O mnie

Moje zdjęcie
-> Zofia Ziętek -> Studentka niestacjonarna dietetyki na SGGW. -> 24 lata. -> Kocham koty, koty to NadZwierzęta. -> Dumny wróg publiczny lewicowej części Pinteresta. -> Lubię wkurwiać lewicowe dzieci. -> Zardonic to Nadbóg, jego po prostu nie da się nie wielbić z czystym sumieniem. -> Moja wiocha to Kolonia Jurki a miasto Grójec i mam w piździe to, że nadal jestem zameldowana w Warszawie. -> Aktywna użytkowniczka Reddita. -> Jestem w wielu fandomach, jednak pięć podstawowych to Zealots, BL3NDERS, C&C, Gachowate gry i Half-Life. -> Lubię czytać wszędzie, ale nie w domu. Cholera wie czemu. -> Obecnie uczę się hiszpańskiego i rosyjskiego. -> Jestem nietolerancyjnym kartoflem i jestem z tego dumna. -> Mam niedojebaną matkę, która nie przeżyje dnia bez opierdolenia mnie o byle gówno. -> Nie chcę mieć chłopaka. Po prostu nie, nie chcę mieć w życiu żadnych nieobowiązkowych ograniczeń. -> W tym roku wreszcie znalazłam postać fikcyjną, z którą mogę się utożsamiać. ;"-) -> Lubię z ChatGPT korzystać, często mi pomaga. -> Yuri z Red Alert 2 jest seksi as fuck, change my mind. -> Kocham swoje życie, jest zajebiste.

środa, 1 listopada 2017

Slavia by mnie zabił, czyli "odnowiona" wersja gówna z siódmego rozdziału.

 _____________________________________________________________________________________________________


Oceniają:

~*- Ja

| - Slade

[] - Vega

Gościnnie:

~ - Mój najpierwsiejszy idol... ~Ja mam imię...~ w sensie Grzegorz Antychryst.

Cholera, dlaczego ja po prostu nie spaliłam tego zeszytu. Dlaczego tego nie zrobiłam? WARUM?! Chodzi o to, że jak policzycie sobie rozdziały tej samoanalizatorni, nie licząc informacji i podwójnych części, to siódmym rozdziałem jest FanFiction "Sąsiedzi - 2036". Tak. Tak, kurwa, to jest tego *ekhm* "odnowiona" wersja. Jednak, w tym wypadku dochodzi też

moja OC, która tak rozpierdala kanon serii, że SlaviaConsesiao by mnie zajebał, gdyby to przeczytał. Mimo tego, że rozdziały są długie, opko zanalizuję starym systemem, czyli całymi rozdziałami, bo ten system jakoś tak kojarzy mnie się z tą serią.

~*Boże, czemu. Czemu ja to zrobiłam?*~

|Nie wiem, ale ty ewidentnie nas nienawidzisz.|

~*Nie nienawidzę was, wtedy nawet nie wiedziałam o was, ale CO MNIE PODKUSIŁO?!*~

[Debilizm?]

~Chęć zjebanego ubarwienia kanonu bez wiedzy, jak zrobić to tak, aby wyszło fajnie?~

|Downus Mentalus?|

Zaczynajmy! ;'_';

_____________________________________________

PROLOG

~*W zeszycie jest to jebnięte moim ulubionym, od wielu lat martwym, czarnym żelopisem.*~

~Tym takim z tego zestawu, co miałaś ich dwa?~

|Czy ty o niej wszystko wiesz? ;_;|

~Tak :D~

|;_;|

Zbliżał się 13 kwietnia 2036 roku. ~*Pierwsze zdanie, a liczebniki napisane niesłownie.*~ Dzień ["]niby["] miał być zwyczajny, jak każdy inny. Niestety, okazało się, że ten dzień miał być Dniem Zagłady. |A czemu to jest napisane wielkimi literami, nie wiadomo.| ~Hype na ten film. Co z tego, że Ramoninth go nie widziała.~ |Ale mimo to, zna jego zakończenie.| ~*Forum na Filmweb. I wiesz wszystko.*~ Do Ziemi zbliżała się asteroida, która mogłaby roznieść w kosmos wszystko. ~Ja bym się cieszył.~ |Boję się go. ;_;| ~*Przyzwyczaisz się do niego. ;P*~ Jednak, aby nie wzbudzać paniki, nie powiedziano o tym zwykłym ludziom. [Chociaż jedna, realistyczna sytuacja.] Jako, iż pozostało jeszcze parę miesięcy do tego wydarzenia, ci, którzy ~*JEZU, INTERPUNKCJA! ;____;*~ o tym wiedzieli, starali się coś z tym zrobić. ~*Powtórzy się wydarzenia z '97 i przeżyjemy to.*~ [Skąd wiesz, co się wtedy takiego stało?] ~W piątej klasie miała nauczycielkę przyrody, która lubiła im przy odpowiednich tematach opowiadać o wybuchach nad Syberią, o Czarnobylu i innych takich sprawach.~ |Dziwną miałaś nauczycielkę, Ramoninth.| ~*Wiem, ale i tak ją lubiłam.*~ Na domiar złego, w tym samym miesiącu, w którym rozpoczęto starania, w Polsce, w Żarnowcu [Już wiem, do czego się to sprowadza. ;_;] wybuchła elektrownia jądrowa. |Logika, gdzie ona być?| ~Zdezintegrowała się, jak wszystko co sensowne w tym opku.~ Co było najbardziej dziwne, promieniowanie skaziło tylko okolice miejsca wybuchu. [Sens? Cip, cip, cip! Sens! Chodź tu!] Jednak, najdziwniejsze miało się dopiero zacząć... ~*Grzeeegorz! Zaraz pojawisz się w opku!*~ ~Wolałbym nie...~ ~*A czwarty rozdział ma ponad sto stron, so...*~ |JEZU CHRYSTE, NIE, NIE, NIE!!! ;_;| ~Help... ;_;~

 

Tymczasem, parę metrów dalej, na jakimś pustkowiu, godzinę po wybuchu, [To pustkowie jest bogate w przecinki.] Grzegorz Antychryst, ~*:**~ ~A było tak fajnie, gdy o mnie zapomniała... ;~;~ |Już wiesz, jak to jest? ;=;| ~Niestety ;~;~ który od 24 lat był martwy, ni ~*Tu powinien być przecinek?*~ [¯\__/¯] z tego, ni z owego się przebudził. ~*Nie, to akurat jest normalne jak na serię. Popierdoleństwa zaczynają się od następnego akapitu.*~ Nie zdziwił się tym jednak zbytnio, [To zdanie być sens nie.] gdyż już w roku 2009 został zabity, ~*To nic, że wtedy go zdezintegrowano. Jakimś cudem trzy lata potem powrócił.*~ |Wspominałem, że boję się go? ;_;| ~:D~ a parę lat później coś lub ktoś go wskrzesił lub wskrzesiło. Po chwili zaś, gdy chciał ruszyć w drogę powrotną, ~*To nic, że umie się teleportować.*~ [Po co się teleportować, jak można iść z buta.] mimo tego, iż był parę metrów dalej od elektrowni jądrowej, ~*Stop na chwilę. Skąd on wziął się w Żarnowcu, skoro akcja oryginalnej serii miała kończyć się na ANTARKTYDZIE?!*~ |¯\__/¯| ujrzał, że ~*INTERPUNKCJA ALERT!*~ jest ona zniszczona, jak po wybuchu.

"Czyli tym razem przez to znów żyję..." - Pomyślał po zobaczeniu tego.

~Ja jestem aż taki głupi?~

~*Nie, to ja byłam idiotką, gdy to pisałam.*~

~A.~

Po chwili jednak, ruszył w kierunku swej dawnej bazy z roku 2012. ~*Zawsze się zastanawiałam, gdzie ona była i jak wyglądała.*~ |Zawsze możesz to wymyślić.| ~*I chyba tak zrobię.*~

 

Gdy już się tam znalazł, po wejściu do środka, zastał kompletne spustoszenie. ~*Za chwilę...OC...*~ |<Płacze>| Oprócz starych maszyn i pojazdów nie było tam prawie niczego innego. A przynajmniej tak mu się wydawało. [I napięcie zjebane. SUPER -.-] Po chwili rozglądania, na podłodze, ujrzał on jakąś gazetę. |Bym coś napisał, ale w końcu to ta OC ~Ona ma imię, pierdolcu.~ Sorki. W każdym razie, to ona mogła ją upuścić.| Z ciekawości postanowił podnieść ją i sprawdzić co w niej jest. ~*TO SAMO CO W "FAKCIE" PIĘĆ LAT TEMU! X"D*~ |O Boże, jakie to było zjebane. xD| ~*Przynajmniej miałam co czytać. Stąd motyw z gazetą. xD*~ Gdy już to zrobił, ujrzał na pierwszej stronie artykuł o tym, że 13 kwietnia 2036 roku, w Ziemię ma ~I zmiana czasu. SUPER. -_-~ walnąć asteroida, a po uderzeniu rozniosłaby wszystko w kosmos. ~*Ewidentnie "Fakt". X"D*~ [Weź xD] 

"Kolejna szansa...Muszę ją wykorzystać. Tylko przydałby się ktoś do pomocy...Wiem. Wynajdę sobie jakieś dwie, |O nie...| poszkodowane [Nein...] przez los ~*;_;*~ osoby, gdyż takim to już wszystko jedno." - Pomyślał po przeczytaniu tego.

~Dlaczego byłem tu przedstawiany jako idiota? :<~

~*Wolałbyś nie czytać poprzedniego FanFiction.*~

|Potwierdzam. ;_;|

~;___;~

Jednak, w pewnym momencie, ~*Kanon się zjebał.*~ poczuł on, pierwszy raz w życiu, że, ~*Za dużo przecinków. Płonę. ;_;*~ najprawdopodobniej KTOŚ się do niego przytulił i nie zamierzał puścić. [Kanon chyba zaczyna się śnieżyć.] Czując to, od razu odwrócił się. Gdy to zrobił, ujrzał...Laurę.

~*File kanon.exe not responding. Try to connect again?

-> Yes

-> No

----> Yes

Trying to connect...

...

...

...

Connecting...

...

...

...


Tjaaa...*~

|Laura zepsuła nam kanon. xD|

[A tak w ogóle, to dlaczego?]

~Bo nie było pomiędzy serią a tym FanFiction opowiadania, w którym ona legalnie by się pojawiła, jak np. w wypadku FF  "The Last Days of Earth". A nawet w prologu wychodzi, że ona się wpieprzyła do serii.~

|HELP ;_;|

Po chwili ciszy, rzekł on:

- Laura? To ty jeszcze żyjesz?

|Zajebisty sposób na przywitanie się ze znajomym, którego nie widziało się ponad dwie dekady. xD|

~Czyż nie? xD~

- A czemu miałabym nie żyć? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie |Nie wychowana.| Laura, patrząc na niego z radością w oczach.

~Nie żeby coś, do obecnej Laury nic nie mam, ale w przypadku tej najpierwsiejszej wersji odpowiem tak: Bo w serii cię nie było, a pomiędzy serią a tym opowiadaniem nie było żadnego FanFiction.~

~*Ogólnie ta historia kupy się nie trzyma. A ja robiłam tutaj z ciebie idiotę i jest mi z tym źle. :/*~

~Dlaczego... ;_;~

|Nie martw się. Ona ze wszystkich robiła idiotów.|

- Myślałem, że oni zabili też ciebie... - Powiedział

~Widzicie to? Jawne niszczenie kanonu. ;==;~

~*File kanon.exe is corrupted. Uninstall?

-> Yes

-> No

-> Fix it

*Obecna ja.*

---> Fix it

*Dawna ja.*

---> Yes

I taka jest między nami różnica.*~

- Jak widzisz - nie. - Odparła

Później pogadali ze sobą jeszcze trochę, a po chwili, gdy dziewczyna już go puściła, ~*Z logicznego punktu widzenia, powinni ze sobą dłużej gadać, bo trochę się nie widzieli.*~ zaczęli oni szukać jakiegoś sposobu na odnalezienie takich osób. |Facebook| 

 

W tym samym czasie, w innym miejscu, w starej komórce stojącej na jakimś pustkowiu pod Sosnowcem, [Sosnowiec. I już wiesz, że może być tylko gorzej.] siedziała dziewczyna o imieniu Andromeda. |NIE! NIE! BŁAGAM! NIE! ;___;| ~Esu, co za imię. 

*Tymczasem w szkole.*

- Andromeda! Do odpowiedzi! 

xD~

|Jebłem xD| 

Płakała ona. ~*Jej story się nie change.*~ Ciągle nie mogła pogodzić się ze swoim losem. Nie mogła uwierzyć, że jej rodzice tak jej nienawidzili, że w wieku 10 lat wyrzucili ją na bruk, ~W jakim my świecie żyjemy?~ |W Opkolandii. Oprowadzę cię, tylko najpierw niech Ramoninth odejdzie od komputera.| mimo iż powinni zajmować się nią do 18 roku życia. Po paru minutach szlochania usłyszała ona telefon. Zdziwiła się, gdyż przecież nie miała przyjaciół, a jej opiekunowie nie chcieli jej znać. Sekundę później, spojrzała na ekranik komórki. ~*Siema stoper! Dawno cię nie było!*~ Ujrzała tam nieznany numer. |Pewnie 666-666-666| Mimo wszystko, postanowiła odebrać, gdyż wydawało jej się, że ~mózg za darmo rozdają.~ może być to coś ważnego. Gdy przyłożyła słuchawkę do ucha, powiedziała:

~*– Czego kurwa, ja tu świat ratuję.

xD*~

~x'D Nie, do niej to nie pasuje. Powiedziałbym jeszcze coś, ale nie chcę spoilerować twego nowego FF.~

- Czy dodzwoniłem się do |Telepizzy?| ~Jebłem xD~ Andromedy Lopez? - Dało się słyszeć w słuchawce [żeński] ~EJ!~ [xD] męski głos.

- No tak, a bo co? - Spytała dziewczyna.

- Słuchaj. Słyszałem, że podobno jesteś znienawidzona przez wszystkich. |Nie dziwi mnie to, ale warto podkreślić oczywistość – dodał| Jako iż wiem, że takim osobom jak ty to już jest wszystko jedno co się stanie, ~Byłem tutaj przedstawiany jako SKOŃCZONY IDIOTA. ;=;~ ~*Slavia by mnie zabił. ;-;*~ to chciałem się ciebie spytać, czy [wyjdziemy na pizze?] ~*|~xDDD~|*~ pomogłabyś mi nakierować asteroidę, która ma uderzyć za parę miesięcy w Ziemię? - Powiedział

|– Dam kontener ciastek. – dodał|

~*Jestem pewna, że tak przekupywał swoich sługusów. Za ciastka by się zgodzili. xD*~

[Każdy by się zgodził. x"D]

- Znów jakaś asteroida ma walnąć? No, ale w sumie mogę ci pomóc. Mnie to już nic nie obchodzi... - Odpowiedziała

~*Ale on mógł kłamać. W końcu od dziesięciu miesięcy wiadomo, że Grzegorz to zawodowy kłamca.*~

- Dobrze. Więc czekaj na mnie za dwa dni pod najbliższym blokiem. - Rzekł

Po chwili zaś, połączenie zakończyło się. Po zakończonej rozmowie, dziewczyna odłożyła telefon i położyła głowę na stole, przy którym siedziała. Wiedziała już, że jej życie ~nieuchronnie zbliżało się ku końcowi~ |BOJĘ SIĘ CIEBIE. ;_;| ~Dzięki za komplement. ;3~ się zmieniło. Na zawsze... |DUN DUN DUUUN!|

 

W tym samym momencie, parę metrów dalej, w jednym z bloków mieszkał chłopak o imieniu Dawid. |No i mamy komplet pierdolców.| W chwili obecnej siedział przy biurku. Był on smutny. ~Zajebię tego, kto wymyślił zdanie pojedyncze.~

~*

Był -------|               

| (Jaki?)   

Smutny  

(Przydawka)

| (Kto?)

On (Mianownik)  

*~

~Wyjdź mie z tym. ;=;~

~*:D*~

Ciągle nie mógł pogodzić się ze stratą swoich rodziców [Pieprzony Gary Stu] oraz swej dziewczyny, mimo iż od jednego i drugiego minęły już trzy lata. ~*A mimo wszystko, psycholog nie był rozwiązaniem.*~ |To opko. Psychologowie nie istnieją.| Na domiar złego, przez to zaczął pić alkohol, aby "utopić" w nim swe smutki. ~*Jest filozof, który skakałby z radości.*~ Po paru minutach siedzenia w samotności, pierwszy raz od trzech lat usłyszał dźwięk swego telefonu. Kiedy zaś spojrzał na ekranik, ujrzał jakiś nieznany numer. Mimo wszystko, postanowił odebrać, gdyż wydawało mu się, że jest to coś ważnego. Po odebraniu, powiedział on:

~*– CO TO KURWA JEST?

x"D*~

~Przestań x"D~

- Ta-tak?

~*- Producenci "Mody na sukces" potwierdzają. Za tydzień zostanie wyemitowany ostatni odcinek. - usłyszał w słuchawce głos prezentera "Faktów".*~

~- Nie ma to jak "Moda na sukces", nie?~

[Czy tylko ja nie wiem, o czym wy pierdolicie?]

|Tylko ty.|

~*~:D~*~

- Czy dodzwoniłem się do Dawida Millera? - Dało się słyszeć w słuchawce męski głos.

- No tak, a co? - Spytał chłopak.

- Słuchaj. Słyszałem, że podobno straciłeś wszystkich, na których ci zależało. Jako iż wiem, że zapewne wszystko ci już jedno, ~*Idę się powiesić.*~ ~A co ja mam powiedzieć? ;=;~ to chciałem cię spytać, czy chciałbyś pomóc mi w nakierowaniu asteroidy, która ma walnąć w Ziemię? - Spytał

- W sumie mam już wszystko gdzieś, więc ostatecznie mogę ci pomóc. - Rzekł Dawid.

~*Bo, jak wszyscy wiemy, Grzegorz jest na tyle zajebisty, że każdy chce mu pomagać. :**~

- Dobrze. Więc za dwa dni czekaj na mnie pod najbliższym blokiem. - Rzekł

Po tej rozmowie, Dawid wiedział już, że jego życie zmieniło się. Na zawsze...

 

Dwa dni później, gdy Dawid doszedł |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Nie... ;_;*~ do odpowiedniego bloku, ujrzał koło niego (bloku) [Bo żeśmy się nie skapnęli, o co chodzi.] również jakąś dziewczynę. Gdy zaś podszedł do niej, ta najwyraźniej go zauważyła, gdyż spytała:

~*- Marvel czy DC?*~

- Ty też czekasz na tego tajemniczego kogoś, kto pewnie i do ciebie dzwonił?

|Kto normalny spytałby o coś takiego przypadkową osobę?|

~*Niedojeb. Czyli w sumie pasuje.*~

- Tak, ja też na niego czekam. - Odpowiedział chłopak.

Po chwili zaś, Dawid |Koperfild|, widząc, że mimo wszystko jest smutna, postanowił ją trochę zagadać.

- W ogóle jak się nazywasz? - Spytał

~Zajebisty sposób na zagadanie do wyraźnie zasmuconej osoby. Powinszować.~

- Andromeda Lopez. A ty? - Odpowiedziała

- Dawid Miller. - Odrzekł chłopak, po czym dodał:

– Nie dziwi cię to, że jesteśmy dopiero w prologu, a pierdolnęło ponad tysiąc słów?

~Czej. Nadal jesteśmy w prologu? Pogubiłem się już. ;=;~

~*Tak. ;_;*~

|Nuuudzęęę sięęę!|

[Nie tylko ty. ;-;]

- Ale...Skąd ten ktoś wiedział, że jestem poszkodowany przez los?

- Ty też? - Spytała Andromeda.

- Tak. Straciłem trzy lata temu w wypadku samochodowym ~*Standard*~ rodziców i dziewczynę. Od teraz siedziałem cały czas w domu, wychodziłem tylko do sklepu. Wszystkie swoje smutki topiłem w alkoholu... - Odpowiedział

~*Kto normalny opowiedziałby dopiero co poznanej osobie o czymś takim?*~

|Down lub gimbus. Do wyboru, do koloru.|

- Ja...Mnie moi rodzice nienawidzili. W wieku 10 lat, czyli 10 lat temu, wyrzucili mnie na bruk...Od tego momentu musiałam radzić sobie sama... ~A mimo to, Dom Bachora się nie skapnął. Ani żaden ludź.~ Mieszkałam w starej komórce...Nie miałam przyjaciół... - Rzekła, po czym się rozpłakała.

~I dobrze ci tak.~

|Widzę, że w tej kwestii się zgadzamy.|

~Zakładamy klub nienawidzenia Andromedy i Dawida?~

|Warum nicht? Będziemy mieć duuużo członków. ;D|

Widząc to, Dawidowi żal się jej zrobiło, mimo iż dopiero co ją spotkał. Podszedł on do niej, po czym objął ją |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [ECH...] i powiedział:

- Hej...Nie płacz...Twoje życie już nie będzie takie jak kiedyś, po tym co teraz się zaczyna...Nie przejmuj się...Zapomnij o tym...

W tym momencie nastała cisza. Po chwili zaś, dało się poczuć mocny wiat[e]r, a po sekundzie przed blokiem wylądował ogromny statek kosmiczny. Kiedy już stał, jego drzwi otworzyły się. Dawid i Andromeda popatrzyli po sobie, po czym weszli do środka. W tym momencie wejście zamknęło się i statek ruszył...

 

*Oczami Grzegorza.*

~*No nie. Kurwa no nie.*~

~Też wolę nie wiedzieć, co ty tam namodziłaś.~

~*Nie o to chodzi. To specjalny zabieg, aby przedłużyć rozdział.*~

[<Rozpacza>]

Mimo tego, że od 24 lat byłem martwy, któregoś dnia, w - jak się później okazało - roku 2036 się obudziłem. Niby mnie to nie zdziwiło, bo przecież tak samo było w 2009, ~A nie 2012?~, ale zastanowiło mnie jedno: Co ja robiłem w ŻARNOWCU, jak zabito mnie na ANTARKTYDZIE? |Moc imperatywu narracyjnego odpowiedzią na wszystkie nasze problemy.| Po chwili zaś znalazłem źródło tego, co mnie ożywiło. Był to rozwalony, [Idealne słowo do opowiadań.] najprawdopodobniej poprzez wybuch reaktor. Po zobaczeniu tego, postanowiłem ruszyć do swej bazy z roku 2012. ~Ej, ale ja też mam mózg. Czy nie powinno tu być pomyślenie JAK TO KUFA JEBŁO?~ ~*Po chuj robić z tego opka coś ciekawego?*~ ~Ach, no tak. ;-;~ Kiedy się tam znalazłem, ujrzałem, że było tam całkowicie pusto. |Jak w głowie aŁtoreczki.| Nie było nikogo, a oprócz broni i różnych pojazdów nie było prawie niczego. Po sekundzie, ~*STOOOPER!*~ na podłodze ujrzałem jakąś gazetę. ~*"Fakt"*~ [Jezu x"D] ~*Minęły dwie godziny, a my nadal jesteśmy więźniami prologu.*~ |;_;| Z ciekawości podszedłem i podniosłem ją, po czym sprawdziłem, co tam było napisane. Na pierwszej stronie było napisane, że 13 kwietnia 2036 roku w Ziemię ma [Siema zmiano czasu! Dawno cię nie widzieliśmy!] uderzyć asteroida, w konsekwencji czego rozniosłaby wszystko w kosmos. Postanowiłem wykorzystać kolejną szansę. Jednak, uznałem, że ~*AAA! INTERPUNKCJAAA!*~ dobrze będzie wynająć sobie kogoś do pomocy. Jednak, gdy chciałem pójść poszukać takich osób, pierwszy raz w życiu, poczułem, że KTOŚ mnie przytulił i nie zamierzał puścić. Od razu odwróciłem się. Gdy to zrobiłem, zobaczyłem...Laurę. 

~*File "Kanon.exe" is shutting down.*~

 

To ona jeszcze żyła? Niemożliwe, aby ją oszczędzili. ~Kanon, wracaj tu!~ Jednak, gdy spytałem ją, jakim cudem żyła, ona spytała, dlaczego miałaby być martwa. Wtedy ja powiedziałem, że wydawało mnie się, że ją zabili. Ona na to odparła, że jak widać - nie. [W ogóle na chuj jest tu streszczenie akcji z narracji trzecioosobowej?] ~*Licznik słów.*~ [Ach, no tak. ;-;] Później porozmawialiśmy jeszcze trochę, po czym gdy ona mnie puściła, poszedłem zająć się sprawą pomocników. Poszukałem więc jakichś dwóch osób najbardziej poszkodowanych przez los, gdyż przecież takim to najczęściej wszystko jedno. ~Słów mi brakuje, aby opisać ten debilizm.~ Na pierwszy ogień poszła jakaś dziewczyna o imieniu Andromeda. Zadzwoniłem do niej, zaproponowałem jej to, żeby mi pomogła[, przekupując ją ciastkami] i zgodziła się. Później tak samo było z jakimś chłopakiem o imieniu Dawid. Oczywiście kazałem im za dwa dni czekać pod najbliższym blokiem. Po dwóch dniach, wraz z Laurą, poleciałem tam swym statkiem kosmicznym. Czekali tam. ~*To zdanie pojedyncze jest ewidentną przesadą.*~ Po chwili zaś weszli do środka. W tym momencie ruszyłem w drogę.

 

*Oczami Laury. ~*Na chuj tu ta kropka?*~ ~¯\__/¯~*

Ten dzień zaczął się normalnie. Wstałam, zjadłam śniadanie, umyłam [dupę] się i ubrałam. Następnie zajęłam się swoimi sprawami. |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [Ja nic nie mówię...] Przyzwyczaiłam się już do ciszy. Byłam sama 24 lata...~*Wierna jak Penelopa.*~ ~To w sumie dobrze.~ ~*No oczywiście, że dobrze.*~ Ale nadal dziwnym cudem miałam 20 lat, mimo iż powinnam mieć 44 lata*. ~*Po pierwsze: PRZYPIS! <3 A po drugie: Nie dziwnym cudem. Jesteś Mary Sue.*~ Dziwne. Ale do rzeczy. W pewnym momencie, usłyszałam, pierwszy raz od 24 lat, jakiś dźwięk. |To ona do sklepu nie wychodziła?| ~*Chyba chodziło o jakiś dźwięk w bazie Grzegorza, ale zdanie nie zostało dopieczone.*~ Były to otwierające się drzwi. Zdziwiłam się gdyż hasło do wejścia znaliśmy tylko ja i Grzegorz. |A hasłem był kod genetyczny dla fenyloalaniny.| ~Po pomysłowości Ramoninth nie zdziwiłoby mnie to.~ Mimo wszystko, poszłam w kierunku głównego pomieszczenia. Po znalezieniu się tam, ujrzałam...Grzegorza, który czytał gazetę, która leżała na podłodze. JAKIM CUDEM ON ŻYŁ? ~*Kolejne zdania dobijają i tak już ledwo żywy kanon.*~ Przecież zanim zabiłam naszych wrogów, oni zabili jego. ~*MÓWIŁAM? ;_;*~ ~<Rozpacza>~ Mniejsza. Po chwili podbiegłam do niego i pierwszy raz odkąd go znałam - przytuliłam się do niego. Chwilę później, on odwrócił się. Widząc mnie, spytał jakim cudem ja żyłam. ~*Moc Mary Sue.*~ Na to odpowiedziałam pytaniem dlaczego miałabym nie żyć. ~Ja już się wypowiadałem na ten temat.~ On wtedy rzekł, że myślał, że oni mnie zabili. Wtedy ja oznajmiłam, że jak widać - nie zabili mnie. ~Nudzę się...~ ~*Nie tylko ty.*~ Następnie porozmawialiśmy ze sobą jeszcze trochę, po czym, gdy ja go puściłam, on poszedł szukać odpowiednich pomocników do dokonania zagłady. Jako, iż do odpowiednich ludzi on dzwonił, ja usiadłam koło niego i podsłuchiwałam. Z tego co słyszałam, zgadzali się oni. No nic. ~Epickie zdanie.~ Po dwóch dniach, wraz z Grzegorzem wsiedliśmy w jego statek kosmiczny i polecieliśmy pod blok, pod którym nasi nowi |Świeży jak bułki z Biedronki.| ~Jebłem xD~ pomocnicy mieli czekać. Po wylądowaniu, ujrzeliśmy, że byli oni tam. W tej sekundzie Grzegorz otworzył im drzwi, aby mogli wejść. Gdy weszli, on [Argh, za dużo słowa "on".] zamknął drzwi i ruszył w drogę.

 

*Oczami |Tępej kurwy.| Andromedy.*

Dzień zaczął się tak jak zwykle. Wstałam, ubrałam się i poszłam do pobliskiej toalety, aby umyć ~*Mózg*~ ~Jak można umyć coś, co nie istnieje?~ ~*Ach, no tak. Zapomniałam. ;-;*~ zęby. Na szczęście nikt mnie nie zauważył. [Kolejna Mary Su.] Gdy wróciłam do mojej komórki, w której mieszkałam, usiadłam przed biurkiem. Po chwili zaczęłam płakać |zdaniami pojedynczymi|. Ciągle, mimo upływu dziesięciu lat, ~*Zapamiętajcie ten moment, bo to chyba jedyny liczebnik napisany słownie.*~ nie mogłam pogodzić się z tym, że byłam samotna, że nikt mnie nie chciał, nie lubił i nie kochał. A w dodatku cierpiałam z tego powodu, że moi rodzice mnie nienawidzili. ~*Podstawić ci na tydzień moją mamę? Wtedy poznasz definicję zajebistego rodzica. Wystarczy, że zaczniesz się uczyć.*~ Po parunastu minutach usłyszałam dźwięk telefonu. Ogromnie się zdziwiłam.

[

]

Cały czas samotna, bez kontaktu z nikim, a tu nagle telefon! Spojrzałam na ekranik. Ujrzałam tam nieznany numer. Mimo wszystko odebrałam, gdyż mogło to być coś ważnego. Po chwili, gdy spytałam się o co chodzi, w słuchawce odezwał się jakiś nienaturalny, męski głos.

~*– LET'S START A RIOT! – rzekł

Sorki, za dużo nowego albumu Hollywood Undead. A "Riot" to moja ulubiona nuta, zaraz po "Bang Bang""Pray" i "Black Cadillac".*~

Zaproponował mi on pomoc jemu w nakierowaniu asteroidy na lot kolizyjny z Ziemią. ~*Ponad trzy tysiące słów. Nadal jesteśmy w prologu.*~ ~;_;~ Jako, iż mam wszystko gdzieś, to zgodziłam się. |Idiotka| Ten tajemniczy ktoś kazał mi za dwa dni czekać pod najbliższym blokiem. Oczywiście wiedziałam już, że moje życie na zawsze się zmieniło. Po dwóch dniach zaś, poszłam pod najbliższy blok. Paręnaście minut później ujrzałam jakiegoś chłopaka. Oczywiście spytałam go, czy również czeka na tego tajemniczego kogoś. Okazało się, że tak. Później zagadał mnie on. Spytał, ~czy mam na piwo.~ jak się nazywam. Odpowiedziałam mu i spytałam, jak on ma na imię. Okazało się, że zwał się ~*Bożydar Niewierny*~ Dawid. Po chwili spytał, jak ten ktoś, na kogo mieliśmy czekać, mógł wiedzieć, że jest on poszkodowany przez los. Spytałam go, czy w takim razie on również nie ma łatwego życia. [No nie kuźwa, jest szczęśliwy z życia i dlatego zgodził się na pomoc w zniszczeniu świata, downiaro.] Odpowiedział, że tak i opowiedział o tym, jak stracił rodziców, dziewczynę, ~*SPOILER: Twoja nowa dziewczyna stoi obok ciebie.*~ o tym jak siedział całe dnie w domu i topił swe smutki w ~eterze~ |;_;| ~:D~ alkoholu. Później ja opowiedziałam mu o swoim życiu, [bo byłam idiotką] po czym nie wytrzymałam i rozpłakałam się. W tym momencie, o dziwo, podszedł on do mnie, objął mnie |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*[ECHHH...]*~ i rzekł:

- Hej...Nie płacz...Twoje życie już nie będzie takie jak kiedyś po tym, co teraz się zaczyna...Nie przejmuj się...Zapomnij o tym...

~Że tak się wtrącę: Andromeda streszcza wydarzenia z prologu, pisząc je ze swojej perspektywy. A jak każdy wie, W STRESZCZENIU NIE MA MIEJSCA NA DIALOGI, KURWA!~

~*Mój down mentalny mnie zadziwia za każdym razem.*~

Zamurowało mnie.

~

~

|Co. xD|

~No co? Podobno ją zamurowało. X"DDD~

|Już cię lubię. x"D|

Myślałam, że będzie mnie sztucznie pocieszać, a tu takie słowa. Po sekundzie, poczuliśmy mocny wiatr. Kiedy unieśliśmy głowy, ujrzeliśmy lądujący, ogromny |Lenny Face| [Wyobraziłam to sobie. xD] statek kosmiczny. Po jego wylądowaniu, otworzyły się drzwi do środka. Oboje popatrzyliśmy po sobie, po czym weszliśmy do środka. W tym momencie wejście zamknęło się i pojazd ruszył...

 

*Oczami Dawida.*

[Ile jeszcze tego prologu?]

~*Niecałe dwie strony.*~

~Jakoś to przeżyjemy.~

Dzień zaczął się jak zwykle. Wstałem, umyłem |dupę| zęby i ubrałem się. Po zrobieniu tego, poszedłem do sklepu po coś na śniadanie i jak co dzień, alkohol. ~*Pijak jebany.*~ ~Sama go wykreowałaś.~ ~*Wiem i nie jestem z siebie dumna.*~ Po powrocie zjadłem śniadanie, po czym z alkoholem usiadłem przy biurku i rozmyślałem o tym, co stało się trzy lata temu, czyli o utracie rodziców oraz mojej dziewczyny. To wszystko było takie smutne... ~*Cholera, chyba mam alergię na ten FanFiction. Już dwa razy kichnęłam podczas pisania tych dwóch zdań.*~ |Nie dziwne. ;=;| Wszystkie smutki jak zwykle topiłem w alkoholu. Po parunastu minutach zaś, usłyszałem dźwięk telefonu. [Zgaduję, że tym telefonem był iPhone. Nawet biedacy go mają.] Zdziwiło mnie to, gdyż od trzech lat nikt do mnie nie dzwonił. |Bo, jak wiemy, w Opkolandii telemarketerzy wyginęli.| ~Nie wyginęli. Dawid jest takim debilem, że nawet telemarketerzy do niego nie dzwonią.~ [Ta szczerość. xD] ~No co? xD~ Gdy zaś spojrzałem na ekranik komórki, ujrzałem jakiś nieznany numer. Mimo wszystko postanowiłem odebrać, gdyż wydawało mnie się, że to coś ważnego. Kiedy przyłożyłem słuchawkę do ucha i spytałem o co chodzi, usłyszałem nienaturalny, męski głos. Taki, jakby był modyfikowany w Audacity na liczbie -15. ~Łach, jaki znawca.~ Po chwili, ten tajemniczy ktoś spytał, czy pomógłbym mu w nakierowaniu asteroidy na lot kolizyjny z Ziemią. Naturalnie, jako iż mnie już nic nie obchodzi, zgodziłem się. |Twoi rodzice byliby z ciebie dumni.| Wtedy ten ktoś kazał mi czekać za dwa dni pod najbliższym blokiem. Po chwili połączenie zakończyło się. ~*W ogóle, ja przy tym FanFiction cierpię najbardziej, bo prolog i pierwsze dwa rozdziały muszę przepisywać z zeszytu do komputera. Dopiero trzy ostatnie rozdziały mam na komputerze.*~ |O Jezu. Podziwiam cię. Mnie by się nie chciało.| Wiedziałem, że moje życie zmieniło się. Ale, mimo wszystko, dwa dni później udałem się pod najbliższy blok. Gdy się tam znalazłem, ujrzałem jakąś dziewczynę, która najprawdopodobniej mnie zauważyła, gdyż spytała czy też czekam na tego tajemniczego kogoś. ~*To jest tak naciągane, że aż brak mi słów.*~ Ja odpowiedziałem, że tak. ~*JASNY CHUJ!*~ ~Co się stało?~ ~*Właśnie zobaczyłam, ile trwa czwarty rozdział. Sto pięć stron tortur.*~ ~<Słychać trzask.> Aż mi kubek spadł na podłogę. ;_;~ |Jasna cholera...Jak my to przeżyjemy?| ~*Nie wiem, ale dla fanów musimy się poświęcić.*~ Po chwili, ujrzałem, że [Nie komentujmy już interpunkcji, bo przecinki są tu stawiane losowo.] |Tak, tak będzie najlepiej.| była smutna. Postanowiłem ją jakoś zagadać. Spytałem, jak się nazywa. ~Mistrz prowadzenia rozmów.~ Okazało się, że na imię jej Andromeda. Po se spytała mnie, jak ja się nazywam. ~*Dobrze czytacie. To "se" serio tam jest. Przenosiłam w zeszycie wyraz i najwidoczniej o tym zapomniałam.*~ ~Ja nic nie mówię...~ Oczywiście odpowiedziałem jej, po czym spytałem, jak ten ktoś, kto do nas zadzwonił, mógł wiedzieć, że jestem poszkodowany przez los. W tym momencie Andromeda spytała, czy ja też jestem nieszczęśliwy w życiu. Odpowiedziałem, że tak i opowiedziałem jej swą historię. [Bo byłem debilem.] Gdy skończyłem, ona opowiedziała mi o tym, jak to jej rodzice ją nienawidzili, jak w wieku dziesięciu lat wyrzucili ją na bruk, jak musiała sobie radzić sama |Bo opieka społeczna poszła zajarać za garaże.| i o tym, że mieszkała w starej komórce i na domiar złego nie miała przyjaciół. Po chwili rozpłakała się. Mimo, iż dopiero ją znałem, [Powinno być "poznałem".] ~*Nawet mnie nie chciało już się pisać tego rozdziału.*~ ~To było to zostawić na później, a nie się zmuszać.~ |Muszę ci coś wytłumaczyć, Grzegorz: Ramoninth kiedyś pisała opowiadania tylko po to, aby były.| ~Ja jebe. ;_;~ żal mnie się jej zrobiło. Podszedłem do niej, objąłem ją, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Boże... -.-*~ po czym powiedziałem:

- Hej...Nie płacz...Twoje życie już nie będzie takie jak kiedyś po tym, co się teraz zaczyna...Nie przejmuj się...Zapomnij o tym...

~Znowu naruszanie zasad streszczeń.~

~*Ja wtedy naruszałam zasady wszystkiego, czego się dało.*~

W tym momencie nastała cisza. Po minucie ~*STOPER*~ poczuliśmy mocny wiatr. Kiedy unieśliśmy głowy, ujrzeliśmy ogromny statek kosmiczny, który właśnie lądował. Gdy już stał, otworzyły się drzwi do niego. Popatrzyliśmy po sobie, po czym weszliśmy do środka. W tym momencie wejście zamknęło się, a następnie pojazd ruszył...

 

*Gdyż w prequelu do tego FanFiction miała 16 lat, a 16+24=44, |Nie udawaj, że znałaś podstawy matematyki.| ~*Znając mnie, obliczyłam to na kalkulatorze.*~ czyli tyle powinna mieć teraz lat. [Ale imperatyw narracyjny zarządził inaczej.]

 

~Bogu dzięki, koniec prologu.~

~*Może starczy na dzisiaj? Nie mam już siły przepisywać kolejnych dwóch rozdziałów.*~

~Tak, błagam. Skończmy już dzisiaj.~

|Jestem za.|

[Ja też.]

~*Wrócimy do tego jutro.*~

|[~OK~]|

_____________________________________________  

ROZDZIAŁ 1 - POZNANIE I BUDOWA MASZYNY.

[Czemu tytuły rozdziałów są Caps Lockiem?]

~*Bo w zeszycie są wielkimi literami, a ja się do tego dostosowuję. Od trzeciego rozdziału będą normalnie (kopiowanie, nie przepisywanie).*~

|Nim przejdziemy: Jak głupi jest ten rozdział?|

~*W CHUJ. Wygląda jakby wszystko było wciśnięte na siłę. To znaczy nie wszystko, ale jeden wątek, do którego O DZIWO mam sentyment. ;-;*~

~Chwila...Okej, chodźcie tu na chwilę.~

~*|[<Podchodzą>]|*~

~<Wytwarza wokół nas pole dezintegrujące.> Dobra, jak tu będziemy, to może chociaż trochę ta głupota nas ominie.~

Po wystartowaniu statku kosmicznego, w pewnym momencie, Andromeda spytała Dawida:

- Ej i co teraz?

~*– Wpisz w komputerze, który tu znajdziesz "Najczęściej wyszukiwane obrazy". Zobaczymy jak bardzo właściciel jest pojebany! – odpowiedział Dawid.*~

~Nie tak jak TY. ;_;~

~*Też nie wiem, skąd w moim śnie tak popierdolone zdjęcia. ;_;*~

|Boję się ciebie. ;_;|

- Nie wiem. Musimy czekać najprawdopodobniej na tego kogoś, kto do nas dzwonił. - Odpowiedział chłopak.

Po tej rozmowie, zaczęli czekać. Paręnaście minut później, gdy dwójka zaczęła powoli przysypiać z nudów, dało się poczuć, że pojazd zatrzymuje się. ~*Zmiana czasu dotarła i tu.*~ Kiedy zaś wyjrzeli oni przez okienko, które było w pojeździe, ujrzeli, że ~*I błędy interpunkcyjne.*~ byli oni w przestrzeni kosmicznej, a statek, w którym byli, unosił się jak gdyby nigdy nic. |Co jest normalne, więc nie wiem, co się dziwić.| Po chwili zaś usłyszeli, że jedne z drzwi otwierają się. Od razu oboje obrócili się. Kiedy to zrobili, przy jednych drzwiach ujrzeli tego tajemniczego kogoś.

 

Nie widać było jego twarzy, gdyż była ona zasłonięta przez kaptur. Widać było tylko żółte, świecące się oczy ~Dzięki temu mogę czytać w nocy nie włączając światła. ^-^~ oraz nos. Był odziany |O KURWA, TAKIE EKSTRAWAGANCKIE SŁOWA W OPKU?! O.O| w jakiś płaszcz. W ręku trzymał jakiś nienaturalnie wygięty kij. ~*Tak nienaturalnie, że w rzeczywistości widziałam dwa podobne. Meh.*~

 

Obok niego stała jakaś dziewczyna. Była ona o wiele niższa od niego [No ależ oczywiście.] ~Ale swoją drogą, ciężko być wyższym ode mnie. ^-^~ oraz była szczupła. Jej twarz była blada, gdyż od 24 lat nie wychodziła z domu, ponieważ nie miała takiej potrzeby. |Aha, czyli żarcie zamawiała na Allegro.| Jej oczy miały nienaturalny, czarny kolor. ~*Rodzina jednokolorowców, kufa.*~ Miała także długie i ostre paznokcie, nienaturalne dla normalnego człowieka, którymi mogłaby z łatwością rozszarpać człowieka. ~Nie wiedziałem, że pierwotnie Laura była Mary Sue.~ ~*Wiesz? Ja w sumie też o tym nie pamiętałam.*~ Na sobie miała założoną długą, szarą bluzę z jakimś obrazkiem i napisem oraz rurki z motywem Galaxy. |GIMBUUUS!| Na stopach miała zwykłe, czarne buty.

 

Gdy Dawid i Andromeda ich ujrzeli, Dawid pomyślał:

"O kurwa! Oni na serio istnieją! Mamy przerąbane..."

~*Za mało przekleństw w tych myślach.*~

~Wyjaśni się chociaż, skąd on o mnie wiedział?~

~*Za wiele wymagasz.*~

~;=;~

Po chwili zaś, Andromeda spytała tą osobę: ~*Znowu błąd. Powinno być "tę osobę".*~

- To ty do nas wtedy dzwoniłeś?

~Nie kurwa, Jigsaw.~

~*Jezu xD*~

- Tak. - Odpowiedział

~Ależ ja rozmowny...Meh.~

Po tym, mimo iż wydawałoby się, że rozmowa toczyła się dalej, ten ktoś, kogo właśnie Dawid i Andromeda ujrzeli, powiedział im co mają robić. Dawid i Andromeda dowiedzieli się także, że ich praca tu będzie typowym dniem roboczym. ~*NIE! Wiem, do czego to się sprowadza. Czwarty rozdział będzie ciężki, ale...przynajmniej Grzegorz nie będzie typowym OOC.*~ |Ufff...| Od poniedziałku do piątku ~harują,~ ~*To podkreślenie nie było w zeszycie. Grzegorz tylko chciał podkreślić oczywistość.*~ a w sobotę i niedziele mają wolne*. ~*PRZYPISUŚ! <3*~ Kiedy zaś on powiedział im wszystko co miał, wraz z dziewczyną, która stała obok niego, wrócił skąd przyszedł.

 

Dwójka miała zacząć budować odpowiednią maszynę. ~*W sensie do nakierowania asteroidy na lot kolizyjny z Ziemią, bo po chuj uściślać to w łopku.*~ Kiedy rozpoczynali tworzenie, dziewczyna spytała:

- E, wiesz kim oni byli?

- Tak, wiem... - Odpowiedział Dawid.

- No to kim oni byli? - Spytała

- Ten ktoś, kto wtedy do nas dzwonił, to był Grzegorz Antychryst. - Odrzekł

- Kto? Nigdy nie słyszałam o kimś takim. - Odparła

~*Żałuj*~

- Grzegorz Antychryst. Urodził się w sześćset sześćdziesiątym szóstym roku. |STOP. Kurwa mać, Grzegorz, chcesz mi powiedzieć, że żyjesz już jebane CZTERNAŚCIE WIEKÓW?!| ~No ^-^~ |;_;| ~I się nie starzeję. ^-^~ |Oddawaj mi swoje geny!| ~Nje :D~ Od setek lat próbuje zniszczyć ludzkość. [Nudzi ci się w życiu?] ~Trochę ^-^~ |Jak się tyle żyje, to nie dziwne.| Ostatni raz próbował w 2012 roku, jednak w ostatniej chwili zabili go jego wrogowie, ~*Zaraz zdechnie kanon.*~ których później ~*Przyszykowaliście trumnę dla kanonu?*~ zabiła ta dziewczyna. ~*A mnie zabiłby Slavia, jakby to przeczytał.*~

~KANON.EXE:

~

- To skoro on został zabity, to JAKIM KURWA CUDEM żyje?! - Zapytała

~Sam tego nie ogarniam. Mnie nie pytaj.~

- Zawsze w niewyjaśniony sposób powraca, gdy ma być następna apokalipsa. - Odparł

- No dobra. A ta dziewczyna, która była koło niego, to kto? - Spytała Andromeda.

- Laura Turner. ~*Obecnie ma inne nazwisko.*~ Dziewczyna, która miała psychopatycznych rodziców, ~Czemu wszyscy tu są Mary Sue i Gary Stu?~ ~*Ty, faktycznie. Jedynie ty jesteś W MIARĘ kanoniczny. No i twoi wrogowie.*~ ~Ooo...<3~ którzy w wieku dwóch lat** ~*PRZYPIS! :**~ porzucili ją na Antarktydzie. Po dwóch latach odnalazł ją on. ~*Nie. Przypomniała mnie się pierwotna wersja "The Last Days of Earth". Bogu dzięki, że przepadła.*~ Była to jedyna osoba, nad którą on się zlitował ~*Jebnęłabym tu no signalem, ale nie wiemy, kim jest Grzegorz, więc może mieć też i ludzkie odruchy.*~ i zabrał ze sobą. Teraz, ona, kiedy się o tym dowiedziała, pomaga mu w jego celu, na dowód wdzięczności. ~I za to ją kocham. ^-^~ - Odrzekł

- Nie dziwię się, że jej rodzice ją porzucili. Takiego niskiego gimbuso-wampira każdy by się pozbył. - Odparła Andromeda.

~Chamska dziwka.~

~*Popieram*~

W tym momencie, oboje zaczęli się śmiać. Jednak, w pewnym momencie usłyszeli te same co wcześniej, otwierające się drzwi i dźwięk broni wycelowanej w ich kierunku. Od razu przestali się śmiać i odwrócili się. Kiedy to zrobili, ujrzeli Laurę, która była wściekła, wycelowującą ~*ORTO*~ w nich dwoma dezintegratorami.

~

~

Chwilę później, krzyknęła ona:

- CO RZEŚCIE ~*Tak, ta literówa jest w zeszycie.*~ POWIEDZIELI?!

Jednak, chwilę później, gdy chciała wystrzelić, poczuła na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Od razu odwróciła się. Gdy to zrobiła, ujrzała JEGO, który po chwili rzekł:

- Lauro, nie zabijaj ich. Oni są nam jeszcze potrzebni, bo kto będzie za nas odwalał czarną robotę? Zabijesz ich, gdy już nie będą nam potrzebni. |<Biega po bazie i krzyczy.> OMG, ZNALAZŁEM PRZYJACIELA!!! :3| ~x"D~ 

- Ale jak mam ich nie zabijać? Nie dość, że wypominają moją historię, to jeszcze nazwali mnie niskim gimbuso-wampirem! Kogo ty do cholery wynająłeś? - Rzekła, już spokojniej.

- Wiem co robię. - Odparł, po czym zwrócił się do swoich pomocników:

- A wy nie nazywajcie jej tak, jak ją nazwaliście, gdyż ona tego nienawidzi [Nie dziwne.] i tak na to reaguje. I nie mówcie o jej historii, bo to na nią źle wpływa.

Po czym wraz z nią wrócił skąd przyszedł.

 

Kiedy zaś Dawid i ~*|[~Kurwa jebana.~]|*~ Andromeda zostali sami, dziewczyna powiedziała ze strachem w głosie:

- Ale i tak na końcu zginiemy...W co myśmy się wpakowali?

~*Grzeeegooorz...*~

~Co?~

~*Zabijałeś swoich sługusów na końcu?*~

~Czytnij jeszcze raz scenariusz...~

~*Czyli nie?*~

~Nom~

~*OOC*~

- Nie martw się. Choćbym miał zginąć - obronię cię. - Odparł Dawid. |Debil|

- N-Naprawdę? - Spytała zdziwiona dziewczyna.

- Tak. - Odpowiedział chłopak. [Idiota]

Po tej rozmowie, dziewczyna wiedziała już, że będzie bezpieczna. [Co z tego, że Dejwid mógł kłamać.] Po chwili, zaczęli oni kontynuować to, co mieli zrobić...

 

Tymczasem, na Ziemi, Patryk i Mateusz, ~Jeszcze tych pierdolców tu brakowało.~ jak zwykle oglądali telewizję. ~Już wiem, dlaczego są takimi idiotami.~ W pewnym momencie, pierwszy raz odkąd było o tym wiadomo, w telewizji pojawiła się informacja o tym, że w Ziemię ma uderzyć asteroida i, że ma to się stać 13 kwietnia 2036 roku.

- Czyli jak co roku...Nic się nie stanie. - Rzekł Mateusz.

- Nic? A pamiętasz, co było 24 lata temu? I 27 lat temu? - Spytał Patryk.

- No nie. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... - Zaczął Mateusz.

- Tak. Sądzę, że ON znów powrócił. - Powiedział Patryk.

|Co za szybko wysunięte wnioski.|

Po chwili zaś usłyszeli telefon. Kiedy zaś go odebrali, na ekraniku pojawił się znajomy obraz, czyli znany im z roku 2012 szef korporacji "Globus Corporation"***. ~*Wtedy...Jeszcze mogłam w to wierzyć.*~ ~:3~ ~*Weź, bo czytelnikom zaspoilerujesz.*~ Gdy zaś Mateusz go ujrzał, pokazał to Patrykowi i powiedział:

- E, pamiętasz go?

~Cholera, tak bardzo chcę jebnąć spoiler.~

~*Nie tylko ty, ale musimy się powstrzymać. LeckerSweet jest wszędzie, nawet pod tym tamtym FanFiction, więc chociażby jej nie spoilerujmy.*~

- Znów? - Spytał Patryk.

- Tak, znów. - Odpowiedziała osoba, która do nich zadzwoniła. |Geeendeeer!|

- No dobra, o co ci tym razem chodzi? Znów jakieś przebiegunowanie się zbliża? - Zapytał Patryk. ~*Ach, te moje interpretacje serii.*~

- Nie tym razem. Teraz ma być powtórka z roku 2009. Na dodatek, Grzegorz Antychryst wrócił i chce nakierować asteroidę na lot kolizyjny z Ziemią. Wynajął już do tego celu dwie osoby, które zgodziły się mu pomóc. Musicie ich powstrzymać, jeśli chcecie żyć. W dodatku, jedna osoba posiada przedmiot, dzięki któremu Grzegorz mógłby skończyć maszynę do nakierowania asteroidy. Musicie więc i przed tym go powstrzymać. - Odpowiedział

- No dobra, ale skąd my mamy wiedzieć, kim jest ta osoba, posiadająca ten przedmiot? Przecież na świecie jest tyle ludzi... - Spytał Mateusz.

- Ta osoba to niejaka Katerin |Znowu ten sam błąd w imieniu. Gdzie jest karabin?| ~Pożyczyć ci dezintegrator?~ |Może być.| ~<Pożycza>~ |<Bierze> Danke :3| Morgan. Mieszka w bloku niedaleko waszych domów. - Odrzekł, po czym się wyłączył.

Po tej rozmowie, na chwilę nastała cisza. Po chwili zaś, Patryk rzekł:

- No to co. Trzeba poznać tą Katerin, aby w ogóle wiedzieć kto to jest.

Po tych słowach, oboje zebrali się do wyjścia, po czym wyszli. [Zgodnie z prawami logiki.] Kiedy byli już na zewnątrz, udali się do odpowiedniego budynku, poszli do odpowiedniego mieszkania i zadzwonili. Po chwili oczekiwania, otworzyła im jakaś dziewczyna.

 

Na oko miała z 19 lat. Jej oczy były nienaturalne, gdyż miały kolor czarny. ~*To zależy jeszcze, w jakim stopniu. Mogła mieć tak mocno brązowe, że wyglądały na czarne, co jest biologicznie możliwe.*~ Jej włosy były również koloru czarnego. Miała ona na sobie ciemno różową bluzkę oraz czarne spodnie. Na nogach miała założone buty, jednak były one koloru limonkowo-czarno-niebieskiego.

 

Po chwili ciszy, spytała ona:

- A wy to kim jesteście i co ode mnie chcecie?

~Uber Eats, do usług.~

|x"D|

W tym momencie, Patryk opowiedział jej o wszystkim, o czym miał jej powiedzieć. Po paru minutach, gdy doszedł do momentu, w którym powiedział o tym, co jej grozi, ta zbladła ze strachu, gdy dowiedziała się o tym, że zginie. Chwilę później, rzekła przestraszonym głosem:

- C-Co? ~Jak to cheeseburger? Zamawiałam WieśMaca!~ |JEZU X"D| A-Ale jak? Ja im nawet nic nie zrobiłam! A nawet jakby, to przecież ich nie znam i nie wiem jak należy z nimi walczyć!

[Kto.Normalny.By.W.To.UWIERZYŁ?!] 

|Taki debil jak te postacie.|

- Oni zabijają każdą, niewygodną dla nich osobę lub taką, która ma coś, co jest im potrzebne. |Stalin?| Ale możemy ci pomóc z tego wybrnąć. - Rzekł Mateusz.

- W sumie, jak wam się chce, to byłabym wdzięczna. - Powiedziała

~To jest tak nierealistyczne, że aż nie mam słów.~

Po tej rozmowie zaś, jako iż Katerin ~*Mózg mi umiera.*~ wiedziała już, że może im ufać,

|

|

wpuściła ich na chwilę do swego mieszkania...

 

W tym samym czasie, w innym miejscu, Dawid i Andromeda byli już w połowie budowania maszyny. [Cholera, szybcy oni są.] Szło im całkiem nieźle, bo wszystkie jak dotąd potrzebne materiały były pod ręką. Jednak, w pewnym momencie, Dawid rzekł:

- Ej, my nawet jak to skończymy, to nie będziemy mogli tego uruchomić. Brakuje tu jednej części, czyli takiej tuby z jakimś niebieskim płynem, którą posiada tylko Katerin Morgan... |Jaki znawca.|

- No to trzeba będzie się do niej udać... - Usłyszeli za sobą znajomy już głos.

W tym momencie, gdy dwójka się odwróciła, Andromeda spytała:

- A wiesz w ogóle, gdzie ona mieszka?

- Ja wiem. Mieszka w tym bloku, który stoi niedaleko tych dwóch domów jednorodzinnych, które stoją koło siebie. - Rzekł Dawid.

~Deklu, pytanie nie było zadane do ciebie.~

Po tej rozmowie, postanowili w najbliższym czasie udać się do Katerin...

*Oczami Grzegorza. ~*:**~ ~<Wpisuje w Google> "Jak pozbyć się Fangirl?"~ |Nie da się.| ~;_;~*

Po wystartowaniu, ruszyłem w kierunku Wszechświata, gdyż tam zamierzałem się zatrzymać na czas budowy tej maszyny, aby nikt się nie przypałętał i nie zniszczył tego, co Dawid i Andromeda mieli robić. [Sprytne] Lot minął spokojnie i w ciszy. Kiedy zaś doleciałem do odpowiedniego miejsca i zatrzymałem swój pojazd w próżni, wraz z Laurą wyszedłem do głównej części statku kosmicznego. Po znalezieniu się tam, w pewnym momencie, Andromeda spytała, czy to ja do nich dzwoniłem. A co ona myślała? |Wiesz, (G)Andzia to idiotka.| Oczywiście odpowiedziałem, że tak, po czym kazałem im budować tą [*tę] maszynę. Później, Laura powiedziała im także, że przez cały tydzień roboczy, tj. od poniedziałku do piątku będą tu ~"~pracować~"~, a w weekend będą odstawiani do ich domów. Po tym, razem z Laurą wróciłem skąd przyszedłem. Gdy już byliśmy w miejscu, z którego przyszliśmy, na początku siedzieliśmy w ciszy. Jednak, po chwili, Laura, drugi raz w życiu, przytuliła się do mnie, po czym spojrzała na mnie tymi swoimi uroczymi oczkami |UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!! Ktoś tu się zakochaaał!| ~SPIERDALAJ~ |:D| i rzekła:

- Grzegorz...Ja ci tego nie mówiłam, ale przez te 24 lata samotności, tęskniłam za tobą...

~*Nie dziwne. Każdy normalny człowiek by za nim tęsknił.*~

~Cholerne Fangirl...~

|Znam ten ból.|

~*[:D]*~

Pierwszy raz w moim życiu ktoś za mną tęsknił...Jak słodko. No, ale mniejsza. ~*Cholera, chyba serio mam uczulenie na to opko, bo już któryś raz kicham. ;=;*~ Chwilę później ja powiedziałem:

- Oh Lauro...Naprawdę?

- Naprawdę... - Odrzekła

- Pierwszy raz w moim życiu ktoś za mną tęsknił... - Odpowiedziałem. [Po choj tu ta kropka?] ~*Nie mam pojęcia.*~ 

Po tej rozmowie, nastała cisza. Jednak, w pewnym momencie usłyszeliśmy, jak Dawid i Andromeda rozmawiali o historii Laury. Ja się tam tym nie przejąłem, lecz w pewnym momencie, ujrzałem, że Laura starała się nie płakać. Niestety, w pewnym momencie uległa. Zacisnęła powieki, a po chwili z jej oczu popłynęły łzy. W tym momencie, zrobiło mnie się jej żal. Prawie tak samo jak wtedy, gdy znalazłem ją na Antarktydzie. 

~KANON.EXE:


~

Po chwili, przytuliłem ją do siebie i, słuchając jej płaczu, rzekłem spokojnym głosem:

~*A zważywszy na twój głos, za łatwe to nie było.*~

~Niestety, to jedna z wad. :<~

- Lauro...Nie płacz...Staraj się to ignorować.

- Ale...Ale ja nie mogę...Zawsze, gdy ktoś wypomina moją historię, nie mogę powstrzymać się od płaczu... - Odpowiedziała zapłakanym głosem.

Parę minut później, gdy powoli zaczęła się ona uspokajać, usłyszeliśmy, że Andromeda nazwała ją niską wampiro-gimbuską. W tym momencie, Laura aż poderwała się ze złości, po czym powiedziała:

- Co ona powiedziała?! Pożałuje tego!

Po czym chwyciła dezintegrator, [Czy ona czasem nie miała dwóch dezintegratorów? Jej! Niespójności!] który stał obok jej siedzenia ~*I który podstawił imperatyw narracyjny.*~ i wyszła. Eh...Biedna ona jest, ~Zmiana czasu jest wszędzie.~ tak się denerwuje...Podobno złość piękności szkodzi, ale na nią to najwyraźniej nie działa. |~MORDA~ Ej! To moja kwestia! ~:D~| Mniejsza. Chwilę później, usłyszałem jak krzyknęła:

- CO ŻEŚCIE ~*O, a tu bez błędu ortograficznego.*~ POWIEDZIELI?!

Po czym chciała wystrzelić z broni. Nie mogłem pozwolić, aby ich zabiła. Nie dlatego, że ich lubiłem, ale dlatego, że miałem z nich darmową siłę roboczą. |Lubię cię. :D| ~I nawzajem. :D~

~*Mama: Zosiu, co robisz?

Ja: Zrzeszam uniwersa.

;'-)*~

Wyszedłem więc do głównej części statku kosmicznego, podszedłem do Laury, położyłem jej dłoń na ramieniu i po chwili, gdy ona się odwróciła, rzekłem:

- Lauro, nie zabijaj ich. Oni są nam jeszcze potrzebni, bo kto będzie za nas odwalał czarną robotę? Zabijesz ich, gdy już nie będą nam potrzebni.

- Ale jak mam ich nie zabijać? Nie dość, że wypominają moją historię, to jeszcze nazwali mnie niskim gimbuso-wampirem! Kogo ty do cholery wynająłeś? - Rzekła, już spokojniej.

- Wiem co robię. - Odparłem, po czym zwróciłem się do moich pomocników:

- A wy nie nazywajcie jej tak, jak ją nazwaliście, gdyż ona tego nienawidzi i tak na to reaguje. I nie mówcie o jej historii, bo to na nią źle wpływa.

Po czym wraz z Laurą wróciłem skąd przyszedłem. Po znalezieniu się tam, kiedy usiedliśmy na swoich siedzeniach, w pewnym momencie, Laura przytuliła się do mnie, a po chwili zasnęła. Śpiąc wyglądała tak słodko... |~N.I.E!~ Ej no! :< ~:D~| No, ale mniejsza. Chwilę później, objąłem ją i zacząłem czekać, aż się wyśpi i obudzi...

 

Po około dwóch godzinach, gdy Laura się obudziła, mimo tego, że już nie spała, nadal była do mnie przytulona. Chwilę później, trochę zdziwiony takim zachowaniem, spytałem:

- Lauro, co ty tak siedzisz przytulona do mnie?

- Bo mi jest zimno, a ty jesteś taki ciepły... - Odpowiedziała

|


|

~JEZU X"D~

Po tych słowach nastała cisza. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy, że Dawid i Andromeda mówili o brakującej części do tej maszyny, którą mieli budować oraz o tym, kto ją miał. Słysząc to, od razu wraz z Laurą wyszedłem do głównej części pojazdu i, po znalezieniu się tam, rzekłem:

- No to trzeba będzie się do niej udać...

W tym momencie, odwrócili się oni, po czym Andromeda spytała:

- A wiesz w ogóle, gdzie ona mieszka?

W tym momencie, [niewychowany] Dawid powiedział:

- Ja wiem. Mieszka w tym bloku, który stoi niedaleko tych domów jednorodzinnych, które stoją koło siebie. |Na pewno skapną się, o jakie miejsce chodzi.| 

Po tych słowach, postanowiliśmy, że niedługo będzie trzeba się do niej udać...

 

*Oczami Laury.*

|Taki trochę off-top: Weź, Ramoninth, zmień muzykę, bo słuchamy tego samego od rozdziału i jednej perspektywy.|

~*Zara. Wytrzymajcie jeszcze jedną perspektywę i zmienię.*~

Kiedy wystartowaliśmy, Grzegorz, z tego co widziałam przez okienko w pojeździe, ruszył w kierunku Wszechświata. Nie wiedziałam dlaczego, ale domyślałam się, że to po to, aby nikt nam nie przeszkadzał. [Co ty nie powiesz...] Lot minął spokojnie i w ciszy. Kiedy zaś dolecieliśmy do odpowiedniego miejsca, po zatrzymaniu pojazdu w próżni, wraz z Grzegorzem wyszłam do głównej części pojazdu. Po chwili, kiedy już tam byliśmy, Andromeda |Chwila. W prologu nie było wspomniane, że Laura wiedziała, jak nazywają się ich nowi pomocnicy.| ~Niespójności odpowiedzią na wszystkie nasze problemy.~ spytała Grzegorza, czy to on do nich dzwonił. On odpowiedział, że tak, po czym kazał im budować odpowiednią maszynę. Po tym, ja dopowiedziałam jeszcze, że od poniedziałku do piątku będą tu ~"~pracować~"~ nad tą maszyną, a w weekend zostaną odstawiani do domów i tak w kółko. Po tych słowach, oboje wróciliśmy skąd przyszliśmy. Po znalezieniu się tam, postanowiłam wreszcie jemu powiedzieć, że za nim tęskniłam. Przytuliłam się więc do niego, po czym spojrzałam się na niego i rzekłam:

- Grzegorz...Ja ci tego nie mówiłam, ale przez te 24 lata samotności, tęskniłam za tobą...

~Ogólnie to fajnie, że była taka wierna.~

Po chwili ciszy, on powiedział:

- Oh Lauro...Naprawdę?

- Naprawdę... - Potwierdziłam

- Pierwszy raz w moim życiu, |Ja wiem, że mamy nie czepiać się interpunkcji, ale CO TU ROBI PRZECINEK?!| ktoś za mną tęsknił... - Odparł

Po tej rozmowie nastała cisza. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy, że Dawid i Andromeda rozmawiali o mojej historii. W tym momencie poczułam, że do moich oczu napłynęły łzy. Moja przeszłość była taka smutna...Po chwili jednak, nie wytrzymałam. Zacisnęłam powieki i chwilę później poczułam spływające po mojej twarzy łzy. W pewnej chwili jednak, poczułam, że on [Sporo słówek "on" pojawia się w tym rozdziale.] ~Ty, faktycznie.~ przytulił mnie do siebie. Chwilę później, rzekł:

- Lauro...Nie płacz...Staraj się to ignorować.

- Ale...Ale ja nie mogę...Zawsze, gdy ktoś wypomina moją historię, nie mogę powstrzymać się od płaczu... - Powiedziałam. ~*Znowu niepotrzebna kropka.*~

Parę minut później, gdy zaczęłam się uspokajać, usłyszałam, że Andromeda nazwała mnie niską wampiro-gimbuską. Wkurzyłam się. [Każdy na twoim miejscu by się wpienił.] Nikt, kto mnie tak nazwał, nie uszedł z życiem! ~Lubię ją.~ Od razu poderwałam się i ze złością powiedziałam:

- Co ona powiedziała?! Pożałuje tego!

Po czym chwyciłam dwa dezintegratory, [A teraz są dwa...Cholera, zdecyduj się!] które stały obok mojego siedzenia, wyszłam do głównej części statku kosmicznego, po czym wycelowałam w dwójkę. Gdy zaś odwrócili się oni, krzyknęłam:

- CO ŻEŚCIE ~*Znowu słowo bez błędu. Nie mogłam tego poprawić w narracji trzecioosobowej?*~ |Z tego wniosek, że nie.| POWIEDZIELI?! 

Po czym chciałam w nich strzelić. Jednak, w tym momencie, poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Od razu odwróciłam się. Gdy to zrobiłam, ujrzałam Grzegorza, który powiedział:

- Lauro, nie zabijaj ich. Oni są nam jeszcze potrzebni, bo kto będzie za nas odwalał czarną robotę? Zabijesz ich, jak już nam nie będą potrzebni.

- Ale jak mam ich nie zabijać? Nie dość, że wypominają moją historię, to jeszcze nazwali mnie niskim gimbuso-wampirem! Kogo ty do cholery wynająłeś? - Rzekłam, już spokojniej.

- Wiem co robię. - Odparł, po czym zwrócił się do nich:

~*<Szturcha Grzegorza.> Ej, Grzegorz! Nie śpij!*~

~Co? A, sorki, po prostu się nudzę.~

~*Ja też. A mam gorzej, bo ten i następny rozdział muszę przepisywać z zeszytu do komputera.*~

- A wy, nie nazywajcie jej tak, jak ją nazwaliście, gdyż ona tego nienawidzi i tak na to reaguje. I nie mówcie o jej historii, bo to na nią źle wpływa.

Po czym wróciliśmy skąd przyszliśmy. Po znalezieniu się tam, przez parę minut siedzieliśmy w ciszy. Jednak, w pewnym momencie poczułam się senna. Przytuliłam się więc do niego i usnęłam...

 

Dwie godziny później, gdy się obudziłam, czułam, że ~*Tu jest ewidentnie za dużo przecinków.*~ było mi zimno. Jako, iż on był tak ciepły,

|

|

~Jebłem xD~

pozostałam przytulona do niego. W pewnym momencie, spytał mnie:

- Lauro, co ty tak siedzisz przytulona do mnie?

- Bo mi jest zimno, a ty jesteś taki ciepły... - Odpowiedziała

W tym momencie nastała cisza. Jednak, w pewnej sekundzie, usłyszeliśmy jak Dawid i Andromeda mówili o brakującej części do maszyny oraz o tym, kto ją posiadał. ~*Ciekawe, skąd oni o tym wiedzieli. W sensie Dawid i Andromeda.*~ Słysząc to, wraz z nim wyszłam do głównej części statku kosmicznego, po czym on |Wkurwia mnie to powtarzanie słowa "on".| [Nie tylko ciebie.] powiedział:

- No to trzeba będzie się do niej udać...

W tym momencie, odwrócili się oni, po czym Andromeda spytała:

- A wiesz w ogóle, gdzie ona mieszka?

[Od kiedy oni przeszli na "ty"?]

~*Nie wiem, ale oczywiście nie było o tym nigdzie wspomniane.*~

W tym momencie |niewychowany| Dawid rzekł:

- Ja wiem. Mieszka w tym bloku, który stoi niedaleko tych domów jednorodzinnych, które stoją koło siebie. 

Po tych słowach postanowiliśmy, że niedługo trzeba będzie się do tej Katerin [Umieram od tej pisowni.] udać...

 

*Oczami Dawida.*

~*<Przełącza muzykę.>*~

|[~NARESZCIE! :3~]|

Po wystartowaniu statku kosmicznego, w pewnym momencie Andromeda spytała:

[– Mam downa, czy tylko udaję?]

~– Masz – odpowiedział Dawid.~

- Ej i co teraz?

- Nie wiem. Musimy czekać najprawdopodobniej na tego kogoś, kto do nas dzwonił. - Odpowiedziałem

Po tej rozmowie, zaczęliśmy czekać. Paręnaście minut później, gdy zaczęliśmy przysypiać z nudów, poczuliśmy, że pojazd zatrzymywał się. Kiedy wyjrzeliśmy przez okienko, które było w pojeździe, ujrzeliśmy, że byliśmy we Wszechświecie, a statek kosmiczny unosił się jak gdyby nigdy nic. [To. Jest. NORMALNE!] Po chwili usłyszeliśmy, że jedne z drzwi się otwierały. Od razu obróciliśmy się. Po zrobieniu tego, ujrzeliśmy tego tajemniczego kogoś.

 

Nie było widać jego twarzy, gdyż była ona zasłonięta przez kaptur. Widać było tylko żółte, świecące się oczy oraz nos. Był on odziany |To ekstrawaganckie słowo w opku ciągle mnie zadziwia.| ~*Nie tylko ciebie.*~ w jakiś płaszcz. W ręku trzymał jakiś nienaturalnie wygięty kij. ~*Ja już się na ten temat wypowiadałam.*~

 

Obok niego stała jakaś dziewczyna. Była ona o wiele niższa od niego oraz była szczupła. Jej twarz była blada. [Jak każdej szanującej się Mary Sue.] Oczy jej miały nienaturalny, czarny kolor. ~*Na ten temat też się już wypowiadałam.*~ Włosy jej także były czarne, długie i pofalowane. Miała także długie i ostre paznokcie, nienaturalne dla normalnego człowieka, którymi mogłaby rozszarpać człowieka. ~A ja jestem cyborgiem i właśnie przeskanowałem jej paznokcie wzrokiem, więc o tym wiem.~ Na sobie miała założoną długą, szarą bluzę z jakimś obrazkiem i napisem oraz rurki z motywem Galaxy. |GIMB!| Na stopach miała zwykłe, czarne buty.

 

Kiedy ich ujrzeliśmy, pomyślałem:

"O kurwa! Oni na serio istnieją! Mamy przerąbane..."

~*Ale serio, jak na tę serię w tym FanFiction jak dotąd ogólnie było za mało przekleństw.*~

Chwilę później, Andromeda spytała, czy to on wtedy do nas dzwonił. Okazało się, że tak. Po tym, on kazał nam budować odpowiednią maszynę, a od tej dziewczyny dowiedzieliśmy się, że od poniedziałku do piątku będziemy tu ~harować,~ a w weekendy będziemy mogli być w naszych domach.

 

Kiedy zaś zostaliśmy już sami i zaczynaliśmy tworzenie, Andromeda powiedziała:

- E, wiesz kim oni byli?

- Tak, wiem... - Odpowiedziałem

- No to kim oni byli? - Spytała

|Kufa, wiemy kto z kim rozmawia. Po cholerę ciągle dopisywać coś po myślniku?|

~*Licznik słów.*~

|Ach, no tak. ;-;|

- Ten ktoś, kto wtedy do nas dzwonił to był Grzegorz Antychryst. - Odpowiedziałem

- Kto? Nigdy nie słyszałam o kimś takim. - Odparła

~*Żałuj*~

- Grzegorz Antychryst. Urodził się w sześćset sześćdziesiątym szóstym roku. |Cheater| ~:D~ Od setek lat próbuje zniszczyć ludzkość. Ostatni raz próbował w 2012 roku, jednak w ostatniej chwili ~*Dosłownie. Taki lekki spoiler, który wiele nie spoileruje.*~ zabili go jego wrogowie, których później ~*Kanon pada po raz setny.*~ zabiła ta dziewczyna. ~*Dobrze, że Slavi tu nie ma.*~ - Odpowiedziałem

- To skoro on został zabity, to JAKIM KURWA CUDEM żyje?! - Zapytała

- Zawsze w niewyjaśniony sposób powraca, gdy ma być następna apokalipsa. - Odparłem

- No dobra. A ta dziewczyna, która była koło niego, to kto? - Spytała Andromeda.

~Główna przyczyna zachwiania kanonu.~

- Laura Turner. Dziewczyna, która miała psychopatycznych rodziców, [<Ziew>] którzy w wieku dwóch lat porzucili ją na Antarktydzie. [Jakim cudem - nie wiadomo.] Po dwóch latach odnalazł ją on. |STOP. Jakim cudem ona przeżyła?!| ~*W końcu jest Mary Sue.*~ Była to jedyna osoba, nad którą on się zlitował i zabrał ze sobą. Teraz ona, kiedy się o tym dowiedziała, pomaga mu w jego celu, na dowód wdzięczności. - Odrzekłem

- Nie dziwię się, że jej rodzice ją porzucili. Takiego niskiego gimbuso-wampira każdy by się pozbył. - Odparła

|Szmata jebana.|

W tym momencie, zaczęliśmy się śmiać. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy te same co wcześniej, otwierające się drzwi i dźwięk broni wycelowanej w naszym kierunku. Od razu przestaliśmy się śmiać i odwróciliśmy się. Kiedy to zrobiliśmy, ujrzeliśmy Laurę, która była wściekła, wycelowującą ~*I znowu błąd ortograficzny. Meh.*~ w nich dwoma dezintegratorami. ~*O, zmiana narracji. To bardzo dobrze świadczy o jakości tego opka.*~ ~A tak w ogóle, to...

~

Chwilę później, krzyknęła ona:

- CO RZEŚCIE ~*Znowu błąd ortograficzny w tym słowie? KOFA SERIO?! -.-*~ POWIEDZIELI?!

Jednak, chwilę później, gdy chciała wystrzelić, ujrzeliśmy, że z miejsca, z którego wyszła, ~To miejsce fachowo nazywa się kokpitem.~ ~*Wtedy tego nie wiedziałam.*~ wyszedł także ON. |Jeszcze jedno "on" i zajebię.| Chwilę później, gdy odwróciła się ona, ON ~<Podaje dezintegrator.>~ |Dzięki :3| ~Nie ma za co. Mnie też już to wkurwia.~ rzekł do niej:

- Lauro, nie zabijaj ich. Oni są nam jeszcze potrzebni, bo kto będzie odwalał za nas czarną robotę? Zabijesz ich, gdy już nie będą nam potrzebni.

- Ale jak mam ich nie zabijać? Nie dość, że wypominają moją historię, to jeszcze nazwali mnie niskim gimbuso-wampirem! Kogo ty do cholery wynająłeś? - Rzekła już spokojniej.

- Wiem co robię. - Powiedział, po czym zwrócił się do nas:

- A wy nie nazywajcie jej tak, jak ją nazwaliście, gdyż ona tego nienawidzi i tak na to reaguje. I nie mówcie o jej historii, bo to na nią źle wpływa.

Po tych słowach, wraz z Laurą wrócił skąd przyszedł.

 

Kiedy zaś zostaliśmy sami, Andromeda powiedziała ze strachem w głosie:

- Ale i tak na końcu zginiemy...W co myśmy się wpakowali... 

~Cóż...Podobno wam to już wszystko jedno, więc nie narzekać.~

- Nie martw się...Choćbym miał zginąć - obronię cię. - Odparłem ~*Dekl*~

- N-Naprawdę? - Spytała zdziwiona Andromeda.

- Tak - Potwierdziłem ~Kretyn~

Po tej rozmowie, zaczęliśmy kontynuować to, co mieliśmy zrobić. Szło nam łatwo, gdyż wszystkie potrzebne rzeczy były pod ręką. Jednak, w pewnym momencie ujrzałem, że brakowało jednej tuby z jakimś niebieskim płynem, dzięki której moglibyśmy skończyć tworzenie. Widząc to, powiedziałem:

- Ej, my nawet jak to skończymy, to nie będziemy mogli tego uruchomić. Brakuje tu jednej części, czyli takiej tuby z jakimś niebieskim płynem, który posiada tylko Katerin Morgan.

|Swoją drogą, ciekawe skąd ona to wzięła.|

~*Nie wiem, bo to się nigdy nie wyjaśni.*~

- No to trzeba będzie się do niej udać... - Usłyszeliśmy za sobą znajomy już głos. 

W tym momencie odwróciliśmy się, po czym Andromeda spytała:

- A wiesz w ogóle, gdzie ona mieszka? 

W tym momencie, ja, mimo iż pytanie nie było skierowane do mnie, odpowiedziałem:

- Ja wiem. Mieszka w tym bloku, który stoi niedaleko tych dwóch domów jednorodzinnych, które stoją koło siebie.

[Cham jebany.]

Po tych słowach, postanowiliśmy w najbliższym czasie się do niej udać...

 

*Oczami ~*Tępej suki.*~ Andromedy.*

~Swoją drogą, po cholerę tutaj są perspektywy wszystkich bohaterów występujących w rozdziale, skoro to nie wnosi w większości niczego nowego?~

~*Spójrz na licznik słów. Jest ponad siedem tysięcy znaków, a mamy dopiero rozdział pierwszy. To, plus nasze obecne analizy go podnoszą, a o to dawnej mnie chodziło. Miało być długo, kosztem jakości.*~

~Czemu byłaś niedojebana?~

~*Nie wiem. Każdy tak miał.*~

Po wystartowaniu statku kosmicznego, w pewnym momencie spytałam Dawida:

- Ej i co teraz?

~*Przynajmniej nie waliłam przecinkami przed "i".*~

[Przynajmniej tyle.]

- Nie wiem. Musimy czekać najprawdopodobniej na tego kogoś, kto do nas dzwonił. - Odpowiedział

Po tej rozmowie zaczęliśmy czekać. Paręnaście minut później, gdy zaczęliśmy przysypiać z nudów, ~*Jak Grzegorz obecnie.*~ poczuliśmy że [O JASNY CHUJ! BRAK BŁĘDU INTERPUNKCYJNEGO! O.O] |OOO.OOO| pojazd zatrzymał się. Kiedy wyjrzeliśmy przez okienko, które było w pojeździe, ujrzeliśmy, że [Ech... ;"-(] byliśmy we Wszechświecie, a statek kosmiczny unosił się jak gdyby nigdy nic. |To jest do cholery normalne!| Po chwili, usłyszeliśmy, że jedne z drzwi się otwierały. Od razu obróciliśmy się. Po zrobieniu tego, ujrzeliśmy tego tajemniczego kogoś.

 

Nie było widać jego twarzy, gdyż była ona zasłonięta przez kaptur. Widać było tylko żółte, świecące się oczy oraz nos. Był on odziany ~Dla tych ekstrawaganckich słów chce się żyć. ;'-)~ w jakiś płaszcz. W ręku trzymał jakiś nienaturalnie wygięty kij. ~*Wypowiadałam się w tej kwestii dawno temu.*~

 

Obok niego stała jakaś dziewczyna. Była ona o wiele niższa od niego oraz była szczupła. Jej twarz była blada. |Jak przystało na Mary Sue.| Oczy jej miały nienaturalny, czarny kolor. ~*Na ten temat też się już wypowiadałam.*~ Włosy jej także były czarne, długie i pofalowane. Miała także długie i ostre paznokcie, nienaturalne dla normalnego człowieka, którymi mogłaby rozszarpać człowieka. ~Kolejna z cyborgowymi oczami.~ Na sobie miała założoną długą, szarą bluzę z jakimś obrazkiem i napisem oraz rurki z motywem Galaxy. |GIIIMBUUUS!| Na stopach miała zwykłe, czarne buty.

 

Kiedy ich ujrzeliśmy, w pewnym momencie spytałam tego kogoś, czy to on do nas dzwonił. Okazało się, że tak. Chwilę później, kazał nam budować odpowiednią maszynę, a od tej dziewczyny dowiedzieliśmy się, że od poniedziałku do piątku będziemy tu ~harować,~ a w weekend będziemy odstawiani do naszych domów.

 

Kiedy zaś zostaliśmy sami, [Mimo iż nie było wspomniane, żeby Andromeda mówiła, że oni sobie poszli.] spytałam Dawida:

- E, wiesz kim oni byli?

- Tak, wiem... - Odpowiedział 

~*Kilka minut przerwy od analizowania. Muszę do babci zadzwonić.*~

|[~JEEEST! ;"-)~]|

- No to kim oni byli? - Spytałam

- Ten ktoś, kto wtedy do nas dzwonił, to był Grzegorz Antychryst. - Odrzekł

- Kto? Nigdy nie słyszałam o kimś takim. - Rzekłam

~*Współczuję*~

- Grzegorz Antychryst. Urodził się w sześćset sześćdziesiątym szóstym roku. [I wpisał sobie kody na nieśmiertelność.] ~^-^~ Od setek lat próbuje zniszczyć ludzkość. Ostatni raz próbował w 2012 roku, jednak w ostatniej chwili zabili go jego wrogowie, których później ~*Zaraz znowu dobijamy kanon.*~ zabiła ta dziewczyna. ~*Bogu dzięki, że Slavia nie wie o tej Samoanalizatorni.*~ - Odpowiedział

- To skoro on został zabity, to JAKIM KURWA CUDEM żyje?! - Spytałam

- Zawsze w niewyjaśniony sposób powraca, gdy ma być kolejna apokalipsa. - Odparł

- No dobra. A ta dziewczyna, która była koło niego, to kto? - Zapytałam

- Laura Turner. |Nie mówiłem tego wcześniej, ale wkurwiają mnie angielskie nazwiska przy polskich imionach.| ~*Nie tylko ciebie. Ale to był rok, w którym myślałam, że polskie nazwiska są chujowe.*~ Dziewczyna, która miała psychopatycznych rodziców, którzy w wieku dwóch lat porzucili ją na Antarktydzie. Po dwóch latach odnalazł ją on. [A jakim cudem Laura tam tyle przeżyła, nie wiadomo.] Była to jedyna osoba, nad którą on się zlitował i zabrał ze sobą. Teraz ona, kiedy się o tym dowiedziała, pomaga mu w jego celu, na dowód wdzięczności. - Odparł

~Swoją drogą, skąd Dawid znał historię Laury?~

~*Nie wiadomo. W tym FanFiction wszystko bierze się z dupy.*~

- Nie dziwię się, że jej rodzice ją porzucili. Takiego niskiego gimbuso-wampira każdy by się pozbył. - Rzekłam

~*Szmata pieprzona.*~

W tym momencie, zaczęliśmy się śmiać. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy te same co wcześniej, otwierające się drzwi i dźwięk broni wycelowanej w naszym kierunku. Od razu przestaliśmy się śmiać i odwróciliśmy się. Kiedy to zrobiliśmy, zobaczyliśmy Laurę, która była wściekła, |I ty się jej dziwisz?| wycelowującą ~*Znowu ortografia.*~ nas dwoma dezintegratorami. [Chyba "w nas".] ~*Nawet mnie nie chciało się tego pisać. Pisałam to na siłę, aby było.*~ ~Powiedziałbym "wyjdź", ale ty tu jesteś od wstawiania rozdziałów.~ ~*:D*~ Chwilę później, krzyknęła ona:

- CO ŻEŚCIE ~*A teraz dobrze napisane. Boooże. -_-*~ POWIEDZIELI?!

Jednak chwilę później, gdy chciała wystrzelić, ujrzeliśmy, że z miejsca, z którego wyszła, wyszedł także ON. Chwilę później, gdy odwróciła się ona, ON rzekł do niej:

- Lauro, nie zabijaj ich. Oni są nam jeszcze potrzebni, bo kto będzie odwalał za nas czarną robotę? Zabijesz ich, gdy już nie będą nam potrzebni. 

- Ale jak mam ich nie zabijać? Nie dość, że wypominają moją historię, [Nie wspominałam tego wcześniej, ale słowo "wypominają" niezbyt tu pasuje.] to jeszcze nazwali mnie niskim gimbuso-wampirem! Kogo ty do cholery wynająłeś? - Rzekła, już spokojniej.

- Wiem co robię. - Powiedział, po czym zwrócił się do nas:

- A wy nie nazywajcie jej tak, jak ją nazwaliście, gdyż ona |Jeszcze jedno "ona" i rozkurwię.| tego nienawidzi i tak na to reaguje. I nie mówcie o jej historii, bo to na nią źle wpływa.

Po tych słowach, wraz z Laurą wrócił skąd przyszedł.

 

Kiedy zaś zostaliśmy sami, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [Och no... -_-] powiedziałam ze strachem:

- Ale i tak na końcu zginiemy...W co myśmy się wpakowali...

- Nie martw się...Choćbym miał zginąć - obronię cię. - Rzekł Dawid. ~*Pierdolec*~

- N-Naprawdę? - Spytałam zdziwiona.

- Tak - Potwierdził |Down|

Po tej rozmowie, wiedziałam już, że będę bezpieczna. |Co z tego, że Dawid mógł kłamać.| Chwilę później, zaczęliśmy kontynuować tworzenie. Szło nam łatwo, gdyż wszystkie potrzebne rzeczy były pod ręką. ~Ale wy zdajecie sobie sprawę, że stworzenie takiej maszyny nie należy do łatwych czynności? -.-~ ~*Mary Sue i Gary Stu...*~ ~Ach, no tak. -_-~ Jednak, w pewnym momencie Dawid rzekł:

- Ej, my nawet jak to skończymy, to nie będziemy mogli tego uruchomić. Brakuje tu jednej części, czyli takiej tuby z jakimś niebieskim płynem, którą posiada tylko Katerin |Płonę ;-;| Morgan.

- No to trzeba będzie się do niej udać... - Usłyszeliśmy za sobą znajomy już głos.

W tym momencie, odwróciliśmy się, po czym spytałam:

- A wiesz w ogóle, gdzie ona mieszka?

W tej sekundzie, Dawid, mimo iż pytanie nie było skierowane do niego, ~Cham~ odpowiedział:

- Ja wiem. Mieszka w tym bloku, który stoi niedaleko tych dwóch domów jednorodzinnych, które stoją koło siebie.

Po tych słowach, w najbliższym czasie, postanowiliśmy się do niej udać...

 

*Oczami Patryka.*

~Boże, nareszcie zmiana scenerii. -_-~

~*A w ogóle: Czas na dłuższą przerwę. Muszę iść do kibla, zjeść obiad i zaparzyć nową herbatę.*~

|[~TAAAK! ;"-)~]|

Dzisiejszy dzień zaczął się zwyczajnie. |Już wróciłaś? Długo cię nie było.| ~*Tja, wiem. Obiad duży był...Moment...Dobra, jestem. Muzykę zmieniłam.*~ ~Boże, nareszcie inny gatunek. :3~ Postanowiłem pójść do Mateusza, aby trochę go pomęczyć. |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [Błagam... -_-] Kiedy tam poszedłem, oczywiście wpuścił mnie do swojej meliny. ~Bądź co bądź, obaj mają chujowe domy.~ |Ta szczerość. xD| ~No co? Ja mam lepszy. XD~ Po znalezieniu się w środku, w pewnym momencie, w telewizorze [Właściwie to w telewizji, ale co ja tam wiem.] ujrzeliśmy wiadomość o tym, że 13 kwietnia 2036 roku miała uderzyć asteroida. Słysząc to, Mateusz rzekł:

- Czyli jak co roku...Nic się nie stanie.

~*

*~

~JA JEBE XD Skąd ty to wytrzasnęłaś? X"D~

~*Z Nonsensopedii. XD*~

|Ja pierdolę x""D|

- Nic? A pamiętasz, co było 24 lata temu? I 27 lat temu? - Spytałem

[Wkurwiają mnie te liczebniki napisane niesłownie.]

|Nie tylko ciebie, Vego. Nie tylko ciebie.|

~Aaa, Vega. Już zapomniałem, jak się nazywasz. XD~

[

]

~X""D~

- No nie. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że...? - Powiedział

- Tak. Sądzę, że ON znów powrócił. - Odparłem

Po chwili zaś usłyszeliśmy telefon. Kiedy zaś go odebraliśmy, na ekraniku ujrzeliśmy znanego nam już z 2012 roku szefa tej swojej korporacji "Globus Corporation". ~*Bo wtedy...Jeszcze mogłam w to wierzyć.*~ Kiedy zaś Mateusz go ujrzał, pokazał to mi i spytał:

- E, pamiętasz go?

- Znów? - Zapytałem

- Tak, znów. - Odpowiedział ten, który do nas zadzwonił.

[Jak kulturalnie...]

- No dobra, o co ci tym razem chodzi? Znów jakieś przebiegunowanie ~*Drogi słowniku w Google Chrome...



Właśnie. Jeszcze dodać, że WIELOKROTNIE zachodziło w historii Ziemi. Więc na chuj nie ma tego słowa w Google Chromowskim słowniku? -_-*~

|Chciałbym o tym usłyszeć w szkole na geografii.|

~Za wiele wymagasz. To jest zbyt ciekawe jak na standardy szkół.~

[Wpiszcie sobie "Przebiegunowanie" w Google i patrzcie na wyniki. XD]

~Ja wiem, że ten rok jest pojebany, ale bez przesady. XD~

|Dobra, lećmy do analizy, bo nam tu zaraz wykład wyjdzie. XD|

się zbliża? - Spytałem

- Nie tym razem. Teraz ma być powtórka z roku 2009. Na dodatek, Grzegorz Antychryst |Swoją drogą, fajne nazwisko.| ~Dzięki ^-^~ wrócił i chce nakierować asteroidę na lot kolizyjny z Ziemią. Wynajął już do tego celu ~*kosmitów*~ ~Jak tak patrzę na charaktery Daffida i (G)Andzi, to można ich tak nazwać. XD~ dwie osoby, które zgodziły się mu pomóc. Musicie ich powstrzymać, jeśli chcecie żyć. W dodatku, jedna osoba posiada przedmiot, dzięki któremu Grzegorz mógłby skończyć maszynę do nakierowania asteroidy. Musicie więc i przed tym go powstrzymać. - Odpowiedział

- No dobra, ale skąd my mamy wiedzieć, kim jest ta osoba, posiadająca ten przedmiot? Przecież na świecie jest tyle ludzi... - Zapytał Mateusz.

- Ta osoba to niejaka Katerin Morgan. [Płonę ;<;] ~*Swoją drogą, gdy pisałam ten FanFiction duża litera "K" w moim wykonaniu wyglądała tak:


*~

|Śmiesznie nawet. ;P|

~*Kiedyś nie umiałam tym pismem napisać dużej literki "K", dlatego dla odróżnienia dałam ten daszek. ;P*~

Mieszka w bloku niedaleko waszych domów. - Odrzekł, po czym się wyłączył.

[Chamsko]

Po tej rozmowie, na chwilę nastała cisza. Chwilę później, ~Przecinek, won!~ zaś rzekłem:

- No to co. Trzeba poznać tą Katerin, |;=;| aby w ogóle wiedzieć kto to jest. 

Po tych słowach, zebraliśmy się do wyjścia, po czym wyszliśmy. |W końcu tak nakazuje logika.| Kiedy byliśmy już na zewnątrz, udaliśmy się do odpowiedniego bloku, poszliśmy do odpowiedniego mieszkania ~*Mimo iż nie wiedzieliśmy, w którym z nich ona mieszka.*~ [Ej ty, faktycznie. ;-;] i zadzwoniliśmy. Po chwili oczekiwania, otworzyła nam jakaś dziewczyna. 

 

Na oko miała z 19 lat. Jej oczy były nienaturalne, gdyż miały kolor czarny. ~*Ja już się wypowiadałam na ten temat.*~ Jej włosy również były koloru czarnego. Miała ona na sobie ciemno różową bluzkę oraz czarne spodnie. Na nogach miała założone buty, jednak były one koloru limonkowo-czarno-niebieskiego. ~*Właśnie sobie przypomniałam, że ja to gówno pisałam ok. cztery lata temu. Miałam takie buty jak ona właśnie w tę wielką zimę 2012/2013 i pamiętam, że narzekałam, że przez śnieg nie mogłam w nich chodzić.*~ |O cholera. ;_;|

 

Po chwili ciszy spytała ona:

- A wy to kim jesteście i co ode mnie chcecie?

W tym momencie, opowiedziałem jej o wszystkim, o czym miałem jej powiedzieć. Po paru minutach, gdy doszedłem do momentu, w którym powiedziałem o tym, co jej grozi, ta zbladła ze strachu, gdy dowiedziała się o tym, że zginie. [Przynajmniej ona miała ludzkie reakcje.] Chwilę później, rzekła przestraszonym ~Przestraszonym? W takim wypadku powinno być "przerażonym".~ głosem:

- C-Co? A-Ale jak? Ja im nawet nic nie zrobiłam. A nawet jakby, to przecież ich nie znam i nie wiem jak należy z nimi walczyć!

[Jak można być tak łatwowiernym?]

|Magia opek.|

- Oni zabijają każdą niewygodną dla nich osobę lub taką, która ma coś, co jest im potrzebne. Ale możemy ci pomóc z tego wybrnąć. - Rzekł Mateusz.

- W sumie, jak wam się chce, to byłabym wdzięczna. - Powiedziała

Po tej rozmowie, jako iż najprawdopodobniej wiedziała, że może nam zaufać, wpuściła nas na chwilę do swego mieszkania. Przez tą chwilę dokładniej się zapoznaliśmy, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Bez komentarza.*~ po czym wróciliśmy do swoich domów...

~Ech...Ja wiem, że będzie czas na osobistą, długą analizę, ale nie mogę się powstrzymać i muszę napisać to teraz. Oczywiście, bo po co tworzyć ciekawe FanFiction z pomysłem i, dajmy na to, stworzyć wątek, w którym Catherine (tak powinno się pisać jej imię, kofa) nie wierzy za pierwszym razem protagonistom i oni próbują udowodnić jej, że jest zagrożona, przy okazji musząc zmierzyć się z nieuchronną zagładą. Lepiej zrobić gówno. ;-;~

|Coś się obawiam, że w końcowej analizie rozpiszesz się na dwie strony.|

~Nie wykluczam tego. Mam duuużo do powiedzenia na temat tego FanFiction, mimo iż to dopiero pierwszy rozdział.~

 

*Oczami Mateusza.*

Dzisiejszy dzień zaczął się zwyczajnie i miałem nadzieję, że do końca tak będzie. [Nadzieja matką głupich.] Jednak, w pewnym momencie usłyszałem dzwonek do furtki. Od razu wyjrzałem przez okno, aby sprawdzić, kto się do mnie dobijał. Okazało się, że była to ta żółta suka. ~*Nareszcie! Wreszcie! Coś kanonicznego! Oni się tak mniej więcej w serii do siebie zwracali, ale i tak się lubili. Kurwa, wreszcie coś zgodnego z kanonem!*~ |Nie może być. O.O| Mimo wszystko, wpuściłem go do środka. Po wpuszczeniu go do środka, |Bośmy się nie skapnęli.| w pewnym momencie, w telewizji ujrzeliśmy informację o tym, że 13 kwietnia 2036 roku w Ziemię miała walnąć asteroida. Słysząc to, powiedziałem do Patryka:

- Czyli jak co roku...Nic się nie stanie.

- Nic? A pamiętasz, co było 24 lata temu? I 27 lat temu? - Spytał Patryk.

- No nie. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że...? - Zapytałem

- Tak. Sądzę, że ON znów powrócił. - Odparł Patryk.

[Cóż za szybko wysunięte wnioski.]

Po chwili zaś usłyszeliśmy telefon. Kiedy zaś go odebraliśmy, |Z tego co wiem, telefon odebrał tylko Mateusz. Niespójności!| na ekraniku ujrzeliśmy znanego nam już z 2012 roku szefa tej swojej korporacji "Globus Corporation". ~*Jak mówiłam, wtedy jeszcze mogłam w to wierzyć.*~ Kiedy zaś go ujrzałem, ~Tu jest tyle niespójności...Meh.~ spytałem Patryka:

- E, pamiętasz go?

- Znów? - Zapytał Patryk.

- Tak, znów. - Odpowiedział ten, który do nas zadzwonił.

- No dobra, o co ci tym razem chodzi? Znów jakieś przebiegunowanie się zbliża? - Spytał Patryk.

- Nie tym razem. Teraz ma być powtórka z roku 2009. Na dodatek, Grzegorz Antychryst |A tak BTW, czy ty masz coś wspólnego z Apokalipsą św. Jana?| ~Nie. To po prostu zbieg okoliczności, tak jak moja data urodzenia. ;-)~ |Już się bałem.| wrócił i chce nakierować asteroidę na lot kolizyjny z Ziemią. Wynajął już do tego celu dwie osoby, które zgodziły się mu pomóc. Musicie ich powstrzymać, jeśli chcecie żyć. W dodatku, jedna osoba posiada przedmiot, dzięki któremu Grzegorz mógłby skończyć maszynę do nakierowania asteroidy. Musicie więc i przed tym go powstrzymać. - Odpowiedział

- No dobra, ale skąd my mamy wiedzieć, kim jest ta osoba, posiadająca ten przedmiot? Przecież na świecie jest tyle ludzi... - Zapytałem

- Ta osoba to niejaka Katerin Morgan. ~Umieram ;-;~ Mieszka w bloku niedaleko waszych domów. - Odrzekł, po czym się wyłączył.

Po tej rozmowie, na chwilę nastała cisza. Chwilę później, Patryk rzekł:

- No to co. Trzeba poznać tą Katerin, ~*Zdycham ;-;*~ aby w ogóle wiedzieć kim ona jest. 

Po tych słowach, zebraliśmy się do wyjścia, po czym wyszliśmy. Kiedy byliśmy już na zewnątrz, udaliśmy się do odpowiedniego bloku, poszliśmy do odpowiedniego mieszkania i zadzwoniliśmy. Po chwili oczekiwania, otworzyła nam jakaś dziewczyna.

 

Na oko miała z 19 lat. Jej oczy były nienaturalne, gdyż miały kolor czarny. ~*Ja już się wypowiadałam na ten temat.*~ Jej włosy również były koloru czarnego. |Co ty miałaś z tym czarnym?| ~*Lubię ten kolor.*~ [Ale bez przesady! ;-;] Miała ona na sobie ciemnoróżową ~O, a tu dobrze napisane słowo. -=-~ bluzkę oraz czarne spodnie. Na nogach miała założone buty, jednak były one koloru limonkowo-czarno-niebieskiego.

 

Po chwili ciszy |Która była tylko po to, aby protagoniści mogli opisać jej wygląd.| spytała ona:

- A wy to kim jesteście i co ode mnie chcecie?

W tym momencie, Patryk opowiedział jej o wszystkim o czym miał jej powiedzieć. Po paru minutach, gdy do do momentu, ~*Znowu przenosiłam słowo i o nim zapomniałam. -_-*~ w którym powiedział o tym, co jej grozi, ta zbladła ze strachu, gdy dowiedziała się o tym, że zginie. Chwilę później, rzekła przestraszonym głosem:

~*– Jasny chuj, mamy ponad dziesięć tysięcy słów, a nie doszliśmy nawet do drugiego z pięciu rozdziałów.*~

~<Cicho rozpacza>~

- C-Co? A-Ale jak? Ja im nawet nic nie zrobiłam! A nawet jakby, to przecież ich nie znanam ~*Nie przewidzieliście się, w zeszycie ta literówka naprawdę występuje.*~ [Chryste ;-;] i nie wiem jak należy z nimi walczyć!

- Oni zabijają każdą niewygodną dla nich osobę lub taką, która ma coś, co jest im potrzebne. Ale możemy ci pomóc z tego wybrnąć. - Rzekłem

- W sumie, jak wam się chce, to byłabym wdzięczna. - Powiedziała

Po tej rozmowie, jako iż najprawdopodobniej wiedziała, że może nam zaufać, wpuściła nas na chwilę do swojego mieszkania. Przez tą chwilę dokładniej się zapoznaliśmy, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*BŁAGAM ;_;*~ po czym wróciliśmy do swoich domów...

[To jest tak hipernierealistyczne, że aż brak mi słów.]

 

*Oczami Katerin.*

|Ile jeszcze ma ten rozdział stron?|

~*Półtora*~

~Dobra panowie i panie, przeżyjemy to.~

Ten dzień zaczął się zwyczajnie. |Jak każdy dzień.| Wstałam, zjadłam śniadanie, umyłam [dupę] się i ubrałam. Następnie zeszłam do piwnicy pod moim domem, gdyż mieszkałam na parterze i mogłam sobie na to pozwolić. ~*Burżuj*~ Po znalezieniu się tam, wyłączyłam lasery i poszłam sprawdzić, czy moja tuba nie została ukradziona. Podeszłam więc do drzwiczek wielkiego sejfu, wpisałam wszystkie sześć haseł i w tym momencie zobaczyłam, że wszystko było w porządku. ~Szkoda~ Zamknęłam więc drzwiczki, włączyłam lasery i wyszłam. Właśnie po wyjściu z piwnicy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się, gdyż nie miałam zapowiedzianych gości, ale otworzyłam, gdyż to mogło być coś ważnego. Po otworzeniu drzwi, ujrzałam jakichś dwóch, nieznanych mi chłopaków. Po chwili spytałam:

- A wy to kim jesteście i co ode mnie chcecie? 

W tym momencie jeden z nich zaczął opowiadać o wszystkim, co miał mi do powiedzenia. Gdy doszedł do tego, co mi grozi, zbladłam ze strachu, gdy dowiedziałam się, że zginę. Chwilę później, ze strachem w głosie rzekłam:

- C-Co? A-Ale jak? Ja im nawet nic nie zrobiłam! A nawet jakby, to przecież ich nie znam i nie wiem jak należy z nimi walczyć!

- Oni zabijają każdą niewygodną dla nich osobę lub taką, która ma coś, co jest im potrzebne. Ale możemy ci pomóc z tego wybrnąć. - Rzekł jeden z nich.

- W sumie, jak wam się chce, to byłabym wdzięczna. - Powiedziałam

[Powiedz mi, jak to jest żyć bez mózgu?]

~Eee, ona ma mózg. Co z tego, że w kształcie iPhone.~

Po tej rozmowie, jako iż wiedziałam już, że mogłam im zaufać, |Brak mi słów. Po prostu brak mi słów.| wpuściłam ich na chwilę do swojego domu. W czasie tej chwili poznaliśmy się, dzięki czemu dowiedziałam się, że jeden z nich nazywa się Patryk, a drugi - Mateusz. Po tej chwili, wrócili oni do swoich domów...

 

PRZYPISY

*Oczywiście w wieku dwóch lat tej bohaterki, nie jej rodziców. |No co ty nie powiesz...|

**Jest to fikcyjna korporacja do serii, do której piszę FanFiction. ~*Bo wtedy jeszcze mogłam w to wierzyć.*~

 

~*Koniec rozdziału.*~

|Nareszcie!|

~Błagam, skończmy analizowanie na dziś. Mam już tego dość.~

~*Oczywiście, że skończymy. Przypominam, że ten rozdział musiałam jeszcze przepisywać z zeszytu do komputera. Tak samo będzie z następnym i dopiero od trzeciego będzie łatwiej. Drugi będziemy analizować we wtorek (jutro nie starczy mi czasu.)*~

[Dzięki Bogu...]

_____________________________________________  

ROZDZIAŁ 2 - PIERWSZA WALKA Z WROGAMI I WYPADEK.

~E! Mieliśmy dziś nie analizować. :<~

~*Nudzę się. A poza tym, jak zaczniemy dziś, to jutro będzie mniej. ;3*~

Parę dni później, jednego ranka, gdy Mateusz oglądał telewizję, [<Ziew>] w pewnym momencie usłyszał dzwonek do furtki. Na początku pomyślał, że Katerin |Umieram ;-;| coś chce, jednak gdy wyjrzał za okno, u~*T*~ ~No ja cię błagam. ;-;~ ~*XD*~jrzał Patryka. Mimo wszystko wpuścił go do mieszkania. Kiedy już byli w domu, Patryk zaproponował:

- Ej, może polecielibyśmy jakimś statkiem kosmicznym |Aż jebło hipernierealistycznymi sytuacjami.| przeszkodzić tej całej trójce? ~*APSIK! x2*~ |Znowu?| ~*Mówię, chyba mam u...APSIK! uczulenie na to opko. ;-;*~

- Po pierwsze to czwórce, a po drugie idioto, skąd wynajdziesz statek kosmiczny? - Spytał Mateusz.

~*Lolix, mieszkacie pod Sosnowcem, a tam dzieją się różne dziwne rzeczy.*~

- Po pierwsze to trójce, bo jest tam tylko Grzegorz, ~*<3*~ ~;_;~ Dawid i Andromeda. Po drugie, może jakiś na złomowisku znajdziemy. ~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~ - Rzekł Patryk.

- Czwórka ich tam jest. [A kanon wyjechał na wakacje.] ~*Powróci w czwartym rozdziale. Trzeba chyba będzie włączyć tamy przeciwpowodziowe, bo z czwartego rozdziału wylewa się hektolitrami.*~

~



~

~*Jak dojebiemy jeszcze pięć zdjęć, jebnie limit i nie będziemy tego musieli dalej analizować, przynajmniej dziś...*~

[DAWAĆ FOTKI!]

~*...Ale jutro dokurwimy trzecim, ponad pięćdziesięciostronicowym rozdziałem.*~

|;"-(|

Laura jeszcze przecież żyje. A Grzegorz napewno |Chrzaniona literówka. ;=;| ją odnalazł, [STALKER!] ~:D~ a przecież wiesz, że ona jego nigdy nie opuści. |Wykapana Ramoninth.| ~*EJJJ!*~ |xD| - Odparł Mateusz.

- Przecież ona po tym wybuchu, mimo tego iż ma tą swoją latającą deskę, [Kanon padł.] |Już dawno to się stało.| spadła na ziemię. - Powiedział Patryk.

- Ale w tak niefortunnym miejscu spadła, że tylko wbiła się w śnieg. - Powiedział Mateusz.

Po tej rozmowie, mimo wszystko, wyszli oni z domu i udali się na pobliskie złomowisko i, z nadzieją, że znajdą cel ich poszukiwań, ~Debile~ zaczęli szukać. W pewnym momencie, ku ich szczęściu, znaleźli ich obiekt poszukiwań. [Co tu się właśnie odjebało?] |Hipernierealistyczność, Vego.| Po wejściu do środka, ujrzeli kluczyki. Kiedy zaś spróbowali uruchomić pojazd, okazało się, że działał on.

~



~

[JEBŁAM XD]

W tym momencie, popatrzyli oni po sobie, po czym ruszyli w drogę. |Ekstra, tylko nie było wspomniane, że któryś z tych pierdolców potrafił prowadzić statek kosmiczny.|

 

Paręnaście minut później, gdy już znaleźli się we Wszechświecie, bardzo szybko odnaleźli statek kosmiczny ~*orkanu*~ ~Weź spierdalaj. ;-;~ |XDDD| Grzegorza i Laury. Po zatrzymaniu się koło pojazdu, otworzyli drzwi i szybko przeskoczyli na drugą stronę. [JAK?!] ~*Magia Opkolandii.*~ Po znalezieniu się tam, ujrzeli Grzegorza, Laurę, Dawida i ~*|[~Pizdę jebaną.~]|*~ Andromedę, którzy słysząc, że ktoś przeskoczył do ich pojazdu, odwrócili się. Po ujrzeniu Patryka i Mateusza, Laura krzyknęła:

- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież was zabiłam! Nie dość, że sama przy tym prawie zginęłam, to wy bezczelnie ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!

~To nie ja! To jego wina! <Wskazuje na Slade'a.>~

|EJ!|

~

~

[JEZU XDDD]

- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież, do momentu, w którym mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! - Spytał

~*Bo...eee...yyy...<Zagląda do telefonowego kompasu w poszukiwaniu odpowiedzi.> pole magnetyczne przy moim komputerze wynosi sto trzydzieści dziewięć uT.*~

|Dużo.|

~*W CHUJ! W szkole waha się w granicach pięćdziesięciu pięciu uT.*~

- Później ci to opowiem. - Odrzekła Laura.

- My możemy to potwierdzić, że nas zabiła. - Rzekł Patryk.

~*


CO JA TAM KIEDYŚ ODJEBAŁAM?! Co mi ktoś kiedyś dosypywał do żarcia?*~

~Yyy...

.

.

.

.

WUT?!~

- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem wy żyjecie, ale mniejsza z tym. - Powiedział

|Zdrowe podejście do życia. xD|

~Czyż nie? xD~

Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na początku wygrywali ~*orkan*~ ~WON.~ ~*xD*~ Grzegorz, Laura, Dawid i [Tępa Pizda] Andromeda. Jednak, w pewnym momencie wygrali Patryk i Mateusz. Bowiem Patryk pchnął Andromedę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu, ~JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEST!~ a Mateusz w tym samym kierunku pchnął Laurę. Po uderzeniu, przez ciało Andromedy i Laury przepłynął prąd, gdyż, na ich nieszczęście, generator był włączony. Chwilę później, obydwie krzyknęły przeraźliwie z bólu i osunęły się nieprzytomne na ziemię. Oczywiście, ~*orkan*~ ~SPIERDALAJ!~ ~*x"D*~ Grzegorz i Dawid, słysząc to, podeszli do nieprzytomnych, Grzegorz po to, aby sprawdzić, czy Laura żyła, a Dawid po to, aby sprawdzić, czy Andromeda dalej była żywa. Gdy zaś nikt nie patrzył, Patryk i Mateusz przeskoczyli na swój statek kosmiczny i ruszyli w drogę powrotną... [<ZIEEEW>]

 

Tymczasem, gdy Grzegorz podszedł do nieprzytomnej Laury, sprawdził czy ona żyła. Po chwili, usłyszał jej słabe oddechy. W tym momencie, pierwszy raz w życiu poczuł prawdziwą ulgę. Chwilę później, podniósł on ją z ziemi, po czym przeniósł dziewczynę do miejsca, z którego wraz z nią przyszedł, [Licznik, licznik ponad wszystko.] po czym położył ją na rozkładanym siedzeniu i zaczął czekać, aż ta się obudzi...

 

Godzinę później, gdy Laura się obudziła, wszystko widziała jak przez mgłę. Na dodatek czuła, że nie mogła się ruszać. |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*BŁAGAM ;=;*~ |xD| Słyszała również swoje słabe oddechy. ~*JASNY CHUJ!*~ ~Co się stało?~ ~*Przypomniałam sobie, jakie opisy są w czwartym rozdziale. ;_;*~ |<Płacze>| [;_;] ~Aż tak źle?~ |Źle? OKROPNIE! ;_;| ~;__;~ Chwilę później, ujrzała ona nad sobą Grzegorza. Chwilę później, gdy zauważył on, |Jeszcze jedno "on" i zajebię.| że dziewczyna się obudziła, spytał:

- Nareszcie się obudziłaś...W ogóle, jak się czujesz, skarbie?

~*– No kurwa zajebiście. – odpowiedziała kulturalnie Laura.*~

- Źle...I słabo się czuję... - Odpowiedziała słabym głosem Laura.

- Biedactwo moje... - Powiedział, gładząc ją po głowie. Chwilę później, spytał ją:

[A te dwa zdania być napisane dobrze.]

- W ogóle to masz siłę mi powiedzieć, co zaszło na Antarktydzie, ~*PRZECINEK, OUT!*~ 24 lata temu?

- Nie...Nie mam siły...Przepraszam, że tak przedłużam powiedzenie ci o tym, ale... - Zaczęła Laura.

~No mów, kurwa, bo cię do piekła wyślę.~

~*;_;*~

~>:D~

- No dobrze, już dobrze. - Rzekł

Po tej rozmowie, Laura musiała poleżeć jeszcze godzinę. Po tym czasie, kiedy dziewczyna odzyskała [dupę] |Co.| [No co? Nudzi mnie już ta analiza (tego rozdziału w sensie).] ~*Wiem, mnie też, ale muszę dojebać jeszcze jedno zdjęcie. <3*~ ~Boję się. ;_;~ siły, usiadła na siedzeniu, które automatycznie się wyprostowały, ~*Ożeń się ze mną.*~ a następnie przytuliła się mocno do Grzegorza, który patrzył w dal. Chwilę później, gdy odwrócił się on i ujrzał Laurę, posadził ją sobie na kolanach, |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~ECH... ;-;~ przytulił ~*APSIK! x4*~ [ZNÓW?] ~*Mówiłam, uczulenie na opka.*~ do siebie i spytał:

- Opowiesz mi w końcu, jakim cudem ich zabiłaś?

- Wtedy, gdy oni zabili ciebie, ~*Wkurwiłam się i wyrżnęłam cały świat.*~ ~<Powoli się wycofuje.> ;_;~ ~*:**~ ja walczyłam dalej. Lecz, w pewnym momencie, Patryk pchnął mnie w kierunku tego przycisku, którego przeznaczenie zawsze chciałeś poznać i o które mnie tak męczyłeś. A był to przycisk autodestrukcji. Po uderzeniu w niego, rozpoczął się proces [Despacitowania] |XDDD| autodestrukcji. W tym momencie, wyskoczyłam z pojazdu, gdyż wiedziałam, że trochę niżej była ta moja latająca deska. Po znalezieniu się na niej, ruszyłam w kierunku przeciwnym do wybuchu. Niestety, nie zdążyłam uciec, przez co spadłam w dół. Od mocnego uderzenia w ziemię zemdlałam, ale nie umarłam. ~*Bo jam jest Mary Sue.*~ Gdy się obudziłam i podniosłam, obok palącego się statku kosmicznego, ujrzałam nieprzytomnych Patryka i Mateusza. Od razu podeszłam do nich, aby zobaczyć czy żyli. I tu przysięgam na co tylko mogę przysiąc, że oni byli martwi! Po sprawdzeniu tego, weszłam na moją latającą deskę i ruszyłam w kierunku powrotnym... - Opowiedziała Laura.

~Jesteśmy poza kanonem jak stąd na Antarktydę w dwie strony.~

W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko dźwięk silników~*, z których wydobywało się ciche "DEEESPAAACIIITOOO!"*~|XD Chciałbym to usłyszeć.| Chwilę później, Grzegorz mocniej przytulił do siebie Laurę, ~*|[~Ooo...~]|*~ pierwszy raz w swoim życiu ją pocałował i rzekł:

- Na ciebie zawsze można liczyć, skarbie...

- Oj, dziękuję ci... - Powiedziała dziewczyna, po czym przytuliła się do niego.

Po chwili jednak, Grzegorz spytał:

~*– Lubisz chleb?*~

~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~

- Ale skoro ich zabiłaś, to JAKIM KURWA CUDEM oni żyją?! Przecież są zwykłymi ludźmi! Na tym świecie tylko mnie da się wskrzesić!

- To w takim razie ty nie jesteś człowiekiem? Więc kim ty jesteś naprawdę? KIM?! - Spytała Laura.

~*

Moje wyobrażenie z czasów obecnych. Wtedy tamtedy wyglądało znacznie inaczej. <3*~

[<3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333]

|I ten BSOD w tle. xD|

~*No co? Musiałam coś jebnąć, a pomysły się skończyły. xD*~

~Ale ja jestem cudnyyy! :3~

~*Wiadomo <3*~

- Kurwa. Po co ja to mówiłem? Nie dowiesz się kim jestem. Nie mogę ci tego powiedzieć. Chciałbym, ale nie mogę. Po prostu dalej uważaj, że jestem człowiekiem, jakby nigdy tu nic nie zaszło.

Po tej rozmowie, dalej siedzieli oni w ciszy, czasem tylko o czymś rozmawiając...

 

Tymczasem, Dawid, |*Dejwid| który podszedł do Andromedy, od razu sprawdził, czy ta żyła. Po chwili, ku jego szczęściu, okazało się, że żyła ona. ~<Płacze> ;"-(~ Po sprawdzeniu tego, odetchnął on z ulgą. Następnie zaś, podniósł ją z ziemi i posadził koło jeszcze niedokończonej maszyny. Następnie zaś, zaczął czekać aż ta się obudzi...

 

Godzinę później, gdy Andromeda się obudziła, czuła się jeszcze bardzo słabo. Wszystko widziała jak przez mgłę. Czuła również, że nie mogła wstać. Chwilę później, ujrzała ona przed sobą Dawida, |*Dejwida| [Boże xD] który widząc, że dziewczyna się obudziła, rzekł ze słyszalną ulgą w głosie:

|– Lubię ziemniaki.|

~BOŻE X"D~

- Nareszcie się obudziłaś...Cud, że w ogóle żyjesz. W ogóle to jak się czujesz?

[– No kofa wyjebiście. – odpowiedziała kulturalnie (G)Andzia.]

- Dobrze... - Odpowiedziała słabym głosem dziewczyna.

|Idiotka|

Jednak, po tych słowach, Dawid, jako iż widział, że Andromeda najprawdopodobniej nie miała siły, aby wstać, |Jak do tego doszedłeś, Sherlocku?| usiadł obok niej i zaczął czekać, aż odzyska ona siły, aby wstać. Gdy po parunastu minutach to nastąpiło, oboje wstali i zaczęli kontynuować swoją pracę, czyli budowę maszyny...

 

*Oczami ~*Boga Wszechmogącego*~ Grzegorza. ~*Na jedno wychodzi.*~ ~Help ;_;~*

Jednego dnia, ja i Laura jako iż się nudziliśmy, postanowiliśmy zobaczyć jak naszym pomocnikom szła budowa tej maszyny. Wyszliśmy więc do głównego pomieszczenia naszego statku kosmicznego, po czym zaczęliśmy patrzeć, jak oni harowali. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy taki dźwięk, jakby ktoś otworzył drzwi do naszego pojazdu, a następnie przeskakiwał do nas. [A jak to jest możliwe we Wszechświecie, nikt nie wie.] Od razu odwróciliśmy się. W tym momencie, ujrzeliśmy...Patryka i Mateusza. Widząc ich, Laura krzyknęła:

~*– MACIE ZIEMNIAKI NA FRYTKI?!*~

~

~

[JEBŁAM X"D]

- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież was zabiłam! Nie dość, że sama prawie przy tym zginęłam, to wy bezczelnie ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!

- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież do momentu, w którym mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! - Spytałem

~*Hmmm, no nie wiem. Może dlatego, że przez dwadzieścia cztery lata byłeś martwy, a potem nie było okazji?!*~

~Morda mie tam.~

- Później ci to opowiem. - Odrzekła Laura.

- My możemy to potwierdzić, że nas zabiła. - Rzekł Patryk.

~*Biedny kanon, powinien wziąć udział w akcji "#MeToo".*~

[Jezu xD]

|Ale w sumie coś w tym jest. xD|

Ta Laura to rzeczywiście zajebista jest. Wszystko potrafi zrobić. Mniejsza. |Kocham twoje podejście do życia. xD| ~Czyż nie? x"D~ Po chwili rzekłem:

- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem wy żyjecie, ale mniejsza z tym.

Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na początku wygrywaliśmy my. Jednak, w pewnym momencie, wygrali Patryk i Mateusz. Bowiem Patryk pchnął. Andromedę ~*Ta kropka ewidentnie tam jest. ;-;*~ w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu, a Mateusz w tym samym kierunku pchnął Laurę. Po uderzeniu, przez ciało Andromedy i Laury, gdyż na ich nieszczęście, generator był włączony. [W tym zdaniu ewidentnie brakuje jednego słowa.] Ehh...|Kofa, jak chce się przedłużać litery, to należy to robić TYLKO czy razy. Inaczej wygląda to chujowo.| Jaka szkoda, że go nie wyłączyłem... ~*Prądu byście nie mieli.*~ ~Shut...~ Chwilę później, obydwie krzyknęły przeraźliwie ~*Jak dziecko, któremu zabrano iPhone?*~ [Pewnie tak. xDDD] z bólu i osunęły się nieprzytomne na ziemię. Oczywiście, ja i Dawid, słysząc to, podeszliśmy do nieprzytomnych, ja do Laury, a Dawid do Andromedy. Kiedy podszedłem do Laury i chciałem sprawdzić, czy żyła, pierwszy raz tak się bałem. Bałem się, że nie żyła. Jednak, w pewnym momencie, okazało się, że żyła. W tym momencie, pierwszy raz w życiu odetchnąłem z ulgą. Od razu podniosłem ją z ziemi i zaniosłem do kokpitu. ~O, a jednak znałaś fachową nazwę tegoż miejsca.~ Po znalezieniu się tam, położyłem ją na rozkładanym siedzeniu i zacząłem czekać, aż się obudzi...

 

Godzinę później, ujrzałem, że Laura zaczęła się budzić. Od razu wstałem i podszedłem do niej, i [Ech...A jednak waliłaś przecinkami przed "i". :<] stanąłem nad nią. Chwilę później, gdy obudziła się do końca, spytałem:

- Nareszcie się obudziłaś...W ogóle, to jak się czujesz, skarbie?

- Źle...I słabo się czuję... - Odpowiedziała słabym głosem Laura.

|Zapomniałaś dodać, że masz Nadkropkozę.|

- Biedactwo moje... - Powiedziałem, gładząc ją po głowie. Chwilę później, spytałem ją:

[– Wiesz może, jak poprawnie tworzyć zdania po dialogu, bo mnie tego w szkole nie uczyli?]

- W ogóle to masz siłę mi powiedzieć, co zaszło na Antarktydzie 24 lata temu?

|Widzę zajebiste priorytety.|

~Prawda? xD~

- Nie...Nie mam siły...Przepraszam, że przedłużam powiedzenie ci o tym, ale... - Zaczęła Laura.

- No dobrze, już dobrze. - Rzekłem

Po tej rozmowie, ja usiadłem na swoim siedzeniu i zacząłem patrzeć w dal. Jednak, po godzinie, poczułem, że Laura mocno przytuliła się do mnie. W tym momencie, odwróciłem się. Gdy zaś ją ujrzałem, posadziłem ją sobie na kolanach, |( ͡° ͜ʖ ͡°)|  [Slade, ogarnij się. -_-] |Nie. xD| przytuliłem do siebie i spytałem:

- Opowiesz mi w końcu, jakim cudem ich zabiłaś?

~– Nie. – odpowiedziała Laura i rozdział się skończył.~

~*Ach, marzenia...*~

- Wtedy, gdy oni zabili ciebie, ja walczyłam dalej. Lecz, w pewnym momencie, Patryk pchnął mnie w kierunku tego przycisku, którego przeznaczenie zawsze chciałeś poznać i o które mnie tak męczyłeś. A był to przycisk autodestrukcji. Po uderzeniu w niego, rozpoczął się proces autodestrukcji. W tym momencie, wyskoczyłam z pojazdu, gdyż wiedziałam, że trochę niżej była ta moja latająca deska. Po znalezieniu się na niej, ruszyłam w kierunku przeciwnym do wybuchu. Niestety, nie zdążyłam uciec, ~*Bo jam jest pierdoła.*~ przez co spadłam w dół. Od mocnego uderzenia w ziemię [Zdechłam] ~*Za wiele wymagasz.*~ [Wiem właśnie. ;"-(] zemdlałam, ale nie umarłam. Gdy się obudziłam i podniosłam, obok palącego się statku kosmicznego, ujrzałam nieprzytomnych Patryka i Mateusza. Od razu podeszłam do nich, aby zobaczyć czy żyli. I tu przysięgam na co mogę przysiąc, że oni byli martwi! Po sprawdzeniu tego, weszłam na moją latającą deskę i ruszyłam w kierunku |Zachodzącego słońca. Amen.| powrotnym... - Opowiedziała

~*

Kanon zdechł.*~

Ona jest taka kochana...Zawsze mogę na nią liczyć. Mniejsza. |Tak bardzo uwielbiam twoje podejście do życia. xD| ~Wiem, ja też je lubię. xD~ Gdy opowiedziała mi o tym, nastała cisza. Słychać było tylko dźwięk silników. ~*Z których było słychać ciche "FUCK THAT SHIT, LET'S START A RIOT!"*~ [Na ich miejscu każdy z naszej czwórki postąpiłby tak samo. xD] Chwilę później, mocniej przytuliłem ją do siebie, pierwszy raz w moim życiu pocałowałem ją i rzekłem:

- Na ciebie zawsze można liczyć, skarbie...

~Umiesz liczyć, licz na siebie.~

- Oj, dziękuję ci... - Rzekła, po czym przytuliła się do mnie.

Po chwili jednak, spytałem:

- Ale skoro ich zabiłaś, to JAKIM KURWA CUDEM oni żyją?! Przecież są zwykłymi ludźmi! Na tym świecie tylko mnie da się wskrzesić!

- To w takim razie ty nie jesteś człowiekiem? Więc kim ty jesteś naprawdę? KIM?! - Spytała Laura.

~*

W mojej obecnej wizji. <3*~

[<3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 x2]

~Wiem, wiem, jestem najcudowniejszy. xD~

|I najskromniejszy...|

~To przede wszystkim. XD~

Fuck. Na cholerę to mówiłem?! I tak się nie dowie, bo mimo iż chciałbym, to nie mogę jej mówić. |Też mi problem. Po prostu jej powiedz i pokaż.| ~Ty nic nie rozumiesz. Od mojej zajebistości by padła. x"D~ |Jakiż ty skromny. xD| ~Wiem X"D~ Mniejsza. |I nasze kochane PODEJŚCIE DO ŻYCIA. IKS DE.| Po chwili odpowiedziałem:

- Kurwa. Po co ja to mówiłem? Nie dowiesz się kim jestem. Nie mogę ci tego powiedzieć. Chciałbym, ale nie mogę. ~Nie chcę cię zabić moją zajebistością.~ Po prostu dalej uważaj, że jestem człowiekiem, jakby nigdy tu nic nie zaszło.

Po tej rozmowie, dalej siedzieliśmy w ciszy, czasem tylko o czymś rozmawiając...

 

*Oczami Laury.*

Jednego dnia, ja i Grzegorz jako iż się nudziliśmy postanowiliśmy zobaczyć, jak naszym pomocnikom szła budowa tej maszyny. Wyszliśmy więc do głównego pomieszczenia naszego statku kosmicznego, po czym zaczęliśmy patrzeć, jak oni harowali. |Lubię cię. Nie, Lauro, nie ciebie. Grzegorza.| ~^-^~ Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy taki dźwięk, jakby ktoś otworzył drzwi do naszego pojazdu, a następnie przeskakiwał do nas. [A jakim cudem zrobili to we Wszechświecie, nawet najwięksi mędrcy Wszechświata nie wiedzą.] Od razu odwróciliśmy się. W tym momencie, ujrzeliśmy...Patryka i Mateusza. Wait. CO?! JAKIM KURWA CUDEM ŻYJĄ?! PRZECIEŻ ICH ZABIŁAM!!! Mniejsza. |Kolejna z zajebistym podejściem do życia. xD| Po chwili rzekłam:

|– A KETCHUP JEST?! Tak frytki bez ketchupu?!|

~

~

[XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD]

- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież was zabiłam! Nie dość, że sama prawie przy tym zginęłam, to wy bezczelnie ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!

- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież do momentu, w którym mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! - Spytał ~*orkan*~ ~GTFO!~ ~*:D*~ Grzegorz.

- Później ci to opowiem. - Odrzekłam

- My możemy to potwierdzić, że nas zabiła. - Rzekł Patryk.

2:0 dla mnie. [Na meczu jesteśmy?] Nawet oni to potwierdzają. Mniejsza. |XD| Po chwili ciszy, ~*orkan*~ ~OUT!~ Grzegorz rzekł:

- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem wy żyjecie, ale mniejsza z tym. Po tej rozmowie zaczęła się walka. Na początku wygrywaliśmy my. Jednak, w pewnym momencie, wygrali Patryk i Mateusz. Bowiem Patryk pchnął Andromedę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu, a Mateusz w tym samym kierunku pchnął mnie. Po uderzeniu, obie krzyknęłyśmy przeraźliwie ~*jak dziecko, któremu zabrano iPhone*~ z bólu i osunęłyśmy się nieprzytomne na ziemię...

|To wygląda tak, jakby Grzegorz powiedział to wszystko na głos.|

~*Nie moja wina, że w zeszycie było to tak zapisane.*~

~Boże xD~

Godzinę później zaczęłam się budzić. Kilka chwil potem, gdy obudziłam się do końca, czułam się słabo. Czułam, że musiałam poleżeć jeszcze godzinę. Jednak, chwilę potem, zobaczyłam nad sobą Grzegorza, który widząc, że się obudziłam, spytał:

- Nareszcie się obudziłaś...W ogóle, to jak się czujesz, skarbie?

|– Idealnie jak kapusta po deszczu meteorytów. – odpowiedziała kulturalnie dziewczyna.|

~

~

[JEZU, JEBŁAM. XDDD]

~:3~

- Źle...I słabo się czuję... - Odpowiedziałam słabym głosem.

- Biedactwo moje... - Powiedział, gładząc mnie po głowie. Chwilę później spytał mnie:

~– Marvel czy DC?~

- W ogóle to masz siłę mi powiedzieć, co zaszło na Antarktydzie 24 lata temu?

- Nie...Nie mam siły...Przepraszam, że przedłużam powiedzenie ci o tym, ale... - Zaczęłam

- No dobrze, już dobrze... - Rzekł

[W tym opku dużo postaci ma Nadkropkozę Właściwą.]

Po tej rozmowie, Grzegorz usiadł na swoim siedzeniu, a ja dalej leżałam tam, gdzie wcześniej. Jednak, po godzinie poczułam, że miałam już siłę wstać. Kiedy to zrobiłam, okazało się, że byłam w kokpicie ~*Co ty nie powiesz.*~ oraz, że leżałam na automatycznie rozkładanym i składanym siedzeniu, które teraz automatycznie się wyprostowało. Po tym, od razu przytuliłam się do Grzegorza, który siedział i patrzył w dal. Chwilę później, odwrócił się. Kiedy zaś mnie ujrzał, posadził mnie na kolanach, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [E.C.H...] przytulił do siebie i spytał:

[– Ukradłaś już te Świeżaki z Biedry?]

|X"D Jebłem|

- Opowiesz mi w końcu jakim cudem ich zabiłaś?

- Wtedy, gdy oni zabili ciebie ja walczyłam dalej. Lecz, w pewnym momencie, Patryk pchnął |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~Ogar -.-~ mnie w kierunku tego przycisku, którego przeznaczenie zawsze chciałeś poznać i, o które [JEZU, BRAK BŁĘDU INTERPUNKCYJNEGO! OOO.OOO] ~*OOOOOO.OOOOOO*~ mnie tak męczyłeś. A był to przycisk autodestrukcji. Po uderzeniu w niego, rozpoczął się proces |norymberski| autodestrukcji. W tym momencie, wyskoczyłam z pojazdu, gdyż wiedziałam, że trochę niżej była ta moja latająca deska. Po znalezieniu się na niej, ruszyłam w kierunku [Najbliższej Biedronki.] przeciwnym do wybuchu. Niestety, nie zdążyłam uciec, przez co spadłam w dół. Od mocnego uderzenia w ziemię zemdlałam, ale nie umarłam. Gdy się obudziłam i podniosłam, obok palącego się statku kosmicznego, ujrzałam nieprzytomnych Patryka i Mateusza. Od razu podeszłam do nich, aby sprawdzić, czy |Mieli naklejki na Świeżaki.| żyli. I tu przysięgam na co mogę przysiąc, że oni byli martwi! Po sprawdzeniu tego, weszłam na moją latającą deskę i ruszyłam w kierunku powrotnym... - Opowiedziałam

~*


Kanon uciekł na Alaskę.*~

W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko dźwięk silników. |Z których dobiegało ciche "LET IT BURN!".| [x"D Chciałabym to usłyszeć.] Chwilę później mocniej przytulił mnie do siebie, pierwszy raz w życiu pocałował i rzekł:

- Na ciebie zawsze można liczyć, skarbie...

- Oj, dziękuję ci... - Rzekłam, po czym przytuliłam się do niego.

Po chwili jednak, spytał:

[JEZU, ZDANIE DOBRZE ODDZIELONE! O.O] |OOO.OOO| 

- Ale skoro ich zabiłaś, to JAKIM KURWA CUDEM oni żyją?! Przecież są zwykłymi ludźmi! Na świecie tylko mnie da się wskrzesić! 

- To w takim razie ty nie jesteś człowiekiem? Więc kim ty jesteś naprawdę? KIM?! - Spytałam

Chciałam wiedzieć, z kim się zadawałam tyle czasu...Chciałam wiedzieć, kto mnie kiedyś uratował...I dzięki komu żyłam...

~*

<3*~

[<333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 x3]

~No wieeem. xD~

|Skromność twoja jest wszechobecna. xD|

~Wieeem x"D~

Jednak, po chwili Grzegorz powiedział:

- Kurwa. Po co ja to mówiłem? Nie dowiesz się kim jestem. Nie mogę ci tego powiedzieć. Chciałbym, ale nie mogę. Po prostu dalej uważaj, że jestem człowiekiem, jakby nigdy tu nic nie zaszło.

<Płacze>. Czyli nigdy nie dowiem się, dzięki komu tak naprawdę żyłam...I z kim się zadawałam...;-'C ~*EMOTKA W OPOWIADANIU?! NA STOS!*~ Jednak po tej rozmowie, dalej siedzieliśmy w ciszy, czasem tylko o czymś rozmawiając...

 

*Oczami Dawida. |*Dejwida|*

~*W tym momencie na razie przerwiemy analizę, bo muszę iść się wykąpać. Jeśli nic nie dopiszę do dwudziestej pierwszej trzydzieści, możemy uznać, że analiza na dziś jest przerwana.*~

|<Patrzy z nadzieją.>|

~*Jest na to wiele szansy, ale jutro...*~

|Tak, wiemy. :<|

Któregoś dnia, kiedy ja i Andromeda dalej budowaliśmy tą [*tę] maszynę, w pewnym momencie usłyszeliśmy dźwięk otwierających się drzwi od kokpitu, a następnie poczuliśmy na sobie wzrok Grzegorza i Laury. Nie zareagowaliśmy jednak |Bo byliśmy chamami.| i dalej kontynuowaliśmy to, co zaczęliśmy. Lecz, w pewnym momencie usłyszeliśmy taki dźwięk jakby ktoś otworzył drzwi główne do pojazdu, w którym byliśmy a następnie taki dźwięk jakby ktoś do nas przeskoczył. ~*Dalej nie wiem, jakim cudem było to możliwe w przestrzeni kosmicznej.*~ ~Nikt tego nie wie.~ Słysząc to, od razu się odwróciliśmy. Kiedy to zrobiliśmy, ujrzeliśmy jakichś dwóch chłopaków, których skądś kojarzyłem, ale nie mogłem sobie przypomnieć skąd. ~Chciałbym się dłużej rozpisać, ale zostawię moje wywody na końcową analizę.~ Chwilę później, po ujrzeniu ich, Laura krzyknęła:

- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież was zabiłam! [Zabiłaś to ty kanon.] Nie dość, że sama przy tym prawie zginęłam, to wy bezczelnie ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!

- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież do momentu, w którym mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! - Spytał Grzegorz.

~*Któryś z nas już się wypowiadał na ten temat, więc nie będę tego wałkować w nieskończoność.*~

- Później ci to opowiem. - Odrzekła Laura.

|Przynajmniej teraz to samo krzywdzenie kanonu nie będzie powielane, bo mamy inną postać.|

- My możemy to potwierdzić, że nas zabiła. - Rzekł jeden z nich.

- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem wy żyjecie, ale mniejsza z tym. - Powiedział ON.

|Pamiętacie, jak mówiłem, że jeszcze jedno "on" i zajebię?|

~<Pożycza dezintegrator.>~

|Danke :3|

~Spoko. Nie tylko ciebie już to wkurza.~

Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na początku wygrywaliśmy my. Jednak, w pewnym momencie wygrali nasi wrogowie. [A te dwa zdania można byłoby połączyć w jedno.] Bowiem jeden z nich pchnął Andromedę w kierunku ściany z -jak się później okazało- ~Tu powinny być przecinki, a nie myślniki, korwde.~ wbudowanym generatorem prądu, a drugi z nich, w tym samym kierunku pchnął |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [Ogar, no. -.-] |Nie. XD| Laurę. Po uderzeniu, przez ciało Andromedy i Laury najprawdopodobniej przepłynął prąd. |No shit, Sherlock.| Chwilę później, obie przeraźliwie krzyknęły z bólu i osunęły się nieprzytomne na ziemię. W tym momencie, ja i Grzegorz odwróciliśmy się. Chwilę później, usłyszeliśmy taki dźwięk jakby nasi wrogowie przeskakiwali na swój statek kosmiczny, a następnie dźwięk zamykanych drzwi głównych naszego pojazdu. ~*Te hipernierealistyczne sytuacje mnie dobijają.*~ [Nie tylko ciebie.] 

 

Jednak, ja od razu podszedłem do Andromedy aby sprawdzić czy ta żyła. ~*Bo po co podbiec.*~ Po chwili, ku mojemu szczęściu [A analizatorów i czytelników nieszczęściu.] okazało się, że żyła ona. W tym momencie odetchnąłem z ulgą. Następnie zaś podniosłem ją z ziemi i posadziłem koło jeszcze niedokończonej maszyny. Następnie zaś, zacząłem czekać aż ta się obudzi... |Broń Boże, abyś się czymś zajął, na przykład DOKAŃCZANIEM MASZYNY!|

 

Godzinę później ujrzałem, że Andromeda zaczęła się budzić. Chwilę później, kiedy obudziła się do końca, rzekłem:

- Nareszcie się obudziłaś...Cud, że w ogóle żyjesz. W ogóle to jak się czujesz?

~*– Wspaniale jak grzyby po kwaśnym deszczu. – odpowiedziała (G)Andzia.*~

~Jebłem xD~

- Dobrze... - Odpowiedziała słabym głosem Andromeda.

[Kłamliwa suka.]

Jednak, po tych słowach, jako iż widziałem, że Andromeda najprawdopodobniej nie miała siły aby wstać, [Jak to wydedukowałeś, Sherlocku?] usiadłem obok niej i zacząłem czekać aż odzyska ona siły aby wstać. Gdy po parunastu minutach to nastąpiło, oboje wstaliśmy i zaczęliśmy kontynuować naszą pracę czyli budowę maszyny...

~Bośmy się przez tak potężne dwa rozdziały nie zorientowali. -_-~

 

*Oczami ~*Tępej Kurwy.*~ Andromedy. ~*Na jedno wychodzi.*~*

Któregoś dnia, kiedy ja i Dawid |*Dejwid| dalej budowaliśmy tą [*tę] maszynę, w pewnym momencie usłyszeliśmy dźwięk otwierających się drzwi do kokpitu, a następnie poczuliśmy na sobie wzrok Grzegorza i Laury. Nie zareagowaliśmy jednak ~Bo byliśmy chamscy.~ i kontynuowaliśmy to, co zaczęliśmy. Lecz, w pewnym momencie usłyszeliśmy taki dźwięk jakby ktoś otworzył drzwi główne do pojazdu, w którym byliśmy a następnie taki dźwięk jakby ktoś do nas przeskoczył. |Dalej nie wiemy, jak to było możliwe.| Słysząc to od razu się odwróciliśmy. Kiedy to zrobiliśmy, ujrzeliśmy jakichś dwóch chłopaków. Chwilę później, po ujrzeniu ich, Laura krzyknęła:

- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież was zabiłam! Nie dość, że sama przy tym prawie zginęłam, to wy bezczelnie ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!

~To jest takie...takie nudne.~

~*Właśnie wiem. A wyobraź sobie, że ja ciągle to samo muszę tu przepisywać, bo drugi rozdział nie jest na moim dysku komputerowym.*~

~Współczuję~

- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież do momentu, w którym mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! - Spytał ~*orkan*~ ~<Wściekle wzdycha.>~ Grzegorz.

- Później ci to opowiem. - Odrzekła Laura.

- My możemy to potwierdzić, że nas zabiła. - Rzekł jeden z nich. 

- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem wy żyjecie, ale mniejsza z tym. - Powiedział ON|IACZ|.

Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na początku wygrywaliśmy my. Jednak, w pewnym momencie wygrali nasi wrogowie. Bowiem jeden z nich pchnął |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [Ja już nie będę komentować...] mnie w kierunku ściany z -jak się później okazało- ~Ja na temat tych myślników już się wypowiadałem.~ wbudowanym generatorem prądu, a drugi z nich, w tym samym kierunku pchnął |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Ja też przestanę to komentować...*~ Laurę. Po uderzeniu, przez nasze ciała przepłynął prąd. Chwilę później, obie przeraźliwie ~*jak gimbus bez nowego iPhone*~ krzyknęłyśmy przeraźliwie ~*To powtórzenie ewidentnie jest w zeszycie.*~ [;=;] z bólu i osunęłyśmy się nieprzytomne na ziemię...

~

`

~

Godzinę później, ~*STOPER!*~ gdy obudziłam się, czułam się jeszcze słabo. Wszystko widziałam jak przez mgłę. Czułam również, że nie mogłam wstać. Chwilę później, ujrzałam przed sobą Dawida, |*Dejwida| który widząc, że się obudziłam, rzekł ze słyszalną ulgą w głosie:

[– A jednak będę miał kogo wykorzystywać.]

~I prawilnie. xD~

- Nareszcie się obudziłaś...Cud, że w ogóle żyjesz. W ogóle to jak się czujesz?

~*– Świetnie jak Europa po przebiegunowaniu Ziemi. – odpowiedziała (G)Andzia.*~

~Leżę x"D~

- Dobrze... - Odpowiedziałam słabym głosem.

|Zakłamana szmata.|

Jednak, po tych słowach, Dawid |*Dejwid| jako iż najprawdopodobniej widział, że nie miałam siły aby wstać, ~*Captain Obvious nam się tu produkuje.*~ gdyż usiadł obok mnie i zaczął czekać wraz ze mną aż odzyskam siły aby wstać. ~*To zdanie ewidentnie tak wygląda w zeszycie.*~ |Tobie na serio nie chciało się tego pisać, ale nie dziwię się tobie. Mnie też by się nie chciało.| ~Bym coś powiedział, ale znam odpowiedź na moje pytanie. -=-~ Gdy po parunastu minutach to nastąpiło, oboje wstaliśmy i zaczęliśmy kontynuować swoją pracę, czyli budowę maszyny... [WIEMY!]

 

*Oczami Patryka.*

~Kurwa, nareszcie chociaż, w większości, zmiana scenerii. -_-~

Jednego ranka, postanowiłem pójść do Mateusza trochę pozawracać mu głowę. [Jak to dobrzy koledzy robią. ;D] ~*W serii to była norma. xD*~ Kiedy zaś byłem już pod jego domem i kiedy on |Nosz...| mnie wpuścił do środka, zaproponowałem:

|~*NIE!*~ Ej! To moja kwestia! ~*xD*~|

- Ej, może polecielibyśmy jakimś statkiem kosmicznym przeszkodzić tej całej trójce?

- Po pierwsze to czwórce, a po drugie, idioto, ~Dobrze powiedziane.~ skąd wynajdziesz statek kosmiczny? - Spytał Mateusz.

- Po pierwsze to trójce, bo jest tam tylko ~*orkan*~ ~Ech... -_-~ Grzegorz, Dawid |*Dejwid| i Andromeda. Po drugie, może jakiś na złomowisku znajdziemy. - Rzekłem

~


~

[Leżę xD]

- Czwórka ich tam jest. Laura jeszcze przecież żyje. A Grzegorz napewno |nie lubi literówek.| ją odnalazł, a przecież wiesz, że ona jego nigdy nie opuści. - Odparł Mateusz.

- Przecież po tym wybuchu, [JEBUDU!] mimo tego iż ma |Downa| tą swoją latającą deskę, ~*Która na dobrą sprawę nigdy w FanFiction się nie pojawi.*~ spadła na ziemię. - Powiedziałem

- Ale w tak niefortunnym miejscu spadła, że tylko wbiła się w śnieg. - Powiedział Mateusz.

Po tej rozmowie, mimo wszystko, wyszliśmy z domu i udaliśmy się na pobliskie złomowisko i z nadzieją, że znajdziemy cel naszych poszukiwań, zaczęliśmy szukać. ~Pomijając ich debilizm, oczywiście, wyszli z domu nawet bez słowa refleksji. SUPER. -_-~ W pewnym momencie, ku naszemu szczęściu, znaleźliśmy cel naszych poszukiwań. Po wejściu do środka, ujrzeliśmy kluczyki. Kiedy zaś spróbowaliśmy uruchomić pojazd, okazało się, że działał on.

~*

Fakt, są pod Sosnowcem, ale bez przesady. -_-*~

To akurat było dziwne. Działający statek kosmiczny, który pojawił się z dupy na złomowisku. [HALINA, MAM ZAWAŁ! PRZEBŁYSK INTELIGENCJI! O.O] ~O KURWA! OOO.OOO~ W tym momencie popatrzyliśmy po sobie, po czym ruszyliśmy w drogę. ~Ech... :<~

 

Paręnaście minut później, gdy już znaleźliśmy się we Wszechświecie, bardzo szybko odnaleźliśmy statek kosmiczny Grzegorza i Laury. Po zatrzymaniu się koło pojazdu, otworzyliśmy drzwi i szybko przeskoczyliśmy na drugą stronę. [Co nie jest możliwe, ale jebać to.] Po znalezieniu się tam, ujrzeliśmy Grzegorza, Laurę, Dawida, |*Dejwida| i Andromedę, którzy słysząc, że przeskoczyliśmy do ich pojazdu, odwrócili się. Po ujrzeniu nas, Laura krzyknęła:

- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież was zabiłam! Nie dość, że sama przy tym prawie zginęłam, to wy bezczelnie ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!

~*<Szturcha Grzegorza.> Grzegorz! Nie śpij! Jeszcze około czterech i pół strony!*~

~C-Co? A, sorki, nudzę się po prostu.~

|My też, niestety.|

- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież do momentu, w którym mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! - Spytał ~*orkan*~ ~...~ Grzegorz.

- Później ci to opowiem. - Odrzekła Laura.

- My możemy to potwierdzić, że nas zabiła. - Rzekłem. [Po chuj tu ta kropka, nie wiadomo.]

- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem wy żyjecie, ale mniejsza z tym. - Powiedział ON|IACZ|.

Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na początku wygrywali ~*orkan*~ ~ECH... -___-~ Grzegorz, Laura, Dawid |*Dejwid| i Andromeda. Jednak, w pewnym momencie wygraliśmy my. [Bo jesteśmy Gary Stu.] Bowiem ja pchnąłem, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| Andromedę w kierunku ściany z -jak się później okazało- ~Znowu te myślniki...~ wbudowanym generatorem prądu, a Mateusz w tym samym kierunku pchnął |( ͡° ͜ʖ ͡°)| Laurę. Po uderzeniu, przez ciała Andromedy i Laury najprawdopodobniej przepłynął prąd. |Jak żeś to wydedukował, Sherlocku?| Chwilę później, obie krzyknęły przeraźliwie ~*jak po dostaniu białego iPhone zamiast czarnego*~ z bólu i osunęły się nieprzytomne na ziemię. W tym momencie, Grzegorz i Dawid |*Dejwid| słysząc to, odwrócili się i podeszli do nieprzytomnych. Grzegorz do Laury, a Dawid |*Dejwid| do Andromedy. [Ta informacja była dla nas niezbędna.] Kiedy nikt już nie patrzył, ja i Mateusz przeskoczyliśmy na swój statek kosmiczny [Jak, to pozostanie tajemnicą.] i ruszyliśmy w drogę powrotną na Ziemię...

 

*Oczami Mateusza.*

Jednego ranka, w pewnym momencie spokojnego dnia usłyszałem dzwonek do furtki. Na początku pomyślałem, że to Katerin |Płonę ;-;| coś chciała, ale mimo wszystko wyjrzałem przez okno. Po zrobieniu tego, ujrzałem ~*Boga Wszechmogącego, który przyszedł cię zajebać.*~ ~W takim wypadku, przeteleportowałbym się do jego chacjendy.~ Patryka. Mimo wszystko, wpuściłem go do środka. ~*Bez obowiązkowego opierdolenia go, że przyszedł. Jaki ten FanFiction niekanoniczny, ło ja nie mogę.*~ Kiedy już wszedł do mego domu, zaproponował:

|[NIE!] E! To moja kwestia! [:D]|

- Ej, może polecielibyśmy jakimś statkiem kosmicznym przeszkodzić tej całej trójce?

- Po pierwsze to czwórce, a po drugie, idioto, skąd wynajdziesz statek kosmiczny? - Spytałem

- Po pierwsze to trójce, bo jest tam tylko ~*orkan*~ ~Ja nic nie mówię...~ Grzegorz, Dawid |*Dejwid| i Andromeda. Po drugie, może jakiś na złomowisku znajdziemy. |Ja już nawet nie komentuję tej hipernierealistyczności.|

- Czwórka ich tam jest. Laura jeszcze przecież żyje. A Grzegorz napewno [zajebałby nas za literówki.] ją odnalazł, a przecież wiesz, że ona jego nigdy nie opuści. - Odparłem

- Przecież po tym wybuchu, ~*który wysadził cały kanon,*~ mimo tego iż miała tą swoją latającą deskę, spadła na ziemię. - Powiedział Patryk.

- Ale w tak niefortunnym miejscu spadła, że tylko wbiła się w śnieg. - Powiedziałem

Po tej rozmowie, mimo wszystko, wyszliśmy z domu i udaliśmy się na pobliskie złomowisko i z nadzieją, że znajdziemy cel naszych poszukiwań, zaczęliśmy szukać. ~Oczywiście nawet bez słowa refleksji. FANTASTYCZNIE. -__-~ W pewnym momencie, ku naszemu szczęściu, znaleźliśmy cel naszych poszukiwań. Po wejściu do środka, ujrzeliśmy kluczyki. Kiedy zaś spróbowaliśmy uruchomić pojazd, okazało się, że działał on.

~*


*~

~O Jezu. xD~

Nieźle. Działający statek kosmiczny, który z dupy wziął się na złomowisku. [Nic, tylko kraść. ;D] W tym momencie popatrzyliśmy po sobie, po czym ruszyliśmy w drogę...

 

Paręnaście minut później, gdy już znaleźliśmy się we Wszechświecie, bardzo szybko odnaleźliśmy statek kosmiczny Grzegorza i Laury. |Bo mieliśmy nawigację.| Po zatrzymaniu się koło pojazdu, otworzyliśmy drzwi i szybko przeskoczyliśmy na drugą stronę. [Korzystając z mocy Opkolandii.] Po znalezieniu się tam ujrzeliśmy Grzegorza, Laurę, Dawida |*Dejwida| i Andromedę, którzy słysząc, że przeskoczyliśmy do ich pojazdu, odwrócili się. Po ujrzeniu nas, Laura krzyknęła:

[– MACIE ŚWIEŻAKI?!]

|Leżę xD|

- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież was zabiłam! Nie dość, że sama przy tym prawie zginęłam, to wy bezczelnie ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!

- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież do momentu, w którym mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! - Spytał ~*orkan*~ ~. . .~ Grzegorz.

- Później ci to opowiem. - Odrzekła Laura.

- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem wy żyjecie, ale mniejsza z tym. - Powiedział Grzegorz.

[Tu ewidentnie brakuje jednej kwestii.]

~*Wiem. Skapnęłam się dopiero dzisiaj, ale tak jest w zeszycie.*~

|;==;|

Po tej rozmowie zaczęła się walka. Na początku wygrywali ~*~SHUT UP!~ Ej! To moja kwestia! ~:D~*~ Grzegorz, Laura, Dawid i Andromeda. Jednak, w pewnym momencie, wygraliśmy my. [Oczywiście] Bowiem Patryk pchnął |( ͡° ͜ʖ ͡°)| Andromedę w kierunku ściany z -jak się później okazało- ~Nosz...~ wbudowanym generatorem prądu, a ja w tym samym kierunku pchnąłem |( ͡° ͜ʖ ͡°)| Laurę. Po uderzeniu, przez ciała Andromedy i Laury najprawdopodobniej przepłynął prąd. [Kolejny Captain Obvious...] Chwilę później, obie krzyknęły przeraźliwie ~*jak gimbus widząc jeden like*~ z bólu i osunęły się nieprzytomne na ziemię. W tym momencie, Grzegorz i Dawid |*Dejwid, do cholery!| [x'D] słysząc to, odwrócili się i podeszli do nieprzytomnych. Grzegorz do Laury, a Dawid do Andromedy. |Bez tej informacji nasze życie nie byłoby kompletne.| Kiedy nikt już nie patrzył, ja i Patryk przeskoczyliśmy na nasz ~zajumany~ statek kosmiczny i ruszyliśmy w drogę powrotną na Ziemię...

 

~*I tym optymistycznym akcentem zanalizowaliśmy drugi rozdział i nie muszę już żadnego przepisywać. Jako, iż tak grzecznie wytrwaliście i analizowaliście, jutro dam wam spokój. ;-)*~

|[~DZIĘKI! :-)~]|

~*Nie ma za co. Ja też muszę trochę od tego odpocząć. A teraz, idę spać, bo jutro nie wstanę.*~

__________________________________________________

CZAS NA PRZERYWNIK:

[Nudzę się...]

~*...*~

[Eeejjj...Nuuudzęęę sięęę!]

~*...*~

|Ja w sumie trochę też.|

~*...*~

~EJJJ!!! Ja też się nudzę. :<~

~*No dobra, zanalizujmy jeszcze jeden rozdział. ;-;*~

KONIEC PRZERYWNIKA

___________________________________________________

Rozdział III – Porwanie

|DUN DUN DUUUN!|

Parę tygodni później, Dawid |*Dejwid, do cholery! Nauczcie się pisać jego imię poprawnie!| ~X"D~ i Andromeda skończyli budować maszynę. Kiedy zaś to nastąpiło, chłopak rzekł:

[– Co za chuj!]

- No. I już skończyliśmy. Jeszcze tylko ta jedna część i wszystko będzie gotowe w 100 %. ~Spacja, spieprzaj!~

W tym momencie, kiedy Dawid |*Dejwid| wypowiedział te słowa, poczuli, że pojazd, w którym się znajdowali, ruszył. Czując to, chłopak powiedział:

- Wiesz, coś czuję, że oni nasze rozmowy podsłuchują.

~

~

- No w sumie może masz racje. No, bo przecież niemożliwe, aby nie wychodząc tu od tygodnia wiedzieli, że już skończyliśmy. – Odparła Andromeda.

[A ten dialog pełen emocji został wam przedstawiony przez Dejwida i Gandzię.]

Po tej rozmowie, zaczęli oni czekać, aż wylądują. Po paru minutach zaś, kiedy tak się stało, ujrzeli, że drzwi do pomieszczenia, w którym byli, otworzyły się. Od razu wyszli oni na zewnątrz. Kiedy już byli na dworze, pierwszy raz od tygodnia ujrzeli ~*Jeden z moich wielu sensów życia.*~ ~;_;~ Grzegorza i Laurę. Chwilę później, ~*orkan*~ ~ECHHHHH... -_-~ |To znaczy, że cię lubi, jak tak ci dokucza.| ~Zajebisty sposób na okazanie przyjaźni. -_-~ Grzegorz spytał:

- Dobra. To gdzie teraz mamy iść?

- Do tamtego bloku. – Odpowiedział Dawid, |*Dejwid| wskazując na odpowiedni budynek.

Po tych słowach, gdy chcieli już ruszyć, Dawid, |*Dejwid| patrząc na Laurę, pomyślał:

„W ogóle, to brzydka ona jest. Nie rozumiem, jak Grzegorz może ją lubić. Nie dość, że niska, brzydka, to jeszcze blada jak wampir. Co on może w niej widzieć?"

~

~

|XDDD|

Jednak, w tym momencie, gdy to pomyślał, Laura rzuciła się na niego, po czym chwyciła go z całej siły za szyję i krzyknęła:

- NIE JESTEM BRZYDKA, SKURWYSYNU!!! I NIE ŚMIEJ SIĘ Z MOJEGO WZROSTU ORAZ WYGLĄDU!!!

~

~

W tym momencie, Grzegorz zaśmiał się, ~O, idealnie!~ po czym powiedział:

- Wspomniałem, że ona umie czytać w myślach? [To nic, że wcześniej to nie zostało wspomniane.] Więc w obrębie 30 km od niej, najlepiej nie obrażać jej słownie jak i w myślach. Takie tam, zero prywatności. |Kim Dzong Un Lubi to!|

Po czym podszedł do Laury i powiedział do niej:

- Lauro, skarbie, zostaw go. Zabijesz go, gdy nie będzie nam już potrzebny.

|Uwielbiam cię. xD|

~Dzięki xD~

- NIE ZOSTAWIĘ GO!!! MA ZGINĄĆ, CIUL PIERDOLONY!!! – Krzyknęła. ~*Kropka, spadaj!*~

- Skarbie...Proszę cię. Oni są nam jeszcze potrzebni. – Odparł Grzegorz, po czym drugi raz w życiu, pocałował ją. |~Zamknij się.~ E! To moja kwestia! ~:D~| W tym momencie, Laura niechętnie puściła już bladego z powodu braku powietrza Dawida, |*Dejwida| po czym rzekła z niechęcią w głosie:

- Eh...No dobra...Niech ci będzie.

Po tej rozmowie, we czwórkę ruszyli w kierunku odpowiedniego bloku...

 

Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, poszli do odpowiedniego mieszkania. ~*Skąd wiedzieli, które to, nikt nie wie.*~ Kiedy znaleźli się przed drzwiami i spróbowali je otworzyć, okazało się, że były one otwarte. 

~

Jak można być tak głupim? XDDD~

Od razu cicho je otworzyli. W tym momencie, zobaczyli, że Katerin [Płonę ;-;] najprawdopodobniej ich nie zauważyła. Od razu zaszli ją od tyłu, |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym Andromeda chwyciła jakąś metalową rurkę, ~Którą podstawili scenarzyści.~ która leżała na podłodze i z całej siły uderzyła Katerin |Umieram ;-;| w głowę. Chwilę później, dziewczyna upadła nieprzytomna na podłogę...

 

W tym momencie, Dawid |*Dejwid| związał ją, [Tymi linami, które magicznie pojawiły się w jego ręcach.] |Ręcach xD| po czym podniósł i zniósł do piwnicy. Gdy tam się znalazł i on, i jego towarzysze, ujrzeli lasery. Widząc je, Grzegorz wyłączył przeszkodę za pomocą przycisku, który ujrzał na ścianie. ~*Aż mnie plecy zabolały od tej głupoty.*~ Następnie, podeszli oni do sejfu, posadzili Katerin na podłodze i chcieli otworzyć drzwiczki. Jednak, w tym momencie, na ekraniku drzwi, ujrzeli wielki napis:

|

|

~*Lol, zaraz jebnie limit obrazków.*~

[XD Ale nimi napieprzamy.]

„WPROWADŹ SZEŚĆ HASEŁ."

- KURWA!!! Musiała tu jeszcze hasła ustawić! – Krzyknęła Laura.

- W sumie nie dziwne. Tuba jest cenna, więc idiotyzmem by było pozostawienie ją [Chyba jej.] na pastwę losu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz.

Jednak, po tych słowach, zaczęli się oni głowić ~*Przeczytałam "gwałcić". ;_;*~ |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| nad pierwszym hasłem...

 

Tymczasem, parę minut później, Katerin ~Zdycham ;_;~ obudziła się. Kiedy otworzyła oczy, ujrzała, że siedziała związana w swojej piwnicy. Chwilę później, usłyszała jakiś kobiecy głos, który mówił:

[– Lubię ziemniaki.]

- Ma ktoś pomysł, jakie może być pierwsze hasło?

- Teoretycznie powinno to być jakieś niemieckie zdanie, jak zawsze zresztą, ~*Więc to jest zasada! ;"-)*~ ale praktycznie cholera wie, jakie tu może być. – Dało się słyszeć jakiś nienaturalny, gruby~*, zajebisty*~ ~;_;~ ~*:>*~ męski głos.

W tym momencie, Katerin [;___;] wiedziała, że to co mówił jej Patryk, było prawdą. |Bo jakby nie było prawdą, nasze życie nie miałoby sensu.| Od razu spróbowała ona wyciągnąć telefon z kieszeni. Kiedy zaś jej się to udało, napisała SMS-a do Patryka i Mateusza o treści:

„Proszę...Pomóżcie mi...|Dejwid zajebał mi naklejki na Świeżaki.|"

~JEBŁEM X"D~

Po czym wysłała. Jednak, w tym momencie zorientowała się, że nie wyciszyła komórki, przez co dało się słyszeć dźwięk wysłania SMS-a... [Brawo, pierdolcu.]

 

W tym samym czasie, kiedy oprawcy Katerin |;_;| głowili się nad hasłem, usłyszeli dźwięk wysyłania SMS-a. W tym momencie, Andromeda spytała:

[– Kurwa, co za debil napierdala w Pokemony?]

- Ktoś z was właśnie wysłał SMS-a? Bo ja nie, zostawiłam telefon w domu.

- Nie, ja nie. Praktycznie nie korzystam z telefonu. – Odpowiedział Dawid.

~Powiedz mi, jak to jest żyć bez mózgu?~

- Ani ja. Mój telefon jest wyładowany. – Odrzekła Laura.

[Power bank nie istnieje.]

- Ja też nie. Prawie w ogóle nie korzystam z telefonu. 

~

~

|

|

A SMS-ów z niego nie wysyłam. – Odparł Grzegorz.

W tym momencie wiadomo było, że była to ~*Dziewczyna Z Źle Napisanym Name.*~ |IKS DE XD| Katerin. Od razu cała czwórka się odwróciła, po czym Dawid |*Dejwid| złamał Katerin ~*<Płacze>*~ rękę i krzyknął:

[– ODDAWAJ ŚWIEŻAKI, PINDO!]

- Zostaw ten telefon!!! Nikt cię nie uratuje!!!

Chwilę później, Andromeda przystawiła jej do głowy pistolet [Skąd. On. Się. Tu. WZIĄŁ, KURWA?!] |Magia Opkolandyi.| i powiedziała:

- Gadaj, jakie są hasła, albo zginiesz marnie.

- Spierdalaj. – Rzekła Katerin.

~UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!! ALE IM POCISNĘĘĘŁAAA!!! -.-~

Po tych słowach, Andromeda chciała pociągnąć za spust. Jednak, w tym momencie, Katerin rzekła:

- No dobra, dobra, już [oddaję Świeżaki.] mówię. Pierwsze hasło to „Przepiękna niezapominajka.". Po niemiecku. ~*;"-)*~ Od tyłu.

- Kurrrrrr....Nie mogłaś po angielsku?! – Spytała Andromeda.

~Nie, dziwko. Trzeba znać wiele języków, kofa.~

- Nie. – Odpowiedziała Katerin.

- Przecież to łatwe..."Przepiękna niezapominajka" to po niemiecku „Wunderschön vergissmeinnicht ~*O lol, moje byłe hasło do Wi-Fi. xD*~ |;___;|". Wystarczy wpisać to od tyłu." – Rzekł Grzegorz, po czym podszedł do odpowiedniej klawiatury i wpisał hasło. Chwilę później, na ekraniku pojawił się napis:

["xD Zjebałeś xD"]

„HASŁO „thcinniemssigrev nöhcsrednuW" |UMARŁEM ;_;| ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym pierwsza z sześciu kłódek otworzyła się. W tym momencie, Andromeda rzekła:

~*– Who now listen to Loko Radio?*~

|Weź ty zmień nutę...|

~*NIE xD*~

|;-;|

- Gadaj zaraz, jakie jest drugie hasło.

- „Cudowny tulipan". Po niemiecku. ~*;""-)*~ Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.

- Ja pierdolę...Że też musiałam w szkole uczyć się tego pieprzonego ~*ZGADZAM SIĘ! ZAJEBAĆ FRANCUZÓW!*~ francuskiego... - Rzekła Andromeda.

- Wymówka tygodnia. Ja też w szkole uczyłam się francuskiego, a jakoś umiem i niemiecki~*, bo jestem fajna.*~. Mniejsza. Kolejne łatwe hasło. Przecież „Cudowny tulipan" to po niemiecku „Wunderschön tulpe". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do odpowiedniej klawiatury i napisała odpowiednie hasło. Po chwili, na ekraniku pojawił się napis:

~"Lolix, nie. Wypchaj się i szukaj bardziej skorego do współpracy komputera."~

„HASŁO „eplut nöhcsrednuW" [UMRZYŁAM ;_;] ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym druga z sześciu kłódek otworzyła się. W tym momencie, Laura rzekła:

- A teraz gadaj, jakie jest trzecie hasło.

- „Przegrać zawody". Po niemiecku. Od tyłu. – Odparła Katerin.

- No kurwa! Musisz wymyślać takie trudne ~**Łatwe*~ hasła?! – Krzyknął Dawid |*Dejwid|.

- Przecież to jest banalne. „Przegrać zawody" to po niemiecku „Verlieren wettkämpfe". Wystarczy napisać to od tyłu. – Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wpisał odpowiednie hasło do komputera. Kilka chwil później, na ekraniku pojawił się napis:

["Lubię ziemniaki."]

„HASŁO „efpmäkttew nereilreV" |;_;| ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka trzecia z sześciu się otworzyła. W tym momencie, Dawid |*Dejwid| powiedział:

- Ok. A teraz gadaj, jakie jest czwarte hasło.

- „Zmywać tablicę." Po niemiecku. Od tyłu. – Odpowiedziała ~*Dziewczyna Z Źle Napisanym Name.*~ Katerin.

- To już czwarte hasło, a ona nic trudnego nie potrafi wymyślić. Przecież to jest banalne. „Zmywać tablicę" to po niemiecku „Spülen tafel". Wystarczy wpisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do komputera i wpisała w nim odpowiednie hasło. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

~*"Zimno mi w stopy."*~

~XDDD~

HASŁO „lefat nelüpS" [Dobra, to jeszcze pół biedy.] ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka czwarta z sześciu się otworzyła. Po paru sekundach, Andromeda rzekła:

- A teraz – jeśli nie chcesz zginąć, gadaj jakie jest piąte hasło.

- „Mam wiele do zrobienia". Po niemiecku. ~*:3*~ Od tyłu. – Powiedziała Katerin.

- No rzesz kurwa. To już przedostatnie hasło, więc mogłabyś się wysilić, aby nam utrudnić, jak to zwykle bywa. |Nie jęcz. Przecież macie łatwiej.| Przecież to jest cholernie łatwe. „Mam wiele do zrobienia" to po niemiecku „Ich habe viel zu tun". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wprowadził odpowiednie hasło do komputera. I po paru sekundach, na ekraniku pojawił się napis:

["Zapłać, Umrzyj, Spierdalaj!"]

HASŁO „nut uz leiv ebach hcI" [HCI] ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka piąta |siódma| z sześciu otworzyła się. W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz rzekł:

- Jeszcze tylko chwila dzieli nas od zwycięstwa. Gadaj jakie jest szóste hasło.

- Ależ ty naiwny. Myślisz, że powiem ci ostatnie hasło? Pojebało? – Rzekła Katerin.

~*TAK MÓWIĆ DO JEDYNEJ SŁUSZNEJ POSTACI W TYM CAŁYM PIERDOLNIKU?! NA STOS!*~

~Help ;_;~

|Fangirl. Tego się nie pozbędziesz. ;_;|

~*:3*~

- Andromedo... - Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz do Andromedy.

W tym momencie, Andromeda chciała pociągnąć za spust. Jednak, po chwili, Katerin rzekła:

- No dobra, dobra. Już wam mówię, tylko mnie nie zabijajcie. Ostatnie hasło to „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe.". Po niemiecku. Od tyłu. [*Na wskroś.]

- Czy ciebie dziewczyno pojebało? Jak to możliwe, aby być takim idiotą i do sejfów z tak cennymi rzeczami dawać banalne hasła? |Kohwa, skąd ona miała wiedzieć, że ktoś z waszej wesołej familii znał Deutschowski?| ~*DEUTSCHOWSKI XDDD*~ Przecież „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe." To po niemiecku „Manchmal lässt er mich die Hausaufgabe abschreiben." Wystarczy napisać to od tyłu. – Rzekł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wpisał ostatnie hasło do komputera. Po kilku chwilach na ekraniku pojawił się napis:

|"Lolix, nie ma tak łatwo. Teraz przebiegnij kulę ziemską sto razy i pogadamy."|

~

~

[JEBŁAM XD]

"HASŁO „nebierhcsba ebagfusauaH eid hcim re tssäl lamhcnaM" |[HELP ;_;]| ZAAKCEPTOWANO!

MIŁEGO KORZYSTANIA Z [MOCY WPIERDOLU!] TUBY!"

Po czym kłódka szósta z sześciu się otworzyła. Chwilę później, główne drzwi do sejfu zostały otwarte. Widząc to, Laura chwyciła tubę i schowała ją do kieszeni. ~*Typowy Polak.*~ Po zrobieniu tego, sejf automatycznie się zamknął.

***

|Łuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhu! Czy gwiazdki!|

~*. . .*~

- A mogę ją zabić? – Spytał Dawid |*Dejwid| Grzegorza.

[Co. xD]

- Zabić to nie ma sensu, bo przecież dzięki niej mamy tą tubę, ale możesz ją pomęczyć. – Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.

|WYOBRAZIŁEM TO SOBIE. XD|

W tym momencie, Dawid, |*Dejwid| wraz z Andromedą, która się do niego przyłączyła, zaczęli znęcać się nad bezbronną Katerin. ~JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!~ [Boże, jaki zaciesz. xD] Kilkadziesiąt minut później, gdy Katerin była już maksymalnie wykończona, z bólu zemdlała...

 

Tymczasem, w innym miejscu, Patryk i Mateusz oglądali [ziemniaki] ~*X"D*~ telewizję. ~M.E.H~ Chwilę później, usłyszeli oni dźwięk telefonu Patryka. Od razu sprawdzili, co to było. Okazało się, że był to SMS od ~*Dziewczyny Z Źle Napisanym Name.*~ Katerin. W tym momencie, od razu odczytali, co tam było. W treści było napisane tylko:

„Proszę...Pomóżcie mi...|Dejwid zajebał mi Świeżaki...|"

- To oni już na nią napadli? – Spytał Mateusz.

- Najwidoczniej tak. No, ale musimy jej pomóc! – Odpowiedział Patryk.

~A po chuj?~

[A tak dla funu.]

Po tej rozmowie, oboje wyszli z domu Mateusza, w którym byli, po czym udali się do bloku, w którym mieszkała Katerin. Następnie poszli do jej mieszkania. Kiedy sprawdzili, czy drzwi były zamknięte, ku ich zdziwieniu okazały się otwarte. ~*XD*~ Po wejściu do środka, usłyszeli z piwnicy głos Andromedy, która mówiła:

- I co teraz z nią zrobimy?

- Ja to bym [ziemniaki zjadł.] ją dobił. - Dało się słyszeć głos Dawida |*Dejwida|.

~*A w ogóle: Co. xD*~

- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc możecie ją dobić. - Dało się słyszeć głos Grzegorza.

~*|Lubię cię.|*~

~^-^~

Po usłyszeniu tego, oboje zeszli na dół. Gdy już się tam znaleźli, ujrzeli nieprzytomną, związaną Katerin leżącą na podłodze oraz Andromedę, Dawida, |*Dejwida| Laurę i Grzegorza, którzy chcieli ją dobić. Jednak, nie zrobili tego, gdyż ujrzeli Patryka i Mateusza.

- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie innym dupy? – Spytała Laura.

- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin. Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparł Patryk.

~– Lolix, nie. – powiedziałem~

- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekł Dawid.

~*XD*~

Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na stronę Dawida, |*Dejwida, do chuja!| Andromedy, Grzegorza i Laury, to na stronę Patryka i Mateusza. Jednak, w pewnym momencie, wygrali Patryk i Mateusz. Pchnęli oni Laurę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu. [Było] Pech chciał, że generator był włączony, ~*A poza tym, super że o tym generatorze wcześniej nie było mentioned.*~ |To łączenie języków. xD| ~*Cudowne, czyż nie? xD*~ przez co po chwili przez ciało Laury przepłynął prąd. Parę sekund później, przeraźliwie krzyknęła ona z bólu i osunęła się nieprzytomna na ziemię...

 

W tym momencie, Grzegorz, Dawid |*Dejwid| i Andromeda odwrócili się. Patryk i Mateusz natomiast, korzystając z okazji, podnieśli Katerin i wrócili do mieszkania...

 

Tymczasem, ~*orkan*~ Grzegorz, od razu podszedł do nieprzytomnej Laury i sprawdził, czy żyła ona. Okazało się, że tak, jednak ledwo ledwo. Chwilę później, odetchnął on z ulgą. Następnie, podniósł swoją najdroższą i wraz z Dawidem |*Dejwidem| i Andromedą, jako iż nie mieli już co tam robić, wrócił do swojego statku kosmicznego. Po paru minutach, gdy byli w środku, ~*orkan*~ Grzegorz wyjął z kieszeni nieprzytomnej Laury tubę, podał ją Dawidowi |*Dejwidowi| i Andromedzie, a następnie poszedł do kokpitu. Po znalezieniu się tam, położył Laurę na automatycznie rozkładającym się siedzeniu i zaczął czekać, aż dziewczyna się obudzi...

 

Trzy ~*Uhr*~ godziny później, gdy Laura się obudziła, czuła się bardzo słabo. Słyszała swoje słabe oddechy oraz wszystko widziała jak przez mgłę. Czuła, że nie mogła się ruszyć. Po chwili zaś, ujrzała nad sobą Grzegorza, który widząc, że dziewczyna już się obudziła, rzekł:

- O, już się obudziłaś. Jak się czujesz?

~*Zajebiście jak Ziemia po globalnym ociepleniu.*~

[Jebłam xD]

- Źle...Czemu...Czemu muszę cierpieć? Za co? Ja...Ja czuję się taka słaba...Nie mam sił...Chyba...Chyba muszę tu leżeć jeszcze parę dni... - Odpowiedziała

~*A ten zapis wypowiedzi taki zajebisty być.*~

- Biedactwo...Ale nie przejmuj się...Już nigdzie się nie wybieramy... - Odpowiedział

Chwilę później, pogładził ją po jej delikatnej twarzy, a następnie otarł łzy spływające po jej policzku. Następnie zaś zaczął czekać, aż Laura odzyska siły...

 

Tymczasem, gdy Patryk i Mateusz przenieśli nieprzytomną Katerin do jej mieszkania, położyli ją na łóżku, po czym przecięli liny, którymi była ona związana. Następnie, widząc, że jej ręka była najprawdopodobniej złamana, ~Jebańce, X-Ray w oczach mają!~ usztywnili ją jakąś deską, która [pojawiła się z dupy.] leżała na podłodze. Po zrobieniu tego, zaczęli czekać, aż dziewczyna się obudzi...

 

Parę minut później, kiedy Katerin się obudziła, ujrzała, że leżała na łóżku w swoim mieszkaniu. Chwilę później, ujrzała Patryka i Mateusza. Gdy zauważyli oni, że dziewczyna się obudziła, Patryk spytał:

- O, już się obudziłaś. Powiesz więc, co zaszło w tej piwnicy?

|( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|

W tym momencie, opowiedziała ona o wszystkim oraz o tym, dlaczego podała im hasła. Kiedy skończyła, Patryk rzekł:

- Eh...Oni to już tacy zawsze są, byli i będą. Ale mniejsza. Może ci w czymś pomóc?

- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. Ale dzięki za troskę. – Odpowiedziała ~*Dziewczyna Z Źle Napisanym Name.*~ Katerin.

- Oj, nie ma za co. – Powiedział Patryk.

Po tej rozmowie, on i Mateusz posiedzieli jeszcze trochę z Katerin, po czym poszli do swoich domów. Dziewczyna natomiast, poleżała jeszcze trochę, po czym wstała i zajęła się swoimi codziennymi sprawami... [Jakby nigdy nic się nie stało.] 

 

*Oczami ~*Boga Wszechmogącego*~ Grzegorza. ~*Na jedno wychodzi.*~*

Parę tygodni później, jednego dnia, usłyszałem, jak Dawid |*Dejwid| i Andromeda mówili, że już skończyli maszynę i, że brakuje już tylko tej jednej części. Uznałem więc, że to idealny moment, aby dobrać się do Katerin |( ͡° ͜ʖ ͡°)| i zabrać jej tą [*tę] tubę. Od razu ruszyłem w kierunku Ziemi. Po paru minutach, wylądowałem niedaleko jej bloku. Następnie otworzyłem im drzwi, aby mogli wyjść, po czym również ja i Laura wyszliśmy. Chwilę później, spytałem:

- Dobra. To gdzie teraz mamy iść?

- Do tamtego bloku. – Odpowiedział Dawid, |*Dejwid| wskazując na odpowiedni budynek.

Po tych słowach, gdy chcieliśmy już ruszyć, w pewnym momencie Laura rzuciła się na Dawida, |*Dejwida| po czym chwyciła go z całej siły za szyję i krzyknęła:

- NIE JESTEM BRZYDKA, SKURWYSYNU!!! I NIE ŚMIEJ SIĘ Z MOJEGO WZROSTU ORAZ WYGLĄDU!!!

~

~

Heh. Chyba Dawid |*Dejwid| pomyślał na jej temat coś niezbyt przyjemnego, bo zwyczajnie Laura by się tak nie zachowała. Mniejsza. |Jak ja kocham twoje podejście do życia. xD| ~Wieeem xD~ W tym momencie, zaśmiałem się, po czym powiedziałem:

- Wspomniałem, że ona umie czytać w myślach? Więc w obrębie 30[000000000000000000000....00000000000000000000000000000] km od niej, najlepiej nie obrażać jej słownie jak i w myślach. Takie tam, zero prywatności. |Komunistyczna Partia Chin Lubi to!|

Po czym podszedłem do Laury i powiedziałem do niej:

- Lauro, skarbie, zostaw go. Zabijesz go, gdy nie będzie nam już potrzebny.

|Wielbię cię. xD|

~Oj no wieeem. xD~

- NIE ZOSTAWIĘ GO!!! MA ZGINĄĆ, CIUL PIERDOLONY!!! – Krzyknęła.

- Skarbie...Proszę cię. Oni są nam jeszcze potrzebni. – Odparłem, po czym drugi raz w życiu, pocałował [Lol, zmiana narracji.] ją. W tym momencie, Laura niechętnie puściła już bladego z powodu braku powietrza Dawida, |*Dejwida Koperfilca| ~BOŻE XDDD~ po czym rzekła z niechęcią w głosie:

- Eh...No dobra...Niech ci będzie.

Rozumiem, że ona chce ich zabić i nie dziwię się jej, |Pjona!| ~~ ale oni są nam jeszcze potrzebni, nie? No, ale mniejsza. Po tej rozmowie, we czwórkę ruszyliśmy w kierunku odpowiedniego bloku...

 

Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, poszliśmy do odpowiedniego mieszkania. Kiedy znaleźliśmy się przed drzwiami i spróbowaliśmy je otworzyć, okazało się, że były one otwarte. [XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD] Od razu cicho je otworzyliśmy. W tym momencie, zobaczyliśmy, że Katerin najprawdopodobniej nas nie zauważyła. Od razu zaszliśmy ją od tyłu, |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym Andromeda chwyciła jakąś metalową rurkę, która |została podstawiona przez imperatyw narracyjny| leżała na podłodze i z całej siły uderzyła Katerin [Oczy mi płoną. ;-;] w głowę. Chwilę później, dziewczyna upadła nieprzytomna na podłogę...

 

W tym momencie, Dawid |*Dejwid| związał ją, po czym podniósł i zniósł do piwnicy. Gdy tam się znaleźliśmy, ujrzeliśmy lasery. Widząc je, wyłączyłem przeszkodę za pomocą przycisku, który ujrzałem na ścianie, co dowodziło, że Katerin to idiotka. ~*No ba.*~ Następnie, podeszliśmy do sejfu, posadziliśmy Katerin na podłodze i chcieliśmy otworzyć drzwiczki. Jednak, w tym momencie, na ekraniku drzwi, ujrzeliśmy wielki napis:

~*"Now it's you're time to die!"*~

|Tru xD|

„WPROWADŹ SZEŚĆ HASEŁ."

- KURWA!!! Musiała tu jeszcze hasła ustawić! – Krzyknęła Laura.

- W sumie nie dziwne. Tuba jest cenna, więc idiotyzmem by było pozostawienie ją [*jej] na pastwę losu. – Odparłem

Jednak, po tych słowach, zaczęliśmy się głowić nad pierwszym hasłem...

 

Parę minut później, Laura spytała z irytacją:

[– Czy w tym sejfie na stówę są Świeżaki?!]

- Ma ktoś pomysł, jakie może być pierwsze hasło?

- Teoretycznie powinno to być jakieś niemieckie zdanie, jak zawsze zresztą, ~*;"""-)*~ ale praktycznie cholera wie, jakie tu może być. – Powiedziałem

Jednak, w pewnym momencie, gdy dalej głowiliśmy się nad hasłem, usłyszeliśmy dźwięk wysyłania SMS-a. W tym momencie, Andromeda spytała:

- Ktoś z was właśnie wysłał SMS-a? Bo ja nie, zostawiłam telefon w domu.

- Nie, ja nie. Praktycznie nie korzystam z telefonu. – Odpowiedział Dawid. |*Dejfffffffffffffittttt| ~*BOŻE X"D*~

- Ani ja. Mój telefon jest wyładowany. – Odrzekła Laura.

- Ja też nie. Prawie w ogóle nie korzystam z telefonu. A SMS-ów z niego nie wysyłam. – Odparłem. |Kropka, GTFO!|

W tym momencie wiadomo już było, że była to Katerin. I co ona myślała? Że to jej pomoże? Serio? Mniejsza. |Jak ja kocham twoje podejście do życia. xD| Od razu się odwróciliśmy, po czym Dawid |*Dej_wideł| złamał Katerin rękę i krzyknął:

|– LUBIĘ PLACKI!|

- Zostaw ten telefon!!! Nikt cię nie uratuje!!!

Choć raz powiedział coś mądrego. |~👏~| Chwilę później, Andromeda przystawiła jej do głowy pistolet|, który wziął się z dupy| i powiedziała:

- Gadaj, jakie są hasła, albo zginiesz marnie.

- Spierdalaj. – Rzekła Katerin.

[UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!! JAKI POOOCIIISK! -_-]

Po tych słowach, Andromeda chciała pociągnąć za spust. Jednak, w tym momencie, Katerin rzekła:

- No dobra, dobra, już mówię. Pierwsze hasło to „Przepiękna niezapominajka.". Po niemiecku. Od tyłu.

Zastraszanie rulez. Mniejsza. |WIELBIĘ XD| Chwilę później, Andromeda spytała:

- Kurrrrrr....Nie mogłaś po ~*aramejsku*~ angielsku?!

- Nie. – Odpowiedziała Katerin.

- Przecież to łatwe..."Przepiękna niezapominajka" to po niemiecku „Wunderschön vergissmeinnicht". Wystarczy wpisać to od ~*dupy strony*~ tyłu." – Rzekłem, po czym podszedłem do odpowiedniej klawiatury i wpisałem hasło. Chwilę później, na ekraniku pojawił się napis:

["PUT EM IN THE DIRT!"]

„HASŁO „thcinniemssigrev nöhcsrednuW" |;_______________________________;| ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym pierwsza z sześciu kłódek otworzyła się. W tym momencie, Andromeda rzekła:

- Gadaj zaraz, jakie jest drugie hasło.

- „Cudowny tulipan". Po [xhosa] niemiecku. Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.

- Ja pierdolę...Że też musiałam w szkole uczyć się tego pieprzonego francuskiego... ~*ZAJEBAĆ FRANCUZÓW ATOMÓWKĄ!*~ - Rzekła Andromeda.

- Wymówka tygodnia. Ja też w szkole uczyłam się francuskiego, a jakoś umiem i niemiecki~, bo mam zajebiste skille.~. Mniejsza. Kolejne łatwe hasło. Przecież „Cudowny tulipan" to po niemiecku „Wunderschön tulpe". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do odpowiedniej klawiatury i napisała odpowiednie hasło. Po chwili, na ekraniku pojawił się napis:

~*"ZDELEGALIZOWAĆ COACHING I ROZWÓJ OSOBISTY!"*~

„HASŁO „eplut nöhcsrednuW" [;_;] ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym druga z sześciu kłódek otworzyła się. W tym momencie, Laura rzekła:

- A teraz gadaj, jakie jest trzecie |słowo w tym dwustu członowym haśle do aktywacji głowic nuklearnych.| hasło.

- „Przegrać zawody". Po niemiecku. Od tyłu. – Odparła Katerin.

- No kurwa! Musisz wymyślać takie ~*łatwe*~ trudne hasła?! – Krzyknął Dawid. |*DejwiTTT|

- Przecież to jest banalne. „Przegrać zawody" to po niemiecku „Verlieren wettkämpfe". ~Jakby usunąć  "wett" i umlaut znad  "a"...Hehehehe...~ |;_;| ~>:D~ Wystarczy napisać to od tyłu. – Powiedziałem, po czym wpisałem odpowiednie hasło do komputera. Kilka chwil później, na ekraniku pojawił się napis:

["💩<--- Ładny portret Andromedy znalazłem?"]

~O CHRYSTE, JEBŁEM. X"""D~

|BOŻE XDDD|

„HASŁO „efpmäkttew nereilreV" [Help ;_;] ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka ~*siódma*~ trzecia z sześciu się otworzyła. W tym momencie, Dawid |*Dejwid| powiedział:

- Ok. A teraz gadaj, jakie jest czwarte hasło.

- „Zmywać tablicę." Po [mandaryńsku] niemiecku. Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.

- To już czwarte hasło, a ona nic trudnego nie potrafi wymyślić. Przecież to jest banalne. „Zmywać tablicę" to po niemiecku „Spülen tafel". Wystarczy wpisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do komputera i wpisała w nim odpowiednie hasło. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

|"👣<--- Paczajcie, jakie mam piękne stopy po tej wycieczce do Czarnobyla!"|

~*Matko xDDD*~

HASŁO „lefat nelüpS" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka [osiemsetna] czwarta z sześciu się otworzyła. Po paru sekundach, Andromeda rzekła:

- A teraz – jeśli nie chcesz zginąć, gadaj jakie jest piąte hasło.

- „Mam wiele do zrobienia". Po ~suahili~ niemiecku. Od tyłu. – Powiedziała Katerin.

- No rzesz kurwa. To już przedostatnie hasło, więc mogłabyś się wysilić, aby nam utrudnić, jak to zwykle bywa. [Nie jęcz. Ciesz się, że jest idiotką.] Przecież to jest cholernie łatwe. „Mam wiele do zrobienia" to po niemiecku „Ich habe viel zu tun". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparłem lekko poirytowany, po czym wprowadziłem odpowiednie hasło do komputera. I po paru sekundach, na ekraniku pojawił się napis:

~*"Powiem wam przerażającą prawdę: Jutro o tej porze będzie ta sama godzina co teraz."*~

[😨 Nie pierdol! xD]

HASŁO „nut uz leiv e[-]bach h|t|cI" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka piąta z sześciu otworzyła się. W tym momencie, rzekłem:

- Jeszcze tylko chwila dzieli nas od zwycięstwa. Gadaj jakie jest szóste hasło.

- Ależ ty naiwny. Myślisz, że powiem ci ostatnie hasło? Pojebało? – Rzekła ~*Dziewczyna Z Źle Napisanym Name.*~ Katerin.

- Andromedo... - Powiedziałem do Andromedy.

|A ja myślałem, że do Hermenegildy.|

W tym momencie, Andromeda chciała pociągnąć za spust. Jednak, po chwili, Katerin rzekła:

- No dobra, dobra. Już wam mówię, tylko ~*nie zabierajcie mi Świeżaków.*~ mnie nie zabijajcie. Ostatnie hasło to „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe.". Po niemiecku. Od tyłu.

JAK MOŻNA DO KURWY NĘDZY DAWAĆ TAKIE BANALNE HASŁA DO SEJFÓW Z CENNYMI RZECZAMI?! Ona jest idiotką ostatniego millenium! ~*Ale wkurw.*~ Jednak, chwilę później rzekłem:

- Czy ciebie dziewczyno pojebało? Jak to możliwe, aby być takim idiotą i do sejfów z tak cennymi rzeczami dawać banalne hasła? Przecież „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe." To po niemiecku „Manchmal lässt er mich die Hausaufgabe abschreiben." Wystarczy napisać to od tyłu.

Po czym wpisałem ostatnie hasło do komputera. Po kilku chwilach na ekraniku pojawił się napis:

~"Za dwie sekundy wybuchnę i rozjebię świat. Super, co nie? :*"~

~*X"D*~

HASŁO „nebierhcsba ebagfusauaH eid hcim re tssäl lamhcnaM" |Umrzyłem ;-;| ZAAKCEPTOWANO!

MIŁEGO KORZYSTANIA Z |MOCY WPIERDOLU!| TUBY!"

Po czym kłódka szósta z sześciu się otworzyła. Chwilę później, główne drzwi do sejfu zostały otwarte. Widząc to, Laura chwyciła tubę ~*Jak na Polaka przystało.*~ i schowała ją do kieszeni. Po zrobieniu tego, sejf automatycznie się zamknął.

- A mogę ją zabić? – Spytał po chwili Dawid. |*Dejwid|

[Wat. xD]

- Zabić to nie ma sensu, bo przecież dzięki niej mamy tą tubę, ale możesz ją pomęczyć. – Odpowiedziałem.

W tym momencie, Dawid, |*Dejwid| wraz z Andromedą, która się do niego przyłączyła, zaczęli znęcać się nad bezbronną Katerin. Kilkadziesiąt minut później, gdy Katerin była już maksymalnie wykończona, z bólu zemdlała... 

 

Po skończonym męczeniu, Andromeda spytała:

- I co teraz z nią zrobimy?

- Ja to bym ją dobił. - Odparł Dawid. |*Dejwid|

~Was. xD~

- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc możecie ją dobić. – Powiedziałem. [Kropka, won!]

Jednak, gdy chcieliśmy to zrobić, ujrzeliśmy, że do piwnicy weszli Patryk i ~*Patryk*~ Mateusz. Czy oni nie mają nic do roboty tylko psuć dzień innym? No, ale mniejsza. |WIELBIĘ XD| Chwilę później, Laura spytała:

- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie innym dupy?

- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin. Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparł Patryk.

- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekł Dawid.

[Nikt tak nie gada, iks de.]

Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na naszą stronę to na stronę Patryka i Mateusza. Jednak, w pewnym momencie, na nieszczęście, wygrali Patryk i Mateusz. Pchnęli oni Laurę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu~*, o którym wcześniej nie było mowy, bo po chuj.*~. Pech chciał, że generator był włączony, przez co po chwili przez ciało Laury przepłynął prąd. Parę sekund później, przeraźliwie [jak gimbus bez Internetu] krzyknęła ona z bólu i osunęła się nieprzytomna na ziemię...

 

W tym momencie, odwróciliśmy się. Widząc, co stało się z Laurą, przeraziłem się, że oni mogli ją zabić. Od razu podszedłem do nieprzytomnej Laury i sprawdziłem, czy żyła ona. Okazało się, że tak, jednak ledwo ledwo. Chwilę później, odetchnąłem z ulgą. Następnie, podniosłem swoją najdroższą i wraz z Dawidem |*Dejwidem| i Andromedą, jako iż nie mieliśmy już co tam robić, wróciliśmy do naszego statku kosmicznego. Po paru minutach, gdy byli [Znowu zmiana narracji...MEH...] w środku, wyjąłem z kieszeni nieprzytomnej Laury tubę, podałem ją Dawidowi |*Dejwidowi| i Andromedzie, a następnie poszedłem do kokpitu. Po znalezieniu się tam, położyłem Laurę na automatycznie rozkładającym się siedzeniu i zacząłem czekać, aż dziewczyna się obudzi...

 

Trzy godziny później, ujrzałem, że Laura zaczęła się budzić. Kiedy zaś się obudziła, rzekłem:

- O, już się obudziłaś. Jak się czujesz?

~*– Zajebiście, jak ryba w lawie.*~

|XDDD|

- Źle...Czemu...Czemu muszę cierpieć? Za co? Ja...Ja czuję się taka słaba...Nie mam sił...Chyba...Chyba muszę tu leżeć jeszcze parę dni... - Powiedziała

~*A ta wypowiedź została tak wyjebiście nawriteowana.*~

|NAWRITEOWANA X"D|

- Biedactwo...Ale nie przejmuj się...Już nigdzie się nie wybieramy... - Odpowiedziałem

Chwilę później, pogładziłem ją po jej delikatnej twarzy, a następnie otarłem łzy spływające po jej policzku. Było mi jej tak żal... ~Oooo...~ Następnie zaś zacząłem czekać, aż Laura odzyska siły...

 

*Oczami Laury.*

Parę tygodni później, jednego dnia, usłyszałam, jak Dawid |*Dejwid| i Andromeda mówili, że już skończyli maszynę i, że brakuje już tylko tej jednej części. W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz od razu ruszył w kierunku Ziemi. [Jak to zabrzmiało. xD] Po paru minutach, wylądowaliśmy niedaleko jej bloku. Następnie otworzył on im drzwi, aby mogli wyjść, po czym również ja i ~*orkan*~ Grzegorz wyszliśmy. Chwilę później, ~*orkan*~ Grzegorz spytał:

- Dobra. To gdzie teraz mamy iść?

- Do tamtego bloku. – Odpowiedział Dawid, |*Dejwid| wskazując na odpowiedni budynek.

Po tych słowach, gdy chcieliśmy już ruszyć, usłyszałam w swojej głowie myśli Dawida, |*Dejwida| które brzmiały:

|"Ciekawe, czy ziemniaki z sushi są dobre..."|

„W ogóle, to brzydka ona jest. Nie rozumiem, jak ~*orkan*~ Grzegorz może ją lubić. Nie dość, że niska, brzydka, to jeszcze blada jak wampir. Co on może w niej widzieć?"

CO?! JA GO KURWA ZAPIERDOLĘ!!! Chwilę później rzuciłam się na niego, po czym chwyciłam go z całej siły za szyję i krzyknęłam:

- NIE JESTEM BRZYDKA, SKURWYSYNU!!! I NIE ŚMIEJ SIĘ Z MOJEGO WZROSTU ORAZ WYGLĄDU!!!

~


~

W tym momencie, dało się słyszeć, że ~*orkan*~ Grzegorz zaśmiał się, po czym powiedział:

- Wspomniałem, że ona umie czytać w myślach? Więc w obrębie 30[0000000000000000000000000000000000...00000000000000000000000000000000000000] km od niej, najlepiej nie obrażać jej słownie jak i w myślach. Takie tam, zero prywatności.

Po czym podszedł do mnie i powiedział do mnie:

- Lauro, skarbie, zostaw go. Zabijesz go, gdy nie będzie nam już potrzebny.

|~👏~|

- NIE ZOSTAWIĘ GO!!! MA ZGINĄĆ, CIUL PIERDOLONY!!! – Krzyknęłam. ~*Kropka, OUT!*~

BO MIAŁ ZGINĄĆ!!! JAK ON ŚMIAŁ MNIE TAK NAZWAĆ?! Jednak, po chwili, ~*orkan*~ Grzegorz odparł:

- Skarbie...Proszę cię. Oni są nam jeszcze potrzebni.

Po czym drugi raz w życiu, pocałował mnie. Czułam się tak błogo...Jakby czas się zatrzymał...Jednak, po chwili niechętnie puściłam już bladego z powodu braku powietrza Dawida, |*Dejwida| po czym rzekłam z niechęcią w głosie:

- Eh...No dobra...Niech ci będzie.

Po tej rozmowie, ruszyliśmy w kierunku odpowiedniego bloku...

[Jakby nic się nie wydarzyło.]

 

Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, poszliśmy do odpowiedniego mieszkania. Kiedy znaleźliśmy się przed drzwiami i spróbowaliśmy je otworzyć, okazało się, że były one otwarte. |XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD| Od razu cicho je otworzyliśmy. W tym momencie, zobaczyliśmy, że Katerin [;_;] najprawdopodobniej nas nie zauważyła. Od razu zaszliśmy ją od tyłu, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym Andromeda chwyciła jakąś metalową rurkę, która [została podstawiona przez scenarzystów] leżała na podłodze i z całej siły uderzyła Katerin |Przestańmy komentować to, jak zostało zapisane jej imię, bo to nie ma sensu.| ~*Tak, tak będzie najlepiej.*~ w głowę. Chwilę później, dziewczyna upadła nieprzytomna na podłogę...

 

W tym momencie, Dawid |*Dejwid| związał ją, po czym podniósł i zniósł do piwnicy. Gdy tam się znaleźliśmy, ujrzeliśmy lasery. Widząc je, Grzegorz wyłączył przeszkodę za pomocą przycisku, który ujrzał na ścianie. Katerin to idiooootka! [No shit, Sherlock.] Następnie, podeszliśmy do sejfu, posadziliśmy Katerin na podłodze i chcieliśmy otworzyć drzwiczki. Jednak, w tym momencie, na ekraniku drzwi, ujrzeliśmy wielki napis:

|"LOL, WARA ODE MNIE, TY PSUJO KANONU!"|

„WPROWADŹ SZEŚĆ HASEŁ."

- KURWA!!! Musiała tu jeszcze hasła ustawić! – Krzyknęłam

- W sumie nie dziwne. Tuba jest cenna, więc idiotyzmem by było pozostawienie ją na pastwę losu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz.

Może i ma rację. Jednak, po tych słowach, zaczęliśmy się głowić nad pierwszym hasłem...

 

Jednak, w pewnym momencie, spytałam z irytacją w głosie:

~– A jak tam nie ma Świeżaków?!~

|To byłby skandal! xD|

- Ma ktoś pomysł, jakie może być pierwsze hasło?

~*Data urodzenia i śmierci Słowackiego. Ja bym takie ustawiła.*~

- Teoretycznie powinno to być jakieś niemieckie zdanie, jak zawsze zresztą, ale praktycznie cholera wie, jakie tu może być. – Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.

No, więc dalej się głowiliśmy. Jednak, po chwili głowienia się nad hasłem, usłyszeliśmy dźwięk wysyłania SMS-a. W tym momencie, Andromeda spytała:

[– Kurwa, kto mi spami na Messengerze?]

- Ktoś z was właśnie wysłał SMS-a? Bo ja nie, zostawiłam telefon w domu.

- Nie, ja nie. Praktycznie nie korzystam z telefonu. – Odpowiedział Dawid. |*Dejwid|

- Ani ja. Mój telefon jest wyładowany. – Odrzekłam

- Ja też nie. Prawie w ogóle nie korzystam z telefonu. A SMS-ów z niego nie wysyłam. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz.

W tym momencie wiadomo było, że była to Katerin. Idioci zawsze wierzą, że coś ich uratuje od pewnej śmierci. Od razu odwróciliśmy się, po czym Dawid |*Dejwid| złamał Katerin rękę i krzyknął:

[– Kurwa, moje pole!]

- Zostaw ten telefon!!! Nikt cię nie uratuje!!!

Mądre słowa. Chwilę później, Andromeda przystawiła jej do głowy pistolet~*, bo scenarzyści nas kochali*~ i powiedziała:

- Gadaj, jakie są hasła, albo zginiesz marnie.

- Spierdalaj. – Rzekła Katerin.

~*UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!! ALE JEJ POJECHAAAŁAAA!!! -_-*~

Po tych słowach, Andromeda chciała pociągnąć za spust. Jednak, w tym momencie, Katerin rzekła:

- No dobra, dobra, już mówię. Pierwsze hasło to „Przepiękna niezapominajka.". Po [watykańsku] niemiecku. Od tyłu.

- Kurrrrrr....Nie mogłaś po angielsku?! – Spytała Andromeda.

~*ZIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEW*~

[Ciszej ziewaj.]

~*Sorki. To <ZIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEW> opko jest tak nudne...*~

- Nie. – Odpowiedziała Katerin.

- Przecież to łatwe..."Przepiękna niezapominajka" to po niemiecku „Wunderschön vergissmeinnicht". Wystarczy wpisać to od tyłu." – Rzekł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym podszedł do odpowiedniej klawiatury i wpisał hasło. Chwilę później, na ekraniku pojawił się napis:

~*"Hokus pokus pół robaka, umrzyj śmieciu, dostań raka.

~Do Andromedy"*~

|XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD TRU XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD|

„HASŁO „thcinniemssigrev nöhcsrednuW" |Oko mi płonie. ;-;| ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym pierwsza z sześciu kłódek otworzyła się. W tym momencie, Andromeda rzekła:

- Gadaj zaraz, jakie jest drugie hasło.

- „Cudowny tulipan". Po [krakrekrańsku] niemiecku. Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.

- Ja pierdolę...Że też musiałam w szkole uczyć się tego pieprzonego francuskiego... ~*FRANCUZI NA STOS!!!*~ - Rzekła Andromeda.

Oh, pleas. [Won mi z tym englishem! WON!] Ja też się uczyłam francuskiego, ale to nie spowodowało, że nie umiem niemieckiego. Po chwili rzekłam:

- Wymówka tygodnia. Ja też w szkole uczyłam się ~*Języka Zjebów*~ francuskiego, a jakoś umiem i niemiecki. Mniejsza. |Kolejna z epickim podejściem do życia. xD| Kolejne łatwe hasło. Przecież „Cudowny tulipan" to po niemiecku „Wunderschön tulpe". Wystarczy napisać to od tyłu.

Po czym podeszłam do odpowiedniej klawiatury i napisałam odpowiednie hasło. Po chwili, na ekraniku pojawił się napis:

~*"👰 <--- Zgadnij kto to.

Podpowiedź: To nigdy nie będzie Andromeda."*~

~Ja jebe. xDDD~

„HASŁO „eplut nöhcsrednuW" [____;] ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym druga z sześciu kłódek otworzyła się. W tym momencie, rzekłam:

- A teraz gadaj, jakie jest trzecie hasło.

- „Przegrać zawody". Po ~*grecku*~ niemiecku. Od tyłu. – Odparła Katerin.

- No kurwa! Musisz wymyślać takie trudne hasła?! – Krzyknął Dawid. |*Dejwid|

- Przecież to jest banalne. „Przegrać zawody" to po niemiecku „Verlieren wettkämpfe". ~Hehe...~ Wystarczy napisać to od tyłu. – Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wpisał odpowiednie hasło do komputera. Kilka chwil później, na ekraniku pojawił się napis:

~"👋 <--- Mam takie zajebiste machnięcie, że aż dźwięk rozpraszam."~

~*XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*~

„HASŁO „efpmäkttew nereilreV" |________________| ~*WUT?*~ |Bezoczne ";_;"| ~*Jezu xD*~ ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka trzecia z ~dwóch~ sześciu się otworzyła. W tym momencie, Dawid |*Dejwid| powiedział:

- Ok. A teraz gadaj, jakie jest czwarte hasło.

- „Zmywać tablicę." Po [japońsku] niemiecku. Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.

- To już czwarte hasło, a ona nic trudnego nie potrafi wymyślić. Przecież to jest banalne. „Zmywać tablicę" to po niemiecku „Spülen tafel". Wystarczy wpisać to od tyłu. – Odparłam, po czym podeszłam do komputera i wpisałam w nim odpowiednie hasło. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

~"🤰 <--- Tak będzie wyglądać Andromeda w przyszłości. Oczywiście nie z własnej woli."~

~*Weź, bo nas fani zajebią. xD*~

~Eee tam. xD~

HASŁO „lefat nelüpS" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka czwarta z sześciu się otworzyła. Po paru sekundach, Andromeda rzekła:

- A teraz – jeśli nie chcesz zginąć, gadaj jakie jest piąte hasło.

- „Mam wiele do zrobienia". Po ~*chińsku*~ niemiecku. Od tyłu. – Powiedziała Katerin.

- No rzesz kurwa. To już przedostatnie hasło, więc mogłabyś się wysilić, aby nam utrudnić, jak to zwykle bywa. [Nie jęcz i bierz co dają.] Przecież to jest cholernie łatwe. „Mam wiele do zrobienia" to po niemiecku „Ich habe viel zu tun". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wprowadził odpowiednie hasło do komputera. I po paru sekundach, na ekraniku pojawił się napis:

~*"👳🏿 <--- Lolix, znalazłem starego Andromedy. xD"*~

[BOŻE X"DDDD]

HASŁO „nut uz leiv e|-|bach h[T]cI" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka piąta z sześciu~*T*~ ~Błagam. -.-~ ~*:D*~ otworzyła się. W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz rzekł:

- Jeszcze tylko chwila dzieli nas od zwycięstwa. Gadaj jakie jest szóste hasło.

- Ależ ty naiwny. Myślisz, że powiem ci ostatnie hasło? Pojebało? – Rzekła Katerin.

- Andromedo... - Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz do Andromedy.

W tym momencie, Andromeda chciała pociągnąć za spust. Jednak, po chwili, Katerin rzekła:

- No dobra, dobra. Już wam mówię, tylko |oszczędźcie moją kolekcję Świeżaków.| mnie nie zabijajcie. Ostatnie hasło to „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe.". Po [hongkońgsku] niemiecku. Od tyłu.

#Facepalm. ~*Jebane. Hashtagi. W. OPOWIADANIU! -_-*~ [Ja jebe...] Jak można dawać tak banalne hasła do sejfów z tak cennymi rzeczami? Serio? Jednak, po chwili ~*orkan*~ Grzegorz rzekł:

- Czy ciebie dziewczyno pojebało? Jak to możliwe, aby być takim idiotą i do sejfów z tak cennymi rzeczami dawać banalne hasła? Przecież „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe." To po niemiecku „Manchmal lässt er mich die Hausaufgabe abschreiben." Wystarczy napisać to od tyłu. – ~*Co tu robi myślnik, nie wiadomo.*~

Po czym wpisał ostatnie hasło do komputera. Po kilku chwilach na ekraniku pojawił się napis:

|"🏳️ <--- Lolix, znalazłem oficjalną flagę Francji."|

~*True xD*~

HASŁO „nebierhcsba ebagfusauaH eid hcim re tssäl lamhcnaM" [________] ZAAKCEPTOWANO!

MIŁEGO KORZYSTANIA Z ~MOCY WPIERDOLU!~ TUBY!"

Po czym kłódka |siódma| szósta z sześciu się otworzyła. Chwilę później, główne drzwi do sejfu zostały otwarte. Widząc to, chwyciłam tubę i schowałam ją do kieszeni|, jak przystało na wzorowego Polaka.|. Po zrobieniu tego, sejf automatycznie się zamknął.

 

Parę chwil później, Dawid |*Dejwid| spytał Grzegorza:

- A mogę ją zabić?

~*Co. xD*~

- Zabić to nie ma sensu, bo przecież dzięki niej mamy tą [*tę] tubę, ale możesz ją pomęczyć. – Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.

W tym momencie, Dawid, |*Dejwid| wraz z Andromedą, która się do niego przyłączyła, zaczęli znęcać się nad bezbronną Katerin. Jak to pięknie wyglądało... Kilkadziesiąt minut później, gdy Katerin była już maksymalnie wykończona, z bólu zemdlała...

 

Po skończonym męczeniu, Andromeda spytała:

- I co teraz z nią zrobimy?

- Ja to bym ją dobił. - Odparł Dawid. |*Dejwid|

[Wat. xD]

- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc możecie ją dobić. – Powiedziałem. |Znowu zmiana narracji...SUPER =_=|

Jednak, gdy chcieliśmy to zrobić, ujrzeliśmy, że do piwnicy weszli Patryk i Mateusz. No ja pierdolę. Tylko ich nam do szczęścia brakowało. No, ale mniejsza. Chwilę później, spytałam:

- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie innym dupy?

- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin. Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparł Patryk.

- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekł Dawid. |*Dejwid|

~*Nikt tak nie gada. xD*~

Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na naszą stronę to na stronę Patryka i ~Patryka~ Mateusza. Jednak, w pewnym momencie, na nieszczęście, wygrali Patryk i Mateusz. Pchnęli oni mnie w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu[, o którym wcześniej nie wspomniano, bo po chuj.]. Pech chciał, że generator był włączony, przez co po chwili przez moje ciało przepłynął prąd. Parę sekund później, przeraźliwie ~*jak gimbus bez Facebooka*~ krzyknęłam z bólu i osunęłam się nieprzytomna na ziemię...

 

Trzy godziny później, gdy obudziłam się, czułam się bardzo słabo. Słyszałam swoje słabe oddechy oraz wszystko widziałam jak przez mgłę. Czułam, że nie mogłam się ruszyć. Po chwili zaś, ujrzałam nad sobą Grzegorza, który widząc, że już się obudziłam, rzekł:

- O, już się obudziłaś. Jak się czujesz?

~* Zajebiście jak ludzka skóra w kwasie siarkowym.  odpowiedziałam*~

[O Boże xD]

- Źle...Czemu...Czemu muszę cierpieć? Za co? Ja...Ja czuję się taka słaba...Nie mam sił...Chyba...Chyba muszę tu leżeć jeszcze parę dni... |Leń| - Odpowiedziałam

- Biedactwo...Ale nie przejmuj się...Już nigdzie się nie wybieramy... - Odpowiedział

Chwilę później, pogładził mnie po twarzy, a następnie otarł łzy bólu, które [po stracie dni na Snapchacie] spływały po moim policzku. Następnie zaś zaczęłam czekać, aż odzyskam siły...

 

*Oczami Dawida. |*Dejwida|*

Parę tygodni później, ja i Andromeda skończyli budować maszynę. Kiedy zaś to nastąpiło, rzekłem:

- No. I już skończyliśmy. Jeszcze tylko ta jedna część i wszystko będzie gotowe w 100 %. ~*Spacja, won!*~

W tym momencie, kiedy wypowiedziałem te słowa, poczuliśmy, że pojazd, w którym się znajdowaliśmy, ruszył. Czując to, powiedziałem:

- Wiesz, coś czuję, że oni nasze rozmowy podsłuchują.

~No shit, Sherlock.~

- No w sumie może masz racje. No, bo przecież niemożliwe, aby nie wychodząc tu od tygodnia wiedzieli, że już skończyliśmy. – Odparła Andromeda.

Po tej rozmowie, zaczęliśmy czekać, aż wylądujemy. Po paru minutach zaś, kiedy tak się stało, ujrzeliśmy, że drzwi do pomieszczenia, w którym byliśmy, otworzyły się. Od razu wyszliśmy na zewnątrz. Kiedy już byliśmy na dworze, pierwszy raz od tygodnia ujrzeliśmy Grzegorza i Laurę. Chwilę później, ~*orkan*~ Grzegorz spytał:

- Dobra. To gdzie teraz mamy iść?

- Do tamtego bloku. – Odpowiedziałem, wskazując na odpowiedni budynek.

Po tych słowach, gdy chcieli [No nie, znowu zmiana narracji?! -.-] już ruszyć, patrząc na Laurę, pomyślałem:

„W ogóle, to brzydka ona jest. Nie rozumiem, jak ~*orkan*~ Grzegorz może ją lubić. Nie dość, że niska, brzydka, to jeszcze blada jak wampir. Co on może w niej widzieć?"

Jednak, w tym momencie, gdy to pomyślałem, Laura rzuciła się na mnie, po czym chwyciła mnie z całej siły za szyję i krzyknęła:

- NIE JESTEM BRZYDKA, SKURWYSYNU!!! I NIE ŚMIEJ SIĘ Z MOJEGO WZROSTU ORAZ WYGLĄDU!!!

~

~

W tym momencie, Grzegorz zaśmiał się, po czym powiedział:

- Wspomniałem, że ona umie czytać w myślach? Więc w obrębie 30[0000000000000000000000000000000000000000000...0000000000000000000000000] km od niej, najlepiej nie obrażać jej słownie jak i w myślach. Takie tam, zero prywatności. [Władimir Putin Lubi to!]

Po czym podszedł do Laury i powiedział do niej:

- Lauro, skarbie, zostaw go. Zabijesz go, gdy nie będzie nam już potrzebny.

|Wielbię cię. xD|

~Oj no wieeem. xD~

- NIE ZOSTAWIĘ GO!!! MA ZGINĄĆ, CIUL PIERDOLONY!!! – Krzyknęła.

- Skarbie...Proszę cię. Oni są nam jeszcze potrzebni. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym drugi raz w życiu, ~*A ten stalker skąd to wie?!*~ pocałował ją. W tym momencie, Laura niechętnie puściła mnie.

 

I dobrze. Byłem cały blady z powodu braku powietrza. Nie mogłem oddychać. Czułem, że zaraz zemdleję. [Bądźże cicho. ;_;] Dobrze, że w odpowiednim momencie mnie ona puściła. Jednak, po chwili rzekła z niechęcią w głosie:

- Eh...No dobra...Niech ci będzie.

Po tej rozmowie, we czwórkę ruszyliśmy w kierunku odpowiedniego bloku...

|Jakby wszystko było w porządku.|

 

Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, poszliśmy do odpowiedniego mieszkania. Kiedy znaleźliśmy się przed drzwiami i spróbowaliśmy je otworzyć, okazało się, że były one otwarte. 

~

~

[Czekałam na ten gif. XDDD]

~^-^~

Od razu cicho je otworzyliśmy. W tym momencie, zobaczyliśmy, że Katerin najprawdopodobniej nas nie zauważyła. Od razu zaszliśmy ją od tyłu, |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym Andromeda chwyciła jakąś metalową rurkę, która ~*została podstawiona przez imperatyw narracyjny*~ leżała na podłodze i z całej siły uderzyła Katerin w głowę. Chwilę później, dziewczyna upadła nieprzytomna na podłogę...

 

W tym momencie, związałem ją, po czym podniosłem i zniosłem do piwnicy. Gdy tam się znaleźliśmy, ujrzeliśmy lasery. Widząc je, ~*orkan*~ Grzegorz wyłączył przeszkodę za pomocą przycisku, który ujrzał na ścianie. Następnie, podeszliśmy do sejfu, posadziliśmy Katerin na podłodze i chcieliśmy otworzyć drzwiczki. Jednak, w tym momencie, na ekraniku drzwi, ujrzeliśmy wielki napis:

|"SORKI, MASŁO SIĘ SKOŃCZYŁO."|

~*😨😨😨😨😨😨😨😨*~

„WPROWADŹ SZEŚĆ HASEŁ."

- KURWA!!! Musiała tu jeszcze hasła ustawić! – Krzyknęła Laura.

- W sumie nie dziwne. Tuba jest cenna, więc idiotyzmem by było pozostawienie ją na pastwę losu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz.

I w sumie miał rację. Jednak, po tych słowach, zaczęliśmy się głowić nad pierwszym hasłem. Po paru minutach, Laura spytała z irytacją w głosie:

~– Kurwa, co za zjebane miejsce. W ogóle nie ma tu poków!~

- Ma ktoś pomysł, jakie może być pierwsze hasło?

- Teoretycznie powinno to być jakieś niemieckie zdanie, jak zawsze zresztą, ale praktycznie cholera wie, jakie tu może być. – Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.

Zaczęliśmy więc dalej myśleć. Jednak, w pewnym momencie, gdy dalej głowiliśmy się nad hasłem, usłyszeliśmy dźwięk wysyłania SMS-a. W tym momencie, Andromeda spytała:

[– Ciekawe czy dostałam tę pracę jako dostawca Uber Eats?]

- Ktoś z was właśnie wysłał SMS-a? Bo ja nie, zostawiłam telefon w domu.

~Powiedz mi, jak to jest żyć bez mózgu?~

- Nie, ja nie. Praktycznie nie korzystam z telefonu. – Odpowiedziałem

- Ani ja. Mój telefon jest wyładowany. – Odrzekła Laura.

- Ja też nie. Prawie w ogóle nie korzystam z telefonu. A SMS-ów z niego nie wysyłam. – Odparł Grzegorz.

W tym momencie wiadomo było, że była to Katerin. Myślała, że ktoś jej pomoże? Really? ~*Boooże, ale zalatuje gimbusami.*~ Od razu się odwróciliśmy, po czym złamałem Katerin rękę|, ale ta nie krzyknęła, bo była córką Chucka Norrisa| i krzyknąłem:

- Zostaw ten telefon!!! Nikt cię nie uratuje!!!

Chwilę później, Andromeda przystawiła jej do głowy pistolet~, który pojawił się znikąd~ i powiedziała:

- Gadaj, jakie są hasła, albo zginiesz marnie.

- Spierdalaj. – Rzekła Katerin.

~UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!! ALE POOOCIIISK! <Ziew>~

Po tych słowach, Andromeda chciała pociągnąć za spust. Jednak, w tym momencie, Katerin rzekła:

- No dobra, dobra, już mówię. Pierwsze hasło to „Przepiękna niezapominajka.". Po ~*filipińsku*~ niemiecku. Od tyłu.

- Kurrrrrr....Nie mogłaś po angielsku?! – Spytała Andromeda.

- Nie. – Odpowiedziała Katerin.

- Przecież to łatwe..."Przepiękna niezapominajka" to po niemiecku „Wunderschön vergissmeinnicht". Wystarczy wpisać to od tyłu." – Rzekł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym podszedł do odpowiedniej klawiatury i wpisał hasło. Chwilę później, na ekraniku pojawił się napis:

|"🤓 <--- Ładny portret nowonarodzonego Dejwida znalazłem?"|

~*JEZU XDDD*~

„HASŁO „thcinniemssigrev nöhcsrednuW" [X.X] ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym pierwsza z sześciu kłódek otworzyła się. W tym momencie, Andromeda rzekła:

- Gadaj zaraz, jakie jest drugie hasło.

- „Cudowny tulipan". Po [antarktydzku] niemiecku. Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.

- Ja pierdolę...Że też musiałam w szkole uczyć się tego pieprzonego francuskiego... ~*ZAJEBAĆ FRANCUZÓW!!!*~ - Rzekła ~Pizdoklepka~ Andromeda.

- Wymówka tygodnia. Ja też w szkole uczyłam się francuskiego, a jakoś umiem i niemiecki. Mniejsza. Kolejne łatwe hasło. Przecież „Cudowny tulipan" to po niemiecku „Wunderschön tulpe". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do odpowiedniej klawiatury i napisała odpowiednie hasło. Po chwili, na ekraniku pojawił się napis:

~*"▶️ <--- Naciśnij, aby wyciszyć Andromedę."*~

|x"D|

„HASŁO „eplut nöhcsrednuW" |X.X| ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym druga z sześciu kłódek otworzyła się. W tym momencie, Laura rzekła:

- A teraz gadaj, jakie jest trzecie hasło.

- „Przegrać zawody". Po [grenlandzku] niemiecku. Od tyłu. – Odparła Katerin.

- No kurwa! Musisz wymyślać takie trudne hasła?! – Krzyknąłem

- Przecież to jest banalne. „Przegrać zawody" to po niemiecku „Verlieren wettkämpfe". ~Hehe...~ Wystarczy napisać to od tyłu. – Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wpisał odpowiednie hasło do komputera. Kilka chwil później, na ekraniku pojawił się napis:

~"🔌+ 🚿 = Odciążenie świata od Andromedy!"~

|Takie true. x"D|

„HASŁO „efpmäkttew nereilreV" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka [siódma] trzecia z sześciu się otworzyła. W tym momencie, powiedziałem:

- Ok. A teraz gadaj, jakie jest czwarte hasło.

- „Zmywać tablicę." Po |pierdolcowatemu| niemiecku. Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.

- To już czwarte hasło, a ona nic trudnego nie potrafi wymyślić. Przecież to jest banalne. „Zmywać tablicę" to po niemiecku „Spülen tafel". Wystarczy wpisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do komputera i wpisała w nim odpowiednie hasło. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

["📥<--- Nawet strzałka chce spierdolić przed Andromedą. Pomóż strzałce!"]

~*Jak ja kocham nabijać się z tej pizdy. xD*~

|Nie tylko ty. x'D|

HASŁO „lefat nelüpS" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka czwarta z sześciu się otworzyła. Po paru sekundach, Andromeda rzekła:

- A teraz – jeśli nie chcesz zginąć, gadaj jakie jest piąte hasło.

- „Mam wiele do zrobienia". Po niemiecku. Od tyłu. – Powiedziała Katerin.

- No rzesz kurwa. To już przedostatnie hasło, więc mogłabyś się wysilić, aby nam utrudnić, jak to zwykle bywa. |Nie jęcz.| Przecież to jest cholernie łatwe. „Mam wiele do zrobienia" to po niemiecku „Ich habe viel zu tun". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wprowadził odpowiednie hasło do komputera. I po paru sekundach, na ekraniku pojawił się napis:

~"🔬<--- Ten mikroskop służy do szukania mózgu Andromedy, ale coś mu nie idzie. Pomóż mikroskopowi!"~

|Boże XD|

HASŁO „nut uz leiv e~-~bach h~*T*~cI" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka piąta z ~*czterech*~ sześciu otworzyła się. W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz rzekł:

- Jeszcze tylko chwila dzieli nas od zwycięstwa. Gadaj jakie jest szóste hasło.

- Ależ ty naiwny. Myślisz, że powiem ci ostatnie hasło? Pojebało? – Rzekła Katerin.

- Andromedo... - Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz do Andromedy.

W tym momencie, Andromeda chciała pociągnąć za spust. Jednak, po chwili, Katerin rzekła:

- No dobra, dobra. Już wam mówię, tylko [nie zabierajcie mi Świeżaków.] mnie nie zabijajcie. Ostatnie hasło to „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe.". Po [dubstepowemu] niemiecku. Od tyłu.

- Czy ciebie dziewczyno pojebało? Jak to możliwe, aby być takim idiotą i do sejfów z tak cennymi rzeczami dawać banalne hasła? Przecież „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe." To po niemiecku „Manchmal lässt er mich die Hausaufgabe abschreiben." Wystarczy napisać to od tyłu. – Rzekł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wpisał ostatnie hasło do komputera. Po kilku chwilach na ekraniku pojawił się napis:

HASŁO „nebierhcsba ebagfusauaH eid hcim re tssäl lamhcnaM" ZAAKCEPTOWANO!

MIŁEGO KORZYSTANIA Z ~*MOCY WPIERDOLU!*~ TUBY!"

Po czym kłódka szósta z |dwóch| sześciu się otworzyła. Zazdroszczę im znajomości niemieckiego. [Hmm, to nie wiem. Może NAUCZ SIĘ TEGO JĘZYKA, DOWNIE?!] No, ale mniejsza. |Oni wszyscy mają zajebiste podejście do życia. xD| Chwilę później, główne drzwi do sejfu zostały otwarte. Widząc to, Laura chwyciła tubę i schowała ją do kieszeni[, jak przystało na prawilnego Polaka]. Po zrobieniu tego, sejf automatycznie się zamknął.

 

Po paru chwilach spytałem Grzegorza:

- A mogę ją zabić?

~*


*~

- Zabić to nie ma sensu, bo przecież dzięki niej mamy tą [*tę] tubę, ale możesz ją pomęczyć. – Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.

W tym momencie, wraz z Andromedą, która się do mnie przyłączyła, zaczęliśmy znęcać się nad bezbronną Katerin. Kilkadziesiąt minut później, gdy Katerin była już maksymalnie wykończona, z bólu zemdlała...

 

Po skończonym męczeniu, Andromeda spytała:

- I co teraz z nią zrobimy?

- Ja to bym ją dobił. - Rzekłem

|What. xD|

- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc możecie ją dobić. - Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz.

W tym momencie, gdy chcieliśmy już to zrobić, ujrzeliśmy Patryka i |Patryka| Mateusza (przypomniałem sobie w końcu jak się nazywają. Yay!). ~Suuuper -_-~ Czy oni nie mają nic do roboty, tylko nam przeszkadzać? Po chwili, Laura spytała:

- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie innym dupy?

- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin. Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparł Patryk.

- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekłem

~Uwaga...

~

~*|[JEZU XDDD]|*~

Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na naszą stronę, to na stronę Patryka i Mateusza. Jednak, w pewnym momencie, niestety, wygrali Patryk i [Patryk] Mateusz. Pchnęli oni Laurę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu~*, o którym wcześniej mowy nie było.*~. Jako, że generator był włączony, po chwili przez ciało Laury przepłynął prąd. Parę sekund później, przeraźliwie [jak polonista widzący pismo dysortografa] krzyknęła ona z bólu i osunęła się nieprzytomna na ziemię...

 

W tym momencie, odwróciliśmy się. Po zrobieniu tego, ~*orkan*~ Grzegorz, od razu podszedł do nieprzytomnej Laury i sprawdził, czy żyła ona. Później okazało się, że tak, jednak ledwo ledwo. Chwilę później, dało się słyszeć, że odetchnął on z ulgą. Następnie, podniósł Laurę i wraz z nami, jako iż nie mieliśmy już co tam robić, wróciliśmy do naszego statku kosmicznego. Po paru minutach, gdy byliśmy w środku, ~*orkan*~ Grzegorz wyjął z kieszeni nieprzytomnej Laury tubę, podał ją nam, a następnie poszedł do kokpitu. My zaś, zaczęliśmy kończyć budowę maszyny...

 

*Oczami ~*Tępej Pizdoklepki*~ Andromedy. ~*Na jedno wychodzi.*~*

Parę tygodni później, ja i Dawid |*Dejwid| skończyli [Kurwa, to jakaś plaga! Teraz zmiana narracji jest w pierwszym zdaniu!] |Widać, Ramoninth, że nie chciało ci się tego pisać i napierdalałaś CTRL+A, CTRL+C i CTRL+V.| ~*#TakByło*~ ~Jezu ;_;~ budować maszynę. Kiedy zaś to nastąpiło, Dawid rzekł:

- No. I już skończyliśmy. Jeszcze tylko ta jedna część i wszystko będzie gotowe w 100 %. |Won mie z tą spacją!|

W tym momencie, kiedy wypowiedział te słowa, poczuliśmy, że pojazd, w którym się znajdowaliśmy, ruszył. Czując to, powiedział on:

- Wiesz, coś czuję, że oni nasze rozmowy podsłuchują.

[No shit, Sherlock.]

- No w sumie może masz racje. No, bo przecież niemożliwe, aby nie wychodząc tu od tygodnia wiedzieli, że już skończyliśmy. – Odparłam

Po tej rozmowie, zaczęliśmy czekać, aż wylądujemy. Po paru minutach zaś, kiedy tak się stało, ujrzeliśmy, że drzwi do pomieszczenia, w którym byliśmy, otworzyły się. Od razu wyszliśmy na zewnątrz. Kiedy już byliśmy na dworze, pierwszy raz od tygodnia ujrzeliśmy Grzegorza i Laurę. Chwilę później, ~*orkan*~ Grzegorz spytał:

- Dobra. To gdzie teraz mamy iść?

- Do tamtego bloku. – Odpowiedziałem, ~*Lolix, Andromeda zmieniła płeć.*~ wskazując na odpowiedni budynek.

Po tych słowach, gdy chcieliśmy już ruszyć, Laura rzuciła się na Dawida, |*Dejwida| po czym chwyciła go z całej siły za szyję i krzyknęła:

- NIE JESTEM BRZYDKA, SKURWYSYNU!!! I NIE ŚMIEJ SIĘ Z MOJEGO WZROSTU ORAZ WYGLĄDU!!!

~

~

W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz zaśmiał się, po czym powiedział:

- Wspomniałem, że ona umie czytać w myślach? Więc w obrębie 30[00000000000000000000000000000000000000000...00000000000000000000000000000] km od niej, najlepiej nie obrażać jej słownie jak i w myślach. Takie tam, zero prywatności. [ISIS Lubi to!]

Po czym podszedł do Laury i powiedział do niej:

- Lauro, skarbie, zostaw go. Zabijesz go, gdy nie będzie nam już potrzebny.

|~👏~|

- NIE ZOSTAWIĘ GO!!! MA ZGINĄĆ, CIUL PIERDOLONY!!! – Krzyknęła. |KROPKA, SPADAJ!|

- Skarbie...Proszę cię. Oni są nam jeszcze potrzebni. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym pocałował ją. W tym momencie, Laura niechętnie puściła go.

I dobrze. Już się bałam, że go zabije. Nie chciałabym stracić jedynej osoby, którą zaczynałam już darzyć sympatią. [To nic, że tego nie okazywała.] Jednak, po chwili rzekła z niechęcią w głosie:

- Eh...No dobra...Niech ci będzie.

Po tej rozmowie, we czwórkę ruszyliśmy w kierunku odpowiedniego bloku...

~*Jakby nic się nie wydarzyło.*~

 

Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, poszliśmy do odpowiedniego mieszkania. Kiedy znaleźliśmy się przed drzwiami i spróbowaliśmy je otworzyć, okazało się, że były one otwarte. |XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD| Od razu cicho je otworzyliśmy. W tym momencie, zobaczyliśmy, że Katerin najprawdopodobniej nas nie zauważyła. Od razu zaszliśmy ją od tyłu, |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym chwyciłam jakąś metalową rurkę, która ~została podstawiona przez scenarzystów~ leżała na podłodze i z całej siły uderzyłam Katerin w głowę. Chwilę później, dziewczyna upadła nieprzytomna na podłogę...

 

W tym momencie, Dawid |*Dejwid| związał ją, po czym podniósł i zniósł do piwnicy. Gdy tam się znaleźliśmy, ujrzeliśmy lasery. Widząc je, ~*orkan*~ Grzegorz wyłączył przeszkodę za pomocą przycisku, który ujrzał na ścianie. Następnie, podeszliśmy do sejfu, posadziliśmy Katerin na podłodze i chcieliśmy otworzyć drzwiczki. Jednak, w tym momencie, na ekraniku drzwi, ujrzeliśmy wielki napis:

["ZIEMNIAKI ZJEDZONE?!"]

~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~

„WPROWADŹ SZEŚĆ HASEŁ."

- KURWA!!! Musiała tu jeszcze hasła ustawić! – Krzyknęła Laura.

- W sumie nie dziwne. Tuba jest cenna, więc idiotyzmem by było pozostawienie ją na pastwę losu. – Odparł ~orkan~ Grzegorz.

W sumie była to prawda. Jednak, po tych słowach, zaczęliśmy się głowić nad pierwszym hasłem. Po paru minutach, Laura spytała z irytacją w głosie:

| Ja pierdolę, gazu nie wyłączyłam!|

- Ma ktoś pomysł, jakie może być pierwsze hasło?

- Teoretycznie powinno to być jakieś niemieckie zdanie, jak zawsze zresztą, ale praktycznie cholera wie, jakie tu może być. – Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.

No to zaczęliśmy dalej myśleć. Jednak, w pewnym momencie, gdy dalej głowiliśmy się nad hasłem, usłyszeliśmy dźwięk wysyłania SMS-a. W tym momencie, spytałam:

| Lolix, kto mi spami na Instagramie?|

- Ktoś z was właśnie wysłał SMS-a? Bo ja nie, zostawiłam telefon w domu.

~*Mózg chyba też zostawiłaś.*~

- Nie, ja nie. Praktycznie nie korzystam z telefonu. – Odpowiedział Dawid. |*Dejwid|

- Ani ja. Mój telefon jest wyładowany. – Odrzekła Laura.

- Ja też nie. Prawie w ogóle nie korzystam z telefonu. A SMS-ów z niego nie wysyłam. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz.

W tym momencie wiadomo było, że była to Katerin. Myślała, że ktoś jej pomoże? Naiwna to ona jest. Od razu się odwróciliśmy, po czym Dawid |*Dejwid| złamał Katerin rękę[, ale ona nie krzyknęła, bo nie miała nerwów] i krzyknął:

- Zostaw ten telefon!!! Nikt cię nie uratuje!!!

Chwilę później, przystawiłam jej do głowy pistolet~, który wziął się z dupy~ i powiedziałam:

- Gadaj, jakie są hasła, albo zginiesz marnie.

- Spierdalaj. – Rzekła Katerin.

~*|[~<Zieeew>~]|*~

Po tych słowach, chciałam pociągnąć za spust. Jednak, w tym momencie, Katerin rzekła:

- No dobra, dobra, już mówię. Pierwsze hasło to „Przepiękna niezapominajka.". Po ~*emojiowatemu*~ niemiecku. Od tyłu.

- Kurrrrrr....Nie mogłaś po angielsku?! – Spytałam

- Nie. – Odpowiedziała Katerin.

- Przecież to łatwe..."Przepiękna niezapominajka" to po niemiecku „Wunderschön vergissmeinnicht". Wystarczy wpisać to od tyłu." – Rzekł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym podszedł do odpowiedniej klawiatury i wpisał hasło. Chwilę później, na ekraniku pojawił się napis:

|"🤳 <--- Chciałem zrobić selfie z gównem, ale Andromeda się odsunęła."|

~*Boże x"D*~

„HASŁO „thcinniemssigrev nöhcsrednuW" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym pierwsza z sześciu kłódek otworzyła się. W tym momencie, rzekłam:

- Gadaj zaraz, jakie jest drugie hasło.

- „Cudowny tulipan". Po |lennyfaceowatemu| niemiecku. Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.

- Ja pierdolę...Że też musiałam w szkole uczyć się tego pieprzonego francuskiego... ~*FRANCUZI NA STOS! A szczególnie ich prezydent.*~ - Rzekłam

- Wymówka tygodnia. Ja też w szkole uczyłam się francuskiego, a jakoś umiem i niemiecki~*, bom fajna.*~. Mniejsza. Kolejne łatwe hasło. Przecież „Cudowny tulipan" to po niemiecku „Wunderschön tulpe". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do odpowiedniej klawiatury i napisała odpowiednie hasło. Po chwili, na ekraniku pojawił się napis:

["🙅‍♂️ <--- Andromeda ma tak krzywą mordę, że aż muszę się zasłonić rękoma przed tą brzydotą."]

|To takie true. xD|

„HASŁO „eplut nöhcsrednuW" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym druga z sześciu kłódek otworzyła się. W tym momencie, Laura rzekła:

- A teraz gadaj, jakie jest trzecie hasło.

- „Przegrać zawody". Po ~*fangirlowemu*~ niemiecku. Od tyłu. – Odparła Katerin.

- No kurwa! Musisz wymyślać takie trudne hasła?! – Krzyknął Dawid. |*Dejwid|

- Przecież to jest banalne. „Przegrać zawody" to po niemiecku „Verlieren wettkämpfe". ~Hehe...~ Wystarczy napisać to od tyłu. – Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wpisał odpowiednie hasło do komputera. Kilka chwil później, na ekraniku pojawił się napis:

~"👩‍👦‍👦 👩‍👧‍👧 👨‍👦 👨‍👧 👨‍👧‍👦 👨‍👦‍👦 👨‍👧‍👧   <--- Zgadnij, czyja to rodzina.

Podpowiedź: Nigdy nie będzie to rodzina Andromedy i Dawida."~

~*Fani nas zajebią, ale walić to. xD*~

„HASŁO „efpmäkttew nereilreV" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka trzecia z [jednej] sześciu się otworzyła. W tym momencie, Dawid |*Dejwid| powiedział:

- Ok. A teraz gadaj, jakie jest czwarte hasło.

- „Zmywać tablicę." Po |gimbusowemu| niemiecku. Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.

- To już czwarte hasło, a ona nic trudnego nie potrafi wymyślić. Przecież to jest banalne. „Zmywać tablicę" to po niemiecku „Spülen tafel". Wystarczy wpisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do komputera i wpisała w nim odpowiednie hasło. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

["🛬 <--- Poświęcę załogę, aby zajebać Andromedę."]

|XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD|

HASŁO „lefat nelüpS" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka czwarta z sześciu się otworzyła. Po paru sekundach, rzekłam:

- A teraz – jeśli nie chcesz zginąć, gadaj jakie jest piąte hasło.

- „Mam wiele do zrobienia". Po |hebrajsku| niemiecku. Od tyłu. – Powiedziała Katerin.

- No rzesz kurwa. To już przedostatnie hasło, więc mogłabyś się wysilić, aby nam utrudnić, jak to zwykle bywa. ~*Nie jęcz, tylko bierz, jak dają.*~ Przecież to jest cholernie łatwe. „Mam wiele do zrobienia" to po niemiecku „Ich habe viel zu tun". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wprowadził odpowiednie hasło do komputera. I po paru sekundach, na ekraniku pojawił się napis:

~"🚷 <--- Zakaz wstępu dla Andromedy."~

[x""""D]

HASŁO „nut uz leiv e|-|bach h[T]cI" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka piąta z sześciu otworzyła się. W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz rzekł:

- Jeszcze tylko chwila dzieli nas od zwycięstwa. Gadaj jakie jest szóste hasło.

- Ależ ty naiwny. Myślisz, że powiem ci ostatnie hasło? Pojebało? – Rzekła Katerin.

- Andromedo... - Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz do mnie.

W tym momencie, chciałam pociągnąć za spust. Jednak, po chwili, Katerin rzekła:

- No dobra, dobra. Już wam mówię, tylko mnie [nie okradajcie ze Świeżaków.] nie zabijajcie. Ostatnie hasło to „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe.". Po ~*śląsku*~ niemiecku. Od tyłu.

- Czy ciebie dziewczyno pojebało? Jak to możliwe, aby być takim idiotą i do sejfów z tak cennymi rzeczami dawać banalne hasła? Przecież „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe." To po niemiecku „Manchmal lässt er mich die Hausaufgabe abschreiben." Wystarczy napisać to od tyłu. – Rzekł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wpisał ostatnie hasło do komputera. Po kilku chwilach na ekraniku pojawił się napis:

|"♨️ <--- Toksyczne wyziewy z dupy Andromedy."|

~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD leżę XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~

HASŁO „nebierhcsba ebagfusauaH eid hcim re tssäl lamhcnaM" ZAAKCEPTOWANO!

MIŁEGO KORZYSTANIA Z |MOCY WPIERDOLU!| TUBY!"

Po czym kłódka szósta z ~*trzech*~ sześciu się otworzyła. Też bym chciała znać niemiecki, jak oni. [TO SIĘ KUFA NAUCZ!] No, ale mniejsza. Chwilę później, główne drzwi do sejfu zostały otwarte. Widząc to, Laura chwyciła tubę i schowała ją do kieszeni|, jak przystało na Polaka.|. Po zrobieniu tego, sejf automatycznie się zamknął.

Po paru chwilach Dawid |*Dejwid| spytał Grzegorza:

- A mogę ją zabić?

~Co. xD~

- Zabić to nie ma sensu, bo przecież dzięki niej mamy tą [*tę] tubę, ale możesz ją pomęczyć. – Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.

W tym momencie, Dawid |*Dejwid| wraz ze mną, gdyż się do niego przyłączyłam, zaczęliśmy znęcać się nad bezbronną Katerin. Kilkadziesiąt minut później, gdy Katerin była już maksymalnie wykończona, z bólu zemdlała...

 

Po skończonym męczeniu, spytałam:

- I co teraz z nią zrobimy?

- Ja to bym ją dobił. – Rzekł Dawid. |*Dejwid|

[Wat. xD]

- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc możecie ją dobić. – Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz.

W tym momencie, gdy chcieliśmy już to zrobić, ujrzeliśmy naszych wrogów. Czy oni musza [Pieprzona literówka.] nam przeszkadzać? Po chwili, Laura spytała:

- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie innym dupy?

- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin. Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparł Patryk.

- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekłem

~*O, Andromeda znowu zmieniła płeć. A poza tym, nikt. tak. kufa. nie. gada. xD*~

Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na naszą stronę, to na stronę naszych wrogów. Jednak, w pewnym momencie, niestety, wygrali Patryk i |Patryk| Mateusz. Pchnęli oni Laurę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu~, który wcześniej nie został wspomniany.~. Jako, że generator był włączony, po chwili przez ciało Laury przepłynął prąd. Parę sekund później, przeraźliwie [jak matematyk widzący błąd w obliczeniach] krzyknęła ona z bólu i osunęła się nieprzytomna na ziemię...

 

W tym momencie, odwróciliśmy się. Po zrobieniu tego, ~*orkan*~ Grzegorz, od razu podszedł do nieprzytomnej Laury i sprawdził, czy żyła ona. Później okazało się, że tak, jednak ledwo ledwo. Chwilę później, dało się słyszeć, że odetchnął on z ulgą. Następnie, podniósł Laurę i wraz z nami, jako iż nie mieliśmy już co tam robić, wróciliśmy do naszego statku kosmicznego. Po paru minutach, gdy byliśmy w środku, ~*orkan*~ Grzegorz wyjął z kieszeni nieprzytomnej Laury tubę, podał ją nam, a następnie poszedł do kokpitu. My zaś, zaczęliśmy kończyć budowę maszyny...

[<Ziew>]

 

*Oczami Patryka.*

~Nareszcie, chociaż na dwie perspektywy, znaczna zmiana scenerii. -_-~

Ten dzień zaczął się zwyczajnie. Postanowiłem pójść do meliny ~*<Niucha> Czujecie? Lekko pachnie kanonem!*~ Mateusza, aby pograć mu trochę na nerwach. Kiedy zaś już byłem u niego w domu, w pewnym momencie, gdy oglądaliśmy telewizję, ~<ZIEEEW>~ dało się słyszeć dźwięk mojego telefonu. Od razu sprawdziliśmy, co to było. Okazało się, że był to SMS od Katerin. W tym momencie, od razu odczytaliśmy, co tam było. W treści było napisane tylko:

„Proszę...Pomóżcie mi...|Dejwid zajebał mi Świeżaki...|"

- To oni już na nią napadli? – Spytał Mateusz.

[Nie, na grzyby poszli. -_-]

- Najwidoczniej tak. No, ale musimy jej pomóc! – Odpowiedziałem. |Kropka, spierdalaj!|

Po tej rozmowie, oboje wyszliśmy z domu Mateusza, po czym udaliśmy się do bloku, w którym mieszkała Katerin. Następnie poszliśmy do jej mieszkania. Kiedy sprawdziliśmy, czy drzwi były zamknięte, ku naszemu zdziwieniu okazały się otwarte. ~*XDDDDDDDD*~ Po wejściu do środka, usłyszeliśmy z piwnicy głos Andromedy, która mówiła:

- I co teraz z nią zrobimy?

- Ja to bym ją dobił. - Dało się słyszeć głos Dawida. |*Dejwida|

[Co. xD]

- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc możecie ją dobić. - Dało się słyszeć głos Grzegorza.

Po usłyszeniu tego, oboje zeszliśmy na dół. Gdy już się tam znaleźliśmy, ujrzeliśmy nieprzytomną, związaną Katerin leżącą na podłodze oraz Andromedę, Dawida, |*Dejwida| Laurę i Grzegorza, którzy chcieli ją dobić. Jednak, nie zrobili tego, gdyż ujrzeli nas.

- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie innym dupy? – Spytała Laura.

- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin. Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparłem

- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekł Dawid. |*Dejwid|

~Nikt. Tak. Nie. Gada. XD~

Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na stronę Dawida, |*Dejwida| Andromedy, Grzegorza i Laury, to na naszą stronę. Jednak, w pewnym momencie, wygraliśmy my. Pchnęliśmy Laurę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu[, o którym wcześniej nie było mowy, bo po co.]. Na szczęście okazało się, że generator był włączony, przez co po chwili przez ciało Laury przepłynął prąd. Parę sekund później, przeraźliwie |jak osoba rysująca w "Paint Tool SAI", gdy padnie prąd| ~*#True*~ krzyknęła ona z bólu i osunęła się nieprzytomna na ziemię...

 

W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz, Dawid |*Dejwid| i Andromeda odwrócili się. My natomiast, korzystając z okazji, podnieśliśmy Katerin i wróciliśmy do mieszkania...

 

Tymczasem, gdy przenieśliśmy nieprzytomną Katerin do jej mieszkania, położyliśmy ją na łóżku, po czym przecięliśmy liny, którymi była ona związana. Następnie, widząc, że jej ręka była najprawdopodobniej złamana, ~*Gdyż byliśmy cyborgami.*~ usztywniliśmy ją jakąś deską, która [została podrzucona przez scenarzystów] leżała na podłodze. Po zrobieniu tego, zaczęliśmy czekać, aż dziewczyna się obudzi...

 

Parę minut później, ujrzeliśmy, że Katerin się obudziła. Chwilę później, gdy zauważyła nas, spytałem:

- O, już się obudziłaś. Powiesz więc, co zaszło w tej piwnicy?

|( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|

W tym momencie, opowiedziała ona o wszystkim oraz o tym, dlaczego podała im hasła. Kiedy skończyła, rzekłem:

- Eh...Oni to już tacy zawsze są, byli i będą. Ale mniejsza. Może ci w czymś pomóc?

- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. Ale dzięki za troskę. – Odpowiedziała Katerin.

- Oj, nie ma za co. – Powiedziałem

Po tej rozmowie, ja i Mateusz posiedzieliśmy jeszcze trochę z Katerin, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym poszliśmy do swoich domów.

 

*Oczami Mateusza.*

Ten dzień zaczął się zwyczajnie i miałem nadzieję, że będzie tak do końca. Ależ naiwny byłem... ~Potwierdzam. Naiwność twoja i twojego przygłupiego kolegi jest porażająca.~ W pewnym momencie, usłyszałem dzwonek do furtki. Od razu sprawdziłem, kto to był. Okazało się, że to ta żółta pokraka, ~*O, znowu zapachniało kanonem, tak lekko.*~ Patryk. Mimo wszystko wpuściłem go do mieszkania. Kiedy zaś już był w środku, w pewnym momencie, kiedy oglądaliśmy telewizję, ~<ZIEEEEEW>~ dało się słyszeć dźwięk mojego telefonu. Od razu sprawdziliśmy, co to było. Okazało się, że był to SMS od Katerin. W tym momencie, od razu odczytaliśmy, co tam było. W treści było napisane tylko:

„Proszę...Pomóżcie mi...|Dejwid zajebał mi Świeżaki...|"

- To oni już na nią napadli? – Spytałem

|No nie kurwa, polują na skrzydlate jelenie. -_-|

~Skrzydlate jelenie xD~

- Najwidoczniej tak. No, ale musimy jej pomóc! – Odpowiedział Patryk.

Po tej rozmowie, oboje wyszliśmy z mojego domu, po czym udaliśmy się do bloku, w którym mieszkała Katerin. Następnie poszliśmy do jej mieszkania. Kiedy sprawdziliśmy, czy drzwi były zamknięte, ku naszemu zdziwieniu okazały się otwarte. [XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD] Po wejściu do środka, usłyszeliśmy z piwnicy głos Andromedy, która mówiła:

- I co teraz z nią zrobimy?

- Ja to bym ją dobił. - Dało się słyszeć głos Dawida. |*Dejwida|

~*Co. xD*~

- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc możecie ją dobić. - Dało się słyszeć głos Grzegorza.

Po usłyszeniu tego, oboje zeszliśmy na dół. Gdy już się tam znaleźliśmy, ujrzeliśmy nieprzytomną, związaną Katerin leżącą na podłodze oraz Andromedę, Dawida, |*Dejwida| Laurę i Grzegorza, którzy chcieli ją dobić. Jednak, nie zrobili tego, gdyż ujrzeli nas.

- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie innym dupy? – Spytała Laura.

- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin. Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparł Patryk.

~Wal się.~

- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekł Dawid. |*Dejwid|

~Nikt. Tak. Kufa. Nie. GADA! xD~

Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala zwycięstwa przelewała się to na stronę Dawida, |*Dejwida| Andromedy, Grzegorza i Laury, to na naszą stronę. Jednak, w pewnym momencie, wygraliśmy my. Pchnęliśmy Laurę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu[, o którym wcześniej nie było mowy.]. Na szczęście okazało się, że generator był włączony, przez co po chwili przez ciało Laury przepłynął prąd. Parę sekund później, przeraźliwie [jak gimbus bez karty kredytowej w McDonald's] krzyknęła ona z bólu i osunęła się nieprzytomna na ziemię...

 

W tym momencie, ~*orkan*~ ~Weźże się już zamknij. -_-~ ~*Nie xD*~ Grzegorz, Dawid |*Dejwid| i Andromeda odwrócili się. My natomiast, korzystając z okazji, podnieśliśmy Katerin i wróciliśmy do mieszkania...

 

Tymczasem, gdy przenieśliśmy nieprzytomną Katerin do jej mieszkania, położyliśmy ją na łóżku, po czym przecięliśmy liny, którymi była ona związana. Następnie, widząc, że jej ręka była najprawdopodobniej złamana, [a zauważyliśmy to dzięki naszym cyborgowym oczom,] usztywniliśmy ją jakąś deską, która ~została podstawiona przez scenarzystów.~ leżała na podłodze. Po zrobieniu tego, zaczęliśmy czekać, aż dziewczyna się obudzi...

 

Parę minut później, ujrzeliśmy, że Katerin się obudziła. Chwilę później, gdy zauważyła nas, Patryk spytał:

- O, już się obudziłaś. Powiesz więc, co zaszło w tej piwnicy?

|( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Ech... -_-*~

W tym momencie, opowiedziała ona o wszystkim oraz o tym, dlaczego podała im hasła. Kiedy skończyła, Patryk rzekł:

- Eh...Oni to już tacy zawsze są, byli i będą. Ale mniejsza. Może ci w czymś pomóc?

- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. Ale dzięki za troskę. – Odpowiedziała Katerin.

- Oj, nie ma za co. – Powiedział Patryk

Po tej rozmowie, ja i Patryk posiedzieliśmy jeszcze trochę z Katerin, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym poszliśmy do swoich domów.

 

*Oczami Katerin.*

~*FunFact #1: Wiecie, że zanalizowaliśmy już ponad czterdzieści stron trzeciego rozdziału?*~

|O cholera, to w chuj dużo!|

~*Właśnie wiem. A kolejny ma sto cztery strony. ;_;*~

~<Cicho płacze.>~

[O chuj, nareszcie przełączyłaś muzykę! ^-^]

~*:3*~

Ten dzień zaczął się normalnie, jak każdy inny. Miałam nadzieję, że będzie tak do końca. Niestety, to byłoby zbyt piękne. ~*Fajny spoiler.*~ W pewnym momencie, gdy szukałam czegoś, poczułam się obserwowana. [Bo jam jest debilka i nie zamknęłam drzwi do mieszkania na klucz i trzysta kłódek.] Nie przejęłam się tym jednak. I to był mój błąd. |Błędem było uczenie się przez ciebie o zdaniach pojedynczych.| Po kilku chwilach, poczułam mocne uderzenie w tył głowy. Jęknęłam z bólu, ~To nic, że wcześniej nie było o tym wspomniane.~ a po chwili osunęłam się nieprzytomna na ziemię...

 

Parę minut później, obudziłam się. Kiedy otworzyłam oczy, ujrzałam, że siedziałam związana w swojej piwnicy. Chwilę później, usłyszałam jakiś kobiecy głos, który mówił:

|– Kto lubi marchewki?|

- Ma ktoś pomysł, jakie może być pierwsze hasło?

- Teoretycznie powinno to być jakieś niemieckie zdanie, jak zawsze zresztą, ale praktycznie cholera wie, jakie tu może być. – Dało się słyszeć jakiś nienaturalny, gruby~*, zajebisty*~ męski głos.

W tym momencie, wiedziałam, że to co mówił mi Patryk, było prawdą. Od razu spróbowałam wyciągnąć telefon z kieszeni. Kiedy zaś mnie się to udało, [bo jam jest Mary Sue,] napisałam SMS-a do Patryka i Mateusza o treści:

„Proszę...Pomóżcie mi...|Dejwid zajebał mi Świeżaki...|"

Po czym wysłałam. Jednak, w tym momencie zorientowałam się, że nie wyciszyłam komórki, ~Idiotka~ przez co dało się słyszeć dźwięk wysłania SMS-a...

 

Po chwili dało się słyszeć, że jedna z dziewczyn, która tam była, spytała:

[– Mieliście kiedyś taki spam na Messengerze, że wam telefon w kosmos wyjebało?]

- Ktoś z was właśnie wysłał SMS-a? Bo ja nie, zostawiłam telefon w domu.

~Mózg też zostawiłaś.~

- Nie, ja nie. Praktycznie nie korzystam z telefonu. – Odpowiedział jeden z chłopaków.

- Ani ja. Mój telefon jest wyładowany. – Odrzekła druga z dziewczyn.

- Ja też nie. Prawie w ogóle nie korzystam z telefonu. A SMS-ów z niego nie wysyłam. – Odparł drugi z chłopaków.. ~*Jest tylko jedna kropka lub trzy. Nie ma nic pomiędzy.*~

W tym momencie, odwrócili się, po czym jeden z nich złamał mi rękę|, ale ja nie krzyknęłam, bo byłam córką Chucka Norrisa| i krzyknął:

- Zostaw ten telefon!!! Nikt cię nie uratuje!!!

Ręka mnie mocno bolała, ale nie krzyczałam, aby nie dawać im satysfakcji. ~Wiesz, padalcu, że w takim wypadku NIE DA SIĘ nie krzyczeć?~ Chwilę później, jedna z dziewczyn przystawiła mi do głowy pistolet|, który wziął się z dupy| i powiedziała:

- Gadaj, jakie są hasła, albo zginiesz marnie.

- Spierdalaj. – Rzekłam

~<Zasypia>~

~*<Szturcha> E! Jeszcze kilka stron!*~

~:<~

Po tych słowach, chciała ona pociągnąć za spust. Jednak, w tym momencie, rzekłam:

- No dobra, dobra, już mówię. Pierwsze hasło to „Przepiękna niezapominajka.". Po ~*aminokwasowemu*~ niemiecku. Od tyłu.

- Kurrrrrr....[Po pierwsze, za dużo kropek. Po drugie, chujowo to wygląda. Było dokończyć to przekleństwo, kofa.] Nie mogłaś po angielsku?! – Spytała

- Nie. – Odpowiedziałam

- Przecież to łatwe..."Przepiękna niezapominajka" to po niemiecku „Wunderschön vergissmeinnicht". Wystarczy wpisać to od tyłu." – Rzekł jeden z chłopaków, po czym podszedł do odpowiedniej klawiatury i wpisał hasło. Chwilę później, na ekraniku pojawił się napis:

~*"FUCK THIS SHIT, LET'S START A RIOT!"*~

|We czwórkę tylko o tym marzymy, analizując to gówno.|

„HASŁO „thcinniemssigrev nöhcsrednuW" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym pierwsza z sześciu kłódek otworzyła się. W tym momencie, Andromeda (uff...W końcu przypomniałam sobie, jak oni się nazywali.) |👍| rzekła:

- Gadaj zaraz, jakie jest drugie hasło.

- „Cudowny tulipan". Po [węglowodorowemu] niemiecku. Od tyłu. – Odpowiedziałam

- Ja pierdolę...Że też musiałam w szkole uczyć się tego pieprzonego francuskiego... ~*ZAKURWIĆ FRANCUZÓW, A ICH KRAJ WYSADZIĆ ATOMÓWKĄ!*~ - Rzekła Andromeda.

- Wymówka tygodnia. Ja też w szkole uczyłam się francuskiego, a jakoś umiem i niemiecki. Mniejsza. Kolejne łatwe hasło. Przecież „Cudowny tulipan" to po niemiecku „Wunderschön tulpe". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do odpowiedniej klawiatury i napisała odpowiednie hasło. Po chwili, na ekraniku pojawił się napis:

|"Dupa mnie boli."|

~*x"D Najambitniejsze zdanie ever.*~

|Wiem xD|

„HASŁO „eplut nöhcsrednuW" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym druga z sześciu kłódek otworzyła się. W tym momencie, Laura rzekła:

- A teraz gadaj, jakie jest ~siódme~ trzecie hasło.

- „Przegrać zawody". Po |ametystowemu| niemiecku. Od tyłu. – Odparłam

- No kurwa! Musisz wymyślać takie trudne hasła?! – Krzyknął Dawid. |*Dejwid|

- Przecież to jest banalne. „Przegrać zawody" to po niemiecku „Verlieren wettkämpfe". ~Hehe...~ Wystarczy napisać to od tyłu. – Powiedział ~*orkan*~ ~-_-~ Grzegorz, po czym wpisał odpowiednie hasło do komputera. Kilka chwil później, na ekraniku pojawił się napis:

~"👩‍❤️‍👩 <--- Lolix, znalazłem starych Andromedy."~

~*Pierdolnęłam x"D*~

„HASŁO „efpmäkttew nereilreV" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka trzecia z [dwóch] sześciu się otworzyła. W tym momencie, Dawid |*Dejwid| powiedział:

- Ok. A teraz gadaj, jakie jest czwarte hasło.

- „Zmywać tablicę." Po ~biblijnemu~ niemiecku. Od tyłu. – Odpowiedziałam

- To już czwarte hasło, a ona nic trudnego nie potrafi wymyślić. Przecież to jest banalne. „Zmywać tablicę" to po niemiecku „Spülen tafel". Wystarczy wpisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do komputera i wpisała w nim odpowiednie hasło. W tym momencie, na ekraniku pojawił się napis:

|"What the hell?"|

~*Idealne podsumowanie dotychczasowej, zanalizowanej części tego gówna. xD*~

„HASŁO „lefat nelüpS" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka czwarta z sześciu się otworzyła. Po paru sekundach, Andromeda rzekła:

- A teraz – jeśli nie chcesz zginąć, gadaj jakie jest piąte hasło.

- „Mam wiele do zrobienia". Po |padalcowemu| niemiecku. Od tyłu. – Powiedziałam

- No rzesz kurwa. To już przedostatnie hasło, więc mogłabyś się wysilić, aby nam utrudnić, jak to zwykle bywa. ~*Nie jęcz.*~ Przecież to jest cholernie łatwe. „Mam wiele do zrobienia" to po niemiecku „Ich habe viel zu tun". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wprowadził odpowiednie hasło do komputera. I po paru sekundach, na ekraniku pojawił się napis:

["Wszystkiego najlepszego!

PS. Umrzyj"]

~*Jest wiele osób, którym chciałabym to powiedzieć.*~

HASŁO „nut uz leiv e|-|bach h[T]cI" ZAAKCEPTOWANO!"

Po czym kłódka piąta z sześciu otworzyła się. W tym momencie, ~*~NIE!~ E! To moja kwestia! ~:D~*~ Grzegorz rzekł:

- Jeszcze tylko chwila dzieli nas od zwycięstwa. Gadaj jakie jest szóste hasło.

Pojebało? Nie ze mną takie rzeczy. Po chwili rzekłam:

- Ależ ty naiwny. Myślisz, że powiem ci ostatnie hasło? Pojebało?

- Andromedo... - Powiedział Grzegorz do Andromedy.

W tym momencie, Andromeda chciała pociągnąć za spust. Jednak, po chwili, rzekłam:

- No dobra, dobra. Już wam mówię, tylko ~*zostawcie moje Świeżaki.*~ mnie nie zabijajcie. Ostatnie hasło to „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe.". Po ~acetylenowemu~ niemiecku. Od tyłu.

- Czy ciebie dziewczyno pojebało? Jak to możliwe, aby być takim idiotą i do sejfów z tak cennymi rzeczami dawać banalne hasła? Przecież „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe." To po niemiecku „Manchmal lässt er mich die Hausaufgabe abschreiben." Wystarczy napisać to od tyłu. – Rzekł Grzegorz, po czym wpisał ostatnie hasło do komputera. Po kilku chwilach na ekraniku pojawił się napis:

|"Ziemniaki niezjedzone, nie ma tuby."|

~*Boże, to byłby przegryw. xD*~

HASŁO „nebierhcsba ebagfusauaH eid hcim re tssäl lamhcnaM" ZAAKCEPTOWANO!

MIŁEGO KORZYSTANIA Z ~*MOCY WPIERDOLU!*~ TUBY!"

Po czym kłódka szósta z [dwóch] sześciu się otworzyła. Chwilę później, główne drzwi do sejfu zostały otwarte. Widząc to, Laura chwyciła tubę i schowała ją do kieszeni~*, jak przystało na typowego Polaka.*~. Po zrobieniu tego, sejf automatycznie się zamknął.

 

Po chwili, Dawid |*Dejwid| spytał Grzegorza:

- A mogę ją zabić?

[Wat. xD]

- Zabić to nie ma sensu, bo przecież dzięki niej mamy tą [*tę] tubę, ale możesz ją pomęczyć. – Odpowiedział Grzegorz.

W tym momencie, Dawid, wraz z Andromedą, która się do niego przyłączyła, zaczęli znęcać się nade mną. Kilkadziesiąt minut później, gdy byłam już maksymalnie wykończona, z bólu zemdlałam...

 

Paręnaście minut później, kiedy się obudziłam, ujrzałam, że leżałam na łóżku w swoim mieszkaniu. Chwilę później, ujrzałam Patryka i ~Patryka~ |Klony jebane. xD| ~Prawda? xD~ Mateusza. Gdy zauważyli oni, że się obudziłam, Patryk spytał:

- O, już się obudziłaś. Powiesz więc, co zaszło w tej piwnicy?

|( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|

W tym momencie, opowiedziałam o wszystkim oraz o tym, dlaczego podałam im hasła. Kiedy skończyła, ~*I znowu zmiana narracji. EKSTRA. -_-*~ Patryk rzekł:

- Eh...Oni to już tacy zawsze są, byli i będą. Ale mniejsza. Może ci w czymś pomóc?

- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. Ale dzięki za troskę. – Odpowiedziałam

- Oj, nie ma za co. – Powiedział Patryk.

Po tej rozmowie, on i Mateusz posiedzieli jeszcze trochę ze mną, |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym poszli do swoich domów. Ja natomiast, poleżałam jeszcze trochę, po czym wstałam i zajęłam się swoimi codziennymi sprawami... |Jak gdyby nigdy nic.|

 

~*I tym optymistycznym akcentem zanalizowaliśmy już trzy rozdziały i prolog. Jutro, już na serio, nie analizujemy. Muszę się przez jeden dzień psychicznie przygotować do ponad stu stron męki i wam radzę to samo.*~

~To będzie cięęężki czwartek. ;_;~

~*Wiem, ale w końcu musimy to gafno zanalizować. Na szczęście piąty i ostatni rozdział ma tylko jedenaście stron.*~

|Przynajmniej tyle.|

__________________________________________________

|O nie...Te linie źle świadczą.|

~Analiza jest jak czekolada. Mówisz sobie "już starczy", a pięć minut później...~

~*Niestety. 😖To jest złe uzależnienie.*~

Rozdział IV – Pięć tygodni.

~*Sto cztery strony... ;_;*~

~Nie ;_;~

TYDZIEŃ I:

Tydzień ten dla naszych bohaterów zaczął się przyjemnie, ale niekoniecznie tak się skończył...

|Fajny spoiler już na początku.|

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

Na początku nowego miesiąca, marca, ~Już niedługo! ^-^~ |;___;| podczas budowy maszyny, Dawid powiedział do Andromedy:

- Miejmy nadzieję, że w końcu uda nam się skończyć tą [*tę] maszynę i, że zdążymy do kwietnia.

- Eee...Już niewiele zostało. Na pewno skończymy. – Odparła Andromeda.

~*Bo jesteśmy idealni.*~

Jednak, po chwili, gdy zaczęli kontynuować budowę, Dawid |*Dejwid| pomyślał:

„Eh...Od kilku miesięcy czuję do niej coś więcej niż tylko przyjaźń...Muszę jej to w końcu wyznać."

~*NIENIENIENIENIE!!! Nie chcę czytać dalej! ;_; <Chowa się za Grzegorzem.> NIENIENIENIENIENIENIENIE! Błagam! ;_;*~

~Już się boję, co tam jest. ;___;~

|Nie tylko ty. ;___;|

Po czym, postanowił, że dziś będzie idealny dzień, aby jej to wyznać. Powiedział, więc:

|– Śmierdzisz jak stare skarpety.|

~

~

[BOŻE X"D]

- Andromedo...Muszę ci coś powiedzieć. Ja...Ja cię kocham...|Rzygam tą wymuszoną słodkością.| Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie, ...Kiedy mówisz, czuję się tak, jakbym słyszał ~infradźwięki, których i tak nie słychać. Łeb zaczyna napierdalać i spać się chce.~ |Szczerość. xD| ~No co? xD~ najpiękniejszy dźwięk na ziemi, ...Kiedy się śmiejesz, jest to ~tak zajebiste, jak patrzenie na zwłoki lisa.~ |Boże, przestań. xD| ~Jeszcze nie bóg, ale pracuję nad tym. xD~ |Jakiż ty skromny. xD| ~Wiem xD~ najpiękniejszy widok na świecie...Bez ciebie po prostu nie da się żyć... ~Usuń to "nie" i będzie obiektywne zdanie.~ |XDDD|

W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko dźwięk silników. [Z których było słychać ciche mruczenie kota Ramoninth.] ~*<333*~ W pewnym momencie, dziewczyna spytała ze łzami ~wkurwu~ |XDDD Jebłem| szczęścia w oczach:

- Oh, Dawid...Naprawdę?

["Mamy ponad dwadzieścia pięć tysięcy słów...Kiedy jebnie limit?" - pomyślał Dejwid.]

- Naprawdę...Ciebie nigdy bym nie okłamał... - Odpowiedział Dawid. |*Dejwid|

W tym momencie, dziewczyna rzuciła mu się w ramiona. Jednak, parę sekund później, zaczęli się oni pierwszy raz w życiu całować. ~*Za chwilę...ZA CHWILĘ... x"D*~ Czuli się podczas tego tak, jakby czas się dla nich zatrzymał. Liczyła się tylko ta chwila. Jednak, ich chwilę pocałunku, przerwał znany im głos Laury, która mówiła:

~*NARESZCIE! XD*~

- Ekhm...

W tym momencie, Dawid |*Dejwid| i Andromeda od razu odwrócili się. Kiedy to zrobili, ujrzeli Grzegorza [Mendla] ~Och, no... -_-~ ~*[xDDD]*~ i Laurę. W pewnym momencie, Grzegorz rzekł:

- Nie mam nic przeciwko temu, żebyście czuli do siebie coś więcej, niż tylko przyjaźń, ale, do cholery nie okazujcie tego wszędzie, gdzie się da!

Po chwili zaś, on jak i Laura wrócili do kokpitu, gdyż stamtąd przyszli...

~

Kocham siebie. x"D~

~*xDDDD Kocham ten moment, mimo upływu lat. xDDD*~

 

Kiedy natomiast Dawid |*Dejwid| i Andromeda zostali sami, Andromeda spytała ściszonym głosem:

-, [PRZECINEK, WYPIERDALAJ STĄD!] Co on tak się nas uczepił?

- Pewnie sam nie zaznał miłości ~*Spoko, zrobię ci harem z moich OC.*~ ~To ja wolę być niekochany... ;___;~ ~*xDDD*~ i chce naszą zniszczyć. Ale my mu nie damy tej satysfakcji. – Odpowiedział Dawid. |*Dejwid|

Po chwili zaś, wrócili do tego, co zaczęli robić przed całowaniem się...

|( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|

~*Chociaż w święto zmarłych mógłbyś przestać spamić leniaczami.*~

|O chuj, to dziś? O.o|

~*Tak. A ja szukam pretekstu, abyś przestał spamić. xD*~

|-_-|

 

Tymczasem, gdy Grzegorz i Laura wrócili do kokpitu, ~*ZARAZ BĘDZIE! XD*~ przez jakiś czas siedzieli w ciszy. Jednak, w pewnym momencie, ON|IACZ| pomyślał:

„Eh...Ona [Laura] ~No chyba nie Andromeda. 😨~ jest taka piękna...Jest po prostu ideałem ~kwasu siarkowego.~ |JEZU XDDD| kobiety nieprzepuszczonym przez Photoshop...[A skąd wiesz?] A jej charakter jest po prostu zbliżony do mojego. ~Ooo... <3~ Na dodatek te jej piękne oczy...|~ZAMKNIJ SIĘ!~ Ej! Wara od mojej kwestii! ~:D~| Każdy może w nich zatonąć, mimo iż są one dość małe, co zresztą dodaje jej uroku...A to, że jest taka niska, sprawia, że jest jeszcze bardziej cudowna...Jej głos...Coś pięknego...Najlepszy dźwięk, który można usłyszeć na tym świecie, ...Kiedy się śmieje...Jest to ~widok zdechłego kota.~ |XDDD| najpiękniejszy widok na Ziemi...A kiedy ją przytulam...Czuję się, jakbym trzymał w objęciach cały swój świat, [Piękny ten przecinek.]  ...Kiedy płacze lub cierpi...Nie mogę na to patrzeć...Wtedy aż serce mnie się kraja, ... ~*Tymczasem w drugim tygodniu.*~ Kiedy śpi...Wygląda tak uroczo i niewinnie...Ja...Ja chyba ją kocham...Ona jest jedyna taka...Nie Wiem [Niemiecki?] jak jej to powiedzieć...W ogóle pierwszy raz tak o kimś myślę...W końcu muszę zebrać się na odwagę i jej to wyznać...Ona jest cudowna..."

~*A ona nie mogła przeczytać jego myśli. -_-*~

Po czym postanowił, że ten dzień będzie idealny, aby jej o tym powiedzieć. Lecz, zaczął on od niewinnego pytania:

|– Lubisz smyrgać koty po ich główkach?|

[XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD]

- Czy ktoś ci kiedyś mówił, że jesteś urocza?

- Nie...Wszyscy mi mówili, że jestem okropna...brzydka...Że nie należy mnie się miłość...przyjaźń, ...że powinnam się zabić, ...że, po co żyję, jak nikt mnie nie chce... - Odpowiedziała Laura ze łzami w oczach.

~Przynajmniej cię nie okłamywali, psujo kanonu.~

-, [PRZECINEK, WON!] Bo musisz wiedzieć, że jesteś urocza. I nie słuchaj się tych, co ci mówią inaczej, bo oni kłamią. – Odpowiedział Grzegorz.

- Oh, Grzegorz...Naprawdę? – Spytała Laura ze łzami w oczach.

- Tak...Ciebie bym nie okłamał. – Odpowiedział

- Oh... - Rzekła, po czym przytuliła się do niego. On natomiast ją objął. Parę sekund później, powiedział:

-, Bo ja ci muszę coś powiedzieć...Nie wiem jak ci to powiedzieć, gdyż mówię to pierwszy raz w swoim życiu, ale...ale...Ja cię kocham...Ty po prostu powodujesz, że moje życie staje się, choć trochę bardziej urozmaicone...Jesteś tym, czego można najbardziej pragnąć...~Nie, tak na serio to nie, bardziej pragnę zagłady świata.~ |Kocham twoją szczerość. xD| Wystarczy nawet twoja sama egzystencja, aby czuć się szczęśliwszym. Ten, kto cię ma, ma prawdziwy skarb ~ścieków~ ~*X"D*~ Wszechświata.

W tym momencie nastała cisza. Chwilę później, Laura rozpłakała się ze szczęścia, po czym spytała:

- Oh, Grzegorz...Naprawdę?

- Oczywiście...Jesteś jedyną osobą, której nigdy bym nie okłamał...- Rzekł

W tym momencie, dziewczyna mocniej się do niego przytuliła. Parę minut później, kiedy go puściła ich twarze zaczęły się do siebie przybliżać. ~*ZA CHWILĘ! XDDD*~ Po chwili zaś zaczęli się, pierwszy raz w ich życiu, całować. Czuli się podczas tego, jakby czas się zatrzymał. ~*JESZCZE MOMENT! XDDD*~ Nigdy wcześniej się nie całowali. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeli oni taki dźwięk, jakby drzwi do kokpitu automatycznie się otworzyły. Nie przejęli się tym jednak. Obchodziła ich w tym momencie tylko chwila. Sekundę później, usłyszeli głos Andromedy, która mówiła:

- Ups...Przepraszam bardzo...

A następnie dźwięk zamykających się drzwi od kokpitu. Jednak i tym się nie przejęli, gdyż liczyła się dla nich tylko ta chwila...

 

Tymczasem, gdy Andromeda wyszła z kokpitu i podeszła do Dawida, |*Dejwida| rzekła:

- Szczyt hipokryzji.

- A co? – Spytał Dawid. |*Dejwid|

- Oni to się tam całują, a jak my to robimy, to mają nam za złe. – Odpowiedziała dziewczyna.

~

KOCHAM SIEBIE! X"D~

- Eh, ...Co za ludzie...Pewnie niedługo będą chcieli zniszczyć naszą miłość. Najpewniej wykorzystają ten moment jak zachorujesz. Ja to wiem. Wtedy nie dadzą ci zostać w domu. Pozwolą dopiero jak prawie zemdlejesz. Jednak mi nie pozwolą się tobą zaopiekować. Później uznają w magiczny sposób, że nie opłaca się odstawiać nas na weekend do domu i każą nam harować siedem dni w tygodniu. ~*Macie spoiler tego, co stanie się potem. SUPER! -_-*~ |-__-| Nie możemy im jednak dać tej satysfakcji. – Odparł chłopak.

- Miejmy nadzieję, że wszystko się dla nas dobrze skończy. – Odparła

- Zapomniałaś? Przecież wisi nad nami wyrok śmierci. Gdy wykonamy wszystko, co chcą – zamordują nas. – Przypomniał

~Czy wspominałem, że kocham siebie?~

~*Dwa razy.*~

~Nie zaszkodzi powtórzyć trzeci raz. xD~

- Ach, no tak... - Rzekła

Po tej rozmowie, wrócili do swoich czynności, czyli do budowy maszyny...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

Po wylądowaniu w piątek po południu przed odpowiednim blokiem, gdy Dawid |*Dejwid| i Andromeda wyszli z pojazdu, dziewczyna rzekła ze łzami w oczach:

- To...To ja idę do siebie...

Po czym chciała odejść. Jednak, w tym momencie, poczuła, że ktoś chwycił ją za rękę i nie zamierzał puścić. Od razu odwróciła się ona. Gdy to zrobiła, ujrzała Dawida, |*Dejwida| który powiedział:

- Nie idź tam. Serce mnie się kraja, gdy patrzę, jak cierpisz, ...Choć ze mną. Ja się tobą zaopiekuję...

- Oh, Dawid |*Dejwid|...Naprawdę? – Spytała ze łzami szczęścia w oczach.

- Naprawdę...Ja cię kocham i nie mogę pozwolić, żebyś cierpiała... - Odpowiedział chłopak.

Po tych słowach, dziewczyna rzuciła mu się w ramiona. On natomiast ją objął. Jednak, po paru minutach, gdy emocje opadły, oboje ruszyli w kierunku domu Dawida |*Dejwida|...

~*Lol, to on w poprzednie weekendy wysyłał tę tępą pizdę do jej komórki? O.o*~

~Nie próbuj zrozumieć czegoś, co nie istnieje. W tym wypadku logiki.~

 

Od wieczoru natomiast, zaczął prześladować ich pech...

 

Gdy Andromeda wieczorem wyszła na spacer, na początku nic się nie działo. Kiedy jednak wracała do domu, w pewnym momencie poczuła, że ktoś ją czymś mocno uderza [Siema, zmiano czasu! Dawno cię nie było!] w głowę. Po chwili dziewczyna upadła nieprzytomna na ziemię...

~*NIENIENIENIENIENIENIE!!! ZARAZ BĘDĄ ZŁE OPISY! ;___;*~

|<Płacze>|

 

W tym samym momencie, w innym miejscu Dawid |*Dejwid| zaczynał niepokoić się o Andromedę. Miała szybko wrócić. Ubrał się, więc, po czym wyszedł z mieszkania i ruszył śladem dziewczyny. W pewnym momencie ujrzał nieprzytomną Andromedę leżącą na ziemi. Koło niej stało dwóch mężczyzn, którzy rzucali w nią kamieniami. ~Przyłączyłbym się do nich.~ Dawid, widząc to, od razu krzyknął:

- Zostawcie ją natychmiast!

Po chwili jednak poczuł, że ktoś od tyłu uderza go czymś bardzo mocno w głowę. Chłopak jęknął z bólu, po czym osunął się ogłuszony na ziemię...

 

Paręnaście minut później, gdy chłopak obudził się, ujrzał niebo. Czuł, że jest przez kogoś ciągnięty. Było mu słabo. Słyszał swoje słabe oddechy i wolne bicie serca. Czuł, że zaraz ponownie zemdleje. |<Płacze>| Po chwili jego głowa opadła bezwładnie na bok i chłopak ponownie zemdlał...

 

Trzy godziny później, ~*~Logiki tu nie ma.~ ;'-(*~ gdy Dawid |*Dejwid| obudził się, czuł się bardzo słabo. Słyszał swoje bardzo słabe oddechy i wolne bicie serca. Czuł, że zaraz może po raz trzeci zemdleć. Na dodatek było mu duszno. [Nie ;_;] Po chwili poczuł, że zaraz zwymiotuje. Nie miał jednak sił, aby wstać. ~*<Chowa głowę w ramieniu Grzegorza i cicho płacze nad swoją dawną mentalnością.>*~ Czuł, że zaczął go mocno boleć brzuch. Miał uczucie, że zaraz naprawdę zwymiotuje. ~Powiedziałbym, że idę się powiesić, ale dziś to nie na miejscu. ;-;~ Po chwili jego głowa bezwładnie opadła w bok. Po chwili zwymiotował on na podłogę. |<Rozpacza>| Powtórzyło się to jeszcze pięć razy, po czym chłopak nie miał już, czym wymiotować. Jednak, brzuch nadal go bardzo mocno bolał. Po chwili, z bólu zemdlał on... [Ufff...]

 

Tymczasem, godzinę później, gdy Andromeda obudziła się, czuła się słabo. Nie miała sił, aby wstać. Kilka minut później zaś, jej głowa opadła na bok. W tym momencie dziewczyna ujrzała, że jest w [zmianie czasu.] jakieś starej komórce. Chwilę później, na łóżku obok, ujrzała nieprzytomnego Dawida. |*Dejwida| Dziewczyna, mimo tego, że nie miała sił, podniosła się i podeszła do niego, po czym sprawdziła, czy żyje on. Na ~nie~szczęście żył. Podniosła, więc go, po czym wyszła z komórki i ruszyła do domu Dawida. |*Dejwida|

 

Paręnaście minut później, gdy dziewczyna tam doszła i weszła, poszła do pokoju Dawida, |*Dejwida| po czym położyła go na jego łóżku i zaczęła czekać, aż ten się obudzi...

 

Dwie godziny później, gdy Dawid |*Dejwid| obudził się, nadal czuł się bardzo słabo. Również było mu duszno i ciężko mu się oddychało, mimo iż widział on, że był u siebie. Minutę później, ~*STOPER!*~ ujrzał nad sobą Andromedę. Widząc ją, spytał:

-, Co...Co się stało?

[– Gówno się rozlało. – odpowiedziała kulturalnie (G)Andzia.]

W tym momencie dziewczyna opowiedziała mu o wszystkim, co pamiętała. Gdy skończyła, Dawid |*Dejwid| powiedział:

- Dziękuję...Dziękuję, że mnie...Że mnie tam nie zostawiłaś...

- Oj nie musisz dziękować. Nigdy bym cię tam nie zostawiła. - Rzekła

Od teraz, przez dwa dni zaczęła się ona nim opiekować. Jednak, Andromedę również zaczęło coś brać. ~Ebola może. Błagam, oby to była Ebola.~ Cały czas chodziła w bluzach, gdyż było jej zimno, nie miała apetytu i była blada. Dawid |*Dejwid| zaczął się o nią martwić. W końcu, w niedzielę po południu, zebrał się na siłach, aby pójść do dziewczyny i sprawdzić, co z nią było. Gdy zaś wszedł do pokoju Andromedy, aby sprawdzić, co z nią było i jej jeszcze raz za to wszystko podziękować, ujrzał Andromedę, która wyglądała tak, jakby zaraz miała stracić przytomność. Chłopak spytał ją:

- Skarbie, dobrze się czujesz?

~*Idealnie, jak pleśń w włączonej spalarce.*~

|Jebłem xD|

Jednak, dziewczyna nie odpowiedziała. Nie miała siły, aby odpowiedzieć. Po chwili zaś, zemdlała ona.

 

Dawid, |*Dejwid| widząc to, od razu do niej podbiegł. Kiedy przy niej był, starał się ją jakoś obudzić. Niestety, dziewczyna nadal była nieprzytomna. Chłopak podniósł, więc i położył na jej łóżku. Kiedy to zrobił, zaczął czekać, aż ona się obudzi. |~*ZAMKNIJ RYJ!*~ Ej! To moja kwestia! ~*XD*~|

 

Paręnaście minut później, gdy dziewczyna obudziła się, ujrzała nad sobą Dawida, |*Dejwida| który widząc, że Andromeda się obudziła, powiedział:

- Nareszcie się obudziłaś. W ogóle, dlaczego wtedy tak nagle zemdlałaś?

[– Bo dowiedziałam się, że "Half-Life 3" nigdy nie wyjdzieee! 😭– odpowiedziała Tępa Pizda.]

-, Bo...Bo źle się czułam...I nadal źle się czuję... - Odpowiedziała dziewczyna.

- Hmm...Może jesteś chora? W sumie ja też nie mam jeszcze sił, aby np. jutro tam iść. Więc co zrobimy? - Rzekł

- Zadzwonię do Grzegorza ~*Mendla*~ i mu o tym powiem. – Odpowiedziała Andromeda.

Po tym, Dawid |*Dejwid| położył się koło niej, a dziewczyna chwyciła telefon i zadzwoniła do Grzegorza ~*Mendla*~...

 

Tymczasem, ON|IACZ|, powoli zasypiał z nudów, w swojej bazie. Jednak, w pewnym momencie, usłyszał telefon. Od razu sprawdził, kto się do niego dobijał. Kiedy ujrzał, że była to Andromeda, mimo wszystko odebrał. Po zrobieniu tego, spytał:

~*– DALEEEJ, JEDZIEMY NA MAXA! HEJ! PO PROSTU DALEEEJ, JEDZIEMY NA MAXA! HEJ!*~

~BOŻE XDDDDDD~

-, Czego chcesz?

~Kanon?! Wróciłeś! ;'-)~

- Muszę ci powiedzieć, że ja i Dawid |*Dejwid| nie możemy jutro przyjść. Ja nie mogę wstać, gdyż jestem chora i słaba, a Dawid |*Dejwid| źle się czuje od paru dni.

- A co mnie to obchodzi? Przejąłbym się, gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach. Macie przyjść, jeśli chcecie jeszcze żyć. – Rzekł Grzegorz.

~Kanon! ;'-)~

Po tych słowach, Andromeda próbowała przekonać jeszcze Grzegorza |Mendla|, aby im darował, jednak ten był nieubłagalny...

~Kanonuś! ;"-)~

 

Po skończonej rozmowie, Dawid spytał:

~*– Jest impreza u Cygana, my musimy tam być! Będzie można do rana skrzyżować i wbić!*~

|XD Jebłem|

- I co powiedział?

~*– Bania u Cygana, bania u Cygana, bania u Cygana do rana! Bania aż do rana, hej, do rana, hej, do rana, bania u Cygana do rana!*~

~x"""D~

- Cytuję: „A co mnie to obchodzi? Przejąłbym się, gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach. Macie przyjść, jeśli chcecie jeszcze żyć.". Więc musimy tam przyjść. – Odpowiedziała

- Eh...Zastanawiam się, czy my przypadkiem nie trafiliśmy do Krainy Grzybów. ~*Onie. To na fazie TEGO pisałam to gafno. ;_;*~ ~Dlatego to opko jest pojebane! I wszystko jasne!~ Wiesz, „Dostać się do niej łatwo, ale z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.". – Odparł Dawid. |*Dejwid|

- Heh...Coś w tym jest. – Powiedziała Andromeda.

Po chwili zaś, Dawid |*Dejwid| rzekł:

- Wiesz, ja już nabieram pewności, że on na 101% nie jest człowiekiem. – Rzekł Dawid. |*Dejwid|

~Odwal się ode mnie! ;'-(~

-, Czemu tak ci ta pewność wzrosła? – Spytała Andromeda.

- Mam na to mnóstwo dowodów. [Oczy mi płoną. Zbyt profesjonalne to to jest na opko. W sensie słownictwo zbyt profesjonalne.] Po pierwsze, jego może zabić tylko dezintegrator. ~*Wtedy...Mogłam w to wierzyć.*~ Nie jest to normalne, bowiem człowieka może zabić nawet poderżnięcie gardła. Po drugie, popatrz na jego zachowanie. Nie wykazuje żadnych cech ludzkich. Nie śpi, ~*Skąd wiesz?*~ a nie jest zmęczony, nie ma potrzeb fizjologicznych, ~*Slavia nie patrzy?*~ |Chyba nie.| ~*Ufff...*~ może przeżyć nawet sto lat bez picia i jedzenia, nie dotykają go żadne dolegliwości, np. choroby. ~Kocham siebie, po prostu. <3~ Znaczy zdarzają mu się przejawy cech ludzkich, co poniekąd, tak jak to, że coś jest w stanie go uśmiercić, pokazuje, że nie jest idealny, ~*JEST! :<*~ lecz zdarza się to nawet raz na sześćset ~sześćdziesiąt sześć~ lat. Po trzecie COŚ lub KTOŚ go wskrzesza zawsze, gdy jest kolejna data końca świata. Normalnego człowieka nie da się wskrzesić. Po czwarte popatrz na niego. On w ogóle nie pokazuje swojej twarzy, tylko ukrywa ją pod kapturem. ~Jestem po prostu zbyt przystojny. Jeszcze moja zajebistość by was przedwcześnie zabiła.~ |Skromność to twoja cecha podstawowa. xD| ~Wiem xD~  To znaczy, że albo jego twarz to po prostu czaszka bez skóry czy mięśni, jak u szkieletu, 

~

~

~*

*~

jest bardzo oszpecona lub nienaturalna dla człowieka. Albo jest z antymaterii. [WAT xD] Po piąte – jego oczy. ~*Takie piękneee... <Rozmarzona>*~ ~;_;~ ~*Zrobię sobie takie! Tylko najpierw skończę liceum, studia medyczne i potem biotechnologię. <3*~ ~Boję się tej Fangirl. ;_;~ Normalny człowiek ma takie oczy jak ja czy ty, ma brwi, tęczówki, soczewki, rzęsy. On ma po prostu żółte oczy w kształcie rombu ~*Typowy przykład fałszywego wspomnienia. Ja to tak zapamiętałam, ale tak naprawdę Grzegorz w kapturze wygląda tak:

<Wczytałam stary rysunek, bo nowy znowu ma focha.>*~

~Czyż nie jestem cudny? <3~

~*JESTEŚ :**~

i tyle, a mimo to – widzi. Po szóste, jego nos. Wiem, że to szczegół, ale czy znasz człowieka, który ma nos na pół twarzy? ~Odwal się! ;'-(~ No właśnie. Po siódme. On zna WSZYSTKIE języki świata, gdyż, na ten przykład, jak raz poszedłem do kokpitu się ich o coś spytać, ujrzałem kątem oka, że czyta on, jak gdyby nigdy nic, książkę w języku suahili, a obok leżała książka również w jakimś rzadkim języku. Normalny człowiek w ciągu całego swojego życia nie pozna WSZYSTKICH języków świata. Zna się również na WSZYSTKICH dziedzinach życia, zna WSZYSTKIE dane na temat WSZYSTKICH ludzi, zna CAŁY Wszechświat, wie jak ten cały bajzel powstał i jak się skończy, zna CAŁY świat w 100%, zna charaktery, wady, zalety, wygląd itp. KAŻDEGO człowieka na świecie, zna CAŁĄ najnowszą i jeszcze nawet nieistniejącą technologię, co dla normalnego człowieka jest nie do pojęcia. ~*Ożeń się ze mną.*~ |Biedak xD| ~;_;~ Po ósme, on może przeżyć bez powietrza. Nie udusi się, ani po czasie, z powodu braku tlenu nie straci przytomności. Normalny człowiek bez powietrza zemdlałby, a po krótkim czasie także udusiłby się. Po dziewiąte, na CAŁYM świecie nie ma danych na jego temat. ~Tajne bazy danych NASA...~ ~*Morda, nie psuj. :<*~ ~:D~ Nie ma jego dokładnej daty urodzenia, ~*Sześćset sześćdziesiąty szósty rok.*~ informacji o rodzicach, itd. Żadne państwo o nim nie wie. Wiadomo, że coś ma zniszczyć świat, ale nikt nie wie, kto za tym stoi. ~To ja! :*~Jego dane są tylko w tajnych bazach danych NASA, ~*A, ok. Jednak wie.*~ jednak są to tylko jego rok urodzenia, imię, nazwisko, to od ilu lat próbuje unicestwić ludzkość, kiedy ostatni raz próbował i kogo do tego celu wynajął. Po dziesiąte. Jego wiek. W chwili obecnej ma on 1370 lat. ~^-^~ Normalny człowiek nawet 130 lat nie dożyje, a co dopiero 1370. Po jedenaste. Jego nazwisko. Ma on na nazwisko „Antychryst", co nie? ~Ładnie, czyż nie? ^-^~ A przecież ŻADEN normalny człowiek nie wpadłby na to, aby zmienić sobie nazwisko na właśnie takie lub nadać je własnemu dziecku. ~*Ja takie dam własnemu dziecku. xD*~ |*W szkole* Antychryst, do odpowiedzi! XD| Po za tym, Antychryst kojarzy się z Pismem Świętym, a dokładniej z Apokalipsą wg. Św. Jana. A on właśnie, chce zniszczyć świat. Coś musi w tym być. – Uargumentował chłopak.

~Lol, nie. To po prostu zbieżność. _-_~

- Mnie tam „Antychryst" kojarzy się z moją szkołą, gdyż tak nazywano w niej metalowców i satanistów, ale mniejsza. ~*Powiedziałabym coś, ale mózg mnie się zlagował.*~ Co do tych twoich argumentów, to jest to szczera prawda, jednak, nie żebym go jakoś broniła, ~*Szmata*~ ~;__;~  ale on w stosunku do Laury zachowuje się bardzo ludzko, gdyż zachowuje się tak, jakby czuł do niej coś więcej. Dba o nią, ciągle jak się pojawia, to ona jest koło niego, a poza tym słyszałeś jego słowa, które powiedział przez telefon. Rzekł, cytuję: „Przejąłbym się, gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach.". To coś znaczy. I w ogóle to jego twarz nie może być czaszką jak u szkieletu, gdyż przecież całował się z Laurą.– Powiedziała dziewczyna.

- No niby tak, jednak jeszcze jeden argument mam na to, że Grzegorz nie jest człowiekiem. Posiada on dwie nadprzyrodzone zdolności, których nie ma żaden normalny człowiek. Potrafi się, bowiem teleportować oraz teleportować innych do jakichś np. pomieszczeń, czy nawet, do, kurwa, teraz jestem całkowicie szczery, skomplikowanych figur geometrycznych umiejscowionych w jakieś przestrzeni, a także potrafi przesuwać ich boki, aby kogoś zgnieść. ~*Jeszcze tak jakby zatrzymuje rzeczywistość (nie umiem tego wytłumaczyć, to trzeba obejrzeć część 2 "Sąsiedzi - Apokalipsa" z tej paczki, co ją wam zalinkowałam w FanFiction "Sąsiedzi: 2012 [Kontynuacja]") i kontrolować pogodę ("Sąsiedzi - 2012, część 2."). A w czwartym rozdziale FanFiction dopierdalam mu jeszcze dwie moce. :3*~  – Odparł

- To, skoro według ciebie nie jest z gatunku ludzkiego, to, kto go urodził, skoro nie ludzka kobieta? Nie mógł on pojawić się z niczego. – Zapytała

~*Pojawił się z czystej zajebistości.*~

- Możliwe, że powstał z niczego albo urodziły lub stworzyły go istoty nadprzyrodzone i zesłały na Ziemię, aby ją zniszczył. – Odpowiedział

~Lol, fajna historia. Chcę taką.~

- Jest tylko mały problem. Istoty nadprzyrodzone nie istnieją. – Zauważyła

- Skąd wiesz? Widziałaś kiedyś taką? Właśnie. We Wszechświecie może być wiele interesujących rzeczy, o których zwykłemu śmiertelnikowi nie przyszło pomyśleć. – Odrzekł ~*Debil*~ |.| ~*No co? Nie wierzę w kosmitów.*~ |Lolix, ja w sumie też nie. xD|

- Mam jeszcze jedno pytanie. Gdzie on trafia po śmierci? – Spytała

~*Do alternatywnego świata, który też chce zniszczyć. xD*~

- Z tego, co kiedyś słyszałem, trafia do niebytu ~*Z lekcji filozofii: BYT JEST, CZY GO NIE MA? XD*~ |XDDD| ~*Autentyczne zdanie z drugiej lekcji w tym roku. xD*~ |BOŻE XDDD| lub próżni, jak wolisz, gdyż jest tam ciemno. Po znalezieniu się w tym miejscu, czeka na ponowne ożywienie. Co prawda, może się teleportować na Ziemię lub inne planety, aby oglądać je z perspektywy ducha, więc na pewno się tam nie nudzi. Jego zwłoki zostają w miejscu, gdzie go zabito, a duch trafia właśnie w to miejsce, o którym przed chwilą wspomniałem. – Odpowiedział

- Tak naprawdę nigdy nie dowiemy się, kim lub czym on jest i jaka była jego przeszłość. Jest jak początek wszystkiego. Nic o nim nie wiadomo, tylko powstają hipotezy. – Wyciągnęła wnioski Andromeda.

~To profesjonalne słownictwo w opku mnie zabija od środka. |_|~ 

|TA EMOTKA! XDDD|

~Cudna, czyż nie? xD~

- To prawda. Jest jedną z tych postaci i bytów materialnych, o których nie wiemy nic. – Zakończył rozmowę Dawid. |*Dejwid|

~*

Kocham swoje obecne wyobrażenie. <3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333*~

Po tej rozmowie, zaczęli oni dalej leżeć i czekać na poniedziałek...

 

Tymczasem, w bazie Grzegorza i Laury ON|IACZ| niezmiernie się nudził. Czasem chciał zasnąć i przespać resztę dnia, jednak nie mógł. ~*BO BYŁ IDEALNY! <3*~ ~Ratunku ;_;~ Po chwili zaś ujrzał on w drzwiach Laurę. Jednak była ona smutna. Na dodatek jej twarz była bledsza niż zwykle. Wyglądała tak słabiutko, że aż Grzegorz, pierwszy raz w swoim życiu, czuł, że krajało mu się serce, gdy ją widział. Chwilę później, spytał on spokojnym głosem:

~*Co w wypadku jego głosu musiało być niezmiernie trudne.*~

~True :-(~

- Lauro, ...Co ci się stało, skarbie?

- Źle się czuję...Słabo mi...Brzuch mnie boli...~*Nadkropkozę mam...*~ W głowie mnie się kręci...Mdli mnie...Zimno mi...Wszystko mnie boli... - Odpowiedziała słabym głosem dziewczyna.

- Biedactwo...Ja ci nie umiem pomóc...[O, siema niespójności. Dawno was nie było.] Na razie spróbuj się położyć. Może ci przejdzie. – Rzekł

Po tych słowach, dziewczyna zrobiła, to, co poradził jej Grzegorz. Kiedy zaś wyszła ona z pokoju, ten pomyślał:

„Tak mi jej żal...Miejmy nadzieję, że to nic poważnego..."

Jednak, zaczął on dalej oczekiwać na następny dzień. W międzyczasie ~*Czas jest jeden. Międzyczas jest tylko w sporcie.*~ zastanawiał się, co mogło stać się jego ukochanej...

 

Wieczorem zaś, postanowił pójść sprawdzić, co było z jego ukochaną. Kiedy wszedł do pokoju, usłyszał, że płakała ona. Żal mu się jej zrobiło. Od razu podszedł do niej i spytał:

|– Kupić ci ziemniaki?|

~*X"D*~

- Skarbie, co ci się dzieje? Dlaczego płaczesz? – Spytał

- Tak mnie wszystko boli...Tak mi zimno...Tak bardzo źle się czuję... Chyba będę chora... - Odpowiedziała z płaczem.

- Biedactwo...Jutro na ten tydzień zostań w domu. Jesteś zbyt słaba, a ja nie darowałbym sobie, gdyby przeze mnie coś ci się stało. – Odparł

~*Ooo...<3*~

W tym momencie ona słabo się do niego uśmiechnęła. W tym momencie, Grzegorz, pierwszy raz w swoim życiu poczuł, że zrobiło mu się cieplej na sercu. Po chwili, drugi raz w swoim życiu, pocałował Laurę, po czym okrył ją kołdrą i wyszedł z pokoju...

 

TYDZIEŃ II:

W tym tygodniu Dawid |*Dejwid| i Andromeda zaczęli się przekonywać, że Grzegorz ich nienawidzi... ~*KANON! <3*~

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

W poniedziałek rano zaś, kiedy Grzegorz zamierzał wyjść, aby udać się po Dawida |*Dejwida| i Andromedę, zajrzał jeszcze do Laury. Po wejściu do jej pokoju ujrzał, że nie spała już ona. Widząc to, powiedział on do niej:

[– Lubisz kręcić mleko?]

~Co. xDDDD~

[XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD]

- Wychodzę, skarbie.

- Proszę...Nie zostawiaj mnie... - Odparła Laura.

- Wybacz mi...Niestety muszę...- Rzekł

|Zajebiste priorytety. xD|

~Wiem xD~

Po tych słowach, podszedł do niej, pocałował ją i wyszedł...

 

Kiedy zaś po parudziesięciu minutach zabrał Dawida |*Dejwida| i Andromedę spod bloku i powrócił do Wszechświata, siedząc sam w kokpicie, czuł taką dziwną pustkę. Pierwszy raz w życiu czuł się taki samotny... ~*Masz mnie! :**~ ~To ja chyba wolę samotność... ;_;~ ~*😭*~ ~No już, nie płacz. <Przytula>~ ~*😄*~ Jednak, chwilę później, usłyszał on otwierające się drzwi od kokpitu. Od razu odwrócił się. Kiedy to zrobił, ujrzał Andromedę. Widząc ją, spytał:

-, Czego znów chcesz?

- Błagam...Pozwól mi wrócić do domu do czasu, gdy wyzdrowieję...Źle się czuję... - Odpowiedziała Andromeda.

- A weź spierdalaj. Masz tu być do momentu, w którym zrobicie wszystko, co J A będę chciał. - Odparł

~Kanon! Kanon wrócił! <3~

~*Mówiłam, że tak będzie. :>*~

Po tych słowach, Andromeda próbowała go jeszcze trochę przekonać, aby jej darował, ale on był nieubłagalny. ~Kocham siebie.~ Po powrocie do Dawida |*Dejwida|, ten spytał:

- I co?

- Nie pozwolił... - Odpowiedziała słabym głosem Andromeda.

- A to cham pieprzony. Ja...- Zaczął, jednak nie dokończył, gdyż usłyszał z kokpitu głos Grzegorza, który mówił:

- SŁYSZAŁEM!!!

~*ZAJEB ICH! Jak można tak obrażać ideał!*~

~A było tak miło, gdy o mnie nie pamiętała...~

|Ona już tak ma. Trzeba to przeżyć.|

- Nawet pogadać nie można. Ja wiem, że gdy on ci w końcu pozwoli zostać w domu, mnie po jakimś czasie na weekendy będzie tu więził, abym nie mógł ci pomagać... - Powiedział ściszonym głosem Dawid. |*Dejwid|

~*Cieszycie się z zaspoilerowanego rozdziału?*~

-, |A KYSZ, PRZECINEK!| W co myśmy się wpakowali... - Odparła Andromeda.

Jednak, po tej rozmowie, zaczęli kontynuować budowę maszyny. Od teraz, Andromeda ciągle próbowała przekonać Grzegorza [Mendla], aby pozwolił jej wrócić na czas choroby do domu. Aż w końcu...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

W piątek popołudniu, gdy Andromeda z wycieńczenia prawie zemdlała, Grzegorz w końcu pozwolił jej zostać na następny tydzień w domu. |Ach, jakiż ty łaskawy. xD| ~No co? Podłogę by mi sobą ujebała. xD~

|


TE PRIORYTETY! XDDD|

~WIEM XX""DD~

Po wylądowaniu przed odpowiednim blokiem, Dawid |*Dejwid| podniósł osłabioną Andromedę i wyniósł ją z pojazdu, a następnie zaniósł do domu. Po znalezieniu się tam, przeniósł ją do jej pokoju i położył na jej łóżku. Od teraz opiekował się swą ukochaną. ~*Debil*~ Przynosił jej wszystko, czego potrzebowała, mierzył jej temperaturę oraz był przy niej. |Idiota| Oprócz tego, poszli do lekarza, który przepisał Andromedzie odpowiednie leki. [Kretyn] Po lekarzu, Dawid |*Dejwid| zaprowadził dziewczynę do domu i sam poszedł do apteki. ~Pojeb~ Po powrocie, zaczął jej podawać leki zgodnie z zaleceniami... ~*Debil*~

 

Tymczasem, gdy Grzegorz wrócił do bazy, od razu udał się do pokoju Laury.

- I co, najdroższa? Lepiej się czujesz? – Spytał, wchodząc do jej pokoju.

[– Lubisz ziemniaki? – odpowiedziała]

~*xD*~

- Nie...Jeszcze gorzej... - Odpowiedziała, zwijając się z bólu.

W tym momencie on nie wytrzymał. Wyjął telefon, po czym zadzwonił po lekarza. Kiedy zaś to zrobił, dziewczyna spytała:

-, Po co to zrobiłeś?

~– Bo jakbyś zdechła, to nie miałby kto mi bazy pucować na błysk i bym musiał sam zapierdalać. – odpowiedziałem~

|Kocham twoje priorytety. xD|

~Oj wieeem. xD~

- Ja chcę dla ciebie jak najlepiej, skarbie. Nie mogę patrzeć, jak cierpisz. – Odpowiedział

W tym momencie nastała cisza...

 

Po parunastu minutach, gdy przyjechał lekarz i zbadał dziewczynę oraz przepisał jej leki, Grzegorz od razu poszedł po nie do apteki. ~*Fajne rymy.*~ Po powrocie, zgodnie z tym, co powiedział lekarz, podawał swojej ukochanej odpowiednie leki. Było tak w sobotę i niedzielę. Aż w końcu...

 

~*"HALF-LIFE"*~ TYDZIEŃ III:

|Za dużo wymagasz od życia.|

~*Wiem, niestety. :<*~

W tym tygodniu, Dawid |*Dejwid| już zaczynał rozumieć, że Grzegorz jest przeciwko niemu i Andromedzie. ~Kocham Cię, Kanon. Wyjdziesz za mnie?~

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

W poniedziałek rano, Grzegorz powiedział do Laury, jeszcze przed jego wyjściem:

- Dobrze skarbie. Przez ten tydzień, dla twojego dobra zostań jeszcze w domu. Dwa razy dziennie, tj. rano i ~rano~ wieczorem, bierz te leki, które ci w weekend podawałem. Nie wychodź także z bazy, bo możesz się gorzej rozchorować. Do sklepu nie musisz iść, bo załatwiłem ci jedzenie i picie na cały tydzień.

~Bo jestem fajny.~

~*Wiadomix*~

- Dziękuję ci... - Powiedziała Laura.

- Oj, nie musisz dziękować. Ja cię po prostu kocham i nie chcę, aby coś gorszego ci się stało. – Odparł

W tym momencie dziewczyna słabo się do niego uśmiechnęła. Grzegorzowi, widząc to, aż milej się zrobiło. Chwilę później, podszedł on do niej, pocałował ją i wyszedł z pokoju i z bazy...

 

Po znalezieniu się w statku kosmicznym, gdy leciał po Dawida, |*Dejwida| w pewnym momencie szyderczo się zaśmiał. Chwilę później, pomyślał:

, „Ale mam zajebisty pomysł. Teraz Dawida, |*Dejwida| a później i Andromedę będę na weekend przetrzymywał w statku kosmicznym. No, co? Za dużo uranu się marnuje na latanie w dwa miejsca naraz."

|Chyba znalazłem idola.|

~^-^~

Gdy zaś zabrał już Dawida |*Dejwida| i wrócił do Wszechświata, w pewnym momencie krzyknął do niego:

- DAWID! |*Dejwid| Chodź tu na chwilę!

Chwilę później, gdy ten już przyszedł, Grzegorz rzekł:

- Mam taką sprawę. Postanowiłem, że teraz ty, a później i Andromeda nie będziecie wracali na weekend do domu. Jako iż ja muszę wracać do bazy, choćby w tym tygodniu, bo jak widzisz jestem tu sam, będę najpierw ciebie, a później i Andromedę przetrzymywać w statku kosmicznym. A tylko czegoś dotkniecie – zginiecie marnie.

~*:* Przysługujesz się całej ludzkości. <3*~

~^-^~

-, CO?! ALE DLACZEGO?! Zwykle nie miałeś problemów, że wracaliśmy na weekend do domu! – Krzyknął Dawid. |*Dejwid|

- Za dużo uranu się marnuje, aby latać w dwa miejsca na raz. – Odpowiedział Grzegorz.

~*Przynajmniej znasz najlepsze sposoby na wytwarzanie energii elektrycznej. ^-^*~

- URANU?! – Krzyknął Dawid. |*Dejwid|

- Tak, uranu. A myślisz, że za tymi ścianami to, co jest? Materiał budulcowy ściany? Serio? Są tam generatory prądu i zdalnie sterowane reaktory. Albo myślisz, że dlaczego z silników wydobywa się niebiesko biały ogień? Właśnie. To wszystko zasługa uranu i plutonu – 235. – Odpowiedział Grzegorz.

Po tej rozmowie, Dawid |*Dejwid Koperfilc| ~*XDDD*~ wrócił do głównego pomieszczenia statku kosmicznego i zaczął kontynuować maszynę...

 

Tymczasem, Andromeda zaczęła czuć się coraz lepiej. Z każdym dniem było jej coraz lepiej. Aż w końcu, w czwartek, zadzwoniła do Grzegorza |Mendla|, aby po nią przyleciał, gdyż już czuła się dobrze, po czym udała się pod odpowiedni blok. Paręnaście minut później, gdy znalazła się już w statku kosmicznym, rzuciła się w ramiona Dawidowi. |*Dejwidowi| Po parunastu minutach, gdy go puściła, ujrzała, że chłopak był smutny. Od razu spytała go:

[– Lubisz kręcić wodę?]

~CO. XDDD~

[XD]

- Ej, ...Co się stało? Nie mów mi, że teraz ty będziesz chory.

- Nie, nie o to chodzi...Po prostu Grzegorz na weekend zamierza nas przetrzymywać w statku kosmicznym koło swojej bazy, gdyż jak mówi, „Za dużo uranu się marnuje, aby latać w dwa miejsca na raz.". Ale ja i tak wiem, że chodzi o wykończenie nas. – Odpowiedział Dawid. |*Dejwid|

~Ten to ma opóźniony zapłon.~

- Eh, ...Ale co my będziemy jedli i pili? Teraz to, co jakiś czas coś nam dają, a tak? – Spytała Andromeda.

- Właśnie pewnie o to chodzi, że nic. On na 100 % chce, abyśmy się wycieńczyli i cierpieli z głodu, pragnienia i bólu te dwa dni. – Odparł Dawid. |*Dejwid|

~:3 Uwielbiam siebie.~

Po tej rozmowie nastała cisza. Zaczęli oni, więc ze strachem czekać, na popołudnie następnego dnia...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

Kiedy Grzegorz doleciał do bazy, zamknął na klucz statek kosmiczny, z obecnymi tam Dawidem |*Dejwidem| i Andromedą, po czym wszedł do środka bazy. Po znalezieniu się tam, poszedł do Laury. Kiedy był w jej pokoju, spytał:

- I jak się czujesz?

- Już lepiej, ...Ale jeszcze nie mam siły, aby wstawać. – Odpowiedziała

- Tym lepiej, że już tak nie cierpisz. – Odparł Grzegorz.

Po tej rozmowie, posiedział on przy niej jeszcze trochę, po czym poszedł do pokoju i zajął się swoimi codziennymi sprawami... |~*NIE! Bo naślę na ciebie LeckerSweet, aby nawijała ci do znudzenia o tej jej kreskówce "Kod Lyoko".*~ ;_;|

 

Jednak, w niedzielę, postanowił pójść zobaczyć, jak tego dnia czuła się Laura. Jednak, zanim doszedł do pokoju, ujrzał Laurę, która rzuciła mu się w ramiona. Widząc to, rzekł:

- O, już zdrowa. To dobrze...

- Tak...Tak ci dziękuję...Jesteś taki dobry dla mnie...W dzieciństwie uratowałeś mnie przed śmiercią z zimna, a teraz przed śmiercią z cierpienia... - Powiedziała Laura.

- Oj, nie musisz dziękować. – Odparł

- Nie wiem, jak mogę ci się odwdzięczyć... - Rzekła

- Już to robisz. Pomagając mi odwdzięczasz się za wszystko, co dobrego dla ciebie zrobiłem. – Odrzekł

~. <- Kropka komentarza.~

Po tej rozmowie, parę minut później, Laura puściła go, po czym zajęła się swoimi sprawami. On natomiast, pierwszy raz od dwudziestu pięciu lat, czuł się wycieńczony pracą. Czuł, że musiał usnąć, gdyż ledwo trzymał się na nogach. Poszedł, więc do głównego pomieszczenia i usiadł na sofie, która tam była. Chwilę później, poczuł, że jego oczy zaczęły się zamykać. Parę minut później, pierwszy raz od dwudziestu pięciu lat – zasnął... [Ty to masz wytrzymałość w tym FF.] ~Bo jestem zajebisty. :3~

 

Tymczasem, Dawid |*Dejwid| i Andromeda, którzy byli o głodzie i pragnieniu przetrzymywani w statku kosmicznym, cierpieli z głodu, pragnienia i bólu...

 

Dawid |*Dejwid| był cały blady. ~*Onie*~ Oprócz tego, widać i słychać było, że z każdą chwilą było mu coraz bardziej duszno, |;_;| gdyż szybko i głęboko oddychał oraz cały się pocił. [<Płacze>] Oprócz tego, po trzech dniach głodówki, mocno bolał go brzuch, przez co z bólu stękał. ~Help ;_;~

 

Andromeda natomiast głośno i szybko oddychała. ~*;___;*~ Z pragnienia była bardzo słaba i nie mogła wstać. |<Rozpacza>| Jej głowa bezwładnie leżała na kolanach Dawida. |*Dejwida| Oprócz tego, także mocno bolał ją brzuch z tego głodu...

 

Nie wiedzieli, czy dożyją następnego dnia. Aż w końcu...

 

TYDZIEŃ IV

W tym tygodniu od wtorku Laura i Grzegorz kłócą się o byle błahostkę, przez co cierpi Laura oraz dziewczyna poznaje prawdę o Grzegorzu.

~*

MUSIAŁAM ;D*~

~Wiem, wiem, jestem zajebisty. :3~

~*I skromny. xD*~

~To przede wszystkim. xD~

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK.

Następnego dnia, gdy obudził się ON|IACZ|, ujrzał, że miał spuszczoną głowę. Gdy zaś ją uniósł, pierwszy raz od sześciuset ~sześćdziesięciu sześciu~ lat, poczuł, że bolała go głowa i to mocno. Mimo wszystko, wstał z sofy i ruszył na

Przedpokój. ~*Specjalnie sprawdziłam dla was Worda. Ta dziwna spacja i wielka litera serio tu są.*~ [Esu ;_;] Kiedy zaś tam się znalazł, w pewnym momencie ujrzała go Laura. Widząc jego stan, spytała normalnym tonem:

- Grzegorz? Coś ci się stało?

- Błagam cię, nie krzycz...Tak mnie dziś głowa boli... - Odpowiedział

- To może zostaniesz dziś w bazie, skoro nie najlepiej się czujesz? – Rzekła ściszonym głosem dziewczyna.

- Muszę tam lecieć, choćby, dlatego, że tylko ja umiem prowadzić ten statek kosmiczny... ~Wiem, jestem idealny. <3~ Nie chcę, abyś przy próbie startu się zabiła...Ten, kto próbował startować tym statkiem kosmicznym, nie przeżył więcej niż pięciu sekund... - Powiedział

~*WIEM! WIEM! WIEM! Każ sterować tym pojazdem Andromedzie! Błagam!*~

~Good Idea, ale raczej w łopku to się nie stanie.~

Kiedy zaś udali się do statku kosmicznego, Laura ujrzała, że Grzegorz otwierał go kluczami, co znaczyło, że był zamknięty, mimo iż ON|IACZ| nigdy nie zamykał pojazdu na klucz. Widząc to, spytała ściszonym głosem:

-, Dlaczego tak nagle zamknąłeś ten pojazd na klucz?

- Później ci opowiem... - Odpowiedział Grzegorz.

Po tej rozmowie, weszli oni do kokpitu, po czym, ku zdziwieniu Laury od razu ruszyli do Wszechświata, a nie po Dawida |*Dejwida| i Andromedę. Po znalezieniu się we Wszechświecie, jak co poniedziałek rano, poszła ona sprawdzić, czy Dawid |*Dejwid| i Andromeda byli w pojeździe. Okazało się, że tak, jednak byli w takim stanie, jak po trzech dniach niejedzenia i niepicia. ~*Lolix, jakim cudem oni przeżyli? Powinni paść.*~ |Mary Sue i Gary Stu...| ~*A, no tak. ;-;*~ Widząc to, ucieszyła się ona, gdyż mogło to znaczyć, że zdechną. ~Lofciam ją. <3~ Lecz, chcąc nie chcąc musiała ona dać im jeść i pić. ~:-(~ Po zrobieniu tego, wróciła do kokpitu, po czym usiadła na swoim siedzeniu...

 

Jednak, w pewnym momencie, dziewczyna, widząc, że on rzeczywiście nie najlepiej się czuł, rzekła:

- Może po prostu spróbujesz się przespać?

- Może to i dobry pomysł...Spróbuję... - Odparł

Po tej rozmowie, spróbował zasnąć. Po paru minutach, poczuł, że jego oczy zaczęły się zamykać. Kilka chwil później, jego głowa opadła w dół, po czym usnął on|IACZ|...

Godzinę później, kiedy Grzegorz się obudził, czuł się lepiej. Nie bolała już go głowa, dzięki czemu już nie cierpiał. W pewnym momencie zaś, usłyszał głos Laury, która pytała:

- O, już się obudziłeś. I jak się czujesz?

- Już lepiej. – Odpowiedział Grzegorz.

- To w sumie dobrze. – Odparła dziewczyna.

[A ta zajebista rozmowa została wam przedstawiona przez Grzegorza i Laurę.]

Po tych słowach, nastała cisza. Przez godzinę panował spokój. Jednak, po godzinie stało się coś, co zaważyło o dalszym ciągu tego tygodnia...

 

Otóż, po tej godzinie Grzegorz i Laura zaczęli sprzeczać się o jakąś błahostkę, związaną z szykowaną apokalipsą. ~<3~ Sprzeczka ta przerodziła się w kłótnię. ~<33~ Po kłótni, Laura nie wytrzymała i wybiegła do łazienki. Po znalezieniu się tam, aby rozładować emocje, wyjęła żyletkę, którą nosiła przy sobie na wszelki wypadek i zaczęła się ciąć. ~<333~ |Boję się ciebie. ;_;| ~^-^~ Po parunastu minutach, gdy skończyła, zabandażowała sobie pocięte ręce i schowała je pod bluzą, po czym wróciła do kokpitu...

 

Jednak, teraz cały tydzień wyglądał właśnie tak. Laura najczęściej cięła się w nocy, pod pretekstem wyjścia do toalety, gdyż wtedy nikt nic nie podejrzewał...

 

A noc w statku kosmicznym Grzegorza i Laury wyglądała zawsze tak samo....

 

W pojeździe panował mrok. [Zdziwiłabym się, gdyby napierdalało światłem.] Byli oni, bowiem we Wszechświecie, a Grzegorz zawsze na noc wyłączał generatory prądu, gdyż był bardzo przewrażliwiony na punkcie Laury od dwóch minionych wypadków i nie chciał, aby np. gdyby szła ona do toalety, jakiś generator ją poraził prądem i zabił. ~Podświadomie pewnie tego pragnąłem.~ Panowała tam również idealna cisza. Dawid |*Dejwid| spał na siedząco, pod ścianą, niedaleko niedokończonej maszyny. Zwykle miał opuszczoną głowę, która leżała na jego klatce piersiowej i wolno oddychał. [Bez tej informacji nasze życie nie byłoby kompletne.] Obok niego spała na leżąco ~Szkoda, że nie na stojąco.~ Andromeda. Zawsze najmocniej jak mogła przytulała się do chłopaka, gdyż czuła się dzięki temu bezpieczniej. W kokpicie natomiast, Laura spała zawsze z głową położoną na kolanach Grzegorza. ~Ooo... <3~ Sam Grzegorz natomiast, zwykle był jedyną nieśpiącą osobą na pokładzie, gdyż mógł wytrzymać nawet 100 lat bez snu i nie umrzeć z wycieńczenia. Jednak, czasem ciszę przerywały kroki najczęściej Laury i Andromedy, gdy któraś z nich szła do toalety. Lecz tak, była po prostu idealna cisza. Nie było słychać nawet silników, gdyż Grzegorz, jako iż chciał mieć w nocy idealną ciszę na rozmyślania, wyłączał pełną moc silników i ustawiał na mniejszą, która tak nie hałasowała, jak to mówił.

~"Czy jak włożę łeb Patryka do turbosprężarki to umrze?" – myślałem co noc.~

|Jebłem xD|

Jednak, te noce dla Laury były inne. Po każdorazowej kłótni wymykała się ona do łazienki i cięła się...

 

Aż w końcu...

|DUN DUN DUUUN~kierka~ E! To moja kwestia! ~xD~|

 

PIĄTEK – NIEDZIELA.

Po powrocie do bazy i zamknięciu Dawida |*Dejwida| i Andromedy w statku kosmicznym, po wejściu do bazy, Grzegorz i Laura, znów zaczęli się kłócić o jakąś błahostkę. W tym momencie, Laura wybiegła z płaczem do swojego pokoju. Grzegorz natomiast, ciągle jeszcze wściekły, poszedł do łazienki i się tam zamknął. |( ͡° ͜ʖ ͡°)| Po znalezieniu się tam, poczuł, że zrobiło mu się słabo. Było mu gorąco, a kilka chwil później, było mu także duszno. ~Mówiłem, że jestem człowiekiem, a wy mi nie wierzyliście! :<~ Chwilę później, pomyślał on:

„Ostatnio coś za nerwowy jestem...Muszę się opanować...Eh...Znów mi jest słabo, gorąco i duszno...Chyba ponownie mi naprawdę bardzo wysoko ciśnienie skoczyło..."

~*Sto trzydzieści dziewięć uT.*~

~Tak się nie mierzy ciśnienia...~

~*Wiem, jaja sobie robię. xD*~

Jednak, w pewnym momencie, jako iż był w łazience sam, postanowił po raz drugi w życiu zdjąć swój płaszcz, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| i ponownie zobaczyć sam siebie w lustrze. Chwilę później, gdy już to zrobił, stanął przed lustrem...

 

W tym momencie, pierwszy raz dało się zobaczyć jego twarz oraz jego samego. Twarz Grzegorza była cała szara. Oczy miał żółte, jednak były one w całości tego koloru. ~*Co ty nie powiesz, narratorze.*~ Nie było tam białek itp. Nos miał normalny, a nie jak mogłoby się wydawać, widząc go w płaszczu, na pół twarzy. Usta miał koloru szarego. Wydawałoby się, że były one pomalowane, jednak tak nie było. To był ich naturalny kolor. Jego włosy były czarne, jednak były normalne, [Przecinek, spieprzaj!] Głowę miał zwykłą, a nie spiczastą, jak mogłoby się wydawać. Jednak, dłonie miał ciemnofioletowe, z długimi palcami. Na sobie miał czarny strój, z którego wydobywał się czarny gaz, od którego mogłyby się podusić wszystkie żywe istoty, oprócz Grzegorza.

~Po pierwsze: Lol, jaki ja brzydki. Po drugie, to na chuj nosiłem ten płaszcz, jak mógłbym zajebać wszystkich gazem?~

~*Logika, której nie ma.*~

 

Chwilę później, pomyślał on:

„A może pokazałbym się jej i powiedział jej prawdę o sobie? Eh...Nie mogę, ...Ale...Może..."

„NIE! Nie możesz tego nikomu powiedzieć!" – Usłyszał w głowie znajomy głos.

~*O!!! Jak w "The Last Days of Earth"! <3*~

„Ojcze...Miałeś już nie kontrolować moich myśli, dopóki nie skończę z Ziemią...Obiecałeś!" – Pomyślał Grzegorz.

„Wiem, wiem, ...Ale czasem muszę." – Usłyszał w głowie odpowiedź.

~"Ty chuju!" – pomyślałem~

~*Dobry syn. xD*~

~Wiem xD~

„Eh...No, ale pozwól mi, chociaż Laurze...Ona nigdy tego nikomu nie zdradzi. Przecież znam ją ponad dwadzieścia lat i wiem, że mogę jej zaufać." – Pomyślał

, „Kim jest Laura?" – Usłyszał w głowie pytanie.

„Ohm...Nawet nie wiem jak to nazwać. Znalazłem ją w 2013 roku ~Co do chuja. Przecież w 2012, według zepsutego kanonu...~ ~*L.O.G.I.K.A - Loudowa Orgia Gówna I Krzemu Amerykańskiego.*~ [Pierdolnęłam xD] na Antarktydzie i przygarnąłem ją. Od teraz jest ona u mnie i mi pomaga. Ale jak widać gówno z tego wszystkiego wychodzi." - Odpowiedział

, „Ale jesteś pewien, że ona nic nikomu nie powie? Nikt przecież się o nas nie może dowiedzieć." – Usłyszał ponownie pytanie.

„Tak, na pewno. Jak jej się coś powie, to ona zawsze to zrobi." – Odpowiedział

„No...Dobrze, możesz jej powiedzieć. ALE PAMIĘTAJ! Przestrzeż ją przed tym, aby nikomu innemu o tym nie powiedziała!" – Usłyszał odpowiedź.

„Dzięki. Ale...Chwila! Czy ona nie udusi się od tego gazu, który się ze mnie wydobywa? Nie chcę, aby coś jej się stało!" – Rzekł

~*A ja chcę i tyle powinno wystarczyć.*~

„Czekaj, zaraz to załatwię." – Usłyszał odpowiedź.

Po tym, głos na chwilę uciszył się. Jednak, chwilę później, Grzegorz ponownie usłyszał ten sam głos w głowie:

„Zrobione. Już się nie udusi."

„Mam nadzieję, że nie chciałeś mi przez to powiedzieć, że JĄ ZABIŁEŚ?!" – Pomyślał, ze strachem.

„Nieee....Nie zabiłem jej. Jesteś po prostu przewrażliwiony na jej punkcie. W ogóle ostatnio jesteś za bardzo ludzki, że tak powiem." – Odpowiedział głos.

„Wiem...Coś się ze mną dzieje...Tylko nie wiem, co." – Powiedział Grzegorz.

[Nadkropkoza Attack Super Effective]

„Minie ci to, kiedyś. Niektórzy z nas, po znalezieniu się na innej, obcej planecie, czasem są tacy bardziej jak mieszkańcy tej planety, niż jak my, ale to mija z czasem." – Odpowiedział głos.

Po tych słowach rozmowa zakończyła się. W tym momencie, Grzegorz wyszedł z łazienki i wyłączył światło. Gdy to zrobił, poszedł do pokoju Laury, |PRZECINEK, KURWA!| Im był bliżej, tym bardziej słyszał jej płacz. Słysząc to, żal mu się jej robiło. Kiedy zaś doszedł do pokoju, usiadł koło dziewczyny i przytulił ją do siebie. Laura, czując to, wiedziała, że był to Grzegorz, jednak odwróciła się. Kiedy to zrobiła, po ujrzeniu jego prawdziwej postaci, przeraziła się. Widać to było, po jej oczach, które się trochę powiększyły. Chwilę później, spytała ze strachem w głosie:

- K-Kim t-ty jesteś? I c-co tu robisz? J-Jak się tu z-znalazłeś?

~Tepłem się~

- Lauro...To ja. Grzegorz. – Odpowiedział

- GRZEGORZ?! To ty tak wyglądasz bez swojego płaszcza?! – Krzyknęła

- Tak, skarbie. To ja w całej okazałości. – Odpowiedział

- A-Ale ty nawet nie wyglądasz jak człowiek! No może trochę, ale w większej części nie! Kim ty jesteś?! – Spytała

-, Bo ja...Nie jestem człowiekiem. Wyglądam jak człowiek, ale nim nie jestem. Możesz mi wierzyć lub nie, ale jestem istotą nadprzyrodzoną. – Odpowiedział

~Lol, ale fajnie! Ja tak chcę!~

- C-Co? J-Jak to? Jakim cudem?! Przecież istoty nadprzyrodzone nie istnieją! – Powiedziała zmieszana.

- Istnieją. Właśnie znasz jedną. W ogóle, muszę ci powiedzieć coś o sobie. Tak naprawdę nie nazywam się Grzegorz Antychryst. Dano mi takie imię i nazwisko przed wyruszeniem na Ziemię. Nazwisko „Antychryst" dano mi po tym, jak ojciec szukał wyjebistego nazwiska, ale nie mógł znaleźć, a chciał, aby było z jakieś religii. ~*Zajebiste usprawiedliwienie, no nie ma chuja we wsi.*~ No i, wreszcie, zrezygnowany, podczas przeszukiwania Pisma Świętego, trafił na ostatnią księgę i na Antychrysta. I to wybrał. Naprawdę nazywam się Xyasch Xygamish.~O LOLIX, ja to imię i nazwisko chcę! ^-^~  Ale nazywaj mnie, jak nazywałaś. Na Ziemi jestem tylko po to, aby ją zniszczyć. Rasa, z której pochodzę, pała nienawiścią do Ziemi z jakiegoś-tam-powodu. Jednak, aby ją zniszczyć, czekali na odpowiednią osobę. I najprawdopodobniej byłem nią ja, bo mnie tu wysłali. ~*O NIEEE...ROBIŁAM Z MOJEGO HUSBANDO GARY'EGO STU! :<*~ Niby jestem wyjebiście idealny, ale jednak nie. Bo nikt nie przewidział, że nie jestem do końca nieśmiertelny oraz idealnie idealny. Ale da mnie się wskrzesić, więc to idzie na plus. Oprócz tego posiadam wiedzę absolutną. Wiem WSZYSTKO. Znam WSZYSTKIE języki świata, znam się również na WSZYSTKICH dziedzinach życia, ~Ale nie przeszkodziło mi to w kłamaniu dwa tygodnie temu, że nie mogłem pomóc Laurze.~ znam WSZYSTKIE dane na temat WSZYSTKICH ludzi, znam CAŁY Wszechświat, wiem jak ten cały bajzel powstał i jak się skończy, znam CAŁY świat w 100%, znam charaktery, wady, zalety, wygląd itp. KAŻDEGO człowieka na świecie, znam CAŁĄ najnowszą i jeszcze nawet nieistniejącą technologię i wiele innych. ~*Ożeń się ze mną.*~ Co do mnie samego, to nikt nie może się o moim rzeczywistym życiu dowiedzieć. Nie wiem, czemu, ale po prostu nikt nie może. Chociaż niektórzy ludzie, jeśli się o mnie dowiedzą, mówią różne rzeczy na mój temat, czasem takie, które są prawdziwe, jednak dla nich są to hipotezy. Ten gaz, który się ze mnie wydobywa jest śmiertelny dla ludzi na ziemi. Ale ty się nie udusisz. Mój ojciec załatwił, abyś się nie udusiła, gdyż ja mogę z nim rozmawiać za pomocą myśli, tak jak i z innymi z mojej rasy, więc ubłagałem go, abym mógł powiedzieć ci o mnie prawdę. Ale ty, błagam cię najmocniej, nie mów nikomu o mnie prawdy. Nie chcę mieć kłopotów. I taka ciekawostka na koniec. Wiesz, że to, że ze mną się tak długo zadajesz sprawiło, że pod względem śmiertelności jesteś teraz taka jak ja? – Opowiedział

~*Loool, ja też tak chcę!*~

~Dobrze, że to tak nie działa na serio.~

~*:<*~

- No dobrze, nie powiem nikomu, przysięgam. Ale...Czemu się tak nawet przede mną ukrywałeś? – Spytała

- Zakazano mi mówić komukolwiek. Nikt nie może wiedzieć, kim ja jestem, bo nie skończyłoby się to dla mnie dobrze. – Odpowiedział

- Ej, zaraz! Czyli może mnie od teraz zabić tylko to, co ciebie? – Spytała

- Tak. I ciebie teraz także da się wskrzesić. – Odpowiedział

- Łooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo! – Powiedziała

W tym momencie zaśmiał się on, ukazując swoje zęby, które nie były zwykłe. Były to długie kły, jak u wampira. W tym momencie, Laura powiedziała ze strachem:

- Ty masz kły zamiast zębów! Błagam, nie rób mi krzywdy!

- Nic ci nie zrobię, skarbie. Nie chcę robić ci krzywdy. Poza tym ciebie nigdy bym nie skrzywdził. – Odpowiedział

~Chyba, że wypijesz moje piwo.~

|Wielbię cię. xD|

-, Ale to robisz od paru tygodni...Krzywdzisz mnie psychicznie tymi kłótniami... - Powiedziała ze łzami.

- Przepraszam, skarbie...Coś się ze mną dzieje...Te kłótnie działają źle także na mnie, bo mi ciśnienie zbyt wysoko skacze i robi mnie się słabo, ale nie panowałem nad sobą...Wybacz mi... - Rzekł

- Proszę cię...Nie krzywdź mnie już tak... - Odparła

W tym momencie, odsłoniła ona swoje dłonie, które były całe pocięte i pokazała mu, po czym powiedziała:

- To wszystko przez ciebie. Przez te kłótnie. Nie wytrzymuję już.

- Skarbie! PO JASNĄ CHOLERĘ ty się cięłaś?! – Krzyknął

[– Bo fejm na Snapchacie mnie się nie zgadza. – odpowiedziała Laura.]

- Nie daję już rady...Tak bardzo cierpię psychicznie, że muszę to jakoś wyładować... - Odpowiedziała

- Kochanie...Nie tnij się już...Błagam...Zrobię dla ciebie wszystko, tylko nie wykańczaj się... - Rzekł

- To nie powoduj kłótni...To wystarczy... - Odparła

- Postaram się, kochanie... - Powiedział

|Lol, oni tam wszyscy cierpią na Nadkropkozę.|

Po tej rozmowie, posiedział przy niej jeszcze trochę, po czym oboje wstali i zajęli się swoimi sprawami...

 

Jednak, w pewnym momencie, ujrzał ON|IACZ|, że przyszła do niego Laura. Po chwili zaś usłyszał, jak Laura pytała swoim uroczym ~jak gówno~ głosikiem:

- Grzegorz, mogę pożyczyć twoją kartę kredytową?

~– Jasne, tylko kup mi piwo. – odpowiedziałem~

- A po co ci moja karta kredytowa, skarbie? Przecież masz swoją. – Spytał Grzegorz.

-, Ale na twojej nigdy nie kończą się pieniądze, a na mojej kończą. A chcę dziś pójść na duże zakupy. – Odpowiedziała dziewczyna.

~*DAJ! DAJ! DAJ! DAJ! <Biega za Grzegorzem.> DAJ! DAJ! DAJ!*~

~NIE. W prawdziwym świecie ta karta by NIE zadziałała.~

~*WARUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU...UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUM?! :<*~

~BO MA PIĘCIOCYFROWY PIN. XD A opcję zbliżeniową wyłączyłem. XD~

~*<Płacze tak głośno, że słychać ją w Australii.> NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! ;"-(*~

- No to lepiej jednak weź moją kartę kredytową, rzeczywiście. – Odparł

Po tej rozmowie, podał jej kartę, po czym Laura ubrała się i wyszła.

 

Kiedy zaś Grzegorz został sam, pomyślał:

„Eh...Ona jest taka piękna...Jest po prostu ideałem kobiety nieprzepuszczonym przez Photoshop... ~*WIEMY*~ A jej charakter jest po prostu zbliżony do mojego. Na dodatek te jej piękne oczy...Każdy może w nich zatonąć, mimo iż są one dość małe, co zresztą dodaje jej uroku... |WIEMY| A to, że jest taka niska, sprawia, że jest jeszcze bardziej cudowna...Jej głos...Coś pięknego...Najlepszy ~*Najgorszy~ dźwięk, który można usłyszeć na tym świecie, ...Kiedy się śmieje...Jest to najpiękniejszy ~*najbrzydszy~ widok na Ziemi...A kiedy ją przytulam...Czuję się, jakbym trzymał w objęciach cały swój świat, ...Kiedy płacze lub cierpi...[Przekreślony tekst]Nie[/Przekreślony tekst] mogę na to patrzeć...Wtedy aż serce mnie się kraja, ...Kiedy śpi...Wygląda tak uroczo i niewinnie...Ja...Ja ją kocham... ~WIEMY~ Ona jest jedyna taka... Ona jest Cudowna..." [Deutsch?]

Jednak, chwilę później, postanowił napić się wina. ~E, mam ochotę na piwo. :<~ Podszedł, więc do jednej z gablotek, otworzył ją i wyjął butelkę czerwonego wina, po czym nalał trochę do kieliszka, schował butelkę do odpowiedniego miejsca, usiadł na kanapie i pijąc wino, zaczął rozmyślać o swej ukochanej:

[ZAMKNIJ MORDĘ!]

„Ona...Ona jest czymś cudownym...Właściwie to kimś. Jest tak urocza...Gdyby była wyższa, nie byłaby już tak cudowna...Oczywiście ma ona swoje wady...Każdy je ma. Nawet ja. Ale mimo wszystko, jest taka..."

Jednak nie dokończył myśli, gdyż usłyszał w swojej głowie znajomy głos [Slade'a]:

„UUUUU....Ktoś tu się zakochał..."

„OJCZE!!! Miałeś nie kontrolować więcej moich myśli!!!" – Pomyślał Grzegorz ze złością.

Oj, no wiem. Ale czasem po prostu muszę." – Odpowiedział

~"Umrzyj, choju." – pomyślałem~

, „Ale może nie wtedy, gdy staram się znaleźć wszystkie możliwe zalety Laury?" – Pomyślał Grzegorz.

„Oj, przepraszam...Tak jakoś wyszło...Heh..." – Usłyszał odpowiedź.

„Taa...Tak jakoś wyszło...Zawsze „przypadkowo" zaczynasz kontrolować moje myśli, gdy myślę o prywatnych sprawach." – Pomyślał z irytacją Grzegorz.

Jednak, chwilę później, przestał on już rozmyślać o Laurze, gdyż wkurzało go to, gdy jego ojciec kontrolował jego PRYWATNE myśli. |Kim Dzong Un Lubi to!| Lecz, chwilę później, usłyszał otwierające się drzwi do bazy. Parę sekund później, zobaczył wielką kupę zakupów, wchodzącą do domu. 

~

Wyobraziłem to sobie. XD~

~*Chuj, zaraz jebnie kolejny limit obrazów.*~

Od razu rzekł:

- Lauro, ty w ogóle gdzieś tam jesteś?

~*– Nie, kurwa, na Karaiby wyjechałam. – odpowiedziała kulturalnie Laura.*~

- Tak, jestem. Po prostu trochę dużo kupiłam. – Odpowiedziała dziewczyna.

- Trochę...Chyba W CHOLERĘ DUŻO!!! Coś ty tam nakupowała?! – Spytał Grzegorz.

- No, więc tak. Zacznijmy od tego, co kupiłam do jedzenia. W większości są to słodycze. Kupiłam wieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeelką [Gimbusiarskie przeciąganie liter jest!] Nutellę, sześć paczek chipsów, colę, dwa kartony donutów, cztery zestawy na wynos z McDonald 's, jak będziesz chciał, to się z tobą podzielę, dwa zestawy na wynos z KFC, ~*<Rzyg>*~ dziesięć dużych czekolad, karton batonów, dwie pizzę, kurczaka, trochę owoców i warzyw, dwa opakowania z wodą, trzydzieści opakowań żelków, cztery lizaki, dwadzieścia torebek gorącej czekolady, fantę, mirindę, 7up i Sprite. Z ubrań kupiłam sobie wszystkie bluzki i buty, jakie mnie się spodobały w przeciągu całego mojego życia, cztery sukienki, dwie spódnice i dwie pary pantofli. Z zestawów do makijażu kupiłam cztery lakiery do paznokci, zmywacz do nich i kredkę do oczu. Z gadżetów kupiłam PS3, PS4, PS2, XBOX 360, XBOX ONE, PSP, PSP VITA, gry do nich, wszystkie płyty moich ulubionych wykonawców, kartę do Spotify, PS Store, Sklepu Play na 150 zł, wszystkie książki, które lubię, Zniszcz Ten Dziennik, To Nie Książka, iPhone, MP4, wszystkie filmy, które lubię, parę długopisów, cienkopisów, zestawy do rysowania, malowania, rzeczy do malowania, naklejki oraz nowy komputer! I tylko tyle. – Opowiedziała Laura.

|~Puścić kobietę do sklepu bez limitu pieniężnego.~|

|~<Patrzą na siebie.>~|

|~Jak my się dobrze rozumiemy. xD~|

- Ja pierdolę...Puścić ciebie samą do sklepu... - Rzekł Grzegorz.

W tym momencie Laura zaśmiała się. Grzegorzowi, widząc i słysząc to, milej się zrobiło. Chwilę później zaś, oddała ona kartę kredytową Grzegorzowi ~*Ja bym ją sobie zajebała.*~ ~To dostałabyś wpierdol. :-)~ |Ten uśmiech nienawiści. xD| i poszła do pokoju rozpakowywać zakupy...

 

Kiedy zaś Grzegorz został sam, pomyślał:

„Na cholerę ja dawałem jej tą kartę kredytową? Przecież ona, nie mając limitów pieniężnych, może wykupić pół sklepu!"

Jednak, mimo tego, włączył on telewizję i zajął się swoimi sprawami, czyli oglądaniem TV...

~Ambitnie w chuj.~

 

Tymczasem, Laura, po wypakowaniu zakupów, wzięła Nutellę i łyżkę i zaczęła ją jeść. Jednak, w połowie, dziewczynie zrobiło się słabo z przejedzenia. Czuła, że zaczął ją mocno boleć brzuch. ~*Niet ;_;*~ Oprócz tego mdliło ją. Czuła, że zrobiło jej się gorąco oraz, że zaraz zwymiotuje. |<Płacze>| Postanowiła, więc pójść do Grzegorza, gdyż wiedziała, że on jeden może jej pomóc...

 

Tymczasem, do powoli przysypiającego Grzegorza, przyszła Laura. Od razu on się pobudził, widząc ją.

 

Jednak, dziewczyna była blada. Słychać było jej słabe oddechy. Widać było, że dłonią trzymała się za brzuch, co mogło znaczyć, że ją bolał. [Idę umrzeć. Pierwszy listopada stanie się moim świętem.] Grzegorz, widząc ją, pierwszy raz w życiu, poczuł ból w sercu. Było mu jej tak żal...

 

Chwilę później, dziewczyna usiadła koło niego. Ten zaś, widząc ją, spytał:

- Kochanie, ...Co ci się stało?

- Słabo mi...Brzuch mnie mocno boli...Chyba mam temperaturę...Mgli mnie...Chyba będę wymiotować...Gorąco mi...[Nadkropkozę mam...] - Odpowiedziała słabym głosem Laura.

- Wiesz...Pójdź do łazienki, spokojnie zwymiotować...Może poczujesz się, choć trochę lepiej. – Poradził Grzegorz.

Po tej rozmowie, dziewczyna wyszła do łazienki, zwymiotować. Chwilę później, dało się słyszeć, jak wymiotowała. Powtórzyło się to jeszcze sześć razy, po czym nie miała ona już, czym wymiotować. Kiedy Grzegorz to słyszał, pomyślał:

„Pewnie się znów przejadła. A mówiłem jej kiedyś, że mimo tego, iż ma zajebistą przemianę materii ~*Jebana Mary Sue.*~ nie powinna tyle jeść, bo to może jej zaszkodzić. Ale cóż...Nie opieprzę jej z tego powodu przecież. Obiecałem, że nie będę się z nią już kłócił."

Gdy zaś wróciła ona do pokoju, była jeszcze bledsza. Chwilę później, podeszła do Grzegorza, po czym przytuliła się do niego, a chwilę później, zasnęła...Widząc to, ON|IACZ|, pomyślał:

„Biedactwo...Jak mi jej żal..."

Po czym przytulił ją do serca...

 

Gdy zaś dziewczyna się obudziła, [Szybko] Grzegorz spytał:

- I jak, skarbie? Lepiej?

- Tak, już tak... - Odpowiedziała dziewczyna.

- Tym lepiej. – Odparł ON|IACZ|.

- W ogóle to opowiesz mi w końcu, dlaczego zamykasz statek kosmiczny na klucz? – Spytała Laura.

W tym momencie, ON|IACZ| opowiedział jej o wszystkim. Kiedy skończył, dziewczyna powiedziała:

- I dobrze im tak. Niech zdychają, ciule pierdolone.

- Dalej masz im za złe? – Spytał Grzegorz.

- TAK!!! Nigdy im tego nie daruję! – Krzyknęła

~:*~

W tym momencie nastała cisza. Po chwili zaś, zajęli się oni swoimi sprawami...

 

Tymczasem, Dawid |*Dejwid| i Andromeda, ponownie cierpiąc z głodu, pragnienia i bólu, siedzieli na podłodze statku kosmicznego. W pewnym momencie, Andromeda spytała słabym głosem:

-, Dlaczego...Dlaczego oni nas tak nienawidzą?

- Oni są cholernymi egoistami...Poza sobą świata nie widzą, oprócz siebie nawzajem... ~*To zdanie być sens mieć.*~ - Rzekł wycieńczonym głosem Dawid |*Dejwid|.

- Błagam...Niech to się wreszcie skończy... - Odparła Andromeda.

Jednak, po tej rozmowie, dalej siedzieli w cierpieniach...

 

Tymczasem, wieczorem, gdy Laura przebrała się już w piżamę i umyła, wcisnęła się na sofę koło Grzegorza, położyła się obok oraz mocno przytuliła do niego. Jako, iż w pokoju było ciemno, |Dalej, Grzegorz! Wykorzystaj okazję!| ~Kurwa, lepiej nie, bo jeszcze spłodzę większego pojeba niż Laura, Dawid i Andromeda razem wzięci. xD~ |Ty, faktycznie, lepiej w tym wypadku nie próbować. xD| a ona bała się ciemności, czuła się bezpieczniej przytulona do kogoś lub do czegoś. Chwilę później, Grzegorz przytulił ją do siebie. I parę minut później, usnęli oni...

 

TYDZIEŃ V.

Jest to tydzień opierdalania się całej czwórki i oczekiwania na 13 kwietnia...

PONIEDZIAŁEK – PIĄTEK. [Kropka, spadaj!]

Następnego dnia, gdy Grzegorz się obudził, od razu odwrócił się. Gdy to zrobił, ujrzał, że Laura nadal leżała przytulona do niego i spała. Widząc to, pomyślał on:

„Eh...Jak ona uroczo wygląda, gdy śpi..."

Po czym chciał wstać. Jednak, w pewnym momencie, uświadomił sobie, że jeśli chciałby wstać, mógłby obudzić Laurę, a nie chciał tego robić, gdyż dziewczyna śpiąc wyglądała tak słodko... ~Oooo...<3~ Postanowił, więc czekać, aż ta się obudzi. Jako, iż był poniedziałek, sprawdził on godzinę. Kiedy to zrobił, okazało się, że była dopiero 6:00.

„Eee...Jeszcze trzy godziny. Mam czas." – Pomyślał po zobaczeniu tego.

Następnie zaś, zaczął czekać, aż Laura się obudzi...

 

Godzinę później, dziewczyna obudziła się. Kiedy to zrobiła, ujrzała, że nadal była przytulona do Grzegorza [Mendla], który nie spał już od najprawdopodobniej godziny. Widząc to, od razu spytała ona go:

- Nie nudziło ci się leżeć tu tak przez godzinę nic nie robiąc?

- Owszem, trochę mnie się nudziło, jednak gdybym wstał, to ty mogłabyś się obudzić, a śpiąc wyglądasz tak uroczo, że aż żal cię budzić... - Odpowiedział

W tym momencie, zaśmiała się ona. Grzegorzowi, widząc to, aż milej się zrobiło. Chwilę później, powiedziała ona:

- Dziękuję, że tak mówisz.

- Oj, nie musisz dziękować. To tylko prawda jest. – Odparł Grzegorz.

Po tej rozmowie, poleżeli oni jeszcze parę minut, po czym wstali i zaczęli szykować się do kolejnego tygodnia opierdalania się w kokpicie statku kosmicznego i obserwowania, jak Dawid |*Dejwid| i Andromeda odwalają za nich całą robotę...

 

Jednak, w pewnym momencie, już na statku kosmicznym, usłyszeli oni otwierające się drzwi do kokpitu. Gdy odwrócili się, ujrzeli Andromedę, która rzekła:

- Maszyna już skończona. Co teraz mamy robić?

- Czekać na 12 kwietnia, czyli do piątku. – Odpowiedział Grzegorz.

Od tego momentu, zaczęli oni opierdalać się jeszcze bardziej. Do czasu...

|DAM DAM DAAAM!|

 

*Oczami ~*Boga Wszechmogącego*~ Grzegorza.*

~*Lol, pieprzyć to. Nie mam już siły analizować kolejnych czterech narracji. Dokończymy jutro.*~

~Dzięki Bogu...~

~*Chuj, analizujemy dalej. xD*~

~:<~

Akcję ostatnich pięciu tygodni mogę opisać tylko tak:

TYDZIEŃ I:

Tydzień ten zaczął się przyjemnie, ale niekoniecznie tak się skończył... 

[Jak wszyscy wiemy, spoilery są fajne.]

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

Ten tydzień zaczął się normalnie. Po znalezieniu się we Wszechświecie, zaczęliśmy oczekiwać, aż nasi Murz...Eee...pomocnicy |Lol, znalazłem idola. ;'-)| ~^-^~ skończą maszynę. W pewnym momencie, gdy ja i Laura wyszliśmy do pomieszczenia głównego, ujrzeliśmy, ...ŻE ONI SIĘ CAŁOWALI! Ohyda. ~*Chwilę później... xD*~ ~Wielbię siebie. xD~ W pewnym momencie, Laura rzekła:

- Ekhm...

W tym momencie, Dawid |*Dejwid| i Andromeda od razu odwrócili się. Kiedy to zrobili, ujrzeli nas. W pewnym momencie, rzekłem:

- Nie mam nic przeciwko temu, żebyście czuli do siebie coś więcej, niż tylko przyjaźń, ale, do cholery nie okazujcie tego wszędzie, gdzie się da!

~:D~

Po chwili zaś, ja jak i Laura wróciliśmy do kokpitu, gdyż stamtąd przyszliśmy...

 

Tymczasem, gdy wróciliśmy do kokpitu, przez jakiś czas siedzieliśmy w ciszy. Jednak, w pewnym momencie, pomyślałem:

~"Lol, ale mam ujebane szyby. Trzeba zaprzęgnąć Andromedę i Dejwida do pucowania."~

|X"D|

„Eh...Ona jest taka piękna...Jest po prostu ideałem kobiety nieprzepuszczonym przez Photoshop... ~*Skąd wiesz?*~ A jej charakter jest po prostu zbliżony do mojego. ~<3~ Na dodatek te jej piękne oczy...Każdy może w nich zatonąć, mimo iż są one dość małe, co zresztą dodaje jej uroku...A to, że jest taka niska, sprawia, że jest jeszcze bardziej cudowna...Jej głos...Coś pięknego...Najlepszy dźwięk, który można usłyszeć na tym świecie, ... [Taki piękny jak gówno w turbosprężarce.] ~Jebłem xD~ Kiedy się śmieje...Jest to najpiękniejszy widok na Ziemi... ~Piękny jak widok zdechłego lisa.~ A kiedy ją przytulam...Czuję się, jakbym trzymał w objęciach cały swój świat, ...Kiedy płacze lub cierpi...Nie mogę na to patrzeć...Wtedy aż serce mnie się kraja, ...Kiedy śpi...Wygląda tak uroczo i niewinnie...Ja...Ja chyba ją ~nienawidzę~ kocham...Ona jest jedyna taka...Nie Wiem |Deutsch?| jak jej to powiedzieć...W ogóle pierwszy raz tak o kimś myślę...W końcu muszę zebrać się na odwagę i jej to wyznać...Ona jest cudowna..."

[A mimo jej wyczepistych mocy, nie mogła przeczytać jego myśli.]

~*Wtedy rozdział byłby krótszy i byśmy umarli ze smutku.*~

Po czym postanowił, ~*CTRL+A, CTRL+C i CTRL+V*~ że ten dzień będzie idealny, aby jej (Laurze, kurwa. LAURZE!) ~Lolix, wiemy. Nigdy nie zakochałbym się w tej piździe Andromedzie.~ O tym powiedzieć. Lecz, zacząłem od niewinnego pytania:

- Czy ktoś ci kiedyś mówił, że jesteś ~zjebana~ urocza?

- Nie...Wszyscy mi mówili, że jestem okropna...brzydka...Że nie należy mnie się miłość...przyjaźń, ...że powinnam się zabić, ...że, po co żyję, jak nikt mnie nie chce... - Odpowiedziała Laura ze łzami w oczach.

~– Lol, dobrze ci mówili. A teraz leć pucować szyby od zewnątrz i od środka, bo specjalnie nie zassałem ich próżniowo od środka, abyś miała co robić.~

|Idę zakładać religię wyznawców ciebie. xD|

-, Bo musisz wiedzieć, że jesteś urocza. I nie słuchaj się tych, co ci mówią inaczej, bo oni kłamią. – Odpowiedziałem

- Oh, Grzegorz...Naprawdę? – Spytała Laura ze łzami w oczach.

- Tak...Ciebie bym nie okłamał. – Odpowiedziałem

- Oh... - Rzekła, po czym przytuliła się do mnie. Ja natomiast ją objąłem. Parę sekund później, powiedziałem:

-, Bo ja ci muszę coś powiedzieć...Nie wiem jak ci to powiedzieć, gdyż mówię to pierwszy raz w swoim życiu, ale...ale...Ja cię ~nienawidzę. A nie, ja to mówię każdemu, kogo spotkam. xD~ kocham...Ty po prostu powodujesz, że moje życie staje się, choć trochę bardziej ~zjebane~ urozmaicone...Jesteś tym, czego można najbardziej pragnąć...Wystarczy nawet twoja sama egzystencja, aby czuć się szczęśliwszym. Ten, kto cię ma, ma prawdziwy skarb ~Sosnowca~ Wszechświata.

W tym momencie nastała cisza. Chwilę później, Laura rozpłakała się ze szczęścia, po czym spytała:

- Oh, Grzegorz...Naprawdę?

~– Nie kurwa, strzępie ryja bez powodu. – odpowiedziałem kulturalnie.~

- Oczywiście...Jesteś jedyną osobą, której nigdy bym nie okłamał...- Rzekłem

W tym momencie, dziewczyna mocniej się do mnie przytuliła. Parę minut później, kiedy mnie puściła nasze twarze zaczęły się do siebie przybliżać. ~*ZARAZ! XD*~ Po chwili zaś zaczęliśmy się, pierwszy raz w naszym życiu, całować. Czułem się podczas tego, jakby czas się zatrzymał. Nigdy wcześniej się nie całowałem. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy taki dźwięk, jakby drzwi do kokpitu automatycznie się otworzyły. Nie przejęliśmy się tym jednak. Obchodziła nas w tym momencie tylko chwila. Sekundę później, usłyszeliśmy głos Andromedy, która mówiła:

- Ups...Przepraszam bardzo...

A następnie dźwięk zamykających się drzwi od kokpitu. ~*KOCHAM TWOJĄ HIPOKRYZJĘ! XD*~ ~Wiem :D~ Jednak i tym się nie przejęliśmy, gdyż liczyła się dla nas tylko ta chwila...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

Po wylądowaniu w piątek po południu przed odpowiednim blokiem, gdy Dawid |*Dejwid| i Andromeda wyszli z pojazdu, ruszyliśmy w kierunku naszej bazy. Na początku było normalnie. Lecz...

 

Od wieczoru natomiast, zaczął prześladować nas pech...

[Fajny spoiler.]

 

Wieczorem, gdy powoli zasypiałem z nudów, w swojej bazie, w pewnym momencie, usłyszałem telefon. Od razu sprawdziłem, kto się do mnie dobijał. Kiedy ujrzałem, że była to Andromeda, mimo wszystko odebrałem. Po zrobieniu tego, spytałem:

~– Co robisz w niedzielę? Bo szmata do czyszczenia podłóg mi potrzebna.~

|JEZU XDDD|

-, Czego chcesz?

- Muszę ci powiedzieć, że ja i Dawid |*Dejwid| nie możemy jutro przyjść. Ja nie mogę wstać, gdyż jestem chora i słaba, a Dawid |*Dejwid| źle się czuje od paru dni. – Rzekła

Ciekawe, co mnie to interesuje...

~*Wyjdź za mnie. Razem będziemy krytykować świat.*~

|Ty i Grzegorz to byłoby złe połączenie. ;_;|

~*~:D~*~

- A co mnie to obchodzi? Przejąłbym się, gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach. Macie przyjść, jeśli chcecie jeszcze żyć. – Rzekłem

Po tych słowach, Andromeda próbowała przekonać mnie jeszcze, abym im darował. Nie, nie pozwoliłem im. ZAPIE*DALAĆ DO ROBOTY, KURWA!

~*Kocham cię.*~

~Wiem :D~

 

Po tej rozmowie, ja dalej niezmiernie się nudziłem. Czasem chciałem zasnąć i przespać resztę dnia, jednak nie mogłem. [Bo byłem idealny.] Po chwili zaś ujrzałem w drzwiach Laurę. Jednak była ona smutna. Na dodatek jej twarz była bledsza niż zwykle. Wyglądała tak słabiutko, że aż pierwszy raz w moim życiu, czułem, że krajało mnie się serce, gdy ją widziałem. Biedactwo...Chwilę później, spytałem spokojnym głosem:

|Co w wypadku twojego głosu musiało być w pierdziec trudne.|

~True ;"-(~

- Lauro, ...Co ci się stało, skarbie?

[– Kurwa, zapomniałam zapisać ten ostatni level w tej twojej grze i cofnęło do pierwszego poziomu. – odpowiedziała Laura.]

~<Przeładowuje dezintegrator.> Ta zniewaga krwi wymaga!~

|XD|

- Źle się czuję...Słabo mi...Brzuch mnie boli...W głowie mnie się kręci...Mdli mnie...~*Nadkropkozę mam...*~ Zimno mi...Wszystko mnie boli... - Odpowiedziała słabym głosem dziewczyna.

- Biedactwo...Ja ci nie umiem pomóc... ~To nic, że w wersji z tego GównoFiction potrafiłem WSZYSTKO i jeszcze więcej.~ Na razie spróbuj się położyć. Może ci przejdzie. – Rzekłem

Po tych słowach, dziewczyna zrobiła, to, co jej poradziłem. Kiedy zaś wyszła ona z pokoju, pomyślałem:

„Tak mi jej żal...Miejmy nadzieję, że to nic poważnego..."

Jednak, zacząłem dalej oczekiwać na następny dzień. W międzyczasie ~*Ja się na ten temat już wypowiadałam.*~ zastanawiałem się, co mogło stać się mojej ukochanej...

 

Wieczorem zaś, postanowiłem pójść sprawdzić, co było z moją ukochaną. ~*Pierdolę, nie analizuję dalej. Lol, jutro nie będziemy tego zjeżdżać, bo idę do kina na "Thor: Ragnarok" w 4D.*~ |A nie miałaś tej analizy opublikować w tę niedzielę?| ~*Lol, napisałam na tablicy, że będzie za tydzień.*~ ~Spryciura.~ ~*Lepiej pisać analizę dwa lata i napisać porządną, niż zjebaną w dwie godziny.*~ [W sumie racja.] Kiedy wszedłem do pokoju, usłyszałem, że płakała ona. Żal mnie się jej zrobiło. Od razu podszedłem do niej i spytałem:

~– Możesz zamknąć mordę? Ludzie tu próbują spać.~

|X"D|

- Skarbie, co ci się dzieje? Dlaczego płaczesz?

- Tak mnie wszystko boli...Tak mi zimno...Tak bardzo źle się czuję... Chyba będę chora... - Odpowiedziała z płaczem.

- Biedactwo...Jutro na ten tydzień zostań w domu. Jesteś zbyt słaba, a ja nie darowałbym sobie, gdyby przeze mnie coś ci się stało. – Odparłem

W tym momencie ona słabo się do mnie uśmiechnęła. W tym momencie, pierwszy raz w swoim życiu poczułem, że zrobiło mnie się cieplej na sercu. Po chwili, drugi raz w swoim życiu, pocałowałem Laurę, po czym okryłem ją kołdrą i wyszedłem z pokoju...

 

TYDZIEŃ II:

W tym tygodniu Dawid |*Dejwid| i Andromeda chyba zaczęli się przekonywać, że ~*w kinie puszczają zajebiste rzeczy. A nie, to ja po dzisiejszym zobaczeniu, że w Arkadii leci jakiś film katastroficzny.*~ ich nienawidzę... ~:-)~

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

W poniedziałek rano zaś, kiedy zamierzałem wyjść, aby udać się po Dawida |*Dejwida, do chója!| ~*Ta literówka. xD*~ |Piękna, czyż nie? xD| i Andromedę, zajrzałem jeszcze do Laury. Po wejściu do jej pokoju ujrzałem, że nie spała już ona. Widząc to, powiedziałem do niej:

~– Szyby mi wypucuj.~

|

|

- Wychodzę, skarbie.

- Proszę...Nie zostawiaj mnie... - Odparła Laura.

- Wybacz mi...Niestety muszę...- Rzekłem

|Z.A.J.E.B.I.S.T.E PRIORYTETY! XDDD|

~Wiem xD~

Jak mi się jej żal robiło...

 

Po tych słowach, podszedłem do niej, pocałowałem ją i wyszedłem...

 

Kiedy zaś po parudziesięciu minutach zabrałem Dawida |*Dejwida| i Andromedę spod bloku i powróciłem do Wszechświata, siedząc sam w kokpicie, czułem taką dziwną pustkę. Pierwszy raz w życiu czułem się taki samotny... ~Lepsza samotność niż psychofangirl. ;-;~ ~*:D*~ Jednak, chwilę później, usłyszałem otwierające się drzwi od kokpitu. Od razu odwróciłem się. Kiedy to zrobiłem, ujrzałem Andromedę. Widząc ją, spytałem:

~– O, zajebiście. Pucuj szyby.~

-, Czego znów chcesz?

- Błagam...Pozwól mi wrócić do domu do czasu, gdy wyzdrowieję...Źle się czuję... - Odpowiedziała Andromeda.

- A weź spierdalaj. Masz tu być do momentu, w którym zrobicie wszystko, co J A będę chciał. - Rzekłem

~Kocham siebie. xD~

Po tych słowach, Andromeda próbowała mnie jeszcze trochę przekonać, abym jej darował. Nie daruję. Ta pinda ma tu harować do usranej śmierci! ~*[:*******]*~ ~Wiem xD~ Jednak, w pewnym momencie usłyszałem, że Dawid |*Dejwid| nazwał mnie chamem pierdolonym. Jak miło. Nikt mi dawno komplementów nie prawił. ~Hehe... :D~ Jednak, krzyknąłem do nich:

- SŁYSZAŁEM!!!

Jednak, od teraz, Andromeda ciągle próbowała przekonać mnie, abym pozwolił jej wrócić na czas choroby do domu. Aż w końcu...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

W piątek popołudniu, gdy Andromeda z wycieńczenia prawie zemdlała, w końcu pozwoliłem jej zostać na następny tydzień w domu. ~No co, podłogę by mi skaziła, a kwas siarkowy jest drogi.~ |Jak ja cię uwielbiam. xD| ~Wiem :D~ Niech pozna łaskę pana. ~Ach, jakiż ja łaskawy. ;D~ Po wylądowaniu przed odpowiednim blokiem, gdy wróciłem do bazy, od razu udałem się do pokoju Laury.

- I co, najdroższa? Lepiej się czujesz? – Spytałem, wchodząc do jej pokoju.

- Nie...Jeszcze gorzej... - Odpowiedziała, zwijając się z bólu.

W tym momencie nie wytrzymałem. Wyjąłem telefon, po czym zadzwoniłem po lekarza. Kiedy zaś to zrobiłem, dziewczyna spytała:

-, Po co to zrobiłeś?

~– Bo lubię patrzeć, jak ktoś wykonuje autopsję na jeszcze żywej osobie. – odpowiedziałem~

~*;_;*~

~:D~

- Ja chcę dla ciebie jak najlepiej, skarbie. Nie mogę patrzeć, jak cierpisz. – Odpowiedziałem

W tym momencie nastała cisza...

 

Po parunastu minutach, gdy przyjechał lekarz i zbadał dziewczynę oraz przepisał jej leki, od razu poszedłem po nie do apteki. Po powrocie, zgodnie z tym, co powiedział lekarz, podawałem swojej ukochanej odpowiednie leki. Było tak w sobotę i niedzielę. Aż w końcu...

 

~*HALF-LIFE*~ TYDZIEŃ III:

W tym tygodniu, Dawid |*Dejwid| już chyba zaczynał rozumieć, że jestem przeciwko niemu i Andromedzie. ~Bo jestem THE BEST. :D~ ~*Wiadomix*~

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

W poniedziałek rano, powiedziałem do Laury, jeszcze przed moim wyjściem:

- Dobrze skarbie. Przez ten tydzień, dla twojego dobra zostań jeszcze w domu. Dwa razy dziennie, tj. rano i ~*rano*~ wieczorem, bierz te leki, które ci w weekend podawałem. Nie wychodź także z bazy, bo możesz się gorzej rozchorować. Do sklepu nie musisz iść, bo załatwiłem ci jedzenie i picie na cały tydzień.

- Dziękuję ci... - Powiedziała Laura.

- Oj, nie musisz dziękować. Ja cię po prostu kocham i nie chcę, aby coś gorszego ci się stało. – Odparłem

W tym momencie dziewczyna słabo się do mnie uśmiechnęła. Widząc to, aż milej mnie się zrobiło. Chwilę później, podszedłem do niej, pocałowałem ją i wyszedłem z pokoju i z bazy...

 

Po znalezieniu się w statku kosmicznym, gdy leciałem po Dawida, |*Dejwida| w pewnym momencie szyderczo się zaśmiałem. Chwilę później, pomyślałem:

, „Ale mam zajebisty pomysł. Teraz Dawida, |*Dejwida| a później i Andromedę będę na weekend przetrzymywał w statku kosmicznym. No, co? Za dużo uranu się marnuje na latanie w dwa miejsca naraz."

Gdy zaś zabrałem już Dawida |*DEJWIDA!| i wróciłem do Wszechświata, w pewnym momencie krzyknąłem do niego:

- DAWID! |*Dejwid| Chodź tu na chwilę!

Chwilę później, gdy ten już przyszedł, rzekłem:

- Mam taką sprawę. Postanowiłem, że teraz ty, a później i Andromeda nie będziecie wracali na weekend do domu. Jako iż ja muszę wracać do bazy, choćby w tym tygodniu, bo jak widzisz jestem tu sam, będę najpierw ciebie, a później i Andromedę przetrzymywać w statku kosmicznym. A tylko czegoś dotkniecie – zginiecie marnie.

~*Zajeb ich od razu.*~

~A kto skończy maszynę?~

~*Fuck*~

-, CO?! ALE DLACZEGO?! Zwykle nie miałeś problemów, że wracaliśmy na weekend do domu! – Krzyknął Dawid. |*Dejwid|

- Za dużo uranu się marnuje, aby latać w dwa miejsca na raz. – Odpowiedziałem

- URANU?! – Krzyknął Dawid. |*Dejwid|

- Tak, uranu. A myślisz, że za tymi ścianami to, co jest? Materiał budulcowy ściany? Serio? Są tam generatory prądu i zdalnie sterowane reaktory. Albo myślisz, że dlaczego z silników wydobywa się niebiesko biały ogień? Właśnie. To wszystko zasługa uranu i plutonu – 235. – Odpowiedziałem

A co on myślał? Że to wszystko zasila węgiel? Srly Srly? |Grzegorz, jesteś gimbusem?| ~Nie. To Ramoninth była niedojebana.~ Mniejsza. Po tej rozmowie, Dawid |*Dejwid| wrócił do głównego pomieszczenia statku kosmicznego...

 

W czwartek, zaś, zadzwoniła do mnie Andromeda, abym po nią przyleciał, gdyż już czuła się dobrze. Paręnaście minut później, gdy znalazła się już w statku kosmicznym, ruszyłem do Wszechświata i zacząłem czekać na następny dzień...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

Kiedy doleciałem do bazy, zamknąłem na klucz statek kosmiczny, z obecnymi tam Dawidem |*Dejkurwawidem!| i Andromedą, po czym wszedłem do środka bazy. Po znalezieniu się tam, poszedłem do Laury. Kiedy byłem w jej pokoju, spytałem:

~*APISK! x2*~

|Znów?|

~*Uczulenie na opko. ;-;*~

- I jak się czujesz?

- Już lepiej, ...Ale jeszcze nie mam siły, aby wstawać. – Odpowiedziała

- Tym lepiej, że już tak nie cierpisz. – Odparłem

Po tej rozmowie, posiedziałem przy niej jeszcze trochę, po czym poszedłem do pokoju i zająłem się swoimi codziennymi sprawami... |( ͡° ͜ʖ ͡°)|

 

Jednak, w niedzielę, postanowiłem pójść zobaczyć, jak tego dnia czuła się Laura. Jednak, zanim doszedłem do pokoju, ujrzałem Laurę, która rzuciła mnie się w ramiona. Widząc to, rzekłem:

- O, już zdrowa. To ~źle~ dobrze...

- Tak...Tak ci dziękuję...Jesteś taki dobry dla mnie...W dzieciństwie uratowałeś mnie przed śmiercią z zimna, a teraz przed śmiercią z cierpienia... - Powiedziała

- Oj, nie musisz dziękować. – Odparłem

- Nie wiem, jak mogę ci się odwdzięczyć... - Rzekła

- Już to robisz. Pomagając mi odwdzięczasz się za wszystko, co dobrego dla ciebie zrobiłem. – Odrzekł em ~*Ta spacja naprawdę tu jest.*~ [;___;]

 

Po tej rozmowie, parę minut później, Laura puściła mnie, po czym zajęła się swoimi sprawami. Ja natomiast, pierwszy raz od dwudziestu pięciu lat, czułem się wycieńczony pracą. Czułem, że musiałem usnąć, gdyż ledwo trzymałem się na nogach. Poszedłem, więc do głównego pomieszczenia i ~padłem zmęczony na glebę.~ usiadłem na sofie, która tam była. Chwilę później, poczułem, że moje oczy zaczęły się zamykać. Parę minut później, pierwszy raz od dwudziestu pięciu lat – zasnąłem... ~*Czy wspominałam, że cię kocham?*~ ~Wiele razy.~ ~*To dobrze. :3*~

 

TYDZIEŃ IV

W tym tygodniu od wtorku Laura i ja kłóciliśmy się o byle błahostkę, przez co cierpiała Laura oraz była ona pierwszą osobą, która poznała moją tajemnicę...

~*

Nie mogłam się powstrzymać. <3*~

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK.

Następnego dnia, gdy obudziłem się ujrzałem, że miałem spuszczoną głowę. Gdy zaś ją uniosłem, pierwszy raz od sześciuset [sześćdziesięciu sześciu] lat, poczułem, że bolała mnie głowa i to mocno. Mimo wszystko, wstałem z sofy i ruszyłem na przedpokój. Kiedy zaś tam się znalazłem, w pewnym momencie ujrzała mnie Laura. Widząc mój stan, spytała normalnym tonem:

- Grzegorz? Coś ci się stało?

- Błagam cię, nie krzycz...Tak mnie dziś głowa boli... - Odpowiedziałem

- To może zostaniesz dziś w bazie, skoro nie najlepiej się czujesz? – Rzekła ściszonym głosem dziewczyna.

- Muszę tam lecieć, choćby, dlatego, że tylko ja umiem prowadzić ten statek kosmiczny...Nie chcę, abyś przy próbie startu się zabiła...Ten, kto próbował startować tym statkiem kosmicznym, nie przeżył więcej niż pięciu sekund... - Powiedziałem

~*Wsadzę tam wszystkich moich wrogów...*~

~Won mie z nimi. Podłogę będę musiał odkażać, tak samo jak powietrze.~

|Jaka szczerość. xD|

Kiedy zaś udaliśmy się do statku kosmicznego, Laura ujrzała, że otwierałem go kluczami, [PRZECINEK, WYKURWIAJ!] Po chwili, spytała ściszonym głosem:

-, Dlaczego tak nagle zamknąłeś ten pojazd na klucz?

~– Przewożę ropę naftową, a już jakiś chuj zajebał mi dwie beczki. – odpowiedziałem~

- Później ci opowiem... - Odpowiedziałem

Po tej rozmowie, weszliśmy do kokpitu, po czym, od razu ruszyliśmy do Wszechświata. Po znalezieniu się we Wszechświecie, jak co poniedziałek rano, poszła dać im (Andromedzie i Dawidowi |*Dejwidowi|) jeść i pić. Po zrobieniu tego, wróciła do kokpitu, po czym usiadła na swoim siedzeniu...

 

Jednak, w pewnym momencie, widząc, że ja rzeczywiście nie najlepiej się czułem, rzekła:

- Może po prostu spróbujesz się przespać?

- Może to i dobry pomysł...Spróbuję... - Odparłem

Po tej rozmowie, spróbowałem zasnąć. Po paru minutach, poczułem, że moje oczy zaczęły się zamykać. Kilka chwil później, moja głowa opadła w dół, po czym usnąłem...

 

Godzinę później, kiedy się obudziłem, czułem się lepiej. Nie bolała już mnie głowa, dzięki czemu już nie cierpiałem. W pewnym momencie zaś, usłyszałem głos Laury, która pytała:

- O, już się obudziłeś. I jak się czujesz?

- Już lepiej. – Odpowiedziałem

- To w sumie dobrze. – Odparła dziewczyna.

Po tych słowach, nastała cisza. Przez godzinę panował spokój. |Kim Dzong Un Nie lubi tego!| Jednak, po godzinie stało się coś, co zaważyło o dalszym ciągu tego tygodnia...

 

Otóż, po tej godzinie ja i Laura zaczęli sprzeczać się o jakąś błahostkę, związaną z szykowaną apokalipsą. Sprzeczka ta przerodziła się w kłótnię. 

~– Ja biorę Rosję i Niemcy, a ty Honolulu i Luksemburg. – zacząłem

– Pierdol się! Ja biorę Rasiję i Deutschland! – rzekła

– Wal się na mordę! Te kraje są zbyt zajebiste jak na ciebie!

– Gówno prawda! Ja jestem najlepsza, to biorę najlepsze kraje!

– Ryj, psie niewierny! 

[...]~

|Kocham ten dialog. Taki prawdziwy. x'D|

Po kłótni, Laura nie wytrzymała i wybiegła do łazienki. ~Chuj ci w dupę, autorze, moja linia dialogowa jest lepsza.~ Po parunastu minutach zaś, gdy zastanawiałem się, co tam tyle robiła, wróciła do kokpitu... ~*Srała, a miała zatwardzenie, so...*~

 

Jednak, teraz cały tydzień wyglądał właśnie tak.

 

Aż w końcu...

|DAM DAM DAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAM!|

 

PIĄTEK – NIEDZIELA.

Po powrocie do bazy i zamknięciu Dawida |*Dejffida| i Andromedy w statku kosmicznym, po wejściu do bazy, ja i Laura, znów zaczęliśmy się kłócić o jakąś błahostkę. W tym momencie, Laura wybiegła z płaczem do swojego pokoju. Ja natomiast, ciągle jeszcze wściekły, poszedłem do łazienki i się tam zamknąłem. |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| Po znalezieniu się tam, poczułem, że zrobiło mi się słabo. Było mi gorąco, a kilka chwil później, było mi także duszno. ~Mówiłem! Jestem człowiekiem! :<~ Chwilę później, pomyślałem:

„Ostatnio coś za nerwowy jestem...Muszę się opanować...Eh...Znów mi jest słabo, gorąco i duszno...Chyba ponownie mi naprawdę bardzo wysoko ciśnienie skoczyło..."

~*Ale jesteście pewni, że Slavia nie patrzy?*~

|Tak|

Jednak, w pewnym momencie, jako iż byłem w łazience sam, postanowiłem po raz drugi w życiu zdjąć swój płaszcz, |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| i ponownie zobaczyć sam siebie w lustrze. Chwilę później, gdy już to zrobiłem, stanął [Znowu zmiana narracji...] przed lustrem...

 

W tym momencie, pierwszy raz od jakiegoś czasu, zobaczyłem sam siebie bez kaptura. Moja twarz była cała szara. Oczy miałem żółte, jednak były one w całości tego koloru. ~*No shit, Sherlock.*~ Nie było tam białek itp. Nos miałem normalny, a nie jak mogłoby się wydawać, widząc mnie w płaszczu, na pół twarzy. Usta miałem koloru szarego. Wydawałoby się, że były one pomalowane, jednak nie, nie jestem transwestytą, czy kimś. |A może?| ~WON~ |:D| To był ich naturalny kolor. Moje włosy były czarne, jednak były normalne. Głowę miałem zwykłą, a nie spiczastą, jak mogłoby się wydawać. Jednak, dłonie miałem ciemnofioletowe, z długimi palcami. Na sobie miałem czarny strój, z którego wydobywał się czarny gaz, od którego mogłyby się podusić wszystkie żywe istoty, oprócz mnie, naturalnie. ~Ale byłem debilem i nie wytrułem nim całego świata.~

 

Chwilę później, pomyślałem:

„A może pokazałbym się jej i powiedział jej prawdę o sobie? Eh...Nie mogę, ...Ale...Może..."

„NIE! Nie możesz tego nikomu powiedzieć!" – Usłyszał w głowie znajomy głos ~*Slade'a*~.

„Ojcze...Miałeś już nie kontrolować moich myśli, dopóki nie skończę z Ziemią...Obiecałeś!" – Pomyślałem

„Wiem, wiem, ...Ale czasem muszę." – Usłyszałem w głowie odpowiedź.

„Eh...No, ale pozwól mi, chociaż Laurze...Ona nigdy tego nikomu nie zdradzi. Przecież znam ją ponad dwadzieścia lat i wiem, że mogę jej zaufać." – Pomyślałem

, „Kim jest Laura?" – Usłyszałem w głowie pytanie.

„Ohm...Nawet nie wiem jak to nazwać. Znalazłem ją w 2013 roku na Antarktydzie i przygarnąłem ją. |Siema, niespójności! Dawno się nie widzieliśmy!| Od teraz jest ona u mnie i mi pomaga. Ale jak widać gówno z tego wszystkiego wychodzi." - Odpowiedziałem

, „Ale jesteś pewien, że ona nic nikomu nie powie? Nikt przecież się o nas nie może dowiedzieć." – Usłyszałem ponownie pytanie.

„Tak, na pewno. Jak jej się coś powie, to ona zawsze to zrobi." – Odpowiedziałem

„No...Dobrze, możesz jej powiedzieć. ALE PAMIĘTAJ! Przestrzeż ją przed tym, aby nikomu innemu o tym nie powiedziała!" – Usłyszałem odpowiedź.

„Dzięki. Ale...Chwila! Czy ona nie udusi się od tego gazu, który się ze mnie wydobywa? Nie chcę, aby coś jej się stało!" – Rzekłem

„Czekaj, zaraz to załatwię." – Usłyszałem odpowiedź.

Po tym, głos na chwilę uciszył się. Jednak, chwilę później, ponownie usłyszałem ten sam głos w głowie:

„Zrobione. Już się nie udusi."

„Mam nadzieję, że nie chciałeś mi przez to powiedzieć, że JĄ ZABIŁEŚ?!" – Pomyślałem, ze strachem.

~*Jaki byłby w tym sens?*~

|To opko ogólnie nie ma sensu.|

„Nieee....Nie zabiłem jej. Jesteś po prostu przewrażliwiony na jej punkcie. W ogóle ostatnio jesteś za bardzo ludzki, że tak powiem." – Odpowiedział głos.

„Wiem...Coś się ze mną dzieje...Tylko nie wiem, co." – Powiedziałem

„Minie ci to, kiedyś. Niektórzy z nas, po znalezieniu się na innej, obcej planecie, czasem są tacy bardziej jak mieszkańcy tej planety, niż jak my, ale to mija z czasem." – Odpowiedział głos.

Po tych słowach rozmowa zakończyła się. W tym momencie, wyszedłem z łazienki i wyłączyłem światło. Gdy to zrobiłem, poszedłem do pokoju Laury. Im byłem bliżej, tym bardziej słyszałem jej płacz. Słysząc to, żal mnie się jej robiło. ~A bardziej żal tego, że wyła jak alarm przeciwatomowy.~ |WYOBRAZIŁEM TO SOBIE. XDDD|  Kiedy zaś doszedłem do pokoju, usiadłem koło dziewczyny i przytuliłem ją do siebie. Laura, czując to, najprawdopodobniej wiedziała, że byłem to ja, jednak odwróciła się. Kiedy to zrobiła, po ujrzeniu mojej prawdziwej postaci, przeraziła się. Widać to było, po jej oczach, które się trochę powiększyły. Chwilę później, spytała ze strachem w głosie:

- K-Kim t-ty jesteś? I c-co tu robisz? J-Jak się tu z-znalazłeś?

~*A-A t-ta w-wypowiedź z-została z-zajebiście n-napisana.*~

- Lauro...To ja. Grzegorz. – Odpowiedziałem

- GRZEGORZ?! To ty tak wyglądasz bez swojego płaszcza?! – Krzyknęła

- Tak, skarbie. To ja w całej okazałości. – Odpowiedziałem

- A-Ale ty nawet nie wyglądasz jak człowiek! No może trochę, ale w większej części nie! Kim ty jesteś?! – Spytała

-, Bo ja...Nie jestem człowiekiem. Wyglądam jak człowiek, ale nim nie jestem. Możesz mi wierzyć lub nie, ale jestem istotą nadprzyrodzoną. – Odpowiedziałem

- C-Co? J-Jak to? Jakim cudem?! Przecież istoty nadprzyrodzone nie istnieją! – Powiedziała zmieszana.

~Żelazny dowód: Żyję na tym świecie już piętnaście wieków.~

|Żeś se cheat na nieśmiertelność włączył.|

~:D~

- Istnieją. Właśnie znasz jedną. W ogóle, muszę ci powiedzieć coś o sobie. Tak naprawdę nie nazywam się Grzegorz Antychryst. Dano mi takie imię i nazwisko przed wyruszeniem na Ziemię. Nazwisko „Antychryst" ~Ładne, czyż nie? ^-^~ dano mi po tym, jak ojciec szukał wyjebistego nazwiska, ale nie mógł znaleźć, a chciał, aby było z jakieś religii. No i, wreszcie, zrezygnowany, podczas przeszukiwania Pisma Świętego, trafił na ostatnią księgę i na Antychrysta. ~Ale wolałbym mieć na nazwisko Apollyon. Pasowałoby do mnie. :3~ ~*Ech... -_-*~ I to wybrał. Naprawdę nazywam się Xyasch Xygamish. ~Od dziś tak do mnie mówcie.~ [Język sobie połamiemy.] ~Wiem :D~ Ale nazywaj mnie, jak nazywałaś. Na Ziemi jestem tylko po to, aby ją zniszczyć. Rasa, z której pochodzę, pała nienawiścią do Ziemi z jakiegoś-tam-powodu. Jednak, aby ją zniszczyć, czekali na odpowiednią osobę. I najprawdopodobniej byłem nią ja, bo mnie tu wysłali. [#GaryStu] Niby jestem wyjebiście idealny, ale jednak nie. Bo nikt nie przewidział, że nie jestem do końca nieśmiertelny oraz idealnie idealny. Ale da mnie się wskrzesić, więc to idzie na plus. Oprócz tego posiadam wiedzę absolutną. Wiem WSZYSTKO. Znam WSZYSTKIE języki świata, znam się również na WSZYSTKICH dziedzinach życia, znam WSZYSTKIE dane na temat WSZYSTKICH ludzi, znam CAŁY Wszechświat, wiem jak ten cały bajzel powstał i jak się skończy, znam CAŁY świat w 100%, znam charaktery, wady, zalety, wygląd itp. KAŻDEGO człowieka na świecie, znam CAŁĄ najnowszą i jeszcze nawet nieistniejącą technologię i wiele innych. ~*Mamo, znalazłam męża! Jest ode mnie starszy o ponad tysiąc lat, ale wiek to tylko liczba!*~ ~Jebłem xD~ Co do mnie samego, to nikt nie może się o moim rzeczywistym życiu dowiedzieć. Nie wiem, czemu, ale po prostu nikt nie może. Chociaż niektórzy ludzie, jeśli się o mnie dowiedzą, mówią różne rzeczy na mój temat, czasem takie, które są prawdziwe, jednak dla nich są to hipotezy. Ten gaz, który się ze mnie wydobywa jest śmiertelny dla ludzi na ziemi. [O loool, nazwa planety małą literą. No teraz to dowaliłaś. xD] ~*Lolix, faktycznie. xD*~  Ale ty się nie udusisz. Mój ojciec załatwił, abyś się nie udusiła, gdyż ja mogę z nim rozmawiać za pomocą myśli, tak jak i z innymi z mojej rasy, więc ubłagałem go, abym mógł powiedzieć ci o mnie prawdę. Ale ty, błagam cię najmocniej, nie mów nikomu o mnie prawdy. Nie chcę mieć kłopotów. I taka ciekawostka na koniec. Wiesz, że to, że ze mną się tak długo zadajesz sprawiło, że pod względem śmiertelności jesteś teraz taka jak ja? [Zabójca kanonu będzie wiecznie żywy. :-(] ~*ALE MAM POMYSŁ NA ONE-SHOTA! :3*~ [Już się boję...] ~*Chuj, opowiadanie rozdziałowe, w którym będą sądzone wszystkie postacie z moich opek. Kto za, niech oznacza się w komentarzach.*~ ~JESTEM ZA! Zrób ze mnie sędzię! Proooszę!~ ~*OK :3*~ ~:*~ – Opowiedziałem

- No dobrze, nie powiem nikomu, przysięgam. Ale...Czemu się tak nawet przede mną ukrywałeś? – Spytała

~– Bo masz mordę jak skarpeta.~

~*|[xDDDD]|*~

- Zakazano mi mówić komukolwiek. Nikt nie może wiedzieć, kim ja jestem, bo nie skończyłoby się to dla mnie dobrze. – Odpowiedziałem

- Ej, zaraz! Czyli może mnie od teraz zabić tylko to, co ciebie? – Spytała

~– Yes, bitch. I zaspoilerowałbym tu najnowszy FanFiction Ramoninth, ale wiem, że LeckerSweet gdzieś tu się ukrywa i mogłaby zobaczyć, więc LOL NIE ZROBIĘ TEGO. xD~

- Tak. I ciebie teraz także da się wskrzesić. – Odpowiedziałem

- Łooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo! – Powiedziała

[Mózg mi zdechł.]

W tym momencie zaśmiałem się, ukazując swoje zęby, które nie były zwykłe. Były to długie kły, jak u wampira. W tym momencie, Laura powiedziała ze strachem:

- Ty masz kły zamiast zębów! Błagam, nie rób mi krzywdy!

~– Lol, tylko wypiję ci krew, bo mi żelaza brakuje. – odpowiedziałem~

- Nic ci nie zrobię, skarbie. Nie chcę robić ci krzywdy. Poza tym ciebie nigdy bym nie skrzywdził. – Odpowiedziałem

-, Ale to robisz od paru tygodni...Krzywdzisz mnie psychicznie tymi kłótniami... - Powiedziała ze łzami.

- Przepraszam, skarbie...Coś się ze mną dzieje...Te kłótnie działają źle także na mnie, bo mi ciśnienie zbyt wysoko skacze i robi mnie się słabo, ale nie panowałem nad sobą...Wybacz mi... - Rzekłem

- Proszę cię...Nie krzywdź mnie już tak... - Odparła

W tym momencie, odsłoniła ona swoje dłonie, |A nie ręce? NIESPÓJNOŚCI! -_-| które były całe pocięte i pokazała mu, [I znowu zmiana narracji... <Ziew>] po czym powiedziała:

- To wszystko przez ciebie. Przez te kłótnie. Nie wytrzymuję już.

- Skarbie! PO JASNĄ CHOLERĘ ty się cięłaś?! – Krzyknąłem

- Nie daję już rady...Tak bardzo cierpię psychicznie, że muszę to jakoś wyładować... - Odpowiedziała

- Kochanie...Nie tnij się już...Błagam...Zrobię dla ciebie wszystko, tylko nie wykańczaj się... - Rzekłem

- To nie powoduj kłótni...To wystarczy... - Odparła

- Postaram się, kochanie... - Powiedziałem

Po tej rozmowie, posiedziałem przy niej jeszcze trochę, po czym oboje wstaliśmy i zajęliśmy się swoimi sprawami... |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|

 

Jednak, w pewnym momencie, ujrzałem, że przyszła do mnie Laura. Po chwili zaś usłyszałem, jak Laura pytała swoim uroczym ~jak woda w ściekach~ głosikiem:

- Grzegorz, mogę pożyczyć twoją kartę kredytową?

- A po co ci moja karta kredytowa, skarbie? Przecież masz swoją. – Spytałem

-, Ale na twojej nigdy nie kończą się pieniądze, a na mojej kończą. A chcę dziś pójść na duże zakupy. – Odpowiedziała dziewczyna.

~*ZMIENIAJ PIN I DAWAJ!*~

~Lol, nie. xD~

- No to lepiej jednak weź moją kartę kredytową, rzeczywiście. – Odparłem

Po tej rozmowie, podałem jej kartę, po czym Laura ubrała się i wyszła.

 

Kiedy zaś zostałem sam, pomyślałem:

„Eh...Ona jest taka piękna...Jest po prostu ideałem kobiety nieprzepuszczonym przez Photoshop... ~*Wiemy. Nie musisz się powtarzać.*~ A jej charakter jest po prostu zbliżony do mojego. Na dodatek te jej piękne ~jak gówno kota~ |XDDD| oczy...Każdy może w nich zatonąć, mimo iż są one dość małe, co zresztą dodaje jej uroku...A to, że jest taka niska, sprawia, że jest jeszcze bardziej cudowna...Jej głos...Coś pięknego ~jak karaluch~...Najlepszy dźwięk, który można usłyszeć na tym świecie, ...Kiedy się śmieje...Jest to najpiękniejszy ~jak błoto~ widok na Ziemi...A kiedy ją przytulam...Czuję się, jakbym trzymał w objęciach cały swój świat, ...Kiedy płacze lub cierpi...Nie mogę na to patrzeć...Wtedy aż serce mnie się kraja, ...Kiedy śpi...Wygląda tak ~zjebanie, że aż mi mózg przez nogi wychodzi~ |XXDD| uroczo i niewinnie...Ja...Ja ją kocham...Ona jest jedyna taka... Ona jest Cudowna... [Deutsch?]"

Jednak, chwilę później, postanowiłem napić się wina. ~Lol, dziś mam ochotę na piwo, a sklepy nieczynne. :<~ Podszedłem, więc do jednej z gablotek, otworzyłem ją i wyjąłem butelkę czerwonego wina, po czym nalałem trochę do kieliszka, schowałem butelkę do odpowiedniego miejsca, usiadłem na kanapie i pijąc wino, zacząłem rozmyślać o swej ukochanej:

[Zamknij ryj.]

„Ona...Ona jest czymś cudownym...Właściwie to kimś. Jest tak urocza ~jak las nocą~...Gdyby była wyższa, nie byłaby już tak cudowna...Oczywiście ma ona swoje wady...Każdy je ma. Nawet ja. Ale mimo wszystko, jest taka..."

Jednak nie dokończyłem myśli, gdyż usłyszałem w swojej głowie znajomy głos:

„UUU~*Fenyloalanina?*~UU....Ktoś tu się zakochał..."

„OJCZE!!! Miałeś nie kontrolować więcej moich myśli!!!" – Pomyślałem ze złością.

Oj, no wiem. Ale czasem po prostu muszę." – Odpowiedział

, „Ale może nie wtedy, gdy staram się znaleźć wszystkie możliwe zalety Laury?" – Pomyślałem

„Oj, przepraszam...Tak jakoś wyszło...Heh..." – Usłyszał |I znowu zmiana narracji. <Ziew>| odpowiedź.

„Taa...Tak jakoś wyszło...Zawsze „przypadkowo" zaczynasz kontrolować moje myśli, gdy myślę o prywatnych sprawach." – Pomyślałem z irytacją.

Jednak, chwilę później, przestałem już rozmyślać o Laurze, gdyż wkurzało mnie to, gdy mój ojciec kontrolował moje PRYWATNE myśli. Lecz, chwilę później, usłyszałem otwierające się drzwi do bazy. Parę sekund później, zobaczyłem wielką kupę zakupów, wchodzącą do domu. |Wyobraziłem to sobie. xDDD| Od razu rzekłem:

- Lauro, ty w ogóle gdzieś tam jesteś?

- Tak, jestem. Po prostu trochę dużo kupiłam. – Odpowiedziała dziewczyna.

- Trochę...Chyba W CHOLERĘ DUŻO!!! Coś ty tam nakupowała?! – Spytałem

- No, więc tak. ~*Nie zaczyna się zdania od "Więc".*~ Zacznijmy od tego, co kupiłam do jedzenia. W większości są to słodycze. Kupiłam wieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeelką [Gimbus Mode: ON] Nutellę, sześć paczek chipsów, colę, dwa kartony donutów, cztery zestawy na wynos z McDonald 's, jak będziesz chciał, to się z tobą podzielę, dwa zestawy na wynos z KFC, ~*<Rzyg>*~ dziesięć dużych czekolad, karton batonów, dwie pizzę, kurczaka, trochę owoców i warzyw, dwa opakowania z wodą, trzydzieści opakowań żelków, cztery lizaki, dwadzieścia torebek gorącej czekolady, fantę, mirindę, 7up i Sprite. Z ubrań kupiłam sobie wszystkie bluzki i buty, jakie mnie się spodobały w przeciągu całego mojego życia, cztery sukienki, dwie spódnice i dwie pary pantofli. Z zestawów do makijażu kupiłam cztery lakiery do paznokci, zmywacz do nich i kredkę do oczu. Z gadżetów kupiłam PS3, PS4, PS2, XBOX 360, XBOX ONE, PSP, PSP VITA, gry do nich, wszystkie płyty moich ulubionych wykonawców, kartę do Spotify, ~*TIDAL lepszy.*~ PS Store, Sklepu Play na 150 zł, wszystkie książki, które lubię, Zniszcz Ten Dziennik, To Nie Książka, iPhone, MP4, wszystkie filmy, które lubię, parę długopisów, cienkopisów, zestawy do rysowania, malowania, rzeczy do malowania, naklejki oraz nowy komputer! I tylko tyle. – Opowiedziała Laura.

|~Nie dać kobiecie limitów pieniężnych...~|

- Ja pierdolę...Puścić ciebie samą do sklepu... - Rzekłem

W tym momencie Laura zaśmiała się. ~*JASNY CHUJ! ;_;*~ [Co się stało?] ~*Nie, nic. Złe wspomnienie tak nagle mnie się przypomniało. ;_; KURWA, ZNOWU! ;_;*~ |Czyli?| ~*Kiedyś, jak moja babcia miała działkę, nocowałam raz u niej. Była noc i, gdy babcia ledwo co wyłączyła telewizor, ja przypadkowo spojrzałam na niego. Był to stary telewizor z tym grubym ekranem, które przez chwilę, po wyłączeniu, są jeszcze białe. Zawsze się tego bałam. I do dziś boję się patrzeć w nocy na dopiero co wyłączone telewizory, mimo iż plazmowe tak nie mają.*~ ~Szczerze? Ta historia była ciekawsza, niż to FanFiction.~ ~*I właśnie teraz mam przed oczami ten ekran. ;_;*~ ~<Przytula> Spróbuj to wyrzucić z pamięci.~ ~*<Odwzajemnia>*~ Widząc i słysząc to, milej mnie się zrobiło. Chwilę później zaś, oddała mi ona kartę kredytową i poszła do pokoju rozpakowywać zakupy...

Kiedy zaś zostałem sam, pomyślałem:

~"Czy jak wsadzę łeb Mateusza do pralki to umrze czy zmądrzeje?"~

|XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD|

„Na cholerę ja dawałem jej tą [*tę] kartę kredytową? Przecież ona, nie mając limitów pieniężnych, może wykupić pół sklepu!"

Jednak, mimo tego, włączyłem telewizję i zająłem się swoimi sprawami, czyli oglądaniem TV...

~*Ambitna robota, nie ma co.*~

 

Jednak, w pewnym momencie, gdy powoli przysypiałem przyszła do mnie Laura. Od razu się pobudziłem, widząc ~jej krzywą mordę.~ ją.

 

Jednak, dziewczyna była blada. Słychać było jej słabe oddechy. ~*Onie*~ Widać było, że dłonią trzymała się za brzuch, co mogło znaczyć, że ją bolał. [<Płacze>] Widząc ją, pierwszy raz w życiu, poczułem ból w sercu. Było mi jej tak żal...

 

Chwilę później, dziewczyna usiadła koło mnie. Widząc ją, spytałem:

- Kochanie, ...Co ci się stało?

- Słabo mi...Brzuch mnie mocno boli...Chyba mam temperaturę...Mgli mnie...~*Nadkropkozę mam...*~ Chyba będę wymiotować...Gorąco mi... - Odpowiedziała słabym głosem Laura.

- Wiesz...Pójdź do łazienki, spokojnie zwymiotować...Może poczujesz się, choć trochę lepiej. – Poradziłem

Po tej rozmowie, dziewczyna wyszła do łazienki, zwymiotować. Chwilę później, dało się słyszeć, jak wymiotowała. Powtórzyło się to jeszcze sześć razy, ~*Ta to ma stalowy żołądek.*~ po czym nie miała ona już, czym wymiotować. Kiedy to słyszałem, pomyślałem:

„Pewnie się znów przejadła. A mówiłem jej kiedyś, że mimo tego, iż ma zajebistą przemianę materii [#MarySue] nie powinna tyle jeść, bo to może jej zaszkodzić. Ale cóż...Nie opieprzę jej z tego powodu przecież. Obiecałem, że nie będę się z nią już kłócił."

Gdy zaś wróciła ona do pokoju, była jeszcze bledsza. Chwilę później, podeszła do mnie, po czym przytuliła się do mnie, a chwilę później, zasnęła...Widząc to, pomyślałem:

„Biedactwo...Jak mi jej ~nie~ żal..."

Po czym przytuliłem ją do serca...

 

Gdy zaś dziewczyna się obudziła, spytałem:

- I jak, skarbie? Lepiej?

- Tak, już tak... - Odpowiedziała dziewczyna.

- Tym lepiej. – Odparłem

- W ogóle to opowiesz mi w końcu, dlaczego zamykasz statek kosmiczny na klucz? – Spytała Laura.

W tym momencie, opowiedziałem jej o wszystkim. Kiedy skończyłem, dziewczyna powiedziała:

- I dobrze im tak. Niech zdychają, ciule pierdolone.

~:*~

- Dalej masz im za złe? – Spytałem

- TAK!!! Nigdy im tego nie daruję! – Krzyknęła

~:**~

W tym momencie nastała cisza. Po chwili zaś, zajęliśmy się swoimi sprawami...

 

Wieczorem zaś, gdy Laura przebrała się już w piżamę i umyła, wcisnęła się na sofę koło mnie, położyła się obok oraz mocno przytuliła do mnie. Jako, iż w pokoju było ciemno, |Dalej, Grzegorz! Trza wykorzystać okazję!| ~Lol, lepiej nie ryzykować spłodzeniem największego debila na świecie. ;P~ |W sumie racja. xD| a ona bała się ciemności, ~*Jak macie telewizor RTC, to nie dziwne.*~ czuła się bezpieczniej przytulona do kogoś lub do czegoś. Chwilę później, przytuliłem ją do siebie. I parę minut później, usnęliśmy...

 

TYDZIEŃ V.

Jest to tydzień opierdalania się i oczekiwania na 13 kwietnia...

PONIEDZIAŁEK – PIĄTEK.

Następnego dnia, gdy się obudziłem, od razu odwróciłem się. Gdy to zrobiłem, ujrzałem, że Laura nadal leżała przytulona do mnie i spała. Widząc to, pomyślałem:

„Eh...Jak ona uroczo wygląda, gdy śpi..."

~Ta...Tak uroczo jak gnojówka na wsi.~

Po czym chciałem wstać. Jednak, w pewnym momencie, uświadomiłem sobie, że jeśli chciałbym wstać, mógłbym obudzić Laurę, a nie chciałem tego robić, gdyż dziewczyna śpiąc wyglądała tak słodko ~jak cytryna~...Postanowiłem, więc czekać, aż ta się obudzi. Jako, iż był poniedziałek, sprawdziłem godzinę. Kiedy to zrobiłem, okazało się, że była dopiero 6:00.

„Eee...Jeszcze trzy godziny. Mam czas." – Pomyślałem po zobaczeniu tego.

Następnie zaś, zacząłem czekać, aż Laura się obudzi...

Godzinę później, dziewczyna obudziła się. Widząc to, że nie spałem od godziny, od razu spytała:

- Nie nudziło ci się leżeć tu tak przez godzinę nic nie robiąc?

~Liczyłem kafelki na ścianach.~

|XDDD|

- Owszem, trochę mnie się nudziło, jednak gdybym wstał, to ty mogłabyś się obudzić, a śpiąc wyglądasz tak uroczo, że aż żal cię budzić... - Odpowiedziałem

W tym momencie, zaśmiała się ona. Widząc to, aż milej mnie się zrobiło. Chwilę później, powiedziała ona:

- Dziękuję, że tak mówisz.

- Oj, nie musisz dziękować. To tylko prawda jest. – Odparłem

Po tej rozmowie, poleżeliśmy jeszcze parę minut, po czym wstaliśmy i zaczęliśmy szykować się do kolejnego tygodnia opierdalania się w kokpicie statku kosmicznego i obserwowania, jak Dawid |*Dejwid| i Andromeda odwalają za nas całą robotę...

 

Jednak, w pewnym momencie, już na statku kosmicznym, usłyszeli [Ech...I znowu zmiana narracji. -_-] otwierające się drzwi do kokpitu. Gdy odwróciliśmy się, ujrzeliśmy Andromedę, która rzekła:

- Maszyna już skończona. Co teraz mamy robić?

- Czekać na 12 kwietnia, czyli do piątku. – Odpowiedziałem

Od tego momentu, zaczęliśmy opierdalać się jeszcze bardziej. Do czasu...

 

*Oczami Laury.*

Te ostatnie pięć tygodni, opisać mogę tylko tak:

TYDZIEŃ I:

Tydzień ten zaczął się przyjemnie, ale niekoniecznie tak się skończył... |Epickie te spoilery.|

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

Ten tydzień zaczął się normalnie. Po znalezieniu się we Wszechświecie, zaczęliśmy oczekiwać, aż nasi pomocnicy skończą maszynę. W pewnym momencie, gdy ja i Grzegorz wyszliśmy do pomieszczenia głównego, ujrzeliśmy, ...ŻE DAWID |*Dejwid| I ANDROMEDA SIĘ CAŁOWALI! Fuj. ~*Parę minut później... xD*~ W pewnym momencie, rzekłam:

- Ekhm...

W tym momencie, Dawid |*Dejwid| i Andromeda od razu odwrócili się. Kiedy to zrobili, ujrzeli nas. W pewnym momencie, Grzegorz rzekł:

- Nie mam nic przeciwko temu, żebyście czuli do siebie coś więcej, niż tylko przyjaźń, ale, do cholery nie okazujcie tego wszędzie, gdzie się da!

~*ZA CHWILĘ! XDDD*~

Po chwili zaś, on jak i ja wróciliśmy do kokpitu, gdyż stamtąd przyszliśmy...

 

Tymczasem, gdy Grzegorz i ja wróciliśmy do kokpitu, przez jakiś czas siedzieliśmy w ciszy. Jednak, w pewnym momencie, Grzegorz spytał:

- Czy ktoś ci kiedyś mówił, że jesteś ~brzydka jak gówno w kiblu?~ urocza?

- Nie...Wszyscy mi mówili, że jestem okropna...brzydka...Że nie należy mnie się miłość...przyjaźń, ...że powinnam się zabić, ...że, po co żyję, jak nikt mnie nie chce... - Odpowiedziałam ze łzami w oczach.

-, Bo musisz wiedzieć, że jesteś ~brzydka jak woda po parówkach~ urocza. I nie słuchaj się tych, co ci mówią inaczej, bo oni kłamią. – Odpowiedział

- Oh, Grzegorz...Naprawdę? – Spytałam ze łzami w oczach.

- Tak...Ciebie bym nie okłamał. – Odpowiedział

- Oh... - Rzekłam, po czym przytuliłam się do niego. On natomiast mnie objął. Parę sekund później, powiedział:

-, Bo ja ci muszę coś powiedzieć...Nie wiem jak ci to powiedzieć, gdyż mówię to pierwszy raz w swoim życiu, ale...ale...Ja cię ~zajebię za dwie minuty. Fajnie, nie?~ |Jezu xDDD| kocham...Ty po prostu powodujesz, że moje życie staje się, choć trochę bardziej urozmaicone...Jesteś tym, czego można najbardziej pragnąć [in the Sosnowiec City] ~*|~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~|*~...Wystarczy nawet twoja sama egzystencja, aby czuć się szczęśliwszym. Ten, kto cię ma, ma prawdziwy skarb ~*Sosnowca*~ Wszechświata.

Oh...Pierwszy raz w życiu ktoś mnie pokochał... ~Zajebisty ten opis uczuć, nie ma co.~

 

W tym momencie nastała cisza. Chwilę później, rozpłakałam się ze szczęścia, po czym spytałam:

- Oh, Grzegorz...Naprawdę?

- Oczywiście...Jesteś jedyną osobą, której nigdy bym nie okłamał... - Rzekł

W tym momencie, mocniej się do niego przytuliłam. Parę minut później, kiedy go puściłam nasze twarze zaczęły się do siebie przybliżać. ~*ZARAZ! XDDD*~ Po chwili zaś zaczęliśmy się, pierwszy raz w ich życiu, całować. Czułam się podczas tego, jakby czas się zatrzymał. Czułam się błogo...Nigdy wcześniej się nie całowałam. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy taki dźwięk, jakby drzwi do kokpitu automatycznie się otworzyły. Nie przejęliśmy się tym jednak. Obchodziła nas w tym momencie tylko chwila. Sekundę później, usłyszeliśmy głos [Tępej Pizdy] Andromedy, która mówiła:

- Ups...Przepraszam bardzo...

A następnie dźwięk zamykających się drzwi od kokpitu. Jednak i tym się nie przejęliśmy, gdyż liczyła się dla nas tylko ta chwila...

 

Kiedy zaś skończyliśmy się całować, zaczęliśmy ponownie siedzieć w ciszy...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

Po wylądowaniu w piątek po południu przed odpowiednim blokiem, gdy Dawid |*Dejwid| i Andromeda wyszli z pojazdu, ruszyliśmy do naszej bazy. Po znalezieniu się tam, wszystko było normalne. Jednak...

 

Od wieczoru natomiast, zaczął prześladować nas pech...

|Epickie spoilery.|

 

Wieczorem, w pewnym momencie, zaczęłam się źle czuć. Było mi słabo i mdliło mnie. Na dodatek było mi zimno i czułam, że miałam temperaturę. Na dodatek wszystko mnie bolało i kręciło mnie się w głowie. Od razu poszłam do Grzegorza [Mendla] ~:D~, gdyż czułam, że tylko on mógł mi pomóc. Kiedy zaś tam byłam i gdy on mnie ujrzał, chwilę później, spytał on spokojnym głosem:

[W wypadku twojego głosu to serio musiało być trudne.]

~True :-(~

- Lauro, ...Co ci się stało, skarbie?

- Źle się czuję...Słabo mi...Brzuch mnie boli...W głowie mnie się kręci...[Nadkropkozę mam...] Mdli mnie...Zimno mi...Wszystko mnie boli... - Odpowiedziałam słabym głosem.

- Biedactwo...Ja ci nie umiem pomóc...|Siema, niespójności. Dawno was nie było.| Na razie spróbuj się położyć. Może ci przejdzie. – Rzekł

Po tych słowach, zrobiłam, to, co poradził mi Grzegorz. Po znalezieniu się w pokoju położyłam się na łóżku. Jednak, z każdą chwilą czułam się coraz gorzej...Aż w końcu...

 

Wieczorem zaś, w pewnym momencie, kiedy aż płakałam z bólu, ujrzałam, że przyszedł do mnie Grzegorz. Kiedy zobaczył, w jakim byłam stanie, od razu podszedł do mnie i spytał:

~– Możesz przestać udawać i wracać do pucowania szyb?~

|Kocham twoje podejście do życia. xDDD|

~Wieeem xDDD~

- Skarbie, co ci się dzieje? Dlaczego płaczesz?

- Tak mnie wszystko boli...Tak mi zimno...Tak bardzo źle się czuję... Chyba będę chora...[Przecież już jesteś chora, na Nadkropkozę.] - Odpowiedziałam z płaczem.

- Biedactwo...Jutro na ten tydzień zostań w domu. Jesteś zbyt słaba, a ja nie darowałbym sobie, gdyby przeze mnie coś ci się stało. – Odparł

W tym momencie ona słabo się do niego uśmiechnęłam. ~*Najlepsza zmiana narracji w jednym zdaniu, jaką kiedykolwiek widziałam. xD*~ Po chwili, drugi raz w swoim życiu, pocałował mnie, po czym okrył mnie kołdrą i wyszedł z pokoju...

 

TYDZIEŃ II:

W tym tygodniu jeszcze bardziej niż poprzednio cierpiałam...

~Awww <3~

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

W poniedziałek rano zaś, kiedy Grzegorz zamierzał wyjść, aby udać się po Dawida |*Dejwida| i Andromedę, zajrzał jeszcze do mnie. Po wejściu do mojego pokoju, najprawdopodobniej ujrzał, że nie spałam już, gdyż powiedział do mnie:

- Wychodzę, skarbie.

- Proszę...Nie zostawiaj mnie... - Odparłam.

- Wybacz mi...Niestety muszę...- Rzekł

|Mam zajebiste priorytety, wiesz.|

Po tych słowach, podszedł do mnie, pocałował mnie i wyszedł...

 

I przez cały tydzień leżałam cierpiąca w domu. Wstawałam tylko do toalety, umyć [dupę] się lub aby coś zjeść lub czegoś się napić. Z każdym dniem czułam się coraz gorzej. Bałam się, że nie dożyję piątku. Lecz...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

W piątek popołudniu, w pewnym momencie, usłyszałam otwierające się drzwi do bazy, a następnie kroki. Wiedziałam, że był to Grzegorz. Chwilę później, ujrzałam go.

- I co, najdroższa? Lepiej się czujesz? – Spytał, wchodząc do jej pokoju.

~*Lol, co to za zajebista nuta leci mi w słuchawkach? <Sprawdza> A, ok. Wiem już.*~

- Nie...Jeszcze gorzej... - Odpowiedziałam, zwijając się z bólu.

W tym momencie wyjął on telefon, po czym zadzwonił po lekarza. Kiedy zaś to zrobił, spytałam:

-, Po co to zrobiłeś?

~– Bo się nudzę, idiotko. -_- – odpowiedziałem~

- Ja chcę dla ciebie jak najlepiej, skarbie. Nie mogę patrzeć, jak cierpisz. – Odpowiedział

W tym momencie nastała cisza...

 

Po parunastu minutach, gdy przyjechał lekarz i zbadał mnie oraz przepisał mi leki, Grzegorz od razu poszedł po nie do apteki. ~*Fajnie to zdanie brzmi, tak swoją drogą.*~ Po powrocie, zgodnie z tym, co powiedział lekarz, podawał mi odpowiednie leki. Było tak w sobotę i niedzielę. Aż w końcu...

 

~*HALF-LIFE*~ TYDZIEŃ III:

W tym tygodniu, zaczęłam powoli powracać do zdrowia. [Szkoda...]

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

W poniedziałek rano, Grzegorz powiedział do mnie, jeszcze przed jego wyjściem:

~*Zdziwiłabym się, gdyby to nastąpiło po jego wyjściu.*~

- Dobrze skarbie. Przez ten tydzień, dla twojego dobra zostań jeszcze w domu. Dwa razy dziennie, tj. rano i |rano| wieczorem, bierz te leki, które ci w weekend podawałem. Nie wychodź także z bazy, bo możesz się gorzej rozchorować. Do sklepu nie musisz iść, bo załatwiłem ci jedzenie i picie na cały tydzień.

- Dziękuję ci... - Powiedziałam.

- Oj, nie musisz dziękować. Ja cię po prostu kocham i nie chcę, aby coś gorszego ci się stało. – Odparł

W tym momencie słabo się do niego uśmiechnęłam. Chwilę później, podszedł on do mnie, pocałował mnie i wyszedł z pokoju i z bazy...

 

Jednak, od następnego dnia, zaczęłam czuć się coraz lepiej. |:-(| Wiedziałam, że w końcu wyzdrowieję i nie będę musiała cierpieć. Z każdą chwilą było mi coraz lepiej, ale mimo to, nadal brałam leki i nie wychodziłam z bazy, jak kazał Grzegorz. ~*W końcu Boga trzeba się słuchać, czyż nie?*~ Aż wreszcie...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

W pewnym momencie, w piątek po południu, usłyszałam otwierające się drzwi do bazy, a następnie kroki. Kilka chwil później, ujrzałam Grzegorza wchodzącego do mojego pokoju. Po chwili, spytał:

- I jak się czujesz?

- Już lepiej, ...Ale jeszcze nie mam siły, aby wstawać. – Odpowiedziałam

- Tym lepiej, że już tak nie cierpisz. – Odparł Grzegorz.

Po tej rozmowie, posiedział on przy mnie jeszcze trochę, po czym poszedł do siebie do pokoju...

~*Najzajebistsza scena ever.*~

 

Jednak, w niedzielę, mogłam już normalnie wstać. Od razu podniosłam się z łóżka i wyszłam z pokoju. Po zrobieniu tego, ujrzałam Grzegorza, który najwidoczniej do mnie szedł. Od razu podbiegłam do niego i rzuciłam mu się w ramiona. Chwilę później, on rzekł:

- O, już zdrowa. To ~źle~ dobrze...

- Tak...Tak ci dziękuję...Jesteś taki dobry dla mnie...W dzieciństwie uratowałeś mnie przed śmiercią z zimna, a teraz przed śmiercią z cierpienia... - Powiedziałam

- Oj, nie musisz dziękować. – Odparł

- Nie wiem, jak mogę ci się odwdzięczyć... - Rzekłam

- Już to robisz. Pomagając mi odwdzięczasz się za wszystko, co dobrego dla ciebie zrobiłem. – Odrzekł

Po tej rozmowie, parę minut później, puściłam go, po czym zajęłam się swoimi sprawami...

 

TYDZIEŃ IV

W tym tygodniu od wtorku ja i Grzegorz kłóciliśmy się o byle błahostkę, przez co cierpiałam ja oraz poznałam (WRESZCIE!) Prawdę ~*Ewidentnie, za dużo niemieckiego.*~ o Grzegorzu.

~*

Wybaczcie. To jest silniejsze ode mnie. <3*~

~^-^~

[<333333333333333333333333333333333333333333333333333333]

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK.

Następnego dnia, gdy obudziłam się, ubrałam się i wyszłam z pokoju. Po zrobieniu tego, ujrzałam Grzegorza. Jednak, zdawało mnie się, że coś mu się stało. Od razu spytałam normalnym tonem:

- Grzegorz? Coś ci się stało?

- Błagam cię, nie ~drzyj mordy jak syrena policyjna.~ |X"D| krzycz...Tak mnie dziś głowa boli... - Odpowiedział

- To może zostaniesz dziś w bazie, skoro nie najlepiej się czujesz? – Rzekłam ściszonym głosem.

- Muszę tam lecieć, choćby, dlatego, że [Tu jest ewidentnie za dużo przecinków.] tylko ja umiem prowadzić ten statek kosmiczny...Nie chcę, abyś przy próbie startu się zabiła...Ten, kto próbował startować tym statkiem kosmicznym, nie przeżył więcej niż pięciu sekund... - Powiedział

Kiedy zaś udaliśmy się do statku kosmicznego, ujrzałam, że Grzegorz otwierał go kluczami, co znaczyło, że był zamknięty, mimo iż ON|IACZ| nigdy nie zamykał pojazdu na klucz. Widząc to, spytałam ściszonym głosem:

-, Dlaczego tak nagle zamknąłeś ten pojazd na klucz?

- Później ci opowiem... - Odpowiedział Grzegorz.

Po tej rozmowie, weszliśmy do kokpitu, po czym, ku mojemu zdziwieniu od razu ruszyliśmy do Wszechświata, a nie po Dawida |*Dejwida| i Andromedę. Po znalezieniu się we Wszechświecie, jak co poniedziałek rano, poszłam sprawdzić, czy Dawid |*Dejwid| i Andromeda byli w pojeździe. Okazało się, że tak, jednak byli w takim stanie, jak po trzech dniach niejedzenia i niepicia. [Kurwy jebane, cheaty na nieśmiertelność włączyli.] Widząc to, ucieszyłam się, gdyż mogło to znaczyć, że zdechną. ~:*~ Lecz, chcąc nie chcąc musiałam dać im jeść i pić. Po zrobieniu tego, wróciłam do kokpitu, po czym usiadłam na swoim siedzeniu...

Jednak, w pewnym momencie, widząc, że ON|IACZ| rzeczywiście nie najlepiej się czuł, rzekłam:

- Może po prostu spróbujesz się przespać?

- Może to i dobry pomysł...Spróbuję... - Odparł

Po tej rozmowie, spróbował zasnąć. Po paru minutach i po paru minutach – usnął...

|To drugie zdanie nie ma sensu. xD|

~Jak to całe opko.~

 

Godzinę później, ujrzałam, że Grzegorz się obudził. Od razu spytałam:

- O, już się obudziłeś. I jak się czujesz?

- Już lepiej. – Odpowiedział ~*orkan*~ ~Nosz...~ ~*:D*~ Grzegorz.

- To w sumie dobrze. – Odparłam

Po tych słowach, nastała cisza. Przez godzinę panował spokój. Jednak, po godzinie stało się coś, co zaważyło o dalszym ciągu tego tygodnia...

 

Otóż, po tej godzinie Grzegorz i ja zaczęliśmy sprzeczać się o jakąś błahostkę, związaną z szykowaną apokalipsą. Sprzeczka ta przerodziła się w kłótnię. Po kłótni, nie wytrzymałam i wybiegłam do łazienki. Po znalezieniu się tam, aby rozładować emocje, wyjęłam żyletkę, którą nosiłam przy sobie na wszelki wypadek i zaczęłam się ciąć. [Super. Liczę na to, że zdechniesz, dziwko psująca kanon.] Po parunastu minutach, gdy skończyłam, zabandażowałam sobie pocięte ręce[, tym bandażem, co to się z dupy wziął] i schowałam je pod bluzę, po czym wróciłam do kokpitu...

 

Jednak, teraz cały tydzień wyglądał właśnie tak. Najczęściej cięłam się w nocy, pod pretekstem wyjścia do toalety, gdyż wtedy nikt nic nie podejrzewał...

 

Noce dla mnie były inne. Po każdorazowej kłótni wymykałam się do łazienki i cięłam się...

 

Aż w końcu...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA.

Po powrocie do bazy i zamknięciu statku kosmicznego, po wejściu do bazy, Grzegorz i ja, znów zaczęliśmy się kłócić o jakąś błahostkę. |Kłócicie się jak stare, dobre małżeństwo.| ~Ryj~ |:D| W tym momencie, wybiegłam z płaczem do swojego pokoju. Po znalezieniu się tam, usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Tak bardzo cierpiałam...Jednak, w pewnym momencie usłyszałam kroki, a następnie taki dźwięk, jakby ktoś otwierał drzwi. Po tym, usłyszałam, że ktoś siadał koło mnie, a następnie przytulał mnie. Wiedziałam, że był to ~*orkan*~ ~...~ Grzegorz, jednak odwróciłam się. Kiedy to zrobiłam, ujrzałam KOGOŚ INNEGO! Nie Grzegorza! Przeraziłam się. Chwilę później, spytałam ze strachem w głosie:

- K-Kim t-ty jesteś? I c-co tu robisz? J-Jak się tu z-znalazłeś?

~– P-Przyszedłem c-cię z-zajebać.~

- Lauro...To ja. Grzegorz. – Odpowiedział

CO?! JAK TO?!

~Tak to. Robią ze mnie nadludzia, więc siedź cicho.~

- GRZEGORZ?! To ty tak wyglądasz bez swojego płaszcza?! – Krzyknęłam

- Tak, skarbie. To ja w całej okazałości. – Odpowiedział

- A-Ale ty nawet nie wyglądasz jak człowiek! No może trochę, ale w większej części nie! Kim ty jesteś?! – Spytałam

-, Bo ja...Nie jestem człowiekiem. Wyglądam jak człowiek, ale nim nie jestem. Możesz mi wierzyć lub nie, ale jestem istotą nadprzyrodzoną. – Odpowiedział

- C-Co? J-Jak to? Jakim cudem?! Przecież istoty nadprzyrodzone nie istnieją! – Powiedziałam zmieszana.

- Istnieją. Właśnie znasz jedną. W ogóle, muszę ci powiedzieć coś o sobie. Tak naprawdę nie nazywam się Grzegorz Antychryst. ~Ale mam zajebiste nazwisko. ^-^~ Dano mi takie imię i nazwisko przed wyruszeniem na Ziemię. Nazwisko „Antychryst" dano mi po tym, jak ojciec szukał wyjebistego nazwiska, ale nie mógł znaleźć, a chciał, aby było z jakieś religii. ~*Ale nie, serio, to chujowe wytłumaczenie.*~ No i, wreszcie, zrezygnowany, podczas przeszukiwania Pisma Świętego, trafił na ostatnią księgę i na Antychrysta. I to wybrał. Naprawdę nazywam się Xyasch Xygamish. ~Przywłaszczam sobie to imię i nazwisko. ^-^~ Ale nazywaj mnie, jak nazywałaś. Na Ziemi jestem tylko po to, aby ją zniszczyć. Rasa, z której pochodzę, pała nienawiścią do Ziemi [Chyba Ziemian, ale co ja tam wiem.] z jakiegoś-tam-powodu. Jednak, aby ją zniszczyć, czekali na odpowiednią osobę. I najprawdopodobniej byłem nią ja, bo mnie tu wysłali. Niby jestem wyjebiście idealny, ale jednak nie. Bo nikt nie przewidział, że nie jestem do końca nieśmiertelny oraz idealnie idealny. Ale da mnie się wskrzesić, więc to idzie na plus. Oprócz tego posiadam wiedzę absolutną. Wiem WSZYSTKO. Znam WSZYSTKIE języki świata, znam się również na WSZYSTKICH dziedzinach życia, znam WSZYSTKIE dane na temat WSZYSTKICH ludzi, znam CAŁY Wszechświat, wiem jak ten cały bajzel powstał i jak się skończy, znam CAŁY świat w 100%, znam charaktery, wady, zalety, wygląd itp. KAŻDEGO człowieka na świecie, znam CAŁĄ najnowszą i jeszcze nawet nieistniejącą technologię i wiele innych. ~*Babciu! Mam męża! ^-^*~ ~xDDD~ Co do mnie samego, to nikt nie może się o moim rzeczywistym życiu dowiedzieć. Nie wiem, czemu, ale po prostu nikt nie może. Chociaż niektórzy ludzie, jeśli się o mnie dowiedzą, mówią różne rzeczy na mój temat, czasem takie, które są prawdziwe, jednak dla nich są to hipotezy. Ten gaz, który się ze mnie wydobywa jest śmiertelny dla ludzi na ziemi. Ale ty się nie udusisz. Mój ojciec załatwił, abyś się nie udusiła, gdyż ja mogę z nim rozmawiać za pomocą myśli, tak jak i z innymi z mojej rasy, ~<Wpisuje w Google.> "Jak ukraść moce swojemu sobowtórowi z opka?"~ więc ubłagałem go, abym mógł powiedzieć ci o mnie prawdę. Ale ty, błagam cię najmocniej, nie mów nikomu o mnie prawdy. Nie chcę mieć kłopotów. I taka ciekawostka na koniec. Wiesz, że to, że ze mną się tak długo zadajesz sprawiło, że pod względem śmiertelności jesteś teraz taka jak ja? – Opowiedział

- No dobrze, nie powiem nikomu, przysięgam. Ale...Czemu się tak nawet przede mną ukrywałeś? – Spytałam

- Zakazano mi mówić komukolwiek. Nikt nie może wiedzieć, kim ja jestem, bo nie skończyłoby się to dla mnie dobrze. – Odpowiedział

|Ramoninth by cię zamknęła w piwnicy.|

~Więc tak wygląda piekło. ;_;~

~*:D*~

- Ej, zaraz! Czyli może mnie od teraz zabić tylko to, co ciebie? – Spytałam

- Tak. I ciebie teraz także da się wskrzesić. – Odpowiedział

[Zabójczyni kanonu już na zawsze pozostanie bezkarna. ;'-(]

- Łooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo! – Powiedziałam

|Debilizm Mode: ON|

W tym momencie zaśmiał się on, ukazując swoje zęby, które nie były zwykłe. Były to długie kły, jak u wampira. W tym momencie, powiedziałam ze strachem:

- Ty masz kły zamiast zębów! Błagam, nie rób mi krzywdy!

- Nic ci nie zrobię, skarbie. Nie chcę robić ci krzywdy. ~Wypiję ci tylko krew, bo żelazo mnie się kończy.~ Poza tym ciebie nigdy bym nie skrzywdził. – Odpowiedział

-, Ale to robisz od paru tygodni...Krzywdzisz mnie psychicznie tymi kłótniami... - Powiedziałam ze łzami.

- Przepraszam, skarbie...Coś się ze mną dzieje...Te kłótnie działają źle także na mnie, bo mi ciśnienie zbyt wysoko skacze i robi mnie się słabo, ale nie panowałem nad sobą...Wybacz mi... - Rzekł

- Proszę cię...Nie krzywdź mnie już tak... - Odparłam

W tym momencie, odsłoniłam swoje dłonie, ~*A nie ręce? Super! Niespójności! :**~ które były całe pocięte i pokazałam mu, po czym powiedziałam:

- To wszystko przez ciebie. Przez te kłótnie. Nie wytrzymuję już.

- Skarbie! PO JASNĄ CHOLERĘ ty się cięłaś?! – Krzyknął

- Nie daję już rady...Tak bardzo cierpię psychicznie, że muszę to jakoś wyładować... - Odpowiedziałam

- Kochanie...Nie tnij się już...Błagam...Zrobię dla ciebie wszystko, tylko nie wykańczaj się... - Rzekł

- To nie powoduj kłótni...To wystarczy... - Odparłam

- Postaram się, kochanie... - Powiedział

Po tej rozmowie, posiedział przy mnie jeszcze trochę, po czym wstaliśmy i zajęliśmy się swoimi sprawami... |( ͡° ͜ʖ ͡°)|

 

Jednak, w pewnym momencie, postanowiłam pójść na wielkie zakupy. Poszłam, więc do Grzegorza i spytałam:

- Grzegorz, mogę pożyczyć twoją kartę kredytową?

~– Wal się. – odpowiedziałem kulturalnie.~

|Kultura level: Grzegorz Antychryst|

- A po co ci moja karta kredytowa, skarbie? Przecież masz swoją. – Spytał Grzegorz.

-, Ale na twojej nigdy nie kończą się pieniądze, a na mojej kończą. A chcę dziś pójść na duże zakupy. – Odpowiedziałam

~*<Próbuje złamać pin Grzegorza, aby włączyć opcję zbliżeniową.>*~

~Hehe...Próbuj, próbuj. x'D~

- No to lepiej jednak weź moją kartę kredytową, rzeczywiście. – Odparł

Po tej rozmowie, podał mi kartę, po czym ubrałam się i wyszłam. Poszłam do jakiegoś supermarketu i zaczęłam szaleć. Wystawić mnie na brak limitu pieniężnego to szaleństwo. Hehe. |Wiemy. W końcu jesteś kobietą.| Jednak, kiedy kupiłam już tak dużo, że zakupy zasłaniały całą mnie, wróciłam do bazy. ~*Swoją drogą, ciekawe jak ona te zakupy doniosła.*~ |Magia Mary Sue.| Kiedy się tam znalazłam, parę sekund później, usłyszałam, że Grzegorz pytał:

- Lauro, ty w ogóle gdzieś tam jesteś?

- Tak, jestem. Po prostu trochę dużo kupiłam. – Odpowiedziałam

- Trochę...Chyba W CHOLERĘ DUŻO!!! Coś ty tam nakupowała?! – Spytał Grzegorz.

- No, więc tak. [Nie zaczyna się zdania od "więc".] Zacznijmy od tego, co kupiłam do jedzenia. W większości są to słodycze. Kupiłam wieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeelką ~Gimbus Mode: Permanent ON~ Nutellę, sześć paczek chipsów, colę, dwa kartony donutów, cztery zestawy na wynos z McDonald 's, jak będziesz chciał, to się z tobą podzielę, dwa zestawy na wynos z KFC, ~*<Rzyg>*~ dziesięć dużych czekolad, karton batonów, dwie pizzę, kurczaka, trochę owoców i warzyw, dwa opakowania z wodą, trzydzieści opakowań żelków, cztery lizaki, dwadzieścia torebek gorącej czekolady, fantę, mirindę, 7up i Sprite. Z ubrań kupiłam sobie wszystkie bluzki i buty, jakie mnie się spodobały w przeciągu całego mojego życia, cztery sukienki, dwie spódnice i dwie pary pantofli. Z zestawów do makijażu kupiłam cztery lakiery do paznokci, zmywacz do nich i kredkę do oczu. Z gadżetów kupiłam PS3, PS4, PS2, XBOX 360, XBOX ONE, PSP, PSP VITA, gry do nich, wszystkie płyty moich ulubionych wykonawców, kartę do Spotify, ~*TIDAL jest lepszy.*~ PS Store, Sklepu Play na 150 zł, wszystkie książki, które lubię, Zniszcz Ten Dziennik, To Nie Książka, iPhone, MP4, wszystkie filmy, które lubię, parę długopisów, cienkopisów, zestawy do rysowania, malowania, rzeczy do malowania, naklejki oraz nowy komputer! I tylko tyle. – Opowiedziałam

|~Wystawić kobietę na brak limitów pieniężnych...~|

- Ja pierdolę...Puścić ciebie samą do sklepu... - Rzekł Grzegorz.

W tym momencie zaśmiałam się. Chwilę później zaś, oddałam kartę kredytową Grzegorzowi i poszłam do pokoju rozpakowywać zakupy...

 

Po jakimś czasie, po wypakowaniu zakupów, wzięłam Nutellę i łyżkę, i zaczęłam ją jeść. Omnomnomonomnonomonom! xD ~*To było tak żałosne, że aż słuchawki Bluetooth mnie się wyładowały.*~ [A poza tym, EMOTKA W OPOWIADANIU?! ;_;] Jednak, w połowie, zrobiło mnie się słabo z przejedzenia. |Dobrze ci tak, pindo.| Czułam, że zaczął mnie mocno boleć brzuch. Oprócz tego mdliło mnie. Czułam, że zrobiło mnie się gorąco oraz, że zaraz zwymiotuję. [<Płacze>] Postanowiłam, więc pójść do Grzegorza, gdyż wiedziałam, że on jeden może mi pomóc...

 

Kiedy się tam znalazłam, chwilę później, usiadłam koło niego. Ten zaś, widząc mnie, spytał:

- Kochanie, ...Co ci się stało?

- Słabo mi...Brzuch mnie mocno boli...Chyba mam temperaturę...Mgli mnie...|Nadkropkozę mam...| Chyba będę wymiotować...Gorąco mi... - Odpowiedziałam słabym głosem.

- Wiesz...Pójdź do łazienki, spokojnie zwymiotować...Może poczujesz się, choć trochę lepiej. – Poradził Grzegorz.

Po tej rozmowie, wyszłam do łazienki, zwymiotować. Chwilę później, zaczęłam wymiotować. Powtórzyło się to jeszcze sześć razy, [gdyż mam tytanowy żołądek] po czym nie miałam już, czym wymiotować. Gdy zaś wróciłam do pokoju, podeszłam do Grzegorza, po czym przytuliłam się do niego, a chwilę później, zasnęłam...

 

Gdy zaś po jakimś czasie się obudziłam, Grzegorz spytał:

- I jak, skarbie? Lepiej?

~"Mam nadzieję, że gorzej." – pomyślałem~

- Tak, już tak... - Odpowiedziałam

~"Kurwa" – pomyślałem~

- Tym lepiej. – Odparł ON|IACZ|.

- W ogóle to opowiesz mi w końcu, dlaczego zamykasz statek kosmiczny na klucz? – Spytałam

W tym momencie, ON|IACZ| opowiedział mi o wszystkim. Czyli on po prostu przetrzymywał tam o głodzie i pragnieniu Dawida |*Dejwida| i Andromedę! Genialne! Że też wcześniej na to nie wpadliśmy! Kiedy skończył, powiedziałam:

- I dobrze im tak. Niech zdychają, ciule pierdolone.

~:*~

- Dalej masz im za złe? – Spytał Grzegorz.

- TAK!!! Nigdy im tego nie daruję! – Krzyknęłam

~:**~

W tym momencie nastała cisza. Po chwili zaś, zajęliśmy się swoimi sprawami... |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|

 

Wieczorem zaś, gdy przebrałam się już w piżamę i umyłam [dupę], wcisnęłam się na sofę koło Grzegorza, położyłam się obok oraz mocno przytuliłam do niego. Jako, iż w pokoju było ciemno, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| a ja bałam się ciemności, ~*Jak macie telewizor RTC, to i ja bym się bała.*~ czułam się bezpieczniej przytulona do kogoś lub do czegoś. Chwilę później, ~*orkan*~ Grzegorz przytulił mnie do siebie. ~Wyobraziłem to sobie. xDDD~ I parę minut później, usnęliśmy...

 

TYDZIEŃ V.

Jest to tydzień opierdalania się nas wszystkich i oczekiwania na 13 kwietnia...

PONIEDZIAŁEK – PIĄTEK.

Następnego dnia, gdy obudziłam się, ujrzałam, że nadal byłam przytulona do Grzegorza, który nie spał już od najprawdopodobniej godziny. Widząc to, od razu spytałam go:

- Nie nudziło ci się leżeć tu tak przez godzinę nic nie robiąc?

- Owszem, trochę mnie się nudziło, jednak gdybym wstał, to ty mogłabyś się obudzić, a śpiąc wyglądasz tak uroczo, ~jak gówno w rurach~ że aż żal cię budzić... - Odpowiedział

W tym momencie, zaśmiałam się. Chwilę później, powiedziałam:

- Dziękuję, że tak mówisz.

- Oj, nie musisz dziękować. To tylko prawda jest. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz.

Po tej rozmowie, poleżeliśmy jeszcze parę minut, po czym wstaliśmy i zaczęliśmy szykować się do kolejnego tygodnia opierdalania się w kokpicie statku kosmicznego i obserwowania, jak Dawid |*Dejwid| i Andromeda odwalają za nas całą robotę...

 

Jednak, w pewnym momencie, już na statku kosmicznym, usłyszeliśmy otwierające się drzwi do kokpitu. Gdy odwróciliśmy się, ujrzeliśmy Andromedę, która rzekła:

- Maszyna już skończona. Co teraz mamy robić?

~– Podłogę myć. – odpowiedziałem~

- Czekać na 12 kwietnia, czyli do piątku. – Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.

Od tego momentu, zaczęliśmy opierdalać się jeszcze bardziej. Do czasu...

 

*Oczami Dawida. |*Dejwida|*

To, jak potoczyło się nasze życie w czasie ostatnich pięciu tygodni, mogę opisać tylko tak.

~*Lol, przerwa. Idę do kibla.*~

|Ufff...|

TYDZIEŃ I:

Tydzień ten się przyjemnie, ale niekoniecznie tak się skończył...

[Na chuj ty waliłaś spoilerami?|

~*Kiedyś, na serio, myślałam że to podbudowywało napięcie. xD*~

[Pierdolnęłam x"D]

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

Na początku nowego miesiąca, marca, podczas budowy maszyny, powiedziałem do Andromedy:

- Miejmy nadzieję, że w końcu uda nam się skończyć tą maszynę i, że zdążymy do kwietnia.

|Jesteście idealni, więc nie macie się czym przejmować, Dejwidzie.|

- Eee...Już niewiele zostało. Na pewno skończymy. – Odparła Andromeda.

Jednak, po chwili, gdy zaczęliśmy kontynuować budowę, pomyślałem:

„Eh...Od kilku miesięcy czuję do niej coś więcej niż tylko przyjaźń...Muszę jej to w końcu wyznać."

Po czym, postanowiłem, że dziś będzie idealny dzień, aby jej to wyznać. Powiedziałem, więc:

- Andromedo...Muszę ci coś powiedzieć. Ja...Ja cię kocham...Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie, ...Kiedy mówisz, czuję się tak, jakbym słyszał ~wybuch atomowy. Cud, że jeszcze nie ogłuchłem.~ |Twoja szczerość jest najlepsza. xD| ~Wiem xD~ najpiękniejszy dźwięk na ziemi, ...Kiedy się śmiejesz, jest to ~takie uczucie, jak widok grubej baby w legginsach.~ [Ale nie tak drastycznie. ;_;] najpiękniejszy widok na świecie...Bez ciebie po prostu [Przekreślony tekst]nie[/Przekreślony tekst] da się żyć...

W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko dźwięk silników~*, z których leciało techno.*~. W pewnym momencie, dziewczyna spytała ze łzami szczęścia w oczach:

- Oh, Dawid...Naprawdę?

- Naprawdę...Ciebie nigdy bym nie okłamał... - Odpowiedziałem

W tym momencie, dziewczyna rzuciła mi się w ramiona. Jednak, parę sekund później, ~*ZA MOMENT! XD*~ zaczęliśmy się pierwszy raz w życiu całować. Czułem się podczas tego tak, jakby czas się dla mnie zatrzymał. Liczyła się tylko ta chwila. Było mi tak błogo, całując ją...|Dobra, zamknij mordę.| Jednak, naszą chwilę pocałunku, przerwał znany nam głos Laury, która mówiła:

- Ekhm...

W tym momencie, ja i Andromeda od razu odwróciliśmy się. Kiedy to zrobiliśmy, ujrzeliśmy Grzegorza i Laurę. W pewnym momencie, Grzegorz rzekł:

- Nie mam nic przeciwko temu, żebyście czuli do siebie coś więcej, niż tylko przyjaźń, ale, do cholery nie okazujcie tego wszędzie, gdzie się da!

Po chwili zaś, on jak i Laura wrócili do kokpitu, gdyż stamtąd przyszli...

~

~

Kiedy natomiast zostaliśmy sami, Andromeda spytała ściszonym głosem:

[– Masz na dragi?]

~*Lol, tego debila pewnie nawet na gumę za dziesięć groszy nie stać. xD*~

-, Co on tak się nas uczepił?

- Pewnie sam nie zaznał miłości ~*👋*~ ~Wybieram samotność. ;_;~ i chce naszą zniszczyć. Ale my mu nie damy tej satysfakcji. – Odpowiedziałem

Po chwili zaś, wróciliśmy do tego, co zaczęliśmy robić przed całowaniem się...

[Fascynujące przejście.]

 

Jednak, w pewnym momencie, Andromeda potrzebowała czegoś od Grzegorza. Poszła, więc do kokpitu, a ja kontynuowałem budowanie maszyny. W pewnym momencie, gdy wyszła z kokpitu i podeszła do mnie, rzekła:

[– Lol, oni tam ziemniakami handlują.

– Pierdolisz?! Za ile?! – zawołał rozradowany Dejfid.]

~*Mam pomysł. Napiszę kiedyś remake tego FanFiction z naszymi liniami dialogowymi!*~

~<Odświeża Wattpada, popadając w nałóg.>~

~*;'D*~

- Szczyt hipokryzji.

- A co? – Spytałem

- Oni to się tam |( ͡° ͜ʖ ͡°)| całują, a jak my to robimy, to mają nam za złe. – Odpowiedziała dziewczyna.

~*Aż mnie ręka zaswędziała.*~

- Eh, ...Co za ludzie...Pewnie niedługo będą chcieli zniszczyć naszą miłość. Najpewniej wykorzystają ten moment jak zachorujesz. Ja to wiem. Wtedy nie dadzą ci zostać w domu. Pozwolą dopiero jak prawie zemdlejesz. Jednak mi nie pozwolą się tobą zaopiekować. Później uznają w magiczny sposób, że nie opłaca się odstawiać nas na weekend do domu i każą nam harować siedem dni w tygodniu. Nie możemy im jednak dać tej satysfakcji. – Odparłem

[Epicki spoiler całego (prawie) rozdziału.]

- Miejmy nadzieję, że wszystko się dla nas dobrze skończy. – Odparła

- Zapomniałaś? Przecież wisi nad nami wyrok śmierci. Gdy wykonamy wszystko, co chcą – zamordują nas. – Przypomniałem

~:*~

- Ach, no tak... - Rzekła

Po tej rozmowie, wróciliśmy do swoich czynności, czyli do budowy maszyny...

|Jakby nic się nie stało.|

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

Po wylądowaniu w piątek po południu przed odpowiednim blokiem, gdy ja i Andromeda wyszliśmy z pojazdu, dziewczyna rzekła ze łzami w oczach:

- To...To ja idę do siebie...

Po czym chciała odejść. Nie mogłem jej na to pozwolić. Kochałem ją i nie mogłem patrzeć, jak cierpiała. [A mimo to, w poprzednie weekendy nie mogłem jej zaproponować, aby mieszkała u mnie, taki ze mnie zimny drań.] Od razu chwyciłem ją za rękę. Chwilę później, gdy ona się odwróciła, powiedziałem:

- Nie idź tam. Serce mnie się kraja, gdy patrzę, jak cierpisz, ...Choć ze mną. Ja się tobą zaopiekuję...

- Oh, Dawid |*Dejwid|...Naprawdę? – Spytała ze łzami szczęścia w oczach.

- Naprawdę...Ja cię kocham i nie mogę pozwolić, żebyś cierpiała... - Odpowiedziałem

Po tych słowach, dziewczyna rzuciła mnie się w ramiona. Ja natomiast ją objąłem. Jednak, po paru minutach, gdy emocje opadły, oboje ruszyliśmy w kierunku mojego domu...

|<Rzyga tęczą.>|

 

Od wieczoru natomiast, zaczął prześladować nas pech...

[<Rzyga spoilerami.>]

 

Gdy Andromeda wieczorem wyszła na spacer, na początku nic się nie działo. Jednak, gdy długo nie wracała, zacząłem się niepokoić. Bałem się, że coś mogło się jej stać. Nie wiadomo. Ktoś mógł ją porwać, czy coś. ~Za wiele wymagasz od życia.~ Od razu ubrałem się i wyszedłem z mieszkania, i ruszyłem śladem dziewczyny. ~*Debil*~ W pewnym momencie ujrzałem nieprzytomną Andromedę leżącą na ziemi. Koło niej stało dwóch mężczyzn, którzy rzucali w nią kamieniami. ~Ja bym dołączył.~ Widząc to, od razu krzyknąłem:

- Zostawcie ją natychmiast!

Po chwili jednak poczułem, że ktoś od tyłu |( ͡° ͜ʖ ͡°)| uderzył mnie czymś bardzo mocno w głowę. Jęknąłem z bólu, po czym osunąłem się ogłuszony na ziemię...Nie pamiętam, co było potem...

 

Paręnaście minut później, gdy ocknąłem się, ujrzałem niebo. Czułem, że byłem przez kogoś ciągnięty. Było mi słabo. Słyszałem swoje słabe oddechy i wolne bicie serca. ~*Onie*~ Czułem, że zaraz ponownie zemdleję. Po chwili moja głowa opadła bezwładnie na bok i ponownie zemdlałem...

Trzy godziny później, [Widzicie? Nawet logika uciekła.] gdy obudziłem się, czułem się bardzo słabo. Słyszałem swoje bardzo słabe oddechy i wolne bicie serca. |<Płacze>| Czułem, że zaraz mogę po raz trzeci zemdleć. Na dodatek było mi duszno. ~<Teleportuje się do niebytu.> ;___;~ Po chwili poczułem, że zaraz zwymiotuje. Czułem się tak słabo...Jakby ktoś wstrzyknął mi truciznę... Nie miałem jednak sił, aby wstać. ~*Help ;_;*~ Czułem, że zaczął mnie mocno boleć brzuch. Miałem uczucie, że zaraz naprawdę zwymiotuję. [<Chowa się w piwnicy.> ;___;] Po chwili moja głowa bezwładnie opadła w bok. Po chwili zwymiotowałem na podłogę. Powtórzyło się to jeszcze pięć razy, ~*<Cicho płacze nad swoją dawną mentalnością.>*~ po czym nie miałem już, czym wymiotować. Jednak, brzuch nadal mnie bardzo mocno bolał. Po chwili, z bólu zemdlałem... [Nareszcie... ;_;]

 

Dwie godziny później, gdy obudziłem się, nadal czułem się bardzo słabo. Również było mi duszno i ciężko mnie się oddychało, mimo iż widziałem, że byłem u siebie. Minutę później, ~*Siema stoper! Dawno się nie widzieliśmy!*~ ujrzałem nad sobą Andromedę. Widząc ją, spytałem:

[– Kupiłaś te ziemniaki?]

-, Co...Co się stało?

W tym momencie dziewczyna opowiedziała mi o wszystkim, co pamiętała. Gdy skończyła, powiedziałem:

- Dziękuję...Dziękuję, że mnie...Że mnie tam nie zostawiłaś...

- Oj nie musisz dziękować. Nigdy bym cię tam nie zostawiła. - Rzekła

|Kretynka. Ja na jej miejscu bym tego downa dobił.|

Od teraz, przez dwa dni zaczęła się ona mną opiekować. Jednak, Andromedę również zaczęło coś brać. Widziałem to. Cały czas chodziła w bluzach, mimo iż było ciepło. Nie miała apetytu i była blada. Zacząłem się o nią martwić. W końcu, w niedzielę po południu, zebrałem się na siłach, aby pójść do dziewczyny i sprawdzić, co z nią było. Gdy zaś wszedłem do pokoju Andromedy, aby sprawdzić, co z nią było i jej jeszcze raz za to wszystko podziękować, ujrzałem Andromedę, która wyglądała tak, jakby zaraz miała stracić przytomność. Spytałem ją:

- Skarbie, dobrze się czujesz?

~*– Zajebiście, jak mrówka na Jowiszu.*~

|X"D Jebłem|

Jednak, dziewczyna nie odpowiedziała. Po chwili zaś, zemdlała ona.

 

Widząc to, od razu do niej podbiegłem. Kiedy przy niej byłem, starałem się ją jakoś obudzić. |"Szkoła" na TVN leci!| Niestety, dziewczyna nadal była nieprzytomna. Podniosłem, więc i położyłem na jej łóżku. Kiedy to zrobiłem, zacząłem czekać, aż ona się obudzi. Tysiąc pytań przelatywało mi przez głowę. Dlaczego zemdlała? Może jest chora? Co jej się stało? Dlaczego dziwnie się zachowywała? Dzwonić po pogotowie? Czekać? ~Broń Boże, abyś zadzwonił po lekarza.~

 

Jednak, paręnaście minut później, ujrzałem, że zaczęła się ona budzić. Od razu do niej powiedziałem:

- Nareszcie się obudziłaś. W ogóle, dlaczego wtedy tak nagle zemdlałaś?

[– "Half-Life 3" jednak nie wyjdzie i się po prostu załamałam. – odpowiedziała dziewczyna.]

-, Bo...Bo źle się czułam...I nadal źle się czuję... - Odpowiedziała dziewczyna.

- Hmm...Może jesteś chora? W sumie ja też nie mam jeszcze sił, aby np. jutro tam iść. Więc co zrobimy? - Rzekłem

- Zadzwonię do Grzegorza i mu o tym powiem. – Odpowiedziała Andromeda.

Po tym, położyłem się koło niej, a dziewczyna chwyciła telefon i zadzwoniła do Grzegorza...

 

Paręnaście minut później, po skończonej rozmowie, spytałem:

- I co powiedział?

- Cytuję: „A co mnie to obchodzi? Przejąłbym się, gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach. Macie przyjść, jeśli chcecie jeszcze żyć.". Więc musimy tam przyjść. – Odpowiedziała

~*Kanonik! <3*~

- Eh...Zastanawiam się, czy my przypadkiem nie trafiliśmy do Krainy Grzybów. Wiesz, „Dostać się do niej łatwo, ale z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.". – Odparłem

~*Ty weź się tu nie powołuj na to dzieło sztuki, bo jesteś za głupi, aby w ogóle to oglądać.*~

- Heh...Coś w tym jest. – Powiedziała Andromeda.

Po chwili zaś, rzekłem:

- Wiesz, ja już nabieram pewności, że on na 101% nie jest człowiekiem.

-, Czemu tak ci ta pewność wzrosła? – Spytała Andromeda.

[– Mój down mentalny mi to powiedział. – odpowiedziałem]

- Mam na to mnóstwo dowodów. Po pierwsze, jego może zabić tylko dezintegrator. ~*Nie tylko, ale nic więcej nie powiem, bo musiałabym zaspoilerować ostatni rozdział mego najnowszego FanFiction.*~ Nie jest to normalne, bowiem człowieka może zabić nawet poderżnięcie gardła. [Można je przeżyć, ale rzadko to się zdarza.] |Nic nie mów.| [Sorki...Zapomniałam, że to drażliwy temat.] Po drugie, popatrz na jego zachowanie. Nie wykazuje żadnych cech ludzkich. Nie śpi, a nie jest zmęczony, nie ma potrzeb fizjologicznych, może przeżyć nawet sto lat bez picia i jedzenia, nie dotykają go żadne dolegliwości, np. choroby. ~*Dobrze, że Slavia tego nie widzi.*~ Znaczy zdarzają mu się przejawy cech ludzkich, co poniekąd, tak jak to, że coś jest w stanie go uśmiercić, pokazuje, że nie jest idealny, lecz zdarza się to nawet raz na sześćset |sześćdziesiąt sześć| lat. Po trzecie COŚ lub KTOŚ go wskrzesza zawsze, gdy jest kolejna data końca świata. Normalnego człowieka nie da się wskrzesić. Po czwarte popatrz na niego. On w ogóle nie pokazuje swojej twarzy, tylko ukrywa ją pod kapturem. To znaczy, że albo jego twarz to po prostu czaszka bez skóry czy mięśni, jak u szkieletu,

[

]

jest bardzo oszpecona lub nienaturalna dla człowieka. Albo jest z antymaterii. Po piąte – jego oczy. Normalny człowiek ma takie oczy jak ja czy ty, ma brwi, tęczówki, soczewki, rzęsy. On ma po prostu żółte oczy w kształcie rombu ~*Jak już mówiłam, typowe złe wspomnienie.*~ i tyle, a mimo to – widzi. Po szóste, jego nos. Wiem, że to szczegół, ale czy znasz człowieka, który ma nos na pół twarzy? No właśnie. Po siódme. On zna WSZYSTKIE języki świata, gdyż, na ten przykład, jak raz poszedłem do kokpitu się ich o coś spytać, ujrzałem kątem oka, że czyta on, jak gdyby nigdy nic, książkę w języku suahili, a obok leżała książka również w jakimś rzadkim języku. Normalny człowiek w ciągu całego swojego życia nie pozna WSZYSTKICH języków świata. Zna się również na WSZYSTKICH dziedzinach życia, zna WSZYSTKIE dane na temat WSZYSTKICH ludzi, zna CAŁY Wszechświat, wie jak ten cały bajzel powstał i jak się skończy, zna CAŁY świat w 100%, zna charaktery, wady, zalety, wygląd itp. KAŻDEGO człowieka na świecie, zna CAŁĄ najnowszą i jeszcze nawet nieistniejącą technologię, co dla normalnego człowieka jest nie do pojęcia. ~*Mamo! Szykuj ślub! Mam męża! ^-^*~ ~xD~ Po ósme, on może przeżyć bez powietrza. Nie udusi się, ani po czasie, z powodu braku tlenu nie straci przytomności. ~Chcę tak.~ Normalny człowiek bez powietrza zemdlałby, a po krótkim czasie także udusiłby się. Po dziewiąte, na CAŁYM świecie nie ma danych na jego temat. Nie ma jego dokładnej daty urodzenia, [Sześćset sześćdziesiąty szósty rok] informacji o rodzicach, itd. Żadne państwo o nim nie wie. Wiadomo, że coś ma zniszczyć świat, ale nikt nie wie, kto za tym stoi. Jego dane są tylko w tajnych bazach danych NASA, jednak są to tylko jego rok urodzenia, imię, nazwisko, to od ilu lat próbuje unicestwić ludzkość, kiedy ostatni raz próbował i kogo do tego celu wynajął. ~*Kosmitów*~ ~Nie ten rok.~ Po dziesiąte. Jego wiek. W chwili obecnej ma on 1370 lat. 

~*Mama: Ale Zosiu, on jest od ciebie starszy o pieprzone TYSIĄC TRZYSTA PIĘĆDZIESIĄT TRZY LATA! Nie możesz za niego wyjść!

Ja: Jebać to! Wiek to tylko liczby!

Babcia: Nie możesz za niego wyjść.

BFF: Nie możesz za niego wyjść.

Putin: Nie możesz za niego wyjść.

Kim Dzong Un: Nie możesz za niego wyjść.

Ja: <Szykując ślub.>

GRZEGORZ! Zrób coś!*~

~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD Pierdolnąłem xD~

Normalny człowiek nawet 130 lat nie dożyje, a co dopiero 1370. Po jedenaste. Jego nazwisko. Ma on na nazwisko „Antychryst", co nie? ~Ładnie, nieprawdaż? ^-^~ A przecież ŻADEN normalny człowiek nie wpadłby na to, aby zmienić sobie nazwisko na właśnie takie lub nadać je własnemu dziecku. ~*Lol, nazwę mojego syna Grzegorz Antychryst. xD*~ |XDDD| Po za tym, Antychryst kojarzy się z Pismem Świętym, a dokładniej z Apokalipsą wg. Św. Jana. A on właśnie, chce zniszczyć świat. Coś musi w tym być. – Uargumentowałem

~Wal się. Jestem normalny. xD~

- Mnie tam „Antychryst" kojarzy się z moją szkołą, gdyż tak nazywano w niej metalowców i satanistów, ale mniejsza. [OK. Co kraj, to obyczaj.] Co do tych twoich argumentów, to jest to szczera prawda, jednak, nie żebym go jakoś broniła, |Pizda.| ale on w stosunku do Laury zachowuje się bardzo ludzko, gdyż zachowuje się tak, jakby czuł do niej coś więcej. Dba o nią, ciągle jak się pojawia, to ona jest koło niego, a poza tym słyszałeś jego słowa, które powiedział przez telefon. Rzekł, cytuję: „Przejąłbym się, gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach.". To coś znaczy. I w ogóle to jego twarz nie może być czaszką jak u szkieletu, gdyż przecież całował się z Laurą.– Powiedziała dziewczyna.

- No niby tak, jednak jeszcze jeden argument mam na to, że Grzegorz nie jest człowiekiem. Posiada on dwie ~*Fanka poprawia: cztery*~ nadprzyrodzone zdolności, których nie ma żaden normalny człowiek. Potrafi się, bowiem teleportować oraz teleportować innych do jakichś np. pomieszczeń, czy nawet, do, kurwa, teraz jestem całkowicie szczery, skomplikowanych figur geometrycznych umiejscowionych w jakieś przestrzeni, a także potrafi przesuwać ich boki, aby kogoś zgnieść. ~*O dwóch innych umiejętnościach rozpisywałam się przy okazji analizy narracji trzecioosobowej.*~ – Odparłem

- To, skoro według ciebie nie jest z gatunku ludzkiego, to kto go urodził, skoro nie ludzka kobieta? Nie mógł on pojawić się z niczego. – Zapytała

~*Powstał z czystej zajebistości.*~

- Możliwe, że powstał z niczego albo urodziły lub stworzyły go istoty nadprzyrodzone i zesłały na Ziemię, aby ją zniszczył. – Odpowiedziałem

~Lol, chcę taką historię.~

- Jest tylko mały problem. Istoty nadprzyrodzone nie istnieją. – Zauważyła

- Skąd wiesz? Widziałaś kiedyś taką? Właśnie. We Wszechświecie może być wiele interesujących rzeczy, o których zwykłemu śmiertelnikowi nie przyszło pomyśleć. – Odrzekłem

|Profesjonalne rozmowy w opku...Chyba mi mózg umarł.|

- Mam jeszcze jedno pytanie. Gdzie on trafia po śmierci? – Spytała

~*A do jakiegoś zadupia pod Krakowem.*~

- Z tego, co kiedyś słyszałem, trafia do niebytu ~*BYT JEST, CZY GO NIE MA?! XD*~ |XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD| lub próżni, jak wolisz, gdyż jest tam ciemno. Po znalezieniu się w tym miejscu, czeka na ponowne ożywienie. Co prawda, może się teleportować na Ziemię lub inne planety, aby oglądać je z perspektywy ducha, więc na pewno się tam nie nudzi. Jego zwłoki zostają w miejscu, gdzie go zabito, a duch trafia właśnie w to miejsce, o którym przed chwilą wspomniałem. – Odpowiedziałem

- Tak naprawdę nigdy nie dowiemy się, kim lub czym on jest i jaka była jego przeszłość. Jest jak początek wszystkiego. Nic o nim nie wiadomo, tylko powstają hipotezy. – Wyciągnęła wnioski Andromeda.

~*

Muszę. <3*~

~Bo zaraz popadnę w samouwielbienie. Nie tak, jakbym już nie popadł. xD~

- To prawda. Jest jedną z tych postaci i bytów materialnych, o których nie wiemy nic. – Zakończyłem rozmowę.

Po tej rozmowie, zaczęliśmy dalej leżeć i czekać na poniedziałek...

[Amen]

 

TYDZIEŃ II:

W tym tygodniu ja i Andromeda zaczęliśmy się przekonywać, że Grzegorz nas nienawidzi...

~*Siema kanon! <Macha>*~

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

W poniedziałek rano, normalnie się przygotowaliśmy i wyszliśmy z domu pod odpowiedni blok. Kiedy zaś po parudziesięciu minutach zabrał ON|IACZ| nas spod bloku i gdy powróciliśmy do Wszechświata, Andromeda postanowiła pójść do Grzegorza [Mendla] ~>:D~ i poprosić go o to, aby pozwolił jej wrócić do domu. Po paru minutach, po powrocie jej do mnie, ~*Zdanie sens bardzo tak mieć on.*~ spytałem:

- I co?

- Nie pozwolił... - Odpowiedziała słabym głosem [Pizdoklepka] Andromeda.

- A to cham pieprzony. Ja...- Zacząłem, jednak nie dokończyłem, gdyż usłyszałem z kokpitu głos Grzegorza, który mówił:

- SŁYSZAŁEM!!!

~*Za-jeb go! Za-jeb go!*~

- Nawet pogadać nie można. Ja wiem, że gdy on ci w końcu pozwoli zostać w domu, mnie po jakimś czasie na weekendy będzie tu więził, abym nie mógł ci pomagać... - Powiedziałem ściszonym głosem.

|Szpoiler alert.|

-, W co myśmy się wpakowali... - Odparła Andromeda.

Jednak, po tej rozmowie, zaczęliśmy kontynuować budowę maszyny. Od teraz, Andromeda ciągle próbowała przekonać Grzegorza |Mendla|, aby pozwolił jej wrócić na czas choroby do domu. Aż w końcu...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

W piątek popołudniu, gdy Andromeda z wycieńczenia prawie zemdlała, Grzegorz w końcu pozwolił jej zostać na następny tydzień w domu. ~Lol, inaczej ujebałaby mi podłogę swoim downiarstwem.~ |Te twoje priorytety są najlepsze. xD| ~Wiem xD~ Po wylądowaniu przed odpowiednim blokiem, podniosłem osłabioną Andromedę i wyniosłem ją z pojazdu, a następnie zaniosłem do domu. Po znalezieniu się tam, przeniosłem ją do jej pokoju i położyłem na jej łóżku. Od teraz opiekował [Siema, zmiano narracji! Dawno się nie widzieliśmy!] się swą ukochaną. Przynosiłem jej wszystko, czego potrzebowała, ~*Debil*~ mierzyłem jej temperaturę oraz byłem przy niej. [Kretyn] Oprócz tego, poszliśmy do lekarza, który przepisał Andromedzie odpowiednie leki. |Idiota| Po lekarzu, zaprowadziłem dziewczynę do domu i sam poszedłem do apteki. Po powrocie, zacząłem jej podawać leki zgodnie z zaleceniami... ~Down~

 

Było tak w sobotę i niedzielę. Aż w końcu...

 

~*HALF-LIFE*~ TYDZIEŃ III:

W tym tygodniu, już zaczynałem rozumieć, że Grzegorz jest przeciwko nam.

~*Kanonik! Zostań jak najdłużej! :**~

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

W poniedziałek rano, standardowo umyłem [dupę] się i ubrałem, po czym powiedziałem Andromedzie, co ile ma brać leki oraz, żeby pod żadnym pozorem nie wychodziła z domu|, bo rozstrzelam.|. Po zrobieniu tego, wyszedłem pod odpowiedni blok. Gdy zaś znalazłem się już w statku kosmicznym oraz gdy byłem już we Wszechświecie, w pewnym momencie budowy maszyny, usłyszałem, że Grzegorz krzyknął do mnie:

- DAWID! |*Dejwid| Chodź tu na chwilę!

Chwilę później, gdy już przyszedłem, Grzegorz rzekł:

- Mam taką sprawę. Postanowiłem, że teraz ty, a później i Andromeda nie będziecie wracali na weekend do domu. Jako iż ja muszę wracać do bazy, ~bo jestem fajniejszy od was~ choćby w tym tygodniu, bo jak widzisz jestem tu sam, będę najpierw ciebie, a później i Andromedę przetrzymywać w statku kosmicznym. A tylko czegoś dotkniecie – zginiecie marnie.

-, CO?! ALE DLACZEGO?! Zwykle nie miałeś problemów, że wracaliśmy na weekend do domu! – Krzyknąłem

Czy go pojebało?! Mieliśmy z Andromedą być przetrzymywani trzy dni o głodzie i pragnieniu? Serio? [Cheaty włączysz w konsoli świata. CTRL+T powinno zadziałać, przynajmniej przed ostatnim updatem działało. Nie wiem, czy teraz zadziała, sprawdź w ustawieniach.]

- Za dużo uranu się marnuje, aby latać w dwa miejsca na raz. – Odpowiedział Grzegorz.

CO?! To, co kurwa zasila ten statek kosmiczny? Jebane reaktory? 

~A jak myślisz, cwelu?~

- URANU?! – Krzyknąłem

- Tak, uranu. A myślisz, że za tymi ścianami to, co jest? Materiał budulcowy ściany? Serio? Są tam ~*zamurowane przecinki i urządzenie do wstawiania ich w odpowiednie miejsca.*~ generatory prądu i zdalnie sterowane reaktory. Albo myślisz, że dlaczego z silników wydobywa się niebiesko biały ogień? Właśnie. To wszystko zasługa uranu i plutonu – 235. – Odpowiedział Grzegorz.

Po tej rozmowie, wróciłem do głównego pomieszczenia statku kosmicznego i zacząłem kontynuować maszynę...

[Jakby nic się nie stało. Nie próbował się buntować ani nic, down pospolity.]

 

W czwartek zaś, ujrzałem, przez okienko, które było w pojeździe, że zmierzaliśmy w kierunku Ziemi. Kilkanaście minut później, zatrzymaliśmy się przed odpowiednim blokiem, po czym drzwi otworzyły się. W tym momencie, do pojazdu wbiegła [Pinda] Andromeda. Paręnaście minut później, rzuciła się w moje ramiona. Po parunastu minutach, gdy mnie puściła, najprawdopodobniej ujrzała, że byłem smutny, gdyż spytała mnie:

- Ej, ...Co się stało? Nie mów mi, że teraz ty będziesz chory.

- Nie, nie o to chodzi...Po prostu Grzegorz na weekend zamierza nas przetrzymywać w statku kosmicznym koło swojej bazy, gdyż jak mówi, „Za dużo uranu się marnuje, aby latać w dwa miejsca na raz.". Ale ja i tak wiem, że chodzi o wykończenie nas. – Odpowiedziałem

- Eh, ...Ale co my będziemy jedli i pili? Teraz to, co jakiś czas coś nam dają, a tak? – Spytała Andromeda.

[Włączcie sobie cheaty na nieskończone HP w konsoli świata. Ale uwaga, po tym łatwo wylecieć z serwera.]

- Właśnie pewnie o to chodzi, że nic. On na 100 % chce, abyśmy się wycieńczyli i cierpieli z głodu, pragnienia i bólu te dwa dni. – Odparłem

Po tej rozmowie nastała cisza. Zaczęliśmy, więc ze strachem czekać, na popołudnie następnego dnia...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

Kiedy Grzegorz doleciał do bazy, zamknął na klucz statek kosmiczny, z obecnymi tam mną i Andromedą. Od razu dziewczyna spytała mnie:

- I co teraz?

- Nie wiem...Musimy najwidoczniej czekać na poniedziałek... - Odpowiedziałem

Po tych słowach, zaczęliśmy czekać na pierwszy dzień nowego tygodnia...Jednak...

|DAM DAM DAAAM!|

 

W niedzielę, trzeciego dnia przetrzymywania nas o głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym, cierpieliśmy z głodu, pragnienia i bólu...

 

Ja byłem cały blady. Oprócz tego, było mi coraz bardziej duszno, gdyż szybko i głęboko oddychałem oraz cały się pociłem. ~*Onie*~ Oprócz tego, po trzech dniach głodówki, mocno bolał mnie brzuch, przez co z bólu stękałem. [<Płacze>]

 

Andromeda natomiast głośno i szybko oddychała. Z pragnienia była bardzo słaba i nie mogła wstać. |Oko mi płonie. ;_;| Jej głowa bezwładnie leżała na moich kolanach. Oprócz tego, także najprawdopodobniej mocno bolał ją brzuch z tego głodu, gdyż słychać było, że stękała z bólu...

[Lol, dobrze wam tak, pizdoklepy.]

~*E, nadużywamy słowa "Lol" i "Lolix", zauważyliście?*~

~A jebać to. :>~

 

Nie wiedzieliśmy, czy dożyjemy następnego dnia. Aż w końcu...

 

TYDZIEŃ IV

Normalny tydzień, tyle, że najprawdopodobniej Laura i Grzegorz się kłócili, bo czasem Laura wybiegała z płaczem z kokpitu do toalety.

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK.

Następnego dnia, gdy się obudziliśmy, czuliśmy, że zaraz umrzemy. Jednak, około godziny 9: 00 usłyszeliśmy, że do pojazdu wchodził Grzegorz i Laura. W pewnym momencie, wszystkie światła zapaliły się, ~*A ogień pochłonął cały pojazd, koniec rozdziału.*~ |Chciałbym :<| a pojazd ruszył. Chwilę potem, wyszła do nas Laura. Po paru minutach, najprawdopodobniej niechętnie, dała nam jeść i pić. Wybawienie po prostu, ...Kiedy zaś ja i Andromeda zjedliśmy i napiliśmy się, poczuliśmy się trochę lepiej. |Tak, jakby wypalało nam płuca. Fantastyczne uczucie.| A przynajmniej na tyle lepiej, aby kontynuować budowę maszyny...

 

Jednak, w pewnym momencie, ujrzeliśmy, że Laura, cała zapłakana wybiegła z kokpitu do łazienki. Nie przejęliśmy się tym jednak. Ma za swoje. Karma się dla niej zwraca.

~*CHUJ W DUPĘ JEBANY!*~

 

Jednak, było tak bardzo często.

 

Aż w końcu...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA.

Po powrocie do bazy i zamknięciu mnie i Andromedę w statku kosmicznym, musieliśmy czekać ponowne trzy dni o głodzie i pragnieniu na poniedziałek...

 

W niedzielę zaś, ja i Andromeda, ponownie cierpiąc z głodu, pragnienia i bólu, siedzieliśmy dalej na podłodze statku kosmicznego. Ja, w pewnej chwili, zamknąłem oczy i zacząłem ciężko oddychać z bólu. ~*Onein*~ Czułem, że jak będę musiał tu siedzieć jeszcze jeden dzień o głodzie i pragnieniu, to chyba umrę z wycieńczenia. [My ciągle na to czekamy.] Jednak, w pewnym momencie, Andromeda spytała słabym głosem:

-, Dlaczego...Dlaczego oni nas tak nienawidzą?

- Oni są cholernymi egoistami...Poza sobą świata nie widzą, oprócz siebie nawzajem... - Rzekłem wycieńczonym głosem.

|To zdanie jest tak oczywiste, że rak mojego raka dostał raka.|

- Błagam...Niech to się wreszcie skończy... - Odparła Andromeda.

~*Czytaj: Ja co chwilę przy analizie tego wariactwa.*~

Jednak, po tej rozmowie, dalej siedzieliśmy w cierpieniach...

 

TYDZIEŃ V.

Jest to tydzień opierdalania się naszej czwórki i oczekiwania na 13 kwietnia...

PONIEDZIAŁEK – PIĄTEK.

Następnego dnia, gdy obudziliśmy się, dalej cierpieliśmy z bólu. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy, że Grzegorz i Laura weszli do pojazdu. Po chwili, ponownie wszystkie światła włączyły się i pojazd ruszył. Po jakiś paru minutach, Laura ponownie przyniosła nam jedzenie i picie. Czułem się, jakbyśmy byli zwierzętami zależnymi od innej osoby. ~Ty to masz opóźniony zapłon o jakieś dwa lata.~ Jednak, mimo wszystko, zjedliśmy i napiliśmy się, po czym dalej kontynuowaliśmy budowę...

 

Jednak, w pewnym momencie, skończyliśmy ją budować. W tym momencie nie wiedzieliśmy, co mieliśmy robić. ~Zabijcie się sami, spać mnie się chce.~ Od razu Andromeda poszła do kokpitu, spytać o to Grzegorza i Laurę. Kiedy tam weszła i gdy odwrócili się oni, Andromeda rzekła:

- Maszyna już skończona. Co teraz mamy robić?

- Czekać na 12 kwietnia, czyli do piątku. – Odpowiedział ~*Bóg*~ Grzegorz.

Kiedy mi to powiedziała, od tego momentu, zaczęliśmy opierdalać się jeszcze bardziej. [Co z tego, że ten fragment wyglądał tak, jakby Dejwid usłyszał całą rozmowę.] Do czasu...

 

*Oczami Andromedy.*

~*FunFact #2: Wiecie, że jesteśmy na dziewięćdziesiątej stronie z stu czterech tego pierdolnika, jakim jest czwarty rozdział?*~

|Coraz bliżej końca...Jeszcze tylko parę stron... ;'-)|

~*Plus jedenaście, bo chcę zjechać dziś ostatni rozdział.*~

|<Płacze>|

To, co działo się przez ostatnie pięć tygodni, mogę opisać tylko tak.

TYDZIEŃ I:

Tydzień ten zaczął się przyjemnie, ale niekoniecznie tak się skończył...

[Ach, te spoilery.]

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

Na początku nowego miesiąca, marca, podczas budowy maszyny, Dawid |*Dejwid| powiedział do mnie:

- Miejmy nadzieję, że w końcu uda nam się skończyć tą [*tę] maszynę i, że zdążymy do kwietnia.

~W końcu jesteście idealni. Zdążycie.~

- Eee...Już niewiele zostało. Na pewno skończymy. – Odparłam

Jednak, po chwili, gdy zaczęliśmy kontynuować budowę, w pewnym momencie Dawid |*Dejwid| powiedział:

- Andromedo...Muszę ci coś powiedzieć. Ja...Ja cię kocham...Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie, ...Kiedy mówisz, czuję się tak, jakbym słyszał ~paznokcie skrobiące o tablicę.~ najpiękniejszy dźwięk na ziemi, ...Kiedy się śmiejesz, jest to najpiękniejszy ~jak gówno z wtorku~ widok na świecie...Bez ciebie po prostu [Przekreślony tekst]nie[/Przekreślony tekst] da się żyć...

W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko dźwięk silników[, z których wydobywały się odgłosy godowe jeleni.] ~JEZU XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~. Pierwszy raz, ktoś wyznał mi miłość...W pewnym momencie, spytałam ze łzami szczęścia w oczach:

- Oh, Dawid |*Dejwid|...Naprawdę?

- Naprawdę...Ciebie nigdy bym nie okłamał... - Odpowiedział Dawid |*Dejwid|.

W tym momencie, rzuciłam mu się w ramiona. Jednak, parę sekund później, zaczęliśmy się pierwszy raz w życiu całować. ~*ZA MOMENT! XD*~ Czułam się podczas tego tak, jakby czas się dla nas zatrzymał. Liczyła się tylko ta chwila. Nigdy wcześniej się nie całowałam. ~Z takim chodzącym gównem nikt z działającym mózgiem nie chciałby się całować.~ Jednak, naszą chwilę pocałunku, przerwał znany nam głos Laury, która mówiła:

- Ekhm...

W tym momencie, Dawid |*Dejwid| i ja od razu odwróciliśmy się. Kiedy to zrobiliśmy, ujrzeliśmy Grzegorza |Menela| ~EJ! :<~ |:DDD| i Laurę. W pewnym momencie, Grzegorz rzekł:

- Nie mam nic przeciwko temu, żebyście czuli do siebie coś więcej, niż tylko przyjaźń, ale, do cholery nie okazujcie tego wszędzie, gdzie się da!

Po chwili zaś, on jak i Laura wrócili do kokpitu, gdyż stamtąd przyszli...

~

~

Kiedy natomiast Dawid |*Dejwid| i ja zostaliśmy sami, spytałam ściszonym głosem:

| ( ͡° ͜ʖ ͡°)?|

~* ( ͡° ͜ʖ ͡°)!  odkrzyknął Dawid.*~

[Jezu xD]

-, Co on tak się nas uczepił?

- Pewnie sam nie zaznał miłości ~*<3*~ ~<Biegnie w kierunku samotności, goniony przez Ramoninth.> HEEEEEEEEEEEEEEEEELP! ;_;~ i chce naszą zniszczyć. Ale my mu nie damy tej satysfakcji. – Odpowiedział Dawid |*Dejwid|.

Po chwili zaś, wróciliśmy do tego, co zaczęliśmy robić przed całowaniem się...

|Czyli do ruchanka? ( ͡° ͜ʖ ͡°)|

~No ja pierdolę. xD~

|Ty też? ( ͡° ͜ʖ ͡°)|

~Z tymi debilami nigdy w życiu. xD~

 

Jednak, w pewnym momencie, musiałam po coś pójść do kokpitu. Jednak, gdy tam weszłam, ujrzałam, że...GRZEGORZ I LAURA SIĘ |( ͡° ͜ʖ ͡°)| CAŁOWALI! Mimo to, jako iż im nie można się było sprzeciwiać, ~Ha, kurwa! :D~ powiedziałam:

- Ups...Przepraszam bardzo...

A następnie zamknęłam drzwi. Gdy zaś podeszłam do Dawida |*Dejfffittta|, rzekłam:

- Szczyt hipokryzji.

- A co? – Spytał Dawid |*Dejwid|.

- Oni to się tam całują, a jak my to robimy, to mają nam za złe. – Odpowiedziałam

- Eh, ...Co za ludzie...Pewnie niedługo będą chcieli zniszczyć naszą miłość. Najpewniej wykorzystają ten moment jak zachorujesz. Ja to wiem. Wtedy nie dadzą ci zostać w domu. Pozwolą dopiero jak prawie zemdlejesz. Jednak mi nie pozwolą się tobą zaopiekować. Później uznają w magiczny sposób, że nie opłaca się odstawiać nas na weekend do domu i każą nam harować siedem dni w tygodniu. Nie możemy im jednak dać tej satysfakcji. – Odparł chłopak.

[<Rzyga szpoilerami>]

- Miejmy nadzieję, że wszystko się dla nas dobrze skończy. – Odparłam

- Zapomniałaś? Przecież wisi nad nami wyrok śmierci. Gdy wykonamy wszystko, co chcą – zamordują nas. – Przypomniał

- Ach, no tak... - Rzekłam

Po tej rozmowie, wróciliśmy do swoich czynności, czyli do budowy maszyny...

|Logika poszła w las.|

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

Po wylądowaniu w piątek po południu przed odpowiednim blokiem, gdy wyszliśmy z pojazdu, rzekłam ze łzami w oczach:

- To...To ja idę do siebie...

Po czym chciała |Kofa, znowu zmiana narracji. -.-| odejść. Jednak, w tym momencie, poczułam, że ktoś chwycił mnie za rękę i nie zamierzał puścić. Od razu odwróciłam się. Gdy to zrobiłam, ujrzałam Dawida |*Dejwida|, który powiedział:

- Nie idź tam. Serce mnie się kraja, gdy patrzę, jak cierpisz, ...Choć ze mną. Ja się tobą zaopiekuję...

[Ale nie przeszkadzało mi to w mieniu cię w dupiu przez pozostałe weekendy.]

- Oh, Dawid |*Dejwid|...Naprawdę? – Spytałam ze łzami szczęścia w oczach.

- Naprawdę...Ja cię kocham i nie mogę pozwolić, żebyś cierpiała... - Odpowiedział chłopak.

Po tych słowach, rzuciłam mu się w ramiona. On natomiast mnie objął. Jednak, po paru minutach, gdy emocje opadły, oboje ruszyliśmy w kierunku domu Dawida |*Dejwida|...

 

Od wieczoru natomiast, zaczął prześladować nas pech...

|DAM DAM DAAAM!|

 

Gdy wieczorem wyszłam na spacer, na początku nic się nie działo. Kiedy jednak wracałam do domu, w pewnym momencie poczułam, że ktoś mnie czymś mocno uderzał w głowę. Po chwili upadłam nieprzytomna na ziemię...

 

Godzinę później, [Logika, wracaj tu!] gdy obudziłam się, czułam się słabo. Nie miałam sił, aby wstać. Kilka minut później zaś, moja głowa opadła na bok. W tym momencie ujrzałam, że byłam w jakieś starej komórce. Chwilę później, na łóżku obok, ujrzałam nieprzytomnego Dawida |*Dejwida|. Mimo tego, że nie miałam sił, podniosłam się i podeszłam do niego, [Przynajmniej ona nie okazała się cipą. Choć raz.] po czym sprawdziłam, czy żył on. Na szczęście żył. Podniosłam, więc go, po czym wyszłam z komórki i ruszyłam do domu Dawida |*Dejwida|.

 

Paręnaście minut później, gdy tam doszłam i weszłam, poszłam do pokoju Dawida |*Dejwida|, po czym położyłam go na jego łóżku i zaczęłam czekać, aż ten się obudzi...

Dwie godziny później, |Cholera, logika znowu nam uciekła!| ujrzałam, że Dawid |*Dejwid| się budził. Kiedy zaś się obudził i ujrzał mnie, spytał:

-, Co...Co się stało?

W tym momencie opowiedziałam mu o wszystkim, co pamiętałam. Gdy skończyłam, Dawid |*Dejwid| powiedział:

- Dziękuję...Dziękuję, że mnie...Że mnie tam nie zostawiłaś...

- Oj nie musisz dziękować. Nigdy bym cię tam nie zostawiła. - Rzekłam

[Idiotka]

Od teraz, przez dwa dni zaczęłam się nim opiekować. Jednak, mnie również zaczęło coś brać. Cały czas chodziłam w bluzach, gdyż było mi zimno, nie miałam apetytu i byłam blada. W końcu, w niedziele po południu, gdy byłam u siebie w pokoju, zrobiło mnie się jeszcze bardziej słabo. Czułam, że zemdleję. W pewnym momencie, usłyszałam otwierające się drzwi, a następnie głos Dawida, który pytał:

- Skarbie, dobrze się czujesz?

~*Kurwa, zajebiście jak kwiaty w czasie epoki lodowcowej.*~

[Jebłam xD]

Jednak, nie odpowiedziałam. Nie miałam siły, aby odpowiedzieć. Po chwili zaś, zemdlałam...

 

Paręnaście minut później, ~*O, hej logiko. Rzadko nas odwiedzasz.*~ gdy obudziłam się, ujrzałam nad sobą Dawida |*Dejwida|, który widząc, że się obudziłam, powiedział:

- Nareszcie się obudziłaś. W ogóle, dlaczego wtedy tak nagle zemdlałaś?

[– Bo dowiedziałam się, że "Half-Life 3" jednak nie wyjdzie i się załamałam. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.]

-, Bo...Bo źle się czułam...I nadal źle się czuję... - Odpowiedziałam

- Hmm...Może jesteś chora? W sumie ja też nie mam jeszcze sił, aby np. jutro tam iść. Więc co zrobimy? - Rzekł

- Zadzwonię do Grzegorza ~*Mendla*~ i mu o tym powiem. – Odpowiedziałam

Po tym, Dawid |*Dejwid| położył się koło mnie, a ja chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Grzegorza...

 

W pewnym momencie, usłyszałam w słuchawce głos Grzegorza, który pytał:

-, Czego chcesz?

- Muszę ci powiedzieć, że ja i Dawid |*Daffit| nie możemy jutro przyjść. Ja nie mogę wstać, gdyż jestem chora i słaba, a Dawid |*Dejkurwawid| źle się czuje od paru dni. - Odpowiedziałam

- A co mnie to obchodzi? Przejąłbym się, gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach. Macie przyjść, jeśli chcecie jeszcze żyć. – Rzekł Grzegorz.

~*Hej, kanon! Ty też nas rzadko odwiedzasz!*~

Po tych słowach, próbowałam przekonać jeszcze Grzegorza, aby nam darował, jednak ten był nieubłagalny...

~*I nie odchodź, kanon!*~

 

Po skończonej rozmowie, Dawid |*Dejwid| spytał:

- I co powiedział?

- Cytuję: „A co mnie to obchodzi? Przejąłbym się, gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach. Macie przyjść, jeśli chcecie jeszcze żyć.". Więc musimy tam przyjść. – Odpowiedziałam

- Eh...Zastanawiam się, czy my przypadkiem nie trafiliśmy do Krainy Grzybów. Wiesz, „Dostać się do niej łatwo, ale z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.". – Odparł Dawid |*Dejwid|.

~*Odwal się od tego dzieła sztuki współczesnej, ty półmózgu. To jest zbyt zajebiste jak na ciebie.*~

- Heh...Coś w tym jest. – PowiedziałamF

Po chwili zaś, Dawid |*Dejwid| rzekł:

- Wiesz, ja już nabieram pewności, że on na 101% nie jest człowiekiem. – Rzekł Dawid |*Dejwid|.

-, Czemu tak ci ta pewność wzrosła? – Spytałam

- Mam na to mnóstwo dowodów. Po pierwsze, jego może zabić tylko dezintegrator. ~*Jak wszyscy dobrze wiemy, wtedy jeszcze mogłam w to wierzyć.*~ Nie jest to normalne, bowiem człowieka może zabić nawet poderżnięcie gardła. [Wypowiadałam się na ten temat.] Po drugie, popatrz na jego zachowanie. Nie wykazuje żadnych cech ludzkich. Nie śpi, a nie jest zmęczony, nie ma potrzeb fizjologicznych, może przeżyć nawet sto lat bez picia i jedzenia, nie dotykają go żadne dolegliwości, np. choroby. ~*Bogu dzięki, że Slavi tu nie ma.*~Znaczy zdarzają mu się przejawy cech ludzkich, co poniekąd, tak jak to, że coś jest w stanie go uśmiercić, pokazuje, że nie jest idealny, lecz zdarza się to nawet raz na sześćset [sześćdziesiąt sześć] lat. Po trzecie COŚ lub KTOŚ go wskrzesza zawsze, gdy jest kolejna data końca świata. Normalnego człowieka nie da się wskrzesić. Po czwarte popatrz na niego. On w ogóle nie pokazuje swojej twarzy, tylko ukrywa ją pod kapturem. ~Moja zajebistość roztopiłaby wasze radosne mordki.~ |Skromność level: Grzegorz Antychryst. xD| ~Oj wieeem. xD~ To znaczy, że albo jego twarz to po prostu czaszka bez skóry czy mięśni, jak u szkieletu, 

~Uwaga...


~

|

|

jest bardzo oszpecona lub nienaturalna dla człowieka. Albo jest z antymaterii. Po piąte – jego oczy. Normalny człowiek ma takie oczy jak ja czy ty, ma brwi, tęczówki, soczewki, rzęsy. On ma po prostu żółte oczy w kształcie rombu ~*#FalseMemory*~ i tyle, a mimo to – widzi. Po szóste, jego nos. Wiem, że to szczegół, ale czy znasz człowieka, który ma nos na pół twarzy? No właśnie. Po siódme. On zna WSZYSTKIE języki świata, gdyż, na ten przykład, jak raz poszedłem do kokpitu się ich o coś spytać, ujrzałem kątem oka, że czyta on, jak gdyby nigdy nic, książkę w języku suahili, a obok leżała książka również w jakimś rzadkim języku. Normalny człowiek w ciągu całego swojego życia nie pozna WSZYSTKICH języków świata. Zna się również na WSZYSTKICH dziedzinach życia, zna WSZYSTKIE dane na temat WSZYSTKICH ludzi, zna CAŁY Wszechświat, wie jak ten cały bajzel powstał i jak się skończy, zna CAŁY świat w 100%, zna charaktery, wady, zalety, wygląd itp. KAŻDEGO człowieka na świecie, zna CAŁĄ najnowszą i jeszcze nawet nieistniejącą technologię, co dla normalnego człowieka jest nie do pojęcia. ~*Mój mąż. :**~ Po ósme, on może przeżyć bez powietrza. Nie udusi się, ani po czasie, z powodu braku tlenu nie straci przytomności. ~Lol, dawaj mi tą umiejętność!~ Normalny człowiek bez powietrza zemdlałby, a po krótkim czasie także udusiłby się. Po dziewiąte, na CAŁYM świecie nie ma danych na jego temat. Nie ma jego dokładnej daty urodzenia, |Sześćset sześćdziesiąty szósty rok.| informacji o rodzicach, itd. Żadne państwo o nim nie wie. Wiadomo, że coś ma zniszczyć świat, ale nikt nie wie, kto za tym stoi. Jego dane są tylko w tajnych bazach danych NASA, jednak są to tylko jego rok urodzenia, imię, nazwisko, to od ilu lat próbuje unicestwić ludzkość, kiedy ostatni raz próbował i kogo do tego celu wynajął. Po dziesiąte. Jego wiek. W chwili obecnej ma on 1370 lat. Normalny człowiek nawet 130 lat nie dożyje, a co dopiero 1370. ~*Zobaczymy. Tak sobie w przyszłości odpicuję geny, że dożyję. :D*~ ~;_;~ Po jedenaste. Jego nazwisko. Ma on na nazwisko „Antychryst", co nie? ~Ładnie, nieprawdaż? ^-^~ A przecież ŻADEN normalny człowiek nie wpadłby na to, aby zmienić sobie nazwisko na właśnie takie lub nadać je własnemu dziecku ~*Hehe...*~. Po za tym, Antychryst kojarzy się z Pismem Świętym, a dokładniej z Apokalipsą wg. Św. Jana. A on właśnie, chce zniszczyć świat. Coś musi w tym być. – Uargumentował chłopak.

~Kurwa, odwalcie się od tego zbiegu okoliczności. -_-~

- Mnie tam „Antychryst" kojarzy się z moją szkołą, gdyż tak nazywano w niej metalowców i satanistów, ale mniejsza. Co do tych twoich argumentów, to jest to szczera prawda, ~*APSIK! x3*~ [Znów?] ~*Mówiłam, uczulenie na opko. APSIK!*~ jednak, nie żebym go jakoś broniła, ale on w stosunku do Laury zachowuje się bardzo ludzko, gdyż zachowuje się tak, jakby czuł do niej coś więcej. Dba o nią, ciągle jak się pojawia, to ona jest koło niego, a poza tym słyszałeś jego słowa, które powiedział przez telefon. Rzekł, cytuję: „Przejąłbym się, gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach.". To coś znaczy. I w ogóle to jego twarz nie może być czaszką jak u szkieletu, gdyż przecież całował się z Laurą.– Powiedziałam

- No niby tak, jednak jeszcze jeden argument mam na to, że Grzegorz nie jest człowiekiem. ~Odwal się ode mnie! :<~ Posiada on dwie ~**Cztery*~ nadprzyrodzone zdolności, których nie ma żaden normalny człowiek. Potrafi się, bowiem teleportować oraz teleportować innych do jakichś np. pomieszczeń, czy nawet, do, kurwa, teraz jestem całkowicie szczery, skomplikowanych figur geometrycznych umiejscowionych w jakieś przestrzeni, a także potrafi przesuwać ich boki, aby kogoś zgnieść. ~*Ja na temat jego mocy już się wypowiadałam.*~ – Odparł

- To, skoro według ciebie nie jest z gatunku ludzkiego, to, kto go urodził, skoro nie ludzka kobieta? Nie mógł on pojawić się z niczego. – Zapytałam

~*Mówiłam, powstał z czystej zajebistości.*~

- Możliwe, że powstał z niczego albo urodziły lub stworzyły go istoty nadprzyrodzone i zesłały na Ziemię, aby ją zniszczył. – Odpowiedział

- Jest tylko mały problem. Istoty nadprzyrodzone nie istnieją. – Zauważyłam

- Skąd wiesz? Widziałaś kiedyś taką? Właśnie. We Wszechświecie może być wiele interesujących rzeczy, o których zwykłemu śmiertelnikowi nie przyszło pomyśleć. – Odrzekł

[Kurwa, od tej zaawansowanej rozmowy w opku mózg mi płonie.]

- Mam jeszcze jedno pytanie. Gdzie on trafia po śmierci? – Spytałam

- Z tego, co kiedyś słyszałem, trafia do niebytu ~*BYT JEST, CZY GO NIE MA? XD*~ [xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD] lub próżni, jak wolisz, gdyż jest tam ciemno. Po znalezieniu się w tym miejscu, czeka na ponowne ożywienie. Co prawda, może się teleportować na Ziemię lub inne planety, aby oglądać je z perspektywy ducha, więc na pewno się tam nie nudzi. Jego zwłoki zostają w miejscu, gdzie go zabito, a duch trafia właśnie w to miejsce, o którym przed chwilą wspomniałem. – Odpowiedział

- Tak naprawdę nigdy nie dowiemy się, kim lub czym on jest i jaka była jego przeszłość. Jest jak początek wszystkiego. Nic o nim nie wiadomo, tylko powstają hipotezy. – Wyciągnęłam wnioski.

~*


Boże, wyszedł mi tak przystojnie. <3*~

- To prawda. [Odnośnie rysunku wyżej. <3] Jest jedną z tych postaci i bytów materialnych, o których nie wiemy nic. – Zakończył rozmowę Dawid |*Dejwid|.

Po tej rozmowie, zaczęliśmy dalej leżeć i czekać na poniedziałek...

 

TYDZIEŃ II:

W tym tygodniu Dawid |*Dejwid| i ja zaczęliśmy się przekonywać, że Grzegorz nas nienawidzi...

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

W poniedziałek rano, standardowo umyliśmy [dupy] się i ubraliśmy, po czym poszliśmy pod odpowiedni blok. Kiedy zaś po parudziesięciu minutach zabrał ON|IACZ| na [Siema, literówki! Dawno was nie było!] spod bloku i powróciliśmy do Wszechświata, w pewnym momencie postanowiłam pójść poprosić Grzegorza, aby jednak dał mi wrócić do domu i się wyleczy [Widzę, że postanowiłyście zostać na dłużej.]. Kiedy poszłam do kokpitu, ten odwrócił się. Widząc mnie, spytał:

-, Czego znów chcesz?

|Kocham Cię, Kanon. Wyjdziesz za mnie?|

- Błagam...Pozwól mi wrócić do domu do czasu, gdy wyzdrowieję...Źle się czuję... - Odpowiedziałam

- A weź spierdalaj. Masz tu być do momentu, w którym zrobicie wszystko, co J A będę chciał. - Rzekł

~Kocham siebie. xD~

Po tych słowach, próbowałam go jeszcze trochę przekonać, aby mi darował, ale on był nieubłagalny. Po chwili zaś, po powrocie do Dawida |*Dejwida|, ten spytał:

- I co?

- Nie pozwolił... - Odpowiedziałam słabym głosem.

- A to cham pieprzony. Ja...- Zaczął, jednak nie dokończył, gdyż usłyszeliśmy z kokpitu głos Grzegorza, który mówił:

- SŁYSZAŁEM!!!

- Nawet pogadać nie można. Ja wiem, że gdy on ci w końcu pozwoli zostać w domu, mnie po jakimś czasie na weekendy będzie tu więził, abym nie mógł ci pomagać... - Powiedział ściszonym głosem Dawid |*Dejwid|.

[Jak ja nienawidzę spoilerów...]

|Nie tylko ty.|

-, W co myśmy się wpakowali... - Odparłam

Jednak, po tej rozmowie, zaczęliśmy kontynuować budowę maszyny. Od teraz, ciągle próbowałam przekonać Grzegorza, aby pozwolił mi wrócić na czas choroby do domu. Aż w końcu...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

W piątek popołudniu, gdy z wycieńczenia prawie zemdlałam, Grzegorz w końcu pozwolił mi zostać na następny tydzień w domu. ~Abyś mi podłogi nie skaziła.~ Po wylądowaniu przed odpowiednim blokiem, Dawid |*Dejwid| podniósł osłabioną mnie i wyniósł mnie z pojazdu, a następnie zaniósł do domu. Po znalezieniu się tam, przeniósł mnie do mojego pokoju i położył na moim łóżku. Od teraz opiekował się mną. ~*Debil*~ Przynosił mi wszystko, czego potrzebowałam, mierzył mi temperaturę oraz był przy mnie. [Idiota] Oprócz tego, poszliśmy do lekarza, który przepisał mi odpowiednie leki. |Kretyn| Po lekarzu, Dawid zaprowadził mnie do domu i sam poszedł do apteki. Po powrocie, zaczął mi podawać leki zgodnie z zaleceniami... ~Down~

 

Tak było aż do niedzieli. Aż w końcu...

 

~*HALF-LIFE*~ TYDZIEŃ III:

W tym tygodniu, do czwartku leżałam w domu. W czwartek, gdy wróciłam do pracy, dowiedziałam się od Dawida |*Dejwida| coś [*czegoś] strasznego.

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:

W poniedziałek rano, Dawid |*Dejwid| przed wyjściem powiedział mi, co ile mam brać leki oraz żebym pod żadnym pozorem nie wychodziła na dwór. Oczywiście zamierzałam się dostosować, gdyż chciałam wyzdrowieć, a nie jeszcze bardziej zachorować. |Szkoda|

 

Jednak, od teraz zaczęłam czuć się coraz lepiej. Z każdym dniem było mi coraz lepiej. Aż w końcu, w czwartek, zadzwoniłam do Grzegorza, aby po mnie przyleciał, gdyż już czułam się dobrze, po czym udałam się pod odpowiedni blok. Paręnaście minut później, gdy znalazłam się już w statku kosmicznym, rzuciłam się w ramiona Dawidowi |*Dejwidowi|. Po parunastu minutach, gdy go puściłam, ujrzałam, że chłopak był smutny. Od razu spytałam go:

[– Ziemniaków ci nie sprzedali, padalcu? Mówiłam, że sprzedają je od trzydziestego roku życia, pedale.]

~

~

- Ej, ...Co się stało? Nie mów mi, że teraz ty będziesz chory.

- Nie, nie o to chodzi...Po prostu Grzegorz na weekend zamierza nas przetrzymywać w statku kosmicznym koło swojej bazy, gdyż jak mówi, „Za dużo uranu się marnuje, aby latać w dwa miejsca na raz.". Ale ja i tak wiem, że chodzi o wykończenie nas. – Odpowiedział Dawid |*Dejwid|.

- Eh, ...Ale co my będziemy jedli i pili? Teraz to, co jakiś czas coś nam dają, a tak? – Spytałam

[Włączcie cheaty na nieśmiertelność. W opkach to możliwe.]

- Właśnie pewnie o to chodzi, że nic. On na 100 % chce, abyśmy się wycieńczyli i cierpieli z głodu, pragnienia i bólu te dwa dni. – Odparł Dawid |*Dejwid|.

Po tej rozmowie nastała cisza. Zaczęliśmy oni, ~*JEZU XD*~ więc ze strachem czekać, na popołudnie następnego dnia...

 

PIĄTEK – NIEDZIELA:

Kiedy Grzegorz doleciał do bazy, zamknął na klucz statek kosmiczny, z obecnymi tam Dawidem |*Dejwidem| i mną. Od razu spytałam Dawida |*Dejwida|:

- I co teraz?

- Nie wiem...Musimy najwidoczniej czekać na poniedziałek... - Odpowiedział

Po tych słowach, zaczęliśmy czekać na pierwszy dzień nowego tygodnia...Jednak...

 

W niedzielę, trzeciego dnia przetrzymywania nas o głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym, cierpieliśmy z głodu, pragnienia i bólu...

 

Dawid był cały blady. Oprócz tego, widać i słychać było, że z każdą chwilą było mu coraz bardziej duszno, gdyż szybko i głęboko oddychał oraz cały się pocił. ~*Czas umrzeć. ;=;*~ Oprócz tego, po trzech dniach głodówki, mocno bolał go brzuch, przez co z bólu stękał. |Jesteś pewna? ( ͡° ͜ʖ ͡°)|

 

Ja natomiast głośno i szybko oddychałam. Z pragnienia byłam bardzo słaba i nie mogłam wstać. [Kurwa, nie. ;-;] Moja głowa bezwładnie leżała na kolanach Dawida |*Dejwida|. Oprócz tego, także mocno bolał mnie brzuch z tego głodu...

 

Nie wiedzieliśmy, czy dożyjemy następnego dnia. Aż w końcu...

 

TYDZIEŃ IV

~Koniec! Koniec widzę!~

Normalny tydzień, jednak coś działo się w kokpicie, gdyż często widzieliśmy Laurę wybiegającą zapłakaną do toalety.

PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK.

Następnego dnia, kiedy się obudziliśmy, dalej cierpieliśmy z bólu. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy, że Grzegorz i Laura wchodzili do statku kosmicznego. Po chwili wszystkie światła zapaliły się, a pojazd ~*pochłonął ogień*~ ruszył. Po paru minutach wyszła do nas Laura i niechętnie, co było widać w jej oczach, dała nam jeść i pić. Wybawienie tygodnia. Po zjedzeniu i napiciu się, ja, i Dawid |*Dejwid|, czuliśmy[, że dojebaliśmy tyle przecinków, że moglibyśmy wykarmić dzieci w Afryce i jeszcze zostałyby dwa kontenery.] się na tyle dobrze, żeby skończyć budować maszynę. Wstaliśmy, więc i ruszyliśmy do roboty...

 

Jednak, w pewnym momencie, ujrzeliśmy zapłakaną Laurę, która wybiegła z kokpitu i pobiegła do łazienki. Nie przejęliśmy się tym. Dobrze jej tak. Ma za swoje [Ta Andromeda jest taką kurwą jebaną, że aż kropka spieprzyła.]

 

Jednak, było tak codziennie.

 

Aż w końcu...

|DAM DAM DAAAM!|

 

PIĄTEK – NIEDZIELA.

Po powrocie do bazy i zamknięciu Dawida |*Dejwida| i mnie w statku kosmicznym, musieliśmy oczekiwać następnego tygodnia, aby dostać coś do jedzenia i do picia...

 

W niedzielę zaś, Dawid |*Dejwid| i ja, ponownie cierpiąc z głodu, pragnienia i bólu, siedzieliśmy dalej na podłodze statku kosmicznego. W pewnym momencie, spytałam słabym głosem:

-, Dlaczego...Dlaczego oni nas tak nienawidzą?

~Bo macie downa mentalnego.~

- Oni są cholernymi egoistami...Poza sobą świata nie widzą, oprócz siebie nawzajem... - Rzekł wycieńczonym głosem Dawid |*Dejwid|.

~*To zdanie było tak oczywiste, że aż plecy zaczęły mnie boleć.*~

- Błagam...Niech to się wreszcie skończy... - Odparłam

Jednak, po tej rozmowie, dalej siedzieliśmy w cierpieniach...

~*Mam taki zajebisty pomysł na naprawę tego opka...*~

 

TYDZIEŃ V.

Jest to tydzień opierdalania się całej naszej czwórki i oczekiwania na 13 kwietnia...

PONIEDZIAŁEK – PIĄTEK.

Następnego dnia, gdy się obudziliśmy, cierpieliśmy jeszcze bardziej. Byliśmy tacy głodni i spragnieni, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ...Lecz, w końcu, koło godziny 9: 00 usłyszeliśmy, że Grzegorz i Laura weszli do pojazdu. Chwilę później, wszystkie światła się zapaliły i pojazd ~*spłonął*~ ruszył. W pewnym momencie, Laura przyniosła nam jedzenie i picie. Czułam się jak zwierzę, które zależne jest od swojej pani. ~Lol, tak było, downiaro.~ Mimo to, ja i Dawid |*Dejwid| zjedliśmy i napiliśmy się, po czym zaczęliśmy kontynuować budowę maszyny...

 

Jednak, w pewnym momencie, skończyliśmy budować. Nie wiedzieliśmy, co teraz mieliśmy robić. Poszłam, więc do kokpitu i gdy Grzegorz oraz Laura mnie zauważyli, rzekłam:

- Maszyna już skończona. Co teraz mamy robić?

~Zabijcie się sami, ja głodny jestem.~

- Czekać na 12 kwietnia, czyli do piątku. – Odpowiedział Grzegorz.

Od tego momentu, gdy powiedziałam o tym Dawidowi |*Dejwidowi| zaczęliśmy opierdalać się jeszcze bardziej. Do czasu...

 

~*Czy wy widzicie ten cud najprawdziwszy? ZANALIZOWALIŚMY TEN ROZDZIAŁ! Pokonaliśmy gówno!*~

|[~

~]|

_________________________________________________________

Rozdział V – Dzień Zagłady.

~*Nie ma to jak spoiler rozdziału już w tytule. Ale dobra, ja idę zrobić sobie kolację. W końcu...zasłużyłam. I wy też zasłużyliście. ;-)*~

|[~<Biegną do kuchni.>

~]|

Do 12 kwietnia, cała czwórka nic nie robiła, tylko czekali. W weekendy Grzegorz i Laura wracali do swojej bazy, a Dawida |*Dejwida| i Andromedę przetrzymywali dalej o głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym. |Uwielbiam was.| ~Wiem :D~ Jednak, 12 kwietnia, w piątek, tak nie było. Tego dnia, do Dawida |*Dejwida| i Andromedy przyszli Grzegorz i Laura, po czym Grzegorz powiedział:

- Dobra. A teraz uruchomcie tą [*tę] maszynę.

Po czym pociągnął za jedną z dźwigni, która była na jednej ze ścian. W tym momencie, część dachu rozsunęła się. Jednak, ["]o dziwo["], nie wyssało ich w próżnię oraz w pojeździe dało się oddychać. |Logika już dawno spierdoliła na Karaiby.| W tym momencie, Dawid |*Dejwid| włączył maszynę. W tej sekundzie, dało się zauważyć niebieski promień, który wzbił się w górę. W pewnym momencie dało się zobaczyć nad dachem nakierowaną na lot kolizyjny z Ziemią asteroidę Apophis* ~*Siema przypis! Dawno cię nie było!*~. W tym momencie, promień wyłączył się. Po zrobieniu tego, Grzegorz ponownie pociągnął za odpowiednią dźwignię. W tym momencie, rozsunięta część dachu zasunęła się. Kiedy było już po wszystkim, Laura powiedziała:

- No. To teraz, aby przekonać się, czy nam się udało, musimy poczekać 24h.

Po tych słowach, zaczęli czekać...

Następnego dnia, na Ziemi, kiedy Patryk się obudził, ~*Jego też dawno nie było.*~ jak zwykle zrobił to co codziennie rano i z nudów zaczął wyglądać przez okno. [To jest tak naciągane, że aż nie mogę w to uwierzyć.] Miał on nadzieję, że dzień będzie taki, jak co dzień. Jednak, nie wiedział, jak bardzo się mylił... |Ach, te spoilery.|

 

W pewnym momencie, ujrzał on ścianę meteorytów, które w oddali spadały na Ziemię i niszczyły wszystko, w co wpadły. Od razu chciał on jakoś uciec, jednak nie zdążył. Po chwili jeden z meteorytów uderzył w jego dom, niszcząc go i przysypując Patryka gruzami. Jednak, mimo wszystko przeżył on. [Lol, kolejny sobie cheaty włączył.] W pewnym momencie, zanim wyszedł, usłyszał taki dźwięk, jakby w Ziemię uderzyła asteroida. Po paru sekundach usłyszał dźwięk fali uderzeniowej, co znaczyło, że to była prawda. Kiedy zaś po parunastu minutach, wszystko ucichło, wyszedł on spod gruzów.

 

Po zrobieniu tego, ujrzał on, że dawne zadupie, w którym mieszkał, zmieniło się w jeszcze większe zadupie. 

[

]

Wszystko było zniszczone od meteorytów i fali uderzeniowej po asteroidzie. 

~Kocham cię! <Przytula Ramoninth.>

;"-)~

~*Ooo... <3 <Odwzajemnia>*~

|Cholera, nie wierzyłem, że to kiedykolwiek napiszę, ale opka łączą ludzi. ;'-)|

 

W pewnym momencie, ujrzał, że podszedł do niego Mateusz. Po chwili zaś, rzekł on:

- Jednak im się udało...

- No...Niestety... - Odparł Patryk.

[– Teraz dostaniemy taki wpierdol od Globusa, że przez kolejne dziesięć dekad się nie pozbieramy. – dodał Mateusz.]

~But...~

~*Oj, cicho. To było w czasach interpretacji.*~

~Aaa, ok.~

Po tych słowach, postanowili oni udać się na główną ulicę, aby poszukać kogoś żywego. Kiedy się tam znaleźli, ujrzeli, że z dawnej ulicy głównej zostały tylko gruzy i tylko nieliczne budynki przetrwały w całości. Mimo to, zaczęli oni szukać...

 

Po parunastu minutach, kiedy zaczęli tracić nadzieję, na odnalezienie kogoś żywego, ujrzeli nieprzytomną Katerin. |Jeszcze Dziewczyny Z Źle Napisanym Name tutaj brakowało. ;-;| Od razu podeszli do niej i sprawdzili czy żyła. Okazało się, że tak. [A miałam nadzieję...] W tym momencie, Patryk podniósł ją z ziemi i wraz z Mateuszem zaniósł ją do jej domu. Kiedy tam byli, położył on ją na łóżku i wraz ze swoim kolegą zaczął czekać, aż ta się obudzi...

 

Tymczasem, w innym miejscu, Grzegorz, Laura, Dawid |*Dejwid| i Andromeda oglądali jak asteroida niszczyła wszystko. ~*Tak czas trochę dziwnie zapierdala, ale w przypadku tego opka nie dziwi mnie to.*~ Ich statek kosmiczny był ustawiony w takiej odległości, aby można było to wszystko oglądać oraz, żeby nic im się nie stało.

 

Grzegorz nie mógł uwierzyć w to, co widział. Pierwszy raz, od setek lat, udało mu się to, po co został zesłany na Ziemię. ~;"-)~ W pewnym momencie oglądania tego z zachwytem, poczuł, że Laura przytuliła się do niego. Od razu objął on ją. Był już w pełni szczęśliwy. Dokonał zniszczenia Ziemi oraz miał przy sobie swoją ukochaną. Nic więcej się dla niego nie liczyło...

~

~

~*


*~

 

Dawid |*Dejwid| natomiast, oglądał to wszystko, nie z zachwytem, ale z dziwnym uczuciem, że miał to gdzieś, co działo się na Ziemi. [Jesteś Polakiem. Nie powinno cię to dziwić.] Chwilę później, poczuł, że Andromeda położyła swoją głowę na jego ramieniu. Od razu objął on ją. W tym momencie, miał to, co działo się z ludźmi na Ziemi w dupie. On sam żył, ~Jeszcze~ był w bezpiecznym miejscu oraz jego ukochana była żywa. Nic więcej w tym momencie się dla niego nie liczyło...

|

|

~*JEZU XDDD*~

 

Oczami ~*Boga Wszechmogącego*~ Grzegorza.*

Do 12 kwietnia, cała nasza czwórka nic nie robiła, tylko czekaliśmy. W weekendy ja i Laura wracaliśmy do swojej bazy, a Dawida |*Dejwida| i Andromedę przetrzymywaliśmy dalej o głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym. Jednak, 12 kwietnia, w piątek, tak nie było. Tego dnia, w pewnym momencie, do Andromedy i Dawida |*Dejwida| [przyszło wezwanie do zapłaty] przyszedłem ja i Laura, po czym powiedziałem:

|– Lol, ale mam pomysł. Zajebmy się.|

~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~

- Dobra. A teraz uruchomcie tą [*tę] maszynę.

Po czym pociągnąłem za jedną z dźwigni, która była na jednej ze ścian. W tym momencie, część dachu rozsunęła się. Jednak, nie wyssało nas w próżnię oraz w pojeździe dało się oddychać. |W końcu standardem opek jest brak logiki.| Ja się tym nie zdziwiłem. Specjalnie zaprojektowałem ten statek kosmiczny, aby tak tu było. |Aaa...| W tym momencie, Dawid |*Dejwid| włączył maszynę. W tej sekundzie, dało się zauważyć niebieski promień, który wzbił się w górę. W pewnym momencie dało się zobaczyć nad dachem nakierowaną na lot kolizyjny z Ziemią asteroidę Apophis. ~*Jak przystało na rok dwa tysiące trzydziesty szósty.*~ W tym momencie, promień wyłączył się. Po zrobieniu tego, ponownie pociągnąłem za odpowiednią dźwignię. W tym momencie, rozsunięta część dachu zasunęła się. Kiedy było już po wszystkim, Laura powiedziała:

|– Tell me tell me tell me something I don't know, something I don't know, something I don't know!|

[Boże xD]

- No. To teraz, aby przekonać się, czy nam się udało, musimy poczekać 24h.

Po tych słowach, zaczęliśmy czekać...

 

Następnego dnia, ustawiłem statek kosmiczny na takiej odległości od Ziemi, aby można było oglądać apokalipsę, ale jednocześnie tak, aby nam nic się nie stało. ~*Jakiż on pewny był, że jego plan się powiódł.*~ Po zrobieniu tego, o odpowiedniej godzinie, ja i Laura wyszliśmy z kokpitu i wraz z Dawidem |*Dejwidem| i Andromedą zaczęliśmy oglądać zagładę... [Powtórkę obejrzycie za dwie godziny na Polsacie, pamiętajcie o tym.]

~

~

Nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem. Pierwszy raz, od setek lat, udało mnie się to, po co zostałem zesłany na Ziemię. W pewnym momencie oglądania tego z zachwytem, poczułem, że Laura przytuliła się do mnie. Od razu objąłem ją. Byłem już w pełni szczęśliwy. Dokonałem zniszczenia Ziemi oraz miałem przy sobie swoją ukochaną. Nic więcej się dla mnie nie liczyło...

~;"-)~

 

*Oczami Laury.*

Do 12 kwietnia, cała nasza czwórka nic nie robiła, tylko czekaliśmy. W weekendy ja i Grzegorz wracaliśmy do swojej bazy, a Dawida |*Dejfida| i Andromedę przetrzymywaliśmy dalej o głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym. Jednak, 12 kwietnia, w piątek, tak nie było. Tego dnia, w pewnym momencie, do Andromedy i Dawida |*Dejwida| przyszłam ja i Grzegorz, po czym Grzegorz powiedział:

- Dobra. A teraz uruchomcie tą [*tę] maszynę.

Po czym pociągnął za jedną z dźwigni, która była na jednej ze ścian. W tym momencie, część dachu rozsunęła się. Jednak, o dziwo, nie wyssało nas w próżnię oraz w pojeździe dało się oddychać. [Jedyna rzecz w tym opku, która została wyjaśniona.] W tym momencie, Dawid |*Dejwid| włączył maszynę. W tej sekundzie, dało się zauważyć niebieski promień, który wzbił się w górę. W pewnym momencie dało się zobaczyć nad dachem nakierowaną na lot kolizyjny z Ziemią asteroidę Apophis. W tym momencie, promień wyłączył się. Po zrobieniu tego, Grzegorz ponownie pociągnął za odpowiednią dźwignię. W tym momencie, rozsunięta część dachu zasunęła się. Kiedy było już po wszystkim, powiedziałam:

[– Kurwa, ale jebie. Kto się zesrał?]

|XDDD|

- No. To teraz, aby przekonać się, czy nam się udało, musimy poczekać 24h.

Po tych słowach, zaczęliśmy czekać...

 

Następnego dnia, Grzegorz ustawił statek kosmiczny na takiej odległości od Ziemi, aby można było oglądać apokalipsę, ale jednocześnie tak, aby nam nic się nie stało. ~*Jak on to zrobił, chuj wie.*~ Po zrobieniu tego, o odpowiedniej godzinie, ja i Grzegorz wyszliśmy z kokpitu i wraz z Dawidem |*Dejwidem| i Andromedą zaczęliśmy oglądać zagładę...

 

I ja, i Grzegorz nie mogliśmy uwierzyć w to, co widzieliśmy. Pierwszy raz, od tak długiego czasu, udało nam się to. W pewnym momencie oglądania tego z zachwytem, przytuliłam się do niego. Od razu objął mnie. Byłam już w pełni szczęśliwa. Dokonałam tego, w czym pomagałam Grzegorzowi oraz miałam przy sobie jedyną osobę, która mnie kochała. Nic więcej się dla mnie nie liczyło...

[Amen]

 

*Oczami Dawida. |*Dejwida|*

Do 12 kwietnia, cała nasza czwórka nic nie robiła, tylko czekaliśmy. W weekendy Grzegorz i Laura wracali do swojej bazy, a nas przetrzymywali dalej o głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym. |Prawilnie| Jednak, 12 kwietnia, w piątek, tak nie było. Tego dnia, do mnie i Andromedy przyszli Grzegorz i Laura, po czym Grzegorz powiedział:

|– ( ͡° ͜ʖ ͡°)?|

~Z nimi nigdy. ;P~

- Dobra. A teraz uruchomcie tą [*tę] maszynę.

Po czym pociągnął za jedną z dźwigni, która była na jednej ze ścian. W tym momencie, część dachu rozsunęła się. Jednak, o dziwo, nie wyssało nas w próżnię oraz w pojeździe dało się oddychać. [Kurwa, nudzę się.] ~*Nie tylko ty, Vego. Nie tylko ty.*~ W tym momencie, włączyłem maszynę. W tej sekundzie, dało się zauważyć niebieski promień, który wzbił się w górę. W pewnym momencie dało się zobaczyć nad dachem nakierowaną na lot kolizyjny z Ziemią asteroidę Apophis. W tym momencie, promień wyłączył się. Po zrobieniu tego, Grzegorz ponownie pociągnął za odpowiednią dźwignię. W tym momencie, rozsunięta część dachu zasunęła się. Kiedy było już po wszystkim, Laura powiedziała:

- No. To teraz, aby przekonać się, czy nam się udało, musimy poczekać 24h.

Po tych słowach, zaczęliśmy czekać...

 

Następnego dnia, Grzegorz ustawił statek kosmiczny na takiej odległości od Ziemi, aby można było oglądać apokalipsę, ale jednocześnie tak, aby nam nic się nie stało. Po zrobieniu tego, o odpowiedniej godzinie, przyszli oni do nas i we czwórkę zaczęliśmy oglądać zagładę... |Pamiętajcie o powtórce na Polsacie!|

 

Ja natomiast, oglądałem to wszystko, nie z zachwytem, ale z dziwnym uczuciem, że miałem to gdzieś, co działo się na Ziemi. [W końcu byłeś Polakiem, Dejwidzie.] Chwilę później, poczułem, że Andromeda położyła swoją głowę na moim ramieniu. Od razu objąłem ją. W tym momencie, miałem to, co działo się z ludźmi na Ziemi w dupie. Ja sam byłem w bezpiecznym miejscu oraz moja ukochana była żywa. Nic więcej w tym momencie się dla mnie nie liczyło...

~*


*~

[BOŻE, JEBŁAM. XDDD]

 

*Oczami ~*|[~Kurwy Jebanej~]|*~ Andromedy.*

Do 12 kwietnia, cała nasza czwórka nic nie robiła, tylko czekaliśmy. W weekendy Grzegorz i Laura wracali do swojej bazy, a nas przetrzymywali dalej o głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym. [Zgodnie z prawami natury.] Jednak, 12 kwietnia, w piątek, tak nie było. Tego dnia, do mnie i Dawida przyszli Grzegorz i Laura, po czym Grzegorz powiedział:

[–  <--- Lol, patrzcie. Znalazłem trujące wyziewy z dupy Andromedy.]

~*PIERDOLNĘŁAM XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*~

- Dobra. A teraz uruchomcie tą [*tę] maszynę.

Po czym pociągnął za jedną z dźwigni, która była na jednej ze ścian. W tym momencie, część dachu rozsunęła się. Jednak, o dziwo, nie wyssało nas w próżnię oraz w pojeździe dało się oddychać. W tym momencie, Dawid |*Dejwid, do ciężkiego gnoja! On jest tak zjebany, że jego imię powinno się pisać właśnie tak!| ~*x"D*~ włączył maszynę. W tej sekundzie, dało się zauważyć niebieski promień, który wzbił się w górę. W pewnym momencie dało się zobaczyć nad dachem nakierowaną na lot kolizyjny z Ziemią asteroidę Apophis. W tym momencie, promień wyłączył się. Po zrobieniu tego, Grzegorz ponownie pociągnął za odpowiednią dźwignię. W tym momencie, rozsunięta część dachu zasunęła się. Kiedy było już po wszystkim, Laura powiedziała:

~*– 👹 <--- Lol, znalazłam starego Andromedy.*~

~BOŻE XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~

- No. To teraz, aby przekonać się, czy nam się udało, musimy poczekać 24h.

Po tych słowach, zaczęliśmy czekać...

 

Następnego dnia, Grzegorz ustawił statek kosmiczny na takiej odległości od Ziemi, aby można było oglądać apokalipsę, ale jednocześnie tak, aby nam nic się nie stało. Po zrobieniu tego, o odpowiedniej godzinie, przyszli oni do nas i we czwórkę zaczęliśmy oglądać zagładę... [Nie zapomnijcie o powtórkach na Polsacie!]

 

Ja natomiast, oglądałam to wszystko, nie z zachwytem, ale z dziwnym uczuciem, że nie obchodziło mnie to, co działo się na Ziemi. Chwilę później, położyłam swoją głowę na ramieniu Dawida |*Dejwida|. Od razu objął on mnie. W tym momencie, miałam to, co działo się z ludźmi na Ziemi w głębokim poważaniu. Żyłam w bezpiecznym miejscu oraz Dawid |*Dejwid|, którego kochałam, [gdyż mózgu nie miałam,] żył. Nic więcej w tym momencie się dla mnie nie liczyło...

|


|

[Matko xDDD]

 

*Oczami Patryka.*

Ten dzień zaczął się zwyczajnie. Miałem nadzieję, że będzie zwyczajny, aż do końca. Ależ byłem naiwny... ~Lol, ten to ma spowolniony zapłon.~ W pewnym momencie, z nudów zacząłem wyglądać przez okno. [Ach, to naciąganie.] W pewnym momencie, ujrzałem ścianę meteorytów, które w oddali spadały na Ziemię i niszczyły wszystko, w co wpadły. Od razu chciałem jakoś uciec, jednak nie zdążyłem. Po chwili jeden z meteorytów uderzył w mój dom, niszcząc go i przysypując mnie gruzami. Jednak, mimo wszystko przeżyłem. |Bo jestem dobrą postacią, a wszyscy wiedzą, że tacy rodzą się z nieśmiertelnością.| ~Jestem dobry! ;D~ |Ale oczywiście są wyjątki. xD| ~:<~ W pewnym momencie, zanim wyszedłem, usłyszałem taki dźwięk, jakby w Ziemię uderzyła asteroida. Po paru sekundach usłyszałem dźwięk fali uderzeniowej, co znaczyło, że to była prawda. Kiedy zaś po parunastu minutach, wszystko ucichło, wyszedłem spod gruzów.

 

Po zrobieniu tego, ujrzałem, że dawne zadupie, w którym mieszkałem, zmieniło się w jeszcze większe zadupie. [Nie wiedziałam, że w wypadku Sosnowca to jest możliwe.] Wszystko było zniszczone od meteorytów i fali uderzeniowej po asteroidzie. ~;"-)~ W pewnym momencie, ujrzałem, że podszedł do mnie Mateusz. Po chwili zaś, rzekł on:

[– Globus nam wpierdoli.]

- Jednak im się udało...

- No...Niestety... - Odparłem

~*Jakie dramatyczne podejście do zaistniałej sytuacji...*~

Po tych słowach, postanowiliśmy udać się na główną ulicę, aby poszukać kogoś żywego. Kiedy się tam znaleźliśmy, ujrzeliśmy, że z dawnej ulicy głównej zostały tylko gruzy i tylko nieliczne budynki przetrwały w całości. Mimo to, zaczęliśmy szukać...

 

Po parunastu minutach, kiedy zaczęliśmy tracić nadzieję, na odnalezienie kogoś żywego, ujrzeliśmy nieprzytomną Katerin. |Mózg mnie się topi. ;_;| Od razu podeszliśmy do niej i sprawdziliśmy czy żyła. Okazało się, że tak. ~*Bym coś powiedziała, ale zostawię to na koniec.*~ W tym momencie, podniosłem ją z ziemi i wraz z Mateuszem zaniosłem ją do jej domu. Kiedy tam byliśmy, położyłem ją na łóżku i wraz ze swoim kolegą zacząłem czekać, aż ta się obudzi...

 

*Oczami Mateusza.*

Ten dzień rozpoczął się tak jak zwykle. Chciałem, aby ta zwyczajność trwała do końca. Ależ wtedy byłem naiwny... ~Kolejny z opóźnionym zapłonem.~  W pewnym momencie, gdy zajmowałem się swoimi codziennymi czynnościami, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ujrzałem przez okno ścianę meteorytów spadającą na Ziemię. Od razu chciałem jakoś uciec, jednak nie zdążyłem. Po chwili jeden z meteorytów uderzył w mój dom, niszcząc go i przysypując mnie gruzami. Jednak, mimo wszystko przeżyłem. [Wiadomo czemu.] W pewnym momencie, zanim wyszedłem, usłyszałem taki dźwięk, jakby w Ziemię uderzyła asteroida. Postanowiłem na wszelki wypadek nie wychodzić spod gruzów. Po paru sekundach usłyszałem dźwięk fali uderzeniowej, co znaczyło, że to była prawda. Kiedy zaś po parunastu minutach, wszystko ucichło, wyszedłem spod gruzów.

 

Po zrobieniu tego, ujrzałem, że dawne zadupie, w którym mieszkałem, zmieniło się w jeszcze większe zadupie. |<Ziew>| Wszystko było zniszczone od meteorytów i fali uderzeniowej po asteroidzie. W pewnym momencie, ujrzałem Patryka. Od razu podszedłem do niego. Po chwili zaś, rzekłem:

[– Ale dostaniemy wpierdol.]

- Jednak im się udało...

- No...Niestety... - Odparł Patryk.

~Ten dramat w tej rozmowie... <ZIEEEW>~

Po tych słowach, postanowiliśmy udać się na główną ulicę, aby poszukać kogoś żywego. Kiedy się tam znaleźliśmy, ujrzeliśmy, że z dawnej ulicy głównej zostały tylko gruzy i tylko nieliczne budynki przetrwały w całości. Mimo to, zaczęliśmy szukać...

 

Po parunastu minutach, kiedy zaczęliśmy tracić nadzieję, na odnalezienie kogoś żywego, ujrzeliśmy nieprzytomną Katerin. ~*Mózg wybucha. ;_;*~ Od razu podeszliśmy do niej i sprawdziliśmy czy żyła. Okazało się, że tak. W tym momencie, Patryk podniósł ją z ziemi i wraz ze mną zaniósł ją do jej domu. Kiedy tam byliśmy, położył ją na łóżku i wraz ze mną zaczął czekać, aż ta się obudzi...

 

*Oczami Katerin.*

~*Która jako tako nie pojawiła się w rozdziale, ale jebać to, ilość znaków musi się zgadzać!*~

Ten dzień zaczął się jak zwykle. Niestety, nie na cały czas. Gdy byłam na ulicy, na którą poszłam się przejść [Powiedzmy, że w miarę wiarygodne.] i wracałam do domu, w pewnym momencie ujrzałam, że z nieba zaczynają spadać meteoryty. Niszczyły wszystko. |Zdziwiłbym się, gdyby wprowadzały pokój.| Oczywiście, tak jak inni ludzie zaczęłam uciekać w poszukiwaniu schronienia. Mimo tego, że budynki przewalały się, udało mi się od nich uciec ~*Bo jam jest Mary Sue.*~ i przeżyć. Kiedy już meteoryty przestały spadać, pomyślałam, że to już koniec. Jednak był to mój błąd. To był początek końca. [Te zdania pojedyncze były początkiem końca?] W pewnym momencie, na niebie dało się zobaczyć błysk jaśniejszy od słońca. ~*A jednak Kim Dzong Un zrzucił atomówkę. Tylko czemu na Polskę?*~ Wiedziałam, że jest to asteroida. |Jaki znawca. Po błysku rozpoznała.| Zaczęłam ponownie uciekać. W pewnym momencie, po uderzeniu, fala uderzeniowa wytworzona przez asteroidę odepchnęła mnie w kierunku ocalałego budynku. ~Fala. Uderzeniowa. Tak. NIE DZIAŁA, KURWA MAĆ!~ Od mocnego uderzenia w zewnętrzną ścianę zemdlałam...

 

Paręnaście minut później, gdy otworzyłam oczy, wszystko widziałam jak przez mgłę. Czułam, że ktoś przenosił mnie z miejsca w które uderzyłam gdzieś indziej. |( ͡° ͜ʖ ͡°)| Nie wiedziałam, kto to był. Chwilę później, ponownie zemdlałam...

CDN

|C-CO?!|

~*To jest trylogia tałatajstwa. Może nie mam dalszych rozdziałów w komputerze, ale zeszyty...*~

~Powiedz mi: Dlaczego byłaś sadystką?~

~*Nie wiedziałam, że kiedyś będę to analizować.*~

[Matko... ;-;]

~*FunFact #3: W drugiej i trzeciej części nie ma potężnych rozdziałów. Ba! W trzeciej części nie ma narracji pierwszoosobowej, ale niestety, druga część jeszcze ją zawiera.*~

|Przynajmniej nie ma potężnych rozdziałów.|

~*Lol, skończyliśmy to analizować przy mojej ulubionej nucie. <3*~

*Apophis - Asteroida, która niby ma uderzyć w Ziemię 13 kwietnia 2036 lub 2029 roku. ~Ludzie nie mogą się zdecydować, jak widzę.~ Jednak, szansa na to to 1 %. W dodatku, nie wiem czy to prawda, ale tak czytałam w komentarzach na YouTube [Już wiemy, że to fałsz.] pod filmikami dotyczącymi roku 2036, ~*Lubię je oglądać. :3*~ ~<Biega po bazie Slade'a i krzyczy.> OMG, ZNALAZŁEM ŻONĘ!!! <333~ ~*:**~  ta asteroida jest zbyt mała, aby rozwalić całą Ziemię. Nie wiem jednak, czy to prawda, więc nie posądzajcie mnie jak coś o kłamstwo. ~I tak cię zajebiemy.~

 

~*Dobra, dojebię format i zawołam was na końcową analizę.*~

|[~OK~]|

___________________________________________________

Jezu, nie wierzę w to, co widzę. Właśnie piszę końcowy tekst przed ogólnymi analizami tego opka. Było ono tak nudne, że nie spodziewałam się, że KIEDYKOLWIEK je zanalizuję. Na szczęście mam je już z głowy, ale zostały jeszcze druga i trzecia część, które zanalizuję w osobnych rozdziałach, bo inaczej ta analiza miałaby z dwanaście części. I tak jest, jak na razie, najdłuższa ze wszystkich dotychczasowych, so...W każdym razie, teraz przyszedł czas na milszą część analizy, czyli końcowe wywody każdego z nas:

~*W tym opowiadaniu przede wszystkim denerwowała mnie długość rozdziałów i wszechobecna nuda. Nie żeby coś, lubię jak opowiadania mają długie rozdziały, bo jest więcej czytania, a co za tym idzie więcej akcji, sama nawet w, na przykład, FanFiction "Z kim się zadajesz, takim się stajesz.", piszę długie rozdziały, ale nie powinno być to robione kosztem jakości! Te rozdziały tutaj to była jakaś patologia! Widać, że pisane były na siłę oraz były tak nudne, że przez chociażby sławetny rozdział czwarty przebrnęłam z trudem, a jego zanalizowanie pochłonęło większą część mojego wczorajszego dnia i wieczora. Ich długość też była robiona tylko dla przedłużenia licznika słów, co było widać gołym okiem. Jeżeli chce się pisać długie rozdziały, należy mieć na nie porządne pomysły oraz nie robić tego na siłę.*~

|W tej historii przede wszystkim wkurzali mnie bohaterowie. Znaczy Grzegorz Antychryst był jeszcze w miarę OK, mimo iż zdarzały się odskoki od kanonu, ale jego wrogowie byli kompletnymi debilami, jeszcze gorszymi niż w serii, a bohaterowie wstawieni przez dawną Ramoninth to kompletny pokaz niedojebania umysłowego. Zacznijmy od Dawida, a właściwie Dejwida, gdyż jest tak głupi, że jego imię też trzeba głupio pisać. Gościu w swojej narracji tak wszystko opisywał, że aż się chciało rzucić pod pociąg. Oprócz tego, nie grzeszył inteligencją oraz był po prostu chamem, co naprawdę denerwowało. Przejdźmy do Andromedy. O kurwa, jakbym ją spotkał w rzeczywistości, to bym ją rozszarpał gołymi rękoma. Ona była TAK WKURZAJĄCA i TAK GŁUPIA, że była tą postacią, której najbardziej nienawidziłem w całym łopku. Nie dość, że irytowała, to jeszcze była chamską kurwą, której tylko życzyło się śmierci. Niestety, opko ma drugą część, więc musiała przeżyć. Laura. Poza tym, że zrobiła wielką zapadnię w kanonie i była Mary Sue, to nie była taka zła, mimo iż gimbusiarskość tejże istoty dawała się we znaki. Katerin. Poza tym, że jej imię zostało źle napisane i jako jedyna ma angielskie imię, co jest dziwne, bo nie było wspomniane, że pochodzi z zagranicy, była łatwowierną idiotką. Kto normalny zaufałby dopiero co poznanym osobom i jeszcze wpuścił ich do mieszkania? Albo, ja jakbym był nią, wiedząc że groził mi najazd tych złych na chatę, zamknąłbym się w mieszkaniu na sto kłódek i jeszcze, dla pewności, zaminowałbym ściany i podłogę przed mieszkaniem. A co robi Katerin? Zostawia drzwi otwarte. Nie mam słów na jej debilizm. Bohaterowie powinni być tworzeni tak, aby byli jak najbardziej realistyczni, zważywszy że łopencja dzieje się W NASZYM świecie.|

[W tym opku denerwowały mnie błędy ortograficzne, interpunkcyjne, narracyjne oraz literówki i hipernierealistyczne sytuacje. Co do błędów, to ja rozumiem, że w tak potężnym opowiadaniu, jakim bez wątpienia była ta wersja opka "Sąsiedzi - 2036" niemożliwym jest niepopełnienie wielu błędów tego typu, ale do jasnej cholery, chociażby po napisaniu całego opowiadania powinno się je, dajmy na to, po tygodniu sprawdzić i poprawić ewentualne błędy, przede wszystkim narracyjne, jeśli stosuje się też narrację pierwszoosobową, gdyż potem wychodzą takie kwiatki jak zmiana narracji w jednym zdaniu. Hipernierealistycznych sytuacji też było tu sporo. Najgłupszy był chyba moment, w którym Katerin, której imię na dobrą sprawę zostało źle napisane, wpuściła dopiero co poznanych Patryka i Mateusza do domu, i jeszcze im zaufała. W normalnym życiu, wyśmiałaby ich i zatrzasnęła im drzwi przed nosem, bo jakoś nie chce mnie się wierzyć, że w rzeczywistości istnieją tacy skończeni kretyni. Na dodatek, w rozdziale trzecim, zostawiła otwarte drzwi. Takie rzeczy można robić tylko na działce na odludziu lub chronionym osiedlu, a są takie, które są tak chronione, że są bardzo bezpieczne. Jednak, z tego co wiem, ich osiedle takowe nie było. Jeśli to w ogóle było osiedle. No i jeszcze fakt, że Katerin, po złamaniu jej ręki, nie krzyknęła, co jest niemożliwe. Hipernierealistycznych sytuacji było jeszcze więcej, ale nie będę ich tu wszystkich wymieniała. W opowiadaniach powinno się unikać takich głupstw, jeśli nie chce się, aby ktoś miał z naszej historii srogą bekę.]

~W tym FanFiction denerwowało mnie wieeele rzeczy. To, co zostało wspomniane przez Ramoninth, Slade'a i Vegę oraz fabuła tej historii, rzeczy pojawiające się z dupy, Laura oraz narracje pierwszoosobowe. Sama fabuła mogłaby być nawet ciekawa, jednak tutaj została poprowadzona kijowo. No, bo po co zrobić z tego opowiadania coś ciekawego? Dlaczego nie zrobić kilku wątków, które byłyby interesujące? Pierwszym z nich, mógłby być wątek tych złych, którzy próbują wykorzystać fakt zbliżającej się do Ziemi asteroidy, aby dokonać swego celu oraz wynajęcie przez nich tych dwóch sługusów, ale w LOGICZNY sposób oraz jakieś związane z realizacją celu przygody. Drugim mógłby być wątek tych dobrych, czyli Patryka i Mateusza, którzy jakoś dowiadują się o nadchodzącej apokalipsie, nawet chociażby z telewizji i próbują temu przeciwdziałać. Trzecim wątkiem mógłby być wątek osoby trzeciej, która ma jakiś przedmiot potrzebny do dokonania zagłady, niedowierzanie, że grozi tejże postaci niebezpieczeństwo i próba przekonania jej przez Patryka i Mateusza, którzy w tle muszą zmierzyć się z nadchodzącą zagładą, do zaufania im. Również motyw elektrowni jądrowej w Polsce, który pojawił się w prologu, mógłby być w porządku, bo wszakże w Polsce planuje się budowę takowej, ale trzeba byłoby to jakoś logicznie rozwinąć. Może któraś z dodanych przez Ramoninth postaci mogłaby tam pracować i fabuła jakoś zahaczałaby o owe miejsce? To byłoby ciekawe! A nie takie popierdoleństwo jakie zostało tu opisane i to jeszcze okraszone hipernierealistycznymi sytuacjami. Drugą kwestią są rzeczy pojawiające się z dupy, a trochę ich było. Na przykład, skąd w ogóle pojawiła się ta tuba i to w rękach cywila, jak działała i skąd Dawid o niej wiedział, będąc zwykłą pierdołą? W ogóle, skąd Dawid wiedział tyle rzeczy związanych z fabułą? Musiał jakoś się o nich dowiedzieć, ale jak? Nie zostało to nigdzie wspomniane, tylko pojawiło się od tak, bo imperatyw narracyjny tak zarządził. Na dodatek, skąd w rozdziale trzecim Andromeda wzięła pistolet, mimo iż nigdzie wcześniej nie było wspomniane, aby go posiadała? Skąd w ogóle wziął się przedmiot, którym główni źli ogłuszyli Katerin? Skąd w domu Katerin, od tak, wzięła się deska, którą została usztywniona jej ręka? I jak, od tak, z dupy, Patryk i Mateusz wiedzieli, że miała ona złamaną rękę? Są to pytania, na które nigdy nie poznamy odpowiedzi, ale może to dobrze, bo podejrzewam, że wyjaśnienie byłoby jeszcze głupsze. Przejdźmy teraz do moich ulubionych tematów, a zaczynamy od jednej bohaterki, wokół której obraca się część mojego wkurwienia, czyli Laury. Ohoho, tu to się zadziało. Do Laury obecnej nic nie mam, bo jest nawet w porządku postacią, ale do tej z tej historii mam wiele. 

 

Zacznijmy od pojęcia kanonu. W wypadku filmów, gier, seriali, książek, nawet komiksów to po prostu wszystko składające się na dane uniwersum, dotyczy to też wydarzeń. Do czego zmierzam? Laura zepsuła kanon serii, do której jest tenże FanFiction. To było widać nawet w prologu, że została ona wprowadzona bez żadnego ładu i składu, tylko naruszając wydarzenia z oryginalnej serii, mimo iż późniejsza niespójność wskazuje na to, że był FanFiction pomiędzy tym a serią, w którym ona weszła na scenę, że to tak określę, mimo iż tak nie było i po prostu została wepchnięta na siłę w oryginalną serię, co bardzo szkoduje. Laura jest przykładem jawnego niszczenia kanonu i to w sposób dobitny.

 

Ostatnie, co pragnę zjechać, to narracja pierwszoosobowa. Ogólnie to nic do owej nie mam, ba, jest nawet w porządku, ale tu przeszła samą siebie. Widać, że było to skopiowanie, wklejone do innej postaci i tylko zmieniona narracja, a że czasem widać było zmianę narracji, to dało się to dostrzec jeszcze bardziej. Nie było w niej prawie żadnych emocji poszczególnych postaci, a w narracji pierwszoosobowej w głównej mierze chodzi właśnie o to. Wydarzenia też się liczą, ale ten typ prowadzenia historii służy w głównej mierze do opisu przeżyć wewnętrznych, ale i zewnętrznych danej postaci, a nie do klepania bezmyślnie tych samych wydarzeń. Tutaj była jedynie dla licznika słów i to jest ZŁE.~

 

Wspólnie: Ale po napisaniu tego od nowa, to opowiadanie mogłoby być ciekawe!

___________________________________________________  

|Grzegorz...|

~Hm?~

|Mam dla ciebie pewną propozycję.|

~Wal~

|Słuchaj. Wykrusza nam się część analizatorów. Reed i Arconth mają już dość tej głupoty, która wylewa się z starych prac Ramoninth i postanowiły rzucić analizowanie w cholerę. A z tego, co widziałem po twojej końcowej analizie tego chłamu, całkiem nieźle radzisz sobie z analizowaniem. Może chciałbyś zastąpić Reed i Arconth?|

~*Jestem za. Pierwszy raz widzę w końcowej analizie trzy bloki tekstu. Rozpisałeś się najdłużej z nas wszystkich to analizujących.*~

[A poza tym, w samej analizie można się było pośmiać z twoich linii dialogowych. ;D]

~W sumie, czemu nie. Męczące to zajęcie, ale nawet fajne. ;D~

~*Czej...Dobra, spis analizatorów zaktualizowany. Tylko nie będziesz mógł analizować razem z Tristitią, bo macie tak samo pooznaczane komentarze (wytłuszczenie i kursywa).*~

~Spoko ;3~

~*Ej, a w ogóle: ZANALIZOWALIŚMY TO GÓWNO!!!*~

~Powiedziałbym, żebyśmy poszli to opić, ale Ramoninth i Vega nie piją...Hm...~

|Hmm...Nie wiem, wyjdźmy wszyscy we czwórkę do kawiarni i tyle. ;3|

___________________________________________________  

~*I tym optymistycznym akcentem zmienił nam się skład analizatorów. ;3*~

___________________________________________________ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powiedz co sądzisz o analizie, zacznij dyskusję lub po prostu zadaj pytanie. ^.^