*Z korytarza słychać męskie krzyki, a
następnie dźwięk ciągnięcia kogoś po podłodze. Po paru minutach, słychać dźwięk
przykuwania łańcuchami do krzesła.*
Oceniają:
~* - Ja
* - Brother Blood
To opowiadanie miało zawierać wiele
zajebistych przygód i zwrotów akcji, a wyszło to, co zwykle, czyli gówno. Na dodatek
gówno na powtarzalny temat, bo znowu będzie mowa o Miejscach Przeznaczenia. Na
szczęście, Brother Blood, jako jedyny, zgodził się ze mną to analizować.
*Ta...Zgodziłem...Przykułaś mnie
dwiema warstwami łańcuchów, przez które nie mogę się teleportować, do krzesła w
pomieszczeniu z laserami, biurkiem i laptopem. -.-*
~*Cicho. Psujesz wszystko.*~
______________________________________________
Prolog
Jednego razu, na świecie, żyli Grzegorz i Andromeda. Byli oni najlepszymi przyjaciółmi i nadal bardzo się lubili. ~*W końcu byli najlepszymi przyjaciółmi, czyż nie?*~ Mieli również takie samo marzenie. Chcieli zniszczyć świat. *Warum nicht?* Niestety, nie udawało się to, gdyż przeszkadzali im w tym ich wrogowie. Życie dwojga płynęło codziennie tak samo. Jednak, któregoś dnia, parę miesięcy przed 13 kwietnia 2036 roku ~*Dla zielonych: Kolejna, większa data końca świata.*~, Grzegorz, przeszukując Internet, trafił na stronę, gdzie napisane było, że aby zniszczyć świat za pomocą asteroidy Apophis ~*Która wtedy ma pierdolnąć.*~, najpierw należy
zniszczyć 70 Miejsc Przeznaczenia.*
*
~*<Pociesza>*~
- AŻ 70?! Po za tym, co roku tak
mówisz, co roku próbujemy je zniszczyć a i tak wychodzi to samo co zwykle,
czyli nic. - Rzekła dziewczyna. *Ale teraz, znając aŁtoreczkę,
wam się uda.*
- Tak, aż 70. Też uważam, że to za
dużo, ale jak mus to mus. A poza tym, tym ~*Tym tym motherfucker*~ razem
na pewno się uda. - Rzekł chłopak.
- Możemy spróbować, ale ostatni raz.
Tylko jak my zniszczymy te Miejsca? - Spytała
- Normalnie. Mamy przecież helikoptery
i maszyny do niszczenia 3/4 terenu. ~*AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
POWTARZANIE ZDAŃ W KAŻDYM ROZDZIALE ALERT!!!*~ *...* Musimy
się tylko jakoś podzielić. Ty zniszczysz od 1 - 35 Miejsca Przeznaczenia, a ja
od 36 - 70. Gdy skończysz niszczyć, czekaj na mnie w domu. - Odpowiedział
- Ale jak JA je zniszczę?! Przecież
nie umiem kierować helikopterem! - Krzyknęła *Mogę cię
teleportować.*
- Wynajmę jakiegoś pilota i po
sprawie. - Powiedział ~*Bo jam jest burżuj.*~
Po tej rozmowie połączenie zakończyło
się. Andromeda ruszyła więc dalej w drogę powrotną. *Zara. To ona
już wracała do ich zadupiodomu?* Po paru minutach, dostała
jednak SMS-a. Kiedy włączyła telefon i sprawdziła od kogo on był, okazało się,
że był on od Grzegorza. Dziewczyna włączyła więc go i sprawdziła o czym był.
Okazało się, że była to lista Miejsc do zniszczenia. Jako pierwsze przypadła
Grenlandia. *Oł jea! Nierealistyczne sytuacje!* Andromedzie
aż zimno się zrobiło, gdy to przeczytała. Mimo wszystko, skopiowała listę do
notatnika i wyłączyła telefon, po czym, jako iż była pod domem ~*Kolejna
z mocami teleportacji.*~, weszła do niego. Gdy tam była, ujrzała Grzegorza,
który rozmawiał przez telefon. Najprawdopodobniej wynajmował pilota. *Co
za szybka konkluzja.* Andromeda, nie chcąc przeszkadzać,
poszła do siebie do pokoju i zaczęła pakować potrzebne rzeczy. *(
͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Błagam...*~ *( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~ *No co? xD* W
połowie, usłyszała jednak otwierające się drzwi. Odwróciła się ona. Gdy to
zrobiła, ujrzała Grzegorza, który powiedział:
- O, już się pakujesz. To dobrze.
Właśnie wynająłem pilota twojego helikoptera. Z rozmowy z nim można
wywnioskować, że nie jest taki jak poprzedni piloci, czyli nie jest chamski i
pusty. Po rozmowie z twoim nowym pilotem wnioskuje, że jest inteligentnym
człowiekiem, więc nie będziesz musiała się z nim męczyć jak z innymi. ~*O
kurwa...W rozdziale pierwszym będą hipernierealistyczne sytuacje już od
początku. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!*~ *.....................................................................................
<- Kropki rozpaczy.*
- Tym lepiej...Nie będę tak cierpieć. - Rzekła dziewczyna.
Po tej rozmowie, pogadali sobie
jeszcze trochę *Bo po co pisać, o czym gadali.*, po
czym Grzegorz wyszedł się pakować.
Następnego dnia, wyruszyli oni aby zniszczyć Miejsca...
~*DUN DUN
DUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUN!*~
______________________________________________
Rozdział I –
Poznanie, pierwsze Miejsce Przeznaczenia i pierwsze wykończenie.
*Zapowiada się
ciekawie.*
~*Ale uwierz mi,
nierealistyczna sytuacja, której tu doświadczysz, spowoduje że jebniesz ze
śmiechu. xDD*~
*Już nie mogę się
doczekać, w takim razie.*
Następnego dnia, gdy Andromeda weszła
do helikoptera, podeszła do jednej z klap i otworzyła ją. Po zrobieniu tego,
umieściła tam swój sprzęt, a następnie zamknęła drzwiczki. *Jaki
zajebisty początek...* Po wykonaniu tego, usiadła na zwykłym
siedzeniu i zapięła pasy. Chwilę później, helikopter ruszył.
W czasie drogi ~*GDZIE JEST
PRZECINEK?!*~ przez parę chwil wszystko było normalne. Po tych paru
chwilach jednak, Andromeda usłyszała kroki. Domyśliła się, że był to pilot,
gdyż oprócz niej i niego nie było tam nikogo. *(
͡° ͜ʖ ͡°)*
~*
*~
Mimo wszystko, gdy kroki ucichły,
dziewczyna odwróciła się, aby zobaczyć jak on, jej nowy pilot wyglądał.
Był on wysoki oraz szczupły. Miał
krótkie, blond włosy. Widać było, że miał różnobarwność tęczówek oka. Jedno
jego oko było koloru niebieskozielonego, zaś drugie miało kolor bursztynowy.
Jego nos był średniej wielkości. Usta miał małe. ~*A zdania pojedyncze
być fajne. Serio, dziś czytałam na polskim fragment "Pamiętnika z
powstania warszawskiego" czy jakoś tak i tam były prawie same
zdania pojedyncze, więc dziś mnie to osobiście wkurwia.*~ Jego bluzka
była koloru zielonego i miała napis „Destiny". Spodnie które miał na sobie
były koloru brązowego oraz były przytrzymywane paskiem koloru czarnego. Na jego
nogach były czarne Vansy. *No oczywiście.*
Po chwili chłopak spytał: ~*UWAGA!
Zaraz będzie sytuacja, która was rozpierdoli na łopatki!*~
- Jak się nazywasz? Opowiedz mi coś o sobie.
- Nazywam się Andromeda Schwarz. Mam
20 lat. Od dziecka interesuję się pisarstwem i malarstwem. Mam wiele marzeń, a
jednym z nich jest zniszczenie świata. Jest to spowodowane tym, że nie mogę,
naturalnie oprócz Grzegorza, znaleźć nikogo dobrego. Moi rodzice mnie
nienawidzili i w wieku 15 lat wyrzucili mnie na bruk.
*
*
Przez rok błądziłam po mieście. W
wieku 16 lat odnalazł mnie mój przyjaciel *To ile on ma quorwa
lat?* ~*<Sprawdza> Dwadzieścia dwa.*~
*
*
i przygarnął mnie, dając mi dom i opiekę.
Mimo wszystko jestem pozytywnie nastawiona do świata i mam duże poczucie
humoru. We wszystkim potrafię znaleźć dobre strony. Jestem delikatna, ale jeśli
trzeba, potrafię postawić na swoim oraz umiem być silna. Moimi zaletami jest
to, że jestem bezinteresowna, miła dla przyjaciół oraz sprawiedliwa. Mimo to,
mam wady. Są nimi to, że jestem gadatliwa, upierdliwa, niecierpliwa ~*głupia*~ i
wredna. Mam kompleksy z powodu swojego wzrostu. Nie chcę jednak mówić dlaczego,
gdyż denerwuję się, gdy nawet o tym pomyślę. Boję się samotności i tego, że
kiedyś zostanę bez Grzegorza na zawsze. – Opowiedziała
- Ja nazywam się Daniel Schreiber. Mam
21 lat. Od dzieciństwa interesuję się helikopterami. *No a czymże
innym...* Mam niewiele marzeń, z czego niektóre z nich zostały
już spełnione. Nie mam przyjaciół, gdyż osoby którymi byłem otoczony są ~*Zmiana
czasu i już wiemy, jak chujowe będzie to opko.*~ albo gimbusami, albo
ich inteligencja delikatnie rzecz ujmując sięga poziomu zwiędłej paprotki,
przez co nie mogę z nimi normalnie porozmawiać. *A ty to jakiś
wielce inteligentny jesteś?* Jestem typem człowieka
realistycznie nastawionym do otaczającego mnie świata. Mówią mi, że mam
ponadprzeciętne poczucie humoru, które rozumieją tylko osoby
inteligentne. *...* Moimi zaletami jest to, że
jestem, jak mi mówią, inteligentny, miły, pomocny, wierny ~*głupi*~ i
uczciwy. Wadami mymi jest zaś to, że jestem gadatliwy, zdarza się, że jestem
niesprawiedliwy oraz jest upierdliwy. Mam kompleksy z powodu swojej
różnobarwności tęczówek oka, którą pewnie zauważyłaś, bo naśmiewano się ze mnie
z tego powodu. Boję się powodzi i innych katastrof naturalnych. – Rzekł
*Uwaga...
xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Kto normalny opowiada całą swoją historię dopiero co poznanej osobie?
xDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*
~*Mówiłam, że ta sytuacja cię
rozjebie? xD*~
Po poznaniu się, porozmawiali oni na
różne interesujące ich tematy. Na temat społeczeństwa, dzisiejszej młodzieży,
Internetu, nałogów, muzyki, tolerancji, religii, rasizmu i wiele innych. Gdy
skończyli, Andromeda powiedziała:
- Daniel...Ty jesteś bardzo ~*głupi*~ inteligentny!
Przyjemnie mi się z tobą rozmawia! Nie jesteś taki sam jak inni piloci mojego
helikoptera, czyli nie jesteś chamski i pusty! Grzegorz miał rację!
W tym momencie chłopak zaśmiał się, po
czym powiedział:
- Oj, dziękuję za komplement! Nie
wiedziałem, że kiedyś ktoś mnie doceni.
Jednak, w tym momencie oboje poczuli,
że helikopter ląduje. *Od tak, bez interwencji pilota. Warum
nicht? A poza tym, tak szybko?* W tym momencie,
dziewczyna odpięła pasy i wstała z siedzenia. Po zrobieniu tego, podeszła do
odpowiedniej klapy, otworzyła drzwiczki i wyjęła swój sprzęt. Następnie
zamknęła ją i wyszła z helikoptera. Po znalezieniu się na zewnątrz, poczuła ona
ogromny chłód ~*No ciekawe czemu...*~, gdyż była ona w krótkim
rękawku, a znajdowała się niedaleko Grenlandii. *Miałaś rację.
Ona jest idiotką.* Mimo wszystko, przywitała się z załogą
statku, którym miała płynąć na kraniec świata ~*I o którym mowy nie
było wcześniej...*~ a następnie zeszła pod pokład, gdyż z zimna nie
czuła już dłoni. *I mózgu.* Po znalezieniu się
pod pokładem, odłożyła swój sprzęt na półkę i zaczęła czekać na moment
dopłynięcia.
Na początku wszystko było normalne.
Niestety, w połowie drogi rozpętał się sztorm. Wywracał on statkiem na prawo i
lewo, przez co Andromeda latała z jednej na drugą stronę statku. Na dodatek
cierpiała z bólu, gdyż jej sprzęt spadał w najdelikatniejsze części jej
ciała *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Błagam...Ogarnij się. -_-*~, co bardzo
bolało dziewczynę. *UMRZYJ* ~*Przecież to
główna bohaterka, a to jest pierwszy rozdział...*~ *;"""-(* Po
parunastu minutach jednak, statek zaczął się topić. Andromeda próbowała, wraz
ze swoim sprzętem wypłynąć, z zalanego już wodą pomieszczenia, niestety drzwi
były szczelnie zamknięte. *JEST!* Gdy zaś
zaczęła ona powoli tracić przytomność z powodu braku powietrza, udało jej się
wypłynąć z pomieszczenia.
*
*
Teraz zaczęła ona płynąć na
powierzchnię. Kilkanaście minut później, gdy zaczęła być pozbawiana
przytomności z powodu braku powietrza *Mimo iż powinna dawno
zemdleć i umrzyć.* ~*To Mary Sue.*~, udało jej się
wynurzyć. Odetchnęła ona, po czym, mimo iż miała już tylko resztki sił, wyszła
na ląd i ostatkami sił udała się na środek lądu.
Po znalezieniu się tam, ustawiła swój
sprzęt i włączyła go. ~*Jebać to, że zamarzała.*~ Gdy to
zrobiła, resztkami sił odbiegła na bezpieczną odległość. Po chwili dało się
słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *Wyczuwam zdanie, które
będzie powtarzane do porzygu.* W tym momencie, jako iż
dziewczyna nie miała żadnej drogi ucieczki z Grenlandii, wyjęła swój telefon i
włączyła go, po czym wybrała numer Daniela ~*Który pojawił się w jej
telefonie z dupy.*~ i zadzwoniła. Chwilę później, w słuchawce dało się
słyszeć głos pilota helikoptera Andromedy, który mówił:
- Tak Andromedo? Coś się stało?
- S-słuchaj...M-musi t-tu j-jakoś
p-przylecieć...N-niedawno r-rozpętał s-się sz-sztorm i-i c-cała z-załoga
s-statku u-utonęła...P-przeżyłam t-tylko j-ja *Bo jestem Mary
Sue.* i-i n-nie m-mam j-jak s-stąd u-uciec... - Powiedziała
drżącym głosem dziewczyna. ~*Wkurwia mnie to, jak ten dialog został
napisany.*~ *Nie tylko ciebie.*
- No dobrze, postaram się. – Rzekł
chłopak. *Mój ty bohaterze.*
W tym momencie połączenie zakończyło
się. Andromeda, cała trzęsąca się z zimna, bez sił, usiadła pod sprzętem i
włączyła notatnik w telefonie *MIMO IŻ ZAMARZAŁA!!!*,
aby sprawdzić, gdzie teraz musi ~*Znowu zmiana czasu.*~ się
udać. Po chwili na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 2 -
Środek Sahary."
„Serio? Przecież taka nagła zmiana
klimatów nie jest dobra." – Pomyślała ~*You Don't Say...*~
Po paru minutach, poczuła mocny wiatr.
Gdy uniosła głowę, ujrzała helikopter, z którego wysuwają ~*KURWA!*~ się
drabinki. Dziewczyna od razu podniosła swój sprzęt i ledwo dostała się do
środka. Po znalezieniu się tam, Daniel, który zauważył, że dziewczyna
trzęsie ~*NO JA PIERDOLĘ!!!*~ się z zimna, ledwo stoi *Lepiej
nie komentować zmian czasu, bo to tutaj norma.* na nogach z
powodu braku sił i zmarznięcia, podszedł do niej, wziął od niej jej sprzęt i
postawił go gdzieś z boku, po czym, widząc, iż dziewczyna nigdzie nie dojdzie,
a prędzej się przewróci, podniósł ją i zaniósł na siedzenie na którym zwykle
siedziała, szczelnie okrył ją kocem i zapiął jej pasy. Po zrobieniu tego,
poszedł zrobić jej herbatę ~*W jebanym helikopterze.*~, a gdy ta
się robiła, odłożył sprzęt dziewczyny do odpowiedniej klapy. Paręnaście minut
później, gdy herbata była gotowa, chłopak wlał ją do kubka i podszedł z nim do
Andromedy, po czym jej podał. Gdy to zrobił, dziewczyna rzekła:
- Dziękuję za to, co dla mnie
zrobiłeś...Gdy moim helikopterem pilotowali inni piloci, gdy była misja
zniszczenia Miejsca na Grenlandii, musiałam sobie radzić sama oraz, co gorsza,
sama dopływać do helikoptera...
- Oj nie ma za co...To dla twojego
dobra. *Tak naprawdę dla hajsu.* Poza tym, teraz
już nie będziesz musiała tak samo cierpieć jak wcześniej. Ja zawsze ci
pomogę... *Bo wiesz. Hajs się musi zgadzać.* -
Powiedział Daniel.
- Dziękuję, że tak mówisz... -
Powiedziała
- Oj, nie musisz dziękować. To tylko
prawda jest. *A tak na serio, hajs.* W ogóle to
gdzie teraz musimy lecieć? – Spytał
~*- Do Zadupia Górnego. -
Odpowiedziała Andromeda.*~
- Na środek Sahary. ~*Zgadłam*~ Tam
jest drugie Miejsce Przeznaczenia. – Odpowiedziała
- Serio? Przecież taka zmiana i to
nagła klimatów, może źle na ciebie wpłynąć. – Odparł Daniel. *Drugi
Captain Obvious.*
- No właśnie wiem...Ale jeśli chcę
zniszczyć wszystkie 35 Miejsc Przeznaczenia, bo się podzieliliśmy z Grzegorzem
i ja niszczę 1 – 35 Miejsca, a on od 36 – 70, a gdy ja skończę mam na niego
czekać w domu, muszę zaryzykować. – Rzekła Andromeda.
- No nic...Jak coś, to i tak cię
uratuję... *No, bo hajsik.* - Powiedział
- Dziękuję... - Rzekła
- Oj, to tylko dla twojego
dobra... ~*Przestań kłamać.*~ Nie musisz dziękować. – Odparł
Po tej rozmowie, Daniel poszedł do
kabiny pilota, a Andromeda, pijąc herbatę, zaczęła czekać na moment dotarcia do
Sahary...
______________________________________________
Rozdział II –
Pierwsze omdlenie i pierwszy *hajs* ratunek Daniela.
Jednak, w czasie lotu na Saharę,
Andromeda, ze zmęczenia poczuła się senna. ~*A niby z jakiego innego
powodu mogłaby poczuć się senna?*~ Położyła się więc na siedzeniu i po
chwili leżenia, usnęła. Spało jej się naprawdę dobrze. Możliwe, że to też
dlatego, że w nocy dnia poprzedniego, źle jej się spało. *Mimo,
iż nie było o tym wzmianki.* Jednak, jakieś dwie godziny
później, mimo iż spała mocnym snem, usłyszała cichy, spokojny głos Daniela,
który mógł znaczyć, że chłopak chce ją obudzić, ale jednocześnie nie chce jej
wystraszyć. Mówił on:
- Andromedo...Andromedo...Obudź się... ~*Neta
za darmo dają...I kosy z CS:GO też...*~
W tym momencie dziewczyna otworzyła
oczy. Gdy to zrobiła, rzeczywiście ujrzała koło siebie pilota jej helikoptera.
Oczywiście spytała go:
- Daniel? Co się stało, że mnie
budzisz?
*- A jak myślisz, idiotko? -
Odpowiedział kulturalnie Daniel.*
- Dolatujemy już do Sahary...Musiałem
cię więc obudzić, mimo iż bardzo nie chciałem przeszkadzać ci w spaniu. ~*To
było ją zabić. Wtedy spałaby wiecznie.*~ – Odpowiedział chłopak.
Po chwili zaś, helikopter wylądował
niedaleko Sahary. Po zatrzymaniu się, Andromeda odpięła pasy i niechętnie
wstała z siedzenia. Kiedy to zrobiła, podeszła do odpowiedniej klapy i
otworzyła ją. Kiedy to zrobiła, wyjęła z niej swój sprzęt, zamknęła drzwiczki i
wyszła na zewnątrz. ~*Wyczuwam kolejny trend.*~
Gdy była już poza helikopterem,
ruszyła ona w kierunku środka pustyni. Niestety, w połowie drogi, dziewczynie
zrobiło się słabo. *UMRZYJ* Domyślała się, że
to z gorąca. ~*Ta oczywistość zaczyna mnie wkurwiać.*~ *Nie
tylko ciebie.* Z każdą chwilą czuła się coraz gorzej. Miała
uczucie, że zaraz zemdleje. Mimo wszystko nie mogła się poddać. Chciała zniszczyć
świat, a aby tego dokonać, musiała zmieść z powierzchni Ziemi, tą część Miejsc
Przeznaczenia, która została jej powierzona. Paręnaście minut później, gdy z
gorąca dziewczynie ciężej się oddychało i czuła, że jest bliska omdlenia,
dotarła na środek Sahary. *:-(* Po znalezieniu
się tam, ustawiła w odpowiednim miejscu swój sprzęt, a następnie nacisnęła
odpowiedni przycisk i odbiegła na odpowiednią odległość. Parę minut później
dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *<Rozpacza>
Jednak te zdania będą powtarzane.
*
W tym momencie, Andromeda która była
już bardzo słaba, wzięła swój sprzęt i ruszyła w drogę powrotną.
Niestety. *To zdanie pojedyncze jest już przesadą.* W
połowie drogi, zrobiło jej się tak słabo, że zemdlała...
Godzinę później, Daniel zaczynał się
niepokoić. ~*Boże, co za debil.*~ Andromeda nie wracała już od
60 ~*AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
LICZEBNIK NIE NAPISANY SŁOWNIE!!! *Umiera**~ *... <-
Kropki facepalmu.* minut. Chłopak wyszedł więc z helikoptera i
ruszył na poszukiwania dziewczyny. Udał się tą samą trasą, co ona. W połowie
drogi, dostrzegł nieprzytomną dziewczynę leżącą na piasku. Od razu podbiegł on
do niej, po czym zaczął starać się ją w jakiś sposób obudzić. Niestety, nie
przynosiło to skutku. Dalej była nieprzytomna. Podniósł więc on ją z ziemi i
zaniósł do helikoptera. Gdy tam się znalazł, położył dziewczynę na siedzeniu, a
jej sprzęt schował do odpowiedniej klapy. Po zrobieniu tego, usiadł koło niej i
zaczął czekać, aż się obudzi.
Paręnaście minut później, usłyszał on
dźwięk swojego telefonu. Od razu sprawdził, kto do niego dzwonił. Okazało się,
że był to Grzegorz. Chłopak od razu odebrał telefon. Po chwili w słuchawce dało
się słyszeć głos Grzegorza, który mówił:
~*- Seven days...*~
- Przepraszam, że tak nagle dzwonię,
ale wiesz może, co dzieje się z Andromedą? Próbuję do niej zadzwonić od jakieś
godziny i nie odbiera ona. Mógłbyś podać jej telefon?
- Wiesz...Nie jest to odpowiedni
moment. – Odpowiedział Daniel.
- Dlaczego? – Spytał Grzegorz.
- No, bo Andromeda....Hmm...Jakby to
ująć...Jest nieprzytomna. – Rzekł Daniel.
*( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)*
~*Wyjdź*~
*Z wielką chęcią, ale przypominam, że
przykułaś mnie do krzesła dwiema warstwami łańcuchów, przez które nie mogę się
teleportować.*
~*Spoko. Za sześćdziesiąt
dziewięć... *( ͡° ͜ʖ ͡°)* nie wcinaj mnie się w kwestię! *( ͡° ͜ʖ ͡°)* SEBA!!! *Przestań tak mnie
nazywać!* To ty nie wcinaj się w moje kwestie! W każdym razie, za
sześćdziesiąt dziewięć rozdziałów i jednego one-shot, który jest drugą częścią,
cię puszczę.*~
*TO GÓWNO MA DRUGĄ CZĘŚĆ?!*
~*Tak*~
*<Rozpacza>*
- CO?! DLACZEGO?! – Krzyknął chłopak.
- No po prostu...Drugie Miejsce
Przeznaczenia było na Saharze, a pierwsze na Grenlandii, więc to pewnie przez
nagłą zmianę klimatu. – Odpowiedział pilot.
- Biedactwo...No nic...Proszę jej
powiedzieć, gdy się obudzi, aby oddzwoniła. ~*Bo jak nie, to ją
zajebię.*~ – Powiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie, połączenie zakończyło
się...
Kolejną godzinę później, Andromeda
obudziła się. Gdy otworzyła oczy, ujrzała nad sobą Daniela, który widząc, że
dziewczyna się budzi, powiedział:
- Andromedo...Nareszcie się
budzisz...Powiedz mi...Czy zemdlałaś przez to, że zrobiło ci się słabo przez tą
nagłą zmianę klimatu?
*.................................................................................
<- Kropki żenady.*
- Tak...To przez to... - Odpowiedziała
jeszcze słabym głosem dziewczyna.
- Biedactwo...No, ale dzwonił do mnie
Grzegorz i kazał ci powiedzieć, abyś do niego oddzwoniła~*, bo jak nie, to
cię zajebie.*~. A w ogóle, to gdzie mam cię teraz zabrać? – Rzekł
W tym momencie dziewczyna wyjęła ze
swojej kieszeni telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego, otworzyła notatnik i
sprawdziła Miejsce. Na ekraniku było napisane:
„Miejsce Przeznaczenia 3 - Republika
Zielonego Przylądka, Początek Boa *Windows* Vista."
- Teraz...Teraz musimy lecieć do...do
Republiki Zielonego Przylądka...Miejsce...Miejsce Przeznaczenia jest na...na
początku Boa *Windows* Vista... - Odpowiedziała
Po tej rozmowie, chłopak poszedł do
kabiny pilota, a dziewczyna weszła w nieodebrane połączenia. Ujrzała tam 60
nieodebranych połączeń od Grzegorza, co mogło znaczyć, że dzwonił do niej co
minutę. ~*No co ty nie powiesz...*~ Od raz oddzwoniła ona. Po
chwili w słuchawce dało się słyszeć głos jej przyjaciela, który powiedział:
- Andromedo...Nareszcie się
obudziłaś...Chciałem się po prostu spytać, czy wszystko u ciebie w porządku...
~*- No jest po prostu wyśmienicie. -
Odpowiedziała (G)Andzia.*~
- T-tak... – Odpowiedziała dziewczyna
słabym głosem.
- Słabo ci jeszcze? Masz jakiś taki
słaby głos... - Spytał *<Facepalm>*
- Jeszcze...jeszcze tak... -
Odpowiedziała
- Biedactwo moje...No, ale nic...Bądź
silna... - Powiedział
Po tej rozmowie, połączenie zakończyło
się. Gdy nastała już cisza, Andromeda zaczęła rozmyślać, jak poradzi sobie z
kolejnym Miejscem Przeznaczenia, gdy jest jej jeszcze słabo...
______________________________________________
Rozdział III –
Zbyt szybki*(e) pierdolnięcie* wybuch.
Kiedy zaś dolecieli oni do Republiki
Zielonego Przylądka, Daniel wyszedł, aby sprawdzić jak ma się Andromeda. ~*No
po prostu ma się wyśmienicie.*~ Kiedy wyszedł, dziewczyna zauważyła
go. Widząc go, spytała słabym głosem:
- Daniel...Co...Co ja mam
zrobić... *Zabić się.* Tak mi...Tak mi
słabo...Nie...Nie wiem, jak...jak zniszczyć to Miejsce...
- Nie martw się. Jak jest ci słabo, to
ja mogę zniszczyć to Miejsce za ciebie. – Rzekł Daniel.
- N-Naprawdę? – Spytała zdziwiona taką
reakcją dziewczyna.
- Naprawdę. – Potwierdził chłopak.
- Dziękuję... - Rzekła
- Oj, nie ma za co...To dla twojego
dobra... - Powiedział
~*- A tak naprawdę, to dla hajsu. -
Dodał pod nosem.*~
Po tej rozmowie, podszedł on do
odpowiedniej klapy i otworzył ją. Gdy to zrobił, wyjął sprzęt i zamknął drzwiczki.
Gdy to wykonał, wyszedł na zewnątrz. *Wiedziałem, że to również
będzie powtarzane.*
Jako, iż helikopter zatrzymał się
niedaleko Boa ~*Windows*~ Vista, chłopak miał skróconą drogę.
Podszedł więc on do odpowiedniego miejsca i ustawił w nim sprzęt Andromedy. Po
wykonaniu tego, nacisnął odpowiedni przycisk. Niestety. *Znowu
przesadzone zdanie pojedyncze. No ja jebe.* ~*"*~Przypadkowo~*"*~ nacisnął
również przycisk odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie maszyny. Przez
to, od razu dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *To
powtarzanie zdań jest wkurwiające.* Odepchnął on również
Daniela, który nie zdążył uciec. Odepchnęło to z ogromną siłą chłopaka na
helikopter. Po uderzeniu, chłopak aż syknął z bólu. Mimo wszystko, podniósł
się ~*...*~, wziął sprzęt i wszedł do helikoptera.
Po znalezieniu się tam, ujrzał, że
Andromeda spała. Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że ta nie żyje *CO
XDDDD* ~*Byłam dziwnym dzieckiem... ;___;*~ *A
to teraz nie jesteś dziwna? :O* ~*A chcesz wpierdol?*~ *;_;*,
jednak w pewnym momencie zauważył, że dziewczyna się poruszyła. Chłopak,
uspokojony już, podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Gdy to zrobił,
włożył tam sprzęt dziewczyny i zamknął drzwiczki. Później wziął on telefon
Andromedy, który leżał koło dziewczyny i włączył go, po czym przewinął listę
Miejsc Przeznaczenia do czwartego Miejsca. W tym momencie ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 4 -
Dakar, środek Lac Retba."
„Toż to jest jezioro! ~*Ooo...Umiałam
korzystać z Google.*~ Jak ja, lub Andromeda, jeśli będzie się dobrze
czuła mam, lub ma je zniszczyć? *Na pewno coś wymyślicie. W końcu
jesteście Mary Sue i Gary Stu.* No nic. Zastanowię się nad tym
w czasie lotu." – Pomyślał pilot po przeczytaniu tego.
Chwilę później wyłączył on telefon
Andromedy ~*Ówcześnie przeglądając jej SMS-y z Grzegorzem.*~ *(
͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~, a następnie odłożył go na odpowiednie miejsce, po czym
udał się do kabiny pilota, usiadł na siedzeniu, zapiął pasy i ruszył w drogę ku
Dakarowi... *Wyczuwam kolejny zdaniowy trend.*
______________________________________________
Rozdział IV –
Niszczenie z powietrza.
~*Lubię te
rozdziały, bo one są najczęściej krótkie.*~
W czasie lotu, Daniel wpadł na pomysł,
w jaki sposób można by zniszczyć to Miejsce Przeznaczenia. Przyszło mu na myśl,
żeby na miejscu drabinek przyczepić sprzęt Andromedy *Standard*,
a następnie z powietrza zniszczyć Miejsce. Oczywiście, gdy doleciał on nad
środek Lac Retba, włączył autopilota, po czym wyszedł z kabiny pilota i
podszedł do już rozbudzonej Andromedy, po czym spytał:
~*- Chcesz wpierdol?*~
- I jak? Lepiej się już czujesz?
~*Meh. Moja linia dialogowa brzmiałaby
lepiej.*~
*Ty wiesz, że sama pisałaś to opko?*
~*Wiem i żałuję, że nie pisałam go
dziś. :<*~
- Nie...Ciągle jest mi słabo... -
Odpowiedziała dziewczyna.
- To nie problem. Ja mogę zniszczyć to
Miejsce za ciebie. – Odparł pilot.
- Naprawdę? Zrobiłbyś to po raz drugi
dla mnie? – Spytała zaskoczona Andromeda.
- No pewnie. Jeśli to cię
uszczęśliwia, to zrobię to dla ciebie. – Rzekł.*, po czym dodał:
- A tak na serio, to chodzi mi o
hajs.*
W tym momencie dziewczyna uśmiechnęła
się do niego. Daniel pierwszy raz widział ją uśmiechniętą. Od razu milej mu się
zrobiło.
Chwilę później, podszedł on do
odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po zrobieniu tego, wyjął z niej sprzęt, a
następnie zamknął drzwiczki. ~*Pisałam to, aby wydłużyć rozdziały, jak
cuś.*~ Gdy to zrobił, zszedł pod pokład, a następnie odczepił od
uchwytów drabinki i położył je na bok, a do uchwytów przyczepił sprzęt
Andromedy. Gdy to zrobił, wrócił na pokład i poszedł do kabiny pilota. Tam, za
pomocą odpowiedniej dźwigni ustawił sprzęt po czym ustawił jego pełną moc i
wystrzelił. W tym momencie dało się zobaczyć słup wody, który wzbił się w
powietrze, a następnie opadł. Pod wodą zaś ¾ terenu zostało zniszczone. ~*Jak?
Chuj go tam wie. A poza tym, jaka zajebiiista akcja...*~
Po zniszczeniu Miejsca, Daniel za
pomocą odpowiedniego przycisku wsunął maszynę do środka a następnie wyszedł z
kabiny pilota i zszedł pod pokład. Gdy tam był, odczepił sprzęt od uchwytów i
przyczepił do nich drabinki. Gdy to zrobił, wrócił na pokład, podszedł do
odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po zrobieniu tego, włożył tam maszynę
Andromedy i zamknął drzwiczki. *Ta zajebista akcja normalnie mnie
rozpierdala... <Ziew>*
Gdy już to wykonał, podszedł do
dziewczyny i spytał:
- I? Gdzie teraz musimy lecieć?
W tym momencie dziewczyna wzięła swój
telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego, weszła do notatnika. Po chwili na
ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 5 – Rosja ~*ROSJA!
:3*~ *<Facepalm>*, Moskwa, środek Teatru
Bolszoj."
- Teraz musimy lecieć do stolicy
Rosji, czyli do Moskwy. Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest na środku Teatru
Bolszoj. – Rzekła
W tym momencie, Daniel poszedł do
kabiny pilota, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Po chwili zaś ruszył w dalszą
drogę...
______________________________________________
Rozdział V –
Pierwsze spotkanie z wrogami.
~*Uuu...Będzie
gruuubo.*~
Kilkanaście godzin później, gdy
helikopter wylądował w Moskwie, niedaleko Teatru Bolszoj, Daniel wyszedł z
kabiny pilota, podszedł do Andromedy i spytał:
*- ( ͡° ͜ʖ ͡°)?*
~*
............................................________
....................................,.-'"...................''~.,
.............................,.-"..................................."-.,
.........................,/...............................................":,
.....................,?......................................................,
.................../...........................................................,}
................./......................................................,:'^'..}
.............../...................................................,:"........./
..............?.....__.........................................:'.........../
............./__.(....."~-,_..............................,:'........../
.........../(_...."~,_........"~,_....................,:'........_/
..........{.._$;_......"=,_......."-,_.......,.-~-,},.~";/....}
...........((.....*~_......."=-._......";,,./'..../"............../
...,,,___.'~,......"~.,....................'.....}............../
............(....'=-,,.......'........................(......;_,,-"
............/.'~,......'-...................................../
.............'~.*-,.....................................|,./.....,__
,,_..........}.>-._...................................|..............'=~-,
.....'=~-,__......',.................................
...................'=~-,,.,...............................
................................':,,...........................'..............__
.....................................'=-,...................,%'>--==''
........................................_..........._,-%.......'
...................................,
*~
- Lepiej się już czujesz?
- No niby tak, ale czuję, jakby moje
nogi były z waty... - Odpowiedziała dziewczyna.
~*Bo może są.*~
- To nie problem. Skoro nie możesz
wstać, to ja mogę zniszczyć to Miejsce Przeznaczenia za ciebie. – Rzekł
chłopak.
- Daniel, ty tak na serio mówisz? To
już trzecie Miejsce które niszczysz za mnie. – Powiedziała
- Tak. Po prostu nie chcę, aby coś
złego ci się stało. Jesteś zbyt fajna, abyś cierpiała. – Odparł
~*- A tak na serio, hajs. - Dodał*~
W tym momencie Andromeda zaśmiała się,
po czym rzekła:
- Dziękuję, że tak mówisz.
- Oj, nie ma za co. To tylko prawda
jest.
*Tak na serio, to chcesz hajs.
Przestań wreszcie kłamać.*
Po tej rozmowie, chłopak podszedł do
odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po zrobieniu tego, wyjął sprzęt i zamknął
drzwiczki. *.......... <- Kropki rozpaczy.*
W tym momencie już chciał wyjść z helikoptera, jednak usłyszał głos Andromedy
która mówiła:
- Daniel...Czekaj. Ja chciałam ci
podziękować za to, co dla mnie robisz...Nie podejrzewałam, że będziesz tak
dobry...
- Oj nie musisz dziękować. To tylko
dla twojego dobra. ~*I dla hajzów.*~ – Rzekł
Po tej rozmowie wyszedł on z
helikoptera i udał się do środka Teatru.
Paręnaście minut później, gdy był on
już na środku Teatru Bolszoj, ustawił w odpowiednim miejscu sprzęt Andromedy i
już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie usłyszał
kroki. ~*DUN DUN
DUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU...
UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUN*~ *I
kto tu jest nienormalny...*
Od razu odwrócił się on. Gdy to
zrobił, ujrzał Patryka i Mateusza, czyli wrogów Andromedy o których dziewczyna
mu mówiła. Kiedy zaś zobaczyli oni Daniela, Patryk spytał:
- A ty to kto? Pomocnik Grzegorza i
Andromedy?
- Nie tam zaraz pomocnik, ale pilot
helikoptera Andromedy. Jak trzeba to jej pomagam. – Odpowiedział Daniel.
*- Bo wiecie. H-A-J-S.*
- Mam nadzieję, że jesteś osobą łatwą
do pokonania. – Rzekł Mateusz.
- Dobra, nie psuję ci nadziei... -
Odparł Daniel. ~*Jaki skromny...Już go lubię.*~
Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka.
Przez cały czas wygrywał Daniel ~*GARY STU!*~, co dziwiło i
Patryka *Aż przecinek uciekł.* i Mateusza. Po
parunastu minutach walki, Patryk popełnił swój najgorszy błąd. *Urodził
się. A nie, to nastąpiło już dawno.* Pchnął Daniela na
przycisk uruchamiający maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk ~*JEBUDU!*~,
który wysadził ¾ Teatru Bolszoj.
- To jeszcze nie koniec! Jeszcze jest
65 **9 ( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~ *No co? xD Sama mnie
tu przykułaś.* ~*.......................*~ Miejsc
Przeznaczenia! – Krzyknął Patryk wstając.
Po chwili, wszyscy rozeszli się w
swoje strony. ~*Jak gdyby nigdy nic.*~ Patryk i Mateusz poszli
do swojego helikoptera, a Daniel do swojego. Gdy zaś się tam znalazł, podszedł
do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Następnie włożył sprzęt dziewczyny i
zamknął drzwiczki. Jako kolejny krok *SYNONIM?! O.O* ~*Zapamiętaj
tę chwilę, bo już się nigdy nie powtórzy.*~, podszedł do Andromedy i
spytał:
- A teraz, gdzie mam cię zabrać?
*- Do piekła. - Odpowiedziała Andzia
Gandzia.*
W tym momencie włączyła ona telefon i
sprawdziła listę. Na ekraniku widniał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 6*9* ~*<Facepalm>*~ -
Paramaribo, szczyt Anton de Kom**n xD* ~*
............................................________
....................................,.-'"...................''~.,
.............................,.-"..................................."-.,
.........................,/...............................................":,
.....................,?......................................................,
.................../...........................................................,}
................./......................................................,:'^'..}
.............../...................................................,:"........./
..............?.....__.........................................:'.........../
............./__.(....."~-,_..............................,:'........../
.........../(_...."~,_........"~,_....................,:'........_/
..........{.._$;_......"=,_......."-,_.......,.-~-,},.~";/....}
...........((.....*~_......."=-._......";,,./'..../"............../
...,,,___.'~,......"~.,....................'.....}............../
............(....'=-,,.......'........................(......;_,,-"
............/.'~,......'-...................................../
.............'~.*-,.....................................|,./.....,__
,,_..........}.>-._...................................|..............'=~-,
.....'=~-,__......',.................................
...................'=~-,,.,...............................
................................':,,...........................'..............__
.....................................'=-,...................,%'>--==''
........................................_..........._,-%.......'
...................................,
*~
University."
- Teraz musimy lecieć do Param*ore*aribo.
Miejsce Przeznaczenia znajduje się na szczycie Anton de Kom**n*
University. – Rzekła
W tym momencie, Daniel poszedł do
kabiny pilota, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Po chwili ruszył on w
odpowiednim kierunku...
______________________________________________
Rozdział VI – W
helikopterze *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*... <- Kropki rozpaczy nad twoją
mentalnością.*~ i nieprzyjemne spotkanie.
Jednak, w pewnym momencie lotu, Daniel
poczuł, że zrobiło mu się słabo ~*Umrzyjumrzyjumrzyjumrzyj...*~.
Czuł, że zaczął go boleć brzuch tak samo jak poprzedniej nocy, *O
czym w ogóle nie wspomniano, bo po luj.* czyli mocno. Miał
również uczucie mdłości. ~*Nie mówcie mi, że tutaj będzie to, co kiedyś
lubiłam najbardziej, czyli opisy tego, co się działo z kimś, gdy ten ktoś źle
się czuł. ;________;*~ Czuł, że zaraz zwymiotuje. Musiał pójść do
toalety. Zaczął więc próbę odpięcia pasów. ~*;"-( Zgadłam.*~ Niestety,
ręce mu się trzęsły, przez co nie wychodziło mu to. Musiał więc zostać na
miejscu. ~*<Rozpacza nad swoją dawną mentalnością.>*~ Włączył
on autopilota, gdyż czuł, że nie da rady kierować helikopterem. W pewnym
momencie jednak czuł jeszcze gorsze mdłości niż wcześniej. ~*...*~ Czuł,
że zaraz naprawdę zwymiotuje. ~*Seba, weź zabij dawną mnie. ;_;*~ *Z
chęcią, jak przestaniesz mówić do mnie Seba.*~ Ponownie więc
zaczął próbę odpięcia pasów. Tym razem udało mu się to. Po wstaniu z siedzenia,
wyszedł z kabiny pilota i ruszył w kierunku łazienki... ~*Uff...Nareszcie
koniec opisu. ;_;*~
Tymczasem, Andromeda, widząc stan
Daniela, od razu spytała:
- Daniel? Co ci się stało? Słabo
wyglądasz...
- Źle się czuję...Słabo mi...*Nadkropkozę
mam...* Brzuch mnie boli...~*Głupi jestem...*~ Czuję,
że zaraz zwymiotuje...Chyba się czymś zatrułem...*To głupotą można się
zatruć? Nie wiedziałem.* - Odpowiedział słabym głosem
chłopak.
- Wiesz, pójdź do łazienki i sobie
zwymiotuj. Potem spróbuj się przespać, to może ci się polepszy. – Zaproponowała
dziewczyna.
~*Normalnie propozycja, na którą nikt
normalny by nie wpadł...*~
Po tej rozmowie, chłopak poszedł do
łazienki. Chwilę później dało się słyszeć, jak wymiotuje. Powtórzyło się to 25
razy *CO XDDD*, po czym chłopak nie miał już czym
wymiotować ~*Chyba by mu żołądek po tylu razach wybuchł.*~.
Osłabiło go to. *You Don't Say...* Nie miał już
sił. Ledwo doczołgał się do jednego z siedzeń, po czym położył się na nim, a
następnie zasnął...
W tym samym czasie, Andromeda słysząc
głębokie oddechy Daniela oraz widząc jaki to był słaby, pomyślała:
~*- Dobrze tak debilowi.*~
„Biedak...Mam nadzieję, że to tylko
chwilowe zatrucie *No tak, bo po zatruciu rzyga się dwadzieścia
pinć razy pod rząd.*, a nie jakaś choroba..."
Paręnaście minut później, poczuła, że
helikopter ląduje. ~*Od tak, bez ingerencji pilota.*~ Po
wylądowaniu, odpięła ona pasy i wstała z siedzenia. Po zrobieniu tego, wzięła
swój sprzęt, a następnie cicho, aby nie obudzić śpiącego Daniela, wyszła na
zewnątrz.
Gdy już była poza helikopterem,
ruszyła do środka Anton~*i*~ de Kom**n*
University, aby znaleźć wejście na szczyt. Przez cały czas, gdy szukała drogi i
gdy wchodziła na dach, czuła się obserwowana, jednak gdy się odwracała, nikogo
nie widziała. Mimo wszystko, gdy była na szczycie, w odpowiednim miejscu
postawiła swój sprzęt i już chciała go uruchomić, jednak w tym momencie
poczuła, że ktoś przystawiał jej pistolet do głowy. ~*Ten ktoś był
inteligentny.*~ Przeraziła się ona nie na żarty. Od razu odwróciła
się, aby sprawdzić, kto chciał ją zabić. Gdy się odwróciła,
ujrzała...Dawida. ~*OMG, to mój monsz z dzieciństwa!!!
:*******************~ *Którego sama sobie stworzyłaś?* ~*No...*~ *...*
- Dawid?! Co ty tu robisz?! –
Krzyknęła
*Pierogi robię.*
- A zgadnij. – Rzekł Dawid.
- Psychol jebany... - Powiedziała
dziewczyna. ~*O TY KURWO JEBANA!!! JAK MOŻESZ TAK NAZYWAĆ IDEALNĄ
POSTAĆ?! SPŁOŃ W PIEKLE!!!*~
- COFAJ MI TO W TRYBIE NOW!!! – Krzyknął
chłopak.
- Nie. – Powiedziała
W tym momencie zaczęła się walka *Aż
przecinek się schował.* przez cały czas wygrywał Dawid.
Andromeda nie miała z nim najmniejszych szans. ~*Bo Dawid jest
zajebisty. :3*~ Aż w końcu przypomniała sobie ona, czego on najbardziej
się boi. Wyjęła więc swój telefon i włączyła tissue.avi od tyłu.
*
Przecież to straszne nie jest.*
W tym momencie Dawid powiedział:
- Nie! Wyłącz to! Już cię zostawię,
tylko błagam! Wyłącz!
- Haha. Nie. Nie wierzę ci. – Rzekła
- Błagam cię! Wyłącz to! – Prosił
~*- Spierdalaj - Odparła kulturalnie
Andzia Gandzia.*~
- Nie. Ja ci po prostu nie wierzę, a
to jedyny sposób, aby ciebie zatrzymać. – Powiedziała
Po siedmiu minutach proszenia Dawida,
przyszedł czas na coś, czego chłopak jeszcze się bardziej bał. Tekst
„ Neutrons escaping from a split atomic nucleus will in turn split another and
the chain reaction is set up. Mass is now
relasing nuclear energy." w spowolnionym tempie, prosto z Poradnika
Uśmiechu zapętlonego 30 razy. ~*Czy już mogę oficjalnie się zabić?*~ W
tym momencie Dawid zaczął błagać na kolanach:
- Proszę cię! Błagam! Wyłącz to!
Naprawdę nic ci nie zrobię!
- Udowodnij. – Powiedziała dziewczyna.
W tym momencie, Dawid wziął swoją
jedyną broń którą miał, czyli pistolet i wyjął z niego nabój, jedyny który miał
przy sobie i go wyrzucił. *Ty debilu...Ja bym jej w łeb
strzelił.* W tej sekundzie, Andromeda ślepo wierząc, że brat
jej przyjaciela naprawdę nic jej już nie może zrobić, wyłączyła zapętlony,
spowolniony tekst. W tym momencie Dawid wstał i powiedział:
- Jeśli myślisz, że to, że wyrzuciłem
nabój od pistoletu cię uratowało, to się mylisz.
Po czym podszedł do niej i zaczął ją
bić. ~*Oł jeeea!*~ Dziewczyna próbowała się bronić, jednak
była bezsilna. Próbowała ona wziąć swój telefon, jednak Dawid wytrącił go z jej
ręki. *....................................................................................................................................................................................................................................................* Kiedy
po godzinie Andromeda cierpiała z bólu, chłopak skończył ją bić, po czym jak
gdyby nigdy nic odszedł, włączając jeszcze maszynę dziewczyny, aby zepchnąć ją
z dachu. I udało mu się to. Chwilę później, dało się słyszeć huk, który
wysadził ¾ terenu. ~*Weź ktoś zabij to zdanie...*~ Andromeda,
jako iż nie miała sił, aby się utrzymać, spadła w dół. Na dodatek po chwili za
nią spadł jej sprzęt i niefortunnie spadł na jej głowę. *JEBUDU!*
Dziewczyna krzyknęła z bólu. Po chwili podniosła ona swój telefon który leżał
niedaleko i sprawdziła, czy działał. ~*Tak, bo telefon jest
najważniejszy w galaktyce.*~ Na szczęście działał. Dziewczyna włączyła
więc go i sprawdziła gdzie było 7 Miejsce Przeznaczenia. *Mimo iż
ZDYCHAŁA Z BÓLU!!!* Po chwili na ekranie pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 7 - Papua
– ~*Stara*~ Nowa Gwinea, Port *Somersby* Moresby,
środek Se~**z*~piku."
W tym momencie, Andromeda wyłączyła
telefon i schowała go do kieszeni, po czym podniosła sprzęt i resztkami sił
dowlokła się do helikoptera...
Tymczasem, Daniel obudził się. Gdy
otworzył oczy, czuł, że jego stan ~*Znowu ta pieprzona zmiana
czasu...*~ jest znacznie lepszy. Wstał on więc z siedzenia. Chwilę
później, ujrzał, że drzwi do helikoptera się otworzyły, a do środka weszła
pobita, obolała i zalana łzami bólu Andromeda. Chłopak, widząc jej stan, od
razu do niej podbiegł i spytał:
*- Jezu Chryste! Czemuś nie zdechła i
nie przysłużyła się całemu światu?!*
- Boże, Andromedo! Kto ci to zrobił?!
W tym momencie, dziewczyna
opowiedziała mu o wszystkim. Gdy skończyła, rzuciła mu się z płaczem w ramiona.
Danielowi, widząc to, żal się zrobiło dziewczyny. Pogładził on ją po głowie, po
czym podniósł dziewczynę i zaniósł na jedno z siedzeń, po czym posadził ją, a
następnie wziął jeden z kremów łagodzących ból i nasmarował nim miejsca, które
bolały dziewczynę. Po zrobieniu tego, odłożył jej sprzęt na odpowiednie miejsce
i usiadł koło niej. ~*Tak o nią dba, jak Slade o Tristitię. Chociaż
nie, Daniel o (G)Andzię dba trochę gorzej.*~ Od razu przytuliła się
ona do niego. W tym momencie nastała cisza. Było słychać tylko płacz Andromedy
i przez chwilę ciężkie oddechy Daniela, gdyż przez chwilę zrobiło mu się słabo.
Po chwili, jako iż w nocy obojgu źle się spało *O czym nie było
mowy.*, usnęli...
______________________________________________
Rozdział VII –
Przyjacielskie spotkanie. *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Seba, to się robi wkurwiające.*~ *PRZESTAŃ
DO MNIE MÓWIĆ SEBA!!!*
Godzinę później, gdy Daniel obudził
się, czuł, że bolała go szyja. *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*<Wzdycha>*~ Nie dziwił się
jednak tym, gdyż kiedy otworzył oczy, widział, że miał przechyloną głowę. Gdy
się odwrócił, ujrzał, że Andromeda nadal spała przytulona do niego. Chłopak, po
chwili ujrzał przez okno, że byli niedaleko kolejnego Miejsca Przeznaczenia.
„Ciekawe, skąd autopilot wiedział,
gdzie lecieć..." ~*Też mnie to dziwi.*~ – Pomyślał
Po chwili jednak, cichym, spokojnym
głosem szepnął Andromedzie do ucha: *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~ *No co chcesz? xD Sama
mnie przykułaś do tego krzesła, to się nie dziw.*
- Andromedo...Obudź się...
W tym momencie dziewczyna otworzyła
oczy, uniosła głowę i spytała:
- Daniel...Czemu mnie budzisz?
- Dolecieliśmy do kolejnego Miejsca
Przeznaczenia. – Odpowiedział.
- Ale...Mnie tak nogi bolą...Jak ja
wstanę? – Spytała ze łzami w oczach. *Przeteleportować cię?*
- Oh, to nie problem! Ja mogę to
Miejsce zniszczyć za ciebie! – Zaproponował chłopak.
- Daniel...Po Grzegorzu jesteś
najmilszym człowiekiem na świecie...Tak o mnie dbasz... - Rzekła
- Oj, to tylko dla ~*Hajsu*~ twojego
dobra... - Odparł pilot, po czym uśmiechnął się do dziewczyny.
Parę minut później, gdy Andromeda
puściła Daniela, ten wziął sprzęt dziewczyny i wyszedł na zewnątrz. Po
zrobieniu tego, ruszył na środek Se~**z*~piku. Gdy paręnaście minut
później, znalazł się tam, ustawił maszynę i już chciał nacisnąć przycisk
uruchamiający sprzęt, jednak w tym momencie usłyszał za sobą głos Grzegorza,
który mówił:
- Daniel? A co ty tu robisz?
*- Stoję. Nie widać? - Odparł
nonszalancko Daniel.*
- Andromedę bardzo bolą nogi i przez
to nie może wstać, więc ja niszczę za nią to Miejsce. – Odpowiedział chłopak,
odwracając się.
- A mogę ją chociaż zobaczyć? – Spytał
Grzegorz.
~*
*~
- Tak, możesz. – Rzekł Daniel.
Po tej rozmowie, Grzegorz poszedł do
helikoptera Andromedy, a Daniel nacisnął odpowiedni przycisk i odbiegł na
bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.
Po wybuchu, chłopak wziął sprzęt i ruszył w kierunku powrotnym... ~*Co
za zajebista akcja...*~
Tymczasem, Grzegorz wszedł do
helikoptera. Gdy to zrobił, ujrzał leżącą na siedzeniach Andromedę. Widział, że
z jej oczu płynęły łzy. Żal mu się jej zrobiło. *Tak samo jak
mnie zrobiło się żal tych zdań złożonych, których tu nie ma. ;'-(* Cicho
podszedł do niej, ukucnął koło swej przyjaciółki i otarł łzy które spływały po
jej delikatnym policzku, po czym, z roztrzepania *?* rzekł
spokojnym głosem, gdyż wiedział, że jakiekolwiek podniesienie tonu, mogłoby ją
jeszcze bardziej wystraszyć:
- Kochanie...Czemu płaczesz? Co ci się
stało?
W tym momencie, dziewczyna uniosła
głowę, po czym, widząc swego przyjaciela, powiedziała:
- Grzegorz...Oh, Grzegorz...Bo...Bo
niszcząc poprzednie Miejsce Przeznaczenia, pod koniec, ~*Mój monsz*~ Dawid
mnie pobił...
- CO?! JAK ON ŚMIAŁ?! JUŻ JA GO TAK
WYKOŃCZĘ, ŻE BĘDZIE MNIE O LITOŚĆ BŁAGAŁ!!! – Krzyknął ~*Slade*~ Grzegorz.
- Błagam cię...Nie krzycz...Jest mi
tak smutno...Wszystko mnie boli... - Powiedziała
- No dobrze, nie będę już
krzyczeć...Poniosło mnie...Przepraszam... - Rzekł
Później pogadali oni jeszcze trochę,
po czym do helikoptera wszedł Daniel, a Grzegorz musiał już iść. Kiedy zaś
Daniel odłożył na odpowiednie miejsce sprzęt, spytał Andromedy:
- Gdzie muszę cię teraz zabrać?
*- Do Wygwizdowa Górnego. -
Odpowiedziała (G)Andzia.*
W tym momencie dziewczyna włączyła
telefon i sprawdziła położenie kolejnego Miejsca Przeznaczenia. Po chwili na
ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 8 - Środek
Oceanu Arktycznego." *Zgadłem*
- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest
na środku Oceanu Arktycznego... - Odpowiedziała
W tym momencie Daniel poszedł do
kabiny pilota, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Po chwili zaś ruszył w
odpowiednim kierunku...
______________________________________________
Rozdział VIII –
Ponowne niszczenie z powietrza.
Kiedy helikopter doleciał nad środek
Oceanu Arktycznego, Andromeda wstała z siedzenia, po czym musiała pójść po swój
sprzęt. Podeszła więc do odpowiedniej klapy, po czym otworzyła ją. Gdy to
zrobiła, wyjęła z niej swój sprzęt i zamknęła drzwiczki. ~*I tym samym
zanudziła połowę populacji ludzkiej.*~ Po wykonaniu tego, poszła pod
pokład, po czym odczepiła drabinki od uchwytów i przyczepiła do nich swoją
maszynę. Gdy to zrobiła, udała się z powrotem na pokład helikoptera i poszła do
kabiny pilota. *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*I dlatego nie pozwolę ci napisać
spin-off.*~ *:-(* Po znalezieniu się tam, za pomocą
dźwigni ustawiła na odpowiednie miejsce i za pomocą przycisku, wystrzeliła.
Przed tym, ustawiła jeszcze maksymalną moc sprzętu. Chwilę później dało się
słyszeć huk, który zniszczył ¾ podwodnej ziemi oraz z wody zrobił słup, który
na chwilę wzbił się w powietrze, a potem opadł.
~*
*~
W tym momencie, dziewczyna wyszła z
kabiny pilota i ponownie udała się pod pokład.
*( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Z tobą to jak z dzieckiem.*~
Gdy tam była, odczepiła od uchwytów
maszynę i przyczepiła na to miejsce drabinki. Kiedy to zrobiła, przed powrotem,
wyjęła z kieszeni swój telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego, weszła w
notatnik i zjechała w dół listy, aby sprawdzić, gdzie znajdowało się kolejne
Miejsce. ~*W Zadupiu Małym*~ Po chwili na ekraniku pojawił się
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 9 -
Urugwaj, szczyt Solís Theatre." ~*Byłam blisko.*~
„Przynajmniej nie SAM
szczyt..." *Ła, jaka obeznana...* –
Pomyślała, po przeczytaniu tego.
Po chwili jednak, schowała swój
telefon, wcześniej wyłączając go i wzięła swój sprzęt, po czym weszła na pokład
helikoptera. Po znalezieniu się tam, ujrzała Daniela, który widząc ją, spytał:
*- ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)?*
~*Ramoninth: Halo? Czy dodzwoniłam się do
psychiatryka?
Głos z telefonu: Tak
Ramoninth: W takim razie proszę przyjechać na ul. Wattpadową.*~
- No i? Gdzie teraz musimy lecieć?
- Do Urugwaju. Kolejne Miejsce
znajduje się na szczycie Solís Theatre. – Odpowiedziała Andromeda.
- Dobrze, że nie na SAMYM
szczycie... *Kolejny obeznany...* - Rzekł
chłopak.
Po tej rozmowie, poszedł on do kabiny
pilota, a dziewczyna odłożyła urządzenie w odpowiednie miejsce, usiadła na
zwykłym siedzeniu i zaczęła czekać...
*Na śmierć.*
~*To Mary Só.*~
*:-((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((*
______________________________________________
Rozdział IX –
Upadek *Opka* ~*To nastąpiło już w prologu.*~ ze
szczytu.
Kiedy helikopter doleciał do Urugwaju,
Andromeda zobaczyła, że było tam pusto. ~*Znowu się w to bawimy?*~ Podejrzewała
ona, że albo czeka *No i standardowa zmiana czasu, why not.* ją
walka z wrogami, albo spotkanie z ~*Mym byłym menszem.*~ bratem
jej przyjaciela. Mimo wszystko, podświadomie przeczuwała ona, że nic takiego
nie będzie miało miejsca. *Idiotka* Jednak, po
chwili helikopter wylądował koło Solís Theatre. Po zatrzymaniu się, dziewczyna
wstała z siedzenia, wzięła swoją maszynę i wyszła na zewnątrz...
Po znalezieniu się na zewnątrz, jako
iż w miejscu w którym była, w chwili jej pobytu było całkowicie pusto ~*Na
cholerę się powtarzać.*~, spokojnie udała się do środka teatru, aby szukać
wejścia na dach. Po parunastu minutach poszukiwań, udało jej się to. Gdy już
tam była, w odpowiednim miejscu ustawiła swoją maszynę, po czym nacisnęła
odpowiedni przycisk. Niestety. Dach był zbyt mały i bezpieczna odległość była
daleko poza dachem. Musiała więc ona czekać na konsekwencje... *Zgińzgińzgińzgiń...*
Kilka minut później, dało się słyszeć
huk, który wysadził ¾ dachu. ~*No co ty nie powiesz...*~ Andromeda,
jako iż nie mogła odbiec, została zepchnięta w dół przez wybuch. Bała się, że
może sobie coś złamać lub rozbić od uderzenia w ziemię. ~*Ale przecież
(G)Andzia to Mary Só...*~ Ze strachu zamknęła ona oczy. Po chwili
jednak, gdy spadła, poczuła, że ktoś ją trzymał. Od razu otworzyła ona oczy, po
czym odwróciła głowę. Gdy to zrobiła, ujrzała Daniela. *Chuj
jebany. Wszystko psuje.*
- Daniel...Dziękuję, że mnie
złapałeś... - Powiedziała dziewczyna.
- Oj, nie ma za co...Nie chciałem,
aby ~*m hajsu nie dostał.*~ coś ci się stało... - Rzekł
chłopak.
Po tej rozmowie, postawił on ją na
ziemię. Gdy to zrobił, Andromeda podniosła swój sprzęt i wraz z Danielem
ruszyła w kierunku helikoptera. W czasie drogi, wyjęła ona swój telefon i
włączyła go. Po zrobieniu tego, przewinęła listę na pozycję dziesiątą. *Ile
jeszcze tych rozdziałów?* ~*Sześćdziesiąt dwa.*~ *<Płacze>*
W tym momencie ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 10 -
Cieśnina *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Eh...*~ Drake'a, samo dno."
- Pogrzało ich? – Powiedziała po
przeczytaniu tego.
- A co? – Spytał Daniel.
- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest w
cieśninie Drake'a, na SAMYM DNIE!!! To 5000 metry! *Jakaż
obeznana...* Będę musiała nurkować, przez co nie wiadomo czy
przeżyję! ~*Z logicznego punktu widzenia, powinnaś zdechnąć.*~ –
Krzyknęła
- A nie możesz tego zniszczyć sprzętem
z powietrza? – Spytał chłopak.
- Ten sprzęt sięga tylko na 4000 metry
pod powierzchnię. – Powiedziała
- Eh...Miejmy nadzieję, że cud sprawi,
iż przeżyjesz... *W końcu to Mary Siu.* - Rzekł
Po tej rozmowie, weszli oni do
helikoptera. Po znalezieniu się tam, Daniel poszedł do kabiny pilota, a
Andromeda odłożyła w odpowiednie miejsce swój sprzęt i usiadła na swoim
siedzeniu. Po chwili helikopter ruszył...
______________________________________________
Rozdział X – Na
granicy życia **śmierci* i śmierci.
Kilkanaście godzin później, helikopter
doleciał do Cieśniny *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*No na Juliusza Słowackiego...Czy ciebie Seba
coś boli?*~ *PRZESTAŃ DO MNIE MÓWIĆ SEBA!!!* Drake'a.
Jako, iż nie miał gdzie wylądować, zatrzymał się centralnie nad Cieśniną. W tym
momencie, Daniel włączył autopilota i wyszedł do Andromedy. Gdy tam był,
dziewczyna spytała:
- I? Jak mam się znaleźć w wodzie?
- Mogę zniżyć helikopter do maksimum i
wtedy ty wyskoczysz wprost do wody. – Odpowiedział Daniel.
- W sumie dobry pomysł. – Rzekła
dziewczyna.
~*"Mam nadzieję, że
zdechniesz." - Pomyślał Daniel.*~
Po tej rozmowie, Daniel poszedł do
kabiny pilota, a Andromeda wzięła swój sprzęt i stanęła przy drzwiach, po czym
otworzyła je. Gdy zaś helikopter zniżył się już do maksimum, dziewczyna
wskoczyła do wody, uprzednio nabierając tyle powietrza ile tylko mogła. *Wait
WHAT?! Ona tam zdechnie!* Po znalezieniu się pod wodą, aby nie
tracić czasu i powietrza, zaczęła płynąć w dół. W połowie drogi jednak ~*Slade
już by zaczął się wkurwiać na nielogiczność tego.*~, czuła, że zaczęło
kończyć jej się powietrze. Nie poddała się mimo tego i płynęła dalej...
5000 metry pod wodą, czuła, że
ciśnienie zaczęło ją zgniatać, mimo iż –o dziwo- tak się nie działo *JAKIM
KURWA PIERDOLONYM CUDEM?!* i miała uczucie, że zaraz zemdleje
z powodu braku powietrza. ~*TO POWINNO DAWNO SIĘ STAĆ!!!*~ Mimo
wszystko, ustawiła swój sprzęt i nacisnęła odpowiedni przycisk, po czym
odpłynęła na bezpieczną odległość. W tym momencie, dało się słyszeć, co prawda
stłumiony, ale zawsze dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ podwodnego terenu.
W tym momencie, dziewczyna podpłynęła do swojego sprzętu i wzięła go, po czym
zaczęła płynąć pod górę. Niestety, po chwili drogi, z powodu braku powietrza,
zemdlała... *No nareszcie...Ileż to trzeba się było
naczekać...*
Tymczasem, Daniel zaczął niepokoić się
o dziewczynę. Długo jej nie było. ~*Weź go ktoś zabij...*~ Wyjrzał
on więc przez drzwi, aby zobaczyć, gdzie ona już jest. W tym momencie, mimo iż
Cieśnina Drake'a była i jest bardzo głęboka, ujrzał on opadającą na dno,
nieprzytomną Andromedę. *Bo miał teleskop w oczach.*
W tej sekundzie, chłopak, bez namysłu ~*On większość rzeczy robił bez
namysłu.*~ skoczył za nią. Wiedział, że również mógł tak skończyć, ale
nie chciał, aby jej coś się stało. *Bo wtedy nie dostałby hajsu.*
Paręnaście minut później, gdy kończyło mu się powietrze, podpłynął on do
nieprzytomnej, chwycił ją za rękę i zaczął z nią płynąć ku górze. Płynęło mu
się ciężej, przez co i wolniej, gdyż dziewczyna trzymała swoją maszynę.
Paręnaście minut potem, gdy Daniel był
blisko wypłynięcia na powierzchnię, z powodu braku powietrza czuł, że zaraz
zemdleje. Nie mógł się jednak poddać. Nie chciał, aby oni oboje zginęli *i
aby stracił hajs.*. Gdy zaś zaczął powoli tracić przytomność, udało
mu się wypłynąć na powierzchnię. Po znalezieniu się tam, odetchnął głęboko, po
czym wyciągnął dziewczynę i sprawdził, czy oddychała. Na
jego wielkie szczęście – oddychała. ~*JAKIM CUDEM?!*~
*
*
Wszedł on więc trudem, ale wszedł, do
helikoptera, po czym położył Andromedę na jednym z siedzeń i wiedząc, że gdy ta
się obudzi będzie jej bardzo zimno, szczelnie okrył ja kocem, a nawet dwoma. Po
zrobieniu tego, po cichu wyjął on dziewczynie z kieszeni telefon i sprawdził,
czy on w ogóle działał. Na szczęście działał. ~*BO TO BYŁO KURWA
NAJWAŻNIEJSZE!!!*~ Chłopak włączył więc go, a następnie notatnik i
zjechał do pozycji jedenastej. W tym momencie ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 11 -
Środek Lodowca Szelfowego Rossa."
„Ich do reszty popierdoliło..." –
Pomyślał chłopak po przeczytaniu tego.
*Dopiero teraz się skapnąłeś?*
Jednak wyłączył on telefon, po czym
równie cicho schował go do kieszeni spodni Andromedy. Następnie wziął on jej
sprzęt i schował do odpowiedniej klapy. Gdy już wszystko to wykonał, usiadł
koło nieprzytomnej i zaczął czekać, aż ta się obudzi...
Godzinę później, gdy Andromeda
obudziła się, czuła się naprawdę bardzo słabo. ~*Ciekawe czemu...*~ Nie
miała sił, aby wstać. Po chwili ujrzała ona nad sobą Daniela, który widząc ją,
powiedział:
- Jak *nie* dobrze,
że żyjesz...
- Daniel...Kto...Kto mnie stamtąd
wyciągnął? – Spytała słabym głosem.
- Ja. Wiedziałem, co mi groziło,
jednak nie mogłem pozwolić, ~*aby hajs mi zaginął*~ abyś zginęła.
– Odpowiedział
- Daniel...Ty naprawdę...naprawdę
skoczyłeś za mną...mimo...mimo iż wiedziałeś, co...co ci grozi? – Spytała z
niedowierzaniem.
- Tak. Nie mogę pozwolić, abyś
zginęła. Oprócz pilotowania twojego helikoptera mam obowiązek ~*zdobyć hajs*~ ciebie
chronić. *Przestań kłamać.* A i bez tego
nie mogę pozwolić, abyś umarła. – Odpowiedział
W tym momencie Andromeda słabo się do
niego uśmiechnęła. Nie wiedziała, jak mu dziękować. Danielowi, widząc to, aż
milej się zrobiło. Posiedział on jeszcze godzinę przy dziewczynie, a następnie
poszedł do kabiny pilota. Andromeda natomiast, okryta dwoma ciepłymi kocami,
znużona snem przez spokojność lotu, usnęła...
______________________________________________
Rozdział XI –
Drugie spotkanie z wrogami.
Kilkanaście godzin później, gdy
helikopter dolatywał do Lodowca Szelfowego Rossa, Daniel włączył autopilota i
wyszedł z kabiny pilota, aby sprawdzić, co robiła Andromeda. ~*Pewnie m
srała.*~ Kiedy zauważył ją śpiącą, żal się mu jej zrobiło, wiedząc, że
chcąc nie chcąc musi ją *Zabić* obudzić. ~*Ty
debilu! Śpiącą osobę jest łatwiej zajebać!*~ Podszedł on więc do niej,
nachylił się nad nią i powiedział cichym, spokojnym głosem, gdyż chciał obudzić
dziewczynę, ale nie chciał jej przestraszyć:
- Andromedo...Andromedo...*Mam
nadzieję, że umarłaś...* Obudź się...
W tym momencie dziewczyna otworzyła
oczy i odwróciła głowę. Gdy to zrobiła, spytała słabym głosem:
- Daniel...Czemu...Czemu mnie budzisz?
~*- A jak kurwa myślisz, kretynko? -
Odpowiedział kulturalnie chłopak.*~
- Dolatujemy do kolejnego Miejsca
Przeznaczenia. W ogóle to masz siłę, aby je niszczyć? – Spytał chłopak.
- Nie...Jest mi tak słabo...Nie mam
sił, aby...aby wstać.... – Odpowiedziała
- To nie problem. Ja mogę zniszczyć to
Miejsce za ciebie. – Rzekł
- Daniel...Ty jesteś taki dobry... -
Powiedziała
*- Po prostu zależy mi na hajsie. -
Odpowiedział*
- Oj, nie mogę pozwolić, aby coś ci
się stało. – Odparł
Po tej rozmowie, Andromeda ponownie
wróciła do spania, gdyż nadal była śpiąca ~*Jak moja mama. Ona spałaby
całe dnie.*~, a Daniel wziął jej sprzęt, po czym wyskoczył z helikoptera na
lodowiec i podszedł do odpowiedniego miejsca, a następnie ustawił w nim swój
sprzęt. Już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie usłyszał
taki dźwięk, jakby ktoś ~*Srał*~ *Co ty masz z tym
sraniem?* ~*Za dużo słodyczy na klasowej Wielkanocy. xD*~ *;_;* zeskakiwał
ze swojego helikoptera na lodowiec. Chłopak od razu odwrócił się. Gdy to
zrobił, ujrzał... ~*Zawodowego sracza.*~ *;__;* Patryka
i Mateusza.
- Nie no, to znowu ty? Czy kiedyś
będziemy mogli walczyć z Andromedą? – Spytał Patryk.
~*
*~
- Moja wina, że jakiś idiota dał
jako poprzednie Miejsce Przeznaczenia samo dno Cieśniny Rossa? – Odpowiedział
pytaniem na pytanie *Jak niekulturalnie.* Daniel.
- A co to ma do rzeczy? – Spytał
ponownie Patryk.
- A no to, że Andromeda musiała
nurkować, a Cieśnina ma 5000 metrów głębokości, przez co, gdy wypływała z
powodu braku powietrza zemdlała i teraz nie ma siły, aby wstać. – Odpowiedział
chłopak.
- Oj, już nie sprzeczajcie się, bo
tylko czas tracimy. – Rzekł Mateusz.
~*O i to jest swój chłop. Polać mu.*~
Po tej rozmowie, zaczęła się walka.
Standardowo, przez całą walkę wygrywał Daniel ~*Slade go uczył?*~,
co ponownie dziwiło i Patryka *GDZIE PRZECINEK?!?!* i
Mateusza. Po chwili, Patryk popełnił swój najgorszy błąd – pchnął Daniela w
kierunku przycisku uruchamiającego maszynę Andromedy. W tym momencie dało się
słyszeć huk, który wysadził ¾ lodowca. ~*JEBUDU!*~ Jako, iż
nie było już miejsca do stania, trójka zaczęła spadać. Daniel jednak chwycił
się części helikoptera, który podleciał ~*Pierwsza rzecz, przy której
dopisanie słowa "inteligentny" nie byłoby
przesadą.*~, jednak Patryk i Mateusz wpadli do wody...
Tymczasem, gdy Daniel wszedł do helikoptera,
odłożył sprzęt Andromedy, który udało mu się złapać *O czym
wcześniej nie było mowy.*, a następnie sprawdził, co robiła
dziewczyna. Ujrzał on, że ona nadal spała. Przeraził się on, gdyż pomyślał, że
dziewczyna nie żyje. *CO XDDD* Od razu do niej
podszedł, nachylił się nad nią i sprawdził, czy ta oddychała. Na szczęście –
oddychała. Chłopak odetchnął więc z ulgą, po czym cicho wyjął z kieszeni spodni
*( ͡° ͜ʖ ͡°)* dziewczyny jej telefon i włączył go, po czym w
notatniku zjechał na pozycję dwunastą. W tym momencie na ekraniku pojawił się
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 12 -
Londyn, koniec National Gallery w Londynie."
„Przynajmniej nie środek jakiegoś
lodowca..." – Pomyślał po przeczytaniu tego.
Jednak, wyłączył on telefon i równie
cicho schował go do kieszeni spodni *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~ śpiącej, po czym udał się do kabiny pilota i po chwili
ruszył w kierunku Londynu...
______________________________________________
Rozdział XII –
Nieprzyjemne spotkanie.
Kilkanaście godzin później, gdy
helikopter dolatywał do Londynu, Daniel ponownie włączył autopilota i poszedł
sprawdzić, jak tam się ma ~*KURWA!*~ Andromeda. Kiedy był poza
kabiną pilota, ujrzał, że dziewczyna już nie spała. Chłopak podszedł więc do
niej, ukucnął koło niej i spytał:
*- Wolisz być zabita oryginalnie czy
nieoryginalnie?*
- Jak tam? Lepiej ci?
~*- A jak myślisz, pierdolcu? -
Odpowiedziała (G)Andzia.*~
- Nie...Nadal...nadal jest mi tak
samo...tak samo słabo... - Odpowiedziała słabym głosem dziewczyna.
- To nie problem. Ja mogę zniszczyć to
Miejsce za ciebie. – Rzekł Daniel.
- Daniel...ty...ty tak naprawdę?
To...To już łącznie...już łącznie 5 Miejsce...które...które niszczysz za...za
mnie... - Rzekła z niedowierzaniem.
~*Jak mnie wkurwia to, jak ta
wypowiedź jest napisana. ;-;*~
- Nie mogę po prostu pozwolić, aby coś
ci się stało. Muszę cię chronić. *Ta, na pewno.*–
Powiedział
- Jesteś taki dobry... - Odparła
dziewczyna.
- Oj, dzięki za komplement. – Rzekł
chłopak.
Po tej rozmowie, Andromeda zaczęła
sobie myśleć ~*Czy jest taka głupia, czy tylko udaje.*~, a Daniel
wziął jej sprzęt, po czym wyszedł z helikoptera i ruszył w kierunku muzeum. Gdy
już tam wszedł, ruszył w kierunku końca muzeum. Po znalezieniu się tam, ustawił
w odpowiednim miejscu sprzęt dziewczyny, po czym już chciał nacisnąć przycisk
odpowiadający za uruchomienie sprzętu, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś
przystawił mu pistolet do głowy. ~*OMG MÓJ MONSZ! <33333333333*~ *...* W
tym momencie chłopak westchnął, po czym rzekł:
- Dawid...Uspokój się...
- CO?! Skąd wiesz, kim jestem?!
Przecież mnie nie znasz! – Krzyknął Da**ej* ~*Nie
obrażaj mego mensza!*~wid.
- Myślisz, że Andromeda mi nie
opowiedziała kto ją ostatnim razem pobił? – Odpowiedział pytaniem na pytanie
Daniel.
- Ja ją kiedyś po prostu zastrzelę...
- Powiedział Dawid.
- Psyyychol! – Rzekł Daniel.
- ODWOŁAJ TO NATYCHMIAST!!! – Krzyknął
chłopak.
- Nie. – Powiedział Daniel.
W tym momencie Dawid skoczył na
Daniela. Zaczęła się walka wręcz. Przez cały czas wygrywał Daniel *Uczeń
Slade'a, ni ma chuja.*, co dziwiło Dawida. Po chwili jednak pilot
helikoptera Andromedy ~*JEZU! SYNONIM! HALINA, MAM ZAWAŁ! O.O*~,
pchnął Dawida na przycisk uruchamiający maszynę. Po paru minutach dało się
słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. W tym momencie, Dawid, odchodząc,
krzyknął:
- JESZCZE SIĘ Z TOBĄ POLICZĘ!!!
W tym momencie, Daniel pokręcił głową,
po czym wziął maszynę i ruszył w kierunku powrotnym. Paręnaście minut później,
gdy znalazł się w helikopterze, odłożył sprzęt Andromedy na odpowiednie
miejsce, po czym podszedł do dziewczyny i spytał:
- Gdzie teraz mam cię zabrać?
~*- Do Zadupia Środkowego. -
Odpowiedziała*~
W tym momencie dziewczyna wyjęła
telefon i włączyła go. Gdy to zrobiła, w notatniku zjechała na pozycję trzynastą.
W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 13 - Islandia,
szczyt Hallgrímskirkja.
- Teraz musimy lecieć do Islandii.
Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie Hallgrímskirkja. – Powiedziała
dziewczyna po przeczytaniu tego.
- Ich do reszty pogrzało. – Rzekł
Daniel po usłyszeniu tego. ~*Aż sobie wygooglowałam i rzeczywiście.*~
Jednak, chcąc nie chcąc ruszył on do
kabiny pilota, po czym wyłączył autopilota i ruszył w odpowiednim kierunku...
______________________________________________
Rozdział XIII –
Upadek *Tego opka.* ~*To nastąpiło po pierwszym słowie
prologu.*~
Kiedy po parunastu godzinach
helikopter doleciał już do Islandii i zatrzymał się koło Hallgrímskirkja,
Daniel wyszedł z kabiny pilota, po czym podszedł do Andromedy i spytał:
- Już ci lepiej?
- Teoretycznie tak, ale praktycznie
nie mam jeszcze sił, aby wstać. – Odpowiedziała dziewczyna.
- To nie problem. Ja mogę to Miejsce
zniszczyć za ciebie. – Powiedział chłopak.
- Naprawdę? Daniel, to już szóste
Miejsce Przeznaczenia które niszczysz za mnie. – Rzekła z niedowierzaniem.
~*- Wiesz, hajs jest najważniejszy. -
Odparł Daniel.*~
- Oj, mówiłem ci już, że nie mogę
pozwolić, aby coś ci się stało. Moim obowiązkiem jest również ochrona
ciebie. *Taaa, mhm.* – Odparł
- Jesteś naprawdę po Grzegorzu
najmilszym człowiekiem jakiego spotkałam... - Powiedziała dziewczyna.
~*To ty chyba nie widziałaś Slade'a,
gdy kogoś pokochał.*~
*Pięćdziesiąt twarzy Slade'a. xD*
~*Chcesz wpierdol?*~
W tym momencie Daniel zaśmiał się, po
czym powiedział:
- Oj, dzięki, że tak mówisz...
Po tej rozmowie, Andromeda wyjęła
telefon i zaczęła na nim grać *Uzależniona pinda.*, a
Daniel wziął sprzęt dziewczyny, po czym wyszedł z helikoptera. Gdy był już na
zewnątrz, ruszył w kierunku Hallgrímskirkja ~*W ogóle, kto wymyślił tę
nazwę?*~ *Chyba ktoś pijany.*. Po znalezieniu się
tam, zaczął on szukać drogi na dach. Na szczęście takową znalazł. Po
znalezieniu się na samym szczycie, o dziwo nie spadł ~*JAKIM
PIERDOLONYM CUDEM?! Jakby co, to Hallgrímskirkja wygląda
tak:
*~
oraz ustawił tam swoją maszynę bez
problemu. Zdziwił się on tym, ale mimo wszystko nacisnął odpowiedni przycisk
uruchamiający maszynę. W tym momencie zdał sobie sprawę z tego co zrobił. Nie
mógł on odbiec na bezpieczną odległość, gdyż spadłby z dachu. Musiał więc
czekać...
Parę minut później, dało się słyszeć
huk, który wysadził ¾ terenu. ~*Zniszczyć tak ładny kościół...Ty
chuju.*~ Daniel natomiast, zepchnięty z dachu, spadł w dół. Udało mu
się jednak w locie obrócić na nogi. Gdy spadł, o dziwo nie połamał sobie
nóg *Bo był Gary Stu.*, jedynie trochę go bolały.
Mimo wszystko, podszedł on do sprzętu i podniósł go, po czym ruszył w kierunku
helikoptera. Po znalezieniu się tam, odłożył sprzęt w odpowiednie miejsce i
spytał Andromedę:
- I? Gdzie teraz muszę cię zabrać?
W tym momencie dziewczyna włączyła
notatnik w telefonie i zjechała na czternastą pozycję. W tym momencie na
ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 14 - Wagadugu,
wejście do National Museum of Music." *Nie ma to jak robić
muzeum muzyki.*
- Teraz musimy lecieć do Wagadugu.
Miejsce Przeznaczenia jest w wejściu do National Museum of Music. – Rzekła
dziewczyna po przeczytaniu tego.
- Choć raz coś normalnego... -
Powiedział Daniel.
Po tej rozmowie, chłopak poszedł do
kabiny pilota, po czym ruszył w kierunku Wagadugu...
______________________________________________
Rozdział XIV –
Choroba Daniela ~*Oł noł. Znowu rozległe opisy tego, jak to komuś się słabo
zrobiło. ;_;*~ i zbyt szybki wybuch.
Jednak, godzinę po wyruszeniu, Daniel
poczuł, że zrobiło mu się słabo. Zaczął go mocno boleć brzuch oraz mdliło go.
Na dodatek oczy zaszły mu mgłą, przez co chłopak ledwo widział, gdzie leci. ~*Znowu
zmiana czasu. A poza tym, widzicie? Mówiłam.*~ Włączył on więc
autopilota, gdyż czuł, że zaraz gdzieś się rozbije. Po zrobieniu tego, jako iż
czuł, że zaraz zwymiotuje, zaczął próbę rozpięcia pasów. Jednak, jako iż ręce
mu się trzęsły, nie udawało mu się to. Musiał więc zostać na miejscu.
Paręnaście minut później, zaczęło go jeszcze bardziej mdlić oraz mocniej zaczął
go boleć brzuch. ~*<Rozpacza nad swoją dawną mentalnością.>*~ Musiał
on pójść do łazienki. Ponownie zaczął więc próbę odpięcia pasów. Tym razem
udało mu się to. W tym momencie wstał on z siedzenia, wyszedł z kabiny pilota i
ruszył w kierunku łazienki...
Tymczasem, Andromeda, zauważyła stan
Daniela. Widziała, że jest blady oraz, że głęboko oddycha. *Pierdolona
zmiana czasów.* Od razu spytała ona go:
- Daniel? Coś ci się stało?
- Źle się czuję...Słabo mi...Brzuch
mnie boli...Mdli mnie...Chyba zjadłem coś nieświeżego... ~*Czyli typowy
Europejczyk lub Amerykanin po wizycie w Azji.*~ - Odpowiedział słabym
głosem chłopak.
W tym momencie, poszedł on do
łazienki. Po chwili dało się słyszeć, jak wymiotował. Powtórzyło się to 25
razy *Ten to ma tytanowy żołądek.*, po czym nie miał
on już czym wymiotować. ~*Co ty nie powiesz...*~ Jednak,
osłabiło go to. Nie miał już sił. Musiał się położyć. Ledwo doczołgał się on do
jednego z siedzeń, położył się na nim, a po chwili usnął...
Dwie godziny później, gdy Daniel
obudził się, nie czuł się lepiej. Wręcz przeciwnie. Czuł się jeszcze
gorzej. ~*A zdania pojedyncze są fajne.*~ Bardzo mocno bolał
go brzuch oraz czuł się tak, jakby zaraz miał zwymiotować, mimo iż nie miał już
czym. Słyszał on swoje ciężkie oddechy. Po chwili ujrzał on przed sobą
Andromedę, która spytała:
- Daniel...Jak się czujesz?
~*- No kurwa świetnie. - Odpowiedział
zirytowany głupotą (G)Andzi Daniel.*~
- Jeszcze...Jeszcze gorzej... -
Odpowiedział słabym głosem.
-
To chyba jakaś choroba...
*
*
Ale nie martw się...Nawet jakby, to ja
się tobą zajmę... - Rzekła
- Dziękuję... - Powiedział Daniel
Po tej rozmowie, Andromeda została
przy Danielu. Paręnaście godzin później, helikopter wylądował. ~*Od tak
sobie, bez interwencji pilota.*~ W tym momencie Andromeda wstała i
wzięła swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera. Gdy była na zewnątrz, jako iż
helikopter wylądował niedaleko muzeum, dziewczyna podeszła do wejścia, po czym
ustawiła tam swój sprzęt i nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety, *"*przypadkowo*"* wcisnęła
też przycisk odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie sprzętu. W tym
momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu i odepchnął Andromedę,
która nie zdążyła uciec, w kierunku helikoptera. Od uderzenia, dziewczyna
syknęła z bólu. Mimo wszystko, podeszła ona do swojej maszyny i podniosła ją.
Gdy to zrobiła, ruszyła w kierunku helikoptera. W czasie drogi jednak, włączyła
ona swój telefon ~*Co z tego, że czuła ból. A poza tym, jaka zajebista
akcja... <Ziew>*~ i w notatniku zjechała na pozycję piętnastą. W
tym momencie na ekraniku ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 15 -
Aszchabad, Turkmenistan, Nisa, ruiny starożytnego miasta Partów."
„Zacnie... ~*Jakie wyrafinowane
słownictwo...*~ Czego to jeszcze nie wymyślą..." – Pomyślała po
przeczytaniu tego.
Po chwili jednak weszła do
helikoptera. Gdy tam była, odłożyła sprzęt, po czym podeszła do Daniela i
spytała:
- I jak? Lepiej się czujesz?
- Nie... - Odpowiedział słabym głosem.
- Eh...Nie martw się...Ja się tobą
zajmę... - Rzekła
Po chwili jednak poczuli oni, że
helikopter startuje. *Kurwa, dawać mi tu tą inteligentną maszynę.* Zaczęli
oni więc czekać, gdzie doleci... ______________________________________________
Rozdział XV –
Spotkanie
*Czemu my w ogóle
analizujemy to opko rozdział po rozdziale?*
~*Bo to było moje
marzenie, stworzyć analizatornię, w której analizowałabym opka rozdział po
rozdziale. A poza tym, chcę aby czytelnicy poznali to gafno w całości.*~
Kilkanaście godzin później, okazało
się, że ~*Andromeda to nadal debilka.*~ helikopter zatrzymał
się koło ruin starożytnego miasta Partów. W tym momencie, Andromeda ze
zdziwieniem spytała Daniela:
- Skąd autopilot wiedział, gdzie
lecieć?
*Słowo "inteligentny" w końcu zostało przypisane do
dobrego sprzętu.*
- Jeszcze...Jeszcze tego nie wiem... -
Odpowiedział słabym głosem Daniel.
Po tej rozmowie, Andromeda wstała, po
czym wzięła swój sprzęt. Gdy to zrobiła, wyszła z helikoptera i ruszyła w kierunku
ruin. ~*Bo gdzie indziej miałaby iść.*~ Gdy tam była, ustawiła
swój sprzęt w odpowiednim miejscu i już chciała nacisnąć odpowiedni przycisk,
jednak w tym momencie poczuła, że ktoś ją obejmuje, a następnie kładzie *Dynamit
na jej głowie.* swoją głowę na jej ramieniu. *Nie
zgadłem.* Dziewczyna zdziwiła się tym, gdyż przecież była tam
sama. Mimo wszystko odwróciła się. Gdy to zrobiła, ujrzała...Grzegorza.
- Grzegorz? Co ty tu robisz? Nie
powinieneś niszczyć Miejsc? – Spytała zdziwiona dziewczyna.
- A no powinienem, ale przelatywałem
tędy no i zobaczyłem ciebie, więc postanowiłem się tu zatrzymać i po
cichu ~*cię zabić.*~ do ciebie podejść. – Odpowiedział
chłopak.
- A w ogóle gdzie teraz musisz lecieć?
– Zapytała
- Do Tasmanii, na początek Bay of
Fires. – Odpowiedział
Później, porozmawiali oni jeszcze
trochę ze sobą *Bo po co wymyślać dalszą rozmowę.*,
po czym Grzegorz musiał odejść. Andromeda tymczasem nacisnęła odpowiedni
przycisk na maszynie, po czym odbiegła na bezpieczną odległość. Parę minut
później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.
Po wybuchu, Andromeda podeszła do
swojej maszyny, po czym wzięła ją i udała się w kierunku helikoptera. W czasie
drogi wyjęła swój telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego, w notatniku
zjechała na pozycję szesnastą. W tym momencie na ekraniku zobaczyła napis:
„Miejsce Przeznaczenia 16 - Himalaje,
podnóża Mount Everest." ~*Dobrze, że nie szczyt.*~
„No tak, a jak zabije mnie jakiś
cięższy kawałek Mount Everest, to będzie ich wina." – Pomyślała dziewczyna
po przeczytaniu tego. *Zwalaj winę na nich.*
Po chwili jednak, gdy doszła ona do
helikoptera, schowała swój sprzęt oraz telefon, po czym podeszła do Daniela i
spytała:
- I jak tam? Lepiej się już czujesz?
*- A jak myślisz, cholero? -
Odpowiedział nonszalancko Daniel.*
- Nie...Ani...Ani trochę...W ogóle...W
ogóle to daj...daj mi *Pistolet* wody... -
Powiedział słabym głosem.
W tym momencie dziewczyna zrobiła to
co chciał Daniel, jednak, widząc, że chłopak nie jest na siłach, aby się
podnieść i napić, pomogła mu. Gdy już to zrobiła, odstawiła kubek, po czym
usiadła koło Daniela. Chwilę później oboje poczuli, że helikopter
ruszył... ~*Od tak, sam z siebie.*~
______________________________________________
Rozdział XVI – Uderzenie
w głowę.
Kilkanaście godzin później, helikopter
doleciał do Mount Everest. Zatrzymał się niedaleko góry. ~*To zdanie
pojedyncze jest już przesadą.*~ Kiedy już stał, Andromeda wzięła swój
sprzęt, po czym wyszła na zewnątrz. Gdy się tam znalazła, udała się w kierunku
Mount Everest. Po znalezieniu się koło góry, ustawiła swój sprzęt, a następnie
nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety, *"*przypadkowo*"*
nacisnęła również przycisk odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie
maszyny. Po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu oraz
odepchnął Andromedę, która nie zdążyła uciec...
Andromeda, nie dość, że nie mogła jak
się ruszyć, gdyż już dwa mocne kawałki skał przygniotły ją za ręce do
ziemi *O czym nie wspomniano akapit temu, bo po chuj.*,
to jeszcze jeden z większych uderzył ją bardzo mocno w głowę. Od mocnego
uderzenia, straciła ona przytomność...
Dwie godziny później, gdy dziewczyna
obudziła się, ujrzała ciemność. ~*Mam nadzieję, że umarła.*~ Jednak,
gdy chciała się ona podnieść, uderzyła głową w kamień. ~*Cholera
:<*~ Znaczyło to, że była przysypana odłamkami skał z Mount
Everest. *Co ty nie powiesz...* Od razu zaczęła
ona próbę uwolnienia. Po parunastu minutach, była ona już na powierzchni. Gdy
się tam znalazła, wzięła swój sprzęt i ruszyła w kierunku helikoptera.
W czasie drogi, wyjęła ona swój
telefon i włączyła go. ~*Jak gdyby nigdy nic.*~ Po zrobieniu
tego, w notatniku zjechała na pozycję siedemnastą. W tym momencie ujrzała ona
na ekraniku napis:
„Miejsce Przeznaczenia 17 -
Kazachstan, Astana, środek Piramidy Pokoju i Pojednania."
„Jakie nazwy..." –
Pomyślała *dziewczyna z chujowym imieniem* po
przeczytaniu tego.
Po chwili jednak, gdy weszła do
helikoptera, odłożyła swoje urządzenie, po czym usiadła koło chorego Daniela i
spytała:
- Już lepiej ci?
- Nie...Ani...Ani trochę... -
Odpowiedział słabym głosem.
- Eh...Biedny jesteś... - Rzekła
dziewczyna.
~*Kiedy on zdechnie?*~
*Znając życie, nigdy.*
~*;'-(*~
Po chwili jednak, poczuli oni, że
helikopter ruszył... ______________________________________________
Rozdział XVII –
Zaskoczenie i zbyt szybki wybuch.
Kilkanaście godzin później, helikopter
zatrzymał się koło Piramidy Pokoju i Pojednania. Po zatrzymaniu się, Andromeda,
przed wyjściem wzięła swój sprzęt i gdy chciała wyjść, musiała jeszcze pomóc
Danielowi napić się wody ~*A mogła go po prostu zabić.*~, gdyż ten
nie miał jeszcze na nic sił. Paręnaście minut później, gdy dziewczyna mogła już
wyjść z helikoptera, po znalezieniu się na zewnątrz, jako iż była bardzo blisko
Piramidy, tylko do niej weszła. Gdy się tam znalazła, ujrzała, że było tam
całkowicie ciemno. Od razu, mimo wszystko, ruszyła w kierunku jej środka.
Jednak... *DUN DUN DUUUUUUUUN!*
W połowie drogi dziewczyna poczuła się
obserwowana. ~*Czyżby mój były monsz?*~ Od razu odwróciła się
ona. Jednak, nikogo nie zauważyła. Wzruszyła więc ramionami, po czym ruszyła w
dalszą drogę. *Bo to jest logiczne.* Mimo
wszystko, czuła się jeszcze bardziej obserwowana. Zaczęła się ona bać. Bała
się, że KTOŚ lub COŚ co lub kto obserwowało lub obserwował ją, mogło lub mógł
jej coś zrobić. Po chwili jednak, doszła ona do środka Piramidy Pokoju i
Pojednania. Gdy się tam znalazła, ustawiła w odpowiednim miejscu swój sprzęt i
już chciała nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie poczuła ona
czyiś oddech na swoim karku. ~*MÓJ MONSZ?!*~ Wystraszyła się
ona nie na żarty. Nie dość, że była w ciemności, to jeszcze KTOŚ lub COŚ był
lub było za nią. Od razu się odwróciła. Gdy to zrobiła, stanęła twarzą w twarz,
z...Grzegorzem. ~*Kurwa ;"-(*~
- Grzegorz, nie strasz mnie tak
więcej... - Powiedziała Andromeda.
- Oj przepraszam...Haha... - Rzekł
Grzegorz.
- W ogóle, to co ty tu robisz? –
Spytała dziewczyna.
- Zatrzymałem się niedaleko, aby
trochę rozruszać kości, no i doszedłem aż tu. A jako iż zauważyłem, że
wchodziłaś do tej Piramidy, postanowiłem cię lekko nastraszyć. – Odpowiedział
- A zniszczyłeś już chociaż jedno
Miejsce? – Zapytała
- Nie. Jeszcze nie. Coś mi GPS
wyjątkowo nawala. *Trójkąt Bermudzki?* Nie wiem
gdzie dokładniej lecieć. – Odpowiedział
Później porozmawiali oni jeszcze
trochę ~*Bo na luj wymyślać rozmowę.*~, po czym Grzegorz odszedł, a
Andromeda nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety, *"*przypadkowo*"*
nacisnęła przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie urządzenia. W
tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu i odepchnął
Andromedę, która nie zdążyła uciec.
Dziewczyna, odepchnięta, ze strachu
zamknęła oczy. Po chwili jednak poczuła, że ktoś ją trzymał. Od razu otworzyła
ona oczy i odwróciła się. Gdy to zrobiła, ujrzała Grzegorza. ~*Ty
debilu!*~
- Grzegorz...Dziękuję, że mnie
złapałeś...
- Oj nie ma za co. Nie mogę pozwolić,
aby coś ci się stało. W ogóle to muszę kiedyś gdzieś przenieść ten przycisk
odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie maszyny, bo i mi czasem *"*przypadkowo*"*
zdarzało się go nacisnąć. – Rzekł
- A po co w ogóle jest ten przycisk? –
Spytała Andromeda.
~*- Abyś wreszcie zdechła. -
Odpowiedział kulturalnie Grzegorz.*~
- Wiesz, np. gdy jest Miejsce
Przeznaczenia w jakimś zatłoczonym miejscu, to aby je zniszczyć z ukrycia,
używa się tego przycisku, aby nie tracić czasu. – Odpowiedział chłopak.
*Sprytne*
Po tej rozmowie, postawił on ją na
ziemię ~*A to on ją podniósł? Niedomówienia! Jaaaj! -_-*~, po czym
oboje rozeszli się w swoje strony...
W czasie drogi, dziewczyna wyjęła swój
telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego, zjechała na pozycję osiemnastą w
liście. Chwilę później ujrzała na ekraniku napis:
„Miejsce Przeznaczenia 18 –
Irak, Teheran, szczyt Bordż-e Milad."
„Będę mistrzem, gdy się tam
utrzymam." – Pomyślała po przeczytaniu tego.
~*Ale w końcu jesteś Mary Sue, nie?*~
Gdy zaś parę minut potem Andromeda
doszła do helikoptera, odłożyła swoją maszynę i spytała Daniela:
- I jak? Chociaż trochę lepiej się już
czujesz?
- Trochę tak... - Odpowiedział
chłopak.
- Miejmy nadzieję, że niedługo *nie*
wyzdrowiejesz... - Rzekła dziewczyna.
- Dziękuję, że...że się tak o mnie
troszczysz... - Powiedział
- Oj, bo po prostu jakbyś umarł, to
dla mnie i dla świata ~*nie*~ byłoby ogromną stratą stracić
tak *głupią* inteligentną osobę, co w
dzisiejszych czasach jest cudem... - Odparła
W tym momencie Daniel uśmiechnął się,
po czym powiedział:
- Dziękuję za komplement...
- Oj, to tylko prawda jest... - Rzekła
Po tej rozmowie, dziewczyna usiadła
koło Daniela, po czym rzekła:
- Daniel...Nie chcę się jakoś
narzucać, ale ty od prawie tygodnia nic już nie jesz...
- Bo...Bo ja czuję, że...że jak coś
zjem, to...to zwymiotuję... - Powiedział chłopak.
- Eh...Biedny jesteś... - Rzekła
dziewczyna.
Chwilę po tej rozmowie, helikopter
ruszył... *Ja chcę to inteligentne cholerstwo!* ______________________________________________
Rozdział XVIII –
Niebezpieczne spotkanie z wrogami. ~*DUN DUN DUUUUUUUUN!*~
Kilkanaście godzin później, helikopter
doleciał do Teheran i zatrzymał się niedaleko Bordż-e Milad. Po wylądowaniu,
Andromeda wzięła swój sprzęt i wyszła na zewnątrz. Po znalezieniu się poza
helikopterem, ruszyła w kierunku Bordż-e Milad. Kiedy zaś tam weszła, zaczęła
szukać drogi na dach. Po parunastu minutach poszukiwań, dziewczyna odnalazła
wejście. Od razu weszła na szczyt. *Co za zajebisty opis...
<Ziew>* Gdy tam była, o dziwo, utrzymała się bez
problemu i bez problemu ustawiła swój sprzęt. ~*Bo jest Mary Stół*~ Już
chciała go uruchomić, jednak w tym momencie usłyszała taki dźwięk, jakby ktoś
zeskakiwał ze swojego helikoptera. Od razu odwróciła się ona. Gdy to zrobiła,
ujrzała swoich wrogów. O dziwo, cała trójka + *Poloniści już jadą
ze swoimi siekierami.* sprzęt utrzymali się idealnie na
szczycie. ~*Ah, ci idealni bohaterowie...*~ Chwilę później,
Patryk rzekł:
- Przynajmniej wreszcie nie musimy
walczyć z Danielem.
- Oj, co chcesz. Daniel jest fajny.
Przynajmniej lepszy od ciebie. – Powiedziała Andromeda.
~*Ja tam jednak wolę Dejwida.*~
*A ja ich helikopter.*
~*...*~
*Co chcesz? To jest najambitniejsza
postać z tego całego opka.*
- Weź mnie kobieto nie denerwuj... -
Rzekł Patryk.
Po tej rozmowie, zaczęła się
standardowo walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na stronę Andromedy, to
na stronę jej wrogów. W pewnym jednak momencie, dziewczyna skorzystała z okazji
i pchnęła Mateusza na przycisk uruchamiający maszynę. W tym momencie dało się
słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. W tym momencie, cała trójka zaczęła
spadać w dół. Andromedzie jednak w locie udało się złapać sprzęt oraz chwycić
metalowej części helikoptera który akurat podleciał *Widzisz?
Mówiłem.*, jednak Patryk i Mateusz spadli w dół... ~*Ta
akcja była tak zajebista, że aż farba uschła.*~
Tymczasem, Andromeda, weszła do
helikoptera, odłożyła swój sprzęt na odpowiednie miejsce, po czym spytała
Daniela:
- I jak? Dobrze się już czujesz?
- Jeszcze nie bardzo...Ale...Ale z
każdą chwilą jest lepiej... *Szkoda...* -
Odpowiedział chłopak.
W tym momencie dziewczyna usiadła koło
niego, włączyła swój telefon i zjechała na pozycję dziewiętnastą na liście. W
tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 19 -
Ukraina, Czerniowce, sam szczyt Czerniowieckiego Uniwersytetu Narodowego im. Jurija
Fedkowycza."
„Przynajmniej nie szczyt Wierzy ~*Ja
serio jebnęłam taką literówkę? -_-*~ Eiffla..." – Pomyślała po
przeczytaniu tego.
Chwilę później, poczuła ona, że
helikopter ruszył...
____________________________________________________________
Rozdział XIX –
Nieprzyjemne spotkanie. ~*OMG, BĘDZIE MÓJ MONSZ! <3*~ *... <-
Kropki rozpaczy.*
Kilkanaście godzin później, helikopter
doleciał do Czerniowieckiego Uniwersytetu Narodowego im. Jurija Fedkowycza.
Zatrzymał się niedaleko wejścia, dzięki czemu Andromeda miała bliżej. ~*Oczywiście,
Mary Sójka zawsze musi mieć łatwo w życiu.*~ Dziewczyna wzięła więc
swój sprzęt, po czym wyszła z helikoptera i udała się do Uniwersytetu. Gdy się
tam znalazła, jako, iż jak zwykle było pusto *Czyli standard.*,
spokojnie ruszyła w poszukiwaniu wejścia na dach. Paręnaście minut później,
znalazła takowe. Weszła więc na dach, po czym w odpowiednim miejscu ustawiła
swój sprzęt.
Już chciała ona nacisnąć odpowiedni
przycisk, jednak w tym momencie poczuła, że ktoś przystawił jej do głowy dwa
pistolety. *Widzę, że Dejwid jest coraz lepszy.* ~*On
był zajebisty od momentu, w którym powstało jego imię. <3*~ Przestraszyła
się ona nie na żarty. Od razu odwróciła się ona, aby sprawdzić, kto ją chciał
zastrzelić. Gdy to zrobiła, ujrzała...~*mego mensza*~ Dawida.
- DAWID!!! ZOSTAW MNIE W SPOKOJU!!! –
Krzyknęła
- Nie. No, chyba, że dasz się zabić. –
Rzekł Dawid.
- Ty to powinieneś trafić do
psychiatryka. – Powiedziała
- Cofaj mi to, ale już! – Krzyknął
- Nie. – Rzekła
W tym momencie, Dawid chciał
zastrzelić Andromedę, jednak ta była zwinniejsza. ~*Oczywiście*~ Po
dwóch godzinach, gdy dziewczyna była wykończona od uciekania od strzał,
Dawidowi skończyły się wszystkie naboje do dwóch pistoletów. *To
ile on ich miał?* Andromeda, widząc to, powiedziała ze
słyszalną drwiną w głosie:
- Oh, naszemu Dawidkowi skończyła się
amunicja...Jaka szkoda...Nie będzie już mógł zabijać...Tak mi
przykro...Haha. *Przedszkole mode: Permanent ON.*
W tym momencie dało się zobaczyć, że
chłopak trząsł się ze złości. Schował on swoje pistolety, po czym rzucił się na
już wykończoną dziewczynę. Przez całą walkę wygrywał Dawid, gdyż ~*był
fajny*~ Andromeda była już osłabiona i ciężej jej się walczyło. Po
chwili jednak, chłopak popełnił swój błąd. Pchnął dziewczynę w kierunku
przycisku uruchamiającego jej maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk,
który wysadził ¾ terenu, przez co, Dawid, który nie zdążył się złapać ocalałej
części dachu, spadł w dół... ~*NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!
;"-(*~ *...*
Andromeda natomiast, zdołała utrzymać
się na szczątkach dachu ~*KURWA!!!*~ i przy okazji złapać
maszynę. Przed zejściem jednak, włączyła swój telefon i zjechała na pozycję
dwudziestą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 20 -
Pakistan, początek Lahaur."
„Aha" – Pomyślała po przeczytaniu
tego.
*Ambitne myśli, widzę.*
Po chwili jednak, zeszła ona z resztek
dachu i weszła do helikoptera. Gdy tam była, odłożyła swój sprzęt, usiadła koło
Daniela i spytała:
- I jak tam twój stan?
- Jest już normalny, taki jak przed
chorobą, ale nadal nie mam sił, aby wstać. – Odpowiedział chłopak.
~*I wreszcie nauczyłem się normalnie
mówić.*~
- Tym lepiej, że nie musisz już
cierpieć... - Rzekła dziewczyna.
Po chwili poczuli oni, że helikopter
ruszył...
______________________________________________
Rozdział XX –
Spokojne niszczenie.
~*Uff, chociaż
tutaj będzie krótko.*~
*Tak w ogóle, to
ile jeszcze rozdziałów?*
~*Pięćdziesiąt
dwa.*~
*<Płacze>*
Kilkanaście godzin później, helikopter
doleciał do Lahaur. Po znalezieniu się tam i wylądowaniu, Andromeda wstała z
siedzenia, wzięła swój sprzęt i wyszła z helikoptera. Kiedy to zrobiła, udała
się na początek miasta. Paręnaście minut później, gdy tam była ~*Szybka
jest.*~, w odpowiednim miejscu ustawiła swój sprzęt.
Gdy to zrobiła, nacisnęła odpowiedni
przycisk i odbiegła na bezpieczną odległość. Po parunastu minutach dało się
słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. W tym momencie, Andromeda przed
podejściem do swojego sprzętu, wyjęła i włączyła swój telefon, po czym na
liście zjechała na pozycję dwudziestą pierwszą. W tym momencie na ekraniku
pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 21 -
Korea Południowa, koniec National Museum of Korea."
„Dobrze, że nie Korea Północna..."
– Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego.
~*Szkoda. Może by cię tam zamknęli.*~
Jednak, ruszyła ona w kierunku swojego
sprzętu, po czym podniosła go i udała się w kierunku helikoptera. W czasie
drogi pomyślała ona:
„Spokojnie dziś minęło to niszczenie.
Żadnych nagłych wybuchów, spadnięć, walk itd. To trochę dziwne..." ~*Nie
dziwne. Po prostu nie chciało mnie się wtedy pisać.*~ *To na
chuj pisałaś?* ~*Aby było. Nie, ale serio. ;_;*~ *;-;*
Po chwili jednak doszła ona do
helikoptera. Gdy tam weszła, ujrzała, że Daniel już nie leżał jak zwykle na
siedzeniu, a krzątał się po helikopterze. Gdy Andromeda to zobaczyła, spytała:
- Daniel, już się lepiej czujesz?
*"Boże, nie dość, że idiotka, to
jeszcze ślepa." - Pomyślał Daniel.*
- Tak. Już się i lepiej czuję i mogę
chodzić. – Odpowiedział.
- Tym lepiej... - Rzekła
- W ogóle, to gdzie mam cię teraz
zabrać? – Spytał
- Do Korei ~*Północnej*~ Południowej.
Miejsce Przeznaczenia jest na końcu National Museum of Korea. – Odpowiedziała
Po tej rozmowie, Daniel poszedł do
kabiny pilota, a Andromeda usiadła na swoim dawnym, zwykłym siedzeniu. Zaś po
chwili czekania, helikopter ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXI –
Ciekawe odkrycie i mozolne wejście.
~*Jak to opko.*~
Kilkanaście godzin później, gdy
helikopter dolatywał do National Museum of Korea, Andromeda ujrzała, że wyszedł
do niej Daniel. Po chwili chłopak powiedział:
- Masz w tym helikopterze naprawdę
ciekawą technologię. Okazało się bowiem, że jeśli helikopter startuje za pomocą
autopilota, to autopilot pobiera z telefonu właściciela lokalizację do której
ma teraz skierować helikopter i tak można dolatywać do różnych miejsc, nie
siedząc za sterami. *Dawać mi to tu. NOW!*
- Wiesz, że nawet o tym nie
wiedziałam? Ale rzeczywiście jest to ciekawe. – Rzekła Andromeda.
Po chwili jednak helikopter wylądował.
Gdy już się zatrzymał, Andromeda wstała z siedzenia, wzięła swój sprzęt i
wyszła. Po zrobieniu tego, zaczęła szukać wejścia do muzeum. Niestety, wszystko
było pozamykane. ~*Warum nicht?*~ Po chwili jednak, ujrzała
ona jakieś niedomknięte okno. Jednak szpara była zbyt wąska. Mimo wszystko,
dziewczyna spróbowała najpierw przecisnąć swój sprzęt. O dziwo, mimo iż
urządzenie było dość szerokie. ~*W tym zdaniu ewidentnie brakuje
końcówki i realizmu.*~ Po przeciśnięciu maszyny, dziewczyna wciągnęła
brzuch jak tylko mogła i spróbowała przecisnąć się przez szparę. Nie udawało
jej się jednak to. Mimo wszystko, po godzinie, gdy dziewczyna zaczęła tracić
przytomność z powodu braku powietrza,
*
*
udało jej się przecisnąć. Od razu
odetchnęła ona, po czym bezsilnie opadła na podłogę. Nie miała sił, aby się
podnieść. Musiała więc leżeć. Mimo to, nikt jej nie zauważył, gdyż w muzeum
było pusto. ~*Żeby nikt nie przeszkadzał naszej Mary Sue.*~
Po godzinie, gdy dziewczyna odzyskała
siły, podniosła się, po czym wzięła swój sprzęt i ruszyła w kierunku końca
muzeum. Paręnaście minut później, gdy doszła ona do odpowiedniego miejsca,
ustawiła tam swój sprzęt, po czym nacisnęła przycisk uruchamiający machinę, a
następnie odbiegła na bezpieczną odległość. Paręnaście minut później dało się
słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Andromeda miała więc ułatwioną drogę.
Wzięła więc swój sprzęt i wyszła.
Podczas drogi, wyjęła swój telefon i włączyła
go, po czym zjechała na pozycję dwudziestą drugą na liście. W tym momencie na
ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 22 - Oman,
Maskat, wejście do Al Alam Palace."
„Ważne, że nie SAM SZCZYT." –
Pomyślała po przeczytaniu tego.
*To by było pojebane w tym wypadku.*
Po chwili zaś, weszła ona do
helikoptera. Po znalezieniu się tam, odłożyła swój sprzęt, po czym, zanim
Daniel zdążył zapytać, powiedziała:
- Teraz musimy lecieć do Omanu, a
dokładniej do Maskatu. Miejsce Przeznaczenia jest w wejściu do Al Alam Palace.
Po tych słowach, Daniel poszedł do
kabiny pilota, a Andromeda usiadła na zwykłym siedzeniu. Po chwili zaś
helikopter ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXII –
Spadające drzwi. *Co za zwrot akcji... <Ziew>*
Kilkanaście godzin później, gdy
helikopter doleciał do Maskat, zatrzymał się koło Al Alam Palace. Po
wylądowaniu, Andromeda wstała z siedzenia, po czym wzięła swój sprzęt i wyszła
z helikoptera. Po zrobieniu tego, podeszła ona do wejścia Al Alam Palace, a
następnie postawiła tam swoją maszynę. Gdy to zrobiła, nacisnęła przycisk
odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie maszyny. ~*Ten początek
zaczyna mnie nudzić.*~ *Nie tylko ciebie.*
Po ułamku ~*Ułamku czego?*~ dało
się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Nie odepchnął on Andromedy, jednak na
dziewczynę, która nie zdążyła uciec, spadły drzwi. Po przygnieceniu, dziewczyna
pomyślała tylko:
„Au..."
Po czym zaczęła próbę odgarnięcia
drzwi z siebie. Po paru minutach, udało jej się to. Gdy wygrzebała się ona spod
drzwi, przed wzięciem swojego sprzętu, włączyła telefon *Który,
jak wiemy, jest najważniejszy.* po czym zjechała na pozycję
dwudziestą trzecią na liście. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 23 -
Demokratyczna Republika Konga, Kinszasa, pierwszy zakręt."
„Im się chyba już naprawdę pomysły
kończą..." – Pomyślała po przeczytaniu tego.
~*Faktycznie, kończyły mnie się
pomysły.*~
Mimo wszystko, wyłączyła i schowała
ona telefon, po czym wzięła swój sprzęt i ruszyła w kierunku helikoptera. Gdy
zaś tam weszła, odłożyła sprzęt, po czym została zapytana przez Daniela:
- No to gdzie teraz musimy lecieć?
*- Do Wygwizdowa Dolnego. -
Odpowiedziała (G)Andzia.*
- Do Demokratycznej Republika Konga,
do Kinszasy. Miejsce Przeznaczenia jest na pierwszym zakręcie. – Odpowiedziała
dziewczyna.
- Czego to oni nie wymyślą... -
Powiedział chłopak.
W tym momencie Daniel poszedł do
kabiny pilota, a Andromeda usiadła na normalnym siedzeniu. Po chwili zaś dało
się poczuć, że helikopter ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXIII –
Ponowne, spokojne niszczenie.
Kilkanaście godzin później, gdy
helikopter doleciał Kinszasy, zatrzymał się na jej początku. Po wylądowaniu,
dziewczyna wstała z siedzenia i wzięła swoją maszynę. Gdy to zrobiła, wyszła z
helikoptera, po czym ruszyła na poszukiwania pierwszego zakrętu... ~*Cóż
za zajebista akcja...*~
Paręnaście minut później, znalazła
takowy. Oczywiście podeszła ona do niego, po czym ustawiła tam swój sprzęt, po czym
nacisnęła odpowiedni przycisk i odbiegła na bezpieczną odległość. Paręnaście
minut później, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *Nudzi
mnie to opko, a nawet do połowy nie doszliśmy.*
Po wybuchu, Andromeda podeszła do
swojego sprzętu i wzięła go. Gdy to zrobiła, ruszyła w kierunku helikoptera. W
czasie drogi, wyjęła ona swój telefon i włączyła go. Po zrobieniu tego,
zjechała w notatniku na pozycję dwudziestą czwartą. W tym momencie na ekraniku
pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 24 -
Polska, Wawel, szczyt Zamku Królewskiego na Wawelu."
~*Ła, nareszcie jakaś odmiana.*~
„A i Polski nie było...W końcu jakaś
odmiana." – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego.
Chwilę później, doszła *(
͡° ͜ʖ ͡°)* ~*... <- Kropki załamki.*~ jednak do
helikoptera. Gdy tam weszła, zastała Daniela, który spytał ją:
- No to gdzie teraz mamy lecieć?
*- Do Wygwizdowa Średniego. -
Odpowiedziała Andzia.*
- Do Polski, a dokładniej na Wawel.
Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie Zamku Królewskiego na Wawelu. –
Odpowiedziała dziewczyna.
- Zawsze to jakaś odmiana... - Rzekł
chłopak.
Po tej rozmowie, poszedł on do kabiny
pilota, a Andromeda odłożyła swój sprzęt w odpowiednie miejsce, a następnie
usiadła na zwykłym siedzeniu. Chwilę później, helikopter ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXIV –
Upadek ze szczytu.
Paręnaście godzin później, helikopter
doleciał do Polski, a dokładniej na Wawel. Po znalezieniu się tam, helikopter
zatrzymał się niedaleko Zamku Królewskiego na Wawelu. Po wylądowaniu, Andromeda
wstała i wzięła swoją maszynę. Gdy to zrobiła, wyszła z helikoptera i ruszyła w
kierunku Zamku. *Ty to pisałaś, aby wydłużyć rozdziały, prawda?* ~*Nom...
;_;*~
Paręnaście minut później, gdy weszła
już na dach, podeszła do odpowiedniego miejsca i ustawiła tam swój sprzęt. Gdy
to zrobiła, nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety, w tym momencie zdała sobie
sprawę z tego, co zrobiła. Nie mogła ona odbiec na bezpieczną odległość, gdyż
spadłaby poza dach. Musiała więc czekać...
Kilka minut później, dało się słyszeć
huk, który wysadził ¾ terenu. Andromeda, jako iż nie zdążyła się chwycić,
się ~*sięsięsięsię ;-;*~ szczątków dachu, zaczęła spadać w
dół. Ze strachu zamknęła ona oczy. Jednak, gdy spadła, poczuła, że ktoś ją trzymał.
Od razu otworzyła ona oczy i odwróciła głowę. Po zrobieniu tego, ujrzała
Daniela. *Weź go ktoś zajeb...*
- Daniel...Dziękuję ci za to, co dla
mnie zrobiłeś...
- Oj, nie musisz dziękować. Ja po
prostu nie mogę pozwolić na to, abyś zginęła. – Rzekł chłopak.
~*Nie udawaj takiego dobrego, bo my
znamy prawdę.*~
Po tej rozmowie, postawił on
dziewczynę na ziemi, po czym wziął jej sprzęt. Gdy to zrobił, oboje ruszyli w
kierunku powrotnym...
W czasie drogi, dziewczyna wyjęła i
włączyła swój telefon, po czym w notatniku zjechała na pozycję dwudziestą
piątą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 25 - Rosja,
Moskwa, sam szczyt Cerkwii, ~*CO TU ROBI PRZECINEK?!*~ Wasyla
Błogosławionego."
- Teraz musimy lecieć do Rosji, a
dokładniej do Moskwy. Miejsce Przeznaczenia znajduje się na samym szczycie
Cerkwii Wasyla Błogosławionego. – Rzekła dziewczyna po przeczytaniu tego.
- Jak ty się tam utrzymasz, to
będziesz moim bogiem. – Powiedział chłopak.
~*A czego innego spodziewasz się po
Mary Su?*~
Po chwili jednak, doszli oni do
helikoptera. Po znalezieniu się w nim, Daniel odłożył sprzęt dziewczyny i
poszedł do kabiny pilota, a Andromeda usiadła na zwykłym siedzeniu. Chwilę
później, helikopter ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXV –
Następne spotkanie z wrogami.
Kilkanaście godzin później, helikopter
doleciał do Moskwy. Zatrzymał się on niedaleko Cerkwii Wasyla
Błogosławionego. ~*Wkurwiają mnie te przesadzone zdania pojedyncze.*~ *Nie
tylko ciebie.* Po zatrzymaniu się, Andromeda wstała z
siedzenia, wzięła swój sprzęt i wyszła. Gdy była na zewnątrz, ruszyła w
kierunku Cerkwii. Kiedy weszła do niej, zaczęła szukać wejścia na sam
szczyt. ~*Sorki, że tak mało komentujemy, ale to jest tak nudne, że nie
mamy co powiedzieć.*~ Paręnaście minut później, takowe znalazła. Gdy
tam już była, o dziwo, wraz ze swym sprzętem utrzymała się tam. ~*W
końcu to Mary Stół.*~ Ustawiła więc maszynę i już chciała nacisnąć
odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie usłyszała taki dźwięk, jakby ktoś
zeskakiwał ze swojego helikoptera. Oczywiście od razu odwróciła się ona. Gdy to
zrobiła, ujrzała...swoich wrogów. *DUN DUN DUUUUUUUUUUUN!*
- Czy wy kiedyś dacie mi spokój? –
Spytała zirytowana.
- Jak dasz się wykończyć, to tak. –
Odpowiedział Patryk.
- Było powiedzieć, że nigdy... -
Rzekła
~*Zajebista rozmowa, nie ma co.*~
Po tej rozmowie, standardowo zaczęła
się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na jedną, to na drugą stronę. W
pewnym jednak momencie, Patryk popełnił swój najgorszy błąd. Pchnął Andromedę
na przycisk uruchamiający maszynę.
W tym momencie dało się słyszeć huk,
który wysadził ¾ terenu. W tym momencie Patryk, Mateusz i Andromeda zaczęli
spadać. Andromeda jednak chwyciła się metalowej części helikoptera, który
właśnie podleciał *I który ewidentnie nie chciał dopuścić do
szczęśliwego zakończenia.*, jednak Patryk i Mateusz spadli w dół...
Tymczasem, gdy Andromeda weszła do
helikoptera, schowała w odpowiednie miejsce swój sprzęt, który udało jej się
złapać, po czym wyjęła swój telefon i włączyła go. Kiedy to zrobiła, w
notatniku zjechała na pozycję dwudziestą szóstą. W tym momencie na ekraniku
pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 26 -
Samo dno Oceanu Indyjskiego."
- Teraz musimy lecieć do Oceanu
Indyjskiego. Miejsce Przeznaczenia jest na samym dnie. – Powiedziała dziewczyna
do Daniela, który akurat przyszedł.
W tym momencie, chłopak poszedł do
kabiny pilota, a Andromeda usiadła na zwykłym siedzeniu. Chwilę później, helikopter
ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXVI –
Niebezpieczne spotkanie ~*Mam nadzieję, że z mym menszem.*~ *Zapewne
tak.* i niszczenie z powietrza.
Kilkanaście godzin później, gdy
helikopter doleciał nad Ocean Indyjski, Andromeda zaczęła mieć przeczucie, że
zaraz może się coś stać. Wstała ona więc z siedzenia, po czym odwróciła się.
Gdy to zrobiła, ujrzała... ~*Mego mensza. <3*~ Dawida.
- Chłopie, czy ty kiedyś dasz mi
spokój? – Spytała
- Jak cię zabiję... - Rzekł
- Wariat... - Powiedziała dziewczyna.
~*NIE OBRAŻAJ MEGO MENSZA!!!*~
- Masz mi to zaraz odwołać!!! –
Krzyknął
- Nie. – Powiedziała dziewczyna.
*Jaki rebel.*
Po tej rozmowie, Dawid chciał
zastrzelić Andromedę. Jedyne co udało mu się zrobić, to postrzelić dziewczynę.
W tym momencie krzyknęła ona z bólu i opadła na ziemię. W tym momencie, Dawid,
z szyderczym uśmiechem, podszedł do niej, po czym kopnął ją w kierunku wyjścia,
po czym przeskoczył na swój helikopter. ~*:**~
Andromeda zaś, została skazana na
spadanie. Ze strachu zamknęła ona oczy. W pewnym jednak momencie, poczuła, że
ktoś ją chwycił. ~*KURWA!!!*~ Od razu otworzyła ona zalane
łzami bólu oczy i uniosła głowę. Gdy to zrobiła, ujrzała Daniela, który trzymał
dziewczynę. Po chwili zaś, wciągnął ją do wnętrza helikoptera. *Chuj
jebany. I to głuchy, bo strzałów nie usłyszał.* Gdy to
zrobił, widząc, że dziewczyna sama nigdzie nie dojdzie, zaniósł ją na
siedzenie, po czym posadził ją tam, a następnie poszedł po bandaż i
zabandażował dziewczynie ranę.
Gdy to zrobił, widząc, że dziewczyna
nie jest na siłach ~*Jebana zmiana czasu. ;-;*~, aby zniszczyć
Miejsce, poszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po zrobieniu tego, wyjął
z niej sprzęt dziewczyny i zamknął drzwiczki. Gdy to zrobił, poszedł pod
pokład, po czym odczepił drabinki od uchwytów i przyczepił do nich sprzęt. Po
wykonaniu tego, wszedł na pokład i udał się w kierunku kabiny pilota.
Kiedy tam się znalazł, ustawił maszynę
w odpowiednim kierunku i ustawił jej maksymalną moc. Gdy to zrobił, nacisnął
odpowiedni przycisk i wystrzelił. W tym momencie ¾ ziemi z dna Oceanu zostało
zniszczonych, a z wody zrobił się słup, który wzbił się w powietrze, a
następnie opadł. ~*Zdziwiłabym się, gdyby tego nie zrobił.*~
W tym momencie, Daniel wyszedł z
kabiny pilota i zszedł pod pokład. Po znalezieniu się tam, odczepił sprzęt od
uchwytów, po czym przyczepił do nich drabinki. Gdy to zrobił, udał się na
pokład...
Tymczasem, Andromeda włączyła swój
telefon *MIMO, IŻ BYŁA POSTRZELONA!!!* i w
notesie zjechała na pozycję dwudziestą siódmą. W tym momencie na ekraniku
pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 27 - Seszele, początek ~*Alcatraz*~ Aride
Island."
W tym momencie, Andromeda wyłączyła
telefon i schowała go. Gdy to zrobiła, uniosła głowę. W tym momencie ujrzała
Daniela, który siadał koło niej. Dziewczyna od razu się do niego przytuliła.
Czuła się przy nim tak bezpiecznie...
Po chwili jednak, poczuli oni,
że *najlepszy bohater historii* helikopter
ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXVII –
„Co jest w tej maszynie?" ~*O, powracamy do mego starego systemu nazywania
rozdziałów?*~
Kilkanaście godzin później, helikopter
dolatywał do ~*Alcatraz*~ Aride Island. W momencie
dolatywania, Daniel spytał Andromedy:
- Masz siłę, aby niszczyć to Miejsce?
- N-nie... - Odpowiedziała zapłakanym
głosem dziewczyna.
- Nie ma problemu. Ja mogę je
zniszczyć za ciebie. – Rzekł chłopak.
- Ty...Ty jesteś taki dobry... - Odparła
*Wiesz, (G)Andziu. Hajsik*
- Oj, dzięki za komplement... -
Powiedział
Po chwili jednak, helikopter
wylądował. Daniel wstał więc z siedzenia, wziął sprzęt Andromedy i wyszedł. Gdy
był na zewnątrz, ruszył w kierunku początku wyspy, gdyż helikopter się dalej
zatrzymał. ~*Tylko po to, aby akcja była dłuższa.*~ Po
znalezieniu się na początku wyspy, ustawił on w odpowiednim miejscu sprzęt i
nacisnął odpowiedni przycisk. Gdy to zrobił, odbiegł na bezpieczną odległość.
Chwilę później, dało się słyszeć huk,
który wysadził ¾ terenu. Danielowi jednak udało się utrzymać na kawałku
ziemi. *Bo był Gary Stół.* Gdy zaś spojrzał na
drzewa, które tam były, zamarł. Były one takie, jak po wybuchu bomby atomowej,
czyli zostały z nich tylko pnie! ~*Kraina Grzybów tu była.*~ W
tym momencie, chłopak wyciągnął telefon i zadzwonił do Grzegorza. Po chwili w
słuchawce dało się słyszeć głos Grzegorza, który mówił:
- Tak?
- Ja chciałem się spytać, CO JEST W
TYCH WASZYCH MASZYNACH DO NISZCZENIA MIEJSC?! To co w Raid na karaluchy, czyli
nie wiadomo co? – Spytał Daniel.
W tym momencie Grzegorz zaśmiał się,
po czym powiedział:
- Zgaduję, że kolejne Miejsce
Przeznaczenia było w zalesionym terenie?
- No tak. I drzewa wyglądają, jakby
walnęła tu i teraz bomba atomowa. – Odpowiedział chłopak.
*- Bo wiesz, ostatnie co zobaczyłem,
to wielki grzyb atomowy, a potem schizy jak z Poradników Uśmiechu. - Dodał
Daniel.*
- No, bo tam jest dość sporo atomu, z
którym nie miałem co zrobić... - Rzekł chłopak.
- Po co ci był ten atom? Bombę atomową
w piwnicy budujesz? – Spytał Daniel.
- Skąd wiedziałeś? – Odpowiedział
pytaniem na pytanie Grzegorz.
*.....................................................................................................................................................................
<- Kropki "Jakim kurwa cudem?".*
W tym momencie nastała cisza. Po
chwili jednak, połączenie zostało zakończone. W tym momencie, Daniel wziął
sprzęt, po czym ruszył w kierunku helikoptera. Gdy tam był, powiedział do
Andromedy:
- Muszę jak najszybciej odłożyć to
narzędzie przeklęte.
- Dlaczego przeklęte? – Spytała
dziewczyna.
- Bo dowiedziałem się od Grzegorza, że
TAM JEST DOŚĆ SPORO ~*Nadjabłcza, Krainy Grzybów i papieru.*~ ATOMU!
– Odpowiedział
- Cooo?! Jak to *PAPIERU?!*
ATOMU?! – Krzyknęła dziewczyna.
- Grzegorz powiedział, że wrzucił tam
dość sporo atomu, z którym nie miał co zrobić. Wiesz skąd miał ten atom? –
Spytał chłopak.
- No nie. – Odpowiedziała dziewczyna.
~*- Ten pierdolony Gary Stu wbił do
Krainy Grzybów, zajebał atom i jeszcze wrócił! - Odparł Daniel
wkurwiony.*~
- On w piwnicy buduje bombę atomową. –
Rzekł
- On jest rzeczywiście jakiś walnięty.
– Odparła
*Pewnie wiewiórka Małgosia mu kazała.*
Po tej rozmowie, dziewczyna włączyła
telefon i w notatniku zjechała na pozycję dwudziestą ósmą. W tym momencie na
ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 28 -
Rwanda, środek Kigali."
Chwilę później, ujrzała ona Daniela,
który usiadł koło niej. Od razu schowała ona telefon i przytuliła się do
niego. ~*Uważaj, bo jeszcze Grzegorz będzie zazdrosny i wyśle was obu
na słoneczną łąkę.*~
Po chwili poczuli oni, że helikopter
ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXVIII –
Spotkanie
Kilkanaście godzin później, helikopter
dolatywał do Kigali. Gdy zaś paręnaście minut później lądował, Daniel zapytał
dziewczyny:
- Czujesz się już lepiej?
- Niby tak...Ale...Nie mam sił, aby
wstać... - Odpowiedziała
- Co za problem. Ja to Miejsce mogę
zniszczyć za ciebie. – Rzekł chłopak.
- Tyś taki dobry... - Odparła
Andromeda.
- Oj, dzięki, że tak mówisz. –
Powiedział
Po tej rozmowie, Daniel wstał i wziął
swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera, który wylądował i udał się w
kierunku środka Kigali. Paręnaście minut później, ustawił tam sprzęt Andromedy,
który nazywał odtąd ~*Krainą Grzybów*~ „narzędziem
przeklętym" ~*Też pasuje.*~, a następnie już chciał nacisnąć
odpowiedni przycisk, jednak w tym momencie, usłyszał on za sobą głos Grzegorza,
który mówił:
- DANIEL? A co ty tu robisz?
- Andromeda została...Ten...No jakby
to ująć...Postrzelona z pistoletu przez twojego brata i nie ma sił, aby wstać.
– Odpowiedział
- No ja tego Dawida chyba
zamorduję... ~*WARA OD MEGO MENSZA!*~ A mogę przynajmniej ją
zobaczyć? – Spytał
- Tak, możesz. – Odpowiedział Daniel
Po tej rozmowie, Grzegorz poszedł w
kierunku helikoptera dziewczyny, a Daniel nacisnął odpowiedni przycisk i
odbiegł na bezpieczną odległość. Chwilę później, dało się słyszeć huk, który
wysadził ¾ terenu i z jednego drzewa zrobił to, co z poprzednikami. W tym
momencie Daniel wziął *Krainę Grzybów* „narzędzie
przeklęte" i ruszył w kierunku helikoptera.
Tymczasem, gdy Grzegorz wszedł do
helikoptera dziewczyny, ujrzał ją leżącą na siedzeniu. ~*Zdziwiłabym
się, gdyby leżała na podłodze.*~ Od razu podszedł do niej, ukucnął
koło niej i pogładził ją po głowie. Po chwili zaś spytał:
- Andromedo...Co on ci dokładniej
zrobił?
W tym momencie uniosła ona głowę, po
czym, gdy ujrzała Grzegorza opowiedziała mu o wszystkim. Gdy skończyła, ten
powiedział:
- Ja go zamorduję...Najlepiej tym,
czego się boi...Nie martw się...
~*KRAINĄ GRZYBÓW?!*~
*... <- Kropki
"JapierdolęrozumiemżePoradnikUśmiechusięskończyłaleniesrajtaktym."*
- W ogóle...Wiesz, że nie jesteś
normalny? – Powiedziała dziewczyna.
- Dlaczego tak uważasz? – Spytał
Grzegorz.
- Kto normalny ~*Wbija do
Krainy Grzybów i jeszcze od tak z niej wychodzi?!*~ dodaje atomu do
maszyny do niszczenia Miejsc? I KTO NORMALNY BUDUJE BOMBĘ ATOMOWĄ W PIWNICY?!
Nawet mi o tym nie powiedziałeś... - Odpowiedziała Andromeda.
- Więc już wiesz...Po prostu nie
wiedziałem jak możemy zniszczyć świat, więc zacząłem tworzyć 100 megatonową
bombę atomową. Zobacz sobie film o największej bombie atomowej ZSRR. Tam też
dowiesz się, co mogłaby taka bomba zrobić. *JEBUDU!* ~*To
na pewno.*~ A, że zostało jeszcze sporo atomu, to dorzuciłem go do tej
maszyny, aby wybuch był lepszy. – Rzekł chłopak.
Po chwili jednak, Grzegorz musiał
wyjść. Do helikoptera zaś wszedł Daniel. Po odłożeniu sprzętu dziewczyny, ta
włączyła telefon i zjechała w notatniku na pozycję dwudziestą dziewiątą. W tym
momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 29 -
Botswana, Pustynia Kalahari, 20 metrów pod ziemią." *Moje
kochane, hipernierealistyczne sytuacje! Jaaaj!*
W tym momencie, gdy dziewczyna to
przeczytała, rozpłakała się ze strachu. W tym momencie, gdy Daniel to ujrzał,
podbiegł do dziewczyny, przytulił ją do siebie i spytał:
- Andromedo, co ci się dzieje?!
Dlaczego płaczesz?!
- Bo...Bo kolejne Miejsce
Przeznaczenia jest w Botswanie...Na Pustyni Kalahari...20 metrów...Pod
ziemią... - Odpowiedziała z płaczem.
- Boże...Ale my tam zginiemy! –
Krzyknął Daniel.
~*Przecież jesteście Mary i Gary
Stół...*~
- Wiem...Właśnie wiem... - Rzekła
Po chwili, nastała cisza. Było słychać
tylko płacz przytulonej do Daniela Andromedy. Po chwili zaś, helikopter
ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXIX –
Pod ziemią.
Kilkanaście godzin później, gdy
helikopter doleciał do Pustyni Kalahari i zatrzymał się koło niej, Daniel
spytał Andromedy:
- Lepiej już się czujesz?
Lecz nie było słychać odpowiedzi.
Daniel powiedział więc:
- Andromedo?
Jednak i tym razem nie było słychać
odpowiedzi. ~*Andzia Gandzia się fochnęła.*~ Chłopak spojrzał
więc na Andromedę. W tym momencie ujrzał on, że dziewczyna, zmęczona płaczem,
usnęła. Nie miał on serca, aby ją budzić. Wstał więc po cichu z siedzenia i
wziął *Krainę Grzybów* „narzędzie
przeklęte", łopatę i drabinę, a następnie wyszedł.
Gdy był na zewnątrz, ruszył w kierunku
środka pustyni. Paręnaście minut później, gdy chłopak doszedł już do środka,
wziął łopatę i zaczął ~*Pogłębiać swój debilizm.*~ kopać...
Pięć metrów pod ziemią zrobiło mu się
duszno. Czuł, że powoli nie ma czym oddychać. Było mu coraz ciężej
oddychać. ~*Co ty nie powiesz...*~
Dziesięć metrów pod ziemią, czuł, że
jeszcze ciężej jest mu oddychać. Czuł, że jest bliski omdlenia. Czuł się coraz
gorzej. *JAKIM CUDEM ON JESZCZE NIE ZDECHŁ?!*
Piętnaście metrów pod ziemią, czuł, że
powoli mdleje. Bardzo ciężko mu się oddychało. Każdy kolejny oddech przychodził
mu z trudem. Czuł, że zaraz straci przytomność...~*TO POWINNO SIĘ DAWNO
STAĆ!*~
Dwadzieścia metrów pod ziemią, nie
miał już czym oddychać. Oddechy przychodziły mu z wielkim trudem. Mimo
wszystko, ustawił sprzęt dziewczyny i nacisnął odpowiedni przycisk. Po chwili
dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *JAKIM CUDEM ON
NADAL ŻYŁ?!*
W tym momencie, Daniel, który nie mógł
już oddychać, czując, że powoli mdleje, mimo wszystko, wziął sprzęt dziewczyny
i łopatę, a następnie ruszył w kierunku powrotnym. Niestety. Po chwili, z
powodu braku powietrza, stracił przytomność i zaczął spadać w dół...
Dwie godziny później, gdy chłopak
obudził się, półprzytomnym wzrokiem ujrzał niebo. Znaczyło to, że był na
zewnątrz. ~*KTO GO KURWA TAM ZNALAZŁ?!*~ Słyszał swoje ciężkie
oddechy. Czuł również, że nie może się ruszyć. Musiał więc leżeć. Czuł się tak
słabo...
Kolejne dwie godziny później, gdy
chłopak odzyskał siły, podniósł się z piasku, wziął maszynę, łopatę i drabinę,
po czym udał się w odpowiednim kierunku, czyli w kierunku helikoptera. Kiedy
paręnaście minut później, wszedł do helikoptera, odłożył na odpowiednie miejsce
łopatę, drabinę i sprzęt, po czym usłyszał głos Andromedy:
- O, Daniel. Już jesteś. Martwiłam
się, co ci się tam stało. Nie było cię od czterech godzin.
- Oj, nie przejmuj się mną. Dam sobie
radę. – Rzekł Daniel.
*Bo jestem dorosły.*
Po tej rozmowie, Andromeda wyjęła
telefon i włączyła go. Gdy to zrobiła, w notesie zjechała na pozycję trzydziestą.
W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 30 -
Antarktyda, samo dno Morza Rossa."
W tym momencie, schowała ona swój
telefon i przytuliła się do Daniela, który usiadł koło niej. Chwilę później,
poczuli oni, że helikopter ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXX –
Kolejne niszczenie z powietrza.
*Ile jeszcze?*
~*Czterdzieści
dwa rozdziały.*~
*<Rozpacza>*
Kilkanaście godzin później, helikopter
doleciał nad Morze Rossa. Po zatrzymaniu się nad środkiem, Daniel spytał
Andromedę:
- Czy już lepiej się czujesz?
- Tak, ale nie mam sił, aby wstać. –
Odpowiedziała Andromeda.
- Nie ma żadnego problemu. Ja mogę to
Miejsce zniszczyć za ciebie. – Rzekł chłopak.
- Jesteś naprawdę drugim najmilszym człowiekiem
jakiego znam. – Powiedziała dziewczyna.
~*- Można cię wykorzystywać i się nie
fochasz. - Dodała*~
- Oj, dzięki za komplement... - Odparł
chłopak.
Po tej rozmowie, Daniel wstał z
siedzenia i podszedł do odpowiedniej klapy. Po znalezieniu się tam, otworzył ją
i wyjął *Krainę Grzybów* „narzędzie przeklęte", a
następnie zamknął drzwiczki. Gdy to wykonał, udał się pod pokład i odczepił
drabinki od uchwytów. Po zrobieniu tego, przeczepił on tam sprzęt, po czym udał
się na pokład i pierwszy raz od pięciu dni udał się do kabiny pilota. ~*A
tam zarosło grzybem.*~
Gdy tam się znalazł, za pomocą
odpowiedniej dźwigni ustawił sprzęt w odpowiednie miejsce, po czym ustawił jego
maksymalną moc i nacisnął odpowiedni przycisk. Gdy już to zrobił, dało się
słyszeć huk, który wysadził ¾ dna. Z wody zaś zrobił się słup, który na chwilę
wzniósł się w górę, a następnie opadł.
W tym momencie, chłopak wyszedł z
kabiny pilota i udał się pod pokład. Po znalezieniu się tam, odczepił sprzęt od
uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Gdy już to wykonał, wrócił na pokład...
Tymczasem, Andromeda włączyła swój
telefon i w notesie zjechała na pozycję trzydziestą pierwszą. W tym momencie na
ekraniku pojawił się napis:
*"Miejsce Przeznaczenia 31 -
Dolina Kwiatów."*
„Miejsce Przeznaczenia 31 -
Antarktyda, środek Masywów Vinsona."
Po przeczytaniu tego, wyłączyła ona
swój telefon i schowała go. Chwilę później, ujrzała Daniela, który usiadł koło
niej. Dziewczyna od razu się do niego przytuliła, gdyż przy nim czuła się
bezpiecznie.
Chwilę potem, poczuli, że helikopter
ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXXI –
Następne spotkanie z wrogami. *DUN DUN DUUUUUUUUUUUUN*
Kilka godzin później, gdy helikopter
dolatywał do Antarktyda Masywów Vinsona ~*To zdanie nie mieć sens.*~,
Daniel spytał Andromedy:
- Czy możesz już wstać?
- Teoretycznie tak, ale praktycznie i
tak upadnę, gdy spróbuję stanąć. – Odpowiedziała dziewczyna.
- Nie ma żadnego problemu. Ja to
Miejsce w każdej chwili mogę zniszczyć za ciebie. – Rzekł Daniel.
- Naprawdę nie wiem, jak ci dziękować.
– Powiedziała Andromeda.
- Oj, nie musisz. Jestem tu też po to,
aby *Hajs zarobić.* cię chronić. – Odparł
Po tej rozmowie, jako iż helikopter
już wylądował, Daniel wstał z siedzenia i wziął ~*Krainę Grzybów*~ „narzędzie
przeklęte", po czym wyszedł na zewnątrz.
Gdy zaś tam się znalazł, ruszył w
kierunku środka Masywów. Paręnaście minut później, znalazł się tam. Po
znalezieniu się tam, ustawił więc w odpowiednim miejscu sprzęt i już chciał nacisnąć
przycisk uruchamiający maszynę, jednak w tym momencie usłyszał kroki. *To
pewnie Dżinsowy Człowiek.* Od razu odwrócił się on. Gdy to
zrobił, ujrzał...Patryka i Mateusza. *A nie, nie zgadłem.*
- Nie no, to znów ten czub... -
Powiedział Patryk po zobaczeniu Daniela.
- Ej, uważaj na słowa, bo jak ja
strzelę w ciebie tą maszyną, to jeśli się nie zdematerializujesz, to zginiesz
po jakimś tygodniu. ~*A strzel mu w oczy. Chcę zobaczyć, co się
stanie.*~ – Rzekł Daniel.
- Ale...Dlaczego? – Spytał Patryk.
- Odpowiem na to cytatem z Poradnika
Uśmiechu: „Wszystko puchnie i znika". Mówi ci to coś? – Odparł
~*Przypominam, że pisząc to gaffno,
byłam świeżo po Poradnikach Uśmiechu i tych wszystkich teoriach, więc tu będzie
w CHOJ nawiązań. :>*~
- No, czyli jednak Grzegorz to
psychol, skoro stworzył TAKĄ maszynę. – Rzekł tym razem Mateusz.
Po tej rozmowie, tradycyjnie zaczęła
się walka. Naturalnie cały czas wygrywał *Gary Stu namber
tu.* Daniel, co lekko irytowało już Patryka i Mateusza. Po
chwili jednak, Daniel skorzystał z okazji i pchnął Patryka na przycisk
uruchamiający maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾
terenu.
- Co ty zrobiłeś?! – Krzyknął Mateusz.
- Widzisz przecież. Wykorzystałem
walkę z wami do zniszczenia Miejsca Przeznaczenia. – Odpowiedział Daniel.
- To jeszcze nie koniec! Jest
jeszcze ~*W CHUJ*~ dużo Miejsc! – Krzyknął Patryk wstając.
Po chwili zaś, cała trójka rozeszła
się w swoje strony. Patryk i Mateusz poszli do swojego helikoptera, a Daniel
wziął urządzenie i również ruszył w kierunku swojego helikoptera.
Paręnaście minut później, gdy Daniel
wszedł do helikoptera, odłożył na odpowiednie miejsce sprzęt dziewczyny, a
Andromeda włączyła swój telefon i w notesie zjechała na pozycję trzydziestą
drugą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 32 –
Równik"
Po przeczytaniu tego, dziewczyna
schowała swój telefon i przytuliła się do Daniela, który koło niej usiadł.
Chwilę później, poczuli oni, że
helikopter ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXXII –
Spotkanie z Dawidem. ~*<333333333333333333*~
Kilkanaście godzin później, gdy
helikopter dolatywał do równika, Daniel spytał Andromedę:
- I co? Możesz już wstać?
- Jeszcze nie. Czuję, że dopiero przy
kolejnym Miejscu będę mogła wstać. – Odpowiedziała dziewczyna.
*LEŃ!*
- To nie problem. Ja to Miejsce
zniszczę za ciebie. – Rzekł
- Ty naprawdę jesteś najmilszym
pilotem jakiego znam. – Powiedziała Andromeda.
- Oj, ja mam obowiązek ~*Hajs
zarobić.*~ cię chronić. Nawet bez tego nie mogę pozwolić, aby coś ci
się stało. – Odparł
Po tej rozmowie, jako iż helikopter
już wylądował, Daniel wstał i wziął maszynę, po czym już chciał wyjść, jednak w
tym momencie usłyszał głos Andromedy. Mówiła ona:
*- ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)? ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)!*
~*Co ja się z tobą mam...*~
- Daniel, podejdź tu na chwilę.
Chłopak od razu to zrobił. Gdy już
podszedł, dziewczyna przytuliła się do niego i powiedziała:
- Dziękuję ci za to, co przez ten cały
czas robiłeś dla mnie...Niedługo już i tak jest koniec Miejsc, które mam
zniszczyć, więc już teraz chcę ci podziękować...
- Oj, nie musisz dziękować. Ja to
robię *Dla hajsu.* bezinteresownie, tylko po
to, aby ci się dobrze tu żyło... - Rzekł chłopak.
Po tej rozmowie, dziewczyna puściła
go, po czym Daniel wyszedł na zewnątrz. Gdy się tam znalazł, ruszył w kierunku
równika. Paręnaście minut później, gdy tam doszedł, ustawił ~*Krainę
Grzybów*~ „narzędzie przeklęte" i już chciał nacisnąć odpowiedni
przycisk, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś przystawia mu pistolet do
głowy. Chłopak, czując to, westchnął, po czym powiedział:
- Dawid...Ogarnij się, bo jak ja w
ciebie strzelę z tej maszyny, to jeśli się nie zdezintegrujesz, to po jakimś
tygodniu i tak zginiesz.
- Ale...Czemu? – Spytał Dawid.
- Odpowiem na to cytatem z twojego
ulubionego Poradnika Uśmiechu: „Wszystko puchnie i znika". Mówi ci to coś?
– Odpowiedział Daniel.
- Ja się tego filmu boję idioto! A
poza tym, Grzegorz jest psychiczny, skoro stworzył taką maszynę. – Rzekł ~*mój
monsz*~ Dawid.
- Wiem, że się go boisz. Powiedziałem
tak specjalnie. A poza tym, kto to mówi, że Grzegorz jest psychiczny? – Odparł
Daniel.
- COFAJ MI TO, ALE JUŻ!!! – Krzyknął
Dawid.
*- Spierdalaj - Odparł kulturalnie
Daniel i zdezintegrował Dejwida.*
~*Chcesz wpierdol?*~
*...*
- Nie. – Powiedział Daniel.
Po tej rozmowie, standardowo
rozpoczęła się walka. Dawid chciał zastrzelić Daniela, jednak nie udawało mu
się to. W pewnym momencie, ~*"*~przypadkowo~*"*~ strzelił
on w przycisk uruchamiający maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który
wysadził ¾ terenu.
- Dzięki za pomoc! – Powiedział
Daniel.
- JESZCZE SIĘ POLICZYMY!!! – Krzyknął
Dawid odchodząc.
Tymczasem, Daniel wziął sprzęt
Andromedy i ruszył w kierunku helikoptera. Paręnaście minut później, gdy tam
wszedł, odłożył maszynę na odpowiednie miejsce, a dziewczyna włączyła swój
telefon i zjechała w notesie na pozycję trzydziestą *czecią*
trzecią. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 33 -
Australia, szczyt Góry Kościuszki."
- Teraz musimy lecieć do Australii.
Miejsce Przeznaczenia jest na szczycie Góry Kościuszki. – Powiedziała Andromeda
po przeczytaniu tego.
W tym momencie, Daniel poszedł do
kabiny pilota. Chwilę później, dało się poczuć, że helikopter ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXXIII –
Upadek z góry.
Kilkanaście godzin później, gdy
helikopter doleciał do Australii, zatrzymał się pod Górą Kościuszki. Po
wylądowaniu, dziewczyna wstała z siedzenia i wzięła swój sprzęt. Gdy to
zrobiła, wyszła na zewnątrz. Po znalezieniu się poza helikopterem, zaczęła
próbę wejścia na szczyt góry. Udawało jej się to, co dziwiło dziewczynę, gdyż
nigdy nie wspinała się po górach, gdyż nie miała okazji, aby gdzieś
wyjechać. ~*Ale była Mary Sójką, więc co się dziwić.*~
Paręnaście minut później, udało jej
się dostać na szczyt. Gdy tam była, w odpowiednim miejscu ustawiła swój sprzęt,
po czym nacisnęła przycisk odpowiadający za uruchomienie urządzenia.
Niestety, *"*przypadkowo*"*
nacisnęła również przycisk, który służył do natychmiastowego uruchomienia
sprzętu. Przez to, po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ¾
góry.
Po wybuchu, Andromeda została
zepchnięta w dół. W locie jednak, udało jej się obrócić na nogi, także, gdy
spadła, upadła na stopy. O dziwo, nie połamała sobie nóg, a jedynie ją
bolały. ~*No, bo jest Mary Sue, czyż nie?*~ Mimo wszystko, po
upadku, podniosła swój sprzęt, który również spadł i przed wejściem do
helikoptera wyjęła swój telefon *Mimo iż nogi ją napierdalały.*
i włączyła go. Po zrobieniu tego, zjechała na pozycję trzydziestą czwartą, aby
sprawdzić gdzie jest przedostatnie Miejsce Przeznaczenia, które ona ma
zniszczyć. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 34 -
Nepal, Katmandu, pierwsze podnóże drzewa."
„Tak, a kolejnym Miejscem
Przeznaczenia będzie Francja, Paryż, pierwsza kałuża." – Pomyślała
dziewczyna po przeczytaniu tego. ~*SPOILER: Tak chyba jest.*~
Jednak, wyłączyła ona telefon i
schowała go. Następnie zaś weszła do helikoptera. Po wejściu tam, zastała
Daniela, który widząc ją, spytał:
- No, to gdzie mam cię teraz zabrać?
- Do Nepalu. Miejsce Przeznaczenia
jest w Katmandu, przy pierwszym podnóżu drzewa. – Odpowiedziała dziewczyna.
- Czego to oni nie wymyślą... -
Powiedział chłopak.
Mimo wszystko, poszedł on do kabiny
pilota. Andromeda natomiast odłożyła swoją maszynę i usiadła na normalnym
siedzeniu. Chwilę później, dało się poczuć, że helikopter
wystartował... ~*Zdziwiłabym się, gdyby zaczął płynąć.*~
______________________________________________
Rozdział XXXIV –
A pień się trzyma...
Kilkanaście godzin później, helikopter
doleciał do Katmandu. Po znalezieniu się tam i zatrzymaniu, Andromeda wstała z
siedzenia i wzięła swoją maszynę. Gdy to zrobiła, wyszła z helikoptera. Po
wyjściu zaś, udała się ona w poszukiwania pierwszego drzewa...
Paręnaście minut później, znalazła
takowe. Podeszła do niego, po czym ustawiła tam swój sprzęt. Gdy to zrobiła,
nacisnęła przycisk odpowiedzialny za uruchomienie maszyny i odbiegła na
bezpieczną odległość. Po paru minutach, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾
terenu.
W tym momencie dziewczyna spojrzała na
drzewo. Rzeczywiście – wyglądało ono tak, jakby wybuchła bomba atomowa. A pień,
mimo tego, że huk nastąpił koło niego, ciągle się trzymał. ~*Bo to był
pień z drewna tytanowego.*~ Dziewczyna, trochę zdziwiona tym, mimo
wszystko podeszła do swojego sprzętu i wzięła go. Po zrobieniu tego, ruszyła w
kierunku helikoptera. *Akcja pędzi jak pendolino.*
W czasie drogi, po raz ostatni wyjęła
ona swój telefon i w notesie zjechała na ostatnią na jej liście, pozycję
trzydziestą piątą. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 35 –
Francja, Paryż, pierwsza kałuża." ~*A nie mówiłam?*~
„Jeej! Jestem jasnowidzem! Muszę się
pochwalić Grzegorzowi!" – Pomyślała dziewczyna po przeczytaniu tego.
Po chwili jednak, weszła ona do
helikoptera. Po znalezieniu się w nim, zastał ją Daniel. Od razu, widząc jej
uradowanie, spytał:
- Andromedo, co się stało, że jesteś
taka szczęśliwa?
*- Odkryłam sens życia! - Zawołała
zadowolona.*
- Jestem jasnowidzem! Pierwszy raz w
życiu przewidziałam, gdzie będzie kolejne Miejsce Przeznaczenia! –
Odpowiedziała
- No i gdzie ono jest? – Spytał chłopak.
~*W najgorszym kraju świata.*~
- W *O, błąd.*
Francji, a dokładniej w Paryżu. Jest ono na pierwszej kałuży. – Odpowiedziała
dziewczyna.
- Oni już naprawdę nie mają
pomysłów... - Rzekł chłopak.
*To tak jak my, na komentarze do tego
gafffna.*
Po tej rozmowie, poszedł on jednak do
kabiny pilota, a Andromeda odłożyła swój sprzęt w odpowiednie miejsce i usiadła
na zwykłym siedzeniu. Po chwili zaś, helikopter ruszył...
______________________________________________
Rozdział XXXV –
Ochlapanie
Kilkanaście godzin później, helikopter
doleciał do Francji, a dokładniej do Paryża. Zatrzymał się on na początku
miasta. Gdy już wylądował, Andromeda wstała z siedzenia i wzięła swój sprzęt.
Po zrobieniu tego, wyszła z helikoptera i ruszyła na poszukiwania pierwszej
kałuży...
Paręnaście minut później, znalazła ona
takową. Była ona jednak dość rozległa. ~*Ale jednak się znalazła, więc
nie narzekaj, narratorze.*~ Mimo to, dziewczyna, wiedząc, że jeśli
chce zniszczyć świat, musi się teraz stosować do listy, nawet jeśli
umiejscowienie Miejsc jest bez sensu, ustawiła na kałuży swój sprzęt, po czym
nacisnęła odpowiedni przycisk. Niestety, *"*przypadkowo*"*
nacisnęła ona również przycisk, odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie
maszyny...
Po ułamku sekundy, dało się słyszeć
huk, który wysadził ¾ terenu. Jednak, woda z kałuży ochlapała Andromedę, która
nie zdążyła uciec. W tym momencie, dziewczyna, po części mokra, podeszła do
swojego urządzenia i wzięła go. Gdy to zrobiła, ruszyła w kierunku helikoptera...
Paręnaście minut później, gdy weszła
do helikoptera, Daniel, widząc, że jest po części mokra, spytał:
- Andromedo, co ci się stało, że
jesteś po części mokra?
~*- Kurwa, opalałam się. -
Odpowiedziała kulturalnie (G)Andzia.*~
- Nie zdążyłam uciec przed wybuchem i
woda z kałuży mnie ochlapała. – Odpowiedziała dziewczyna.
- Oj Andromedo, Andromedo...No, ale
mniejsza. Gdzie mam cię teraz zabrać? – Spytał chłopak.
- Do domu. – Odpowiedziała
- Już? Tak szybko? – Spytał
*Mi to mija strasznie wolno.*
~*Nie tylko tobie.*~
- No tak. Ja miałam zniszczyć do 35
Miejsca Przeznaczenia. – Odrzekła.
Po tej rozmowie, Daniel poszedł do
kabiny pilota, a Andromeda odłożyła swój sprzęt i jako, że nie miała
przemoczonych ubrań *Bo to Mary Sue.*, usiadła na
zwykłym siedzeniu...
Dzień później, gdy dolecieli oni do
domu Andromedy i Grzegorza, dziewczyna, wiedząc, że nie musi pytać się o zgodę
swojego przyjaciela, zaprosiła do domu Daniela na kawę. Jednak, jako iż okazało
się, że chłopak był wykończony, pozwoliła mu również przenocować. *(
͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~ Następnego dnia, pożegnali się
oni, po czym Daniel wrócił do swojego domu, a Andromeda zaczęła czekać na
Grzegorza...
______________________________________________
Rozdział XXXVI –
Odepchnięcie
~*Oficjalnie
doszliśmy do połowy.*~
*
*
Tymczasem, Grzegorz doleciał właśnie
do Tasmanii. Zatrzymał się on niedaleko Bay of Fires. Po wylądowaniu, wziął on
swój sprzęt, po czym wyszedł na zewnątrz. Gdy był już poza helikopterem, ruszył
w kierunku Bay of Fires... ~*Jaki zajebisty początek...*~
Parę minut później, gdy znalazł się na
ich początku, ustawił tam swoją maszynę i nacisnął odpowiedni przycisk.
Niestety, *"*przypadkowo*"*
nacisnął również przycisk, który odpowiadał za natychmiastowe uruchomienie
sprzętu. Przez to, po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ¾
terenu.
Wybuch odepchnął również Grzegorza,
który nie zdążył uciec. Odepchnęło go to na jego helikopter. ~*JEBUDU!*~ Po
uderzeniu, które było dość mocne, Grzegorz syknął z bólu. Mimo wszystko,
podszedł do maszyny i podniósł ją. *Mimo iż czuł ból.*
Następnie zaś, przed wejściem do helikoptera, wyjął on swój telefon ~*Który
jest najważniejszy.*~ i włączył go. Gdy to zrobił, wszedł w notatnik i
zjechał na pozycję trzydziestą siódmą. W tym momencie, na ekraniku pojawił się
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 37 -
Wyspy Salomona, Honiara, koniec portu lotniczego."
„Nie łatwiej byłoby napisać po prostu
„koniec lotniska"?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
*Ale jakby tak zrobili, to nie
brzmiałoby to tak profesjonalnie.*
Mimo to, wsiadł on do helikoptera,
odłożył sprzęt w odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i po chwili
ruszył w odpowiednim kierunku...
______________________________________________
Rozdział XXXVII –
Na lotnisku.
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
doleciał już do Honiary. ~*Brzmi jak słowo "Koniara".*~ Zatrzymał
się on koło portu lotniczego. Po wylądowaniu, poszedł on po swoją maszynę a
następnie wyszedł z helikoptera. Gdy już to zrobił, zaczął szukać jakiegoś
wejścia na lotnisko. Niestety, wszystko było pozamykane. *Aby
utrudnić mu egzystencję.* Nie było nawet żadnej szpary, przez
którą mógłby się przecisnąć. Musiał on więc zrobić to, czego miał nie robić.
Udał się on do końca lotniska i nacelował na nie swoim sprzętem. Gdy to zrobił,
nacisnął przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie maszyny.
W tym momencie, dało się słyszeć huk,
który wysadził ¾ terenu. Po wybuchu, Grzegorz pomyślał:
„No i łatwo poszło."
Po czym ruszył w kierunku
helikoptera. ~*Czej, to już? O.O*~ W czasie drogi, wyjął on
swój telefon i w notatniku zjechał na pozycję trzydziestą ósmą. W tym momencie
na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 38 -
Republika Filipin, połowa Wulkanu Taal."
„Im to już naprawdę pomysły się
kończą. Ale nie dziwię się. Miejsc jest w końcu 70." – Pomyślał chłopak po
przeczytaniu tego.
Po chwili zaś schował swój telefon i
jako iż był już koło helikoptera, wszedł do niego. Po znalezieniu się tam,
odłożył swój sprzęt w odpowiednie miejsce, po czym udał się do kabiny pilota i
po chwili ruszył w kierunku Filipin...
______________________________________________
Rozdział XXXVIII
– Uderzenie
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
doleciał do Filipin. Kiedy tam był i się zatrzymał, wstał z siedzenia i wziął
swoją maszynę. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera i, jako iż był niedaleko
Wulkanu Taal, podszedł do niego. Kiedy już tam był, jako iż wolał nie ryzykować
życiem ~*Przebłysk inteligencji?*~, oddalił się trochę, wziął swój
sprzęt w ręce, nacelował na połowę wulkanu i nacisnął przycisk odpowiedzialny
za natychmiastowe uruchomienie maszyny.
Po ułamku sekundy dało się słyszeć
huk, który wysadził ¾ terenu. Grzegorz, po wybuchu już chciał odejść, jednak w
jego głowę, bardzo mocno uderzył jakiś odłamek wulkanu. Od mocnego uderzenia,
chłopak zemdlał... *Cóż za emocje...*
Godzinę później, gdy obudził się on,
czuł, że bolała go głowa. ~*Co ty nie powiesz...*~ Nie zdziwił
się tym jednak, gdyż wiedział, że oberwał właśnie w głowę. *Captain
Obvious?* Wstał więc z ziemi, po czym podniósł swój sprzęt i
ruszył w kierunku helikoptera...
W czasie drogi, wyjął on swój telefon
i włączył go. Kiedy to zrobił, zjechał w notatniku na pozycję trzydziestą
dziewiątą. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 39 -
Grenlandia, samo dno Morza Grenlandzkiego."
„I co jeszcze?" – Pomyślał po przeczytaniu
tego.
~*Ciesz się, że nie chmura nad
Helsinkami.*~
Po chwili zaś, gdy wszedł do
helikoptera, odłożył swoją maszynę na odpowiednie miejsce i udał się do kabiny
pilota. Gdy tam był, po chwili ruszył w kierunku Morza Grenlandzkiego...
*Czemu rozdziały o Grzegorzu są takie
krótkie? Nie, żebym narzekał.*
~*A skąd mam wiedzieć?*~
______________________________________________
Rozdział XXXIX –
Niszczenie z góry.
Kilkanaście godzin później, gdy
Grzegorz doleciał do Morza Grenlandzkiego, włączył w swoim helikopterze
autopilota, po czym wyszedł z kabiny pilota i podszedł do klapy w której był
jego sprzęt, po czym otworzył ją. Gdy to zrobił, wyjął urządzenie i zamknął
drzwiczki. Po wykonaniu tego, udał się pod pokład. ~*Ta analiza ma już
ponad dziesięć tysięcy słów, a limitu dwóch gigabajtów czy tam megabajtów ani
widu, ani słychu, taka ciekawostka.*~
Gdy tam się znalazł, odczepił drabinki
od uchwytów i przyczepił do nich swoją maszynę. Następnie, udał się na pokład i
poszedł do kabiny pilota. Po znalezieniu się tam, za pomocą odpowiedniej
dźwigni nacelował sprzęt na odpowiednie miejsce, ustawił jego maksymalną moc i
wystrzelił. W tym momencie, dno Morza Grenlandzkiego, a dokładniej jego ¾
zostały zniszczone. Z wody zaś zrobił się słup, który wzbił się w powietrze, a
następnie opadł. *Szkoda, że nie zaczął lewitować.*
Po zniszczeniu Miejsca, chłopak
wyszedł z kabiny pilota i poszedł pod pokład. Kiedy tam już był, odczepił swoją
maszynę od uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Po wykonaniu tego, przed
powrotem na górę, wyjął on z kieszeni telefon i włączył go. Następnie zjechał
na pozycję czterdziestą na liście. W tym momencie na ekraniku pojawił się
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 40 -
Środek Pustyni Takla Makan." ~*Znowu pustynia? -_-*~
„Jakieś złe wspomnienia z pustynią
miała osoba układająca listę tych Miejsc? Przynajmniej raz musi wystąpić
pustynia." *Obeszłoby się bez tego drugiego słowa
"pustynia".* – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu
tego.
Mimo wszystko, wyłączył on telefon i
schował go do kieszeni. Gdy to zrobił, wrócił na pokład i podszedł do
odpowiedniej klapy. Następnie otworzył on ją i włożył tam maszynę. Po tym
zamknął drzwiczki i udał się do kabiny pilota. Następnie usiadł na siedzeniu,
zapiął pasy, wyłączył autopilota i ruszył w kierunku Pustyni Takla Makan...
______________________________________________
Rozdział XL –
Walka z wrogami.
*Ile jeszcze?*
~*Trzydzieści dwa
rozdziały.*~
*<Rozpacza>*
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
doleciał do Pustyni Takla Makan. Swój helikopter zatrzymał przed pustynią. Po
wylądowaniu, wyszedł z kabiny pilota i wziął swoją maszynę. Po zrobieniu tego,
wyszedł na zewnątrz i ruszył w kierunku środka pustyni. ~*Bo co innego
miałby zrobić.*~
Paręnaście minut później, chłopak
doszedł do środka Takla Makan. Po znalezieniu się tam, ustawił on w odpowiednim
miejscu swój sprzęt i już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, jednak w tym
momencie usłyszał kroki. Od razu odwrócił się on. Gdy to zrobił,
ujrzał...swoich wrogów. *DUN DUN DUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUN!*
Po chwili zaś Patryk powiedział:
- Cześć psycholu!
- E. Jak ty się wyrażasz do starszych?
– Rzekł Grzegorz.
- No jak tworzysz maszynę do
niszczenia Miejsc wypełnioną po części atomem, to jak mamy cię nazywać? –
Spytał Mateusz.
- Jak wam to przeszkadza, to równie
dobrze możecie stąd iść i dać mi spokojnie zniszczyć te Miejsca. – Powiedział
Grzegorz.
- Pogrzało? – Powiedział Patryk.
~*Ta epicka rozmowa.*~
Po tej rozmowie, standardowo zaczęła
się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na jedną, to na drugą
stronę. *Przynajmniej nikt nie dominował.* W
pewnym jednak momencie, Mateusz popełnił swój najgorszy błąd. ~*Któryś
z kolei.*~ Pchnął Grzegorza w kierunku przycisku uruchamiającego jego
maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.
- Heh. Dzięki za pomoc. – Powiedział
Grzegorz, wstając.
- To jeszcze nie koniec! Jest jeszcze
29 Miejsc! – Krzyknął Patryk odchodząc.
*Już niedługo koniec! Jaaaj! :3*
Grzegorz również wziął w tym momencie
swój sprzęt i ruszył w kierunku swojego helikoptera. W drodze jednak, wyjął
swój telefon i włączył go. Gdy to zrobił, zjechał na pozycję czterdziestą
pierwszą na swojej liście. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 41 -
Azja Środkowa, Turkmenistan, szczyt Neutrality Arch."
*
Zajebisty pomysł.*
„Oni chcą, abym zginął. Chociaż mam
pomysł, jak trochę oszukać to wszystko..." – Pomyślał Grzegorz, po
przeczytaniu tego.
~*O ty mały cziterze!*~
Po chwili jednak wszedł on do swojego helikoptera,
odłożył swoją maszynę na odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i
ruszył. Lecz... ~*DAM DAM DAAAAAAM!*~
______________________________________________
Rozdział XLI –
Gaz i niszczenie z powietrza.
~*Zapowiada się
ciekawie.*~
Gdy Grzegorz dolatywał do Neutrality
Arch, poczuł dziwny duszący zapach. Oczywiście postanowił pójść sprawdzić, co
się dzieje. Włączył więc autopilota, wstał z siedzenia i wyszedł z kabiny
pilota. Gdy zaś znalazł się poza nią, poczuł, że do helikoptera ktoś wpuścił gaz. *Ja
bym tam bombę baryczną wrzucił.* Chwilę potem, chłopak zaczął
się dusić. Oczywiście, kaszląc i powoli mdlejąc, podszedł on do odpowiedniego
przycisku i chwilę przed utratą przytomności nacisnął go. Chwilę potem, jednak
zemdlał. Natomiast w helikopterze zaczął być przywracany porządek, czyli pojazd
zaczął być wietrzony. ~*KURWA!!!*~
Tymczasem, Dawid ~*<3*~,
który wpuścił do helikoptera Grzegorza gaz, widząc go nieprzytomnego, pomyślał,
że ten jest martwy. *Bo był debilem.* ~*ODWAL
SIĘ OD MEGO MENSZA!!!*~ Oczywiście, zamiast przeskoczyć i sprawdzić,
czy rzeczywiście udało mu się go zabić, uwierzył pozorom. *Mówiłem?* ~*SPIERDALAJ!*~ Pomyślał
on:
„No. Jeszcze tylko Andromeda i mam
spokój na zawsze."
Po czym zamknął drzwi swojego
helikoptera i ruszył w swoją stronę...
Godzinę później, gdy Grzegorz obudził
się, ujrzał, że helikopter był już wywietrzony. Zobaczył również, że był już
centralnie nad Neutrality Arch. Gdy zaś się podniósł i szedł w kierunku
odpowiedniej klapy, zaczął myśleć:
„Co się stało? Kto tu ten gaz wpuścił?
Skąd on się tu znalazł?"
*Czyimś idolem był Hitler.*
Po chwili jednak doszedł do klapy.
Otworzył więc ją, po czym wyjął z niej swój sprzęt i zamknął drzwiczki. Po
zrobieniu tego, zszedł pod pokład i odczepił od uchwytów drabinki, a przyczepił
do nich swoją maszynę.
Po zrobieniu tego, wrócił on na pokład
i poszedł do kabiny pilota. Gdy tam był, nacelował na Neutrality Arch, ustawił
maksymalną moc urządzenia i wystrzelił. W tym momencie dało się słyszeć huk,
który wysadził ¾ pomnika. ~*Taki ładny pomnik wysadzić...Chuj jebany.*~ W
tym momencie, Grzegorz, przed zejściem pod pokład, włączył swój telefon i
zjechał na pozycję czterdziestą drugą na liście. W tym momencie na ekraniku
pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 42 -
Egipt, Aleksandria, sam szczyt latarni morskiej na Faros."
„No, czyli dobrze, że nie zdjąłem tego
sprzętu. Może i Andromeda utrzymuje się na tego typu rzeczach, ale ja wolę nie
ryzykować życiem." – Pomyślał
*Ale ty też jesteś Gary Stu...*
Po chwili zaś, ruszył w kierunku
Aleksandrii...
______________________________________________
Rozdział XLII –
Szybka akcja *( ͡° ͜ʖ ͡°)* nad Latarnią Morską na Faros.
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
dolatywał już nad Latarnię Morską na Faros. Gdy doleciał, zatrzymał swój
helikopter centralnie nad Latarnią. Po chwili, jako iż jego sprzęt był
przyczepiony do uchwytów, za pomocą jednej z dźwigni wysunął maszynę. Za pomocą
drugiej zaś, nacelował na Latarnię. Później ustawił maksymalną moc sprzętu.
Następnie wystrzelił. ~*A zdania pojedyncze są fajne.*~
W tym momencie dało się słyszeć huk,
który wysadził ¾ latarni. W tym momencie, Grzegorz za pomocą automatycznego
sterowania wsunął maszynę do środka i przed zejściem pod pokład wyjął swój
telefon i włączył go. Gdy to zrobił, w notatniku zjechał na pozycję
czterdziestą trzecią. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 43 -
Samo dno Morza Arabskiego."
*Zgaduję, że dawałaś te lokacje, aby
jak najszybciej skończyć opko.*
~*No... ;_;*~
„Czy to się kiedyś skończy?" –
Pomyślał chłopak po przeczytaniu tego.
*Miejmy nadzieję, że będzie więcej
tego typu miejsc.*
Mimo to, ruszył on w kierunku Morza
Arabskiego...
______________________________________________
Rozdział XLIII –
Szybka akcja *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~ nad Morzem Arabskim.
Kilkanaście godzin później, gdy
Grzegorz doleciał nad Morze Arabskie, ustawił się w odpowiednim miejscu. Gdy to
zrobił, za pomocą jednej dźwigni wysunął sprzęt a za pomocą drugiej nakierował
go na odpowiednie miejsce. Po zrobieniu tego, ustawił maksymalną moc sprzętu,
po czym wystrzelił. *Ta zajebista akcja...*
W tym momencie dało się słyszeć huk,
który wysadził ¾ terenu. W tym momencie, Grzegorz, za pomocą automatycznego
sterowania, wsunął sprzęt do helikoptera i przed zejściem pod pokład, włączył
swój telefon i w notesie zjechał na pozycję czterdziestą czwartą. W tym
momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 44 -
Sycylia, środek Katakumb Kapucynów w Palermo."
*Cholera :<*
„Jaka nazwa...Ale przynajmniej choć
raz coś normalnego." – Pomyślał po przeczytaniu tego.
Po przeczytaniu lokacji kolejnego
Miejsca, Grzegorz włączył autopilota, wstał z siedzenia i wyszedł z kabiny
pilota. Gdy to zrobił, udał się pod pokład. Po znalezieniu się tam, odczepił
swój sprzęt od uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Gdy to zrobił, wziął
swój sprzęt i wrócił na pokład. Po znalezieniu się tam, schował maszynę do odpowiedniej
klapy i wrócił do kabiny pilota. ~*Ta akcja jest tak wyrafinowana...*~
Chwilę później, ruszył w kierunku
Sycylii...
______________________________________________
Rozdział XLIV –
Pod gruzami.
Kilkanaście godzin później, Grzegorz doleciał
do Sycylii. Po znalezieniu się tam, zatrzymał się koło Katakumb Kapucynów w
Palermo. ~*Fajna nazwa, swoją drogą.*~ Gdy już wylądował,
wyszedł z kabiny pilota, wziął swoją maszynę i wyszedł poza helikopter. Kiedy
zaś był na zewnątrz, ruszył w kierunku katakumb...
Kiedy był już w środku, ruszył w
kierunku samego środka. *Masło maślane*
Paręnaście minut później, gdy się tam znalazł, nacisnął przycisk odpowiadający
za uruchomienie maszyny. Niestety, ~*"*~przypadkowo~*"*~
nacisnął również przycisk odpowiedzialny za natychmiastowe uruchomienie
sprzętu. Po ułamku sekundy, nastąpił więc wybuch, który wysadził ¾ terenu.
Przez to, Grzegorz, który nie zdążył
uciec, został przysypany gruzami. Nie został on jednak ogłuszony przez jakiś
spadający kawałek gruzu. Zaczął on więc próbę uwolnienia się. Po parunastu
minutach, udało mu się wydostać na powierzchnię. *A szkoda.*
Gdy był już na zewnątrz, wziął swój
sprzęt i ruszył w kierunku helikoptera. W czasie drogi zaś, wyjął swój telefon
i włączył go. Kiedy to zrobił, w notesie zjechał na pozycję czterdziestą piątą.
W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 45 -
Cypr, wejście do Kolossi Castle."
„Co oni chcą od tych wejść?" –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
~*Pomysły mnie się kończyły.*~
Jednak, po chwili gdy wszedł on do
swojego helikoptera, odłożył swoją maszynę na odpowiednie miejsce, udał się do
kabiny pilota i ruszył w kierunku Cypru...
______________________________________________
Rozdział XLV –
Ogłuszenie przez...drzwi.
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
doleciał do Cypru, zatrzymał się niedaleko Kolossi Castle. ~*To zdanie
nie mieć sens tak bardzo.*~ Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny
pilota, wziął swoją maszynę i wyszedł na zewnątrz. Gdy zaś był poza
helikopterem, podszedł do wejścia do Kolossi Castle i ustawił tam swój sprzęt.
Po zrobieniu tego, nacisnął odpowiedni przycisk. Niestety, *"*przypadkowo*"*
nacisnął również przycisk odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie maszyny.
Przez to, po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.
Niestety, Grzegorz który nie zdążył
uciec, został ogłuszony przez...spadające drzwi. Uderzyły one bardzo mocno w
jego głowę, przez co chłopak upadł nieprzytomny na ziemię... ~*JEBUDU!*~
Godzinę później, gdy obudził się on,
czuł, że bolała go głowa. Nie zdziwił się on tym jednak, gdyż wiedział, że
został uderzony w głowę. ~*Captain Obvious nam tu rośnie.*~ Mimo
bólu, wstał on więc i podniósł swój sprzęt. Po zrobieniu tego, ruszył w
kierunku helikoptera. W czasie drogi, wyjął on z kieszeni swój telefon. *Mimo
iż go łeb napierdzielał.* Następnie włączył go i zjechał na
liście na pozycję czterdziestą szóstą. W tym momencie na ekraniku pojawił się
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 46 -
Ghana, Akra, środek pierwszego budynku."
„Choć raz coś normalnego..." –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, gdy wszedł on do
helikoptera, odłożył swój sprzęt, poszedł do kabiny pilota i ruszył w kierunku
Ghany...
______________________________________________
Rozdział XLVI –
Kolejne spotkanie z wrogami. *DUN DUN DUUUUUN!*
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
dolatywał do Ghany. Paręnaście minut później, doleciał zaś do Akry. Zatrzymał
się on na początku miasta. ~*Weź ktoś zabij te zdania pojedyncze...*~ Po
wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota i wziął swój sprzęt. Gdy to zrobił,
wyszedł z helikoptera i ruszył na poszukiwania pierwszego budynku.
Paręnaście minut później, znalazł
takowy. Oczywiście od razu wszedł on do środka i udał się na środek budynku. Po
znalezieniu się tam, ustawił w odpowiednim miejscu swój sprzęt i już chciał
nacisnąć przycisk uruchamiający maszynę, jednak w tym momencie usłyszał on
kroki. *Tap tap skurwysyny.* Oczywiście od razu
odwrócił się. Gdy to zrobił, ujrzał...Patryka i Mateusza.
- Dajcie wy mi wreszcie święty
spokój... - Powiedział Grzegorz z irytacją w głosie.
- Jak się poddasz, to możemy dać ci
spokój. – Rzekł Patryk.
- Było powiedzieć, że nigdy... - Rzekł
Grzegorz.
~*Jaki on skromny...*~
Po tej rozmowie, standardowo zaczęła
się walka. Szala zwycięstwa, jak zwykle, przelewała się to na jedną, to na
drugą stronę. *Czyli Grzegorz to jednak nie taki stuprocentowy
Gary Stu. Miło wiedzieć.* W pewnym momencie jednak, Patryk
popełnił swój najgorszy błąd. Pchnął on Grzegorza w kierunku przycisku
uruchamiającego jego maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który
wysadził ¾ terenu. W tej sekundzie budynek zaczął się walić. Grzegorz, jako
jeden pomyślał, aby wyskoczyć przez okno. ~*Kolejny przebłysk
inteligencji?*~ Po wyskoczeniu, chwycił się metalowej części
helikoptera, który akurat podleciał *Kolejny, inteligentny
helikopter.* a następnie wszedł na pokład. Po znalezieniu się
tam, odłożył swoją maszynę, którą udało mu się zabrać ~*Aż przecinek
spierdolił.*~ do odpowiedniej klapy. Po zrobieniu tego, wyjął on
telefon ze swojej kieszeni i włączył go. Gdy to zrobił, na liście zjechał na
pozycję czterdziestą siódmą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 47 -
Tajlandia, Bangkok, ściana Wat
*
*
Pho."
„Może jeszcze kurwa podłoga?! Weźcie
wymyślajcie coś normalnego!" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili jednak, ruszył w kierunku
kabiny pilota. Po wejściu tam, po chwili ruszył w kierunku Tajlandii...
______________________________________________
Rozdział XLVII –
Niebezpieczne spotkanie. ~*Czyżby z moim menszem? <3*~
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
dolatywał do Tajlandii, a dokładniej do Bangkoku. Zatrzymał
się on niedaleko Wat
*
*
Pho. Po wylądowaniu, wyszedł on z
kabiny pilota i wziął swoją maszynę. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera i
ruszył w kierunku ściany Wat Pho. Po znalezieniu się koło niej, ustawił tam
swój sprzęt. W tym momencie już chciał nacisnąć odpowiedni przycisk, który
uruchamiałby maszynę, jednak w tej chwili poczuł on, że ktoś przystawił mu
pistolet do głowy. Chłopak westchnął, po czym rzekł:
- Dawid...Ogarniesz się kiedyś?
- Jak ciebie zabiję. I jak zabiję
Andromedę. – Odpowiedział Dawid. ~*<3*~
- Weź się od nas odczep psycholu
jeden! – Powiedział Grzegorz.
- Tym razem przegiąłeś... - Rzekł
Dawid.
Po tej rozmowie, Dawid chciał jak
zwykle zastrzelić Grzegorza, jednak nie udawało mu się to. W pewnym momencie,
przez *"*przypadek*"*
strzelił on w przycisk uruchamiający maszynę. W tym momencie dało się usłyszeć
huk, który wysadził ¾ terenu.
- Heh. Dzięki za pomoc! – Powiedział
Grzegorz.
- Jeszcze się policzymy! – Krzyknął
Dawid odchodząc.
W tym momencie Grzegorz pokręcił
głową, po czym, przed ruszeniem do helikoptera, wyjął z kieszeni swój
telefon ~*Oczywiście*~ i włączył go. Kiedy to zrobił, na
liście, zjechał na pozycję czterdziestą ósmą. W tym momencie, na ekraniku
pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 48 -
Grecja, Ateny, wejście do Narodowego Muzeum Archeologicznego w Atenach."
„Długa nazwa i równie głupi pomysł. Co
oni chcą od tych durnych wejść?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
~*Pomysły mnie się kończyły.*~
Jednak, wziął on swój sprzęt i ruszył
w kierunku helikoptera. Gdy zaś tam wszedł, odłożył swoją maszynę na
odpowiednie miejsce i poszedł do kabiny pilota. Chwilę później, ruszył w
kierunku Grecji...
______________________________________________
Rozdział XLVIII –
Odepchnięcie. ~*Na cholerę tu ta kropka?*~
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
dolatywał już do Grecji, a dokładniej do Aten. Zatrzymał się on koło Narodowego
Muzeum Archeologicznego w Atenach. *No bo gdzie indziej?*
Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął swój sprzęt i wyszedł na
zewnątrz. Gdy zaś tam się znalazł, podszedł do wejścia do Muzeum
Archeologicznego i ustawił tam swój sprzęt. Gdy zaś to zrobił, nacisnął
przycisk odpowiadający za uruchomienie maszyny. Niestety, przypadkowo ~*Nie
chce mnie się już robić cudzysłowów. Zrozumcie mnie. :>*~ nacisnął
również przycisk, odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie sprzętu. Przez
to, po ułamku sekundy dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.
Grzegorza, który nie zdążył uciec, ten
huk odepchnął wprost na helikopter. Od mocnego uderzenia, chłopak aż syknął z
bólu. Mimo bólu, wstał on, po czym, przed wzięciem swojego urządzenia wyjął z
kieszeni telefon *Mimo iż kurwa mać czuł ból.*
i włączył go. Kiedy to zrobił, w notatniku zjechał na pozycję czterdziestą
dziewiątą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 49 -
Maroko, Casablanca, sam szczyt Meczetu Hassana II."
„No ich pogrzało. Nic, będę musiał to
niszczyć z powietrza..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
*JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!*
Chwilę później, wyłączył on swój
telefon i schował go do kieszeni. Kiedy zaś to zrobił, wziął swoją maszynę i
wszedł do helikoptera. Po zrobieniu tego, odłożył ją na odpowiednie miejsce,
poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Maroko...
______________________________________________
Rozdział XLIX –
Ponowne niszczenie z powietrza.
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
doleciał do Maroko, a dokładniej do Casablanca. Kiedy zaś znalazł się nad
Meczetem Hassana II, włączył autopilota, wstał z siedzenia i wyszedł z kabiny
pilota. Gdy zaś to zrobił, podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po
wykonaniu tego, wziął swoją maszynę i zamknął drzwiczki. Gdy to zrobił, zszedł
pod pokład i odczepił od uchwytów drabinki, po czym przyczepił do nich swój
sprzęt. Po wykonaniu tego, udał się na pokład i poszedł do kabiny pilota. ~*Ta
epicka akcja aż mnie zabiła. <Ziew>*~
Kiedy tam się znalazł, za pomocą
odpowiedniej dźwigni nacelował na sam szczyt Meczetu, ustawił maksymalną moc
sprzętu i wystrzelił. Po zrobieniu tego, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾
terenu.
W tym momencie, Grzegorz wyszedł z
kabiny pilota i zszedł pod pokład. Gdy tam był, odczepił od uchwytów swoją
maszynę i przyczepił do nich drabinki. Następnie wyjął on ze swojej kieszeni
telefon i włączył go. Po zrobieniu tego, zjechał na pozycję pięćdziesiątą. W
tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 50 -
Republika Federalna Niemiec, Berlin, Brama Brandenburska."
~*Jak mogłam dać tu stolicę świętego kraju...*~
„Hmm...Życie trzeba sobie jakoś
ułatwiać nie? Zniszczę więc tą *O, błąd!* bramę
z góry." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego, po czym jeszcze raz
zamiast drabinek przyczepił swoją maszynę do uchwytów.
Później zaś wrócił na pokład, poszedł
do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Niemiec...
______________________________________________
Rozdział L –
Szybkie niszczenie w Berlinie.
*Daleko jeszcze?*
~*Dwadzieścia dwa
rozdziały.*~
*<Rozpacza>*
Kilkanaście godzin później, gdy Grzegorz
doleciał do Berlina i znalazł się nad Bramą Brandenburską, za pomocą jednej z
dźwigni nacelował na bramę. Później zaś, ustawił maksymalną moc swojej maszyny
i wystrzelił. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾
terenu. ~*Szybko*~
W tym momencie, Grzegorz, przed
zejściem pod pokład, włączył swój telefon i zjechał na pozycję pięćdziesiątą
pierwszą. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 51 -
Angola, Namibe, pierwsza ulica."
„No comment." – Pomyślał Grzegorz
po przeczytaniu tego.
*Jaki poliglota...*
Po chwili jednak, wyszedł on z kabiny
pilota, po czym udał się pod pokład. Gdy tam był, odczepił od uchwytów swój
sprzęt i na jego miejsce przyczepił on drabinki. Po zrobieniu tego, wszedł
on ~*Ononononon ;_;*~ na pokład i poszedł do odpowiedniej
klapy. Gdy się tam znalazł, otworzył on ją i włożył do środka swój sprzęt. Po
zrobieniu tego, zamknął drzwiczki i udał się do kabiny pilota.
Chwilę później, ruszył on w kierunku
Angoly... *O, błąd w nazwie!*
______________________________________________
Rozdział LI –
Spokojn*y wpierdol dla aŁtoreczki*e niszczenie.
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
dolatywał do Angoli, a dokładniej do Namibe ~*Znowu błąd w odmianie.
Jakim cudem kiedyś miałam piątki z polskiego?*~. Zatrzymał się on na
początku miasta. Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął swój sprzęt
i wyszedł z helikoptera.
Gdy zaś był na zewnątrz, podszedł do
pierwszej drogi i ustawił tam swój sprzęt. Gdy to zrobił, nacisnął odpowiedni
przycisk, po czym odbiegł na bezpieczną odległość. Parę minut później, dało się
słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. *Wkurwia mnie już to
zdanie.* ~*Me too.*~
W tym momencie, chłopak, przed
zebraniem swojego sprzętu, wyjął swój *Sens życia*
telefon i zjechał na pozycję pięćdziesiątą drugą. W tym momencie na ekraniku
pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 52 -
Samo dno Oceanu Atlantyckiego."
„Mdli mnie już na sam widok tego
napisu..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
*A ja się cieszę, bo krótsze rozdziały
do analizy.*
Po chwili jednak, wziął swój sprzęt i
wszedł do helikoptera. Gdy tam był, aby ułatwić sobie sprawę, poszedł pod
pokład. Gdy tam był ~*Spuścił wirtualny wpierdziel (G)Andzi.*~,
odczepił od uchwytów drabinki i przyczepił do nich swoją maszynę. Po zrobieniu
tego, wrócił na pokład, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku
Oceanu Atlantyckiego...
~*Te rozdziały z wątkiem miejsc, które
ma niszczyć Grzegorz, ewidentnie zostały robione na siłę.*~
*Wkurwia mnie takie podejście robienia
czegoś, co ma być przyjemnością, na siłę.*
~*Nie tylko ciebie. Sama się sobie
dziwię.*~
______________________________________________
Rozdział LII – Na
granicy życia i śmierci oraz niszczenie z góry.
*A miał być
krótki rozdział. :-(*
Kilkanaście godzin później, gdy
chłopak dolatywał już do Oceanu Atlantyckiego, poczuł duszący i to mocno
zapach. ~*Znowu ktoś bawił się w Hitlera.*~ Od razu włączył
autopilota, wstał on i wyszedł z kabiny pilota. Gdy był poza kabiną, poczuł, że
zaczyna *Nakurwiać pierdoloną zmianą czasu.* się dusić. W
momencie gdy już był bliski omdlenia, ujrzał, że przycisk do wywietrzenia i tak
jest zakryty. ~*O, ktoś inteligentny.*~ Po chwili, upadł on
nieprzytomny na ziemię...
Tymczasem, wrogowie Grzegorza i
Andromedy, widząc go nieprzytomnego, pomyśleli, że jest martwy. *Bo
według logiki, tak powinno się stać.* Jednak, nie zauważyli
oni, że w momencie utraty przytomności przez Grzegorza, włączyło się awaryjne
wietrzenie helikoptera, przez co ten przeżył. ~*No oczywiście, wszystko
musi iść na korzyść naszego Gary Stół.*~ Mimo wszystko, Patryk
powiedział do Mateusza:
- Mądry był ten twój pomysł z gazem.
- No. Wiedziałem, że to go zabije. –
Rzekł Mateusz.
Po tej rozmowie, zamknęli oni drzwi od
swojego helikoptera i ruszyli w swoim kierunku...
Godzinę później, gdy Grzegorz obudził
się, ujrzał, że w helikopterze nie było już gazu.
*A jak on gaz mógł widzieć, to jest
poza moją wyobraźnią.*
„Jak dobrze, że w tym helikopterze
jest awaryjne wywietrzanie, które włącza się na wszelki wypadek, gdy tylko
stracę przytomność..." – Pomyślał chłopak wstając.
~*Jak źle, że jesteś Gary Stu.*~
Jednak, po wstaniu, udał się on do
kabiny pilota, po czym za pomocą odpowiedniej dźwigni nacelował maszynę na
odpowiednie miejsce Oceanu, ustawił maksymalną moc sprzętu i wystrzelił. *I
zapomniał wcześniej wspomnieć, że doleciał nad Ocean.*
W tym momencie dało się słyszeć huk,
który wysadził ¾ terenu. Na dodatek, z wody zrobił się słup, który wzbił się w
powietrze, a następnie opadł.
Po wybuchu, Grzegorz wyszedł z kabiny
pilota i zszedł pod pokład. Gdy tam był, odczepił od uchwytów swoją maszynę i
przyczepił do nich drabinki. Gdy to zrobił, wyjął z kieszeni swój telefon i
włączył go. Gdy to zrobił ~*Jebane powtórzenia.*~, na liście
zjechał na pozycję pięćdziesiątą trzecią. W tym momencie, na ekraniku pojawił
się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 53 -
Kanada, Ottawa, szczyt Kanadyjskiego Muzeum Wojny."
„Super...Lepiej być nie mogło." –
Pomyślał po przeczytaniu tego.
*Co ty chcesz? Dach tego muzeum wygląda
normalnie.*
Po chwili jednak wrócił na pokład,
odłożył swoją maszynę, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku
Kanady...
______________________________________________
Rozdział LIII –
Nieprzyjemne spotkanie. ~*Z MYM MENSZEM?!*~
*
............................................________
....................................,.-'"...................''~.,
.............................,.-"..................................."-.,
.........................,/...............................................":,
.....................,?......................................................,
.................../...........................................................,}
................./......................................................,:'^'..}
.............../...................................................,:"........./
..............?.....__.........................................:'.........../
............./__.(....."~-,_..............................,:'........../
.........../(_...."~,_........"~,_....................,:'........_/
..........{.._$;_......"=,_......."-,_.......,.-~-,},.~";/....}
...........((.....*~_......."=-._......";,,./'..../"............../
...,,,___.'~,......"~.,....................'.....}............../
............(....'=-,,.......'........................(......;_,,-"
............/.'~,......'-...................................../
.............'~.*-,.....................................|,./.....,__
,,_..........}.>-._...................................|..............'=~-,
.....'=~-,__......',.................................
...................'=~-,,.,...............................
................................':,,...........................'..............__
.....................................'=-,...................,%'>--==''
........................................_..........._,-%.......'
...................................,
*
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
dolatywał do Kanady, a dokładniej do Ottawy. Paręnaście minut później, doleciał
on do Kanadyjskiego Muzeum Wojny. Zatrzymał się koło Muzeum. ~*Kolejne
przesadzone zdanie pojedyncze.*~ Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny
pilota, wziął swój sprzęt, wyszedł z helikoptera i ruszył w kierunku Muzeum.
Gdy zaś tam wszedł, zaczął szukać wejścia na szczyt. Po parunastu minutach je
znalazł. *I dalej nakurwiał zdaniami pojedynczymi.*
Wszedł więc na szczyt, po czym, gdy się na nim znalazł, ustawił w odpowiednim
miejscu swój sprzęt i już chciał nacisnąć przycisk odpowiadający za uruchomienie
maszyny, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś zakrywa mu usta ręką ~*i
zmienia czas.*~ i przystawia nóż do gardła. ~*OMG, MÓJ MONSZ!
<3333333*~ *... <- Kropki żenady.* Po
chwili usłyszał on głos Dawida, który mówił:
- Spróbujesz uciec – zginiesz.
*Jakbyś nie mógł mu od razu poderżnąć
gardła.*
W tym momencie Grzegorz był w kropce.
Nie mógł próbować się wyrwać, gdyż Dawid poderżnąłby mu gardło. W pewnym
momencie jednak, Grzegorz przypomniał sobie, że ma przy sobie pistolet. ~*O
którym wcześniej nie było mowy.*~ Wyjął go więc z kieszeni i strzelił
w Dawida. W tym momencie, ten upadł nieprzytomny na ziemię.
W tej sekundzie Grzegorz był
wolny. *No oczywiście.* Musiał się jednak
śpieszyć, gdyż był świadom, że Dawid jeszcze żyje ~*Nie będę już komentowała
zmian czasu.*~ i w każdej chwili może się obudzić. Nacisnął on więc
przycisk uruchamiający maszynę. Po chwili zaś, dało się słyszeć huk, który
wysadził ¾ terenu. W tym momencie, Grzegorz, który był na ocalałej części
dachu, wziął swoją maszynę i ruszył w kierunku helikoptera. W czasie drogi zaś,
wyjął swój telefon z kieszeni i włączył go. Kiedy to zrobił, na liście zjechał
na pozycję pięćdziesiątą czwartą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 54 -
Stany Zjednoczone, Floryda, Miami, wejście do Zoo Miami."
„Co oni mają z tymi wejściami?" –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili jednak, gdy dotarł on do
helikoptera, odłożył w odpowiednie miejsce swój sprzęt, poszedł do kabiny
pilota i po chwili ruszył w kierunku Florydy...
______________________________________________
Rozdział LIV –
Ponowne, spokojne niszczenie.
*Jeeeeeee! Krótki
rozdział! :3*
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
dolatywał już do Stanów Zjednoczonych, do Florydy, a dokładniej do Miami. Kilkanaście
minut później, zatrzymał się on koło Zoo Miami. Po wylądowaniu, wyszedł on z
kabiny pilota, po czym wziął swoją maszynę i wyszedł na zewnątrz. ~*Ten
zajebisty zwrot akcji...*~
Gdy tam był, podszedł do wejścia do
Zoo. Po znalezieniu się koło niego, w odpowiednim miejscu ustawił swoją
maszynę, po czym nacisnął przycisk odpowiedzialny za uruchomienie sprzętu i
odbiegł na bezpieczną odległość. Paręnaście minut później, dało się słyszeć
huk, który wysadził ¾ terenu. *I wkurwił nas powtarzanymi
zdaniami.*
W tym momencie, Grzegorz, przed
wzięciem swojego urządzenia i przed wejściem do helikoptera, wyjął z kieszeni
swój telefon i włączył go. Gdy to zrobił, zjechał na pozycję pięćdziesiątą
piątą na liście. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 55 -
Galapagos, Park Narodowy Galapagos, pierwsze drzewo."
„Powoli mnie to denerwuje...Nie
mogliby dać czegoś normalnego?" – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
~*Ale wtedy to opko nie byłoby takie *ekhm*
*ekhm* fajne *ekhm* *ekhm*.*~
Jednak, po chwili, wziął on swoje
urządzenie i wszedł do helikoptera. Kiedy to zrobił, odłożył w odpowiednie
miejsce maszynę, po czym poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku
Galapagos...
______________________________________________
Rozdział LV –
~*JEBUDU!*~ Bum
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
dolatywał do Galapagos. Zatrzymał się on koło Parku Narodowego Galapagos. *I
te przesadzone zdania pojedyncze...* Po wylądowaniu, wyszedł
on z kabiny pilota i wziął swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera.
Po wyjściu, wszedł on do Parku Narodowego Galapagos, po czym zaczął szukać
pierwszego drzewa. Po paru minutach udało mu się to. Oczywiście podszedł do
drzewa i postawił przy nim swoją maszynę. Gdy to zrobił, nacisnął przycisk
odpowiedzialny za uruchomienie maszyny. *Ta zajebista, wartka
akcja...* Niestety, ~*"*~przypadkowo~*"*~ nacisnął
on też przycisk, który odpowiadał za natychmiastowe uruchomienie maszyny. W tym
momencie, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.
Grzegorza, który nie zdążył uciec,
przygniótł ocalały pień drzewa. Po przygnieceniu, chłopak aż krzyknął z bólu.
Mimo tego, spróbowała *Grzegorz to gender?* się
uwolnić. Na szczęście, po parunastu minutach udało mu się to. Gdy stał on już
na nogach, podszedł do swojego sprzętu i wziął go. Po zrobieniu tego, ruszył w
kierunku swojego helikoptera.
W czasie drogi, wyjął on z kieszeni
swój telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, na liście przewinął na
pięćdziesiątą szóstą pozycję. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 56 -
Irlandia, Dublin, środek The Little Museum of Dublin."
„Co oni mają z tymi muzeami?" –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
~*Wiesz, koniec pomysłów.*~
Jednak, po chwili doszedł on *(
͡° ͜ʖ ͡°)* ~*... <- Kropki facepalmu.*~ do
helikoptera. Kiedy zaś do niego wszedł, odłożył na odpowiednie miejsce swój
sprzęt, po czym poszedł do kabiny pilota. Chwilę później, ruszył on w kierunku
Irlandii...
______________________________________________
Rozdział LVI –
Spadający dzbanek. *OMG, COŚ ORYGINALNEGO! O.O*
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
dolatywał do Irlandii, a dokładniej do Dublina. Po znalezieniu się ~*Brakuje
tu słowa "przed".*~ The Little Museum of Dublin,
chłopak wylądował. Po zatrzymaniu się, wyszedł on z kabiny pilota i wziął swą
maszynę. Gdy to zrobił, wyszedł z helikoptera i wszedł do muzeum. Po
znalezieniu się tam, ruszył w kierunku jego środka. Paręnaście minut później,
trafił na środek muzeum. *Napierdalając przy okazji zdaniami
pojedynczymi.* Po znalezieniu się tam, ustawił on swój sprzęt
i nacisnął przycisk odpowiadający za uruchomienie maszyny. Niestety, chłopak
przypadkowo ~*Zrozumcie mnie, też mnie się już nie chce dawać
cudzysłowu.*~ nacisnął również przycisk odpowiadający za natychmiastowe
uruchomienie sprzętu. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾
terenu.
Grzegorza, który nie zdążył uciec,
wybuch odepchnął w kierunku ocalałej szafki. Jednak, po uderzeniu w nią, na
głowę chłopaka spadł dzbanek, po czym roztrzaskał się. *JEBUDU!* Zabolało
to chłopaka, przez co krzyknął on z bólu. Mimo tego, że głowa go jeszcze
bolała, wstał z ziemi, wziął swój sprzęt i ruszył w kierunku helikoptera.
W czasie drogi, wyjął on z kieszeni
telefon. Gdy to zrobił, włączył go, po czym w notesie zjechał na pozycję
pięćdziesiątą siódmą. ~*A właśnie, zawsze lepiej sprawdzać w notesie,
niż wymyślać niekreatywną nazwę strony internetowej.*~ W tym momencie
na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 57 -
¾ Portu Lotniczego Warszawa – Okęcie."
*Takie ładne miejsce...*
„A i Polski dawno nie było...Zawsze
jakiś wyjątek." – Pomyślał chłopak po przeczytaniu tego.
Po chwili zaś, wszedł on do
helikoptera. Gdy tam był, odłożył swoją maszynę w odpowiednie miejsce. Po
zrobieniu tego, poszedł on do kabiny pilota, po czym ruszył w kierunku
Polski...
______________________________________________
Rozdział LVII –
Szybkie niszczenie.
*Krótki rozdział!
Jeeeeeeeeee! :3*
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
doleciał do Polski, a dokładniej do Warszawy. Zatrzymał się on koło lotniska
Warszawa – Okęcie. ~*Bo gdzie indziej?*~ Po wylądowaniu,
wyszedł on z kabiny pilota i wziął swój sprzęt. Gdy to zrobił, wyszedł z
helikoptera. *Przesadzając ze zdaniami pojedynczymi.*
Po znalezieniu się poza nim, zaczął szukać wejścia na lotnisko. Niestety,
wszystko było zamknięte. Nie było nawet żadnej otwartej szpary. Chłopak
zmuszony więc był po raz kolejny zrobić to, czego nie powinien robić.
Podszedł on do ¾ lotniska, po czym
nacelował na odpowiednie miejsce swój sprzęt. Po zrobieniu tego, nacisnął on
przycisk odpowiadający za natychmiastowe uruchomienie maszyny. W tym momencie
dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. ~*I nie wniósł niczego
oryginalnego.*~
W tym momencie, Grzegorz pomyślał:
„Heh. *Jestem głupi.*
Szybko poszło."
Po czym ruszył w kierunku helikoptera.
W czasie drogi jednak, wyjął z kieszeni swój telefon, po czym włączył go. Gdy
to zrobił, na liście zjechał na pozycję pięćdziesiątą ósmą. W tym momencie na
ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 58 -
Azerbejdżan, Baku, Maiden Tower, pierwszy kąt." ~*Wiecie,
że to miało być...
Ale coś nie pykło. Jak zwykle.*~
„Nie skomentuję tego..." –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili jednak, wszedł on do
helikoptera. Gdy tam był, odłożył w odpowiednie miejsce swoją maszynę, poszedł
do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Azerbejdżanu...
______________________________________________
Rozdział LVIII –
Kolejne spotkanie z wrogami. *DUN DUN DUUUUUUUN!*
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
dolatywał do Azerbejdżanu, a dokładniej do Baku. Zatrzymał się on koło Maiden
Tower. Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota po czym wziął swoją maszynę i
wyszedł z helikoptera. ~*Ta zajebista akcja...*~ Gdy zaś był
na zewnątrz, wszedł do Maiden Tower, po czym ruszył w kierunku pierwszego kąta.
Po znalezieniu się tam, ustawił w odpowiednim miejscu swoje urządzenie i już
chciał nacisnąć przycisk odpowiedzialny za jego uruchomienie, jednak w tym
momencie usłyszał kroki. Od razu odwrócił się on. Gdy to zrobił, ujrzał...*swój
debilizm.* swoich wrogów. *Byłem blisko.*
- Dacie wy mi spokój, niedojdy
jedne? ~*UUU*Fenyloalanina?* UUUU! Ale im pocis-
SEBA! Nie wtrącaj się w moją kwestię!*~ *>:D* –
Spytał z lekkim zdenerwowaniem Grzegorz.
- Jak się poddasz, to tak. –
Odpowiedział Patryk.
- Było powiedzieć, że nigdy... - Rzekł
Grzegorz.
Po tej rozmowie, standardowo zaczęła
się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na jedną, to na drugą stronę. ~*Bo
Grzegorz to nie Daniel.*~ W pewnym jednak momencie, Grzegorz
wykorzystał walkę i pchnął Mateusza w kierunku przycisku uruchamiającego
maszynę. W tym momencie, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.
W tym momencie wieża zaczęła się
walić. Tylko Grzegorzowi udało się uciec*, bo był Gary Stu*. Gdy
zaś już wybiegł, spokojnie ruszył w kierunku helikoptera. W czasie drogi, wyjął
on swój telefon i włączył go. Po zrobieniu tego, na liście zjechał na pozycję
pięćdziesiątą dziewiątą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 59 -
Rosja, środek Syberii."
„Czego to oni nie wymyślą..." –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
Jednak, w tej chwili doszedł on *(
͡° ͜ʖ ͡°)* ~*No comment.*~ do helikoptera.
Wszedł więc do niego, odłożył swoje urządzenie na odpowiednie miejsce, poszedł
do kabiny pilota i ruszył w kierunku Rosji *Kraju Putinem i wódką
płynącego.*...
______________________________________________
Rozdział LIX –
Spotkanie na Syberii. ~*Z MYM MENSZEM?!*~ *... <- Kropki
rozpaczy.*
Paręnaście godzin później, Grzegorz
dolatywał na Syberię. Gdy już do niej doleciał, zatrzymał się na jej początku.
Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął swój sprzęt i udał się na
zewnątrz. ~*A chociaż założył odpowiedni ubiór?*~ *Pewnie
nie, znając jego inteligencję.* Gdy tam był,
ruszył w kierunku środka Syberii...
Kilkanaście minut później, gdy chłopak
powoli mdlał z zimna, doszedł na środek Syberii. Po znalezieniu się tam,
ustawił swój sprzęt w odpowiednim miejscu i już chciał nacisnąć przycisk
odpowiadający za uruchomienie maszyny, jednak w tym momencie poczuł, że ktoś
przystawił mu pistolet do głowy. *Jakby Dejwid nie mógł go po
prostu zastrzelić.* W tym momencie Grzegorz odwrócił się i
powiedział:
- DAWID!!! DAJ MI WRESZCIE SPOKÓJ
IDIOTO!!! ~*JAK MOŻESZ GO TAK NAZYWAĆ?! ZDECHNIJ!*~
- NIE!!! – Krzyknął Dawid.
Po tej krótkiej rozmowie, Dawid
schował swój pistolet i zaczęła się walka wręcz. Przez cały czas wygrywał
Grzegorz. *Kolejny Gary Stu.* W pewnym momencie,
pchnął on Dawida na przycisk uruchamiający maszynę. W tym momencie dało się
słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.
- JESZCZE SIĘ POLICZYMY!!! – Krzyknął
Dawid odchodząc.
Grzegorz natomiast nie przejął się
tym. Wziął swoją maszynę, po czym ruszył w drogę powrotną. ~*Jakby nic
się nie stało.*~ W czasie drogi, wyjął swój telefon i włączył go. Gdy
to zrobił, na liście zjechał na pozycję sześćdziesiątą. W tym momencie na
ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 60 -
Samo dno Oceanu Południowego."
„W końcu coś łatwego do
niszczenia." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
*Ja też się cieszę, że będzie coś
krótkiego do analizy.*
Po chwili jednak, doszedł on do
helikoptera. Po wejściu tam, odłożył swoją maszynę na odpowiednie miejsce, poszedł
do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Oceanu Południowego...
______________________________________________
Rozdział LX –
Niszczenie z powietrza.
*Już jesteśmy?*
~*Jeszcze
jedenaście rozdziałów. Tak, myliłam się cały czas, to opko ma ich siedemdziesiąt
jeden.*~
*<Umiera w
otchłani smutku i rozpaczy.>*
Gdy Grzegorz dolatywał do Oceanu
Południowego, usłyszał dźwięk swojego telefonu. Jednak był to dźwięk SMS-a.
Chłopak włączył więc autopilota i wyjął swój telefon, i włączył go. Okazało
się, że SMS był od Andromedy. Grzegorz od razu go włączył. Treść wyglądała tak:
~*"Pierdol się, mam nowego
chłopaka. Daniel jest fajny."*~
„Tak mi smutno samej...Nie mam co
robić...Na dodatek w nocy boję się, że coś mi się stanie...*I
nadkropkozą się zaraziłam...* Gdy ty byłeś to przynajmniej
czułam to bezpieczeństwo...Czasem, jak na przykład teraz, popłakuję z tej
samotności...Jest mi tak smutno...Chciałabym, aby mnie ktoś przytulił...W
ogóle...To kiedy będziesz? Odpisz, jeśli jeszcze żyjesz...Wtedy będę wiedziała,
że kiedyś wrócisz do domu... ;-'(„
W tym momencie, Grzegorz od razu
odpisał:
„Nie płacz skarbie...Będę już
niedługo. Jeszcze 10 Miejsc Przeznaczenia. ;-) *hug* ~*Jak
gimbusiarsko.*~ *A poza tym, tak. Jakieś głupie Miejsca ważniejsze
od przyjaciółki.*"
Po czym wysłał. Jednak, w tym momencie
ujrzał, że był już centralnie nad Oceanem Południowym. Wstał on więc z
siedzenia po czym wyszedł z kabiny pilota i pod szedł do odpowiedniej klapy.
Gdy tam był, otworzył ją i wyjął z niej swój sprzęt. Kiedy to zrobił, zamknął
drzwiczki.
Po wykonaniu tego, udał się pod
pokład. Gdy się tam znalazł, odczepił drabinki od uchwytów i przyczepił do nich
swoją maszynę. Kiedy już to wykonał, udał się do kabiny pilota i za pomocą
odpowiedniej dźwigni nacelował na odpowiednie miejsce, ustawił maksymalną moc
urządzenia i wystrzelił. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾
dna. Na dodatek z wody zrobił się słup, który wzbił się w powietrze, a
następnie opadł. *Jaka zajebiaszcza akcja, ni ma chuja.*
W tym momencie, chłopak wyszedł z
kabiny pilota i udał się pod pokład. Gdy tam był, odczepił od uchwytów maszynę
i przyczepił do nich drabinki. Po zrobieniu tego, wyjął swój telefon i włączył
go. Kiedy to zrobił, na liście zjechał na pozycję sześćdziesiątą pierwszą. W tym
momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 61 -
Środek Lasów Równikowych."
„Może jeszcze frytki ~*Mam
nadzieję, że z arszenikiem.*~ do tego?" – Pomyślał z irytacją
Grzegorz.
Po chwili jednak wszedł na pokład,
odłożył do odpowiedniej klapy urządzenie, poszedł do kabiny pilota i ruszył w
kierunku Lasów Równikowych...
______________________________________________
Rozdział LXI –
Nieprzyjemne zdarzenie. ~*DAM DAM DAAAAAAAAAAAAAAM!*~
Kilkanaście godzin później, gdy
Grzegorz dolatywał do lasów równikowych, usłyszał dźwięk swojego telefonu.
Jednak, był to dźwięk SMS-a. Chłopak od razu włączył autopilota i wyjął
telefon, po czym w*y*łączył go. W tym momencie okazało
się, że był to SMS od Andromedy. Chłopak od razu odczytał go. Treść wyglądała
tak:
„Więc żyjesz! Co za ~*nie*~szczęście!
Wracaj jak najszybciej! :-)"
W tym momencie, Grzegorz uśmiechnął
się do siebie. Miło mu się zrobiło, wiedząc, że jego przyjaciółka jest *Ale
bądź co bądź, wkurwiająca jest ta zmiana czasów.* szczęśliwa.
Po chwili jednak, ujrzał, że musiał lądować. Gdy zaś wylądował, wyszedł z
kabiny pilota i wziął swoją maszynę. Po zrobieniu tego, wyszedł na zewnątrz i
ruszył w kierunku środka lasów równikowych...
W stronę środka, droga szła mu
normalnie. Gdy znalazł się na środku lasu, ustawił w odpowiednim miejscu swój
sprzęt i nacisnął odpowiedni przycisk. Po zrobieniu tego, odbiegł na bezpieczną
odległość. Po paru minutach dało się słyszeć huk, który wysadził ¾
terenu. ~*Nie wprowadzając nic oryginalnego.*~ W tym momencie,
Grzegorz podszedł do maszyny i ją podniósł. Po zrobieniu tego, ruszył on w
kierunku powrotnym. W czasie drogi, włączył on telefon i na liście zjechał na
pozycję sześćdziesiątą drugą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 62 -
Wyspy Owcze, Thorshavn, środek Uniwersytetu Farerskiego."
„Zacna nazwa wyspy..." – Pomyślał
po przeczytaniu tego.
~*Czej, a Wyspy Owcze są w Europie, co
nie?*~
*Tak. Jest to archipelag wysp na Morzu
Norweskim, więc muszą być w Europie.*
Po chwili, ruszył w dalszą drogę...
Niestety, w połowie drogi poczuł, że
zrobiło mu się słabo. ~*Co za zwrot akcji...*~ Na dodatek
czuł, że robiło mu się duszno. Nie przejął się jednak tym *CO
XDDDDDDDDD* i ruszył w dalszą drogę. Niestety, parę minut
później poczuł, że upada nieprzytomny na ziemię...
Godzinę później, gdy Grzegorz obudził
się, ujrzał, że zaczęło się ściemniać. ~*Ściemniu ściemniu
skurwysyny.*~ Jako, iż nie chciał on zostać tu na noc, podniósł się,
wziął swój sprzęt i wszedł do helikoptera, obok którego zemdlał. *Mimo
iż NIE BYŁO O TYM MOWY!!!* Po wejściu, odłożył swój sprzęt na
odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku
Wysp Owczych...
______________________________________________
Rozdział LXII –
Tłok i skradanie. ~*Brzmi zajebiście, ale pewnie takie nie będzie.*~
Kilkanaście godzin później, gdy
Grzegorz doleciał Wysp Owczych, a dokładniej do Thorshavn. *I od
tak zdanie się kończy.* Po znalezieniu się tam, po raz
pierwszy odkąd w tym roku niszczył Miejsca Przeznaczenia, ujrzał, że był tam
tłok. ~*Choć raz coś oryginalnego.*~ Wiedział, że w
uniwersytecie będzie musiał się skradać. Po chwili jednak, wylądował koło
Uniwersytetu Farerskiego. Po wylądowaniu, wyszedł z kabiny pilota, po czym
wziął swój sprzęt i wyszedł na zewnątrz..
Gdy zaś wszedł do uniwersytetu,
ujrzał, że był tam tłok. *Chociaż raz.* Zaczął
się więc skradać. Paręnaście minut później, gdy doszedł do środka uniwersytetu,
ukrył się za ścianą, wziął w swoje ręce urządzenie, nacelował i wystrzelił
naciskając przycisk odpowiadający za natychmiastowe włączenie sprzętu. W tym
momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.
W tej chwili, wszyscy zgromadzeni,
zaczęli szukać źródła wybuchu. ~*Chociaż raz jakaś realistyczna (w
miarę) sytuacja.*~ Grzegorz, z przerażeniem, że go znajdą, stał ukryty
za ścianą. Po parunastu minutach jednak, tłum odszedł. *CO
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD* Grzegorz więc, ciągle ukrywając
się, wyszedł z uniwersytetu...
Kiedy był na zewnątrz, włączył swój
telefon, po czym na liście zjechał na pozycję sześćdziesiątą trzecią. W tym
momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 63 -
Włochy, Rzym, dno Fontanny di Trevi."
„Zacnie. ~*Kurwa, jakie wyrafinowane
słownictwo...*~ Czyli znów czeka mnie niszczenie od
góry..." *JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!* –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
Po chwili jednak wszedł do swojego
helikoptera, po czym, gdy tam był, odłożył swoją maszynę na odpowiednie
miejsce, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku Włoch...
______________________________________________
Rozdział LXIII –
Niszczenie z powietrza.
Kilkanaście godzin później, gdy
Grzegorz doleciał do Włoch, a dokładniej do Rzymu, zatrzymał się nad Fontanną
di Trevi. Po znalezieniu się tam, włączył on autopilota, wstał z siedzenia i
wyszedł z kabiny pilota. Gdy to zrobił, podszedł do odpowiedniej klapy i
otworzył ją. Po zrobieniu tego, wyjął sprzęt i zamknął drzwiczki. Następnie, udał
się on pod pokład. Po znalezieniu się tam, odczepił od uchwytów drabinki i
przyczepił do nich swoje urządzenie. Kiedy już to zrobił, udał się na pokład a
następnie poszedł do kabiny pilota. ~*Jaka zajebista akcja, normalnie
umieram... <Ziew>*~
Gdy już tam był, za pomocą
odpowiedniej dźwigni, nacelował na wodę znajdującą się w fontannie, ustawił
maksymalną moc maszyny i wycelował. W tym momencie dało się słyszeć huk, który
wysadził ¾ terenu. *Nie wprowadzając przy tym oryginalnych zdań.*
Wody było dość mało, aby zrobił się taki słup, jak np. na oceanach.
Po wybuchu, chłopak wyszedł z kabiny
pilota i poszedł pod pokład. Gdy się zaś tam znalazł, odczepił od uchwytów swój
sprzęt i przyczepił do nich drabinki. Po wykonaniu tego, wyjął on swój telefon
i włączył go. Po zrobieniu tego, w notesie, na liście zjechał na pozycje
sześćdziesiątą czwartą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 64 -
Malta, Paola, środek Hypogeum Ħal Saflieni." ~*O, ktoś umiał
korzystać z Google.*~
„Jeszcze podziemnych budowli
brakowało..." *Jaki znawca się znalazł...* –
Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego.
Chwilę później jednak wrócił na
pokład, odłożył swój sprzęt w odpowiednie miejsce i udał się do kabiny pilota.
Po znalezieniu się tam, ruszył w kierunku Malty...
______________________________________________
Rozdział LXIV –
Przedostatnie spotkanie z wrogami. *JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!* ~*Jaki
zaciesz. xD*~
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
doleciał do Malty, a dokładniej do Paola. Po znalezieniu się tam, zatrzymał się
koło Hypogeum Ħal Saflieni. *Bo gdzie indziej miałby się
zatrzymać.* Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął
swój sprzęt i wyszedł z helikoptera. Gdy był już na zewnątrz, wszedł do środka
Hypogeum i ruszył w kierunku jego środka. Paręnaście minut później, kiedy się
tam znalazł, w odpowiednim miejscu ustawił swoje urządzenie ~*Ta
zajebista akcja mnie rozpierdala.*~ i już chciał nacisnąć przycisk,
lecz w tym momencie usłyszał kroki. Od razu odwrócił się. W tym momencie
ujrzał...swoich wrogów.
- No chociaż przy 64 Miejscu dajcie mi
spokój...I tak wam to nic nie da... - Powiedział Grzegorz z irytacją.
- Da. Sześć laserów może zmniejszyć
asteroidę do rozmiarów meteorytu. I będzie jak w Czelabińsku. – Rzekł Mateusz.
*Tak późno objawić nam sens tego
opka?*
- Fuck. O tym nie pomyślałem. – Rzekł
Grzegorz.
~*- Bo ty w ogóle nie myślisz. -
Skomentował Patryk.*~
Po tej rozmowie, standardowo zaczęła
się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na jedną, to na druga
stronę. *Ja jednak wolę te powtarzane zdania, niż nieudolne opisy
walk na dwadzieścia stron.* Paręnaście minut po rozpoczęciu
się walki, Grzegorz skorzystał z okazji i pchnął Patryka w kierunku przycisku
uruchamiającego maszynę. W tym momencie dało się słyszeć huk, który wysadził ¾
Hypogeum Ħal Saflieni. Grzegorzowi udało się uniknąć przygniecenia przez gruzy,
jednak Patrykowi i Mateuszowi już nie... ~*Jaj!*~
Chwilę po opadnięciu ostatniego
kawałka gruzu, Grzegorz podniósł swój sprzęt, po czym wyszedł z Hypogeum. W
czasie drogi do helikoptera, włączył swój telefon i w notesie zjechał na
pozycję sześćdziesiątą piątą. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 65 -
Koniec Rockall."
~*
Epicko, co nie?*~
„Nie ma to jak niszczyć małą,
niezamieszkaną wysepkę..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu tego. *Biedna
wysepka. :-(*
Jednak, po chwili doszedł on do
helikoptera. Schował więc on swój telefon, po czym wszedł do helikoptera,
odłożył swój sprzęt w odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i ruszył w
kierunku Rockall...
______________________________________________
Rozdział LXV –
Spotkanie z ~*mym menszem*~ bratem i spadek do wody.
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
dolatywał do Rockall. Kiedy był już nad wysepką, postanowił zniżyć się
helikopterem do maksimum i zeskoczyć. *W końcu wokół jest woda,
czyż nie?* Włączył więc autopilota, wyszedł z kabiny pilota,
wziął swój sprzęt i podszedł do drzwi. Gdy to zrobił, otworzył je i jako iż
helikopter był już zniżony do maksimum, zeskoczył. Po znalezieniu się na
wysepce, zorientował się on, że znajdował się na jej końcu. ~*A od
której strony?*~ Od razu ustawił tam swój sprzęt i już chciał nacisnąć
przycisk odpowiedzialny za uruchomienie maszyny, jednak w tym momencie poczuł,
że ktoś przystawił mu pistolet do głowy. W tym momencie chłopak westchnął, po
czym powiedział:
- Dawid...Chłopie...Uspokój się...
- To daj się zabić. – Rzekł Dawid.
- Pogrzało? – Spytał Grzegorz.
*Jaki zajebisty dialog pełen
emocji...*
Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na
początku wygrywał Dawid, jednak w którymś momencie wygrał Grzegorz. Pchnął on
Dawida w kierunku przycisku uruchamiającego maszynę. W tym momencie dało się
słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. W tym momencie, jako iż z wyspy został
naprawdę mały kawałek ~*Brawo, stworzyliście z małej wyspy jeszcze
mniejszą.*~, dwójka spadła do wody. Po znalezieniu się tam, Dawid
powiedział:
- Jeszcze się policzymy...
Po czym wszedł do swojego helikoptera,
który akurat podleciał i ruszył w swoim kierunku. Grzegorz natomiast wziął swój
sprzęt i również wszedł do swojego helikoptera, który również podleciał. *Dużo
tych inteligentnych helikopterów w tym świecie.* Po znalezieniu
się tam, odłożył swój sprzęt na odpowiednie miejsce i wyjął swój telefon po
czym włączył go i w notesie zjechał na pozycję ~*sześćset*~ sześćdziesiątą
szóstą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 66 - Węgry,
Budapeszt, środek budynku parlamentu w Budapeszcie."
„Co jeszcze wymyślą?" – Pomyślał
po przeczytaniu tego.
Po chwili jednak, podłączył swój
telefon do ładowania, gdyż się wyładowywał *O, realistyczna
sytuacja!* i poszedł się przebrać w suche ubranie. Paręnaście
minut później, gdy był już w suchym ubraniu, poszedł do kabiny pilota i ruszył
w kierunku Węgier...
______________________________________________
Rozdział LXVI –
Żywy pomnik. ~*O nie...Będzie tu tak nierealistyczna sytuacja, że
padniesz.*~ *;_;*
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
dolatywał do Węgier, a dokładniej do Budapesztu. Po znalezieniu się tam,
zatrzymał się koło budynku parlamentu w Budapeszcie. ~*Jebłabym tu
zdjęcie tego parlamentu, ale wykorzystałam limit zdjęć. :-(*~ Po
wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, po czym wziął swój sprzęt, wyszedł z
helikoptera i jak gdyby nigdy nic, wszedł do budynku parlamentu. Po znalezieniu
się tam, udał się, oczywiście ukrywając się, aby nikt go nie zauważył, na
środek budynku. Paręnaście minut później, gdy się tam znalazł, mógł odetchnąć z
ulgą. Na środku budynku nikogo nie było. *Żeby nikt nie
przeszkadzał naszemu Gary Stu.* Chłopak ustawił więc tam swój
sprzęt i nacisnął odpowiedni przycisk, po czym odbiegł na bezpieczną odległość.
Po parunastu minutach dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu.
Po wybuchu, Grzegorz chciał ruszyć w
kierunku powrotnym, jednak usłyszał on kroki. Jako, iż nie miał jak się ukryć,
stanął w pozycji pomnika. Po chwili zaś, do pomieszczenia weszło kilkoro ludzi.
Od razu zaczęli oni szukać źródła dziury w podłodze. ~*Ta dziura w
podłodze musiała wyglądać komicznie.*~ Po chwili jednak dostrzegli oni
Grzegorza, który udawał pomnik. Zaczęli oni się zastanawiać, skąd tak nagle
wziął się tu jakiś pomnik. *Z nieba spadł.*
Trwało to godzinę, przez co, Grzegorz, który wstrzymał oddech, aby nie dać po
sobie poznać, że jest człowiekiem, czuł, że zaraz z powodu braku powietrza
zemdleje... ~*WAT?*~
Po godzinie jednak, grupka ludzi
rozeszła się. Dzięki temu, Grzegorz mógł odetchnąć i się ruszyć. *Mimo,
iż powinien DAWNO ZDECHNĄĆ!* Oczywiście wziął on swój sprzęt
i nadal ukrywając się wyszedł z budynku. Po wyjściu, włączył on swój telefon,
po czym zjechał na pozycję sześćdziesiątą siódmą na liście. W tym momencie na
ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 67 -
Królestwo Danii, Kopenhaga, Mała Syrenka."
„Ta, a kolejne Miejsce Przeznaczenia
będzie w kasach w Centrum Nauki Kopernika..." – Pomyślał Grzegorz po
przeczytaniu tego.
~*SPOILER: Tak chyba będzie.*~
Po chwili jednak, gdy wszedł on do
helikoptera, położył swoją maszynę na odpowiednim miejscu, poszedł do kabiny
pilota i po chwili ruszył w kierunku Danii...
______________________________________________
Rozdział LXVII –
Przedostatnie niszczenie z powietrza. *Jaj! Krótki rozdział!
<.<*
Kilkanaście godzin później, gdy
Grzegorz dolatywał do Danii, a dokładniej do Kopenhagi, Grzegorz
postanowił ~*Na luj tu powtórzenie jego imienia?*~, że zniszczy
pomnik Małej Syrenki z powietrza. Włączył więc autopilota, po czym wstał z
siedzenia i wyszedł z kabiny pilota. Gdy to zrobił, podszedł do odpowiedniej
klapy i otworzył ją. Po zrobieniu tego, wyjął z niej swój sprzęt i zamknął
drzwiczki. Gdy już to zrobił, zszedł pod pokład, po czym odczepił od uchwytów
drabinki i przyczepił do nich swój sprzęt. Po zrobieniu tego, wrócił on na
pokład i poszedł do kabiny pilota. *Ta akcja jest taka
zajebista...*
Po znalezieniu się tam, ujrzał on, że
był już centralnie nad Małą Syrenką. Za pomocą odpowiedniej dźwigni ustawił
więc sprzęt, po czym ustawił jego maksymalną moc i wystrzelił. W tym momencie
dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. ~*Przy okazji nie
wprowadzając niczego oryginalnego.*~
Po wybuchu, Grzegorz wyszedł z kabiny
pilota i udał się pod pokład. Po znalezieniu się tam, odczepił on od uchwytów
swoje urządzenie i przyczepił do nich drabinki. Gdy to zrobił, wyjął swój
telefon i włączył go. Po zrobieniu tego, zjechał on na pozycję sześćdziesiątą
ósmą na liście. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 68 -
Polska, Warszawa, kasy w Centrum Nauki Kopernika." ~*A nie
mówiłam?*~
„Zapeszyłem..." – Pomyślał
Grzegorz po przeczytaniu tego.
Mimo wszystko, wziął on swój sprzęt i
wrócił na pokład. Gdy już tam był, podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył
ją. Po zrobieniu tego, włożył on tam swoją maszynę i zamknął drzwiczki.
Następnie udał się do kabiny pilota, usiadł na siedzeniu, zapiął pasy, wyłączył
autopilota i po chwili ruszył w kierunku Polski...
_____________________________________________________
Rozdział LXVIII –
Ponowne odepchnięcie.
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
doleciał do Polski, a dokładniej do Warszawy. Gdy się tam znalazł, udał się do
Centrum Nauki Kopernika. ~*Ale pieszo, czy helikopterem? Kurwa, kolejny
brak wyjaśnień.*~ Zatrzymał swój helikopter koło wejścia. ~*A.*~ Po
wylądowaniu, wyszedł on z kabiny pilota, wziął swój sprzęt i wyszedł na
zewnątrz. Gdy tam był, wszedł do Centrum i udał się w kierunku kas. Minutę
później ~*STOPER!*~ *Jezu, fanka PG wzięła się za
analizowanie. ;_;* ~*:3*~, gdy tam doszedł, ustawił w
odpowiednim miejscu swoją maszynę i nacisnął odpowiedni przycisk.
Niestety, *"*przypadkowo*"*
nacisnął on też przycisk który odpowiadał za natychmiastowe uruchomienie
maszyny.
Przez to, po ułamku sekundy, dało się
słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. Grzegorza, który nie zdążył uciec, wybuch
odepchnął na pobliską ścianę. Po dość mocnym uderzeniu, chłopak aż syknął z
bólu. Mimo wszystko, wstał, wziął swój sprzęt i wyszedł. ~*Jakby nic
się nie stało.*~
Przed wejściem do helikoptera jednak,
wyjął on swój *Sens życia.* telefon i włączył
go. Gdy to zrobił, zjechał na pozycję sześćdziesiątą dziewiątą *(
͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Nie mam słów...*~ na liście. W tym
momencie na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 69 *(
͡° ͜ʖ ͡°)* - Jordania,
środek Wadi Rum."
„Choć przedostatnie Miejsce
Przeznaczenia *JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!*
jest w jakimś normalnym miejscu..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu
tego.
Po chwili jednak, wyłączył telefon i
go schował. Następnie zaś wszedł do helikoptera, odłożył swoje urządzenie na
odpowiednie miejsce, poszedł do kabiny pilota i po chwili ruszył w kierunku
Jordanii...
______________________________________________
Rozdział
LXIX *Czekałem na ten rozdział. ( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*... <- Kropki załamki.*~ –
Bezproblemowe niszczenie.
Kilkanaście godzin później, Grzegorz
doleciał do Jordanii. Paręnaście minut po znalezieniu się tam, doleciał on
również do Wadi Rum. Zatrzymał się na jego początku. *Przesadzając
z zdaniami pojedynczymi.* Po wylądowaniu, wyszedł on z kabiny
pilota, wziął swój sprzęt i wyszedł na zewnątrz. Gdy zaś był poza helikopterem,
ruszył w kierunku środka Wadi Rum.
Paręnaście minut później, gdy znalazł
się on tam, ustawił w odpowiednim miejscu swoją maszynę. Po ustawieniu,
nacisnął on przycisk odpowiedzialny za uruchamianie urządzenia, a następnie
odbiegł na bezpieczną odległość. Parę minut później, dało się słyszeć huk,
który wysadził ¾ terenu. ~*Czyli to, co wszyscy dobrze znamy.*~
Po wybuchu, Grzegorz podszedł do
swojej maszyny i wziął ją. Po zrobieniu tego, ruszył on w kierunku helikoptera.
W czasie drogi, wyjął on telefon i włączył go. Po tym, po raz ostatni włączył
notatnik z zapisanymi Miejscami Przeznaczenia i zjechał na pozycję
siedemdziesiątą. W tym momencie na ekraniku pojawił się napis:
*"Pierdol się, siedemdziesiątego
Miejsca ci nie podam, bo jesteś debilem."*
„Miejsce Przeznaczenia 70 -
Środek Antarktydy." ~*Jak oryginalnie.*~
„Czemu zawsze na liście tych Miejsc,
na końcu musi być Antarktyda?" – Pomyślał Grzegorz, po przeczytaniu tego.
*Bo Antarktyda, tak jak oranż metylowy
i koty, jest podstawą Wszechświata.*
Chwilę później jednak, gdy Grzegorz
dochodził *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Nie mam na ciebie słów.*~ do
helikoptera, ponownie włączył telefon i sprawdził datę. W tym momencie na
ekraniku pojawił się napis:
„8 kwietnia 2036 rok."
*No to masz pięć dni.*
„Eee...Jeszcze zdążę. Wrócę do domu 12
kwietnia, więc spoko." – Pomyślał po zobaczeniu tego.
Po paru minutach, gdy wszedł on do
helikoptera, odłożył swoją maszynę w odpowiednie miejsce, po czym poszedł do
kabiny pilota i po chwili ruszył w dwudniową podróż na Antarktydę...
~*Sprawdziłabym, ile tam się tak
naprawdę leci, ale Google Mapy nie pokazują trasy. :<*~
______________________________________________
Rozdział LXX –
Ostatnie Miejsce Przeznaczenia, ostatnie spotkanie z wrogami, śmierć i powrót
do domu.
*Dojechaliśmy?*
~*Jeszcze jeden
rozdział i druga część.*~
*Czekaj. JAKA
DRUGA CZĘŚĆ?! TO TO GÓWNO MA DWIE CZĘŚCI?!*
~*Spokojnie, jest
ona w formie one-shot.*~
*Uff...*
Dwa dni później, Grzegorz doleciał na
Antarktydę. Gdy tam był, postanowił zniszczyć ostatnie Miejsce Przeznaczenia z
góry, gdyż nie chciał zamarznąć na Antarktydzie. ~*Przynajmniej szybko
pójdzie.*~ Włączył on więc autopilota, wyszedł z kabiny pilota i
podszedł do odpowiedniej klapy. Gdy to zrobił, otworzył ją i wyjął z niej swój
sprzęt. Po zrobieniu tego, zamknął drzwiczki i udał się pod pokład.
Kiedy tam się znalazł, odczepił
drabinki od uchwytów i przyczepił do nich maszynę. Następnie udał się na pokład
i już chciał pójść do kabiny pilota, jednak w tym momencie usłyszał taki
dźwięk, jakby ktoś otwierał drzwi w jego helikopterze, a następnie przeskakiwał
ze swojego na jego helikopter. Chłopak od razu odwrócił się. Po zrobieniu tego,
ujrzał...swoich wrogów. ~*Albo i nie.*~
- I co wy tu robicie? Co wam da jeden
laser? – Spytał Grzegorz po ich zobaczeniu.
- Choć trochę zmniejszy asteroidę, co
doprowadzi do zagłady tylko jednego miasta, a nie całego świata. – Odpowiedział
Mateusz.
*Tak w ogóle. Skąd Patryk i Mateusz
mieli te lasery? Ktoś im dał?*
~*Opko tego nie wyjaśnia.*~
*No oczywiście.*
- Ależ wy wytrwali...Dla jednego
lasera potraficie przybyć aż na Antarktydę... - Rzekł Grzegorz.
- No co? Ty też jesteś w sumie
wytrwały, skoro tyle Miejsc niszczysz i dalej ci się to nie nudzi. – Powiedział
Patryk.
~*Nie wiem, jak Grzegorza, ale nas to
CHOLERNIE nudzi.*~
- A żebyś się nie zdziwił. Mnie to
okropnie nudzi i najchętniej wróciłbym już do domu, do Andromedy, ale chcę
spełnić nasze marzenie. – Powiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie, mimo wszystko
standardowo zaczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na jedną to
na drugą stronę. Jednak, paręnaście minut po rozpoczęciu się walki, Grzegorz
skorzystał z okazji i zepchnął Patryka i Mateusza z helikoptera. Jako, iż nie
zdążyli się oni chwycić metalowej części helikoptera, po uderzeniu w ziemię
zginęli na miejscu...
*Nareszcie...A poza tym, znowu zakończenie,
w którym świat zostanie zniszczony.*
~*Kiedyś pisałam takie opowiadania i
zakończenia, bo chciałam być oryginalna w blogosferze.*~
Tymczasem, Grzegorz, mimo iż zabił już
swych wrogów, postanowił zniszczyć Miejsce Przeznaczenia, gdyż w każdej chwili
ktoś inny mógłby wykorzystać to, że było ono nie zniszczone. Poszedł więc do
kabiny pilota i za pomocą jednej z dźwigni ustawił maszynę. Następnie ustawił
maksymalną moc sprzętu i wystrzelił. W tym momencie dało się słyszeć huk, który
wysadził ¾ terenu.
Po wybuchu, Grzegorz wyszedł z kabiny
pilota, zamknął drzwi i udał się pod pokład. Gdy się tam znalazł, odczepił
sprzęt od uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Następnie udał się na pokład.
Gdy tam już był, podszedł do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Po wykonaniu
tego, włożył tam swoją maszynę i zamknął drzwiczki.
*Chociaż na końcu mogłoby być coś
oryginalnego. -_-*
Następnie udał się w kierunku kabiny
pilota. Gdy już tam był, usiadł na siedzeniu, zapiął pasy, wyłączył autopilota
i ruszył w dwudniową podróż do domu...
______________________________________________
Rozdział LXXI –
Powrót do domu, szczęście i zagłada.
*Koniec! Koniec
widzę!*
Dwa dni później, Grzegorz w końcu
doleciał do domu. Kiedy zatrzymał się przed swoją willą ~*Na bogato, widzę.*~ (wraz
z Andromedą mieszkał w willi) *Co ty nie powiesz.*,
wyszedł najpierw z helikoptera nie zabierając sprzętu. Gdy zaś wszedł do
ogrodu, ani się obejrzał, a ujrzał, że w jego objęciach znalazła się Andromeda.
Po chwili spojrzała ona na niego z radością w oczach i z taką samą radością w
głosie powiedziała:
- Nareszcie jesteś! Jak dobrze cię
widzieć!
Po czym jeszcze raz się do niego
przytuliła. W tym momencie, Grzegorz powiedział:
- Andromedo...Skarbie ty moje...
Po czym również przytulił się do niej.
~*Nie kupuję tej waszej sztucznej
uroczości.*~
*Widzę, że bawisz się w
słowotwórstwo.*
~*A co! :D*~
Paręnaście minut później, gdy emocje
opadły, Andromeda, szczęśliwa, pobiegła do domu, a Grzegorz wyciągnął jeszcze z
helikoptera swoją maszynę i również ruszył do domu. Po znalezieniu się tam,
zdjął buty i odstawił sprzęt na odpowiednie miejsce. Po zrobieniu tego, poszedł
on do sypialni *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*... To opko serio na ciebie źle
działa.*~, usiadł na łóżku i aby się zrelaksować, włożył słuchawki w uszy i
zaczął słuchać muzyki. Po chwili zaś poczuł, że ktoś się do niego przytulił. Od
razu spojrzał kto to był. *Ja pierdolę. Przecież on w tej willi
mieszkał tylko z (G)Andzią.* W tym momencie ujrzał on swoją
przyjaciółkę, która była przytulona do niego i najwidoczniej nie zamierzała go
puścić. *Reed?* Grzegorz nie wyganiał jej.
Wiedział, że stęskniła się ona za nim. Poza tym, ona jedna wystarczała mu do
szczęścia...
Następnego dnia, Grzegorza obudził
huk. ~*Ah, te szybkie przeskoki.*~ Od razu poderwał się on i
wyjrzał przez okno. Gdy to zrobił, ujrzał to, co od dawna chciał zobaczyć. Na
zewnątrz była fala uderzeniowa po upadku asteroidy, która niszczyła wszystko,
co spotkała na swojej drodze. O dziwo, ominęła ona dom Grzegorza i
Andromedy.
*"O kurwa! Mary Sue i Gary Stu!
Uciekaaać!" - Pomyślała fala uderzeniowa.*
Chłopak, widząc to, pomyślał:
„Nareszcie...Tyle dni starań nie
poszło na marne..."
Po czym, popatrzył jeszcze trochę i
położył się on koło śpiącej Andromedy. Kiedy spojrzał na swą przyjaciółkę, aż
uśmiechnął się do siebie. Wyglądała ona tak słodko, gdy spała... *Tri?*
Nie miał on serca, aby ją budzić. Pogładził ją jednak po głowie i pierwszy raz
odkąd ją znał, pocałował ją...
Godzinę później, gdy Andromeda
obudziła się, ujrzała koło siebie już obudzonego Grzegorza, który widząc, że
dziewczyna się obudziła, powiedział z uśmiechem:
- Wyjrzyj za okno...
Dziewczyna od razu to zrobiła. Gdy już
wyjrzała, zamarła. Na zewnątrz ujrzała zniszczony świat. Wszędzie były
zniszczone bloki oprócz ich willi ~*Oczywiście*~ oraz
szkielety ludzi, oprócz ochroniarzy ich willi i zwierząt. *No
oczywiście.* Nie mogła ona uwierzyć, że wreszcie marzenie jej
i Grzegorza zostało spełnione...
Po chwili, poczuła ona, że ktoś ją
obejmuje. Wiedziała ona, że był to Grzegorz. Od razu położyła mu głowę na
ramieniu. Po chwili ciszy, chłopak powiedział:
- Spełniliśmy swoje marzenie...Możemy
się nazywać szczęśliwymi ludźmi...
~*I jedynymi, którzy przeżyli ten
rozpiernicz.*~
Popatrzyli oni jeszcze trochę przez
okno i zajęli się swoimi zajęciami.
Od teraz ich życie wyglądało już
normalnie...
*Jak życie w świecie po apokalipsie
może być normalne?*
KONIEC
%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%
Tekst od Autorki.
~*Lubię to
komentować.*~
Hi! :3 Pewnie stęskniliście się za
tekstami od autorki, których długo nie było. ;-) *Ja tam
stęskniłem się za zakończeniem, ale co kto woli.* Nie
chciałam wam psuć klimatu opowiadania. ~*Mimo, iż go NIE BYŁO.*~ W
ogóle...Jeśli chcecie je skrytykować, to błagam, doceńcie to, że mi NAPRAWDĘ w
niektórych momentach (jak na przykład dziś, w dzień skończenia tego opowiadania
[28.07.2014]) nie chciało mi się tego pisać *To na chuj pisałaś,
idiotko? Pisanie ma być przyjemnością, a nie przymusem.*, chciałam
je skrócić lub porzucić. ~*O popatrz, jak ja tę analizę, ale nie byłam
w stanie zaprzepaścić tego czasu, który straciłam na analizę.*~ Mimo
wszystko, napisałam je tak, jak chciałam. Więc, doceńcie moją pracę i przy
krytyce – nie hejtujcie. ;-) *Spoko, my to gafno doszczętnie
zanalizowaliśmy. :3*
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
______________________________________________
CZĘŚĆ DRUGA.
*<Płacze>*
______________________________________________
Zemsta
~*Uuu, będzie
gruuubo.*~
Kilkanaście dni później, po upadku
asteroidy, Grzegorzowi przypomniało się to, że miał się zemścić na Dawidzie za
to, że pobił Andromedę. *A za to, że ją postrzelił to już nie?*
Nie wiedział on tylko, czy jego brat żył. Postanowił więc się
tego dowiedzieć. Wysłał więc nic więcej nie mówiącego SMS-a:
„Mam nadzieję, że w końcu zdechłeś i
nie będziesz nam truł życia."
~*HAHAHAHAHA! XDDDDD Tak, ten SMS nic
więcej nie mówi. A poza tym, kto pisze takie wiadomości? I w ogóle, to
telefonia komórkowa jeszcze działała po tym rozpierdolu?*~
Po czym wysłał. Paręnaście minut
później od wysłania, usłyszał on dźwięk SMS-a. Włączył więc telefon. W tym
momencie okazało się, że była to wiadomość od Dawida. *Który
jakimś cudem przeżył.* Grzegorz włączył więc ją, po czym
przeczytał. W treści było:
„Nie zdechłem niedojdo. I będę wam
truł życie, póki nie dobiję tej...hmm...jakby to delikatnie ująć...no kurde, w
jej przypadku nie da się...no dobra...dopóki nie dobiję tego wrednego babska i
ciebie."
W tym momencie, gdy Grzegorz
przeczytał, jak on nazwał Andromedę, wkurzył się. ~*Jaki Yandere.*~ Jako
iż wiedział, że Dawid często wychodził z domu, wziął jakąś metalową płytę, po
czym wyszedł z domu i udał się pod dom Dawida. Gdy się tam znalazł, jako iż
szedł od tyłu *( ͡° ͜ʖ ͡°)*, ujrzał Dawida, który najwidoczniej nie zauważył, że
ktoś nadchodził. Podszedł on po cichu do niego, po czym walnął go w głowę
metalową płytą. Po chwili jego brat upadł nieprzytomny na ziemię.
W tym momencie, Grzegorz chwycił go za
rękę i zaczął ciągnąć w kierunku swojego domu.
*( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Co jest nie tak z twym humorem?*~ *Ja
już po prostu mam dość tego opka.* ~*Ale pomyśl sobie, że
już więcej nie będziesz musiał go analizować.*~ Jednak, w połowie
drogi, ujrzał on kątem oka, że Dawid zaczął powoli się budzić. Chłopak nie mógł
do tego dopuścić. Puścił więc rękę Dawida, odwrócił się, po czym z całej siły
ponownie uderzył go w głowę. Po chwili Dawid ponownie stracił przytomność,
jednak teraz na dłużej. ~*Jak można tak traktować mego mensza?!*~
W tej chwili, Grzegorz ponownie
chwycił go za rękę i dalej zaczął ciągnąć w kierunku domu. Po znalezieniu się
tam, zawlókł swojego nieprzytomnego brata do piwnicy *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*...*~, po czym posadził go na
krześle, a następnie przywiązał go do niego i zakleił mu usta taśmą klejącą,
aby gdy ten się obudzi, nie mógł krzyczeć. Włączył również urządzenie, które
gdy chłopak otworzy oczy będzie mu przytrzymywało powieki, aby nie mógł ich
zamknąć podczas oglądania swojego „ulubionego" filmu, którego oglądaniem
Grzegorz postanowił się na nim zemścić. ~*Czy już mogę iść się powiesić
na kablu od Internetu?*~
Godzinę później, gdy Dawid obudził
się, jako iż miał spuszczoną głowę, ujrzał, że był przywiązany do krzesła.
Chciał krzyczeć, jednak w tym momencie poczuł, że miał czymś zaklejone usta.
Wyprostował on więc głowę. W tym momencie poczuł, że coś przygniatało jego
głowę do krzesła, a następnie zaczęło przytrzymywać powieki, aby ten nie mógł
ich zamknąć. Po chwili zaś, Dawid ujrzał przed sobą Grzegorza, który widząc, że
ten wreszcie odzyskał przytomność, powiedział:
- Myślisz, że przejdzie ci to pobicie
mojej przyjaciółki? Jak tak, to się mylisz. *Ja bym tę idiotkę od
razu zajebał, ale co kto woli.* A teraz sobie oglądaj
twój ulubiony film. Tak w akcie zemsty.
W tym momencie ekrany które były w
pomieszczeniu przysunęły się wprost do Dawida. Po chwili pojawił się na nich
Poradnik Uśmiechu, czyli jeden z tych filmów którego bał się Dawid. ~*Mogę
iść się oficjalnie zajebać?*~ Nie mógł on nawet odwrócić głowy czy
zamknąć oczu. Musiał to oglądać. Musiał przecierpieć dwa odcinki ~*A
teraz KG się skończyłoooo! ;"-(*~ *To straszne. ;-;* ~*To
tragedia! Trzeba ogłosić żałobę narodową!*~ *...*
a później jeszcze posłuchać puszczonego od tyłu tissue.avi ~*Co wcale
nie jest straszne.*~. Gdy już wszystko się skończyło, maszyna która
przytrzymywała jego powieki wyłączyła się, przez co Dawid mógł normalnie
zamykać oczy. Ekrany zaś odsunęły się. W tym momencie podszedł do niego,
odkleił mu taśmę klejącą z ust, nachylił się *( ͡° ͜ʖ ͡°)* ~*Z tobą też jest coś nie tak.*~ i spytał:
- I co? Miło ci?
- No...No...Nie... - Odpowiedział
jeszcze przerażony Dawid.
- No i widzisz. Jak jeszcze raz coś
zrobisz Andromedzie, to się gorzej na tobie zemszczę. – Rzekł Grzegorz.
Po tych słowach odwiązał go i wypuścił
do domu. Sam zaś wrócił na piętro. Gdy tam był, opowiedział o wszystkim
Andromedzie. Gdy skończył, dziewczyna rzekła:
- I dobrze zrobiłeś. Niech ma za
swoje.
~*Mego mensza tak
traktować...Skandal.*~
- No. Też tak uważam. – Powiedział
chłopak.
Po tej rozmowie, zajęli się oni swoimi
sprawami.
Od teraz, życie Grzegorza i Andromedy
znów zaczęło wyglądać...
*Jak wyglądać?*
~*Nie wiem. A jak skutecznie jabłko?
Jak zrobić z papieru?*~
*...*
______________________________________________
O cholera...Przebrnęliśmy przez to!
Udało się! Me najdłuższe ze starych opek zanalizowane! Jezu Chryste! O.O
Jednak, teraz czas na małą analizę od nas:
~*Wkurwiała mnie najbardziej długość
oraz nudność tego opowiadania. No, bo na serio, nie działo się tutaj nic,
podkreślam NIC ciekawego. Akcja była właściwie ciągle
powtarzana i widać było, że szczególnie końcowe rozdziały tych pomyj były
pisane na siłę. Na dodatek, ciągnęło się to jak jebany tasiemiec. Meh.*~
*Mnie denerwowały nierealistyczne
sytuacje. No, bo serio, jakim cudem Andromeda przeżyła bez niczego ponad pięć
tysięcy metrów pod wodą? Albo jak Daniel wytrwał dwadzieścia metrów pod ziemią?
No serio, w opowiadaniach powinien być też realizm, aby potem nie wychodziło
takie gówno!*
Wspólnie: Ale po porządnej edycji, opko mogłoby być fajne!
______________________________________________
*To co? Wypuścisz mnie teraz?*
~*Czekaj.
<Woła>
REED! ZWIĄZAŁAM SEBASTIANA!!! MOŻESZ
GO TULIĆ!
<Z korytarza słychać zbliżające się
krzyki.>
Reed: OMG, SEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEBA!
<Po chwili wbiega do pokoju i
zaczyna go tulić.>
:3*~
*;_; Ty zła kobieto. Już nigdy więcej
nic z tobą nie zanalizuję.*
~*Zobaczymy :3*~
______________________________________________
Wkrótce: "Pierwotne nie znaczy dobre, czyli
"Sąsiedzi - 2036"."
______________________________________________



















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Powiedz co sądzisz o analizie, zacznij dyskusję lub po prostu zadaj pytanie. ^.^