Oceniają:
~* - Ja
| - Slade
[] - Vega
~ - Grzegorz
Antychryst
Druga część tego tałatajstwa z poprzedniej analizy, jednak pod pewnym względem góruje nad pierwszą częścią. Oprócz ostatniego rozdziału, nie zachowały mnie się żadne kopie rozdziałów z narracją pierwszoosobową, bo nawet mnie kurwiks trafił, gdy przepisywałam to do zeszytu i olałam ową, drugą narrację. Niestety, rozdział czwarty
zachował się na komputerze, więc tortury nas nie miną, ale przynajmniej będą lżejsze. W każdym razie, ta część jest gówniana, ale jednocześnie nieco mniej niż poprzednie gówno. Lecimy starym systemem analizy, gdyż to uniwersum właśnie z nim mnie się kojarzy.~Czekaj, co? NIE MA NARRACJI PIERWSZOOSOBOWEJ?! \O/~
~*Tylko w czwartym rozdziale, który zachował się w
oryginale. Lolz, pamiętam nawet, jak przepisywałam to do zeszytu...ehm...ja to
pisałam około trzech-czterech lat temu...*~
|Zważywszy na to, że twoje ostatnie opko jest sprzed
trzech lat...|
[Weź. ;_; Widziałam je i mózg mnie się rozjebał. xD]
~*Wiem, byłam niedojebana. xD*~
Zaczynajmy!
___________________________________________________
PROLOG
~*Ja cię chuj, prawie trzy strony.
\O/*~
|Największy luksus świata. \O/|
Kilka godzin później, gdy Katerin ~*Która
obecnie dostała level up.*~ |No nie mów mi, że...| ~*Tak.
Catherine Williams do mego świeżutkiego, bo jeszcze nienapisanego
FanFiction "Sąsiedzi: 2017" to ewolucja tej tutaj
kupy gówna.*~ obudziła się, ujrzała, że ~Jest! Błędy
interpunkcyjne! A już zacząłem tracić wiarę w opka. -_-~ była u
siebie w domu. Nad sobą widziała trochę zniszczony sufit. Gdy zaś podniosła
się, zobaczyła Patryka i Mateusza. ~Tych pierdolców nic nie zajebie.
:<~ ~*Bo są tymi dobrymi, więc z natury rzeczy są
nieśmiertelnie nieśmiertelni.*~ Chwilę później, Patryk powiedział:
[- Dupa mnie boli.]
|Najlepsze co można by na jego miejscu powiedzieć.
XD|
- Nareszcie się obudziłaś...
~Szkoda~
~*Bym coś powiedziała, ale zaspoileruję opko sprzed
trzech lat, które również tu trafi.*~
- W ogóle, to co się stało? - Spytała po chwili
dziewczyna.
[Ach, te naciągane zwroty akcji już w prologu...
-___-]
W tym momencie Patryk opowiedział jej o tym, co się
parę godzin wcześniej stało. ~Nic wielkiego. Moje marzenie się
spełniło i tyle. :3~ Kiedy skończył, nastała cisza.
[
]
~
~
[JEST! Czekałam na ten gif! :3]
~:>~
Po chwili jednak zajęli się oni swoimi sprawami. |Jakby
nic się nie stało.| Katerin [Płonę ;-;] pozwoliła
zostać Patrykowi i Mateuszowi w jej domu, gdyż wiedziała, że ich domy zostały
zniszczone. ~Zawsze coś.~ Od teraz, musieli sobie
radzić...
|Ten wątek był tak nudny, że aż ściana odpadła.|
Tymczasem, w innym miejscu, na pokładzie statku
kosmicznego Grzegorza ~*<3*~ i Laury, po zniszczeniu
świata, cała czwórka ogromnie się nudziła. W pewnym momencie, Andromeda
spytała:
[- 📌<--- Wszystkich was zajebię pinezką!]
|X"DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD JEBŁEM|
- I co teraz? Świat jest już zniszczony, więc co
będziemy robić?
~*ZARAZ XDDD*~
- Hmm...No to teraz...ZNISZCZYMY WSZECHŚWIAT! ~*JEZU,
ZARAZ! XD*~ BUAHAHAHAHAHAHA! ~*Dobra, teraz mogę skoczyć z
okna. xD*~ ~Ja się tak zjebanie nie śmieję. :<~ ~*Wiemy.
Jesteś idealny. <3*~ [Swoją drogą, nie zdziwiłabym się, gdyby
Grzegorz chciał zniszczyć Wszechświat.] ~W sumie...Dobra myśl!
<3~ [Onie ;_;] ~:D~ - Powiedział
Grzegorz ze złowieszczym [*z złowieszczym] śmiechem.
- Ale to nie ma sensu! Nawet jak zniszczymy
Wszechświat, co jest prawie niemożliwe, to po czasie i tak my zginiemy! -
Rzekła Andromeda.
|Po pierwsze: Fajnie, że zaczęłaś myśleć.
Po drugie: My tylko czekamy na waszą śmierć.
Po trzecie: Nie psuj Grzegorzowi marzeń. Nie każdy
musi być normalny.
Po czwarte: Lol, wszystko jest możliwe.|
- Pierwszy raz się z nią zgodzę. To nie ma sensu! -
Odparła Laura.
~Szmata pieprzona.~
W tym momencie, Grzegorz zwrócił się do Laury:
[- 🐷 <--- Lol, znalazłem starą Andromedy.]
~*BOŻE
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*~
- Oj, skarbie...Co z tego, że to nie ma sensu. My i
tak nie zginiemy, [bo jesteśmy idealni,] co najwyżej oni. Poza
tym, zawsze chciałaś zobaczyć idealną pustkę, co nie?
~*Od tego naciągania dupa zaczęła mnie boleć.*~
- W sumie może i racja... - Odpowiedziała Laura.
~Kurwa, ale ja jestem zajebisty. <3~
~*Wiadomix*~
- No więc widzisz. - Rzekł Grzegorz, po czym zwrócił
się do Andromedy i Dawida |*Dejwida|:
- A wy - zapierdalać do roboty! Już!
- A-Ale... - Zaczął Dawid, |*Dejwid| jednak
Grzegorz nie dał mu dokończyć:
- JUŻ!!!
~*Kocham cię. <3*~
~Wieeem :D~
W tym momencie, Andromeda i Dawid |*Dejwid| poszli
do pracy, [To dziwnie brzmi w tym kontekście.] ~*Zgadzam
się.*~ gdyż nie chcieli narażać się Grzegorzowi. ~Przynajmniej
mieli funkcjonujący instynkt samozachowawczy.~ ~*CUD! \O/*~ Kiedy
zaś Grzegorz i Laura zostali sami, Grzegorz zablokował drzwi do kokpitu, gdyż
chciał zostać sam na sam z Laurą. |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~Och
no...Błagam -_-~ |xD| Kiedy natomiast już to zrobił,
zdjął swój kaptur, po czym usiadł koło Laury i objął ją. |( ͡° ͜ʖ ͡°)(
͡° ͜ʖ ͡°)| ~OGARNIJ SIĘ! -_-~ |Sorki :DDD| Chwilę
później, dziewczyna przytuliła się do niego. Chwilę później, nastała
cisza. ~*Jedyne, co było słychać, to zdania pojedyncze i powtórzenia.*~ Grzegorz
natomiast, w czasie trwania tej ciszy, zaczął sobie rozmyślać na różne
tematy, |Dużo myślisz w tych FanFiction.| ~Ktoś musi.~ |W
sumie... xD| przy okazji gładząc Laurę po głowie. Po paru sekundach,
westchnął on|iacz|. W tym momencie dziewczyna spytała:
~*💾 <--- Lol, widziałeś? Dyskietka mnie się objawiła!*~
[Jebłam xDDDD]
- Co tak wzdychasz?
- Zastanawiam się, jak głupim trzeba być, aby mnie
zabijać, wiedząc, że [błędów ortograficznych w opku się nie ogarnie.] i
tak wrócę. - Odpowiedział Grzegorz.
~Jedno z moich odwiecznych pytań. xD~
~*W sumie Patryk i Mateusz to kretyni, so...*~
~Ach, no tak. -_-~
- Widać Patryk i Mateusz są głupi od zawsze. Heh. -
Odparła Laura.
~*No właśnie.*~
- W 2009 roku ~*AAA!!! LICZEBNIK NAPISANY
NIE SŁOWNIE!!! UCIEKAMY!!!*~ |Ech... -_-| to może dla nich
miało sens, bo wtedy nie wiedzieli, że da się mnie wskrzesić, ale później to
już bez sensu. - Powiedział
[
]
|JEZU
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD|
- Widzisz. Nie wszyscy grzeszą inteligencją. -
Stwierdziła |JASNY CHUJ! Znowu profesjonalne słownictwo w opku!
OOO.OOO| ~*Nie może być! OOOO.OOOO*~
- W sumie racja. - Rzekł
Po tej rozmowie, posiedzieli oni jeszcze trochę w
ciszy, po czym Grzegorz założył kaptur i wraz z Laurą poszedł sprawdzić, jak
Dawidowi |*Dejwidowi| i Andromedzie szła budowa nowej
maszyny...
Po wyjściu z kokpitu, postali tam trochę patrząc,
jak dwójce szła budowa. A szła im dobrze, [bo byli idealni].
Więc, ~*Chujowo oddzielone zdania, nie ma co.*~ po paru
minutach, Grzegorz i Laura wrócili do kokpitu, gdyż stamtąd przyszli... |Ach,
te durne próby nabicia licznika słów...|
Tymczasem, Dawid |*Dejwid| i
Andromeda budowali nową maszynę. ~No shit, Sherlock.~ W
pewnym momencie, Andromeda rzekła:
[- 🗑 <--- Patrz, odnalazłam swój prawdziwy dom!]
|Pierdolnąłem xDDD|
- Kim on do cholery jest?
~*Chodzącym ideałem. <333*~
~Help ;_;~
- No właśnie nie wiadomo. Przecież nikt normalny, po
zniszczeniu Wszechświata długo by nie przeżył. A on i Laura... - Odpowiedział
Dawid |*Dejwid|
|Ogólnie wszyscy tu są idealni jak salceson.|
~TO PORÓWNANIE! XDDD~
|Zajebiste, czyż nie? xDDD|
- Wait! Przecież Laura jest normalnym ["Normalny" to
pojęcie względne.] człowiekiem! To jak mogłaby żyć ciągle po
zniszczeniu Wszechświata? - Spytała Andromeda
- No właśnie w tym problem, że nie wiem. Może to, że
tak długo jest z Grzegorzem jakoś na to wpłynęło. - Odpowiedział Dawid. |*Dejwid|
~Jebany stalker, wszystko podsłuchuje. Na stos!~
Po tej rozmowie, mimo wszystko, zaczęli oni
kontynuować budowę... [Jakby nic się nie stało.]
~*Koniec prologu.*~
[Dzięki Bogu, bo nic ciekawego tutaj się nie
działo.]
~*W samym opku niewiele się dzieje.*~
~<Płacze>~
___________________________________________________
ROZDZIAŁ I - BUDOWA NOWEJ MASZYNY
I NOWE NARZĘDZIE MORDU.
|CZEMU NAPIERDALAMY CAPS LOCKIEM?|
~*Bo rozdziały przepisuję z
zeszytu, a w nim tytuły są napisane wielkimi literami. W ostatnim rozdziale
będzie już normalnie.*~
~Dzięki Bogu, że chociaż tutaj nie
ma narracji pierwszoosobowej.~
~*Gdybym musiała znowu przepisywać
tak potężne rozdziały, to bym się nieźle wkurwiła na dawną siebie.*~
Kiedy zaś ~*orkan*~ ~Nosz...~ ~*xD*~ Grzegorz
i Laura nudzili się siedząc w kokpicie i czekając, aż Dawid |*Dejwid| i
Andromeda skończą budowę maszyny, w pewnym momencie, ni stąd, ni z owąd, [Po
pierwsze: Nie ma to jak błąd ortograficzny. Po drugie: Coś tu za dużo
przecinków.] Grzegorz zaśmiał się szyderczo. |Znów?| ~*Chyba
miał w pewnym sensie dobry dzień.*~ Laura, słysząc to, od razu
spytała:
- Co się tak śmiejesz?
~- Wpadłem na pomysł jak rozjebać tych wszystkich
idiotów, z którymi muszę dzielić miejsce w tym opku! - odpowiedziałem~
- Wpadłem na genialny pomysł, jak zabić Patryka,
Mateusza, Katerin [Płonę ;_;] i jeszcze parę innych ludzi,
którzy przeżyli. W ładowni [Gdzie?] ~*A chuj wie.*~ |Ale
wam się zrymowało. xD| ~*Ty, faktycznie. xD*~ mamy od
cholery robotów, ~*Jak wszyscy wiemy, Grzegorz jest idealny. <3*~ ~Help
;_;~ z którymi nie ma co zrobić. Wystarczy wystawić jednego na
Ziemię i kontrolując go, mordować innych, łącznie z Patrykiem, Mateuszem i
Katerin. |Umieram ;_;| - Odpowiedział Grzegorz.
- W sumie nie jest to taki zły pomysł. - Powiedziała
Laura.
~*Ale herbatka dobra!*~
|Wut? xD|
~*No co? xD Akurat piję dobrą herbatę. xD*~
~Zgaduję, że jakby była super dramatyczna sytuacja,
to też byś tak zareagowała. xD~
~*Zgadłeś xD*~
Po tej rozmowie, Grzegorz postanowił działać od
razu. Skierował więc swój pojazd w kierunku Ziemi i udał się do Polski, na
dawną ulicę główną, ~*Ja wiem, że chodzi o to zadupie pod Sosnowcem,
ale to zdanie zabrzmiało tak, jakby udał się na dawną ulicę główną tego
kraju.*~ niedaleko miejsca, w którym mieszkali Patryk, Mateusz i
Katerin... ~*Dobra, nie ważne. Jednak zostało to wyjaśnione. A tak w
ogóle: Zdycham. ;_;*~
Tymczasem, Dawid |*Dejwid| i
Andromeda w trakcie budowy maszyny, w pewnym momencie poczuli, że statek
kosmiczny, w którym byli, ruszył. ~*To zdanie jest w chuj długie. Czy
ja nie mogłam się nauczyć, że zdania nie powinny być ani za krótkie, ani za
długie?*~ [Wtedy nie miałaś mózgu.] ~*Ach, no tak.
;=;*~ Od razu wyjrzeli oni przez okienko, które tam było, gdzie
lecieli. [To zdanie mieć sens bardzo tak.] Okazało się, że w
kierunku Ziemi. W tym momencie, Andromeda spytała:
- Po co my lecimy, jak Ziemia jest już zniszczona, a
baza Grzegorza i Laury na 99.99% [Chryste, znowu liczebnik napisany nie
słownie. ;=;] ~*A poza tym, ta pierwsza część zdania zgubiła jedno
słowo.*~ już nie istnieje? ~Wy nic nie rozumiecie! Moja
baza jest tak zajebista, że przetrwa nawet koniec Wszechświata!~ |Jakiż
ty skromny. xD| ~Wiem xD~
- Nie wiem. ~*Ty nic nie wiesz?*~ |Weź
xD| ~*No co? xD*~ Grzegorz i Laura chyba wiedzą co robią,
nie? - Odpowiedział Dawid. |*Dejwid|
- No w sumie racja. Może mają coś ważnego dla nich
do załatwienia. ~Wsadzenie łba Patryka do turbosprężarki, a mordy
Mateusza do Wezuwiusza.~ |JEZU XDDD| -
Powiedziała dziewczyna. ~A ja myślałem, że obojnak.~
|
|
~*Ale w sumie coś w tym jest. xDDD Tak w ogóle, off
top: Jak dzisiaj na biologii pan nam mówił, a właściwie zrobił takie
przypomnienie, jak dziedziczy się płeć i doszedł do momentu, że kobieta ma
chromosomy XX, a mężczyzna XY, to zaczęłam się zastanawiać, jakie ma obojnak.
xD*~
[Ja pierdolę, Ramoninth, o czym ty myślisz na
biologii. xD]
~*No co? xD Mogłam zapytać. xD*~
|Chciałbym zobaczyć minę waszego nauczyciela, gdybyś
o to spytała. xDDD|
Po tej rozmowie, mimo wszystko, zaczęli kontynuować
to, co zaczęli, czyli budowę maszyny... [WIEMY!] ~*Ale
licznik słów...*~ [Boże ;===;]
W tym samym czasie, gdy Grzegorz i Laura dolecieli
nad dawną ulicę główną, znajdującą się niedaleko |Zadupia Górnego| miejsca,
w którym mieszkali Patryk, Mateusz i Katerin, ~;_;~ zatrzymali
się trochę nad Ziemią, po czym otworzyli drzwi ładowni ~Eee,
bagażnik pasowałby bardziej.~ ~*Ale musiałam pokazać, jaka
byłam fajna.*~ ~Nie mam słów. ;=;~ i wystawili
robota na powierzchnię. Po zrobieniu tego, ponownie wrócili do Wszechświata.
Gdy już byli w miejscu, w którym zwykle się zatrzymywali, ~*orkan*~ ~SPIERDALAJ!~ ~*:D*~ Grzegorz
włączył robota przez komputer, znajdujący się w kokpicie i rozpoczął nim masowe
czyszczenie Ziemi z ocalałych ludzi...
[
]
|BOŻE XDDD|
Tymczasem, na Ziemi, ci którzy przeżyli musieli
sobie radzić. Jedzenia i picia było bardzo mało, |Ciekawe, jak mieli
się mieszkańcy Afryki.| [Dead po jednym ciosie.] przez co
szczytem ~NATO~ szczęścia było znalezienie czegoś na
więcej niż jeden-dwa dni. ~Myślnik, won mie stąd!~ Na
dodatek, wszystkie choroby ~*Ebola i Ebola*~ jeszcze bardziej
rozpanoszyły |Idealne słowo do opowiadań, nie ma co.| się po
świecie oraz szybciej się mutowały, przez co ten, kto zachorował, najczęściej
kończył dwa metry pod ziemią, w trumnie ~*z gówna. A poza tym: Pożyczyć
odporność?*~.
Tak samo mieli Patryk, Mateusz i Katerin. |Help
;_;| Codziennie, na zmianę chodzili w poszukiwaniu jedzenia i
picia. |Grzegorza zjedzcie.| ~WYPIERDALAJ!~ ~*Ty,
a jakby tak zjedli Grzegorza, to czy by się wskrzesił?*~ ~Idź ty
spać, bo zaczynasz mieć głupie myśli. xD~ ~*Nie xD*~ Bardzo
rzadko udawało im się znaleźć coś, a jak już coś znaleźli, to w ich wypadku
starczało tylko na jeden dzień. |Dla trzech osób? To sporo żarcia
musieli znaleźć.| ~*W końcu są Mary Sue i Gary Stu, czyż
nie?*~
Tego dnia zaś, szukanie pożywienia i wody przypadło
na Katerin. ~<Rozpacza>~ Dziewczyna swoje
poszukiwania postanowiła zacząć od dawnej ulicy głównej. Udała się więc w jej
kierunku. Po znalezieniu się tam, zaczęła się rozglądać.
Z dawnej ulicy głównej niewiele zostało. Ziemia była
tam całkowicie zniszczona, gdyż to tam właśnie uderzyła asteroida i narobiła
najwięcej szkód. ~Lol, wszystko tam powinno być spalone.~ [Ale
to Opkolandia...] ~Niestety :<~ Prawie wszystkie
budynki były zniszczone. |W normalnym życiu wszystkie byłyby
rozjebane.| Z tylko nielicznych został sam szkielet, a z naprawdę
bardzo małej ilości pozostało to, co przed upadkiem asteroidy. ~JAKIM
JEBANYM CUDEM?!~ ~*Magia mojego dawnego niedojebania.*~ Nie
słychać było tam również, jak kiedyś, hałasu samochodów, śmiechu dzieci, czy
hałasu wydawanego przez ludzi. ~*W "Half-Life 2" rozwiązali
ten problem.*~ ~A poza tym, śmiechu dzieci. W
sensie ryku jak tankowiec zawijający do portu?~
~*
*~
[XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD]
Wiał
tam tylko wiat|e|r, a słońce świeciło zza pyłu oddanego do atmosfery
przez asteroidę...
Jednak, w pewnym momencie, Katerin [;____;] pośród
wiatru usłyszała ~ryk jak tankowiec zawijający do portu.~ ~*Przestań
xDDD*~ krzyk jakiegoś człowieka, a następnie strzał z działka
laserowego. Od razu, z czystej ~*głupoty*~ ciekawości udała
się w kierunku, z którego dochodził |szczał| strzał. Okazało
się, że dochodził spomiędzy dwóch ocalałych budynków. ~Nie
kwestionuję nieistniejącej logiki tego świata.~ Od razu ukryła się
on~o~a za jednym z nich i sprawdziła, co to był za hałas.
~A
zobaczyła tam...
~
[BOŻE XDDDDDDDDDDDDDDDDDD]
~Jeszcze nie bóg, ale pracuję nad tym. :>~
|Jesteś taki skromny. xD|
~Czyż nie? xD~
Pomiędzy blokami ujrzała ona zabitego człowieka.
Wyglądało, że zupełnie przed chwilą został uśmiercony. |JASNY CHUJ!
SYNONIM! OOO.OOO| ~*JEZU CHRYSTE! OOOO.OOOO*~ Nad nim zaś
stał wielki, metalowy, srebrny [chuj] |WYOBRAZIŁEM TO
SOBIE. XDDD| ~*Ciągle z tego brechtam. xDDD*~ ~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~ robot.
Widać było, że zamiast jednej mechanicznej ręki miał [nogę] ~*BOŻE
XDDD*~ zamontowane działko laserowe.
Widząc to, Katerin |<Płacze>| pomyślała:
["Czy ziemniaki są podstawą
Wszechświata?"]
|Jezu, Vego, co dziś się z tobą dzieje? xDDD|
[Nic xDDD]
"Skąd tu się wziął ten robot? Czyżby
to był robot
~*
*~
~JA
JEBE XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~
Grzegorza
i Laury? Eee...Raczej nie. ~Idiotka~ Chociaż...Kto
wie."
Po tym jednak, równie cicho zawróciła i powróciła do
szukania tego, po co przyszła. [Jakby nic dziwnego się nie stało.]
Kiedy zaś wróciła ~*zu Hause*~ |Kufa,
rozumiemy, jutro masz sprawdzian z niemieckiego, ale bez przesady. ;-;| ~*xD*~ do
domu, zastała Patryka i ~Patryka~ Mateusza, którzy
widząc ją, spytali:
[- Ziemniaki są?!]
- I co? Masz coś?
- Nie...Jak zwykle. - Odpowiedziała dziewczyna.
- Eh... - Westchnęli zrezygnowani Patryk i [Patryk] Mateusz.
Jednak, po tej rozmowie, usłyszeli oni zza drzwi
dźwięk strzelania z działka |lejzerowego| laserowego. Słysząc
to, Patryk spytał:
~- Czy ten dom był ubezpieczony?~
|Jakie priorytety. xD|
~Co nie? xDDD~
- A to co?
- Czekaj, wyjrzę przez wizjer. - Odpowiedziała
Katerin, ~;___;~ po czym podeszła do głównego wyjścia i
wyjrzała przez wizjer. Po zrobieniu tego, ujrzała tego samego robota, którego
spotkała na dawnej ulicy głównej. Widząc to, wróciła do mieszkania i rzekła:
~*To zdanie zostało źle zapisane.*~
[Jak wszystko w tym opku.]
- To ten sam robot, którego widziałam na dawnej
ulicy głównej. Taki, który wziął się z dupy |Jak wszystko w tym opku.| i
teraz morduje ludzi, którzy pozostali przy życiu.
- Skąd on się tu wziął i czyj on może być? - Spytał
Mateusz.
[On jest taki głupi, czy tylko udaje?]
~Jest~
|Współczuję wrogów.|
~Też wolałbym, aby mieli chociaż połowę mózgu.~
- Nie wiem, skąd się wziął, ale podejrzewam, że
należy do Grzegorza i Laury i, że jego głównym celem pobytu tutaj jest zabicie
NAS. - Odpowiedziała Katerin. |Oko mi płonie. ;_;|
~Jak to wydedukowałaś, Dziewczyno Z Źle Napisanym
Name?~
- W sumie to jest bardzo prawdopodobne. No
nic. ~xD Zabójczy robot dąży do rozpierdolenia nas. E tam!
Normalka!~ Teraz wystarczy nie wychodzić z domu, dopóki robotowi
się nie znudzi i sobie nie pójdzie. ~Cholera!~ -
Powiedział Patryk.
Po tej rozmowie, zajęli się oni swoimi
sprawami. ~*Jakby nic się nie stało.*~ Jednak, od teraz, nie
chcąc ryzykować życiem, nie wychodzili z mieszkania i z bloku. |Przynajmniej
instynkt samozachowawczy mieli.|
~*Koniec rozdziału.*~
~Dzięki Bogu, bo nudny był. Ile ich jeszcze
zostało?~
~*<Sprawdza> Trzy, z czego ostatni zawiera
narrację pierwszoosobową, gdyż mam jego oryginał na komputerze.*~
|Dobra, nie ma takiej tragedii jak w przypadku
pierwszej części.|
[Nawet nie przypominaj. ;_;]
~*Nie no, cholera! Oryginał drugiego też mam na
kompie!*~
|Dobrze, że nie w całym opku będzie ta durna
narracja.|
[Ech... :<]
___________________________________________________
Rozdział II – Dalsza budowa
maszyny i dziwne zachowanie robota.
|DUN DUN DUUUN~kierka~ Weź won z mojej kwestii! :< ~:D~|
Od teraz, Patryk, Mateusz i Katerin ~*Czemu
Google Chrome podkreśla to imię, a Word nie?*~ ~Pewnie z tego
samego powodu, dlaczego Word wreszcie, po wielu latach, przestał podkreślać
słowo "przebiegunowanie", a Google Chrome nadal to robi.
Chuj wie.~ musieli ciągle siedzieć w domu. Z bloku w ogóle nie
dało się wyjść. Robot ciągle tam był, a trójka wolała nie ryzykować
życiem. [Chociaż niewielki fragment mózgu mieli.] Przez to,
zaczynali oni nabierać większe podejrzenia, że robotowi zależało najbardziej na
NICH.
~
~
Któregoś dnia, zrezygnowany Patryk, spytał:
|👹 <--- Czy stary Andromedy raczy stąd wypierdalać?|
~*JEZU
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*~
- Czy ten robot raczy stąd wreszcie wypierdalać?
- Raczej nie. No, chyba, że by nas zabił. Czyli
nigdy. – Odpowiedział Mateusz.
~Jakiż on skromny... ;-;~
- Eh...Prędzej umrzemy tu z pragnienia i z głodu,
niż on nas zabije. – Powiedziała Katerin.
Lecz, w pewnym momencie, dało się słyszeć, że robot
pierwszy raz od kilkunastu dni powiedział:
~- Mam tu tacos!~
~*<Biegnie>*~
~Boże, jak ją łatwo przekupić żarciem. xD~
|Jak każdą kobietę. xD|
~*[<Dają wpierdol Slade'owi. :>]*~
|:<|
~xDDD~
- No chodźcie tu...Przecież nic wam nie
zrobię...Haha...
Jednak, głos robota był podobny do głosu
Grzegorza, ~Ja. Tak. Nie. GADAM, KURWA!~ jednak trochę
metaliczny. Słysząc to, Patryk rzekł:
- Tja...~*Deutsch?*~ To na pewno jest
JEGO robot.
- Eh...On nigdy nie da nam spokoju. Mam nadzieję, że
w końcu jego pomocnicy przejrzą na oczy i obrócą się przeciw niemu oraz zabiją
go i przy okazji Laurę. – Odparł Mateusz.
~*Proszę bardzo, macie spoiler zakończenia. Super,
co nie? -_-*~
~Spalcie mnie. ;_;~
- To byłoby zbyt piękne, aby było możliwe, jednak
nie ma rzeczy, których nie da się zrealizować. – Powiedziała Katerin.
|#Sens|
Po tej rozmowie, mimo wszystko, zaczęli oni szukać
sposobu, na zniszczenie robota i uwolnieniu się z aresztu domowego... ~Ło
ty chuj! Takie słownictwo w łopku? OOO.OOO~ |O.M.G OOOO.OOOO|
Tymczasem, w innym miejscu, Dawid |*Dejkurwawid|
~
~
[JEZU
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD]
i Andromeda ciągle budowali maszynę. Jednak, w
pewnym momencie, usłyszeli dochodzący z kokpitu głos Grzegorza, który mówił:
- No chodźcie tu...Przecież nic wam nie zrobię...Haha...
~Idę się zabić, zw. ;=;~
~*W twoim wypadku "zw" w
tym zdaniu bardzo pasuje. ;_;*~
~>:D~
W tym momencie, Andromeda pomyślała, że to o nich
chodzi. ~W sumie, o was też.~ Przeraziła się. Od razu
przysunęła się bliżej Dawida |*DEJWIDA! Nauczcie się poprawnie pisać
imię tego downa!| ~*x'D*~. Ten natomiast, objął ją. Po chwili
zaś, rzekł:
- Nie martw się, kochanie. To raczej nie o nas mowa.
A nawet jakby, to ja cię obronię[, bo jestem debilem.].
- Naprawdę? – Spytała z nadzieją w głosie
dziewczyna.
~- Nie, najchętniej sam bym cię zajebał, tępa
pizdoklepko. - odpowiedział zgodnie z prawdą chłopak.~
- Oczywiście. Zbyt cię |"|kocham|"|,
aby cię stracić. – Odpowiedział chłopak.
Po tych słowach, wiedziała ona, że będzie
bezpieczna. Chwilę później zaś, wrócili oni do kontynuowania budowy... [JAKBY
NIC SIĘ NIE STAŁO!!!]
W tym samym czasie, Laura, siedząc w kokpicie koło
Grzegorza pochłoniętego w całości przez komputer i przez możliwość kontroli
robota, ~Kocham siebie. <3~ którym zdalnie mordował
ludzkość, ~<3~ ~*Pomocy ;_;*~ |Boję
się go. Chociaż...Nie, w sumie nie. xD| ~Piona xD~ |✋ xD| ~*;___;*~ ~|:DDD|~ w
pewnym momencie usłyszała, jak mówił on:
- No chodźcie tu...Przecież nic wam nie
zrobię...Haha...
W tym momencie, dziewczyna nie wytrzymała.
Powiedziała:
- Grzegorz...
Jednak ten nie zareagował. Był zbyt pochłonięty
przez komputer. [Fragi w csie trzeba nabijać.] W tym momencie
dziewczyna krzyknęła:
- GRZEGORZ!!! ~*KURWA NO, PIWO SIĘ
NAGRZAŁO!*~
~- JASNY CHUJ, CO?! - krzyknąłem - MIAŁAŚ PILNOWAĆ
LODÓWKI, DZIWKO!~
|JEBŁEM
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD|
W tym momencie, wyłączył on mikrofon i krzyknął:
- Co?!
[Chujów sto.]
|Vego, błagam. xDDD|
[No co? xDDD]
- Ogarnij się! Jesteś zbyt pochłonięty przez ten
komputer! To tylko robot, do cholery! – Odpowiedziała Laura.
- Ty nie rozumiesz potencjału tej maszyny! Dzięki
niej mogę zrobić WSZYSTKO! Więc cicho bądź! ~Kocham siebie x2 <3~ –
Rzekł, po czym ponownie włączył mikrofon i powrócił do mordu.
Widząc to, Laura pomyślała:
„Jeszcze tego pożałujesz."
Po czym powróciła do nudzenia się...
W tym samym czasie, na ~Jowiszu~ ~*Z
chęcią wysłałabym tam tych downów.*~ Ziemi, Patryk, Mateusz i
Katerin [;_;] postanowili jakoś pozbyć się robota. Nie
wiedzieli jednak JAK. Zaczęli więc szukać jakieś broni w domu Katerin. Parę
minut później, znaleźli miotacz ognia. |O którym nie było NIC
wspomniane.| Katerin wzięła więc go, po czym wysunęła broń przez drzwi
i, jako iż robot był znacznie bliżej wejścia, nacelowała na niego po czym
włączyła broń. Chwilę później, robot zaczął się palić. Katerin zamknęła więc
drzwi, aby ogień nie dostał się do środka, [Lul, ogień powinien
sfajczyć drzwi i przy okazji jej krzywy ryj.] ~*Ale to opko...*~ [;=;] po
czym wraz z Patrykiem i Mateuszem zaczęli patrzeć przez okienko które było obok
drzwi, jak robot powoli się spalał. Gdy zaś się już doszczętnie spalił,
wiedzieli, że wreszcie będą mogli wychodzić z domu.
Nie wiedzieli jednak, że następne parę tygodni
przyniesie nieoczekiwane zmiany...
~*Kurwa, jebane spoilery.*~
W tym samym momencie, we Wszechświecie,
Grzegorz, [Co. Tu. Robi. PRZECINEK?!] w pewnym momencie
zobaczył, że w komputerze nagle zrobił się śnieżący ekran.
~A
może...
Nocą, chwilę po wyłączeniu? :D~
~*Nie ;_;*~
~:DDD~
Widząc to, zrozumiał, że Patryk, Mateusz i Katerin
zniszczyli mu robota. Po ujrzeniu tego, uderzył ręką w klawiaturę i krzyknął:
- KURWA ~JEGO PIERDOLONA JEBANA KURWA
MAĆ!!! No co? Jak przeklinamy, to na pełnych obrotach!~!
- Grzegorz, no! Ogarnij się w końcu! Ja też tu
jestem! W ogóle się mną nie interesujesz przez ten durny komputer! – Usłyszał
obok siebie wściekły głos Laury.
- No i co w związku z tym? – Spytał jeszcze wściekły
Grzegorz.
- Może to, że jak mnie [nie] kochasz,
to powinieneś |nie| interesować się także mną. To jest zwykła
maszyna, a ty zachowujesz się, jakby to był jakiś bóg, czy cholera wie co.
Jakby ten komputer był centrum Wszechświata. A ja tymczasem się nudzę i nawet
nie mam do kogo się odezwać! – Odpowiedziała dziewczyna.
W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko
dźwięk silników pojazdu. ~*Z których słychać było cicho puszczone hity
2014 roku.*~ W pewnym momencie, Grzegorz rzekł:
- W sumie...Może i masz rację...
- No. Mam nadzieję, że w końcu zrozumiałeś, że poza
komputerem też życie istnieje. – Powiedziała Laura.
Po tej rozmowie, dalej siedzieli oni w ciszy, czasem
tylko krótko o czymś rozmawiając...
~*Może o tym, jaka to w Polsce jest inwigilacja?*~
~Aż tak?~
~*No lolz, moja mama dwadzieścia lat temu kupiła
akcje ING, w życiu zmieniła miejsce zamieszkania trzy razy, kilka razy dowód i
numer telefonu. I tak bank ją znalazł. ;P*~
|Weź tu kredytu nie spłać. Znajdą cię nawet na
Jowiszu. xD|
~Jezu xD~
*Oczami ~*Boga Wszechmogącego*~ Grzegorza. ~*Na
jedno wychodzi.*~*
Kiedy tak kontrolowałem za pomocą tego komputera
robota, w pewnym momencie, jako iż zauważyłem, że Patryk, ~*Patryk*~ Mateusz
i ~*Patryk*~ Katerin |Byłyby jaja, jakby było trzech
Patryków. xD| nie zamierzają wyjść z mieszkania, pierwszy raz odkąd
postawiłem tego robota na |Marsie| Ziemi postanowiłem się nim
odezwać. Powiedziałem do nich:
~Mam tu chipsy!~
~*<Biegnie>*~
- No chodźcie tu...Przecież nic wam nie
zrobię...Haha...
Jednak, to nic nie dawało. ~NIE DZIWNE!~ Jednak,
w pewnym momencie, usłyszałem, że Laura powiedziała:
- Grzegorz...
Jednak nie zareagowałem. Nie chciałem tracić mojego
cennego czasu na rozmowę z nią. |Skurwiel. Lubię cię! :D| ~Wiem
:D~ Byłem zbyt pochłonięty przez komputer. W tym momencie,
usłyszałem, że dziewczyna krzyknęła:
- GRZEGORZ!!!
~- ZAMKNIJ RYJ, SZMATO!!! - odkrzyknąłem~
W tym momencie, wyłączyłem mikrofon i krzyknąłem:
- Co?!
- Ogarnij się! Jesteś zbyt pochłonięty przez ten
komputer! To tylko robot, do cholery! – Odpowiedziała Laura.
Te kobiety. One nigdy nie zrozumieją piękna
technologii. |Lubię cię.| ~Wiem, bo jestem fajny.
xD~ Po chwili zaś, rzekłem:
- Ty nie rozumiesz potencjału tej maszyny! Dzięki
niej mogę zrobić WSZYSTKO! Więc cicho bądź! ~Kocham siebie x3~
Po czym ponownie włączyłem mikrofon i powróciłem do
mordu...
Jednak, w pewnym momencie zabawy, zobaczyłem, że w
komputerze nagle zrobił się ~Charakterystycznie biały.~ ~*Przestań!
;___;*~ ~:D~ śnieżący ekran. Widząc to,
zrozumiałem, że Patryk, Mateusz i Katerin zniszczyli mi robota. Moją zabawkę.
Zniszczyli mi władze, którą sprawowałem nad nimi. Dzięki temu byłem ich panem
życia i śmierci. ~Kocham siebie. x5~ Wściekłem się. Po
ujrzeniu tego, uderzyłem ręką w klawiaturę i krzyknąłem:
~- KURWA PIERDOLONA JEBANA W DUPĘ MAĆ!~
[Ło Jezu, bez nerwów. ;=;]
~No co? Każdy normalny Polak by tak krzyknął. :3~
- KURWA!
- Grzegorz, no! Ogarnij się w końcu! Ja też tu
jestem! W ogóle się mną nie interesujesz przez ten durny komputer! – Usłyszałem
obok siebie wściekły głos Laury.
- No i co w związku z tym? – Spytałem jeszcze
wściekły.
- Może to, że jak mnie |nie| kochasz,
to powinieneś ~*nie*~ interesować się także mną. To jest
zwykła maszyna, a ty zachowujesz się, jakby to był jakiś bóg, czy cholera wie
co. Jakby ten komputer był centrum Wszechświata. A ja tymczasem się nudzę i
nawet nie mam do kogo się odezwać! – Odpowiedziała [szmata] dziewczyna.
W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko
dźwięk silników pojazdu|, z których wydobywała się nuta "Tsunami".|.
Może rzeczywiście...Może przesadzałem. Przecież rzeczywiście, ja ją
kocham... [O, siema zmiano czasu! Dawno cię nie było!] W
pewnym momencie, rzekłem:
- W sumie...Może i masz rację...
- No. Mam nadzieję, że w końcu [nie] zrozumiałeś,
że poza komputerem też życie ~nie~ istnieje. –
Powiedziała Laura.
Po tej rozmowie, dalej siedzieliśmy w ciszy, czasem
tylko krótko o czymś rozmawiając...
*Oczami Laury.*
Odkąd Grzegorz zaczął kierować tym robotem, w ogóle
nie zwracał na mnie uwagi. Czułam się tak, jakbym nic go nie obchodziła. ~Ale
masz opóźniony zapłon.~ Ciągle był pochłonięty przez ten swój
komputer. Jednak, któregoś dnia, siedząc w kokpicie koło Grzegorza
pochłoniętego w całości przez komputer i przez możliwość kontroli robota, [WIEMY,
KOFA!] którym zdalnie mordował ludzkość, w pewnym momencie usłyszałam,
jak mówił on:
~Mam tu pizze!~
~*<Biegnie>*~
~Lol, nic ci nie dam. :D~
~*😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭*~
- No chodźcie tu...Przecież nic wam nie
zrobię...Haha...
W tym momencie, nie wytrzymałam. Powiedziałam:
- Grzegorz...
Jednak ten nie zareagował. Był najwidoczniej zbyt
pochłonięty przez komputer. |<Ziew>| W tym momencie
krzyknęłam:
- GRZEGORZ!!!
~- MORDA! - odkrzyknąłem~
W tym momencie, wyłączył on mikrofon i krzyknął:
- Co?!
- Ogarnij się! Jesteś zbyt pochłonięty przez ten
komputer! To tylko robot, do cholery! – Odpowiedziałam
- Ty nie rozumiesz potencjału tej maszyny! Dzięki
niej mogę zrobić WSZYSTKO! Więc cicho bądź! ~Wspominałem, że kocham
siebie?~ ~*Jakieś pięć razy.*~ ~To dobrze. :3~
– Rzekł, po czym ponownie włączył mikrofon i powrócił do mordu.
On nie rozumiał, że się uzależnił! Poza komputerem i
robotem życia nie widział! A tymczasem, ja, obok cicho cierpiałam...
~<3~
Jednak, widząc to, pomyślałam:
„Jeszcze tego pożałujesz."
Po czym powróciłam do nudzenia się...
Jednak, któregoś dnia, siedząc w ciszy, w pewnym
momencie zobaczyłam, że w komputerze Grzegorza nagle zrobił się śnieżący ekran. ~~*WYJDŹ!
;_;*~ Ej! To moja kwestia! ~*:D*~~ Widząc
to, zrozumiałam, że Patryk, Mateusz i Katerin zniszczyli mu robota.
Jednak, ~*orkan*~ ~Nosz...~ Grzegorz, po ujrzeniu
tego, uderzył ręką w klawiaturę i krzyknął:
- KURWA!
Nie wytrzymałam. Po chwili krzyknęłam z
wściekłością:
- Grzegorz, no! Ogarnij się w końcu! Ja też tu
jestem! W ogóle się mną nie interesujesz przez ten durny komputer!
- No i co w związku z tym? – Spytał jeszcze
wściekły ~*orkan*~ ~Ech... ;-;~ Grzegorz.
- Może to, że jak mnie [nie] kochasz,
to powinieneś ~nie~ interesować się także mną. To jest
zwykła maszyna, a ty zachowujesz się, jakby to był jakiś bóg, czy cholera wie
co. Jakby ten komputer był centrum Wszechświata. A ja tymczasem się nudzę i
nawet nie mam do kogo się odezwać! – Odpowiedziałam
W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko
dźwięk silników pojazdu~*, z których wydobywało się ciche "TOCA
TOCA TOCA!"*~. W pewnym momencie, Grzegorz rzekł:
- W sumie...Może i masz rację...
- No. Mam nadzieję, że w końcu zrozumiałeś, że poza
komputerem też życie [nie] istnieje. – Powiedziałam
Po tej rozmowie, dalej siedzieliśmy w ciszy, czasem
tylko krótko o czymś rozmawiając...
*Oczami Dawida |*Dejwida|.*
Przez ten cały czas, ja i Andromeda budowaliśmy tą
cholerną maszynę. Jednak, w pewnym momencie budowy, usłyszeliśmy dochodzący z
kokpitu głos Grzegorza, który mówił:
~- Mam tu frytki!~
~*<Biegnie>*~
- No chodźcie tu...Przecież nic wam nie
zrobię...Haha...
W tym momencie, Andromeda najprawdopodobniej
pomyślała, że to o nas chodzi, gdyż |była debilką, ale to szczegół,| z
przerażeniem przysunęła się bliżej mnie. Widząc to, objąłem ją. Po chwili zaś,
rzekłem:
- Nie martw się, ~pizdo jebana~ kochanie.
To raczej nie o nas mowa. A nawet jakby, to ja cię obronię.
- Naprawdę? – Spytała z nadzieją w głosie
dziewczyna.
~- Nie. Po prostu lubię okłamywać tępe pizdy. -
odpowiedziałem zgodnie z prawdą.~
- Oczywiście. Zbyt cię [nie] kocham,
aby cię stracić. – Odpowiedziałem
No przecież nie mógłbym stracić ukochanej! Bez niej,
to nie życie! ~Uwierz, Dawidku. Bez niej życie jest znacznie
lepsze.~ Jednak, chwilę później zaś, [To "zaś" tu
nie pasuje.] wróciliśmy do kontynuowania budowy...
*Oczami [Tępej Pizdoklepki] Andromedy.*
Przez ten cały czas, ja i Dawid |*Dejwid| budowaliśmy
tą przeklętą maszynę. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy dochodzący z
kokpitu głos Grzegorza, który mówił:
~- Mam tu naleśniki!~
|NALEŚNIKI?!|
~Boże, czemu wy dajecie się przekupić żarciem. xD~
~*Mam tu broń atomową!*~
~GDZIE, GDZIE, GDZIE?!~
~*Haha xDDD*~
~Ej no! :<~
~*:D*~
- No chodźcie tu...Przecież nic wam nie
zrobię...Haha...
W tym momencie, pomyślałam, że to o nas chodzi~*,
bo byłam idiotką.*~. Przeraziłam się. Od razu przysunęłam się bliżej
Dawida |*Dejwida|. Ten natomiast, objął mnie. Po chwili zaś, rzekł:
- Nie martw się, kochanie. To raczej nie o nas mowa.
A nawet jakby, to ja cię obronię.
- Naprawdę? – Spytałam z nadzieją w głosie.
~- Lol, nie. Lubię okłamywać debili. - odpowiedział~
- Oczywiście. Zbyt cię kocham, aby cię stracić. –
Odpowiedział chłopak.
Po tych słowach, wiedziałam, że będę bezpieczna.
Chwilę później zaś, wróciliśmy do kontynuowania budowy...
*Oczami Patryka.*
Od teraz, ja, ~ja~ Mateusz
i ~*ja*~ |xDDD| Katerin musieliśmy ciągle siedzieć
w domu. Z bloku w ogóle nie dało się wyjść. Robot ciągle tam był, a my
woleliśmy nie ryzykować życiem. [Przynajmniej mieliście instynkt
samozachowawczy.] Przez to, zaczynaliśmy nabierać większe
podejrzenia, że robotowi zależało najbardziej na NAS|A|.
Któregoś dnia, zrezygnowany, spytałem:
~*- 🐷 <--- Czy stara Andromedy wreszcie stąd
pójdzie?*~
[JEZU
x"DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD]
- Czy ten robot raczy stąd wreszcie wypierdalać?
- Raczej nie. No, chyba, że by nas zabił. Czyli
nigdy. – Odpowiedział Mateusz.
|Jakiż on skromny...|
- Eh...Prędzej umrzemy tu z pragnienia i z głodu,
niż on nas zabije. – Powiedziała ~*Dziewczyna Z Źle Napisanym Name.*~ Katerin.
Lecz, w pewnym momencie, dało się słyszeć, że robot
pierwszy raz od kilkunastu dni powiedział:
~- Mam tu bigos!~
~*...*~
~Cholera!~
~*:D*~
- No chodźcie tu...Przecież nic wam nie
zrobię...Haha...
Jednak, głos robota był podobny do głosu Grzegorza,
jednak trochę metal[urg]iczny. Słysząc to, rzekłem:
- Tja...~*Mutti, schau! Ich spreche Deutsch!*~ To
na pewno jest JEGO robot.
- Eh...On nigdy nie da nam spokoju. ~No
co? Muszę wsadzić czyjąś mordę do turbosprężarki, a wy jesteście idealnymi
obiektami testowymi!~ |Wielbię cię. xD| Mam nadzieję,
że w końcu jego pomocnicy przejrzą na oczy i obrócą się przeciw niemu oraz
zabiją go i przy okazji Laurę. – Odparł Mateusz.
~*Ach, te spoilery...*~
- To byłoby zbyt piękne, aby było możliwe, jednak
nie ma rzeczy, których nie da się zrealizować. – Powiedziała Katerin.
Po tej rozmowie, mimo wszystko, zaczęliśmy szukać
sposobu, na zniszczenie robota i uwolnieniu się ~*od lekcji
filozofii.*~ z aresztu domowego...
Zaczęliśmy więc szukać jakieś broni w domu Katerin.
Parę minut później, znaleźliśmy miotacz ognia|, o którym nigdzie wcześniej
nie wspominaliśmy, bo po chuj.|. Katerin wzięła więc go, po czym wysunęła
broń przez drzwi i, jako iż robot był znacznie bliżej wejścia, [co
zostało specjalnie zrobione, a co,] nacelowała na niego po czym
włączyła broń. Chwilę później, robot zaczął się palić. Katerin zamknęła więc
drzwi, aby ogień nie dostał się do środka, |to nic, że powinien
schajcować drzwi,| po czym wraz ze mną i ~*ze mną*~ Mateuszem
zaczęliśmy patrzeć przez okienko które było obok drzwi, jak robot powoli się
spalał. Gdy zaś się już doszczętnie spalił, wiedzieliśmy, że wreszcie będziemy
mogli wychodzić z domu.
Nie wiedzieliśmy jednak, że następne parę tygodni
przyniesie nieoczekiwane zmiany...
|Kurwa, jak mnie te spoilery wkurwiają.|
~*Nie tylko ciebie.*~
*Oczami Mateusza.*
Od teraz, ja, ~ja~ Patryk
i |ja| Katerin musieliśmy ciągle siedzieć w domu. Z bloku w
ogóle nie dało się wyjść. Robot ciągle tam był, a my woleliśmy nie ryzykować
życiem[, gdyż zachował się w nas szczątkowy instynkt samozachowawczy.].
Przez to, zaczynaliśmy nabierać większe podejrzenia, że robotowi zależało
najbardziej na NAS[A].
Któregoś dnia, zrezygnowany Patryk, spytał:
~- 🔏<--- Na chuj mi kłódka z piórem?~
- Czy ten robot raczy stąd wreszcie wypierdalać?
- Raczej nie. No, chyba, że by nas zabił. Czyli
nigdy. – Odpowiedziałem
[Ależ ty skromny...]
- Eh...Prędzej umrzemy tu z pragnienia i z głodu,
niż on nas zabije. – Powiedziała Katerin. ~*Oczy mi płoną. ;_;*~
Lecz, w pewnym momencie, dało się słyszeć, że robot
pierwszy raz od kilkunastu dni powiedział:
~- Mam tu lody.~
~*|[<Biegną>]|*~
- No chodźcie tu...Przecież nic wam nie
zrobię...Haha...
Jednak, głos robota był podobny do głosu Grzegorza,
jednak trochę metaliczny. Słysząc to, Patryk rzekł:
-
Tja...~*Deutschland, Deutschland, über alles, über alles in der Welt!*~ To na pewno jest JEGO robot.
- Eh...On nigdy nie da nam spokoju. Mam nadzieję, że
w końcu jego pomocnicy przejrzą na oczy i obrócą się przeciw niemu oraz zabiją
go i przy okazji [te wszystkie spoilery.] Laurę. – Odparłem
- To byłoby zbyt piękne, aby było możliwe, jednak
nie ma rzeczy, których nie da się zrealizować. – Powiedziała Katerin.
Po tej rozmowie, mimo wszystko, zaczęliśmy szukać
sposobu, |Przecinek, GTFO!| na zniszczenie robota i uwolnieniu
się z aresztu domowego... ~Ciągle zachwyca mnie takie słownictwo w
łopkach. ;'-)~
Zaczęliśmy więc szukać jakieś broni w domu Katerin.
Parę minut później, znaleźliśmy miotacz ognia~*, o którym wcześniej nie
wspominaliśmy.*~. Katerin wzięła więc go, po czym wysunęła broń przez drzwi
i, jako iż robot był znacznie bliżej wejścia, nacelowała na niego po czym
włączyła broń. Chwilę później, robot zaczął się palić. Katerin zamknęła więc
drzwi, aby ogień nie dostał się do środka, |co z tego, że powinien nam
sfajczyć drzwi,| po czym wraz ze mną i ~ze mną~ Patrykiem
zaczęliśmy patrzeć przez okienko które było obok drzwi, jak robot powoli się
spalał. Gdy zaś się już doszczętnie spalił, wiedzieliśmy, że wreszcie będziemy
mogli wychodzić z domu.
Nie wiedzieliśmy jednak, że następne parę tygodni
przyniesie nieoczekiwane zmiany...
|Spoilery, won!|
*Oczami ~*Dziewczyny Z Źle Napisanym Name.*
Katerin.*
Od teraz, ja, |ja| Patryk i [ja] Mateusz
musieliśmy ciągle siedzieć w domu. Z bloku w ogóle nie dało się wyjść. Robot
ciągle tam był, a my woleliśmy nie ryzykować życiem~*, bo skromna natura
dała nam chociaż instynkt samozachowawczy.*~. Przez to, zaczynaliśmy
nabierać większe podejrzenia, że robotowi zależało najbardziej na NAS~A~.
Któregoś dnia, zrezygnowany Patryk, spytał:
|- 🕳 <--- Na cholerę nam dupa Andromedy?|
~
~
- Czy ten robot raczy stąd wreszcie wypierdalać?
- Raczej nie. No, chyba, że by nas zabił. Czyli
nigdy. – Odpowiedział Mateusz.
|Ach, ta skromność.|
- Eh...Prędzej umrzemy tu z pragnienia i z głodu,
niż on nas zabije. – Powiedziałam
Lecz, w pewnym momencie, dało się słyszeć, że robot
pierwszy raz od kilkunastu dni powiedział:
~- Mam tu budyń.~
~*<Biegnie>*~
- No chodźcie tu...Przecież nic wam nie
zrobię...Haha...
Jednak, głos robota był podobny do głosu Grzegorza,
jednak trochę metal|urg|iczny. Słysząc to, Patryk rzekł:
- Tja...~*Ja, ich auch liebe Deutsch und
Deutschland! <3*~ To na pewno jest JEGO robot.
- Eh...On nigdy nie da nam spokoju. Mam nadzieję, że
w końcu jego pomocnicy przejrzą na oczy i obrócą się przeciw niemu oraz
zabiją [spoilery] go i przy okazji Laurę. – Odparł Mateusz.
- To byłoby zbyt piękne, aby było możliwe, jednak
nie ma rzeczy, których nie da się zrealizować. – Powiedziałam |#Sens|
Po tej rozmowie, mimo wszystko, zaczęliśmy szukać
sposobu, na zniszczenie robota i uwolnieniu się z aresztu domowego... ~Napawajmy
się widokiem takiego słownictwa. <3~
Zaczęliśmy więc szukać jakieś broni w moim domu.
Parę minut później, znaleźliśmy miotacz ognia~*, o którym nigdy wcześniej
nie było mowy.*~. Wzięłam więc go, po czym wysunęłam broń przez drzwi i,
jako iż robot był znacznie bliżej wejścia, [bo imperatyw narracyjny tak
chciał,] nacelowałam na niego po czym włączyłam broń. Chwilę później,
robot zaczął się palić. Zamknęłam więc drzwi, aby ogień nie dostał się do
środka, ~to nic, że powinien nam spalić drzwi,~ po czym
wraz z Patrykiem i Mateuszem zaczęliśmy patrzeć przez okienko które było obok
drzwi, jak robot powoli się spalał. Gdy zaś się już doszczętnie spalił,
wiedzieliśmy, że wreszcie będziemy mogli wychodzić z domu.
Nie wiedzieliśmy jednak, że następne parę tygodni
przyniesie nieoczekiwane zmiany...
~*Won mie z tymi spoilerami!*~
~*A w ogóle: Jeszcze tylko dwa rozdziały do końca i
jeden z nich nie ma narracji pierwszoosobowych! <3*~
|Dobra, przetrwamy to.|
___________________________________________________
ROZDZIAŁ III - CHOROBA I ODBUDOWA
ŚWIATA.
Po rozprawieniu się z robotem, pierwszy tydzień
wyglądał normalnie. [Względnie, no bo w końcu trzeba było walczyć o
przeżycie.] Patryk, Mateusz i Katerin, jak dawniej na zmianę chodzili
i szukali |Mózgu| [Jak można znaleźć coś, co w ich wypadku
nie istnieje?] |Ach, no tak. ;==;| jedzenia i picia.
Najczęściej nic nie znajdowali, jednak cuda się zdarzały. ~*Cud dnia
dzisiejszego: Nie było pani od chemii.*~ Lecz... |DAM DAM
DAAAM~kierka~ Damkierka? xDDD ~No co?
xDDD~|
Od drugiego tygodnia dało się zauważyć, że z ~*Dziewczyną
Z Źle Napisanym Name*~ Katerin działo się coś złego. Całe dnie
chodziła w bluzach i swetrach, nawet gdy było ciepło, [jak w piecu] bo
jej po prostu cały czas było zimno. Czasem całe dnie leżała okryta kołdrami i
kocami. Na dodatek nie miała apetytu. |Nie kłam. Naleśniki każdy
wpierdoli.| Także była cała blada ~Kopiara~ i
bolało ją wszystko. |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Och, no...*~ Miała
również wysoką [dupę] ~*BOŻE
X"DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*~ |WYOBRAZIŁEM
TO SOBIE. XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD| ~JEZU XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~ temperaturę
i z każdym dniem coraz bardziej chudła. ~<Skanduje> U-mrzyj!
U-mrzyj!~ ~*Nie umrze.*~ ~<Płacze>~ Całe
dnie męczył ją ~*K*~katar i kaszel.
Po tygodniu dało się zobaczyć, co choroba zrobiła
z ~*Dziewczyną Z Źle Napisanym Name.*~ Katerin. Była ona
wychudzona. Na dodatek wyglądała na umierającą. |Na umierające
wyglądają zdania złożone.| Nie miała na nic sił. Wiedziała już, że w
każdej chwili mogła umrzeć. [To byłoby zbyt piękne.] Nie
chciała tego, jednak prawie niemożliwe było, aby przeżyła. ~Ale była
Mary Sue, dlatego przeżyła.~
Mimo wszystko, Patryk i [Patryk] Mateusz
opiekowali się nią najlepiej [*najgorzej] jak umieli. Mimo to,
wiedzieli, że na 99% ~*AAA!!! LICZEBNIK NAPISANY NIE SŁOWNIE!!! DO
SCHRONU!!!*~ |-_-| to nic nie da i Katerin opuści ten
świat. Któregoś dnia, Mateusz nawet spytał:
~*- Lubisz ziemniaki?*~
|Najlepsze pytanie, jakie można zadać w takiej
sytuacji. xD|
- Jak myślisz - ~Co tu robi myślnik?~ ~*Egzyści*~ czy
ona przeżyje?
- Są bardzo małe szanse...Istnieje większe
prawdopodobieństwo, że umrze, ale przecież cuda się zdarzają. ~*Nic nie
spoilerujący spoiler: Przeżyje.*~ - Odpowiedział Patryk.
Po tej rozmowie, zaczęli oni dalej pomagać Katerin.
Jednak, nie mieli oni nadziei na to, że dziewczyna przeżyje. Lecz...
Któregoś dnia, ~"~o dziwo~"~ zaczęła
się lepiej czuć. Zdziwiło ją to, gdyż była pewna, że to już jej koniec. ~*My
tylko na to czekaliśmy.*~ Mimo wszystko, z każdym dniem czuła się
coraz lepiej. Aż któregoś dnia, mogła wreszcie normalnie wstać i wykonywać
codzienne czynności. Po wyzdrowieniu zaś, powiedziała do Patryka i |Patryka| Mateusza:
- Dziękuję wam za to, że mi pomagaliście...
- Oj, nie ma za co. - Rzekli Patryk i Mateusz.
Od tego momentu ich życie zaczęło wyglądać tak jak
zwykle. Jednak... |DAM DAM DAAAM!|
Dwa tygodnie po wyzdrowieniu Katerin, ci ludzie,
którzy przeżyli upadek asteroidy, uznali, że ~*W tym zdaniu jest za
dużo przecinków.*~ tak dalej nie może być. Postanowili na nowo
odbudować świat. ~*ZA MOMENT! XDDD*~ Zaczęli więc od
zaraz. |"|O dziwo,|"| mimo iż świat jest
duży, odbudowa zajęła im ledwo parę miesięcy.
|
Czy oni mieli jebane portale?|
Po odbudowaniu naszej planety i ponownym jej
zaludnieniu, wszystko wróciło do normy...
~*Koniec rozdziału.*~
|Ło cholera, tak szybko? O.O|
~*Tak. Ten rozdział był najkrótszy. Ale dobra, mnie
się już nie chce dzisiaj analizować dalej.*~
~Nie tylko tobie...~
___________________________________________________
Rozdział IV – Niespodziewane
zdarzenie i nowe życie.
~*Wiecie co? Ten rozdział jest
chujowy, ale jakoś tak dziwnie go lubię...*~
|O.M.G! Ramoninth, przecież to
jest opko!|
~*No wiem, ale jakiś taki sentyment
mam do tego rozdziału.*~
~<Mierzy Ramoninth
temperaturę.> Nie no, zdrowa jest. O.o~
~*Ech... -_-*~
Tymczasem, Dawid |*Dejwid| i
Andromeda ciągle przebywali na statku kosmicznym ~*Jednego z moich
sensów życia. <3*~ ~Ty to ogólnie wiele masz tych sensów
życia.~ ~*Tylko ich nie wymieniaj, bo czytelników zanudzisz.
;P*~ Grzegorza. Nudzili się okropnie, gdyż skończyli już budować
maszynę, a nie kazano im na razie jej włączać. ~Hehe :D~ Rozmawiali
więc ze sobą na różne tematy. Lecz, w pewnym momencie, ujrzeli, że na ekranach,
które były w pojeździe i, [o których wcześniej nie było mowy,] które
najprawdopodobniej były po to, aby zapchać wolną przestrzeń, gdyż pokazywały
wszystko (dosłownie: WSZYSTKO), ~*Nawet ceny ziemniaków na bałuckim
rynku?*~ ~Jak wszystko, to wszystko.~ [Ej, tak w
ogóle, to co to jest bałucki rynek?] ~*<Sprawdza w Google, bo
też nie wie.> Hala Targowa Bałucki Rynek. Tak się nazywa po prostu.*~ [Aaa,
ok.] pojawił się aktualny stan Ziemi. Okazało się, że została ona już
odbudowana. Widząc to, Andromeda rzekła:
[- 🌍<--- Ty patrz. Na Ziemi jest tylko Afryka, Europa i
kawałek Azji!]
~*Przynajmniej my na niej jesteśmy. xD*~
- A nagrodę ~*najbardziej patologicznego
kraju wygrywa Turcja. Dziękujemy, won ze świata.*~ [?] ~*Pani
na geografii nam mówiła, że tam można spalić kobietę. Teoretycznie są kary, ale
praktycznie...*~ [;______________;] ~*Właśnie ;_;*~ najszybszych
ludzi świata wygrywają...
- No, rzeczywiście, szybcy są. Przecież asteroida
uderzyła około 2 – 3 miesięcy temu, a oni już świat odbudowali. – Powiedział
Dawid |*Dejwid|.
W tym samym czasie, Grzegorz i Laura, którzy
siedzieli w kokpicie i |lennyfaceowali się.| ~JEZU
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~ czekali
na odpowiedni moment, aby zniszczyć Wszechświat, usłyszeli rozmowę Dawida |*Dejwida| i |Dejwida| Andromedy.
Słysząc to, ~*orkan*~ ~-_-~ Grzegorz
wściekł się. Chwilę później, rzekł:
- Co kurwa?! Ja zapierdolę tych skurwysynów! Psują
mi moje plany! No, ale mniejsza. Zniszczymy Wszechświat i nic nam w tym nie
przeszkodzi!
~Kocham siebie x6 <3~
|Jesteś bardzo skromnym człowiekiem. xD|
~Wieeem xD~
Po czym wraz z Laurą wyszedł do głównej części
pojazdu i powiedział do swoich pomocników:
|- Kupcie ziemniaki na frytki. Mogą też być od razu
frytki z McDonald's, ale jak dadzą ketchup, to zajebcie.|
~*Mam zajebisty pomysł na one-shota. xD*~
~Wyobrażam to sobie. XD~
– OK. Więc teraz włączcie tą [*tę] maszynę.
- Przypominam, że to nie ma sensu! Kto normalny
chciałby niszczyć Wszechświat? – Rzekła Andromeda.
~☝~
|(G)Andzia pytała, kto normalny.|
~No ja.~
|Czego w słowie "normalny" nie rozumiesz? xD|
~<------------------------- Drogowskaz do drzwi.~
|Tam są okna.|
~O to chodzi. :D~
- A cholera mnie to obchodzi, czy to ma sens, czy
nie! To ja tu decyduję! No, ale cóż. Jak chcesz wcześniej zginąć, to nie ma
problemu. ~*Kocham cię.*~ ~:>~ [A
poza tym, co ty taki nerwowy w tym rozdziale?] ~No, bo ta dziwka
protestuje!~ |Fakt, Andromedę należy zajebać.| –
Powiedział Grzegorz, po czym chciał strzelić dezintegratorem w Andromedę.
Dziewczyna, widząc to, była przerażona. Wiedziała,
że zaraz zginie. Jednak, w pewnym momencie, ujrzała na miejscu Grzegorza jasne
światło. Gdy zaś zgasło ono, w miejscu, w którym przed chwilą stał Grzegorz,
teraz nie było nikogo.
~*
Niby wiem, że i tak wróci, ale... ;"-(*~
~Pierwszy raz ktoś opłakuje moją śmierć. ;'-)~
Andromeda wiedziała już, że to Dawid |*Ten
Chuj Jebany.| [<W szkole.> Ten Chuj Jebany, do odpowiedzi!]
~
~
~*Kufa, limit zdjęć zaraz wypierdoli.*~
[Nie chce mnie się przerzucać na drugą część, więc
musimy zacząć je oszczędzać.]
~*Mnie też się nie chce.*~
ją uratował. Od razu podbiegła ona do niego i
przytuliła się do swojego [chuja] |JEZU CHRYSTE, JEBŁEM
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD| ~WYOBRAZIŁEM
TO SOBIE.
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~ ~*MATKO
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*~ [:D] wybawcy.
On natomiast, jedną ręką |wylennyfaceował ją| ~BOŻE
XDDD~ objął ją, a drugą wycelował dezintegratorem w kierunku
Laury...
Widząc to, Laura była bezsilna. Nie miała ona przy
sobie żadnej broni [A te dwa dezintegratory z pierwszej części?] ~*Uciekły
z tego domu wariatów.*~ oraz nie miała żadnych nadprzyrodzonych
zdolności, którymi mogłaby się obronić. Umiała tylko czytać w myślach, ale w
chwili obecnej, ta umiejętność była bezużyteczna. Zaś jedyna osoba, która
mogłaby obronić dziewczynę, właśnie została zabita przez Dawida |*Dejwida
Koperfilca|.
Chwilę później zaś, Dawid |*Dejwid| wystrzelił
z dezintegratora w kierunku Laury. Ta, widząc to, od razu odbiła promień swoim
metalowym zegarkiem na rękę. ~Skubana! Powiedziałbym, że ją lubię,
ale to Mary Sue.~ Promień zaś, zaczął lecieć w kierunku
Dawida |*Dejwida|. Ten natomiast, odbił go swoją bronią w kierunku
Laury. [Kurwa, jak siatkówka. xD] ~Rosyjska ruletka,
wersja: Siatkówka.~ Lecz, tym razem, dziewczynie nie udało się
obronić, przez co została trafiona promieniem i po paru sekundach na jej
miejscu nie było już niczego [Krzysztof Kononowicz Mode: ON] ani
nikogo.
Po pozbyciu się dwóch zagrożeń, Dawid |*Dejfit|,
przeczuwając, że jego ukochana nadal się boi, pogładził ją po głowie i
powiedział czułym głosem:
|- ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|
~*- Zamknij mordę, zboczeńcu pieprzony. -
odpowiedziała kulturalnie Andromeda.*~
- Nie bój się, skarbie...Już nic ci nie
grozi...Jesteś bezpieczna... [Nie jest bezpieczna. Nadkropkoza nadal
tam jest.]
Jednak, Andromeda nadal przez dłuższy czas się bała.
Kiedy zaś Dawidowi |*Dejwidowi| udało się ją uspokoić, ta
puściła go. Po chwili zaś, jako iż pozbyli się dwóch zagrożeń, postanowili udać
się na już odbudowaną Ziemię i wrócić do swoich domów... ~*Ja tam domów
tych dwóch downów bym nie odbudowywała.*~
Za sterami pojazdu zasiadła Andromeda. Okazało się,
że mimo iż była ona zwykłym człowiekiem, potrafiła idealnie prowadzić pojazd
Grzegorza. ~Boże, toż to idealny przykład Mary Sue!~ ~*Ehm,
nie do końca. Chyba w następnej części to się wyjaśni. Nie jestem pewna, czy w
następnej, ale kiedyś się wyjaśni i to będzie dość śmieszne. xD*~ ~Już
się boję. xD~ Korzystając z tego, skierowała pojazd na lot w
kierunku Ziemi...
Tymczasem, dusza ~*Mego sensu życia.*~ Grzegorza,
jak co zabicie, zwisała w bezkresnej, czarnej przestrzeni. Chwilę później
zwisania w bezkresnej przestrzeni, ujrzał on, że obok niego pojawiła się dusza
Laury. Widząc ją, spytał:
- Ciebie też zamordowali?
[- Nie kurwa, przeteleportowały mnie tu ziemniaki z
bałuckiego rynku. - odpowiedziała Laura.]
- Ta...A miało być na odwrót... - Odpowiedziała
- Cóż...Jak widać, zdanie „Gdy coś wygląda dobrze, a
tym bardziej zajebiście, coś lub ktoś zawsze to spierdoli", ~*Mój
egzamin gimnazjalny z matematyki. vs OKE*~ jest prawdziwe. Ja
przeżywałem porażkę jeszcze przed poznaniem ciebie wielokrotnie. A gdy w końcu
coś mi się udało – jacyś debile ~#True~ to spierdolili.
– Rzekł, po czym dodał:
- Ale najważniejsze, że nawet po śmierci jesteśmy
razem.
- No...Jak widać nawet śmierć nie może nas
rozłączyć. – Odparła dziewczyna.
|O nie! To znaczy, że nawet śmierć nie jest w stanie
pokonać debilizmu! Jesteśmy zgubieni! 😱|
~*AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!*~
- I to jest najważniejsze. – Powiedział
Po tych słowach, zaczęli czekać w bezkresnej pustce
na kolejne wskrzeszenie...
Jednak, postanowili oni podlecieć i sprawdzić, co po
ich zabiciu postanowili zrobić Dawid |*Dejwid| i
Andromeda |*Tępa Pizda|. Okazało się, że wracali do domu. Widząc
to, postanowili sprawdzić, jak oni do cholery tak idealnie kierowali pojazdem.
W tym momencie ich dusze ujrzały, że Andromeda zaczęła próbę kierowania statku
kosmicznego na Ziemię i, że szło jej to idealnie. Widząc to, Grzegorz krzyknął:
- CO KURWA?! Ale jakim cudem ona się jeszcze nie
zabiła?! Przecież nikt, oprócz mnie nie umie kierować tym pojazdem!
|Toż to Mary Sue, Grzegorz.|
~ZABIĆ!~
- Jak widzisz, wszystko jest możliwe. –
Odpowiedziała Laura.
- Ale przez ponad dwadzieścia lat tylko ja umiałem
kierować ten pojazd! Jakim cudem ona, będąc zwykłym człowiekiem, umie kierować
tym statkiem kosmicznym?! – Spytał
|Mary Sue to nie człowiek. To nadczłowiek.|
~*Cholerni Aryjczycy. <Sprawdza> A chuj, nigdy
nie opisałam jej wyglądu. :<*~
- No nie wiem właśnie, ale jak widać jakoś umie. –
Rzekła dziewczyna.
Po tej rozmowie, zaczęli oni oczekiwać, aż ponownie
zostaną wskrzeszeni...
[Jakby nic się nie stało.]
Tymczasem, Andromeda, po wylądowaniu pod odpowiednim
blokiem i wyjściu, dziewczyna ~A myślałem, że obojnak...~ ~*Coś
w tym jest. xDDD*~ ze łzami w oczach rzekła:
- To...To ja idę do mojej starej komórki...
Po czym odwróciła się i już chciała odejść. W tym
momencie jednak, poczuła, że ktoś chwycił ją za rękę i nie zamierzał puścić. Od
razu odwróciła się ona. Gdy to zrobiła, ujrzała Dawida |*Dejwida|,
który trzymał ją za rękę i nie pozwalał odejść. [Stalker jebany.] Po
chwili podszedł on do niej bliżej, otarł jej łzy i powiedział szeptem, jakby
nie chciał, aby ktoś go usłyszał:
- Nie idź tam, kochanie. Nie mogę patrzeć jak
cierpisz. Chodź ze mną. Ja się tobą zaopiekuję...
~Debil~
- Na prawdę [jebłam tu literówkę]? -
Powiedziała z niedowierzaniem dziewczyna.
- Tak...Ja cię |"|kocham|"| i
nie mogę pozwolić abyś cierpiała. - Odpowiedział
- Oh, dziękuję ci! - Krzyknęła, po czym przytuliła
się do niego. Po chwili i Dawid |*Dejwid| ją przytulił...
Kilkanaście minut później, gdy emocje opadły,
chwycili się oni za ręce, po czym poszli do domu Dawida |*Dejwida|. ~Jebana
wesoła gromadka. ZABIĆ!~ Od teraz ich życie wyglądało tak, jak
wyglądać powinno. Czyli normalnie...
KONIEC
|<Patrzy z nadzieją w
oczach.>|
~*Jeszcze narracja pierwszoosobowa
i trzy części.*~
|;"-(|
*Oczami ~*Boga Wszechmogącego*~ Grzegorza.*
Kiedy zaś ja i Laura, siedzieliśmy w kokpicie i
czekaliśmy na odpowiedni moment, aby zniszczyć Wszechświat, usłyszeliśmy
rozmowę Dawida |*Dejwida| i Andromedy o tym, że świat został
odbudowany. Słysząc to, wściekłem się. Zniszczyli mi moje marzenie! Skurwysyny
jebane! ~;'-(~ ~*Bym coś powiedziała, ale
zaspoileruję kolejną analizę.*~ Chwilę później, rzekłem:
- Co kurwa?! Ja zapierdolę tych skurwysynów! Psują
mi moje plany! No, ale mniejsza. Zniszczymy Wszechświat i nic nam w tym nie
przeszkodzi! ~Chciałbym :-(~
Po czym wraz z Laurą wyszedłem do głównej części
pojazdu i powiedziałem do swoich pomocników:
|- Ziemniaki albo wpierdol!|
~xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~
– OK. Więc teraz włączcie tą [*tę] maszynę.
- Przypominam, że to nie ma sensu! Kto normalny
chciałby niszczyć Wszechświat? – Rzekła Andromeda.
~Ja~
|NORMALNY|
~No ja.~
|N.O.R.M.A.L.N.Y!|
~No ja xD~
|Ech... -_-|
- A cholera mnie to obchodzi, czy to ma sens, czy
nie! To ja tu decyduję! No, ale cóż. Jak chcesz wcześniej zginąć, to nie ma
problemu. ~*Kocham cię.*~ ~Wiem :*~ –
Powiedziałem, po czym chciałem strzelić dezintegratorem w Andromedę.
Dziewczyna, widząc to, była przerażona. Wiedziała,
że zaraz zginie. To było takie piękne, patrzeć, jak się boi. ~Awww...
<3~ [;_;] Jednak, w pewnym momencie, usłyszałem
strzał. Chwilę później, ujrzałem jasne światło. Gdy zaś zgasło ono, zobaczyłem
pustkę. Byłem martwy. Zwisałem jako dusza w bezkresnej pustce. Zabili mnie,
skurwysyny pieprzone. Szkoda, że nie wiedzą, że prędzej czy później –
wrócę. ~*Dzięki Bogu!*~ Jednak, chwilę później zwisania w
bezkresnej przestrzeni, ujrzałem, że obok mnie pojawiła się dusza mojej
ukochanej, najpiękniejszej, najmądrzejszej, najsłodszej,
najinteligentniejszej, ~*<Szturcha> Ej, Grzegorz! Nie zasypiaj!
Przed chwilą wstałeś!*~ ~Co? A, sorki, po prostu ta sztuczna
słodkość mnie usypia.~ najbardziej uroczej...Eee...No dobra, po
prostu Laury. Widząc ją, spytałem:
- Ciebie też zamordowali?
|- Nie kurwa, znalazłam portal czasoprzestrzenny do
tego miejsca. - odpowiedziała|
- Ta...A miało być na odwrót... - Odpowiedziała
- Cóż...Jak widać, zdanie „Gdy coś wygląda dobrze, a
tym bardziej zajebiście, coś lub ktoś zawsze to spierdoli", ~*Mój
egzamin gimnazjalny z przedmiotów przyrodniczych. vs. OKE*~ jest
prawdziwe. Ja przeżywałem porażkę jeszcze przed poznaniem ciebie wielokrotnie~,
a niedawno poprosiłem Sebastiana, aby przeczytał myśli Ramoninth przed jej snem
i nie jestem dumny z tej decyzji. -.-~ ~*:D*~ . A gdy
w końcu coś mi się udało – jacyś debile to spierdolili. – Rzekłem, po czym
dodałem:
- Ale najważniejsze, że nawet po śmierci jesteśmy
razem.
- No...Jak widać nawet śmierć nie może nas
rozłączyć. – Odparła dziewczyna.
|I to jest straszne, bo to znaczy, że głupoty nic
nie pokona. 😱|
- I to jest najważniejsze. – Powiedziałem
Po tych słowach, zaczęliśmy czekać w bezkresnej
pustce na kolejne wskrzeszenie...
Jednak, postanowiliśmy podlecieć i sprawdzić, co po
ich ~Siema, zmiano narracji! Dawno cię nie było!~ zabiciu
postanowili zrobić Dawid |*Dejwid| i Andromeda. Okazało się,
że wracali do domu. Widząc to, postanowiliśmy sprawdzić, jakim cudem oni
kierowali tym pojazdem. W tym momencie, nasze dusze ujrzały, że Andromeda
zaczęła próbę kierowania statku kosmicznego na Ziemię i, że szło jej to idealnie. [Ach,
te Mary Sue.] W T F?! JAKIM, DO CHOLERY, CUDEM!!! PRZECIEŻ ONA JEST
CZŁOWIEKIEM!!! NIKT, OPRÓCZ MNIE NIE UMIAŁ TEGO POJAZDU KIEROWAĆ! ~*Toż
to Mary Sue, Grzegorz.*~ Jednak, widząc to, krzyknąłem:
- CO KURWA?! Ale jakim cudem ona się jeszcze nie
zabiła?! Przecież nikt, oprócz mnie nie umie kierować tym pojazdem! [Mary
Sue odpowiedzią na wszystkie nasze problemy.]
- Jak widzisz, wszystko jest możliwe. –
Odpowiedziała Laura.
- Ale przez ponad dwadzieścia lat tylko ja umiałem
kierować ten pojazd! Jakim cudem ona, będąc zwykłym człowiekiem, umie kierować
tym statkiem kosmicznym?! – Spytałem
|- Bo to Mary Sue. - rzekła dziewczyna|
- No nie wiem właśnie, ale jak widać jakoś umie. –
Rzekła dziewczyna.
Po tej rozmowie, zaczęliśmy oczekiwać, aż ponownie
zostaniemy wskrzeszeni...
|Jakby kompletnie nic się nie stało.|
*Oczami Laury.*
Kiedy zaś ja i Grzegorz, siedzieliśmy w kokpicie i
czekaliśmy na odpowiedni moment, aby zniszczyć Wszechświat, usłyszeliśmy
rozmowę Dawida |*Dejwida| i Andromedy o tym, że świat został
odbudowany. Słysząc to, wściekłam się. Tyle lat roboty na nic! Tyle
zmarnowanego czasu! Jednak, chwilę później, ~*~RYJ!~ Ej! To
moja kwestia! ~:D~*~Grzegorz rzekł:
- Co kurwa?! Ja zapierdolę tych skurwysynów! Psują
mi moje plany! No, ale mniejsza. Zniszczymy Wszechświat i nic nam w tym nie
przeszkodzi! ~Ile bym za to dał. :-(~ ~*<Przytula>
Spoko. Napiszę ci one-shota, w którym niszczysz Wszechświat.*~ ~😃~
Po czym wraz ze mną wyszedł do głównej części
pojazdu i powiedział do naszych ~niewolników~ pomocników:
– OK. Więc teraz włączcie tą [*tę] maszynę.
- Przypominam, że to nie ma sensu! Kto normalny
chciałby niszczyć Wszechświat? – Rzekła Andromeda.
~Ja~
|Do cholery, ona pytała, kto normalny!|
~No ja :D~
|E.C.H... -_-|
- A cholera mnie to obchodzi, czy to ma sens, czy
nie! To ja tu decyduję! No, ale cóż. Jak chcesz wcześniej zginąć, to nie ma
problemu. ~*Kocham cię x3*~ ~Wiem :>~ –
Powiedział, po czym chciał strzelić dezintegratorem w Andromedę.
Dziewczyna, widząc to, była przerażona. Wiedziała,
że zaraz zginie. To było takie piękne, patrzeć, jak się boi. I jednocześnie
wiedzieć, że jakby coś zrobiła, np. mi, to by poznała gniew Grzegorza... ~*Kurde,
te dwa oddzielone zdania są ewidentną przesadą.*~ Jednak, w pewnym
momencie, usłyszałam strzał. Chwilę później, ujrzałam jasne światło w miejscu,
gdzie stał Grzegorz. Gdy zaś zgasło ono, na miejscu Grzegorza nie ujrzałam
nikogo. Chwilę później, natomiast, ujrzałam, że to był Dawid |*Dejwid|.
Jedną ręką objął on Andromedę, a drugą wycelował dezintegratorem w moim
kierunku...
Widząc to, byłam bezsilna. Nie miałam ona przy sobie
żadnej broni [Gdyż, jak wiemy, dwa dezintegratory z pierwszej części
uciekły z tego domu wariatów.] oraz nie miałam żadnych
nadprzyrodzonych zdolności, którymi mogłabym się obronić. Umiałam tylko czytać
w myślach, ale w chwili obecnej, ta umiejętność była bezużyteczna. Zaś jedyna
osoba, która mogłaby mnie obronić, właśnie została zabita przez Dawida |*Dejwida|.
Chwilę później zaś, Dawid wystrzelił z
dezintegratora w moim kierunku. Widząc to, od razu odbiłam promień swoim
metalowym zegarkiem na rękę. ~*Da się w ogóle odbić promień
dezintegratora?*~ [¯\_ツ_/¯] Promień
zaś, zaczął lecieć w kierunku Dawida |*Dejwida|. Ten natomiast,
odbił go swoją bronią w moim kierunku. ~*Siatkówka dobra na wszystko.*~ Lecz,
tym razem, nie udało mnie się obronić, przez co zostałam trafiona promieniem. W
tym momencie, ujrzałam jasne światło. Gdy zgasło ono, ujrzałam pustkę. Nie
żyłam. Byłam duchem. ~A może zombie? Kto wie. Nie no, żart. Wiadomo,
że była duchem.~ Jednak, chwilę później, usłyszałam głos
Grzegorza, który pytał:
- Ciebie też zamordowali?
[- Nie kurwa, dostałam się tu przez te dziwne drzwi
na azjatyckim bazarze.]
- Ta...A miało być na odwrót... - Odpowiedziałam
- Cóż...Jak widać, zdanie „Gdy coś wygląda dobrze, a
tym bardziej zajebiście, coś lub ktoś zawsze to spierdoli", ~*Mój
egzamin gimnazjalny z rozszerzonego niemieckiego. vs. OKE*~ jest
prawdziwe. Ja przeżywałem porażkę jeszcze przed poznaniem ciebie wielokrotnie.
A gdy w końcu coś mi się udało – jacyś debile to spierdolili. – Rzekł, po czym
dodał:
- Ale najważniejsze, że nawet po śmierci jesteśmy
razem.
- No...Jak widać nawet śmierć nie może nas
rozłączyć. – Odparłam
|To jest przerażające, bo oznacza, że głupoty nigdy
nie wytępimy. 😱|
- I to jest najważniejsze. – Powiedział
Po tych słowach, zaczęliśmy czekać w bezkresnej
pustce na kolejne wskrzeszenie...
Jednak, w pewnym momencie, postanowiliśmy podlecieć
i sprawdzić, co po ich ~*Widzę, zmiano narracji, że postanowiłaś zostać
z nami na dłużej.*~ zabiciu postanowili zrobić Dawid |*Dejwid| i
Andromeda. Okazało się, że wracali do domu. Widząc to, postanowiliśmy
sprawdzić, jakim cudem oni kierowali tym pojazdem. W tym momencie, nasze dusze
ujrzały, że Andromeda zaczęła próbę kierowania statku kosmicznego na Ziemię i,
że szło jej to idealnie. |#MarySue| W T F?! JAKIM, DO CHOLERY,
CUDEM!!! PRZECIEŻ ONA JEST [Witaj, zmiano czasu! Rzadko u nas bywasz!] CZŁOWIEKIEM!!!
NIKT, OPRÓCZ GRZEGORZA NIE UMIAŁ TEGO POJAZDU KIEROWAĆ! Jednak, widząc to,
Grzegorz krzyknął:
- CO KURWA?! Ale jakim cudem ona się jeszcze nie
zabiła?! Przecież nikt, oprócz mnie nie umie kierować tym pojazdem!
~Jest Mary Sue. I wszystko jasne.~
- Jak widzisz, wszystko jest możliwe. –
Odpowiedziałam
- Ale przez ponad dwadzieścia lat tylko ja umiałem
kierować ten pojazd! Jakim cudem ona, będąc zwykłym człowiekiem, umie kierować
tym statkiem kosmicznym?! – Spytał
~*Mary Sue odpowiedzią na wszystkie nasze
problemy.*~
- No nie wiem właśnie, ale jak widać jakoś umie. –
Rzekłam
Po tej rozmowie, zaczęliśmy oczekiwać, aż ponownie
zostaniemy wskrzeszeni...
~Jakby nic się nie wydarzyło.~
*Oczami Dawida |*Dejwida|.*
Tymczasem, ja i Andromeda ciągle przebywaliśmy na
statku kosmicznym Grzegorza. ~*Zdziwiłabym się, jakbyście przebywali w
próżni.*~ Nudziliśmy się okropnie, gdyż skończyliśmy już budować
maszynę, a nie kazano nam na razie jej włączać. Rozmawialiśmy więc ze sobą na
różne tematy. Lecz, w pewnym momencie, ujrzeliśmy, że na ekranach, które były w
pojeździe i, |o których nigdy wcześniej nie wspomnieliśmy,| które
najprawdopodobniej były po to, aby zapchać wolną przestrzeń, gdyż pokazywały
wszystko (dosłownie: WSZYSTKO. Nawet takie duperele jak wielkość
Jowisza.), ~Trzeba było jakoś ściany zapchać.~ pojawił
się aktualny stan Ziemi. [A poza tym, kiepskie uzasadnienie.] ~*Tyyy...Byłam
bogiem aŁtoreczek! Napisałam niedokończoną, gównianą sagę! \O/*~ |aŁtoreczki
powinny uczyć się od dawnej ciebie. xD| ~*Yyy...Nie, lepiej nie.
;_;*~ Okazało się, że została ona już odbudowana. Widząc to, Andromeda
rzekła:
[- 🌋<--- Ty patrz. Dupa mi wybuchła.]
~
~
|Vego, co jest nie tak z twoim humorem? xDDD|
[Wszystko xD]
~*Właśnie widać. xD*~
- A nagrodę najszybszych ludzi świata wygrywają...
- No, rzeczywiście, szybcy są. Przecież asteroida
uderzyła około 2 – 3 miesięcy temu, a oni już świat odbudowali. – Powiedziałem
Jednak, po chwili, ujrzeliśmy Grzegorza ~*<3*~ i
Laurę, którzy wyszli z kokpitu. W pewnym momencie, Grzegorz rzekł:
– OK. Więc teraz włączcie tą [*tę] maszynę.
- Przypominam, że to nie ma sensu! Kto normalny
chciałby niszczyć Wszechświat? – Rzekła Andromeda.
~|Morda, Grzegorz.
Ty nie jesteś normalny.| Ej!
:< |:D|~
- A cholera mnie to obchodzi, czy to ma sens, czy
nie! To ja tu decyduję! No, ale cóż. Jak chcesz wcześniej zginąć, to nie ma
problemu. ~*Wspominałam, że cię kocham?*~ ~Wielokrotnie
:*~ ~*To dobrze. :**~ – Powiedział Grzegorz, po czym
chciał strzelić dezintegratorem w Andromedę.
Dziewczyna, widząc to, była przerażona. Wiedziała,
że zaraz zginie. Nie mogłem pozwolić, aby zginęła. ~*Debil*~ Zbyt
mocno ją kochałem, aby pozwolić, aby coś jej się stało! |Kretyn| Wyjąłem
więc swój dezintegrator, wycelowałem w kierunku Grzegorza i strzeliłem. [Idiota] W
tym momencie, na jego miejscu pojawiło się jasne światło. Chwilę później, gdy
zgasło ono, na miejscu Grzegorza nie było nikogo. W tym momencie, Andromeda
podbiegła do mnie i przytuliła się do mnie. Ja natomiast, jedną ręką |wylennyfaceowałem
ją.| ~*Wyobraziłam sobie Dejwida strzelającego Lenny Face z ręki.
xDDD*~ ~BOŻE XDDDDDDDDDDDDD~ objąłem ją, a drugą
wycelowałem dezintegratorem w kierunku Laury...
Widziałem, że była ona przerażona. To było takie
zabawne. ~Pojeb~ Kiedy był przy niej Grzegorz, zgrywała
panią Wszechświata, ~*Bo nią była, bo to była moja OC.*~ ~Masz
wysokie mniemanie o sobie. xD~ ~*Wiem xD*~ gdyż
wiedziała, że cokolwiek byśmy jej nie zrobili – Grzegorz tak ją kochał, że by
nas nawet zabił, żeby ona była bezpieczna. A teraz, będąc sama, bez broni –
odkrywała |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Weź idź spać. ;-;*~ |Jest
dopiero po dziewiątej rano.| ~*;-;*~ |:D| swoją
słabość, czyli to, że bez Grzegorza jest [O, hej zmiano czasu! Widzę,
że postanowiłaś nas jeszcze odwiedzić!] nikim.
Chwilę później zaś, wystrzeliłem z dezintegratora w
kierunku Laury. Ta, widząc to, od razu odbiła promień swoim metalowym zegarkiem
na rękę. ~*Chciałabym wiedzieć, czy w prawdziwym świecie to byłoby
możliwe.*~ |Tak swoją drogą, skąd Dejwid miał dezintegrator?| ~*Z
dupy. Jak wszystko, co dzieje się w tym opku.*~ Promień zaś, zaczął
lecieć w moim kierunku. Naturalnie, odbiłem go moją bronią w kierunku Laury. I,
tym razem, dziewczynie nie udało się obronić, przez co została trafiona
promieniem i po paru sekundach na jej miejscu nie było już niczego ani nikogo.
Po pozbyciu się dwóch zagrożeń, przeczuwając, że
moja ukochana nadal się bała, ~*No shit, Sherlock.*~ pogładziłem
ją po głowie i powiedziałem czułym głosem:
- Nie bój się, skarbie...Już nic ci nie
grozi...Jesteś bezpieczna... [Jak chcesz, żeby ta debilka była
bezpieczna, to musisz jeszcze wyplenić Nadkropkozę.]
Jednak, Andromeda nadal przez dłuższy czas się bała.
Kiedy zaś udało mnie się ją uspokoić, ta puściła mnie. Po chwili zaś, jako iż
pozbyliśmy się dwóch zagrożeń, postanowiliśmy udać się na już odbudowaną Ziemię
i wrócić do naszych domów... [Ale tak serio, ja też bym domów tych
dwóch downów nie odbudowywała.]
Za sterami pojazdu zasiadła Andromeda. Okazało się,
że mimo iż była ona zwykłym człowiekiem, potrafiła idealnie prowadzić pojazd
Grzegorza. Jakim cudem – nie wiem. |Już mówię: Była Mary Sue, a Mary
Sue to nadludzie.| Korzystając z tego, skierowała pojazd na lot w
kierunku Ziemi...
Po parunastu minutach, Andromeda, po wylądowaniu pod
odpowiednim blokiem i wyjściu, ze łzami w oczach rzekła:
~- Ceny ziemniaków na bałuckim rynku poszły w górę.
;"-(~
- To...To ja idę do mojej starej ko~**KOD*~mórki... |KODmórki.
Tak. xD| ~*No co? xD*~
Po czym odwróciła się i już chciała odejść. Nie
mogłem na to pozwolić. Nie mogłem pozwolić, aby cierpiała. ~*Debil*~ Od
razu chwyciłem ją za rękę. Gdy zaś się odwróciła, po chwili podszedłem do niej
bliżej, otarłem jej [dupę] ~BŁAGAM, PRZESTAŃ
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~ [No
co? xD Próbuję dodać coś śmiesznego do tego opka. xD] łzy i
powiedziałem szeptem, jakbym nie chciał, aby ktoś mnie usłyszał:
- Nie idź tam, kochanie. Nie mogę patrzeć jak
cierpisz. |Idiota| Chodź ze mną. Ja się tobą
zaopiekuję... [Kretyn]
- Naprawdę? - Powiedziała z niedowierzaniem
dziewczyna.
- Tak...Ja cię kocham i nie mogę pozwolić abyś
cierpiała. - Odpowiedziałem
~Pojeb~
- Oh, dziękuję ci! - Krzyknęła, po czym przytuliła
się do mnie. Po chwili i ja ją przytuliłem... [A to zdanie zostało źle
zapisane.]
Kilkanaście minut później, gdy emocje opadły,
chwyciliśmy się za ręce, po czym poszliśmy do mojego domu. [Wesoła
gromadka, kurwa.] Od teraz nasze życie wyglądało tak, jak wyglądać
powinno. Czyli normalnie... |Zdefiniuj pojęcie normalności, bo co kraj
to obyczaj.|
Minął tydzień, od tamtych wydarzeń. A ja – w końcu
jestem szczęśliwy. ~Szkoda. Wolałbym, abyś zdechł.~ ~*Nie
mógł zdechnąć. Potrzebny był do kolejnych części tej popieprzonej sagi.*~ Mam
tą, którą kocham |Dobra, zmiano czasu, jeszcze jedna herbatka i już
idź.| i tyle mi wystarcza. To ona daje mi szczęście. [Jak ja
bym była na miejscu Dawida i miałabym tego karakana pod jednym dachem, to bym
chyba poszła skoczyć z dachu.] Gdybym nie zgodził się na to, na co się
zgodziłem, dalej codziennie bym cierpiał... ~Przynajmniej ja byłbym
szczęśliwy. ALE NIE. :<~
*Oczami ~*|[~Tępej Pizdy~]|*~ Andromedy.
~*Zgadza się.*~*
Tymczasem, ja i Dawid |*Dejwid| ciągle
przebywaliśmy na statku kosmicznym Grzegorza. |Bo gdzie indziej
mielibyście przebywać.| Nudziliśmy się okropnie, gdyż skończyliśmy już
budować maszynę, a nie kazano nam na razie jej włączać. Rozmawialiśmy więc ze
sobą na różne tematy. [Kolor butów Dody, wielkość latarni morskiej na
Faros, ilość chmur nad Azją, etc.] ~#Ambitnie xD~ Lecz,
w pewnym momencie, ujrzeliśmy, że na ekranach, które były w pojeździe i, ~*o
których wcześniej nie było nawet wzmianki,*~ które najprawdopodobniej
były po to, aby zapchać wolną przestrzeń, ~#TrueStory~ gdyż
pokazywały wszystko (dosłownie: WSZYSTKO. Nawet takie duperele jak liczbę
czarnych plam na Słońcu.), pojawił się aktualny stan Ziemi. ~*Kiepskie
wytłumaczenie, wiem.*~ Okazało się, że została ona już odbudowana.
Widząc to, rzekłam:
~*- LET'S START A RIOT!*~
[Bosh, znowu tego słuchasz? ;=;]
~*No co? xD*~
- A nagrodę najszybszych ludzi świata wygrywają...
- No, rzeczywiście, szybcy są. Przecież asteroida
uderzyła około 2 – 3 miesięcy temu, a oni już świat odbudowali. – Powiedział
Dawid |*Dejwid|.
[W końcu w tym opku wszyscy, nawet częściowo
Grzegorz, to Mary Sue i Gary Stu.]
Jednak, po chwili, ujrzeliśmy Grzegorza i Laurę,
którzy wyszli z kokpitu. W pewnym momencie, Grzegorz rzekł:
~- 🏳️🌈 <--- Patrzcie, znalazłem ulubioną flagę
Dejwida!~
– OK. Więc teraz włączcie tą [*TĘ, DO
CHOLERY!] maszynę.
- Przypominam, że to nie ma sensu! Kto normalny
chciałby niszczyć Wszechświat? – Rzekłam
~- Zamknij ryj, dziwko. Ja tu decyduję, a ty jedyne,
co możesz robić, to czyścić kibel swoją krzywą mordą. - odpowiedziałem zgodnie
z prawdą.~
|
|
- A cholera mnie to obchodzi, czy to ma sens, czy
nie! To ja tu decyduję! No, ale cóż. Jak chcesz wcześniej zginąć, to nie ma
problemu. ~Ile bym dał, aby tak się stało.~ –
Powiedział Grzegorz, po czym chciał we mnie strzelić dezintegratorem.
Widząc to, byłam przerażona. Wiedziałam, że zaraz
zginie. ~*Niestety, nie nastąpiło to, gdyż byłaś potrzebna do kolejnych
części tej niedokończonej sagi.*~ Jednak, chwilę później, usłyszałam
strzał. W tym momencie, na miejscu Grzegorza pojawiło się jasne światło. Chwilę
później, gdy zgasło ono, na miejscu Grzegorza nie było nikogo. W tym momencie,
wiedziałam, że to Dawid |*Dejwid| mnie uratował[, bo był
debilem]. Od razu podbiegłam do niego i przytuliłam się. On natomiast,
jedną ręką objąłem mnie... ~*TA ZMIANA CZASU MNIE ROZJEBAŁA.
XDDD*~ |Kurwa, ewidentnie CTRL+A, CTR+C i CTRL+V. xDDD| ~*A
co myślałeś. xD*~
Chwilę później zaś, usłyszałam trzy |*czy| strzały.
Po trzecim nie słyszałam nic, co znaczyło najprawdopodobniej to, że Laura już
nie żyła. Mimo to, nadal się bałam. Lecz, po chwili, usłyszałam, że Dawid |*Dejwid| mówił
do mnie czułym głosem:
- Nie bój się, skarbie...Już nic ci nie
grozi...Jesteś bezpieczna... ~Nie jesteś bezpieczna, bo Nadkropkoza
nadal grasuje.~
Jednak, nadal przez dłuższy czas się bałam. Kiedy
zaś udało mnie się uspokoić, puściłam Dawida |*Dejwida|. Po chwili
zaś, jako iż pozbyliśmy [Jesteś jak Wheatley z "Portal
2". Ty nic nie robiłaś, tępa pizdo, to on odjebał całą robotę.] się
dwóch zagrożeń, postanowiliśmy udać się na już odbudowaną Ziemię i wrócić do
naszych domów... |W sumie, ja też nie odbudowywałbym domów tych dwóch
idiotów.|
Za sterami pojazdu zasiadłam ja. Okazało się, że
mimo iż byłam zwykłym człowiekiem, potrafiłam idealnie prowadzić pojazd
Grzegorza. Jakim cudem to umiałam– nie wiem. [Byłaś Mary Sue. To
odpowiedź na twoje pytanie.] Korzystając z tego, skierowałam pojazd na
lot ~kolizyjny~ ~*Chciałbyś*~ ~No
:<~ w kierunku Ziemi...
Po parunastu minutach, po wylądowaniu pod
odpowiednim blokiem i wyjściu, ze łzami w oczach rzekłam:
~*- Ceny marchewek na bałuckim rynku też nie
prezentują się lepiej. ;'-(*~
- To...To ja idę do mojej starej komórki...
Po czym odwróciła się i już chciała odejść. Jednak,
w tym momencie, poczułam, że ktoś chwycił mnie za rękę i nie zamierzał
puścić. |Hmm...No któż to mógł być...| Gdy zaś się odwróciłam,
ujrzałam Dawida |*Dejwida|. Po chwili podszedł do mnie bliżej,
otarł mi łzy i powiedział szeptem, jakby nie chciał, aby ktoś go usłyszał:
- Nie idź tam, kochanie. Nie mogę patrzeć jak
cierpisz. ~*Debil*~ Chodź ze mną. Ja się tobą
zaopiekuję... |Idiota|
- Naprawdę? [O, a tu napisałaś bez błędów.] ~*Ale
nie mogłam poprawić tego wcześniej, bo pisałam to na szybko.*~ [Nie
mam słów. ;=;] - Powiedziałam z niedowierzaniem.
- Tak...Ja cię kocham i nie mogę pozwolić abyś
cierpiała. - Odpowiedział [Kretyn]
- Oh, dziękuję ci! - Krzyknęłam, po czym przytuliłam
się do niego. Po chwili i on mnie przytulił...
Kilkanaście minut później, gdy emocje opadły,
chwyciliśmy się za ręce, po czym poszliśmy do domu Dawida |*Dejwida|. ~Rzygam
tą wymuszoną słodkością.~ Od teraz nasze życie wyglądało tak, jak
wyglądać powinno. Czyli normalnie... [Ale serio, pojęcie normalności
należy zdefiniować, bo co kraj, to obyczaj.]
Minął tydzień od tych wydarzeń. [Jakby
minęły dwa tygodnie, to wszyscy byśmy umarli.] Teraz jestem
szczęśliwa. W końcu ktoś mnie pokochał. ~Co jest dziwne, zważywszy
na twój debilizm.~ Niemożliwe stało się możliwe. On daje mi
szczęście. |Ale nam szczęścia nie dają te zdania pojedyncze.| Gdybym
nie zgodziła się wtedy na to, na co się zgodziłam, dalej cierpiałabym w mojej
starej komórce... ~I wszyscy byliby szczęśliwi.~
~*Koniec opka.*~
|Przynajmniej ono nie było takie długie i nie trzeba
go było rozwlekać na cztery części analizy.|
~*Dzięki Bogu, nie będę musiała siedzieć dwa dni nad
formatem. ;P*~
~Nie no, tamto to była czysta patologia.~
[Czysta, niczym nie skażona, patologiczna
patologia.]
~Właśnie~
___________________________________________________
Nareszcie przez to przebrnęłam. Co prawda, opko na
szczęście nie było AŻ TAK długie jak pierwsza
część, ale to nie zmienia faktu, że było nudne, a nawet nieco nudniejsze, niż
pierwsza część. Już się boję, jaka będzie trzecia część tej niedorozwiniętej
sagi. W każdym razie, teraz na koniec, małe analizy od nas:
~*W tej historii denerwowała mnie wszechobecna nuda.
Ja rozumiem, że moje opka nie grzeszyły ciekawością, ale to tutaj było, według
mnie, nawet nudniejsze niż część pierwsza. Szczególnie ten trzeci rozdział,
który za wiele nie wnosił. Niby coś się działo, ale było to tak nudne, że
przeciętny czytelnik, po przeczytaniu tego FanFiction, na następny dzień nie
pamiętałby, co się w nim właściwie stało. A przecież opowiadania powinny
zawierać akcję i, szczególnie wieloczęściowe, zaciekawić aby odbiorca chciał
przeczytać następne części. A tu się tak nie dzieje i tylko czeka się na koniec
tej całej łopatologicznej sagi. Po prostu opowiadania powinny być pisane
ciekawiej.*~
|W tym opowiadaniu wkurzały mnie
hipernierealistyczne sytuacje. FanFiction nie był długi, bo miał ledwo cztery
rozdziały, z czego trzeci miał ledwo dwie i pół strony w zeszycie, ale
hipernierealistyczne sytuacje, oczywiście, musiały się pojawić. Taką najpoważniejszą,
była odbudowa i zaludnienie świata w kilka miesięcy. Serio? Przecież Ziemia
jest spora i jest na niej siedem kontynentów, z czego Azja jest w piździec
duża, więc odbudowa, a co dopiero zaludnienie, świata powinno zająć wiele
wieków! No, ale nie, mamy tu do czynienia z typowymi Mary Sue i Gary Stu, więc
parę miesięcy im wystarczyło. Kolejne były już pomniejsze, jak na przykład
zniknięcie tych dwóch dezintegratorów, które Laura miała w pierwszej części,
pojawienie się dezintegratora u Dawida i ekrany, które pojawiły się od tak. Ja
rozumiem, że Dawid i Andromeda musieli przeżyć, bo byli potrzebni do kolejnych
części oraz wypadałoby, aby jakoś dowiedzieli się o odbudowie Ziemi, ale
wstawienie czegoś lub zabranie czegoś z dupy jest złym pomysłem. Opowiadania
również powinny zawierać realizm, szczególnie jeśli odgrywają się w prawdziwym
świecie.|
[W tym opku wkurwiały mnie błędy ortograficzne,
interpunkcyjne, zmiany narracji oraz czasu. Ja rozumiem, że w opowiadaniach
można popełnić kilka błędów, ale należy je sprawdzić, np. kilka dni po
skończeniu pisania. I nie, tutaj nie ma żadnego usprawiedliwienia na tyle
błędów, bo rozdziały nie są aż tak potężne, jak część temu. Zmian czasu oraz
narracji i błędów ortograficznych nie było tu wiele, dzięki Bogu, ale jednak
występowały i czasem mogły być śmieszne. Najwięcej było błędów interpunkcyjnych
i po prostu gołym okiem dało się dostrzec, że przecinki były stawiane na czuja,
jak rodzajniki w języku niemieckim przez dopiero co uczącą się osobę. Po prostu
opowiadania powinno się pod tym względem sprawdzać, aby przyjemniej się je
czytało.|
~W tym FanFiction denerwowało mnie to, co Ramoninth,
Slade'a i Vegę oraz narracja pierwszoosobowa. Co prawda nie było jej wiele,
dzięki Bogu, tylko zawierał ją drugi i czwarty rozdział, ale i tak była
wkurzająca. Jak wszyscy wiemy, ten typ narracji służy najbardziej do
przedstawienia przeżyć wewnętrznych bohatera i jego spojrzenia na świat, co
oznacza, że dana postać powinna komentować otaczający ją świat oraz
rozgrywające się wydarzenia. Tutaj, co prawda było nieco lepiej niż w pierwszej
części, bo pojawiały się komentarze postaci, jednak było ich stanowczo za mało
oraz czasem widać było, że były one kopiowane i na siłę nieco zmieniane.
Ogólnie dało się zauważyć, że była ona kopiowana z poprzedniej narracji i
została zmieniona tylko osoba, co nie zawsze się udawało, bo widać było zmiany
narracji oraz zostawały usuwane wydarzenia, w których dana postać nie
uczestniczyła.
Nie powinno się tak robić, gdyż to nie ma sensu.
Ogólnie w przypadku tego FanFiction narracja pierwszoosobowa, przynajmniej
według mnie, nie miała sensu, gdyż z tego co wiem, to opowiadanie miało służyć
w większości do przedstawienia akcji, a nie przeżyć poszczególnych bohaterów,
co oznacza, że ten typ narracji został wciśnięty tylko dlatego, aby w jakiś
sposób nabić licznik słów i ilość stron. No, bo zobaczcie. Rozdziały bez niej
mają najwięcej cztery strony, a rozdziały z nią mają trzynaście (drugi rozdział)
i piętnaście (czwarty rozdział) stron. Po co przedłużać rozdziały kosztem
jakości? Żeby przyciągnąć czytelnika nie potrzebne są rozdziały na dwadzieścia
stron, stron może być nawet pięć, ale jeśli są ciekawe, to odbiorca zostanie na
dłużej.
Faktycznie, czasem są historie, w których jest
narracja trzecioosobowa, a później zmiana perspektywy, jednak to powinno być
stosowane wtedy, gdy jest to uzasadnione, na przykład fabularnie. Tutaj w stu
procentach wystarczyłaby tylko narracja trzecioosobowa, bo nie było co wnikać w
psychikę bohaterów, zważywszy na to, że byli debilami. Chociaż...Nawet w
psychikę debila można byłoby ciekawie wniknąć, ale tutaj nie było to potrzebne.
Podsumowując, tutaj narracja pierwszoosobowa służyła tylko jako zbędny zapychacz.~
Wspólnie: Jeśli by
napisać to opko od nowa, mogłoby być ciekawe, ale przynajmniej tutaj nie było
krzywdzenia kanonu!
___________________________________________________
|Grzegorz...|
~No?~
|Podziwiam cię.|
~Dlaczego?~
|Napisałeś cholerne TRZY akapity
końcowej analizy przedstawiające zło narracji pierwszoosobowej w tym opku.|
[Fakt, nawet ja bym się tak o niej nie rozpisała.]
~*To jest drugi raz, gdy widzę u któregoś z
analizatorów trzy akapity końcowej analizy.*~
~Już tak mam, że jak zacznę jakiś temat, to nim
skończę, rozpiszę się na nie wiadomo ile.~
~*W sumie, w przypadku analizatorni to się chwali.*~
~:>~











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Powiedz co sądzisz o analizie, zacznij dyskusję lub po prostu zadaj pytanie. ^.^