!*~

- Grzegorz...Dziękuję, że mnie złapałeś...

- Oj nie ma za co. Nie mogę pozwolić, aby coś ci się stało. W ogóle to muszę kiedyś gdzieś przenieść ten przycisk odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie maszyny, bo i mi czasem  *"*przypadkowo*"*  zdarzało się go nacisnąć. – Rzekł

- A po co w ogóle jest ten przycisk? – Spytała Andromeda.

~*- Abyś wreszcie zdechła. - Odpowiedział kulturalnie Grzegorz.*~

- Wiesz, np. gdy jest Miejsce Przeznaczenia w jakimś zatłoczonym miejscu, to aby je zniszczyć z ukrycia, używa się tego przycisku, aby nie tracić czasu. – Odpowiedział chłopak.

*Sprytne*

Po tej rozmowie, postawił on ją na ziemię ~*A to on ją podniósł? Niedomówienia! Jaaaj! -_-*~, po czym oboje rozeszli się w swoje strony...

 

W czasie drogi, dziewczyna wyjęła swój telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego, zjechała na pozycję osiemnastą w liście. Chwilę później ujrzała na ekraniku napis:

Miejsce Przeznaczenia 18 – Irak, Teheran, szczyt Bordż-e Milad."

„Będę mistrzem, gdy się tam utrzymam." – Pomyślała po przeczytaniu tego.

~*Ale w końcu jesteś Mary Sue, nie?*~

Gdy zaś parę minut potem Andromeda doszła do helikoptera, odłożyła swoją maszynę i spytała Daniela:

- I jak? Chociaż trochę lepiej się już czujesz?

- Trochę tak... - Odpowiedział chłopak.

- Miejmy nadzieję, że niedługo *nie*  wyzdrowiejesz... - Rzekła dziewczyna.

- Dziękuję, że...że się tak o mnie troszczysz... - Powiedział

- Oj, bo po prostu jakbyś umarł, to dla mnie i dla świata ~*nie*~ byłoby ogromną stratą stracić tak *głupią*  inteligentną osobę, co w dzisiejszych czasach jest cudem... - Odparła

W tym momencie Daniel uśmiechnął się, po czym powiedział:

- Dziękuję za komplement...

- Oj, to tylko prawda jest... - Rzekła

Po tej rozmowie, dziewczyna usiadła koło Daniela, po czym rzekła:

- Daniel...Nie chcę się jakoś narzucać, ale ty od prawie tygodnia nic już nie jesz...

- Bo...Bo ja czuję, że...że jak coś zjem, to...to zwymiotuję... - Powiedział chłopak.

- Eh...Biedny jesteś... - Rzekła dziewczyna.

Chwilę po tej rozmowie, helikopter ruszył...  *Ja chcę to inteligentne cholerstwo!* ______________________________________________   

Rozdział XVIII – Niebezpieczne spotkanie z wrogami. ~*DUN DUN DUUUUUUUUN!*~

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Teheran i zatrzymał się niedaleko Bordż-e Milad. Po wylądowaniu, Andromeda wzięła swój sprzęt i wyszła na zewnątrz. Po znalezieniu się poza helikopterem, ruszyła w kierunku Bordż-e Milad. Kiedy zaś tam weszła, zaczęła szukać drogi na dach. Po parunastu minutach poszukiwań, dziewczyna odnalazła wejście. Od razu weszła na szczyt. *Co za zajebisty opis... <Ziew>*  Gdy tam była, o dziwo, utrzymała się bez problemu i bez problemu ustawiła swój sprzęt. ~*Bo jest Mary Stół*~ Już chciała go uruchomić, jednak w tym momencie usłyszała taki dźwięk, jakby ktoś zeskakiwał ze swojego helikoptera. Od razu odwróciła się ona. Gdy to zrobiła, ujrzała swoich wrogów. O dziwo, cała trójka + *Poloniści już jadą ze swoimi siekierami.*  sprzęt utrzymali się idealnie na szczycie. ~*Ah, ci idealni bohaterowie...*~ Chwilę później, Patryk rzekł:

- Przynajmniej wreszcie nie musimy walczyć z Danielem.

- Oj, co chcesz. Daniel jest fajny. Przynajmniej lepszy od ciebie. – Powiedziała Andromeda.

~*Ja tam jednak wolę Dejwida.*~

*A ja ich helikopter.*

~*...*~

*Co chcesz? To jest najambitniejsza postać z tego całego opka.*

- Weź mnie kobieto nie denerwuj... - Rzekł Patryk.

Po tej rozmowie, zaczęła się standardowo walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na stronę Andromedy, to na stronę jej wrogów. W pewnym jednak momencie, dziewczyna skorzystała z okazji i pchnęła Mateusza na przycisk uruchamiający maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. W tym momencie, cała trójka zaczęła spadać w dół. Andromedzie jednak w locie udało się złapać sprzęt oraz chwycić metalowej części helikoptera który akurat podleciał  *Widzisz? Mówiłem.*, jednak Patryk i Mateusz spadli w dół... ~*Ta akcja była tak zajebista, że aż farba uschła.*~

 

Tymczasem, Andromeda, weszła do helikoptera, odłożyła swój sprzęt na odpowiednie miejsce, po czym spytała Daniela:

- I jak? Dobrze się już czujesz?

- Jeszcze nie bardzo...Ale...Ale z każdą chwilą jest lepiej... *Szkoda...* - Odpowiedział chłopak.

W tym momencie dziewczyna usiadła koło niego, włączyła swój telefon i zjechała na pozycję dziewiętnastą na liście. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 19 - Ukraina, Czerniowce, sam szczyt Czerniowieckiego Uniwersytetu Narodowego im. Jurija Fedkowycza."

„Przynajmniej nie szczyt Wierzy ~*Ja serio jebnęłam taką literówkę? -_-*~ Eiffla..." – Pomyślała po przeczytaniu tego.

 

Chwilę później, poczuła ona, że helikopter ruszył...

____________________________________________________________

Rozdział XIX – Nieprzyjemne spotkanie. ~*OMG, BĘDZIE MÓJ MONSZ! <3*~ *... <- Kropki rozpaczy.*

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Czerniowieckiego Uniwersytetu Narodowego im. Jurija Fedkowycza. Zatrzymał się niedaleko wejścia, dzięki czemu Andromeda miała bliżej. ~*Oczywiście, Mary Sójka zawsze musi mieć łatwo w życiu.*~ Dziewczyna wzięła więc swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera i udała się do Uniwersytetu. Gdy się tam znalazła, jako, iż jak zwykle było pusto *Czyli standard.*, spokojnie ruszyła w poszukiwaniu wejścia na dach. Paręnaście minut później, znalazła takowe. Weszła więc na dach, po czym w odpowiednim miejscu ustawiła swój sprzęt.

 

Już chciała ona nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie poczuła, że ktoś przystawił jej do głowy dwa pistolety. *Widzę, że Dejwid jest coraz lepszy.*  ~*On był zajebisty od momentu, w którym powstało jego imię. <3*~ Przestraszyła się ona nie na żarty. Od razu odwróciła się ona, aby sprawdzić, kto ją chciał zastrzelić. Gdy to zrobiła, ujrzała...~*mego mensza*~ Dawida.

- DAWID!!! ZOSTAW MNIE W SPOKOJU!!! – Krzyknęła

- Nie. No, chyba, że dasz się zabić. – Rzekł Dawid.

- Ty to powinieneś trafić do psychiatryka. – Powiedziała

- Cofaj mi to, ale już! – Krzyknął

- Nie. – Rzekła

W tym momencie, Dawid chciał zastrzelić Andromedę, jednak ta była zwinniejsza. ~*Oczywiście*~ Po dwóch godzinach, gdy dziewczyna była wykończona od uciekania od strzał, Dawidowi skończyły się wszystkie naboje do dwóch pistoletów. *To ile on ich miał?* Andromeda, widząc to, powiedziała ze słyszalną drwiną w głosie:

- Oh, naszemu Dawidkowi skończyła się amunicja...Jaka szkoda...Nie będzie już mógł zabijać...Tak mi przykro...Haha. *Przedszkole mode: Permanent ON.*

W tym momencie dało się zobaczyć, że chłopak trząsł się ze złości. Schował on swoje pistolety, po czym rzucił się na już wykończoną dziewczynę. Przez całą walkę wygrywał Dawid, gdyż ~*był fajny*~ Andromeda była już osłabiona i ciężej jej się walczyło. Po chwili jednak, chłopak popełnił swój błąd. Pchnął dziewczynę w kierunku przycisku uruchamiającego jej maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu, przez co, Dawid, który nie zdążył się złapać ocalałej części dachu, spadł w dół... ~*NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! ;"-(*~ *...*

 

Andromeda natomiast, zdołała utrzymać się na szczątkach dachu ~*KURWA!!!*~ i przy okazji złapać maszynę. Przed zejściem jednak, włączyła swój telefon i zjechała na pozycję dwudziestą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 20 - Pakistan, początek Lahaur."

„Aha" – Pomyślała po przeczytaniu tego.

*Ambitne myśli, widzę.*

Po chwili jednak, zeszła ona z resztek dachu i weszła do helikoptera. Gdy tam była, odłożyła swój sprzęt, usiadła koło Daniela i spytała:

- I jak tam twój stan?

- Jest już normalny, taki jak przed chorobą, ale nadal nie mam sił, aby wstać. – Odpowiedział chłopak.

~*I wreszcie nauczyłem się normalnie mówić.*~

- Tym lepiej, że nie musisz już cierpieć... - Rzekła dziewczyna.

Po chwili poczuli oni, że helikopter ruszył...

______________________________________________  

Rozdział XX – Spokojne niszczenie. 

~*Uff, chociaż tutaj będzie krótko.*~

*Tak w ogóle, to ile jeszcze rozdziałów?*

~*Pięćdziesiąt dwa.*~

*<Płacze>*

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Lahaur. Po znalezieniu się tam i wylądowaniu, Andromeda wstała z siedzenia, wzięła swój sprzęt i wyszła z helikoptera. Kiedy to zrobiła, udała się na początek miasta. Paręnaście minut później, gdy tam była ~*Szybka jest.*~, w odpowiednim miejscu ustawiła swój sprzęt.

 

Gdy to zrobiła, nacisnęła odpowiedni przycisk i odbiegła na bezpieczną odległość. Po parunastu minutach dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. W tym momencie, Andromeda przed podejściem do swojego sprzętu, wyjęła i włączyła swój telefon, po czym na liście zjechała na pozycję dwudziestą pierwszą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 21 - Korea Południowa, koniec National Museum of Korea."

„Dobrze, że nie Korea Północna..." – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego.

~*Szkoda. Może by cię tam zamknęli.*~

Jednak, ruszyła ona w kierunku swojego sprzętu, po czym podniosła go i udała się w kierunku helikoptera. W czasie drogi pomyślała ona:

„Spokojnie dziś minęło to niszczenie. Żadnych nagłych wybuchów, spadnięć, walk itd. To trochę dziwne..." ~*Nie dziwne. Po prostu nie chciało mnie się wtedy pisać.*~ *To na chuj pisałaś?* ~*Aby było. Nie, ale serio. ;_;*~ *;-;*

Po chwili jednak doszła ona do helikoptera. Gdy tam weszła, ujrzała, że Daniel już nie leżał jak zwykle na siedzeniu, a krzątał się po helikopterze. Gdy Andromeda to zobaczyła, spytała:

- Daniel, już się lepiej czujesz?

*"Boże, nie dość, że idiotka, to jeszcze ślepa." - Pomyślał Daniel.*

- Tak. Już się i lepiej czuję i mogę chodzić. – Odpowiedział.

- Tym lepiej... - Rzekła

- W ogóle, to gdzie mam cię teraz zabrać? – Spytał

- Do Korei ~*Północnej*~ Południowej. Miejsce Przeznaczenia jest na końcu National Museum of Korea. – Odpowiedziała

Po tej rozmowie, Daniel poszedł do kabiny pilota, a Andromeda usiadła na swoim dawnym, zwykłym siedzeniu. Zaś po chwili czekania, helikopter ruszył... ______________________________________________  

Rozdział XXI – Ciekawe odkrycie i mozolne wejście. 

~*Jak to opko.*~

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał do National Museum of Korea, Andromeda ujrzała, że wyszedł do niej Daniel. Po chwili chłopak powiedział:

- Masz w tym helikopterze naprawdę ciekawą technologię. Okazało się bowiem, że jeśli helikopter startuje za pomocą autopilota, to autopilot pobiera z telefonu właściciela lokalizację do której ma teraz skierować helikopter i tak można dolatywać do różnych miejsc, nie siedząc za sterami. *Dawać mi to tu. NOW!*

- Wiesz, że nawet o tym nie wiedziałam? Ale rzeczywiście jest to ciekawe. – Rzekła Andromeda.

Po chwili jednak helikopter wylądował. Gdy już się zatrzymał, Andromeda wstała z siedzenia, wzięła swój sprzęt i wyszła. Po zrobieniu tego, zaczęła szukać wejścia do muzeum. Niestety, wszystko było pozamykane. ~*Warum nicht?*~ Po chwili jednak, ujrzała ona jakieś niedomknięte okno. Jednak szpara była zbyt wąska. Mimo wszystko, dziewczyna spróbowała najpierw przecisnąć swój sprzęt. O dziwo, mimo iż urządzenie było dość szerokie. ~*W tym zdaniu ewidentnie brakuje końcówki i realizmu.*~ Po przeciśnięciu maszyny, dziewczyna wciągnęła brzuch jak tylko mogła i spróbowała przecisnąć się przez szparę. Nie udawało jej się jednak to. Mimo wszystko, po godzinie, gdy dziewczyna zaczęła tracić przytomność z powodu braku powietrza, 

*

udało jej się przecisnąć. Od razu odetchnęła ona, po czym bezsilnie opadła na podłogę. Nie miała sił, aby się podnieść. Musiała więc leżeć. Mimo to, nikt jej nie zauważył, gdyż w muzeum było pusto. ~*Żeby nikt nie przeszkadzał naszej Mary Sue.*~

 

Po godzinie, gdy dziewczyna odzyskała siły, podniosła się, po czym wzięła swój sprzęt i ruszyła w kierunku końca muzeum. Paręnaście minut później, gdy doszła ona do odpowiedniego miejsca, ustawiła tam swój sprzęt, po czym nacisnęła przycisk uruchamiający machinę, a następnie odbiegła na bezpieczną odległość. Paręnaście minut później dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Andromeda miała więc ułatwioną drogę. Wzięła więc swój sprzęt i wyszła.

 

Podczas drogi, wyjęła swój telefon i włączyła go, po czym zjechała na pozycję dwudziestą drugą na liście. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 22 - Oman, Maskat, wejście do Al Alam Palace."

„Ważne, że nie SAM SZCZYT." – Pomyślała po przeczytaniu tego.

*To by było pojebane w tym wypadku.*

Po chwili zaś, weszła ona do helikoptera. Po znalezieniu się tam, odłożyła swój sprzęt, po czym, zanim Daniel zdążył zapytać, powiedziała:

- Teraz musimy lecieć do Omanu, a dokładniej do Maskatu. Miejsce Przeznaczenia jest w wejściu do Al Alam Palace.

Po tych słowach, Daniel poszedł do kabiny pilota, a Andromeda usiadła na zwykłym siedzeniu. Po chwili zaś helikopter ruszył...

______________________________________________   

Rozdział XXII – Spadające drzwi. *Co za zwrot akcji... <Ziew>* 

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał do Maskat, zatrzymał się koło Al Alam Palace. Po wylądowaniu, Andromeda wstała z siedzenia, po czym wzięła swój sprzęt i wyszła z helikoptera. Po zrobieniu tego, podeszła ona do wejścia Al Alam Palace, a następnie postawiła tam swoją maszynę. Gdy to zrobiła, nacisnęła przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie maszyny. ~*Ten początek zaczyna mnie nudzić.*~ *Nie tylko ciebie.*

Po ułamku ~*Ułamku czego?*~ dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Nie odepchnął on Andromedy, jednak na dziewczynę, która nie zdążyła uciec, spadły drzwi. Po przygnieceniu, dziewczyna pomyślała tylko:

„Au..."

Po czym zaczęła próbę odgarnięcia drzwi z siebie. Po paru minutach, udało jej się to. Gdy wygrzebała się ona spod drzwi, przed wzięciem swojego sprzętu, włączyła telefon *Który, jak wiemy, jest najważniejszy.*  po czym zjechała na pozycję dwudziestą trzecią na liście. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 23 - Demokratyczna Republika Konga, Kinszasa, pierwszy zakręt."

„Im się chyba już naprawdę pomysły kończą..." – Pomyślała po przeczytaniu tego.

~*Faktycznie, kończyły mnie się pomysły.*~

Mimo wszystko, wyłączyła i schowała ona telefon, po czym wzięła swój sprzęt i ruszyła w kierunku helikoptera. Gdy zaś tam weszła, odłożyła sprzęt, po czym została zapytana przez Daniela:

- No to gdzie teraz musimy lecieć?

*- Do Wygwizdowa Dolnego. - Odpowiedziała (G)Andzia.* 

- Do Demokratycznej Republika Konga, do Kinszasy. Miejsce Przeznaczenia jest na pierwszym zakręcie. – Odpowiedziała dziewczyna.

- Czego to oni nie wymyślą... - Powiedział chłopak.

W tym momencie Daniel poszedł do kabiny pilota, a Andromeda usiadła na normalnym siedzeniu. Po chwili zaś dało się poczuć, że helikopter ruszył...

______________________________________________  

Rozdział XXIII – Ponowne, spokojne niszczenie. 

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał Kinszasy, zatrzymał się na jej początku. Po wylądowaniu, dziewczyna wstała z siedzenia i wzięła swoją maszynę. Gdy to zrobiła, wyszła z helikoptera, po czym ruszyła na poszukiwania pierwszego zakrętu... ~*Cóż za zajebista akcja...*~

 

Paręnaście minut później, znalazła takowy. Oczywiście podeszła ona do niego, po czym ustawiła tam swój sprzęt, po czym nacisnęła odpowiedni przycisk i odbiegła na bezpieczną odległość. Paręnaście minut później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *Nudzi mnie to opko, a nawet do połowy nie doszliśmy.* 

 

Po wybuchu, Andromeda podeszła do swojego sprzętu i wzięła go. Gdy to zrobiła, ruszyła w kierunku helikoptera. W czasie drogi, wyjęła ona swój telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego, zjechała w notatniku na pozycję dwudziestą czwartą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 24 - Polska, Wawel, szczyt Zamku Królewskiego na Wawelu."

~*Ła, nareszcie jakaś odmiana.*~

„A i Polski nie było...W końcu jakaś odmiana." – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego.

Chwilę później, doszła *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*... <- Kropki załamki.*~ jednak do helikoptera. Gdy tam weszła, zastała Daniela, który spytał ją:

- No to gdzie teraz mamy lecieć?

*- Do Wygwizdowa Średniego. - Odpowiedziała Andzia.*

- Do Polski, a dokładniej na Wawel. Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie Zamku Królewskiego na Wawelu. – Odpowiedziała dziewczyna.

- Zawsze to jakaś odmiana... - Rzekł chłopak.

Po tej rozmowie, poszedł on do kabiny pilota, a Andromeda odłożyła swój sprzęt w odpowiednie miejsce, a następnie usiadła na zwykłym siedzeniu. Chwilę później, helikopter ruszył...

______________________________________________  

Rozdział XXIV – Upadek ze szczytu.    

Paręnaście godzin później, helikopter doleciał do Polski, a dokładniej na Wawel. Po znalezieniu się tam, helikopter zatrzymał się niedaleko Zamku Królewskiego na Wawelu. Po wylądowaniu, Andromeda wstała i wzięła swoją maszynę. Gdy to zrobiła, wyszła z helikoptera i ruszyła w kierunku Zamku. *Ty to pisałaś, aby wydłużyć rozdziały, prawda?* ~*Nom... ;_;*~

 

Paręnaście minut później, gdy weszła już na dach, podeszła do odpowiedniego miejsca i ustawiła tam swój sprzęt. Gdy to zrobiła, nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety, w tym momencie zdała sobie sprawę z tego, co zrobiła. Nie mogła ona odbiec na bezpieczną odległość, gdyż spadłaby poza dach. Musiała więc czekać...

 

Kilka minut później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Andromeda, jako iż nie zdążyła się chwycić, się ~*sięsięsięsię ;-;*~ szczątków dachu, zaczęła spadać w dół. Ze strachu zamknęła ona oczy. Jednak, gdy spadła, poczuła, że ktoś ją trzymał. Od razu otworzyła ona oczy i odwróciła głowę. Po zrobieniu tego, ujrzała Daniela. *Weź go ktoś zajeb...*

- Daniel...Dziękuję ci za to, co dla mnie zrobiłeś...

- Oj, nie musisz dziękować. Ja po prostu nie mogę pozwolić na to, abyś zginęła. – Rzekł chłopak.

~*Nie udawaj takiego dobrego, bo my znamy prawdę.*~

Po tej rozmowie, postawił on dziewczynę na ziemi, po czym wziął jej sprzęt. Gdy to zrobił, oboje ruszyli w kierunku powrotnym...

 

W czasie drogi, dziewczyna wyjęła i włączyła swój telefon, po czym w notatniku zjechała na pozycję dwudziestą piątą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 25 - Rosja, Moskwa, sam szczyt Cerkwii, ~*CO TU ROBI PRZECINEK?!*~ Wasyla Błogosławionego."

- Teraz musimy lecieć do Rosji, a dokładniej do Moskwy. Miejsce Przeznaczenia znajduje się na samym szczycie Cerkwii Wasyla Błogosławionego. – Rzekła dziewczyna po przeczytaniu tego.

- Jak ty się tam utrzymasz, to będziesz moim bogiem. – Powiedział chłopak.

~*A czego innego spodziewasz się po Mary Su?*~

Po chwili jednak, doszli oni do helikoptera. Po znalezieniu się w nim, Daniel odłożył sprzęt dziewczyny i poszedł do kabiny pilota, a Andromeda usiadła na zwykłym siedzeniu. Chwilę później, helikopter ruszył...

______________________________________________  

Rozdział XXV – Następne spotkanie z wrogami.

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Moskwy. Zatrzymał się on niedaleko Cerkwii Wasyla Błogosławionego. ~*Wkurwiają mnie te przesadzone zdania pojedyncze.*~ *Nie tylko ciebie.*  Po zatrzymaniu się, Andromeda wstała z siedzenia, wzięła swój sprzęt i wyszła. Gdy była na zewnątrz, ruszyła w kierunku Cerkwii. Kiedy weszła do niej, zaczęła szukać wejścia na sam szczyt. ~*Sorki, że tak mało komentujemy, ale to jest tak nudne, że nie mamy co powiedzieć.*~ Paręnaście minut później, takowe znalazła. Gdy tam już była, o dziwo, wraz ze swym sprzętem utrzymała się tam. ~*W końcu to Mary Stół.*~ Ustawiła więc maszynę i już chciała nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie usłyszała taki dźwięk, jakby ktoś zeskakiwał ze swojego helikoptera. Oczywiście od razu odwróciła się ona. Gdy to zrobiła, ujrzała...swoich wrogów. *DUN DUN DUUUUUUUUUUUN!* 

- Czy wy kiedyś dacie mi spokój? – Spytała zirytowana.

- Jak dasz się wykończyć, to tak. – Odpowiedział Patryk.

- Było powiedzieć, że nigdy... - Rzekła

~*Zajebista rozmowa, nie ma co.*~

Po tej rozmowie, standardowo zaczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na jedną, to na drugą stronę. W pewnym jednak momencie, Patryk popełnił swój najgorszy błąd. Pchnął Andromedę na przycisk uruchamiający maszynę.

 

W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. W tym momencie Patryk, Mateusz i Andromeda zaczęli spadać. Andromeda jednak chwyciła się metalowej części helikoptera, który właśnie podleciał *I który ewidentnie nie chciał dopuścić do szczęśliwego zakończenia.*, jednak Patryk i Mateusz spadli w dół...

 

Tymczasem, gdy Andromeda weszła do helikoptera, schowała w odpowiednie miejsce swój sprzęt, który udało jej się złapać, po czym wyjęła swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, w notatniku zjechała na pozycję dwudziestą szóstą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 26 - Samo dno Oceanu Indyjskiego."

- Teraz musimy lecieć do Oceanu Indyjskiego. Miejsce Przeznaczenia jest na samym dnie. – Powiedziała dziewczyna do Daniela, który akurat przyszedł.

W tym momencie, chłopak poszedł do kabiny pilota, a Andromeda usiadła na zwykłym siedzeniu. Chwilę później, helikopter ruszył... 

______________________________________________  

Rozdział XXVI – Niebezpieczne spotkanie ~*Mam nadzieję, że z mym menszem.*~ *Zapewne tak.* i niszczenie z powietrza.    

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał nad Ocean Indyjski, Andromeda zaczęła mieć przeczucie, że zaraz może się coś stać. Wstała ona więc z siedzenia, po czym odwróciła się. Gdy to zrobiła, ujrzała... ~*Mego mensza. <3*~ Dawida.

- Chłopie, czy ty kiedyś dasz mi spokój? – Spytała

- Jak cię zabiję... - Rzekł

- Wariat... - Powiedziała dziewczyna.

~*NIE OBRAŻAJ MEGO MENSZA!!!*~

- Masz mi to zaraz odwołać!!! – Krzyknął

- Nie. – Powiedziała dziewczyna.

*Jaki rebel.*

Po tej rozmowie, Dawid chciał zastrzelić Andromedę. Jedyne co udało mu się zrobić, to postrzelić dziewczynę. W tym momencie krzyknęła ona z bólu i opadła na ziemię. W tym momencie, Dawid, z szyderczym uśmiechem, podszedł do niej, po czym kopnął ją w kierunku wyjścia, po czym przeskoczył na swój helikopter. ~*:**~

 

Andromeda zaś, została skazana na spadanie. Ze strachu zamknęła ona oczy. W pewnym jednak momencie, poczuła, że ktoś ją chwycił. ~*KURWA!!!*~ Od razu otworzyła ona zalane łzami bólu oczy i uniosła głowę. Gdy to zrobiła, ujrzała Daniela, który trzymał dziewczynę. Po chwili zaś, wciągnął ją do wnętrza helikoptera. *Chuj jebany. I to głuchy, bo strzałów nie usłyszał.*  Gdy to zrobił, widząc, że dziewczyna sama nigdzie nie dojdzie, zaniósł ją na siedzenie, po czym posadził ją tam, a następnie poszedł po bandaż i zabandażował dziewczynie ranę.

 

Gdy to zrobił, widząc, że dziewczyna nie jest na siłach ~*Jebana zmiana czasu. ;-;*~, aby zniszczyć Miejsce, poszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po zrobieniu tego, wyjął z niej sprzęt dziewczyny i zamknął drzwiczki. Gdy to zrobił, poszedł pod pokład, po czym odczepił drabinki od uchwytów i przyczepił do nich sprzęt. Po wykonaniu tego, wszedł na pokład i udał się w kierunku kabiny pilota.

 

Kiedy tam się znalazł, ustawił maszynę w odpowiednim kierunku i ustawił jej maksymalną moc. Gdy to zrobił, nacisnął odpowiedni przycisk i wystrzelił. W tym momencie ¾ ziemi z dna Oceanu zostało zniszczonych, a z wody zrobił się słup, który wzbił się w powietrze, a następnie opadł. ~*Zdziwiłabym się, gdyby tego nie zrobił.*~

 

W tym momencie, Daniel wyszedł z kabiny pilota i zszedł pod pokład. Po znalezieniu się tam, odczepił sprzęt od uchwytów, po czym przyczepił do nich drabinki. Gdy to zrobił, udał się na pokład...

 

Tymczasem, Andromeda włączyła swój telefon *MIMO, IŻ BYŁA POSTRZELONA!!!*  i w notesie zjechała na pozycję dwudziestą siódmą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

„Miejsce Przeznaczenia 27 - Seszele, początek ~*Alcatraz*~ Aride Island."

W tym momencie, Andromeda wyłączyła telefon i schowała go. Gdy to zrobiła, uniosła głowę. W tym momencie ujrzała Daniela, który siadał koło niej. Dziewczyna od razu się do niego przytuliła. Czuła się przy nim tak bezpiecznie...

 

Po chwili jednak, poczuli oni, że *najlepszy bohater historii*  helikopter ruszył... 

______________________________________________  

Rozdział XXVII – „Co jest w tej maszynie?" ~*O, powracamy do mego starego systemu nazywania rozdziałów?*~

Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do ~*Alcatraz*~ Aride Island. W momencie dolatywania, Daniel spytał Andromedy:

- Masz siłę, aby niszczyć to Miejsce?

- N-nie... - Odpowiedziała zapłakanym głosem dziewczyna.

- Nie ma problemu. Ja mogę je zniszczyć za ciebie. – Rzekł chłopak.

- Ty...Ty jesteś taki dobry... - Odparła

*Wiesz, (G)Andziu. Hajsik*

- Oj, dzięki za komplement... - Powiedział

Po chwili jednak, helikopter wylądował. Daniel wstał więc z siedzenia, wziął sprzęt Andromedy i wyszedł. Gdy był na zewnątrz, ruszył w kierunku początku wyspy, gdyż helikopter się dalej zatrzymał. ~*Tylko po to, aby akcja była dłuższa.*~ Po znalezieniu się na początku wyspy, ustawił on w odpowiednim miejscu sprzęt i nacisnął odpowiedni przycisk. Gdy to zrobił, odbiegł na bezpieczną odległość.

 

Chwilę później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Danielowi jednak udało się utrzymać na kawałku ziemi. *Bo był Gary Stół.*  Gdy zaś spojrzał na drzewa, które tam były, zamarł. Były one takie, jak po wybuchu bomby atomowej, czyli zostały z nich tylko pnie! ~*Kraina Grzybów tu była.*~ W tym momencie, chłopak wyciągnął telefon i zadzwonił do Grzegorza. Po chwili w słuchawce dało się słyszeć głos Grzegorza, który mówił:

- Tak?

- Ja chciałem się spytać, CO JEST W TYCH WASZYCH MASZYNACH DO NISZCZENIA MIEJSC?! To co w Raid na karaluchy, czyli nie wiadomo co? – Spytał Daniel.

W tym momencie Grzegorz zaśmiał się, po czym powiedział:

- Zgaduję, że kolejne Miejsce Przeznaczenia było w zalesionym terenie?

- No tak. I drzewa wyglądają, jakby walnęła tu i teraz bomba atomowa. – Odpowiedział chłopak.

*- Bo wiesz, ostatnie co zobaczyłem, to wielki grzyb atomowy, a potem schizy jak z Poradników Uśmiechu. - Dodał Daniel.*

- No, bo tam jest dość sporo atomu, z którym nie miałem co zrobić... - Rzekł chłopak.

- Po co ci był ten atom? Bombę atomową w piwnicy budujesz? – Spytał Daniel.

- Skąd wiedziałeś? – Odpowiedział pytaniem na pytanie Grzegorz.

*..................................................................................................................................................................... <- Kropki "Jakim kurwa cudem?".*

W tym momencie nastała cisza. Po chwili jednak, połączenie zostało zakończone. W tym momencie, Daniel wziął sprzęt, po czym ruszył w kierunku helikoptera. Gdy tam był, powiedział do Andromedy:

- Muszę jak najszybciej odłożyć to narzędzie przeklęte.

- Dlaczego przeklęte? – Spytała dziewczyna.

- Bo dowiedziałem się od Grzegorza, że TAM JEST DOŚĆ SPORO ~*Nadjabłcza, Krainy Grzybów i papieru.*~ ATOMU! – Odpowiedział

- Cooo?! Jak to *PAPIERU?!*  ATOMU?! – Krzyknęła dziewczyna.

- Grzegorz powiedział, że wrzucił tam dość sporo atomu, z którym nie miał co zrobić. Wiesz skąd miał ten atom? – Spytał chłopak.

- No nie. – Odpowiedziała dziewczyna.

~*- Ten pierdolony Gary Stu wbił do Krainy Grzybów, zajebał atom i jeszcze wrócił! - Odparł Daniel wkurwiony.*~ 

- On w piwnicy buduje bombę atomową. – Rzekł

- On jest rzeczywiście jakiś walnięty. – Odparła

*Pewnie wiewiórka Małgosia mu kazała.*

Po tej rozmowie, dziewczyna włączyła telefon i w notatniku zjechała na pozycję dwudziestą ósmą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 28 - Rwanda, środek Kigali."

Chwilę później, ujrzała ona Daniela, który usiadł koło niej. Od razu schowała ona telefon i przytuliła się do niego. ~*Uważaj, bo jeszcze Grzegorz będzie zazdrosny i wyśle was obu na słoneczną łąkę.*~ 

 

Po chwili poczuli oni, że helikopter ruszył...  

______________________________________________  

Rozdział XXVIII – Spotkanie

Kilkanaście godzin później, helikopter dolatywał do Kigali. Gdy zaś paręnaście minut później lądował, Daniel zapytał dziewczyny:

- Czujesz się już lepiej?

- Niby tak...Ale...Nie mam sił, aby wstać... - Odpowiedziała

- Co za problem. Ja to Miejsce mogę zniszczyć za ciebie. – Rzekł chłopak.

- Tyś taki dobry... - Odparła Andromeda.

- Oj, dzięki, że tak mówisz. – Powiedział

Po tej rozmowie, Daniel wstał i wziął swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera, który wylądował i udał się w kierunku środka Kigali. Paręnaście minut później, ustawił tam sprzęt Andromedy, który nazywał odtąd ~*Krainą Grzybów*~ „narzędziem przeklętym" ~*Też pasuje.*~, a następnie już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie, usłyszał on za sobą głos Grzegorza, który mówił:

- DANIEL? A co ty tu robisz?

- Andromeda została...Ten...No jakby to ująć...Postrzelona z pistoletu przez twojego brata i nie ma sił, aby wstać. – Odpowiedział

- No ja tego Dawida chyba zamorduję... ~*WARA OD MEGO MENSZA!*~ A mogę przynajmniej ją zobaczyć? – Spytał

- Tak, możesz. – Odpowiedział Daniel

Po tej rozmowie, Grzegorz poszedł w kierunku helikoptera dziewczyny, a Daniel nacisnął odpowiedni przycisk i odbiegł na bezpieczną odległość. Chwilę później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu i z jednego drzewa zrobił to, co z poprzednikami. W tym momencie Daniel wziął *Krainę Grzybów* „narzędzie przeklęte" i ruszył w kierunku helikoptera.

 

Tymczasem, gdy Grzegorz wszedł do helikoptera dziewczyny, ujrzał ją leżącą na siedzeniu. ~*Zdziwiłabym się, gdyby leżała na podłodze.*~ Od razu podszedł do niej, ukucnął koło niej i pogładził ją po głowie. Po chwili zaś spytał:

- Andromedo...Co on ci dokładniej zrobił?

W tym momencie uniosła ona głowę, po czym, gdy ujrzała Grzegorza opowiedziała mu o wszystkim. Gdy skończyła, ten powiedział:

- Ja go zamorduję...Najlepiej tym, czego się boi...Nie martw się...

~*KRAINĄ GRZYBÓW?!*~

*... <- Kropki "JapierdolęrozumiemżePoradnikUśmiechusięskończyłaleniesrajtaktym."*

- W ogóle...Wiesz, że nie jesteś normalny? – Powiedziała dziewczyna.

- Dlaczego tak uważasz? – Spytał Grzegorz.

- Kto normalny ~*Wbija do Krainy Grzybów i jeszcze od tak z niej wychodzi?!*~ dodaje atomu do maszyny do niszczenia Miejsc? I KTO NORMALNY BUDUJE BOMBĘ ATOMOWĄ W PIWNICY?! Nawet mi o tym nie powiedziałeś... - Odpowiedziała Andromeda.

- Więc już wiesz...Po prostu nie wiedziałem jak możemy zniszczyć świat, więc zacząłem tworzyć 100 megatonową bombę atomową. Zobacz sobie film o największej bombie atomowej ZSRR. Tam też dowiesz się, co mogłaby taka bomba zrobić. *JEBUDU!* ~*To na pewno.*~ A, że zostało jeszcze sporo atomu, to dorzuciłem go do tej maszyny, aby wybuch był lepszy. – Rzekł chłopak.

Po chwili jednak, Grzegorz musiał wyjść. Do helikoptera zaś wszedł Daniel. Po odłożeniu sprzętu dziewczyny, ta włączyła telefon i zjechała w notatniku na pozycję dwudziestą dziewiątą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 29 - Botswana, Pustynia Kalahari, 20 metrów pod ziemią." *Moje kochane, hipernierealistyczne sytuacje! Jaaaj!*

W tym momencie, gdy dziewczyna to przeczytała, rozpłakała się ze strachu. W tym momencie, gdy Daniel to ujrzał, podbiegł do dziewczyny, przytulił ją do siebie i spytał:

- Andromedo, co ci się dzieje?! Dlaczego płaczesz?!

- Bo...Bo kolejne Miejsce Przeznaczenia jest w Botswanie...Na Pustyni Kalahari...20 metrów...Pod ziemią... - Odpowiedziała z płaczem.

- Boże...Ale my tam zginiemy! – Krzyknął Daniel.

~*Przecież jesteście Mary i Gary Stół...*~

- Wiem...Właśnie wiem... - Rzekła

Po chwili, nastała cisza. Było słychać tylko płacz przytulonej do Daniela Andromedy. Po chwili zaś, helikopter ruszył...

______________________________________________  

Rozdział XXIX – Pod ziemią.    

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał do Pustyni Kalahari i zatrzymał się koło niej, Daniel spytał Andromedy:

- Lepiej już się czujesz?

Lecz nie było słychać odpowiedzi. Daniel powiedział więc:

- Andromedo?

Jednak i tym razem nie było słychać odpowiedzi. ~*Andzia Gandzia się fochnęła.*~ Chłopak spojrzał więc na Andromedę. W tym momencie ujrzał on, że dziewczyna, zmęczona płaczem, usnęła. Nie miał on serca, aby ją budzić. Wstał więc po cichu z siedzenia i wziął *Krainę Grzybów* „narzędzie przeklęte", łopatę i drabinę, a następnie wyszedł.

 

Gdy był na zewnątrz, ruszył w kierunku środka pustyni. Paręnaście minut później, gdy chłopak doszedł już do środka, wziął łopatę i zaczął ~*Pogłębiać swój debilizm.*~ kopać...

 

Pięć metrów pod ziemią zrobiło mu się duszno. Czuł, że powoli nie ma czym oddychać. Było mu coraz ciężej oddychać. ~*Co ty nie powiesz...*~

 

Dziesięć metrów pod ziemią, czuł, że jeszcze ciężej jest mu oddychać. Czuł, że jest bliski omdlenia. Czuł się coraz gorzej. *JAKIM CUDEM ON JESZCZE NIE ZDECHŁ?!*

 

Piętnaście metrów pod ziemią, czuł, że powoli mdleje. Bardzo ciężko mu się oddychało. Każdy kolejny oddech przychodził mu z trudem. Czuł, że zaraz straci przytomność...~*TO POWINNO SIĘ DAWNO STAĆ!*~

 

Dwadzieścia metrów pod ziemią, nie miał już czym oddychać. Oddechy przychodziły mu z wielkim trudem. Mimo wszystko, ustawił sprzęt dziewczyny i nacisnął odpowiedni przycisk. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *JAKIM CUDEM ON NADAL ŻYŁ?!*

 

W tym momencie, Daniel, który nie mógł już oddychać, czując, że powoli mdleje, mimo wszystko, wziął sprzęt dziewczyny i łopatę, a następnie ruszył w kierunku powrotnym. Niestety. Po chwili, z powodu braku powietrza, stracił przytomność i zaczął spadać w dół...

 

Dwie godziny później, gdy chłopak obudził się, półprzytomnym wzrokiem ujrzał niebo. Znaczyło to, że był na zewnątrz. ~*KTO GO KURWA TAM ZNALAZŁ?!*~ Słyszał swoje ciężkie oddechy. Czuł również, że nie może się ruszyć. Musiał więc leżeć. Czuł się tak słabo...

 

Kolejne dwie godziny później, gdy chłopak odzyskał siły, podniósł się z piasku, wziął maszynę, łopatę i drabinę, po czym udał się w odpowiednim kierunku, czyli w kierunku helikoptera. Kiedy paręnaście minut później, wszedł do helikoptera, odłożył na odpowiednie miejsce łopatę, drabinę i sprzęt, po czym usłyszał głos Andromedy:

- O, Daniel. Już jesteś. Martwiłam się, co ci się tam stało. Nie było cię od czterech godzin.

- Oj, nie przejmuj się mną. Dam sobie radę. – Rzekł Daniel.

*Bo jestem dorosły.*

Po tej rozmowie, Andromeda wyjęła telefon i włączyła go. Gdy to zrobiła, w notesie zjechała na pozycję trzydziestą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 30 - Antarktyda, samo dno Morza Rossa."

W tym momencie, schowała ona swój telefon i przytuliła się do Daniela, który usiadł koło niej. Chwilę później, poczuli oni, że helikopter ruszył...  

______________________________________________  

Rozdział XXX – Kolejne niszczenie z powietrza.

*Ile jeszcze?*

~*Czterdzieści dwa rozdziały.*~

*<Rozpacza>*

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał nad Morze Rossa. Po zatrzymaniu się nad środkiem, Daniel spytał Andromedę:

- Czy już lepiej się czujesz?

- Tak, ale nie mam sił, aby wstać. – Odpowiedziała Andromeda.

- Nie ma żadnego problemu. Ja mogę to Miejsce zniszczyć za ciebie. – Rzekł chłopak.

- Jesteś naprawdę drugim najmilszym człowiekiem jakiego znam. – Powiedziała dziewczyna.

~*- Można cię wykorzystywać i się nie fochasz. - Dodała*~

- Oj, dzięki za komplement... - Odparł chłopak.

Po tej rozmowie, Daniel wstał z siedzenia i podszedł do odpowiedniej klapy. Po znalezieniu się tam, otworzył ją i wyjął *Krainę Grzybów* „narzędzie przeklęte", a następnie zamknął drzwiczki. Gdy to wykonał, udał się pod pokład i odczepił drabinki od uchwytów. Po zrobieniu tego, przeczepił on tam sprzęt, po czym udał się na pokład i pierwszy raz od pięciu dni udał się do kabiny pilota. ~*A tam zarosło grzybem.*~

 

Gdy tam się znalazł, za pomocą odpowiedniej dźwigni ustawił sprzęt w odpowiednie miejsce, po czym ustawił jego maksymalną moc i nacisnął odpowiedni przycisk. Gdy już to zrobił, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ dna. Z wody zaś zrobił się słup, który na chwilę wzniósł się w górę, a następnie opadł.

W tym momencie, chłopak wyszedł z kabiny pilota i udał się pod pokład. Po znalezieniu się tam, odczepił sprzęt od uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Gdy już to wykonał, wrócił na pokład...

 

Tymczasem, Andromeda włączyła swój telefon i w notesie zjechała na pozycję trzydziestą pierwszą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

*"Miejsce Przeznaczenia 31 - Dolina Kwiatów."*

Miejsce Przeznaczenia 31 - Antarktyda, środek Masywów Vinsona."

Po przeczytaniu tego, wyłączyła ona swój telefon i schowała go. Chwilę później, ujrzała Daniela, który usiadł koło niej. Dziewczyna od razu się do niego przytuliła, gdyż przy nim czuła się bezpiecznie.

 

Chwilę potem, poczuli, że helikopter ruszył...

______________________________________________  

Rozdział XXXI – Następne spotkanie z wrogami. *DUN DUN DUUUUUUUUUUUUN*

Kilka godzin później, gdy helikopter dolatywał do Antarktyda Masywów Vinsona ~*To zdanie nie mieć sens.*~, Daniel spytał Andromedy:

- Czy możesz już wstać?

- Teoretycznie tak, ale praktycznie i tak upadnę, gdy spróbuję stanąć. – Odpowiedziała dziewczyna.

- Nie ma żadnego problemu. Ja to Miejsce w każdej chwili mogę zniszczyć za ciebie. – Rzekł Daniel.

- Naprawdę nie wiem, jak ci dziękować. – Powiedziała Andromeda.

- Oj, nie musisz. Jestem tu też po to, aby *Hajs zarobić.*  cię chronić. – Odparł

Po tej rozmowie, jako iż helikopter już wylądował, Daniel wstał z siedzenia i wziął ~*Krainę Grzybów*~ „narzędzie przeklęte", po czym wyszedł na zewnątrz.

 

Gdy zaś tam się znalazł, ruszył w kierunku środka Masywów. Paręnaście minut później, znalazł się tam. Po znalezieniu się tam, ustawił więc w odpowiednim miejscu sprzęt i już chciał nacisnąć przycisk uruchamiający maszynę, jednak w tym momencie usłyszał kroki. *To pewnie Dżinsowy Człowiek.*  Od razu odwrócił się on. Gdy to zrobił, ujrzał...Patryka i Mateusza. *A nie, nie zgadłem.*

- Nie no, to znów ten czub... - Powiedział Patryk po zobaczeniu Daniela.

- Ej, uważaj na słowa, bo jak ja strzelę w ciebie tą maszyną, to jeśli się nie zdematerializujesz, to zginiesz po jakimś tygodniu. ~*A strzel mu w oczy. Chcę zobaczyć, co się stanie.*~ – Rzekł Daniel.

- Ale...Dlaczego? – Spytał Patryk.

- Odpowiem na to cytatem z Poradnika Uśmiechu: „Wszystko puchnie i znika". Mówi ci to coś? – Odparł

~*Przypominam, że pisząc to gaffno, byłam świeżo po Poradnikach Uśmiechu i tych wszystkich teoriach, więc tu będzie w CHOJ nawiązań. :>*~

- No, czyli jednak Grzegorz to psychol, skoro stworzył TAKĄ maszynę. – Rzekł tym razem Mateusz.

Po tej rozmowie, tradycyjnie zaczęła się walka. Naturalnie cały czas wygrywał  *Gary Stu namber tu.*  Daniel, co lekko irytowało już Patryka i Mateusza. Po chwili jednak, Daniel skorzystał z okazji i pchnął Patryka na przycisk uruchamiający maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

- Co ty zrobiłeś?! – Krzyknął Mateusz.

- Widzisz przecież. Wykorzystałem walkę z wami do zniszczenia Miejsca Przeznaczenia. – Odpowiedział Daniel.

- To jeszcze nie koniec! Jest jeszcze ~*W CHUJ*~ dużo Miejsc! – Krzyknął Patryk wstając.

Po chwili zaś, cała trójka rozeszła się w swoje strony. Patryk i Mateusz poszli do swojego helikoptera, a Daniel wziął urządzenie i również ruszył w kierunku swojego helikoptera.

 

Paręnaście minut później, gdy Daniel wszedł do helikoptera, odłożył na odpowiednie miejsce sprzęt dziewczyny, a Andromeda włączyła swój telefon i w notesie zjechała na pozycję trzydziestą drugą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 32 – Równik"

Po przeczytaniu tego, dziewczyna schowała swój telefon i przytuliła się do Daniela, który koło niej usiadł.

 

Chwilę później, poczuli oni, że helikopter ruszył...  

______________________________________________  

Rozdział XXXII – Spotkanie z Dawidem. ~*<333333333333333333*~

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter dolatywał do równika, Daniel spytał Andromedę:

- I co? Możesz już wstać?

- Jeszcze nie. Czuję, że dopiero przy kolejnym Miejscu będę mogła wstać. – Odpowiedziała dziewczyna.

*LEŃ!*

- To nie problem. Ja to Miejsce zniszczę za ciebie. – Rzekł

- Ty naprawdę jesteś najmilszym pilotem jakiego znam. – Powiedziała Andromeda.

- Oj, ja mam obowiązek ~*Hajs zarobić.*~ cię chronić. Nawet bez tego nie mogę pozwolić, aby coś ci się stało. – Odparł

Po tej rozmowie, jako iż helikopter już wylądował, Daniel wstał i wziął maszynę, po czym już chciał wyjść, jednak w tym momencie usłyszał głos Andromedy. Mówiła ona:

*- ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)? ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)!*

~*Co ja się z tobą mam...*~

- Daniel, podejdź tu na chwilę.

Chłopak od razu to zrobił. Gdy już podszedł, dziewczyna przytuliła się do niego i powiedziała:

- Dziękuję ci za to, co przez ten cały czas robiłeś dla mnie...Niedługo już i tak jest koniec Miejsc, które mam zniszczyć, więc już teraz chcę ci podziękować...

- Oj, nie musisz dziękować. Ja to robię  *Dla hajsu.*  bezinteresownie, tylko po to, aby ci się dobrze tu żyło... - Rzekł chłopak.

Po tej rozmowie, dziewczyna puściła go, po czym Daniel wyszedł na zewnątrz. Gdy się tam znalazł, ruszył w kierunku równika. Paręnaście minut później, gdy tam doszedł, ustawił ~*Krainę Grzybów*~ „narzędzie przeklęte" i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś przystawia mu pistolet do głowy. Chłopak, czując to, westchnął, po czym powiedział:

- Dawid...Ogarnij się, bo jak ja w ciebie strzelę z tej maszyny, to jeśli się nie zdezintegrujesz, to po jakimś tygodniu i tak zginiesz.

- Ale...Czemu? – Spytał Dawid.

- Odpowiem na to cytatem z twojego ulubionego Poradnika Uśmiechu: „Wszystko puchnie i znika". Mówi ci to coś? – Odpowiedział Daniel.

- Ja się tego filmu boję idioto! A poza tym, Grzegorz jest psychiczny, skoro stworzył taką maszynę. – Rzekł ~*mój monsz*~ Dawid.

- Wiem, że się go boisz. Powiedziałem tak specjalnie. A poza tym, kto to mówi, że Grzegorz jest psychiczny? – Odparł Daniel.

- COFAJ MI TO, ALE JUŻ!!! – Krzyknął Dawid.

*- Spierdalaj - Odparł kulturalnie Daniel i zdezintegrował Dejwida.*

~*Chcesz wpierdol?*~

*...*

- Nie. – Powiedział Daniel.

Po tej rozmowie, standardowo rozpoczęła się walka. Dawid chciał zastrzelić Daniela, jednak nie udawało mu się to. W pewnym momencie, ~*"*~przypadkowo~*"*~ strzelił on w przycisk uruchamiający maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

- Dzięki za pomoc! – Powiedział Daniel.

- JESZCZE SIĘ POLICZYMY!!! – Krzyknął Dawid odchodząc.

Tymczasem, Daniel wziął sprzęt Andromedy i ruszył w kierunku helikoptera. Paręnaście minut później, gdy tam wszedł, odłożył maszynę na odpowiednie miejsce, a dziewczyna włączyła swój telefon i zjechała w notesie na pozycję trzydziestą  *czecią*  trzecią. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 33 - Australia, szczyt Góry Kościuszki."

- Teraz musimy lecieć do Australii. Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie Góry Kościuszki. – Powiedziała Andromeda po przeczytaniu tego.

W tym momencie, Daniel poszedł do kabiny pilota. Chwilę później, dało się poczuć, że helikopter ruszył...    

______________________________________________  

Rozdział XXXIII – Upadek z góry.    

Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał do Australii, zatrzymał się pod Górą Kościuszki. Po wylądowaniu, dziewczyna wstała z siedzenia i wzięła swój sprzęt. Gdy to zrobiła, wyszła na zewnątrz. Po znalezieniu się poza helikopterem, zaczęła próbę wejścia na szczyt góry. Udawało jej się to, co dziwiło dziewczynę, gdyż nigdy nie wspinała się po górach, gdyż nie miała okazji, aby gdzieś wyjechać. ~*Ale była Mary Sójką, więc co się dziwić.*~

 

Paręnaście minut później, udało jej się dostać na szczyt. Gdy tam była, w odpowiednim miejscu ustawiła swój sprzęt, po czym nacisnęła przycisk odpowiadający za uruchomienie urządzenia. Niestety, *"*przypadkowo*"*  nacisnęła również przycisk, który służył do natychmiastowego uruchomienia sprzętu. Przez to, po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ góry.

 

Po wybuchu, Andromeda została zepchnięta w dół. W locie jednak, udało jej się obrócić na nogi, także, gdy spadła, upadła na stopy. O dziwo, nie połamała sobie nóg, a jedynie ją bolały. ~*No, bo jest Mary Sue, czyż nie?*~ Mimo wszystko, po upadku, podniosła swój sprzęt, który również spadł i przed wejściem do helikoptera wyjęła swój telefon *Mimo iż nogi ją napierdalały.*  i włączyła go. Po zrobieniu tego, zjechała na pozycję trzydziestą czwartą, aby sprawdzić gdzie jest przedostatnie Miejsce Przeznaczenia, które ona ma zniszczyć. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 34 - Nepal, Katmandu, pierwsze podnóże drzewa."

„Tak, a kolejnym Miejscem Przeznaczenia będzie Francja, Paryż, pierwsza kałuża." – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego. ~*SPOILER: Tak chyba jest.*~

Jednak, wyłączyła ona telefon i schowała go. Następnie zaś weszła do helikoptera. Po wejściu tam, zastała Daniela, który widząc ją, spytał:

- No, to gdzie mam cię teraz zabrać?

- Do Nepalu. Miejsce Przeznaczenia jest w Katmandu, przy pierwszym podnóżu drzewa. – Odpowiedziała dziewczyna.

- Czego to oni nie wymyślą... - Powiedział chłopak.

Mimo wszystko, poszedł on do kabiny pilota. Andromeda natomiast odłożyła swoją maszynę i usiadła na normalnym siedzeniu. Chwilę później, dało się poczuć, że helikopter wystartował...  ~*Zdziwiłabym się, gdyby zaczął płynąć.*~

______________________________________________  

Rozdział XXXIV – A pień się trzyma... 

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Katmandu. Po znalezieniu się tam i zatrzymaniu, Andromeda wstała z siedzenia i wzięła swoją maszynę. Gdy to zrobiła, wyszła z helikoptera. Po wyjściu zaś, udała się ona w poszukiwania pierwszego drzewa...

 

Paręnaście minut później, znalazła takowe. Podeszła do niego, po czym ustawiła tam swój sprzęt. Gdy to zrobiła, nacisnęła przycisk odpowiedzialny za uruchomienie maszyny i odbiegła na bezpieczną odległość. Po paru minutach, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

 

W tym momencie dziewczyna spojrzała na drzewo. Rzeczywiście – wyglądało ono tak, jakby wybuchła bomba atomowa. A pień, mimo tego, że huk nastąpił koło niego, ciągle się trzymał. ~*Bo to był pień z drewna tytanowego.*~ Dziewczyna, trochę zdziwiona tym, mimo wszystko podeszła do swojego sprzętu i wzięła go. Po zrobieniu tego, ruszyła w kierunku helikoptera. *Akcja pędzi jak pendolino.*

 

W czasie drogi, po raz ostatni wyjęła ona swój telefon i w notesie zjechała na ostatnią na jej liście, pozycję trzydziestą piątą. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 35 – Francja, Paryż, pierwsza kałuża." ~*A nie mówiłam?*~

„Jeej! Jestem jasnowidzem! Muszę się pochwalić Grzegorzowi!" – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego.

Po chwili jednak, weszła ona do helikoptera. Po znalezieniu się w nim, zastał ją Daniel. Od razu, widząc jej uradowanie, spytał:

- Andromedo, co się stało, że jesteś taka szczęśliwa?

*- Odkryłam sens życia! - Zawołała zadowolona.*

- Jestem jasnowidzem! Pierwszy raz w życiu przewidziałam, gdzie będzie kolejne Miejsce Przeznaczenia! – Odpowiedziała

- No i gdzie ono jest? – Spytał chłopak.

~*W najgorszym kraju świata.*~

- W *O, błąd.*  Francji, a dokładniej w Paryżu. Jest ono na pierwszej kałuży. – Odpowiedziała dziewczyna.

- Oni już naprawdę nie mają pomysłów... - Rzekł chłopak.

*To tak jak my, na komentarze do tego gafffna.*

Po tej rozmowie, poszedł on jednak do kabiny pilota, a Andromeda odłożyła swój sprzęt w odpowiednie miejsce i usiadła na zwykłym siedzeniu. Po chwili zaś, helikopter ruszył...  

______________________________________________  

Rozdział XXXV – Ochlapanie    

Kilkanaście godzin później, helikopter doleciał do Francji, a dokładniej do Paryża. Zatrzymał się on na początku miasta. Gdy już wylądował, Andromeda wstała z siedzenia i wzięła swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wyszła z helikoptera i ruszyła na poszukiwania pierwszej kałuży...

 

Paręnaście minut później, znalazła ona takową. Była ona jednak dość rozległa. ~*Ale jednak się znalazła, więc nie narzekaj, narratorze.*~ Mimo to, dziewczyna, wiedząc, że jeśli chce zniszczyć świat, musi się teraz stosować do listy, nawet jeśli umiejscowienie Miejsc jest bez sensu, ustawiła na kałuży swój sprzęt, po czym nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety, *"*przypadkowo*"*  nacisnęła ona również przycisk, odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie maszyny...

 

Po ułamku sekundy, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Jednak, woda z kałuży ochlapała Andromedę, która nie zdążyła uciec. W tym momencie, dziewczyna, po części mokra, podeszła do swojego urządzenia i wzięła go. Gdy to zrobiła, ruszyła w kierunku helikoptera...

 

Paręnaście minut później, gdy weszła do helikoptera, Daniel, widząc, że jest po części mokra, spytał:

- Andromedo, co ci się stało, że jesteś po części mokra?

~*- Kurwa, opalałam się. - Odpowiedziała kulturalnie (G)Andzia.*~

- Nie zdążyłam uciec przed wybuchem i woda z kałuży mnie ochlapała. – Odpowiedziała dziewczyna.

- Oj Andromedo, Andromedo...No, ale mniejsza. Gdzie mam cię teraz zabrać? – Spytał chłopak.

- Do domu. – Odpowiedziała

- Już? Tak szybko? – Spytał

*Mi to mija strasznie wolno.*

~*Nie tylko tobie.*~

- No tak. Ja miałam zniszczyć do 35 Miejsca Przeznaczenia. – Odrzekła.

Po tej rozmowie, Daniel poszedł do kabiny pilota, a Andromeda odłożyła swój sprzęt i jako, że nie miała przemoczonych ubrań *Bo to Mary Sue.*, usiadła na zwykłym siedzeniu...

 

Dzień później, gdy dolecieli oni do domu Andromedy i Grzegorza, dziewczyna, wiedząc, że nie musi pytać się o zgodę swojego przyjaciela, zaprosiła do domu Daniela na kawę. Jednak, jako iż okazało się, że chłopak był wykończony, pozwoliła mu również przenocować. *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~ Następnego dnia, pożegnali się oni, po czym Daniel wrócił do swojego domu, a Andromeda zaczęła czekać na Grzegorza...  

______________________________________________  

Rozdział XXXVI – Odepchnięcie

~*Oficjalnie doszliśmy do połowy.*~


*

Tymczasem, Grzegorz doleciał właśnie do Tasmanii. Zatrzymał się on niedaleko Bay of Fires. Po wylądowaniu, wziął on swój sprzęt, po czym wyszedł na zewnątrz. Gdy był już poza helikopterem, ruszył w kierunku Bay of Fires... ~*Jaki zajebisty początek...*~

 

Parę minut później, gdy znalazł się na ich początku, ustawił tam swoją maszynę i nacisnął odpowiedni przycisk. Niestety, *"*przypadkowo*"*  nacisnął również przycisk, który odpowiadał za natychmiastowe uruchomienie sprzętu. Przez to, po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

 

Wybuch odepchnął również Grzegorza, który nie zdążył uciec. Odepchnęło go to na jego helikopter. ~*JEBUDU!*~ Po uderzeniu, które było dość mocne, Grzegorz syknął z bólu. Mimo wszystko, podszedł do maszyny i podniósł ją. *Mimo iż czuł ból.*  Następnie zaś, przed wejściem do helikoptera, wyjął on swój telefon ~*Który jest najważniejszy.*~ i włączył go. Gdy to zrobił, wszedł w notatnik i zjechał na pozycję trzydziestą siódmą. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 37 - Wyspy Salomona, Honiara, koniec portu lotniczego."

„Nie łatwiej byłoby napisać po prostu „koniec lotniska"?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

*Ale jakby tak zrobili, to nie brzmiałoby to tak profesjonalnie.*

Mimo to, wsiadł on do helikoptera, odłożył sprzęt w odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w odpowiednim kierunku...  

______________________________________________  

Rozdział XXXVII – Na lotnisku.    

Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał już do Honiary. ~*Brzmi jak słowo "Koniara".*~ Zatrzymał się on koło portu lotniczego. Po wylądowaniu, poszedł on po swoją maszynę a następnie wyszedł z helikoptera. Gdy już to zrobił, zaczął szukać jakiegoś wejścia na lotnisko. Niestety, wszystko było pozamykane. *Aby utrudnić mu egzystencję.*  Nie było nawet żadnej szpary, przez którą mógłby się przecisnąć. Musiał on więc zrobić to, czego miał nie robić. Udał się on do końca lotniska i nacelował na nie swoim sprzętem. Gdy to zrobił, nacisnął przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie maszyny.

 

W tym momencie, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Po wybuchu, Grzegorz pomyślał:

„No i łatwo poszło."

Po czym ruszył w kierunku helikoptera. ~*Czej, to już? O.O*~ W czasie drogi, wyjął on swój telefon i w notatniku zjechał na pozycję trzydziestą ósmą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 38 - Republika Filipin, połowa Wulkanu Taal."

„Im to już naprawdę pomysły się kończą. Ale nie dziwię się. Miejsc jest w końcu 70." – Pomyślał chłopak po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś schował swój telefon i jako iż był już koło helikoptera, wszedł do niego. Po znalezieniu się tam, odłożył swój sprzęt w odpowiednie miejsce, po czym udał się do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Filipin...    

______________________________________________  

Rozdział XXXVIII – Uderzenie

Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał do Filipin. Kiedy tam był i się zatrzymał, wstał z siedzenia i wziął swoją maszynę. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera i, jako iż był niedaleko Wulkanu Taal, podszedł do niego. Kiedy już tam był, jako iż wolał nie ryzykować życiem ~*Przebłysk inteligencji?*~, oddalił się trochę, wziął swój sprzęt w ręce, nacelował na połowę wulkanu i nacisnął przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie maszyny.

 

Po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Grzegorz, po wybuchu już chciał odejść, jednak w jego głowę, bardzo mocno uderzył jakiś odłamek wulkanu. Od mocnego uderzenia, chłopak zemdlał... *Cóż za emocje...*

 

Godzinę później, gdy obudził się on, czuł, że bolała go głowa. ~*Co ty nie powiesz...*~ Nie zdziwił się tym jednak, gdyż wiedział, że oberwał właśnie w głowę. *Captain Obvious?*  Wstał więc z ziemi, po czym podniósł swój sprzęt i ruszył w kierunku helikoptera...

 

W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, zjechał w notatniku na pozycję trzydziestą dziewiątą. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 39 - Grenlandia, samo dno Morza Grenlandzkiego."

„I co jeszcze?" – Pomyślał po przeczytaniu tego.

~*Ciesz się, że nie chmura nad Helsinkami.*~

Po chwili zaś, gdy wszedł do helikoptera, odłożył swoją maszynę na odpowiednie miejsce i udał się do kabiny pilota. Gdy tam był, po chwili ruszył w kierunku Morza Grenlandzkiego...

*Czemu rozdziały o Grzegorzu są takie krótkie? Nie, żebym narzekał.*

~*A skąd mam wiedzieć?*~

______________________________________________  

Rozdział XXXIX – Niszczenie z góry.    

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał do Morza Grenlandzkiego, włączył w swoim helikopterze autopilota, po czym wyszedł z kabiny pilota i podszedł do klapy w której był jego sprzęt, po czym otworzył ją. Gdy to zrobił, wyjął urządzenie i zamknął drzwiczki. Po wykonaniu tego, udał się pod pokład. ~*Ta analiza ma już ponad dziesięć tysięcy słów, a limitu dwóch gigabajtów czy tam megabajtów ani widu, ani słychu, taka ciekawostka.*~

 

Gdy tam się znalazł, odczepił drabinki od uchwytów i przyczepił do nich swoją maszynę. Następnie, udał się na pokład i poszedł do kabiny pilota. Po znalezieniu się tam, za pomocą odpowiedniej dźwigni nacelował sprzęt na odpowiednie miejsce, ustawił jego maksymalną moc i wystrzelił. W tym momencie, dno Morza Grenlandzkiego, a dokładniej jego ¾ zostały zniszczone. Z wody zaś zrobił się słup, który wzbił się w powietrze, a następnie opadł. *Szkoda, że nie zaczął lewitować.* 

 

Po zniszczeniu Miejsca, chłopak wyszedł z kabiny pilota i poszedł pod pokład. Kiedy tam już był, odczepił swoją maszynę od uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Po wykonaniu tego, przed powrotem na górę, wyjął on z kieszeni telefon i włączył go. Następnie zjechał na pozycję czterdziestą na liście. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 40 - Środek Pustyni Takla Makan." ~*Znowu pustynia? -_-*~

„Jakieś złe wspomnienia z pustynią miała osoba układająca listę tych Miejsc? Przynajmniej raz musi wystąpić pustynia." *Obeszłoby się bez tego drugiego słowa "pustynia".* – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Mimo wszystko, wyłączył on telefon i schował go do kieszeni. Gdy to zrobił, wrócił na pokład i podszedł do odpowiedniej klapy. Następnie otworzył on ją i włożył tam maszynę. Po tym zamknął drzwiczki i udał się do kabiny pilota. Następnie usiadł na siedzeniu, zapiął pasy, wyłączył autopilota i ruszył w kierunku Pustyni Takla Makan...

______________________________________________  

Rozdział XL – Walka z wrogami.

*Ile jeszcze?*

~*Trzydzieści dwa rozdziały.*~

*<Rozpacza>*

Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał do Pustyni Takla Makan. Swój helikopter zatrzymał przed pustynią. Po wylądowaniu, wyszedł z kabiny pilota i wziął swoją maszynę. Po zrobieniu tego, wyszedł na zewnątrz i ruszył w kierunku środka pustyni. ~*Bo co innego miałby zrobić.*~

Paręnaście minut później, chłopak doszedł do środka Takla Makan. Po znalezieniu się tam, ustawił on w odpowiednim miejscu swój sprzęt i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie usłyszał kroki. Od razu odwrócił się on. Gdy to zrobił, ujrzał...swoich wrogów. *DUN DUN DUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUN!*  Po chwili zaś Patryk powiedział:

- Cześć psycholu!

- E. Jak ty się wyrażasz do starszych? – Rzekł Grzegorz.

- No jak tworzysz maszynę do niszczenia Miejsc wypełnioną po części atomem, to jak mamy cię nazywać? – Spytał Mateusz.

- Jak wam to przeszkadza, to równie dobrze możecie stąd iść i dać mi spokojnie zniszczyć te Miejsca. – Powiedział Grzegorz.

- Pogrzało? – Powiedział Patryk.

~*Ta epicka rozmowa.*~

Po tej rozmowie, standardowo zaczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na jedną, to na drugą stronę. *Przynajmniej nikt nie dominował.*  W pewnym jednak momencie, Mateusz popełnił swój najgorszy błąd. ~*Któryś z kolei.*~ Pchnął Grzegorza w kierunku przycisku uruchamiającego jego maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

- Heh. Dzięki za pomoc. – Powiedział Grzegorz, wstając.

- To jeszcze nie koniec! Jest jeszcze 29 Miejsc! – Krzyknął Patryk odchodząc.

*Już niedługo koniec! Jaaaj! :3*

Grzegorz również wziął w tym momencie swój sprzęt i ruszył w kierunku swojego helikoptera. W drodze jednak, wyjął swój telefon i włączył go. Gdy to zrobił, zjechał na pozycję czterdziestą pierwszą na swojej liście. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 41 - Azja Środkowa, Turkmenistan, szczyt Neutrality Arch."

Zajebisty pomysł.*

„Oni chcą, abym zginął. Chociaż mam pomysł, jak trochę oszukać to wszystko..." – Pomyślał Grzegorz, po przeczytaniu tego.

~*O ty mały cziterze!*~

Po chwili jednak wszedł on do swojego helikoptera, odłożył swoją maszynę na odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i ruszył. Lecz... ~*DAM DAM DAAAAAAM!*~

______________________________________________  

Rozdział XLI – Gaz i niszczenie z powietrza.

~*Zapowiada się ciekawie.*~

Gdy Grzegorz dolatywał do Neutrality Arch, poczuł dziwny duszący zapach. Oczywiście postanowił pójść sprawdzić, co się dzieje. Włączył więc autopilota, wstał z siedzenia i wyszedł z kabiny pilota. Gdy zaś znalazł się poza nią, poczuł, że do helikoptera ktoś wpuścił gaz. *Ja bym tam bombę baryczną wrzucił.*  Chwilę potem, chłopak zaczął się dusić. Oczywiście, kaszląc i powoli mdlejąc, podszedł on do odpowiedniego przycisku i chwilę przed utratą przytomności nacisnął go. Chwilę potem, jednak zemdlał. Natomiast w helikopterze zaczął być przywracany porządek, czyli pojazd zaczął być wietrzony. ~*KURWA!!!*~

 

Tymczasem, Dawid ~*<3*~, który wpuścił do helikoptera Grzegorza gaz, widząc go nieprzytomnego, pomyślał, że ten jest martwy. *Bo był debilem.* ~*ODWAL SIĘ OD MEGO MENSZA!!!*~ Oczywiście, zamiast przeskoczyć i sprawdzić, czy rzeczywiście udało mu się go zabić, uwierzył pozorom. *Mówiłem?* ~*SPIERDALAJ!*~ Pomyślał on:

„No. Jeszcze tylko Andromeda i mam spokój na zawsze."

Po czym zamknął drzwi swojego helikoptera i ruszył w swoją stronę...

 

Godzinę później, gdy Grzegorz obudził się, ujrzał, że helikopter był już wywietrzony. Zobaczył również, że był już centralnie nad Neutrality Arch. Gdy zaś się podniósł i szedł w kierunku odpowiedniej klapy, zaczął myśleć:

„Co się stało? Kto tu ten gaz wpuścił? Skąd on się tu znalazł?"

*Czyimś idolem był Hitler.*

Po chwili jednak doszedł do klapy. Otworzył więc ją, po czym wyjął z niej swój sprzęt i zamknął drzwiczki. Po zrobieniu tego, zszedł pod pokład i odczepił od uchwytów drabinki, a przyczepił do nich swoją maszynę.

 

Po zrobieniu tego, wrócił on na pokład i poszedł do kabiny pilota. Gdy tam był, nacelował na Neutrality Arch, ustawił maksymalną moc urządzenia i wystrzelił. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ pomnika. ~*Taki ładny pomnik wysadzić...Chuj jebany.*~ W tym momencie, Grzegorz, przed zejściem pod pokład, włączył swój telefon i zjechał na pozycję czterdziestą drugą na liście. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 42 - Egipt, Aleksandria, sam szczyt latarni morskiej na Faros."

„No, czyli dobrze, że nie zdjąłem tego sprzętu. Może i Andromeda utrzymuje się na tego typu rzeczach, ale ja wolę nie ryzykować życiem." – Pomyślał

*Ale ty też jesteś Gary Stu...* 

Po chwili zaś, ruszył w kierunku Aleksandrii...  

______________________________________________  

Rozdział XLII – Szybka akcja *( ͡° ͜ʖ ͡°)* nad Latarnią Morską na Faros.    

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał już nad Latarnię Morską na Faros. Gdy doleciał, zatrzymał swój helikopter centralnie nad Latarnią. Po chwili, jako iż jego sprzęt był przyczepiony do uchwytów, za pomocą jednej z dźwigni wysunął maszynę. Za pomocą drugiej zaś, nacelował na Latarnię. Później ustawił maksymalną moc sprzętu. Następnie wystrzelił. ~*A zdania pojedyncze są fajne.*~

 

W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ latarni. W tym momencie, Grzegorz za pomocą automatycznego sterowania wsunął maszynę do środka i przed zejściem pod pokład wyjął swój telefon i włączył go. Gdy to zrobił, w notatniku zjechał na pozycję czterdziestą trzecią. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 43 - Samo dno Morza Arabskiego."

*Zgaduję, że dawałaś te lokacje, aby jak najszybciej skończyć opko.*

~*No... ;_;*~

„Czy to się kiedyś skończy?" – Pomyślał chłopak po przeczytaniu tego.

*Miejmy nadzieję, że będzie więcej tego typu miejsc.*

Mimo to, ruszył on w kierunku Morza Arabskiego...

______________________________________________  

Rozdział XLIII – Szybka akcja *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~ nad Morzem Arabskim.    

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał nad Morze Arabskie, ustawił się w odpowiednim miejscu. Gdy to zrobił, za pomocą jednej dźwigni wysunął sprzęt a za pomocą drugiej nakierował go na odpowiednie miejsce. Po zrobieniu tego, ustawił maksymalną moc sprzętu, po czym wystrzelił. *Ta zajebista akcja...*

 

W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. W tym momencie, Grzegorz, za pomocą automatycznego sterowania, wsunął sprzęt do helikoptera i przed zejściem pod pokład, włączył swój telefon i w notesie zjechał na pozycję czterdziestą czwartą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 44 - Sycylia, środek Katakumb Kapucynów w Palermo."

*Cholera :<*

„Jaka nazwa...Ale przynajmniej choć raz coś normalnego." – Pomyślał po przeczytaniu tego.

Po przeczytaniu lokacji kolejnego Miejsca, Grzegorz włączył autopilota, wstał z siedzenia i wyszedł z kabiny pilota. Gdy to zrobił, udał się pod pokład. Po znalezieniu się tam, odczepił swój sprzęt od uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Gdy to zrobił, wziął swój sprzęt i wrócił na pokład. Po znalezieniu się tam, schował maszynę do odpowiedniej klapy i wrócił do kabiny pilota. ~*Ta akcja jest tak wyrafinowana...*~

 

Chwilę później, ruszył w kierunku Sycylii...

______________________________________________  

Rozdział XLIV – Pod gruzami.    

Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał do Sycylii. Po znalezieniu się tam, zatrzymał się koło Katakumb Kapucynów w Palermo. ~*Fajna nazwa, swoją drogą.*~ Gdy już wylądował, wyszedł z kabiny pilota, wziął swoją maszynę i wyszedł poza helikopter. Kiedy zaś był na zewnątrz, ruszył w kierunku katakumb...

 

Kiedy był już w środku, ruszył w kierunku samego środka. *Masło maślane*  Paręnaście minut później, gdy się tam znalazł, nacisnął przycisk odpowiadający za uruchomienie maszyny. Niestety, ~*"*~przypadkowo~*"*~  nacisnął również przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie sprzętu. Po ułamku sekundy, nastąpił więc wybuch, który wysadził ¾ terenu.

 

Przez to, Grzegorz, który nie zdążył uciec, został przysypany gruzami. Nie został on jednak ogłuszony przez jakiś spadający kawałek gruzu. Zaczął on więc próbę uwolnienia się. Po parunastu minutach, udało mu się wydostać na powierzchnię. *A szkoda.*

 

Gdy był już na zewnątrz, wziął swój sprzęt i ruszył w kierunku helikoptera. W czasie drogi zaś, wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, w notesie zjechał na pozycję czterdziestą piątą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 45 - Cypr, wejście do Kolossi Castle."

„Co oni chcą od tych wejść?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

~*Pomysły mnie się kończyły.*~

Jednak, po chwili gdy wszedł on do swojego helikoptera, odłożył swoją maszynę na odpowiednie miejsce, udał się do kabiny pilota i ruszył w kierunku Cypru... ______________________________________________  

Rozdział XLV – Ogłuszenie przez...drzwi.    

Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał do Cypru, zatrzymał się niedaleko Kolossi Castle. ~*To zdanie nie mieć sens tak bardzo.*~ Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął swoją maszynę i wyszedł na zewnątrz. Gdy zaś był poza helikopterem, podszedł do wejścia do Kolossi Castle i ustawił tam swój sprzęt. Po zrobieniu tego, nacisnął odpowiedni przycisk. Niestety, *"*przypadkowo*"*  nacisnął również przycisk odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie maszyny. Przez to, po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

 

Niestety, Grzegorz który nie zdążył uciec, został ogłuszony przez...spadające drzwi. Uderzyły one bardzo mocno w jego głowę, przez co chłopak upadł nieprzytomny na ziemię... ~*JEBUDU!*~

 

Godzinę później, gdy obudził się on, czuł, że bolała go głowa. Nie zdziwił się on tym jednak, gdyż wiedział, że został uderzony w głowę. ~*Captain Obvious nam tu rośnie.*~ Mimo bólu, wstał on więc i podniósł swój sprzęt. Po zrobieniu tego, ruszył w kierunku helikoptera. W czasie drogi, wyjął on z kieszeni swój telefon. *Mimo iż go łeb napierdzielał.*  Następnie włączył go i zjechał na liście na pozycję czterdziestą szóstą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 46 - Ghana, Akra, środek pierwszego budynku."

„Choć raz coś normalnego..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, gdy wszedł on do helikoptera, odłożył swój sprzęt, poszedł do kabiny pilota i ruszył w kierunku Ghany... 

______________________________________________  

Rozdział XLVI – Kolejne spotkanie z wrogami. *DUN DUN DUUUUUN!*    

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Ghany. Paręnaście minut później, doleciał zaś do Akry. Zatrzymał się on na początku miasta. ~*Weź ktoś zabij te zdania pojedyncze...*~ Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota i wziął swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera i ruszył na poszukiwania pierwszego budynku.

 

Paręnaście minut później, znalazł takowy. Oczywiście od razu wszedł on do środka i udał się na środek budynku. Po znalezieniu się tam, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt i już chciał nacisnąć przycisk uruchamiający maszynę, jednak w tym momencie usłyszał on kroki. *Tap tap skurwysyny.*  Oczywiście od razu odwrócił się. Gdy to zrobił, ujrzał...Patryka i Mateusza.

- Dajcie wy mi wreszcie święty spokój... - Powiedział Grzegorz z irytacją w głosie.

- Jak się poddasz, to możemy dać ci spokój. – Rzekł Patryk.

- Było powiedzieć, że nigdy... - Rzekł Grzegorz.

~*Jaki on skromny...*~

Po tej rozmowie, standardowo zaczęła się walka. Szala zwycięstwa, jak zwykle, przelewała się to na jedną, to na drugą stronę. *Czyli Grzegorz to jednak nie taki stuprocentowy Gary Stu. Miło wiedzieć.*  W pewnym momencie jednak, Patryk popełnił swój najgorszy błąd. Pchnął on Grzegorza w kierunku przycisku uruchamiającego jego maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. W tej sekundzie budynek zaczął się walić. Grzegorz, jako jeden pomyślał, aby wyskoczyć przez okno. ~*Kolejny przebłysk inteligencji?*~ Po wyskoczeniu, chwycił się metalowej części helikoptera, który akurat podleciał *Kolejny, inteligentny helikopter.* a następnie wszedł na pokład. Po znalezieniu się tam, odłożył swoją maszynę, którą udało mu się zabrać ~*Aż przecinek spierdolił.*~ do odpowiedniej klapy. Po zrobieniu tego, wyjął on telefon ze swojej kieszeni i włączył go. Gdy to zrobił, na liście zjechał na pozycję czterdziestą siódmą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 47 - Tajlandia, Bangkok, ściana Wat 

Pho."

„Może jeszcze kurwa podłoga?! Weźcie wymyślajcie coś normalnego!" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili jednak, ruszył w kierunku kabiny pilota. Po wejściu tam, po chwili ruszył w kierunku Tajlandii... 

______________________________________________  

Rozdział XLVII – Niebezpieczne spotkanie. ~*Czyżby z moim menszem? <3*~    

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Tajlandii, a dokładniej do Bangkoku. Zatrzymał się on niedaleko Wat 

Pho. Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota i wziął swoją maszynę. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera i ruszył w kierunku ściany Wat Pho. Po znalezieniu się koło niej, ustawił tam swój sprzęt. W tym momencie już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, który uruchamiałby maszynę, jednak w tej chwili poczuł on, że ktoś przystawił mu pistolet do głowy. Chłopak westchnął, po czym rzekł:

- Dawid...Ogarniesz się kiedyś?

- Jak ciebie zabiję. I jak zabiję Andromedę. – Odpowiedział Dawid. ~*<3*~

- Weź się od nas odczep psycholu jeden! – Powiedział Grzegorz.

- Tym razem przegiąłeś... - Rzekł Dawid.

Po tej rozmowie, Dawid chciał jak zwykle zastrzelić Grzegorza, jednak nie udawało mu się to. W pewnym momencie, przez  *"*przypadek*"*  strzelił on w przycisk uruchamiający maszynę. W tym momencie dało się usłyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

- Heh. Dzięki za pomoc! – Powiedział Grzegorz.

- Jeszcze się policzymy! – Krzyknął Dawid odchodząc.

W tym momencie Grzegorz pokręcił głową, po czym, przed ruszeniem do helikoptera, wyjął z kieszeni swój telefon ~*Oczywiście*~ i włączył go. Kiedy to zrobił, na liście, zjechał na pozycję czterdziestą ósmą. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 48 - Grecja, Ateny, wejście do Narodowego Muzeum Archeologicznego w Atenach."

„Długa nazwa i równie głupi pomysł. Co oni chcą od tych durnych wejść?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

~*Pomysły mnie się kończyły.*~

Jednak, wziął on swój sprzęt i ruszył w kierunku helikoptera. Gdy zaś tam wszedł, odłożył swoją maszynę na odpowiednie miejsce i poszedł do kabiny pilota. Chwilę później, ruszył w kierunku Grecji...

______________________________________________  

Rozdział XLVIII – Odepchnięcie. ~*Na cholerę tu ta kropka?*~

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał już do Grecji, a dokładniej do Aten. Zatrzymał się on koło Narodowego Muzeum Archeologicznego w Atenach. *No bo gdzie indziej?*  Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął swój sprzęt i wyszedł na zewnątrz. Gdy zaś tam się znalazł, podszedł do wejścia do Muzeum Archeologicznego i ustawił tam swój sprzęt. Gdy zaś to zrobił, nacisnął przycisk odpowiadający za uruchomienie maszyny. Niestety, przypadkowo ~*Nie chce mnie się już robić cudzysłowów. Zrozumcie mnie. :>*~ nacisnął również przycisk, odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie sprzętu. Przez to, po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

 

Grzegorza, który nie zdążył uciec, ten huk odepchnął wprost na helikopter. Od mocnego uderzenia, chłopak aż syknął z bólu. Mimo bólu, wstał on, po czym, przed wzięciem swojego urządzenia wyjął z kieszeni telefon *Mimo iż kurwa mać czuł ból.*  i włączył go. Kiedy to zrobił, w notatniku zjechał na pozycję czterdziestą dziewiątą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 49 - Maroko, Casablanca, sam szczyt Meczetu Hassana II."

„No ich pogrzało. Nic, będę musiał to niszczyć z powietrza..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

*JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!*

Chwilę później, wyłączył on swój telefon i schował go do kieszeni. Kiedy zaś to zrobił, wziął swoją maszynę i wszedł do helikoptera. Po zrobieniu tego, odłożył ją na odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Maroko...  

______________________________________________   

Rozdział XLIX – Ponowne niszczenie z powietrza.    

Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał do Maroko, a dokładniej do Casablanca. Kiedy zaś znalazł się nad Meczetem Hassana II, włączył autopilota, wstał z siedzenia i wyszedł z kabiny pilota. Gdy zaś to zrobił, podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po wykonaniu tego, wziął swoją maszynę i zamknął drzwiczki. Gdy to zrobił, zszedł pod pokład i odczepił od uchwytów drabinki, po czym przyczepił do nich swój sprzęt. Po wykonaniu tego, udał się na pokład i poszedł do kabiny pilota. ~*Ta epicka akcja aż mnie zabiła. <Ziew>*~

 

Kiedy tam się znalazł, za pomocą odpowiedniej dźwigni nacelował na sam szczyt Meczetu, ustawił maksymalną moc sprzętu i wystrzelił. Po zrobieniu tego, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

 

W tym momencie, Grzegorz wyszedł z kabiny pilota i zszedł pod pokład. Gdy tam był, odczepił od uchwytów swoją maszynę i przyczepił do nich drabinki. Następnie wyjął on ze swojej kieszeni telefon i włączył go. Po zrobieniu tego, zjechał na pozycję pięćdziesiątą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 50 - Republika Federalna Niemiec, Berlin, Brama Brandenburska."

~*Jak mogłam dać tu stolicę świętego kraju...*~

„Hmm...Życie trzeba sobie jakoś ułatwiać nie? Zniszczę więc tą *O, błąd!*  bramę z góry." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego, po czym jeszcze raz zamiast drabinek przyczepił swoją maszynę do uchwytów.

Później zaś wrócił na pokład, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Niemiec...

______________________________________________  

Rozdział L – Szybkie niszczenie w Berlinie.

*Daleko jeszcze?*

~*Dwadzieścia dwa rozdziały.*~

*<Rozpacza>*

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał do Berlina i znalazł się nad Bramą Brandenburską, za pomocą jednej z dźwigni nacelował na bramę. Później zaś, ustawił maksymalną moc swojej maszyny i wystrzelił. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. ~*Szybko*~

 

W tym momencie, Grzegorz, przed zejściem pod pokład, włączył swój telefon i zjechał na pozycję pięćdziesiątą pierwszą. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 51 - Angola, Namibe, pierwsza ulica."

„No comment." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

*Jaki poliglota...*

Po chwili jednak, wyszedł on z kabiny pilota, po czym udał się pod pokład. Gdy tam był, odczepił od uchwytów swój sprzęt i na jego miejsce przyczepił on drabinki. Po zrobieniu tego, wszedł on ~*Ononononon ;_;*~ na pokład i poszedł do odpowiedniej klapy. Gdy się tam znalazł, otworzył on ją i włożył do środka swój sprzęt. Po zrobieniu tego, zamknął drzwiczki i udał się do kabiny pilota.

 

Chwilę później, ruszył on w kierunku Angoly... *O, błąd w nazwie!*

______________________________________________  

Rozdział LI – Spokojn*y wpierdol dla aŁtoreczki*e niszczenie.    

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Angoli, a dokładniej do Namibe ~*Znowu błąd w odmianie. Jakim cudem kiedyś miałam piątki z polskiego?*~. Zatrzymał się on na początku miasta. Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął swój sprzęt i wyszedł z helikoptera.

 

Gdy zaś był na zewnątrz, podszedł do pierwszej drogi i ustawił tam swój sprzęt. Gdy to zrobił, nacisnął odpowiedni przycisk, po czym odbiegł na bezpieczną odległość. Parę minut później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *Wkurwia mnie już to zdanie.*  ~*Me too.*~

 

W tym momencie, chłopak, przed zebraniem swojego sprzętu, wyjął swój *Sens życia*  telefon i zjechał na pozycję pięćdziesiątą drugą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 52 - Samo dno Oceanu Atlantyckiego."

„Mdli mnie już na sam widok tego napisu..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

*A ja się cieszę, bo krótsze rozdziały do analizy.*

Po chwili jednak, wziął swój sprzęt i wszedł do helikoptera. Gdy tam był, aby ułatwić sobie sprawę, poszedł pod pokład. Gdy tam był ~*Spuścił wirtualny wpierdziel (G)Andzi.*~, odczepił od uchwytów drabinki i przyczepił do nich swoją maszynę. Po zrobieniu tego, wrócił na pokład, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Oceanu Atlantyckiego...

~*Te rozdziały z wątkiem miejsc, które ma niszczyć Grzegorz, ewidentnie zostały robione na siłę.*~

*Wkurwia mnie takie podejście robienia czegoś, co ma być przyjemnością, na siłę.*

~*Nie tylko ciebie. Sama się sobie dziwię.*~

______________________________________________  

Rozdział LII – Na granicy życia i śmierci oraz niszczenie z góry.

*A miał być krótki rozdział. :-(*

Kilkanaście godzin później, gdy chłopak dolatywał już do Oceanu Atlantyckiego, poczuł duszący i to mocno zapach. ~*Znowu ktoś bawił się w Hitlera.*~ Od razu włączył autopilota, wstał on i wyszedł z kabiny pilota. Gdy był poza kabiną, poczuł, że zaczyna *Nakurwiać pierdoloną zmianą czasu.* się dusić. W momencie gdy już był bliski omdlenia, ujrzał, że przycisk do wywietrzenia i tak jest zakryty. ~*O, ktoś inteligentny.*~ Po chwili, upadł on nieprzytomny na ziemię...

 

Tymczasem, wrogowie Grzegorza i Andromedy, widząc go nieprzytomnego, pomyśleli, że jest martwy. *Bo według logiki, tak powinno się stać.* Jednak, nie zauważyli oni, że w momencie utraty przytomności przez Grzegorza, włączyło się awaryjne wietrzenie helikoptera, przez co ten przeżył. ~*No oczywiście, wszystko musi iść na korzyść naszego Gary Stół.*~ Mimo wszystko, Patryk powiedział do Mateusza:

- Mądry był ten twój pomysł z gazem.

- No. Wiedziałem, że to go zabije. – Rzekł Mateusz.

Po tej rozmowie, zamknęli oni drzwi od swojego helikoptera i ruszyli w swoim kierunku...

 

Godzinę później, gdy Grzegorz obudził się, ujrzał, że w helikopterze nie było już gazu.

*A jak on gaz mógł widzieć, to jest poza moją wyobraźnią.*

„Jak dobrze, że w tym helikopterze jest awaryjne wywietrzanie, które włącza się na wszelki wypadek, gdy tylko stracę przytomność..." – Pomyślał chłopak wstając.

~*Jak źle, że jesteś Gary Stu.*~

Jednak, po wstaniu, udał się on do kabiny pilota, po czym za pomocą odpowiedniej dźwigni nacelował maszynę na odpowiednie miejsce Oceanu, ustawił maksymalną moc sprzętu i wystrzelił. *I zapomniał wcześniej wspomnieć, że doleciał nad Ocean.*

 

W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Na dodatek, z wody zrobił się słup, który wzbił się w powietrze, a następnie opadł.

 

Po wybuchu, Grzegorz wyszedł z kabiny pilota i zszedł pod pokład. Gdy tam był, odczepił od uchwytów swoją maszynę i przyczepił do nich drabinki. Gdy to zrobił, wyjął z kieszeni swój telefon i włączył go. Gdy to zrobił ~*Jebane powtórzenia.*~, na liście zjechał na pozycję pięćdziesiątą trzecią. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 53 - Kanada, Ottawa, szczyt Kanadyjskiego Muzeum Wojny."

„Super...Lepiej być nie mogło." – Pomyślał po przeczytaniu tego.

*Co ty chcesz? Dach tego muzeum wygląda normalnie.*

Po chwili jednak wrócił na pokład, odłożył swoją maszynę, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Kanady...    

______________________________________________  

Rozdział LIII – Nieprzyjemne spotkanie. ~*Z MYM MENSZEM?!*~ 

*

  ............................................________ 
....................................,.-'"...................''~., 
.............................,.-"..................................."-., 
.........................,/...............................................":, 
.....................,?......................................................, 
.................../...........................................................,} 
................./......................................................,:'^'..} 
.............../...................................................,:"........./ 
..............?.....__.........................................:'.........../ 
............./__.(....."~-,_..............................,:'........../ 
.........../(_...."~,_........"~,_....................,:'........_/ 
..........{.._$;_......"=,_......."-,_.......,.-~-,},.~";/....} 
...........((.....*~_......."=-._......";,,./'..../"............../ 
...,,,___.'~,......"~.,....................'.....}............../ 
............(....'=-,,.......'........................(......;_,,-" 
............/.'~,......'-...................................../ 
.............'~.*-,.....................................|,./.....,__ 
,,_..........}.>-._...................................|..............'=~-, 
.....'=~-,__......',................................. 
...................'=~-,,.,............................... 
................................':,,...........................'..............__ 
.....................................'=-,...................,%'>--=='' 
........................................_..........._,-%.......' 
...................................,   

*

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Kanady, a dokładniej do Ottawy. Paręnaście minut później, doleciał on do Kanadyjskiego Muzeum Wojny. Zatrzymał się koło Muzeum. ~*Kolejne przesadzone zdanie pojedyncze.*~ Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął swój sprzęt, wyszedł z helikoptera i ruszył w kierunku Muzeum. Gdy zaś tam wszedł, zaczął szukać wejścia na szczyt. Po parunastu minutach je znalazł. *I dalej nakurwiał zdaniami pojedynczymi.*  Wszedł więc na szczyt, po czym, gdy się na nim znalazł, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt i już chciał nacisnąć przycisk odpowiadający za uruchomienie maszyny, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś zakrywa mu usta ręką ~*i zmienia czas.*~ i przystawia nóż do gardła. ~*OMG, MÓJ MONSZ! <3333333*~ *... <- Kropki żenady.*  Po chwili usłyszał on głos Dawida, który mówił:

- Spróbujesz uciec – zginiesz.

*Jakbyś nie mógł mu od razu poderżnąć gardła.*

W tym momencie Grzegorz był w kropce. Nie mógł próbować się wyrwać, gdyż Dawid poderżnąłby mu gardło. W pewnym momencie jednak, Grzegorz przypomniał sobie, że ma przy sobie pistolet. ~*O którym wcześniej nie było mowy.*~ Wyjął go więc z kieszeni i strzelił w Dawida. W tym momencie, ten upadł nieprzytomny na ziemię.

 

W tej sekundzie Grzegorz był wolny. *No oczywiście.*  Musiał się jednak śpieszyć, gdyż był świadom, że Dawid jeszcze żyje ~*Nie będę już komentowała zmian czasu.*~ i w każdej chwili może się obudzić. Nacisnął on więc przycisk uruchamiający maszynę. Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. W tym momencie, Grzegorz, który był na ocalałej części dachu, wziął swoją maszynę i ruszył w kierunku helikoptera. W czasie drogi zaś, wyjął swój telefon z kieszeni i włączył go. Kiedy to zrobił, na liście zjechał na pozycję pięćdziesiątą czwartą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 54 - Stany Zjednoczone, Floryda, Miami, wejście do Zoo Miami."

„Co oni mają z tymi wejściami?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili jednak, gdy dotarł on do helikoptera, odłożył w odpowiednie miejsce swój sprzęt, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Florydy... ______________________________________________     

Rozdział LIV – Ponowne, spokojne niszczenie.

*Jeeeeeee! Krótki rozdział! :3*

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał już do Stanów Zjednoczonych, do Florydy, a dokładniej do Miami. Kilkanaście minut później, zatrzymał się on koło Zoo Miami. Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, po czym wziął swoją maszynę i wyszedł na zewnątrz. ~*Ten zajebisty zwrot akcji...*~

 

Gdy tam był, podszedł do wejścia do Zoo. Po znalezieniu się koło niego, w odpowiednim miejscu ustawił swoją maszynę, po czym nacisnął przycisk odpowiedzialny za uruchomienie sprzętu i odbiegł na bezpieczną odległość. Paręnaście minut później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *I wkurwił nas powtarzanymi zdaniami.*

 

W tym momencie, Grzegorz, przed wzięciem swojego urządzenia i przed wejściem do helikoptera, wyjął z kieszeni swój telefon i włączył go. Gdy to zrobił, zjechał na pozycję pięćdziesiątą piątą na liście. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 55 - Galapagos, Park Narodowy Galapagos, pierwsze drzewo."

„Powoli mnie to denerwuje...Nie mogliby dać czegoś normalnego?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

~*Ale wtedy to opko nie byłoby takie *ekhm* *ekhm* fajne *ekhm* *ekhm*.*~

Jednak, po chwili, wziął on swoje urządzenie i wszedł do helikoptera. Kiedy to zrobił, odłożył w odpowiednie miejsce maszynę, po czym poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Galapagos...    

______________________________________________  

Rozdział LV – ~*JEBUDU!*~ Bum    

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Galapagos. Zatrzymał się on koło Parku Narodowego Galapagos. *I te przesadzone zdania pojedyncze...*  Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota i wziął swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera. Po wyjściu, wszedł on do Parku Narodowego Galapagos, po czym zaczął szukać pierwszego drzewa. Po paru minutach udało mu się to. Oczywiście podszedł do drzewa i postawił przy nim swoją maszynę. Gdy to zrobił, nacisnął przycisk odpowiedzialny za uruchomienie maszyny. *Ta zajebista, wartka akcja...*  Niestety, ~*"*~przypadkowo~*"*~ nacisnął on też przycisk, który odpowiadał za natychmiastowe uruchomienie maszyny. W tym momencie, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

Grzegorza, który nie zdążył uciec, przygniótł ocalały pień drzewa. Po przygnieceniu, chłopak aż krzyknął z bólu. Mimo tego, spróbowała *Grzegorz to gender?*  się uwolnić. Na szczęście, po parunastu minutach udało mu się to. Gdy stał on już na nogach, podszedł do swojego sprzętu i wziął go. Po zrobieniu tego, ruszył w kierunku swojego helikoptera.

 

W czasie drogi, wyjął on z kieszeni swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, na liście przewinął na pięćdziesiątą szóstą pozycję. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 56 - Irlandia, Dublin, środek The Little Museum of Dublin."

„Co oni mają z tymi muzeami?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

~*Wiesz, koniec pomysłów.*~

Jednak, po chwili doszedł on *( ͡° ͜ʖ ͡°)*  ~*... <- Kropki facepalmu.*~ do helikoptera. Kiedy zaś do niego wszedł, odłożył na odpowiednie miejsce swój sprzęt, po czym poszedł do kabiny pilota. Chwilę później, ruszył on w kierunku Irlandii... 

______________________________________________   

Rozdział LVI – Spadający dzbanek. *OMG, COŚ ORYGINALNEGO! O.O*

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Irlandii, a dokładniej do Dublina. Po znalezieniu się ~*Brakuje tu słowa "przed".*~ The Little Museum of Dublin, chłopak wylądował. Po zatrzymaniu się, wyszedł on z kabiny pilota i wziął swą maszynę. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera i wszedł do muzeum. Po znalezieniu się tam, ruszył w kierunku jego środka. Paręnaście minut później, trafił na środek muzeum. *Napierdalając przy okazji zdaniami pojedynczymi.*  Po znalezieniu się tam, ustawił on swój sprzęt i nacisnął przycisk odpowiadający za uruchomienie maszyny. Niestety, chłopak przypadkowo ~*Zrozumcie mnie, też mnie się już nie chce dawać cudzysłowu.*~ nacisnął również przycisk odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie sprzętu. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

 

Grzegorza, który nie zdążył uciec, wybuch odepchnął w kierunku ocalałej szafki. Jednak, po uderzeniu w nią, na głowę chłopaka spadł dzbanek, po czym roztrzaskał się. *JEBUDU!* Zabolało to chłopaka, przez co krzyknął on z bólu. Mimo tego, że głowa go jeszcze bolała, wstał z ziemi, wziął swój sprzęt i ruszył w kierunku helikoptera.

 

W czasie drogi, wyjął on z kieszeni telefon. Gdy to zrobił, włączył go, po czym w notesie zjechał na pozycję pięćdziesiątą siódmą. ~*A właśnie, zawsze lepiej sprawdzać w notesie, niż wymyślać niekreatywną nazwę strony internetowej.*~ W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 57 - ¾ Portu Lotniczego Warszawa – Okęcie."

*Takie ładne miejsce...*

„A i Polski dawno nie było...Zawsze jakiś wyjątek." – Pomyślał chłopak po przeczytaniu tego.

Po chwili zaś, wszedł on do helikoptera. Gdy tam był, odłożył swoją maszynę w odpowiednie miejsce. Po zrobieniu tego, poszedł on do kabiny pilota, po czym ruszył w kierunku Polski...

______________________________________________  

Rozdział LVII – Szybkie niszczenie.

*Krótki rozdział! Jeeeeeeeeee! :3*

Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał do Polski, a dokładniej do Warszawy. Zatrzymał się on koło lotniska Warszawa – Okęcie. ~*Bo gdzie indziej?*~ Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota i wziął swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera. *Przesadzając ze zdaniami pojedynczymi.*  Po znalezieniu się poza nim, zaczął szukać wejścia na lotnisko. Niestety, wszystko było zamknięte. Nie było nawet żadnej otwartej szpary. Chłopak zmuszony więc był po raz kolejny zrobić to, czego nie powinien robić.

 

Podszedł on do ¾ lotniska, po czym nacelował na odpowiednie miejsce swój sprzęt. Po zrobieniu tego, nacisnął on przycisk odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie maszyny. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. ~*I nie wniósł niczego oryginalnego.*~

 

W tym momencie, Grzegorz pomyślał:

„Heh. *Jestem głupi.*  Szybko poszło."

Po czym ruszył w kierunku helikoptera. W czasie drogi jednak, wyjął z kieszeni swój telefon, po czym włączył go. Gdy to zrobił, na liście zjechał na pozycję pięćdziesiątą ósmą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 58 - Azerbejdżan, Baku, Maiden Tower, pierwszy kąt." ~*Wiecie, że to miało być...

Ale coś nie pykło. Jak zwykle.*~

„Nie skomentuję tego..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili jednak, wszedł on do helikoptera. Gdy tam był, odłożył w odpowiednie miejsce swoją maszynę, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Azerbejdżanu...  

______________________________________________  

Rozdział LVIII – Kolejne spotkanie z wrogami. *DUN DUN DUUUUUUUN!*

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Azerbejdżanu, a dokładniej do Baku. Zatrzymał się on koło Maiden Tower. Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota po czym wziął swoją maszynę i wyszedł z helikoptera. ~*Ta zajebista akcja...*~ Gdy zaś był na zewnątrz, wszedł do Maiden Tower, po czym ruszył w kierunku pierwszego kąta. Po znalezieniu się tam, ustawił w odpowiednim miejscu swoje urządzenie i już chciał nacisnąć przycisk odpowiedzialny za jego uruchomienie, jednak w tym momencie usłyszał kroki. Od razu odwrócił się on. Gdy to zrobił, ujrzał...*swój debilizm.*  swoich wrogów. *Byłem blisko.*

- Dacie wy mi spokój, niedojdy jedne? ~*UUU*Fenyloalanina?* UUUU! Ale im pocis- SEBA! Nie wtrącaj się w moją kwestię!*~ *>:D* – Spytał z lekkim zdenerwowaniem Grzegorz.

- Jak się poddasz, to tak. – Odpowiedział Patryk.

- Było powiedzieć, że nigdy... - Rzekł Grzegorz.

Po tej rozmowie, standardowo zaczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na jedną, to na drugą stronę. ~*Bo Grzegorz to nie Daniel.*~ W pewnym jednak momencie, Grzegorz wykorzystał walkę i pchnął Mateusza w kierunku przycisku uruchamiającego maszynę. W tym momencie, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

 

W tym momencie wieża zaczęła się walić. Tylko Grzegorzowi udało się uciec*, bo był Gary Stu*. Gdy zaś już wybiegł, spokojnie ruszył w kierunku helikoptera. W czasie drogi, wyjął on swój telefon i włączył go. Po zrobieniu tego, na liście zjechał na pozycję pięćdziesiątą dziewiątą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 59 - Rosja, środek Syberii."

„Czego to oni nie wymyślą..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Jednak, w tej chwili doszedł on *( ͡° ͜ʖ ͡°)*  ~*No comment.*~ do helikoptera. Wszedł więc do niego, odłożył swoje urządzenie na odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i ruszył w kierunku Rosji *Kraju Putinem i wódką płynącego.*...

______________________________________________  

Rozdział LIX – Spotkanie na Syberii. ~*Z MYM MENSZEM?!*~ *... <- Kropki rozpaczy.*

Paręnaście godzin później, Grzegorz dolatywał na Syberię. Gdy już do niej doleciał, zatrzymał się na jej początku. Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął swój sprzęt i udał się na zewnątrz. ~*A chociaż założył odpowiedni ubiór?*~ *Pewnie nie, znając jego inteligencję.* Gdy tam był, ruszył w kierunku środka Syberii...

 

Kilkanaście minut później, gdy chłopak powoli mdlał z zimna, doszedł na środek Syberii. Po znalezieniu się tam, ustawił swój sprzęt w odpowiednim miejscu i już chciał nacisnąć przycisk odpowiadający za uruchomienie maszyny, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś przystawił mu pistolet do głowy. *Jakby Dejwid nie mógł go po prostu zastrzelić.*  W tym momencie Grzegorz odwrócił się i powiedział:

- DAWID!!! DAJ MI WRESZCIE SPOKÓJ IDIOTO!!! ~*JAK MOŻESZ GO TAK NAZYWAĆ?! ZDECHNIJ!*~

- NIE!!! – Krzyknął Dawid.

Po tej krótkiej rozmowie, Dawid schował swój pistolet i zaczęła się walka wręcz. Przez cały czas wygrywał Grzegorz. *Kolejny Gary Stu.*  W pewnym momencie, pchnął on Dawida na przycisk uruchamiający maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

- JESZCZE SIĘ POLICZYMY!!! – Krzyknął Dawid odchodząc.

Grzegorz natomiast nie przejął się tym. Wziął swoją maszynę, po czym ruszył w drogę powrotną. ~*Jakby nic się nie stało.*~ W czasie drogi, wyjął swój telefon i włączył go. Gdy to zrobił, na liście zjechał na pozycję sześćdziesiątą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 60 - Samo dno Oceanu Południowego."

„W końcu coś łatwego do niszczenia." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

*Ja też się cieszę, że będzie coś krótkiego do analizy.*

Po chwili jednak, doszedł on do helikoptera. Po wejściu tam, odłożył swoją maszynę na odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Oceanu Południowego...

______________________________________________  

Rozdział LX – Niszczenie z powietrza.

*Już jesteśmy?*

~*Jeszcze jedenaście rozdziałów. Tak, myliłam się cały czas, to opko ma ich siedemdziesiąt jeden.*~

*<Umiera w otchłani smutku i rozpaczy.>*

Gdy Grzegorz dolatywał do Oceanu Południowego, usłyszał dźwięk swojego telefonu. Jednak był to dźwięk SMS-a. Chłopak włączył więc autopilota i wyjął swój telefon, i włączył go. Okazało się, że SMS był od Andromedy. Grzegorz od razu go włączył. Treść wyglądała tak:

~*"Pierdol się, mam nowego chłopaka. Daniel jest fajny."*~

„Tak mi smutno samej...Nie mam co robić...Na dodatek w nocy boję się, że coś mi się stanie...*I nadkropkozą się zaraziłam...*  Gdy ty byłeś to przynajmniej czułam to bezpieczeństwo...Czasem, jak na przykład teraz, popłakuję z tej samotności...Jest mi tak smutno...Chciałabym, aby mnie ktoś przytulił...W ogóle...To kiedy będziesz? Odpisz, jeśli jeszcze żyjesz...Wtedy będę wiedziała, że kiedyś wrócisz do domu... ;-'(„

W tym momencie, Grzegorz od razu odpisał:

„Nie płacz skarbie...Będę już niedługo. Jeszcze 10 Miejsc Przeznaczenia. ;-) *hug* ~*Jak gimbusiarsko.*~ *A poza tym, tak. Jakieś głupie Miejsca ważniejsze od przyjaciółki.*"

Po czym wysłał. Jednak, w tym momencie ujrzał, że był już centralnie nad Oceanem Południowym. Wstał on więc z siedzenia po czym wyszedł z kabiny pilota i pod szedł do odpowiedniej klapy. Gdy tam był, otworzył ją i wyjął z niej swój sprzęt. Kiedy to zrobił, zamknął drzwiczki.

 

Po wykonaniu tego, udał się pod pokład. Gdy się tam znalazł, odczepił drabinki od uchwytów i przyczepił do nich swoją maszynę. Kiedy już to wykonał, udał się do kabiny pilota i za pomocą odpowiedniej dźwigni nacelował na odpowiednie miejsce, ustawił maksymalną moc urządzenia i wystrzelił. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ dna. Na dodatek z wody zrobił się słup, który wzbił się w powietrze, a następnie opadł. *Jaka zajebiaszcza akcja, ni ma chuja.*

 

W tym momencie, chłopak wyszedł z kabiny pilota i udał się pod pokład. Gdy tam był, odczepił od uchwytów maszynę i przyczepił do nich drabinki. Po zrobieniu tego, wyjął swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, na liście zjechał na pozycję sześćdziesiątą pierwszą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 61 - Środek Lasów Równikowych."

„Może jeszcze frytki ~*Mam nadzieję, że z arszenikiem.*~ do tego?" – Pomyślał z irytacją Grzegorz.

Po chwili jednak wszedł na pokład, odłożył do odpowiedniej klapy urządzenie, poszedł do kabiny pilota i ruszył w kierunku Lasów Równikowych...  

______________________________________________  

Rozdział LXI – Nieprzyjemne zdarzenie. ~*DAM DAM DAAAAAAAAAAAAAAM!*~    

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do lasów równikowych, usłyszał dźwięk swojego telefonu. Jednak, był to dźwięk SMS-a. Chłopak od razu włączył autopilota i wyjął telefon, po czym w*y*łączył go. W tym momencie okazało się, że był to SMS od Andromedy. Chłopak od razu odczytał go. Treść wyglądała tak:

„Więc żyjesz! Co za ~*nie*~szczęście! Wracaj jak najszybciej! :-)"

W tym momencie, Grzegorz uśmiechnął się do siebie. Miło mu się zrobiło, wiedząc, że jego przyjaciółka jest *Ale bądź co bądź, wkurwiająca jest ta zmiana czasów.*  szczęśliwa. Po chwili jednak, ujrzał, że musiał lądować. Gdy zaś wylądował, wyszedł z kabiny pilota i wziął swoją maszynę. Po zrobieniu tego, wyszedł na zewnątrz i ruszył w kierunku środka lasów równikowych...

W stronę środka, droga szła mu normalnie. Gdy znalazł się na środku lasu, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt i nacisnął odpowiedni przycisk. Po zrobieniu tego, odbiegł na bezpieczną odległość. Po paru minutach dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. ~*Nie wprowadzając nic oryginalnego.*~ W tym momencie, Grzegorz podszedł do maszyny i ją podniósł. Po zrobieniu tego, ruszył on w kierunku powrotnym. W czasie drogi, włączył on telefon i na liście zjechał na pozycję sześćdziesiątą drugą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 62 - Wyspy Owcze, Thorshavn, środek Uniwersytetu Farerskiego."

„Zacna nazwa wyspy..." – Pomyślał po przeczytaniu tego.

~*Czej, a Wyspy Owcze są w Europie, co nie?*~

*Tak. Jest to archipelag wysp na Morzu Norweskim, więc muszą być w Europie.*

Po chwili, ruszył w dalszą drogę...

 

Niestety, w połowie drogi poczuł, że zrobiło mu się słabo. ~*Co za zwrot akcji...*~ Na dodatek czuł, że robiło mu się duszno. Nie przejął się jednak tym *CO XDDDDDDDDD*  i ruszył w dalszą drogę. Niestety, parę minut później poczuł, że upada nieprzytomny na ziemię...

 

Godzinę później, gdy Grzegorz obudził się, ujrzał, że zaczęło się ściemniać. ~*Ściemniu ściemniu skurwysyny.*~ Jako, iż nie chciał on zostać tu na noc, podniósł się, wziął swój sprzęt i wszedł do helikoptera, obok którego zemdlał. *Mimo iż NIE BYŁO O TYM MOWY!!!*  Po wejściu, odłożył swój sprzęt na odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Wysp Owczych...

______________________________________________  

Rozdział LXII – Tłok i skradanie. ~*Brzmi zajebiście, ale pewnie takie nie będzie.*~

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał Wysp Owczych, a dokładniej do Thorshavn. *I od tak zdanie się kończy.*  Po znalezieniu się tam, po raz pierwszy odkąd w tym roku niszczył Miejsca Przeznaczenia, ujrzał, że był tam tłok. ~*Choć raz coś oryginalnego.*~ Wiedział, że w uniwersytecie będzie musiał się skradać. Po chwili jednak, wylądował koło Uniwersytetu Farerskiego. Po wylądowaniu, wyszedł z kabiny pilota, po czym wziął swój sprzęt i wyszedł na zewnątrz..

 

Gdy zaś wszedł do uniwersytetu, ujrzał, że był tam tłok. *Chociaż raz.*  Zaczął się więc skradać. Paręnaście minut później, gdy doszedł do środka uniwersytetu, ukrył się za ścianą, wziął w swoje ręce urządzenie, nacelował i wystrzelił naciskając przycisk odpowiadający za natychmiastowe włączenie sprzętu. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

 

W tej chwili, wszyscy zgromadzeni, zaczęli szukać źródła wybuchu. ~*Chociaż raz jakaś realistyczna (w miarę) sytuacja.*~ Grzegorz, z przerażeniem, że go znajdą, stał ukryty za ścianą. Po parunastu minutach jednak, tłum odszedł. *CO XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*  Grzegorz więc, ciągle ukrywając się, wyszedł z uniwersytetu...

 

Kiedy był na zewnątrz, włączył swój telefon, po czym na liście zjechał na pozycję sześćdziesiątą trzecią. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 63 - Włochy, Rzym, dno Fontanny di Trevi."

„Zacnie. ~*Kurwa, jakie wyrafinowane słownictwo...*~ Czyli znów czeka mnie niszczenie od góry..." *JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!* – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili jednak wszedł do swojego helikoptera, po czym, gdy tam był, odłożył swoją maszynę na odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Włoch...

______________________________________________  

Rozdział LXIII – Niszczenie z powietrza.    

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz doleciał do Włoch, a dokładniej do Rzymu, zatrzymał się nad Fontanną di Trevi. Po znalezieniu się tam, włączył on autopilota, wstał z siedzenia i wyszedł z kabiny pilota. Gdy to zrobił, podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po zrobieniu tego, wyjął sprzęt i zamknął drzwiczki. Następnie, udał się on pod pokład. Po znalezieniu się tam, odczepił od uchwytów drabinki i przyczepił do nich swoje urządzenie. Kiedy już to zrobił, udał się na pokład a następnie poszedł do kabiny pilota. ~*Jaka zajebista akcja, normalnie umieram... <Ziew>*~

 

Gdy już tam był, za pomocą odpowiedniej dźwigni, nacelował na wodę znajdującą się w fontannie, ustawił maksymalną moc maszyny i wycelował. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *Nie wprowadzając przy tym oryginalnych zdań.*  Wody było dość mało, aby zrobił się taki słup, jak np. na oceanach.

 

Po wybuchu, chłopak wyszedł z kabiny pilota i poszedł pod pokład. Gdy się zaś tam znalazł, odczepił od uchwytów swój sprzęt i przyczepił do nich drabinki. Po wykonaniu tego, wyjął on swój telefon i włączył go. Po zrobieniu tego, w notesie, na liście zjechał na pozycje sześćdziesiątą czwartą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 64 - Malta, Paola, środek Hypogeum Ħal Saflieni." ~*O, ktoś umiał korzystać z Google.*~

„Jeszcze podziemnych budowli brakowało..." *Jaki znawca się znalazł...* – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Chwilę później jednak wrócił na pokład, odłożył swój sprzęt w odpowiednie miejsce i udał się do kabiny pilota. Po znalezieniu się tam, ruszył w kierunku Malty...

______________________________________________  

Rozdział LXIV – Przedostatnie spotkanie z wrogami. *JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!* ~*Jaki zaciesz. xD*~

Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał do Malty, a dokładniej do Paola. Po znalezieniu się tam, zatrzymał się koło Hypogeum Ħal Saflieni. *Bo gdzie indziej miałby się zatrzymać.*  Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął swój sprzęt i wyszedł z helikoptera. Gdy był już na zewnątrz, wszedł do środka Hypogeum i ruszył w kierunku jego środka. Paręnaście minut później, kiedy się tam znalazł, w odpowiednim miejscu ustawił swoje urządzenie ~*Ta zajebista akcja mnie rozpierdala.*~ i już chciał nacisnąć przycisk, lecz w tym momencie usłyszał kroki. Od razu odwrócił się. W tym momencie ujrzał...swoich wrogów.

- No chociaż przy 64 Miejscu dajcie mi spokój...I tak wam to nic nie da... - Powiedział Grzegorz z irytacją.

- Da. Sześć laserów może zmniejszyć asteroidę do rozmiarów meteorytu. I będzie jak w Czelabińsku. – Rzekł Mateusz.

*Tak późno objawić nam sens tego opka?*

- Fuck. O tym nie pomyślałem. – Rzekł Grzegorz.

~*- Bo ty w ogóle nie myślisz. - Skomentował Patryk.*~

Po tej rozmowie, standardowo zaczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na jedną, to na druga stronę. *Ja jednak wolę te powtarzane zdania, niż nieudolne opisy walk na dwadzieścia stron.*  Paręnaście minut po rozpoczęciu się walki, Grzegorz skorzystał z okazji i pchnął Patryka w kierunku przycisku uruchamiającego maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ Hypogeum Ħal Saflieni. Grzegorzowi udało się uniknąć przygniecenia przez gruzy, jednak Patrykowi i Mateuszowi już nie... ~*Jaj!*~

 

Chwilę po opadnięciu ostatniego kawałka gruzu, Grzegorz podniósł swój sprzęt, po czym wyszedł z Hypogeum. W czasie drogi do helikoptera, włączył swój telefon i w notesie zjechał na pozycję sześćdziesiątą piątą. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 65 - Koniec Rockall."

~*

Epicko, co nie?*~

„Nie ma to jak niszczyć małą, niezamieszkaną wysepkę..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. *Biedna wysepka. :-(*

Jednak, po chwili doszedł on do helikoptera. Schował więc on swój telefon, po czym wszedł do helikoptera, odłożył swój sprzęt w odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i ruszył w kierunku Rockall... 

______________________________________________  

Rozdział LXV – Spotkanie z ~*mym menszem*~ bratem i spadek do wody.    

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Rockall. Kiedy był już nad wysepką, postanowił zniżyć się helikopterem do maksimum i zeskoczyć. *W końcu wokół jest woda, czyż nie?*  Włączył więc autopilota, wyszedł z kabiny pilota, wziął swój sprzęt i podszedł do drzwi. Gdy to zrobił, otworzył je i jako iż helikopter był już zniżony do maksimum, zeskoczył. Po znalezieniu się na wysepce, zorientował się on, że znajdował się na jej końcu. ~*A od której strony?*~ Od razu ustawił tam swój sprzęt i już chciał nacisnąć przycisk odpowiedzialny za uruchomienie maszyny, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś przystawił mu pistolet do głowy. W tym momencie chłopak westchnął, po czym powiedział:

- Dawid...Chłopie...Uspokój się...

- To daj się zabić. – Rzekł Dawid.

- Pogrzało? – Spytał Grzegorz.

*Jaki zajebisty dialog pełen emocji...*

Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na początku wygrywał Dawid, jednak w którymś momencie wygrał Grzegorz. Pchnął on Dawida w kierunku przycisku uruchamiającego maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. W tym momencie, jako iż z wyspy został naprawdę mały kawałek ~*Brawo, stworzyliście z małej wyspy jeszcze mniejszą.*~, dwójka spadła do wody. Po znalezieniu się tam, Dawid powiedział:

- Jeszcze się policzymy...

Po czym wszedł do swojego helikoptera, który akurat podleciał i ruszył w swoim kierunku. Grzegorz natomiast wziął swój sprzęt i również wszedł do swojego helikoptera, który również podleciał. *Dużo tych inteligentnych helikopterów w tym świecie.*  Po znalezieniu się tam, odłożył swój sprzęt na odpowiednie miejsce i wyjął swój telefon po czym włączył go i w notesie zjechał na pozycję ~*sześćset*~ sześćdziesiątą szóstą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 66 - Węgry, Budapeszt, środek budynku parlamentu w Budapeszcie."

„Co jeszcze wymyślą?" – Pomyślał po przeczytaniu tego.

Po chwili jednak, podłączył swój telefon do ładowania, gdyż się wyładowywał *O, realistyczna sytuacja!*  i poszedł się przebrać w suche ubranie. Paręnaście minut później, gdy był już w suchym ubraniu, poszedł do kabiny pilota i ruszył w kierunku Węgier...  

______________________________________________  

Rozdział LXVI – Żywy pomnik. ~*O nie...Będzie tu tak nierealistyczna sytuacja, że padniesz.*~ *;_;* 

Kilkanaście godzin później, Grzegorz dolatywał do Węgier, a dokładniej do Budapesztu. Po znalezieniu się tam, zatrzymał się koło budynku parlamentu w Budapeszcie. ~*Jebłabym tu zdjęcie tego parlamentu, ale wykorzystałam limit zdjęć. :-(*~ Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, po czym wziął swój sprzęt, wyszedł z helikoptera i jak gdyby nigdy nic, wszedł do budynku parlamentu. Po znalezieniu się tam, udał się, oczywiście ukrywając się, aby nikt go nie zauważył, na środek budynku. Paręnaście minut później, gdy się tam znalazł, mógł odetchnąć z ulgą. Na środku budynku nikogo nie było. *Żeby nikt nie przeszkadzał naszemu Gary Stu.* Chłopak ustawił więc tam swój sprzęt i nacisnął odpowiedni przycisk, po czym odbiegł na bezpieczną odległość. Po parunastu minutach dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

 

Po wybuchu, Grzegorz chciał ruszyć w kierunku powrotnym, jednak usłyszał on kroki. Jako, iż nie miał jak się ukryć, stanął w pozycji pomnika. Po chwili zaś, do pomieszczenia weszło kilkoro ludzi. Od razu zaczęli oni szukać źródła dziury w podłodze. ~*Ta dziura w podłodze musiała wyglądać komicznie.*~ Po chwili jednak dostrzegli oni Grzegorza, który udawał pomnik. Zaczęli oni się zastanawiać, skąd tak nagle wziął się tu jakiś pomnik.  *Z nieba spadł.*  Trwało to godzinę, przez co, Grzegorz, który wstrzymał oddech, aby nie dać po sobie poznać, że jest człowiekiem, czuł, że zaraz z powodu braku powietrza zemdleje... ~*WAT?*~

 

Po godzinie jednak, grupka ludzi rozeszła się. Dzięki temu, Grzegorz mógł odetchnąć i się ruszyć. *Mimo, iż powinien DAWNO ZDECHNĄĆ!*  Oczywiście wziął on swój sprzęt i nadal ukrywając się wyszedł z budynku. Po wyjściu, włączył on swój telefon, po czym zjechał na pozycję sześćdziesiątą siódmą na liście. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 67 - Królestwo Danii, Kopenhaga, Mała Syrenka."

„Ta, a kolejne Miejsce Przeznaczenia będzie w kasach w Centrum Nauki Kopernika..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

~*SPOILER: Tak chyba będzie.*~

Po chwili jednak, gdy wszedł on do helikoptera, położył swoją maszynę na odpowiednim miejscu, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Danii...

 ______________________________________________

Rozdział LXVII – Przedostatnie niszczenie z powietrza. *Jaj! Krótki rozdział! <.<* 

Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz dolatywał do Danii, a dokładniej do Kopenhagi, Grzegorz postanowił ~*Na luj tu powtórzenie jego imienia?*~, że zniszczy pomnik Małej Syrenki z powietrza. Włączył więc autopilota, po czym wstał z siedzenia i wyszedł z kabiny pilota. Gdy to zrobił, podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po zrobieniu tego, wyjął z niej swój sprzęt i zamknął drzwiczki. Gdy już to zrobił, zszedł pod pokład, po czym odczepił od uchwytów drabinki i przyczepił do nich swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wrócił on na pokład i poszedł do kabiny pilota. *Ta akcja jest taka zajebista...*

 

Po znalezieniu się tam, ujrzał on, że był już centralnie nad Małą Syrenką. Za pomocą odpowiedniej dźwigni ustawił więc sprzęt, po czym ustawił jego maksymalną moc i wystrzelił. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. ~*Przy okazji nie wprowadzając niczego oryginalnego.*~

 

Po wybuchu, Grzegorz wyszedł z kabiny pilota i udał się pod pokład. Po znalezieniu się tam, odczepił on od uchwytów swoje urządzenie i przyczepił do nich drabinki. Gdy to zrobił, wyjął swój telefon i włączył go. Po zrobieniu tego, zjechał on na pozycję sześćdziesiątą ósmą na liście. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 68 - Polska, Warszawa, kasy w Centrum Nauki Kopernika." ~*A nie mówiłam?*~

„Zapeszyłem..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Mimo wszystko, wziął on swój sprzęt i wrócił na pokład. Gdy już tam był, podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po zrobieniu tego, włożył on tam swoją maszynę i zamknął drzwiczki. Następnie udał się do kabiny pilota, usiadł na siedzeniu, zapiął pasy, wyłączył autopilota i po chwili ruszył w kierunku Polski...

_____________________________________________________

Rozdział LXVIII – Ponowne odepchnięcie.    

Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał do Polski, a dokładniej do Warszawy. Gdy się tam znalazł, udał się do Centrum Nauki Kopernika. ~*Ale pieszo, czy helikopterem? Kurwa, kolejny brak wyjaśnień.*~ Zatrzymał swój helikopter koło wejścia. ~*A.*~ Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął swój sprzęt i wyszedł na zewnątrz. Gdy tam był, wszedł do Centrum i udał się w kierunku kas. Minutę później ~*STOPER!*~ *Jezu, fanka PG wzięła się za analizowanie. ;_;* ~*:3*~, gdy tam doszedł, ustawił w odpowiednim miejscu swoją maszynę i nacisnął odpowiedni przycisk. Niestety, *"*przypadkowo*"*  nacisnął on też przycisk który odpowiadał za natychmiastowe uruchomienie maszyny.

 

Przez to, po ułamku sekundy, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Grzegorza, który nie zdążył uciec, wybuch odepchnął na pobliską ścianę. Po dość mocnym uderzeniu, chłopak aż syknął z bólu. Mimo wszystko, wstał, wziął swój sprzęt i wyszedł. ~*Jakby nic się nie stało.*~

 

Przed wejściem do helikoptera jednak, wyjął on swój *Sens życia.*  telefon i włączył go. Gdy to zrobił, zjechał na pozycję sześćdziesiątą dziewiątą *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Nie mam słów...*~ na liście. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

Miejsce Przeznaczenia 69 *( ͡° ͜ʖ ͡°)* - Jordania, środek Wadi Rum."

„Choć przedostatnie Miejsce Przeznaczenia *JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!*  jest w jakimś normalnym miejscu..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.

Po chwili jednak, wyłączył telefon i go schował. Następnie zaś wszedł do helikoptera, odłożył swoje urządzenie na odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Jordanii...

______________________________________________  

Rozdział LXIX *Czekałem na ten rozdział. ( ͡° ͜ʖ ͡°)*  ~*... <- Kropki załamki.*~ – Bezproblemowe niszczenie.    

Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał do Jordanii. Paręnaście minut po znalezieniu się tam, doleciał on również do Wadi Rum. Zatrzymał się na jego początku. *Przesadzając z zdaniami pojedynczymi.*  Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął swój sprzęt i wyszedł na zewnątrz. Gdy zaś był poza helikopterem, ruszył w kierunku środka Wadi Rum.

Paręnaście minut później, gdy znalazł się on tam, ustawił w odpowiednim miejscu swoją maszynę. Po ustawieniu, nacisnął on przycisk odpowiedzialny za uruchamianie urządzenia, a następnie odbiegł na bezpieczną odległość. Parę minut później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. ~*Czyli to, co wszyscy dobrze znamy.*~

 

Po wybuchu, Grzegorz podszedł do swojej maszyny i wziął ją. Po zrobieniu tego, ruszył on w kierunku helikoptera. W czasie drogi, wyjął on telefon i włączył go. Po tym, po raz ostatni włączył notatnik z zapisanymi Miejscami Przeznaczenia i zjechał na pozycję siedemdziesiątą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

*"Pierdol się, siedemdziesiątego Miejsca ci nie podam, bo jesteś debilem."*

Miejsce Przeznaczenia 70 - Środek Antarktydy." ~*Jak oryginalnie.*~

„Czemu zawsze na liście tych Miejsc, na końcu musi być Antarktyda?" – Pomyślał Grzegorz, po przeczytaniu tego.

*Bo Antarktyda, tak jak oranż metylowy i koty, jest podstawą Wszechświata.*

Chwilę później jednak, gdy Grzegorz dochodził *( ͡° ͜ʖ ͡°)*  ~*Nie mam na ciebie słów.*~ do helikoptera, ponownie włączył telefon i sprawdził datę. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:

„8 kwietnia 2036 rok."

*No to masz pięć dni.*

„Eee...Jeszcze zdążę. Wrócę do domu 12 kwietnia, więc spoko." – Pomyślał po zobaczeniu tego.

Po paru minutach, gdy wszedł on do helikoptera, odłożył swoją maszynę w odpowiednie miejsce, po czym poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w dwudniową podróż na Antarktydę... 

~*Sprawdziłabym, ile tam się tak naprawdę leci, ale Google Mapy nie pokazują trasy. :<*~

______________________________________________  

Rozdział LXX – Ostatnie Miejsce Przeznaczenia, ostatnie spotkanie z wrogami, śmierć i powrót do domu.

*Dojechaliśmy?*

~*Jeszcze jeden rozdział i druga część.*~

*Czekaj. JAKA DRUGA CZĘŚĆ?! TO TO GÓWNO MA DWIE CZĘŚCI?!*

~*Spokojnie, jest ona w formie one-shot.*~

*Uff...* 

Dwa dni później, Grzegorz doleciał na Antarktydę. Gdy tam był, postanowił zniszczyć ostatnie Miejsce Przeznaczenia z góry, gdyż nie chciał zamarznąć na Antarktydzie. ~*Przynajmniej szybko pójdzie.*~ Włączył on więc autopilota, wyszedł z kabiny pilota i podszedł do odpowiedniej klapy. Gdy to zrobił, otworzył ją i wyjął z niej swój sprzęt. Po zrobieniu tego, zamknął drzwiczki i udał się pod pokład.

 

Kiedy tam się znalazł, odczepił drabinki od uchwytów i przyczepił do nich maszynę. Następnie udał się na pokład i już chciał pójść do kabiny pilota, jednak w tym momencie usłyszał taki dźwięk, jakby ktoś otwierał drzwi w jego helikopterze, a następnie przeskakiwał ze swojego na jego helikopter. Chłopak od razu odwrócił się. Po zrobieniu tego, ujrzał...swoich wrogów. ~*Albo i nie.*~

- I co wy tu robicie? Co wam da jeden laser? – Spytał Grzegorz po ich zobaczeniu.

- Choć trochę zmniejszy asteroidę, co doprowadzi do zagłady tylko jednego miasta, a nie całego świata. – Odpowiedział Mateusz.

*Tak w ogóle. Skąd Patryk i Mateusz mieli te lasery? Ktoś im dał?*

~*Opko tego nie wyjaśnia.*~

*No oczywiście.*

- Ależ wy wytrwali...Dla jednego lasera potraficie przybyć aż na Antarktydę... - Rzekł Grzegorz.

- No co? Ty też jesteś w sumie wytrwały, skoro tyle Miejsc niszczysz i dalej ci się to nie nudzi. – Powiedział Patryk.

~*Nie wiem, jak Grzegorza, ale nas to CHOLERNIE nudzi.*~

- A żebyś się nie zdziwił. Mnie to okropnie nudzi i najchętniej wróciłbym już do domu, do Andromedy, ale chcę spełnić nasze marzenie. – Powiedział Grzegorz.

Po tej rozmowie, mimo wszystko standardowo zaczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na jedną to na drugą stronę. Jednak, paręnaście minut po rozpoczęciu się walki, Grzegorz skorzystał z okazji i zepchnął Patryka i Mateusza z helikoptera. Jako, iż nie zdążyli się oni chwycić metalowej części helikoptera, po uderzeniu w ziemię zginęli na miejscu...

*Nareszcie...A poza tym, znowu zakończenie, w którym świat zostanie zniszczony.*

~*Kiedyś pisałam takie opowiadania i zakończenia, bo chciałam być oryginalna w blogosferze.*~

 

Tymczasem, Grzegorz, mimo iż zabił już swych wrogów, postanowił zniszczyć Miejsce Przeznaczenia, gdyż w każdej chwili ktoś inny mógłby wykorzystać to, że było ono nie zniszczone. Poszedł więc do kabiny pilota i za pomocą jednej z dźwigni ustawił maszynę. Następnie ustawił maksymalną moc sprzętu i wystrzelił. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.

 

Po wybuchu, Grzegorz wyszedł z kabiny pilota, zamknął drzwi i udał się pod pokład. Gdy się tam znalazł, odczepił sprzęt od uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Następnie udał się na pokład. Gdy tam już był, podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po wykonaniu tego, włożył tam swoją maszynę i zamknął drzwiczki.

*Chociaż na końcu mogłoby być coś oryginalnego. -_-*

Następnie udał się w kierunku kabiny pilota. Gdy już tam był, usiadł na siedzeniu, zapiął pasy, wyłączył autopilota i ruszył w dwudniową podróż do domu...   

______________________________________________  

Rozdział LXXI – Powrót do domu, szczęście i zagłada.

*Koniec! Koniec widzę!*

Dwa dni później, Grzegorz w końcu doleciał do domu. Kiedy zatrzymał się przed swoją willą ~*Na bogato, widzę.*~ (wraz z Andromedą mieszkał w willi) *Co ty nie powiesz.*, wyszedł najpierw z helikoptera nie zabierając sprzętu. Gdy zaś wszedł do ogrodu, ani się obejrzał, a ujrzał, że w jego objęciach znalazła się Andromeda. Po chwili spojrzała ona na niego z radością w oczach i z taką samą radością w głosie powiedziała:

- Nareszcie jesteś! Jak dobrze cię widzieć!

Po czym jeszcze raz się do niego przytuliła. W tym momencie, Grzegorz powiedział:

- Andromedo...Skarbie ty moje...

Po czym również przytulił się do niej.

~*Nie kupuję tej waszej sztucznej uroczości.*~

*Widzę, że bawisz się w słowotwórstwo.*

~*A co! :D*~

Paręnaście minut później, gdy emocje opadły, Andromeda, szczęśliwa, pobiegła do domu, a Grzegorz wyciągnął jeszcze z helikoptera swoją maszynę i również ruszył do domu. Po znalezieniu się tam, zdjął buty i odstawił sprzęt na odpowiednie miejsce. Po zrobieniu tego, poszedł on do sypialni *( ͡° ͜ʖ ͡°)*  ~*... To opko serio na ciebie źle działa.*~, usiadł na łóżku i aby się zrelaksować, włożył słuchawki w uszy i zaczął słuchać muzyki. Po chwili zaś poczuł, że ktoś się do niego przytulił. Od razu spojrzał kto to był. *Ja pierdolę. Przecież on w tej willi mieszkał tylko z (G)Andzią.*  W tym momencie ujrzał on swoją przyjaciółkę, która była przytulona do niego i najwidoczniej nie zamierzała go puścić. *Reed?*  Grzegorz nie wyganiał jej. Wiedział, że stęskniła się ona za nim. Poza tym, ona jedna wystarczała mu do szczęścia...

 

Następnego dnia, Grzegorza obudził huk. ~*Ah, te szybkie przeskoki.*~ Od razu poderwał się on i wyjrzał przez okno. Gdy to zrobił, ujrzał to, co od dawna chciał zobaczyć. Na zewnątrz była fala uderzeniowa po upadku asteroidy, która niszczyła wszystko, co spotkała na swojej drodze. O dziwo, ominęła ona dom Grzegorza i Andromedy. 

*"O kurwa! Mary Sue i Gary Stu! Uciekaaać!" - Pomyślała fala uderzeniowa.*

Chłopak, widząc to, pomyślał:

„Nareszcie...Tyle dni starań nie poszło na marne..."

Po czym, popatrzył jeszcze trochę i położył się on koło śpiącej Andromedy. Kiedy spojrzał na swą przyjaciółkę, aż uśmiechnął się do siebie. Wyglądała ona tak słodko, gdy spała... *Tri?*  Nie miał on serca, aby ją budzić. Pogładził ją jednak po głowie i pierwszy raz odkąd ją znał, pocałował ją...

 

Godzinę później, gdy Andromeda obudziła się, ujrzała koło siebie już obudzonego Grzegorza, który widząc, że dziewczyna się obudziła, powiedział z uśmiechem:

- Wyjrzyj za okno...

Dziewczyna od razu to zrobiła. Gdy już wyjrzała, zamarła. Na zewnątrz ujrzała zniszczony świat. Wszędzie były zniszczone bloki oprócz ich willi ~*Oczywiście*~ oraz szkielety ludzi, oprócz ochroniarzy ich willi i zwierząt. *No oczywiście.*  Nie mogła ona uwierzyć, że wreszcie marzenie jej i Grzegorza zostało spełnione...

 

Po chwili, poczuła ona, że ktoś ją obejmuje. Wiedziała ona, że był to Grzegorz. Od razu położyła mu głowę na ramieniu. Po chwili ciszy, chłopak powiedział:

- Spełniliśmy swoje marzenie...Możemy się nazywać szczęśliwymi ludźmi...

~*I jedynymi, którzy przeżyli ten rozpiernicz.*~

Popatrzyli oni jeszcze trochę przez okno i zajęli się swoimi zajęciami.

 

Od teraz ich życie wyglądało już normalnie...

*Jak życie w świecie po apokalipsie może być normalne?*

KONIEC

%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%

Tekst od Autorki.

~*Lubię to komentować.*~

Hi! :3 Pewnie stęskniliście się za tekstami od autorki, których długo nie było. ;-) *Ja tam stęskniłem się za zakończeniem, ale co kto woli.*  Nie chciałam wam psuć klimatu opowiadania. ~*Mimo, iż go NIE BYŁO.*~ W ogóle...Jeśli chcecie je skrytykować, to błagam, doceńcie to, że mi NAPRAWDĘ w niektórych momentach (jak na przykład dziś, w dzień skończenia tego opowiadania [28.07.2014]) nie chciało mi się tego pisać *To na chuj pisałaś, idiotko? Pisanie ma być przyjemnością, a nie przymusem.*, chciałam je skrócić lub porzucić. ~*O popatrz, jak ja tę analizę, ale nie byłam w stanie zaprzepaścić tego czasu, który straciłam na analizę.*~ Mimo wszystko, napisałam je tak, jak chciałam. Więc, doceńcie moją pracę i przy krytyce – nie hejtujcie. ;-) *Spoko, my to gafno doszczętnie zanalizowaliśmy. :3*

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^    

______________________________________________  

 

CZĘŚĆ DRUGA.

*<Płacze>*

______________________________________________  

Zemsta 

~*Uuu, będzie gruuubo.*~   

Kilkanaście dni później, po upadku asteroidy, Grzegorzowi przypomniało się to, że miał się zemścić na Dawidzie za to, że pobił Andromedę. *A za to, że ją postrzelił to już nie?*  Nie wiedział on tylko, czy jego brat żył. Postanowił więc się tego dowiedzieć. Wysłał więc nic więcej nie mówiącego SMS-a:

„Mam nadzieję, że w końcu zdechłeś i nie będziesz nam truł życia."

~*HAHAHAHAHA! XDDDDD Tak, ten SMS nic więcej nie mówi. A poza tym, kto pisze takie wiadomości? I w ogóle, to telefonia komórkowa jeszcze działała po tym rozpierdolu?*~

Po czym wysłał. Paręnaście minut później od wysłania, usłyszał on dźwięk SMS-a. Włączył więc telefon. W tym momencie okazało się, że była to wiadomość od Dawida. *Który jakimś cudem przeżył.*  Grzegorz włączył więc ją, po czym przeczytał. W treści było:

„Nie zdechłem niedojdo. I będę wam truł życie, póki nie dobiję tej...hmm...jakby to delikatnie ująć...no kurde, w jej przypadku nie da się...no dobra...dopóki nie dobiję tego wrednego babska i ciebie."

W tym momencie, gdy Grzegorz przeczytał, jak on nazwał Andromedę, wkurzył się. ~*Jaki Yandere.*~ Jako iż wiedział, że Dawid często wychodził z domu, wziął jakąś metalową płytę, po czym wyszedł z domu i udał się pod dom Dawida. Gdy się tam znalazł, jako iż szedł od tyłu            *( ͡° ͜ʖ ͡°)*, ujrzał Dawida, który najwidoczniej nie zauważył, że ktoś nadchodził. Podszedł on po cichu do niego, po czym walnął go w głowę metalową płytą. Po chwili jego brat upadł nieprzytomny na ziemię.

 

W tym momencie, Grzegorz chwycił go za rękę i zaczął ciągnąć w kierunku swojego domu.                *( ͡° ͜ʖ ͡°)*  ~*Co jest nie tak z twym humorem?*~ *Ja już po prostu mam dość tego opka.* ~*Ale pomyśl sobie, że już więcej nie będziesz musiał go analizować.*~ Jednak, w połowie drogi, ujrzał on kątem oka, że Dawid zaczął powoli się budzić. Chłopak nie mógł do tego dopuścić. Puścił więc rękę Dawida, odwrócił się, po czym z całej siły ponownie uderzył go w głowę. Po chwili Dawid ponownie stracił przytomność, jednak teraz na dłużej. ~*Jak można tak traktować mego mensza?!*~

 

W tej chwili, Grzegorz ponownie chwycił go za rękę i dalej zaczął ciągnąć w kierunku domu. Po znalezieniu się tam, zawlókł swojego nieprzytomnego brata do piwnicy *( ͡° ͜ʖ ͡°)*  ~*...*~, po czym posadził go na krześle, a następnie przywiązał go do niego i zakleił mu usta taśmą klejącą, aby gdy ten się obudzi, nie mógł krzyczeć. Włączył również urządzenie, które gdy chłopak otworzy oczy będzie mu przytrzymywało powieki, aby nie mógł ich zamknąć podczas oglądania swojego „ulubionego" filmu, którego oglądaniem Grzegorz postanowił się na nim zemścić. ~*Czy już mogę iść się powiesić na kablu od Internetu?*~

 

Godzinę później, gdy Dawid obudził się, jako iż miał spuszczoną głowę, ujrzał, że był przywiązany do krzesła. Chciał krzyczeć, jednak w tym momencie poczuł, że miał czymś zaklejone usta. Wyprostował on więc głowę. W tym momencie poczuł, że coś przygniatało jego głowę do krzesła, a następnie zaczęło przytrzymywać powieki, aby ten nie mógł ich zamknąć. Po chwili zaś, Dawid ujrzał przed sobą Grzegorza, który widząc, że ten wreszcie odzyskał przytomność, powiedział:

- Myślisz, że przejdzie ci to pobicie mojej przyjaciółki? Jak tak, to się mylisz. *Ja bym tę idiotkę od razu zajebał, ale co kto woli.*  A teraz sobie oglądaj twój ulubiony film. Tak w akcie zemsty.

W tym momencie ekrany które były w pomieszczeniu przysunęły się wprost do Dawida. Po chwili pojawił się na nich Poradnik Uśmiechu, czyli jeden z tych filmów którego bał się Dawid. ~*Mogę iść się oficjalnie zajebać?*~ Nie mógł on nawet odwrócić głowy czy zamknąć oczu. Musiał to oglądać. Musiał przecierpieć dwa odcinki ~*A teraz KG się skończyłoooo! ;"-(*~ *To straszne. ;-;*  ~*To tragedia! Trzeba ogłosić żałobę narodową!*~ *...*  a później jeszcze posłuchać puszczonego od tyłu tissue.avi ~*Co wcale nie jest straszne.*~. Gdy już wszystko się skończyło, maszyna która przytrzymywała jego powieki wyłączyła się, przez co Dawid mógł normalnie zamykać oczy. Ekrany zaś odsunęły się. W tym momencie podszedł do niego, odkleił mu taśmę klejącą z ust, nachylił się *( ͡° ͜ʖ ͡°)*  ~*Z tobą też jest coś nie tak.*~ i spytał:

- I co? Miło ci?

- No...No...Nie... - Odpowiedział jeszcze przerażony Dawid.

- No i widzisz. Jak jeszcze raz coś zrobisz Andromedzie, to się gorzej na tobie zemszczę. – Rzekł Grzegorz.

Po tych słowach odwiązał go i wypuścił do domu. Sam zaś wrócił na piętro. Gdy tam był, opowiedział o wszystkim Andromedzie. Gdy skończył, dziewczyna rzekła:

- I dobrze zrobiłeś. Niech ma za swoje.

~*Mego mensza tak traktować...Skandal.*~

- No. Też tak uważam. – Powiedział chłopak.

Po tej rozmowie, zajęli się oni swoimi sprawami.

 

Od teraz, życie Grzegorza i Andromedy znów zaczęło wyglądać... 

*Jak wyglądać?*

~*Nie wiem. A jak skutecznie jabłko? Jak zrobić z papieru?*~

*...*   

______________________________________________    

O cholera...Przebrnęliśmy przez to! Udało się! Me najdłuższe ze starych opek zanalizowane! Jezu Chryste! O.O Jednak, teraz czas na małą analizę od nas:

~*Wkurwiała mnie najbardziej długość oraz nudność tego opowiadania. No, bo na serio, nie działo się tutaj nic, podkreślam NIC ciekawego. Akcja była właściwie ciągle powtarzana i widać było, że szczególnie końcowe rozdziały tych pomyj były pisane na siłę. Na dodatek, ciągnęło się to jak jebany tasiemiec. Meh.*~

*Mnie denerwowały nierealistyczne sytuacje. No, bo serio, jakim cudem Andromeda przeżyła bez niczego ponad pięć tysięcy metrów pod wodą? Albo jak Daniel wytrwał dwadzieścia metrów pod ziemią? No serio, w opowiadaniach powinien być też realizm, aby potem nie wychodziło takie gówno!*

Wspólnie: Ale po porządnej edycji, opko mogłoby być fajne!

______________________________________________    

*To co? Wypuścisz mnie teraz?*

~*Czekaj.

<Woła>

REED! ZWIĄZAŁAM SEBASTIANA!!! MOŻESZ GO TULIĆ!

<Z korytarza słychać zbliżające się krzyki.>

Reed: OMG, SEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEBA!

<Po chwili wbiega do pokoju i zaczyna go tulić.>

:3*~

*;_; Ty zła kobieto. Już nigdy więcej nic z tobą nie zanalizuję.*

~*Zobaczymy :3*~

______________________________________________  

Wkrótce: "Pierwotne nie znaczy dobre, czyli  "Sąsiedzi - 2036"."

______________________________________________    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powiedz co sądzisz o analizie, zacznij dyskusję lub po prostu zadaj pytanie. ^.^