_____________________________________________________________________________________________________
Oceniają:
~ * - Ja
() - Reed
Jest to kolejne opowiadanie o tym samym, czyli o
Miejscach Przeznaczenia, tyle że tym razem zawierające czterdzieści jeden
rozdziałów. Jak zwykle, miało zawierać epickie przygody i być pełne akcji,
jednak coś nie wyszło. Jeżeli nie chce wam się czytać, to polecam stosować taką
taktykę, jak ja podczas analizowania tego, czyli dziesięć rozdziałów i przez
chwilę robić coś innego.
~*Boże, dlaczego ja kiedyś pisałam o tym samym?*~
(Nie wiem, ale z opowiadań osób, które razem z tobą
analizowały to gówno, rzeczywiście musi być źle.)
~*I jest. ;_;*~
Zaczynajmy!
_______________________________________________
Prolog
Jednego razu, w roku 2036 na świecie, (Bo
gdzie indziej niby?) a dokładniej w Polsce, ~*Standard*~ żyli
Grzegorz i Andromeda. Lubili się oni oraz mieszkali ze sobą. (( ͡° ͜ʖ
͡°)) ~*Błagam...*~ Mieli również takie samo
marzenie. ~*Też chcieli spotkać aktora, który grał Stefka w
filmie "E=mc²"?*~ (. . .) ~*No
co? Stefek był najlepszy z tego filmu!*~ (Bez komentarza...) Chcieli
zniszczyć świat. ~*NA CHUJ?! Tego do dziś nie pojęłam.*~ Niestety,
nie udawało im się to, gdyż przeszkadzali im w tym ich wrogowie. Ich życie
codziennie wyglądało tak samo. Aż w końcu zmieniło się...
Czterdzieści dni przed 13 kwietnia 2036 roku*, (JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! PRZYPIIIS!!!) ~*I kto tu jest pojebany...*~ (Mówiłaś coś?) ~*Nie, nic... ;-;*~ Grzegorz zaczął myśleć nad tym, jakby zniszczyć świat. W końcu, znalazł w Internecie, że aby tego dokonać, należy
jeszcze trochę nakierować asteroidę która będzie przelatywała obok Ziemi 13 kwietnia, na lot kolizyjny z planetą. ~*Kto normalny napisałby coś takiego w zwykłym Internecie? Dark Net jeszcze rozumiem, ale zwyczajna sieć? W jakim oni świecie żyją?*~ (W Opkolandii. A tam wszystko jest możliwe.) ~*W sumie racja. Aż mam ochotę napisać opowiadanie o kimś, kto zrzuca bombę wodorową na tę krainę.*~ (Z wielką chęcią bym przeczytała.) Aby tego dokonać, należy również zniszczyć 40 ~*(<Rozpaczają>)*~ Miejsc Przeznaczenia, gdyż w każdej chwili może tam ktoś poumieszczać 40 laserów, które zniszczą asteroidę.Gdy Grzegorz to przeczytał, od razu poszedł do
pokoju Andromedy i jej o tym powiedział. Gdy skończył, dziewczyna powiedziała:
- Aż 40? Dwadzieścia lat temu pisali, że będą 3
Miejsca Przeznaczenia. ~*Opko, w którym jest tyle Miejsc Przeznaczenia
zostanie zanalizowane jako ostatnie z tej kategorii.*~
- Pewnie patrzyłaś na złą stronę. Zawsze było więcej
tych Miejsc. – Rzekł Grzegorz.
- Tak w ogóle to jak my te Miejsca zniszczymy? –
Spytała dziewczyna.
- To proste. Mamy przecież te maszyny które niszczą
pół terenu. (Wyczuwam dziwny trend na powtarzanie zdań w każdym
rozdziale.) Można by je w końcu wykorzystać do niszczenia Miejsc. Tak
w ogóle musimy się jakoś podzielić. Ty zniszczysz od 1-20 Miejsca, a ja od 21 –
39 Miejsca.. ~*Na jasny pierdolec tu te dwie kropki? Albo stawia się
jedną, albo trzy. Nie ma nic pomiędzy.*~ 40 Miejsce Przeznaczenia
zniszczymy razem. – Odpowiedział chłopak.
- A w ogóle to skąd my będziemy wiedzieć, gdzie są
poszczególne Miejsca Przeznaczenia? – Ponownie spytała Andromeda. (Pewnie
z jakieś strony o niekreatywnym linku.)
- Popytamy odpowiednie osoby. – Odpowiedział
Grzegorz.
(Bo ktokolwiek wam odpowie.)
~*W tym momencie aktywują się moje ulubione,
hipernierealistyczne sytuacje, Reed.*~
(;_;)
- Jeszcze jedno pytanie. Jak my się do tych Miejsc
dostaniemy? – Zapytała dziewczyna.
~*Czemu każdy mój prolog do opowiadań z Miejscami
Przeznaczenia wyglądał zawsze tak samo?*~
(Nie wiem, ale to było głupie. Jak nie miałaś pomysłu,
to nie musiałaś pisać prologu.)
~*Dziś to wiem, ale kiedyś myślałam, że każde
opowiadanie rozdziałowe musi mieć prolog.*~
(Byłaś idiotką.)
~*Wiem*~
- Mamy przecież helikoptery, samoloty...Jest z czego
wybierać. – Odpowiedział chłopak.
~*JEST! Nareszcie coś nie pojawi się z dupy!*~
- A i tak w ogóle, jak niby ja miałabym do tych
Miejsc dolecieć? Przecież wiesz, że nie umiem pilotować helikoptera. –
Powiedziała Andromeda.
~*Tristitię pożyczyć?*~
- Hmm...Wynajmę jakiegoś pilota i po sprawie. – Rzekł
Grzegorz.
(Burżuj)
Po tej rozmowie, oboje zaczęli zbierać potrzebne
rzeczy i ruszyli w ich długą podróż. Podróż, z przygodami...
*13 kwietnia 2036 roku – Kolejna data „końca świata". Tak naprawdę tego
dnia po prostu przeleci sobie po raz drugi (albo i trzeci) ~*Nawet nie
wiesz po raz który. Brawo.*~ koło Ziemi asteroida i poleci, a szansa
na jej walnięcie w naszą planetę wynosi 0.0001 %, (Wooow, wiedziałaś co
to procenty, ale nie umiałaś stworzyć realistycznych sytuacji? Kill Me...) ale
i tak większość osób które przeczytały o tym w Google w to wierzą. Taki to jest
już nasz świat...A myślałam, że po 2012 będzie spokój... ~*Ludzie. Tego
nie ogarniesz.*~
_______________________________________________
Rozdział I – Na Syberii.
Gdy Andromeda weszła do helikoptera, zaczęła
zastanawiać się:
~*"Jestem taka głupia, czy tylko udaję?"*~
„Hmm...I skąd ja mam teraz niby wiedzieć, gdzie jest
pierwsze Miejsce Przeznaczenia? Wiem! Spytam pilota."
(Tak, bo on będzie wiedział.)
~*Hipernierealistyczne sytuacje...*~
(;___;)
Po czym ruszyła w kierunku kabiny pilota.
Gdy już się tam znalazła, spytała pilota, który tam
był:
~*- Masz jakiś problem?*~
- Przepraszam, czy wie pan, gdzie jest pierwsze
Miejsce Przeznaczenia?
- Tak wiem. Jest w Rosji, a dokładniej na środku Syberii.
– Odpowiedział pilot.
(A skąd ten to wiedział?)
~*Tajna informacja, której nigdy nie odkryjesz.*~
- A kogo mam się spytać o położenie drugiego i
trzeciego Miejsca? – Spytała dziewczyna.
- Pierwszej osoby, którą spotkasz podczas powrotu do
helikoptera. Ona powinna wiedzieć. – Ponownie odpowiedział pilot.
~*Jeeej! Moje ukochane, hipernierealistyczne
sytuacje! Super!*~
Po tej rozmowie dziewczyna wyszła i usiadła na
normalnym miejscu. Po chwili, helikopter wzbił się w górę i poleciał w kierunku
Rosji...
W czasie drogi, Andromeda myślała:
„Obym miała jakieś przygody podczas tej podróży. Oby
tylko nie były one jakieś niebezpieczne..."
(Przecież jesteś Mary Stół, to co się martwisz?)
Po parunastu godzinach lotu, helikopter doleciał do
Syberii. Kiedy wylądował, dziewczyna zebrała sprzęt który wzięła do niszczenia
Miejsc Przeznaczenia i wyszła z helikoptera. ~*Wyczuwam trend na zdania
#2.*~ Kiedy to zrobiła, poczuła okropne zimno, co w sumie jak na
tamten klimat nie było i nie jest dziwne. Dziewczyna miała o tyle dużego pecha,
że nie pomyślała o wzięciu ciepłych ubrań, (BOŻECOZAIDIOTKA) więc
musiała iść w zwykłej bluzce z długim rękawem, ~*Przynajmniej o tyle,
że nie z krótkim.*~ która i tak nie ogrzewała dziewczyny.
Po paru minutach drogi, Andromeda doszła do środka
Syberii.
(
Tak szybko?)
Ujrzała, że było tam strasznie pusto. Odetchnęła ona
z ulgą, gdyż wiedziała, że po wybuchu nikt nie przybiegnie. Po chwili,
dziewczyna cała trzęsąca się z zimna, postawiła swój sprzęt i nacisnęła
przycisk odpowiedzialny za uruchamianie maszyny. Po chwili dało się słyszeć
huk, który rozniósł w pył pół terenu. (Widzicie? Zgadłam.)
Po wybuchu, tak jak przeczuwała Andromeda nikt nie
przybiegł. Dziewczyna zebrała więc sprzęt i ruszyła w drogę powrotną. W czasie
drogi zaś, pierwszą osobą którą ujrzała, była jakaś kobieta, starsza od
Andromedy. Dziewczyna oczywiście podeszła do niej i powiedziała:
- Przepraszam panią, ale chciałam się z ciekawości o
coś zapytać. Czy wie pani gdzie jest drugie i trzecie. Miejsce Przeznaczenia? I
kogo się spytać, gdzie jest czwarte?
- Tak, wiem. Drugie jest na środku Sahary, a trzecie
w Polsce, dokładniej w Szczecinie, ~*Jak mogłam. JAK MOGŁAM.*~ a
jeszcze dokładniej po środku stoczni „Gryfia". ~*JAK
MOGŁAM!!!*~ A spytać należy się osoby która pierwsza przybiegnie na
miejsce. A jeśli można wiedzieć, to czemu cię to ciekawi? – Powiedziała
kobieta.
- Wie pani, ciekawość nie zna granic. – Skłamała
Andromeda.
Po tej rozmowie obie rozeszły się w swoje
strony. (Bo tamta idiotka niczego nie podejrzewała. -.-) Kobieta
poszła do domu, a Andromeda, która myślała, że zaraz umrze z zimna ruszyła do
helikoptera. Gdy się tam znalazła, ujrzał ją Daniel, czyli pilot jej
helikoptera, ~*A już się chciałam spytać, skąd tu się nagle to imię
wzięło.*~ który akurat wyszedł z kabiny pilota. Gdy zobaczył, że
dziewczyna trzęsie się, (Zmiana czasu w pierwszym rozdziale...To zawsze
świadczy o jakości opka.) spytał:
- Co ci się stało?
~*- No kurwa z Krainy Grzybów mnie wygonili, idioto.
_-_*~
(Co to za emotka?)
~*Emotka zażenowania się przewróciła.*~
(Okeeej ...)
- Z-zimno mi... - Odpowiedziała Andromeda.
- Hmm...Może okryj się kocem który tam leży. –
Powiedział Daniel wskazując na jedno z siedzeń.
Po chwili, pilot ponownie spytał:
- A tak w ogóle, gdzie jest drugie i trzecie Miejsce
Przeznaczenia?
~*Jakby to było kurwa najważniejsze.*~
- D-drugie jest na środku Sahary, a t-trzecie w
Polsce, dokładniej w Szczecinie, ~*JAK KURWA MOGŁAM!*~ a
jeszcze dokładniej po środku stoczni „Gryfia".. (Na chuj tu znowu
te dwie kropki?) – Odpowiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie oboje zajęli się swoimi
sprawami. (( ͡° ͜ʖ ͡°)) ~*No błagam...*~ Daniel
poszedł do kabiny pilota, a Andromeda odłożyła sprzęt na swoje miejsce i
ruszyła w kierunku siedzenia na którym leżał koc. Gdy już usiadła i okryła się
kocem, posiedziała chwilę, a po paru minutach, jako iż była zmęczona, bo przez
pół nocy z podekscytowania nie mogła usnąć, zasnęła... (Fascynujące...)
_______________________________________________
Rozdział II – Pośrodku Sahary. ~*Bo
w każdym, prawilnym opku o Miejscach Przeznaczenia musi być Syberia, Sahara,
Grenlandia i Antarktyda.*~
Po godzinie, Andromedę zbudził dźwięk jej telefonu.
Gdy dziewczyna otworzyła oczy, od razu go odebrała, gdyż mogło to być coś
ważnego. (Bo spojrzenie na ekranik i zobaczenie, kto dzwonił, jest
nadludzką czynnością.) Gdy przyłożyła telefon do ucha, od razu spytała
zaspanym głosem:
~*- Masz jakiś problem, idioto?*~
- Tak?
- To ja Andromedo. Zadzwoniłem spytać jak tam ci się
żyje. – Powiedział Grzegorz, który zadzwonił do Andromedy.
- Żyje mi się ~*Jakby to powiedziała moja
pani od przyrody z podstawówki: "Misie są w zoo.".*~ normalnie.
Tylko ciągle żałuję, że nie wzięłam ciepłych ubrań. – Odpowiedziała nadal
zaspanym głosem Andromeda.
- Dlaczego żałujesz? Zimno ci tam? A tak w ogóle,
czemu masz taki dziwny głos? Spałaś? – Spytał Grzegorz.
(- Nie kurwa, grzyby zbierałam.)
- Żałuję, bo pierwsze Miejsce Przeznaczenia było na
środku Syberii. Wiesz jak tam zimno? I tak, spałam. Byłam po prostu zmęczona,
bo przez pół nocy nie spałam. – Odpowiedziała dziewczyna.
- A mówiłem ci, abyś spała, a nie gapiła się w sufit
lub telefon. Ale nic tam. – Rzekł Grzegorz.
- A jak tam u ciebie? – Spytała dziewczyna.
- Dobrze. Tylko nie mogę znaleźć Miejsca Przeznaczenia.
Wiesz, że przecież nie mam się kogo spytać. – Odpowiedział chłopak.
~*Jasne. Bo znajdziesz je dopiero wtedy, gdy
dojdziemy do rozdziału z twej perspektywy.*~
- A, no tak. W ogóle ja już muszę kończyć. –
Odpowiedziała Andromeda.
- No, ja też. – Rzekł Grzegorz.
(A ta zajebista rozmowa została przeprowadzona przez
(G)Andzię i Gregory'ego.)
Po tej rozmowie, Andromeda ujrzała, że są ~*Znowu
zmiana czasu...*~ już niedaleko Sahary. Po parunastu minutach, gdy
helikopter wylądował, Andromeda wstała i wzięła swój sprzęt do niszczenia
Miejsc, ~*Ha! Trend numer dwa się realizuje!*~ po czym wyszła
z helikoptera i ruszyła w drogę...
Po parunastu minutach męczącej drogi w słońcu,
dziewczyna ku swojemu szczęściu doszła do środka Sahary. Gdy się tam znalazła,
naturalnie ustawiła swój sprzęt. Kiedy to zrobiła, już chciała go włączyć,
jednak w tym momencie usłyszała za sobą kroki. Gdy się odwróciła,
ujrzała...Patryka i Mateusza.
(Ja pierdolę, szykuje się debilna walka namber łan.)
- No proszę proszę. Kto to się do mnie wybiera... -
Powiedziała drwiącym głosem Andromeda.
~*Kto tak gada w rzeczywistości?*~
(Przedszkolaki. Widać (G)Andzia mentalnie nie wyszła
jeszcze z tego okresu.)
- Poddaj się! Nie masz z nami żadnych szans! – Rzekł
Patryk.
- Pff...To wy nie macie szans ze mną! – Powiedziała
z pogardą Andromeda.
~*Nikt normalny tak nie gada, do jasnej
pierdolonej!*~
Po tej rozmowie zaczęła się walka. Na początku
wydawać by się mogło, że wygrają Patryk i Mateusz. Jednak, po paru minutach
walki popełnili oni swój najgorszy błąd. (Urodzili się? A nie, sorki,
to nastąpiło już dawno.) Pchnęli oni Andromedę w kierunku przycisku
uruchamiającego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który rozwalił pół
terenu. ~*I z tymi zdaniami będziemy musieli użerać się do końca
dzieUa. _-_*~ Jednak, Patrykowi i Mateuszowi udało się na chwilę
unieszkodliwić Andromedę. Dziewczyna nie zdążyła odbiec i huk walnął nią o
ziemię. Dziewczyna leżała półprzytomna w kraterze... (Woah, nareszcie
coś się dzieje.)
Po chwili ujrzała ona nad sobą Patryka i Mateusza.
Po minucie, Patryk powiedział:
- I pamiętaj, że mimo wszystko z nami nie wygrasz.
~*Zobaczymy na końcu opka. No co, te historie kończą
się tak samo, czyli apokalipsą, więc tak naprawdę niczego wam nie
zaspoilerowałam.*~
Po czym wraz z Mateuszem odszedł.
Tymczasem, Andromeda po chwili zemdlała... (Akapit
składający się z jednego zdania. Super.)
Godzinę później, Daniel zaczął zastanawiać się, co
się dzieje z Andromedą. ~*Gnój jebany. Slade już minutę później niż
miałaby wrócić zacząłby jej szukać.*~ Nie wracała ona od godziny.
Chłopak zaczął się o nią trochę martwić. Wyszedł on więc z helikoptera i ruszył
na poszukiwania dziewczyny. Ruszył on tą samą drogą co ona. (Zdziwiłabym
się, gdyby było inaczej.) Po paru minutach, ujrzał on krater, a w nim
nieprzytomną Andromedę. Oczywiście podbiegł on do dziewczyny. Kiedy był przy
niej, potrząsnął nią i krzyknął:
- Andromedo! Andromedo! Obudź się!
Niestety, nie przyniosło to skutku. Dziewczyna nadal
była nieprzytomna. ~*A zdania pojedyncze nadal atakowały.*~ Daniel
podniósł więc i ją i jej sprzęt, po czym ruszył w kierunku helikoptera, przy
czym myślał:
„Co jej się mogło stać? Może z gorąca zrobiło jej
się słabo i zemdlała? W sumie może i racja, bo ona nie jest podobno
przystosowana do takich warunków. (Co ty nie powiesz...) A
może po prostu jej wrogowie ją ogłuszyli? Tak też mogło być. W końcu podczas
walki wszystko jest możliwe. A może została pchnięta w kierunku przycisku
uruchamiającego jej maszynę, nie zdążyła odbiec i została mocno uderzona w
ziemię, przez co po chwili straciła przytomność? W sumie to też jest bardzo
prawdopodobne, skoro leżała w kraterze. Kto wie..."
~*Widzę, że ktoś tu bardzo lubi gdybać.*~
Po tych rozmyślaniach, doszedł on (( ͡° ͜ʖ
͡°)) ~*<Wskazuje na okno.> Wyjdź. <- Kropka
wkurwu.*~ (Nje ;'D) ~*Bo pójdę po Sebusia.*~ (OMG
SEBA <33333333333333333333333333333) ~*Ty chyba go wyznajesz.*~ (Tak
jak ty Slade'a.) ~*Cicho*~ do helikoptera. Gdy tam wszedł,
odłożył sprzęt Andromedy na miejsce, po czym położył dziewczynę na jednym z
siedzeń i ruszył do kabiny pilota, po czym wystartował.
Godzinę później, zadzwonił do niego telefon.
Oczywiście Daniel włączył autopilota i odebrał. Kiedy to zrobił, w słuchawce
usłyszał głos Grzegorza, który mówił:
(- Siedem dni...)
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałem się
spytać, co się dzieje z Andromedą. Dzwonię do niej od jakichś 20 minut, a ta
ciągle nie odbiera.
- Może dlatego nie odbiera, bo jest nieprzytomna. –
Powiedział pilot.
- O nie...Co jej się stało? Zaraz, gdzie było drugie
Miejsce Przeznaczenia? – Spytał Grzegorz.
~*- W Krainie Grzybów. - Odparł Daniel.*~
- Na Saharze. – Odpowiedział Daniel.
- To może z gorąca zrobiło jej się słabo i zemdlała?
– Spytał Grzegorz.
- Może. Chodź ja podejrzewam, że podczas walki z
wrogami została pchnięta w kierunku przycisku uruchamiającego jej maszynę, nie
zdążyła odbiec, przez co huk uderzył ją mocno w ziemię i po chwili zemdlała. W
końcu leżała w kraterze po wybuchu. – Odpowiedział pilot.
(Jasnowidz jebany. Widać odziedziczył tę umiejętność
od Ramoninth.)
~*Umiem jasnowidzić, czy jak to się odmienia, jak
coś. :3*~
(Pozdro. Wymyśliłaś do swego FanFiction nieznaną
chorobę zabijającą wszystkich w Stanach Zjednoczonych. Kilka dni później na
MSN-ie było o nieznanej chorobie, która zabijała wszystkich, ale w Afryce.
Przewidziałaś przyszłość w prawie stu procentach, pod tym względem.)
~*Bo ja jestem fajna. :3 Mam nadprzyrodzoną
zdolność! <Lada po bazie i się chwali.>*~
(. . .)
- Eh...Biedna ona jest...No, ale nic. Ja już kończę.
Proszę jej powiedzieć, jak się obudzi, aby do mnie zadzwoniła. – Rzekł
Grzegorz.
~*- Pierdol się. - Odparł Daniel.*~
- Dobrze. – Powiedział Daniel.
Po tej rozmowie, połączenie zakończyło się.
Kolejną godzinę później, Andromeda obudziła
się. (Z tego co wiem, to człowiek jest nieprzytomny jakieś parę minut,
ale nie dwie godziny. No, chyba że zapadł w śpiączkę, ale to wyjątek i ciągnie
się znacznie dłużej.) Kiedy otworzyła oczy, ujrzała nad sobą Daniela,
który widząc, że dziewczyna się budzi, powiedział:
(- ( ͡° ͜ʖ ͡°))
~*Ech... ;-;*~
- No, w końcu się obudziłaś. Powiedz mi, dlaczego
leżałaś tam, na pustyni nieprzytomna?
(Nie wiem, ale aż przecinek spierdolił.)
- Podczas walki z wrogami, zostałam przez nich
popchnięta w kierunku przycisku uruchamiającego moją maszynę. Po chwili dało
się słyszeć huk który wysadził pół terenu. Nie zdążyłam odbiec, więc od wybuchu
uderzyłam bardzo mocno w ziemię. Po chwili, gdy Patryk i Mateusz czyli moi i
Grzegorza wrogowie sobie poszli, ja po krótkiej chwili zemdlałam. –
Odpowiedziała dziewczyna.
~*Widzicie? Jednak jest jasnowidzem i to lepszym ode
mnie, chuj jebany.*~
- Aaa, to dlatego. Tak w ogóle dzwonił do mnie
Grzegorz. Kazał ci powiedzieć, abyś do niego zadzwoniła. – Rzekł pilot, po czym
odszedł.
Gdy Andromeda została sama, chwyciła telefon i
wybrała numer Grzegorza, po czym zadzwoniła. Kiedy to zrobiła, po chwili w
słuchawce usłyszała głos Grzegorza, który mówił:
- O, Andromeda. Myślałem już, że nigdy się nie
obudzisz. (Cicho liczyłam na to.) Tak w ogóle, to czemu wtedy
zemdlałaś?
- Podczas walki z wrogami, zostałam przez nich
popchnięta w kierunku przycisku uruchamiającego moją maszynę. Po chwili dało
się słyszeć huk który wysadził pół terenu. Nie zdążyłam odbiec, więc od wybuchu
uderzyłam bardzo mocno w ziemię. Po chwili, gdy Patryk i Mateusz czyli moi i
Grzegorza wrogowie sobie poszli, ja po krótkiej chwili zemdlałam. –
Odpowiedziała dziewczyna.
~*Widać, że kopiowane z momentu, w którym opowiadała
to Danielowi. Nawet słowa "czyli moi i Grzegorza wrogowie" nie
zostały usunięte. Boże, jaką ja byłam debilką.*~
(A poza tym, nie można było napisać "Po
tym pytaniu, opowiedziała Grzegorzowi to samo, co Danielowi"?)
~*Dla mnie kiedyś ważna była ilość słów, więc...*~
(Nie skomentuję.)
- Eh...Już się boję, co będziesz musiała przeżywać w
przyszłości... - Rzekł chłopak.
- Oj, nie martw się o mnie. Tak w ogóle, to jak tam
u ciebie? – Spytała dziewczyna.
- Źle. Ciągle szukam tego cholernego Miejsca
Przeznaczenia. – Odpowiedział Grzegorz.
- Heh. W końcu znajdziesz. Musisz znaleźć. – Rzekła
Andromeda.
~*Tak, ale dopiero wtedy, gdy dojdziemy do rozdziału
z Gregorym*~
- No...Ale ja już muszę kończyć. – Powiedział
Grzegorz.
- No, ja też. – Powiedziała dziewczyna.
(Końcówka tej rozmowy była taka zajebista...
<Ziew>)
Po tej rozmowie połączenie zakończyło się i
Andromeda już normalnie czekała na dolecenie do ~*Przedsionka Raju
a.k.a Szczecina*~ Szczecina...
_______________________________________________
Rozdział III – Wybuch w stoczni.
Po kilkunastu godzinach, gdy helikopter dolatywał
już do stoczni „Gryfia", Andromeda pomyślała:
„Skoro to Miejsce Przeznaczenia jest w stoczni, to
już boję się, gdzie będzie kolejne..."
Po paru minutach helikopter wylądował...
~*Zajebista akcja, nie ma co.*~
Kiedy Andromeda wzięła swój sprzęt i wyszła z
helikoptera, udała się do środka Gryfii. Gdy się tam znalazła, ujrzała, że było
tam AŻ ZA pusto. (Pewnie spierdolili przed kolejną demonstracją.) ~*Zło-dzie-je!
Zło-dzie-je!*~ (No właśnie.) Dziewczyna zdziwiła się
tym, jednak po chwili pomyślała, że to po prostu już po pracy i dlatego nikogo
tam nie ma. ~*Chciałabym się pośmiać, ale nie wiem, która wtedy była
godzina.*~
Kiedy doszła ona do środka i ustawiła maszynę, od
razu chciała ją uruchomić. Jednak, w tym momencie usłyszała kroki. Kiedy
odwróciła się ona, ujrzała...swoich wrogów, ~*Woah, tak szybko walka z
nimi? Toż to niecodzienność.*~ którzy widząc ją, powiedzieli:
- No nie. To ty tutaj? A myśleliśmy, że już cię na
zawsze unieszkodliwiliśmy....
- Mnie się nie da na zawsze unieszkodliwić. –
Powiedziała Andromeda.
(No ta rozmowa już jest bardziej prawdopodobna.)
Po tej rozmowie zaczęła się walka. Na początku
wydawać by się mogło, że wygrają Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie
walki wygrała Andromeda. ~*Standard*~ Pchnęła ona Patryka w
kierunku przycisku uruchamiającego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk,
który wysadził ¾ stoczni. (Czy te sprzęty nie wysadzały czasem połowy
terenu? Jej! Niespójności!)
- Co ty zrobiłaś?! – Krzyknął Mateusz.
- Sami widzicie. Wykorzystałam walkę do zniszczenia
Miejsca Przeznaczenia. – Powiedziała ze śmiechem dziewczyna.
- Jeszcze tego pożałujesz! – Powiedział Patryk
wstając.
~*Kolejna przedszkolakowa rozmowa...Meh.*~
Po tej rozmowie, Patryk wraz z Mateuszem odszedł...
Po chwili, gdy Andromeda chciała wyjść z ocalałej
części stoczni, usłyszała kroki. Po chwili zaś ujrzała jakiegoś mężczyznę, na
oko 25 letniego, (I jeszcze liczebniki napisane niesłownie...) który
gdy zobaczył Andromedę, spytał:
- Co tu się stało?
- A nic, po prostu włamał się tu jakiś nastolatek i
wysadził w powietrze ¾ stoczni. – Skłamała dziewczyna.
- Ważne, że nikomu nic się nie stało. – Powiedział
mężczyzna.
~*A ten debil od tak jej uwierzył i najwidoczniej
nie zauważył sprzętu naszej protagonistki.*~
(Jeff nie witryna, nie jest widoczny. xD)
~ *<Facepalm>*~
Po chwili zaś Andromeda spytała:
- A, tak z ciekawości zapytam. Wie pan, gdzie
znajduje się czwarte Miejsce Przeznaczenia?
- Znajduje się w Katowicach, pośrodku firmy
„Sendno". ~*Zmieniam nazwę firmy, aby nie robić jej antyreklamy.*~Jeśli
cię to ciekawi, to możesz wejść na stronę www.miejsca-przeznaczenia.pl ~*Nareszcie
link jest kreatywny.*~. Tam wszystko będzie. – Odpowiedział mężczyzna.
(A poza tym, chyba już wiemy, skąd ci debile znali
lokalizację tych miejsc. Tylko nadal nie wiem, na jasny chuj im to.)
Po tej rozmowie oboje rozeszli się w swoje strony.
Andromeda, wracając do helikoptera usłyszała dźwięk SMSa, który dochodził z jej
telefonu. Po wyjęciu go, dziewczyna najpierw sprawdziła, od kogo on jest. ~*I
znowu zmiana czasu...*~ Okazało się, że SMS był od Grzegorza. Jego
treść przedstawiała się tak:
„Błagam cię, weź mi pomóż. Wiesz może, gdzie jest to
nieszczęsne 21 Miejsce Przeznaczenia?"
Dziewczyna, gdy przeczytała tego SMSa, od razu
odpisała. Jej SMS brzmiał następująco:
„Nie wiem gdzie jest, ale możesz sprawdzić to na
stronie www.miejsca-przeznaczenia.pl"
Po czym wysłała. Po kolejnej chwili drogi ponownie
przyszedł do niej SMS, znów od Grzegorza. Tym razem brzmiał on następująco:
~*"Ty głupia pizdo, ta strona nie istnieje.
-.-"*~
„Nie wiem jak ci dziękować dobra kobieto..."
Dziewczyna, gdy to przeczytała, zaśmiała się, po
czym pomyślała:
("Co za debil.")
„Chyba mu na tym mocno zależy..."
Po czym ruszyła w kierunku helikoptera.
Kiedy się tam znalazła, zauważyła Daniela. Kiedy ten
ją zobaczył, powiedział:
- O, Andromeda. Szybko ci poszło. Tak w ogóle, to
gdzie jest kolejne Miejsce Przeznaczenia?
- W Katowicach, po środku firmy „Sendno". – Odpowiedziała
Andromeda.
(Jaka ambitna rozmowa, ni ma chuja.)
Po tej rozmowie, Daniel ruszył w kierunku kabiny
pilota, a Andromeda usiadła na miejsce siedzące. Po chwili helikopter ruszył w
kierunku Katowic...
_______________________________________________
Rozdział IV – W firmie
„Sendno".
Kilka godzin po wystartowaniu z reszty szczątków
stoczni „Gryfia", Andromeda usłyszała, że dzwoni ~*Nie ma co,
zmiana czasu na początku rozdziału. Zajebiście.*~ do niej telefon.
Kiedy dziewczyna odebrała go, okazało się, że dzwoni (Nosz...) do
niej Grzegorz. Oczywiście, Andromeda zaraz spytała go:
- I jak tam?
- Dobrze. Właśnie lecę do 21 Miejsca Przeznaczenia.
A jak tam u ciebie? – Spytał Grzegorz.
- Też dobrze. Ja lecę już do czwartego Miejsca. –
Odpowiedziała dziewczyna.
- A gdzie teraz jest to Miejsce które musisz
zniszczyć? – Spytał Grzegorz.
- W Polsce, w Katowicach, a dokładniej po środku
firmy „Sendno". A ty gdzie teraz musisz lecieć? – Spytała
- Do Hiszpanii, do Madrytu, a dokładniej na dach
Pałacu Królewskiego. – Odpowiedział Grzegorz.
- LOL, ~*Bo "LOL" jest
idealnym skrótem do prozy. _-_*~ czego to oni nie wymyślą... -
Powiedziała Andromeda.
- No...Dobra, ale ja już muszę kończyć. – Rzekł
Grzegorz.
- No, ja też. Coś czuję, że zaraz coś się stanie...
- Powiedziała dziewczyna.
Po tej rozmowie połączenie zakończyło się.
Przez parę minut lot Andromedy wyglądał normalnie.
Niestety, w pewnym momencie, helikopter zaczął pikować w dół. ~*Kolejny
jasnowidz.*~ Gdy się rozbił i gdy Daniel pomógł Andromedzie wydostać
się spod szczątków helikoptera, (Ja bym ją tam zostawiła, aby
zdechła.) dziewczyna spytała:
- Co się stało? Czemu się rozbiliśmy?
- Paliwo się skończyło. Nie zdążyłem wylądować i tak
to się skończyło. ~*Ale umiem rymować.*~ Ale na szczęście
rozbiliśmy się niedaleko tej firmy. (No oczywiście.) Ty pójdź
zniszczyć Miejsce Przeznaczenia, a ja spróbuję skołować ~*Wkurwia mnie
to potoczne słownictwo.*~ (Nie tylko ciebie.) jakieś
paliwo i naprawić helikopter. – Odpowiedział pilot.
Po tej rozmowie, Andromeda wzięła swój sprzęt, który
był z tytanu, więc nie miał jak ucierpieć ~*Bo po co utrudniać życie
naszej Mary Sue?*~ i poszła w kierunku firmy.
Kiedy dziewczyna chciała wejść, okazało się, że
budynek był zamknięty. Andromeda postanowiła poszukać jakiegoś niedomkniętego
okna, czy jakieś szpary. (( ͡° ͜ʖ ͡°)) ~*Przestanę
komentować twój zboczony humor, bo to nie ma kurwa sensu.*~ Wkrótce,
znalazła ona jakieś bardzo wąsko uchylone okno, którego nie dało otworzyć
szerzej. (Jajz) Andromedzie o dziwo udało się przełożyć przez
szparę sprzęt. ~*No do cholery oczywiście.*~ Później, mimo iż
była szczupła, wciągnęła brzuch i starała się przecisnąć przez szparę. Po
chwili, gdy Andromedzie z powodu, że nie mogła odetchnąć, bo wszystko poszłoby
na marne, robiło się ciemno przed oczami, w końcu wcisnęła się do środka. ~*Jakim
cudem, tego do dziś nie wiem.*~ Gdy mogła już odetchnąć, przekręciła
się na plecy i przez parę minut musiała leżeć na ziemi, gdyż nie miała siły,
aby wstać. Na szczęście w firmie oprócz niej nie było nikogo, więc nikt jej nie
zauważył. (Zaraz się wkurwię.)
„Na szczęście się udało...Już myślałam, że tam
zemdleje..." – Myślała
Po paru minutach, gdy Andromeda podniosła się z
podłogi, wzięła swój sprzęt i ruszyła do środka firmy. Kiedy się tam znalazła,
uruchomiła sprzęt. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ¾
firmy. ~*Mimo, iż te sprzęty mogły wysadzać tylko POŁOWĘ terenu.*~
„Przynajmniej nie będę musiała męczyć się z
oknem..." – Myślała Andromeda zbierając sprzęt.
Kiedy szła ona do helikoptera, wyjęła swój telefon i
weszła do Internetu. Kiedy to zrobiła, weszła na odpowiednią stronę, aby
sprawdzić położenie piątego Miejsca Przeznaczenia. Po chwili na ekraniku
zobaczyła napis:
„Miejsce Przeznaczenia 5 – Irlandia,
Dublin, wejście na lotnisko."
Andromeda przewróciła oczami, po czym pomyślała:
„Darowaliby przynajmniej lotniska. I tak zostaną w
całości zniszczone..."
Po chwili, gdy doszła do helikoptera, ujrzała, że
pilot nalewa (Jebana zmiana czasu.) już do naprawionego
helikoptera, który wyglądał jak nowy, ~*Jaki speedrun.*~ paliwo.
Kiedy dziewczyna to zobaczyła, zaskoczyła ją szybkość, z jaką Daniel, czyli jej
pilot, (Jakbyśmy nie wiedzieli, o kogo chodzi.) naprawił
helikopter. Oczywiście podeszła do niego i powiedziała:
- Ty to szybki jesteś!
- Oj, dzięki, że tak mówisz. – Powiedział Daniel, a
po chwili spytał:
- A w ogóle, gdzie jest piąte Miejsce Przeznaczenia?
- W Irlandii, dokładniej w Dublinie, a jeszcze
dokładniej przy wejściu na lotnisko. – Odpowiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie, Daniel dokończył wlewać paliwo i
wraz z Andromedą wszedł do helikoptera. Kiedy oboje się tam znaleźli, Andromeda
odłożyła na miejsce swój sprzęt, po czym usiadła na siedzeniu, a pilot poszedł
do kabiny pilota. Po chwili helikopter ruszył w kierunku Irlandii...
~*Ta akcja była taka epicka... <Ziew>*~
_______________________________________________
Rozdział V – Pustki ~*Standard*~ i
wybuch.
Kiedy helikopter dolatywał do Dublina, Andromeda
ujrzała, że było tam całkowicie pusto. (Czyli norma.) Na
ulicach, czy też w domach nie było żadnych ludzi, a nawet zwierząt. ~*Już
o tym było wspomniane, więc po luj się powtarzać?*~ Dziewczyna
przeraziła się trochę, gdyż wiedziała, że takie pustki zwykle nie znaczą nic
dobrego. Parę minut później, po zauważeniu pustkowia, helikopter wylądował pod
lotniskiem. Kiedy Andromeda wzięła swój sprzęt i chciała wyjść, zatrzymał ją
głos Daniela, który mówił:
- Wiesz, coś czuję, że to niszczenie może nie
skończyć się dobrze. Lepiej by było, gdybym dziś z tobą tam poszedł.
(Ty chuju, a mogło być tak pięknie.)
- W sumie jak nie masz nic do roboty, to możesz iść.
– Rzekła Andromeda.
Po tej rozmowie, oboje wyszli z helikoptera...
Gdy dwójka znalazła się już pod lotniskiem, a
dokładniej pod wejściem na nie, Andromeda ustawiła pod drzwiami swój sprzęt. Po
zrobieniu tego, nacisnęła ona przycisk odpowiedzialny za uruchamianie maszyny.
Niestety, nie zdążyła ona odbiec od sprzętu, więc huk, oprócz wysadzenia ¾
terenu, ~*Mimo, iż te sprzęty mogły wysadzić tylko jedną drugą
terenu.*~ (Widać, że nie sprawdzałaś swoich historii po ich
napisaniu.) ~*Ja wtedy pisałam je aby były.*~ (No
comment.) odepchnął Andromedę bardzo mocno w kierunku helikoptera
który był niedaleko. Dziewczyna oczywiście podczas lotu w kierunku swojego
środka transportu, ~*CHRYSTE PANIE! SYNONIM! O.O*~ (OOOOOOO.OOOOOOO) zamknęła
oczy. Po chwili zaś, poczuła, że ktoś ją trzyma... ~*I zmienia czas.*~
Kiedy otworzyła ona oczy i odwróciła głowę, ujrzała,
że trzymał ją Daniel. (Bo któż inny.) Oczywiście dziewczyna
powiedziała do niego:
- Dziękuję, że mnie złapałeś.
- Oj, nie ma za co. – Powiedział chłopak.
Po tej rozmowie, Andromeda podeszła do swego sprzętu
i wzięła go, po czym wraz z Danielem weszła do helikoptera. Gdy już tam była,
położyła sprzęt w klapie, w której zawsze leżał, po czym włączyła Internet w
komórce, po czym weszła na odpowiednią stronę. Gdy już tam była, ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 6 – Środek Morza
Grenlandzkiego" ~*O, szykuje się niedługi rozdział.*~
Kiedy dziewczyna to ujrzała, powiedziała:
- Błagam, powiedzcie mi, że to ustalają Internetowe
trolle...
(Tak mnie zastanawia: Na jakiej podstawie są
ustalane położenia tych Miejsc?)
~*Nie mam zielonego pojęcia. Ja te lokacje
wybierałam losowo, z mapy świata.*~
(Świetnie. Kolejne pytanie, na które nie mamy
odpowiedzi.)
- A co? – Spytał Daniel.
- Miejsce Przeznaczenia 6 jest na...środku MORZA
GRENLANDZKIEGO. – Odpowiedziała Andromeda.
- Eh...Już się boję, gdzie będzie Miejsce 7. –
Powiedział Daniel.
~*W RPA, na końcu Portu Elizabeth. Tak, wiem,
zaspoilerowałam wam, ale mniejsza.*~
Po tejrozmowie wszyscy rozeszli się do swoich
miejsc. (Słowo "wszyscy" brzmi tu głupio,
zważywszy że jest mowa tylko o Danielu i Andromedzie.) Gdy Andromeda
już siedziała, pochwili helikopter ruszył, ku drugiemu krańcu świata...
_______________________________________________
Rozdział VI – Niszczenie morza.
Kiedy helikopter doleciał już do Morza
Grenlandzkiego, Daniel włączył autopilota i wyszedł do Andromedy. Gdy już tam
był, spytał:
- Jak niby masz zniszczyć to Miejsce Przeznaczenia?
Przecież nie możemy wylądować na wodzie, ~*Czemu nie możecie? Przecież
jesteście idealni.*~ a nawet gdyby nam się udało, to nie wyjdziesz na
zewnątrz, gdyż od razu wpadniesz do zimnej wody. (Ale i tak by
przeżyła, bo jest Mary Sue.)
- Hmm...W tym helikopterze jest miejsce na drabinki,
nie? To można by teraz podmienić drabinki na sprzęt do niszczenia Miejsc i za
pomocą dźwigni ustawić go pod odpowiednim kątem. Potem za pomocą przycisku
wycelować. ~*Po chuj zostały rozdzielone te dwa zdania to ja nie
wiem.*~ – Odpowiedziała dziewczyna.
Po tej rozmowie, wstała ona z miejsca i podeszła do
klapy w której trzymała swój sprzęt. Kiedy go wyjęła zeszła pod pokład i odczepiła
od odpowiedniego miejsca drabinki i położyła je obok. Po tym, przyczepiła do
uchwytów swój sprzęt i wróciła na pokład. Gdy już tam była, udała się do kabiny
pilota i za pomocą odpowiedniej dźwigni nacelowała sprzęt na środek. Po chwili,
gdy chciała go uruchomić, ustawiła pełną moc, po czym nacisnęła odpowiedni
przycisk. W tym momencie, kolejne Miejsce Przeznaczenia zostało zrównane z
Ziemią. Na dodatek, z wody na chwilę zrobił się słup, który po chwili opadł.
~*Zajebista akcja, nie ma co. Ale lubię analizować
te rozdziały, bo są krótkie.*~
Po wykonaniu zadania, Andromeda ponownie udała się
pod pokład i odczepiła od uchwytów swój sprzęt, który właśnie wsunął się do
helikoptera. Gdy to zrobiła, wzięła drabinki które leżały niedaleko i
przyczepiła je do uchwytów. Kiedy to zrobiła, przed powrotem na górę, włączyła
swój telefon. Gdy to uczyniła, włączyła Internet i weszła na odpowiednią stronę
internetową. (Ta akcja ewidentnie była tylko po to, aby nabić licznik
słów.) ~*Inaczej rozdział nie trwałby nawet połowy strony w
Wordzie.*~ Po chwili, ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 7 – Republika
Południowej Afryki, koniec Portu Elizabeth." ~*Widzicie?*~
Po przeczytaniu tego, dziewczyna wyłączyła Internet
i telefon, po czym wzięła swój sprzęt i udała się na górę.
Gdy już tam była, powiedziała do Daniela:
(- ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)!!!)
- Teraz musimy lecieć do Republiki Południowej
Afryki, a dokładniej do Portu Elizabeth. Miejsce Przeznaczenia znajduje się na
jego końcu.
- Przynajmniej raz postanowili wybrać jakieś
normalne miejsce. – Powiedział chłopak.
Po tej rozmowie, Andromeda włożyła swój sprzęt do
klapy w której go przechowywała i usiadła na siedzeniu, oczywiście pamiętając o
zapięciu pasów. ~*Bezpieczeństwo to podstawa.*~ Daniel zaś
udał się do kabiny pilota i zasiadł za sterami, po czym wyłączył autopilota i
zaczął prowadzić helikopter w kierunku Portu Elizabeth...
_______________________________________________
Rozdział VII – W
helikopterze (( ͡° ͜ʖ
͡°)) i w wodzie.
Przez pierwsze dwie godziny lotu w kierunku Portu
Elizabeth, nic się nie działo. Jednak, po dwóch godzinach, Andromedzie, mimo iż
wcześniej nic jej się nie działo, zrobiło jej się niedobrze. ~*Błagam,
tylko bez szczegółowych opisów, bo nie zniosę tego, co odpierdalało się w "Sąsiedzi
- 2036". ;_;*~ Nie wiedziała ona dlaczego, gdyż przecież
zwykle nie czuła się źle. Chciała ona wstać i pójść do łazienki, która była w
helikopterze, jednak gdy próbowała odpiąć pasy, ręce jej się trzęsły i nie
udawało jej się to... (;--------------------;)
Tymczasem, Daniel zaczął podejrzewać, że Andromedzie
może się coś dziać.
~*
*~
Włączył on więc autopilota i wyszedł z kabiny
pilota. Kiedy to zrobił, ujrzał on Andromedę. Była ona blada i patrzyła na
Daniela słabym wzrokiem. Chłopak oczywiście do niej podbiegł. Kiedy był koło
niej, spytał:
(- Zdechniesz? Powiedz, że tak!)
- Andromedo, co ci się stało?
- Niedobrze mi... - Odpowiedziała słabym głosem
Andromeda.
- Hmm...Wiesz, napij się wody. ~*To działa,
bo sama kilka razy miałam tak, że jak napiłam się wody, to przestało chcieć
mnie się rzygać.*~ Może ci się polepszy. – Powiedział chłopak, po czym
podał Andromedzie butelkę z wodą.
Gdy dziewczyna napiła się wody, po paru minutach jej
stan się polepszył. (Chociaż jedna, realistyczna sytuacja w tym całym
chaosie.) Gdy wyglądała już normalnie, Daniel ponownie spytał:
- Tak właściwie, to czemu zrobiło ci się niedobrze?
- Właśnie nie wiem. Czasem tak znikąd mi się zdarza.
– Odpowiedziała dziewczyna.
~*Znowu przepowiedziałam przyszłość, bo mi w tym
roku, rzadko ale jednak, zdarzało się mieć ochotę na rzyganie bez powodu.*~
(Mój ty jasnowidzu.)
~*A to jasnowidzenie zaczęło się w pierwszych
klasach podstawówki, gdy raz, po WF-ie, powiedziałam do dziewczyn, że zaraz
przyjdzie pani i powie, żebyśmy się pospieszyły, bo inna klasa czeka i tak się
stało. :'-) Potem moje jasnowidzenie zanikło i objawiło się ponownie w
gimnazjum. Jednak działa tylko na nieodległą przyszłość.*~
(Ale zawsze coś.)
~*Czasem przed sprawdzianami udaje mnie się
przewidzieć jakieś pytanie. Raz pół kartkówki tak przewidziałam (cztery
zadania, a ja zgadłam dwa).*~
(Sądzę, że twoje opowieści o twej zdolności bardziej
zaciekawią czytelników niż to opko.)
~*Oj, to na pewno.*~
Po tej rozmowie Daniel wrócił do kabiny pilota, a
Andromeda zaczęła wyglądać przez okno... (Jak gdyby nigdy nic.)
Trzy godziny później, helikopter doleciał do Portu
Elizabeth. ~*Szybko*~ Wylądował on (helikopter) (Jakbyśmy
nie wiedzieli.) pośrodku miasta. Gdy już się zatrzymali, Daniel
wyszedł z kabiny pilota i powiedział do Andromedy:
- Nie mogę dalej lecieć. Koniec tego miasta, to
zwykły port i nie mógłbym wylądować. Musisz dalej iść sama.
- No dobrze... - Rzekła dziewczyna.
Po tej rozmowie, otworzyła ona klapę w której
przechowywała swój sprzęt do niszczenia Miejsc, wzięła go i wyszła z
helikoptera, po czym ruszyła w drogę...
Paręnaście minut później, dziewczyna doszła już do
końca miasta. Gdy tam była, ujrzała pustkę. ~*Jak pod kopułą dawnej
mnie. Cóż za zbieg okoliczności.*~ Nie przejęła się ona tym (Kolejna
ignorantka.) i zaczęła w odpowiednim miejscu ustawiać sprzęt. Gdy już
to zrobiła i chciała uruchomić maszynę, usłyszała za sobą kroki. Oczywiście
odwróciła się. Kiedy to zrobiła, standardowo ujrzała Patryka i Mateusza.
- Czy wy kiedyś zrozumiecie, że nie macie ze mną
szans? – Spytała Andromeda.
- Raczej ty nie masz szans z nami. – Powiedział
Mateusz.
~*No ta rozmowa już jest w miarę, w miarę
prawdopodobna.*~
Po tej rozmowie zaczęła się walka. Na początku
wydawać by się mogło, że wygrają Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie
wygrała Andromeda. (Warum nicht) Patryk popełnił najgorszy
błąd, czyli pchnął dziewczynę w kierunku przycisku uruchamiającego jej maszynę.
Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził połowę miejsca. ~*O,
nareszcie powróciliśmy do rzeczywistych możliwości tych maszyn.*~
- Hahaha, wy się nigdy nie nauczycie. – Powiedziała
ze śmiechem Andromeda.
- To jeszcze nie koniec walki! – Krzyknął Patryk.
(Znowu przedszkole...)
Po tej rozmowie ponownie zaczęła się walka. Tym razem
wygrali Patryk i Mateusz. Pchnęli oni Andromedę do zimnej wody Oceanu
Arktycznego ~*Arktycznego? Chwila...A, no tak! Przecież Port Elizabeth
jest na południowym końcu Afryki!*~ na którym był port. Po wepchnięciu
dziewczyny do wody, oboje odeszli. (Chamy jebane.)
Tymczasem, Andromeda opadła na dno. ~*Po
wypłynięcie zaraz po wepchnięciu jej do wody jest nadludzką czynnością.*~ Jako
iż ocean był głęboki nawet w porcie, (Fuck Logic) dziewczyna
znalazła się naprawdę nisko. Oczywiście zaczęła ona płynąć w górę...
W połowie drogi, Andromeda poczuła, że brakuje jej
powietrza. Czuła ona, że za parę minut, może stracić przytomność i opaś na
dno. (Kolejny trend na bezsensowne opisy? ;-;) Nie mogła się
ona jednak poddać. Wiedziała, że musi wypłynąć i dokończyć to co zaczęła.
Kiedy jednak była bardzo bliziutko wypłynięcia na
powierzchnię, czuła się bardzo blisko omdlenia. Bardzo ciężko jej się płynęło,
mimo iż nie tachała ona za sobą nic. (Zgadłam ;-;) Przed
oczami zaczęło jej się robić ciemno. Po chwili, straciła ona przytomność i
opadła na dno... ~*JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!*~
Godzinę później, dziewczyna otworzyła oczy. ~*;'-(*~ Kiedy
to zrobiła, ujrzała niebo, co znaczyło, że nie leży (I znowu zmiana
czasu. Jajz) na dnie, tylko na ziemi. Nie mogła ona jednak wstać, gdyż
nie miała siły. Na dodatek było jej bardzo zimno. Odwróciła ona tylko
bezwładnie głowę w bok. Kiedy to zrobiła, widziała nadal pusty port.
„Ktoś mnie musiał wyciągnąć. Ale kto? Przecież tu
nikogo nie ma..." – Pomyślała.
~*Pewnie Imperatyw.*~
Po parunastu minutach, dziewczyna odzyskała siły.
Wstała ona z ziemi, po czym wzięła swój sprzęt i ruszyła w drogę powrotną.
Kiedy tak szła, przypomniało jej się, że musi przecież zobaczyć, gdzie teraz ma
się udać. Włączyła ona więc telefon i Internet. (To co ona, najnowszego
iPhone miała, że przetrwał pod wodą?) ~*Pewnie nie, ale w końcu
jest Mary Sue, więc nawet jeżeli jej telefon nie należałby do wodoodpornych, to
i tak by nie przestał działać.*~ Gdy to zrobiła, weszła na odpowiednią
stronę. Po chwili, ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 8 - ~*Związek
Socjalistycznych Republik Radzieckich Putina i Gazu, w skrócie ZSRRPG*~ Rosja,
St. Petersburg, środek Pałacu Zimowego."
Po zobaczeniu tego, ruszyła ona w dalszą drogę do
helikoptera...
W tym czasie, Daniel zaczął martwić się o Andromedę.
Nie wracała ona od godziny. (Weź ktoś zajeb tego debila.) Bał
się, że mogło jej się coś złego stać. Po paru minutach jednak, usłyszał on
otwierające się drzwi do helikoptera. Chłopak wyszedł z kabiny pilota. ~*Napierdalając
zdaniami pojedynczymi po drodze.*~ Kiedy to zrobił, ujrzał Andromedę,
która mimo upływu godziny, nadal była mokra i trzęsła się z zimna. Kiedy Daniel
to ujrzał, spytał:
- Andromedo, co ci się tym razem stało?
W tym momencie dziewczyna opowiedziała mu o swojej
przygodzie. (Dobrze, że nie było tu streszczenia poprzedniej części
rozdziału.) Kiedy skończyła, Daniel powiedział:
- Cud, że jeszcze żyjesz. ~*Nie cud, ona po
prostu jest Mary Sue.*~ A tak w ogóle, to gdzie jest ósme Miejsce
Przeznaczenia? (Bo to jest najważniejsze.)
- W ~*ZSRRPG*~ Rosji, w St.
Petersburgu, pośrodku Pałacu Zimowego. – Odpowiedziała dziewczyna.
Po tej rozmowie Andromeda włożyła swój sprzęt do
klapy która była w ścianie, po czym ją zamknęła. Gdy to zrobiła, wzięła swoją
torbę, w której miała ubrania na zmianę (O, więc ma ubrania na zmianę.
Szkoda, że w prologu ani nigdzie indziej nie było, żeby je pakowała.) i
poszła do łazienki się przebrać w suche ubranie. Kiedy już wychodziła, poczuła,
że helikopter unosi się w górę. Dziewczynie nie udało się utrzymać równowagi,
przez co przewróciła się i bardzo mocno uderzyła głową w umywalkę. ~*I
dobrze jej tak.*~ Po uderzeniu, Andromedzie na chwilę zrobiło się
ciemno przed oczami. Jednak, gdy już widziała normalnie, podniosła się z
podłogi na którą upadła, wzięła swoją torbę i wyszła.
Kiedybyła już w helikopterze, odłożyła swoją torbę
na miejsce i usiadła na siedzeniuzapinając pasy i okrywając się kocem, który
leżał niedaleko, gdyż dziewczynienadal było zimno. Po chwili, jej głowa
bezwładnie opadła w bok i dziewczynausnęła, gdyż od paru nocy nie mogła
zasnąć... (Jajz)
_______________________________________________
Rozdział VIII – Lot do St.
Petersburg. ~*Petersburga. Nazwę tego miasta się odmienia.*~ (Literówka już w tytule...Świetnie. ;-;)
Po godzinie, Andromedę zbudził dźwięk jej telefonu.
Po otwarciu oczu, dziewczyna zaraz go chwyciła. Okazało się, że dzwonił do niej
Grzegorz. ~*Znowu ta pizda?*~ Gdy dziewczyna odebrała,
powiedziała zaspanym głosem:
- Tak?
- To ja, Andromedo. Chciałem spytać, jak tam życie.
– Powiedział Grzegorz.
- A no dobrze. – Odpowiedziała Andromeda, po czym,
jako iż była jeszcze nierozbudzona, ziewnęła. ~*ZIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEW*~
- A co tam się u ciebie dzieje, że tak ziewasz?
Czyżbyś znów spała? – Spytał Grzegorz.
- Przez parę nocy nie mogłam zasnąć, więc to chyba
oczywiste, że usnęłam. – Odpowiedziała dziewczyna.
- Ty to chyba cierpisz na bezsenność. Ale nic,
jakbyś nie wiedziała, wrzuciłem ci na wszelki wypadek potajemnie do torby
leki (z arszenikiem) nasenne, (Szkoda, że nie z
arszenikiem.) jakby ci były potrzebne. – Powiedział chłopak.
- Dzięki, że się tak o mnie troszczysz. –
Powiedziała Andromeda.
- Oj, nie musisz dziękować. To dla twojego dobra. –
Rzekł Grzegorz.
Później, pogadali oni jeszcze trochę, po czym
połączenie zakończyło się...
~*Jaka zajebiaszcza rozmowa.*~
Parę godzin później, helikopter doleciał do St.
Petersburga. (O, czyli jednak wiedziałaś, że nazwę tego miasta się
odmienia.) Kiedy się tam znaleźli, helikopter wylądował niedaleko
Pałacu Zimowego. Andromeda, chcąc się tam dostać, musiała przedzierać się przez
dość liczne tłumy turystów. ~*Wiecie, Związek Soc...Em...Rosja jest
fajna.*~ Kiedy zaś doszła do środka pałacu, odetchnęła z ulgą. W
chwili obecnej, był pusty. (No tak, bo utrudnianie życia naszej Mary
Sójki jest niedopuszczalne.) Dziewczyna ustawiła więc swój sprzęt
pośrodku i uruchomiła go. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził część
terenu. Po chwili, dziewczyna usłyszała kroki. Jako iż nie miała się gdzie
schować, ustawiła się jako pomnik. Wstrzymała ona oddech, przestała mrugać
oczami i stanęła jak prawdziwy pomnik. ~*A ja myślałam, że jak
hamburger.*~
Tymczasem, do miejsca zdarzenia zbiegła się część
turystów. Gdy zobaczyli oni wielką dziurę pośrodku pałacu, zaczęli zastanawiać
się, co się (co się) stało. Po chwili, ujrzeli oni Andromedę,
ustawioną jak pomnik. Oczywiście, jako iż dziewczyna świetnie udawała, ~*No
kurwa oczywiście.*~ turyści nie zorientowali się, że to
człowiek. (A sam fakt, że nie wyglądała jak pomnik? Mogli nie wiem,
dotknąć jej ręki i przekonaliby się, że to nie żaden kamień. Boże, ci kretyni.
;-;) Zaczęli mówić między sobą:
- Tego pomnika to chyba tu nie było.
- Może po prostu od tak dostawili.
- Może.
I tak rozmawiali przez godzinę.
~*Ambitna rozmowa, nie ma co.*~
Po godzinie, Andromedzie zaczęły mocno łzawić oczy,
gdyż nimi nie mrugała. (A ci kretyni tego nie zauważyli.) Na
szczęście nikt tego nie zauważył. ~*Oczywiście*~ Na dodatek,
jako iż nie mogła ona oddychać, gdyż nie chciała zdradzić, że nie jest
pomnikiem, powoli, z każdą chwilą, widziała przed oczami ciemne punkty (Ona
powinna dawno się udusić...) i na dodatek ledwo utrzymywała się na
nogach, gdyż była bardzo blisko omdlenia. Na dodatek kości jej zdrętwiały.
Po kolejnej godzinie, gdy Andromeda czuła, że powoli
umiera, ~*JAKIM CUDEM ONA SIĘ NIE UDUSIŁA?!*~ tłum rozszedł
się. W tym momencie, gdy Andromeda została sama, mrugnęła oczami i pierwszy raz
od dwóch godzin odetchnęła. Oczywiście osunęła się ona pod ścianą na ziemię. Po
chwili, gdy jej stan już się polepszył, dziewczyna wstała z ziemi, wzięła
sprzęt i wyszła z pałacu.
Gdy to zrobiła, wyjęła z kieszeni swój telefon i
włączyła w nim Internet. Gdy to zrobiła, weszła w zakładki (Mimo iż
wcześniej nie było wspomniane, żeby dodała tę stronę do zakładek.) i
wybrała odpowiednią stronę, po czym przeczytała, gdzie znajduje się kolejne
Miejsce Przeznaczenia. Na ekraniku widniał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 9 – Grenlandia" ~*Jest!
Jeszcze tylko Antarktyda i nasze życie będzie kompletne.*~
Andromedzie zimno się zrobiło, gdy to przeczytała.
Oczywiście, chcąc nie chcąc ruszyła ona w kierunku helikoptera...
Kiedy tam weszła, ujrzała Daniela, który widząc ją,
powiedział:
- O, Andromeda. Już się bałem, że coś ci się stało.
Długo cię nie było. (I ty jeszcze nie poszedłeś jej szukać, kretynie?
;-;) A tak w ogóle, to gdzie teraz mam cię zabrać? ~*Bo to
jest najważniejsze. Nawet nie wypytywał jej, co się stało, że przez dwie
godziny jej nie było.*~
- Nie uwierzysz. Kolejne Miejsce Przeznaczenia
jest...na GRENLANDII. – Odpowiedziała dziewczyna.
W tym momencie Daniel przewrócił oczami, po czym
powiedział:
- Miałaś rację wtedy, mówiąc, że to ustalają trolle
Internetowe.
Po tej rozmowie, Daniel udał się do kabiny pilota, a
Andromeda odłożyła do klapy swój sprzęt, po czym usiadła na siedzeniu i zapięła
pasy. Po chwili, helikopter ruszył.
Jednak, w nocy, ~*To jest jedyny moment,
kiedy w tym opku opisana jest noc w helikopterze.*~ gdy Andromeda nie
mogła zasnąć, zaczęła się zastanawiać:
„No co jest. Już którąś noc nie mogę zasnąć..."
Jednak jej rozmyślania przerwał głos Daniela, który
mówił:
- O, Andromeda. Znów nie śpisz?
(- A co cię to obchodzi, debilu jebany? Nawet nie
pofatygowałeś się, aby zapytać mnie, czemu przez dwie godziny nie wracałam czy
nawet, gdy byłam w tym Pałacu Zimowym, przyjść i sprawdzić, czy żyję, a teraz
martwi cię to, że nie mogę spać? - Wygarnęła mu Andromeda.)
- No nie mogę zasnąć... - Odpowiedziała dziewczyna.
- Oj, Andromedo...Spróbuj zasnąć, bo znów będziesz
odsypiać w dzień. – Rzekł Daniel, po czym poszedł spać.
~*Przynajmniej nie nudzi się w helikopterze, gdy
śpi.*~
Po chwili, gdy nastała cisza, dziewczyna
przypomniała sobie o tym, co jej mówił Grzegorz. Zajrzała więc do kieszeni
bocznej swojej torby. Po chwili, mimo iż było ciemno, udało jej się znaleźć
opakowanie z tabletkami nasennymi. (W końcu dotykiem mogła je wyczuć,
czyż nie?) Oczywiście dziewczyna wzięła jedną, po czym odłożyła
opakowanie do torby,okryła się kocem i położyła na siedzeniu. Po chwili,
dziewczynie oczy zaczęły same się zamykać. ~*Szybko te tabletki
zadziałały.*~ Andromeda ledwo utrzymywała je otwarte. Po chwili jej
głowa bezwładnie opadła na bok i dziewczyna usnęła...
_______________________________________________
Rozdział IX – Na drugim krańcu
świata.
Następnego dnia, o godzinie 10: 00 ~*STOPER*~ (A
poza tym, znowu liczby napisane niesłownie.) helikopter był już
niedaleko Grenlandii. Daniel, który co godzinę chodził sprawdzić, czy
Andromeda, aby się obudziła i tym razem włączył autopilota ~*Gdzie jest
przecinek?*~ (Spierdolił, bo nie chciał uczestniczyć w tym
chaosie.) i wyszedł z kabiny pilota, aby sprawdzić, czy dziewczyna już
się obudziła. Kiedy zaś wyszedł z kabiny, ujrzał Andromedę, która nadal spała.
Daniel pomyślał przez chwilę, że jest martwa, ~*Kto normalny by tak
pomyślał? xD*~ jednak w pewnym momencie ujrzał, że Andromeda się
poruszała. Danielowi żal było budzić Andromedę, jednak musiał to zrobić, gdyż
byli już blisko Grenlandii. (Jakby sam nie mógł pójść zniszczyć tego
Miejsca.) Podszedł on, ~*Co tu do jasnej pierdolonej robi
przecinek? To nie zdanie złożone.*~ więc do niej...
Tymczasem, Andromeda, mimo tego, że spała bardzo
mocnym snem, poczuła, że ktoś nią potrząsa (I zmienia czas jak
opętany.). Dziewczyna otworzyła, więc oczy, aby sprawdzić, kto to znów jej
przeszkadza. ~*Przecież poza nią i Danielem nikogo nie było w
helikopterze. Boże... ;-;*~ Kiedy to zrobiła, ujrzała nad sobą
Daniela. Kiedy go zobaczyła, spytała:
- Daniel? Co się stało? Dlaczego mnie budzisz?
- Dolatujemy już do Grenlandii. A poza tym, jest już
po dziesiątej. – Odpowiedział Daniel.
~*I co z tego? Ja kiedyś spałam do czternastej
pięćdziesiąt osiem i spałabym dłużej, gdyby babcia nie zaczęła mnie trącać
kijem od szczotki. #TrueSory*~
Po tej rozmowie chłopak odszedł do kabiny pilota, a
Andromeda niechętnie zwlekła się z siedzenia i wzięła swoją torbę, po czym
poszła do łazienki umyć zęby, ubrać się i uczesać. (A umalować?) ~*Ona
się nie malowała.*~ (O.O)
Gdy po paru minutach Andromeda chciała wyjść z
łazienki, poczuła, że helikopter gwałtownie ląduje. Dziewczynie nie udało się
utrzymać równowagi ~*Normalnie jak Alice z jeffowego FanFiction "Zero".*~ i
upadła ona, uderzając bardzo mocno w umywalkę. Andromedzie na parę minut od
uderzenia zrobiło się ciemno przed oczami. Kiedy po tych paru minutach
dziewczyna widziała już normalnie, wstała z podłogi, wzięła swoją torbę i
wyszła, po czym odłożyła torbę na miejsce i jako iż helikopter już wylądował,
otworzyła klapę, w której przechowywała swój sprzęt do niszczenia Miejsc
Przeznaczenia, wzięła go i wyszła. (Przy okazji bezsensownie
przedłużając rozdział.)
Kiedy to zrobiła, dziewczynie od razu zrobiło się
bardzo zimno, gdyż przecież była blisko Grenlandii, a nie miała ciepłych
ubrań. ~*Jezu, co za kretynka.*~ Dziewczyna nie przejęła się
tym. (XD Co z tego, że mogła zamarznąć, to nic!) Podeszła
ona, ~*Znowu przecinek tam, gdzie nie powinien być.*~ więc do
załogi statku, którym miała dopłynąć na Grenlandię, (I o którym
wcześniej mowy nie było.) przywitała się i weszła pod pokład, aby nie
zamarznąć...
Przez pierwszą godzinę drogi, wszystko było
normalnie. Nic nie zapowiadało zmian. Niestety, po godzinie zaczął się naprawdę
mocny sztorm, który przewracał statkiem na prawo i na lewo. Sztorm był tak
mocny, że przy każdym przewracaniu statku, Andromeda leciała na drugi koniec
pomieszczenia, w którym była. Na dodatek również spadał na nią jej sprzęt, więc
dziewczynę bolało całe ciało, gdyż maszyna nie była lekka. ~*I dobrze
jej tak.*~
Po kolejnej godzinie, od sztormu statek utonął. Z
całej załogi przeżyła tylko Andromeda. (Bo była Mary Sue.) Po
wydostaniu się z pomieszczenia, wraz ze sprzętem, zaczęła płynąć ku górze. Po
parunastu minutach, gdy dziewczynie zrobiło się ciemno przed oczami, udało jej
się wypłynąć na powierzchnię. ~*Szkoda*~ Kiedy się tam
znalazła, ujrzała, że jest na środku Oceanu Grenlandzkiego. Postanowiła ona
resztkami sił dopłynąć do Grenlandii. Kiedy po parunastu minutach, Andromeda z
powodu, że musiała trzymać też maszynę opadała z resztek sił, dopłynęła na
Grenlandię, położyła na ląd najpierw swój sprzęt, a po tym, (")dziwnym
cudem("), gdyż nie miała już żadnych sił, udało jej się dostać na
ląd... ~*No ależ oczywiście.*~
Po kolejnych paru minutach, Andromeda doczołgała się
do środka Grenlandii, czyli do Miejsca Przeznaczenia, ustawiła swój sprzęt i
uruchomiła go. Kiedy to zrobiła, ledwo udało jej się uciec. Po chwili dało się
słyszeć huk, który wysadził ½ miejsca. (Ła, jak profesjonalnie ułamkiem
napisane.) Po tym, jako iż Andromeda nie miała żadnych sił, aby wracać
i na dodatek było jej tak zimno, że czuła, że może zamarznąć, ~*Co
powinno nastąpić wieki temu.*~ drżącymi rękoma wyciągnęła swój telefon
i wybrała numer Daniela, (Mimo iż wcześniej nie było wspomniane, żeby
ten kretyn dawał jej swój numer telefonu.) po czym zadzwoniła. Po
chwili, w słuchawce dało się słyszeć głos chłopaka, który mówił:
- Tak?
- Daniel, s-słuchaj, musisz s-się tu jakoś d-dostać.
Podczas sztormu, który rozpętał się na o-oceanie, cała załoga, o-oprócz
mnie, ~*Bo jestem Mary Sue.*~ zginęła i nie m-mam jak
wrócić... - Powiedziała Andromeda drżącym głosem.
- No dobrze, jakoś spróbuję. – Rzekł Daniel.
Po tej rozmowie, połączenie zakończyło się.
Andromeda, w poczekaniu na ratunek, wyjęła swój telefon, (Bo to było
najważniejsze, mimo iż zamarzała.) w którym o dziwo działało
połączenie internetowe ~*Jakie dziwo, net wszędzie jest.*~ i
weszła do Internetu, a potem na odpowiednią stronę internetową, aby sprawdzić
położenie kolejnego Miejsca Przeznaczenia. Po chwili, na ekraniku pojawił się
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 10 – Kolumbia,
Bogota, (Tylko uważaj na autobus z Bogoty! Szczególnie, jeżeli w danym
autokarze siedzą sami starsi ludzie i jeśli kierowca też jest stary!) koniec
Muzeum Złota."
Po sprawdzeniu tego i wyłączeniu telefonu, Andromeda
poczuła mocny wiatr. Gdy uniosła głowę, ujrzała helikopter. Wzięła ona, więc
swój sprzęt i dowlekła się po drabinkach na górę. ~*Jakim cudem, tego
do dziś nie wiem.*~ Kiedy znalazła się w środku helikoptera, Daniel,
który widział, że Andromeda trzęsie (Przestańmy komentować zmianę
czasu, bo to jest tu nagminne.) się z zimna, spytał:
-, (Co tu robi ten przecinek?!) ~*Kiedyś
bezgranicznie ufałam autokorekcie Worda i tak to się skończyło.*~ (;-;) Co
się stało?
- Z-zimno m-mi... - Odpowiedziała drżącym głosem
Andromeda.
- Hmm...Może okryj się kocem, który leży na twoim
siedzeniu, a ja zrobię ci herbaty. ~*W HELIKOPTERZE*~ – Rzekł
Daniel.
Po tej rozmowie, Andromeda ruszyła w kierunku
miejsca siedzącego. Niestety, jako iż nie miała nawet resztek siły, przy próbie
pójścia tam, gdzie powinna, jej nogi odmówiły posłuszeństwa i dziewczyna
zaczęła upadać...
Daniel, widząc to, podbiegł do Andromedy i ją
złapał. Kiedy już ją trzymał, spytał:
- Andromedo, co ci się dzieje, że tak nagle prawie
upadłaś?
W tym momencie dziewczyna opowiedziała mu o
wszystkim. Gdy skończyła, Daniel powiedział:
- Oj, ty to masz pecha... ~*Pechowa
Brianna.*~
Po czym zaniósł Andromedę na siedzenie i szczelnie okrył
ją kocem, po czym odniósł jej sprzęt na miejsce i poszedł zrobić dziewczynie
herbaty. W tym czasie, Andromeda myślała:
„Eh, ...Czemu ja zawsze muszę mieć takiego
pecha? (Bo jesteś idiotką.) Ciekawe, co teraz robi
Grzegorz..." ~*A co może robić? Pewnie leci w kierunku tego
Miejsca Przeznaczenia.*~
Jednak jej dalsze rozmyślania przerwały kroki
Daniela. Kiedy podszedł on do dziewczyny, podał jej kubek z herbatą i zapytał:
- Tak w ogóle, to gdzie mam teraz lecieć?
- Do Kolumbii, dokładniej do Bogoty, a jeszcze
dokładniej do Muzeum Złota. – Odpowiedziała Andromeda. (Przeczytałam "Anakonda".
xD) ~*XDDDDDDDD*~
Po tej rozmowie, Daniel poszedł do kabiny pilota, a
Andromeda pijąc herbatę, zaczęła rozmyślać o różnych rzeczach. Po chwili
jednak, zadzwonił jej telefon. Dziewczyna odebrała go. Okazało się, że dzwonił
do niej Grzegorz.
- O, cześć Grzegorz. – Powiedziała Andromeda po
odebraniu telefonu.
- No cześć Andromedo. Jak tam życie? – Spytał
Grzegorz.
(- Chujowo, a u ciebie? - Odpowiedziała pytaniem na
pytanie.)
- A no nawet dobrze. A jak u ciebie? – Powiedziała
dziewczyna.
- Też dobrze. Właśnie jestem niedaleko 21 Miejsca
Przeznaczenia. A ty? Miałaś już jakieś przygody? – Spytał chłopak.
~*Bo jestem rybą i już zapomniałem o poprzednich
wydarzeniach.*~
W tym momencie Andromeda opowiedziała mu o
wszystkich jej przygodach, wraz ze szczegółami. (Dzięki Bogu, że nie ma
tu wklejonych poprzednich rozdziałów. ;-;) ~*Nooo... ;_;*~ Kiedy
skończyła, w słuchawce na moment zapanowała cisza. Było słychać tylko, jak
Andromeda pije herbatę. Po chwili Grzegorz powiedział:
- Ty to biedna jesteś, ...Ale na (nie)szczęście
jeszcze żyjesz.
- No, na ~*nie*~szczęście... -
Powiedziała dziewczyna.
Po tej rozmowie, pogadali jeszcze trochę, po czym
połączenie zakończyło się i Andromeda czekała na moment dolecenia do Bogoty...
_______________________________________________
Rozdział X – W Muzeum Złota.
Gdy po parunastu godzinach lotu, helikopter doleciał
do Bogoty, Andromeda zauważyła, że w chwili obecnej, była tam noc. Dziewczyna
spojrzała na swój zegarek, w którym automatycznie zmieniała się strefa czasowa(,
aby nasza Mary Sue nie musiała się z tym użerać.). Okazało się, że w
chwili, gdy ona tam była, była godzina 0:00. Andromeda odetchnęła z ulgą.
Znaczyło to, że w pobliżu muzeum, oraz w nim samym nikt nie będzie się
kręcił. ~*Bo po co tworzyć ciekawe rozdziały, w których główna
bohaterka miałaby utrudnione zadanie.*~
Kiedy helikopter wylądował, Andromeda odpięła pasy i
wstała z siedzenia, podeszła do klapy w której przechowywała swój sprzęt. (To
zdanie nie mieć sens tak dość tego ten.) Kiedy ją otworzyła, zamarła z
przerażenia. W klapie nie było sprzętu! ~*Jajz*~ Dziewczyna
pobiegła do Daniela i spytała:
- Daniel, gdzie jest mój sprzęt?!
- Oj, to nie w to miejsce go położyłem. Jest w tej drugiej
klapie, która jest naprzeciwko tej, którą ty otworzyłaś. – Odpowiedział
chłopak.
Po tej rozmowie, Andromeda poszła do drugiej klapy i
otworzyła ją. Kiedy to zrobiła, (zobaczyła, że tam też nie było jej
sprzętu!) ujrzała swój sprzęt. (Szkoda) Oczywiście od
razu go wyjęła i zamknęła klapę, po czym wyszła z helikoptera i ruszyła w
kierunku muzeum.
Gdy się tam znalazła, okazało się, że drzwi były
zamknięte. ~*Zdziwiłabym się, gdyby były otwarte.*~ Dziewczyna
postanowiła poszukać jakieś niedomkniętej szpary, czy czegoś. Po paru minutach
szukania, ujrzała okno, które było naprawdę bardzo wąsko otwarte. (No
to nici z przedostania się do środka.) ~*Hipernierealistyczne
sytuacje...*~ (:-() Andromeda postanowiła spróbować
przecisnąć się przez szparę. Sprzęt ~*"*~o dziwo~*"*~ przeszedł
bez szwanku, mimo iż nie był wąski. Później, Andromeda wciągnęła brzuch tak
bardzo jak tylko mogła i zaczęła próbę przeciśnięcia się przez szparę...
Po godzinie, gdy Andromeda z powodu, że nie mogła
odetchnąć, gdyż cała jej mozolna praca poszłaby na marne, zaczęła powoli
mdleć, (Mimo iż dawno powinna zdechnąć.) w końcu przecisnęła
się przez szparę, po czym opadła bezsilnie na podłogę. Kiedy leżała, ostatkiem
sił przewróciła się na plecy. Nie miała ona sił, aby podnieść się z podłogi.
Mimo iż próbowała, zawsze opadała na ziemię. Na szczęście muzeum było
puste, ~*Zdziwiłabym się, gdyby o północy, poza nią, ktoś tam jeszcze
był.*~ więc nikt jej nie zauważył.
Po kolejnej godzinie leżenia, gdy Andromeda mogła
podnieść się z podłogi. (Po co tu ta kropka?) ~*Tego to
chyba najwięksi mędrcy nie wiedzą.*~ Kiedy wstała, podniosła swój
sprzęt i ruszyła do końca muzeum. Gdy zaś po drodze widziała mnóstwo złotych
rzeczy, od nadmiaru dziewczynie robiło się słabo. (Ja bym je sobie
zajebała.) Miała ona ochotę zwymiotować, jednak się powstrzymywała, co
czasem przychodziło jej z trudem. ~*A tu widzimy inspiracje
crapypastą "Blockyou.exe", w związku z nadmiarem chęci na
rzyganie.*~
Kiedy po parunastu minutach doszła ona już do końca
muzeum, ustawiła swój sprzęt, nacisnęła przycisk który go uruchamiał i odbiegła
na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził dużą
część terenu. (Każdy wie, że to była połowa.) Po wybuchu na
szczęście nikt nie przybiegł. ~*W końcu w muzeum nikogo nie było.*~ Dziewczyna
zebrała więc swój sprzęt i ruszyła ku wyjściu.
W drodze powrotnej, włączyła ona swój telefon i
weszła do Internetu. Gdy to zrobiła, włączyła odpowiednią stronę i sprawdziła
gdzie teraz musi się wybrać. Po chwili pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 11 – Namibia,
Windhuk, pierwsza ulica."
~*Tak teraz zauważyłam, że jeszcze dziewięć Miejsc
Przeznaczenia i dojdziemy do wątku z Grzegorzem.*~
(Jej. <- Kropka neutralności.)
„W końcu coś normalnego." – Pomyślała Andromeda
wyłączając telefon.
Gdy po parunastu minutach doszła ona do swego
helikoptera i weszła, Daniel powiedział:
- Już miałem iść cię szukać. ~*Dopiero po
tych dwóch godzinach to przyszło ci do głowy, pierdolcu? -_-*~ Długo
cię nie było.
- Oj, nie tak zaraz długo. Tylko dwie godziny i
paręnaście minut. (Dobrze, że nie napisałaś dokładnej ilości minut, bo
by wyszło na to, że działasz tak, jak Ramoninth podczas odrabiania ćwiczeń z
geografii, czyli włączasz stoper.) ~*No co? Ja wtedy chciałam
sprawdzić, w ile czasu zrobię chyba cztery czy tam trzy tematy.*~ –
Rzekła dziewczyna.
- No to jest długo. Już się bałem, że coś ci się
stało i dlatego nie wracasz. A w ogóle, gdzie mam teraz cię zabrać? –
Powiedział chłopak.
- Do Namibii, a dokładniej do Windhuku. Miejsce
Przeznaczenia znajduje się na pierwszej ulicy. – Odpowiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie, Daniel poszedł do kabiny pilota, a
Andromeda odłożyła w odpowiednie miejsce swój sprzęt, usiadła na siedzeniu i
zapięła pasy. (Wiecie, bezpieczeństwo jest najważniejsze.) Po chwili,
helikopter ruszył w kierunku Namibii...
_______________________________________________
Rozdział XI – Niszczenie w
Namibii.
Kiedy po parunastu godzinach lotu, helikopter
dolatywał do Namibii, dziewczyna ujrzała tłoki na ulicach. ~*OMFG, nareszcie
coś oryginalnego! O.O*~ Przeraziła się, gdyż bała się, że jeśli ktoś
przybiegnie, to żadne kłamstwo jej nie uratuje i zostanie posądzona o
niszczenie ulic. (Ktoś tu zapomniał, że jest Mary Sue.) Dziewczyna
postanowiła to zrobić jakoś dyskretnie i szybko...
Po wylądowaniu helikoptera, Andromeda odpięła pasy,
co zajęło jej dłużej niż dotychczas, gdyż ręce trzęsły jej się ze stresu. Gdy
dziewczyna już wstała, podeszła do klapy, w której zwykle przechowywała swój
sprzęt i otworzyła ją. Gdy to zrobiła, wyjęła maszynę, zamknęła klapę i wyszła
z helikoptera. ~*Zajebiście. <- Kropka "Mam to w
dupie."*~
Gdy to zrobiła, okazało się, że na tej pierwszej
ulicy, na której wylądowali, był duży tłok. (Nie pierdol...) Dziewczyna
zaszła, ~*CO TU ODPIERDALA TEN PRZECINEK?!*~ więc w jakiś
ciemny zaułek, wzięła maszynę i nacelowała ją na środek ulicy, czyli na Miejsce
Przeznaczenia, po czym nacisnęła przycisk odpowiedzialny za jej uruchamianie.
Po chwili dało się słyszeć huk, który rozniósł w pył ¾ ulicy. (Znowu
niespójności...Meh) Ludzie, którzy przeżyli wybuch, zaczęli rozglądać
się za jego źródłem.
Tymczasem, Andromeda była starannie ukryta. ~*No
oczywiście.*~ Jednak, mimo wszystko, serce jej waliło jak
młotem. (JEBS! JEBS! JEBS!) Czuła ona również, że jej nogi zaraz
mogą odmówić posłuszeństwa i dziewczyna upadnie tym samym zdradzając swoje
położenie. Jednak, gdy po parunastu minutach tłum ludzi rozszedł się,
dziewczyna odetchnęła z ulgą, po czym wyszła z ukrycia.
Kiedy tak szła do helikoptera, pomyślała:
„Byłabym zapomniała. Przecież muszę sprawdzić, gdzie
jest kolejne Miejsce Przeznaczenia!"
Po czym wyciągnęła telefon z kieszeni i włączyła go.
Jednak, przed tym, ujrzała, że przyszedł do niej SMS, od Grzegorza. Dziewczyna
otworzyła go. Był on następującej treści:
„E, wiesz może, gdzie jest ten Pałac Królewski?
Chodzi mi o ten w Madrycie."
Andromeda odpisała na ten SMS. Jej odpowiedź
brzmiała następująco:
~*"Pierdol się na mordę i sam szukaj. :-)*~
„Nie wiem, gdzie jest. Sprawdź w Google Maps."
Po czym wysłała.
Kiedy to zrobiła, weszła do Internetu, na
odpowiednią stronę. Gdy to zrobiła, ujrzała napis:
„Przepraszamy, strona nieczynna. Nowa odsłona tej
samej strony pod adresem (www.darmowy-wpierdol.polskidres.pl) www.miejsca-przeznaczenia.org."
Dziewczyna oczywiście weszła na nową stronę. Kiedy
to zrobiła, ku jej szczęściu, ujrzała całą listę Miejsc Przeznaczenia.
Oczywiście zjechała ona na dół, aby zobaczyć położenie 12 Miejsca
Przeznaczenia. Po chwili ujrzała napis:
~*"LOL, to był prank, idiotko."*~
„Miejsce Przeznaczenia 12 – Polska,
Warszawa, Sadyba BestMall, kasy w Carrefour." (Tak! Francuskie
gówno należy rozpierdalać!)
Po przeczytaniu tego, dziewczyna zapisała nową
stronę w zakładkach, a starą z nich usunęła, po czym wyszła z Internetu i
napisała do Grzegorza SMS 'a, aby go powiadomić o zmianie tej strony. ~*Bo
debil nie zauważyłby napisu i LINKU na tej starej. . .*~ Jej SMS
brzmiał:
„Ej, Grzegorz, teraz, aby zobaczyć położenie Miejsc
Przeznaczenia trzeba wejść na nową stronę, czyli
www.miejsca-przeznaczenia.org."
Po czym wysłała.
Po chwili, gdy była ona blisko helikoptera i chciała
wejść do niego, usłyszała dźwięk SMS-a. Był on od Grzegorza. Naturalnie
dziewczyna otworzyła go. Jego (SMS-a) (Bośmy się nie skapnęli.) treść
wyglądała tak:
„O, dzięki za informację. Przynajmniej jeszcze jej
całkowicie nie usunęli." ~*Szkoda*~
Po przeczytaniu tej wiadomości, Andromeda weszła do
helikoptera. Gdy to zrobiła, ujrzała Daniela, który spytał:
- I? Gdzie teraz mam lecieć?
- Do Polski, dokładniej do Warszawy, a jeszcze
dokładniej do Sadyby BestMall (To się chyba pisze oddzielnie...).
Miejsce Przeznaczenia jest w kasach w Carrefour. – Odpowiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie, Daniel poszedł do kabiny pilota, a
Andromeda odłożyła swój sprzęt do klapy, usiadła na miejsce siedzące i zapięła
pasy. Po chwili helikopter ruszył w kierunku Warszawy...
_______________________________________________
Rozdział XII – Zbyt szybki wybuch.
Kiedy helikopter doleciał do Sadyby BestMall i
wylądował, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia. Gdy to zrobiła,
podeszła do odpowiedniej klapy i otworzyła ją. Kiedy to zrobiła, wzięła swój
sprzęt i wyszła na zewnątrz. Kiedy już była poza helikopterem, ruszyła ku
wejściu do Sadyby. Gdy się tam znalazła, ujrzała widok, którego nie widziała
nigdy. Cały budynek był CAŁKOWICIE pusty. ~*Po pierwsze, no oczywiście,
a po drugie, zajebista akcja, ni ma co.*~
Wszystkie sklepy, mimo iż były otwarte, świeciły
pustkami. Były tam towary, jednak nie było ludzi. Po podłodze nikt nie chodził,
było tylko słychać kroki Andromedy. Na ławkach, na których zwykle siedzieli
ludzie, było zupełnie pusto. Schody ruchome nie działały, więc Andromeda
musiała wejść na pierwsze piętro na piechotę. (Bo jeszcze umrze od tego
wysiłku...) Przed sklepami czy kasami nikt nie stał. Było tam tak
cicho...
Andromeda, widząc to, pomyślała:
~*"Lubię placki."*~
„Nie wiedziałam, że o tym kiedykolwiek pomyślę, ale
strasznie tu jest..."
Po czym ruszyła w kierunku Carrefour... (Jak
gdyby nigdy nic.)
Gdy się tam znalazła, podeszła do kas i w
odpowiednim miejscu ustawiła swój sprzęt. Kiedy to zrobiła, nacisnęła przycisk
odpowiedzialny za wybuch. Niestety, dziewczyna (")przypadkowo(") nacisnęła
również przycisk, który w ułamku sekundy powodował wybuch. Po tym ułamku
sekundy nastąpił wybuch, który rozniósł ½ miejsca. ~*W końcu brak
niespójności.*~ Andromeda nie zdążyła uciec, więc przez wybuch została
odepchnięta z ogromną siłą w stronę jednej z ocalałych kas. Po mocnym
uderzeniu, dziewczyna widziała tylko ogień, który zwykle towarzyszył
wybuchowi. (I o którym nie było wcześniej mowy.) Wszystko
jednak widziała jak przez mgłę. Chciała ona wstać i wybiec, jednak nie mogła
się ruszyć. Po chwili, zemdlała... ~*Jajz*~
Dwie godziny później, Daniel zaczął bać się o
Andromedę. (Czemu ten kretyn jeszcze żyje...) W ogóle ona nie
wracała. Chłopak postanowił wyjść i jej poszukać, gdyż obawiał się, że
dziewczynie stało się coś złego. Kiedy chłopak wszedł do Sadyby i wszedł na
pierwsze piętro, udał się do Carrefour. Kiedy tam był, ujrzał on przygasający
ogień oraz duży krater w którym stał sprzęt Andromedy. Po chwili chłopak ujrzał
Andromedę siedzącą pod jedną z ocalałych kas. Jednak, była ona
nieprzytomna. ~*Bo jakby była przytomna, to na chuj miałaby tam siedzieć
jak debilka, którą jest?*~ Daniel od razu do niej podbiegł. Gdy był
przy niej, potrząsnął nią i krzyknął:
- Andromeda! Andromeda! Obudź się! Andromeda!
(- Pierdol się! - Odpowiedziała (G)Andzia, mimo iż
była nieprzytomna.)
Niestety nie przyniosło to skutku. Dziewczyna nadal
była nieprzytomna. Daniel wziął ją więc na ręce (( ͡° ͜ʖ ͡°)) ~*No
błagam...*~ po czym podszedł do jej sprzętu i go również wziął, (Bo
miał siłę wiadomo kogo.) ~*<33333333333333333333333*~ (Ech...) po
czym ruszył ku helikopterowi, w drodze myślał: ~*A to zdanie mieć
sens.*~
„Co jej się mogło stać? Może nie zdążyła uciec i
wybuch odepchnął ją z ogromną siłą w stronę kasy? (Captain Obvious jest
nawet tu.) Nie wiem, spytam się jej, gdy się obudzi."
Po parunastu minutach, gdy chłopak doszedł ((
͡° ͜ʖ ͡°)) ~*...*~ do helikoptera, położył nadal
nieprzytomną Andromedę na siedzeniu po czym odłożył jej sprzęt na odpowiednie
miejsce...
Kolejne dwie godziny później, Andromeda obudziła
się. Gdy otworzyła oczy, strasznie bolała ją (Dupa ( ͡° ͜ʖ ͡°)) ~*Weź
ją ktoś w izolatce zamknij...*~ głowa. Po chwili, ujrzała ona nad sobą
Daniela, który widząc, że dziewczyna się budzi, powiedział:
(- ( ͡° ͜ʖ ͡°)?)
- Nareszcie się budzisz. Tak w ogóle, to dlaczego
wtedy siedziałaś tam pod kasą nieprzytomna?
W tym momencie Andromeda opowiedziała mu o
wszystkim, co zaszło. Gdy skończyła, Daniel powiedział:
~*- Szkoda, że nie zdechłaś...*~
- A, to dlatego...
Po chwili, Andromeda włączyła telefon i weszła do
Internetu. Po chwili weszła na odpowiednią stronę i sprawdziła położenie 13
Miejsca. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 13 – Ukraina,
Klewań, środek Tunelu Miłości." (( ͡° ͜ʖ ͡°)?) ~*Pojebało
cię? Tak przy ludziach?*~ (:D Też czytałam tą te...) ~*KURWA
JA PIERDOLĘ!!! WY W OGÓLE NIE SZANUJECIE MOJEJ PRYWATNOŚCI!!!*~ (;_;) ~*ZAJEBIĘ
CIĘ!*~ (;___;)
Kiedy dziewczyna to zobaczyła, wyłączyła Internet i
powiedziała do Daniela:
- Teraz musimy lecieć do Ukrainy, a dokładniej do
Klewań. Miejsce Przeznaczenia jest na środku Tunelu Miłości.
Po tej rozmowie, chłopak poszedł do kabiny pilota, a
Andromeda zapięła pasy. Po chwili, helikopter ruszył w kierunku Ukrainy...
Tymczasem, Patryk i Mateusz, doszli do
Carrefour. ~*Delektujcie się tym momentem, bowiem nigdy więcej takiego
dopisku w rozdziale nie będzie.*~ Kiedy tam weszli, zastali kompletny
rozgardiasz. Kasy były poprzewracane i poniszczone, a dla urozmaicenia, po
środku był wielki krater. (Ot, taka rozrywka turystyczna.)
- Nie no znów! Znów zniszczyła to Miejsce
Przeznaczenia! I co my teraz zrobimy?! Gdzie jest kolejne?! – Krzyknął Patryk.
- Spokojnie, nie denerwuj się tak. Kolejne Miejsce
Przeznaczenia jest na Ukrainie, w Klewań, pośrodku Tunelu Miłości. –
Odpowiedział Mateusz.
Po tej rozmowie, oboje ruszyli w kierunku
powrotnym...
_______________________________________________
Rozdział XIII – Spotkanie z
wrogami.
~*Wiesz, dlaczego to oceniam?*~
(Nie...)
~*Bo obiecałam sobie, że jak
skończę analizę, to obejrzę moje dwa, ostatnie, ulubione odcinki trzeciego
sezonu "Młodych Tytanów".*~
(OMG SEBUŚ TAM JEST!
<33333333333333333333333333333333 MOGĘ OGLĄDAĆ Z TOBĄ?!)
~*Jasne :3*~
(:****************************************)
Kiedy po kilkunastu godzinach lotu, helikopter
Andromedy doleciał do Ukrainy, dziewczyna ujrzała, że w chwili, kiedy ona się
tam znalazła, było tam całkowicie ciemno, co oznaczało, że była noc. ~*No
kurwa mać. ;-;*~ Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Jednak w tym momencie
zaczęła przeczuwać, że może spotkać ją walka. Niestety, jej przeczucia zostały
przerwane przez lądujący helikopter. Kiedy wylądował, Andromeda odpięła pasy i
podeszła do klapy w której przechowywała swój sprzęt. Kiedy ją otworzyła,
wzięła sprzęt i wyszła z helikoptera, po czym udała się w kierunku Tunelu
Miłości... (( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)) ~*... To nie
jest pierwotna wersja mego przyszłego opka "Cel: Trzydzieści
Miejsc".*~ (To w tym opku będzie...? ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡°
͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)) ~*Tak, ale tylko raz i w helikopterze, i przez
kilka linijek.*~ (( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°))
Kilkanaście minut później, dziewczyna doszła do
celu. Kiedy znalazła się w odpowiednim miejscu, ruszyła do jego środka. Gdy już
tam doszła, ustawiła w odpowiednim miejscu swój sprzęt i już chciała go
uruchomić, gdy w tym momencie usłyszała kroki. Naturalnie odwróciła się ona.
Gdy to zrobiła, ujrzała...~*Nasz sens życia, czyli Stefka z filmu "E=mc²".
:3*~ swoich wrogów. ~*Wolałabym Stefka...*~
- No nie! Czy wy mi dacie kiedyś święty spokój?
- Nie. Chyba, że cię wykończymy. – Odpowiedział
Patryk.
- To się namęczycie... - Rzekła z pogardą Andromeda.
~*Bo Stefek przyjdzie i wam łomot spuści!*~
(Co ty masz z tym Stefkiem?)
~*To była jedyna postać, dla której oglądałam ten
film do końca. W sumie sam film był spoko, ale Stefek był najlepszy. :3*~
Po tej rozmowie rozpoczęła się walka. Na początku
wydawać by się mogło, że wygrają Patryk i Mateusz, jednak po parunastu minutach
walki wygrała Andromeda. Wykorzystała ona to, że obok nich jest ~*Stefek*~ (.
. .) jej maszyna i pchnęła Mateusza w kierunku przycisku uruchamiającego
sprzęt. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ tunelu plus Miejsce
Przeznaczenia. ~*A ta niespójność nadal tu jest...*~
- Co ty zrobiłaś?! – Krzyknął Patryk.
- Sam widzisz. Wykorzystałam walkę z wami do
zniszczenia Miejsca. – Powiedziała ze śmiechem Andromeda.
- To jeszcze nie koniec! Jeszcze dużo Miejsc do
zniszczenia! – Krzyknął Mateusz, po czym wraz z ~*Stefkiem*~ Patrykiem
odszedł.
Tymczasem, Andromeda podniosła swój sprzęt i wyszła
ze szczątków Tunelu Miłości. Kiedy znalazła się poza nimi, ruszyła w drogę
powrotną do helikoptera. Po chwili drogi, wyjęła ona z kieszeni swój telefon i
włączyła Internet. Kiedy to zrobiła, weszła na odpowiednią stronę i sprawdziła
położenie 14 Miejsca Przeznaczenia. Po chwili na ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 14 – Kazachstan,
Astana, pierwszy napotkany sklep."
Po sprawdzeniu tego, dziewczyna wyłączyła telefon i
ruszyła do helikoptera.
(Ta akcja była taka zajebista... <Ziew>)
Kiedy się w nim znalazła, zastała Daniela, który
trzymał w ręku telefon i widząc Andromedę spytał:
- Właśnie dzwoni do mnie Grzegorz. Wiesz może, jak
go uspokoić?
- A co mu się stało? – Spytała Andromeda.
- Boi się, że skoro jest tyle Miejsc Przeznaczenia,
to nie zdążycie ich zniszczyć. – Odpowiedział ~*Stefek*~ Daniel.
- Daj mi ten telefon, ja go uspokoję. – Rzekła
Andromeda.
Po chwili, gdy Daniel dał już ~*Stefkowi*~ (Ja
pierdolę...) ~*:D*~ Andromedzie telefon, ta przyłożyła go
do ucha i powiedziała:
- Grzegorz, spokojnie...Na pewno zniszczymy te Miejsca. ~*Wiesz
przecież, że aŁtoreczka nie pozwoli nam ich nie zniszczyć.*~
- No, ale...Ich jest tyle...Ja się boję, że nie
zdążymy... - Powiedział ~*Stefek*~ Grzegorz, ze słyszalnym
niepokojem w głosie.
- Spokojnie...Ta asteroida tak szybko nie odleci...Na
pewno zdążymy. – Rzekła Andromeda.
- W sumie...Może i racja... - Powiedział chłopak.
Po tej rozmowie połączenie zakończyło się. Kiedy
dziewczyna oddała Danielowi telefon, ten spytał:
- I co? Udało ci się go uspokoić?
- Tak. – Odpowiedziała dziewczyna.
- Ty to chyba jesteś mistrzem ~*lennyfaceowania*~ (XDDDD) uspokajania
ludzi. – Rzekł Daniel.
W tym momencie Andromeda zaśmiała się i powiedziała:
- Oj, może nie tak zaraz...Dopiero chyba któryś raz
w moim życiu udało mi się kogoś uspokoić.
Po tej rozmowie, ~*Stefek*~ Daniel
spytał:
- A, właśnie. Gdzie teraz mam cię zabrać?
- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest w Kazachstanie,
a dokładniej w Astanie. Miejsce znajduje się w pierwszym napotkanym sklepie. –
Odpowiedziała dziewczyna.
Po tej rozmowie, Daniel poszedł do kabiny pilota, a
Andromeda odłożyła swój sprzęt na odpowiednie miejsce, usiadła na siedzeniu i
zapięła pasy. Po chwili, helikopter ruszył w kierunku ~*Stefka*~ Kazachstanu...
_______________________________________________
Rozdział XIV – W helikopterze i w
sklepie.
Kiedy po parunastu godzinach lotu, helikopter był
niedaleko od Kazachstanu, zaczęły się turbu~*turbu turbu*~lencje.
Andromeda od tego poczuła, że chce (Oł jea, zmiana czasu na początku
rozdziału.) jej się wymiotować. Czuła, jak jedzenie podchodzi ~*Znowu...*~ jej
do gardła. Bolał ją również brzuch. Dziewczyna czuła się naprawdę słabo.
Chciała odpiąć pasy i mimo wszystko pójść do toalety i zwymiotować do umywalki,
jednak nie mogła odpiąć pasów, gdyż ręce strasznie jej się trzęsły i dziewczyna
nie mogła ich rozpiąć... (Czego? Rąk?) ~*Nie. Pasów.*~ (A,
ale to zdanie tak zabrzmiało...) ~*Wiem*~
Tymczasem, Daniel, który sobie mimo tych
turbulencji, które tak naprawdę nie były spowodowane z jego winy, tylko z winy
autopilota, którego chłopak włączył, gdyż nie chciało mu się sterować, (Bo
był leniem.) odpoczywał, zaczął przeczuwać, że z Andromedą może dziać
się coś złego. Wstał on więc i wyszedł do dziewczyny. Kiedy to zrobił, ujrzał,
że Andromeda jest blada. Patrzyła ona na Daniela naprawdę słabym wzrokiem.
Słychać było również, że głęboko oddychała. Chłopak od razu do niej podbiegł.
Gdy był koło niej, spytał:
- Andromedo, co ci się dzieje?!
~*- Poradnik Uśmiechu się skończyyył! ;'-( -
Odpowiedziała Andromeda i się rozpłakała.*~
- Słabo mi...Brzuch mnie boli...I na dodatek czuję,
że zaraz zwymiotuję... - Odpowiedziała słabym głosem dziewczyna.
- Hmm...Wody już nie mam...Wiesz, wstań i pójdź do
łazienki i sobie spokojnie zwymiotuj. – Rzekł chłopak, po czym pomógł
Andromedzie odpiąć pasy.
Gdy to zrobił, dziewczyna wstała i poszła do
łazienki. Po chwili było słychać, jak Andromeda wymiotuje. Powtórzyło się to
jeszcze z trzy razy. Po kolejnej chwili, dziewczyna wyszła z łazienki i usiadła
na siedzeniu. Nadal nie czuła się najlepiej. Gdy powiedziała o tym ~*Stefkowi*~ Danielowi,
ten rzekł:
- Hmm...Może jesteś chora? Poczekaj, zaraz zmierzę
ci temperaturę.
Po czym wyjął z apteczki(, o której nie
wspomniałam, bo po chuj,) termometr i zmierzył dziewczynie
temperaturę. Okazało się, że dziewczyna była całkowicie zdrowa. Oczywiście
chłopak powiedział do niej:
- Jesteś całkowicie zdrowa. Na razie się połóż, może
ci się polepszy.
Po chwili, gdy chłopak odszedł, Andromeda zrobiła
to, co poradził jej chłopak. Po parunastu minutach, dziewczyna poczuła się lepiej.
Kiedy po kolejnych parunastu minutach helikopter wylądował, Andromeda wstała i
podeszła do klapy, aby wyjąć swój sprzęt. ~*Zajebista akcja, nie ma
co.*~ Po chwili, gdy chciała to zrobić, usłyszała głos Daniela, który
mówił:
- Już się lepiej czujesz? Jak nie, to nie ma sensu
abyś tam szła. Jeśli nadal źle się czujesz, to ja mogę pójść za ciebie
zniszczyć to Miejsce.
(Ja bym skłamała, tylko po to, aby on to zrobił za
mnie.)
- Nie, już się dobrze czuję. – Odpowiedziała
dziewczyna.
- To i ~*źle*~ dobrze, nie będziesz
musiała się tak męczyć. – Rzekł Daniel.
Po tej rozmowie, Andromeda wzięła swój sprzęt i
wyszła z helikoptera szukać sklepu. Po kilkunastu minutach, znalazła sklep,
jednak był on opuszczonym sklepem. Wszystkie okna i drzwi zabite były deskami.
Jako i(*ż) wokół było pusto, dziewczyna zaczęła własnymi rękoma
odrywać deski z drzwi. ~*Bo maszyna jej się na chwilę
zdematerializowała. A poza tym, nikt tego nie widział?*~ (W końcu
ona jest Mary Só, zapomniałaś?) ~*A, no tak.*~ Po
parunastu minutach udało jej się to i dziewczyna mogła spokojnie wejść do
sklepu. Kiedy się tam znalazła, przeszył ją dreszcz.
W sklepie było całkowicie brudno. Stara kasa, była
zakurzona i odpadały od niej rozmaite części. Szafki które kiedyś zapełnione
były towarami, obecnie były puste. Drewno na nich gniło. Podłoga skrzypiała się
i miejscami trzeba było naprawdę się starać, aby nie wpaść do dziury. Krzesło
za biurkiem miało na sobie pajęczyny. Z sufitu zwisała stara żarówka. Wieszak
który był w sklepie był w połowie odłamany... ~*Zdania pojedyncze też
były i to tonami.*~
Andromeda doszła na środek sklepu, czyli do Miejsca
Przeznaczenia, po czym ustawiła swój sprzęt. Po chwili, gdy chciała go
uruchomić, poczuła, że po jej ciele coś chodzi. Dziewczyna zamarła w miejscu.
Po chwili, ujrzała, że chodził po niej duży, obrzydliwy robak. ~*Ja już
umarłabym ze strachu. ;_______;*~ Dziewczyna, jako iż bała się
robaków, ze strachu nie mogła się ruszyć. Po chwili, robak doszedł do jej
twarzy, dziewczyna krzyknęła. ~*Ja już bym dawno umarła. ;_____;*~ Na
szczęście lub nieszczęście nikt jej nie usłyszał. Po chwili, robak zszedł z
dziewczyny na ziemię. ~*Jezu Chrysteeeeeee... ;_____;*~ Andromeda
odetchnęła z ulgą. Włączyła ona więc swój sprzęt. Po chwili dało się słyszeć
huk, który rozsadził pół sklepu wraz z Miejscem Przeznaczenia. Po chwili,
dziewczyna wzięła swoją maszynę i ruszyła w kierunku powrotnym...
W drodze powrotnej, dziewczyna wyjęła swój telefon i
włączyła go. Gdy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową i włączyła
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 15 – Libia,
Trypolis, pierwszy napotkany biurowiec."
Dziewczyna po zobaczeniu tego, wyłączyła telefon i
ruszyła w dalszą drogę...
Po chwili, gdy doszła do helikoptera i weszła do niego,
zauważyła Daniela, który widząc Andromedę, spytał:
- O, Andromeda. Szybko ci to zajęło. Tak w ogóle, to
gdzie teraz musisz się udać?
~*Do Wygwizdowa Górnego.*~
- Do Libii, a dokładniej do Trypolis. Miejsce
Przeznaczenia jest w pierwszym napotkanym biurowcu. – Odpowiedziała dziewczyna.
- Zauważyłaś, że jak na razie nie było dziwnych
miejsc? – Spytał chłopak.
- No...A potem się okaże, że wykrakałeś i szesnaste
Miejsce Przeznaczenia jest na jakieś chmurze. – Rzekła Andromeda. ~*Nje.
Szesnaste jest na Wieży Eiffela.*~ (Już sprawdziłaś?) ~*No...Chciałam
się upewnić.*~
Po tych słowach, oboje się roześmiali. (Bo
to było takie śmieszne.) Gdy emocje opadły, ~*Stefek*~ Daniel
wrócił do kabiny pilota, a Andromeda odłożyła swój sprzęt na miejsce, usiadła
na siedzeniu i zapięła pasy. Po chwili helikopter ruszył do Trypolis...
_______________________________________________
Rozdział XV – Wybuch i skok z
okna.
Kiedy po parunastu godzinach helikopter doleciał do
Libii, zatrzymał się gdzieś na jakimś zadupiu. Kiedy Andromeda to ujrzała,
spytała Daniela:
-, (CO TU WYPRAWIA TEN PRZECINEK?!) ~*Autokorekta...*~ (;_;) Dlaczego
jesteśmy na tym zadupiu, a nie pod biurowcem?
- Pod biurowcem nie miałbym jak wylądować. Musisz
tam iść sama~*, leniu*~. – Odpowiedział Daniel.
Po tej rozmowie, dziewczyna podeszła do klapy, w
której przechowywała swój sprzęt do niszczenia Miejsc Przeznaczenia i otworzyła
ją. Gdy to zrobiła, wyjęła swoją maszynę i zamknęła klapę, po czym wyszła z
helikoptera i ruszyła na poszukiwania jakiegoś biurowca.
Po parunastu minutach znalazła ona takowy. Był on
bardzo wysoki. Dziewczyna ujrzała również przez okna, że nikogo w nim nie
ma. (No oczywiście.) Andromeda odetchnęła z ulgą, gdyż
wiedziała, że po wybuchu nikt nie przybiegnie. Ruszyła ona, ~*CO TU
ODKURWIA TEN PRZECINEK?!*~ więc do wejścia. Kiedy już weszła, ujrzała
windę, jednak nie działała ona, więc dziewczyna musiała wejść na 10 piętro,
gdyż tam było Miejsce Przeznaczenia, na piechotę.
Gdy po paru minutach doszła na piętro, bardzo bolały
ją nogi. Usiadła, ~*NO KUŹWDE!*~ więc ona na kanapie, która
była niedaleko, (Bo warum nicht.) aby odpocząć. Po chwili, gdy
nogi przestały ją już boleć, wstała ona i ustawiła swój sprzęt w odpowiednim
miejscu. Kiedy to zrobiła, nacisnęła przycisk uruchamiający maszynę. Gdy to
zrobiła, po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ½ piętra. ~*Przynajmniej
nie ma niespójności.*~ Jednak, po chwili okazało się, że przez wybuch
cały biurowiec zaczął się walić. Andromeda była przerażona, przez co wpadła na
najgorszy i zarazem na najlepszy pomysł na wydostanie się z tego miejsca.
Wyskoczyła ona przez okno. W połowie lotu, zdała sobie sprawę z tego, co
zrobiła. Oczywiście, wiedząc, że zginie, zamknęła oczy. Po chwili zaś
usłyszała, że wpada do wody. Otworzyła ona oczy. (No cholera. A mogło
być tak pięknie. :<) Ujrzała ona, że biurowiec~*, wraz ze zmianą
czasu,*~ opada na ziemię. Po chwili ujrzała również jej sprzęt,
spadający wprost do wody. Po chwili dało się słyszeć chlust. Dziewczyna
podpłynęła do sprzętu, wzięła go i wypłynęła na powierzchnię. Kiedy to zrobiła,
na szczęście w miejscu gdzie była, w obrębie 10 km nikogo nie było, więc
dziewczyna mogła wyjść spokojnie z wody i ruszyć do helikoptera... (No
kurwa mać!)
W drodze powrotnej włączyła ona telefon, który o
dziwo działał ~*Warum nicht.*~ i weszła do Internetu, po czym
włączyła odpowiednią stronę i sprawdziła położenie już szesnastego Miejsca
Przeznaczenia. Po chwili na ekraniku ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 16 – Francja,
Paryż, szczyt Wieży Eiffla." ~*Mówiłam?*~
Andromeda, widząc to, przewróciła oczami, po czym
ruszyła w dalszą drogę ku helikopterowi...
Kiedy do niego weszła, ujrzała Daniela, który
widząc, że Andromeda jest przemoczona do suchej nitki, spytał:
- Andromeda? Co ci się stało? Czemu jesteś cała
mokra?
~*Kuźde, Krainy Grzybów w wodzie szukała.*~
W tym momencie dziewczyna opowiedziała mu o
swojej (")przygodzie("). Gdy skończyła, Daniel
powiedział:
- Eh, (NO ZNOWU?!)...Czego to się nie
wymyśli, aby przeżyć... ~*To ty chyba nie oglądałeś wiadomo jakiego
serialu, a przynajmniej pierwszego sezonu do końca.*~ No, ale nic,
odłóż swój sprzęt i pójdź się wysuszyć, bo mi się tu przeziębisz. A w ogóle,
gdzie jest szesnaste Miejsce Przeznaczenia?
- We Francji, a dokładniej w Paryżu. ~*Dobrze
im tak.*~ Znajduje się ono na szczycie Wieży Eiffla. – Odpowiedziała
Andromeda.
- Taki trolling. (To słowo idealnie pasuje
do opowiadań.) Przecież tam się nie da ustawić twojego sprzętu. A ty
od razu zlecisz. – Powiedział chłopak.
- Oj, coś wymyślę. Zawsze coś wymyślam. – Rzekła
dziewczyna.
Po tych słowach, Andromeda odłożyła sprzęt na
miejsce, po czym wzięła swoją torbę i poszła do łazienki się przebrać i
wysuszyć sobie włosy.
Gdy po parunastu minutach Andromeda była ubrana w
suche ubranie i gdy miała wysuszone i uczesane ~*Ty, a jakby ona sobie
poradziła na miejscu głównego bohatera w wiadomo jakim serialu na "A"?*~ (Umarłaby
po dwóch odcinkach. ;D) ~*Nie, w połowie pierwszego! xD*~ włosy,
chciała odłączyć swoją suszarkę (O której wcześniej nie było mowy.) od
kontaktu ~*W HELIKOPTERZE?!*~ i schować ją do torby. Jako iż
kontakt był wysoko, dziewczyna wzięła krzesło ~*W HELIKOPTERZE,
KURWA?!*~ i weszła na nie. Jednak, po chwili, gdy miała już suszarkę w
ręku, helikopter gwałtownie ruszył. (Alice) Andromedzie nie
udało się utrzymać równowagi i zleciała ona z krzesła, przy czym mocno uderzyła
głową w podłogę. Jęknęła ona z bólu. Po chwili, gdy ból trochę ustał,
dziewczyna podniosła się z podłogi, schowała swoją suszarkę do torby i wyszła.
Kiedy to zrobiła, postawiła swoją torbę na miejsce, usiadła nasiedzeniu i
zapięła pasy...
_______________________________________________
Rozdział XVI – Upadek ze szczytu.
Kilkanaście godzin po przygodzie z biurowcem,
helikopter Andromedy doleciał do Paryża. O dziwo, było tam pusto. ~*No
oczywiście. -.-*~
„To zazwyczaj znaczy albo walkę z wrogami, albo
jakąś niebezpieczną przygodę." – Pomyślała dziewczyna.
Po chwili, helikopter wylądował pod Wieżą
Eiffla. ~*A ta literówa ciągnie się przez cały roSdział.*~ Kiedy
już wylądował, Andromeda odpięła pasy i podeszła do klapy w której
przechowywała swoją broń po czym otworzyła ją. Gdy to zrobiła, wzięła sprzęt i
wyszła z helikoptera, po czym udała się do Wieży Eiffla i weszła na szczyt.
Jako iż chodziło o dosłowny szczyt, a nie o ostatnie
piętro, Andromeda musiała wejść na ostry szczyt wieży. Kiedy tam się
znalazła, (")o dziwo(") nie zleciała zaraz na
dół, jak przypuszczał Daniel. ~*W końcu była Mary Stół, czyż
nie?*~ Po chwili ustawiła swój sprzęt, który również o dziwo NIE
ZLECIAŁ. ~*Wiesz co? Pierdolę tę ocenę na dziś. Idę oglądać "Młodych
Tytanów".*~ (<Biegnie za Ramoninth>) Po
chwili, gdy dziewczyna chciała uruchomić sprzęt, poczuła, że ktoś skacze na
szczyt. Kiedy dziewczyna odwróciła się, ujrzała swych wrogów. ~*Dobra,
już jesteśmy. Proszę nie wkurwiać Reed, bo od paru godzin jest wściekła na
końcówkę trzeciego sezonu "Młodych Tytanów".*~ (JAK
MOŻNA TAK POTRAKTOWAĆ JEDYNEGO SŁUSZNEGO CZŁOWIEKA?! NA STOS Z CYBORGIEM!!!) ~*Widzicie?*~ Najdziwniejsze
w tym wszystkim było, że mimo tego, że na szczycie praktycznie nikt nie mógłby
się utrzymać, cała ich trójka, wraz ze sprzętem Andromedy spokojnie
stali. (NO KURWA JAK ZWYKLE!!!) ~*Zabierz jej ktoś
Capsa...*~
- A wy to jak zwykle prosicie się o walkę. – Powiedziała
po chwili dziewczyna.
- Prędzej to ty prosisz się o walkę, bo nam
przeszkadzasz. – Rzekł Patryk.
- Pff...Ta, na pewno...Zwal wszystko na mnie i nie
zauważ, że to TY NAM ZAWSZE PRZESZKADZASZ! – Powiedziała dziewczyna.
~*Ta rozmowa była taka przedszkolakowa...*~
Po tej rozmowie zaczęła się walka. Na początku
wydawać by się mogło, że wygrają Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie
wygrała Andromeda. (NO DO CHOLERY, JEBANA MARY SUE! <Rzuca
klawiaturą i wychodzi z pokoju szukać Brother Blood.>) ~*Miejmy
nadzieję, że niedługo wróci. ;_;*~ Pchnęła ona Patryka w stronę
przycisku uruchamiającego jej maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który
wysadził cały szczyt.
W tym momencie, Patryk, Mateusz i Andromeda zaczęli
spadać. ~*Zdziwiłabym się, gdyby tak nie było.*~ Patrykowi i
Mateuszowi udało się chwycić ich helikoptera który akurat podleciał i wejść do
środka, jednak Andromeda była skazana na spadanie w dół. ~*Chamy
jebane.*~ Zamknęła ona więc oczy ze strachu. Po chwili, gdy spadła,
poczuła, że ktoś ją trzyma. ~*Kurwa, znowu ten chuj pierdolony?*~ Gdy
dziewczyna otworzyła oczy i odwróciła głowę, ujrzała ~*Stefka*~ Daniela. ~*Szkoda,
że nie Stefka, to darowałabym mu złapanie (G)Andzi.*~ Oczywiście
powiedziała do niego:
- Daniel...Dziękuję, że mnie złapałeś...
- Oj, nie ma za co. ~*Hajs musi się
zgadzać.*~ – Powiedział chłopak.
Po chwili dało się słyszeć brzdęk. To sprzęt
Andromedy spadł z góry. Nie ucierpiał on jednak, gdyż był z tytanu. ~*Oraz
spadł na zdania pojedyncze.*~ Po kolejnej chwili, gdy Daniel postawił
Andromedę na nogi, podszedł do jej sprzętu i go podniósł, po czym wraz z
dziewczyną wszedł do helikoptera. Kiedy to zrobili, Daniel poszedł odłożyć
sprzęt Andromedy na miejsce, a dziewczyna włączyła Internet w komórce. Po
chwili weszła na odpowiednią stronę i sprawdziła gdzie teraz muszą lecieć. Na
ekraniku pojawił się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 17 – Szwecja,
Sztokholm, wejście do Gamla Stan." ~*Ave Google*~
Po przeczytaniu tego, dziewczyna powiedziała do
swojego pilota:
- Teraz trzeba lecieć do Szwecji, a dokładniej do
Sztokholmu. Miejsce Przeznaczenia znajduje się w wejściu do Gamla Stan.
- W końcu jakieś normalne miejsce, a nie kolejny
szczyt czegoś tam. – Rzekł Daniel.
Po tej rozmowie chłopak poszedł do kabiny pilota, a
Andromeda usiadła na siedzeniu i zapięła pasy. Po chwili helikopter ruszył w
kierunku Szwecji... ~*Jaka zajebista akcja... <Ziew>*~
_______________________________________________
Rozdział XVII – W Gamla Stan.
Kilkanaście godzin później, gdy helikopter doleciał
do Sztokholmu, okazało się, że była tam noc. ~*No kurwa oczywiście.*~ Andromeda
spojrzała na swój zegarek. Okazało się, że obecnie w Sztokholmie była godzina
23:00. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, gdyż wiedziała, że nikt nie przybiegnie do
miejsca wybuchu. ~*Bo któż śmiałby przeszkadzać naszej Mary Stół?*~ Po
chwili, gdy helikopter wylądował, Andromeda odpięła pasy i poszła do klapy, w
której trzymała swój sprzęt. Po chwili, gdy go wzięła, kątem oka ujrzała przez
szybę, że są strasznie daleko od Gamla Stan. Oczywiście zapytała ona:
~*- Ty debilu, nie płacą ci za lądowanie na
zadupiach!*~
- Daniel, dlaczego jesteśmy tak daleko od Gamla
Stan?
- Paliwo się skończyło i musiałem wylądować aż tu. –
Odpowiedział chłopak.
~*- Przestań kłamać, leniu jebany. - Odparła
kulturalnie Andromeda.*~
Po tej rozmowie, Andromeda wraz z Danielem wyszła z
helikoptera. Chłopak poszedł szukać paliwa, a Andromeda ruszyła do Gamla Stan.
Po parunastu minutach, doszła ona do kolejnego
Miejsca Przeznaczenia. Kiedy się tam znalazła, usłyszała dźwięk swojego
telefonu. Jednak był to dźwięk przychodzącego SMS-a. Andromeda sprawdziła, od
kogo on był. Był to SMS od jakiegoś nieznanego numeru. ~*Pewnie od Samary
Morgan.*~ Ani nie był to Grzegorz, ani nikt z dawnych znajomych dziewczyny. Mimo
wszystko, odebrała go ona. Treść przedstawiała się tak:
„Masz minutę. Po tym czasie twoje życie dobiegnie
końca."
~
*XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*~
Andromeda po przeczytaniu tego przestraszyła się nie
na żarty. Oczywiście pomyślała, że to jakieś dziecko robi sobie żarty, ~*Kiepski
łańcuszek.*~ jednak okropnie się bała. Oczywiście zajęła się ona tym,
co zwykle. ~*Jakby nic się nie stało.*~ Ustawiła ona swój
sprzęt. Po minucie, gdy dziewczyna nadal żyła powiedziała do siebie:
- Ah te dzieci...Zawsze sobie będą żarty robić...
- Oj nie byłbym tego taki pewny... - Dało się
słyszeć z tyłu znajomy głos. Był to głos ~*Mego byłego, którego sama
sobie stworzyłam.*~ Dawida, czyli brata Grzegorza, który od dawna
chciał zabić dziewczynę~*, bo był normalny.*~.
Andromeda przełknęła ślinę, po czym odwróciła się.
Gdy to zrobiła, rzeczywiście ujrzała Dawida.
- D-Dawid? Co ty tu robisz? Daj mi święty spokój! –
Powiedziała
- Nie, nie dam ci spokoju. – Rzekł Dawid, po czym
chciał przebić Andromedę nożem. Jednak, dziewczyna zrobiła unik. ~*Jeffowe
skille i jej się trzymają.*~ Chłopak jednak próbował, jednak bez
skutku. Andromeda była zwinniejsza niż on. ~*No kurwa oczywiście.*~ Po
chwili uników, Andromeda usłyszała dźwięk swojego telefonu. Oczywiście nadal
unikając ciosów Dawida, odebrała go. Okazało się, że do dziewczyny dzwonił
Grzegorz.
- Tak? – Spytała Andromeda.
~*- GDZIE JEST CZEKOLADA?!*~
- No cześć Andromedo. Jak tam życie? – Spytał
chłopak.
- Świeetnie...Po prostu lepiej być nie mogło... -
Powiedziała z ironią w głosie Andromeda.
- Słyszę w twoim głosie ironię. Powiedz, co się
dzieje. – Rzekł Grzegorz.
- Poczekaj moment. – Powiedziała dziewczyna, po czym
było słychać jej głos mówiący:
~*- PLACKI!*~
- Dawid, chłopie, odczep się ode mnie, ja tu tylko
robię to, co robić powinnam, a ty znów mi życie rozwalasz. ~**Rozpierdalasz*~
- Nie dam ci spokoju. Chyba, że dasz się zabić. –
Dało się słyszeć głos Dawida.
- A z tobą to jak z dzieckiem. Mówię i mówię, a ty
swoje. – Dało się słyszeć głos Andromedy. Po chwili ponownie przyłożyła ona
słuchawkę do ucha i powiedziała:
- Już jestem.
- Czy...tam...jest...~*BYŁY MONSZ RAMONINTH?!*~ DAWID?!
– Spytał Grzegorz.
- Tak. Niestety...Postraszył mnie tym swoim SMS-em o
ostatniej minucie mojego życia i teraz ciągle próbuje mnie zabić, mimo iż
widzi, że to nie ma sensu. – Odpowiedziała dziewczyna.
- A co on tam robi?! To przecież nasze zadanie
zniszczyć te Miejsca! – Krzyknął Grzegorz.
- No nie wiem. Pojawił się ~*przez
aŁtoreczkę*~ znikąd. – Rzekła Andromeda.
- I co teraz? – Spytał Grzegorz.
- Hmm...Mam pomysł. – Powiedziała dziewczyna.
W tym momencie dało się słyszeć, że Andromeda
naciska jakiś przycisk, po czym odbiega. Oczywiście w tym momencie dało się
słyszeć głos Dawida, który mówił:
- Już ci się znudziło?
- A lubisz wybuch rozwalający ~*spójność?*~ ¾
terenu? – Dało się słyszeć odpowiadającą pytaniem na pytanie Andromedę.
W tym momencie dało się słyszeć huk, który rozwalił ~*spójność*~ ¾
terenu, a następnie głos Dawida, który mówił:
- Jeszcze pożałujesz!
Po tym zdarzeniu Andromeda przyłożyła słuchawkę do
ucha i powiedziała:
~*- Gotowe. To teraz idziemy modlić się do FanArtów
Slade'a.*~
- Gotowe.
- W sumie nawet niezły pomysł z uruchomieniem tej
maszyny miałaś. – Powiedział Grzegorz.
- No, ~*CO TU ODPIERNICZA TEN PRZECINKEŁ?*~...Ale
ja już naprawdę muszę kończyć. – Rzekła dziewczyna.
- No, ja też. – Powiedział chłopak.
~*Zajebista rozmowa, ni ma chuja.*~
Po tej rozmowie połączenie zakończyło się. Andromeda
po tym weszła do Internetu i włączyła odpowiednią stronę, aby sprawdzić
położenie kolejnego Miejsca Przeznaczenia. Po chwili ujrzała ona napis:
„Miejsce Przeznaczenia 18 – Środek Morza
Barentsa." ~*O, będzie krótki roSdział.*~
„Eh...Znów?" – Pomyślała dziewczyna.
Jednak ruszyła ona w drogę powrotną. Kiedy po
parunastu minutach była niedaleko helikoptera, ujrzała Daniela wlewającego
paliwo do helikoptera. Oczywiście, gdy dziewczyna do niego podeszła, ten
odwrócił się i widząc dziewczynę, powiedział:
~*Serię leniaczów.*~
- O, Andromeda. Już jesteś. Tak w ogóle, to gdzie
teraz muszę cię zabrać?
- Kolejne Miejsce Przeznaczenia jest na środku Morza
Barentsa. – Odpowiedziała Andromeda.
- ZNÓW?! – Spytał chłopak.
- Tak. Niestety... - Powiedziała dziewczyna.
Po tej rozmowie, Daniel skończył wlewać paliwo do
wnętrza helikoptera i wraz z Andromedą wszedł do środka.
Kiedy tam byli, Andromeda podeszła do odpowiedniej
klapy i włożyła tam swój sprzęt doniszczenia Miejsc, zamknęła klapę i poszła
usiąść na miejsce, po czym zapięła pasy. ~*Zajebista akcja...
<Zieeew>*~ Daniel zaś ruszył w kierunku kabiny pilota. Po chwili
helikopter ruszył ku Morzu Barentsa...
_______________________________________________
Rozdział XVIII – Szybka akcja ~*(
͡° ͜ʖ ͡°)*~ nad Morzem Barentsa.
Po kilkunastu godzinach, helikopter doleciał nad
Morze Barentsa. Kiedy się tam znalazł, nie wylądował, gdyż nie mógł lądować na
wodzie, a nawet gdyby tak się dało, Andromeda nie mogła wyjść, bo wpadła by po
raz kolejny już w czasie tej podróży do wody. (Przecież jest Mary Su,
czyż nie?) ~*O, już wróciłaś?*~ (Tak. Poszłam wytulić
wiadomo kogo i, wyjątkowo, pozwolił.) ~*Ła, to jakiś cud.*~ Kiedy
zatrzymał się on (helikopter) ~*Bo byśmy się nie zorientowali.
-_-*~ nad środkiem morza, Andromeda odpięła pasy i wstała z siedzenia.
Gdy to zrobiła, podeszła do klapy w której trzymała swój sprzęt, po czym wyjęła
go i zeszła pod pokład.
Kiedy tam była, odczepiła drabinki od uchwytów i
położyła je obok siebie. Po wykonaniu tej czynności, przyczepiła ona swój
sprzęt do uchwytów drabinek. Po zrobieniu tego udała się ona na pokład i poszła
do kabiny pilota. ~*(<Zieeew>)*~ Gdy tam była, za
pomocą odpowiedniej dźwigni nacelowała ona maszynę na środek morza. Gdy to
zrobiła, ustawiła maksymalną moc i nacisnęła odpowiedni przycisk. Po chwili
dało się słyszeć huk, który zrównał z Ziemią ~*Zna chuj wielką
literą?*~ (Ich don't wiem) ¾ terenu ~*Znowu
niespójności.*~ który był pod wodą. Dla urozmaicenia, z wody zrobił
się słup, który wzniósł się ku niebu, a po chwili opadł.
Po zniszczeniu Miejsca Przeznaczenia Andromeda
wsunęła sprzęt do helikoptera i wyszła z kabiny pilota. Gdy to zrobiła, udała
się pod pokład i odczepiła od uchwytów swój sprzęt. Kiedy to wykonała, do
uchwytów przyczepiła drabinki które leżały niedaleko. Gdy skończyła zadanie,
włączyła swój telefon i otworzyła przeglądarkę internetową. Kiedy tam była
włączyła folder z zakładkami i wybrała stronę z położeniem Miejsc
Przeznaczenia, po czym zjechała na dół. (Ta akcja była taka zajebista,
że normalnie zdycham. <Ziew>) Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 19 – Chińska
Republika ~*Wpierdolu*~ Ludowa, Pekin, wejście do Zakazanego
Miasta."
Dziewczyna ucieszyła się, że w końcu coś normalnego.
Po chwili udała się ona na pokład, do kabiny pilota. Gdy się tam znalazła,
powiedziała do Daniela:
- Teraz coś normalnego. Dziewiętnaste Miejsce
Przeznaczenia znajduje się w Chinach, a dokładniej w Pekinie. Leży ono przed
wejściem do Zakazanego Miasta.
- Choć raz coś normalnego... - Powiedział Daniel.
Po tej rozmowie Andromeda wyszła z kabiny pilota i
podeszła do klapy przeznaczonej na jej sprzęt, po czym go tam włożyła i
zamknęła drzwiczki. Kiedy to zrobiła,usiadła na swoim siedzeniu i zapięła pasy.
Po chwili helikopter ruszył w kierunku Chin...
~*Wiem, że mało komentowałyśmy, ale ten rozdział był
nudny jak flaki z olejem.*~
_______________________________________________
Rozdział XIX – Walka w Chinach.
~*Brzmi ciekawie, ale wyjdzie
chujowo. Standard.*~
Kiedy po parunastu godzinach, Andromeda dolatywała
do Chin, zobaczyła tam całkowite pustki. (No kurwa oczywiście. Bo czemu
tworzyć ciekawą akcję, gdzie coś nie idzie po myśli boCHaterki?) Zdziwiło
ją to, gdyż jak wiadomo, w Chinach mieszka bardzo dużo osób, więc zawsze ktoś
byłby na ulicach, a tymczasem było tam tak pusto, jakby Chiny były
opuszczone. ~*Jajz*~ To samo było w Pekinie. Andromeda trochę
zaniepokoiła się tym, co ujrzała, jednak pomyślała, że po prostu znów będzie
musiała zmierzyć się ze swoimi wrogami... (Ciekawe, jak oni tworzą taką
iluzję. Czyżby Sebuś maczał w tym palce?)
Gdy po parunastu minutach helikopter dolatywał do
Zakazanego Miasta, helikopter zatrzymał się niedaleko. Po wylądowaniu,
Andromeda odpięła pasy i wstała z miejsca. Gdy to zrobiła, udała się do klapy,
po swój sprzęt, po czym ją otworzyła. Kiedy to zrobiła, wyjęła maszynę i wyszła
z helikoptera. Po wyjściu udała się ona do wejścia do Zakazanego Miasta.
~*Ach, ta zajebista akcja znów nas nie oszczędza...
_-_*~
Kiedy się tam znalazła, ustawiła w wejściu swoją
maszynę. Już chciała uruchomić ją, jednak w tej chwili usłyszała za sobą kroki.
Oczywiście odwróciła się ona. Za sobą ujrzała...~*Stefka*~ swoich
wrogów.
- Nie no, zaczynacie mi powoli działać na nerwy... -
Powiedziała Andromeda.
- Wiemy. Ale dobrze nam z tym. – Powiedział (Slade) Patryk.
- Proszę państwa, a oto przykład chodzących wredot.
– Powiedziała ze śmiechem Andromeda.
~*Diagnoza: Żłobek*~
- Odwołaj to zdanie! – Krzyknął Patryk.
- Nie. – Powiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie zaczęła się walka. Andromedzie dzisiaj
wyjątkowo nie szło, ~*JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!*~ gdyż
Patryk po wkurzeniu walczył dwa razy lepiej, a Andromeda go wkurzyła. Ledwo
udawało jej się obronić. Jednak, w pewnym momencie Patryk popełnił swój najgorszy
błąd. Pchnął on Andromedę w kierunku przycisku uruchamiającego jej sprzęt i tym
samym doprowadził do zniszczenia (Spójności) ¾ terenu, wraz z
Miejscem Przeznaczenia.
- Hahahaha! Wy się nigdy nie nauczycie. –
Powiedziała ze śmiechem dziewczyna.
- Jeszcze pożałujesz!! – Krzyknął Patryk, po czym
wraz z Mateuszem odszedł.
~*Diagnoza: Płód*~
Andromeda przed odejściem wyjęła swój telefon aby
sprawdzić, gdzie znajduje się ostatnie Miejsce Przeznaczenia, które ma
zniszczyć. (Szkoda, że nie ostatnie w tym opku.) Włączyła ona
odpowiednią stronę i sprawdziła co było napisane. Po chwili na ekraniku pojawił
się napis:
„Miejsce Przeznaczenia 20 – Republika
Czadu, Ndżamena, pierwsza stacja benzynowa."
Dziewczyna po przeczytaniu tego, wyłączyła telefon i
wzięła swój sprzęt, po czym weszła do helikoptera, który był blisko. Kiedy się
tam znalazła, ujrzała Daniela, który od razu spytał:
- To gdzie jest kolejne Miejsce Przeznaczenia?
- W Republice Czadu, w Ndżamenie, na pierwszej
stacji benzynowej. – Odpowiedziała Andromeda.
Po tej rozmowie, dziewczyna podeszła do odpowiedniej
klapy i włożyła tam swoją maszynę, po czym poszła usiąść na siedzeniu,
pamiętając o zapięciu pasów, (Bo bezpieczeństwo to podstawa.) a
Daniel poszedł do kabiny pilota. Po chwili helikopter ruszył w kierunku
Ndżameny...
_______________________________________________
Rozdział XX – Włamanie do stacji
benzynowej.
Kiedy helikopter doleciał do Ndżameny, Andromeda
ujrzała, że jest tam jak zwykle. ~*Czyli? Zdefiniuj pojęcie "Jak
zwykle", bo co kraj, to obyczaj.*~ Nie działo się nic
niebezpiecznego czy dziwnego. Dziewczyna trochę się tym zdziwiła, gdyż
praktycznie w ogóle nie zastawała takiego spokoju. Po chwili zaś, gdy
helikopter wylądował, Andromeda odpięła pasy i podeszła do klapy w której
przechowywała swój sprzęt do niszczenia Miejsc Przeznaczenia i otworzyła ją.
Kiedy to zrobiła, (dostała wpierdol od ukrytego tam dresa.) wyjęła
maszynę, zamknęła klapę i wyszła.
Gdy była już poza helikopterem ruszyła na
poszukiwania jakiejś stacji benzynowej. Po parunastu minutach drogi, ujrzała
ona takową. Niestety, ta stacja na którą doszła Andromeda była opuszczona. Okna
sklepu który zawsze jest na stacjach benzynowych były zabite deskami, a akurat
tam było Miejsce Przeznaczenia. ~*Jajjjjjz. <- Kropka z serii "Mam
to w dupie."*~ Andromeda, jako iż pamiętała, że Grzegorz jej
mówił, aby pod żadnym pozorem niszcząc tą maszyną nie trzymała jej w rękach, bo
mogłoby jej się coś stać, musiała dostać się do stacji za pomocą jej własnych
rąk. (A mogła zignorować ostrzeżenia Grzegorza.) Podeszła ona
więc do drzwi, które również były zabite deskami i zaczęła je odrywać. ~*Ale
oczywiście nikt tego nie zauważył, bo to Mary Sue.*~
Po parunastu minutach, gdy Andromedę od tego
okropnie bolały ręce, udało jej się oderwać obydwie deski które były przybite
do drzwi i wejść do środka. Kiedy się tam znalazła, ujrzała standardowy widok,
czyli pustkę i bałagan. Nie przejęła się ona tym zbytnio ~*Bo w końcu
to nic.*~ i po środku pomieszczenia ustawiła swój sprzęt, po czym
nacisnęła odpowiedni przycisk i odbiegła na bezpieczną odległość. Po chwili
dało się słyszeć huk, który zrównał z Ziemią ¾ terenu. (Ach, te
niespójności.) Kiedy Miejsce Przeznaczenia zostało zniszczone,
Andromeda zebrała swój sprzęt i wyszła z ocalałej części stacji, po czym
ruszyła w kierunku powrotnym. Kiedy tak szła, wyjęła z kieszeni swój telefon i
włączyła go. Gdy to zrobiła, uruchomiła przeglądarkę internetową, aby
sprawdzić, gdzie musi lecieć i gdzie musi czekać na ~*Stefka*~ Grzegorza.
Po chwili ujrzała napis:
„Miejsce Przeznaczenia 40 – Środek
Antarktydy."
„Eh...Znów? Daliby spokój..." – Pomyślała
Andromeda, po czym ~*sprawdziła w mym poradniku o chujowych opkach z
Miejscami Przeznaczenia w roli głównej, ile punktów zostało wypełnionych.*~ wyłączyła
telefon.
Kiedy zaś doszła do helikoptera, powiedziała:
- No, to teraz na środek Antarktydy. Tam jest 40
Miejsce Przeznaczenia.
- A
21,22,23,24,25,26,27,28,29,30,31,32,33,34,35,36,37,38 i 39 Miejsce
Przeznaczenia? (Chciało ci się to tak wszystko wypisywać?) ~*Licznik
słów...*~ (;-;) Nie niszczysz ich? – Spytał Daniel.
- Od 21-39 Miejsca Przeznaczenia niszczy Grzegorz.
40 niszczymy razem. – Odpowiedziała dziewczyna.
Po tej rozmowie, Daniel poszedł w kierunku kabiny
pilota, a Andromeda podeszła do klapy w której przechowywała swój sprzęt do
niszczenia Miejsc Przeznaczenia i włożyła go tam. Kiedy to zrobiła, usiadła na
siedzeniu i zapięła pasy. Po chwili helikopter ruszył w kierunku Antarktydy...
_______________________________________________
Rozdział XXI – Upadek z dachu...
Tymczasem, Grzegorz dolatywał w końcu do Pałacu
Królewskiego w Madrycie, ~*To co on musiał poza kadrem robić?*~ ((
͡° ͜ʖ ͡°)) ~*...*~ a dokładniej do jego dachu. Oczywiście
przelatując nad Madrytem, ujrzał tam dziwny spokój. Grzegorz przestraszył się
trochę, gdyż to zwykle znaczyło coś złego. Na dodatek w okolicy Pałacu
Królewskiego nikogo nie było. Po paru minutach, gdy doleciał on do dachu Pałacu
Królewskiego i wylądował, odpiął pasy, po czym wyszedł z kabiny pilota i
poszedł do klapy w której trzymał swój sprzęt do niszczenia Miejsc
Przeznaczenia. Kiedy otworzył ją, wyjął maszynę i wyszedł. ~*Ach, ta
zajebista próba przedłużenia rozdziałów...*~
Kiedy to zrobił, doszedł do środka dachu, czyli do
Miejsca Przeznaczenia i ustawił sprzęt. Kiedy to zrobił, już chciał nacisnąć
przycisk, lecz w tym momencie usłyszał kroki. Kiedy się odwrócił, ujrzał...(Slade'a
i Brother Blood, którzy chcieli go zabić za jego debilizm.) Patryka i
Mateusza.
- No po prostu pięknie. Jeszcze was tu brakuje. –
Powiedział Grzegorz z irytacją w głosie.
- A co? Myślisz, że pozwolimy ci zniszczyć te
Miejsca Przeznaczenia? – Spytał Patryk.
- To by było zbyt piękne. – Rzekł Grzegorz.
Po tej rozmowie, zaczęła się walka. (Ej,
Ramoooninth! Czemu patrzysz bezczynnie w ekran? Analiza czeka!) ~*Sorki.
Mózg mnie się laguje. Za dużo pomysłów na FanFiction w zbyt krótkim czasie.*~ Na
początku wydawać by się mogło, że wygrają Patryk i Mateusz, jednak w pewnym
momencie popełnili oni swój najgorszy błąd. Pchnęli oni Grzegorza w kierunku
przycisku uruchamiającego jego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który
wysadził ~*spójność*~ ¾ ~*Zgadłam*~ dachu.
- Hahaha! Wy to zawsze coś zepsujecie. – Powiedział
ze śmiechem Grzegorz.
(Diagnoza: Upośledzone przedszkole.)
- To jeszcze nie koniec walki! – Krzyknął Patryk.
Po tym ponownie zaczęła się walka. Po chwili wygrali
Patryk i Mateusz. Zepchnęli oni z resztek dachu Grzegorza. Po chwili chłopak
bardzo mocno uderzył w grunt. Po chwili, która dla Grzegorza trwała wieczność,
usłyszał on kroki. Po chwili ujrzał nad sobą ~*Wiadomo jakie dwie osoby
na S i B.*~ Patryka i Mateusza. Po kolejnej chwili Patryk powiedział:
- I pamiętaj, że z nami nigdy nie wygrasz.
~ * Tjaaa, na peeewno. * ~
Po czym wraz z Mateuszem odszedł.
W tym czasie, Grzegorz po paru minutach
zemdlał... (Tak efektownie, jak Brother Blood na końcu drugiej
części "Tytani Wschodu"?) ~*Zapewne nie. A
poza tym, taka ciekawostka, z tego, co wiem, to w komiksie o Młodych Tytanach,
Tytani Wschodu byli tworem mego idola. <3*~
Godzinę później, gdy Grzegorz się obudził, poczuł,
że strasznie boli go głowa. Nie zdziwił się tym, gdyż przecież mocno uderzył w
grunt. ~*O, Captain Obvious.*~ Po chwili zaś, mimo bólu, wstał
on z ziemi, wziął swoją maszynę i ruszył w kierunku helikoptera.
Kiedy tak szedł, wyjął z kieszeni swój telefon i
włączył go. (Mimo iż łeb go napierdalał.) Gdy to zrobił,
uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę, którą podała
mu Andromeda, aby sprawdzić, gdzie teraz musi ~*Zmienić czas.*~ się
udać. Po chwili na ekraniku zobaczył napis:
„Miejsce Przeznaczenia 22 – Granica
Mołdawsko – Ukraińska".
„Im to chyba pomysły się kończą..." (DOKŁADNIE!) –
Pomyślał Grzegorz, po czym wszedł do helikoptera i podszedł do klapy w której
zwykle trzymał sprzęt do niszczenia Miejsc Przeznaczenia.
Gdy był przy klapie, otworzył ją ~*Bo stanie
przy niej jak debil nie wchodziło w grę.*~ i włożył tam swój sprzęt.
Po chwili poszedł do kabiny pilota, usiadł na miejscu siedzącym, zapiął pasy i
ruszył w kierunku granicy Mołdawsko – Ukraińskiej...
_______________________________________________
Rozdział XXII – Na granicy.
Kiedy po parunastu godzinach Grzegorz doleciał do
granicy Mołdawsko – Ukraińskiej, ~*Na chuj przymiotniki wielką literą
napisałam, do dziś nie wiem.*~ ujrzał tam zadziwiające pustki. (No
kurwa oczywiście.) Grzegorz trochę się przeraził, gdyż to zwykle
znaczyło coś złego. Po chwili, gdy już wylądował, odpiął pasy i wyszedł z
kabiny pilota, po czym poszedł do klapy w której trzymał swój sprzęt do niszczenia
Miejsc Przeznaczenia. Kiedy już tam był, otworzył klapę i wyjął swój sprzęt, po
czym wyszedł z helikoptera. ~*Wkurwiają mnie te marne próby
przedłużenia rozdziałów.*~ (Me too.)
Gdy był na zewnątrz, ruszył na środek granicy, gdyż
tam znajdowało się Miejsce Przeznaczenia. Kiedy Grzegorz się tam znalazł,
ustawił swój sprzęt. Już chciał nacisnąć przycisk, gdy usłyszał za sobą
dźwięk ~*Święty, czyli głos Slade'a.*~ klaksonu. Oczywiście
odwrócił się on. Kiedy to zrobił, ujrzał autokar – widmo (nie był on
prowadzony przez nikogo) ~*Jebłam, ale nie wiem, czemu. XD*~ jadący
z ogromną prędkością wprost na niego. Chłopak był tak przerażony, że nie mógł
się ruszyć, mimo iż (nie) chciał. Jednak, gdy było bardzo
blisko zderzenia, udało mu się przemóc strach i odskoczyć w bok. ~*Kurwa
:<*~ Po chwili autokar przejechał...
Grzegorz nadal był przerażony. Nie był on w stanie,
aby na chwilę obecną zniszczyć Miejsca Przeznaczenia, jedynie mógłby sobie coś
zrobić, ~*(Modlimy się o to.)*~ gdyż ręce mu się trzęsły.
Po parunastu minutach, gdy stan Grzegorza polepszył się, chłopak podszedł do
maszyny, uruchomił ją i odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się
słyszeć huk, który wysadził ¾ terenu. ~*Ach, ta nasza kochana
niespójność.*~ Po wybuchu, Grzegorz podszedł do maszyny, która nie
miała jak ucierpieć, gdyż była z tytanu (Czy przyszłe roczniki
maturalne już to zapamiętały? To dobrze, bo za rok na maturze będzie o to
przynajmniej dziesięć pytań.) i podniósł ją, po czym ruszył w kierunku
helikoptera. Kiedy tak szedł, wyjął telefon i go włączył, po czym uruchomił
przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 23 – Indie, Nowe
Delhi, Brama Indii."
„W końcu jakieś normalne miejsce..." – Pomyślał
Grzegorz, po czym wszedł do helikoptera.
~*Kiedy jebnie limit tekstu?*~
(A co?)
~*Bo chcę do nowej części w medii jebnąć pewien
zajebisty FanArt Slade'a, aby fani mogli się popodniecać.*~
(Już się boję, co na nim jest. ;_;)
~ *:D * ~
Kiedy tam się znalazł, podszedł do klapy w której
zwykle przechowywany był jego sprzęt, po czym go tam włożył. Gdy to zrobił,
poszedł do kabiny pilota, usiadł na miejscu siedzącym i zapiął pasy. Po chwili,
ruszył w kierunku Nowych Delhi...
_______________________________________________
Rozdział XXIII – W helikopterze i
pod Bramą Indii.
Po paru godzinach lotu, gdy Grzegorz był niedaleko
Indii, zrobiło mu się ni stąd, ni z owąd słabo. ~*Widać poziom glukozy
mu spadł.*~ Poczuł również, że chce mu się wymiotować. Czuł, jak jedzenie
podchodzi mu do gardła. Na dodatek mocno bolał go brzuch. ~*Błagam,
darujmy sobie te szczegółowe opisy. ;-; Dlaczego ja tak lubiłam to opisywać.
;-;*~ Chłopak włączył autopilota i chciał odpiąć pasy, jednak przez
długi czas nie udawało mu się to, gdyż ręce mu się trzęsły. Po chwili, gdy
odpiął już pasy, wybiegł z kabiny pilota i pobiegł do łazienki która była w
helikopterze. (Bo to jest logiczne.) Gdy tam się znalazł, po
chwili zwymiotował. Powtórzyło się to jeszcze cztery razy. ~*Dobrze, że
nie razy sto.*~ Po chwili wyszedł on z łazienki. Był osłabiony. Nie
miał sił, aby dalej prowadzić helikopter, więc położył się na zwykłym siedzeniu
i po chwili usnął...
Godzinę później, gdy Grzegorz obudził się, czuł się
lepiej. Czuł on również, że helikopter ~*i zmiana czasu*~ stoi
na ziemi. (Bo to jest logiczne.) Wstał on więc z siedzenia i
podszedł do klapy, w której był jego sprzęt. Kiedy do niej doszedł, ((
͡° ͜ʖ ͡°)) ~*Ech... ;-;*~ otworzył ją i wyjął maszynę, po
czym zamknął klapę i wyszedł z helikoptera.
Gdy był na zewnątrz, pod Bramą Indii, ujrzał, że w
chwili obecnej była tam noc i pod bramą nikogo nie było. (No kurwa
oczywiście.) Chłopak odetchnął z ulgą i zaczął ustawiać maszynę. Kiedy
to zrobił, już chciał nacisnąć przycisk uruchamiający maszynę, jednak w tym
momencie poczuł, że ktoś przystawia mu pistolet do głowy. ~*To pewnie
Slade.*~ Grzegorz przestraszył się nie na żarty. Oczywiście odwrócił
się on. Kiedy to zrobił, ujrzał (mego byłego z dzieciństwa) swojego
brata, czyli Dawida.
- DAWID?! Co ty tu robisz?! A w ogóle zostaw mnie w
spokoju! – Powiedział Grzegorz.
- Nie zostawię cię. Chyba, że cię zabije. – Rzekł
Dawid.
- Eh...Z tobą to rzeczywiście jak z dzieckiem. –
Powiedział Grzegorz przewracając oczami.
Po tej rozmowie, Dawid chciał go zastrzelić, jednak
Grzegorz był zwinniejszy. ~*Jebany Gary Stół.*~ Po godzinie,
Dawidowi skończyła się cała amunicja w pistolecie. Gdy Grzegorz to zauważył,
powiedział z kpiną w głosie:
- Oh, naszemu Dawidkowi skończyła się
amunicja...Jaka szkoda...Nie będzie już zabijać...Haha...
(Diagnoza: Żłobek)
W tym momencie Dawid się maksymalnie wkurzył.
Schował on swój pistolet i skoczył na Grzegorza. W tym momencie zaczęła się
walka wręcz. Na początku wygrywał Dawid, gdyż kiedy był wkurzony, walka wręcz
szła mu naprawdę bardzo dobrze, ~*Inneth?*~ lecz po parunastu
minutach wygrał Grzegorz. Pchnął on Dawida w kierunku przycisku uruchamiającego
jego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ bramy oraz (spójność) miejsca
pod nią. Dawid, który nie zdążył uciec, został wbity w ziemię. Po chwili,
ujrzał on nad sobą Grzegorza, który powiedział:
~*- Slade jest bogiem. Zapamiętaj to sobie.*~
- Ze mną nie wygrasz. Zapamiętaj to.
Po czym odszedł.
Tymczasem, Dawid, po paru minutach bezsilnego
leżenia podniósł się z ziemi i odszedł w swoim kierunku. (Jak gdyby
nigdy nic.)
W tej samej chwili, Grzegorz wracał do helikoptera.
Kiedy był niedaleko, wyciągnął z kieszeni swój telefon i włączył go. Kiedy to
zrobił uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po
chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 24 – Nowa
Zelandia, Wellington, Ogród Botaniczny, pierwsza uliczka."
„Ważne, że nie jest to jakiś środek morza, czy
coś..." ~*Szkoda :<*~ – Pomyślał Grzegorz, po czym
wszedł do helikoptera.
Kiedy tam był, podszedł do odpowiedniej klapy i
otworzył ją. Po zrobieniu tego,włożył tam swój sprzęt po czym odszedł do kabiny
pilota. Kiedy tam był, usiadł na siedzeniu i zapiął (Leniacza) ~*Wyobraziłam
to sobie. XD*~ pasy, po czym ruszył w kierunku Nowej Zelandii...
_______________________________________________
Rozdział XXIV – W Nowej Zelandii.
~*No kiedy jebie ten limit tekstu?
;-;*~
(. . .)
Kiedy po parunastu godzinach lotu, Grzegorz
dolatywał do Nowej Zelandii, a dokładniej do Wellingtonu, ujrzał, że było tam
normalnie. ~*Zdefiniuj to pojęcie, bo jak mówiłam, co kraj, to
obyczaj.*~ Grzegorz miał szczyptę nadziei, że w końcu nie zdarzy się
nic złego. Gdy po parunastu minutach wylądował przed Ogrodem Botanicznym,
Grzegorz odpiął pasy i wstał z siedzenia, po czym wyszedł z kabiny pilota i
podszedł do klapy z jego maszyną, po czym otworzył ją i wyjął sprzęt, po czym
wyszedł z helikoptera. ~*Znowu mnie się mózg laguje, więc sorki za
ewentualne komentowanie tylko od strony Reed. ;-;*~
Gdy był na zewnątrz, ujrzał, że w Ogrodzie
Botanicznym nikogo nie było. Chłopak zdziwił się trochę tym widokiem, gdyż nie
było to normalne. (W tym świecie było.) Jednak, mimo wszystko
ruszył on w kierunku wejścia. Przeskoczył przez barierkę która znajdowała się
obok kas i udał się na poszukiwanie pierwszej uliczki. ~*A ta zaraz po
wejściu się nie liczy?*~ (Z tego wniosek, że nie.)
Kiedy ją znalazł, skręcił w jej kierunku. Gdy już to
zrobił, udał się na jej środek, czyli do Miejsca Przeznaczenia. Po dojściu tam,
ustawił on swoją maszynę i nacisnął przycisk odpowiedzialny za jej
uruchomienie. Niestety, Grzegorz popełnił ten sam błąd, co kiedyś
Andromeda. ~*Urodził się? A nie, sorki, to stało się już dawno.*~ Nacisnął
on (")przypadkiem(") również przycisk, który
doprowadzał do natychmiastowego wybuchu. W ułamku sekundy nastał wybuch, który
rozniósł w pył ¾ uliczki ~*Kiedy ta niespójność się skończy? ;-;*~ (Pewnie
nigdy. ;-;) i odepchnął Grzegorza, który nie zdążył uciec, w kierunku
najbliższej ławki. Kiedy uderzył on w jej kant, syknął z bólu. Po paru
minutach, gdy ból przeszedł, Grzegorz podniósł się z ziemi i podszedł do
maszyny, po czym ją wziął.
Kiedy to zrobił, ruszył w kierunku wyjścia z Ogrodu
Botanicznego. W czasie drogi, wyjął on z kieszeni swój telefon i włączył go.
Gdy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią
stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 25 – Stany
Zjednoczone, Nowy Jork, Bronx, środek Coop City."
„A tego to się nie spodziewałem podczas tej
podróży..." – Pomyślał Grzegorz po przeczytaniu informacji.
Po paru minutach doszedł on do wyjścia. Kiedy
wyszedł, podszedł do swojego helikoptera i do niego wszedł. Po zrobieniu tego,
podszedł do odpowiedniej klapy i włożył tam swój sprzęt. Gdy to zrobił, udał
się w kierunku kabiny pilota. Kiedy tam był, usiadł na siedzeniu, zapiął pasy i
ruszył w kierunku Nowego Jorku...
(Ach, ta epicka akcja...)
_______________________________________________
Rozdział XXV – Coop City.
Kiedy po parunastu godzinach helikopter doleciał do
Nowego Jorku, a dokładniej do Bronx, zatrzymał się niedaleko Coop City. ~*Sprowadź
mi stamtąd limit tekstu. Ja chcę jebnąć ten FanArt. :<*~ Kiedy
wylądował, Grzegorz odpiął pasy i wyszedł z kabiny pilota. Po wyjściu, udał się
do odpowiedniej klapy jego helikoptera i otworzył ją, po czym wyjął maszynę do
niszczenia Miejsc Przeznaczenia. Kiedy to zrobił, zamknął klapę i wyszedł na
zewnątrz.
Gdy zaś doszedł do Coop City, ujrzał, że było tam
całkowicie pusto. (Standard)
„Brr...Normalnie jak w filmie „Życie po zagładzie
ludzi."* ~*O, będzie przypis. A poza tym, mój ulubiony film z
dawnych lat.*~ - Pomyślał Grzegorz widząc te pustkowia.
Jednak, nie przejął się on tym (W końcu
takie pustkowia są całkowicie normalne.) i ruszył w kierunku środka
miasta. Po znalezieniu się tam, nic nie zapowiadało, że może stać się coś
niebezpiecznego. Chłopak ustawił więc pośrodku miasta swoją maszynę i uruchomił
ją, po czym odbiegł na odpowiednią odległość. Po chwili dało się słyszeć huk,
który wysadził ¾ terenu. (Ty ewidentnie nie poprawiałaś tego opka.) ~*Ja
je pisałam, aby było.*~ (No comment.) Niestety, w tym
momencie naruszony został również jeden z budynków który stał niedaleko. Po
chwili, jedna ze spadających cegieł, uderzyła bardzo mocno Grzegorza w głowę.
Po uderzeniu chłopak jęknął z bólu i osunął się nieprzytomny na ziemię... (TAK
ZAJEBIŚCIE JAK BROTHER BLOOD?) ~*Nie.*~ (A, no fakt.
Tylko Brother Blood umie efektownie mdleć.)
Godzinę później, gdy Grzegorz się obudził, strasznie
bolała go głowa. Chłopak nie zdziwił się tym zbytnio, gdyż przecież dostał
bardzo mocno cegłą w głowę. ~*Captain Obvious nigdy nie śpi.*~ Po
chwili podniósł się on z ziemi i podszedł do swojego sprzętu, po czym wziął go
i ruszył w drogę powrotną...
Kiedy tak szedł w kierunku swojego helikoptera,
wyjął z kieszeni swój telefon i uruchomił przeglądarkę internetową. Po
zrobieniu tego wszedł na odpowiednią stronę internetową. Po chwili ujrzał
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 26 – Wenecja,
początek Placu św. Marka."
„Eh...Przynajmniej nie jest to żaden szczyt czegoś
tam." (Lepiej uniknąć hipernierealistycznych sytuacji.) –
Pomyślał Grzegorz, po czym ruszył w kierunku powrotnym.
Gdy doszedł (( ͡° ͜ʖ ͡°)) do
helikoptera, wszedł do niego i schował swój sprzęt do odpowiedniej klapy, aby
mieć pewność, że nic mu się nie stanie. Kiedy to zrobił, poszedł do kabiny
pilota. Po znalezieniu się tam, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Po chwili
ruszył w kierunku W~*pierdolu*~enecji...
*"Życie po zagładzie ludzi" – To taki film, który leciał kiedyś na National
Geographic. Obecnie można go znaleźć na YouTube. Pokazuje on, co działoby się
ze światem,gdyby nie było na nim ludzi, tylko przyroda. ~*Swoją drogą,
polecam ten film.*~
_______________________________________________
Rozdział XXVI – W helikopterze
oraz spotkanie.
Po paru godzinach lotu w kierunku Wenecji,
Grzegorzowi ni z tego, ni z owego, zrobiło się naprawdę słabo. ~*Znowu
spadek glukozy...Meh.*~ Po chwili poczuł, że zaraz może zwymiotować.
Czuł, że jedzenie, które jadł niedawno, jest już w jego przełyku. ~*No
błagam, znowu te opisy? ;-;*~ Na dodatek bardzo mocno bolał go
brzuch. ~*;_;*~ Chłopak myślał, że to przez to, że dnia
poprzedniego za dużo się najadł na kolację. Oczywiście mimo tego, że trzęsły mu
się ręce, włączył autopilota i odpiął pasy. Kiedy to zrobił wybiegł z kabiny
pilota i pobiegł do łazienki. Gdy tam był, po chwili zwymiotował. Powtórzyło
się to jeszcze osiem razy, (Pojemny ten jego żołądek.) po czym
Grzegorz nie miał już, czym wymiotować. Oczywiście wyszedł on z łazienki. Nie
czuł się on na siłach, aby dalej prowadzić helikopter. Położył się on, więc na
normalnym siedzeniu. Po parunastu minutach leżenia, poczuł się lepiej.
Kilka godzin później, helikopter doleciał do
Wenecji. Zatrzymał się on niedaleko Placu św. Marka. ~*Bo to jest
możliwe bez ingerencji pilota.*~ Gdy już wylądował, Grzegorz wstał z
siedzenia i ruszył w kierunku klapy, w której trzymał swój sprzęt. Po otwarciu
klapy, wziął maszynę i wyszedł z helikoptera. Kiedy był na zewnątrz, podszedł
do wejścia na plac. Po znalezieniu się tam, ustawił w odpowiednim miejscu
maszynę. Już chciał ją uruchomić, gdy w tym momencie poczuł, że ktoś opiera
swoją (snajperkę) głowę na jego ramieniu. Takie rzeczy robiła
tylko Andromeda. Grzegorz od razu się odwrócił. Kiedy to zrobił,
ujrzał...Andromedę.
- Andromeda? Co ty tu robisz? Nie powinnaś czekać na
mnie przy 40 Miejscu Przeznaczenia? – Spytał zdziwiony Grzegorz.
- A no powinnam, ale Daniel zatrzymał się tu, aby
kupić coś do jedzenia i do picia. No, a, że ja nie mogłam usiedzieć w miejscu,
wyszłam z helikoptera i po chwili cię zauważyłam, więc podeszłam tu. –
Odpowiedziała Andromeda.
Po chwili, Andromeda spytała:
~*- Czemu jeszcze nie zdechłeś?*~
- A, właśnie gdzie ostatnio byłeś niszczyć Miejsce
Przeznaczenia?
~*- Niestety, nie we Francji. - Odpowiedział
Grzegorz.*~
- W Coop City. – Odpowiedział Grzegorz.
- A kolejne zgaduję jest tu. – Powiedziała
dziewczyna.
(
)
- No tak. Inaczej bym się tu nie zatrzymywał. –
Rzekł chłopak.
- No, (CO TU ROBI TEN PRZECINEK?!) ~*Autokorekta...*~ (;-;) ...Ale
ja już muszę iść. – Powiedziała Andromeda, po czym odeszła.
Kiedy Grzegorz został już sam, uruchomił maszynę, po
czym odbiegł na bezpieczną odległość. Po chwili dało się słyszeć huk, który
rozniósł w pył ¾ terenu. ~*Jebana niespójność.*~ Kiedy kolejne
Miejsce Przeznaczenia przestało istnieć, Grzegorz podszedł do krateru i wziął
swój sprzęt, po czym ruszył w drogę powrotną.
Gdy tak szedł, wyjął swój telefon z kieszeni i
włączył go. Kiedy to zrobił, standardowo uruchomił swoją przeglądarkę
internetową, po czym wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 27 – Środek Morza
Czarnego." (Chociaż jeden rozdział będzie krótki.)
„SERIO? I jak ja to niby zniszczę?!" – Pomyślał
Grzegorz wyłączając telefon.
Po tym wszedł do helikoptera i standardowo podszedł
do odpowiedniej klapy i otworzył ją. ~*Jak gdyby nigdy nic.*~ Kiedy
to zrobił, włożył tam swój sprzęt i zamknął klapę. Kiedy to zrobił,poszedł do
kabiny pilota, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Gdy to zrobił,chcąc nie chcąc
ruszył w kierunku Morza Martwego...
_______________________________________________
Rozdział XXVII – Nad Morzem
Czarnym.
~ *Albo i nie będzie krótki.*~
(:-()
Kiedy Grzegorz tak leciał, w pewnym momencie poczuł
gryzący w nos zapach. Oczywiście zdziwił się tym, gdyż nie był to ogień. ~*A
skąd on mógł to wiedzieć?*~ Chłopak odpiął pasy, włączył autopilota i
wyszedł z kabiny pilota aby sprawdzić co tam się dzieje. Po chwili poczuł, że
się dusi. Zaczął on kasłać. Oczywiście, ciągle kaszląc, podszedł on do jednego
z przycisków, który włączał wywietrzniki, gdyż chłopak nie chciał umrzeć. W
ostatniej chwili udało mu się nacisnąć przycisk, po czym opadł nieprzytomny na
podłogę... ~*Cholera. :<*~ (ALE TAK EFEKTOWNIE JAK
BROTHER BLOOD?) ~*NIE KURWA!*~
Tymczasem, Patryk i Mateusz którzy wpuścili do
helikoptera Grzegorza gaz, widząc, że ten leży nieprzytomny na podłodze,
pomyśleli, że jest martwy. (Bo poczekanie było zbyt trudne.) Widząc
to, Patryk powiedział do Mateusza:
- Niezły miałeś pomysł z tym gazem.
- Wiedziałem, że się uda. – Rzekł Mateusz.
- Jednak czasem twoje pomysły są naprawdę dobre. –
Powiedział Patryk.
Po tej rozmowie, oboje weszli do wnętrza swego
helikoptera.
Dwie godziny później, Grzegorz obudził się. ~*Z
tego co wiem, to człowiek nie jest nieprzytomny przez tyle czasu.*~ Kiedy
podniósł się z podłogi, usłyszał, że wywietrzniki nadal wietrzą wnętrze
helikoptera. Jednak, teraz gaz nie był już duszący. Chłopak, po podniesieniu
się z podłogi pomyślał:
„Co to było? Skąd tu się wziął ten gaz? Przecież nie
mam tutaj nic co korzysta z gazu. Czyżby to wina Patryka i
Mateusza?" (No a kogo niby?)
Jednak wrócił on do kabiny pilota.
Po chwili zaś okazało się, że helikopter doleciał
już na środek Morza Czarnego. Grzegorz zaczął zastanawiać się, w jaki sposób
może zniszczyć to Miejsce. W końcu wpadł on na pomysł. Podszedł on do klapy w
której trzymał swój sprzęt do niszczenia Miejsc Przeznaczenia po czym ~*się
zabił.*~ wyjął go. Kiedy to zrobił, zszedł pod pokład.
Kiedy już się tam znalazł, odczepił drabinki od
uchwytu po czym do tego samego uchwytu przyczepił swój sprzęt. Kiedy to zrobił,
odłożył drabinki na bok i wszedł na pokład. Gdy się tam znalazł, udał się do
kabiny pilota. Po znalezieniu się tam, za pomocą odpowiedniej dźwigni nacelował
maszynę na środek morza. Po zrobieniu tego ustawił maksymalną moc i nacisnął
odpowiedni przycisk. Po wykonaniu tego, dało się słyszeć huk, który wysadził ¾
terenu. (I znowu ta jebana niespójność.) Po chwili z wody
zrobił się słup, który wzniósł się, a po chwili opadł.
Po wykonaniu zadania, Grzegorz ponownie zszedł pod
pokład. Kiedy tam był, odczepił swój sprzęt od uchwytów po czym przyczepił do
nich drabinki. Gdy to zrobił, przed wejściem na pokład wyjął swój telefon i
włączył go. Po chwili uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na
odpowiednią stronę. Po kolejnej chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 28 – Sudan,
koniec Portu Sudan."
„W końcu coś normalnego." – Pomyślał Grzegorz
wracając na pokład.
~*Spać mnie się chce...*~
Kiedy się tam znalazł, ~*I pić...*~ podszedł
do odpowiedniej klapy i włożył do niej sprzęt. Kiedy to zrobił, ~*I
mózg mnie się laguje...*~ poszedł do kabiny pilota. Po znalezieniu się
tam, usiadł na miejscu siedzącym, zapiął pasy, wyłączył autopilota i ruszył ku
Sudanowi...
_______________________________________________
Rozdział XXVIII – Pod wodą.
~ *Czujecie ten smród? To smród
niepotrzebnie przedłużanych opisów.*~
Kiedy po parunastu godzinach Grzegorz doleciał do
Portu Sudan*, (O, kolejny przypis.) ~*Nie. Przypisu nie ma,
więc nie wiem, co tu robi ta gwiazdka.*~ zobaczył, że jest tam
strasznie pusto. (Standard) Chłopak trochę się zaniepokoił,
gdyż to zwykle znaczyło albo walkę z wrogami, albo coś innego niezbyt
przyjemnego. Po paru minutach, gdy wylądował on, odpiął pasy i wyszedł z kabiny
pilota. Kiedy to zrobił, poszedł do klapy w której trzymał swój sprzęt. Gdy
otworzył klapę, wyciągnął maszynę i wyszedł z helikoptera. ~*Ciągle nie
mogę uwierzyć, jak bardzo zależało mi na słowach.*~
Po znalezieniu się na zewnątrz, ruszył w kierunku krańca
Portu Sudan. Po parunastu minutach, gdy się tam znalazł, zaczął ustawiać swą
maszynę. Po chwili, gdy chciał ją włączyć, usłyszał kroki. Naturalnie odwrócił
się on. Kiedy to zrobił, ujrzał ~*Najprzystojniejszą postać z uniwersum
DC, czyli Slade'a.*~ swoich wrogów. W pewnej chwili, Patryk (włączył
Caps Lock i) powiedział:
- GRZEGORZ?! TO TY JESZCZE ŻYJESZ?!
Po czym zwrócił się do Mateusza:
~*- Jak zrobić z papieru?*~
(- Nie wiem. A jak poprawnie telefon? - Odpowiedział
Mateusz.)
- MATEUSZ!!! A mówiłeś, że ~*nie jesteśmy
debilami!!!*~ ten gaz go zabije!!
- Sam nie lepszy. Zgodziłeś się na ten pomysł. –
Rzekł Mateusz.
- Ej zaraz, zaraz. CZY TEN GAZ TO BYŁA WASZA
SPRAWKA?! – Krzyknął Grzegorz.
- Tak. – Odpowiedzieli razem Patryk i Mateusz.
~*Jak Lisa tak próbowała, to potem ledwo tortury
przeżyła. Ale, że ten FanFiction, w którym była, był mój, to przeżyła.*~
- Eh...Wy to naprawdę za wszelką cenę chcecie się
mnie pozbyć... - Powiedział Grzegorz przewracając oczami.
Po tej rozmowie rozpoczęła się walka. Na początku
wydawać by się mogło, że wygrają Patryk i Mateusz. Jednak, po chwili wygrał
Grzegorz. (No oczywiście.) Pchnął on Patryka w kierunku
przycisku uruchamiającego jego maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który
zrównał z Ziemią ~*Znowu niepotrzebna wielka litera.*~ ¾
terenu ~*I niespójność.*~ wraz z Miejscem Przeznaczenia.
- CO TY ZROBIŁEŚ?! – Krzyknął Mateusz.
(Nie dość, że głupi, to jeszcze ślepy.)
- Jak widzisz, wykorzystałem walkę z wami do
zniszczenia Miejsca. – Odpowiedział Grzegorz.
- To nie koniec walki!! – Krzyknął Patryk wstając.
Po tej rozmowie ponownie zaczęła się walka. Jednak
tym razem wygrali Patryk i Mateusz. Zepchnęli oni Grzegorza do wody...
Kiedy Grzegorz opadł na dno, (Bo wypłynięcie
zaraz po wrzuceniu to zdolność nadprzyrodzona.) okazało się, że
zbiornik wodny był naprawdę głęboki. Chcąc nie chcąc, Grzegorz zaczął płynąć ku
górze. Jednak, w połowie drogi, zaczęło mu brakować powierza. Czuł, że jest
bliski omdlenia, jednak płynął on dalej.
Gdy zaś był naprawdę blisko wypłynięcia, naprawdę
brakowało mu powietrza. Naprawdę bardzo ciężko mu się płynęło, jego płynięcie
ku górze graniczyło z cudem, ~*<Cicho płacze nad opisami.>*~ mimo
iż nie ciągnął on za sobą nic, ani nikogo. Zaczęło również robić mu się ciemno
przed oczami. Czuł także, jak jego serce coraz słabiej bije, a oczy powoli mu
się zamykają. Czuł również, że jego siły powoli wyczerpują się. ~*<Cicho
łka.>*~ Po chwili z powodu braku tlenu stracił on przytomność i
opadł na dno... ~*Uff... ;-;*~
Dwie godziny później, (Z tego co wiem,
człowiek tyle nie jest nieprzytomny.) Grzegorz obudził się. Kiedy
otworzył oczy, ujrzał niebo, co znaczyło, że leży na lądzie. Słyszał również
swoje powolne oddechy oraz słabe bicia jego serca. ~*<Łka
głośniej.>*~ Czuł, że za chwilę może ponownie zemdleć. Nie mógł
wstać, gdyż jego nogi odmawiały posłuszeństwa, więc jedyne co mu pozostawało,
to leżenie na lądzie. Po chwili, odwrócił on głowę w bok. Nie zauważył on
nikogo.
„Ktoś...ktoś mnie musiał wyciągnąć na
powierzchnię...Ale kto? (aŁtoreczka) Przecież tu jest tak
pusto..." – Pomyślał Grzegorz.
Po kolejnych dwóch godzinach, chłopak odzyskał siły,
a jego stan polepszył się. Wstał on więc z ziemi i podszedł do swojego sprzętu
po czym wziął go i ruszył w drogę powrotną...
Kiedy tak szedł, wyjął z kieszeni swój telefon,
który o dziwo działał ~*No kurwa!~*~ i włączył go. Gdy to
zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po
chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 29 – ~*Związek
Socjalistycznych Republik Radzieckich Putina i Gazu*~ Rosja, Moskwa,
środek domu prezydenta." ~*Jej! Hipernierealistyczne sytuacje!*~
„Ich...Ich naprawdę pogięło..." – Pomyślał
Grzegorz, po czym wyłączył telefon i schował go do kieszeni.
Po chwili doszedł on (( ͡° ͜ʖ ͡°)) do
helikoptera. Kiedy tam się znalazł, podszedł do odpowiedniej klapy i schował
tam swoją maszynę. Gdy to zrobił, wziął swoją torbę ~*A o tej torbie
też nie było mowy.*~ i poszedł do łazienki się przebrać. Kiedy zaś po
paru minutach wyszedł,odłożył torbę na miejsce i poszedł do kabiny pilota. Gdy
się tam znalazł, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Po chwili ruszył on w
kierunku ~*ZSRRPG*~ (Związek Socjalistycznych Republik
Radzieckich PG? xD) ~*. . .*~ Rosji...
_______________________________________________
Rozdział XXIX – W domu ~*Vladimira
Vladimirovicza Putina*~ prezydenta.
Kiedy po parunastu godzinach lotu, Grzegorz
dolatywał do stolicy Rosji, ujrzał, że jest tam normalnie. ~*W jakim
sensie? Wiesz, Rosja to nie kraj, tylko stan umysłu.*~ Widywał takie
widoki już dość często, więc tym razem nie przejął się tym. Kiedy po parunastu
minutach wylądował niedaleko domu prezydenta Rosji, odpiął pasy i wyszedł z
kabiny pilota. Gdy to zrobił, podszedł do klapy w której zwykle trzymał swój
sprzęt do niszczenia Miejsc Przeznaczenia i wyjął go. Po zrobieniu tego,
wyszedł z helikoptera. (Jak ja nienawidzę tego bezsensownego
przedłużania rozdziałów...) ~*Rozumiem cię. ;-;*~
Po wyjściu, postanowił on dostać się do środka za
pomocą tylnego wejścia, żeby nikt go nie zauważył. Kiedy po parunastu minutach
znalazł się w środku, (Bo dom Putina, z tego, co widać, nie jest
strzeżony.) mimo wszystko ukrywał się, aby nikt go nie zauważył. Po
kolejnych parunastu minutach, znalazł się on pośrodku domu. Gdy tam był,
odetchnął z ulgą. Było pusto. ~*No ależ oczywiście.*~ Podszedł
on więc do środka domu i ustawił tam swą maszynę. Po chwili nacisnął on
przycisk uruchamiający ją. Po kolejnej chwili dało się słyszeć huk, który
zniszczył połowę podłogi. (Jest! Nareszcie spójność!) Po
minucie, Grzegorz usłyszał kroki. Jako iż nie miał on się gdzie ukryć,
wstrzymał oddech, przestał mrugać oczami i zaczął udawać posąg. ~*Kolejny?*~
Po chwili do miejsca zdarzenia przyszło parę osób,
które akurat były w tym domu. Kiedy zobaczyli wielki krater po środku podłogi,
zaczęli mówić między sobą:
- A co tu się stało?
- Nie wiem. Najwidoczniej coś wybuchło. Ale co?
- No właśnie nie wiadomo.
- Ej, a właściwie to co to za pomnik tam stoi? Chyba
go wcześniej nie było...
- Może dostawili...
(Kurwa, kolejni debile.)
Po godzinie takiego gadania, Grzegorz, który udawał
pomnik, poczuł, że zaraz zemdleje. ~*Mimo, iż powinien DAWNO
ZDECHNĄĆ!*~ Brakowało mu powietrza, gdyż nie mógł odetchnąć. Czuł, jak
jego serce coraz wolniej bije i zaraz może przestać pracować. ~*<Łka
coraz głośniej.>*~ Na dodatek mocno mu kości zdrętwiały. Po chwili,
ku jego szczęściu grupka osób sobie poszła. Grzegorz mrugnął oczami, w których
zaczęła zbierać się woda i w końcu odetchnął. Po chwili zebrał on swój sprzęt i
wyszedł oczywiście tylnym wyjściem. (Jakby nic się nie stało.)
Gdy był poza domem, wyjął z kieszeni swój telefon i
go włączył. Po chwili uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na
odpowiednią stronę. Po minucie ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 30 ~*Jeszcze tylko
dziesięć Miejsc...*~ (JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!) ~*Jaki
zaciesz. xD*~ – Nigeria, Abudża, Katolicki Uniwersytet w
Nigerii, środek korytarza."
„Eh...Pomysły im się kończą..." – Pomyślał
Grzegorz po czym ruszył do helikoptera.
(Co ty nie powiesz...)
Kiedy już się w nim znalazł, podszedł do
odpowiedniej klapy i włożył tam swój sprzęt.Gdy to uczynił, poszedł do kabiny
pilota, usiadł na miejscu siedzącym i zapiął pasy. Po chwili ruszył ku
Nigerii...
_______________________________________________
Rozdział XXX – Skradanie i
niszczenie.
~*No kiedy pierdolnie ten limit
tekstu? :<*~
(No comment)
Kiedy po parunastu godzinach lotu, Grzegorz doleciał
do Nigerii, a dokładniej do Abudży. ~*A to zdanie mieć sens.*~ Wówczas
kiedy dolatywał do Katolickiego Uniwersytetu w Nigerii, ponownie zastał spokój.
(Standard) Przewrócił on oczami i pomyślał:
„Ja chcę aby się tu coś działo, a nie było tak
spokojnie!"
~*A ja chcę, aby było jak najmniej gówna do
analizy.*~
Po chwili doleciał do celu. Gdy wylądował przed
uniwersytetem, odpiął pasy i wyszedł z kabiny pilota, po czym ruszył do klapy w
której był jego sprzęt do niszczenia Miejsc Przeznaczenia. Po otworzeniu jej,
wyjął maszynę i poszedł do wyjścia. (Nie ma to jak co rozdział
powtarzać ten sam akapit.)
Po znalezieniu się na zewnątrz, chłopak wszedł do
środka. W dostaniu się do miejsca które musiał zniszczyć, jeśli nie chciał
zostać zauważony przez ludzi chodzących po korytarzach, musiał się skradać...
Kiedy zaś znalazł się blisko Miejsca, ujrzał tam
mnóstwo osób. Skrył się on więc za jedną ze ścian, ~*która pojawiła się
z dupy,*~ wziął w ręce swoje urządzenie i wycelował w odpowiednią
stronę, (Hipokryta jebany. A (G)Andzi zabraniał tak robić.) po
czym nacisnął przycisk odpowiedzialny za uruchamianie i wycelował. W tym
momencie pośrodku korytarza utworzył się ogromny krater. W tej chwili, ludzie,
którzy byli w miejscu zdarzenia, zaczęli szukać źródła zniszczenia.
Grzegorz, który nadal krył się za ścianą, bał się,
że mogą odkryć, że to on zrobił. Po chwili strachu, grupka ludzi rozeszła
się. (Od tak sobie.) Chłopak odetchnął z ulgą, po czym ruszył
do wyjścia. W chwili gdy znalazł się poza uniwersytetem, wyjął z kieszeni swój
telefon i włączył go. Po zrobieniu tego uruchomił przeglądarkę internetową i
wszedł na odpowiednią stronę. Po wykonaniu tego ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 31 – Mali,
Timbuktu, wejście do meczetu Djinguereber."
„LOL, ~*Ten skrót idealnie pasuje do
opowiadań.*~ już umiejscawiają Miejsca Przeznaczenia w
meczetach?" – Pomyślał ze zdziwieniem Grzegorz.
Po sprawdzeniu tego, wszedł do helikoptera i
podszedł do odpowiedniej klapy. Gdy tam był, włożył swój sprzęt, po czym udał
się do kabiny pilota. Po znalezieniu się tam, usiadł na siedzeniu, zapiął pasy
i ruszył w kierunku Mali...
_______________________________________________
Rozdział XXXI – Pod meczetem.
~*Dobra, zmieniłam sobie nutę na
pasującą do tego gówna, czyli "Everything Sucks", więc
możemy dalej analizować. :>*~
Kiedy Grzegorz dolatywał już do Mali, a dokładniej
do Timbuktu, przed meczetem Djinguereber ujrzał jak zwykle spokój. (Czyli
w znaczeniu muzułmanów ktoś krzyknął "ALLAH AKBAR" i
się wysadził?) Chłopak trochę się tym zirytował. Jednak, mimo tego
ujrzał również, że pod meczetem i w obrębie 10 km nikogo nie ma. ~*No
ależ oczywiście.*~ Odetchnął on z ulgą, gdyż wiedział, że nikt mu nie
będzie przeszkadzał. Kiedy doleciał do celu, odpiął pasy i wyszedł z kabiny
pilota. Po wykonaniu tego podszedł do klapy i otworzył ją. Kiedy to uczynił,
wyjął swą maszynę i ruszył do wyjścia.
Gdy był poza helikopterem, ujrzał, że jest tuż pod
meczetem. Ustawił on więc swoje urządzenie pod wejściem. Już chciał on nacisnąć
przycisk, gdy nagle zakręciło mu się w głowie. ~*Znowu spadek glukozy?
Boooże, Grzegorz, śniadania trzeba jeść!*~ Poczuł on również, że robi
mu się słabo. Nie był on w chwili obecnej na siłach, aby zniszczyć Miejsce
Przeznaczenia, więc usiadł pod meczetem i zaczął czekać, aż mu się polepszy. W
poczekaniu myślał on:
„Coś złego się ze mną dzieje...Najpierw dwa razy
chciało mi się wymiotować, a teraz to..."
Po godzinie, gdy Grzegorzowi polepszyło się, wstał
on z ziemi i podszedł do maszyny. Kiedy to zrobił, nacisnął przycisk
odpowiedzialny za uruchamianie maszyny i odbiegł na odpowiednią odległość. Po
chwili dało się słyszeć huk, który rozniósł w pył ¾ terenu. (No nie.
Znowu te niespójności? ;-;) Chłopak podszedł po chwili do sprzętu i
uniósł go, po czym wszedł do helikoptera. Gdy chciał odłożyć maszynę na
miejsce, zadzwonił jego telefon. Dzwonił do niego jego dawny kolega. Podczas
rozmowy, Grzegorz przez ~*debilizm*~ roztargnięcie odstawił
sprzęt w nieodpowiednie miejsce, czyli gdzieś przy zamkniętych już drzwiach.
Kiedy skończył on rozmawiać z kolegą, włączył
przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał
napis:
„Miejsce Przeznaczenia 32 – Etiopia,
Addis Abeba, szczyt góry Entoto."
„Eh...Przynajmniej nie jest to jakaś kałuża, czy
cuś..." – Pomyślał Grzegorz.
Po chwili wszedł on do kabiny pilota i usiadł na
siedzeniu. Kiedy to zrobił,zapiął pasy, a po chwili siedzenia ruszył w kierunku
Etiopii...
_______________________________________________
Rozdział XXXII – Spadek
Kiedy po kilkunastu godzinach Grzegorz doleciał do
Etiopii, ujrzał, że w chwili obecnej była tam noc. ~*To zaczyna robić
się wkurwiające.*~ Odetchnął on z ulgą, bowiem wiedział, że nikt nie
przyleci na miejsce i nie będzie zadawać zbędnych pytań. Jednak, gdy doleciał
do Góry Entoto, musiał wylądować przed nią. Po wylądowaniu zaś, odpiął pasy i
wyszedł z kabiny pilota. Kiedy to zrobił, standardowo podszedł do klapy aby
wyjąć swój sprzęt. Jednak, gdy ją otworzył, nie ujrzał maszyny. Grzegorzowi z
przerażenia aż się ciemno przed oczami zrobiło.
(
)
„Nie...Gdzie jest to przeklęte urządzenie?!" –
Pomyślał
Po chwili zaś, ujrzał, że stoi ono pod
drzwiami. ~*Obok niego pewnie była zmiana czasu.*~ Chłopak
odetchnął z ulgą. Wziął maszynę i wyszedł z helikoptera...
Po znalezieniu się na zewnątrz, podszedł do Góry
Entoto i zaczął wraz ze swym sprzętem wspinać się na jej szczyt. Niestety, w
połowie drogi ześlizgnął się on i wraz ze sprzętem zaczął lecieć w dół. (I
dobrze mu tak.) Po chwili uderzył on bardzo mocno w ziemię i od
mocnego uderzenia zemdlał...
Godzinę później, gdy Grzegorz obudził się, poczuł,
że bardzo mocno boli go całe ciało. Mimo bólu, wstał on z ziemi. ~*Widać
zajebistość Slade'a roznosi się w powietrzu.*~ Nie mógł się teraz
wspinać, więc postanowił wykorzystać inny sposób na zniszczenie Miejsca. Wszedł
on więc do helikoptera i poszedł do kabiny pilota aby włączyć autopilota. Po
zrobieniu tego, podszedł do drzwi wyjściowych i zaczął czekać, aż helikopter
podleci do szczytu góry... (Gdyby ten debil wcześniej o tym pomyślał,
rozdział byłby krótszy.)
Po parunastu minutach, gdy helikopter był obok
szczytu, Grzegorz otworzył drzwi, wziął swój sprzęt i nacelował go na górę. Po
chwili nacisnął przycisk uruchamiający machinę i wycelował. W tym momencie dało
się słyszeć huk, który zrównał z ziemią ¾ terenu. ~*Znowu te
niespójności...Meh.*~
Chłopak ze spokojem więc, po wykonaniu zadania,
zamknął drzwi i podszedł do klapy w której przechowywał swój sprzęt, po czym
włożył go tam. Gdy to zrobił, jako iż dziś nie miał już sił, aby dalej
prowadzić helikopter, położył się na siedzeniu. (Leń) Po
chwili włączył telefon i uruchomił przeglądarkę internetową. Następnie wszedł
na odpowiednią stronę internetową. Po kolejnej chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 33 – Uzbekistan,
najmniejszy bank."
Chłopak po sprawdzeniu tego wyłączył telefon i
niechętnie zwlókł się z siedzenia, aby nakierować helikopter na odpowiedni
lot. ~*L-E-Ń*~ Kiedy to zrobił, wrócił na normalne siedzenie i
położył się. Po chwili, jako iż był już śpiący, bo od paru nocy nie spał, tylko
pilotował helikopter, usnął...
(Jakim cudem on jeszcze żył?!)
~*Gary Stu...*~
(A, no tak.)
_______________________________________________
Rozdział XXXIII – W banku.
Grzegorza zbudził dźwięk jego telefonu. Jednak był
to dźwięk SMSa. Chłopak po otworzeniu oczu, widział jeszcze wszystko jak przez
mgłę, bo był nierozbudzony. ~*Ja jak jestem nierozbudzona, to nie widzę
wszystkiego jak przez mgłę. Hipernierealistyczne sytuacje to coś, co kochamy.*~ Chwycił
on więc telefon i sprawdził od kogo był SMS. Był on od Andromedy. Grzegorz od
razu go otworzył. Treść była taka:
„Grzegorz no, kiedy będziesz?!"
Chłopak westchnął, po czym pomyślał:
„Ona to zawsze taka niecierpliwa..."
Po czym odpisał na SMSa. Jego odpowiedź wyglądała
tak:
„Nie wiem...Zostało mi jeszcze 8 ~*(JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!)*~ Miejsc
Przeznaczenia..."
Po czym wysłał. Kiedy to zrobił, wstał aby zobaczyć
gdzie już jest. Okazało się, że dolatywał do najmniejszego banku w
Uzbekistanie. Po chwili, gdy helikopter wylądował, Grzegorz podszedł do klapy w
której przechowywał swój sprzęt i wyjął go. Po wykonaniu tego wyszedł na
dwór...
Kiedy tam był, ku swojemu zdziwieniu, ujrzał, że
bank był zamknięty. Postanowił on więc znaleźć jakąś szparę czy coś, aby się
tam dostać. Po chwili poszukiwań, ujrzał jakieś strasznie wąsko uchylone
okno. ~*No oczywiście.*~ Postanowił on przecisnąć się przez
szparę. Sprzęt o dziwo przeszedł bez szwanku, trudniej jednak było z
Grzegorzem. Wciągnął on więc brzuch najbardziej jak się dało i zaczął
przeciskać się przez szparę. Po parunastu minutach, gdy chłopakowi z powodu, że
nie mógł odetchnąć, bo cała robota poszłaby na marne zaczęło robić się ciemno
przed oczami, udało mu się przecisnąć. (No do cholery!) Po
chwili opadł on bezwładnie na ziemię. Resztkami sił przekręcił się na plecy i
zaczął spoglądać w sufit. Nie miał on siły aby wstać. Na szczęście w banku nie
było nikogo, więc nikt go nie zobaczył. ~*Bo przeszkadzanie naszemu
Gary Stół to skandal.*~
Po parunastu minutach, gdy Grzegorz odzyskał siły,
podniósł się z ziemi i wziął swój sprzęt, który leżał koło niego. Po chwili
ruszył on w drogę ku Miejscu Przeznaczenia.
Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, ustawił on
swój sprzęt i uruchomił go. Po wykonaniu tego, odbiegł na bezpieczną odległość.
Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ banku. (Przestańmy
komentować niespójności, bo one są nagminne.) Dzięki temu, Grzegorz
miał ułatwione wyjście. Wziął on więc swój sprzęt i ruszył w drogę powrotną...
W połowie trasy, wyjął on z kieszeni swój telefon i
włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na
odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 34 – Mogadiszu,
szczyt Narodowego Uniwersytetu Somalijskiego."
Kiedy chłopak to ujrzał, pomyślał:
„Oni chyba nienawidzą uniwersytetów. To już drugi w
kolejce. ~*Wolałabym morze.*~ Boję się, gdzie będzie 35
Miejsce Przeznaczenia..."
Po tych rozmyślaniach, ruszył on w dalszą drogę do
helikoptera. Kiedy zaś po parunastu minutach się w nim znalazł, podszedł do
odpowiedniej klapy i włożyłtam swój sprzęt. ~*Kiedy tak to czytam,
coraz bardziej mózg mnie się laguje. To źle świadczy o jakości tego opka.*~ Po
wykonaniu tego poszedł do kabiny pilota i usiadł nasiedzeniu. Po zrobieniu tego
zapiął pasy, a po chwili ruszył w kierunku Mogadiszu...
_______________________________________________
Rozdział XXXIV – Dziura w dachu.
Kiedy po parunastu godzinach Grzegorz dolatywał do
Mogadiszu, pomyślał:
„Trochę mnie już nudzi to niszczenie Miejsc
Przeznaczenia. Ale cóż, kto nie próbuje, ten nie ma."
~*Nareszcie ktoś mnie rozumie!*~
Po chwili zaś dolatywał do Narodowego Uniwersytetu
Somalijskiego. Wylądował on przed uniwersytetem, gdyż podejrzewał, że na
szczycie może się stać coś takiego, przez co później trudno mu będzie dostać
się ponownie po helikopter. (Przynajmniej choć raz myśli.) Gdy
już wylądował, odpiął pasy i wyszedł z kabiny pilota. Po zrobieniu tego
podszedł do odpowiedniej klapy i wyjął swój sprzęt. Kiedy to wykonał, wyszedł
na zewnątrz.
Po wyjściu, wszedł on do uniwersytetu. Kiedy to
zrobił, odetchnął z ulgą. W środku było pusto. Chłopak ruszył, (CO TU
ROBI PRZECINEK?!) więc w kierunku klapy którą wychodziło się na dach.
Po kilkunastu minutach znalazł takową. ~*Oczywiście wzięła się z dupy,
nie zapominajmy.*~ Oczywiście przystawił on drabinę która była
niedaleko i ruszył na dach.
Po znalezieniu się tam, w odpowiednim miejscu
ustawił swoje urządzenie i nacisnął przycisk, które je uruchamiało. Po chwili,
chłopak odbiegł na odpowiednią odległość. W tym momencie dało się słyszeć huk,
które wysadził ¾ dachu. Niestety, dziura w dachu zrobiła się również w miejscu,
w którym stał Grzegorz, przez co zleciał on na sam dół uniwersytetu. (I
dobrze mu tak.) Po chwili, od bardzo mocnego uderzenia w podłogę,
zemdlał...
Godzinę później, gdy chłopak obudził się, poczuł, że
najbardziej boli go głowa. Nie zdziwiło go to, gdyż pamiętał, że właśnie w
głowę uderzył się najmocniej. ~*Captain Obvious niedługo straci
pracę.*~ Mimo bólu, wstał on z podłogi po czym wziął swój sprzęt i
wyszedł z uniwersytetu. Kiedy to zrobił, przy powrocie do helikoptera wyjął on
z kieszeni telefon i włączył go. (Mimo, iż łeb go napierdalał.) Po
chwili uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Gdy
to zrobił, ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 35 – Afganistan,
Kabul, Muzeum Narodowe Afganistanu, wejście."
Chłopak po przeczytaniu tego przewrócił oczami, po
czym wszedł do helikoptera.
Po znalezieniu się tam, podszedł on do odpowiedniej
klapy i schował w niej maszynę. Po zrobieniu tego poszedł on do kabiny pilota i
usiadł na siedzeniu.Po zapięciu pasów, ruszył w kierunku Afganistanu... ~*Szkoda,
że nie Wietnamu.*~
_______________________________________________
Rozdział XXXV – Przy wejściu do
Narodowego Muzeum Afganistanu.
Po kilkunastu godzinach nudnego lotu, Grzegorz
zaczął zastanawiać się:
„Ciekawe co teraz robi Andromeda...Może do niej
zadzwonię..."
Po czym włączył autopilota i wyjął z kieszeni
telefon. Kiedy to zrobił włączył go i wybrał numer Andromedy, po czym przyłożył
słuchawkę do ucha. Po chwili dało się słyszeć (jęki dochodzące ze
słuchawki. ( ͡° ͜ʖ ͡°)) ~*Ech...Co ja się z tobą mam...*~ (No
co? Ubarwiam to opko. xD) głos Andromedy, która mówiła:
- Tak?
- To ja Andromedo. Chciałem spytać jak tam twoje
życie i co teraz robisz. – Odpowiedział Grzegorz.
(- ( ͡° ͜ʖ ͡°) z Danielem. ( ͡° ͜ʖ ͡°))
- Moje życie to tak jak zwykle, czyli dobrze, a w
chwili obecnej strasznie się nudzę. (I boli mnie dupa. ( ͡° ͜ʖ ͡°)) –
Rzekła dziewczyna.
- Ja lecę do kolejnego Miejsca Przeznaczenia. –
Powiedział chłopak.
- A gdzie teraz musisz lecieć? – Spytała
zaciekawiona Andromeda.
- Do Afganistanu. – Odpowiedział Grzegorz.
- Aa...A ile ci zostało tych Miejsc? – Spytała
dziewczyna.
- Łącznie z tym do którego lecę, to sześć. ~*(JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!)*~ –
Odpowiedział chłopak.
Później pogadali oni sobie jeszcze trochę, po czym
połączenie zakończyło się. W tym momencie Grzegorz poczuł, że helikopter
ląduje. ~*Znowu hipernierealistyczna sytuacja.*~ Po
wylądowaniu zaś odpiął pasy i wyszedł z kabiny pilota. Po zrobieniu tego,
podszedł do klapy w której miał swoje urządzenie, po czym wyciągnął je. Kiedy
to uczynił wyszedł na zewnątrz.
Po wyjściu na dwór, okazało się, że helikopter
wylądował niedaleko wejścia do muzeum. (Bo po co utrudniać życie
Garemu?) Grzegorz podszedł więc do drzwi i zaczął ustawiać swój
sprzęt. Po chwili, gdy chciał uruchomić maszynę, usłyszał kroki. Naturalnie
odwrócił się on. Kiedy to zrobił, ujrzał...Patryka i Mateusza.
- Eh...A myślałem, że będę miał od was spokój... -
Powiedział zirytowany tym widokiem Grzegorz.
- Za dużo marzysz. – Rzekł Patryk.
~*To akurat prawda.*~
- Oj, odczep się. – Powiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na początku
wydawać by się mogło, że wygrają Patryk i Mateusz, jednak w pewnym momencie
wygrał Grzegorz. Pchnął on Mateusza w kierunku przycisku uruchamiającego jego
maszynę. Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ (O, a może te
maszyny wysadzają daną ilość terenu losowo?) ~*W prologu było
sprecyzowane, że tylko połowę.*~ terenu.
- Co ty zrobiłeś?! – Krzyknął Patryk.
- Wykorzystałem walkę z wami do zniszczenia Miejsca.
– Odpowiedział z szyderczym śmiechem Grzegorz.
- Jeszcze się policzymy! – Krzyknął Mateusz po czym
wraz z Patrykiem odszedł.
(Ach, to przedszkole.)
Grzegorz również zebrał się do drogi powrotnej.
Wziął on swój sprzęt i przed pójściem włączył telefon. Po chwili uruchomił
przeglądarkę internetową i wszedł na odpowiednią stronę. Po kolejnej chwili
ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 36 – Norwegia,
Oslo, koniec lotniska." ~*Dajcie wreszcie jakieś morze!*~
„W końcu jakaś normalna lokacja..." – Pomyślał
Grzegorz, po czym ruszył do helikoptera.
Kiedy tam był, podszedł do odpowiedniej klapy i
włożył tam swój sprzęt. Kiedy to zrobił, poszedł do kabiny pilota, usiadł na
siedzeniu i zapiął pasy. Po chwili ruszył w kierunku Norwegii...
_______________________________________________
Rozdział XXXVI – W Oslo.
Kiedy po kilkunastu godzinach lotu Grzegorz
dolatywał do Norwegii, a dokładniej do Oslo, ujrzał tam tłoki. ~*Ła, w
końcu ksztyna oryginalności.*~ Trochę się tym zdenerwował, gdyż
wiedział, że znów ktoś się przyczepi do tego, co on zrobił (Chyba
zrobi.) z lotniskiem. Jednak, gdy dolatywał do lotniska, ujrzał, że
było tam pusto. Odetchnął on z ulgą. Po chwili zaś, wylądował...
Gdy już jego helikopter znalazł się koło lotniska,
Grzegorz odpiął pasy i wyszedł z kabiny pilota. Po zrobieniu tego, podszedł on
do odpowiedniej klapy i otworzył ją. Kiedy to zrobił, wyjął sprzęt, zamknął
klapę i ruszył do wyjścia. ~*Jakby ten akapit wyrzucić, to nic by to
nie zmieniło.*~
Po znalezieniu się na zewnątrz, ujrzał, że lotnisko
było zamknięte. Postanowił on poszukać jakieś niedomkniętej klapy, czy czegoś
takiego. Po chwili poszukiwań, ujrzał on jakąś niewielką dziurę w
ścianie. (No kurwa warum nicht.) Przełożył on więc przez nią
swój sprzęt, co udało się, ~*Bo dlaczego nie.*~ po czym zaczął
przeciskać się przez dziurę, co nie było łatwe, gdyż była ona dość wąska. Po
parunastu minutach zmagań, Grzegorzowi udało się przedostać na lotnisko.
Oczywiście podniósł się on z podłogi i wziął swój sprzęt, po czym ruszył na
koniec lotniska.
Gdy się tam znalazł, w odpowiednim miejscu ustawił
swój sprzęt i uruchomił go. Po chwili odbiegł na bezpieczną odległość. W
momencie gdy on odbiegł, dało się słyszeć huk, który zrównał z ziemią ¾
lotniska. Grzegorz miał dzięki temu ułatwioną drogę powrotu. Wziął on więc swój
sprzęt i wyszedł z resztek lotniska. (A ta akcja była taka zajebista...
<Ziew>)
W drodze powrotnej wyjął on z kieszeni telefon i
włączył go. Po chwili uruchomił przeglądarkę internetową i wszedł na
odpowiednią stronę. W tym momencie ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 37 – Islandia,
Reykjavik, Laugardalsvollur, trybuny."
Grzegorz po przeczytaniu tego, pomyślał:
„Laugarda co? Dziwna nazwa. Nie mogliby wymyślać łatwiejszych
nazw?"
~*To Islandia, więc mają swój język i swoje nazwy,
deklu.*~
Po chwili ruszył on jednak do helikoptera. Gdy już
się w nim znalazł, podszedł do odpowiedniej klapy i włożył tam swój sprzęt.
Kiedy to zrobił, poszedł do kabiny pilota, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy.
(Bo bezpieczeństwo to podstawa.) Po chwili ruszył w drogę ku Islandii...
_______________________________________________
Rozdział XXXVII – W helikopterze i
na stadionie.
Po kilku godzinach lotu, Grzegorz poczuł, że ni z
tego, ni z owego, zrobiło mu się naprawdę niedobrze. ~*Nosz...*~ Czuł,
że za chwilę może zwrócić całe swoje wczorajsze jedzenie na podłogę. Na dodatek
było mu bardzo słabo. Również okropnie mocno bolał go brzuch. ~*<Łka
na całą bazę.>*~ (<Przytula>) Chłopak ledwo
wytrzymywał z bólu. Włączył on więc autopilota, gdyż nie był w stanie kierować
lotem helikoptera. Chciał on odpiąć pasy i wybiec do łazienki, jednak ręce mu
się strasznie trzęsły i nie udawało mu się to. Nawet jakby wstał, to i tak by
pewnie zaraz upadł, gdyż trzęsły mu się również nogi. ~*<Rozpacza
nad swoją dawną mentalnością.>*~ Po chwili chłopak poczuł, że
jeszcze chwila i zwróci jedzenie. Na dodatek zrobiło mu się naprawdę bardzo
słabo. Po chwili oczy zaczęły mu zachodzić mgłą...Chłopak zaczął kolejną próbę
odpięcia pasów. W momencie, gdy był już blisko zwymiotowania, udało mu się to.
Kiedy był już wolny, wybiegł z kabiny pilota i pobiegł do łazienki. Po chwili,
gdy już tam był, zwymiotował. Powtórzyło się to jeszcze parę razy. (Dobrze,
że dokładnie nie opisywałaś tych rzygów.) ~*Weź ;_;*~ Po
paru minutach chłopak wyszedł z łazienki. Czuł się słabo. Nie miał sił, aby
kierować helikopterem. Położył się on więc na siedzeniu, a po chwili leżenia,
zasnął...
Dwie godziny później, Grzegorz obudził się. Czuł się
on już lepiej. Wstał więc z siedzenia, aby sprawdzić, gdzie jest. Gdy wyjrzał
przez okno, ujrzał, że jest (No i, oczywiście, zmiana czasu.) już
przed stadionem. Podszedł on więc do odpowiedniej klapy i wyjął z niej sprzęt.
Po zrobieniu tego, wyszedł on z helikoptera...
Gdy był poza nim, ujrzał, że stadion był zamknięty.
Chłopak zdenerwował się tym. Postanowił znaleźć jakąś niedomkniętą część tegoż
stadionu. Po chwili znalazł jakąś niewielką barierkę w przejściu do stadionu.
Przełożył on więc przez nią swój sprzęt i przeskoczył przez nią. ~*No
ależ kurwa naturalnie.*~ Kiedy zaś doszedł do trybunów, gdy był
pośrodku nich, podłoga między trybunami załamała się i Grzegorz zleciał w
dół. (Chyba pora schudnąć, co nie, Grzegorz?) Kiedy spojrzał
zaś w górę, ujrzał, że wyjście będzie trudne. Postanowił on więc podciągnąć się
i wydostać na zewnątrz. Na szczęście, po paru nieudanych próbach, udało mu się
to. Gdy był zaś na zewnątrz, zorientował się, że załamało się pod nim samo
Miejsce Przeznaczenia.
„Ja to mam szczęście!" – Pomyślał Grzegorz, po
czym wziął sprzęt i odszedł.
~*Co chcesz? W końcu jesteś Gary Stu.*~
Kiedy był niedaleko helikoptera, wyjął z kieszeni
swój telefon i włączył go. Po chwili uruchomił przeglądarkę internetową i
wszedł na odpowiednią stronę. Po kolejnej chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 38 – Kanada,
Wyspa Wiktorii, pierwszy napotkany hotel."
„Oby następne Miejsce Przeznaczenia nie było na
jakimś morzu..." ~*Chciałabym*~ – Pomyślał chłopak, po
czym wszedł do helikoptera.
Gdy tam był, podszedł do odpowiedniej klapy i
otworzył ją. Po zrobieniu tego włożył tam swój sprzęt i ruszył w kierunku
kabiny pilota. Po znalezieniu się tam usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Po
chwili ruszył w kierunku Kanady... (Fascynujące...)
_______________________________________________
Rozdział XXXVIII – Na Wyspie
Wiktorii w pierwszym hotelu.
Kiedy po kilkunastu godzinach lotu, Grzegorz
doleciał do Kanady, a po parunastu minutach do Wyspy Wiktorii. ~*Kolejne,
niedokończone zdanie.*~ Gdy tam był, w pewnym momencie lotu ujrzał
hotel. Oczywiście ucieszył się, że tak szybko mu to poszło. Naturalnie, jako iż
to był pierwszy hotel na Wyspie Wiktorii, chłopak wylądował koło niego. Po
zrobieniu tego, chłopak odpiął pasy i wstał z siedzenia, po czym wyszedł z
kabiny pilota. Gdy to zrobił, podszedł do odpowiedniej klapy i wyjął z niej
swój sprzęt. Po wykonaniu tego, wyszedł z helikoptera. (Ach, ta epicka
akcja. Jak na początku każdego rozdziału.)
Gdy już był poza nim, wszedł do hotelu. Po wejściu
tam, ujrzał, że nikt nie zwracał na niego uwagi. Nawet recepcjonistka. ~*Pewnie
był tak bardzo nielubiany.*~ Chłopak udał się więc do czwartego
pokoju, czyli do Miejsca Przeznaczenia. Gdy tam wszedł, ujrzał, że pokój był
pusty. Chłopak zaczął się rozglądać.
W pokoju niedaleko wejścia był wieszak zrobiony z
drewna. Obok wieszaka, stała średniej wielkości szafa na ubrania, również
wykonana z drewna. (To znaczy, że nie był pusty.) ~*Pewnie
przez to chujowe zdanie moja dawna ja chciała wyrazić, że nie było tam nikogo.*~ (A.) Po
wejściu w głąb pokoju dało się zauważyć jedno łóżko, co znaczyło, że pokój był
jednoosobowy. Niedaleko łóżka były drugie drzwi, prowadzące do łazienki. W
łazience zaś była kabina prysznicowa, kibelek i lustro pod którym była
śnieżnobiała umywalka. W pokoju, obok łóżka stał również drewniany stół, obok
którego było jedno krzesło. Pokój posiadał również balkon. Był on niewielki i
nic ciekawego na nim nie było. ~*Przyznaj się, moja dawna ja, nie
chciało ci się opisywać balkonu.*~
Po rozejrzeniu się, Grzegorz postawił w odpowiednim
miejscu swoją maszynę. Kiedy to zrobił, nacisnął przycisk uruchamiający sprzęt.
Po chwili dało się słyszeć huk, który wysadził ¾ pokoju. W momencie, gdy
Grzegorz chciał zebrać się do wyjścia, usłyszał kroki. Oczywiście pchnął on
swoją maszynę pod łóżko, które jako jedno ocalało. (Żeby nasz Gary Stół
mógł mieć ponownie ułatwione zadanie.) Po chwili do szczątek pokoju
weszła recepcjonistka. Widząc, co tam się stało, spytała:
- Co tu zaszło, że wszystko jest poniszczone?
- Jakiś nastolatek wszedł tu i zaczął bawić się
petardami, ale już uciekł. – Skłamał Grzegorz.
- Aa...No nic, ja już nic nie poradzę. Ważne, że
nikomu nic się nie stało. – Powiedziała recepcjonistka, po czym wyszła.
~*Kurwa, czemu ci bohaterowie poboczni zawsze muszą
być takimi debilami?*~
Grzegorz, przed wyjściem, wyjął z kieszeni swój
telefon i włączył go. Kiedy to zrobił, uruchomił przeglądarkę internetową i
wszedł na odpowiednią stronę. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 39 – Środek Morza
Łaptiewów." ~*Przynajmniej przedprzedostatni rozdział będzie
krótki.*~
„Eh...A myślałem, że darują..." – Pomyślał
Grzegorz, po czym wziął swój sprzęt i wyszedł.
Kiedy po parunastu minutach znalazł się w
helikopterze, podszedł do odpowiedniej klapy i schował tam swój sprzęt. Gdy to
zrobił, udał się do kabiny pilota, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Po
chwili, ruszył w kierunku Morza Łaptiewów... (W ogóle, skąd ta nazwa?) ~*Nie
wiem. Pewnie ktoś po pijaku wymyślał.*~
_______________________________________________
Rozdział XXXIX – Niszczenie Morza
Łaptiewów.
Kiedy po parunastu godzinach lotu, Grzegorz doleciał
nad Morze Łaptiewów, postanowił wykorzystać swój stary sposób na niszczenie
Miejsc Przeznaczenia położonych w takich miejscach. Włączył on więc autopilota,
odpiął pasy i wyszedł z kabiny pilota. Po zrobieniu tego, podszedł on do
odpowiedniej klapy, otworzył ją i wyjął swój sprzęt, po czym ruszył pod
pokład. ~*Bo inaczej przecież nie dałoby się zniszczyć tego Miejsca.*~
Gdy się tam znalazł, podszedł do drabinek i odczepił
je od uchwytów, po czym położył obok. Kiedy to zrobił, do uchwytów przyczepił
swój sprzęt, po czym wszedł na pokład. Gdy tam był, ruszył w kierunku kabiny
pilota. Po znalezieniu się tam, za pomocą odpowiedniej dźwigni nakierował sprzęt
na środek morza, po czym ustawił maksymalną moc sprzętu i za pomocą
odpowiedniego przycisku, wycelował. Po chwili, ziemia pod wodą, wraz z Miejscem
Przeznaczenia, została zniszczona. Na dodatek, z wody zrobił się słup, który na
chwilę wzbił się w górę, po czym opadł. (Jaka zajebista akcja, nie ma
co. No, ale ja też lubię analizować te rozdziały, bo są krótkie.)
W tym momencie, Grzegorz wyszedł z kabiny pilota i
zszedł pod pokład. Po znalezieniu się w tamtym miejscu, odczepił od uchwytów
swój sprzęt, który akurat się wsunął i przyczepił do nich (uchwytów) ~*Bo
do czego innego?*~ drabinki. Po wykonaniu tego, wyjął ze swojej
kieszeni telefon i włączył go. Po tym uruchomił przeglądarkę i po raz ostatni
wszedł na odpowiednią stronę, aby sprawdzić położenie ostatniego Miejsca
Przeznaczenia. Po chwili ujrzał napis:
„Miejsce Przeznaczenia 40 – Środek
Antarktydy." (Norma...)
„To tam powinna teraz czekać na mnie
Andromeda..." – Pomyślał Grzegorz, po czym wziął swój sprzęt i wrócił na
pokład.
Kiedy się tam znalazł, podszedł do odpowiedniej
klapy i włożył tam swój sprzęt. Po wykonaniu tego, ruszył w kierunku kabiny
pilota, usiadł na siedzeniu i zapiął pasy. Po zrobieniu tego wyłączył
autopilota i sam zaczął prowadzić helikopter w kierunku Antarktydy...
_______________________________________________
Rozdział XL – Przygoda na
Antarktydzie.
~*To przedostatni rozdział, a
limitu tekstu nadal nie ma. :<*~
(Nie martw się. Co najwyżej
jebniesz ten FanArt w kolejnej analizie.)
Tymczasem, Andromeda z irytacją zaczęła zastanawiać
się:
„Gdzie on jest? NO GDZIE ON JEST?!"
Zaś po kolejnych dwóch dniach, dziewczyna usłyszała
taki dźwięk, jakby ktoś przeskakiwał ze swojego, na jej helikopter. Dziewczyna
odwróciła się. Kiedy to zrobiła, ujrzała Grzegorza.
- No nareszcie! Ile można czekać! – Powiedziała
Andromeda.
~*- Całą wieczność, pizdo. - Odpowiedział
kulturalnie Grzegorz.*~
- Oj, nie narzekaj mi tu. Teraz trzeba zająć się
niszczeniem ostatniego Miejsca Przeznaczenia. – Powiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie, Grzegorz wziął sprzęt Andromedy i
poszedł pod pokład. Kiedy się tam znalazł, odczepił drabinki od uchwytów i
położył je z boku. Po zrobieniu tego, przyczepił on do uchwytów sprzęt
Andromedy, po czym wrócił na pokład. Kiedy to zrobił, wraz z Andromedą chciał
wejść do kabiny pilota i zniszczyć Miejsce. Jednak, w tym momencie, oboje
usłyszeli taki dźwięk, jakby ktoś przeskakiwał ze swojego na ich helikopter.
Odwrócili się oni. Gdy to zrobili, ujrzeli...~*Stefka*~ Patryka i
Mateusza.
- No nie! To znów wy?! Dacie nam kiedyś spokój?! –
Spytała z irytacją Andromeda.
(- Spierdalaj - Odpowiedzieli kulturalnie Patryk i
Mateusz.)
- Tak, ale jak was wykończymy. – Odpowiedział
Patryk.
- Było powiedzieć, że nigdy... - Rzekł Grzegorz.
Po tej rozmowie rozpoczęła się walka. Szala
zwycięstwa przelewała się raz na jedną, raz na drugą stronę. Jednak, w pewnym
momencie walki, Patryk zepchnął Andromedę z helikoptera. Dziewczynie nie udało
się zatrzymać. Na szczęście, gdy już wypadła, chwyciła się za jedną część
helikoptera... ~*A miałam taką nadzieję, że na koniec opka umrze.
:<*~
Grzegorz, widząc to, zdenerwował się na Patryka i
Mateusza. Bał się również, że przez nich stracił Andromedę na zawsze. ~*Liczyłam
na to.*~ Teraz zaczęła się ponowna walka, jednak wygrywał Grzegorz,
gdyż zdenerwował się za to, co oni zrobili Andromedzie. W pewnym momencie
wypchnął ich z helikoptera. Patryk i Mateusz nie zdążyli chwycić się części
helikoptera, przez co uderzyli w ziemię. Nie mieli oni żadnych szans na
przeżycie. Zginęli na miejscu. (Jaj. <- Kropka neutralności.)
W tym czasie, Grzegorz wyjrzał z helikoptera. Po
chwili zaś, ujrzał on Andromedę, która trzymała się metalowej części
helikoptera. Za chwilę mogła spaść w dół. Patrzyła ona na Grzegorza z
przerażeniem w oczach. Po chwili powiedziała ze strachem w głosie:
- Błagam...Pomóż...
Po chwili zaś, jej ręka ześlizgnęła się i dziewczyna
zaczęła lecieć w dół. W tym momencie, zamknęła ona ze strachu oczy. Po chwili
poczuła, że ktoś ją trzyma. Oczywiście otworzyła ona oczy. Kiedy to zrobiła,
ujrzała, że trzymał ją Grzegorz. ~*Skomentuję to tak: Go home and
die.*~ Dziewczyna uśmiechnęła się do niego. Po chwili chłopak wciągnął
ją do helikoptera.
Kiedy Andromeda była już bezpieczna, powiedziała do
Grzegorza:
- Tak się bałam...Tak się bałam...~*Ale niestety
nie umarłam...*~
Grzegorz, widząc, że dziewczyna najwidoczniej ciągle
się boi, przytulił ją. Po chwili poczuł łzy Andromedy na swoim ciele. Po chwili
powiedział on do dziewczyny:
- Andromedo...Nie bój się...Już jesteś
bezpieczna...Naprawdę...
Jednak dziewczyny przez długi czas nie dało się
uspokoić. (Chociaż jedna, realistyczna sytuacja.) Po parunastu
minutach, gdy przestała ona się bać, powiedziała do Grzegorza:
- Tak ci dziękuję za to, co dla mnie zrobiłeś...
- Oj, nie ma za co...Nie dopuszczę do tego, abyś
zginęła... - Powiedział chłopak.
Po tej rozmowie, mimo iż zabili swoich wrogów,
postanowili zniszczyć Miejsce Przeznaczenia, gdyż w każdej chwili ktoś mógł
wykorzystać to, że nie jest ~*I znowu zmiana czasu...*~ ono
zniszczone.
Po zniszczeniu go, Grzegorz zszedł pod pokład i
odczepił sprzęt Andromedy od uchwytów i przyczepił do nich drabinki. Kiedy zaś
to zrobił, wszedł na pokład i odłożył maszynę dziewczyny w odpowiednim miejscu.
Po chwili oboje ruszyli w kierunku ich domu...
_______________________________________________
Rozdział XLI – Zagłada
~*Każdy normalny wiedział, że to
opko tak się skończy, ale i tak, co za spoiler i to w tytule rozdziału.*~
Do domu Grzegorz i Andromeda wrócili dzień przed 13
kwietnia. (No ależ kurwa oczywiście.) Andromeda, kiedy
zobaczyła, że był dopiero 12 kwietnia 2036 roku, powiedziała:
- I widzisz? Mówiłam, że zdążymy.
- No jednak miałaś rację. Ale teraz trzeba szybko
zrobić maszynę, którą nakierujemy asteroidę na lot kolizyjny z Ziemią. – Powiedział
Grzegorz.
Po tej rozmowie, oboje udali się do odpowiedniego
pokoju i zaczęli budować maszynę. Skończyli ją po czterech godzinach, gdyż
budowa wcale nie była taka łatwa, jak to się wydawało. ~*Dlatego
skończyli ją tak szybko. To jest logiczne, czyż nie?*~ Kiedy skończyli
oni budować, uruchomili maszynę i zaczęli czekać na efekty...
Następnego dnia, gdy Andromeda obudziła się,
wszystko było jak zwykle normalne. (Ale to pojęcie na serio trzeba
definiować, bo co kraj, to obyczaj.) Świat nie był zniszczony, tylko
taki jak zwykle. Dziewczyna zaczęła obawiać się, że niszczenie Miejsc
Przeznaczenia nie miało sensu i, że tylko stracili swój cenny czas, który
mogliby przeznaczyć na budowanie różnych rzeczy. Jednak...
Po południu, Andromeda podczas grania na swoim
komputerze stacjonarnym, ~*Burżuj. Co z tego, że mam laptopa i drona
oraz kilka telefonów, z czego większość nie działa, ale ćśś?*~ w
pewnym momencie ujrzała, że w całym mieszkaniu i na całym osiedlu padł prąd. W
pewnym momencie dało się słyszeć huk. Dziewczyna na początku nie wierzyła, że w
końcu udało im się spełnić ich marzenie. Krzyknęła ona więc do Grzegorza:
- Grzegorz! Znów testujesz maszyny na ścianach
naszego domu?!
(SLADE? Co on tu robi?)
- Tym razem to naprawdę nie ja! – Odkrzyknął Grzegorz.
On również nie wierzył, że w końcu im się udało...
W pewnym momencie Andromeda, jako iż nie miała nic
interesującego do roboty stanęła przed oknem i zaczęła oglądać świat. Kiedy już
stanęła przed szybą, zamarła. ~*Szkoda, że nie zmarła.*~
Świat był całkowicie zniszczony. Ziemia stwardniała
do tego stopnia, że nawet kopać się w niej nie dało. Po dawnych ulicach walały
się zwłoki ludzi oraz śmieci. (I pewnie karaluchy, bo w końcu one są
nieśmiertelne.) Bloki i inne domy, oprócz domu jej i Grzegorza ~*Oczywiście*~ były
zniszczone...
Dziewczyna od razu krzyknęła do Grzegorza:
- Grzegorz! Chodź tu, tylko szybko!
- Idę! – Odkrzyknął Grzegorz.
Po chwili, gdy chłopak znalazł się już w pokoju
Andromedy, zapytał:
(- A miałem nadzieję, że umarłaś...)
- Coś się stało, że mnie wołałaś?
- Chodź do okna, to zobaczysz... - Odpowiedziała
dziewczyna.
Kiedy chłopak podszedł do okna, ujrzał za nim to
samo co Andromeda. Nie mógł uwierzyć w to, że po tylu latach im się
udało, ~*Grzegorz Antychryst by był przeszczęśliwy.*~ ale
przecież to była prawda. (A może Brother Blood znowu bawił się w
tworzenie iluzji? Jak możecie wierzyć tak prędko w to, co widzicie?)
Jego oraz Andromedy marzenie zostało spełnione...
KONIEC
~*Kurwa*~
_______________________________________________
Uch, przebrnęliśmy przez ten shit. To jest ostatnia
analiza w takim formacie, aby go pożegnać i dlatego, że nie chciało mnie się
już przebudowywać analizy, gdyż ponad połowa była zanalizowana oraz nie
chciałam tracić komentarzy. Poza tym, ta forma analizy mnie i was męczyła. No,
ale teraz, standardowo, mała analiza od nas:
~*W tym opku wkurzały mnie nierealistyczne sytuacje
i błędy natury technicznej. No serio, zastanawiam się, dlaczego w każdym opku o
Miejscach Przeznaczenia bohaterowie drugoplanowi muszą być takimi debilami. Co
do natury technicznej, to wkurzała mnie, standardowa, zmiana czasu i to, że w
prologu sprecyzowane było, że maszyny Grzegorza i Andromedy niszczą tylko pół
terenu, a potem ni stąd, ni z owąd, pojawiło się trzy czwarte terenu.*~
(Mnie tu denerwowała natura techniczna. Serio,
zmiana czasu była chyba najgorsza. Pisząc rozdziały należy zdecydować się na
jeden czas i jego się trzymać, a nie przeplatać kilka czasów. Kolejnym
problemem była niespójność. Przecież w prologu było, że te ich machiny
niszczyły pół terenu, a nie trzy czwarte! Na dodatek widać, że to opowiadanie
nie było potem sprawdzane, szczególnie po błędach autokorekty i zdaniach nie
mających sensu.)
Wspólnie: Ale po
porządnym przerobieniu, to opko mogłoby być czymś!
_______________________________________________
Wkrótce:
"Byłam monotematyczna, czyli "W drodze za marzeniami"."





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Powiedz co sądzisz o analizie, zacznij dyskusję lub po prostu zadaj pytanie. ^.^