Oceniają:
~*- Ja
| - Slade
[] - Vega
Gościnnie:
~ - Mój
najpierwsiejszy idol... ~Ja mam imię...~ w sensie
Grzegorz Antychryst.
Cholera, dlaczego ja po prostu nie spaliłam tego zeszytu. Dlaczego tego nie zrobiłam? WARUM?! Chodzi o to, że jak policzycie sobie rozdziały tej samoanalizatorni, nie licząc informacji i podwójnych części, to siódmym rozdziałem jest FanFiction "Sąsiedzi - 2036". Tak. Tak, kurwa, to jest tego *ekhm* "odnowiona" wersja. Jednak, w tym wypadku dochodzi też
moja OC, która tak rozpierdala kanon serii, że SlaviaConsesiao by mnie zajebał, gdyby to przeczytał. Mimo tego, że rozdziały są długie, opko zanalizuję starym systemem, czyli całymi rozdziałami, bo ten system jakoś tak kojarzy mnie się z tą serią.~*Boże, czemu. Czemu ja to zrobiłam?*~
|Nie wiem, ale ty ewidentnie nas nienawidzisz.|
~*Nie nienawidzę was, wtedy nawet nie wiedziałam o
was, ale CO MNIE PODKUSIŁO?!*~
[Debilizm?]
~Chęć zjebanego ubarwienia kanonu bez wiedzy, jak
zrobić to tak, aby wyszło fajnie?~
|Downus Mentalus?|
Zaczynajmy! ;'_';
_____________________________________________
PROLOG
~*W zeszycie jest to jebnięte moim
ulubionym, od wielu lat martwym, czarnym żelopisem.*~
~Tym takim z tego zestawu, co
miałaś ich dwa?~
|Czy ty o niej wszystko wiesz?
;_;|
~Tak :D~
|;_;|
Zbliżał się 13 kwietnia 2036 roku. ~*Pierwsze
zdanie, a liczebniki napisane niesłownie.*~ Dzień ["]niby["] miał
być zwyczajny, jak każdy inny. Niestety, okazało się, że ten dzień miał być
Dniem Zagłady. |A czemu to jest napisane wielkimi literami, nie
wiadomo.| ~Hype na ten film. Co z tego, że Ramoninth go nie
widziała.~ |Ale mimo to, zna jego zakończenie.| ~*Forum
na Filmweb. I wiesz wszystko.*~ Do Ziemi zbliżała się asteroida, która
mogłaby roznieść w kosmos wszystko. ~Ja bym się cieszył.~ |Boję
się go. ;_;| ~*Przyzwyczaisz się do niego. ;P*~ Jednak,
aby nie wzbudzać paniki, nie powiedziano o tym zwykłym ludziom. [Chociaż
jedna, realistyczna sytuacja.] Jako, iż pozostało jeszcze parę
miesięcy do tego wydarzenia, ci, którzy ~*JEZU, INTERPUNKCJA! ;____;*~ o
tym wiedzieli, starali się coś z tym zrobić. ~*Powtórzy się wydarzenia
z '97 i przeżyjemy to.*~ [Skąd wiesz, co się wtedy takiego stało?] ~W
piątej klasie miała nauczycielkę przyrody, która lubiła im przy odpowiednich
tematach opowiadać o wybuchach nad Syberią, o Czarnobylu i innych takich
sprawach.~ |Dziwną miałaś nauczycielkę, Ramoninth.| ~*Wiem,
ale i tak ją lubiłam.*~ Na domiar złego, w tym samym miesiącu, w
którym rozpoczęto starania, w Polsce, w Żarnowcu [Już wiem, do czego
się to sprowadza. ;_;] wybuchła elektrownia jądrowa. |Logika,
gdzie ona być?| ~Zdezintegrowała się, jak wszystko co sensowne w
tym opku.~ Co było najbardziej dziwne, promieniowanie skaziło
tylko okolice miejsca wybuchu. [Sens? Cip, cip, cip! Sens! Chodź tu!] Jednak,
najdziwniejsze miało się dopiero zacząć... ~*Grzeeegorz! Zaraz pojawisz
się w opku!*~ ~Wolałbym nie...~ ~*A czwarty
rozdział ma ponad sto stron, so...*~ |JEZU CHRYSTE, NIE, NIE,
NIE!!! ;_;| ~Help... ;_;~
Tymczasem, parę metrów dalej, na jakimś pustkowiu,
godzinę po wybuchu, [To pustkowie jest bogate w przecinki.] Grzegorz
Antychryst, ~*:**~ ~A było tak fajnie, gdy o mnie
zapomniała... ;~;~ |Już wiesz, jak to jest? ;=;| ~Niestety
;~;~ który od 24 lat był martwy, ni ~*Tu powinien być
przecinek?*~ [¯\_ツ_/¯] z tego, ni
z owego się przebudził. ~*Nie, to akurat jest normalne jak na serię.
Popierdoleństwa zaczynają się od następnego akapitu.*~ Nie zdziwił się
tym jednak zbytnio, [To zdanie być sens nie.] gdyż już w roku
2009 został zabity, ~*To nic, że wtedy go zdezintegrowano. Jakimś cudem
trzy lata potem powrócił.*~ |Wspominałem, że boję się go? ;_;| ~:D~ a
parę lat później coś lub ktoś go wskrzesił lub wskrzesiło. Po chwili zaś, gdy
chciał ruszyć w drogę powrotną, ~*To nic, że umie się teleportować.*~ [Po
co się teleportować, jak można iść z buta.] mimo tego, iż był parę
metrów dalej od elektrowni jądrowej, ~*Stop na chwilę. Skąd on wziął
się w Żarnowcu, skoro akcja oryginalnej serii miała kończyć się na
ANTARKTYDZIE?!*~ |¯\_ツ_/¯| ujrzał,
że ~*INTERPUNKCJA ALERT!*~ jest ona zniszczona, jak po
wybuchu.
"Czyli tym razem przez to znów żyję..." -
Pomyślał po zobaczeniu tego.
~Ja jestem aż taki głupi?~
~*Nie, to ja byłam idiotką, gdy to pisałam.*~
~A.~
Po chwili jednak, ruszył w kierunku swej dawnej bazy
z roku 2012. ~*Zawsze się zastanawiałam, gdzie ona była i jak
wyglądała.*~ |Zawsze możesz to wymyślić.| ~*I chyba tak
zrobię.*~
Gdy już się tam znalazł, po wejściu do środka,
zastał kompletne spustoszenie. ~*Za chwilę...OC...*~ |<Płacze>| Oprócz
starych maszyn i pojazdów nie było tam prawie niczego innego. A przynajmniej
tak mu się wydawało. [I napięcie zjebane. SUPER -.-] Po chwili
rozglądania, na podłodze, ujrzał on jakąś gazetę. |Bym coś napisał, ale
w końcu to ta OC ~Ona ma imię, pierdolcu.~ Sorki.
W każdym razie, to ona mogła ją upuścić.| Z ciekawości postanowił
podnieść ją i sprawdzić co w niej jest. ~*TO SAMO CO W "FAKCIE" PIĘĆ
LAT TEMU! X"D*~ |O Boże, jakie to było zjebane. xD| ~*Przynajmniej
miałam co czytać. Stąd motyw z gazetą. xD*~ Gdy już to zrobił, ujrzał
na pierwszej stronie artykuł o tym, że 13 kwietnia 2036 roku, w Ziemię ma ~I
zmiana czasu. SUPER. -_-~ walnąć asteroida, a po uderzeniu
rozniosłaby wszystko w kosmos. ~*Ewidentnie "Fakt".
X"D*~ [Weź xD]
"Kolejna szansa...Muszę ją wykorzystać. Tylko
przydałby się ktoś do pomocy...Wiem. Wynajdę sobie jakieś dwie, |O
nie...| poszkodowane [Nein...] przez los ~*;_;*~ osoby,
gdyż takim to już wszystko jedno." - Pomyślał po przeczytaniu tego.
~Dlaczego byłem tu przedstawiany jako idiota? :<~
~*Wolałbyś nie czytać poprzedniego FanFiction.*~
|Potwierdzam. ;_;|
~;___;~
Jednak, w pewnym momencie, ~*Kanon się
zjebał.*~ poczuł on, pierwszy raz w życiu, że, ~*Za dużo
przecinków. Płonę. ;_;*~ najprawdopodobniej KTOŚ się do niego
przytulił i nie zamierzał puścić. [Kanon chyba zaczyna się śnieżyć.] Czując
to, od razu odwrócił się. Gdy to zrobił, ujrzał...Laurę.
~*File kanon.exe not responding. Try to
connect again?
->
Yes
->
No
---->
Yes
Trying
to connect...
...
...
...
Connecting...
...
...
...
Tjaaa...*~
|Laura zepsuła nam kanon. xD|
[A tak w ogóle, to dlaczego?]
~Bo nie było pomiędzy serią a tym FanFiction
opowiadania, w którym ona legalnie by się pojawiła, jak np. w wypadku
FF "The Last
Days of Earth". A nawet w prologu wychodzi, że ona się wpieprzyła do
serii.~
|HELP ;_;|
Po chwili ciszy, rzekł on:
- Laura? To ty jeszcze żyjesz?
|Zajebisty sposób na przywitanie się ze znajomym,
którego nie widziało się ponad dwie dekady. xD|
~Czyż nie? xD~
- A czemu miałabym nie żyć? - Odpowiedziała pytaniem
na pytanie |Nie wychowana.| Laura, patrząc na niego z radością
w oczach.
~Nie żeby coś, do obecnej Laury nic nie mam, ale w
przypadku tej najpierwsiejszej wersji odpowiem tak: Bo w serii cię nie było, a
pomiędzy serią a tym opowiadaniem nie było żadnego FanFiction.~
~*Ogólnie ta historia kupy się nie trzyma. A ja robiłam
tutaj z ciebie idiotę i jest mi z tym źle. :/*~
~Dlaczego... ;_;~
|Nie martw się. Ona ze wszystkich robiła idiotów.|
- Myślałem, że oni zabili też ciebie... - Powiedział
~Widzicie to? Jawne niszczenie kanonu. ;==;~
~*File
kanon.exe is corrupted. Uninstall?
->
Yes
->
No
->
Fix it
*Obecna
ja.*
---> Fix it
*Dawna ja.*
---> Yes
I taka jest między nami różnica.*~
- Jak widzisz - nie. - Odparła
Później pogadali ze sobą jeszcze trochę, a po
chwili, gdy dziewczyna już go puściła, ~*Z logicznego punktu widzenia,
powinni ze sobą dłużej gadać, bo trochę się nie widzieli.*~ zaczęli
oni szukać jakiegoś sposobu na odnalezienie takich osób. |Facebook|
W tym samym czasie, w innym miejscu, w starej
komórce stojącej na jakimś pustkowiu pod Sosnowcem, [Sosnowiec. I już
wiesz, że może być tylko gorzej.] siedziała dziewczyna o imieniu
Andromeda. |NIE! NIE! BŁAGAM! NIE! ;___;| ~Esu, co za
imię.
*Tymczasem w szkole.*
- Andromeda! Do odpowiedzi!
xD~
|Jebłem xD|
Płakała ona. ~*Jej story się nie change.*~ Ciągle
nie mogła pogodzić się ze swoim losem. Nie mogła uwierzyć, że jej rodzice tak
jej nienawidzili, że w wieku 10 lat wyrzucili ją na bruk, ~W jakim
my świecie żyjemy?~ |W Opkolandii. Oprowadzę cię, tylko
najpierw niech Ramoninth odejdzie od komputera.| mimo iż powinni
zajmować się nią do 18 roku życia. Po paru minutach szlochania usłyszała ona
telefon. Zdziwiła się, gdyż przecież nie miała przyjaciół, a jej opiekunowie
nie chcieli jej znać. Sekundę później, spojrzała na ekranik komórki. ~*Siema
stoper! Dawno cię nie było!*~ Ujrzała tam nieznany numer. |Pewnie
666-666-666| Mimo wszystko, postanowiła odebrać, gdyż wydawało jej
się, że ~mózg za darmo rozdają.~ może być to coś
ważnego. Gdy przyłożyła słuchawkę do ucha, powiedziała:
~*– Czego kurwa, ja tu świat ratuję.
xD*~
~x'D Nie, do niej to nie pasuje. Powiedziałbym
jeszcze coś, ale nie chcę spoilerować twego nowego FF.~
- Czy dodzwoniłem się do |Telepizzy?| ~Jebłem
xD~ Andromedy Lopez? - Dało się słyszeć w słuchawce [żeński] ~EJ!~ [xD] męski
głos.
- No tak, a bo co? - Spytała dziewczyna.
- Słuchaj. Słyszałem, że podobno jesteś
znienawidzona przez wszystkich. |Nie dziwi mnie to, ale warto
podkreślić oczywistość – dodał| Jako iż wiem, że takim
osobom jak ty to już jest wszystko jedno co się stanie, ~Byłem tutaj
przedstawiany jako SKOŃCZONY IDIOTA. ;=;~ ~*Slavia by mnie zabił. ;-;*~ to
chciałem się ciebie spytać, czy [wyjdziemy na pizze?] ~*|~xDDD~|*~ pomogłabyś
mi nakierować asteroidę, która ma uderzyć za parę miesięcy w Ziemię? -
Powiedział
|– Dam kontener ciastek. – dodał|
~*Jestem pewna, że tak przekupywał swoich sługusów.
Za ciastka by się zgodzili. xD*~
[Każdy by się zgodził. x"D]
- Znów jakaś asteroida ma walnąć? No, ale w sumie
mogę ci pomóc. Mnie to już nic nie obchodzi... - Odpowiedziała
~*Ale on mógł kłamać. W końcu od dziesięciu miesięcy
wiadomo, że Grzegorz to zawodowy kłamca.*~
- Dobrze. Więc czekaj na mnie za dwa dni pod
najbliższym blokiem. - Rzekł
Po chwili zaś, połączenie zakończyło się. Po
zakończonej rozmowie, dziewczyna odłożyła telefon i położyła głowę na stole,
przy którym siedziała. Wiedziała już, że jej życie ~nieuchronnie
zbliżało się ku końcowi~ |BOJĘ SIĘ CIEBIE. ;_;| ~Dzięki
za komplement. ;3~ się zmieniło. Na zawsze... |DUN DUN
DUUUN!|
W tym samym momencie, parę metrów dalej, w jednym z
bloków mieszkał chłopak o imieniu Dawid. |No i mamy komplet
pierdolców.| W chwili obecnej siedział przy biurku. Był on
smutny. ~Zajebię tego, kto wymyślił zdanie pojedyncze.~
~*
Był -------|
| (Jaki?)
Smutny
(Przydawka)
| (Kto?)
On (Mianownik)
*~
~Wyjdź mie z tym. ;=;~
~*:D*~
Ciągle nie mógł pogodzić się ze stratą swoich
rodziców [Pieprzony Gary Stu] oraz swej dziewczyny, mimo iż od
jednego i drugiego minęły już trzy lata. ~*A mimo wszystko, psycholog
nie był rozwiązaniem.*~ |To opko. Psychologowie nie istnieją.| Na
domiar złego, przez to zaczął pić alkohol, aby "utopić" w nim swe
smutki. ~*Jest filozof, który skakałby z radości.*~ Po paru
minutach siedzenia w samotności, pierwszy raz od trzech lat usłyszał dźwięk
swego telefonu. Kiedy zaś spojrzał na ekranik, ujrzał jakiś nieznany numer.
Mimo wszystko, postanowił odebrać, gdyż wydawało mu się, że jest to coś
ważnego. Po odebraniu, powiedział on:
~*– CO TO KURWA JEST?
x"D*~
~Przestań x"D~
- Ta-tak?
~*- Producenci "Mody na sukces" potwierdzają.
Za tydzień zostanie wyemitowany ostatni odcinek. - usłyszał w słuchawce głos
prezentera "Faktów".*~
~- Nie ma to jak "Moda na sukces", nie?~
[Czy tylko ja nie wiem, o czym wy pierdolicie?]
|Tylko ty.|
~*~:D~*~
- Czy dodzwoniłem się do Dawida Millera? - Dało się
słyszeć w słuchawce męski głos.
- No tak, a co? - Spytał chłopak.
- Słuchaj. Słyszałem, że podobno straciłeś
wszystkich, na których ci zależało. Jako iż wiem, że zapewne wszystko ci już
jedno, ~*Idę się powiesić.*~ ~A co ja mam powiedzieć?
;=;~ to chciałem cię spytać, czy chciałbyś pomóc mi w nakierowaniu
asteroidy, która ma walnąć w Ziemię? - Spytał
- W sumie mam już wszystko gdzieś, więc ostatecznie
mogę ci pomóc. - Rzekł Dawid.
~*Bo, jak wszyscy wiemy, Grzegorz jest na tyle zajebisty,
że każdy chce mu pomagać. :**~
- Dobrze. Więc za dwa dni czekaj na mnie pod
najbliższym blokiem. - Rzekł
Po tej rozmowie, Dawid wiedział już, że jego życie
zmieniło się. Na zawsze...
Dwa dni później, gdy Dawid doszedł |( ͡° ͜ʖ
͡°)| ~*Nie... ;_;*~ do odpowiedniego bloku, ujrzał koło
niego (bloku) [Bo żeśmy się nie skapnęli, o co chodzi.] również
jakąś dziewczynę. Gdy zaś podszedł do niej, ta najwyraźniej go zauważyła, gdyż
spytała:
~*- Marvel czy DC?*~
- Ty też czekasz na tego tajemniczego kogoś, kto
pewnie i do ciebie dzwonił?
|Kto normalny spytałby o coś takiego przypadkową
osobę?|
~*Niedojeb. Czyli w sumie pasuje.*~
- Tak, ja też na niego czekam. - Odpowiedział
chłopak.
Po chwili zaś, Dawid |Koperfild|,
widząc, że mimo wszystko jest smutna, postanowił ją trochę zagadać.
- W ogóle jak się nazywasz? - Spytał
~Zajebisty sposób na zagadanie do wyraźnie
zasmuconej osoby. Powinszować.~
- Andromeda Lopez. A ty? - Odpowiedziała
- Dawid Miller. - Odrzekł chłopak, po czym dodał:
– Nie dziwi cię to, że jesteśmy dopiero w prologu, a
pierdolnęło ponad tysiąc słów?
~Czej. Nadal jesteśmy w prologu? Pogubiłem się już.
;=;~
~*Tak. ;_;*~
|Nuuudzęęę sięęę!|
[Nie tylko ty. ;-;]
- Ale...Skąd ten ktoś wiedział, że jestem
poszkodowany przez los?
- Ty też? - Spytała Andromeda.
- Tak. Straciłem trzy lata temu w wypadku
samochodowym ~*Standard*~ rodziców i dziewczynę. Od teraz
siedziałem cały czas w domu, wychodziłem tylko do sklepu. Wszystkie swoje
smutki topiłem w alkoholu... - Odpowiedział
~*Kto normalny opowiedziałby dopiero co poznanej
osobie o czymś takim?*~
|Down lub gimbus. Do wyboru, do koloru.|
- Ja...Mnie moi rodzice nienawidzili. W wieku 10
lat, czyli 10 lat temu, wyrzucili mnie na bruk...Od tego momentu musiałam
radzić sobie sama... ~A mimo to, Dom Bachora się nie skapnął. Ani
żaden ludź.~ Mieszkałam w starej komórce...Nie miałam
przyjaciół... - Rzekła, po czym się rozpłakała.
~I dobrze ci tak.~
|Widzę, że w tej kwestii się zgadzamy.|
~Zakładamy klub nienawidzenia Andromedy i Dawida?~
|Warum nicht? Będziemy mieć duuużo członków. ;D|
Widząc to, Dawidowi żal się jej zrobiło, mimo iż
dopiero co ją spotkał. Podszedł on do niej, po czym objął ją |( ͡° ͜ʖ
͡°)| [ECH...] i powiedział:
- Hej...Nie płacz...Twoje życie już nie będzie takie
jak kiedyś, po tym co teraz się zaczyna...Nie przejmuj się...Zapomnij o tym...
W tym momencie nastała cisza. Po chwili zaś, dało
się poczuć mocny wiat[e]r, a po sekundzie przed blokiem wylądował
ogromny statek kosmiczny. Kiedy już stał, jego drzwi otworzyły się. Dawid i Andromeda
popatrzyli po sobie, po czym weszli do środka. W tym momencie wejście zamknęło
się i statek ruszył...
*Oczami Grzegorza.*
~*No nie. Kurwa no nie.*~
~Też wolę nie wiedzieć, co ty tam namodziłaś.~
~*Nie o to chodzi. To specjalny zabieg, aby przedłużyć
rozdział.*~
[<Rozpacza>]
Mimo tego, że od 24 lat byłem martwy, któregoś dnia,
w - jak się później okazało - roku 2036 się obudziłem. Niby mnie to nie
zdziwiło, bo przecież tak samo było w 2009, ~A nie 2012?~,
ale zastanowiło mnie jedno: Co ja robiłem w ŻARNOWCU, jak zabito mnie na
ANTARKTYDZIE? |Moc imperatywu narracyjnego odpowiedzią na wszystkie
nasze problemy.| Po chwili zaś znalazłem źródło tego, co mnie ożywiło.
Był to rozwalony, [Idealne słowo do opowiadań.] najprawdopodobniej
poprzez wybuch reaktor. Po zobaczeniu tego, postanowiłem ruszyć do swej bazy z
roku 2012. ~Ej, ale ja też mam mózg. Czy nie powinno tu być
pomyślenie JAK TO KUFA JEBŁO?~ ~*Po chuj robić z tego opka coś
ciekawego?*~ ~Ach, no tak. ;-;~ Kiedy się tam
znalazłem, ujrzałem, że było tam całkowicie pusto. |Jak w głowie
aŁtoreczki.| Nie było nikogo, a oprócz broni i różnych pojazdów nie
było prawie niczego. Po sekundzie, ~*STOOOPER!*~ na podłodze
ujrzałem jakąś gazetę. ~*"Fakt"*~ [Jezu
x"D] ~*Minęły dwie godziny, a my nadal jesteśmy więźniami
prologu.*~ |;_;| Z ciekawości podszedłem i podniosłem ją,
po czym sprawdziłem, co tam było napisane. Na pierwszej stronie było napisane,
że 13 kwietnia 2036 roku w Ziemię ma [Siema zmiano czasu! Dawno cię nie
widzieliśmy!] uderzyć asteroida, w konsekwencji czego rozniosłaby
wszystko w kosmos. Postanowiłem wykorzystać kolejną szansę. Jednak, uznałem,
że ~*AAA! INTERPUNKCJAAA!*~ dobrze będzie wynająć sobie kogoś
do pomocy. Jednak, gdy chciałem pójść poszukać takich osób, pierwszy raz w
życiu, poczułem, że KTOŚ mnie przytulił i nie zamierzał puścić. Od razu
odwróciłem się. Gdy to zrobiłem, zobaczyłem...Laurę.
~*File "Kanon.exe" is
shutting down.*~
To ona jeszcze żyła? Niemożliwe, aby ją
oszczędzili. ~Kanon, wracaj tu!~ Jednak, gdy spytałem
ją, jakim cudem żyła, ona spytała, dlaczego miałaby być martwa. Wtedy ja
powiedziałem, że wydawało mnie się, że ją zabili. Ona na to odparła, że jak
widać - nie. [W ogóle na chuj jest tu streszczenie akcji z narracji
trzecioosobowej?] ~*Licznik słów.*~ [Ach, no tak. ;-;] Później
porozmawialiśmy jeszcze trochę, po czym gdy ona mnie puściła, poszedłem zająć
się sprawą pomocników. Poszukałem więc jakichś dwóch osób najbardziej
poszkodowanych przez los, gdyż przecież takim to najczęściej wszystko
jedno. ~Słów mi brakuje, aby opisać ten debilizm.~ Na
pierwszy ogień poszła jakaś dziewczyna o imieniu Andromeda. Zadzwoniłem do
niej, zaproponowałem jej to, żeby mi pomogła[, przekupując ją ciastkami] i
zgodziła się. Później tak samo było z jakimś chłopakiem o imieniu Dawid.
Oczywiście kazałem im za dwa dni czekać pod najbliższym blokiem. Po dwóch
dniach, wraz z Laurą, poleciałem tam swym statkiem kosmicznym. Czekali
tam. ~*To zdanie pojedyncze jest ewidentną przesadą.*~ Po
chwili zaś weszli do środka. W tym momencie ruszyłem w drogę.
*Oczami Laury. ~*Na chuj tu ta kropka?*~ ~¯\_ツ_/¯~*
Ten dzień zaczął się normalnie. Wstałam, zjadłam
śniadanie, umyłam [dupę] się i ubrałam. Następnie zajęłam się
swoimi sprawami. |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [Ja nic nie mówię...] Przyzwyczaiłam
się już do ciszy. Byłam sama 24 lata...~*Wierna jak Penelopa.*~ ~To
w sumie dobrze.~ ~*No oczywiście, że dobrze.*~ Ale
nadal dziwnym cudem miałam 20 lat, mimo iż powinnam mieć 44 lata*. ~*Po
pierwsze: PRZYPIS! <3 A po drugie: Nie dziwnym cudem. Jesteś Mary Sue.*~ Dziwne.
Ale do rzeczy. W pewnym momencie, usłyszałam, pierwszy raz od 24 lat, jakiś
dźwięk. |To ona do sklepu nie wychodziła?| ~*Chyba chodziło
o jakiś dźwięk w bazie Grzegorza, ale zdanie nie zostało dopieczone.*~ Były
to otwierające się drzwi. Zdziwiłam się gdyż hasło do wejścia znaliśmy tylko ja
i Grzegorz. |A hasłem był kod genetyczny dla fenyloalaniny.| ~Po
pomysłowości Ramoninth nie zdziwiłoby mnie to.~ Mimo wszystko,
poszłam w kierunku głównego pomieszczenia. Po znalezieniu się tam,
ujrzałam...Grzegorza, który czytał gazetę, która leżała na podłodze. JAKIM
CUDEM ON ŻYŁ? ~*Kolejne zdania dobijają i tak już ledwo żywy kanon.*~ Przecież
zanim zabiłam naszych wrogów, oni zabili jego. ~*MÓWIŁAM? ;_;*~ ~<Rozpacza>~ Mniejsza.
Po chwili podbiegłam do niego i pierwszy raz odkąd go znałam - przytuliłam się
do niego. Chwilę później, on odwrócił się. Widząc mnie, spytał jakim cudem ja
żyłam. ~*Moc Mary Sue.*~ Na to odpowiedziałam pytaniem
dlaczego miałabym nie żyć. ~Ja już się wypowiadałem na ten temat.~ On
wtedy rzekł, że myślał, że oni mnie zabili. Wtedy ja oznajmiłam, że jak widać -
nie zabili mnie. ~Nudzę się...~ ~*Nie tylko ty.*~ Następnie
porozmawialiśmy ze sobą jeszcze trochę, po czym, gdy ja go puściłam, on poszedł
szukać odpowiednich pomocników do dokonania zagłady. Jako, iż do odpowiednich
ludzi on dzwonił, ja usiadłam koło niego i podsłuchiwałam. Z tego co słyszałam,
zgadzali się oni. No nic. ~Epickie zdanie.~ Po dwóch
dniach, wraz z Grzegorzem wsiedliśmy w jego statek kosmiczny i polecieliśmy pod
blok, pod którym nasi nowi |Świeży jak bułki z Biedronki.| ~Jebłem
xD~ pomocnicy mieli czekać. Po wylądowaniu, ujrzeliśmy, że byli
oni tam. W tej sekundzie Grzegorz otworzył im drzwi, aby mogli wejść. Gdy
weszli, on [Argh, za dużo słowa "on".] zamknął
drzwi i ruszył w drogę.
*Oczami |Tępej kurwy.| Andromedy.*
Dzień zaczął się tak jak zwykle. Wstałam, ubrałam
się i poszłam do pobliskiej toalety, aby umyć ~*Mózg*~ ~Jak
można umyć coś, co nie istnieje?~ ~*Ach, no tak. Zapomniałam.
;-;*~ zęby. Na szczęście nikt mnie nie zauważył. [Kolejna Mary
Su.] Gdy wróciłam do mojej komórki, w której mieszkałam, usiadłam
przed biurkiem. Po chwili zaczęłam płakać |zdaniami pojedynczymi|.
Ciągle, mimo upływu dziesięciu lat, ~*Zapamiętajcie ten moment, bo to
chyba jedyny liczebnik napisany słownie.*~ nie mogłam pogodzić się z
tym, że byłam samotna, że nikt mnie nie chciał, nie lubił i nie kochał. A w
dodatku cierpiałam z tego powodu, że moi rodzice mnie nienawidzili. ~*Podstawić
ci na tydzień moją mamę? Wtedy poznasz definicję zajebistego rodzica.
Wystarczy, że zaczniesz się uczyć.*~ Po parunastu minutach usłyszałam
dźwięk telefonu. Ogromnie się zdziwiłam.
[
]
Cały czas samotna, bez kontaktu z nikim, a tu nagle
telefon! Spojrzałam na ekranik. Ujrzałam tam nieznany numer. Mimo wszystko
odebrałam, gdyż mogło to być coś ważnego. Po chwili, gdy spytałam się o co
chodzi, w słuchawce odezwał się jakiś nienaturalny, męski głos.
~*– LET'S START A RIOT! – rzekł
Sorki, za dużo nowego albumu Hollywood Undead.
A "Riot" to moja ulubiona nuta, zaraz po "Bang
Bang", "Pray" i "Black
Cadillac".*~
Zaproponował mi on pomoc jemu w nakierowaniu
asteroidy na lot kolizyjny z Ziemią. ~*Ponad trzy tysiące słów. Nadal
jesteśmy w prologu.*~ ~;_;~ Jako, iż mam wszystko
gdzieś, to zgodziłam się. |Idiotka| Ten tajemniczy ktoś kazał
mi za dwa dni czekać pod najbliższym blokiem. Oczywiście wiedziałam już, że
moje życie na zawsze się zmieniło. Po dwóch dniach zaś, poszłam pod najbliższy
blok. Paręnaście minut później ujrzałam jakiegoś chłopaka. Oczywiście spytałam
go, czy również czeka na tego tajemniczego kogoś. Okazało się, że tak. Później
zagadał mnie on. Spytał, ~czy mam na piwo.~ jak się
nazywam. Odpowiedziałam mu i spytałam, jak on ma na imię. Okazało się, że zwał
się ~*Bożydar Niewierny*~ Dawid. Po chwili spytał, jak ten
ktoś, na kogo mieliśmy czekać, mógł wiedzieć, że jest on poszkodowany przez
los. Spytałam go, czy w takim razie on również nie ma łatwego życia. [No
nie kuźwa, jest szczęśliwy z życia i dlatego zgodził się na pomoc w zniszczeniu
świata, downiaro.] Odpowiedział, że tak i opowiedział o tym, jak
stracił rodziców, dziewczynę, ~*SPOILER: Twoja nowa dziewczyna stoi
obok ciebie.*~ o tym jak siedział całe dnie w domu i topił swe smutki
w ~eterze~ |;_;| ~:D~ alkoholu.
Później ja opowiedziałam mu o swoim życiu, [bo byłam idiotką] po
czym nie wytrzymałam i rozpłakałam się. W tym momencie, o dziwo, podszedł on do
mnie, objął mnie |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*[ECHHH...]*~ i
rzekł:
- Hej...Nie płacz...Twoje życie już nie będzie takie
jak kiedyś po tym, co teraz się zaczyna...Nie przejmuj się...Zapomnij o tym...
~Że tak się wtrącę: Andromeda streszcza wydarzenia z
prologu, pisząc je ze swojej perspektywy. A jak każdy wie, W STRESZCZENIU NIE
MA MIEJSCA NA DIALOGI, KURWA!~
~*Mój down mentalny mnie zadziwia za każdym razem.*~
Zamurowało
mnie.
~
~|Co. xD|
~No co? Podobno ją zamurowało.
X"DDD~
|Już cię lubię. x"D|
Myślałam, że będzie mnie sztucznie pocieszać, a tu
takie słowa. Po sekundzie, poczuliśmy mocny wiatr. Kiedy unieśliśmy głowy, ujrzeliśmy
lądujący, ogromny |Lenny Face| [Wyobraziłam to sobie. xD] statek
kosmiczny. Po jego wylądowaniu, otworzyły się drzwi do środka. Oboje
popatrzyliśmy po sobie, po czym weszliśmy do środka. W tym momencie wejście
zamknęło się i pojazd ruszył...
*Oczami Dawida.*
[Ile jeszcze tego prologu?]
~*Niecałe dwie strony.*~
~Jakoś to przeżyjemy.~
Dzień zaczął się jak zwykle. Wstałem, umyłem |dupę| zęby
i ubrałem się. Po zrobieniu tego, poszedłem do sklepu po coś na śniadanie i jak
co dzień, alkohol. ~*Pijak jebany.*~ ~Sama go
wykreowałaś.~ ~*Wiem i nie jestem z siebie dumna.*~ Po
powrocie zjadłem śniadanie, po czym z alkoholem usiadłem przy biurku i
rozmyślałem o tym, co stało się trzy lata temu, czyli o utracie rodziców oraz
mojej dziewczyny. To wszystko było takie smutne... ~*Cholera, chyba mam
alergię na ten FanFiction. Już dwa razy kichnęłam podczas pisania tych dwóch
zdań.*~ |Nie dziwne. ;=;| Wszystkie smutki jak zwykle
topiłem w alkoholu. Po parunastu minutach zaś, usłyszałem dźwięk
telefonu. [Zgaduję, że tym telefonem był iPhone. Nawet biedacy go
mają.] Zdziwiło mnie to, gdyż od trzech lat nikt do mnie nie
dzwonił. |Bo, jak wiemy, w Opkolandii telemarketerzy wyginęli.| ~Nie
wyginęli. Dawid jest takim debilem, że nawet telemarketerzy do niego nie
dzwonią.~ [Ta szczerość. xD] ~No co? xD~ Gdy
zaś spojrzałem na ekranik komórki, ujrzałem jakiś nieznany numer. Mimo wszystko
postanowiłem odebrać, gdyż wydawało mnie się, że to coś ważnego. Kiedy
przyłożyłem słuchawkę do ucha i spytałem o co chodzi, usłyszałem nienaturalny,
męski głos. Taki, jakby był modyfikowany w Audacity na liczbie -15. ~Łach,
jaki znawca.~ Po chwili, ten tajemniczy ktoś spytał, czy pomógłbym
mu w nakierowaniu asteroidy na lot kolizyjny z Ziemią. Naturalnie, jako iż mnie
już nic nie obchodzi, zgodziłem się. |Twoi rodzice byliby z ciebie
dumni.| Wtedy ten ktoś kazał mi czekać za dwa dni pod najbliższym
blokiem. Po chwili połączenie zakończyło się. ~*W ogóle, ja przy tym
FanFiction cierpię najbardziej, bo prolog i pierwsze dwa rozdziały muszę
przepisywać z zeszytu do komputera. Dopiero trzy ostatnie rozdziały mam na
komputerze.*~ |O Jezu. Podziwiam cię. Mnie by się nie chciało.| Wiedziałem,
że moje życie zmieniło się. Ale, mimo wszystko, dwa dni później udałem się pod
najbliższy blok. Gdy się tam znalazłem, ujrzałem jakąś dziewczynę, która
najprawdopodobniej mnie zauważyła, gdyż spytała czy też czekam na tego
tajemniczego kogoś. ~*To jest tak naciągane, że aż brak mi słów.*~ Ja
odpowiedziałem, że tak. ~*JASNY CHUJ!*~ ~Co się stało?~ ~*Właśnie
zobaczyłam, ile trwa czwarty rozdział. Sto pięć stron tortur.*~ ~<Słychać
trzask.> Aż mi kubek spadł na podłogę. ;_;~ |Jasna
cholera...Jak my to przeżyjemy?| ~*Nie wiem, ale dla fanów musimy
się poświęcić.*~ Po chwili, ujrzałem, że [Nie komentujmy już
interpunkcji, bo przecinki są tu stawiane losowo.] |Tak, tak będzie
najlepiej.| była smutna. Postanowiłem ją jakoś zagadać. Spytałem, jak
się nazywa. ~Mistrz prowadzenia rozmów.~ Okazało się,
że na imię jej Andromeda. Po se spytała mnie, jak ja się nazywam. ~*Dobrze
czytacie. To "se" serio tam jest. Przenosiłam w
zeszycie wyraz i najwidoczniej o tym zapomniałam.*~ ~Ja nic nie
mówię...~ Oczywiście odpowiedziałem jej, po czym spytałem, jak ten
ktoś, kto do nas zadzwonił, mógł wiedzieć, że jestem poszkodowany przez los. W
tym momencie Andromeda spytała, czy ja też jestem nieszczęśliwy w życiu.
Odpowiedziałem, że tak i opowiedziałem jej swą historię. [Bo byłem
debilem.] Gdy skończyłem, ona opowiedziała mi o tym, jak to jej
rodzice ją nienawidzili, jak w wieku dziesięciu lat wyrzucili ją na bruk, jak
musiała sobie radzić sama |Bo opieka społeczna poszła zajarać za
garaże.| i o tym, że mieszkała w starej komórce i na domiar złego nie
miała przyjaciół. Po chwili rozpłakała się. Mimo, iż dopiero ją znałem, [Powinno
być "poznałem".] ~*Nawet mnie nie chciało już
się pisać tego rozdziału.*~ ~To było to zostawić na później, a
nie się zmuszać.~ |Muszę ci coś wytłumaczyć, Grzegorz:
Ramoninth kiedyś pisała opowiadania tylko po to, aby były.| ~Ja
jebe. ;_;~ żal mnie się jej zrobiło. Podszedłem do niej, objąłem
ją, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Boże... -.-*~ po czym
powiedziałem:
- Hej...Nie płacz...Twoje życie już nie będzie takie
jak kiedyś po tym, co się teraz zaczyna...Nie przejmuj się...Zapomnij o tym...
~Znowu naruszanie zasad streszczeń.~
~*Ja wtedy naruszałam zasady wszystkiego, czego się
dało.*~
W tym momencie nastała cisza. Po minucie ~*STOPER*~ poczuliśmy
mocny wiatr. Kiedy unieśliśmy głowy, ujrzeliśmy ogromny statek kosmiczny, który
właśnie lądował. Gdy już stał, otworzyły się drzwi do niego. Popatrzyliśmy po
sobie, po czym weszliśmy do środka. W tym momencie wejście zamknęło się, a
następnie pojazd ruszył...
*Gdyż w prequelu do tego FanFiction miała 16 lat, a
16+24=44, |Nie udawaj, że znałaś podstawy matematyki.| ~*Znając
mnie, obliczyłam to na kalkulatorze.*~ czyli tyle powinna mieć teraz
lat. [Ale imperatyw narracyjny zarządził inaczej.]
~Bogu dzięki, koniec prologu.~
~*Może starczy na dzisiaj? Nie mam już siły
przepisywać kolejnych dwóch rozdziałów.*~
~Tak, błagam. Skończmy już dzisiaj.~
|Jestem za.|
[Ja też.]
~*Wrócimy do tego jutro.*~
|[~OK~]|
_____________________________________________
ROZDZIAŁ 1 - POZNANIE I BUDOWA
MASZYNY.
[Czemu tytuły rozdziałów są Caps
Lockiem?]
~*Bo w zeszycie są wielkimi
literami, a ja się do tego dostosowuję. Od trzeciego rozdziału będą normalnie
(kopiowanie, nie przepisywanie).*~
|Nim przejdziemy: Jak głupi jest
ten rozdział?|
~*W CHUJ. Wygląda jakby wszystko
było wciśnięte na siłę. To znaczy nie wszystko, ale jeden wątek, do którego O
DZIWO mam sentyment. ;-;*~
~Chwila...Okej, chodźcie tu na
chwilę.~
~*|[<Podchodzą>]|*~
~<Wytwarza wokół nas pole
dezintegrujące.> Dobra, jak tu będziemy, to może chociaż trochę ta głupota
nas ominie.~
Po wystartowaniu statku kosmicznego, w pewnym momencie,
Andromeda spytała Dawida:
- Ej i co teraz?
~*– Wpisz w komputerze, który tu
znajdziesz "Najczęściej wyszukiwane obrazy". Zobaczymy
jak bardzo właściciel jest pojebany! – odpowiedział Dawid.*~
~Nie tak jak TY. ;_;~
~*Też nie wiem, skąd w moim śnie tak popierdolone
zdjęcia. ;_;*~
|Boję się ciebie. ;_;|
- Nie wiem. Musimy czekać najprawdopodobniej na tego
kogoś, kto do nas dzwonił. - Odpowiedział chłopak.
Po tej rozmowie, zaczęli czekać. Paręnaście minut
później, gdy dwójka zaczęła powoli przysypiać z nudów, dało się poczuć, że
pojazd zatrzymuje się. ~*Zmiana czasu dotarła i tu.*~ Kiedy
zaś wyjrzeli oni przez okienko, które było w pojeździe, ujrzeli, że ~*I
błędy interpunkcyjne.*~ byli oni w przestrzeni kosmicznej, a statek, w
którym byli, unosił się jak gdyby nigdy nic. |Co jest normalne, więc
nie wiem, co się dziwić.| Po chwili zaś usłyszeli, że jedne z drzwi
otwierają się. Od razu oboje obrócili się. Kiedy to zrobili, przy jednych
drzwiach ujrzeli tego tajemniczego kogoś.
Nie widać było jego twarzy, gdyż była ona zasłonięta
przez kaptur. Widać było tylko żółte, świecące się oczy ~Dzięki temu
mogę czytać w nocy nie włączając światła. ^-^~ oraz nos. Był
odziany |O KURWA, TAKIE EKSTRAWAGANCKIE SŁOWA W OPKU?! O.O| w
jakiś płaszcz. W ręku trzymał jakiś nienaturalnie wygięty kij. ~*Tak
nienaturalnie, że w rzeczywistości widziałam dwa podobne. Meh.*~
Obok niego stała jakaś dziewczyna. Była ona o wiele
niższa od niego [No ależ oczywiście.] ~Ale swoją drogą,
ciężko być wyższym ode mnie. ^-^~ oraz była szczupła. Jej twarz
była blada, gdyż od 24 lat nie wychodziła z domu, ponieważ nie miała takiej
potrzeby. |Aha, czyli żarcie zamawiała na Allegro.| Jej oczy
miały nienaturalny, czarny kolor. ~*Rodzina jednokolorowców, kufa.*~ Miała
także długie i ostre paznokcie, nienaturalne dla normalnego człowieka, którymi
mogłaby z łatwością rozszarpać człowieka. ~Nie wiedziałem, że
pierwotnie Laura była Mary Sue.~ ~*Wiesz? Ja w sumie też o tym
nie pamiętałam.*~ Na sobie miała założoną długą, szarą bluzę z jakimś
obrazkiem i napisem oraz rurki z motywem Galaxy. |GIMBUUUS!| Na
stopach miała zwykłe, czarne buty.
Gdy Dawid i Andromeda ich ujrzeli, Dawid pomyślał:
"O kurwa! Oni na serio istnieją! Mamy
przerąbane..."
~*Za mało przekleństw w tych myślach.*~
~Wyjaśni się chociaż, skąd on o mnie wiedział?~
~*Za wiele wymagasz.*~
~;=;~
Po chwili zaś, Andromeda spytała tą osobę: ~*Znowu
błąd. Powinno być "tę osobę".*~
- To ty do nas wtedy dzwoniłeś?
~Nie kurwa, Jigsaw.~
~*Jezu xD*~
- Tak. - Odpowiedział
~Ależ ja rozmowny...Meh.~
Po tym, mimo iż wydawałoby się, że rozmowa toczyła
się dalej, ten ktoś, kogo właśnie Dawid i Andromeda ujrzeli, powiedział im co
mają robić. Dawid i Andromeda dowiedzieli się także, że ich praca tu będzie
typowym dniem roboczym. ~*NIE! Wiem, do czego to się sprowadza. Czwarty
rozdział będzie ciężki, ale...przynajmniej Grzegorz nie będzie typowym OOC.*~ |Ufff...| Od
poniedziałku do piątku ~harują,~ ~*To
podkreślenie nie było w zeszycie. Grzegorz tylko chciał podkreślić
oczywistość.*~ a w sobotę i niedziele mają wolne*. ~*PRZYPISUŚ!
<3*~ Kiedy zaś on powiedział im wszystko co miał, wraz z
dziewczyną, która stała obok niego, wrócił skąd przyszedł.
Dwójka miała zacząć budować odpowiednią
maszynę. ~*W sensie do nakierowania asteroidy na lot kolizyjny z
Ziemią, bo po chuj uściślać to w łopku.*~ Kiedy rozpoczynali
tworzenie, dziewczyna spytała:
- E, wiesz kim oni byli?
- Tak, wiem... - Odpowiedział Dawid.
- No to kim oni byli? - Spytała
- Ten ktoś, kto wtedy do nas dzwonił, to był
Grzegorz Antychryst. - Odrzekł
- Kto? Nigdy nie słyszałam o kimś takim. - Odparła
~*Żałuj*~
- Grzegorz Antychryst. Urodził się w sześćset
sześćdziesiątym szóstym roku. |STOP. Kurwa mać, Grzegorz, chcesz mi
powiedzieć, że żyjesz już jebane CZTERNAŚCIE WIEKÓW?!| ~No ^-^~ |;_;| ~I
się nie starzeję. ^-^~ |Oddawaj mi swoje geny!| ~Nje
:D~ Od setek lat próbuje zniszczyć ludzkość. [Nudzi ci się
w życiu?] ~Trochę ^-^~ |Jak się tyle żyje, to
nie dziwne.| Ostatni raz próbował w 2012 roku, jednak w ostatniej
chwili zabili go jego wrogowie, ~*Zaraz zdechnie kanon.*~ których
później ~*Przyszykowaliście trumnę dla kanonu?*~ zabiła ta
dziewczyna. ~*A mnie zabiłby Slavia, jakby to przeczytał.*~
~KANON.EXE:
~
- To skoro on został zabity, to JAKIM KURWA CUDEM
żyje?! - Zapytała
~Sam tego nie ogarniam. Mnie nie pytaj.~
- Zawsze w niewyjaśniony sposób powraca, gdy ma być
następna apokalipsa. - Odparł
- No dobra. A ta dziewczyna, która była koło niego,
to kto? - Spytała Andromeda.
- Laura Turner. ~*Obecnie ma inne
nazwisko.*~ Dziewczyna, która miała psychopatycznych rodziców, ~Czemu
wszyscy tu są Mary Sue i Gary Stu?~ ~*Ty, faktycznie. Jedynie
ty jesteś W MIARĘ kanoniczny. No i twoi wrogowie.*~ ~Ooo...<3~ którzy
w wieku dwóch lat** ~*PRZYPIS! :**~ porzucili ją na
Antarktydzie. Po dwóch latach odnalazł ją on. ~*Nie. Przypomniała mnie
się pierwotna wersja "The Last Days of Earth". Bogu
dzięki, że przepadła.*~ Była to jedyna osoba, nad którą on się
zlitował ~*Jebnęłabym tu no signalem, ale nie wiemy, kim jest Grzegorz,
więc może mieć też i ludzkie odruchy.*~ i zabrał ze sobą. Teraz, ona,
kiedy się o tym dowiedziała, pomaga mu w jego celu, na dowód
wdzięczności. ~I za to ją kocham. ^-^~ - Odrzekł
- Nie dziwię się, że jej rodzice ją porzucili.
Takiego niskiego gimbuso-wampira każdy by się pozbył. - Odparła Andromeda.
~Chamska dziwka.~
~*Popieram*~
W tym momencie, oboje zaczęli się śmiać. Jednak, w
pewnym momencie usłyszeli te same co wcześniej, otwierające się drzwi i dźwięk
broni wycelowanej w ich kierunku. Od razu przestali się śmiać i odwrócili się.
Kiedy to zrobili, ujrzeli Laurę, która była wściekła, wycelowującą ~*ORTO*~ w
nich dwoma dezintegratorami.
~
~
Chwilę później, krzyknęła ona:
- CO RZEŚCIE ~*Tak, ta literówa jest w
zeszycie.*~ POWIEDZIELI?!
Jednak, chwilę później, gdy chciała wystrzelić,
poczuła na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Od razu odwróciła się. Gdy to zrobiła,
ujrzała JEGO, który po chwili rzekł:
- Lauro, nie zabijaj ich. Oni są nam jeszcze
potrzebni, bo kto będzie za nas odwalał czarną robotę? Zabijesz ich, gdy już
nie będą nam potrzebni. |<Biega po bazie i krzyczy.> OMG,
ZNALAZŁEM PRZYJACIELA!!! :3| ~x"D~
- Ale jak mam ich nie zabijać? Nie dość, że
wypominają moją historię, to jeszcze nazwali mnie niskim gimbuso-wampirem! Kogo
ty do cholery wynająłeś? - Rzekła, już spokojniej.
- Wiem co robię. - Odparł, po czym zwrócił się do
swoich pomocników:
- A wy nie nazywajcie jej tak, jak ją nazwaliście,
gdyż ona tego nienawidzi [Nie dziwne.] i tak na to reaguje. I
nie mówcie o jej historii, bo to na nią źle wpływa.
Po czym wraz z nią wrócił skąd przyszedł.
Kiedy zaś Dawid i ~*|[~Kurwa
jebana.~]|*~ Andromeda zostali sami, dziewczyna powiedziała ze
strachem w głosie:
- Ale i tak na końcu zginiemy...W co myśmy się
wpakowali?
~*Grzeeegooorz...*~
~Co?~
~*Zabijałeś swoich sługusów na końcu?*~
~Czytnij jeszcze raz scenariusz...~
~*Czyli nie?*~
~Nom~
~*OOC*~
- Nie martw się. Choćbym miał zginąć - obronię cię.
- Odparł Dawid. |Debil|
- N-Naprawdę? - Spytała zdziwiona dziewczyna.
- Tak. - Odpowiedział chłopak. [Idiota]
Po tej rozmowie, dziewczyna wiedziała już, że będzie
bezpieczna. [Co z tego, że Dejwid mógł kłamać.] Po chwili,
zaczęli oni kontynuować to, co mieli zrobić...
Tymczasem, na Ziemi, Patryk i Mateusz, ~Jeszcze
tych pierdolców tu brakowało.~ jak zwykle oglądali telewizję. ~Już
wiem, dlaczego są takimi idiotami.~ W pewnym momencie, pierwszy
raz odkąd było o tym wiadomo, w telewizji pojawiła się informacja o tym, że w
Ziemię ma uderzyć asteroida i, że ma to się stać 13 kwietnia 2036 roku.
- Czyli jak co roku...Nic się nie stanie. - Rzekł
Mateusz.
- Nic? A pamiętasz, co było 24 lata temu? I 27 lat
temu? - Spytał Patryk.
- No nie. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... -
Zaczął Mateusz.
- Tak. Sądzę, że ON znów powrócił. - Powiedział
Patryk.
|Co za szybko wysunięte wnioski.|
Po chwili zaś usłyszeli telefon. Kiedy zaś go
odebrali, na ekraniku pojawił się znajomy obraz, czyli znany im z roku 2012
szef korporacji "Globus Corporation"***. ~*Wtedy...Jeszcze
mogłam w to wierzyć.*~ ~:3~ ~*Weź, bo
czytelnikom zaspoilerujesz.*~ Gdy zaś Mateusz go ujrzał, pokazał to
Patrykowi i powiedział:
- E, pamiętasz go?
~Cholera, tak bardzo chcę jebnąć spoiler.~
~*Nie tylko ty, ale musimy się powstrzymać. LeckerSweet jest wszędzie, nawet pod tym tamtym
FanFiction, więc chociażby jej nie spoilerujmy.*~
- Znów? - Spytał Patryk.
- Tak, znów. - Odpowiedziała osoba, która do nich
zadzwoniła. |Geeendeeer!|
- No dobra, o co ci tym razem chodzi? Znów jakieś
przebiegunowanie się zbliża? - Zapytał Patryk. ~*Ach, te moje
interpretacje serii.*~
- Nie tym razem. Teraz ma być powtórka z roku 2009.
Na dodatek, Grzegorz Antychryst wrócił i chce nakierować asteroidę na lot
kolizyjny z Ziemią. Wynajął już do tego celu dwie osoby, które zgodziły się mu
pomóc. Musicie ich powstrzymać, jeśli chcecie żyć. W dodatku, jedna osoba
posiada przedmiot, dzięki któremu Grzegorz mógłby skończyć maszynę do
nakierowania asteroidy. Musicie więc i przed tym go powstrzymać. - Odpowiedział
- No dobra, ale skąd my mamy wiedzieć, kim jest ta
osoba, posiadająca ten przedmiot? Przecież na świecie jest tyle ludzi... -
Spytał Mateusz.
- Ta osoba to niejaka Katerin |Znowu ten sam
błąd w imieniu. Gdzie jest karabin?| ~Pożyczyć ci
dezintegrator?~ |Może być.| ~<Pożycza>~ |<Bierze>
Danke :3| Morgan. Mieszka w bloku niedaleko waszych domów. - Odrzekł,
po czym się wyłączył.
Po tej rozmowie, na chwilę nastała cisza. Po chwili
zaś, Patryk rzekł:
- No to co. Trzeba poznać tą Katerin, aby w ogóle
wiedzieć kto to jest.
Po tych słowach, oboje zebrali się do wyjścia, po
czym wyszli. [Zgodnie z prawami logiki.] Kiedy byli już na
zewnątrz, udali się do odpowiedniego budynku, poszli do odpowiedniego
mieszkania i zadzwonili. Po chwili oczekiwania, otworzyła im jakaś dziewczyna.
Na oko miała z 19 lat. Jej oczy były nienaturalne,
gdyż miały kolor czarny. ~*To zależy jeszcze, w jakim stopniu. Mogła
mieć tak mocno brązowe, że wyglądały na czarne, co jest biologicznie możliwe.*~ Jej
włosy były również koloru czarnego. Miała ona na sobie ciemno różową bluzkę
oraz czarne spodnie. Na nogach miała założone buty, jednak były one koloru
limonkowo-czarno-niebieskiego.
Po chwili ciszy, spytała ona:
- A wy to kim jesteście i co ode mnie chcecie?
~Uber
Eats, do usług.~
|x"D|
W tym momencie, Patryk opowiedział jej o wszystkim,
o czym miał jej powiedzieć. Po paru minutach, gdy doszedł do momentu, w którym
powiedział o tym, co jej grozi, ta zbladła ze strachu, gdy dowiedziała się o
tym, że zginie. Chwilę później, rzekła przestraszonym głosem:
- C-Co? ~Jak to cheeseburger? Zamawiałam
WieśMaca!~ |JEZU X"D| A-Ale jak? Ja im nawet nic
nie zrobiłam! A nawet jakby, to przecież ich nie znam i nie wiem jak należy z
nimi walczyć!
[Kto.Normalny.By.W.To.UWIERZYŁ?!]
|Taki debil jak te postacie.|
- Oni zabijają każdą, niewygodną dla nich osobę lub
taką, która ma coś, co jest im potrzebne. |Stalin?| Ale możemy
ci pomóc z tego wybrnąć. - Rzekł Mateusz.
- W sumie, jak wam się chce, to byłabym wdzięczna. -
Powiedziała
~To jest tak nierealistyczne, że aż nie mam słów.~
Po tej rozmowie zaś, jako iż Katerin ~*Mózg
mi umiera.*~ wiedziała już, że może im ufać,
|
|
wpuściła ich na chwilę do swego mieszkania...
W tym samym czasie, w innym miejscu, Dawid i
Andromeda byli już w połowie budowania maszyny. [Cholera, szybcy oni
są.] Szło im całkiem nieźle, bo wszystkie jak dotąd potrzebne
materiały były pod ręką. Jednak, w pewnym momencie, Dawid rzekł:
- Ej, my nawet jak to skończymy, to nie będziemy
mogli tego uruchomić. Brakuje tu jednej części, czyli takiej tuby z jakimś
niebieskim płynem, którą posiada tylko Katerin Morgan... |Jaki znawca.|
- No to trzeba będzie się do niej udać... -
Usłyszeli za sobą znajomy już głos.
W tym momencie, gdy dwójka się odwróciła, Andromeda
spytała:
- A wiesz w ogóle, gdzie ona mieszka?
- Ja wiem. Mieszka w tym bloku, który stoi niedaleko
tych dwóch domów jednorodzinnych, które stoją koło siebie. - Rzekł Dawid.
~Deklu, pytanie nie było zadane do ciebie.~
Po tej rozmowie, postanowili w najbliższym czasie
udać się do Katerin...
*Oczami Grzegorza. ~*:**~ ~<Wpisuje w
Google> "Jak pozbyć się Fangirl?"~ |Nie da się.| ~;_;~*
Po wystartowaniu, ruszyłem w kierunku Wszechświata,
gdyż tam zamierzałem się zatrzymać na czas budowy tej maszyny, aby nikt się nie
przypałętał i nie zniszczył tego, co Dawid i Andromeda mieli robić. [Sprytne] Lot
minął spokojnie i w ciszy. Kiedy zaś doleciałem do odpowiedniego miejsca i
zatrzymałem swój pojazd w próżni, wraz z Laurą wyszedłem do głównej części
statku kosmicznego. Po znalezieniu się tam, w pewnym momencie, Andromeda
spytała, czy to ja do nich dzwoniłem. A co ona myślała? |Wiesz,
(G)Andzia to idiotka.| Oczywiście odpowiedziałem, że tak, po czym
kazałem im budować tą [*tę] maszynę. Później, Laura
powiedziała im także, że przez cały tydzień roboczy, tj. od poniedziałku do
piątku będą tu ~"~pracować~"~, a w
weekend będą odstawiani do ich domów. Po tym, razem z Laurą wróciłem skąd
przyszedłem. Gdy już byliśmy w miejscu, z którego przyszliśmy, na początku
siedzieliśmy w ciszy. Jednak, po chwili, Laura, drugi raz w życiu, przytuliła
się do mnie, po czym spojrzała na mnie tymi swoimi uroczymi oczkami |UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!!
Ktoś tu się zakochaaał!| ~SPIERDALAJ~ |:D| i
rzekła:
- Grzegorz...Ja ci tego nie mówiłam, ale przez te 24
lata samotności, tęskniłam za tobą...
~*Nie dziwne. Każdy normalny człowiek by za nim
tęsknił.*~
~Cholerne Fangirl...~
|Znam ten ból.|
~*[:D]*~
Pierwszy raz w moim życiu ktoś za mną tęsknił...Jak
słodko. No, ale mniejsza. ~*Cholera, chyba serio mam uczulenie na to
opko, bo już któryś raz kicham. ;=;*~ Chwilę później ja powiedziałem:
- Oh Lauro...Naprawdę?
- Naprawdę... - Odrzekła
- Pierwszy raz w moim życiu ktoś za mną tęsknił... -
Odpowiedziałem. [Po choj tu ta kropka?] ~*Nie mam
pojęcia.*~
Po tej rozmowie, nastała cisza. Jednak, w pewnym
momencie usłyszeliśmy, jak Dawid i Andromeda rozmawiali o historii Laury. Ja
się tam tym nie przejąłem, lecz w pewnym momencie, ujrzałem, że Laura starała
się nie płakać. Niestety, w pewnym momencie uległa. Zacisnęła powieki, a po
chwili z jej oczu popłynęły łzy. W tym momencie, zrobiło mnie się jej żal.
Prawie tak samo jak wtedy, gdy znalazłem ją na Antarktydzie.
~KANON.EXE:
~
Po chwili, przytuliłem ją do siebie i, słuchając jej
płaczu, rzekłem spokojnym głosem:
~*A zważywszy na twój głos, za łatwe to nie było.*~
~Niestety, to jedna z wad. :<~
- Lauro...Nie płacz...Staraj się to ignorować.
- Ale...Ale ja nie mogę...Zawsze, gdy ktoś wypomina
moją historię, nie mogę powstrzymać się od płaczu... - Odpowiedziała zapłakanym
głosem.
Parę minut później, gdy powoli zaczęła się ona
uspokajać, usłyszeliśmy, że Andromeda nazwała ją niską wampiro-gimbuską. W tym
momencie, Laura aż poderwała się ze złości, po czym powiedziała:
- Co ona powiedziała?! Pożałuje tego!
Po czym chwyciła dezintegrator, [Czy ona
czasem nie miała dwóch dezintegratorów? Jej! Niespójności!] który stał
obok jej siedzenia ~*I który podstawił imperatyw narracyjny.*~ i
wyszła. Eh...Biedna ona jest, ~Zmiana czasu jest wszędzie.~ tak
się denerwuje...Podobno złość piękności szkodzi, ale na nią to najwyraźniej nie
działa. |~MORDA~ Ej! To moja kwestia! ~:D~| Mniejsza.
Chwilę później, usłyszałem jak krzyknęła:
- CO ŻEŚCIE ~*O, a tu bez błędu
ortograficznego.*~ POWIEDZIELI?!
Po czym chciała wystrzelić z broni. Nie mogłem
pozwolić, aby ich zabiła. Nie dlatego, że ich lubiłem, ale dlatego, że miałem z
nich darmową siłę roboczą. |Lubię cię. :D| ~I nawzajem.
:D~
~*Mama: Zosiu, co robisz?
Ja: Zrzeszam
uniwersa.
;'-)*~
Wyszedłem więc do głównej części statku kosmicznego,
podszedłem do Laury, położyłem jej dłoń na ramieniu i po chwili, gdy ona się
odwróciła, rzekłem:
- Lauro, nie zabijaj ich. Oni są nam jeszcze
potrzebni, bo kto będzie za nas odwalał czarną robotę? Zabijesz ich, gdy już nie
będą nam potrzebni.
- Ale jak mam ich nie zabijać? Nie dość, że
wypominają moją historię, to jeszcze nazwali mnie niskim gimbuso-wampirem! Kogo
ty do cholery wynająłeś? - Rzekła, już spokojniej.
- Wiem co robię. - Odparłem, po czym zwróciłem się
do moich pomocników:
- A wy nie nazywajcie jej tak, jak ją nazwaliście,
gdyż ona tego nienawidzi i tak na to reaguje. I nie mówcie o jej historii, bo
to na nią źle wpływa.
Po czym wraz z Laurą wróciłem skąd przyszedłem. Po
znalezieniu się tam, kiedy usiedliśmy na swoich siedzeniach, w pewnym momencie,
Laura przytuliła się do mnie, a po chwili zasnęła. Śpiąc wyglądała tak
słodko... |~N.I.E!~ Ej no! :< ~:D~| No,
ale mniejsza. Chwilę później, objąłem ją i zacząłem czekać, aż się wyśpi i
obudzi...
Po około dwóch godzinach, gdy Laura się obudziła,
mimo tego, że już nie spała, nadal była do mnie przytulona. Chwilę później,
trochę zdziwiony takim zachowaniem, spytałem:
- Lauro, co ty tak siedzisz przytulona do mnie?
- Bo mi jest zimno, a ty jesteś taki ciepły... -
Odpowiedziała
|
|
~JEZU X"D~
Po tych słowach nastała cisza. Jednak, w pewnym
momencie, usłyszeliśmy, że Dawid i Andromeda mówili o brakującej części do tej
maszyny, którą mieli budować oraz o tym, kto ją miał. Słysząc to, od razu wraz
z Laurą wyszedłem do głównej części pojazdu i, po znalezieniu się tam, rzekłem:
- No to trzeba będzie się do niej udać...
W tym momencie, odwrócili się oni, po czym Andromeda
spytała:
- A wiesz w ogóle, gdzie ona mieszka?
W tym momencie, [niewychowany] Dawid
powiedział:
- Ja wiem. Mieszka w tym bloku, który stoi niedaleko
tych domów jednorodzinnych, które stoją koło siebie. |Na pewno skapną
się, o jakie miejsce chodzi.|
Po tych słowach, postanowiliśmy, że niedługo będzie
trzeba się do niej udać...
*Oczami Laury.*
|Taki trochę off-top: Weź, Ramoninth, zmień muzykę,
bo słuchamy tego samego od rozdziału i jednej perspektywy.|
~*Zara. Wytrzymajcie jeszcze jedną perspektywę i
zmienię.*~
Kiedy wystartowaliśmy, Grzegorz, z tego co widziałam
przez okienko w pojeździe, ruszył w kierunku Wszechświata. Nie wiedziałam
dlaczego, ale domyślałam się, że to po to, aby nikt nam nie przeszkadzał. [Co
ty nie powiesz...] Lot minął spokojnie i w ciszy. Kiedy zaś
dolecieliśmy do odpowiedniego miejsca, po zatrzymaniu pojazdu w próżni, wraz z
Grzegorzem wyszłam do głównej części pojazdu. Po chwili, kiedy już tam byliśmy,
Andromeda |Chwila. W prologu nie było wspomniane, że Laura wiedziała,
jak nazywają się ich nowi pomocnicy.| ~Niespójności odpowiedzią
na wszystkie nasze problemy.~ spytała Grzegorza, czy to on do nich
dzwonił. On odpowiedział, że tak, po czym kazał im budować odpowiednią maszynę.
Po tym, ja dopowiedziałam jeszcze, że od poniedziałku do piątku będą tu ~"~pracować~"~ nad
tą maszyną, a w weekend zostaną odstawiani do domów i tak w kółko. Po tych
słowach, oboje wróciliśmy skąd przyszliśmy. Po znalezieniu się tam,
postanowiłam wreszcie jemu powiedzieć, że za nim tęskniłam. Przytuliłam się
więc do niego, po czym spojrzałam się na niego i rzekłam:
- Grzegorz...Ja ci tego nie mówiłam, ale przez te 24
lata samotności, tęskniłam za tobą...
~Ogólnie to fajnie, że była taka wierna.~
Po chwili ciszy, on powiedział:
- Oh Lauro...Naprawdę?
- Naprawdę... - Potwierdziłam
- Pierwszy raz w moim życiu, |Ja wiem, że
mamy nie czepiać się interpunkcji, ale CO TU ROBI PRZECINEK?!| ktoś za
mną tęsknił... - Odparł
Po tej rozmowie nastała cisza. Jednak, w pewnym
momencie, usłyszeliśmy, że Dawid i Andromeda rozmawiali o mojej historii. W tym
momencie poczułam, że do moich oczu napłynęły łzy. Moja przeszłość była taka
smutna...Po chwili jednak, nie wytrzymałam. Zacisnęłam powieki i chwilę później
poczułam spływające po mojej twarzy łzy. W pewnej chwili jednak, poczułam, że
on [Sporo słówek "on" pojawia się w tym
rozdziale.] ~Ty, faktycznie.~ przytulił mnie do
siebie. Chwilę później, rzekł:
- Lauro...Nie płacz...Staraj się to ignorować.
- Ale...Ale ja nie mogę...Zawsze, gdy ktoś wypomina
moją historię, nie mogę powstrzymać się od płaczu... - Powiedziałam. ~*Znowu
niepotrzebna kropka.*~
Parę minut później, gdy zaczęłam się uspokajać,
usłyszałam, że Andromeda nazwała mnie niską wampiro-gimbuską. Wkurzyłam
się. [Każdy na twoim miejscu by się wpienił.] Nikt, kto mnie
tak nazwał, nie uszedł z życiem! ~Lubię ją.~ Od razu
poderwałam się i ze złością powiedziałam:
- Co ona powiedziała?! Pożałuje tego!
Po czym chwyciłam dwa dezintegratory, [A
teraz są dwa...Cholera, zdecyduj się!] które stały obok mojego siedzenia,
wyszłam do głównej części statku kosmicznego, po czym wycelowałam w dwójkę. Gdy
zaś odwrócili się oni, krzyknęłam:
- CO ŻEŚCIE ~*Znowu słowo bez błędu. Nie
mogłam tego poprawić w narracji trzecioosobowej?*~ |Z tego wniosek,
że nie.| POWIEDZIELI?!
Po czym chciałam w nich strzelić. Jednak, w tym
momencie, poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Od razu odwróciłam się. Gdy
to zrobiłam, ujrzałam Grzegorza, który powiedział:
- Lauro, nie zabijaj ich. Oni są nam jeszcze
potrzebni, bo kto będzie za nas odwalał czarną robotę? Zabijesz ich, jak już
nam nie będą potrzebni.
- Ale jak mam ich nie zabijać? Nie dość, że
wypominają moją historię, to jeszcze nazwali mnie niskim gimbuso-wampirem! Kogo
ty do cholery wynająłeś? - Rzekłam, już spokojniej.
- Wiem co robię. - Odparł, po czym zwrócił się do
nich:
~*<Szturcha Grzegorza.> Ej, Grzegorz! Nie
śpij!*~
~Co? A, sorki, po prostu się nudzę.~
~*Ja też. A mam gorzej, bo ten i następny rozdział
muszę przepisywać z zeszytu do komputera.*~
- A wy, nie nazywajcie jej tak, jak ją nazwaliście,
gdyż ona tego nienawidzi i tak na to reaguje. I nie mówcie o jej historii, bo
to na nią źle wpływa.
Po czym wróciliśmy skąd przyszliśmy. Po znalezieniu
się tam, przez parę minut siedzieliśmy w ciszy. Jednak, w pewnym momencie
poczułam się senna. Przytuliłam się więc do niego i usnęłam...
Dwie godziny później, gdy się obudziłam, czułam,
że ~*Tu jest ewidentnie za dużo przecinków.*~ było mi zimno. Jako,
iż on był tak ciepły,
|
|
~Jebłem xD~
pozostałam przytulona do niego. W pewnym momencie,
spytał mnie:
- Lauro, co ty tak siedzisz przytulona do mnie?
- Bo mi jest zimno, a ty jesteś taki ciepły... -
Odpowiedziała
W tym momencie nastała cisza. Jednak, w pewnej
sekundzie, usłyszeliśmy jak Dawid i Andromeda mówili o brakującej części do
maszyny oraz o tym, kto ją posiadał. ~*Ciekawe, skąd oni o tym
wiedzieli. W sensie Dawid i Andromeda.*~ Słysząc to, wraz z nim
wyszłam do głównej części statku kosmicznego, po czym on |Wkurwia mnie
to powtarzanie słowa "on".| [Nie
tylko ciebie.] powiedział:
- No to trzeba będzie się do niej udać...
W tym momencie, odwrócili się oni, po czym Andromeda
spytała:
- A wiesz w ogóle, gdzie ona mieszka?
[Od kiedy oni przeszli na "ty"?]
~*Nie wiem, ale oczywiście nie było o tym nigdzie
wspomniane.*~
W tym momencie |niewychowany| Dawid
rzekł:
- Ja wiem. Mieszka w tym bloku, który stoi niedaleko
tych domów jednorodzinnych, które stoją koło siebie.
Po tych słowach postanowiliśmy, że niedługo trzeba
będzie się do tej Katerin [Umieram od tej pisowni.] udać...
*Oczami Dawida.*
~*<Przełącza muzykę.>*~
|[~NARESZCIE! :3~]|
Po wystartowaniu statku kosmicznego, w pewnym
momencie Andromeda spytała:
[– Mam downa, czy tylko udaję?]
~– Masz – odpowiedział Dawid.~
- Ej i co teraz?
- Nie wiem. Musimy czekać najprawdopodobniej na tego
kogoś, kto do nas dzwonił. - Odpowiedziałem
Po tej rozmowie, zaczęliśmy czekać. Paręnaście minut
później, gdy zaczęliśmy przysypiać z nudów, poczuliśmy, że pojazd zatrzymywał
się. Kiedy wyjrzeliśmy przez okienko, które było w pojeździe, ujrzeliśmy, że
byliśmy we Wszechświecie, a statek kosmiczny unosił się jak gdyby nigdy
nic. [To. Jest. NORMALNE!] Po chwili usłyszeliśmy, że jedne z
drzwi się otwierały. Od razu obróciliśmy się. Po zrobieniu tego, ujrzeliśmy
tego tajemniczego kogoś.
Nie było widać jego twarzy, gdyż była ona zasłonięta
przez kaptur. Widać było tylko żółte, świecące się oczy oraz nos. Był on
odziany |To ekstrawaganckie słowo w opku ciągle mnie zadziwia.| ~*Nie
tylko ciebie.*~ w jakiś płaszcz. W ręku trzymał jakiś nienaturalnie
wygięty kij. ~*Ja już się na ten temat wypowiadałam.*~
Obok niego stała jakaś dziewczyna. Była ona o wiele
niższa od niego oraz była szczupła. Jej twarz była blada. [Jak każdej
szanującej się Mary Sue.] Oczy jej miały nienaturalny, czarny kolor. ~*Na
ten temat też się już wypowiadałam.*~ Włosy jej także były czarne,
długie i pofalowane. Miała także długie i ostre paznokcie, nienaturalne dla
normalnego człowieka, którymi mogłaby rozszarpać człowieka. ~A ja
jestem cyborgiem i właśnie przeskanowałem jej paznokcie wzrokiem, więc o tym
wiem.~ Na sobie miała założoną długą, szarą bluzę z jakimś
obrazkiem i napisem oraz rurki z motywem Galaxy. |GIMB!| Na
stopach miała zwykłe, czarne buty.
Kiedy ich ujrzeliśmy, pomyślałem:
"O kurwa! Oni na serio istnieją! Mamy
przerąbane..."
~*Ale serio, jak na tę serię w tym FanFiction jak
dotąd ogólnie było za mało przekleństw.*~
Chwilę później, Andromeda spytała, czy to on wtedy
do nas dzwonił. Okazało się, że tak. Po tym, on kazał nam budować odpowiednią
maszynę, a od tej dziewczyny dowiedzieliśmy się, że od poniedziałku do piątku
będziemy tu ~harować,~ a w
weekendy będziemy mogli być w naszych domach.
Kiedy zaś zostaliśmy już sami i zaczynaliśmy
tworzenie, Andromeda powiedziała:
- E, wiesz kim oni byli?
- Tak, wiem... - Odpowiedziałem
- No to kim oni byli? - Spytała
|Kufa, wiemy kto z kim rozmawia. Po cholerę ciągle
dopisywać coś po myślniku?|
~*Licznik słów.*~
|Ach, no tak. ;-;|
- Ten ktoś, kto wtedy do nas dzwonił to był Grzegorz
Antychryst. - Odpowiedziałem
- Kto? Nigdy nie słyszałam o kimś takim. - Odparła
~*Żałuj*~
- Grzegorz Antychryst. Urodził się w sześćset
sześćdziesiątym szóstym roku. |Cheater| ~:D~ Od
setek lat próbuje zniszczyć ludzkość. Ostatni raz próbował w 2012 roku, jednak
w ostatniej chwili ~*Dosłownie. Taki lekki spoiler, który wiele nie
spoileruje.*~ zabili go jego wrogowie, których później ~*Kanon
pada po raz setny.*~ zabiła ta dziewczyna. ~*Dobrze, że Slavi
tu nie ma.*~ - Odpowiedziałem
- To skoro on został zabity, to JAKIM KURWA CUDEM żyje?!
- Zapytała
- Zawsze w niewyjaśniony sposób powraca, gdy ma być
następna apokalipsa. - Odparłem
- No dobra. A ta dziewczyna, która była koło niego,
to kto? - Spytała Andromeda.
~Główna przyczyna zachwiania kanonu.~
- Laura Turner. Dziewczyna, która miała
psychopatycznych rodziców, [<Ziew>] którzy w wieku dwóch
lat porzucili ją na Antarktydzie. [Jakim cudem - nie wiadomo.] Po
dwóch latach odnalazł ją on. |STOP. Jakim cudem ona przeżyła?!| ~*W
końcu jest Mary Sue.*~ Była to jedyna osoba, nad którą on się zlitował
i zabrał ze sobą. Teraz ona, kiedy się o tym dowiedziała, pomaga mu w jego
celu, na dowód wdzięczności. - Odrzekłem
- Nie dziwię się, że jej rodzice ją porzucili.
Takiego niskiego gimbuso-wampira każdy by się pozbył. - Odparła
|Szmata jebana.|
W tym momencie, zaczęliśmy się śmiać. Jednak, w
pewnym momencie, usłyszeliśmy te same co wcześniej, otwierające się drzwi i
dźwięk broni wycelowanej w naszym kierunku. Od razu przestaliśmy się śmiać i
odwróciliśmy się. Kiedy to zrobiliśmy, ujrzeliśmy Laurę, która była wściekła,
wycelowującą ~*I znowu błąd ortograficzny. Meh.*~ w nich dwoma
dezintegratorami. ~*O, zmiana narracji. To bardzo dobrze świadczy o
jakości tego opka.*~ ~A tak w ogóle, to...
~
Chwilę później, krzyknęła ona:
- CO RZEŚCIE ~*Znowu błąd ortograficzny w
tym słowie? KOFA SERIO?! -.-*~ POWIEDZIELI?!
Jednak, chwilę później, gdy chciała wystrzelić,
ujrzeliśmy, że z miejsca, z którego wyszła, ~To miejsce fachowo
nazywa się kokpitem.~ ~*Wtedy tego nie wiedziałam.*~ wyszedł
także ON. |Jeszcze jedno "on" i
zajebię.| Chwilę później, gdy odwróciła się ona, ON ~<Podaje
dezintegrator.>~ |Dzięki :3| ~Nie ma za co.
Mnie też już to wkurwia.~ rzekł do niej:
- Lauro, nie zabijaj ich. Oni są nam jeszcze
potrzebni, bo kto będzie odwalał za nas czarną robotę? Zabijesz ich, gdy już
nie będą nam potrzebni.
- Ale jak mam ich nie zabijać? Nie dość, że
wypominają moją historię, to jeszcze nazwali mnie niskim gimbuso-wampirem! Kogo
ty do cholery wynająłeś? - Rzekła już spokojniej.
- Wiem co robię. - Powiedział, po czym zwrócił się
do nas:
- A wy nie nazywajcie jej tak, jak ją nazwaliście,
gdyż ona tego nienawidzi i tak na to reaguje. I nie mówcie o jej historii, bo
to na nią źle wpływa.
Po tych słowach, wraz z Laurą wrócił skąd przyszedł.
Kiedy zaś zostaliśmy sami, Andromeda powiedziała ze
strachem w głosie:
- Ale i tak na końcu zginiemy...W co myśmy się
wpakowali...
~Cóż...Podobno wam to już wszystko jedno, więc nie
narzekać.~
- Nie martw się...Choćbym miał zginąć - obronię cię.
- Odparłem ~*Dekl*~
- N-Naprawdę? - Spytała zdziwiona Andromeda.
- Tak - Potwierdziłem ~Kretyn~
Po tej rozmowie, zaczęliśmy kontynuować to, co
mieliśmy zrobić. Szło nam łatwo, gdyż wszystkie potrzebne rzeczy były pod ręką.
Jednak, w pewnym momencie ujrzałem, że brakowało jednej tuby z jakimś
niebieskim płynem, dzięki której moglibyśmy skończyć tworzenie. Widząc to,
powiedziałem:
- Ej, my nawet jak to skończymy, to nie będziemy
mogli tego uruchomić. Brakuje tu jednej części, czyli takiej tuby z jakimś
niebieskim płynem, który posiada tylko Katerin Morgan.
|Swoją drogą, ciekawe skąd ona to wzięła.|
~*Nie wiem, bo to się nigdy nie wyjaśni.*~
- No to trzeba będzie się do niej udać... -
Usłyszeliśmy za sobą znajomy już głos.
W tym momencie odwróciliśmy się, po czym Andromeda
spytała:
- A wiesz w ogóle, gdzie ona mieszka?
W tym momencie, ja, mimo iż pytanie nie było
skierowane do mnie, odpowiedziałem:
- Ja wiem. Mieszka w tym bloku, który stoi niedaleko
tych dwóch domów jednorodzinnych, które stoją koło siebie.
[Cham jebany.]
Po tych słowach, postanowiliśmy w najbliższym czasie
się do niej udać...
*Oczami ~*Tępej suki.*~ Andromedy.*
~Swoją drogą, po cholerę tutaj są perspektywy
wszystkich bohaterów występujących w rozdziale, skoro to nie wnosi w większości
niczego nowego?~
~*Spójrz na licznik słów. Jest ponad siedem tysięcy
znaków, a mamy dopiero rozdział pierwszy. To, plus nasze obecne analizy go
podnoszą, a o to dawnej mnie chodziło. Miało być długo, kosztem jakości.*~
~Czemu byłaś niedojebana?~
~*Nie wiem. Każdy tak miał.*~
Po wystartowaniu statku kosmicznego, w pewnym
momencie spytałam Dawida:
- Ej i co teraz?
~*Przynajmniej nie waliłam przecinkami przed "i".*~
[Przynajmniej tyle.]
- Nie wiem. Musimy czekać najprawdopodobniej na tego
kogoś, kto do nas dzwonił. - Odpowiedział
Po tej rozmowie zaczęliśmy czekać. Paręnaście minut
później, gdy zaczęliśmy przysypiać z nudów, ~*Jak Grzegorz obecnie.*~ poczuliśmy
że [O JASNY CHUJ! BRAK BŁĘDU INTERPUNKCYJNEGO! O.O] |OOO.OOO| pojazd
zatrzymał się. Kiedy wyjrzeliśmy przez okienko, które było w pojeździe,
ujrzeliśmy, że [Ech... ;"-(] byliśmy we Wszechświecie, a
statek kosmiczny unosił się jak gdyby nigdy nic. |To jest do cholery
normalne!| Po chwili, usłyszeliśmy, że jedne z drzwi się otwierały. Od
razu obróciliśmy się. Po zrobieniu tego, ujrzeliśmy tego tajemniczego kogoś.
Nie było widać jego twarzy, gdyż była ona zasłonięta
przez kaptur. Widać było tylko żółte, świecące się oczy oraz nos. Był on
odziany ~Dla tych ekstrawaganckich słów chce się żyć. ;'-)~ w
jakiś płaszcz. W ręku trzymał jakiś nienaturalnie wygięty kij. ~*Wypowiadałam
się w tej kwestii dawno temu.*~
Obok niego stała jakaś dziewczyna. Była ona o wiele
niższa od niego oraz była szczupła. Jej twarz była blada. |Jak
przystało na Mary Sue.| Oczy jej miały nienaturalny, czarny
kolor. ~*Na ten temat też się już wypowiadałam.*~ Włosy jej
także były czarne, długie i pofalowane. Miała także długie i ostre paznokcie,
nienaturalne dla normalnego człowieka, którymi mogłaby rozszarpać
człowieka. ~Kolejna z cyborgowymi oczami.~ Na sobie
miała założoną długą, szarą bluzę z jakimś obrazkiem i napisem oraz rurki z
motywem Galaxy. |GIIIMBUUUS!| Na stopach miała zwykłe, czarne
buty.
Kiedy ich ujrzeliśmy, w pewnym momencie spytałam
tego kogoś, czy to on do nas dzwonił. Okazało się, że tak. Chwilę później,
kazał nam budować odpowiednią maszynę, a od tej dziewczyny dowiedzieliśmy się,
że od poniedziałku do piątku będziemy tu ~harować,~ a
w weekend będziemy odstawiani do naszych domów.
Kiedy zaś zostaliśmy sami, [Mimo iż nie było
wspomniane, żeby Andromeda mówiła, że oni sobie poszli.] spytałam
Dawida:
- E, wiesz kim oni byli?
- Tak, wiem... - Odpowiedział
~*Kilka minut przerwy od analizowania. Muszę do
babci zadzwonić.*~
|[~JEEEST! ;"-)~]|
- No to kim oni byli? - Spytałam
- Ten ktoś, kto wtedy do nas dzwonił, to był
Grzegorz Antychryst. - Odrzekł
- Kto? Nigdy nie słyszałam o kimś takim. - Rzekłam
~*Współczuję*~
- Grzegorz Antychryst. Urodził się w sześćset
sześćdziesiątym szóstym roku. [I wpisał sobie kody na nieśmiertelność.] ~^-^~ Od
setek lat próbuje zniszczyć ludzkość. Ostatni raz próbował w 2012 roku, jednak
w ostatniej chwili zabili go jego wrogowie, których później ~*Zaraz
znowu dobijamy kanon.*~ zabiła ta dziewczyna. ~*Bogu dzięki,
że Slavia nie wie o tej Samoanalizatorni.*~ - Odpowiedział
- To skoro on został zabity, to JAKIM KURWA CUDEM
żyje?! - Spytałam
- Zawsze w niewyjaśniony sposób powraca, gdy ma być
kolejna apokalipsa. - Odparł
- No dobra. A ta dziewczyna, która była koło niego,
to kto? - Zapytałam
- Laura Turner. |Nie mówiłem tego wcześniej,
ale wkurwiają mnie angielskie nazwiska przy polskich imionach.| ~*Nie
tylko ciebie. Ale to był rok, w którym myślałam, że polskie nazwiska są
chujowe.*~ Dziewczyna, która miała psychopatycznych rodziców, którzy w
wieku dwóch lat porzucili ją na Antarktydzie. Po dwóch latach odnalazł ją
on. [A jakim cudem Laura tam tyle przeżyła, nie wiadomo.] Była
to jedyna osoba, nad którą on się zlitował i zabrał ze sobą. Teraz ona, kiedy
się o tym dowiedziała, pomaga mu w jego celu, na dowód wdzięczności. - Odparł
~Swoją drogą, skąd Dawid znał historię Laury?~
~*Nie wiadomo. W tym FanFiction wszystko bierze się
z dupy.*~
- Nie dziwię się, że jej rodzice ją porzucili.
Takiego niskiego gimbuso-wampira każdy by się pozbył. - Rzekłam
~*Szmata pieprzona.*~
W tym momencie, zaczęliśmy się śmiać. Jednak, w
pewnym momencie, usłyszeliśmy te same co wcześniej, otwierające się drzwi i
dźwięk broni wycelowanej w naszym kierunku. Od razu przestaliśmy się śmiać i
odwróciliśmy się. Kiedy to zrobiliśmy, zobaczyliśmy Laurę, która była
wściekła, |I ty się jej dziwisz?| wycelowującą ~*Znowu
ortografia.*~ nas dwoma dezintegratorami. [Chyba "w
nas".] ~*Nawet mnie nie chciało się tego pisać. Pisałam to
na siłę, aby było.*~ ~Powiedziałbym "wyjdź",
ale ty tu jesteś od wstawiania rozdziałów.~ ~*:D*~ Chwilę
później, krzyknęła ona:
- CO ŻEŚCIE ~*A teraz dobrze napisane.
Boooże. -_-*~ POWIEDZIELI?!
Jednak chwilę później, gdy chciała wystrzelić,
ujrzeliśmy, że z miejsca, z którego wyszła, wyszedł także ON. Chwilę później,
gdy odwróciła się ona, ON rzekł do niej:
- Lauro, nie zabijaj ich. Oni są nam jeszcze
potrzebni, bo kto będzie odwalał za nas czarną robotę? Zabijesz ich, gdy już
nie będą nam potrzebni.
- Ale jak mam ich nie zabijać? Nie dość, że
wypominają moją historię, [Nie wspominałam tego wcześniej, ale
słowo "wypominają" niezbyt tu pasuje.] to
jeszcze nazwali mnie niskim gimbuso-wampirem! Kogo ty do cholery wynająłeś? -
Rzekła, już spokojniej.
- Wiem co robię. - Powiedział, po czym zwrócił się
do nas:
- A wy nie nazywajcie jej tak, jak ją nazwaliście,
gdyż ona |Jeszcze jedno "ona" i
rozkurwię.| tego nienawidzi i tak na to reaguje. I nie mówcie o jej
historii, bo to na nią źle wpływa.
Po tych słowach, wraz z Laurą wrócił skąd przyszedł.
Kiedy zaś zostaliśmy sami, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [Och
no... -_-] powiedziałam ze strachem:
- Ale i tak na końcu zginiemy...W co myśmy się
wpakowali...
- Nie martw się...Choćbym miał zginąć - obronię cię.
- Rzekł Dawid. ~*Pierdolec*~
- N-Naprawdę? - Spytałam zdziwiona.
- Tak - Potwierdził |Down|
Po tej rozmowie, wiedziałam już, że będę
bezpieczna. |Co z tego, że Dawid mógł kłamać.| Chwilę później,
zaczęliśmy kontynuować tworzenie. Szło nam łatwo, gdyż wszystkie potrzebne
rzeczy były pod ręką. ~Ale wy zdajecie sobie sprawę, że stworzenie
takiej maszyny nie należy do łatwych czynności? -.-~ ~*Mary Sue
i Gary Stu...*~ ~Ach, no tak. -_-~ Jednak, w pewnym
momencie Dawid rzekł:
- Ej, my nawet jak to skończymy, to nie będziemy
mogli tego uruchomić. Brakuje tu jednej części, czyli takiej tuby z jakimś
niebieskim płynem, którą posiada tylko Katerin |Płonę ;-;| Morgan.
- No to trzeba będzie się do niej udać... -
Usłyszeliśmy za sobą znajomy już głos.
W tym momencie, odwróciliśmy się, po czym spytałam:
- A wiesz w ogóle, gdzie ona mieszka?
W tej sekundzie, Dawid, mimo iż pytanie nie było
skierowane do niego, ~Cham~ odpowiedział:
- Ja wiem. Mieszka w tym bloku, który stoi niedaleko
tych dwóch domów jednorodzinnych, które stoją koło siebie.
Po tych słowach, w najbliższym czasie, postanowiliśmy
się do niej udać...
*Oczami Patryka.*
~Boże, nareszcie zmiana scenerii. -_-~
~*A w ogóle: Czas na dłuższą przerwę. Muszę iść do
kibla, zjeść obiad i zaparzyć nową herbatę.*~
|[~TAAAK! ;"-)~]|
Dzisiejszy dzień zaczął się zwyczajnie. |Już
wróciłaś? Długo cię nie było.| ~*Tja, wiem. Obiad duży
był...Moment...Dobra, jestem. Muzykę zmieniłam.*~ ~Boże,
nareszcie inny gatunek. :3~ Postanowiłem pójść do Mateusza, aby
trochę go pomęczyć. |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [Błagam... -_-] Kiedy
tam poszedłem, oczywiście wpuścił mnie do swojej meliny. ~Bądź co
bądź, obaj mają chujowe domy.~ |Ta szczerość. xD| ~No
co? Ja mam lepszy. XD~ Po znalezieniu się w środku, w pewnym
momencie, w telewizorze [Właściwie to w telewizji, ale co ja tam wiem.] ujrzeliśmy
wiadomość o tym, że 13 kwietnia 2036 roku miała uderzyć asteroida. Słysząc to,
Mateusz rzekł:
- Czyli jak co roku...Nic się nie stanie.
~*
*~
~JA JEBE XD Skąd ty to
wytrzasnęłaś? X"D~
~*Z Nonsensopedii. XD*~
|Ja pierdolę x""D|
- Nic? A pamiętasz, co było 24 lata temu? I 27 lat
temu? - Spytałem
[Wkurwiają mnie te liczebniki napisane niesłownie.]
|Nie tylko ciebie, Vego. Nie tylko ciebie.|
~Aaa, Vega. Już zapomniałem, jak się nazywasz. XD~
[
]
~X""D~
- No nie. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że...? -
Powiedział
- Tak. Sądzę, że ON znów powrócił. - Odparłem
Po chwili zaś usłyszeliśmy telefon. Kiedy zaś go
odebraliśmy, na ekraniku ujrzeliśmy znanego nam już z 2012 roku szefa tej
swojej korporacji "Globus Corporation". ~*Bo wtedy...Jeszcze
mogłam w to wierzyć.*~ Kiedy zaś Mateusz go ujrzał, pokazał to mi i
spytał:
- E, pamiętasz go?
- Znów? - Zapytałem
- Tak, znów. - Odpowiedział ten, który do nas
zadzwonił.
[Jak kulturalnie...]
- No dobra, o co ci tym razem chodzi? Znów jakieś przebiegunowanie ~*Drogi słowniku w Google Chrome...
Właśnie. Jeszcze dodać, że WIELOKROTNIE zachodziło
w historii Ziemi. Więc na chuj nie ma tego słowa w Google Chromowskim słowniku?
-_-*~
|Chciałbym o tym usłyszeć w szkole
na geografii.|
~Za wiele wymagasz. To jest zbyt
ciekawe jak na standardy szkół.~
[Wpiszcie sobie "Przebiegunowanie" w
Google i patrzcie na wyniki. XD]
~Ja wiem, że ten rok jest
pojebany, ale bez przesady. XD~
|Dobra, lećmy do analizy, bo nam
tu zaraz wykład wyjdzie. XD|
się zbliża? - Spytałem
- Nie tym razem. Teraz ma być powtórka z roku 2009.
Na dodatek, Grzegorz Antychryst |Swoją drogą, fajne nazwisko.| ~Dzięki
^-^~ wrócił i chce nakierować asteroidę na lot kolizyjny z Ziemią.
Wynajął już do tego celu ~*kosmitów*~ ~Jak tak patrzę na
charaktery Daffida i (G)Andzi, to można ich tak nazwać. XD~ dwie
osoby, które zgodziły się mu pomóc. Musicie ich powstrzymać, jeśli chcecie żyć.
W dodatku, jedna osoba posiada przedmiot, dzięki któremu Grzegorz mógłby
skończyć maszynę do nakierowania asteroidy. Musicie więc i przed tym go powstrzymać.
- Odpowiedział
- No dobra, ale skąd my mamy wiedzieć, kim jest ta
osoba, posiadająca ten przedmiot? Przecież na świecie jest tyle ludzi... -
Zapytał Mateusz.
- Ta osoba to niejaka Katerin Morgan. [Płonę ;<;] ~*Swoją drogą, gdy pisałam ten FanFiction duża litera "K" w moim wykonaniu wyglądała tak:
*~
|Śmiesznie nawet. ;P|
~*Kiedyś nie umiałam tym pismem
napisać dużej literki "K", dlatego dla odróżnienia dałam
ten daszek. ;P*~
Mieszka w bloku niedaleko waszych domów. - Odrzekł,
po czym się wyłączył.
[Chamsko]
Po tej rozmowie, na chwilę nastała cisza. Chwilę
później, ~Przecinek, won!~ zaś rzekłem:
- No to co. Trzeba poznać tą Katerin, |;=;| aby
w ogóle wiedzieć kto to jest.
Po tych słowach, zebraliśmy się do wyjścia, po czym
wyszliśmy. |W końcu tak nakazuje logika.| Kiedy byliśmy już na
zewnątrz, udaliśmy się do odpowiedniego bloku, poszliśmy do odpowiedniego
mieszkania ~*Mimo iż nie wiedzieliśmy, w którym z nich ona mieszka.*~ [Ej
ty, faktycznie. ;-;] i zadzwoniliśmy. Po chwili oczekiwania, otworzyła
nam jakaś dziewczyna.
Na oko miała z 19 lat. Jej oczy były nienaturalne,
gdyż miały kolor czarny. ~*Ja już się wypowiadałam na ten temat.*~ Jej
włosy również były koloru czarnego. Miała ona na sobie ciemno różową bluzkę
oraz czarne spodnie. Na nogach miała założone buty, jednak były one koloru
limonkowo-czarno-niebieskiego. ~*Właśnie sobie przypomniałam, że ja to
gówno pisałam ok. cztery lata temu. Miałam takie buty jak ona właśnie w tę
wielką zimę 2012/2013 i pamiętam, że narzekałam, że przez śnieg nie mogłam w
nich chodzić.*~ |O cholera. ;_;|
Po chwili ciszy spytała ona:
- A wy to kim jesteście i co ode mnie chcecie?
W tym momencie, opowiedziałem jej o wszystkim, o
czym miałem jej powiedzieć. Po paru minutach, gdy doszedłem do momentu, w którym
powiedziałem o tym, co jej grozi, ta zbladła ze strachu, gdy dowiedziała się o
tym, że zginie. [Przynajmniej ona miała ludzkie reakcje.] Chwilę
później, rzekła przestraszonym ~Przestraszonym? W takim wypadku
powinno być "przerażonym".~ głosem:
- C-Co? A-Ale jak? Ja im nawet nic nie zrobiłam. A
nawet jakby, to przecież ich nie znam i nie wiem jak należy z nimi walczyć!
[Jak można być tak łatwowiernym?]
|Magia opek.|
- Oni zabijają każdą niewygodną dla nich osobę lub
taką, która ma coś, co jest im potrzebne. Ale możemy ci pomóc z tego wybrnąć. -
Rzekł Mateusz.
- W sumie, jak wam się chce, to byłabym wdzięczna. -
Powiedziała
Po tej rozmowie, jako iż najprawdopodobniej
wiedziała, że może nam zaufać, wpuściła nas na chwilę do swego mieszkania.
Przez tą chwilę dokładniej się zapoznaliśmy, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Bez
komentarza.*~ po czym wróciliśmy do swoich domów...
~Ech...Ja wiem, że będzie czas na osobistą, długą
analizę, ale nie mogę się powstrzymać i muszę napisać to teraz. Oczywiście, bo
po co tworzyć ciekawe FanFiction z pomysłem i, dajmy na to, stworzyć wątek, w
którym Catherine (tak powinno się pisać jej imię, kofa) nie wierzy za pierwszym
razem protagonistom i oni próbują udowodnić jej, że jest zagrożona, przy okazji
musząc zmierzyć się z nieuchronną zagładą. Lepiej zrobić gówno. ;-;~
|Coś się obawiam, że w końcowej analizie rozpiszesz
się na dwie strony.|
~Nie wykluczam tego. Mam duuużo do powiedzenia na
temat tego FanFiction, mimo iż to dopiero pierwszy rozdział.~
*Oczami Mateusza.*
Dzisiejszy dzień zaczął się zwyczajnie i miałem
nadzieję, że do końca tak będzie. [Nadzieja matką głupich.] Jednak,
w pewnym momencie usłyszałem dzwonek do furtki. Od razu wyjrzałem przez okno,
aby sprawdzić, kto się do mnie dobijał. Okazało się, że była to ta żółta
suka. ~*Nareszcie! Wreszcie! Coś kanonicznego! Oni się tak mniej więcej
w serii do siebie zwracali, ale i tak się lubili. Kurwa, wreszcie coś zgodnego
z kanonem!*~ |Nie może być. O.O| Mimo wszystko, wpuściłem
go do środka. Po wpuszczeniu go do środka, |Bośmy się nie skapnęli.| w
pewnym momencie, w telewizji ujrzeliśmy informację o tym, że 13 kwietnia 2036
roku w Ziemię miała walnąć asteroida. Słysząc to, powiedziałem do Patryka:
- Czyli jak co roku...Nic się nie stanie.
- Nic? A pamiętasz, co było 24 lata temu? I 27 lat
temu? - Spytał Patryk.
- No nie. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że...? -
Zapytałem
- Tak. Sądzę, że ON znów powrócił. - Odparł Patryk.
[Cóż za szybko wysunięte wnioski.]
Po chwili zaś usłyszeliśmy telefon. Kiedy zaś go
odebraliśmy, |Z tego co wiem, telefon odebrał tylko Mateusz.
Niespójności!| na ekraniku ujrzeliśmy znanego nam już z 2012 roku
szefa tej swojej korporacji "Globus Corporation". ~*Jak
mówiłam, wtedy jeszcze mogłam w to wierzyć.*~ Kiedy zaś go
ujrzałem, ~Tu jest tyle niespójności...Meh.~ spytałem
Patryka:
- E, pamiętasz go?
- Znów? - Zapytał Patryk.
- Tak, znów. - Odpowiedział ten, który do nas
zadzwonił.
- No dobra, o co ci tym razem chodzi? Znów jakieś
przebiegunowanie się zbliża? - Spytał Patryk.
- Nie tym razem. Teraz ma być powtórka z roku 2009.
Na dodatek, Grzegorz Antychryst |A tak BTW, czy ty masz coś wspólnego z
Apokalipsą św. Jana?| ~Nie. To po prostu zbieg okoliczności, tak
jak moja data urodzenia. ;-)~ |Już się bałem.| wrócił
i chce nakierować asteroidę na lot kolizyjny z Ziemią. Wynajął już do tego celu
dwie osoby, które zgodziły się mu pomóc. Musicie ich powstrzymać, jeśli chcecie
żyć. W dodatku, jedna osoba posiada przedmiot, dzięki któremu Grzegorz mógłby
skończyć maszynę do nakierowania asteroidy. Musicie więc i przed tym go
powstrzymać. - Odpowiedział
- No dobra, ale skąd my mamy wiedzieć, kim jest ta
osoba, posiadająca ten przedmiot? Przecież na świecie jest tyle ludzi... -
Zapytałem
- Ta osoba to niejaka Katerin Morgan. ~Umieram
;-;~ Mieszka w bloku niedaleko waszych domów. - Odrzekł, po czym
się wyłączył.
Po tej rozmowie, na chwilę nastała cisza. Chwilę
później, Patryk rzekł:
- No to co. Trzeba poznać tą Katerin, ~*Zdycham
;-;*~ aby w ogóle wiedzieć kim ona jest.
Po tych słowach, zebraliśmy się do wyjścia, po czym
wyszliśmy. Kiedy byliśmy już na zewnątrz, udaliśmy się do odpowiedniego bloku,
poszliśmy do odpowiedniego mieszkania i zadzwoniliśmy. Po chwili oczekiwania,
otworzyła nam jakaś dziewczyna.
Na oko miała z 19 lat. Jej oczy były nienaturalne,
gdyż miały kolor czarny. ~*Ja już się wypowiadałam na ten temat.*~ Jej
włosy również były koloru czarnego. |Co ty miałaś z tym czarnym?| ~*Lubię
ten kolor.*~ [Ale bez przesady! ;-;] Miała ona na sobie
ciemnoróżową ~O, a tu dobrze napisane słowo. -=-~ bluzkę
oraz czarne spodnie. Na nogach miała założone buty, jednak były one koloru
limonkowo-czarno-niebieskiego.
Po chwili ciszy |Która była tylko po to, aby
protagoniści mogli opisać jej wygląd.| spytała ona:
- A wy to kim jesteście i co ode mnie chcecie?
W tym momencie, Patryk opowiedział jej o wszystkim o
czym miał jej powiedzieć. Po paru minutach, gdy do do momentu, ~*Znowu
przenosiłam słowo i o nim zapomniałam. -_-*~ w którym powiedział o
tym, co jej grozi, ta zbladła ze strachu, gdy dowiedziała się o tym, że zginie.
Chwilę później, rzekła przestraszonym głosem:
~*– Jasny chuj, mamy ponad dziesięć tysięcy
słów, a nie doszliśmy nawet do drugiego z pięciu rozdziałów.*~
~<Cicho rozpacza>~
- C-Co? A-Ale jak? Ja im nawet nic nie zrobiłam! A
nawet jakby, to przecież ich nie znanam ~*Nie przewidzieliście się, w
zeszycie ta literówka naprawdę występuje.*~ [Chryste ;-;] i
nie wiem jak należy z nimi walczyć!
- Oni zabijają każdą niewygodną dla nich osobę lub
taką, która ma coś, co jest im potrzebne. Ale możemy ci pomóc z tego wybrnąć. -
Rzekłem
- W sumie, jak wam się chce, to byłabym wdzięczna. -
Powiedziała
Po tej rozmowie, jako iż najprawdopodobniej
wiedziała, że może nam zaufać, wpuściła nas na chwilę do swojego mieszkania.
Przez tą chwilę dokładniej się zapoznaliśmy, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*BŁAGAM
;_;*~ po czym wróciliśmy do swoich domów...
[To jest tak hipernierealistyczne, że aż brak mi
słów.]
*Oczami Katerin.*
|Ile jeszcze ma ten rozdział stron?|
~*Półtora*~
~Dobra panowie i panie, przeżyjemy to.~
Ten dzień zaczął się zwyczajnie. |Jak każdy
dzień.| Wstałam, zjadłam śniadanie, umyłam [dupę] się
i ubrałam. Następnie zeszłam do piwnicy pod moim domem, gdyż mieszkałam na
parterze i mogłam sobie na to pozwolić. ~*Burżuj*~ Po
znalezieniu się tam, wyłączyłam lasery i poszłam sprawdzić, czy moja tuba nie
została ukradziona. Podeszłam więc do drzwiczek wielkiego sejfu, wpisałam
wszystkie sześć haseł i w tym momencie zobaczyłam, że wszystko było w
porządku. ~Szkoda~ Zamknęłam więc drzwiczki, włączyłam
lasery i wyszłam. Właśnie po wyjściu z piwnicy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Zdziwiłam się, gdyż nie miałam zapowiedzianych gości, ale otworzyłam, gdyż to
mogło być coś ważnego. Po otworzeniu drzwi, ujrzałam jakichś dwóch, nieznanych
mi chłopaków. Po chwili spytałam:
- A wy to kim jesteście i co ode mnie chcecie?
W tym momencie jeden z nich zaczął opowiadać o
wszystkim, co miał mi do powiedzenia. Gdy doszedł do tego, co mi grozi,
zbladłam ze strachu, gdy dowiedziałam się, że zginę. Chwilę później, ze
strachem w głosie rzekłam:
- C-Co? A-Ale jak? Ja im nawet nic nie zrobiłam! A
nawet jakby, to przecież ich nie znam i nie wiem jak należy z nimi walczyć!
- Oni zabijają każdą niewygodną dla nich osobę lub
taką, która ma coś, co jest im potrzebne. Ale możemy ci pomóc z tego wybrnąć. -
Rzekł jeden z nich.
- W sumie, jak wam się chce, to byłabym wdzięczna. -
Powiedziałam
[Powiedz mi, jak to jest żyć bez mózgu?]
~Eee, ona ma mózg. Co z tego, że w kształcie
iPhone.~
Po tej rozmowie, jako iż wiedziałam już, że mogłam
im zaufać, |Brak mi słów. Po prostu brak mi słów.| wpuściłam
ich na chwilę do swojego domu. W czasie tej chwili poznaliśmy się, dzięki czemu
dowiedziałam się, że jeden z nich nazywa się Patryk, a drugi - Mateusz. Po tej
chwili, wrócili oni do swoich domów...
PRZYPISY
*Oczywiście w wieku
dwóch lat tej bohaterki, nie jej rodziców. |No co ty nie powiesz...|
**Jest to fikcyjna
korporacja do serii, do której piszę FanFiction. ~*Bo wtedy jeszcze
mogłam w to wierzyć.*~
~*Koniec rozdziału.*~
|Nareszcie!|
~Błagam, skończmy analizowanie na dziś. Mam już tego
dość.~
~*Oczywiście, że skończymy. Przypominam, że ten
rozdział musiałam jeszcze przepisywać z zeszytu do komputera. Tak samo będzie z
następnym i dopiero od trzeciego będzie łatwiej. Drugi będziemy analizować we
wtorek (jutro nie starczy mi czasu.)*~
[Dzięki Bogu...]
_____________________________________________
ROZDZIAŁ 2 - PIERWSZA WALKA Z
WROGAMI I WYPADEK.
~E! Mieliśmy dziś nie analizować.
:<~
~*Nudzę się. A poza tym, jak
zaczniemy dziś, to jutro będzie mniej. ;3*~
Parę dni później, jednego ranka, gdy Mateusz oglądał
telewizję, [<Ziew>] w pewnym momencie usłyszał dzwonek
do furtki. Na początku pomyślał, że Katerin |Umieram ;-;| coś
chce, jednak gdy wyjrzał za okno, u~*T*~ ~No ja cię błagam.
;-;~ ~*XD*~jrzał Patryka. Mimo wszystko wpuścił go do
mieszkania. Kiedy już byli w domu, Patryk zaproponował:
- Ej, może polecielibyśmy jakimś statkiem
kosmicznym |Aż jebło hipernierealistycznymi sytuacjami.| przeszkodzić
tej całej trójce? ~*APSIK! x2*~ |Znowu?| ~*Mówię,
chyba mam u...APSIK! uczulenie na to opko. ;-;*~
- Po pierwsze to czwórce, a po drugie idioto, skąd
wynajdziesz statek kosmiczny? - Spytał Mateusz.
~*Lolix, mieszkacie pod Sosnowcem, a tam dzieją się
różne dziwne rzeczy.*~
- Po pierwsze to trójce, bo jest tam tylko Grzegorz, ~*<3*~ ~;_;~ Dawid
i Andromeda. Po drugie, może jakiś na złomowisku znajdziemy. ~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~ -
Rzekł Patryk.
- Czwórka ich tam jest. [A kanon wyjechał na
wakacje.] ~*Powróci w czwartym rozdziale. Trzeba chyba będzie
włączyć tamy przeciwpowodziowe, bo z czwartego rozdziału wylewa się
hektolitrami.*~
~
~
~*Jak dojebiemy jeszcze pięć
zdjęć, jebnie limit i nie będziemy tego musieli dalej analizować, przynajmniej
dziś...*~
[DAWAĆ FOTKI!]
~*...Ale jutro dokurwimy trzecim,
ponad pięćdziesięciostronicowym rozdziałem.*~
|;"-(|
Laura jeszcze przecież żyje. A Grzegorz
napewno |Chrzaniona literówka. ;=;| ją odnalazł, [STALKER!] ~:D~ a
przecież wiesz, że ona jego nigdy nie opuści. |Wykapana Ramoninth.| ~*EJJJ!*~ |xD| -
Odparł Mateusz.
- Przecież ona po tym wybuchu, mimo tego iż ma tą
swoją latającą deskę, [Kanon padł.] |Już dawno to się
stało.| spadła na ziemię. - Powiedział Patryk.
- Ale w tak niefortunnym miejscu spadła, że tylko
wbiła się w śnieg. - Powiedział Mateusz.
Po tej rozmowie, mimo wszystko, wyszli oni z domu i
udali się na pobliskie złomowisko i, z nadzieją, że znajdą cel ich
poszukiwań, ~Debile~ zaczęli szukać. W pewnym momencie,
ku ich szczęściu, znaleźli ich obiekt poszukiwań. [Co tu się właśnie
odjebało?] |Hipernierealistyczność, Vego.| Po wejściu do
środka, ujrzeli kluczyki. Kiedy zaś spróbowali uruchomić pojazd, okazało się,
że działał on.
~
~
[JEBŁAM XD]
W tym momencie, popatrzyli oni po sobie, po czym
ruszyli w drogę. |Ekstra, tylko nie było wspomniane, że któryś z tych
pierdolców potrafił prowadzić statek kosmiczny.|
Paręnaście minut później, gdy już znaleźli się we
Wszechświecie, bardzo szybko odnaleźli statek kosmiczny ~*orkanu*~ ~Weź
spierdalaj. ;-;~ |XDDD| Grzegorza i Laury. Po
zatrzymaniu się koło pojazdu, otworzyli drzwi i szybko przeskoczyli na drugą
stronę. [JAK?!] ~*Magia Opkolandii.*~ Po
znalezieniu się tam, ujrzeli Grzegorza, Laurę, Dawida i ~*|[~Pizdę
jebaną.~]|*~ Andromedę, którzy słysząc, że ktoś przeskoczył do
ich pojazdu, odwrócili się. Po ujrzeniu Patryka i Mateusza, Laura krzyknęła:
- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież
was zabiłam! Nie dość, że sama przy tym prawie zginęłam, to wy bezczelnie
ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!
~To nie ja! To jego wina!
<Wskazuje na Slade'a.>~
|EJ!|
~
~
[JEZU XDDD]
- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie
ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież, do momentu, w którym
mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! - Spytał
~*Bo...eee...yyy...<Zagląda do telefonowego
kompasu w poszukiwaniu odpowiedzi.> pole magnetyczne przy moim komputerze
wynosi sto trzydzieści dziewięć uT.*~
|Dużo.|
~*W CHUJ! W szkole waha się w granicach
pięćdziesięciu pięciu uT.*~
- Później ci to opowiem. - Odrzekła Laura.
- My możemy to potwierdzić, że nas zabiła. - Rzekł
Patryk.
~*
CO JA TAM KIEDYŚ ODJEBAŁAM?! Co mi
ktoś kiedyś dosypywał do żarcia?*~
~Yyy...
.
.
.
.
WUT?!~
- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem
wy żyjecie, ale mniejsza z tym. - Powiedział
|Zdrowe podejście do życia. xD|
~Czyż nie? xD~
Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na początku
wygrywali ~*orkan*~ ~WON.~ ~*xD*~ Grzegorz,
Laura, Dawid i [Tępa Pizda] Andromeda. Jednak, w pewnym
momencie wygrali Patryk i Mateusz. Bowiem Patryk pchnął Andromedę w kierunku
ściany z wbudowanym generatorem prądu, ~JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEST!~ a
Mateusz w tym samym kierunku pchnął Laurę. Po uderzeniu, przez ciało Andromedy
i Laury przepłynął prąd, gdyż, na ich nieszczęście, generator był włączony.
Chwilę później, obydwie krzyknęły przeraźliwie z bólu i osunęły się
nieprzytomne na ziemię. Oczywiście, ~*orkan*~ ~SPIERDALAJ!~ ~*x"D*~ Grzegorz
i Dawid, słysząc to, podeszli do nieprzytomnych, Grzegorz po to, aby sprawdzić,
czy Laura żyła, a Dawid po to, aby sprawdzić, czy Andromeda dalej była żywa.
Gdy zaś nikt nie patrzył, Patryk i Mateusz przeskoczyli na swój statek
kosmiczny i ruszyli w drogę powrotną... [<ZIEEEW>]
Tymczasem, gdy Grzegorz podszedł do nieprzytomnej
Laury, sprawdził czy ona żyła. Po chwili, usłyszał jej słabe oddechy. W tym
momencie, pierwszy raz w życiu poczuł prawdziwą ulgę. Chwilę później, podniósł
on ją z ziemi, po czym przeniósł dziewczynę do miejsca, z którego wraz z nią
przyszedł, [Licznik, licznik ponad wszystko.] po czym położył
ją na rozkładanym siedzeniu i zaczął czekać, aż ta się obudzi...
Godzinę później, gdy Laura się obudziła, wszystko
widziała jak przez mgłę. Na dodatek czuła, że nie mogła się ruszać. |(
͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*BŁAGAM ;=;*~ |xD| Słyszała
również swoje słabe oddechy. ~*JASNY CHUJ!*~ ~Co się
stało?~ ~*Przypomniałam sobie, jakie opisy są w czwartym
rozdziale. ;_;*~ |<Płacze>| [;_;] ~Aż
tak źle?~ |Źle? OKROPNIE! ;_;| ~;__;~ Chwilę
później, ujrzała ona nad sobą Grzegorza. Chwilę później, gdy zauważył on, |Jeszcze
jedno "on" i zajebię.| że
dziewczyna się obudziła, spytał:
- Nareszcie się obudziłaś...W ogóle, jak się
czujesz, skarbie?
~*– No kurwa zajebiście. – odpowiedziała
kulturalnie Laura.*~
- Źle...I słabo się czuję... - Odpowiedziała słabym
głosem Laura.
- Biedactwo moje... - Powiedział, gładząc ją po
głowie. Chwilę później, spytał ją:
[A te dwa zdania być napisane dobrze.]
- W ogóle to masz siłę mi powiedzieć, co zaszło na
Antarktydzie, ~*PRZECINEK, OUT!*~ 24 lata temu?
- Nie...Nie mam siły...Przepraszam, że tak
przedłużam powiedzenie ci o tym, ale... - Zaczęła Laura.
~No mów, kurwa, bo cię do piekła wyślę.~
~*;_;*~
~>:D~
- No dobrze, już dobrze. - Rzekł
Po tej rozmowie, Laura musiała poleżeć jeszcze
godzinę. Po tym czasie, kiedy dziewczyna odzyskała [dupę] |Co.| [No
co? Nudzi mnie już ta analiza (tego rozdziału w sensie).] ~*Wiem,
mnie też, ale muszę dojebać jeszcze jedno zdjęcie. <3*~ ~Boję
się. ;_;~ siły, usiadła na siedzeniu, które automatycznie się
wyprostowały, ~*Ożeń się ze mną.*~ a następnie przytuliła się
mocno do Grzegorza, który patrzył w dal. Chwilę później, gdy odwrócił się on i
ujrzał Laurę, posadził ją sobie na kolanach, |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)(
͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡°
͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)(
͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡°
͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~ECH...
;-;~ przytulił ~*APSIK! x4*~ [ZNÓW?] ~*Mówiłam,
uczulenie na opka.*~ do siebie i spytał:
- Opowiesz mi w końcu, jakim cudem ich zabiłaś?
- Wtedy, gdy oni zabili ciebie, ~*Wkurwiłam
się i wyrżnęłam cały świat.*~ ~<Powoli się wycofuje.> ;_;~ ~*:**~ ja
walczyłam dalej. Lecz, w pewnym momencie, Patryk pchnął mnie w kierunku tego
przycisku, którego przeznaczenie zawsze chciałeś poznać i o które mnie tak
męczyłeś. A był to przycisk autodestrukcji. Po uderzeniu w niego, rozpoczął się
proces [Despacitowania] |XDDD| autodestrukcji. W
tym momencie, wyskoczyłam z pojazdu, gdyż wiedziałam, że trochę niżej była ta
moja latająca deska. Po znalezieniu się na niej, ruszyłam w kierunku przeciwnym
do wybuchu. Niestety, nie zdążyłam uciec, przez co spadłam w dół. Od mocnego
uderzenia w ziemię zemdlałam, ale nie umarłam. ~*Bo jam jest Mary
Sue.*~ Gdy się obudziłam i podniosłam, obok palącego się statku
kosmicznego, ujrzałam nieprzytomnych Patryka i Mateusza. Od razu podeszłam do
nich, aby zobaczyć czy żyli. I tu przysięgam na co tylko mogę przysiąc, że oni
byli martwi! Po sprawdzeniu tego, weszłam na moją latającą deskę i ruszyłam w
kierunku powrotnym... - Opowiedziała Laura.
~Jesteśmy poza kanonem jak stąd na Antarktydę w dwie
strony.~
W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko
dźwięk silników~*, z których wydobywało się ciche "DEEESPAAACIIITOOO!"*~. |XD
Chciałbym to usłyszeć.| Chwilę później, Grzegorz mocniej przytulił do
siebie Laurę, ~*|[~Ooo...~]|*~ pierwszy raz w
swoim życiu ją pocałował i rzekł:
- Na ciebie zawsze można liczyć, skarbie...
- Oj, dziękuję ci... - Powiedziała dziewczyna, po
czym przytuliła się do niego.
Po chwili jednak, Grzegorz spytał:
~*– Lubisz chleb?*~
~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~
- Ale skoro ich zabiłaś, to JAKIM KURWA CUDEM oni
żyją?! Przecież są zwykłymi ludźmi! Na tym świecie tylko mnie da się wskrzesić!
- To w takim razie ty nie jesteś człowiekiem? Więc
kim ty jesteś naprawdę? KIM?! - Spytała Laura.
~*
Moje wyobrażenie z czasów
obecnych. Wtedy tamtedy wyglądało znacznie inaczej. <3*~
[<3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333]
|I ten BSOD w tle. xD|
~*No co? Musiałam coś jebnąć, a
pomysły się skończyły. xD*~
~Ale ja jestem cudnyyy! :3~
~*Wiadomo <3*~
- Kurwa. Po co ja to mówiłem? Nie dowiesz się kim
jestem. Nie mogę ci tego powiedzieć. Chciałbym, ale nie mogę. Po prostu dalej
uważaj, że jestem człowiekiem, jakby nigdy tu nic nie zaszło.
Po tej rozmowie, dalej siedzieli oni w ciszy, czasem
tylko o czymś rozmawiając...
Tymczasem, Dawid, |*Dejwid| który
podszedł do Andromedy, od razu sprawdził, czy ta żyła. Po chwili, ku jego
szczęściu, okazało się, że żyła ona. ~<Płacze> ;"-(~ Po
sprawdzeniu tego, odetchnął on z ulgą. Następnie zaś, podniósł ją z ziemi i
posadził koło jeszcze niedokończonej maszyny. Następnie zaś, zaczął czekać aż
ta się obudzi...
Godzinę później, gdy Andromeda się obudziła, czuła
się jeszcze bardzo słabo. Wszystko widziała jak przez mgłę. Czuła również, że
nie mogła wstać. Chwilę później, ujrzała ona przed sobą Dawida, |*Dejwida| [Boże
xD] który widząc, że dziewczyna się obudziła, rzekł ze słyszalną ulgą
w głosie:
|– Lubię
ziemniaki.|
~BOŻE X"D~
- Nareszcie się obudziłaś...Cud, że w ogóle żyjesz.
W ogóle to jak się czujesz?
[– No kofa
wyjebiście. – odpowiedziała kulturalnie (G)Andzia.]
- Dobrze... - Odpowiedziała słabym głosem
dziewczyna.
|Idiotka|
Jednak, po tych słowach, Dawid, jako iż widział, że
Andromeda najprawdopodobniej nie miała siły, aby wstać, |Jak do tego
doszedłeś, Sherlocku?| usiadł obok niej i zaczął czekać, aż odzyska
ona siły, aby wstać. Gdy po parunastu minutach to nastąpiło, oboje wstali i
zaczęli kontynuować swoją pracę, czyli budowę maszyny...
*Oczami ~*Boga Wszechmogącego*~ Grzegorza. ~*Na
jedno wychodzi.*~ ~Help ;_;~*
Jednego dnia, ja i Laura jako iż się nudziliśmy,
postanowiliśmy zobaczyć jak naszym pomocnikom szła budowa tej maszyny.
Wyszliśmy więc do głównego pomieszczenia naszego statku kosmicznego, po czym
zaczęliśmy patrzeć, jak oni harowali. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy
taki dźwięk, jakby ktoś otworzył drzwi do naszego pojazdu, a następnie
przeskakiwał do nas. [A jak to jest możliwe we Wszechświecie, nikt nie
wie.] Od razu odwróciliśmy się. W tym momencie, ujrzeliśmy...Patryka i
Mateusza. Widząc ich, Laura krzyknęła:
~*– MACIE
ZIEMNIAKI NA FRYTKI?!*~
~
~
[JEBŁAM X"D]
- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież
was zabiłam! Nie dość, że sama prawie przy tym zginęłam, to wy bezczelnie
ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!
- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie
ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież do momentu, w którym
mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! -
Spytałem
~*Hmmm, no nie wiem. Może dlatego, że przez
dwadzieścia cztery lata byłeś martwy, a potem nie było okazji?!*~
~Morda mie tam.~
- Później ci to opowiem. - Odrzekła Laura.
- My możemy to potwierdzić, że nas zabiła. - Rzekł
Patryk.
~*Biedny kanon, powinien wziąć udział w akcji "#MeToo".*~
[Jezu xD]
|Ale w sumie coś w tym jest. xD|
Ta Laura to rzeczywiście zajebista jest. Wszystko
potrafi zrobić. Mniejsza. |Kocham twoje podejście do życia. xD| ~Czyż
nie? x"D~ Po chwili rzekłem:
- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem
wy żyjecie, ale mniejsza z tym.
Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na początku
wygrywaliśmy my. Jednak, w pewnym momencie, wygrali Patryk i Mateusz. Bowiem
Patryk pchnął. Andromedę ~*Ta kropka ewidentnie tam jest. ;-;*~ w
kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu, a Mateusz w tym samym kierunku
pchnął Laurę. Po uderzeniu, przez ciało Andromedy i Laury, gdyż na ich
nieszczęście, generator był włączony. [W tym zdaniu ewidentnie brakuje
jednego słowa.] Ehh...|Kofa, jak chce się przedłużać litery, to
należy to robić TYLKO czy razy. Inaczej wygląda to chujowo.| Jaka
szkoda, że go nie wyłączyłem... ~*Prądu byście nie mieli.*~ ~Shut...~ Chwilę
później, obydwie krzyknęły przeraźliwie ~*Jak dziecko, któremu zabrano
iPhone?*~ [Pewnie tak. xDDD] z bólu i osunęły się
nieprzytomne na ziemię. Oczywiście, ja i Dawid, słysząc to, podeszliśmy do
nieprzytomnych, ja do Laury, a Dawid do Andromedy. Kiedy podszedłem do Laury i
chciałem sprawdzić, czy żyła, pierwszy raz tak się bałem. Bałem się, że nie
żyła. Jednak, w pewnym momencie, okazało się, że żyła. W tym momencie, pierwszy
raz w życiu odetchnąłem z ulgą. Od razu podniosłem ją z ziemi i zaniosłem do
kokpitu. ~O, a jednak znałaś fachową nazwę tegoż miejsca.~ Po
znalezieniu się tam, położyłem ją na rozkładanym siedzeniu i zacząłem czekać,
aż się obudzi...
Godzinę później, ujrzałem, że Laura zaczęła się
budzić. Od razu wstałem i podszedłem do niej, i [Ech...A jednak waliłaś
przecinkami przed "i". :<] stanąłem nad nią.
Chwilę później, gdy obudziła się do końca, spytałem:
- Nareszcie się obudziłaś...W ogóle, to jak się
czujesz, skarbie?
- Źle...I słabo się czuję... - Odpowiedziała słabym
głosem Laura.
|Zapomniałaś dodać, że masz Nadkropkozę.|
- Biedactwo moje... - Powiedziałem, gładząc ją po
głowie. Chwilę później, spytałem ją:
[– Wiesz może, jak poprawnie tworzyć zdania po
dialogu, bo mnie tego w szkole nie uczyli?]
- W ogóle to masz siłę mi powiedzieć, co zaszło na
Antarktydzie 24 lata temu?
|Widzę zajebiste priorytety.|
~Prawda? xD~
- Nie...Nie mam siły...Przepraszam, że przedłużam
powiedzenie ci o tym, ale... - Zaczęła Laura.
- No dobrze, już dobrze. - Rzekłem
Po tej rozmowie, ja usiadłem na swoim siedzeniu i
zacząłem patrzeć w dal. Jednak, po godzinie, poczułem, że Laura mocno
przytuliła się do mnie. W tym momencie, odwróciłem się. Gdy zaś ją ujrzałem,
posadziłem ją sobie na kolanach, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [Slade,
ogarnij się. -_-] |Nie. xD| przytuliłem do siebie i
spytałem:
- Opowiesz mi w końcu, jakim cudem ich zabiłaś?
~– Nie. – odpowiedziała Laura i
rozdział się skończył.~
~*Ach, marzenia...*~
- Wtedy, gdy oni zabili ciebie, ja walczyłam dalej.
Lecz, w pewnym momencie, Patryk pchnął mnie w kierunku tego przycisku, którego
przeznaczenie zawsze chciałeś poznać i o które mnie tak męczyłeś. A był to
przycisk autodestrukcji. Po uderzeniu w niego, rozpoczął się proces
autodestrukcji. W tym momencie, wyskoczyłam z pojazdu, gdyż wiedziałam, że
trochę niżej była ta moja latająca deska. Po znalezieniu się na niej, ruszyłam
w kierunku przeciwnym do wybuchu. Niestety, nie zdążyłam uciec, ~*Bo
jam jest pierdoła.*~ przez co spadłam w dół. Od mocnego uderzenia w
ziemię [Zdechłam] ~*Za wiele wymagasz.*~ [Wiem
właśnie. ;"-(] zemdlałam, ale nie umarłam. Gdy się obudziłam i
podniosłam, obok palącego się statku kosmicznego, ujrzałam nieprzytomnych
Patryka i Mateusza. Od razu podeszłam do nich, aby zobaczyć czy żyli. I tu
przysięgam na co mogę przysiąc, że oni byli martwi! Po sprawdzeniu tego,
weszłam na moją latającą deskę i ruszyłam w kierunku |Zachodzącego
słońca. Amen.| powrotnym... - Opowiedziała
~*
Kanon zdechł.*~
Ona jest taka kochana...Zawsze mogę na nią liczyć.
Mniejsza. |Tak bardzo uwielbiam twoje podejście do życia. xD| ~Wiem,
ja też je lubię. xD~ Gdy opowiedziała mi o tym, nastała cisza.
Słychać było tylko dźwięk silników. ~*Z których było słychać
ciche "FUCK THAT SHIT, LET'S START A RIOT!"*~ [Na
ich miejscu każdy z naszej czwórki postąpiłby tak samo. xD] Chwilę
później, mocniej przytuliłem ją do siebie, pierwszy raz w moim życiu
pocałowałem ją i rzekłem:
- Na ciebie zawsze można liczyć, skarbie...
~Umiesz liczyć, licz na siebie.~
- Oj, dziękuję ci... - Rzekła, po czym przytuliła
się do mnie.
Po chwili jednak, spytałem:
- Ale skoro ich zabiłaś, to JAKIM KURWA CUDEM oni
żyją?! Przecież są zwykłymi ludźmi! Na tym świecie tylko mnie da się wskrzesić!
- To w takim razie ty nie jesteś człowiekiem? Więc
kim ty jesteś naprawdę? KIM?! - Spytała Laura.
~*
W mojej obecnej wizji. <3*~
[<3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333
x2]
~Wiem, wiem, jestem
najcudowniejszy. xD~
|I najskromniejszy...|
~To przede wszystkim. XD~
Fuck. Na cholerę to mówiłem?! I tak się nie dowie,
bo mimo iż chciałbym, to nie mogę jej mówić. |Też mi problem. Po prostu
jej powiedz i pokaż.| ~Ty nic nie rozumiesz. Od mojej
zajebistości by padła. x"D~ |Jakiż ty skromny. xD| ~Wiem
X"D~ Mniejsza. |I nasze kochane PODEJŚCIE DO ŻYCIA.
IKS DE.| Po chwili odpowiedziałem:
- Kurwa. Po co ja to mówiłem? Nie dowiesz się kim
jestem. Nie mogę ci tego powiedzieć. Chciałbym, ale nie mogę. ~Nie
chcę cię zabić moją zajebistością.~ Po prostu dalej uważaj, że
jestem człowiekiem, jakby nigdy tu nic nie zaszło.
Po tej rozmowie, dalej siedzieliśmy w ciszy, czasem
tylko o czymś rozmawiając...
*Oczami Laury.*
Jednego dnia, ja i Grzegorz jako iż się nudziliśmy
postanowiliśmy zobaczyć, jak naszym pomocnikom szła budowa tej maszyny.
Wyszliśmy więc do głównego pomieszczenia naszego statku kosmicznego, po czym
zaczęliśmy patrzeć, jak oni harowali. |Lubię cię. Nie, Lauro, nie
ciebie. Grzegorza.| ~^-^~ Jednak, w pewnym
momencie, usłyszeliśmy taki dźwięk, jakby ktoś otworzył drzwi do naszego
pojazdu, a następnie przeskakiwał do nas. [A jakim cudem zrobili to we
Wszechświecie, nawet najwięksi mędrcy Wszechświata nie wiedzą.] Od
razu odwróciliśmy się. W tym momencie, ujrzeliśmy...Patryka i Mateusza. Wait.
CO?! JAKIM KURWA CUDEM ŻYJĄ?! PRZECIEŻ ICH ZABIŁAM!!! Mniejsza. |Kolejna
z zajebistym podejściem do życia. xD| Po chwili rzekłam:
|– A KETCHUP JEST?! Tak frytki bez ketchupu?!|
~
~
[XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD]
- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież
was zabiłam! Nie dość, że sama prawie przy tym zginęłam, to wy bezczelnie
ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!
- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie
ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież do momentu, w którym
mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! -
Spytał ~*orkan*~ ~GTFO!~ ~*:D*~ Grzegorz.
- Później ci to opowiem. - Odrzekłam
- My możemy to potwierdzić, że nas zabiła. - Rzekł
Patryk.
2:0 dla mnie. [Na meczu jesteśmy?] Nawet
oni to potwierdzają. Mniejsza. |XD| Po chwili ciszy, ~*orkan*~ ~OUT!~ Grzegorz
rzekł:
- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem
wy żyjecie, ale mniejsza z tym. Po tej rozmowie zaczęła się walka. Na początku
wygrywaliśmy my. Jednak, w pewnym momencie, wygrali Patryk i Mateusz. Bowiem
Patryk pchnął Andromedę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu, a
Mateusz w tym samym kierunku pchnął mnie. Po uderzeniu, obie krzyknęłyśmy
przeraźliwie ~*jak dziecko, któremu zabrano iPhone*~ z bólu i
osunęłyśmy się nieprzytomne na ziemię...
|To wygląda tak, jakby Grzegorz powiedział to
wszystko na głos.|
~*Nie moja wina, że w zeszycie było to tak
zapisane.*~
~Boże xD~
Godzinę później zaczęłam się budzić. Kilka chwil
potem, gdy obudziłam się do końca, czułam się słabo. Czułam, że musiałam
poleżeć jeszcze godzinę. Jednak, chwilę potem, zobaczyłam nad sobą Grzegorza,
który widząc, że się obudziłam, spytał:
- Nareszcie się obudziłaś...W ogóle, to jak się
czujesz, skarbie?
|– Idealnie jak kapusta po deszczu
meteorytów. – odpowiedziała kulturalnie dziewczyna.|
~
~
[JEZU, JEBŁAM. XDDD]
~:3~
- Źle...I słabo się czuję... - Odpowiedziałam słabym
głosem.
- Biedactwo moje... - Powiedział, gładząc mnie po
głowie. Chwilę później spytał mnie:
~– Marvel czy DC?~
- W ogóle to masz siłę mi powiedzieć, co zaszło na
Antarktydzie 24 lata temu?
- Nie...Nie mam siły...Przepraszam, że przedłużam
powiedzenie ci o tym, ale... - Zaczęłam
- No dobrze, już dobrze... - Rzekł
[W tym opku dużo postaci ma Nadkropkozę Właściwą.]
Po tej rozmowie, Grzegorz usiadł na swoim siedzeniu,
a ja dalej leżałam tam, gdzie wcześniej. Jednak, po godzinie poczułam, że
miałam już siłę wstać. Kiedy to zrobiłam, okazało się, że byłam w
kokpicie ~*Co ty nie powiesz.*~ oraz, że leżałam na
automatycznie rozkładanym i składanym siedzeniu, które teraz automatycznie się
wyprostowało. Po tym, od razu przytuliłam się do Grzegorza, który siedział i
patrzył w dal. Chwilę później, odwrócił się. Kiedy zaś mnie ujrzał, posadził
mnie na kolanach, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [E.C.H...] przytulił
do siebie i spytał:
[– Ukradłaś już te Świeżaki z Biedry?]
|X"D Jebłem|
- Opowiesz mi w końcu jakim cudem ich zabiłaś?
- Wtedy, gdy oni zabili ciebie ja walczyłam dalej.
Lecz, w pewnym momencie, Patryk pchnął |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~Ogar
-.-~ mnie w kierunku tego przycisku, którego przeznaczenie zawsze
chciałeś poznać i, o które [JEZU, BRAK BŁĘDU INTERPUNKCYJNEGO! OOO.OOO] ~*OOOOOO.OOOOOO*~ mnie
tak męczyłeś. A był to przycisk autodestrukcji. Po uderzeniu w niego, rozpoczął
się proces |norymberski| autodestrukcji. W tym momencie,
wyskoczyłam z pojazdu, gdyż wiedziałam, że trochę niżej była ta moja latająca
deska. Po znalezieniu się na niej, ruszyłam w kierunku [Najbliższej
Biedronki.] przeciwnym do wybuchu. Niestety, nie zdążyłam uciec, przez
co spadłam w dół. Od mocnego uderzenia w ziemię zemdlałam, ale nie umarłam. Gdy
się obudziłam i podniosłam, obok palącego się statku kosmicznego, ujrzałam
nieprzytomnych Patryka i Mateusza. Od razu podeszłam do nich, aby sprawdzić,
czy |Mieli naklejki na Świeżaki.| żyli. I tu przysięgam na co
mogę przysiąc, że oni byli martwi! Po sprawdzeniu tego, weszłam na moją
latającą deskę i ruszyłam w kierunku powrotnym... - Opowiedziałam
~*
Kanon uciekł na Alaskę.*~
W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko
dźwięk silników. |Z których dobiegało ciche "LET IT
BURN!".| [x"D Chciałabym to usłyszeć.] Chwilę
później mocniej przytulił mnie do siebie, pierwszy raz w życiu pocałował i
rzekł:
- Na ciebie zawsze można liczyć, skarbie...
- Oj, dziękuję ci... - Rzekłam, po czym przytuliłam
się do niego.
Po chwili jednak, spytał:
[JEZU, ZDANIE DOBRZE ODDZIELONE! O.O] |OOO.OOO|
- Ale skoro ich zabiłaś, to JAKIM KURWA CUDEM oni
żyją?! Przecież są zwykłymi ludźmi! Na świecie tylko mnie da się
wskrzesić!
- To w takim razie ty nie jesteś człowiekiem? Więc
kim ty jesteś naprawdę? KIM?! - Spytałam
Chciałam wiedzieć, z kim się zadawałam tyle
czasu...Chciałam wiedzieć, kto mnie kiedyś uratował...I dzięki komu żyłam...
~*
<3*~
[<333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333
x3]
~No wieeem. xD~
|Skromność twoja jest
wszechobecna. xD|
~Wieeem x"D~
Jednak, po chwili Grzegorz powiedział:
- Kurwa. Po co ja to mówiłem? Nie dowiesz się kim
jestem. Nie mogę ci tego powiedzieć. Chciałbym, ale nie mogę. Po prostu dalej
uważaj, że jestem człowiekiem, jakby nigdy tu nic nie zaszło.
<Płacze>. Czyli nigdy nie dowiem się, dzięki
komu tak naprawdę żyłam...I z kim się zadawałam...;-'C ~*EMOTKA W
OPOWIADANIU?! NA STOS!*~ Jednak po tej rozmowie, dalej siedzieliśmy w
ciszy, czasem tylko o czymś rozmawiając...
*Oczami Dawida. |*Dejwida|*
~*W tym momencie na razie przerwiemy analizę, bo
muszę iść się wykąpać. Jeśli nic nie dopiszę do dwudziestej pierwszej
trzydzieści, możemy uznać, że analiza na dziś jest przerwana.*~
|<Patrzy z nadzieją.>|
~*Jest na to wiele szansy, ale jutro...*~
|Tak, wiemy. :<|
Któregoś dnia, kiedy ja i Andromeda dalej
budowaliśmy tą [*tę] maszynę, w pewnym momencie usłyszeliśmy
dźwięk otwierających się drzwi od kokpitu, a następnie poczuliśmy na sobie
wzrok Grzegorza i Laury. Nie zareagowaliśmy jednak |Bo byliśmy
chamami.| i dalej kontynuowaliśmy to, co zaczęliśmy. Lecz, w pewnym
momencie usłyszeliśmy taki dźwięk jakby ktoś otworzył drzwi główne do pojazdu,
w którym byliśmy a następnie taki dźwięk jakby ktoś do nas przeskoczył. ~*Dalej
nie wiem, jakim cudem było to możliwe w przestrzeni kosmicznej.*~ ~Nikt
tego nie wie.~ Słysząc to, od razu się odwróciliśmy. Kiedy to
zrobiliśmy, ujrzeliśmy jakichś dwóch chłopaków, których skądś kojarzyłem, ale
nie mogłem sobie przypomnieć skąd. ~Chciałbym się dłużej rozpisać,
ale zostawię moje wywody na końcową analizę.~ Chwilę później, po
ujrzeniu ich, Laura krzyknęła:
- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież
was zabiłam! [Zabiłaś to ty kanon.] Nie dość, że sama przy tym
prawie zginęłam, to wy bezczelnie ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja
wina!
- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie
ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież do momentu, w którym
mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! - Spytał
Grzegorz.
~*Któryś z nas już się wypowiadał na ten temat, więc
nie będę tego wałkować w nieskończoność.*~
- Później ci to opowiem. - Odrzekła Laura.
|Przynajmniej teraz to samo krzywdzenie kanonu nie
będzie powielane, bo mamy inną postać.|
- My możemy to potwierdzić, że nas zabiła. - Rzekł
jeden z nich.
- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem
wy żyjecie, ale mniejsza z tym. - Powiedział ON.
|Pamiętacie, jak mówiłem, że jeszcze jedno "on" i zajebię?|
~<Pożycza dezintegrator.>~
|Danke :3|
~Spoko. Nie tylko ciebie już to wkurza.~
Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na początku
wygrywaliśmy my. Jednak, w pewnym momencie wygrali nasi wrogowie. [A te
dwa zdania można byłoby połączyć w jedno.] Bowiem jeden z nich pchnął
Andromedę w kierunku ściany z -jak się później okazało- ~Tu powinny
być przecinki, a nie myślniki, korwde.~ wbudowanym generatorem
prądu, a drugi z nich, w tym samym kierunku pchnął |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [Ogar,
no. -.-] |Nie. XD| Laurę. Po uderzeniu, przez ciało
Andromedy i Laury najprawdopodobniej przepłynął prąd. |No shit,
Sherlock.| Chwilę później, obie przeraźliwie krzyknęły z bólu i
osunęły się nieprzytomne na ziemię. W tym momencie, ja i Grzegorz odwróciliśmy
się. Chwilę później, usłyszeliśmy taki dźwięk jakby nasi wrogowie przeskakiwali
na swój statek kosmiczny, a następnie dźwięk zamykanych drzwi głównych naszego
pojazdu. ~*Te hipernierealistyczne sytuacje mnie dobijają.*~ [Nie
tylko ciebie.]
Jednak, ja od razu podszedłem do Andromedy aby
sprawdzić czy ta żyła. ~*Bo po co podbiec.*~ Po chwili, ku
mojemu szczęściu [A analizatorów i czytelników nieszczęściu.] okazało
się, że żyła ona. W tym momencie odetchnąłem z ulgą. Następnie zaś podniosłem
ją z ziemi i posadziłem koło jeszcze niedokończonej maszyny. Następnie zaś,
zacząłem czekać aż ta się obudzi... |Broń Boże, abyś się czymś zajął,
na przykład DOKAŃCZANIEM MASZYNY!|
Godzinę później ujrzałem, że Andromeda zaczęła się
budzić. Chwilę później, kiedy obudziła się do końca, rzekłem:
- Nareszcie się obudziłaś...Cud, że w ogóle żyjesz.
W ogóle to jak się czujesz?
~*– Wspaniale jak grzyby po kwaśnym
deszczu. – odpowiedziała (G)Andzia.*~
~Jebłem xD~
- Dobrze... - Odpowiedziała słabym głosem Andromeda.
[Kłamliwa suka.]
Jednak, po tych słowach, jako iż widziałem, że
Andromeda najprawdopodobniej nie miała siły aby wstać, [Jak to
wydedukowałeś, Sherlocku?] usiadłem obok niej i zacząłem czekać aż
odzyska ona siły aby wstać. Gdy po parunastu minutach to nastąpiło, oboje
wstaliśmy i zaczęliśmy kontynuować naszą pracę czyli budowę maszyny...
~Bośmy się przez tak potężne dwa rozdziały nie
zorientowali. -_-~
*Oczami ~*Tępej Kurwy.*~ Andromedy. ~*Na jedno
wychodzi.*~*
Któregoś dnia, kiedy ja i Dawid |*Dejwid| dalej
budowaliśmy tą [*tę] maszynę, w pewnym momencie usłyszeliśmy
dźwięk otwierających się drzwi do kokpitu, a następnie poczuliśmy na sobie
wzrok Grzegorza i Laury. Nie zareagowaliśmy jednak ~Bo byliśmy
chamscy.~ i kontynuowaliśmy to, co zaczęliśmy. Lecz, w pewnym
momencie usłyszeliśmy taki dźwięk jakby ktoś otworzył drzwi główne do pojazdu,
w którym byliśmy a następnie taki dźwięk jakby ktoś do nas przeskoczył. |Dalej
nie wiemy, jak to było możliwe.| Słysząc to od razu się odwróciliśmy.
Kiedy to zrobiliśmy, ujrzeliśmy jakichś dwóch chłopaków. Chwilę później, po
ujrzeniu ich, Laura krzyknęła:
- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież
was zabiłam! Nie dość, że sama przy tym prawie zginęłam, to wy bezczelnie ożywacie!
Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!
~To jest takie...takie nudne.~
~*Właśnie wiem. A wyobraź sobie, że ja ciągle to
samo muszę tu przepisywać, bo drugi rozdział nie jest na moim dysku
komputerowym.*~
~Współczuję~
- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie
ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież do momentu, w którym
mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! -
Spytał ~*orkan*~ ~<Wściekle wzdycha.>~ Grzegorz.
- Później ci to opowiem. - Odrzekła Laura.
- My możemy to potwierdzić, że nas zabiła. - Rzekł
jeden z nich.
- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem
wy żyjecie, ale mniejsza z tym. - Powiedział ON|IACZ|.
Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na początku
wygrywaliśmy my. Jednak, w pewnym momencie wygrali nasi wrogowie. Bowiem jeden
z nich pchnął |( ͡° ͜ʖ ͡°)| [Ja już nie będę komentować...] mnie
w kierunku ściany z -jak się później okazało- ~Ja na temat tych
myślników już się wypowiadałem.~ wbudowanym generatorem prądu, a
drugi z nich, w tym samym kierunku pchnął |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Ja
też przestanę to komentować...*~ Laurę. Po uderzeniu, przez nasze
ciała przepłynął prąd. Chwilę później, obie przeraźliwie ~*jak gimbus
bez nowego iPhone*~ krzyknęłyśmy przeraźliwie ~*To powtórzenie
ewidentnie jest w zeszycie.*~ [;=;] z
bólu i osunęłyśmy się nieprzytomne na ziemię...
~
~
Godzinę później, ~*STOPER!*~ gdy
obudziłam się, czułam się jeszcze słabo. Wszystko widziałam jak przez mgłę.
Czułam również, że nie mogłam wstać. Chwilę później, ujrzałam przed sobą
Dawida, |*Dejwida| który widząc, że się obudziłam, rzekł ze
słyszalną ulgą w głosie:
[– A jednak będę miał kogo wykorzystywać.]
~I prawilnie. xD~
- Nareszcie się obudziłaś...Cud, że w ogóle żyjesz.
W ogóle to jak się czujesz?
~*– Świetnie jak Europa po przebiegunowaniu
Ziemi. – odpowiedziała (G)Andzia.*~
~Leżę x"D~
- Dobrze... - Odpowiedziałam słabym głosem.
|Zakłamana szmata.|
Jednak, po tych słowach, Dawid |*Dejwid| jako
iż najprawdopodobniej widział, że nie miałam siły aby wstać, ~*Captain
Obvious nam się tu produkuje.*~ gdyż usiadł obok mnie i zaczął czekać
wraz ze mną aż odzyskam siły aby wstać. ~*To zdanie ewidentnie tak
wygląda w zeszycie.*~ |Tobie na serio nie chciało się tego pisać,
ale nie dziwię się tobie. Mnie też by się nie chciało.| ~Bym coś
powiedział, ale znam odpowiedź na moje pytanie. -=-~ Gdy po
parunastu minutach to nastąpiło, oboje wstaliśmy i zaczęliśmy kontynuować swoją
pracę, czyli budowę maszyny... [WIEMY!]
*Oczami Patryka.*
~Kurwa, nareszcie chociaż, w większości, zmiana
scenerii. -_-~
Jednego ranka, postanowiłem pójść do Mateusza trochę
pozawracać mu głowę. [Jak to dobrzy koledzy robią. ;D] ~*W
serii to była norma. xD*~ Kiedy zaś byłem już pod jego domem i kiedy
on |Nosz...| mnie wpuścił do środka, zaproponowałem:
|~*NIE!*~ Ej! To moja kwestia! ~*xD*~|
- Ej, może polecielibyśmy jakimś statkiem kosmicznym
przeszkodzić tej całej trójce?
- Po pierwsze to czwórce, a po drugie, idioto, ~Dobrze
powiedziane.~ skąd wynajdziesz statek kosmiczny? - Spytał Mateusz.
- Po pierwsze to trójce, bo jest tam tylko ~*orkan*~ ~Ech...
-_-~ Grzegorz, Dawid |*Dejwid| i Andromeda. Po
drugie, może jakiś na złomowisku znajdziemy. - Rzekłem
~
[Leżę xD]
- Czwórka ich tam jest. Laura jeszcze przecież żyje.
A Grzegorz napewno |nie lubi literówek.| ją odnalazł, a
przecież wiesz, że ona jego nigdy nie opuści. - Odparł Mateusz.
- Przecież po tym wybuchu, [JEBUDU!] mimo
tego iż ma |Downa| tą swoją latającą deskę, ~*Która na
dobrą sprawę nigdy w FanFiction się nie pojawi.*~ spadła na ziemię. -
Powiedziałem
- Ale w tak niefortunnym miejscu spadła, że tylko
wbiła się w śnieg. - Powiedział Mateusz.
Po tej rozmowie, mimo wszystko, wyszliśmy z domu i
udaliśmy się na pobliskie złomowisko i z nadzieją, że znajdziemy cel naszych
poszukiwań, zaczęliśmy szukać. ~Pomijając ich debilizm, oczywiście,
wyszli z domu nawet bez słowa refleksji. SUPER. -_-~ W pewnym
momencie, ku naszemu szczęściu, znaleźliśmy cel naszych poszukiwań. Po wejściu
do środka, ujrzeliśmy kluczyki. Kiedy zaś spróbowaliśmy uruchomić pojazd,
okazało się, że działał on.
~*
Fakt, są pod Sosnowcem, ale bez
przesady. -_-*~
To akurat było dziwne. Działający statek kosmiczny,
który pojawił się z dupy na złomowisku. [HALINA, MAM ZAWAŁ! PRZEBŁYSK
INTELIGENCJI! O.O] ~O KURWA! OOO.OOO~ W tym
momencie popatrzyliśmy po sobie, po czym ruszyliśmy w drogę. ~Ech...
:<~
Paręnaście minut później, gdy już znaleźliśmy się we
Wszechświecie, bardzo szybko odnaleźliśmy statek kosmiczny Grzegorza i Laury.
Po zatrzymaniu się koło pojazdu, otworzyliśmy drzwi i szybko przeskoczyliśmy na
drugą stronę. [Co nie jest możliwe, ale jebać to.] Po
znalezieniu się tam, ujrzeliśmy Grzegorza, Laurę, Dawida, |*Dejwida| i
Andromedę, którzy słysząc, że przeskoczyliśmy do ich pojazdu, odwrócili się. Po
ujrzeniu nas, Laura krzyknęła:
- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież
was zabiłam! Nie dość, że sama przy tym prawie zginęłam, to wy bezczelnie
ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!
~*<Szturcha Grzegorza.> Grzegorz! Nie śpij!
Jeszcze około czterech i pół strony!*~
~C-Co? A, sorki, nudzę się po prostu.~
|My też, niestety.|
- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie
ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież do momentu, w którym
mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! -
Spytał ~*orkan*~ ~...~ Grzegorz.
- Później ci to opowiem. - Odrzekła Laura.
- My możemy to potwierdzić, że nas zabiła. -
Rzekłem. [Po chuj tu ta kropka, nie wiadomo.]
- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem
wy żyjecie, ale mniejsza z tym. - Powiedział ON|IACZ|.
Po tej rozmowie, zaczęła się walka. Na początku
wygrywali ~*orkan*~ ~ECH... -___-~ Grzegorz,
Laura, Dawid |*Dejwid| i Andromeda. Jednak, w pewnym momencie
wygraliśmy my. [Bo jesteśmy Gary Stu.] Bowiem ja
pchnąłem, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| Andromedę w kierunku ściany z -jak się
później okazało- ~Znowu te myślniki...~ wbudowanym
generatorem prądu, a Mateusz w tym samym kierunku pchnął |( ͡° ͜ʖ ͡°)| Laurę.
Po uderzeniu, przez ciała Andromedy i Laury najprawdopodobniej przepłynął
prąd. |Jak żeś to wydedukował, Sherlocku?| Chwilę później,
obie krzyknęły przeraźliwie ~*jak po dostaniu białego iPhone zamiast
czarnego*~ z bólu i osunęły się nieprzytomne na ziemię. W tym
momencie, Grzegorz i Dawid |*Dejwid| słysząc to, odwrócili się
i podeszli do nieprzytomnych. Grzegorz do Laury, a Dawid |*Dejwid| do
Andromedy. [Ta informacja była dla nas niezbędna.] Kiedy nikt
już nie patrzył, ja i Mateusz przeskoczyliśmy na swój statek kosmiczny [Jak,
to pozostanie tajemnicą.] i ruszyliśmy w drogę powrotną na Ziemię...
*Oczami Mateusza.*
Jednego ranka, w pewnym momencie spokojnego dnia
usłyszałem dzwonek do furtki. Na początku pomyślałem, że to Katerin |Płonę
;-;| coś chciała, ale mimo wszystko wyjrzałem przez okno. Po zrobieniu
tego, ujrzałem ~*Boga Wszechmogącego, który przyszedł cię zajebać.*~ ~W
takim wypadku, przeteleportowałbym się do jego chacjendy.~ Patryka.
Mimo wszystko, wpuściłem go do środka. ~*Bez obowiązkowego opierdolenia
go, że przyszedł. Jaki ten FanFiction niekanoniczny, ło ja nie mogę.*~ Kiedy
już wszedł do mego domu, zaproponował:
|[NIE!] E! To moja kwestia! [:D]|
- Ej, może polecielibyśmy jakimś statkiem kosmicznym
przeszkodzić tej całej trójce?
- Po pierwsze to czwórce, a po drugie, idioto, skąd
wynajdziesz statek kosmiczny? - Spytałem
- Po pierwsze to trójce, bo jest tam tylko ~*orkan*~ ~Ja
nic nie mówię...~ Grzegorz, Dawid |*Dejwid| i
Andromeda. Po drugie, może jakiś na złomowisku znajdziemy. |Ja już
nawet nie komentuję tej hipernierealistyczności.|
- Czwórka ich tam jest. Laura jeszcze przecież żyje.
A Grzegorz napewno [zajebałby nas za literówki.] ją odnalazł,
a przecież wiesz, że ona jego nigdy nie opuści. - Odparłem
- Przecież po tym wybuchu, ~*który wysadził
cały kanon,*~ mimo tego iż miała tą swoją latającą deskę, spadła na
ziemię. - Powiedział Patryk.
- Ale w tak niefortunnym miejscu spadła, że tylko
wbiła się w śnieg. - Powiedziałem
Po tej rozmowie, mimo wszystko, wyszliśmy z domu i
udaliśmy się na pobliskie złomowisko i z nadzieją, że znajdziemy cel naszych
poszukiwań, zaczęliśmy szukać. ~Oczywiście nawet bez słowa
refleksji. FANTASTYCZNIE. -__-~ W pewnym momencie, ku naszemu
szczęściu, znaleźliśmy cel naszych poszukiwań. Po wejściu do środka, ujrzeliśmy
kluczyki. Kiedy zaś spróbowaliśmy uruchomić pojazd, okazało się, że działał on.
~*
~O Jezu. xD~
Nieźle. Działający statek kosmiczny, który z dupy
wziął się na złomowisku. [Nic, tylko kraść. ;D] W tym momencie
popatrzyliśmy po sobie, po czym ruszyliśmy w drogę...
Paręnaście minut później, gdy już znaleźliśmy się we
Wszechświecie, bardzo szybko odnaleźliśmy statek kosmiczny Grzegorza i
Laury. |Bo mieliśmy nawigację.| Po zatrzymaniu się koło
pojazdu, otworzyliśmy drzwi i szybko przeskoczyliśmy na drugą stronę. [Korzystając
z mocy Opkolandii.] Po znalezieniu się tam ujrzeliśmy Grzegorza,
Laurę, Dawida |*Dejwida| i Andromedę, którzy słysząc, że
przeskoczyliśmy do ich pojazdu, odwrócili się. Po ujrzeniu nas, Laura krzyknęła:
[– MACIE ŚWIEŻAKI?!]
|Leżę xD|
- No nie! Jakim prawem wy jeszcze żyjecie?! Przecież
was zabiłam! Nie dość, że sama przy tym prawie zginęłam, to wy bezczelnie
ożywacie! Grzegorz, przyznaj się, że to twoja wina!
- Ja to bym ich jeszcze bardziej dobił, a nie
ożywiał. A w ogóle to JAKIM CUDEM ich zabiłaś?! Przecież do momentu, w którym
mnie zabili - żyli. I dlaczego ja się dowiaduję o tym DOPIERO TERAZ?! -
Spytał ~*orkan*~ ~. . .~ Grzegorz.
- Później ci to opowiem. - Odrzekła Laura.
- Dobra. Nie wiem jak jej się to udało i jakim cudem
wy żyjecie, ale mniejsza z tym. - Powiedział Grzegorz.
[Tu ewidentnie brakuje jednej kwestii.]
~*Wiem. Skapnęłam się dopiero dzisiaj, ale tak jest
w zeszycie.*~
|;==;|
Po tej rozmowie zaczęła się walka. Na początku
wygrywali ~*~SHUT UP!~ Ej! To moja kwestia! ~:D~*~ Grzegorz,
Laura, Dawid i Andromeda. Jednak, w pewnym momencie, wygraliśmy my. [Oczywiście] Bowiem
Patryk pchnął |( ͡° ͜ʖ ͡°)| Andromedę w kierunku ściany z -jak
się później okazało- ~Nosz...~ wbudowanym generatorem
prądu, a ja w tym samym kierunku pchnąłem |( ͡° ͜ʖ ͡°)| Laurę.
Po uderzeniu, przez ciała Andromedy i Laury najprawdopodobniej przepłynął
prąd. [Kolejny Captain Obvious...] Chwilę później, obie
krzyknęły przeraźliwie ~*jak gimbus widząc jeden like*~ z bólu
i osunęły się nieprzytomne na ziemię. W tym momencie, Grzegorz i Dawid |*Dejwid,
do cholery!| [x'D] słysząc to, odwrócili się i podeszli do
nieprzytomnych. Grzegorz do Laury, a Dawid do Andromedy. |Bez tej
informacji nasze życie nie byłoby kompletne.| Kiedy nikt już nie
patrzył, ja i Patryk przeskoczyliśmy na nasz ~zajumany~ statek
kosmiczny i ruszyliśmy w drogę powrotną na Ziemię...
~*I tym optymistycznym akcentem zanalizowaliśmy
drugi rozdział i nie muszę już żadnego przepisywać. Jako, iż tak grzecznie
wytrwaliście i analizowaliście, jutro dam wam spokój. ;-)*~
|[~DZIĘKI! :-)~]|
~*Nie ma za co. Ja też muszę trochę od tego
odpocząć. A teraz, idę spać, bo jutro nie wstanę.*~
__________________________________________________
CZAS NA PRZERYWNIK:
[Nudzę się...]
~*...*~
[Eeejjj...Nuuudzęęę sięęę!]
~*...*~
|Ja w sumie trochę też.|
~*...*~
~EJJJ!!! Ja też się nudzę. :<~
~*No dobra, zanalizujmy jeszcze jeden rozdział.
;-;*~
KONIEC PRZERYWNIKA
___________________________________________________
Rozdział III – Porwanie
|DUN DUN DUUUN!|
Parę tygodni później, Dawid |*Dejwid, do
cholery! Nauczcie się pisać jego imię poprawnie!| ~X"D~ i
Andromeda skończyli budować maszynę. Kiedy zaś to nastąpiło, chłopak rzekł:
[– Co za chuj!]
- No. I już skończyliśmy. Jeszcze tylko ta jedna
część i wszystko będzie gotowe w 100 %. ~Spacja, spieprzaj!~
W tym momencie, kiedy Dawid |*Dejwid| wypowiedział
te słowa, poczuli, że pojazd, w którym się znajdowali, ruszył. Czując to,
chłopak powiedział:
- Wiesz, coś czuję, że oni nasze rozmowy
podsłuchują.
~
~
- No w sumie może masz racje. No, bo przecież
niemożliwe, aby nie wychodząc tu od tygodnia wiedzieli, że już skończyliśmy. –
Odparła Andromeda.
[A ten dialog pełen emocji został wam przedstawiony
przez Dejwida i Gandzię.]
Po tej rozmowie, zaczęli oni czekać, aż wylądują. Po
paru minutach zaś, kiedy tak się stało, ujrzeli, że drzwi do pomieszczenia, w
którym byli, otworzyły się. Od razu wyszli oni na zewnątrz. Kiedy już byli na
dworze, pierwszy raz od tygodnia ujrzeli ~*Jeden z moich wielu sensów
życia.*~ ~;_;~ Grzegorza i Laurę. Chwilę później, ~*orkan*~ ~ECHHHHH...
-_-~ |To znaczy, że cię lubi, jak tak ci dokucza.| ~Zajebisty
sposób na okazanie przyjaźni. -_-~ Grzegorz spytał:
- Dobra. To gdzie teraz mamy iść?
- Do tamtego bloku. – Odpowiedział Dawid, |*Dejwid| wskazując
na odpowiedni budynek.
Po tych słowach, gdy chcieli już ruszyć,
Dawid, |*Dejwid| patrząc na Laurę, pomyślał:
„W ogóle, to brzydka ona jest. Nie rozumiem, jak
Grzegorz może ją lubić. Nie dość, że niska, brzydka, to jeszcze blada jak
wampir. Co on może w niej widzieć?"
~
~
|XDDD|
Jednak, w tym momencie, gdy to pomyślał, Laura
rzuciła się na niego, po czym chwyciła go z całej siły za szyję i krzyknęła:
- NIE JESTEM BRZYDKA, SKURWYSYNU!!! I NIE ŚMIEJ SIĘ
Z MOJEGO WZROSTU ORAZ WYGLĄDU!!!
~
~
W tym momencie, Grzegorz zaśmiał się, ~O,
idealnie!~ po czym powiedział:
- Wspomniałem, że ona umie czytać w myślach? [To
nic, że wcześniej to nie zostało wspomniane.] Więc w obrębie 30 km od
niej, najlepiej nie obrażać jej słownie jak i w myślach. Takie tam, zero
prywatności. |Kim Dzong Un Lubi to!|
Po czym podszedł do Laury i powiedział do niej:
- Lauro, skarbie, zostaw go. Zabijesz go, gdy nie
będzie nam już potrzebny.
|Uwielbiam cię. xD|
~Dzięki xD~
- NIE ZOSTAWIĘ GO!!! MA ZGINĄĆ, CIUL PIERDOLONY!!! –
Krzyknęła. ~*Kropka, spadaj!*~
- Skarbie...Proszę cię. Oni są nam jeszcze
potrzebni. – Odparł Grzegorz, po czym drugi raz w życiu, pocałował ją. |~Zamknij
się.~ E! To moja kwestia! ~:D~| W
tym momencie, Laura niechętnie puściła już bladego z powodu braku powietrza
Dawida, |*Dejwida| po czym rzekła z niechęcią w głosie:
- Eh...No dobra...Niech ci będzie.
Po tej rozmowie, we czwórkę ruszyli w kierunku
odpowiedniego bloku...
Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, poszli do
odpowiedniego mieszkania. ~*Skąd wiedzieli, które to, nikt nie wie.*~ Kiedy
znaleźli się przed drzwiami i spróbowali je otworzyć, okazało się, że były one
otwarte.
~
Jak można być tak głupim? XDDD~
Od razu cicho je otworzyli. W tym momencie,
zobaczyli, że Katerin [Płonę ;-;] najprawdopodobniej ich nie
zauważyła. Od razu zaszli ją od tyłu, |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)| po czym Andromeda chwyciła jakąś metalową rurkę, ~Którą
podstawili scenarzyści.~ która leżała na podłodze i z całej siły
uderzyła Katerin |Umieram ;-;| w głowę. Chwilę później,
dziewczyna upadła nieprzytomna na podłogę...
W tym momencie, Dawid |*Dejwid| związał
ją, [Tymi linami, które magicznie pojawiły się w jego ręcach.] |Ręcach
xD| po czym podniósł i zniósł do piwnicy. Gdy tam się znalazł i on, i
jego towarzysze, ujrzeli lasery. Widząc je, Grzegorz wyłączył przeszkodę za
pomocą przycisku, który ujrzał na ścianie. ~*Aż mnie plecy zabolały od
tej głupoty.*~ Następnie, podeszli oni do sejfu, posadzili Katerin na
podłodze i chcieli otworzyć drzwiczki. Jednak, w tym momencie, na ekraniku
drzwi, ujrzeli wielki napis:
|
|
~*Lol, zaraz jebnie limit obrazków.*~
[XD Ale nimi napieprzamy.]
„WPROWADŹ SZEŚĆ HASEŁ."
- KURWA!!! Musiała tu jeszcze hasła ustawić! –
Krzyknęła Laura.
- W sumie nie dziwne. Tuba jest cenna, więc
idiotyzmem by było pozostawienie ją [Chyba jej.] na pastwę
losu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz.
Jednak, po tych słowach, zaczęli się oni
głowić ~*Przeczytałam "gwałcić". ;_;*~ |(
͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡°
͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| nad pierwszym hasłem...
Tymczasem, parę minut później, Katerin ~Zdycham
;_;~ obudziła się. Kiedy otworzyła oczy, ujrzała, że siedziała
związana w swojej piwnicy. Chwilę później, usłyszała jakiś kobiecy głos, który
mówił:
[– Lubię ziemniaki.]
- Ma ktoś pomysł, jakie może być pierwsze hasło?
- Teoretycznie powinno to być jakieś niemieckie
zdanie, jak zawsze zresztą, ~*Więc to jest zasada! ;"-)*~ ale
praktycznie cholera wie, jakie tu może być. – Dało się słyszeć jakiś
nienaturalny, gruby~*, zajebisty*~ ~;_;~ ~*:>*~ męski
głos.
W tym momencie, Katerin [;___;] wiedziała,
że to co mówił jej Patryk, było prawdą. |Bo jakby nie było prawdą,
nasze życie nie miałoby sensu.| Od razu spróbowała ona wyciągnąć
telefon z kieszeni. Kiedy zaś jej się to udało, napisała SMS-a do Patryka i
Mateusza o treści:
„Proszę...Pomóżcie mi...|Dejwid zajebał mi
naklejki na Świeżaki.|"
~JEBŁEM X"D~
Po czym wysłała. Jednak, w tym momencie zorientowała
się, że nie wyciszyła komórki, przez co dało się słyszeć dźwięk wysłania
SMS-a... [Brawo, pierdolcu.]
W tym samym czasie, kiedy oprawcy Katerin |;_;| głowili
się nad hasłem, usłyszeli dźwięk wysyłania SMS-a. W tym momencie, Andromeda
spytała:
[– Kurwa, co za debil napierdala w Pokemony?]
- Ktoś z was właśnie wysłał SMS-a? Bo ja nie,
zostawiłam telefon w domu.
- Nie, ja nie. Praktycznie nie korzystam z telefonu.
– Odpowiedział Dawid.
~Powiedz mi, jak to jest żyć bez mózgu?~
- Ani ja. Mój telefon jest wyładowany. – Odrzekła
Laura.
[Power bank nie istnieje.]
- Ja też nie. Prawie w ogóle nie korzystam z telefonu.
~
~
|
|
A SMS-ów z niego nie wysyłam. – Odparł Grzegorz.
W tym momencie wiadomo było, że była to ~*Dziewczyna
Z Źle Napisanym Name.*~ |IKS DE XD| Katerin. Od razu cała
czwórka się odwróciła, po czym Dawid |*Dejwid| złamał
Katerin ~*<Płacze>*~ rękę i krzyknął:
[– ODDAWAJ ŚWIEŻAKI, PINDO!]
- Zostaw ten telefon!!! Nikt cię nie uratuje!!!
Chwilę później, Andromeda przystawiła jej do głowy
pistolet [Skąd. On. Się. Tu. WZIĄŁ, KURWA?!] |Magia
Opkolandyi.| i powiedziała:
- Gadaj, jakie są hasła, albo zginiesz marnie.
- Spierdalaj. – Rzekła Katerin.
~UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!! ALE IM
POCISNĘĘĘŁAAA!!! -.-~
Po tych słowach, Andromeda chciała pociągnąć za
spust. Jednak, w tym momencie, Katerin rzekła:
- No dobra, dobra, już [oddaję Świeżaki.] mówię.
Pierwsze hasło to „Przepiękna niezapominajka.". Po niemiecku. ~*;"-)*~ Od
tyłu.
- Kurrrrrr....Nie mogłaś po angielsku?! – Spytała
Andromeda.
~Nie, dziwko. Trzeba znać wiele języków, kofa.~
- Nie. – Odpowiedziała Katerin.
- Przecież to łatwe..."Przepiękna
niezapominajka" to po niemiecku „Wunderschön vergissmeinnicht ~*O
lol, moje byłe hasło do Wi-Fi. xD*~ |;___;|". Wystarczy
wpisać to od tyłu." – Rzekł Grzegorz, po czym podszedł do odpowiedniej
klawiatury i wpisał hasło. Chwilę później, na ekraniku pojawił się napis:
["xD Zjebałeś xD"]
„HASŁO „thcinniemssigrev nöhcsrednuW" |UMARŁEM
;_;| ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym pierwsza z sześciu kłódek otworzyła się. W
tym momencie, Andromeda rzekła:
~*– Who
now listen to Loko Radio?*~
|Weź ty zmień nutę...|
~*NIE xD*~
|;-;|
- Gadaj zaraz, jakie jest drugie hasło.
- „Cudowny tulipan". Po niemiecku. ~*;""-)*~ Od
tyłu. – Odpowiedziała Katerin.
- Ja pierdolę...Że też musiałam w szkole uczyć się
tego pieprzonego ~*ZGADZAM SIĘ! ZAJEBAĆ FRANCUZÓW!*~ francuskiego...
- Rzekła Andromeda.
- Wymówka tygodnia. Ja też w szkole uczyłam się
francuskiego, a jakoś umiem i niemiecki~*, bo jestem fajna.*~. Mniejsza.
Kolejne łatwe hasło. Przecież „Cudowny tulipan" to po niemiecku
„Wunderschön tulpe". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparła Laura, po
czym podeszła do odpowiedniej klawiatury i napisała odpowiednie hasło. Po
chwili, na ekraniku pojawił się napis:
~"Lolix, nie. Wypchaj się i szukaj bardziej
skorego do współpracy komputera."~
„HASŁO „eplut nöhcsrednuW" [UMRZYŁAM
;_;] ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym druga z sześciu kłódek otworzyła się. W tym
momencie, Laura rzekła:
- A teraz gadaj, jakie jest trzecie hasło.
- „Przegrać zawody". Po niemiecku. Od tyłu. –
Odparła Katerin.
- No kurwa! Musisz wymyślać takie trudne ~**Łatwe*~ hasła?!
– Krzyknął Dawid |*Dejwid|.
- Przecież to jest banalne. „Przegrać zawody"
to po niemiecku „Verlieren wettkämpfe". Wystarczy napisać to od tyłu. –
Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wpisał odpowiednie
hasło do komputera. Kilka chwil później, na ekraniku pojawił się napis:
["Lubię ziemniaki."]
„HASŁO „efpmäkttew nereilreV" |;_;| ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka trzecia z sześciu się otworzyła. W
tym momencie, Dawid |*Dejwid| powiedział:
- Ok. A teraz gadaj, jakie jest czwarte hasło.
- „Zmywać tablicę." Po niemiecku. Od tyłu. –
Odpowiedziała ~*Dziewczyna Z Źle Napisanym Name.*~ Katerin.
- To już czwarte hasło, a ona nic trudnego nie
potrafi wymyślić. Przecież to jest banalne. „Zmywać tablicę" to po
niemiecku „Spülen tafel". Wystarczy wpisać to od tyłu. – Odparła Laura, po
czym podeszła do komputera i wpisała w nim odpowiednie hasło. W tym momencie,
na ekraniku pojawił się napis:
~*"Zimno mi w stopy."*~
~XDDD~
„HASŁO „lefat
nelüpS" [Dobra, to jeszcze pół biedy.] ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka czwarta z sześciu się otworzyła. Po
paru sekundach, Andromeda rzekła:
- A teraz – jeśli nie chcesz zginąć, gadaj jakie
jest piąte hasło.
- „Mam wiele do zrobienia". Po niemiecku. ~*:3*~ Od
tyłu. – Powiedziała Katerin.
- No rzesz kurwa. To już przedostatnie hasło, więc
mogłabyś się wysilić, aby nam utrudnić, jak to zwykle bywa. |Nie jęcz.
Przecież macie łatwiej.| Przecież to jest cholernie łatwe. „Mam wiele
do zrobienia" to po niemiecku „Ich habe viel zu tun". Wystarczy
napisać to od tyłu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym
wprowadził odpowiednie hasło do komputera. I po paru sekundach, na ekraniku
pojawił się napis:
["Zapłać, Umrzyj, Spierdalaj!"]
„HASŁO „nut uz
leiv ebach hcI" [HCI] ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka piąta |siódma| z
sześciu otworzyła się. W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz
rzekł:
- Jeszcze tylko chwila dzieli nas od zwycięstwa.
Gadaj jakie jest szóste hasło.
- Ależ ty naiwny. Myślisz, że powiem ci ostatnie
hasło? Pojebało? – Rzekła Katerin.
~*TAK MÓWIĆ DO JEDYNEJ SŁUSZNEJ POSTACI W TYM CAŁYM PIERDOLNIKU?!
NA STOS!*~
~Help ;_;~
|Fangirl. Tego się nie pozbędziesz. ;_;|
~*:3*~
- Andromedo... - Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz
do Andromedy.
W tym momencie, Andromeda chciała pociągnąć za
spust. Jednak, po chwili, Katerin rzekła:
- No dobra, dobra. Już wam mówię, tylko mnie nie
zabijajcie. Ostatnie hasło to „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe.". Po
niemiecku. Od tyłu. [*Na wskroś.]
- Czy ciebie dziewczyno pojebało? Jak to możliwe,
aby być takim idiotą i do sejfów z tak cennymi rzeczami dawać banalne
hasła? |Kohwa, skąd ona miała wiedzieć, że ktoś z waszej wesołej
familii znał Deutschowski?| ~*DEUTSCHOWSKI XDDD*~ Przecież
„Czasem daje mi odpisać zadanie domowe." To po niemiecku „Manchmal lässt
er mich die Hausaufgabe abschreiben." Wystarczy napisać to od tyłu. –
Rzekł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wpisał ostatnie hasło do
komputera. Po kilku chwilach na ekraniku pojawił się napis:
|"Lolix, nie ma tak łatwo. Teraz przebiegnij
kulę ziemską sto razy i pogadamy."|
~
~
[JEBŁAM
XD]
"HASŁO
„nebierhcsba ebagfusauaH eid hcim re tssäl lamhcnaM" |[HELP
;_;]| ZAAKCEPTOWANO!
MIŁEGO KORZYSTANIA Z [MOCY WPIERDOLU!] TUBY!"
Po czym kłódka szósta z sześciu się otworzyła.
Chwilę później, główne drzwi do sejfu zostały otwarte. Widząc to, Laura
chwyciła tubę i schowała ją do kieszeni. ~*Typowy Polak.*~ Po
zrobieniu tego, sejf automatycznie się zamknął.
***
|Łuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhu! Czy gwiazdki!|
~*. . .*~
- A mogę ją zabić? – Spytał Dawid |*Dejwid| Grzegorza.
[Co. xD]
- Zabić to nie ma sensu, bo przecież dzięki niej
mamy tą tubę, ale możesz ją pomęczyć. – Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.
|WYOBRAZIŁEM TO SOBIE. XD|
W tym momencie, Dawid, |*Dejwid| wraz
z Andromedą, która się do niego przyłączyła, zaczęli znęcać się nad bezbronną
Katerin. ~JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!~ [Boże,
jaki zaciesz. xD] Kilkadziesiąt minut później, gdy Katerin była już
maksymalnie wykończona, z bólu zemdlała...
Tymczasem, w innym miejscu, Patryk i Mateusz
oglądali [ziemniaki] ~*X"D*~ telewizję. ~M.E.H~ Chwilę
później, usłyszeli oni dźwięk telefonu Patryka. Od razu sprawdzili, co to było.
Okazało się, że był to SMS od ~*Dziewczyny Z Źle Napisanym Name.*~ Katerin.
W tym momencie, od razu odczytali, co tam było. W treści było napisane tylko:
„Proszę...Pomóżcie mi...|Dejwid zajebał mi
Świeżaki...|"
- To oni już na nią napadli? – Spytał Mateusz.
- Najwidoczniej tak. No, ale musimy jej pomóc! –
Odpowiedział Patryk.
~A po chuj?~
[A tak dla funu.]
Po tej rozmowie, oboje wyszli z domu Mateusza, w
którym byli, po czym udali się do bloku, w którym mieszkała Katerin. Następnie
poszli do jej mieszkania. Kiedy sprawdzili, czy drzwi były zamknięte, ku ich
zdziwieniu okazały się otwarte. ~*XD*~ Po wejściu do środka,
usłyszeli z piwnicy głos Andromedy, która mówiła:
- I co teraz z nią zrobimy?
- Ja to bym [ziemniaki zjadł.] ją
dobił. - Dało się słyszeć głos Dawida |*Dejwida|.
~*A w ogóle: Co. xD*~
- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc
możecie ją dobić. - Dało się słyszeć głos Grzegorza.
~*|Lubię cię.|*~
~^-^~
Po usłyszeniu tego, oboje zeszli na dół. Gdy już się
tam znaleźli, ujrzeli nieprzytomną, związaną Katerin leżącą na podłodze oraz
Andromedę, Dawida, |*Dejwida| Laurę i Grzegorza, którzy
chcieli ją dobić. Jednak, nie zrobili tego, gdyż ujrzeli Patryka i Mateusza.
- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie
innym dupy? – Spytała Laura.
- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin.
Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparł Patryk.
~– Lolix,
nie. – powiedziałem~
- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekł Dawid.
~*XD*~
Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala
zwycięstwa przelewała się to na stronę Dawida, |*Dejwida, do chuja!| Andromedy,
Grzegorza i Laury, to na stronę Patryka i Mateusza. Jednak, w pewnym momencie,
wygrali Patryk i Mateusz. Pchnęli oni Laurę w kierunku ściany z wbudowanym
generatorem prądu. [Było] Pech chciał, że generator był
włączony, ~*A poza tym, super że o tym generatorze wcześniej nie było
mentioned.*~ |To łączenie języków. xD| ~*Cudowne, czyż
nie? xD*~ przez co po chwili przez ciało Laury przepłynął prąd. Parę
sekund później, przeraźliwie krzyknęła ona z bólu i osunęła się nieprzytomna na
ziemię...
W tym momencie, Grzegorz, Dawid |*Dejwid| i
Andromeda odwrócili się. Patryk i Mateusz natomiast, korzystając z okazji,
podnieśli Katerin i wrócili do mieszkania...
Tymczasem, ~*orkan*~ Grzegorz, od
razu podszedł do nieprzytomnej Laury i sprawdził, czy żyła ona. Okazało się, że
tak, jednak ledwo ledwo. Chwilę później, odetchnął on z ulgą. Następnie,
podniósł swoją najdroższą i wraz z Dawidem |*Dejwidem| i
Andromedą, jako iż nie mieli już co tam robić, wrócił do swojego statku
kosmicznego. Po paru minutach, gdy byli w środku, ~*orkan*~ Grzegorz
wyjął z kieszeni nieprzytomnej Laury tubę, podał ją Dawidowi |*Dejwidowi| i
Andromedzie, a następnie poszedł do kokpitu. Po znalezieniu się tam, położył
Laurę na automatycznie rozkładającym się siedzeniu i zaczął czekać, aż
dziewczyna się obudzi...
Trzy ~*Uhr*~ godziny później, gdy
Laura się obudziła, czuła się bardzo słabo. Słyszała swoje słabe oddechy oraz
wszystko widziała jak przez mgłę. Czuła, że nie mogła się ruszyć. Po chwili
zaś, ujrzała nad sobą Grzegorza, który widząc, że dziewczyna już się obudziła,
rzekł:
- O, już się obudziłaś. Jak się czujesz?
~*Zajebiście jak Ziemia po globalnym ociepleniu.*~
[Jebłam xD]
- Źle...Czemu...Czemu muszę cierpieć? Za co? Ja...Ja
czuję się taka słaba...Nie mam sił...Chyba...Chyba muszę tu leżeć jeszcze parę
dni... - Odpowiedziała
~*A ten zapis wypowiedzi taki zajebisty być.*~
- Biedactwo...Ale nie przejmuj się...Już nigdzie się
nie wybieramy... - Odpowiedział
Chwilę później, pogładził ją po jej delikatnej
twarzy, a następnie otarł łzy spływające po jej policzku. Następnie zaś zaczął
czekać, aż Laura odzyska siły...
Tymczasem, gdy Patryk i Mateusz przenieśli
nieprzytomną Katerin do jej mieszkania, położyli ją na łóżku, po czym przecięli
liny, którymi była ona związana. Następnie, widząc, że jej ręka była
najprawdopodobniej złamana, ~Jebańce, X-Ray w oczach mają!~ usztywnili
ją jakąś deską, która [pojawiła się z dupy.] leżała na
podłodze. Po zrobieniu tego, zaczęli czekać, aż dziewczyna się obudzi...
Parę minut później, kiedy Katerin się obudziła,
ujrzała, że leżała na łóżku w swoim mieszkaniu. Chwilę później, ujrzała Patryka
i Mateusza. Gdy zauważyli oni, że dziewczyna się obudziła, Patryk spytał:
- O, już się obudziłaś. Powiesz więc, co zaszło w
tej piwnicy?
|( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|
W tym momencie, opowiedziała ona o wszystkim oraz o
tym, dlaczego podała im hasła. Kiedy skończyła, Patryk rzekł:
- Eh...Oni to już tacy zawsze są, byli i będą. Ale
mniejsza. Może ci w czymś pomóc?
- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. Ale dzięki za
troskę. – Odpowiedziała ~*Dziewczyna Z Źle Napisanym Name.*~ Katerin.
- Oj, nie ma za co. – Powiedział Patryk.
Po tej rozmowie, on i Mateusz posiedzieli jeszcze
trochę z Katerin, po czym poszli do swoich domów. Dziewczyna natomiast,
poleżała jeszcze trochę, po czym wstała i zajęła się swoimi codziennymi sprawami... [Jakby
nigdy nic się nie stało.]
*Oczami ~*Boga Wszechmogącego*~ Grzegorza. ~*Na
jedno wychodzi.*~*
Parę tygodni później, jednego dnia, usłyszałem, jak
Dawid |*Dejwid| i Andromeda mówili, że już skończyli maszynę
i, że brakuje już tylko tej jednej części. Uznałem więc, że to idealny moment,
aby dobrać się do Katerin |( ͡° ͜ʖ ͡°)| i zabrać jej tą [*tę] tubę.
Od razu ruszyłem w kierunku Ziemi. Po paru minutach, wylądowałem niedaleko jej
bloku. Następnie otworzyłem im drzwi, aby mogli wyjść, po czym również ja i
Laura wyszliśmy. Chwilę później, spytałem:
- Dobra. To gdzie teraz mamy iść?
- Do tamtego bloku. – Odpowiedział Dawid, |*Dejwid| wskazując
na odpowiedni budynek.
Po tych słowach, gdy chcieliśmy już ruszyć, w pewnym
momencie Laura rzuciła się na Dawida, |*Dejwida| po czym
chwyciła go z całej siły za szyję i krzyknęła:
- NIE JESTEM BRZYDKA, SKURWYSYNU!!! I NIE ŚMIEJ SIĘ
Z MOJEGO WZROSTU ORAZ WYGLĄDU!!!
~
~
Heh. Chyba Dawid |*Dejwid| pomyślał
na jej temat coś niezbyt przyjemnego, bo zwyczajnie Laura by się tak nie
zachowała. Mniejsza. |Jak ja kocham twoje podejście do życia. xD| ~Wieeem
xD~ W tym momencie, zaśmiałem się, po czym powiedziałem:
- Wspomniałem, że ona umie czytać w myślach? Więc w
obrębie 30[000000000000000000000....00000000000000000000000000000] km
od niej, najlepiej nie obrażać jej słownie jak i w myślach. Takie tam, zero
prywatności. |Komunistyczna Partia Chin Lubi to!|
Po czym podszedłem do Laury i powiedziałem do niej:
- Lauro, skarbie, zostaw go. Zabijesz go, gdy nie
będzie nam już potrzebny.
|Wielbię cię. xD|
~Oj no wieeem. xD~
- NIE ZOSTAWIĘ GO!!! MA ZGINĄĆ, CIUL PIERDOLONY!!! –
Krzyknęła.
- Skarbie...Proszę cię. Oni są nam jeszcze
potrzebni. – Odparłem, po czym drugi raz w życiu, pocałował [Lol,
zmiana narracji.] ją. W tym momencie, Laura niechętnie puściła już
bladego z powodu braku powietrza Dawida, |*Dejwida Koperfilca| ~BOŻE
XDDD~ po czym rzekła z niechęcią w głosie:
- Eh...No dobra...Niech ci będzie.
Rozumiem, że ona chce ich zabić i nie dziwię się
jej, |Pjona!| ~✋~ ale oni są nam jeszcze potrzebni, nie? No, ale
mniejsza. Po tej rozmowie, we czwórkę ruszyliśmy w kierunku odpowiedniego
bloku...
Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, poszliśmy
do odpowiedniego mieszkania. Kiedy znaleźliśmy się przed drzwiami i
spróbowaliśmy je otworzyć, okazało się, że były one otwarte. [XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD] Od
razu cicho je otworzyliśmy. W tym momencie, zobaczyliśmy, że Katerin
najprawdopodobniej nas nie zauważyła. Od razu zaszliśmy ją od tyłu, |(
͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym Andromeda chwyciła jakąś
metalową rurkę, która |została podstawiona przez imperatyw narracyjny| leżała
na podłodze i z całej siły uderzyła Katerin [Oczy mi płoną. ;-;] w
głowę. Chwilę później, dziewczyna upadła nieprzytomna na podłogę...
W tym momencie, Dawid |*Dejwid| związał
ją, po czym podniósł i zniósł do piwnicy. Gdy tam się znaleźliśmy, ujrzeliśmy
lasery. Widząc je, wyłączyłem przeszkodę za pomocą przycisku, który ujrzałem na
ścianie, co dowodziło, że Katerin to idiotka. ~*No ba.*~ Następnie,
podeszliśmy do sejfu, posadziliśmy Katerin na podłodze i chcieliśmy otworzyć
drzwiczki. Jednak, w tym momencie, na ekraniku drzwi, ujrzeliśmy wielki napis:
~*"Now
it's you're time to die!"*~
|Tru
xD|
„WPROWADŹ
SZEŚĆ HASEŁ."
- KURWA!!! Musiała tu jeszcze hasła ustawić! –
Krzyknęła Laura.
- W sumie nie dziwne. Tuba jest cenna, więc
idiotyzmem by było pozostawienie ją [*jej] na pastwę losu. –
Odparłem
Jednak, po tych słowach, zaczęliśmy się głowić nad
pierwszym hasłem...
Parę minut później, Laura spytała z irytacją:
[– Czy w tym sejfie na stówę są Świeżaki?!]
- Ma ktoś pomysł, jakie może być pierwsze hasło?
- Teoretycznie powinno to być jakieś niemieckie
zdanie, jak zawsze zresztą, ~*;"""-)*~ ale
praktycznie cholera wie, jakie tu może być. – Powiedziałem
Jednak, w pewnym momencie, gdy dalej głowiliśmy się
nad hasłem, usłyszeliśmy dźwięk wysyłania SMS-a. W tym momencie, Andromeda
spytała:
- Ktoś z was właśnie wysłał SMS-a? Bo ja nie,
zostawiłam telefon w domu.
- Nie, ja nie. Praktycznie nie korzystam z telefonu.
– Odpowiedział Dawid. |*Dejfffffffffffffittttt| ~*BOŻE
X"D*~
- Ani ja. Mój telefon jest wyładowany. – Odrzekła
Laura.
- Ja też nie. Prawie w ogóle nie korzystam z
telefonu. A SMS-ów z niego nie wysyłam. – Odparłem. |Kropka, GTFO!|
W tym momencie wiadomo już było, że była to Katerin.
I co ona myślała? Że to jej pomoże? Serio? Mniejsza. |Jak ja kocham
twoje podejście do życia. xD| Od razu się odwróciliśmy, po czym Dawid |*Dej_wideł| złamał
Katerin rękę i krzyknął:
|– LUBIĘ PLACKI!|
- Zostaw ten telefon!!! Nikt cię nie uratuje!!!
Choć raz powiedział coś mądrego. |~👏~| Chwilę później, Andromeda przystawiła jej do głowy
pistolet|, który wziął się z dupy| i powiedziała:
- Gadaj, jakie są hasła, albo zginiesz marnie.
- Spierdalaj. – Rzekła Katerin.
[UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!! JAKI
POOOCIIISK! -_-]
Po tych słowach, Andromeda chciała pociągnąć za
spust. Jednak, w tym momencie, Katerin rzekła:
- No dobra, dobra, już mówię. Pierwsze hasło to
„Przepiękna niezapominajka.". Po niemiecku. Od tyłu.
Zastraszanie rulez. Mniejsza. |WIELBIĘ XD| Chwilę
później, Andromeda spytała:
- Kurrrrrr....Nie mogłaś po ~*aramejsku*~ angielsku?!
- Nie. – Odpowiedziała Katerin.
- Przecież to łatwe..."Przepiękna
niezapominajka" to po niemiecku „Wunderschön vergissmeinnicht".
Wystarczy wpisać to od ~*dupy strony*~ tyłu." – Rzekłem,
po czym podszedłem do odpowiedniej klawiatury i wpisałem hasło. Chwilę później,
na ekraniku pojawił się napis:
["PUT EM IN THE DIRT!"]
„HASŁO „thcinniemssigrev nöhcsrednuW" |;_______________________________;| ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym pierwsza z sześciu kłódek otworzyła się. W
tym momencie, Andromeda rzekła:
- Gadaj zaraz, jakie jest drugie hasło.
- „Cudowny tulipan". Po [xhosa] niemiecku.
Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.
- Ja pierdolę...Że też musiałam w szkole uczyć się
tego pieprzonego francuskiego... ~*ZAJEBAĆ FRANCUZÓW ATOMÓWKĄ!*~ -
Rzekła Andromeda.
- Wymówka tygodnia. Ja też w szkole uczyłam się
francuskiego, a jakoś umiem i niemiecki~, bo mam zajebiste skille.~.
Mniejsza. Kolejne łatwe hasło. Przecież „Cudowny tulipan" to po niemiecku
„Wunderschön tulpe". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparła Laura, po
czym podeszła do odpowiedniej klawiatury i napisała odpowiednie hasło. Po
chwili, na ekraniku pojawił się napis:
~*"ZDELEGALIZOWAĆ COACHING I ROZWÓJ
OSOBISTY!"*~
„HASŁO „eplut nöhcsrednuW" [;_;] ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym druga z sześciu kłódek otworzyła się. W tym
momencie, Laura rzekła:
- A teraz gadaj, jakie jest trzecie |słowo w
tym dwustu członowym haśle do aktywacji głowic nuklearnych.| hasło.
- „Przegrać zawody". Po niemiecku. Od tyłu. –
Odparła Katerin.
- No kurwa! Musisz wymyślać takie ~*łatwe*~ trudne
hasła?! – Krzyknął Dawid. |*DejwiTTT|
- Przecież to jest banalne. „Przegrać zawody"
to po niemiecku „Verlieren wettkämpfe". ~Jakby
usunąć "wett" i umlaut znad "a"...Hehehehe...~ |;_;| ~>:D~ Wystarczy
napisać to od tyłu. – Powiedziałem, po czym wpisałem odpowiednie hasło do komputera.
Kilka chwil później, na ekraniku pojawił się napis:
["💩<--- Ładny portret Andromedy znalazłem?"]
~O CHRYSTE, JEBŁEM. X"""D~
|BOŻE XDDD|
„HASŁO „efpmäkttew nereilreV" [Help
;_;] ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka ~*siódma*~ trzecia z
sześciu się otworzyła. W tym momencie, Dawid |*Dejwid| powiedział:
- Ok. A teraz gadaj, jakie jest czwarte hasło.
- „Zmywać tablicę." Po [mandaryńsku] niemiecku.
Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.
- To już czwarte hasło, a ona nic trudnego nie
potrafi wymyślić. Przecież to jest banalne. „Zmywać tablicę" to po
niemiecku „Spülen tafel". Wystarczy wpisać to od tyłu. – Odparła Laura, po
czym podeszła do komputera i wpisała w nim odpowiednie hasło. W tym momencie,
na ekraniku pojawił się napis:
|"👣<--- Paczajcie, jakie mam piękne stopy po tej
wycieczce do Czarnobyla!"|
~*Matko xDDD*~
„HASŁO „lefat
nelüpS" ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka [osiemsetna] czwarta
z sześciu się otworzyła. Po paru sekundach, Andromeda rzekła:
- A teraz – jeśli nie chcesz zginąć, gadaj jakie
jest piąte hasło.
- „Mam wiele do zrobienia". Po ~suahili~ niemiecku.
Od tyłu. – Powiedziała Katerin.
- No rzesz kurwa. To już przedostatnie hasło, więc
mogłabyś się wysilić, aby nam utrudnić, jak to zwykle bywa. [Nie jęcz.
Ciesz się, że jest idiotką.] Przecież to jest cholernie łatwe. „Mam
wiele do zrobienia" to po niemiecku „Ich habe viel zu tun". Wystarczy
napisać to od tyłu. – Odparłem lekko poirytowany, po czym wprowadziłem
odpowiednie hasło do komputera. I po paru sekundach, na ekraniku pojawił się
napis:
~*"Powiem wam przerażającą prawdę: Jutro o tej
porze będzie ta sama godzina co teraz."*~
[😨 Nie pierdol! xD]
„HASŁO „nut uz
leiv e[-]bach h|t|cI" ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka piąta z sześciu otworzyła się. W tym
momencie, rzekłem:
- Jeszcze tylko chwila dzieli nas od zwycięstwa.
Gadaj jakie jest szóste hasło.
- Ależ ty naiwny. Myślisz, że powiem ci ostatnie
hasło? Pojebało? – Rzekła ~*Dziewczyna Z Źle Napisanym Name.*~ Katerin.
- Andromedo... - Powiedziałem do Andromedy.
|A ja myślałem, że do Hermenegildy.|
W tym momencie, Andromeda chciała pociągnąć za
spust. Jednak, po chwili, Katerin rzekła:
- No dobra, dobra. Już wam mówię, tylko ~*nie
zabierajcie mi Świeżaków.*~ mnie nie zabijajcie. Ostatnie hasło to
„Czasem daje mi odpisać zadanie domowe.". Po niemiecku. Od tyłu.
JAK MOŻNA DO KURWY NĘDZY DAWAĆ TAKIE BANALNE HASŁA
DO SEJFÓW Z CENNYMI RZECZAMI?! Ona jest idiotką ostatniego millenium! ~*Ale
wkurw.*~ Jednak, chwilę później rzekłem:
- Czy ciebie dziewczyno pojebało? Jak to możliwe,
aby być takim idiotą i do sejfów z tak cennymi rzeczami dawać banalne hasła?
Przecież „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe." To po niemiecku
„Manchmal lässt er mich die Hausaufgabe abschreiben." Wystarczy napisać to
od tyłu.
Po czym wpisałem ostatnie hasło do komputera. Po
kilku chwilach na ekraniku pojawił się napis:
~"Za dwie sekundy wybuchnę i rozjebię świat.
Super, co nie? :*"~
~*X"D*~
„HASŁO
„nebierhcsba ebagfusauaH eid hcim re tssäl lamhcnaM" |Umrzyłem
;-;| ZAAKCEPTOWANO!
MIŁEGO KORZYSTANIA Z |MOCY WPIERDOLU!| TUBY!"
Po czym kłódka szósta z sześciu się otworzyła.
Chwilę później, główne drzwi do sejfu zostały otwarte. Widząc to, Laura
chwyciła tubę ~*Jak na Polaka przystało.*~ i schowała ją do
kieszeni. Po zrobieniu tego, sejf automatycznie się zamknął.
- A mogę ją zabić? – Spytał po chwili Dawid. |*Dejwid|
[Wat. xD]
- Zabić to nie ma sensu, bo przecież dzięki niej
mamy tą tubę, ale możesz ją pomęczyć. – Odpowiedziałem.
W tym momencie, Dawid, |*Dejwid| wraz
z Andromedą, która się do niego przyłączyła, zaczęli znęcać się nad bezbronną
Katerin. Kilkadziesiąt minut później, gdy Katerin była już maksymalnie
wykończona, z bólu zemdlała...
Po skończonym męczeniu, Andromeda spytała:
- I co teraz z nią zrobimy?
- Ja to bym ją dobił. - Odparł Dawid. |*Dejwid|
~Was. xD~
- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc
możecie ją dobić. – Powiedziałem. [Kropka, won!]
Jednak, gdy chcieliśmy to zrobić, ujrzeliśmy, że do
piwnicy weszli Patryk i ~*Patryk*~ Mateusz. Czy oni nie mają
nic do roboty tylko psuć dzień innym? No, ale mniejsza. |WIELBIĘ XD| Chwilę
później, Laura spytała:
- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie
innym dupy?
- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin.
Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparł Patryk.
- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekł Dawid.
[Nikt tak nie gada, iks de.]
Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala
zwycięstwa przelewała się to na naszą stronę to na stronę Patryka i Mateusza.
Jednak, w pewnym momencie, na nieszczęście, wygrali Patryk i Mateusz. Pchnęli
oni Laurę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu~*, o którym
wcześniej nie było mowy, bo po chuj.*~. Pech chciał, że generator był
włączony, przez co po chwili przez ciało Laury przepłynął prąd. Parę sekund
później, przeraźliwie [jak gimbus bez Internetu] krzyknęła ona
z bólu i osunęła się nieprzytomna na ziemię...
W tym momencie, odwróciliśmy się. Widząc, co stało
się z Laurą, przeraziłem się, że oni mogli ją zabić. Od razu podszedłem do
nieprzytomnej Laury i sprawdziłem, czy żyła ona. Okazało się, że tak, jednak
ledwo ledwo. Chwilę później, odetchnąłem z ulgą. Następnie, podniosłem swoją
najdroższą i wraz z Dawidem |*Dejwidem| i Andromedą, jako iż
nie mieliśmy już co tam robić, wróciliśmy do naszego statku kosmicznego. Po
paru minutach, gdy byli [Znowu zmiana narracji...MEH...] w
środku, wyjąłem z kieszeni nieprzytomnej Laury tubę, podałem ją Dawidowi |*Dejwidowi| i
Andromedzie, a następnie poszedłem do kokpitu. Po znalezieniu się tam,
położyłem Laurę na automatycznie rozkładającym się siedzeniu i zacząłem czekać,
aż dziewczyna się obudzi...
Trzy godziny później, ujrzałem, że Laura zaczęła się
budzić. Kiedy zaś się obudziła, rzekłem:
- O, już się obudziłaś. Jak się czujesz?
~*– Zajebiście, jak ryba w lawie.*~
|XDDD|
- Źle...Czemu...Czemu muszę cierpieć? Za co? Ja...Ja
czuję się taka słaba...Nie mam sił...Chyba...Chyba muszę tu leżeć jeszcze parę
dni... - Powiedziała
~*A ta wypowiedź została tak wyjebiście
nawriteowana.*~
|NAWRITEOWANA X"D|
- Biedactwo...Ale nie przejmuj się...Już nigdzie się
nie wybieramy... - Odpowiedziałem
Chwilę później, pogładziłem ją po jej delikatnej
twarzy, a następnie otarłem łzy spływające po jej policzku. Było mi jej tak
żal... ~Oooo...~ Następnie zaś zacząłem czekać, aż
Laura odzyska siły...
*Oczami Laury.*
Parę tygodni później, jednego dnia, usłyszałam, jak
Dawid |*Dejwid| i Andromeda mówili, że już skończyli maszynę
i, że brakuje już tylko tej jednej części. W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz
od razu ruszył w kierunku Ziemi. [Jak to zabrzmiało. xD] Po
paru minutach, wylądowaliśmy niedaleko jej bloku. Następnie otworzył on im
drzwi, aby mogli wyjść, po czym również ja i ~*orkan*~ Grzegorz
wyszliśmy. Chwilę później, ~*orkan*~ Grzegorz spytał:
- Dobra. To gdzie teraz mamy iść?
- Do tamtego bloku. – Odpowiedział Dawid, |*Dejwid| wskazując
na odpowiedni budynek.
Po tych słowach, gdy chcieliśmy już ruszyć,
usłyszałam w swojej głowie myśli Dawida, |*Dejwida| które
brzmiały:
|"Ciekawe, czy ziemniaki z sushi są
dobre..."|
„W ogóle, to brzydka ona jest. Nie rozumiem,
jak ~*orkan*~ Grzegorz może ją lubić. Nie dość, że niska,
brzydka, to jeszcze blada jak wampir. Co on może w niej widzieć?"
CO?! JA GO KURWA ZAPIERDOLĘ!!! Chwilę później
rzuciłam się na niego, po czym chwyciłam go z całej siły za szyję i krzyknęłam:
- NIE JESTEM BRZYDKA, SKURWYSYNU!!! I NIE ŚMIEJ SIĘ
Z MOJEGO WZROSTU ORAZ WYGLĄDU!!!
~
W tym momencie, dało się słyszeć, że ~*orkan*~ Grzegorz
zaśmiał się, po czym powiedział:
- Wspomniałem, że ona umie czytać w myślach? Więc w
obrębie 30[0000000000000000000000000000000000...00000000000000000000000000000000000000] km
od niej, najlepiej nie obrażać jej słownie jak i w myślach. Takie tam, zero
prywatności.
Po czym podszedł do mnie i powiedział do mnie:
- Lauro, skarbie, zostaw go. Zabijesz go, gdy nie
będzie nam już potrzebny.
|~👏~|
- NIE ZOSTAWIĘ GO!!! MA ZGINĄĆ, CIUL PIERDOLONY!!! –
Krzyknęłam. ~*Kropka, OUT!*~
BO MIAŁ ZGINĄĆ!!! JAK ON ŚMIAŁ MNIE TAK NAZWAĆ?!
Jednak, po chwili, ~*orkan*~ Grzegorz odparł:
- Skarbie...Proszę cię. Oni są nam jeszcze
potrzebni.
Po czym drugi raz w życiu, pocałował mnie. Czułam
się tak błogo...Jakby czas się zatrzymał...Jednak, po chwili niechętnie
puściłam już bladego z powodu braku powietrza Dawida, |*Dejwida| po
czym rzekłam z niechęcią w głosie:
- Eh...No dobra...Niech ci będzie.
Po tej rozmowie, ruszyliśmy w kierunku odpowiedniego
bloku...
[Jakby nic się nie wydarzyło.]
Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, poszliśmy
do odpowiedniego mieszkania. Kiedy znaleźliśmy się przed drzwiami i
spróbowaliśmy je otworzyć, okazało się, że były one otwarte. |XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD| Od
razu cicho je otworzyliśmy. W tym momencie, zobaczyliśmy, że Katerin [;_;] najprawdopodobniej
nas nie zauważyła. Od razu zaszliśmy ją od tyłu, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| po
czym Andromeda chwyciła jakąś metalową rurkę, która [została
podstawiona przez scenarzystów] leżała na podłodze i z całej siły
uderzyła Katerin |Przestańmy komentować to, jak zostało zapisane jej
imię, bo to nie ma sensu.| ~*Tak, tak będzie najlepiej.*~ w
głowę. Chwilę później, dziewczyna upadła nieprzytomna na podłogę...
W tym momencie, Dawid |*Dejwid| związał
ją, po czym podniósł i zniósł do piwnicy. Gdy tam się znaleźliśmy, ujrzeliśmy
lasery. Widząc je, Grzegorz wyłączył przeszkodę za pomocą przycisku, który
ujrzał na ścianie. Katerin to idiooootka! [No shit, Sherlock.] Następnie,
podeszliśmy do sejfu, posadziliśmy Katerin na podłodze i chcieliśmy otworzyć
drzwiczki. Jednak, w tym momencie, na ekraniku drzwi, ujrzeliśmy wielki napis:
|"LOL, WARA ODE MNIE, TY PSUJO KANONU!"|
„WPROWADŹ SZEŚĆ HASEŁ."
- KURWA!!! Musiała tu jeszcze hasła ustawić! –
Krzyknęłam
- W sumie nie dziwne. Tuba jest cenna, więc
idiotyzmem by było pozostawienie ją na pastwę losu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz.
Może i ma rację. Jednak, po tych słowach, zaczęliśmy
się głowić nad pierwszym hasłem...
Jednak, w pewnym momencie, spytałam z irytacją w
głosie:
~– A jak tam nie ma Świeżaków?!~
|To byłby skandal! xD|
- Ma ktoś pomysł, jakie może być pierwsze hasło?
~*Data urodzenia i śmierci Słowackiego. Ja bym takie
ustawiła.*~
- Teoretycznie powinno to być jakieś niemieckie
zdanie, jak zawsze zresztą, ale praktycznie cholera wie, jakie tu może być. –
Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.
No, więc dalej się głowiliśmy. Jednak, po chwili
głowienia się nad hasłem, usłyszeliśmy dźwięk wysyłania SMS-a. W tym momencie,
Andromeda spytała:
[– Kurwa, kto mi spami na Messengerze?]
- Ktoś z was właśnie wysłał SMS-a? Bo ja nie,
zostawiłam telefon w domu.
- Nie, ja nie. Praktycznie nie korzystam z telefonu.
– Odpowiedział Dawid. |*Dejwid|
- Ani ja. Mój telefon jest wyładowany. – Odrzekłam
- Ja też nie. Prawie w ogóle nie korzystam z
telefonu. A SMS-ów z niego nie wysyłam. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz.
W tym momencie wiadomo było, że była to Katerin.
Idioci zawsze wierzą, że coś ich uratuje od pewnej śmierci. Od razu
odwróciliśmy się, po czym Dawid |*Dejwid| złamał Katerin rękę
i krzyknął:
[– Kurwa, moje pole!]
- Zostaw ten telefon!!! Nikt cię nie uratuje!!!
Mądre słowa. Chwilę później, Andromeda przystawiła
jej do głowy pistolet~*, bo scenarzyści nas kochali*~ i
powiedziała:
- Gadaj, jakie są hasła, albo zginiesz marnie.
- Spierdalaj. – Rzekła Katerin.
~*UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!! ALE JEJ
POJECHAAAŁAAA!!! -_-*~
Po tych słowach, Andromeda chciała pociągnąć za
spust. Jednak, w tym momencie, Katerin rzekła:
- No dobra, dobra, już mówię. Pierwsze hasło to
„Przepiękna niezapominajka.". Po [watykańsku] niemiecku.
Od tyłu.
- Kurrrrrr....Nie mogłaś po angielsku?! – Spytała
Andromeda.
~*ZIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEW*~
[Ciszej ziewaj.]
~*Sorki. To <ZIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEW>
opko jest tak nudne...*~
- Nie. – Odpowiedziała Katerin.
- Przecież to łatwe..."Przepiękna
niezapominajka" to po niemiecku „Wunderschön vergissmeinnicht". Wystarczy
wpisać to od tyłu." – Rzekł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym
podszedł do odpowiedniej klawiatury i wpisał hasło. Chwilę później, na ekraniku
pojawił się napis:
~*"Hokus pokus pół robaka, umrzyj śmieciu,
dostań raka.
~Do Andromedy"*~
|XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
TRU XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD|
„HASŁO „thcinniemssigrev nöhcsrednuW" |Oko
mi płonie. ;-;| ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym pierwsza z sześciu kłódek otworzyła się. W
tym momencie, Andromeda rzekła:
- Gadaj zaraz, jakie jest drugie hasło.
- „Cudowny tulipan". Po [krakrekrańsku] niemiecku.
Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.
- Ja pierdolę...Że też musiałam w szkole uczyć się
tego pieprzonego francuskiego... ~*FRANCUZI NA STOS!!!*~ -
Rzekła Andromeda.
Oh, pleas. [Won mi z tym englishem! WON!] Ja
też się uczyłam francuskiego, ale to nie spowodowało, że nie umiem
niemieckiego. Po chwili rzekłam:
- Wymówka tygodnia. Ja też w szkole uczyłam
się ~*Języka Zjebów*~ francuskiego, a jakoś umiem i niemiecki.
Mniejsza. |Kolejna z epickim podejściem do życia. xD| Kolejne
łatwe hasło. Przecież „Cudowny tulipan" to po niemiecku „Wunderschön
tulpe". Wystarczy napisać to od tyłu.
Po czym podeszłam do odpowiedniej klawiatury i
napisałam odpowiednie hasło. Po chwili, na ekraniku pojawił się napis:
~*"👰 <--- Zgadnij kto to.
Podpowiedź: To nigdy nie będzie Andromeda."*~
~Ja jebe. xDDD~
„HASŁO „eplut nöhcsrednuW" [____;] ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym druga z sześciu kłódek otworzyła się. W tym
momencie, rzekłam:
- A teraz gadaj, jakie jest trzecie hasło.
- „Przegrać zawody". Po ~*grecku*~ niemiecku.
Od tyłu. – Odparła Katerin.
- No kurwa! Musisz wymyślać takie trudne hasła?! –
Krzyknął Dawid. |*Dejwid|
- Przecież to jest banalne. „Przegrać zawody"
to po niemiecku „Verlieren wettkämpfe". ~Hehe...~ Wystarczy
napisać to od tyłu. – Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz, po czym
wpisał odpowiednie hasło do komputera. Kilka chwil później, na ekraniku pojawił
się napis:
~"👋 <--- Mam takie zajebiste machnięcie, że aż
dźwięk rozpraszam."~
~*XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*~
„HASŁO „efpmäkttew nereilreV" |________________| ~*WUT?*~ |Bezoczne ";_;"| ~*Jezu
xD*~ ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka trzecia z ~dwóch~ sześciu
się otworzyła. W tym momencie, Dawid |*Dejwid| powiedział:
- Ok. A teraz gadaj, jakie jest czwarte hasło.
- „Zmywać tablicę." Po [japońsku] niemiecku.
Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.
- To już czwarte hasło, a ona nic trudnego nie
potrafi wymyślić. Przecież to jest banalne. „Zmywać tablicę" to po niemiecku
„Spülen tafel". Wystarczy wpisać to od tyłu. – Odparłam, po czym podeszłam
do komputera i wpisałam w nim odpowiednie hasło. W tym momencie, na ekraniku
pojawił się napis:
~"🤰 <--- Tak będzie wyglądać Andromeda w
przyszłości. Oczywiście nie z własnej woli."~
~*Weź, bo nas fani zajebią. xD*~
~Eee tam. xD~
„HASŁO „lefat
nelüpS" ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka czwarta z sześciu się otworzyła. Po
paru sekundach, Andromeda rzekła:
- A teraz – jeśli nie chcesz zginąć, gadaj jakie
jest piąte hasło.
- „Mam wiele do zrobienia". Po ~*chińsku*~ niemiecku.
Od tyłu. – Powiedziała Katerin.
- No rzesz kurwa. To już przedostatnie hasło, więc
mogłabyś się wysilić, aby nam utrudnić, jak to zwykle bywa. [Nie jęcz i
bierz co dają.] Przecież to jest cholernie łatwe. „Mam wiele do
zrobienia" to po niemiecku „Ich habe viel zu tun". Wystarczy napisać
to od tyłu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wprowadził
odpowiednie hasło do komputera. I po paru sekundach, na ekraniku pojawił się
napis:
~*"👳🏿 <--- Lolix, znalazłem starego Andromedy.
xD"*~
[BOŻE X"DDDD]
„HASŁO „nut uz
leiv e|-|bach h[T]cI" ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka piąta z sześciu~*T*~ ~Błagam.
-.-~ ~*:D*~ otworzyła się. W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz
rzekł:
- Jeszcze tylko chwila dzieli nas od zwycięstwa.
Gadaj jakie jest szóste hasło.
- Ależ ty naiwny. Myślisz, że powiem ci ostatnie
hasło? Pojebało? – Rzekła Katerin.
- Andromedo... - Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz
do Andromedy.
W tym momencie, Andromeda chciała pociągnąć za
spust. Jednak, po chwili, Katerin rzekła:
- No dobra, dobra. Już wam mówię, tylko |oszczędźcie
moją kolekcję Świeżaków.| mnie nie zabijajcie. Ostatnie hasło to
„Czasem daje mi odpisać zadanie domowe.". Po [hongkońgsku] niemiecku.
Od tyłu.
#Facepalm. ~*Jebane. Hashtagi. W. OPOWIADANIU!
-_-*~ [Ja jebe...] Jak można dawać tak banalne hasła do
sejfów z tak cennymi rzeczami? Serio? Jednak, po chwili ~*orkan*~ Grzegorz
rzekł:
- Czy ciebie dziewczyno pojebało? Jak to możliwe,
aby być takim idiotą i do sejfów z tak cennymi rzeczami dawać banalne hasła?
Przecież „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe." To po niemiecku
„Manchmal lässt er mich die Hausaufgabe abschreiben." Wystarczy napisać to
od tyłu. – ~*Co tu robi myślnik, nie wiadomo.*~
Po czym wpisał ostatnie hasło do komputera. Po kilku
chwilach na ekraniku pojawił się napis:
|"🏳️ <--- Lolix, znalazłem oficjalną flagę Francji."|
~*True xD*~
„HASŁO
„nebierhcsba ebagfusauaH eid hcim re tssäl lamhcnaM" [________] ZAAKCEPTOWANO!
MIŁEGO KORZYSTANIA Z ~MOCY WPIERDOLU!~ TUBY!"
Po czym kłódka |siódma| szósta z
sześciu się otworzyła. Chwilę później, główne drzwi do sejfu zostały otwarte.
Widząc to, chwyciłam tubę i schowałam ją do kieszeni|, jak przystało na
wzorowego Polaka.|. Po zrobieniu tego, sejf automatycznie się zamknął.
Parę chwil później, Dawid |*Dejwid| spytał
Grzegorza:
- A mogę ją zabić?
~*Co. xD*~
- Zabić to nie ma sensu, bo przecież dzięki niej
mamy tą [*tę] tubę, ale możesz ją pomęczyć. –
Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.
W tym momencie, Dawid, |*Dejwid| wraz
z Andromedą, która się do niego przyłączyła, zaczęli znęcać się nad bezbronną
Katerin. Jak to pięknie wyglądało... Kilkadziesiąt minut później, gdy Katerin
była już maksymalnie wykończona, z bólu zemdlała...
Po skończonym męczeniu, Andromeda spytała:
- I co teraz z nią zrobimy?
- Ja to bym ją dobił. - Odparł Dawid. |*Dejwid|
[Wat. xD]
- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc
możecie ją dobić. – Powiedziałem. |Znowu zmiana narracji...SUPER =_=|
Jednak, gdy chcieliśmy to zrobić, ujrzeliśmy, że do piwnicy
weszli Patryk i Mateusz. No ja pierdolę. Tylko ich nam do szczęścia brakowało.
No, ale mniejsza. Chwilę później, spytałam:
- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie
innym dupy?
- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin.
Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparł Patryk.
- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekł Dawid. |*Dejwid|
~*Nikt tak nie gada. xD*~
Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala
zwycięstwa przelewała się to na naszą stronę to na stronę Patryka i ~Patryka~ Mateusza.
Jednak, w pewnym momencie, na nieszczęście, wygrali Patryk i Mateusz. Pchnęli
oni mnie w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu[, o którym
wcześniej nie wspomniano, bo po chuj.]. Pech chciał, że generator był
włączony, przez co po chwili przez moje ciało przepłynął prąd. Parę sekund
później, przeraźliwie ~*jak gimbus bez Facebooka*~ krzyknęłam
z bólu i osunęłam się nieprzytomna na ziemię...
Trzy godziny później, gdy obudziłam się, czułam się
bardzo słabo. Słyszałam swoje słabe oddechy oraz wszystko widziałam jak przez
mgłę. Czułam, że nie mogłam się ruszyć. Po chwili zaś, ujrzałam nad sobą
Grzegorza, który widząc, że już się obudziłam, rzekł:
- O, już się obudziłaś. Jak się czujesz?
~*– Zajebiście jak ludzka skóra w kwasie
siarkowym. – odpowiedziałam*~
[O Boże xD]
- Źle...Czemu...Czemu muszę cierpieć? Za co? Ja...Ja
czuję się taka słaba...Nie mam sił...Chyba...Chyba muszę tu leżeć jeszcze parę
dni... |Leń| - Odpowiedziałam
- Biedactwo...Ale nie przejmuj się...Już nigdzie się
nie wybieramy... - Odpowiedział
Chwilę później, pogładził mnie po twarzy, a
następnie otarł łzy bólu, które [po stracie dni na Snapchacie] spływały
po moim policzku. Następnie zaś zaczęłam czekać, aż odzyskam siły...
*Oczami Dawida. |*Dejwida|*
Parę tygodni później, ja i Andromeda skończyli
budować maszynę. Kiedy zaś to nastąpiło, rzekłem:
- No. I już skończyliśmy. Jeszcze tylko ta jedna
część i wszystko będzie gotowe w 100 %. ~*Spacja, won!*~
W tym momencie, kiedy wypowiedziałem te słowa,
poczuliśmy, że pojazd, w którym się znajdowaliśmy, ruszył. Czując to,
powiedziałem:
- Wiesz, coś czuję, że oni nasze rozmowy
podsłuchują.
~No shit, Sherlock.~
- No w sumie może masz racje. No, bo przecież
niemożliwe, aby nie wychodząc tu od tygodnia wiedzieli, że już skończyliśmy. –
Odparła Andromeda.
Po tej rozmowie, zaczęliśmy czekać, aż wylądujemy.
Po paru minutach zaś, kiedy tak się stało, ujrzeliśmy, że drzwi do
pomieszczenia, w którym byliśmy, otworzyły się. Od razu wyszliśmy na zewnątrz.
Kiedy już byliśmy na dworze, pierwszy raz od tygodnia ujrzeliśmy Grzegorza i
Laurę. Chwilę później, ~*orkan*~ Grzegorz spytał:
- Dobra. To gdzie teraz mamy iść?
- Do tamtego bloku. – Odpowiedziałem, wskazując na
odpowiedni budynek.
Po tych słowach, gdy chcieli [No nie, znowu
zmiana narracji?! -.-] już ruszyć, patrząc na Laurę, pomyślałem:
„W ogóle, to brzydka ona jest. Nie rozumiem,
jak ~*orkan*~ Grzegorz może ją lubić. Nie dość, że niska,
brzydka, to jeszcze blada jak wampir. Co on może w niej widzieć?"
Jednak, w tym momencie, gdy to pomyślałem, Laura
rzuciła się na mnie, po czym chwyciła mnie z całej siły za szyję i krzyknęła:
- NIE JESTEM BRZYDKA, SKURWYSYNU!!! I NIE ŚMIEJ SIĘ
Z MOJEGO WZROSTU ORAZ WYGLĄDU!!!
~
W tym momencie, Grzegorz zaśmiał się, po czym
powiedział:
- Wspomniałem, że ona umie czytać w myślach? Więc w
obrębie 30[0000000000000000000000000000000000000000000...0000000000000000000000000] km
od niej, najlepiej nie obrażać jej słownie jak i w myślach. Takie tam, zero
prywatności. [Władimir Putin Lubi to!]
Po czym podszedł do Laury i powiedział do niej:
- Lauro, skarbie, zostaw go. Zabijesz go, gdy nie
będzie nam już potrzebny.
|Wielbię cię. xD|
~Oj no wieeem. xD~
- NIE ZOSTAWIĘ GO!!! MA ZGINĄĆ, CIUL PIERDOLONY!!! –
Krzyknęła.
- Skarbie...Proszę cię. Oni są nam jeszcze
potrzebni. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym drugi raz w
życiu, ~*A ten stalker skąd to wie?!*~ pocałował ją. W tym
momencie, Laura niechętnie puściła mnie.
I dobrze. Byłem cały blady z powodu braku powietrza.
Nie mogłem oddychać. Czułem, że zaraz zemdleję. [Bądźże cicho. ;_;] Dobrze,
że w odpowiednim momencie mnie ona puściła. Jednak, po chwili rzekła z
niechęcią w głosie:
- Eh...No dobra...Niech ci będzie.
Po tej rozmowie, we czwórkę ruszyliśmy w kierunku
odpowiedniego bloku...
|Jakby wszystko było w porządku.|
Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, poszliśmy
do odpowiedniego mieszkania. Kiedy znaleźliśmy się przed drzwiami i
spróbowaliśmy je otworzyć, okazało się, że były one otwarte.
~
[Czekałam na ten gif. XDDD]
~^-^~
Od razu cicho je otworzyliśmy. W tym momencie,
zobaczyliśmy, że Katerin najprawdopodobniej nas nie zauważyła. Od razu
zaszliśmy ją od tyłu, |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| po
czym Andromeda chwyciła jakąś metalową rurkę, która ~*została
podstawiona przez imperatyw narracyjny*~ leżała na podłodze i z całej
siły uderzyła Katerin w głowę. Chwilę później, dziewczyna upadła nieprzytomna
na podłogę...
W tym momencie, związałem ją, po czym podniosłem i
zniosłem do piwnicy. Gdy tam się znaleźliśmy, ujrzeliśmy lasery. Widząc
je, ~*orkan*~ Grzegorz wyłączył przeszkodę za pomocą
przycisku, który ujrzał na ścianie. Następnie, podeszliśmy do sejfu,
posadziliśmy Katerin na podłodze i chcieliśmy otworzyć drzwiczki. Jednak, w tym
momencie, na ekraniku drzwi, ujrzeliśmy wielki napis:
|"SORKI, MASŁO SIĘ SKOŃCZYŁO."|
~*😨😨😨😨😨😨😨😨*~
„WPROWADŹ SZEŚĆ HASEŁ."
- KURWA!!! Musiała tu jeszcze hasła ustawić! –
Krzyknęła Laura.
- W sumie nie dziwne. Tuba jest cenna, więc
idiotyzmem by było pozostawienie ją na pastwę losu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz.
I w sumie miał rację. Jednak, po tych słowach,
zaczęliśmy się głowić nad pierwszym hasłem. Po paru minutach, Laura spytała z
irytacją w głosie:
~– Kurwa, co za zjebane miejsce. W ogóle nie ma
tu poków!~
- Ma ktoś pomysł, jakie może być pierwsze hasło?
- Teoretycznie powinno to być jakieś niemieckie
zdanie, jak zawsze zresztą, ale praktycznie cholera wie, jakie tu może być. –
Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.
Zaczęliśmy więc dalej myśleć. Jednak, w pewnym
momencie, gdy dalej głowiliśmy się nad hasłem, usłyszeliśmy dźwięk wysyłania
SMS-a. W tym momencie, Andromeda spytała:
[– Ciekawe czy dostałam tę pracę jako dostawca
Uber Eats?]
- Ktoś z was właśnie wysłał SMS-a? Bo ja nie,
zostawiłam telefon w domu.
~Powiedz mi, jak to jest żyć bez mózgu?~
- Nie, ja nie. Praktycznie nie korzystam z telefonu.
– Odpowiedziałem
- Ani ja. Mój telefon jest wyładowany. – Odrzekła
Laura.
- Ja też nie. Prawie w ogóle nie korzystam z
telefonu. A SMS-ów z niego nie wysyłam. – Odparł Grzegorz.
W tym momencie wiadomo było, że była to Katerin.
Myślała, że ktoś jej pomoże? Really? ~*Boooże, ale zalatuje
gimbusami.*~ Od razu się odwróciliśmy, po czym złamałem Katerin rękę|,
ale ta nie krzyknęła, bo była córką Chucka Norrisa| i krzyknąłem:
- Zostaw ten telefon!!! Nikt cię nie uratuje!!!
Chwilę później, Andromeda przystawiła jej do głowy
pistolet~, który pojawił się znikąd~ i powiedziała:
- Gadaj, jakie są hasła, albo zginiesz marnie.
- Spierdalaj. – Rzekła Katerin.
~UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!! ALE POOOCIIISK!
<Ziew>~
Po tych słowach, Andromeda chciała pociągnąć za
spust. Jednak, w tym momencie, Katerin rzekła:
- No dobra, dobra, już mówię. Pierwsze hasło to
„Przepiękna niezapominajka.". Po ~*filipińsku*~ niemiecku.
Od tyłu.
- Kurrrrrr....Nie mogłaś po angielsku?! – Spytała
Andromeda.
- Nie. – Odpowiedziała Katerin.
- Przecież to łatwe..."Przepiękna
niezapominajka" to po niemiecku „Wunderschön vergissmeinnicht".
Wystarczy wpisać to od tyłu." – Rzekł ~*orkan*~ Grzegorz,
po czym podszedł do odpowiedniej klawiatury i wpisał hasło. Chwilę później, na
ekraniku pojawił się napis:
|"🤓 <--- Ładny portret nowonarodzonego Dejwida
znalazłem?"|
~*JEZU XDDD*~
„HASŁO „thcinniemssigrev nöhcsrednuW" [X.X] ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym pierwsza z sześciu kłódek otworzyła się. W
tym momencie, Andromeda rzekła:
- Gadaj zaraz, jakie jest drugie hasło.
- „Cudowny tulipan". Po [antarktydzku] niemiecku.
Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.
- Ja pierdolę...Że też musiałam w szkole uczyć się
tego pieprzonego francuskiego... ~*ZAJEBAĆ FRANCUZÓW!!!*~ -
Rzekła ~Pizdoklepka~ Andromeda.
- Wymówka tygodnia. Ja też w szkole uczyłam się
francuskiego, a jakoś umiem i niemiecki. Mniejsza. Kolejne łatwe hasło.
Przecież „Cudowny tulipan" to po niemiecku „Wunderschön tulpe".
Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do odpowiedniej
klawiatury i napisała odpowiednie hasło. Po chwili, na ekraniku pojawił się
napis:
~*"▶️ <--- Naciśnij, aby wyciszyć Andromedę."*~
|x"D|
„HASŁO „eplut nöhcsrednuW" |X.X| ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym druga z sześciu kłódek otworzyła się. W tym
momencie, Laura rzekła:
- A teraz gadaj, jakie jest trzecie hasło.
- „Przegrać zawody". Po [grenlandzku] niemiecku.
Od tyłu. – Odparła Katerin.
- No kurwa! Musisz wymyślać takie trudne hasła?! –
Krzyknąłem
- Przecież to jest banalne. „Przegrać zawody"
to po niemiecku „Verlieren wettkämpfe". ~Hehe...~ Wystarczy
napisać to od tyłu. – Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz, po czym
wpisał odpowiednie hasło do komputera. Kilka chwil później, na ekraniku pojawił
się napis:
~"🔌+ 🚿 = Odciążenie świata od Andromedy!"~
|Takie true. x"D|
„HASŁO „efpmäkttew nereilreV"
ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka [siódma] trzecia z
sześciu się otworzyła. W tym momencie, powiedziałem:
- Ok. A teraz gadaj, jakie jest czwarte hasło.
- „Zmywać tablicę." Po |pierdolcowatemu| niemiecku.
Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.
- To już czwarte hasło, a ona nic trudnego nie
potrafi wymyślić. Przecież to jest banalne. „Zmywać tablicę" to po
niemiecku „Spülen tafel". Wystarczy wpisać to od tyłu. – Odparła Laura, po
czym podeszła do komputera i wpisała w nim odpowiednie hasło. W tym momencie,
na ekraniku pojawił się napis:
["📥<--- Nawet strzałka chce spierdolić przed Andromedą. Pomóż
strzałce!"]
~*Jak ja kocham nabijać się z tej pizdy. xD*~
|Nie tylko ty. x'D|
„HASŁO „lefat
nelüpS" ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka czwarta z sześciu się otworzyła. Po
paru sekundach, Andromeda rzekła:
- A teraz – jeśli nie chcesz zginąć, gadaj jakie jest
piąte hasło.
- „Mam wiele do zrobienia". Po niemiecku. Od
tyłu. – Powiedziała Katerin.
- No rzesz kurwa. To już przedostatnie hasło, więc
mogłabyś się wysilić, aby nam utrudnić, jak to zwykle bywa. |Nie jęcz.| Przecież
to jest cholernie łatwe. „Mam wiele do zrobienia" to po niemiecku „Ich
habe viel zu tun". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz,
po czym wprowadził odpowiednie hasło do komputera. I po paru sekundach, na
ekraniku pojawił się napis:
~"🔬<--- Ten mikroskop służy do szukania mózgu
Andromedy, ale coś mu nie idzie. Pomóż mikroskopowi!"~
|Boże XD|
„HASŁO „nut uz
leiv e~-~bach h~*T*~cI" ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka piąta z ~*czterech*~ sześciu
otworzyła się. W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz rzekł:
- Jeszcze tylko chwila dzieli nas od zwycięstwa.
Gadaj jakie jest szóste hasło.
- Ależ ty naiwny. Myślisz, że powiem ci ostatnie
hasło? Pojebało? – Rzekła Katerin.
- Andromedo... - Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz
do Andromedy.
W tym momencie, Andromeda chciała pociągnąć za spust.
Jednak, po chwili, Katerin rzekła:
- No dobra, dobra. Już wam mówię, tylko [nie
zabierajcie mi Świeżaków.] mnie nie zabijajcie. Ostatnie hasło to
„Czasem daje mi odpisać zadanie domowe.". Po [dubstepowemu] niemiecku.
Od tyłu.
- Czy ciebie dziewczyno pojebało? Jak to możliwe,
aby być takim idiotą i do sejfów z tak cennymi rzeczami dawać banalne hasła?
Przecież „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe." To po niemiecku
„Manchmal lässt er mich die Hausaufgabe abschreiben." Wystarczy napisać to
od tyłu. – Rzekł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wpisał ostatnie
hasło do komputera. Po kilku chwilach na ekraniku pojawił się napis:
„HASŁO
„nebierhcsba ebagfusauaH eid hcim re tssäl lamhcnaM" ZAAKCEPTOWANO!
MIŁEGO KORZYSTANIA Z ~*MOCY WPIERDOLU!*~ TUBY!"
Po czym kłódka szósta z |dwóch| sześciu
się otworzyła. Zazdroszczę im znajomości niemieckiego. [Hmm, to nie
wiem. Może NAUCZ SIĘ TEGO JĘZYKA, DOWNIE?!] No, ale mniejsza. |Oni
wszyscy mają zajebiste podejście do życia. xD| Chwilę później, główne
drzwi do sejfu zostały otwarte. Widząc to, Laura chwyciła tubę i schowała ją do
kieszeni[, jak przystało na prawilnego Polaka]. Po zrobieniu tego, sejf
automatycznie się zamknął.
Po paru chwilach spytałem Grzegorza:
- A
mogę ją zabić?
~*
- Zabić to nie ma sensu, bo przecież dzięki niej
mamy tą [*tę] tubę, ale możesz ją pomęczyć. –
Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.
W tym momencie, wraz z Andromedą, która się do mnie
przyłączyła, zaczęliśmy znęcać się nad bezbronną Katerin. Kilkadziesiąt minut
później, gdy Katerin była już maksymalnie wykończona, z bólu zemdlała...
Po skończonym męczeniu, Andromeda spytała:
- I co teraz z nią zrobimy?
- Ja to bym ją dobił. - Rzekłem
|What. xD|
- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc
możecie ją dobić. - Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz.
W tym momencie, gdy chcieliśmy już to zrobić,
ujrzeliśmy Patryka i |Patryka| Mateusza (przypomniałem sobie w
końcu jak się nazywają. Yay!). ~Suuuper -_-~ Czy oni
nie mają nic do roboty, tylko nam przeszkadzać? Po chwili, Laura spytała:
- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie
innym dupy?
- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin.
Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparł Patryk.
- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekłem
~Uwaga...
~*|[JEZU XDDD]|*~
Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala
zwycięstwa przelewała się to na naszą stronę, to na stronę Patryka i Mateusza.
Jednak, w pewnym momencie, niestety, wygrali Patryk i [Patryk] Mateusz.
Pchnęli oni Laurę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu~*, o
którym wcześniej mowy nie było.*~. Jako, że generator był włączony, po
chwili przez ciało Laury przepłynął prąd. Parę sekund później,
przeraźliwie [jak polonista widzący pismo dysortografa] krzyknęła
ona z bólu i osunęła się nieprzytomna na ziemię...
W tym momencie, odwróciliśmy się. Po zrobieniu
tego, ~*orkan*~ Grzegorz, od razu podszedł do nieprzytomnej
Laury i sprawdził, czy żyła ona. Później okazało się, że tak, jednak ledwo
ledwo. Chwilę później, dało się słyszeć, że odetchnął on z ulgą. Następnie,
podniósł Laurę i wraz z nami, jako iż nie mieliśmy już co tam robić, wróciliśmy
do naszego statku kosmicznego. Po paru minutach, gdy byliśmy w środku, ~*orkan*~ Grzegorz
wyjął z kieszeni nieprzytomnej Laury tubę, podał ją nam, a następnie poszedł do
kokpitu. My zaś, zaczęliśmy kończyć budowę maszyny...
*Oczami ~*Tępej Pizdoklepki*~ Andromedy. ~*Na jedno
wychodzi.*~*
Parę tygodni później, ja i Dawid |*Dejwid| skończyli [Kurwa,
to jakaś plaga! Teraz zmiana narracji jest w pierwszym zdaniu!] |Widać,
Ramoninth, że nie chciało ci się tego pisać i napierdalałaś CTRL+A, CTRL+C i
CTRL+V.| ~*#TakByło*~ ~Jezu ;_;~ budować
maszynę. Kiedy zaś to nastąpiło, Dawid rzekł:
- No. I już skończyliśmy. Jeszcze tylko ta jedna część
i wszystko będzie gotowe w 100 %. |Won mie z tą spacją!|
W tym momencie, kiedy wypowiedział te słowa,
poczuliśmy, że pojazd, w którym się znajdowaliśmy, ruszył. Czując to,
powiedział on:
- Wiesz, coś czuję, że oni nasze rozmowy podsłuchują.
[No shit, Sherlock.]
- No w sumie może masz racje. No, bo przecież
niemożliwe, aby nie wychodząc tu od tygodnia wiedzieli, że już skończyliśmy. –
Odparłam
Po tej rozmowie, zaczęliśmy czekać, aż wylądujemy.
Po paru minutach zaś, kiedy tak się stało, ujrzeliśmy, że drzwi do
pomieszczenia, w którym byliśmy, otworzyły się. Od razu wyszliśmy na zewnątrz.
Kiedy już byliśmy na dworze, pierwszy raz od tygodnia ujrzeliśmy Grzegorza i
Laurę. Chwilę później, ~*orkan*~ Grzegorz spytał:
- Dobra. To gdzie teraz mamy iść?
- Do tamtego bloku. – Odpowiedziałem, ~*Lolix,
Andromeda zmieniła płeć.*~ wskazując na odpowiedni budynek.
Po tych słowach, gdy chcieliśmy już ruszyć, Laura
rzuciła się na Dawida, |*Dejwida| po czym chwyciła go z całej
siły za szyję i krzyknęła:
- NIE JESTEM BRZYDKA, SKURWYSYNU!!! I NIE ŚMIEJ SIĘ
Z MOJEGO WZROSTU ORAZ WYGLĄDU!!!
~
W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz
zaśmiał się, po czym powiedział:
- Wspomniałem, że ona umie czytać w myślach? Więc w
obrębie 30[00000000000000000000000000000000000000000...00000000000000000000000000000] km
od niej, najlepiej nie obrażać jej słownie jak i w myślach. Takie tam, zero
prywatności. [ISIS Lubi to!]
Po czym podszedł do Laury i powiedział do niej:
- Lauro, skarbie, zostaw go. Zabijesz go, gdy nie
będzie nam już potrzebny.
|~👏~|
- NIE ZOSTAWIĘ GO!!! MA ZGINĄĆ, CIUL PIERDOLONY!!! –
Krzyknęła. |KROPKA, SPADAJ!|
- Skarbie...Proszę cię. Oni są nam jeszcze
potrzebni. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym pocałował ją.
W tym momencie, Laura niechętnie puściła go.
I dobrze. Już się bałam, że go zabije. Nie
chciałabym stracić jedynej osoby, którą zaczynałam już darzyć sympatią. [To
nic, że tego nie okazywała.] Jednak, po chwili rzekła z niechęcią w
głosie:
- Eh...No dobra...Niech ci będzie.
Po tej rozmowie, we czwórkę ruszyliśmy w kierunku
odpowiedniego bloku...
~*Jakby nic się nie wydarzyło.*~
Po znalezieniu się w odpowiednim miejscu, poszliśmy
do odpowiedniego mieszkania. Kiedy znaleźliśmy się przed drzwiami i spróbowaliśmy
je otworzyć, okazało się, że były one otwarte. |XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD| Od
razu cicho je otworzyliśmy. W tym momencie, zobaczyliśmy, że Katerin
najprawdopodobniej nas nie zauważyła. Od razu zaszliśmy ją od tyłu, |(
͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym chwyciłam jakąś metalową
rurkę, która ~została podstawiona przez scenarzystów~ leżała
na podłodze i z całej siły uderzyłam Katerin w głowę. Chwilę później,
dziewczyna upadła nieprzytomna na podłogę...
W tym momencie, Dawid |*Dejwid| związał
ją, po czym podniósł i zniósł do piwnicy. Gdy tam się znaleźliśmy, ujrzeliśmy
lasery. Widząc je, ~*orkan*~ Grzegorz wyłączył przeszkodę za
pomocą przycisku, który ujrzał na ścianie. Następnie, podeszliśmy do sejfu,
posadziliśmy Katerin na podłodze i chcieliśmy otworzyć drzwiczki. Jednak, w tym
momencie, na ekraniku drzwi, ujrzeliśmy wielki napis:
["ZIEMNIAKI ZJEDZONE?!"]
~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~
„WPROWADŹ SZEŚĆ HASEŁ."
- KURWA!!! Musiała tu jeszcze hasła ustawić! –
Krzyknęła Laura.
- W sumie nie dziwne. Tuba jest cenna, więc
idiotyzmem by było pozostawienie ją na pastwę losu. – Odparł ~orkan~ Grzegorz.
W sumie była to prawda. Jednak, po tych słowach,
zaczęliśmy się głowić nad pierwszym hasłem. Po paru minutach, Laura spytała z
irytacją w głosie:
|– Ja pierdolę, gazu nie wyłączyłam!|
- Ma ktoś pomysł, jakie może być pierwsze hasło?
- Teoretycznie powinno to być jakieś niemieckie
zdanie, jak zawsze zresztą, ale praktycznie cholera wie, jakie tu może być. –
Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.
No to zaczęliśmy dalej myśleć. Jednak, w pewnym
momencie, gdy dalej głowiliśmy się nad hasłem, usłyszeliśmy dźwięk wysyłania
SMS-a. W tym momencie, spytałam:
|– Lolix, kto mi spami na Instagramie?|
- Ktoś z was właśnie wysłał SMS-a? Bo ja nie,
zostawiłam telefon w domu.
~*Mózg chyba też zostawiłaś.*~
- Nie, ja nie. Praktycznie nie korzystam z telefonu.
– Odpowiedział Dawid. |*Dejwid|
- Ani ja. Mój telefon jest wyładowany. – Odrzekła
Laura.
- Ja też nie. Prawie w ogóle nie korzystam z
telefonu. A SMS-ów z niego nie wysyłam. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz.
W tym momencie wiadomo było, że była to Katerin.
Myślała, że ktoś jej pomoże? Naiwna to ona jest. Od razu się odwróciliśmy, po
czym Dawid |*Dejwid| złamał Katerin rękę[, ale ona nie
krzyknęła, bo nie miała nerwów] i krzyknął:
- Zostaw ten telefon!!! Nikt cię nie uratuje!!!
Chwilę później, przystawiłam jej do głowy pistolet~,
który wziął się z dupy~ i powiedziałam:
- Gadaj, jakie są hasła, albo zginiesz marnie.
- Spierdalaj. – Rzekła Katerin.
~*|[~<Zieeew>~]|*~
Po tych słowach, chciałam pociągnąć za spust.
Jednak, w tym momencie, Katerin rzekła:
- No dobra, dobra, już mówię. Pierwsze hasło to
„Przepiękna niezapominajka.". Po ~*emojiowatemu*~ niemiecku.
Od tyłu.
- Kurrrrrr....Nie mogłaś po angielsku?! – Spytałam
- Nie. – Odpowiedziała Katerin.
- Przecież to łatwe..."Przepiękna
niezapominajka" to po niemiecku „Wunderschön vergissmeinnicht".
Wystarczy wpisać to od tyłu." – Rzekł ~*orkan*~ Grzegorz,
po czym podszedł do odpowiedniej klawiatury i wpisał hasło. Chwilę później, na
ekraniku pojawił się napis:
|"🤳 <--- Chciałem zrobić selfie z gównem, ale Andromeda
się odsunęła."|
~*Boże x"D*~
„HASŁO „thcinniemssigrev nöhcsrednuW"
ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym pierwsza z sześciu kłódek otworzyła się. W
tym momencie, rzekłam:
- Gadaj zaraz, jakie jest drugie hasło.
- „Cudowny tulipan". Po |lennyfaceowatemu| niemiecku.
Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.
- Ja pierdolę...Że też musiałam w szkole uczyć się
tego pieprzonego francuskiego... ~*FRANCUZI NA STOS! A szczególnie ich
prezydent.*~ - Rzekłam
- Wymówka tygodnia. Ja też w szkole uczyłam się
francuskiego, a jakoś umiem i niemiecki~*, bom fajna.*~. Mniejsza.
Kolejne łatwe hasło. Przecież „Cudowny tulipan" to po niemiecku „Wunderschön
tulpe". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do
odpowiedniej klawiatury i napisała odpowiednie hasło. Po chwili, na ekraniku
pojawił się napis:
["🙅♂️ <---
Andromeda ma tak krzywą mordę, że aż muszę się zasłonić rękoma przed tą brzydotą."]
|To takie true. xD|
„HASŁO „eplut nöhcsrednuW" ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym druga z sześciu kłódek otworzyła się. W tym
momencie, Laura rzekła:
- A teraz gadaj, jakie jest trzecie hasło.
- „Przegrać zawody". Po ~*fangirlowemu*~ niemiecku.
Od tyłu. – Odparła Katerin.
- No kurwa! Musisz wymyślać takie trudne hasła?! –
Krzyknął Dawid. |*Dejwid|
- Przecież to jest banalne. „Przegrać zawody"
to po niemiecku „Verlieren wettkämpfe". ~Hehe...~ Wystarczy
napisać to od tyłu. – Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz, po czym
wpisał odpowiednie hasło do komputera. Kilka chwil później, na ekraniku pojawił
się napis:
~"👩👦👦 👩👧👧 👨👦 👨👧 👨👧👦 👨👦👦 👨👧👧 <--- Zgadnij, czyja to rodzina.
Podpowiedź: Nigdy nie będzie to rodzina Andromedy i
Dawida."~
~*Fani nas zajebią, ale walić to. xD*~
„HASŁO „efpmäkttew nereilreV"
ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka trzecia z [jednej] sześciu
się otworzyła. W tym momencie, Dawid |*Dejwid| powiedział:
- Ok. A teraz gadaj, jakie jest czwarte hasło.
- „Zmywać tablicę." Po |gimbusowemu| niemiecku.
Od tyłu. – Odpowiedziała Katerin.
- To już czwarte hasło, a ona nic trudnego nie
potrafi wymyślić. Przecież to jest banalne. „Zmywać tablicę" to po
niemiecku „Spülen tafel". Wystarczy wpisać to od tyłu. – Odparła Laura, po
czym podeszła do komputera i wpisała w nim odpowiednie hasło. W tym momencie,
na ekraniku pojawił się napis:
["🛬 <--- Poświęcę załogę, aby zajebać Andromedę."]
|XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD|
„HASŁO „lefat
nelüpS" ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka czwarta z sześciu się otworzyła. Po
paru sekundach, rzekłam:
- A teraz – jeśli nie chcesz zginąć, gadaj jakie
jest piąte hasło.
- „Mam wiele do zrobienia". Po |hebrajsku| niemiecku.
Od tyłu. – Powiedziała Katerin.
- No rzesz kurwa. To już przedostatnie hasło, więc
mogłabyś się wysilić, aby nam utrudnić, jak to zwykle bywa. ~*Nie jęcz,
tylko bierz, jak dają.*~ Przecież to jest cholernie łatwe. „Mam wiele
do zrobienia" to po niemiecku „Ich habe viel zu tun". Wystarczy
napisać to od tyłu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym
wprowadził odpowiednie hasło do komputera. I po paru sekundach, na ekraniku
pojawił się napis:
~"🚷 <--- Zakaz wstępu dla Andromedy."~
[x""""D]
„HASŁO „nut uz
leiv e|-|bach h[T]cI" ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka piąta z sześciu otworzyła się. W tym
momencie, ~*orkan*~ Grzegorz rzekł:
- Jeszcze tylko chwila dzieli nas od zwycięstwa.
Gadaj jakie jest szóste hasło.
- Ależ ty naiwny. Myślisz, że powiem ci ostatnie
hasło? Pojebało? – Rzekła Katerin.
- Andromedo... - Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz
do mnie.
W tym momencie, chciałam pociągnąć za spust. Jednak,
po chwili, Katerin rzekła:
- No dobra, dobra. Już wam mówię, tylko mnie [nie
okradajcie ze Świeżaków.] nie zabijajcie. Ostatnie hasło to „Czasem
daje mi odpisać zadanie domowe.". Po ~*śląsku*~ niemiecku.
Od tyłu.
- Czy ciebie dziewczyno pojebało? Jak to możliwe,
aby być takim idiotą i do sejfów z tak cennymi rzeczami dawać banalne hasła?
Przecież „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe." To po niemiecku
„Manchmal lässt er mich die Hausaufgabe abschreiben." Wystarczy napisać to
od tyłu. – Rzekł ~*orkan*~ Grzegorz, po czym wpisał ostatnie
hasło do komputera. Po kilku chwilach na ekraniku pojawił się napis:
|"♨️ <---
Toksyczne wyziewy z dupy Andromedy."|
~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
leżę XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~
„HASŁO
„nebierhcsba ebagfusauaH eid hcim re tssäl lamhcnaM" ZAAKCEPTOWANO!
MIŁEGO KORZYSTANIA Z |MOCY WPIERDOLU!| TUBY!"
Po czym kłódka szósta z ~*trzech*~ sześciu
się otworzyła. Też bym chciała znać niemiecki, jak oni. [TO SIĘ KUFA
NAUCZ!] No, ale mniejsza. Chwilę później, główne drzwi do sejfu
zostały otwarte. Widząc to, Laura chwyciła tubę i schowała ją do kieszeni|,
jak przystało na Polaka.|. Po zrobieniu tego, sejf automatycznie się
zamknął.
Po paru chwilach Dawid |*Dejwid| spytał
Grzegorza:
- A mogę ją zabić?
~Co. xD~
- Zabić to nie ma sensu, bo przecież dzięki niej
mamy tą [*tę] tubę, ale możesz ją pomęczyć. –
Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.
W tym momencie, Dawid |*Dejwid| wraz
ze mną, gdyż się do niego przyłączyłam, zaczęliśmy znęcać się nad bezbronną
Katerin. Kilkadziesiąt minut później, gdy Katerin była już maksymalnie
wykończona, z bólu zemdlała...
Po skończonym męczeniu, spytałam:
- I co teraz z nią zrobimy?
- Ja to bym ją dobił. – Rzekł Dawid. |*Dejwid|
[Wat. xD]
- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc
możecie ją dobić. – Powiedział ~*orkan*~ Grzegorz.
W tym momencie, gdy chcieliśmy już to zrobić,
ujrzeliśmy naszych wrogów. Czy oni musza [Pieprzona literówka.] nam
przeszkadzać? Po chwili, Laura spytała:
- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie
innym dupy?
- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin.
Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparł Patryk.
- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekłem
~*O, Andromeda znowu zmieniła płeć. A poza tym,
nikt. tak. kufa. nie. gada. xD*~
Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala
zwycięstwa przelewała się to na naszą stronę, to na stronę naszych wrogów.
Jednak, w pewnym momencie, niestety, wygrali Patryk i |Patryk| Mateusz.
Pchnęli oni Laurę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu~,
który wcześniej nie został wspomniany.~. Jako, że generator był
włączony, po chwili przez ciało Laury przepłynął prąd. Parę sekund później,
przeraźliwie [jak matematyk widzący błąd w obliczeniach] krzyknęła
ona z bólu i osunęła się nieprzytomna na ziemię...
W tym momencie, odwróciliśmy się. Po zrobieniu
tego, ~*orkan*~ Grzegorz, od razu podszedł do nieprzytomnej
Laury i sprawdził, czy żyła ona. Później okazało się, że tak, jednak ledwo
ledwo. Chwilę później, dało się słyszeć, że odetchnął on z ulgą. Następnie,
podniósł Laurę i wraz z nami, jako iż nie mieliśmy już co tam robić, wróciliśmy
do naszego statku kosmicznego. Po paru minutach, gdy byliśmy w środku, ~*orkan*~ Grzegorz
wyjął z kieszeni nieprzytomnej Laury tubę, podał ją nam, a następnie poszedł do
kokpitu. My zaś, zaczęliśmy kończyć budowę maszyny...
[<Ziew>]
*Oczami Patryka.*
~Nareszcie, chociaż na dwie perspektywy, znaczna
zmiana scenerii. -_-~
Ten dzień zaczął się zwyczajnie. Postanowiłem pójść
do meliny ~*<Niucha> Czujecie? Lekko pachnie kanonem!*~ Mateusza,
aby pograć mu trochę na nerwach. Kiedy zaś już byłem u niego w domu, w pewnym
momencie, gdy oglądaliśmy telewizję, ~<ZIEEEW>~ dało
się słyszeć dźwięk mojego telefonu. Od razu sprawdziliśmy, co to było. Okazało
się, że był to SMS od Katerin. W tym momencie, od razu odczytaliśmy, co tam
było. W treści było napisane tylko:
„Proszę...Pomóżcie mi...|Dejwid zajebał mi
Świeżaki...|"
- To oni już na nią napadli? – Spytał Mateusz.
[Nie, na grzyby poszli. -_-]
- Najwidoczniej tak. No, ale musimy jej pomóc! –
Odpowiedziałem. |Kropka, spierdalaj!|
Po tej rozmowie, oboje wyszliśmy z domu Mateusza, po
czym udaliśmy się do bloku, w którym mieszkała Katerin. Następnie poszliśmy do
jej mieszkania. Kiedy sprawdziliśmy, czy drzwi były zamknięte, ku naszemu
zdziwieniu okazały się otwarte. ~*XDDDDDDDD*~ Po wejściu do
środka, usłyszeliśmy z piwnicy głos Andromedy, która mówiła:
- I co teraz z nią zrobimy?
- Ja to bym ją dobił. - Dało się słyszeć głos
Dawida. |*Dejwida|
[Co. xD]
- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc
możecie ją dobić. - Dało się słyszeć głos Grzegorza.
Po usłyszeniu tego, oboje zeszliśmy na dół. Gdy już
się tam znaleźliśmy, ujrzeliśmy nieprzytomną, związaną Katerin leżącą na
podłodze oraz Andromedę, Dawida, |*Dejwida| Laurę i Grzegorza,
którzy chcieli ją dobić. Jednak, nie zrobili tego, gdyż ujrzeli nas.
- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie
innym dupy? – Spytała Laura.
- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin.
Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparłem
- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekł Dawid. |*Dejwid|
~Nikt. Tak. Nie. Gada. XD~
Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala
zwycięstwa przelewała się to na stronę Dawida, |*Dejwida| Andromedy,
Grzegorza i Laury, to na naszą stronę. Jednak, w pewnym momencie, wygraliśmy
my. Pchnęliśmy Laurę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu[, o
którym wcześniej nie było mowy, bo po co.]. Na szczęście okazało się, że
generator był włączony, przez co po chwili przez ciało Laury przepłynął prąd.
Parę sekund później, przeraźliwie |jak osoba rysująca w "Paint
Tool SAI", gdy padnie prąd| ~*#True*~ krzyknęła
ona z bólu i osunęła się nieprzytomna na ziemię...
W tym momencie, ~*orkan*~ Grzegorz,
Dawid |*Dejwid| i Andromeda odwrócili się. My natomiast,
korzystając z okazji, podnieśliśmy Katerin i wróciliśmy do mieszkania...
Tymczasem, gdy przenieśliśmy nieprzytomną Katerin do
jej mieszkania, położyliśmy ją na łóżku, po czym przecięliśmy liny, którymi
była ona związana. Następnie, widząc, że jej ręka była najprawdopodobniej
złamana, ~*Gdyż byliśmy cyborgami.*~ usztywniliśmy ją jakąś
deską, która [została podrzucona przez scenarzystów] leżała na
podłodze. Po zrobieniu tego, zaczęliśmy czekać, aż dziewczyna się obudzi...
Parę minut później, ujrzeliśmy, że Katerin się
obudziła. Chwilę później, gdy zauważyła nas, spytałem:
- O, już się obudziłaś. Powiesz więc, co zaszło w
tej piwnicy?
|( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|
W tym momencie, opowiedziała ona o wszystkim oraz o
tym, dlaczego podała im hasła. Kiedy skończyła, rzekłem:
- Eh...Oni to już tacy zawsze są, byli i będą. Ale
mniejsza. Może ci w czymś pomóc?
- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. Ale dzięki za
troskę. – Odpowiedziała Katerin.
- Oj, nie ma za co. – Powiedziałem
Po tej rozmowie, ja i Mateusz posiedzieliśmy jeszcze
trochę z Katerin, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym poszliśmy do swoich
domów.
*Oczami Mateusza.*
Ten dzień zaczął się zwyczajnie i miałem nadzieję,
że będzie tak do końca. Ależ naiwny byłem... ~Potwierdzam. Naiwność
twoja i twojego przygłupiego kolegi jest porażająca.~ W pewnym
momencie, usłyszałem dzwonek do furtki. Od razu sprawdziłem, kto to był.
Okazało się, że to ta żółta pokraka, ~*O, znowu zapachniało kanonem,
tak lekko.*~ Patryk. Mimo wszystko wpuściłem go do mieszkania. Kiedy
zaś już był w środku, w pewnym momencie, kiedy oglądaliśmy telewizję, ~<ZIEEEEEW>~ dało
się słyszeć dźwięk mojego telefonu. Od razu sprawdziliśmy, co to było. Okazało
się, że był to SMS od Katerin. W tym momencie, od razu odczytaliśmy, co tam
było. W treści było napisane tylko:
„Proszę...Pomóżcie mi...|Dejwid zajebał mi
Świeżaki...|"
- To oni już na nią napadli? – Spytałem
|No nie kurwa, polują na skrzydlate jelenie. -_-|
~Skrzydlate jelenie xD~
- Najwidoczniej tak. No, ale musimy jej pomóc! –
Odpowiedział Patryk.
Po tej rozmowie, oboje wyszliśmy z mojego domu, po
czym udaliśmy się do bloku, w którym mieszkała Katerin. Następnie poszliśmy do
jej mieszkania. Kiedy sprawdziliśmy, czy drzwi były zamknięte, ku naszemu
zdziwieniu okazały się otwarte. [XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD] Po
wejściu do środka, usłyszeliśmy z piwnicy głos Andromedy, która mówiła:
- I co teraz z nią zrobimy?
- Ja to bym ją dobił. - Dało się słyszeć głos
Dawida. |*Dejwida|
~*Co. xD*~
- W sumie i tak nie jest już nam potrzebna, więc
możecie ją dobić. - Dało się słyszeć głos Grzegorza.
Po usłyszeniu tego, oboje zeszliśmy na dół. Gdy już
się tam znaleźliśmy, ujrzeliśmy nieprzytomną, związaną Katerin leżącą na
podłodze oraz Andromedę, Dawida, |*Dejwida| Laurę i Grzegorza,
którzy chcieli ją dobić. Jednak, nie zrobili tego, gdyż ujrzeli nas.
- No nie. Nie macie nic do roboty, tylko trucie
innym dupy? – Spytała Laura.
- Owszem, mamy, ale obiecaliśmy chronić Katerin.
Więc, jeśli wam życie miłe – zostawcie ją! – Odparł Patryk.
~Wal się.~
- Pojebało cię chłopczyku. – Rzekł Dawid. |*Dejwid|
~Nikt. Tak. Kufa. Nie. GADA! xD~
Po tej rozmowie, rozpoczęła się walka. Szala
zwycięstwa przelewała się to na stronę Dawida, |*Dejwida| Andromedy,
Grzegorza i Laury, to na naszą stronę. Jednak, w pewnym momencie, wygraliśmy
my. Pchnęliśmy Laurę w kierunku ściany z wbudowanym generatorem prądu[, o
którym wcześniej nie było mowy.]. Na szczęście okazało się, że generator
był włączony, przez co po chwili przez ciało Laury przepłynął prąd. Parę sekund
później, przeraźliwie [jak gimbus bez karty kredytowej w McDonald's] krzyknęła
ona z bólu i osunęła się nieprzytomna na ziemię...
W tym momencie, ~*orkan*~ ~Weźże
się już zamknij. -_-~ ~*Nie xD*~ Grzegorz, Dawid |*Dejwid| i
Andromeda odwrócili się. My natomiast, korzystając z okazji, podnieśliśmy
Katerin i wróciliśmy do mieszkania...
Tymczasem, gdy przenieśliśmy nieprzytomną Katerin do
jej mieszkania, położyliśmy ją na łóżku, po czym przecięliśmy liny, którymi
była ona związana. Następnie, widząc, że jej ręka była najprawdopodobniej
złamana, [a zauważyliśmy to dzięki naszym cyborgowym oczom,] usztywniliśmy
ją jakąś deską, która ~została podstawiona przez scenarzystów.~ leżała
na podłodze. Po zrobieniu tego, zaczęliśmy czekać, aż dziewczyna się obudzi...
Parę minut później, ujrzeliśmy, że Katerin się
obudziła. Chwilę później, gdy zauważyła nas, Patryk spytał:
- O, już się obudziłaś. Powiesz więc, co zaszło w
tej piwnicy?
|( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| ~*Ech...
-_-*~
W tym momencie, opowiedziała ona o wszystkim oraz o
tym, dlaczego podała im hasła. Kiedy skończyła, Patryk rzekł:
- Eh...Oni to już tacy zawsze są, byli i będą. Ale
mniejsza. Może ci w czymś pomóc?
- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. Ale dzięki za
troskę. – Odpowiedziała Katerin.
- Oj, nie ma za co. – Powiedział Patryk
Po tej rozmowie, ja i Patryk posiedzieliśmy jeszcze
trochę z Katerin, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym poszliśmy do swoich
domów.
*Oczami Katerin.*
~*FunFact #1: Wiecie, że zanalizowaliśmy już ponad
czterdzieści stron trzeciego rozdziału?*~
|O cholera, to w chuj dużo!|
~*Właśnie wiem. A kolejny ma sto cztery strony.
;_;*~
~<Cicho płacze.>~
[O chuj, nareszcie przełączyłaś muzykę! ^-^]
~*:3*~
Ten dzień zaczął się normalnie, jak każdy inny.
Miałam nadzieję, że będzie tak do końca. Niestety, to byłoby zbyt piękne. ~*Fajny
spoiler.*~ W pewnym momencie, gdy szukałam czegoś, poczułam się
obserwowana. [Bo jam jest debilka i nie zamknęłam drzwi do mieszkania
na klucz i trzysta kłódek.] Nie przejęłam się tym jednak. I to był mój
błąd. |Błędem było uczenie się przez ciebie o zdaniach pojedynczych.| Po
kilku chwilach, poczułam mocne uderzenie w tył głowy. Jęknęłam z bólu, ~To
nic, że wcześniej nie było o tym wspomniane.~ a po chwili osunęłam
się nieprzytomna na ziemię...
Parę minut później, obudziłam się. Kiedy otworzyłam
oczy, ujrzałam, że siedziałam związana w swojej piwnicy. Chwilę później,
usłyszałam jakiś kobiecy głos, który mówił:
|– Kto lubi marchewki?|
- Ma ktoś pomysł, jakie może być pierwsze hasło?
- Teoretycznie powinno to być jakieś niemieckie
zdanie, jak zawsze zresztą, ale praktycznie cholera wie, jakie tu może być. –
Dało się słyszeć jakiś nienaturalny, gruby~*, zajebisty*~ męski
głos.
W tym momencie, wiedziałam, że to co mówił mi
Patryk, było prawdą. Od razu spróbowałam wyciągnąć telefon z kieszeni. Kiedy
zaś mnie się to udało, [bo jam jest Mary Sue,] napisałam SMS-a
do Patryka i Mateusza o treści:
„Proszę...Pomóżcie mi...|Dejwid zajebał mi
Świeżaki...|"
Po czym wysłałam. Jednak, w tym momencie
zorientowałam się, że nie wyciszyłam komórki, ~Idiotka~ przez
co dało się słyszeć dźwięk wysłania SMS-a...
Po chwili dało się słyszeć, że jedna z dziewczyn,
która tam była, spytała:
[– Mieliście kiedyś taki spam na Messengerze,
że wam telefon w kosmos wyjebało?]
- Ktoś z was właśnie wysłał SMS-a? Bo ja nie,
zostawiłam telefon w domu.
~Mózg też zostawiłaś.~
- Nie, ja nie. Praktycznie nie korzystam z telefonu.
– Odpowiedział jeden z chłopaków.
- Ani ja. Mój telefon jest wyładowany. – Odrzekła
druga z dziewczyn.
- Ja też nie. Prawie w ogóle nie korzystam z
telefonu. A SMS-ów z niego nie wysyłam. – Odparł drugi z chłopaków.. ~*Jest
tylko jedna kropka lub trzy. Nie ma nic pomiędzy.*~
W tym momencie, odwrócili się, po czym jeden z nich
złamał mi rękę|, ale ja nie krzyknęłam, bo byłam córką Chucka Norrisa| i
krzyknął:
- Zostaw ten telefon!!! Nikt cię nie uratuje!!!
Ręka mnie mocno bolała, ale nie krzyczałam, aby nie
dawać im satysfakcji. ~Wiesz, padalcu, że w takim wypadku NIE DA SIĘ
nie krzyczeć?~ Chwilę później, jedna z dziewczyn przystawiła mi do
głowy pistolet|, który wziął się z dupy| i powiedziała:
- Gadaj, jakie są hasła, albo zginiesz marnie.
- Spierdalaj. – Rzekłam
~<Zasypia>~
~*<Szturcha> E! Jeszcze kilka stron!*~
~:<~
Po tych słowach, chciała ona pociągnąć za spust.
Jednak, w tym momencie, rzekłam:
- No dobra, dobra, już mówię. Pierwsze hasło to
„Przepiękna niezapominajka.". Po ~*aminokwasowemu*~ niemiecku.
Od tyłu.
- Kurrrrrr....[Po pierwsze, za dużo kropek. Po
drugie, chujowo to wygląda. Było dokończyć to przekleństwo, kofa.] Nie
mogłaś po angielsku?! – Spytała
- Nie. – Odpowiedziałam
- Przecież to łatwe..."Przepiękna
niezapominajka" to po niemiecku „Wunderschön vergissmeinnicht".
Wystarczy wpisać to od tyłu." – Rzekł jeden z chłopaków, po czym podszedł
do odpowiedniej klawiatury i wpisał hasło. Chwilę później, na ekraniku pojawił
się napis:
~*"FUCK THIS SHIT, LET'S START A RIOT!"*~
|We czwórkę tylko o tym marzymy, analizując to
gówno.|
„HASŁO „thcinniemssigrev nöhcsrednuW"
ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym pierwsza z sześciu kłódek otworzyła się. W
tym momencie, Andromeda (uff...W końcu przypomniałam sobie, jak oni się
nazywali.) |👍| rzekła:
- Gadaj zaraz, jakie jest drugie hasło.
- „Cudowny tulipan". Po [węglowodorowemu] niemiecku.
Od tyłu. – Odpowiedziałam
- Ja pierdolę...Że też musiałam w szkole uczyć się
tego pieprzonego francuskiego... ~*ZAKURWIĆ FRANCUZÓW, A ICH KRAJ
WYSADZIĆ ATOMÓWKĄ!*~ - Rzekła Andromeda.
- Wymówka tygodnia. Ja też w szkole uczyłam się
francuskiego, a jakoś umiem i niemiecki. Mniejsza. Kolejne łatwe hasło.
Przecież „Cudowny tulipan" to po niemiecku „Wunderschön tulpe".
Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparła Laura, po czym podeszła do odpowiedniej
klawiatury i napisała odpowiednie hasło. Po chwili, na ekraniku pojawił się
napis:
|"Dupa mnie boli."|
~*x"D Najambitniejsze zdanie ever.*~
|Wiem xD|
„HASŁO „eplut nöhcsrednuW" ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym druga z sześciu kłódek otworzyła się. W tym
momencie, Laura rzekła:
- A teraz gadaj, jakie jest ~siódme~ trzecie
hasło.
- „Przegrać zawody". Po |ametystowemu| niemiecku.
Od tyłu. – Odparłam
- No kurwa! Musisz wymyślać takie trudne hasła?! –
Krzyknął Dawid. |*Dejwid|
- Przecież to jest banalne. „Przegrać zawody"
to po niemiecku „Verlieren wettkämpfe". ~Hehe...~ Wystarczy
napisać to od tyłu. – Powiedział ~*orkan*~ ~-_-~ Grzegorz,
po czym wpisał odpowiednie hasło do komputera. Kilka chwil później, na ekraniku
pojawił się napis:
~"👩❤️👩 <--- Lolix, znalazłem starych Andromedy."~
~*Pierdolnęłam x"D*~
„HASŁO „efpmäkttew nereilreV"
ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka trzecia z [dwóch] sześciu
się otworzyła. W tym momencie, Dawid |*Dejwid| powiedział:
- Ok. A teraz gadaj, jakie jest czwarte hasło.
- „Zmywać tablicę." Po ~biblijnemu~ niemiecku.
Od tyłu. – Odpowiedziałam
- To już czwarte hasło, a ona nic trudnego nie
potrafi wymyślić. Przecież to jest banalne. „Zmywać tablicę" to po
niemiecku „Spülen tafel". Wystarczy wpisać to od tyłu. – Odparła Laura, po
czym podeszła do komputera i wpisała w nim odpowiednie hasło. W tym momencie,
na ekraniku pojawił się napis:
|"What the
hell?"|
~*Idealne podsumowanie dotychczasowej, zanalizowanej
części tego gówna. xD*~
„HASŁO „lefat nelüpS" ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka czwarta z sześciu się otworzyła. Po
paru sekundach, Andromeda rzekła:
- A teraz – jeśli nie chcesz zginąć, gadaj jakie
jest piąte hasło.
- „Mam wiele do zrobienia". Po |padalcowemu| niemiecku.
Od tyłu. – Powiedziałam
- No rzesz kurwa. To już przedostatnie hasło, więc mogłabyś
się wysilić, aby nam utrudnić, jak to zwykle bywa. ~*Nie jęcz.*~ Przecież
to jest cholernie łatwe. „Mam wiele do zrobienia" to po niemiecku „Ich
habe viel zu tun". Wystarczy napisać to od tyłu. – Odparł ~*orkan*~ Grzegorz,
po czym wprowadził odpowiednie hasło do komputera. I po paru sekundach, na
ekraniku pojawił się napis:
["Wszystkiego najlepszego!
PS. Umrzyj"]
~*Jest wiele osób, którym chciałabym to
powiedzieć.*~
„HASŁO „nut uz
leiv e|-|bach h[T]cI" ZAAKCEPTOWANO!"
Po czym kłódka piąta z sześciu otworzyła się. W tym
momencie, ~*~NIE!~ E! To moja kwestia! ~:D~*~ Grzegorz
rzekł:
- Jeszcze tylko chwila dzieli nas od zwycięstwa.
Gadaj jakie jest szóste hasło.
Pojebało? Nie ze mną takie rzeczy. Po chwili
rzekłam:
- Ależ ty naiwny. Myślisz, że powiem ci ostatnie
hasło? Pojebało?
- Andromedo... - Powiedział Grzegorz do Andromedy.
W tym momencie, Andromeda chciała pociągnąć za
spust. Jednak, po chwili, rzekłam:
- No dobra, dobra. Już wam mówię, tylko ~*zostawcie
moje Świeżaki.*~ mnie nie zabijajcie. Ostatnie hasło to „Czasem daje
mi odpisać zadanie domowe.". Po ~acetylenowemu~ niemiecku.
Od tyłu.
- Czy ciebie dziewczyno pojebało? Jak to możliwe,
aby być takim idiotą i do sejfów z tak cennymi rzeczami dawać banalne hasła?
Przecież „Czasem daje mi odpisać zadanie domowe." To po niemiecku
„Manchmal lässt er mich die Hausaufgabe abschreiben." Wystarczy napisać to
od tyłu. – Rzekł Grzegorz, po czym wpisał ostatnie hasło do komputera. Po kilku
chwilach na ekraniku pojawił się napis:
|"Ziemniaki niezjedzone, nie ma tuby."|
~*Boże, to byłby przegryw. xD*~
„HASŁO
„nebierhcsba ebagfusauaH eid hcim re tssäl lamhcnaM" ZAAKCEPTOWANO!
MIŁEGO KORZYSTANIA Z ~*MOCY WPIERDOLU!*~ TUBY!"
Po czym kłódka szósta z [dwóch] sześciu
się otworzyła. Chwilę później, główne drzwi do sejfu zostały otwarte. Widząc
to, Laura chwyciła tubę i schowała ją do kieszeni~*, jak przystało na
typowego Polaka.*~. Po zrobieniu tego, sejf automatycznie się zamknął.
Po chwili, Dawid |*Dejwid| spytał
Grzegorza:
- A mogę ją zabić?
[Wat. xD]
- Zabić to nie ma sensu, bo przecież dzięki niej
mamy tą [*tę] tubę, ale możesz ją pomęczyć. – Odpowiedział
Grzegorz.
W tym momencie, Dawid, wraz z Andromedą, która się
do niego przyłączyła, zaczęli znęcać się nade mną. Kilkadziesiąt minut później,
gdy byłam już maksymalnie wykończona, z bólu zemdlałam...
Paręnaście minut później, kiedy się obudziłam,
ujrzałam, że leżałam na łóżku w swoim mieszkaniu. Chwilę później, ujrzałam
Patryka i ~Patryka~ |Klony jebane. xD| ~Prawda?
xD~ Mateusza. Gdy zauważyli oni, że się obudziłam, Patryk spytał:
- O, już się obudziłaś. Powiesz więc, co zaszło w
tej piwnicy?
|( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|
W tym momencie, opowiedziałam o wszystkim oraz o
tym, dlaczego podałam im hasła. Kiedy skończyła, ~*I znowu zmiana
narracji. EKSTRA. -_-*~ Patryk rzekł:
- Eh...Oni to już tacy zawsze są, byli i będą. Ale
mniejsza. Może ci w czymś pomóc?
- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. Ale dzięki za
troskę. – Odpowiedziałam
- Oj, nie ma za co. – Powiedział Patryk.
Po tej rozmowie, on i Mateusz posiedzieli jeszcze
trochę ze mną, |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| po czym
poszli do swoich domów. Ja natomiast, poleżałam jeszcze trochę, po czym wstałam
i zajęłam się swoimi codziennymi sprawami... |Jak gdyby nigdy nic.|
~*I tym optymistycznym akcentem zanalizowaliśmy już
trzy rozdziały i prolog. Jutro, już na serio, nie analizujemy. Muszę się przez
jeden dzień psychicznie przygotować do ponad stu stron męki i wam radzę to
samo.*~
~To będzie cięęężki czwartek. ;_;~
~*Wiem, ale w końcu musimy to gafno zanalizować. Na
szczęście piąty i ostatni rozdział ma tylko jedenaście stron.*~
|Przynajmniej tyle.|
__________________________________________________
|O nie...Te linie źle świadczą.|
~Analiza jest jak czekolada. Mówisz sobie "już starczy", a pięć minut później...~
~*Niestety. 😖To jest złe uzależnienie.*~
Rozdział IV – Pięć tygodni.
~*Sto cztery strony... ;_;*~
~Nie ;_;~
TYDZIEŃ I:
Tydzień ten dla naszych bohaterów zaczął się
przyjemnie, ale niekoniecznie tak się skończył...
|Fajny spoiler już na początku.|
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
Na początku nowego miesiąca, marca, ~Już
niedługo! ^-^~ |;___;| podczas budowy maszyny, Dawid powiedział
do Andromedy:
- Miejmy nadzieję, że w końcu uda nam się skończyć
tą [*tę] maszynę i, że zdążymy do kwietnia.
- Eee...Już niewiele zostało. Na pewno skończymy. –
Odparła Andromeda.
~*Bo jesteśmy idealni.*~
Jednak, po chwili, gdy zaczęli kontynuować budowę,
Dawid |*Dejwid| pomyślał:
„Eh...Od kilku miesięcy czuję do niej coś więcej niż
tylko przyjaźń...Muszę jej to w końcu wyznać."
~*NIENIENIENIENIE!!! Nie chcę czytać dalej! ;_;
<Chowa się za Grzegorzem.> NIENIENIENIENIENIENIENIE! Błagam! ;_;*~
~Już się boję, co tam jest. ;___;~
|Nie tylko ty. ;___;|
Po czym, postanowił, że dziś będzie idealny dzień,
aby jej to wyznać. Powiedział, więc:
|– Śmierdzisz
jak stare skarpety.|
~
[BOŻE X"D]
- Andromedo...Muszę ci coś powiedzieć. Ja...Ja cię kocham...|Rzygam
tą wymuszoną słodkością.| Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie,
...Kiedy mówisz, czuję się tak, jakbym słyszał ~infradźwięki,
których i tak nie słychać. Łeb zaczyna napierdalać i spać się chce.~ |Szczerość.
xD| ~No co? xD~ najpiękniejszy dźwięk na ziemi,
...Kiedy się śmiejesz, jest to ~tak zajebiste, jak patrzenie na
zwłoki lisa.~ |Boże, przestań. xD| ~Jeszcze nie
bóg, ale pracuję nad tym. xD~ |Jakiż ty skromny. xD| ~Wiem
xD~ najpiękniejszy widok na świecie...Bez ciebie po prostu nie da
się żyć... ~Usuń to "nie" i będzie
obiektywne zdanie.~ |XDDD|
W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko
dźwięk silników. [Z których było słychać ciche mruczenie kota
Ramoninth.] ~*<333*~ W pewnym momencie, dziewczyna
spytała ze łzami ~wkurwu~ |XDDD Jebłem| szczęścia
w oczach:
- Oh, Dawid...Naprawdę?
["Mamy ponad dwadzieścia pięć tysięcy
słów...Kiedy jebnie limit?" - pomyślał Dejwid.]
- Naprawdę...Ciebie nigdy bym nie okłamał... -
Odpowiedział Dawid. |*Dejwid|
W tym momencie, dziewczyna rzuciła mu się w ramiona.
Jednak, parę sekund później, zaczęli się oni pierwszy raz w życiu
całować. ~*Za chwilę...ZA CHWILĘ... x"D*~ Czuli się
podczas tego tak, jakby czas się dla nich zatrzymał. Liczyła się tylko ta
chwila. Jednak, ich chwilę pocałunku, przerwał znany im głos Laury, która
mówiła:
~*NARESZCIE! XD*~
- Ekhm...
W tym momencie, Dawid |*Dejwid| i
Andromeda od razu odwrócili się. Kiedy to zrobili, ujrzeli Grzegorza [Mendla] ~Och,
no... -_-~ ~*[xDDD]*~ i Laurę. W pewnym
momencie, Grzegorz rzekł:
- Nie mam nic przeciwko temu, żebyście czuli do
siebie coś więcej, niż tylko przyjaźń, ale, do cholery nie okazujcie tego
wszędzie, gdzie się da!
Po chwili zaś, on jak i Laura wrócili do kokpitu,
gdyż stamtąd przyszli...
~
~*xDDDD Kocham ten moment, mimo upływu lat. xDDD*~
Kiedy natomiast Dawid |*Dejwid| i
Andromeda zostali sami, Andromeda spytała ściszonym głosem:
-, [PRZECINEK, WYPIERDALAJ STĄD!] Co
on tak się nas uczepił?
- Pewnie sam nie zaznał miłości ~*Spoko,
zrobię ci harem z moich OC.*~ ~To ja wolę być niekochany...
;___;~ ~*xDDD*~ i chce naszą zniszczyć. Ale my mu nie
damy tej satysfakcji. – Odpowiedział Dawid. |*Dejwid|
Po chwili zaś, wrócili do tego, co zaczęli robić
przed całowaniem się...
|( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|
~*Chociaż w święto zmarłych mógłbyś przestać spamić
leniaczami.*~
|O chuj, to dziś? O.o|
~*Tak. A ja szukam pretekstu, abyś przestał spamić.
xD*~
|-_-|
Tymczasem, gdy Grzegorz i Laura wrócili do
kokpitu, ~*ZARAZ BĘDZIE! XD*~ przez jakiś czas siedzieli w
ciszy. Jednak, w pewnym momencie, ON|IACZ| pomyślał:
„Eh...Ona [Laura] ~No chyba nie
Andromeda. 😨~ jest taka
piękna...Jest po prostu ideałem ~kwasu siarkowego.~ |JEZU
XDDD| kobiety nieprzepuszczonym przez Photoshop...[A skąd wiesz?] A
jej charakter jest po prostu zbliżony do mojego. ~Ooo... <3~ Na
dodatek te jej piękne oczy...|~ZAMKNIJ SIĘ!~ Ej!
Wara od mojej kwestii! ~:D~| Każdy może w
nich zatonąć, mimo iż są one dość małe, co zresztą dodaje jej uroku...A to, że
jest taka niska, sprawia, że jest jeszcze bardziej cudowna...Jej głos...Coś
pięknego...Najlepszy dźwięk, który można usłyszeć na tym świecie, ...Kiedy się
śmieje...Jest to ~widok zdechłego kota.~ |XDDD| najpiękniejszy
widok na Ziemi...A kiedy ją przytulam...Czuję się, jakbym trzymał w objęciach
cały swój świat, [Piękny ten przecinek.] ...Kiedy płacze lub
cierpi...Nie mogę na to patrzeć...Wtedy aż serce mnie się kraja, ... ~*Tymczasem
w drugim tygodniu.*~ Kiedy śpi...Wygląda tak uroczo i
niewinnie...Ja...Ja chyba ją kocham...Ona jest jedyna taka...Nie Wiem [Niemiecki?] jak
jej to powiedzieć...W ogóle pierwszy raz tak o kimś myślę...W końcu muszę
zebrać się na odwagę i jej to wyznać...Ona jest cudowna..."
~*A ona nie mogła przeczytać jego myśli. -_-*~
Po czym postanowił, że ten dzień będzie idealny, aby
jej o tym powiedzieć. Lecz, zaczął on od niewinnego pytania:
|– Lubisz smyrgać koty po ich główkach?|
[XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD]
- Czy ktoś ci kiedyś mówił, że jesteś urocza?
- Nie...Wszyscy mi mówili, że jestem
okropna...brzydka...Że nie należy mnie się miłość...przyjaźń, ...że powinnam
się zabić, ...że, po co żyję, jak nikt mnie nie chce... - Odpowiedziała Laura
ze łzami w oczach.
~Przynajmniej cię nie okłamywali, psujo kanonu.~
-, [PRZECINEK, WON!] Bo musisz
wiedzieć, że jesteś urocza. I nie słuchaj się tych, co ci mówią inaczej, bo oni
kłamią. – Odpowiedział Grzegorz.
- Oh, Grzegorz...Naprawdę? – Spytała Laura ze łzami
w oczach.
- Tak...Ciebie bym nie okłamał. – Odpowiedział
- Oh... - Rzekła, po czym przytuliła się do niego.
On natomiast ją objął. Parę sekund później, powiedział:
-, Bo ja ci muszę coś powiedzieć...Nie wiem jak ci
to powiedzieć, gdyż mówię to pierwszy raz w swoim życiu, ale...ale...Ja cię
kocham...Ty po prostu powodujesz, że moje życie staje się, choć trochę bardziej
urozmaicone...Jesteś tym, czego można najbardziej pragnąć...~Nie, tak na
serio to nie, bardziej pragnę zagłady świata.~ |Kocham twoją
szczerość. xD| Wystarczy nawet twoja sama egzystencja, aby czuć się
szczęśliwszym. Ten, kto cię ma, ma prawdziwy skarb ~ścieków~ ~*X"D*~ Wszechświata.
W tym momencie nastała cisza. Chwilę później, Laura
rozpłakała się ze szczęścia, po czym spytała:
- Oh, Grzegorz...Naprawdę?
- Oczywiście...Jesteś jedyną osobą, której nigdy bym
nie okłamał...- Rzekł
W tym momencie, dziewczyna mocniej się do niego
przytuliła. Parę minut później, kiedy go puściła ich twarze zaczęły się do
siebie przybliżać. ~*ZA CHWILĘ! XDDD*~ Po chwili zaś zaczęli
się, pierwszy raz w ich życiu, całować. Czuli się podczas tego, jakby czas się
zatrzymał. ~*JESZCZE MOMENT! XDDD*~ Nigdy wcześniej się nie
całowali. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeli oni taki dźwięk, jakby drzwi do
kokpitu automatycznie się otworzyły. Nie przejęli się tym jednak. Obchodziła
ich w tym momencie tylko chwila. Sekundę później, usłyszeli głos Andromedy,
która mówiła:
- Ups...Przepraszam bardzo...
A następnie dźwięk zamykających się drzwi od
kokpitu. Jednak i tym się nie przejęli, gdyż liczyła się dla nich tylko ta
chwila...
Tymczasem, gdy Andromeda wyszła z kokpitu i podeszła
do Dawida, |*Dejwida| rzekła:
- Szczyt hipokryzji.
- A co? – Spytał Dawid. |*Dejwid|
- Oni to się tam całują, a jak my to robimy, to mają
nam za złe. – Odpowiedziała dziewczyna.
~
- Eh, ...Co za ludzie...Pewnie niedługo będą chcieli
zniszczyć naszą miłość. Najpewniej wykorzystają ten moment jak zachorujesz. Ja
to wiem. Wtedy nie dadzą ci zostać w domu. Pozwolą dopiero jak prawie zemdlejesz.
Jednak mi nie pozwolą się tobą zaopiekować. Później uznają w magiczny sposób,
że nie opłaca się odstawiać nas na weekend do domu i każą nam harować siedem
dni w tygodniu. ~*Macie spoiler tego, co stanie się potem. SUPER! -_-*~ |-__-| Nie
możemy im jednak dać tej satysfakcji. – Odparł chłopak.
- Miejmy nadzieję, że wszystko się dla nas dobrze
skończy. – Odparła
- Zapomniałaś? Przecież wisi nad nami wyrok śmierci.
Gdy wykonamy wszystko, co chcą – zamordują nas. – Przypomniał
~Czy wspominałem, że kocham siebie?~
~*Dwa razy.*~
~Nie zaszkodzi powtórzyć trzeci raz. xD~
- Ach, no tak... - Rzekła
Po tej rozmowie, wrócili do swoich czynności, czyli
do budowy maszyny...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
Po wylądowaniu w piątek po południu przed
odpowiednim blokiem, gdy Dawid |*Dejwid| i Andromeda wyszli z
pojazdu, dziewczyna rzekła ze łzami w oczach:
- To...To ja idę do siebie...
Po czym chciała odejść. Jednak, w tym momencie,
poczuła, że ktoś chwycił ją za rękę i nie zamierzał puścić. Od razu odwróciła
się ona. Gdy to zrobiła, ujrzała Dawida, |*Dejwida| który
powiedział:
- Nie idź tam. Serce mnie się kraja, gdy patrzę, jak
cierpisz, ...Choć ze mną. Ja się tobą zaopiekuję...
- Oh, Dawid |*Dejwid|...Naprawdę? –
Spytała ze łzami szczęścia w oczach.
- Naprawdę...Ja cię kocham i nie mogę pozwolić,
żebyś cierpiała... - Odpowiedział chłopak.
Po tych słowach, dziewczyna rzuciła mu się w
ramiona. On natomiast ją objął. Jednak, po paru minutach, gdy emocje opadły,
oboje ruszyli w kierunku domu Dawida |*Dejwida|...
~*Lol, to on w poprzednie weekendy wysyłał tę tępą
pizdę do jej komórki? O.o*~
~Nie próbuj zrozumieć czegoś, co nie istnieje. W tym
wypadku logiki.~
Od wieczoru natomiast, zaczął prześladować ich
pech...
Gdy Andromeda wieczorem wyszła na spacer, na
początku nic się nie działo. Kiedy jednak wracała do domu, w pewnym momencie
poczuła, że ktoś ją czymś mocno uderza [Siema, zmiano czasu! Dawno cię
nie było!] w głowę. Po chwili dziewczyna upadła nieprzytomna na
ziemię...
~*NIENIENIENIENIENIENIE!!! ZARAZ BĘDĄ ZŁE OPISY!
;___;*~
|<Płacze>|
W tym samym momencie, w innym miejscu Dawid |*Dejwid| zaczynał
niepokoić się o Andromedę. Miała szybko wrócić. Ubrał się, więc, po czym
wyszedł z mieszkania i ruszył śladem dziewczyny. W pewnym momencie ujrzał
nieprzytomną Andromedę leżącą na ziemi. Koło niej stało dwóch mężczyzn, którzy
rzucali w nią kamieniami. ~Przyłączyłbym się do nich.~ Dawid,
widząc to, od razu krzyknął:
- Zostawcie ją natychmiast!
Po chwili jednak poczuł, że ktoś od tyłu uderza go
czymś bardzo mocno w głowę. Chłopak jęknął z bólu, po czym osunął się ogłuszony
na ziemię...
Paręnaście minut później, gdy chłopak obudził się,
ujrzał niebo. Czuł, że jest przez kogoś ciągnięty. Było mu słabo. Słyszał swoje
słabe oddechy i wolne bicie serca. Czuł, że zaraz ponownie zemdleje. |<Płacze>| Po
chwili jego głowa opadła bezwładnie na bok i chłopak ponownie zemdlał...
Trzy godziny później, ~*~Logiki tu nie ma.~
;'-(*~ gdy Dawid |*Dejwid| obudził się, czuł się
bardzo słabo. Słyszał swoje bardzo słabe oddechy i wolne bicie serca. Czuł, że
zaraz może po raz trzeci zemdleć. Na dodatek było mu duszno. [Nie ;_;] Po
chwili poczuł, że zaraz zwymiotuje. Nie miał jednak sił, aby wstać. ~*<Chowa
głowę w ramieniu Grzegorza i cicho płacze nad swoją dawną mentalnością.>*~ Czuł,
że zaczął go mocno boleć brzuch. Miał uczucie, że zaraz naprawdę
zwymiotuje. ~Powiedziałbym, że idę się powiesić, ale dziś to nie na
miejscu. ;-;~ Po chwili jego głowa bezwładnie opadła w bok. Po
chwili zwymiotował on na podłogę. |<Rozpacza>| Powtórzyło
się to jeszcze pięć razy, po czym chłopak nie miał już, czym wymiotować.
Jednak, brzuch nadal go bardzo mocno bolał. Po chwili, z bólu zemdlał
on... [Ufff...]
Tymczasem, godzinę później, gdy Andromeda obudziła
się, czuła się słabo. Nie miała sił, aby wstać. Kilka minut później zaś, jej
głowa opadła na bok. W tym momencie dziewczyna ujrzała, że jest w [zmianie
czasu.] jakieś starej komórce. Chwilę później, na łóżku obok, ujrzała
nieprzytomnego Dawida. |*Dejwida| Dziewczyna, mimo tego, że
nie miała sił, podniosła się i podeszła do niego, po czym sprawdziła, czy żyje
on. Na ~nie~szczęście żył. Podniosła, więc go, po czym
wyszła z komórki i ruszyła do domu Dawida. |*Dejwida|
Paręnaście minut później, gdy dziewczyna tam doszła
i weszła, poszła do pokoju Dawida, |*Dejwida| po czym położyła
go na jego łóżku i zaczęła czekać, aż ten się obudzi...
Dwie godziny później, gdy Dawid |*Dejwid| obudził
się, nadal czuł się bardzo słabo. Również było mu duszno i ciężko mu się
oddychało, mimo iż widział on, że był u siebie. Minutę później, ~*STOPER!*~ ujrzał
nad sobą Andromedę. Widząc ją, spytał:
-, Co...Co się stało?
[– Gówno się rozlało. – odpowiedziała
kulturalnie (G)Andzia.]
W tym momencie dziewczyna opowiedziała mu o
wszystkim, co pamiętała. Gdy skończyła, Dawid |*Dejwid| powiedział:
- Dziękuję...Dziękuję, że mnie...Że mnie tam nie
zostawiłaś...
- Oj nie musisz dziękować. Nigdy bym cię tam nie
zostawiła. - Rzekła
Od teraz, przez dwa dni zaczęła się ona nim
opiekować. Jednak, Andromedę również zaczęło coś brać. ~Ebola może.
Błagam, oby to była Ebola.~ Cały czas chodziła w bluzach, gdyż
było jej zimno, nie miała apetytu i była blada. Dawid |*Dejwid| zaczął
się o nią martwić. W końcu, w niedzielę po południu, zebrał się na siłach, aby
pójść do dziewczyny i sprawdzić, co z nią było. Gdy zaś wszedł do pokoju
Andromedy, aby sprawdzić, co z nią było i jej jeszcze raz za to wszystko
podziękować, ujrzał Andromedę, która wyglądała tak, jakby zaraz miała stracić
przytomność. Chłopak spytał ją:
- Skarbie, dobrze się czujesz?
~*Idealnie, jak pleśń w włączonej spalarce.*~
|Jebłem xD|
Jednak, dziewczyna nie odpowiedziała. Nie miała
siły, aby odpowiedzieć. Po chwili zaś, zemdlała ona.
Dawid, |*Dejwid| widząc to, od razu
do niej podbiegł. Kiedy przy niej był, starał się ją jakoś obudzić. Niestety,
dziewczyna nadal była nieprzytomna. Chłopak podniósł, więc i położył na jej
łóżku. Kiedy to zrobił, zaczął czekać, aż ona się obudzi. |~*ZAMKNIJ
RYJ!*~ Ej! To moja kwestia! ~*XD*~|
Paręnaście minut później, gdy dziewczyna obudziła
się, ujrzała nad sobą Dawida, |*Dejwida| który widząc, że
Andromeda się obudziła, powiedział:
- Nareszcie się obudziłaś. W ogóle, dlaczego wtedy
tak nagle zemdlałaś?
[– Bo dowiedziałam się, że "Half-Life
3" nigdy nie wyjdzieee! 😭– odpowiedziała Tępa Pizda.]
-, Bo...Bo źle się czułam...I nadal źle się czuję...
- Odpowiedziała dziewczyna.
- Hmm...Może jesteś chora? W sumie ja też nie mam
jeszcze sił, aby np. jutro tam iść. Więc co zrobimy? - Rzekł
- Zadzwonię do Grzegorza ~*Mendla*~ i
mu o tym powiem. – Odpowiedziała Andromeda.
Po tym, Dawid |*Dejwid| położył się
koło niej, a dziewczyna chwyciła telefon i zadzwoniła do Grzegorza ~*Mendla*~...
Tymczasem, ON|IACZ|, powoli zasypiał z nudów,
w swojej bazie. Jednak, w pewnym momencie, usłyszał telefon. Od razu sprawdził,
kto się do niego dobijał. Kiedy ujrzał, że była to Andromeda, mimo wszystko
odebrał. Po zrobieniu tego, spytał:
~*– ♪DALEEEJ, JEDZIEMY
NA MAXA! HEJ! PO PROSTU DALEEEJ, JEDZIEMY NA MAXA! HEJ!♪*~
~BOŻE XDDDDDD~
-, Czego chcesz?
~Kanon?! Wróciłeś! ;'-)~
- Muszę ci powiedzieć, że ja i Dawid |*Dejwid| nie
możemy jutro przyjść. Ja nie mogę wstać, gdyż jestem chora i słaba, a
Dawid |*Dejwid| źle się czuje od paru dni.
- A co mnie to obchodzi? Przejąłbym się, gdybyś mi
powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach. Macie
przyjść, jeśli chcecie jeszcze żyć. – Rzekł Grzegorz.
~Kanon! ;'-)~
Po tych słowach, Andromeda próbowała przekonać
jeszcze Grzegorza |Mendla|, aby im darował, jednak ten był
nieubłagalny...
~Kanonuś! ;"-)~
Po skończonej rozmowie, Dawid spytał:
~*– ♪Jest impreza u
Cygana, my musimy tam być! Będzie można do rana skrzyżować i wbić!♪*~
|XD Jebłem|
- I co powiedział?
~*– ♪Bania u Cygana,
bania u Cygana, bania u Cygana do rana! Bania aż do rana, hej, do rana, hej, do rana, bania u Cygana do
rana!♪*~
~x"""D~
- Cytuję: „A co mnie to obchodzi? Przejąłbym się,
gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach.
Macie przyjść, jeśli chcecie jeszcze żyć.". Więc musimy tam przyjść. –
Odpowiedziała
- Eh...Zastanawiam się, czy my przypadkiem nie
trafiliśmy do Krainy Grzybów. ~*Onie. To na fazie TEGO pisałam to
gafno. ;_;*~ ~Dlatego to opko jest pojebane! I wszystko jasne!~ Wiesz,
„Dostać się do niej łatwo, ale z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę
gorzej.". – Odparł Dawid. |*Dejwid|
- Heh...Coś w tym jest. – Powiedziała Andromeda.
Po chwili zaś, Dawid |*Dejwid| rzekł:
- Wiesz, ja już nabieram pewności, że on na 101% nie
jest człowiekiem. – Rzekł Dawid. |*Dejwid|
~Odwal się ode mnie! ;'-(~
-, Czemu tak ci ta pewność wzrosła? – Spytała
Andromeda.
- Mam na to mnóstwo dowodów. [Oczy mi płoną.
Zbyt profesjonalne to to jest na opko. W sensie słownictwo zbyt profesjonalne.] Po
pierwsze, jego może zabić tylko dezintegrator. ~*Wtedy...Mogłam w to
wierzyć.*~ Nie jest to normalne, bowiem człowieka może zabić nawet
poderżnięcie gardła. Po drugie, popatrz na jego zachowanie. Nie wykazuje
żadnych cech ludzkich. Nie śpi, ~*Skąd wiesz?*~ a nie jest
zmęczony, nie ma potrzeb fizjologicznych, ~*Slavia nie patrzy?*~ |Chyba
nie.| ~*Ufff...*~ może przeżyć nawet sto lat bez picia i
jedzenia, nie dotykają go żadne dolegliwości, np. choroby. ~Kocham
siebie, po prostu. <3~ Znaczy zdarzają mu się przejawy cech
ludzkich, co poniekąd, tak jak to, że coś jest w stanie go uśmiercić, pokazuje,
że nie jest idealny, ~*JEST! :<*~ lecz zdarza się to nawet
raz na sześćset ~sześćdziesiąt sześć~ lat. Po trzecie
COŚ lub KTOŚ go wskrzesza zawsze, gdy jest kolejna data końca świata. Normalnego
człowieka nie da się wskrzesić. Po czwarte popatrz na niego. On w ogóle nie
pokazuje swojej twarzy, tylko ukrywa ją pod kapturem. ~Jestem po
prostu zbyt przystojny. Jeszcze moja zajebistość by was przedwcześnie zabiła.~ |Skromność
to twoja cecha podstawowa. xD| ~Wiem xD~ To
znaczy, że albo jego twarz to po prostu czaszka bez skóry czy mięśni, jak u
szkieletu,
~
~*
jest bardzo oszpecona lub nienaturalna dla człowieka. Albo jest z antymaterii. [WAT xD] Po piąte – jego oczy. ~*Takie piękneee... <Rozmarzona>*~ ~;_;~ ~*Zrobię sobie takie! Tylko najpierw skończę liceum, studia medyczne i potem biotechnologię. <3*~ ~Boję się tej Fangirl. ;_;~ Normalny człowiek ma takie oczy jak ja czy ty, ma brwi, tęczówki, soczewki, rzęsy. On ma po prostu żółte oczy w kształcie rombu ~*Typowy przykład fałszywego wspomnienia. Ja to tak zapamiętałam, ale tak naprawdę Grzegorz w kapturze wygląda tak:
~Czyż nie jestem cudny? <3~
~*JESTEŚ :**~
i tyle, a mimo to – widzi. Po szóste, jego nos.
Wiem, że to szczegół, ale czy znasz człowieka, który ma nos na pół
twarzy? ~Odwal się! ;'-(~ No właśnie. Po siódme. On zna
WSZYSTKIE języki świata, gdyż, na ten przykład, jak raz poszedłem do kokpitu
się ich o coś spytać, ujrzałem kątem oka, że czyta on, jak gdyby nigdy nic,
książkę w języku suahili, a obok leżała książka również w jakimś rzadkim
języku. Normalny człowiek w ciągu całego swojego życia nie pozna WSZYSTKICH
języków świata. Zna się również na WSZYSTKICH dziedzinach życia, zna WSZYSTKIE
dane na temat WSZYSTKICH ludzi, zna CAŁY Wszechświat, wie jak ten cały bajzel
powstał i jak się skończy, zna CAŁY świat w 100%, zna charaktery, wady, zalety,
wygląd itp. KAŻDEGO człowieka na świecie, zna CAŁĄ najnowszą i jeszcze nawet
nieistniejącą technologię, co dla normalnego człowieka jest nie do
pojęcia. ~*Ożeń się ze mną.*~ |Biedak xD| ~;_;~ Po
ósme, on może przeżyć bez powietrza. Nie udusi się, ani po czasie, z powodu
braku tlenu nie straci przytomności. Normalny człowiek bez powietrza zemdlałby,
a po krótkim czasie także udusiłby się. Po dziewiąte, na CAŁYM świecie nie ma
danych na jego temat. ~Tajne bazy danych NASA...~ ~*Morda,
nie psuj. :<*~ ~:D~ Nie ma jego dokładnej daty
urodzenia, ~*Sześćset sześćdziesiąty szósty rok.*~ informacji
o rodzicach, itd. Żadne państwo o nim nie wie. Wiadomo, że coś ma zniszczyć
świat, ale nikt nie wie, kto za tym stoi. ~To ja! :*~Jego
dane są tylko w tajnych bazach danych NASA, ~*A, ok. Jednak wie.*~ jednak
są to tylko jego rok urodzenia, imię, nazwisko, to od ilu lat próbuje
unicestwić ludzkość, kiedy ostatni raz próbował i kogo do tego celu wynajął. Po
dziesiąte. Jego wiek. W chwili obecnej ma on 1370 lat. ~^-^~ Normalny
człowiek nawet 130 lat nie dożyje, a co dopiero 1370. Po jedenaste. Jego
nazwisko. Ma on na nazwisko „Antychryst", co nie? ~Ładnie, czyż
nie? ^-^~ A przecież ŻADEN normalny człowiek nie wpadłby na to,
aby zmienić sobie nazwisko na właśnie takie lub nadać je własnemu
dziecku. ~*Ja takie dam własnemu dziecku. xD*~ |*W szkole*
Antychryst, do odpowiedzi! XD| Po za tym, Antychryst kojarzy się z
Pismem Świętym, a dokładniej z Apokalipsą wg. Św. Jana. A on właśnie, chce
zniszczyć świat. Coś musi w tym być. – Uargumentował chłopak.
~Lol, nie. To po prostu zbieżność. _-_~
- Mnie tam „Antychryst" kojarzy się z moją
szkołą, gdyż tak nazywano w niej metalowców i satanistów, ale mniejsza. ~*Powiedziałabym
coś, ale mózg mnie się zlagował.*~ Co do tych twoich argumentów, to
jest to szczera prawda, jednak, nie żebym go jakoś broniła, ~*Szmata*~ ~;__;~
ale on w stosunku do Laury zachowuje się bardzo ludzko, gdyż zachowuje się tak,
jakby czuł do niej coś więcej. Dba o nią, ciągle jak się pojawia, to ona jest
koło niego, a poza tym słyszałeś jego słowa, które powiedział przez telefon.
Rzekł, cytuję: „Przejąłbym się, gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub
gdyby ją zabijali na moich oczach.". To coś znaczy. I w ogóle to jego
twarz nie może być czaszką jak u szkieletu, gdyż przecież całował się z Laurą.–
Powiedziała dziewczyna.
- No niby tak, jednak jeszcze jeden argument mam na
to, że Grzegorz nie jest człowiekiem. Posiada on dwie nadprzyrodzone zdolności,
których nie ma żaden normalny człowiek. Potrafi się, bowiem teleportować oraz
teleportować innych do jakichś np. pomieszczeń, czy nawet, do, kurwa, teraz
jestem całkowicie szczery, skomplikowanych figur geometrycznych umiejscowionych
w jakieś przestrzeni, a także potrafi przesuwać ich boki, aby kogoś
zgnieść. ~*Jeszcze tak jakby zatrzymuje rzeczywistość (nie umiem tego
wytłumaczyć, to trzeba obejrzeć część 2 "Sąsiedzi -
Apokalipsa" z tej paczki, co ją wam zalinkowałam w
FanFiction "Sąsiedzi: 2012 [Kontynuacja]") i kontrolować
pogodę ("Sąsiedzi - 2012, część 2."). A w czwartym rozdziale
FanFiction dopierdalam mu jeszcze dwie moce. :3*~ – Odparł
- To, skoro według ciebie nie jest z gatunku
ludzkiego, to, kto go urodził, skoro nie ludzka kobieta? Nie mógł on pojawić
się z niczego. – Zapytała
~*Pojawił się z czystej zajebistości.*~
- Możliwe, że powstał z niczego albo urodziły lub
stworzyły go istoty nadprzyrodzone i zesłały na Ziemię, aby ją zniszczył. –
Odpowiedział
~Lol, fajna historia. Chcę taką.~
- Jest tylko mały problem. Istoty nadprzyrodzone nie
istnieją. – Zauważyła
- Skąd wiesz? Widziałaś kiedyś taką? Właśnie. We
Wszechświecie może być wiele interesujących rzeczy, o których zwykłemu
śmiertelnikowi nie przyszło pomyśleć. – Odrzekł ~*Debil*~ |.| ~*No
co? Nie wierzę w kosmitów.*~ |Lolix, ja w sumie też nie. xD|
- Mam jeszcze jedno pytanie. Gdzie on trafia po
śmierci? – Spytała
~*Do alternatywnego świata, który też chce
zniszczyć. xD*~
- Z tego, co kiedyś słyszałem, trafia do
niebytu ~*Z lekcji filozofii: BYT JEST, CZY GO NIE MA? XD*~ |XDDD| ~*Autentyczne
zdanie z drugiej lekcji w tym roku. xD*~ |BOŻE XDDD| lub
próżni, jak wolisz, gdyż jest tam ciemno. Po znalezieniu się w tym miejscu,
czeka na ponowne ożywienie. Co prawda, może się teleportować na Ziemię lub inne
planety, aby oglądać je z perspektywy ducha, więc na pewno się tam nie nudzi.
Jego zwłoki zostają w miejscu, gdzie go zabito, a duch trafia właśnie w to
miejsce, o którym przed chwilą wspomniałem. – Odpowiedział
- Tak naprawdę nigdy nie dowiemy się, kim lub czym
on jest i jaka była jego przeszłość. Jest jak początek wszystkiego. Nic o nim
nie wiadomo, tylko powstają hipotezy. – Wyciągnęła wnioski Andromeda.
~To profesjonalne słownictwo w opku mnie zabija od
środka. |_|~
|TA EMOTKA! XDDD|
~Cudna, czyż nie? xD~
- To prawda. Jest jedną z tych postaci i bytów
materialnych, o których nie wiemy nic. – Zakończył rozmowę Dawid. |*Dejwid|
~*
Po tej rozmowie, zaczęli oni dalej leżeć i czekać na
poniedziałek...
Tymczasem, w bazie Grzegorza i Laury ON|IACZ| niezmiernie
się nudził. Czasem chciał zasnąć i przespać resztę dnia, jednak nie mógł. ~*BO
BYŁ IDEALNY! <3*~ ~Ratunku ;_;~ Po chwili zaś
ujrzał on w drzwiach Laurę. Jednak była ona smutna. Na dodatek jej twarz była
bledsza niż zwykle. Wyglądała tak słabiutko, że aż Grzegorz, pierwszy raz w
swoim życiu, czuł, że krajało mu się serce, gdy ją widział. Chwilę później,
spytał on spokojnym głosem:
~*Co w wypadku jego głosu musiało być niezmiernie
trudne.*~
~True :-(~
- Lauro, ...Co ci się stało, skarbie?
- Źle się czuję...Słabo mi...Brzuch mnie boli...~*Nadkropkozę
mam...*~ W głowie mnie się kręci...Mdli mnie...Zimno mi...Wszystko
mnie boli... - Odpowiedziała słabym głosem dziewczyna.
- Biedactwo...Ja ci nie umiem pomóc...[O, siema
niespójności. Dawno was nie było.] Na razie spróbuj się położyć. Może
ci przejdzie. – Rzekł
Po tych słowach, dziewczyna zrobiła, to, co poradził
jej Grzegorz. Kiedy zaś wyszła ona z pokoju, ten pomyślał:
„Tak mi jej żal...Miejmy nadzieję, że to nic
poważnego..."
Jednak, zaczął on dalej oczekiwać na następny dzień.
W międzyczasie ~*Czas jest jeden. Międzyczas jest tylko w sporcie.*~ zastanawiał
się, co mogło stać się jego ukochanej...
Wieczorem zaś, postanowił pójść sprawdzić, co było z
jego ukochaną. Kiedy wszedł do pokoju, usłyszał, że płakała ona. Żal mu się jej
zrobiło. Od razu podszedł do niej i spytał:
|– Kupić ci ziemniaki?|
~*X"D*~
- Skarbie, co ci się dzieje? Dlaczego płaczesz? –
Spytał
- Tak mnie wszystko boli...Tak mi zimno...Tak bardzo
źle się czuję... Chyba będę chora... - Odpowiedziała z płaczem.
- Biedactwo...Jutro na ten tydzień zostań w domu.
Jesteś zbyt słaba, a ja nie darowałbym sobie, gdyby przeze mnie coś ci się
stało. – Odparł
~*Ooo...<3*~
W tym momencie ona słabo się do niego uśmiechnęła. W
tym momencie, Grzegorz, pierwszy raz w swoim życiu poczuł, że zrobiło mu się
cieplej na sercu. Po chwili, drugi raz w swoim życiu, pocałował Laurę, po czym
okrył ją kołdrą i wyszedł z pokoju...
TYDZIEŃ II:
W tym tygodniu Dawid |*Dejwid| i Andromeda zaczęli się przekonywać, że Grzegorz
ich nienawidzi... ~*KANON! <3*~
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
W poniedziałek rano zaś, kiedy Grzegorz zamierzał
wyjść, aby udać się po Dawida |*Dejwida| i Andromedę, zajrzał
jeszcze do Laury. Po wejściu do jej pokoju ujrzał, że nie spała już ona. Widząc
to, powiedział on do niej:
[– Lubisz kręcić mleko?]
~Co. xDDDD~
[XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD]
- Wychodzę, skarbie.
- Proszę...Nie zostawiaj mnie... - Odparła Laura.
- Wybacz mi...Niestety muszę...- Rzekł
|Zajebiste priorytety. xD|
~Wiem xD~
Po tych słowach, podszedł do niej, pocałował ją i wyszedł...
Kiedy zaś po parudziesięciu minutach zabrał
Dawida |*Dejwida| i Andromedę spod bloku i powrócił do
Wszechświata, siedząc sam w kokpicie, czuł taką dziwną pustkę. Pierwszy raz w
życiu czuł się taki samotny... ~*Masz mnie! :**~ ~To ja
chyba wolę samotność... ;_;~ ~*😭*~ ~No już, nie płacz. <Przytula>~ ~*😄*~ Jednak,
chwilę później, usłyszał on otwierające się drzwi od kokpitu. Od razu odwrócił
się. Kiedy to zrobił, ujrzał Andromedę. Widząc ją, spytał:
-, Czego znów chcesz?
- Błagam...Pozwól mi wrócić do domu do czasu, gdy
wyzdrowieję...Źle się czuję... - Odpowiedziała Andromeda.
- A weź spierdalaj. Masz tu być do momentu, w którym
zrobicie wszystko, co J A będę chciał. - Odparł
~Kanon! Kanon wrócił! <3~
~*Mówiłam, że tak będzie. :>*~
Po tych słowach, Andromeda próbowała go jeszcze
trochę przekonać, aby jej darował, ale on był nieubłagalny. ~Kocham
siebie.~ Po powrocie do Dawida |*Dejwida|, ten spytał:
- I co?
- Nie pozwolił... - Odpowiedziała słabym głosem
Andromeda.
- A to cham pieprzony. Ja...- Zaczął, jednak nie
dokończył, gdyż usłyszał z kokpitu głos Grzegorza, który mówił:
- SŁYSZAŁEM!!!
~*ZAJEB ICH! Jak można tak obrażać ideał!*~
~A było tak miło, gdy o mnie nie pamiętała...~
|Ona już tak ma. Trzeba to przeżyć.|
- Nawet pogadać nie można. Ja wiem, że gdy on ci w
końcu pozwoli zostać w domu, mnie po jakimś czasie na weekendy będzie tu
więził, abym nie mógł ci pomagać... - Powiedział ściszonym głosem Dawid. |*Dejwid|
~*Cieszycie się z zaspoilerowanego rozdziału?*~
-, |A KYSZ, PRZECINEK!| W co myśmy
się wpakowali... - Odparła Andromeda.
Jednak, po tej rozmowie, zaczęli kontynuować budowę
maszyny. Od teraz, Andromeda ciągle próbowała przekonać Grzegorza [Mendla],
aby pozwolił jej wrócić na czas choroby do domu. Aż w końcu...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
W piątek popołudniu, gdy Andromeda z wycieńczenia
prawie zemdlała, Grzegorz w końcu pozwolił jej zostać na następny tydzień w
domu. |Ach, jakiż ty łaskawy. xD| ~No co? Podłogę by mi
sobą ujebała. xD~
|
~WIEM XX""DD~
Po wylądowaniu przed odpowiednim blokiem,
Dawid |*Dejwid| podniósł osłabioną Andromedę i wyniósł ją z
pojazdu, a następnie zaniósł do domu. Po znalezieniu się tam, przeniósł ją do
jej pokoju i położył na jej łóżku. Od teraz opiekował się swą ukochaną. ~*Debil*~ Przynosił
jej wszystko, czego potrzebowała, mierzył jej temperaturę oraz był przy
niej. |Idiota| Oprócz tego, poszli do lekarza, który przepisał
Andromedzie odpowiednie leki. [Kretyn] Po lekarzu, Dawid |*Dejwid| zaprowadził
dziewczynę do domu i sam poszedł do apteki. ~Pojeb~ Po
powrocie, zaczął jej podawać leki zgodnie z zaleceniami... ~*Debil*~
Tymczasem, gdy Grzegorz wrócił do bazy, od razu udał
się do pokoju Laury.
- I co, najdroższa? Lepiej się czujesz? – Spytał,
wchodząc do jej pokoju.
[– Lubisz ziemniaki? – odpowiedziała]
~*xD*~
- Nie...Jeszcze gorzej... - Odpowiedziała, zwijając
się z bólu.
W tym momencie on nie wytrzymał. Wyjął telefon, po
czym zadzwonił po lekarza. Kiedy zaś to zrobił, dziewczyna spytała:
-, Po co to zrobiłeś?
~– Bo jakbyś zdechła, to nie miałby kto mi bazy
pucować na błysk i bym musiał sam zapierdalać. – odpowiedziałem~
|Kocham twoje priorytety. xD|
~Oj wieeem. xD~
- Ja chcę dla ciebie jak najlepiej, skarbie. Nie
mogę patrzeć, jak cierpisz. – Odpowiedział
W tym momencie nastała cisza...
Po parunastu minutach, gdy przyjechał lekarz i
zbadał dziewczynę oraz przepisał jej leki, Grzegorz od razu poszedł po nie do
apteki. ~*Fajne rymy.*~ Po powrocie, zgodnie z tym, co
powiedział lekarz, podawał swojej ukochanej odpowiednie leki. Było tak w sobotę
i niedzielę. Aż w końcu...
~*"HALF-LIFE"*~ TYDZIEŃ III:
|Za dużo wymagasz od życia.|
~*Wiem, niestety. :<*~
W tym tygodniu, Dawid |*Dejwid| już zaczynał rozumieć, że Grzegorz jest przeciwko
niemu i Andromedzie. ~Kocham Cię, Kanon. Wyjdziesz za mnie?~
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
W poniedziałek rano, Grzegorz powiedział do Laury,
jeszcze przed jego wyjściem:
- Dobrze skarbie. Przez ten tydzień, dla twojego
dobra zostań jeszcze w domu. Dwa razy dziennie, tj. rano i ~rano~ wieczorem,
bierz te leki, które ci w weekend podawałem. Nie wychodź także z bazy, bo
możesz się gorzej rozchorować. Do sklepu nie musisz iść, bo załatwiłem ci
jedzenie i picie na cały tydzień.
~Bo jestem fajny.~
~*Wiadomix*~
- Dziękuję ci... - Powiedziała Laura.
- Oj, nie musisz dziękować. Ja cię po prostu kocham
i nie chcę, aby coś gorszego ci się stało. – Odparł
W tym momencie dziewczyna słabo się do niego
uśmiechnęła. Grzegorzowi, widząc to, aż milej się zrobiło. Chwilę później,
podszedł on do niej, pocałował ją i wyszedł z pokoju i z bazy...
Po znalezieniu się w statku kosmicznym, gdy leciał
po Dawida, |*Dejwida| w pewnym momencie szyderczo się zaśmiał.
Chwilę później, pomyślał:
, „Ale mam zajebisty pomysł. Teraz Dawida, |*Dejwida| a
później i Andromedę będę na weekend przetrzymywał w statku kosmicznym. No, co?
Za dużo uranu się marnuje na latanie w dwa miejsca naraz."
|Chyba znalazłem idola.|
~^-^~
Gdy zaś zabrał już Dawida |*Dejwida| i
wrócił do Wszechświata, w pewnym momencie krzyknął do niego:
- DAWID! |*Dejwid| Chodź tu na
chwilę!
Chwilę później, gdy ten już przyszedł, Grzegorz
rzekł:
- Mam taką sprawę. Postanowiłem, że teraz ty, a
później i Andromeda nie będziecie wracali na weekend do domu. Jako iż ja muszę
wracać do bazy, choćby w tym tygodniu, bo jak widzisz jestem tu sam, będę
najpierw ciebie, a później i Andromedę przetrzymywać w statku kosmicznym. A
tylko czegoś dotkniecie – zginiecie marnie.
~*:* Przysługujesz się całej ludzkości. <3*~
~^-^~
-, CO?! ALE DLACZEGO?! Zwykle nie miałeś problemów,
że wracaliśmy na weekend do domu! – Krzyknął Dawid. |*Dejwid|
- Za dużo uranu się marnuje, aby latać w dwa miejsca
na raz. – Odpowiedział Grzegorz.
~*Przynajmniej znasz najlepsze sposoby na
wytwarzanie energii elektrycznej. ^-^*~
- URANU?! – Krzyknął Dawid. |*Dejwid|
- Tak, uranu. A myślisz, że za tymi ścianami to, co
jest? Materiał budulcowy ściany? Serio? Są tam generatory prądu i zdalnie
sterowane reaktory. Albo myślisz, że dlaczego z silników wydobywa się niebiesko
biały ogień? Właśnie. To wszystko zasługa uranu i plutonu – 235. – Odpowiedział
Grzegorz.
Po tej rozmowie, Dawid |*Dejwid Koperfilc| ~*XDDD*~ wrócił
do głównego pomieszczenia statku kosmicznego i zaczął kontynuować maszynę...
Tymczasem, Andromeda zaczęła czuć się coraz lepiej.
Z każdym dniem było jej coraz lepiej. Aż w końcu, w czwartek, zadzwoniła do
Grzegorza |Mendla|, aby po nią przyleciał, gdyż już czuła się
dobrze, po czym udała się pod odpowiedni blok. Paręnaście minut później, gdy
znalazła się już w statku kosmicznym, rzuciła się w ramiona Dawidowi. |*Dejwidowi| Po
parunastu minutach, gdy go puściła, ujrzała, że chłopak był smutny. Od razu
spytała go:
[– Lubisz kręcić wodę?]
~CO. XDDD~
[XD]
- Ej, ...Co się stało? Nie mów mi, że teraz ty
będziesz chory.
- Nie, nie o to chodzi...Po prostu Grzegorz na
weekend zamierza nas przetrzymywać w statku kosmicznym koło swojej bazy, gdyż
jak mówi, „Za dużo uranu się marnuje, aby latać w dwa miejsca na raz.".
Ale ja i tak wiem, że chodzi o wykończenie nas. – Odpowiedział Dawid. |*Dejwid|
~Ten to ma opóźniony zapłon.~
- Eh, ...Ale co my będziemy jedli i pili? Teraz to,
co jakiś czas coś nam dają, a tak? – Spytała Andromeda.
- Właśnie pewnie o to chodzi, że nic. On na 100 %
chce, abyśmy się wycieńczyli i cierpieli z głodu, pragnienia i bólu te dwa dni.
– Odparł Dawid. |*Dejwid|
~:3 Uwielbiam siebie.~
Po tej rozmowie nastała cisza. Zaczęli oni, więc ze
strachem czekać, na popołudnie następnego dnia...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
Kiedy Grzegorz doleciał do bazy, zamknął na klucz
statek kosmiczny, z obecnymi tam Dawidem |*Dejwidem| i
Andromedą, po czym wszedł do środka bazy. Po znalezieniu się tam, poszedł do
Laury. Kiedy był w jej pokoju, spytał:
- I jak się czujesz?
- Już lepiej, ...Ale jeszcze nie mam siły, aby
wstawać. – Odpowiedziała
- Tym lepiej, że już tak nie cierpisz. – Odparł
Grzegorz.
Po tej rozmowie, posiedział on przy niej jeszcze
trochę, po czym poszedł do pokoju i zajął się swoimi codziennymi
sprawami... |~*NIE! Bo naślę na ciebie LeckerSweet, aby nawijała ci do znudzenia o tej jej
kreskówce "Kod Lyoko".*~ ;_;|
Jednak, w niedzielę, postanowił pójść zobaczyć, jak
tego dnia czuła się Laura. Jednak, zanim doszedł do pokoju, ujrzał Laurę, która
rzuciła mu się w ramiona. Widząc to, rzekł:
- O, już zdrowa. To dobrze...
- Tak...Tak ci dziękuję...Jesteś taki dobry dla
mnie...W dzieciństwie uratowałeś mnie przed śmiercią z zimna, a teraz przed
śmiercią z cierpienia... - Powiedziała Laura.
- Oj, nie musisz dziękować. – Odparł
- Nie wiem, jak mogę ci się odwdzięczyć... - Rzekła
- Już to robisz. Pomagając mi odwdzięczasz się za
wszystko, co dobrego dla ciebie zrobiłem. – Odrzekł
~. <- Kropka komentarza.~
Po tej rozmowie, parę minut później, Laura puściła
go, po czym zajęła się swoimi sprawami. On natomiast, pierwszy raz od
dwudziestu pięciu lat, czuł się wycieńczony pracą. Czuł, że musiał usnąć, gdyż
ledwo trzymał się na nogach. Poszedł, więc do głównego pomieszczenia i usiadł
na sofie, która tam była. Chwilę później, poczuł, że jego oczy zaczęły się
zamykać. Parę minut później, pierwszy raz od dwudziestu pięciu lat –
zasnął... [Ty to masz wytrzymałość w tym FF.] ~Bo jestem
zajebisty. :3~
Tymczasem, Dawid |*Dejwid| i
Andromeda, którzy byli o głodzie i pragnieniu przetrzymywani w statku
kosmicznym, cierpieli z głodu, pragnienia i bólu...
Dawid |*Dejwid| był cały
blady. ~*Onie*~ Oprócz tego, widać i słychać było, że z każdą
chwilą było mu coraz bardziej duszno, |;_;| gdyż szybko i
głęboko oddychał oraz cały się pocił. [<Płacze>] Oprócz
tego, po trzech dniach głodówki, mocno bolał go brzuch, przez co z bólu
stękał. ~Help ;_;~
Andromeda natomiast głośno i szybko oddychała. ~*;___;*~ Z
pragnienia była bardzo słaba i nie mogła wstać. |<Rozpacza>| Jej
głowa bezwładnie leżała na kolanach Dawida. |*Dejwida| Oprócz
tego, także mocno bolał ją brzuch z tego głodu...
Nie wiedzieli, czy dożyją następnego dnia. Aż w
końcu...
TYDZIEŃ IV
W tym tygodniu od wtorku Laura i Grzegorz kłócą się
o byle błahostkę, przez co cierpi Laura oraz dziewczyna poznaje prawdę o
Grzegorzu.
~*
~Wiem, wiem, jestem zajebisty. :3~
~*I skromny. xD*~
~To przede wszystkim. xD~
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK.
Następnego dnia, gdy obudził się ON|IACZ|, ujrzał,
że miał spuszczoną głowę. Gdy zaś ją uniósł, pierwszy raz od sześciuset ~sześćdziesięciu
sześciu~ lat, poczuł, że bolała go głowa i to mocno. Mimo
wszystko, wstał z sofy i ruszył na
Przedpokój. ~*Specjalnie sprawdziłam dla was
Worda. Ta dziwna spacja i wielka litera serio tu są.*~ [Esu ;_;] Kiedy
zaś tam się znalazł, w pewnym momencie ujrzała go Laura. Widząc jego stan,
spytała normalnym tonem:
- Grzegorz? Coś ci się stało?
- Błagam cię, nie krzycz...Tak mnie dziś głowa
boli... - Odpowiedział
- To może zostaniesz dziś w bazie, skoro nie
najlepiej się czujesz? – Rzekła ściszonym głosem dziewczyna.
- Muszę tam lecieć, choćby, dlatego, że tylko ja
umiem prowadzić ten statek kosmiczny... ~Wiem, jestem idealny.
<3~ Nie chcę, abyś przy próbie startu się zabiła...Ten, kto
próbował startować tym statkiem kosmicznym, nie przeżył więcej niż pięciu
sekund... - Powiedział
~*WIEM! WIEM! WIEM! Każ sterować tym pojazdem
Andromedzie! Błagam!*~
~Good Idea, ale raczej w łopku to się nie stanie.~
Kiedy zaś udali się do statku kosmicznego, Laura
ujrzała, że Grzegorz otwierał go kluczami, co znaczyło, że był zamknięty, mimo
iż ON|IACZ| nigdy nie zamykał pojazdu na klucz. Widząc to, spytała
ściszonym głosem:
-, Dlaczego tak nagle zamknąłeś ten pojazd na klucz?
- Później ci opowiem... - Odpowiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie, weszli oni do kokpitu, po czym, ku
zdziwieniu Laury od razu ruszyli do Wszechświata, a nie po Dawida |*Dejwida| i
Andromedę. Po znalezieniu się we Wszechświecie, jak co poniedziałek rano,
poszła ona sprawdzić, czy Dawid |*Dejwid| i Andromeda byli w
pojeździe. Okazało się, że tak, jednak byli w takim stanie, jak po trzech
dniach niejedzenia i niepicia. ~*Lolix, jakim cudem oni przeżyli?
Powinni paść.*~ |Mary Sue i Gary Stu...| ~*A, no tak.
;-;*~ Widząc to, ucieszyła się ona, gdyż mogło to znaczyć, że
zdechną. ~Lofciam ją. <3~ Lecz, chcąc nie chcąc
musiała ona dać im jeść i pić. ~:-(~ Po zrobieniu tego,
wróciła do kokpitu, po czym usiadła na swoim siedzeniu...
Jednak, w pewnym momencie, dziewczyna, widząc, że on
rzeczywiście nie najlepiej się czuł, rzekła:
- Może po prostu spróbujesz się przespać?
- Może to i dobry pomysł...Spróbuję... - Odparł
Po tej rozmowie, spróbował zasnąć. Po paru minutach,
poczuł, że jego oczy zaczęły się zamykać. Kilka chwil później, jego głowa
opadła w dół, po czym usnął on|IACZ|...
Godzinę później, kiedy Grzegorz się obudził, czuł
się lepiej. Nie bolała już go głowa, dzięki czemu już nie cierpiał. W pewnym
momencie zaś, usłyszał głos Laury, która pytała:
- O, już się obudziłeś. I jak się czujesz?
- Już lepiej. – Odpowiedział Grzegorz.
- To w sumie dobrze. – Odparła dziewczyna.
[A ta zajebista rozmowa została wam przedstawiona
przez Grzegorza i Laurę.]
Po tych słowach, nastała cisza. Przez godzinę
panował spokój. Jednak, po godzinie stało się coś, co zaważyło o dalszym ciągu
tego tygodnia...
Otóż, po tej godzinie Grzegorz i Laura zaczęli
sprzeczać się o jakąś błahostkę, związaną z szykowaną apokalipsą. ~<3~ Sprzeczka
ta przerodziła się w kłótnię. ~<33~ Po kłótni, Laura
nie wytrzymała i wybiegła do łazienki. Po znalezieniu się tam, aby rozładować
emocje, wyjęła żyletkę, którą nosiła przy sobie na wszelki wypadek i zaczęła
się ciąć. ~<333~ |Boję się ciebie. ;_;| ~^-^~ Po
parunastu minutach, gdy skończyła, zabandażowała sobie pocięte ręce i schowała
je pod bluzą, po czym wróciła do kokpitu...
Jednak, teraz cały tydzień wyglądał właśnie tak.
Laura najczęściej cięła się w nocy, pod pretekstem wyjścia do toalety, gdyż
wtedy nikt nic nie podejrzewał...
A noc w statku kosmicznym Grzegorza i Laury
wyglądała zawsze tak samo....
W pojeździe panował mrok. [Zdziwiłabym się,
gdyby napierdalało światłem.] Byli oni, bowiem we Wszechświecie, a
Grzegorz zawsze na noc wyłączał generatory prądu, gdyż był bardzo
przewrażliwiony na punkcie Laury od dwóch minionych wypadków i nie chciał, aby
np. gdyby szła ona do toalety, jakiś generator ją poraził prądem i zabił. ~Podświadomie
pewnie tego pragnąłem.~ Panowała tam również idealna cisza.
Dawid |*Dejwid| spał na siedząco, pod ścianą, niedaleko
niedokończonej maszyny. Zwykle miał opuszczoną głowę, która leżała na jego
klatce piersiowej i wolno oddychał. [Bez tej informacji nasze życie nie
byłoby kompletne.] Obok niego spała na leżąco ~Szkoda, że
nie na stojąco.~ Andromeda. Zawsze najmocniej jak mogła przytulała
się do chłopaka, gdyż czuła się dzięki temu bezpieczniej. W kokpicie natomiast,
Laura spała zawsze z głową położoną na kolanach Grzegorza. ~Ooo...
<3~ Sam Grzegorz natomiast, zwykle był jedyną nieśpiącą osobą
na pokładzie, gdyż mógł wytrzymać nawet 100 lat bez snu i nie umrzeć z
wycieńczenia. Jednak, czasem ciszę przerywały kroki najczęściej Laury i
Andromedy, gdy któraś z nich szła do toalety. Lecz tak, była po prostu idealna
cisza. Nie było słychać nawet silników, gdyż Grzegorz, jako iż chciał mieć w
nocy idealną ciszę na rozmyślania, wyłączał pełną moc silników i ustawiał na
mniejszą, która tak nie hałasowała, jak to mówił.
~"Czy jak włożę łeb Patryka do turbosprężarki
to umrze?" – myślałem co noc.~
|Jebłem xD|
Jednak, te noce dla Laury były inne. Po każdorazowej
kłótni wymykała się ona do łazienki i cięła się...
Aż w końcu...
|DUN DUN DUUUN~kierka~ E! To
moja kwestia! ~xD~|
PIĄTEK – NIEDZIELA.
Po powrocie do bazy i zamknięciu Dawida |*Dejwida| i
Andromedy w statku kosmicznym, po wejściu do bazy, Grzegorz i Laura, znów
zaczęli się kłócić o jakąś błahostkę. W tym momencie, Laura wybiegła z płaczem
do swojego pokoju. Grzegorz natomiast, ciągle jeszcze wściekły, poszedł do
łazienki i się tam zamknął. |( ͡° ͜ʖ ͡°)| Po znalezieniu się
tam, poczuł, że zrobiło mu się słabo. Było mu gorąco, a kilka chwil później,
było mu także duszno. ~Mówiłem, że jestem człowiekiem, a wy mi nie
wierzyliście! :<~ Chwilę później, pomyślał on:
„Ostatnio coś za nerwowy jestem...Muszę się
opanować...Eh...Znów mi jest słabo, gorąco i duszno...Chyba ponownie mi
naprawdę bardzo wysoko ciśnienie skoczyło..."
~*Sto trzydzieści dziewięć uT.*~
~Tak się nie mierzy ciśnienia...~
~*Wiem, jaja sobie robię. xD*~
Jednak, w pewnym momencie, jako iż był w łazience
sam, postanowił po raz drugi w życiu zdjąć swój płaszcz, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| i
ponownie zobaczyć sam siebie w lustrze. Chwilę później, gdy już to zrobił,
stanął przed lustrem...
W tym momencie, pierwszy raz dało się zobaczyć jego
twarz oraz jego samego. Twarz Grzegorza była cała szara. Oczy miał żółte,
jednak były one w całości tego koloru. ~*Co ty nie powiesz,
narratorze.*~ Nie było tam białek itp. Nos miał normalny, a nie jak
mogłoby się wydawać, widząc go w płaszczu, na pół twarzy. Usta miał koloru
szarego. Wydawałoby się, że były one pomalowane, jednak tak nie było. To był
ich naturalny kolor. Jego włosy były czarne, jednak były normalne, [Przecinek,
spieprzaj!] Głowę miał zwykłą, a nie spiczastą, jak mogłoby się
wydawać. Jednak, dłonie miał ciemnofioletowe, z długimi palcami. Na sobie miał
czarny strój, z którego wydobywał się czarny gaz, od którego mogłyby się
podusić wszystkie żywe istoty, oprócz Grzegorza.
~Po pierwsze: Lol, jaki ja brzydki. Po drugie, to na
chuj nosiłem ten płaszcz, jak mógłbym zajebać wszystkich gazem?~
~*Logika, której nie ma.*~
Chwilę później, pomyślał on:
„A może pokazałbym się jej i powiedział jej prawdę o
sobie? Eh...Nie mogę, ...Ale...Może..."
„NIE! Nie możesz tego nikomu powiedzieć!" – Usłyszał w głowie znajomy głos.
~*O!!!
Jak w "The Last Days of Earth"! <3*~
„Ojcze...Miałeś już nie kontrolować moich myśli,
dopóki nie skończę z Ziemią...Obiecałeś!" – Pomyślał Grzegorz.
„Wiem, wiem, ...Ale czasem muszę." – Usłyszał w głowie odpowiedź.
~"Ty chuju!" – pomyślałem~
~*Dobry syn. xD*~
~Wiem xD~
„Eh...No, ale pozwól mi, chociaż Laurze...Ona nigdy
tego nikomu nie zdradzi. Przecież znam ją ponad dwadzieścia lat i wiem, że mogę
jej zaufać." – Pomyślał
, „Kim jest Laura?" – Usłyszał w głowie pytanie.
„Ohm...Nawet nie wiem jak to nazwać. Znalazłem ją w
2013 roku ~Co do chuja. Przecież w 2012, według zepsutego kanonu...~ ~*L.O.G.I.K.A
- Loudowa Orgia Gówna I Krzemu Amerykańskiego.*~ [Pierdolnęłam xD] na
Antarktydzie i przygarnąłem ją. Od teraz jest ona u mnie i mi pomaga. Ale jak
widać gówno z tego wszystkiego wychodzi." - Odpowiedział
, „Ale jesteś pewien, że ona nic nikomu nie powie?
Nikt przecież się o nas nie może dowiedzieć." – Usłyszał ponownie pytanie.
„Tak, na pewno. Jak jej się coś powie, to ona zawsze
to zrobi." – Odpowiedział
„No...Dobrze, możesz jej powiedzieć. ALE PAMIĘTAJ!
Przestrzeż ją przed tym, aby nikomu innemu o tym nie powiedziała!" – Usłyszał odpowiedź.
„Dzięki. Ale...Chwila! Czy ona nie udusi się od tego
gazu, który się ze mnie wydobywa? Nie chcę, aby coś jej się stało!" –
Rzekł
~*A ja chcę i tyle powinno wystarczyć.*~
„Czekaj, zaraz to załatwię." – Usłyszał odpowiedź.
Po tym, głos na chwilę uciszył się. Jednak, chwilę
później, Grzegorz ponownie usłyszał ten sam głos w głowie:
„Zrobione. Już się nie udusi."
„Mam nadzieję, że nie chciałeś mi przez to
powiedzieć, że JĄ ZABIŁEŚ?!" – Pomyślał, ze strachem.
„Nieee....Nie zabiłem jej. Jesteś po prostu
przewrażliwiony na jej punkcie. W ogóle ostatnio jesteś za bardzo ludzki, że
tak powiem." – Odpowiedział
głos.
„Wiem...Coś się ze mną dzieje...Tylko nie wiem,
co." – Powiedział Grzegorz.
[Nadkropkoza Attack Super Effective]
„Minie ci to, kiedyś. Niektórzy z nas, po
znalezieniu się na innej, obcej planecie, czasem są tacy bardziej jak
mieszkańcy tej planety, niż jak my, ale to mija z czasem." – Odpowiedział głos.
Po tych słowach rozmowa zakończyła się. W tym
momencie, Grzegorz wyszedł z łazienki i wyłączył światło. Gdy to zrobił,
poszedł do pokoju Laury, |PRZECINEK, KURWA!| Im był bliżej,
tym bardziej słyszał jej płacz. Słysząc to, żal mu się jej robiło. Kiedy zaś
doszedł do pokoju, usiadł koło dziewczyny i przytulił ją do siebie. Laura,
czując to, wiedziała, że był to Grzegorz, jednak odwróciła się. Kiedy to
zrobiła, po ujrzeniu jego prawdziwej postaci, przeraziła się. Widać to było, po
jej oczach, które się trochę powiększyły. Chwilę później, spytała ze strachem w
głosie:
- K-Kim t-ty jesteś? I c-co tu robisz? J-Jak się tu
z-znalazłeś?
~Tepłem się~
- Lauro...To ja. Grzegorz. – Odpowiedział
- GRZEGORZ?! To ty tak wyglądasz bez swojego
płaszcza?! – Krzyknęła
- Tak, skarbie. To ja w całej okazałości. –
Odpowiedział
- A-Ale ty nawet nie wyglądasz jak człowiek! No może
trochę, ale w większej części nie! Kim ty jesteś?! – Spytała
-, Bo ja...Nie jestem człowiekiem. Wyglądam jak człowiek,
ale nim nie jestem. Możesz mi wierzyć lub nie, ale jestem istotą
nadprzyrodzoną. – Odpowiedział
~Lol, ale fajnie! Ja tak chcę!~
- C-Co? J-Jak to? Jakim cudem?! Przecież istoty
nadprzyrodzone nie istnieją! – Powiedziała zmieszana.
- Istnieją. Właśnie znasz jedną. W ogóle, muszę ci
powiedzieć coś o sobie. Tak naprawdę nie nazywam się Grzegorz Antychryst. Dano
mi takie imię i nazwisko przed wyruszeniem na Ziemię. Nazwisko
„Antychryst" dano mi po tym, jak ojciec szukał wyjebistego nazwiska, ale nie
mógł znaleźć, a chciał, aby było z jakieś religii. ~*Zajebiste
usprawiedliwienie, no nie ma chuja we wsi.*~ No i, wreszcie,
zrezygnowany, podczas przeszukiwania Pisma Świętego, trafił na ostatnią księgę
i na Antychrysta. I to wybrał. Naprawdę nazywam się Xyasch Xygamish.~O
LOLIX, ja to imię i nazwisko chcę! ^-^~ Ale nazywaj mnie, jak
nazywałaś. Na Ziemi jestem tylko po to, aby ją zniszczyć. Rasa, z której
pochodzę, pała nienawiścią do Ziemi z jakiegoś-tam-powodu. Jednak, aby ją
zniszczyć, czekali na odpowiednią osobę. I najprawdopodobniej byłem nią ja, bo
mnie tu wysłali. ~*O NIEEE...ROBIŁAM Z MOJEGO HUSBANDO GARY'EGO STU!
:<*~ Niby jestem wyjebiście idealny, ale jednak nie. Bo nikt nie
przewidział, że nie jestem do końca nieśmiertelny oraz idealnie idealny. Ale da
mnie się wskrzesić, więc to idzie na plus. Oprócz tego posiadam wiedzę
absolutną. Wiem WSZYSTKO. Znam WSZYSTKIE języki świata, znam się również na
WSZYSTKICH dziedzinach życia, ~Ale nie przeszkodziło mi to w
kłamaniu dwa tygodnie temu, że nie mogłem pomóc Laurze.~ znam
WSZYSTKIE dane na temat WSZYSTKICH ludzi, znam CAŁY Wszechświat, wiem jak ten
cały bajzel powstał i jak się skończy, znam CAŁY świat w 100%, znam charaktery,
wady, zalety, wygląd itp. KAŻDEGO człowieka na świecie, znam CAŁĄ najnowszą i jeszcze
nawet nieistniejącą technologię i wiele innych. ~*Ożeń się ze mną.*~ Co
do mnie samego, to nikt nie może się o moim rzeczywistym życiu dowiedzieć. Nie
wiem, czemu, ale po prostu nikt nie może. Chociaż niektórzy ludzie, jeśli się o
mnie dowiedzą, mówią różne rzeczy na mój temat, czasem takie, które są
prawdziwe, jednak dla nich są to hipotezy. Ten gaz, który się ze mnie wydobywa
jest śmiertelny dla ludzi na ziemi. Ale ty się nie udusisz. Mój ojciec
załatwił, abyś się nie udusiła, gdyż ja mogę z nim rozmawiać za pomocą myśli,
tak jak i z innymi z mojej rasy, więc ubłagałem go, abym mógł powiedzieć ci o
mnie prawdę. Ale ty, błagam cię najmocniej, nie mów nikomu o mnie prawdy. Nie
chcę mieć kłopotów. I taka ciekawostka na koniec. Wiesz, że to, że ze mną się
tak długo zadajesz sprawiło, że pod względem śmiertelności jesteś teraz taka
jak ja? – Opowiedział
~*Loool, ja też tak chcę!*~
~Dobrze, że to tak nie działa na serio.~
~*:<*~
- No dobrze, nie powiem nikomu, przysięgam.
Ale...Czemu się tak nawet przede mną ukrywałeś? – Spytała
- Zakazano mi mówić komukolwiek. Nikt nie może
wiedzieć, kim ja jestem, bo nie skończyłoby się to dla mnie dobrze. –
Odpowiedział
- Ej, zaraz! Czyli może mnie od teraz zabić tylko
to, co ciebie? – Spytała
- Tak. I ciebie teraz także da się wskrzesić. –
Odpowiedział
- Łooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo! –
Powiedziała
W tym momencie zaśmiał się on, ukazując swoje zęby,
które nie były zwykłe. Były to długie kły, jak u wampira. W tym momencie, Laura
powiedziała ze strachem:
- Ty masz kły zamiast zębów! Błagam, nie rób mi
krzywdy!
- Nic ci nie zrobię, skarbie. Nie chcę robić ci
krzywdy. Poza tym ciebie nigdy bym nie skrzywdził. – Odpowiedział
~Chyba, że wypijesz moje piwo.~
|Wielbię cię. xD|
-, Ale to robisz od paru tygodni...Krzywdzisz mnie
psychicznie tymi kłótniami... - Powiedziała ze łzami.
- Przepraszam, skarbie...Coś się ze mną dzieje...Te
kłótnie działają źle także na mnie, bo mi ciśnienie zbyt wysoko skacze i robi
mnie się słabo, ale nie panowałem nad sobą...Wybacz mi... - Rzekł
- Proszę cię...Nie krzywdź mnie już tak... - Odparła
W tym momencie, odsłoniła ona swoje dłonie, które
były całe pocięte i pokazała mu, po czym powiedziała:
- To wszystko przez ciebie. Przez te kłótnie. Nie
wytrzymuję już.
- Skarbie! PO JASNĄ CHOLERĘ ty się cięłaś?! –
Krzyknął
[– Bo fejm na Snapchacie mnie się nie
zgadza. – odpowiedziała Laura.]
- Nie daję już rady...Tak bardzo cierpię
psychicznie, że muszę to jakoś wyładować... - Odpowiedziała
- Kochanie...Nie tnij się już...Błagam...Zrobię dla
ciebie wszystko, tylko nie wykańczaj się... - Rzekł
- To nie powoduj kłótni...To wystarczy... - Odparła
- Postaram się, kochanie... - Powiedział
|Lol, oni tam wszyscy cierpią na Nadkropkozę.|
Po tej rozmowie, posiedział przy niej jeszcze
trochę, po czym oboje wstali i zajęli się swoimi sprawami...
Jednak, w pewnym momencie, ujrzał ON|IACZ|,
że przyszła do niego Laura. Po chwili zaś usłyszał, jak Laura pytała swoim
uroczym ~jak gówno~ głosikiem:
- Grzegorz, mogę pożyczyć twoją kartę kredytową?
~– Jasne, tylko kup mi
piwo. – odpowiedziałem~
- A po co ci moja karta kredytowa, skarbie? Przecież
masz swoją. – Spytał Grzegorz.
-, Ale na twojej nigdy nie kończą się pieniądze, a
na mojej kończą. A chcę dziś pójść na duże zakupy. – Odpowiedziała dziewczyna.
~*DAJ! DAJ! DAJ! DAJ! <Biega za Grzegorzem.>
DAJ! DAJ! DAJ!*~
~NIE. W prawdziwym świecie ta karta by NIE
zadziałała.~
~*WARUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU...UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUM?!
:<*~
~BO MA PIĘCIOCYFROWY PIN. XD A opcję zbliżeniową
wyłączyłem. XD~
~*<Płacze tak głośno, że słychać ją w
Australii.>
NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!
;"-(*~
- No to lepiej jednak weź moją kartę kredytową,
rzeczywiście. – Odparł
Po tej rozmowie, podał jej kartę, po czym Laura
ubrała się i wyszła.
Kiedy zaś Grzegorz został sam, pomyślał:
„Eh...Ona jest taka piękna...Jest po prostu ideałem
kobiety nieprzepuszczonym przez Photoshop... ~*WIEMY*~ A jej
charakter jest po prostu zbliżony do mojego. Na dodatek te jej piękne
oczy...Każdy może w nich zatonąć, mimo iż są one dość małe, co zresztą dodaje
jej uroku... |WIEMY| A to, że jest taka niska, sprawia, że jest
jeszcze bardziej cudowna...Jej głos...Coś pięknego...Najlepszy ~*Najgorszy~ dźwięk,
który można usłyszeć na tym świecie, ...Kiedy się śmieje...Jest to
najpiękniejszy ~*najbrzydszy~ widok na Ziemi...A kiedy ją
przytulam...Czuję się, jakbym trzymał w objęciach cały swój świat, ...Kiedy
płacze lub cierpi...[Przekreślony tekst]Nie[/Przekreślony tekst] mogę
na to patrzeć...Wtedy aż serce mnie się kraja, ...Kiedy śpi...Wygląda tak
uroczo i niewinnie...Ja...Ja ją kocham... ~WIEMY~ Ona
jest jedyna taka... Ona jest Cudowna..." [Deutsch?]
Jednak, chwilę później, postanowił napić się wina. ~E,
mam ochotę na piwo. :<~ Podszedł, więc do jednej z gablotek,
otworzył ją i wyjął butelkę czerwonego wina, po czym nalał trochę do kieliszka,
schował butelkę do odpowiedniego miejsca, usiadł na kanapie i pijąc wino,
zaczął rozmyślać o swej ukochanej:
[ZAMKNIJ MORDĘ!]
„Ona...Ona jest czymś cudownym...Właściwie to kimś.
Jest tak urocza...Gdyby była wyższa, nie byłaby już tak cudowna...Oczywiście ma
ona swoje wady...Każdy je ma. Nawet ja. Ale mimo wszystko, jest taka..."
Jednak nie dokończył myśli, gdyż usłyszał w swojej
głowie znajomy głos [Slade'a]:
„UUUUU....Ktoś tu się zakochał..."
„OJCZE!!! Miałeś nie kontrolować więcej moich
myśli!!!" – Pomyślał Grzegorz ze złością.
„Oj, no wiem. Ale czasem po prostu muszę."
– Odpowiedział
~"Umrzyj, choju." – pomyślałem~
, „Ale może nie wtedy, gdy staram się znaleźć
wszystkie możliwe zalety Laury?" – Pomyślał Grzegorz.
„Oj, przepraszam...Tak jakoś wyszło...Heh..." – Usłyszał odpowiedź.
„Taa...Tak jakoś wyszło...Zawsze „przypadkowo"
zaczynasz kontrolować moje myśli, gdy myślę o prywatnych sprawach." –
Pomyślał z irytacją Grzegorz.
Jednak, chwilę później, przestał on już rozmyślać o
Laurze, gdyż wkurzało go to, gdy jego ojciec kontrolował jego PRYWATNE
myśli. |Kim Dzong Un Lubi to!| Lecz, chwilę później, usłyszał
otwierające się drzwi do bazy. Parę sekund później, zobaczył wielką kupę
zakupów, wchodzącą do domu.
~
~*Chuj, zaraz jebnie kolejny limit obrazów.*~
Od razu rzekł:
- Lauro, ty w ogóle gdzieś tam jesteś?
~*– Nie, kurwa, na Karaiby
wyjechałam. – odpowiedziała kulturalnie Laura.*~
- Tak, jestem. Po prostu trochę dużo kupiłam. –
Odpowiedziała dziewczyna.
- Trochę...Chyba W CHOLERĘ DUŻO!!! Coś ty tam
nakupowała?! – Spytał Grzegorz.
- No, więc tak. Zacznijmy od tego, co kupiłam do
jedzenia. W większości są to słodycze. Kupiłam
wieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeelką [Gimbusiarskie przeciąganie liter jest!] Nutellę,
sześć paczek chipsów, colę, dwa kartony donutów, cztery zestawy na wynos z
McDonald 's, jak będziesz chciał, to się z tobą podzielę, dwa zestawy na wynos
z KFC, ~*<Rzyg>*~ dziesięć dużych czekolad, karton
batonów, dwie pizzę, kurczaka, trochę owoców i warzyw, dwa opakowania z wodą,
trzydzieści opakowań żelków, cztery lizaki, dwadzieścia torebek gorącej
czekolady, fantę, mirindę, 7up i Sprite. Z ubrań kupiłam sobie wszystkie bluzki
i buty, jakie mnie się spodobały w przeciągu całego mojego życia, cztery
sukienki, dwie spódnice i dwie pary pantofli. Z zestawów do makijażu kupiłam
cztery lakiery do paznokci, zmywacz do nich i kredkę do oczu. Z gadżetów
kupiłam PS3, PS4, PS2, XBOX 360, XBOX ONE, PSP, PSP VITA, gry do nich,
wszystkie płyty moich ulubionych wykonawców, kartę do Spotify, PS Store, Sklepu
Play na 150 zł, wszystkie książki, które lubię, Zniszcz Ten Dziennik, To Nie
Książka, iPhone, MP4, wszystkie filmy, które lubię, parę długopisów,
cienkopisów, zestawy do rysowania, malowania, rzeczy do malowania, naklejki
oraz nowy komputer! I tylko tyle. – Opowiedziała Laura.
|~Puścić kobietę do sklepu bez limitu pieniężnego.~|
|~<Patrzą na siebie.>~|
|~Jak my się dobrze rozumiemy. xD~|
- Ja pierdolę...Puścić ciebie samą do sklepu... -
Rzekł Grzegorz.
W tym momencie Laura zaśmiała się. Grzegorzowi,
widząc i słysząc to, milej się zrobiło. Chwilę później zaś, oddała ona kartę
kredytową Grzegorzowi ~*Ja bym ją sobie zajebała.*~ ~To
dostałabyś wpierdol. :-)~ |Ten uśmiech nienawiści. xD| i
poszła do pokoju rozpakowywać zakupy...
Kiedy zaś Grzegorz został sam, pomyślał:
„Na cholerę ja dawałem jej tą kartę kredytową?
Przecież ona, nie mając limitów pieniężnych, może wykupić pół sklepu!"
Jednak, mimo tego, włączył on telewizję i zajął się
swoimi sprawami, czyli oglądaniem TV...
~Ambitnie w chuj.~
Tymczasem, Laura, po wypakowaniu zakupów, wzięła
Nutellę i łyżkę i zaczęła ją jeść. Jednak, w połowie, dziewczynie zrobiło się
słabo z przejedzenia. Czuła, że zaczął ją mocno boleć brzuch. ~*Niet
;_;*~ Oprócz tego mdliło ją. Czuła, że zrobiło jej się gorąco oraz, że
zaraz zwymiotuje. |<Płacze>| Postanowiła, więc pójść do
Grzegorza, gdyż wiedziała, że on jeden może jej pomóc...
Tymczasem, do powoli przysypiającego Grzegorza,
przyszła Laura. Od razu on się pobudził, widząc ją.
Jednak, dziewczyna była blada. Słychać było jej
słabe oddechy. Widać było, że dłonią trzymała się za brzuch, co mogło znaczyć,
że ją bolał. [Idę umrzeć. Pierwszy listopada stanie się moim świętem.] Grzegorz,
widząc ją, pierwszy raz w życiu, poczuł ból w sercu. Było mu jej tak żal...
Chwilę później, dziewczyna usiadła koło niego. Ten
zaś, widząc ją, spytał:
- Kochanie, ...Co ci się stało?
- Słabo mi...Brzuch mnie mocno boli...Chyba mam
temperaturę...Mgli mnie...Chyba będę wymiotować...Gorąco mi...[Nadkropkozę
mam...] - Odpowiedziała słabym głosem Laura.
- Wiesz...Pójdź do łazienki, spokojnie
zwymiotować...Może poczujesz się, choć trochę lepiej. – Poradził Grzegorz.
Po tej rozmowie, dziewczyna wyszła do łazienki,
zwymiotować. Chwilę później, dało się słyszeć, jak wymiotowała. Powtórzyło się
to jeszcze sześć razy, po czym nie miała ona już, czym wymiotować. Kiedy
Grzegorz to słyszał, pomyślał:
„Pewnie się znów przejadła. A mówiłem jej kiedyś, że
mimo tego, iż ma zajebistą przemianę materii ~*Jebana Mary Sue.*~ nie
powinna tyle jeść, bo to może jej zaszkodzić. Ale cóż...Nie opieprzę jej z tego
powodu przecież. Obiecałem, że nie będę się z nią już kłócił."
Gdy zaś wróciła ona do pokoju, była jeszcze bledsza.
Chwilę później, podeszła do Grzegorza, po czym przytuliła się do niego, a
chwilę później, zasnęła...Widząc to, ON|IACZ|, pomyślał:
„Biedactwo...Jak mi jej żal..."
Po czym przytulił ją do serca...
Gdy zaś dziewczyna się obudziła, [Szybko] Grzegorz
spytał:
- I jak, skarbie? Lepiej?
- Tak, już tak... - Odpowiedziała dziewczyna.
- Tym lepiej. – Odparł ON|IACZ|.
- W ogóle to opowiesz mi w końcu, dlaczego zamykasz
statek kosmiczny na klucz? – Spytała Laura.
W tym momencie, ON|IACZ| opowiedział jej
o wszystkim. Kiedy skończył, dziewczyna powiedziała:
- I dobrze im tak. Niech zdychają, ciule pierdolone.
- Dalej masz im za złe? – Spytał Grzegorz.
- TAK!!! Nigdy im tego nie daruję! – Krzyknęła
~:*~
W tym momencie nastała cisza. Po chwili zaś, zajęli
się oni swoimi sprawami...
Tymczasem, Dawid |*Dejwid| i
Andromeda, ponownie cierpiąc z głodu, pragnienia i bólu, siedzieli na podłodze
statku kosmicznego. W pewnym momencie, Andromeda spytała słabym głosem:
-, Dlaczego...Dlaczego oni nas tak nienawidzą?
- Oni są cholernymi egoistami...Poza sobą świata nie
widzą, oprócz siebie nawzajem... ~*To zdanie być sens mieć.*~ -
Rzekł wycieńczonym głosem Dawid |*Dejwid|.
- Błagam...Niech to się wreszcie skończy... -
Odparła Andromeda.
Jednak, po tej rozmowie, dalej siedzieli w
cierpieniach...
Tymczasem, wieczorem, gdy Laura przebrała się już w
piżamę i umyła, wcisnęła się na sofę koło Grzegorza, położyła się obok oraz
mocno przytuliła do niego. Jako, iż w pokoju było ciemno, |Dalej,
Grzegorz! Wykorzystaj okazję!| ~Kurwa, lepiej nie, bo jeszcze
spłodzę większego pojeba niż Laura, Dawid i Andromeda razem wzięci. xD~ |Ty,
faktycznie, lepiej w tym wypadku nie próbować. xD| a ona bała się
ciemności, czuła się bezpieczniej przytulona do kogoś lub do czegoś. Chwilę
później, Grzegorz przytulił ją do siebie. I parę minut później, usnęli oni...
TYDZIEŃ V.
Jest to tydzień opierdalania się całej czwórki i
oczekiwania na 13 kwietnia...
PONIEDZIAŁEK – PIĄTEK. [Kropka, spadaj!]
Następnego dnia, gdy Grzegorz się obudził, od razu
odwrócił się. Gdy to zrobił, ujrzał, że Laura nadal leżała przytulona do niego
i spała. Widząc to, pomyślał on:
„Eh...Jak ona uroczo wygląda, gdy śpi..."
Po czym chciał wstać. Jednak, w pewnym momencie,
uświadomił sobie, że jeśli chciałby wstać, mógłby obudzić Laurę, a nie chciał
tego robić, gdyż dziewczyna śpiąc wyglądała tak słodko... ~Oooo...<3~ Postanowił,
więc czekać, aż ta się obudzi. Jako, iż był poniedziałek, sprawdził on godzinę.
Kiedy to zrobił, okazało się, że była dopiero 6:00.
„Eee...Jeszcze trzy godziny. Mam czas." –
Pomyślał po zobaczeniu tego.
Następnie zaś, zaczął czekać, aż Laura się obudzi...
Godzinę później, dziewczyna obudziła się. Kiedy to
zrobiła, ujrzała, że nadal była przytulona do Grzegorza [Mendla],
który nie spał już od najprawdopodobniej godziny. Widząc to, od razu spytała
ona go:
- Nie nudziło ci się leżeć tu tak przez godzinę nic
nie robiąc?
- Owszem, trochę mnie się nudziło, jednak gdybym
wstał, to ty mogłabyś się obudzić, a śpiąc wyglądasz tak uroczo, że aż żal cię
budzić... - Odpowiedział
W tym momencie, zaśmiała się ona. Grzegorzowi, widząc
to, aż milej się zrobiło. Chwilę później, powiedziała ona:
- Dziękuję, że tak mówisz.
- Oj, nie musisz dziękować. To tylko prawda jest. –
Odparł Grzegorz.
Po tej rozmowie, poleżeli oni jeszcze parę minut, po
czym wstali i zaczęli szykować się do kolejnego tygodnia opierdalania się w
kokpicie statku kosmicznego i obserwowania, jak Dawid |*Dejwid| i
Andromeda odwalają za nich całą robotę...
Jednak, w pewnym momencie, już na statku kosmicznym,
usłyszeli oni otwierające się drzwi do kokpitu. Gdy odwrócili się, ujrzeli
Andromedę, która rzekła:
- Maszyna już skończona. Co teraz mamy robić?
- Czekać na 12 kwietnia, czyli do piątku. –
Odpowiedział Grzegorz.
Od tego momentu, zaczęli oni opierdalać się jeszcze
bardziej. Do czasu...
|DAM DAM DAAAM!|
*Oczami ~*Boga Wszechmogącego*~ Grzegorza.*
~*Lol, pieprzyć to. Nie mam już siły analizować
kolejnych czterech narracji. Dokończymy jutro.*~
~Dzięki Bogu...~
~*Chuj, analizujemy dalej. xD*~
~:<~
Akcję ostatnich pięciu tygodni mogę opisać tylko
tak:
TYDZIEŃ I:
Tydzień ten zaczął się przyjemnie, ale niekoniecznie
tak się skończył...
[Jak wszyscy wiemy, spoilery są fajne.]
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
Ten tydzień zaczął się normalnie. Po znalezieniu się
we Wszechświecie, zaczęliśmy oczekiwać, aż nasi Murz...Eee...pomocnicy |Lol,
znalazłem idola. ;'-)| ~^-^~ skończą maszynę. W
pewnym momencie, gdy ja i Laura wyszliśmy do pomieszczenia głównego,
ujrzeliśmy, ...ŻE ONI SIĘ CAŁOWALI! Ohyda. ~*Chwilę później... xD*~ ~Wielbię
siebie. xD~ W pewnym momencie, Laura rzekła:
- Ekhm...
W tym momencie, Dawid |*Dejwid| i
Andromeda od razu odwrócili się. Kiedy to zrobili, ujrzeli nas. W pewnym
momencie, rzekłem:
- Nie mam nic przeciwko temu, żebyście czuli do
siebie coś więcej, niż tylko przyjaźń, ale, do cholery nie okazujcie tego
wszędzie, gdzie się da!
~:D~
Po chwili zaś, ja jak i Laura wróciliśmy do kokpitu,
gdyż stamtąd przyszliśmy...
Tymczasem, gdy wróciliśmy do kokpitu, przez jakiś
czas siedzieliśmy w ciszy. Jednak, w pewnym momencie, pomyślałem:
~"Lol, ale mam ujebane szyby. Trzeba zaprzęgnąć
Andromedę i Dejwida do pucowania."~
|X"D|
„Eh...Ona jest taka piękna...Jest po prostu ideałem
kobiety nieprzepuszczonym przez Photoshop... ~*Skąd wiesz?*~ A
jej charakter jest po prostu zbliżony do mojego. ~<3~ Na
dodatek te jej piękne oczy...Każdy może w nich zatonąć, mimo iż są one dość
małe, co zresztą dodaje jej uroku...A to, że jest taka niska, sprawia, że jest
jeszcze bardziej cudowna...Jej głos...Coś pięknego...Najlepszy dźwięk, który
można usłyszeć na tym świecie, ... [Taki piękny jak gówno w
turbosprężarce.] ~Jebłem xD~ Kiedy się
śmieje...Jest to najpiękniejszy widok na Ziemi... ~Piękny jak widok
zdechłego lisa.~ A kiedy ją przytulam...Czuję się, jakbym trzymał
w objęciach cały swój świat, ...Kiedy płacze lub cierpi...Nie mogę na to
patrzeć...Wtedy aż serce mnie się kraja, ...Kiedy śpi...Wygląda tak uroczo i
niewinnie...Ja...Ja chyba ją ~nienawidzę~ kocham...Ona
jest jedyna taka...Nie Wiem |Deutsch?| jak jej to
powiedzieć...W ogóle pierwszy raz tak o kimś myślę...W końcu muszę zebrać się
na odwagę i jej to wyznać...Ona jest cudowna..."
[A mimo jej wyczepistych mocy, nie mogła przeczytać
jego myśli.]
~*Wtedy rozdział byłby krótszy i byśmy umarli ze
smutku.*~
Po czym postanowił, ~*CTRL+A, CTRL+C i
CTRL+V*~ że ten dzień będzie idealny, aby jej (Laurze, kurwa.
LAURZE!) ~Lolix, wiemy. Nigdy nie zakochałbym się w tej piździe
Andromedzie.~ O tym powiedzieć. Lecz, zacząłem od niewinnego
pytania:
- Czy ktoś ci kiedyś mówił, że jesteś ~zjebana~ urocza?
- Nie...Wszyscy mi mówili, że jestem
okropna...brzydka...Że nie należy mnie się miłość...przyjaźń, ...że powinnam
się zabić, ...że, po co żyję, jak nikt mnie nie chce... - Odpowiedziała Laura
ze łzami w oczach.
~– Lol, dobrze ci mówili. A teraz leć pucować
szyby od zewnątrz i od środka, bo specjalnie nie zassałem ich próżniowo od
środka, abyś miała co robić.~
|Idę zakładać religię wyznawców ciebie. xD|
-, Bo musisz wiedzieć, że jesteś urocza. I nie
słuchaj się tych, co ci mówią inaczej, bo oni kłamią. – Odpowiedziałem
- Oh, Grzegorz...Naprawdę? – Spytała Laura ze łzami
w oczach.
- Tak...Ciebie bym nie okłamał. – Odpowiedziałem
- Oh... - Rzekła, po czym przytuliła się do mnie. Ja
natomiast ją objąłem. Parę sekund później, powiedziałem:
-, Bo ja ci muszę coś powiedzieć...Nie wiem jak ci
to powiedzieć, gdyż mówię to pierwszy raz w swoim życiu, ale...ale...Ja
cię ~nienawidzę. A nie, ja to mówię każdemu, kogo spotkam. xD~ kocham...Ty
po prostu powodujesz, że moje życie staje się, choć trochę bardziej ~zjebane~ urozmaicone...Jesteś
tym, czego można najbardziej pragnąć...Wystarczy nawet twoja sama egzystencja,
aby czuć się szczęśliwszym. Ten, kto cię ma, ma prawdziwy skarb ~Sosnowca~ Wszechświata.
W tym momencie nastała cisza. Chwilę później, Laura
rozpłakała się ze szczęścia, po czym spytała:
- Oh, Grzegorz...Naprawdę?
~– Nie kurwa, strzępie ryja bez
powodu. – odpowiedziałem kulturalnie.~
- Oczywiście...Jesteś jedyną osobą, której nigdy bym
nie okłamał...- Rzekłem
W tym momencie, dziewczyna mocniej się do mnie
przytuliła. Parę minut później, kiedy mnie puściła nasze twarze zaczęły się do
siebie przybliżać. ~*ZARAZ! XD*~ Po chwili zaś zaczęliśmy się,
pierwszy raz w naszym życiu, całować. Czułem się podczas tego, jakby czas się
zatrzymał. Nigdy wcześniej się nie całowałem. Jednak, w pewnym momencie,
usłyszeliśmy taki dźwięk, jakby drzwi do kokpitu automatycznie się otworzyły.
Nie przejęliśmy się tym jednak. Obchodziła nas w tym momencie tylko chwila.
Sekundę później, usłyszeliśmy głos Andromedy, która mówiła:
- Ups...Przepraszam bardzo...
A następnie dźwięk zamykających się drzwi od
kokpitu. ~*KOCHAM TWOJĄ HIPOKRYZJĘ! XD*~ ~Wiem :D~ Jednak
i tym się nie przejęliśmy, gdyż liczyła się dla nas tylko ta chwila...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
Po wylądowaniu w piątek po południu przed
odpowiednim blokiem, gdy Dawid |*Dejwid| i Andromeda wyszli z
pojazdu, ruszyliśmy w kierunku naszej bazy. Na początku było normalnie. Lecz...
Od wieczoru natomiast, zaczął prześladować nas
pech...
[Fajny spoiler.]
Wieczorem, gdy powoli zasypiałem z nudów, w swojej
bazie, w pewnym momencie, usłyszałem telefon. Od razu sprawdziłem, kto się do
mnie dobijał. Kiedy ujrzałem, że była to Andromeda, mimo wszystko odebrałem. Po
zrobieniu tego, spytałem:
~– Co robisz w niedzielę? Bo szmata do
czyszczenia podłóg mi potrzebna.~
|JEZU XDDD|
-, Czego chcesz?
- Muszę ci powiedzieć, że ja i Dawid |*Dejwid| nie
możemy jutro przyjść. Ja nie mogę wstać, gdyż jestem chora i słaba, a
Dawid |*Dejwid| źle się czuje od paru dni. – Rzekła
Ciekawe, co mnie to interesuje...
~*Wyjdź za mnie. Razem będziemy krytykować świat.*~
|Ty i Grzegorz to byłoby złe połączenie. ;_;|
~*~:D~*~
- A co mnie to obchodzi? Przejąłbym się, gdybyś mi
powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach. Macie
przyjść, jeśli chcecie jeszcze żyć. – Rzekłem
Po tych słowach, Andromeda próbowała przekonać mnie
jeszcze, abym im darował. Nie, nie pozwoliłem im. ZAPIE*DALAĆ DO ROBOTY, KURWA!
~*Kocham cię.*~
~Wiem :D~
Po tej rozmowie, ja dalej niezmiernie się nudziłem.
Czasem chciałem zasnąć i przespać resztę dnia, jednak nie mogłem. [Bo
byłem idealny.] Po chwili zaś ujrzałem w drzwiach Laurę. Jednak była
ona smutna. Na dodatek jej twarz była bledsza niż zwykle. Wyglądała tak
słabiutko, że aż pierwszy raz w moim życiu, czułem, że krajało mnie się serce,
gdy ją widziałem. Biedactwo...Chwilę później, spytałem spokojnym głosem:
|Co w wypadku twojego głosu musiało być w pierdziec
trudne.|
~True ;"-(~
- Lauro, ...Co ci się stało, skarbie?
[– Kurwa, zapomniałam zapisać ten ostatni level
w tej twojej grze i cofnęło do pierwszego poziomu. – odpowiedziała
Laura.]
~<Przeładowuje dezintegrator.> Ta zniewaga
krwi wymaga!~
|XD|
- Źle się czuję...Słabo mi...Brzuch mnie boli...W
głowie mnie się kręci...Mdli mnie...~*Nadkropkozę mam...*~ Zimno
mi...Wszystko mnie boli... - Odpowiedziała słabym głosem dziewczyna.
- Biedactwo...Ja ci nie umiem pomóc... ~To
nic, że w wersji z tego GównoFiction potrafiłem WSZYSTKO i jeszcze więcej.~ Na
razie spróbuj się położyć. Może ci przejdzie. – Rzekłem
Po tych słowach, dziewczyna zrobiła, to, co jej
poradziłem. Kiedy zaś wyszła ona z pokoju, pomyślałem:
„Tak mi jej żal...Miejmy nadzieję, że to nic
poważnego..."
Jednak, zacząłem dalej oczekiwać na następny dzień.
W międzyczasie ~*Ja się na ten temat już wypowiadałam.*~ zastanawiałem
się, co mogło stać się mojej ukochanej...
Wieczorem zaś, postanowiłem pójść sprawdzić, co było
z moją ukochaną. ~*Pierdolę, nie analizuję dalej. Lol, jutro nie
będziemy tego zjeżdżać, bo idę do kina na "Thor: Ragnarok" w
4D.*~ |A nie miałaś tej analizy opublikować w tę niedzielę?| ~*Lol,
napisałam na tablicy, że będzie za tydzień.*~ ~Spryciura.~ ~*Lepiej
pisać analizę dwa lata i napisać porządną, niż zjebaną w dwie godziny.*~ [W
sumie racja.] Kiedy wszedłem do pokoju, usłyszałem, że płakała ona.
Żal mnie się jej zrobiło. Od razu podszedłem do niej i spytałem:
~– Możesz zamknąć mordę? Ludzie tu próbują
spać.~
|X"D|
- Skarbie, co ci się dzieje? Dlaczego płaczesz?
- Tak mnie wszystko boli...Tak mi zimno...Tak bardzo
źle się czuję... Chyba będę chora... - Odpowiedziała z płaczem.
- Biedactwo...Jutro na ten tydzień zostań w domu.
Jesteś zbyt słaba, a ja nie darowałbym sobie, gdyby przeze mnie coś ci się
stało. – Odparłem
W tym momencie ona słabo się do mnie uśmiechnęła. W
tym momencie, pierwszy raz w swoim życiu poczułem, że zrobiło mnie się cieplej
na sercu. Po chwili, drugi raz w swoim życiu, pocałowałem Laurę, po czym
okryłem ją kołdrą i wyszedłem z pokoju...
TYDZIEŃ II:
W tym tygodniu Dawid |*Dejwid| i Andromeda chyba zaczęli się przekonywać, że ~*w kinie puszczają zajebiste rzeczy. A nie, to ja
po dzisiejszym zobaczeniu, że w Arkadii leci jakiś film katastroficzny.*~ ich nienawidzę... ~:-)~
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
W poniedziałek rano zaś, kiedy zamierzałem wyjść,
aby udać się po Dawida |*Dejwida, do chója!| ~*Ta
literówka. xD*~ |Piękna, czyż nie? xD| i Andromedę,
zajrzałem jeszcze do Laury. Po wejściu do jej pokoju ujrzałem, że nie spała już
ona. Widząc to, powiedziałem do niej:
~– Szyby
mi wypucuj.~
|
- Wychodzę, skarbie.
- Proszę...Nie zostawiaj mnie... - Odparła Laura.
- Wybacz mi...Niestety muszę...- Rzekłem
|Z.A.J.E.B.I.S.T.E PRIORYTETY! XDDD|
~Wiem xD~
Jak mi się jej żal robiło...
Po tych słowach, podszedłem do niej, pocałowałem ją
i wyszedłem...
Kiedy zaś po parudziesięciu minutach zabrałem
Dawida |*Dejwida| i Andromedę spod bloku i powróciłem do
Wszechświata, siedząc sam w kokpicie, czułem taką dziwną pustkę. Pierwszy raz w
życiu czułem się taki samotny... ~Lepsza samotność niż
psychofangirl. ;-;~ ~*:D*~ Jednak, chwilę później,
usłyszałem otwierające się drzwi od kokpitu. Od razu odwróciłem się. Kiedy to
zrobiłem, ujrzałem Andromedę. Widząc ją, spytałem:
~– O, zajebiście. Pucuj szyby.~
-, Czego znów chcesz?
- Błagam...Pozwól mi wrócić do domu do czasu, gdy
wyzdrowieję...Źle się czuję... - Odpowiedziała Andromeda.
- A weź spierdalaj. Masz tu być do momentu, w którym
zrobicie wszystko, co J A będę chciał. - Rzekłem
~Kocham siebie. xD~
Po tych słowach, Andromeda próbowała mnie jeszcze
trochę przekonać, abym jej darował. Nie daruję. Ta pinda ma tu harować do
usranej śmierci! ~*[:*******]*~ ~Wiem xD~ Jednak,
w pewnym momencie usłyszałem, że Dawid |*Dejwid| nazwał mnie
chamem pierdolonym. Jak miło. Nikt mi dawno komplementów nie prawił. ~Hehe...
:D~ Jednak, krzyknąłem do nich:
- SŁYSZAŁEM!!!
Jednak, od teraz, Andromeda ciągle próbowała
przekonać mnie, abym pozwolił jej wrócić na czas choroby do domu. Aż w końcu...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
W piątek popołudniu, gdy Andromeda z wycieńczenia
prawie zemdlała, w końcu pozwoliłem jej zostać na następny tydzień w
domu. ~No co, podłogę by mi skaziła, a kwas siarkowy jest
drogi.~ |Jak ja cię uwielbiam. xD| ~Wiem :D~ Niech
pozna łaskę pana. ~Ach, jakiż ja łaskawy. ;D~ Po
wylądowaniu przed odpowiednim blokiem, gdy wróciłem do bazy, od razu udałem się
do pokoju Laury.
- I co, najdroższa? Lepiej się czujesz? – Spytałem,
wchodząc do jej pokoju.
- Nie...Jeszcze gorzej... - Odpowiedziała, zwijając
się z bólu.
W tym momencie nie wytrzymałem. Wyjąłem telefon, po
czym zadzwoniłem po lekarza. Kiedy zaś to zrobiłem, dziewczyna spytała:
-, Po co to zrobiłeś?
~– Bo lubię
patrzeć, jak ktoś wykonuje autopsję na jeszcze żywej
osobie. – odpowiedziałem~
~*;_;*~
~:D~
- Ja chcę dla ciebie jak najlepiej, skarbie. Nie
mogę patrzeć, jak cierpisz. – Odpowiedziałem
W tym momencie nastała cisza...
Po parunastu minutach, gdy przyjechał lekarz i
zbadał dziewczynę oraz przepisał jej leki, od razu poszedłem po nie do apteki.
Po powrocie, zgodnie z tym, co powiedział lekarz, podawałem swojej ukochanej
odpowiednie leki. Było tak w sobotę i niedzielę. Aż w końcu...
~*HALF-LIFE*~ TYDZIEŃ III:
W tym tygodniu, Dawid |*Dejwid| już chyba zaczynał rozumieć, że jestem przeciwko
niemu i Andromedzie. ~Bo jestem THE BEST. :D~ ~*Wiadomix*~
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
W poniedziałek rano, powiedziałem do Laury, jeszcze
przed moim wyjściem:
- Dobrze skarbie. Przez ten tydzień, dla twojego
dobra zostań jeszcze w domu. Dwa razy dziennie, tj. rano i ~*rano*~ wieczorem,
bierz te leki, które ci w weekend podawałem. Nie wychodź także z bazy, bo
możesz się gorzej rozchorować. Do sklepu nie musisz iść, bo załatwiłem ci
jedzenie i picie na cały tydzień.
- Dziękuję ci... - Powiedziała Laura.
- Oj, nie musisz dziękować. Ja cię po prostu kocham
i nie chcę, aby coś gorszego ci się stało. – Odparłem
W tym momencie dziewczyna słabo się do mnie
uśmiechnęła. Widząc to, aż milej mnie się zrobiło. Chwilę później, podszedłem
do niej, pocałowałem ją i wyszedłem z pokoju i z bazy...
Po znalezieniu się w statku kosmicznym, gdy leciałem
po Dawida, |*Dejwida| w pewnym momencie szyderczo się
zaśmiałem. Chwilę później, pomyślałem:
, „Ale mam zajebisty pomysł. Teraz Dawida, |*Dejwida| a
później i Andromedę będę na weekend przetrzymywał w statku kosmicznym. No, co?
Za dużo uranu się marnuje na latanie w dwa miejsca naraz."
Gdy zaś zabrałem już Dawida |*DEJWIDA!| i
wróciłem do Wszechświata, w pewnym momencie krzyknąłem do niego:
- DAWID! |*Dejwid| Chodź tu na
chwilę!
Chwilę później, gdy ten już przyszedł, rzekłem:
- Mam taką sprawę. Postanowiłem, że teraz ty, a
później i Andromeda nie będziecie wracali na weekend do domu. Jako iż ja muszę
wracać do bazy, choćby w tym tygodniu, bo jak widzisz jestem tu sam, będę
najpierw ciebie, a później i Andromedę przetrzymywać w statku kosmicznym. A
tylko czegoś dotkniecie – zginiecie marnie.
~*Zajeb ich od razu.*~
~A kto skończy maszynę?~
~*Fuck*~
-, CO?! ALE DLACZEGO?! Zwykle nie miałeś problemów,
że wracaliśmy na weekend do domu! – Krzyknął Dawid. |*Dejwid|
- Za dużo uranu się marnuje, aby latać w dwa miejsca
na raz. – Odpowiedziałem
- URANU?! – Krzyknął Dawid. |*Dejwid|
- Tak, uranu. A myślisz, że za tymi ścianami to, co
jest? Materiał budulcowy ściany? Serio? Są tam generatory prądu i zdalnie
sterowane reaktory. Albo myślisz, że dlaczego z silników wydobywa się niebiesko
biały ogień? Właśnie. To wszystko zasługa uranu i plutonu – 235. –
Odpowiedziałem
A co on myślał? Że to wszystko zasila węgiel? Srly
Srly? |Grzegorz, jesteś gimbusem?| ~Nie. To Ramoninth
była niedojebana.~ Mniejsza. Po tej rozmowie, Dawid |*Dejwid| wrócił
do głównego pomieszczenia statku kosmicznego...
W czwartek, zaś, zadzwoniła do mnie Andromeda, abym
po nią przyleciał, gdyż już czuła się dobrze. Paręnaście minut później, gdy
znalazła się już w statku kosmicznym, ruszyłem do Wszechświata i zacząłem
czekać na następny dzień...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
Kiedy doleciałem do bazy, zamknąłem na klucz statek
kosmiczny, z obecnymi tam Dawidem |*Dejkurwawidem!| i
Andromedą, po czym wszedłem do środka bazy. Po znalezieniu się tam, poszedłem
do Laury. Kiedy byłem w jej pokoju, spytałem:
~*APISK! x2*~
|Znów?|
~*Uczulenie na opko. ;-;*~
- I jak się czujesz?
- Już lepiej, ...Ale jeszcze nie mam siły, aby
wstawać. – Odpowiedziała
- Tym lepiej, że już tak nie cierpisz. – Odparłem
Po tej rozmowie, posiedziałem przy niej jeszcze
trochę, po czym poszedłem do pokoju i zająłem się swoimi codziennymi
sprawami... |( ͡° ͜ʖ ͡°)|
Jednak, w niedzielę, postanowiłem pójść zobaczyć,
jak tego dnia czuła się Laura. Jednak, zanim doszedłem do pokoju, ujrzałem
Laurę, która rzuciła mnie się w ramiona. Widząc to, rzekłem:
- O, już zdrowa. To ~źle~ dobrze...
- Tak...Tak ci dziękuję...Jesteś taki dobry dla
mnie...W dzieciństwie uratowałeś mnie przed śmiercią z zimna, a teraz przed
śmiercią z cierpienia... - Powiedziała
- Oj, nie musisz dziękować. – Odparłem
- Nie wiem, jak mogę ci się odwdzięczyć... - Rzekła
- Już to robisz. Pomagając mi odwdzięczasz się za
wszystko, co dobrego dla ciebie zrobiłem. – Odrzekł em ~*Ta spacja
naprawdę tu jest.*~ [;___;]
Po tej rozmowie, parę minut później, Laura puściła
mnie, po czym zajęła się swoimi sprawami. Ja natomiast, pierwszy raz od
dwudziestu pięciu lat, czułem się wycieńczony pracą. Czułem, że musiałem usnąć,
gdyż ledwo trzymałem się na nogach. Poszedłem, więc do głównego pomieszczenia
i ~padłem zmęczony na glebę.~ usiadłem na sofie, która
tam była. Chwilę później, poczułem, że moje oczy zaczęły się zamykać. Parę
minut później, pierwszy raz od dwudziestu pięciu lat – zasnąłem... ~*Czy
wspominałam, że cię kocham?*~ ~Wiele razy.~ ~*To
dobrze. :3*~
TYDZIEŃ IV
W tym tygodniu od wtorku Laura i ja kłóciliśmy się o
byle błahostkę, przez co cierpiała Laura oraz była ona pierwszą osobą, która
poznała moją tajemnicę...
~*
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK.
Następnego dnia, gdy obudziłem się ujrzałem, że
miałem spuszczoną głowę. Gdy zaś ją uniosłem, pierwszy raz od sześciuset [sześćdziesięciu
sześciu] lat, poczułem, że bolała mnie głowa i to mocno. Mimo
wszystko, wstałem z sofy i ruszyłem na przedpokój. Kiedy zaś tam się znalazłem,
w pewnym momencie ujrzała mnie Laura. Widząc mój stan, spytała normalnym tonem:
- Grzegorz? Coś ci się stało?
- Błagam cię, nie krzycz...Tak mnie dziś głowa
boli... - Odpowiedziałem
- To może zostaniesz dziś w bazie, skoro nie
najlepiej się czujesz? – Rzekła ściszonym głosem dziewczyna.
- Muszę tam lecieć, choćby, dlatego, że tylko ja
umiem prowadzić ten statek kosmiczny...Nie chcę, abyś przy próbie startu się
zabiła...Ten, kto próbował startować tym statkiem kosmicznym, nie przeżył
więcej niż pięciu sekund... - Powiedziałem
~*Wsadzę tam wszystkich moich wrogów...*~
~Won mie z nimi. Podłogę będę musiał odkażać, tak
samo jak powietrze.~
|Jaka szczerość. xD|
Kiedy zaś udaliśmy się do statku kosmicznego, Laura
ujrzała, że otwierałem go kluczami, [PRZECINEK, WYKURWIAJ!] Po
chwili, spytała ściszonym głosem:
-, Dlaczego tak nagle zamknąłeś ten pojazd na klucz?
~– Przewożę ropę naftową, a już jakiś chuj
zajebał mi dwie beczki. – odpowiedziałem~
- Później ci opowiem... - Odpowiedziałem
Po tej rozmowie, weszliśmy do kokpitu, po czym, od
razu ruszyliśmy do Wszechświata. Po znalezieniu się we Wszechświecie, jak co
poniedziałek rano, poszła dać im (Andromedzie i Dawidowi |*Dejwidowi|)
jeść i pić. Po zrobieniu tego, wróciła do kokpitu, po czym usiadła na swoim
siedzeniu...
Jednak, w pewnym momencie, widząc, że ja
rzeczywiście nie najlepiej się czułem, rzekła:
- Może po prostu spróbujesz się przespać?
- Może to i dobry pomysł...Spróbuję... - Odparłem
Po tej rozmowie, spróbowałem zasnąć. Po paru
minutach, poczułem, że moje oczy zaczęły się zamykać. Kilka chwil później, moja
głowa opadła w dół, po czym usnąłem...
Godzinę później, kiedy się obudziłem, czułem się
lepiej. Nie bolała już mnie głowa, dzięki czemu już nie cierpiałem. W pewnym
momencie zaś, usłyszałem głos Laury, która pytała:
- O, już się obudziłeś. I jak się czujesz?
- Już lepiej. – Odpowiedziałem
- To w sumie dobrze. – Odparła dziewczyna.
Po tych słowach, nastała cisza. Przez godzinę
panował spokój. |Kim Dzong Un Nie lubi tego!| Jednak, po
godzinie stało się coś, co zaważyło o dalszym ciągu tego tygodnia...
Otóż, po tej godzinie ja i Laura zaczęli sprzeczać
się o jakąś błahostkę, związaną z szykowaną apokalipsą. Sprzeczka ta
przerodziła się w kłótnię.
~– Ja biorę Rosję i Niemcy, a ty Honolulu i
Luksemburg. – zacząłem
– Pierdol się! Ja biorę Rasiję i
Deutschland! – rzekła
– Wal się na mordę! Te kraje są zbyt zajebiste
jak na ciebie!
– Gówno prawda! Ja jestem najlepsza, to biorę
najlepsze kraje!
– Ryj, psie niewierny!
[...]~
|Kocham ten dialog. Taki prawdziwy. x'D|
Po kłótni, Laura nie wytrzymała i wybiegła do
łazienki. ~Chuj ci w dupę, autorze, moja linia dialogowa jest
lepsza.~ Po parunastu minutach zaś, gdy zastanawiałem się, co tam
tyle robiła, wróciła do kokpitu... ~*Srała, a miała zatwardzenie,
so...*~
Jednak, teraz cały tydzień wyglądał właśnie tak.
Aż w końcu...
|DAM DAM
DAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAM!|
PIĄTEK – NIEDZIELA.
Po powrocie do bazy i zamknięciu Dawida |*Dejffida| i
Andromedy w statku kosmicznym, po wejściu do bazy, ja i Laura, znów zaczęliśmy
się kłócić o jakąś błahostkę. W tym momencie, Laura wybiegła z płaczem do
swojego pokoju. Ja natomiast, ciągle jeszcze wściekły, poszedłem do łazienki i
się tam zamknąłem. |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| Po znalezieniu się
tam, poczułem, że zrobiło mi się słabo. Było mi gorąco, a kilka chwil później,
było mi także duszno. ~Mówiłem! Jestem człowiekiem! :<~ Chwilę
później, pomyślałem:
„Ostatnio coś za nerwowy jestem...Muszę się
opanować...Eh...Znów mi jest słabo, gorąco i duszno...Chyba ponownie mi
naprawdę bardzo wysoko ciśnienie skoczyło..."
~*Ale jesteście pewni, że Slavia nie patrzy?*~
|Tak|
Jednak, w pewnym momencie, jako iż byłem w łazience
sam, postanowiłem po raz drugi w życiu zdjąć swój płaszcz, |( ͡° ͜ʖ
͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)| i ponownie zobaczyć sam siebie w lustrze.
Chwilę później, gdy już to zrobiłem, stanął [Znowu zmiana narracji...] przed
lustrem...
W tym momencie, pierwszy raz od jakiegoś czasu,
zobaczyłem sam siebie bez kaptura. Moja twarz była cała szara. Oczy miałem
żółte, jednak były one w całości tego koloru. ~*No shit, Sherlock.*~ Nie
było tam białek itp. Nos miałem normalny, a nie jak mogłoby się wydawać, widząc
mnie w płaszczu, na pół twarzy. Usta miałem koloru szarego. Wydawałoby się, że
były one pomalowane, jednak nie, nie jestem transwestytą, czy kimś. |A
może?| ~WON~ |:D| To był ich naturalny
kolor. Moje włosy były czarne, jednak były normalne. Głowę miałem zwykłą, a nie
spiczastą, jak mogłoby się wydawać. Jednak, dłonie miałem ciemnofioletowe, z
długimi palcami. Na sobie miałem czarny strój, z którego wydobywał się czarny
gaz, od którego mogłyby się podusić wszystkie żywe istoty, oprócz mnie,
naturalnie. ~Ale byłem debilem i nie wytrułem nim całego świata.~
Chwilę później, pomyślałem:
„A może pokazałbym się jej i powiedział jej prawdę o
sobie? Eh...Nie mogę, ...Ale...Może..."
„NIE! Nie możesz tego nikomu powiedzieć!" – Usłyszał w głowie znajomy głos ~*Slade'a*~.
„Ojcze...Miałeś już nie kontrolować moich myśli,
dopóki nie skończę z Ziemią...Obiecałeś!" – Pomyślałem
„Wiem, wiem, ...Ale czasem muszę." – Usłyszałem w głowie odpowiedź.
„Eh...No, ale pozwól mi, chociaż Laurze...Ona nigdy
tego nikomu nie zdradzi. Przecież znam ją ponad dwadzieścia lat i wiem, że mogę
jej zaufać." – Pomyślałem
, „Kim jest Laura?" – Usłyszałem w głowie pytanie.
„Ohm...Nawet nie wiem jak to nazwać. Znalazłem ją w
2013 roku na Antarktydzie i przygarnąłem ją. |Siema, niespójności!
Dawno się nie widzieliśmy!| Od teraz jest ona u mnie i mi pomaga. Ale jak
widać gówno z tego wszystkiego wychodzi." - Odpowiedziałem
, „Ale jesteś pewien, że ona nic nikomu nie powie?
Nikt przecież się o nas nie może dowiedzieć." – Usłyszałem ponownie pytanie.
„Tak, na pewno. Jak jej się coś powie, to ona zawsze
to zrobi." – Odpowiedziałem
„No...Dobrze, możesz jej powiedzieć. ALE PAMIĘTAJ!
Przestrzeż ją przed tym, aby nikomu innemu o tym nie powiedziała!" – Usłyszałem odpowiedź.
„Dzięki. Ale...Chwila! Czy ona nie udusi się od tego
gazu, który się ze mnie wydobywa? Nie chcę, aby coś jej się stało!" –
Rzekłem
„Czekaj, zaraz to załatwię." – Usłyszałem odpowiedź.
Po tym, głos na chwilę uciszył się. Jednak, chwilę
później, ponownie usłyszałem ten sam głos w głowie:
„Zrobione. Już się nie udusi."
„Mam nadzieję, że nie chciałeś mi przez to
powiedzieć, że JĄ ZABIŁEŚ?!" – Pomyślałem, ze strachem.
~*Jaki byłby w tym sens?*~
|To opko ogólnie nie ma sensu.|
„Nieee....Nie zabiłem jej. Jesteś po prostu
przewrażliwiony na jej punkcie. W ogóle ostatnio jesteś za bardzo ludzki, że
tak powiem." – Odpowiedział
głos.
„Wiem...Coś się ze mną dzieje...Tylko nie wiem,
co." – Powiedziałem
„Minie ci to, kiedyś. Niektórzy z nas, po
znalezieniu się na innej, obcej planecie, czasem są tacy bardziej jak
mieszkańcy tej planety, niż jak my, ale to mija z czasem." – Odpowiedział głos.
Po tych słowach rozmowa zakończyła się. W tym
momencie, wyszedłem z łazienki i wyłączyłem światło. Gdy to zrobiłem, poszedłem
do pokoju Laury. Im byłem bliżej, tym bardziej słyszałem jej płacz. Słysząc to,
żal mnie się jej robiło. ~A bardziej żal tego, że wyła jak alarm
przeciwatomowy.~ |WYOBRAZIŁEM TO SOBIE. XDDD| Kiedy
zaś doszedłem do pokoju, usiadłem koło dziewczyny i przytuliłem ją do siebie.
Laura, czując to, najprawdopodobniej wiedziała, że byłem to ja, jednak odwróciła
się. Kiedy to zrobiła, po ujrzeniu mojej prawdziwej postaci, przeraziła się.
Widać to było, po jej oczach, które się trochę powiększyły. Chwilę później,
spytała ze strachem w głosie:
- K-Kim t-ty jesteś? I c-co tu robisz? J-Jak się tu
z-znalazłeś?
~*A-A t-ta w-wypowiedź z-została z-zajebiście
n-napisana.*~
- Lauro...To ja. Grzegorz. – Odpowiedziałem
- GRZEGORZ?! To ty tak wyglądasz bez swojego
płaszcza?! – Krzyknęła
- Tak, skarbie. To ja w całej okazałości. –
Odpowiedziałem
- A-Ale ty nawet nie wyglądasz jak człowiek! No może
trochę, ale w większej części nie! Kim ty jesteś?! – Spytała
-, Bo ja...Nie jestem człowiekiem. Wyglądam jak
człowiek, ale nim nie jestem. Możesz mi wierzyć lub nie, ale jestem istotą
nadprzyrodzoną. – Odpowiedziałem
- C-Co? J-Jak to? Jakim cudem?! Przecież istoty
nadprzyrodzone nie istnieją! – Powiedziała zmieszana.
~Żelazny dowód: Żyję na tym świecie już piętnaście
wieków.~
|Żeś se cheat na nieśmiertelność włączył.|
~:D~
- Istnieją. Właśnie znasz jedną. W ogóle, muszę ci
powiedzieć coś o sobie. Tak naprawdę nie nazywam się Grzegorz Antychryst. Dano
mi takie imię i nazwisko przed wyruszeniem na Ziemię. Nazwisko
„Antychryst" ~Ładne, czyż nie? ^-^~ dano mi po
tym, jak ojciec szukał wyjebistego nazwiska, ale nie mógł znaleźć, a chciał,
aby było z jakieś religii. No i, wreszcie, zrezygnowany, podczas przeszukiwania
Pisma Świętego, trafił na ostatnią księgę i na Antychrysta. ~Ale
wolałbym mieć na nazwisko Apollyon. Pasowałoby do mnie. :3~ ~*Ech...
-_-*~ I to wybrał. Naprawdę nazywam się Xyasch Xygamish. ~Od
dziś tak do mnie mówcie.~ [Język sobie połamiemy.] ~Wiem
:D~ Ale nazywaj mnie, jak nazywałaś. Na Ziemi jestem tylko po to,
aby ją zniszczyć. Rasa, z której pochodzę, pała nienawiścią do Ziemi z
jakiegoś-tam-powodu. Jednak, aby ją zniszczyć, czekali na odpowiednią osobę. I
najprawdopodobniej byłem nią ja, bo mnie tu wysłali. [#GaryStu] Niby
jestem wyjebiście idealny, ale jednak nie. Bo nikt nie przewidział, że nie
jestem do końca nieśmiertelny oraz idealnie idealny. Ale da mnie się wskrzesić,
więc to idzie na plus. Oprócz tego posiadam wiedzę absolutną. Wiem WSZYSTKO.
Znam WSZYSTKIE języki świata, znam się również na WSZYSTKICH dziedzinach życia,
znam WSZYSTKIE dane na temat WSZYSTKICH ludzi, znam CAŁY Wszechświat, wiem jak
ten cały bajzel powstał i jak się skończy, znam CAŁY świat w 100%, znam
charaktery, wady, zalety, wygląd itp. KAŻDEGO człowieka na świecie, znam CAŁĄ
najnowszą i jeszcze nawet nieistniejącą technologię i wiele innych. ~*Mamo,
znalazłam męża! Jest ode mnie starszy o ponad tysiąc lat, ale wiek to tylko
liczba!*~ ~Jebłem xD~ Co do mnie samego, to nikt
nie może się o moim rzeczywistym życiu dowiedzieć. Nie wiem, czemu, ale po
prostu nikt nie może. Chociaż niektórzy ludzie, jeśli się o mnie dowiedzą,
mówią różne rzeczy na mój temat, czasem takie, które są prawdziwe, jednak dla
nich są to hipotezy. Ten gaz, który się ze mnie wydobywa jest śmiertelny dla
ludzi na ziemi. [O loool, nazwa planety małą literą. No teraz to
dowaliłaś. xD] ~*Lolix, faktycznie. xD*~ Ale ty się nie
udusisz. Mój ojciec załatwił, abyś się nie udusiła, gdyż ja mogę z nim
rozmawiać za pomocą myśli, tak jak i z innymi z mojej rasy, więc ubłagałem go,
abym mógł powiedzieć ci o mnie prawdę. Ale ty, błagam cię najmocniej, nie mów
nikomu o mnie prawdy. Nie chcę mieć kłopotów. I taka ciekawostka na koniec.
Wiesz, że to, że ze mną się tak długo zadajesz sprawiło, że pod względem
śmiertelności jesteś teraz taka jak ja? [Zabójca kanonu będzie wiecznie
żywy. :-(] ~*ALE MAM POMYSŁ NA ONE-SHOTA! :3*~ [Już się
boję...] ~*Chuj, opowiadanie rozdziałowe, w którym będą sądzone
wszystkie postacie z moich opek. Kto za, niech oznacza się w komentarzach.*~ ~JESTEM
ZA! Zrób ze mnie sędzię! Proooszę!~ ~*OK :3*~ ~:*~ –
Opowiedziałem
- No dobrze, nie powiem nikomu, przysięgam. Ale...Czemu
się tak nawet przede mną ukrywałeś? – Spytała
~– Bo masz mordę jak skarpeta.~
~*|[xDDDD]|*~
- Zakazano mi mówić komukolwiek. Nikt nie może
wiedzieć, kim ja jestem, bo nie skończyłoby się to dla mnie dobrze. –
Odpowiedziałem
- Ej, zaraz! Czyli może mnie od teraz zabić tylko
to, co ciebie? – Spytała
~– Yes, bitch. I zaspoilerowałbym tu najnowszy
FanFiction Ramoninth, ale wiem, że LeckerSweet gdzieś tu się ukrywa i mogłaby zobaczyć, więc
LOL NIE ZROBIĘ TEGO. xD~
- Tak. I ciebie teraz także da się wskrzesić. –
Odpowiedziałem
- Łooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo! –
Powiedziała
[Mózg mi zdechł.]
W tym momencie zaśmiałem się, ukazując swoje zęby, które
nie były zwykłe. Były to długie kły, jak u wampira. W tym momencie, Laura
powiedziała ze strachem:
- Ty masz kły zamiast zębów! Błagam, nie rób mi
krzywdy!
~– Lol, tylko wypiję ci krew, bo mi żelaza
brakuje. – odpowiedziałem~
- Nic ci nie zrobię, skarbie. Nie chcę robić ci
krzywdy. Poza tym ciebie nigdy bym nie skrzywdził. – Odpowiedziałem
-, Ale to robisz od paru tygodni...Krzywdzisz mnie
psychicznie tymi kłótniami... - Powiedziała ze łzami.
- Przepraszam, skarbie...Coś się ze mną dzieje...Te
kłótnie działają źle także na mnie, bo mi ciśnienie zbyt wysoko skacze i robi
mnie się słabo, ale nie panowałem nad sobą...Wybacz mi... - Rzekłem
- Proszę cię...Nie krzywdź mnie już tak... - Odparła
W tym momencie, odsłoniła ona swoje dłonie, |A
nie ręce? NIESPÓJNOŚCI! -_-| które były całe pocięte i pokazała
mu, [I znowu zmiana narracji... <Ziew>] po czym
powiedziała:
- To wszystko przez ciebie. Przez te kłótnie. Nie
wytrzymuję już.
- Skarbie! PO JASNĄ CHOLERĘ ty się cięłaś?! –
Krzyknąłem
- Nie daję już rady...Tak bardzo cierpię
psychicznie, że muszę to jakoś wyładować... - Odpowiedziała
- Kochanie...Nie tnij się już...Błagam...Zrobię dla
ciebie wszystko, tylko nie wykańczaj się... - Rzekłem
- To nie powoduj kłótni...To wystarczy... - Odparła
- Postaram się, kochanie... - Powiedziałem
Po tej rozmowie, posiedziałem przy niej jeszcze
trochę, po czym oboje wstaliśmy i zajęliśmy się swoimi sprawami... |(
͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|
Jednak, w pewnym momencie, ujrzałem, że przyszła do
mnie Laura. Po chwili zaś usłyszałem, jak Laura pytała swoim uroczym ~jak
woda w ściekach~ głosikiem:
- Grzegorz, mogę pożyczyć twoją kartę kredytową?
- A po co ci moja karta kredytowa, skarbie? Przecież
masz swoją. – Spytałem
-, Ale na twojej nigdy nie kończą się pieniądze, a
na mojej kończą. A chcę dziś pójść na duże zakupy. – Odpowiedziała dziewczyna.
~*ZMIENIAJ PIN I DAWAJ!*~
~Lol, nie. xD~
- No to lepiej jednak weź moją kartę kredytową,
rzeczywiście. – Odparłem
Po tej rozmowie, podałem jej kartę, po czym Laura
ubrała się i wyszła.
Kiedy zaś zostałem sam, pomyślałem:
„Eh...Ona jest taka piękna...Jest po prostu ideałem
kobiety nieprzepuszczonym przez Photoshop... ~*Wiemy. Nie musisz się
powtarzać.*~ A jej charakter jest po prostu zbliżony do mojego. Na
dodatek te jej piękne ~jak gówno kota~ |XDDD| oczy...Każdy
może w nich zatonąć, mimo iż są one dość małe, co zresztą dodaje jej uroku...A
to, że jest taka niska, sprawia, że jest jeszcze bardziej cudowna...Jej
głos...Coś pięknego ~jak karaluch~...Najlepszy dźwięk, który
można usłyszeć na tym świecie, ...Kiedy się śmieje...Jest to
najpiękniejszy ~jak błoto~ widok na Ziemi...A kiedy ją
przytulam...Czuję się, jakbym trzymał w objęciach cały swój świat, ...Kiedy
płacze lub cierpi...Nie mogę na to patrzeć...Wtedy aż serce mnie się kraja,
...Kiedy śpi...Wygląda tak ~zjebanie, że aż mi mózg przez nogi
wychodzi~ |XXDD| uroczo i niewinnie...Ja...Ja ją
kocham...Ona jest jedyna taka... Ona jest Cudowna... [Deutsch?]"
Jednak, chwilę później, postanowiłem napić się
wina. ~Lol, dziś mam ochotę na piwo, a sklepy nieczynne. :<~ Podszedłem,
więc do jednej z gablotek, otworzyłem ją i wyjąłem butelkę czerwonego wina, po
czym nalałem trochę do kieliszka, schowałem butelkę do odpowiedniego miejsca,
usiadłem na kanapie i pijąc wino, zacząłem rozmyślać o swej ukochanej:
[Zamknij ryj.]
„Ona...Ona jest czymś cudownym...Właściwie to kimś.
Jest tak urocza ~jak las nocą~...Gdyby była wyższa, nie
byłaby już tak cudowna...Oczywiście ma ona swoje wady...Każdy je ma. Nawet ja.
Ale mimo wszystko, jest taka..."
Jednak nie dokończyłem myśli, gdyż usłyszałem w
swojej głowie znajomy głos:
„UUU~*Fenyloalanina?*~UU....Ktoś tu się zakochał..."
„OJCZE!!! Miałeś nie kontrolować więcej moich
myśli!!!" – Pomyślałem ze złością.
„Oj, no wiem. Ale czasem po prostu muszę."
– Odpowiedział
, „Ale może nie wtedy, gdy staram się znaleźć
wszystkie możliwe zalety Laury?" – Pomyślałem
„Oj, przepraszam...Tak jakoś
wyszło...Heh..." – Usłyszał |I
znowu zmiana narracji. <Ziew>| odpowiedź.
„Taa...Tak jakoś wyszło...Zawsze „przypadkowo"
zaczynasz kontrolować moje myśli, gdy myślę o prywatnych sprawach." –
Pomyślałem z irytacją.
Jednak, chwilę później, przestałem już rozmyślać o
Laurze, gdyż wkurzało mnie to, gdy mój ojciec kontrolował moje PRYWATNE myśli.
Lecz, chwilę później, usłyszałem otwierające się drzwi do bazy. Parę sekund
później, zobaczyłem wielką kupę zakupów, wchodzącą do domu. |Wyobraziłem
to sobie. xDDD| Od razu rzekłem:
- Lauro, ty w ogóle gdzieś tam jesteś?
- Tak, jestem. Po prostu trochę dużo kupiłam. –
Odpowiedziała dziewczyna.
- Trochę...Chyba W CHOLERĘ DUŻO!!! Coś ty tam
nakupowała?! – Spytałem
- No, więc tak. ~*Nie zaczyna się zdania
od "Więc".*~ Zacznijmy od tego, co kupiłam do
jedzenia. W większości są to słodycze. Kupiłam wieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeelką [Gimbus
Mode: ON] Nutellę, sześć paczek chipsów, colę, dwa kartony donutów,
cztery zestawy na wynos z McDonald 's, jak będziesz chciał, to się z tobą
podzielę, dwa zestawy na wynos z KFC, ~*<Rzyg>*~ dziesięć
dużych czekolad, karton batonów, dwie pizzę, kurczaka, trochę owoców i warzyw,
dwa opakowania z wodą, trzydzieści opakowań żelków, cztery lizaki, dwadzieścia
torebek gorącej czekolady, fantę, mirindę, 7up i Sprite. Z ubrań kupiłam sobie
wszystkie bluzki i buty, jakie mnie się spodobały w przeciągu całego mojego
życia, cztery sukienki, dwie spódnice i dwie pary pantofli. Z zestawów do
makijażu kupiłam cztery lakiery do paznokci, zmywacz do nich i kredkę do oczu.
Z gadżetów kupiłam PS3, PS4, PS2, XBOX 360, XBOX ONE, PSP, PSP VITA, gry do
nich, wszystkie płyty moich ulubionych wykonawców, kartę do Spotify, ~*TIDAL
lepszy.*~ PS Store, Sklepu Play na 150 zł, wszystkie książki, które
lubię, Zniszcz Ten Dziennik, To Nie Książka, iPhone, MP4, wszystkie filmy,
które lubię, parę długopisów, cienkopisów, zestawy do rysowania, malowania,
rzeczy do malowania, naklejki oraz nowy komputer! I tylko tyle. – Opowiedziała
Laura.
|~Nie dać kobiecie limitów pieniężnych...~|
- Ja pierdolę...Puścić ciebie samą do sklepu... -
Rzekłem
W tym momencie Laura zaśmiała się. ~*JASNY
CHUJ! ;_;*~ [Co się stało?] ~*Nie, nic. Złe wspomnienie
tak nagle mnie się przypomniało. ;_; KURWA, ZNOWU! ;_;*~ |Czyli?| ~*Kiedyś,
jak moja babcia miała działkę, nocowałam raz u niej. Była noc i, gdy babcia
ledwo co wyłączyła telewizor, ja przypadkowo spojrzałam na niego. Był to stary
telewizor z tym grubym ekranem, które przez chwilę, po wyłączeniu, są jeszcze
białe. Zawsze się tego bałam. I do dziś boję się patrzeć w nocy na dopiero co
wyłączone telewizory, mimo iż plazmowe tak nie mają.*~ ~Szczerze? Ta
historia była ciekawsza, niż to FanFiction.~ ~*I właśnie teraz
mam przed oczami ten ekran. ;_;*~ ~<Przytula> Spróbuj to
wyrzucić z pamięci.~ ~*<Odwzajemnia>*~ Widząc i
słysząc to, milej mnie się zrobiło. Chwilę później zaś, oddała mi ona kartę
kredytową i poszła do pokoju rozpakowywać zakupy...
Kiedy zaś zostałem sam, pomyślałem:
~"Czy jak wsadzę łeb Mateusza do pralki to
umrze czy zmądrzeje?"~
|XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD|
„Na cholerę ja dawałem jej tą [*tę] kartę
kredytową? Przecież ona, nie mając limitów pieniężnych, może wykupić pół
sklepu!"
Jednak, mimo tego, włączyłem telewizję i zająłem się
swoimi sprawami, czyli oglądaniem TV...
~*Ambitna robota, nie ma co.*~
Jednak, w pewnym momencie, gdy powoli przysypiałem
przyszła do mnie Laura. Od razu się pobudziłem, widząc ~jej krzywą
mordę.~ ją.
Jednak, dziewczyna była blada. Słychać było jej
słabe oddechy. ~*Onie*~ Widać było, że dłonią trzymała się za
brzuch, co mogło znaczyć, że ją bolał. [<Płacze>] Widząc
ją, pierwszy raz w życiu, poczułem ból w sercu. Było mi jej tak żal...
Chwilę później, dziewczyna usiadła koło mnie. Widząc
ją, spytałem:
- Kochanie, ...Co ci się stało?
- Słabo mi...Brzuch mnie mocno boli...Chyba mam
temperaturę...Mgli mnie...~*Nadkropkozę mam...*~ Chyba będę
wymiotować...Gorąco mi... - Odpowiedziała słabym głosem Laura.
- Wiesz...Pójdź do łazienki, spokojnie
zwymiotować...Może poczujesz się, choć trochę lepiej. – Poradziłem
Po tej rozmowie, dziewczyna wyszła do łazienki,
zwymiotować. Chwilę później, dało się słyszeć, jak wymiotowała. Powtórzyło się
to jeszcze sześć razy, ~*Ta to ma stalowy żołądek.*~ po czym
nie miała ona już, czym wymiotować. Kiedy to słyszałem, pomyślałem:
„Pewnie się znów przejadła. A mówiłem jej kiedyś, że
mimo tego, iż ma zajebistą przemianę materii [#MarySue] nie
powinna tyle jeść, bo to może jej zaszkodzić. Ale cóż...Nie opieprzę jej z tego
powodu przecież. Obiecałem, że nie będę się z nią już kłócił."
Gdy zaś wróciła ona do pokoju, była jeszcze bledsza.
Chwilę później, podeszła do mnie, po czym przytuliła się do mnie, a chwilę
później, zasnęła...Widząc to, pomyślałem:
„Biedactwo...Jak mi jej ~nie~ żal..."
Po czym przytuliłem ją do serca...
Gdy zaś dziewczyna się obudziła, spytałem:
- I jak, skarbie? Lepiej?
- Tak, już tak... - Odpowiedziała dziewczyna.
- Tym lepiej. – Odparłem
- W ogóle to opowiesz mi w końcu, dlaczego zamykasz
statek kosmiczny na klucz? – Spytała Laura.
W tym momencie, opowiedziałem jej o wszystkim. Kiedy
skończyłem, dziewczyna powiedziała:
- I dobrze im tak. Niech zdychają, ciule pierdolone.
~:*~
- Dalej masz im za złe? – Spytałem
- TAK!!! Nigdy im tego nie daruję! – Krzyknęła
~:**~
W tym momencie nastała cisza. Po chwili zaś,
zajęliśmy się swoimi sprawami...
Wieczorem zaś, gdy Laura przebrała się już w piżamę
i umyła, wcisnęła się na sofę koło mnie, położyła się obok oraz mocno
przytuliła do mnie. Jako, iż w pokoju było ciemno, |Dalej, Grzegorz!
Trza wykorzystać okazję!| ~Lol, lepiej nie ryzykować spłodzeniem
największego debila na świecie. ;P~ |W sumie racja. xD| a
ona bała się ciemności, ~*Jak macie telewizor RTC, to nie dziwne.*~ czuła
się bezpieczniej przytulona do kogoś lub do czegoś. Chwilę później, przytuliłem
ją do siebie. I parę minut później, usnęliśmy...
TYDZIEŃ V.
Jest to tydzień opierdalania się i oczekiwania na 13
kwietnia...
PONIEDZIAŁEK – PIĄTEK.
Następnego dnia, gdy się obudziłem, od razu
odwróciłem się. Gdy to zrobiłem, ujrzałem, że Laura nadal leżała przytulona do
mnie i spała. Widząc to, pomyślałem:
„Eh...Jak ona uroczo wygląda, gdy śpi..."
~Ta...Tak uroczo jak gnojówka na wsi.~
Po czym chciałem wstać. Jednak, w pewnym momencie,
uświadomiłem sobie, że jeśli chciałbym wstać, mógłbym obudzić Laurę, a nie
chciałem tego robić, gdyż dziewczyna śpiąc wyglądała tak słodko ~jak
cytryna~...Postanowiłem, więc czekać, aż ta się obudzi. Jako, iż był
poniedziałek, sprawdziłem godzinę. Kiedy to zrobiłem, okazało się, że była
dopiero 6:00.
„Eee...Jeszcze trzy godziny. Mam czas." –
Pomyślałem po zobaczeniu tego.
Następnie zaś, zacząłem czekać, aż Laura się
obudzi...
Godzinę później, dziewczyna obudziła się. Widząc to,
że nie spałem od godziny, od razu spytała:
- Nie nudziło ci się leżeć tu tak przez godzinę nic
nie robiąc?
~Liczyłem kafelki na ścianach.~
|XDDD|
- Owszem, trochę mnie się nudziło, jednak gdybym
wstał, to ty mogłabyś się obudzić, a śpiąc wyglądasz tak uroczo, że aż żal cię
budzić... - Odpowiedziałem
W tym momencie, zaśmiała się ona. Widząc to, aż
milej mnie się zrobiło. Chwilę później, powiedziała ona:
- Dziękuję, że tak mówisz.
- Oj, nie musisz dziękować. To tylko prawda jest. –
Odparłem
Po tej rozmowie, poleżeliśmy jeszcze parę minut, po
czym wstaliśmy i zaczęliśmy szykować się do kolejnego tygodnia opierdalania się
w kokpicie statku kosmicznego i obserwowania, jak Dawid |*Dejwid| i
Andromeda odwalają za nas całą robotę...
Jednak, w pewnym momencie, już na statku kosmicznym,
usłyszeli [Ech...I znowu zmiana narracji. -_-] otwierające się
drzwi do kokpitu. Gdy odwróciliśmy się, ujrzeliśmy Andromedę, która rzekła:
- Maszyna już skończona. Co teraz mamy robić?
- Czekać na 12 kwietnia, czyli do piątku. –
Odpowiedziałem
Od tego momentu, zaczęliśmy opierdalać się jeszcze
bardziej. Do czasu...
*Oczami Laury.*
Te ostatnie pięć tygodni, opisać mogę tylko tak:
TYDZIEŃ I:
Tydzień ten zaczął się przyjemnie, ale niekoniecznie
tak się skończył... |Epickie te
spoilery.|
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
Ten tydzień zaczął się normalnie. Po znalezieniu się
we Wszechświecie, zaczęliśmy oczekiwać, aż nasi pomocnicy skończą maszynę. W
pewnym momencie, gdy ja i Grzegorz wyszliśmy do pomieszczenia głównego,
ujrzeliśmy, ...ŻE DAWID |*Dejwid| I ANDROMEDA SIĘ CAŁOWALI!
Fuj. ~*Parę minut później... xD*~ W pewnym momencie, rzekłam:
- Ekhm...
W tym momencie, Dawid |*Dejwid| i
Andromeda od razu odwrócili się. Kiedy to zrobili, ujrzeli nas. W pewnym
momencie, Grzegorz rzekł:
- Nie mam nic przeciwko temu, żebyście czuli do
siebie coś więcej, niż tylko przyjaźń, ale, do cholery nie okazujcie tego
wszędzie, gdzie się da!
~*ZA CHWILĘ! XDDD*~
Po chwili zaś, on jak i ja wróciliśmy do kokpitu,
gdyż stamtąd przyszliśmy...
Tymczasem, gdy Grzegorz i ja wróciliśmy do kokpitu,
przez jakiś czas siedzieliśmy w ciszy. Jednak, w pewnym momencie, Grzegorz
spytał:
- Czy ktoś ci kiedyś mówił, że jesteś ~brzydka
jak gówno w kiblu?~ urocza?
- Nie...Wszyscy mi mówili, że jestem
okropna...brzydka...Że nie należy mnie się miłość...przyjaźń, ...że powinnam
się zabić, ...że, po co żyję, jak nikt mnie nie chce... - Odpowiedziałam ze
łzami w oczach.
-, Bo musisz wiedzieć, że jesteś ~brzydka
jak woda po parówkach~ urocza. I nie słuchaj się tych, co ci mówią
inaczej, bo oni kłamią. – Odpowiedział
- Oh, Grzegorz...Naprawdę? – Spytałam ze łzami w
oczach.
- Tak...Ciebie bym nie okłamał. – Odpowiedział
- Oh... - Rzekłam, po czym przytuliłam się do niego.
On natomiast mnie objął. Parę sekund później, powiedział:
-, Bo ja ci muszę coś powiedzieć...Nie wiem jak ci
to powiedzieć, gdyż mówię to pierwszy raz w swoim życiu, ale...ale...Ja
cię ~zajebię za dwie minuty. Fajnie, nie?~ |Jezu
xDDD| kocham...Ty po prostu powodujesz, że moje życie staje się, choć
trochę bardziej urozmaicone...Jesteś tym, czego można najbardziej pragnąć [in
the Sosnowiec City] ~*|~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~|*~...Wystarczy
nawet twoja sama egzystencja, aby czuć się szczęśliwszym. Ten, kto cię ma, ma
prawdziwy skarb ~*Sosnowca*~ Wszechświata.
Oh...Pierwszy raz w życiu ktoś mnie
pokochał... ~Zajebisty ten opis uczuć, nie ma co.~
W tym momencie nastała cisza. Chwilę później,
rozpłakałam się ze szczęścia, po czym spytałam:
- Oh, Grzegorz...Naprawdę?
- Oczywiście...Jesteś jedyną osobą, której nigdy bym
nie okłamał... - Rzekł
W tym momencie, mocniej się do niego przytuliłam.
Parę minut później, kiedy go puściłam nasze twarze zaczęły się do siebie
przybliżać. ~*ZARAZ! XDDD*~ Po chwili zaś zaczęliśmy się,
pierwszy raz w ich życiu, całować. Czułam się podczas tego, jakby czas się
zatrzymał. Czułam się błogo...Nigdy wcześniej się nie całowałam. Jednak, w
pewnym momencie, usłyszeliśmy taki dźwięk, jakby drzwi do kokpitu automatycznie
się otworzyły. Nie przejęliśmy się tym jednak. Obchodziła nas w tym momencie
tylko chwila. Sekundę później, usłyszeliśmy głos [Tępej Pizdy] Andromedy,
która mówiła:
- Ups...Przepraszam bardzo...
A następnie dźwięk zamykających się drzwi od
kokpitu. Jednak i tym się nie przejęliśmy, gdyż liczyła się dla nas tylko ta
chwila...
Kiedy zaś skończyliśmy się całować, zaczęliśmy
ponownie siedzieć w ciszy...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
Po wylądowaniu w piątek po południu przed odpowiednim
blokiem, gdy Dawid |*Dejwid| i Andromeda wyszli z pojazdu,
ruszyliśmy do naszej bazy. Po znalezieniu się tam, wszystko było normalne.
Jednak...
Od wieczoru natomiast, zaczął prześladować nas
pech...
|Epickie spoilery.|
Wieczorem, w pewnym momencie, zaczęłam się źle czuć.
Było mi słabo i mdliło mnie. Na dodatek było mi zimno i czułam, że miałam
temperaturę. Na dodatek wszystko mnie bolało i kręciło mnie się w głowie. Od
razu poszłam do Grzegorza [Mendla] ~:D~, gdyż
czułam, że tylko on mógł mi pomóc. Kiedy zaś tam byłam i gdy on mnie ujrzał,
chwilę później, spytał on spokojnym głosem:
[W wypadku twojego głosu to serio musiało być
trudne.]
~True :-(~
- Lauro, ...Co ci się stało, skarbie?
- Źle się czuję...Słabo mi...Brzuch mnie boli...W głowie
mnie się kręci...[Nadkropkozę mam...] Mdli mnie...Zimno
mi...Wszystko mnie boli... - Odpowiedziałam słabym głosem.
- Biedactwo...Ja ci nie umiem pomóc...|Siema,
niespójności. Dawno was nie było.| Na razie spróbuj się położyć. Może
ci przejdzie. – Rzekł
Po tych słowach, zrobiłam, to, co poradził mi
Grzegorz. Po znalezieniu się w pokoju położyłam się na łóżku. Jednak, z każdą
chwilą czułam się coraz gorzej...Aż w końcu...
Wieczorem zaś, w pewnym momencie, kiedy aż płakałam
z bólu, ujrzałam, że przyszedł do mnie Grzegorz. Kiedy zobaczył, w jakim byłam
stanie, od razu podszedł do mnie i spytał:
~– Możesz przestać udawać i wracać do pucowania
szyb?~
|Kocham twoje podejście do życia. xDDD|
~Wieeem xDDD~
- Skarbie, co ci się dzieje? Dlaczego płaczesz?
- Tak mnie wszystko boli...Tak mi zimno...Tak bardzo
źle się czuję... Chyba będę chora...[Przecież już jesteś chora, na
Nadkropkozę.] - Odpowiedziałam z płaczem.
- Biedactwo...Jutro na ten tydzień zostań w domu.
Jesteś zbyt słaba, a ja nie darowałbym sobie, gdyby przeze mnie coś ci się
stało. – Odparł
W tym momencie ona słabo się do niego
uśmiechnęłam. ~*Najlepsza zmiana narracji w jednym zdaniu, jaką
kiedykolwiek widziałam. xD*~ Po chwili, drugi raz w swoim życiu,
pocałował mnie, po czym okrył mnie kołdrą i wyszedł z pokoju...
TYDZIEŃ II:
W tym tygodniu jeszcze bardziej niż poprzednio
cierpiałam...
~Awww <3~
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
W poniedziałek rano zaś, kiedy Grzegorz zamierzał
wyjść, aby udać się po Dawida |*Dejwida| i Andromedę, zajrzał
jeszcze do mnie. Po wejściu do mojego pokoju, najprawdopodobniej ujrzał, że nie
spałam już, gdyż powiedział do mnie:
- Wychodzę, skarbie.
- Proszę...Nie zostawiaj mnie... - Odparłam.
- Wybacz mi...Niestety muszę...- Rzekł
|Mam zajebiste priorytety, wiesz.|
Po tych słowach, podszedł do mnie, pocałował mnie i
wyszedł...
I przez cały tydzień leżałam cierpiąca w domu.
Wstawałam tylko do toalety, umyć [dupę] się lub aby coś zjeść
lub czegoś się napić. Z każdym dniem czułam się coraz gorzej. Bałam się, że nie
dożyję piątku. Lecz...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
W piątek popołudniu, w pewnym momencie, usłyszałam
otwierające się drzwi do bazy, a następnie kroki. Wiedziałam, że był to
Grzegorz. Chwilę później, ujrzałam go.
- I co, najdroższa? Lepiej się czujesz? – Spytał, wchodząc
do jej pokoju.
~*Lol, co to za zajebista nuta leci mi w
słuchawkach? <Sprawdza> A, ok. Wiem już.*~
- Nie...Jeszcze gorzej... - Odpowiedziałam, zwijając
się z bólu.
W tym momencie wyjął on telefon, po czym zadzwonił
po lekarza. Kiedy zaś to zrobił, spytałam:
-, Po co to zrobiłeś?
~– Bo się nudzę, idiotko.
-_- – odpowiedziałem~
- Ja chcę dla ciebie jak najlepiej, skarbie. Nie
mogę patrzeć, jak cierpisz. – Odpowiedział
W tym momencie nastała cisza...
Po parunastu minutach, gdy przyjechał lekarz i zbadał
mnie oraz przepisał mi leki, Grzegorz od razu poszedł po nie do apteki. ~*Fajnie
to zdanie brzmi, tak swoją drogą.*~ Po powrocie, zgodnie z tym, co
powiedział lekarz, podawał mi odpowiednie leki. Było tak w sobotę i niedzielę.
Aż w końcu...
~*HALF-LIFE*~ TYDZIEŃ III:
W tym tygodniu, zaczęłam powoli powracać do zdrowia.
[Szkoda...]
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
W poniedziałek rano, Grzegorz powiedział do mnie,
jeszcze przed jego wyjściem:
~*Zdziwiłabym się, gdyby to nastąpiło po jego
wyjściu.*~
- Dobrze skarbie. Przez ten tydzień, dla twojego
dobra zostań jeszcze w domu. Dwa razy dziennie, tj. rano i |rano| wieczorem,
bierz te leki, które ci w weekend podawałem. Nie wychodź także z bazy, bo
możesz się gorzej rozchorować. Do sklepu nie musisz iść, bo załatwiłem ci
jedzenie i picie na cały tydzień.
- Dziękuję ci... - Powiedziałam.
- Oj, nie musisz dziękować. Ja cię po prostu kocham
i nie chcę, aby coś gorszego ci się stało. – Odparł
W tym momencie słabo się do niego uśmiechnęłam.
Chwilę później, podszedł on do mnie, pocałował mnie i wyszedł z pokoju i z
bazy...
Jednak, od następnego dnia, zaczęłam czuć się coraz
lepiej. |:-(| Wiedziałam, że w końcu wyzdrowieję i nie będę
musiała cierpieć. Z każdą chwilą było mi coraz lepiej, ale mimo to, nadal
brałam leki i nie wychodziłam z bazy, jak kazał Grzegorz. ~*W końcu
Boga trzeba się słuchać, czyż nie?*~ Aż wreszcie...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
W pewnym momencie, w piątek po południu, usłyszałam
otwierające się drzwi do bazy, a następnie kroki. Kilka chwil później, ujrzałam
Grzegorza wchodzącego do mojego pokoju. Po chwili, spytał:
- I jak się czujesz?
- Już lepiej, ...Ale jeszcze nie mam siły, aby
wstawać. – Odpowiedziałam
- Tym lepiej, że już tak nie cierpisz. – Odparł
Grzegorz.
Po tej rozmowie, posiedział on przy mnie jeszcze
trochę, po czym poszedł do siebie do pokoju...
~*Najzajebistsza scena ever.*~
Jednak, w niedzielę, mogłam już normalnie wstać. Od
razu podniosłam się z łóżka i wyszłam z pokoju. Po zrobieniu tego, ujrzałam
Grzegorza, który najwidoczniej do mnie szedł. Od razu podbiegłam do niego i
rzuciłam mu się w ramiona. Chwilę później, on rzekł:
- O, już zdrowa. To ~źle~ dobrze...
- Tak...Tak ci dziękuję...Jesteś taki dobry dla
mnie...W dzieciństwie uratowałeś mnie przed śmiercią z zimna, a teraz przed
śmiercią z cierpienia... - Powiedziałam
- Oj, nie musisz dziękować. – Odparł
- Nie wiem, jak mogę ci się odwdzięczyć... - Rzekłam
- Już to robisz. Pomagając mi odwdzięczasz się za
wszystko, co dobrego dla ciebie zrobiłem. – Odrzekł
Po tej rozmowie, parę minut później, puściłam go, po
czym zajęłam się swoimi sprawami...
TYDZIEŃ IV
W tym tygodniu od wtorku ja i Grzegorz kłóciliśmy
się o byle błahostkę, przez co cierpiałam ja oraz poznałam (WRESZCIE!) Prawdę ~*Ewidentnie,
za dużo niemieckiego.*~ o Grzegorzu.
~*
~^-^~
[<333333333333333333333333333333333333333333333333333333]
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK.
Następnego dnia, gdy obudziłam się, ubrałam się i
wyszłam z pokoju. Po zrobieniu tego, ujrzałam Grzegorza. Jednak, zdawało mnie
się, że coś mu się stało. Od razu spytałam normalnym tonem:
- Grzegorz? Coś ci się stało?
- Błagam cię, nie ~drzyj mordy jak syrena
policyjna.~ |X"D| krzycz...Tak mnie dziś głowa
boli... - Odpowiedział
- To może zostaniesz dziś w bazie, skoro nie
najlepiej się czujesz? – Rzekłam ściszonym głosem.
- Muszę tam lecieć, choćby, dlatego, że [Tu
jest ewidentnie za dużo przecinków.] tylko ja umiem prowadzić ten
statek kosmiczny...Nie chcę, abyś przy próbie startu się zabiła...Ten, kto
próbował startować tym statkiem kosmicznym, nie przeżył więcej niż pięciu
sekund... - Powiedział
Kiedy zaś udaliśmy się do statku kosmicznego,
ujrzałam, że Grzegorz otwierał go kluczami, co znaczyło, że był zamknięty, mimo
iż ON|IACZ| nigdy nie zamykał pojazdu na klucz. Widząc to, spytałam
ściszonym głosem:
-, Dlaczego tak nagle zamknąłeś ten pojazd na klucz?
- Później ci opowiem... - Odpowiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie, weszliśmy do kokpitu, po czym, ku
mojemu zdziwieniu od razu ruszyliśmy do Wszechświata, a nie po Dawida |*Dejwida| i
Andromedę. Po znalezieniu się we Wszechświecie, jak co poniedziałek rano,
poszłam sprawdzić, czy Dawid |*Dejwid| i Andromeda byli w
pojeździe. Okazało się, że tak, jednak byli w takim stanie, jak po trzech dniach
niejedzenia i niepicia. [Kurwy jebane, cheaty na nieśmiertelność
włączyli.] Widząc to, ucieszyłam się, gdyż mogło to znaczyć, że
zdechną. ~:*~ Lecz, chcąc nie chcąc musiałam dać im
jeść i pić. Po zrobieniu tego, wróciłam do kokpitu, po czym usiadłam na swoim
siedzeniu...
Jednak, w pewnym momencie, widząc, że ON|IACZ| rzeczywiście
nie najlepiej się czuł, rzekłam:
- Może po prostu spróbujesz się przespać?
- Może to i dobry pomysł...Spróbuję... - Odparł
Po tej rozmowie, spróbował zasnąć. Po paru minutach
i po paru minutach – usnął...
|To drugie zdanie nie ma sensu. xD|
~Jak to całe opko.~
Godzinę później, ujrzałam, że Grzegorz się obudził.
Od razu spytałam:
- O, już się obudziłeś. I jak się czujesz?
- Już lepiej. – Odpowiedział ~*orkan*~ ~Nosz...~ ~*:D*~ Grzegorz.
- To w sumie dobrze. – Odparłam
Po tych słowach, nastała cisza. Przez godzinę
panował spokój. Jednak, po godzinie stało się coś, co zaważyło o dalszym ciągu
tego tygodnia...
Otóż, po tej godzinie Grzegorz i ja zaczęliśmy
sprzeczać się o jakąś błahostkę, związaną z szykowaną apokalipsą. Sprzeczka ta
przerodziła się w kłótnię. Po kłótni, nie wytrzymałam i wybiegłam do łazienki.
Po znalezieniu się tam, aby rozładować emocje, wyjęłam żyletkę, którą nosiłam
przy sobie na wszelki wypadek i zaczęłam się ciąć. [Super. Liczę na to,
że zdechniesz, dziwko psująca kanon.] Po parunastu minutach, gdy
skończyłam, zabandażowałam sobie pocięte ręce[, tym bandażem, co to się z
dupy wziął] i schowałam je pod bluzę, po czym wróciłam do kokpitu...
Jednak, teraz cały tydzień wyglądał właśnie tak.
Najczęściej cięłam się w nocy, pod pretekstem wyjścia do toalety, gdyż wtedy
nikt nic nie podejrzewał...
Noce dla mnie były inne. Po każdorazowej kłótni
wymykałam się do łazienki i cięłam się...
Aż w końcu...
PIĄTEK – NIEDZIELA.
Po powrocie do bazy i zamknięciu statku kosmicznego,
po wejściu do bazy, Grzegorz i ja, znów zaczęliśmy się kłócić o jakąś
błahostkę. |Kłócicie się jak stare, dobre małżeństwo.| ~Ryj~ |:D| W
tym momencie, wybiegłam z płaczem do swojego pokoju. Po znalezieniu się tam,
usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Tak bardzo cierpiałam...Jednak, w pewnym
momencie usłyszałam kroki, a następnie taki dźwięk, jakby ktoś otwierał drzwi.
Po tym, usłyszałam, że ktoś siadał koło mnie, a następnie przytulał mnie.
Wiedziałam, że był to ~*orkan*~ ~...~ Grzegorz,
jednak odwróciłam się. Kiedy to zrobiłam, ujrzałam KOGOŚ INNEGO! Nie Grzegorza!
Przeraziłam się. Chwilę później, spytałam ze strachem w głosie:
- K-Kim t-ty jesteś? I c-co tu robisz? J-Jak się tu
z-znalazłeś?
~– P-Przyszedłem c-cię z-zajebać.~
- Lauro...To ja. Grzegorz. – Odpowiedział
CO?! JAK TO?!
~Tak to. Robią ze mnie nadludzia, więc siedź cicho.~
- GRZEGORZ?! To ty tak wyglądasz bez swojego
płaszcza?! – Krzyknęłam
- Tak, skarbie. To ja w całej okazałości. –
Odpowiedział
- A-Ale ty nawet nie wyglądasz jak człowiek! No może
trochę, ale w większej części nie! Kim ty jesteś?! – Spytałam
-, Bo ja...Nie jestem człowiekiem. Wyglądam jak
człowiek, ale nim nie jestem. Możesz mi wierzyć lub nie, ale jestem istotą
nadprzyrodzoną. – Odpowiedział
- C-Co? J-Jak to? Jakim cudem?! Przecież istoty
nadprzyrodzone nie istnieją! – Powiedziałam zmieszana.
- Istnieją. Właśnie znasz jedną. W ogóle, muszę ci
powiedzieć coś o sobie. Tak naprawdę nie nazywam się Grzegorz Antychryst. ~Ale
mam zajebiste nazwisko. ^-^~ Dano mi takie imię i nazwisko przed
wyruszeniem na Ziemię. Nazwisko „Antychryst" dano mi po tym, jak ojciec
szukał wyjebistego nazwiska, ale nie mógł znaleźć, a chciał, aby było z jakieś
religii. ~*Ale nie, serio, to chujowe wytłumaczenie.*~ No i,
wreszcie, zrezygnowany, podczas przeszukiwania Pisma Świętego, trafił na
ostatnią księgę i na Antychrysta. I to wybrał. Naprawdę nazywam się Xyasch
Xygamish. ~Przywłaszczam sobie to imię i nazwisko. ^-^~ Ale
nazywaj mnie, jak nazywałaś. Na Ziemi jestem tylko po to, aby ją zniszczyć.
Rasa, z której pochodzę, pała nienawiścią do Ziemi [Chyba Ziemian, ale
co ja tam wiem.] z jakiegoś-tam-powodu. Jednak, aby ją zniszczyć,
czekali na odpowiednią osobę. I najprawdopodobniej byłem nią ja, bo mnie tu
wysłali. Niby jestem wyjebiście idealny, ale jednak nie. Bo nikt nie
przewidział, że nie jestem do końca nieśmiertelny oraz idealnie idealny. Ale da
mnie się wskrzesić, więc to idzie na plus. Oprócz tego posiadam wiedzę absolutną.
Wiem WSZYSTKO. Znam WSZYSTKIE języki świata, znam się również na WSZYSTKICH
dziedzinach życia, znam WSZYSTKIE dane na temat WSZYSTKICH ludzi, znam CAŁY
Wszechświat, wiem jak ten cały bajzel powstał i jak się skończy, znam CAŁY
świat w 100%, znam charaktery, wady, zalety, wygląd itp. KAŻDEGO człowieka na
świecie, znam CAŁĄ najnowszą i jeszcze nawet nieistniejącą technologię i wiele
innych. ~*Babciu! Mam męża! ^-^*~ ~xDDD~ Co
do mnie samego, to nikt nie może się o moim rzeczywistym życiu dowiedzieć. Nie
wiem, czemu, ale po prostu nikt nie może. Chociaż niektórzy ludzie, jeśli się o
mnie dowiedzą, mówią różne rzeczy na mój temat, czasem takie, które są
prawdziwe, jednak dla nich są to hipotezy. Ten gaz, który się ze mnie wydobywa
jest śmiertelny dla ludzi na ziemi. Ale ty się nie udusisz. Mój ojciec
załatwił, abyś się nie udusiła, gdyż ja mogę z nim rozmawiać za pomocą myśli,
tak jak i z innymi z mojej rasy, ~<Wpisuje w Google.> "Jak
ukraść moce swojemu sobowtórowi z opka?"~ więc ubłagałem
go, abym mógł powiedzieć ci o mnie prawdę. Ale ty, błagam cię najmocniej, nie
mów nikomu o mnie prawdy. Nie chcę mieć kłopotów. I taka ciekawostka na koniec.
Wiesz, że to, że ze mną się tak długo zadajesz sprawiło, że pod względem
śmiertelności jesteś teraz taka jak ja? – Opowiedział
- No dobrze, nie powiem nikomu, przysięgam.
Ale...Czemu się tak nawet przede mną ukrywałeś? – Spytałam
- Zakazano mi mówić komukolwiek. Nikt nie może
wiedzieć, kim ja jestem, bo nie skończyłoby się to dla mnie dobrze. –
Odpowiedział
|Ramoninth by cię zamknęła w piwnicy.|
~Więc tak wygląda piekło. ;_;~
~*:D*~
- Ej, zaraz! Czyli może mnie od teraz zabić tylko
to, co ciebie? – Spytałam
- Tak. I ciebie teraz także da się wskrzesić. –
Odpowiedział
[Zabójczyni kanonu już na zawsze pozostanie
bezkarna. ;'-(]
- Łooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo! –
Powiedziałam
|Debilizm Mode: ON|
W tym momencie zaśmiał się on, ukazując swoje zęby,
które nie były zwykłe. Były to długie kły, jak u wampira. W tym momencie,
powiedziałam ze strachem:
- Ty masz kły zamiast zębów! Błagam, nie rób mi
krzywdy!
- Nic ci nie zrobię, skarbie. Nie chcę robić ci
krzywdy. ~Wypiję ci tylko krew, bo żelazo mnie się kończy.~ Poza
tym ciebie nigdy bym nie skrzywdził. – Odpowiedział
-, Ale to robisz od paru tygodni...Krzywdzisz mnie
psychicznie tymi kłótniami... - Powiedziałam ze łzami.
- Przepraszam, skarbie...Coś się ze mną dzieje...Te
kłótnie działają źle także na mnie, bo mi ciśnienie zbyt wysoko skacze i robi
mnie się słabo, ale nie panowałem nad sobą...Wybacz mi... - Rzekł
- Proszę cię...Nie krzywdź mnie już tak... -
Odparłam
W tym momencie, odsłoniłam swoje dłonie, ~*A
nie ręce? Super! Niespójności! :**~ które były całe pocięte i
pokazałam mu, po czym powiedziałam:
- To wszystko przez ciebie. Przez te kłótnie. Nie wytrzymuję
już.
- Skarbie! PO JASNĄ CHOLERĘ ty się cięłaś?! –
Krzyknął
- Nie daję już rady...Tak bardzo cierpię
psychicznie, że muszę to jakoś wyładować... - Odpowiedziałam
- Kochanie...Nie tnij się już...Błagam...Zrobię dla
ciebie wszystko, tylko nie wykańczaj się... - Rzekł
- To nie powoduj kłótni...To wystarczy... - Odparłam
- Postaram się, kochanie... - Powiedział
Po tej rozmowie, posiedział przy mnie jeszcze
trochę, po czym wstaliśmy i zajęliśmy się swoimi sprawami... |( ͡° ͜ʖ
͡°)|
Jednak, w pewnym momencie, postanowiłam pójść na
wielkie zakupy. Poszłam, więc do Grzegorza i spytałam:
- Grzegorz, mogę pożyczyć twoją kartę kredytową?
~– Wal się. – odpowiedziałem
kulturalnie.~
|Kultura level: Grzegorz Antychryst|
- A po co ci moja karta kredytowa, skarbie? Przecież
masz swoją. – Spytał Grzegorz.
-, Ale na twojej nigdy nie kończą się pieniądze, a
na mojej kończą. A chcę dziś pójść na duże zakupy. – Odpowiedziałam
~*<Próbuje złamać pin Grzegorza, aby włączyć
opcję zbliżeniową.>*~
~Hehe...Próbuj, próbuj. x'D~
- No to lepiej jednak weź moją kartę kredytową,
rzeczywiście. – Odparł
Po tej rozmowie, podał mi kartę, po czym ubrałam się
i wyszłam. Poszłam do jakiegoś supermarketu i zaczęłam szaleć. Wystawić mnie na
brak limitu pieniężnego to szaleństwo. Hehe. |Wiemy. W końcu jesteś
kobietą.| Jednak, kiedy kupiłam już tak dużo, że zakupy zasłaniały
całą mnie, wróciłam do bazy. ~*Swoją drogą, ciekawe jak ona te zakupy
doniosła.*~ |Magia Mary Sue.| Kiedy się tam znalazłam,
parę sekund później, usłyszałam, że Grzegorz pytał:
- Lauro, ty w ogóle gdzieś tam jesteś?
- Tak, jestem. Po prostu trochę dużo kupiłam. –
Odpowiedziałam
- Trochę...Chyba W CHOLERĘ DUŻO!!! Coś ty tam
nakupowała?! – Spytał Grzegorz.
- No, więc tak. [Nie zaczyna się zdania
od "więc".] Zacznijmy od tego, co kupiłam do
jedzenia. W większości są to słodycze. Kupiłam
wieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeelką ~Gimbus Mode: Permanent ON~ Nutellę,
sześć paczek chipsów, colę, dwa kartony donutów, cztery zestawy na wynos z
McDonald 's, jak będziesz chciał, to się z tobą podzielę, dwa zestawy na wynos
z KFC, ~*<Rzyg>*~ dziesięć dużych czekolad, karton
batonów, dwie pizzę, kurczaka, trochę owoców i warzyw, dwa opakowania z wodą,
trzydzieści opakowań żelków, cztery lizaki, dwadzieścia torebek gorącej
czekolady, fantę, mirindę, 7up i Sprite. Z ubrań kupiłam sobie wszystkie bluzki
i buty, jakie mnie się spodobały w przeciągu całego mojego życia, cztery
sukienki, dwie spódnice i dwie pary pantofli. Z zestawów do makijażu kupiłam
cztery lakiery do paznokci, zmywacz do nich i kredkę do oczu. Z gadżetów
kupiłam PS3, PS4, PS2, XBOX 360, XBOX ONE, PSP, PSP VITA, gry do nich,
wszystkie płyty moich ulubionych wykonawców, kartę do Spotify, ~*TIDAL
jest lepszy.*~ PS Store, Sklepu Play na 150 zł, wszystkie książki,
które lubię, Zniszcz Ten Dziennik, To Nie Książka, iPhone, MP4, wszystkie
filmy, które lubię, parę długopisów, cienkopisów, zestawy do rysowania,
malowania, rzeczy do malowania, naklejki oraz nowy komputer! I tylko tyle. –
Opowiedziałam
|~Wystawić kobietę na brak limitów pieniężnych...~|
- Ja pierdolę...Puścić ciebie samą do sklepu... -
Rzekł Grzegorz.
W tym momencie zaśmiałam się. Chwilę później zaś,
oddałam kartę kredytową Grzegorzowi i poszłam do pokoju rozpakowywać zakupy...
Po jakimś czasie, po wypakowaniu zakupów, wzięłam
Nutellę i łyżkę, i zaczęłam ją jeść. Omnomnomonomnonomonom! xD ~*To
było tak żałosne, że aż słuchawki Bluetooth mnie się wyładowały.*~ [A
poza tym, EMOTKA W OPOWIADANIU?! ;_;] Jednak, w połowie, zrobiło mnie
się słabo z przejedzenia. |Dobrze ci tak, pindo.| Czułam, że
zaczął mnie mocno boleć brzuch. Oprócz tego mdliło mnie. Czułam, że zrobiło
mnie się gorąco oraz, że zaraz zwymiotuję. [<Płacze>] Postanowiłam,
więc pójść do Grzegorza, gdyż wiedziałam, że on jeden może mi pomóc...
Kiedy się tam znalazłam, chwilę później, usiadłam
koło niego. Ten zaś, widząc mnie, spytał:
- Kochanie, ...Co ci się stało?
- Słabo mi...Brzuch mnie mocno boli...Chyba mam
temperaturę...Mgli mnie...|Nadkropkozę mam...| Chyba będę
wymiotować...Gorąco mi... - Odpowiedziałam słabym głosem.
- Wiesz...Pójdź do łazienki, spokojnie
zwymiotować...Może poczujesz się, choć trochę lepiej. – Poradził Grzegorz.
Po tej rozmowie, wyszłam do łazienki, zwymiotować.
Chwilę później, zaczęłam wymiotować. Powtórzyło się to jeszcze sześć razy, [gdyż
mam tytanowy żołądek] po czym nie miałam już, czym wymiotować. Gdy zaś
wróciłam do pokoju, podeszłam do Grzegorza, po czym przytuliłam się do niego, a
chwilę później, zasnęłam...
Gdy zaś po jakimś czasie się obudziłam, Grzegorz
spytał:
- I jak, skarbie? Lepiej?
~"Mam nadzieję, że
gorzej." – pomyślałem~
- Tak, już tak... - Odpowiedziałam
~"Kurwa" – pomyślałem~
- Tym lepiej. – Odparł ON|IACZ|.
- W ogóle to opowiesz mi w końcu, dlaczego zamykasz
statek kosmiczny na klucz? – Spytałam
W tym momencie, ON|IACZ| opowiedział mi
o wszystkim. Czyli on po prostu przetrzymywał tam o głodzie i pragnieniu
Dawida |*Dejwida| i Andromedę! Genialne! Że też wcześniej na
to nie wpadliśmy! Kiedy skończył, powiedziałam:
- I dobrze im tak. Niech zdychają, ciule pierdolone.
~:*~
- Dalej masz im za złe? – Spytał Grzegorz.
- TAK!!! Nigdy im tego nie daruję! – Krzyknęłam
~:**~
W tym momencie nastała cisza. Po chwili zaś,
zajęliśmy się swoimi sprawami... |( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)|
Wieczorem zaś, gdy przebrałam się już w piżamę i
umyłam [dupę], wcisnęłam się na sofę koło Grzegorza, położyłam się
obok oraz mocno przytuliłam do niego. Jako, iż w pokoju było ciemno, |(
͡° ͜ʖ ͡°)| a ja bałam się ciemności, ~*Jak macie telewizor
RTC, to i ja bym się bała.*~ czułam się bezpieczniej przytulona do
kogoś lub do czegoś. Chwilę później, ~*orkan*~ Grzegorz
przytulił mnie do siebie. ~Wyobraziłem to sobie. xDDD~ I
parę minut później, usnęliśmy...
TYDZIEŃ V.
Jest to tydzień opierdalania się nas wszystkich i
oczekiwania na 13 kwietnia...
PONIEDZIAŁEK – PIĄTEK.
Następnego dnia, gdy obudziłam się, ujrzałam, że
nadal byłam przytulona do Grzegorza, który nie spał już od najprawdopodobniej
godziny. Widząc to, od razu spytałam go:
- Nie nudziło ci się leżeć tu tak przez godzinę nic
nie robiąc?
- Owszem, trochę mnie się nudziło, jednak gdybym
wstał, to ty mogłabyś się obudzić, a śpiąc wyglądasz tak uroczo, ~jak
gówno w rurach~ że aż żal cię budzić... - Odpowiedział
W tym momencie, zaśmiałam się. Chwilę później,
powiedziałam:
- Dziękuję, że tak mówisz.
- Oj, nie musisz dziękować. To tylko prawda jest. –
Odparł ~*orkan*~ Grzegorz.
Po tej rozmowie, poleżeliśmy jeszcze parę minut, po
czym wstaliśmy i zaczęliśmy szykować się do kolejnego tygodnia opierdalania się
w kokpicie statku kosmicznego i obserwowania, jak Dawid |*Dejwid| i
Andromeda odwalają za nas całą robotę...
Jednak, w pewnym momencie, już na statku kosmicznym,
usłyszeliśmy otwierające się drzwi do kokpitu. Gdy odwróciliśmy się, ujrzeliśmy
Andromedę, która rzekła:
- Maszyna już skończona. Co teraz mamy robić?
~– Podłogę myć. – odpowiedziałem~
- Czekać na 12 kwietnia, czyli do piątku. –
Odpowiedział ~*orkan*~ Grzegorz.
Od tego momentu, zaczęliśmy opierdalać się jeszcze
bardziej. Do czasu...
*Oczami Dawida. |*Dejwida|*
To, jak potoczyło się nasze życie w czasie ostatnich
pięciu tygodni, mogę opisać tylko tak.
~*Lol, przerwa. Idę do kibla.*~
|Ufff...|
TYDZIEŃ I:
Tydzień ten się przyjemnie, ale niekoniecznie tak
się skończył...
[Na chuj ty waliłaś spoilerami?|
~*Kiedyś, na serio, myślałam że to podbudowywało
napięcie. xD*~
[Pierdolnęłam x"D]
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
Na początku nowego miesiąca, marca, podczas budowy
maszyny, powiedziałem do Andromedy:
- Miejmy nadzieję, że w końcu uda nam się skończyć
tą maszynę i, że zdążymy do kwietnia.
|Jesteście idealni, więc nie macie się czym
przejmować, Dejwidzie.|
- Eee...Już niewiele zostało. Na pewno skończymy. –
Odparła Andromeda.
Jednak, po chwili, gdy zaczęliśmy kontynuować
budowę, pomyślałem:
„Eh...Od kilku miesięcy czuję do niej coś więcej niż
tylko przyjaźń...Muszę jej to w końcu wyznać."
Po czym, postanowiłem, że dziś będzie idealny dzień,
aby jej to wyznać. Powiedziałem, więc:
- Andromedo...Muszę ci coś powiedzieć. Ja...Ja cię
kocham...Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie, ...Kiedy mówisz, czuję się
tak, jakbym słyszał ~wybuch atomowy. Cud, że jeszcze nie ogłuchłem.~ |Twoja
szczerość jest najlepsza. xD| ~Wiem xD~ najpiękniejszy
dźwięk na ziemi, ...Kiedy się śmiejesz, jest to ~takie uczucie, jak
widok grubej baby w legginsach.~ [Ale nie tak drastycznie. ;_;] najpiękniejszy
widok na świecie...Bez ciebie po prostu [Przekreślony tekst]nie[/Przekreślony
tekst] da się żyć...
W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko
dźwięk silników~*, z których leciało techno.*~. W pewnym momencie,
dziewczyna spytała ze łzami szczęścia w oczach:
- Oh, Dawid...Naprawdę?
- Naprawdę...Ciebie nigdy bym nie okłamał... -
Odpowiedziałem
W tym momencie, dziewczyna rzuciła mi się w ramiona.
Jednak, parę sekund później, ~*ZA MOMENT! XD*~ zaczęliśmy się
pierwszy raz w życiu całować. Czułem się podczas tego tak, jakby czas się dla
mnie zatrzymał. Liczyła się tylko ta chwila. Było mi tak błogo, całując ją...|Dobra,
zamknij mordę.| Jednak, naszą chwilę pocałunku, przerwał znany nam
głos Laury, która mówiła:
- Ekhm...
W tym momencie, ja i Andromeda od razu odwróciliśmy
się. Kiedy to zrobiliśmy, ujrzeliśmy Grzegorza i Laurę. W pewnym momencie,
Grzegorz rzekł:
- Nie mam nic przeciwko temu, żebyście czuli do
siebie coś więcej, niż tylko przyjaźń, ale, do cholery nie okazujcie tego
wszędzie, gdzie się da!
Po chwili zaś, on jak i Laura wrócili do kokpitu,
gdyż stamtąd przyszli...
~
Kiedy natomiast zostaliśmy sami, Andromeda spytała
ściszonym głosem:
[– Masz na dragi?]
~*Lol, tego debila pewnie nawet na gumę za dziesięć
groszy nie stać. xD*~
-, Co on tak się nas uczepił?
- Pewnie sam nie zaznał miłości ~*👋*~ ~Wybieram
samotność. ;_;~ i chce naszą zniszczyć. Ale my mu nie damy tej
satysfakcji. – Odpowiedziałem
Po chwili zaś, wróciliśmy do tego, co zaczęliśmy
robić przed całowaniem się...
[Fascynujące przejście.]
Jednak, w pewnym momencie, Andromeda potrzebowała
czegoś od Grzegorza. Poszła, więc do kokpitu, a ja kontynuowałem budowanie
maszyny. W pewnym momencie, gdy wyszła z kokpitu i podeszła do mnie, rzekła:
[– Lol, oni tam ziemniakami handlują.
– Pierdolisz?! Za ile?! – zawołał
rozradowany Dejfid.]
~*Mam pomysł. Napiszę kiedyś remake tego FanFiction
z naszymi liniami dialogowymi!*~
~<Odświeża Wattpada, popadając w nałóg.>~
~*;'D*~
- Szczyt hipokryzji.
- A co? – Spytałem
- Oni to się tam |( ͡° ͜ʖ ͡°)| całują,
a jak my to robimy, to mają nam za złe. – Odpowiedziała dziewczyna.
~*Aż mnie ręka zaswędziała.*~
- Eh, ...Co za ludzie...Pewnie niedługo będą chcieli
zniszczyć naszą miłość. Najpewniej wykorzystają ten moment jak zachorujesz. Ja
to wiem. Wtedy nie dadzą ci zostać w domu. Pozwolą dopiero jak prawie
zemdlejesz. Jednak mi nie pozwolą się tobą zaopiekować. Później uznają w
magiczny sposób, że nie opłaca się odstawiać nas na weekend do domu i każą nam
harować siedem dni w tygodniu. Nie możemy im jednak dać tej satysfakcji. –
Odparłem
[Epicki spoiler całego (prawie) rozdziału.]
- Miejmy nadzieję, że wszystko się dla nas dobrze
skończy. – Odparła
- Zapomniałaś? Przecież wisi nad nami wyrok śmierci.
Gdy wykonamy wszystko, co chcą – zamordują nas. – Przypomniałem
~:*~
- Ach, no tak... - Rzekła
Po tej rozmowie, wróciliśmy do swoich czynności,
czyli do budowy maszyny...
|Jakby nic się nie stało.|
PIĄTEK – NIEDZIELA:
Po wylądowaniu w piątek po południu przed
odpowiednim blokiem, gdy ja i Andromeda wyszliśmy z pojazdu, dziewczyna rzekła
ze łzami w oczach:
- To...To ja idę do siebie...
Po czym chciała odejść. Nie mogłem jej na to
pozwolić. Kochałem ją i nie mogłem patrzeć, jak cierpiała. [A mimo to,
w poprzednie weekendy nie mogłem jej zaproponować, aby mieszkała u mnie, taki
ze mnie zimny drań.] Od razu chwyciłem ją za rękę. Chwilę później, gdy
ona się odwróciła, powiedziałem:
- Nie idź tam. Serce mnie się kraja, gdy patrzę, jak
cierpisz, ...Choć ze mną. Ja się tobą zaopiekuję...
- Oh, Dawid |*Dejwid|...Naprawdę? –
Spytała ze łzami szczęścia w oczach.
- Naprawdę...Ja cię kocham i nie mogę pozwolić,
żebyś cierpiała... - Odpowiedziałem
Po tych słowach, dziewczyna rzuciła mnie się w
ramiona. Ja natomiast ją objąłem. Jednak, po paru minutach, gdy emocje opadły,
oboje ruszyliśmy w kierunku mojego domu...
|<Rzyga tęczą.>|
Od wieczoru natomiast, zaczął prześladować nas
pech...
[<Rzyga spoilerami.>]
Gdy Andromeda wieczorem wyszła na spacer, na
początku nic się nie działo. Jednak, gdy długo nie wracała, zacząłem się
niepokoić. Bałem się, że coś mogło się jej stać. Nie wiadomo. Ktoś mógł ją
porwać, czy coś. ~Za wiele wymagasz od życia.~ Od razu
ubrałem się i wyszedłem z mieszkania, i ruszyłem śladem dziewczyny. ~*Debil*~ W
pewnym momencie ujrzałem nieprzytomną Andromedę leżącą na ziemi. Koło niej
stało dwóch mężczyzn, którzy rzucali w nią kamieniami. ~Ja bym
dołączył.~ Widząc to, od razu krzyknąłem:
- Zostawcie ją natychmiast!
Po chwili jednak poczułem, że ktoś od tyłu |(
͡° ͜ʖ ͡°)| uderzył mnie czymś bardzo mocno w głowę. Jęknąłem z bólu,
po czym osunąłem się ogłuszony na ziemię...Nie pamiętam, co było potem...
Paręnaście minut później, gdy ocknąłem się, ujrzałem
niebo. Czułem, że byłem przez kogoś ciągnięty. Było mi słabo. Słyszałem swoje
słabe oddechy i wolne bicie serca. ~*Onie*~ Czułem, że zaraz
ponownie zemdleję. Po chwili moja głowa opadła bezwładnie na bok i ponownie
zemdlałem...
Trzy godziny później, [Widzicie? Nawet
logika uciekła.] gdy obudziłem się, czułem się bardzo słabo. Słyszałem
swoje bardzo słabe oddechy i wolne bicie serca. |<Płacze>| Czułem,
że zaraz mogę po raz trzeci zemdleć. Na dodatek było mi duszno. ~<Teleportuje
się do niebytu.> ;___;~ Po chwili poczułem, że zaraz
zwymiotuje. Czułem się tak słabo...Jakby ktoś wstrzyknął mi truciznę... Nie
miałem jednak sił, aby wstać. ~*Help ;_;*~ Czułem, że zaczął
mnie mocno boleć brzuch. Miałem uczucie, że zaraz naprawdę zwymiotuję. [<Chowa
się w piwnicy.> ;___;] Po chwili moja głowa bezwładnie opadła w
bok. Po chwili zwymiotowałem na podłogę. Powtórzyło się to jeszcze pięć
razy, ~*<Cicho płacze nad swoją dawną mentalnością.>*~ po
czym nie miałem już, czym wymiotować. Jednak, brzuch nadal mnie bardzo mocno
bolał. Po chwili, z bólu zemdlałem... [Nareszcie... ;_;]
Dwie godziny później, gdy obudziłem się, nadal
czułem się bardzo słabo. Również było mi duszno i ciężko mnie się oddychało,
mimo iż widziałem, że byłem u siebie. Minutę później, ~*Siema stoper!
Dawno się nie widzieliśmy!*~ ujrzałem nad sobą Andromedę. Widząc ją,
spytałem:
[– Kupiłaś te ziemniaki?]
-, Co...Co się stało?
W tym momencie dziewczyna opowiedziała mi o
wszystkim, co pamiętała. Gdy skończyła, powiedziałem:
- Dziękuję...Dziękuję, że mnie...Że mnie tam nie
zostawiłaś...
- Oj nie musisz dziękować. Nigdy bym cię tam nie
zostawiła. - Rzekła
|Kretynka. Ja na jej miejscu bym tego downa dobił.|
Od teraz, przez dwa dni zaczęła się ona mną
opiekować. Jednak, Andromedę również zaczęło coś brać. Widziałem to. Cały czas
chodziła w bluzach, mimo iż było ciepło. Nie miała apetytu i była blada.
Zacząłem się o nią martwić. W końcu, w niedzielę po południu, zebrałem się na
siłach, aby pójść do dziewczyny i sprawdzić, co z nią było. Gdy zaś wszedłem do
pokoju Andromedy, aby sprawdzić, co z nią było i jej jeszcze raz za to wszystko
podziękować, ujrzałem Andromedę, która wyglądała tak, jakby zaraz miała stracić
przytomność. Spytałem ją:
- Skarbie, dobrze się czujesz?
~*– Zajebiście, jak mrówka na Jowiszu.*~
|X"D Jebłem|
Jednak, dziewczyna nie odpowiedziała. Po chwili zaś,
zemdlała ona.
Widząc to, od razu do niej podbiegłem. Kiedy przy
niej byłem, starałem się ją jakoś obudzić. |"Szkoła" na
TVN leci!| Niestety, dziewczyna nadal była nieprzytomna. Podniosłem,
więc i położyłem na jej łóżku. Kiedy to zrobiłem, zacząłem czekać, aż ona się
obudzi. Tysiąc pytań przelatywało mi przez głowę. Dlaczego zemdlała? Może jest
chora? Co jej się stało? Dlaczego dziwnie się zachowywała? Dzwonić po
pogotowie? Czekać? ~Broń Boże, abyś zadzwonił po lekarza.~
Jednak, paręnaście minut później, ujrzałem, że
zaczęła się ona budzić. Od razu do niej powiedziałem:
- Nareszcie się obudziłaś. W ogóle, dlaczego wtedy
tak nagle zemdlałaś?
[– "Half-Life 3" jednak
nie wyjdzie i się po prostu załamałam. – odpowiedziała dziewczyna.]
-, Bo...Bo źle się czułam...I nadal źle się czuję...
- Odpowiedziała dziewczyna.
- Hmm...Może jesteś chora? W sumie ja też nie mam
jeszcze sił, aby np. jutro tam iść. Więc co zrobimy? - Rzekłem
- Zadzwonię do Grzegorza i mu o tym powiem. –
Odpowiedziała Andromeda.
Po tym, położyłem się koło niej, a dziewczyna
chwyciła telefon i zadzwoniła do Grzegorza...
Paręnaście minut później, po skończonej rozmowie,
spytałem:
- I co powiedział?
- Cytuję: „A co mnie to obchodzi? Przejąłbym się,
gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach.
Macie przyjść, jeśli chcecie jeszcze żyć.". Więc musimy tam przyjść. –
Odpowiedziała
~*Kanonik! <3*~
- Eh...Zastanawiam się, czy my przypadkiem nie trafiliśmy
do Krainy Grzybów. Wiesz, „Dostać się do niej łatwo, ale z powrotem jest już,
powiedzmy, troszeczkę gorzej.". – Odparłem
~*Ty weź się tu nie powołuj na to dzieło sztuki, bo
jesteś za głupi, aby w ogóle to oglądać.*~
- Heh...Coś w tym jest. – Powiedziała Andromeda.
Po chwili zaś, rzekłem:
- Wiesz, ja już nabieram pewności, że on
na 101% nie jest człowiekiem.
-, Czemu tak ci ta pewność wzrosła? – Spytała
Andromeda.
[– Mój down mentalny mi to
powiedział. – odpowiedziałem]
- Mam na to mnóstwo dowodów. Po pierwsze, jego może
zabić tylko dezintegrator. ~*Nie tylko, ale nic więcej nie powiem, bo
musiałabym zaspoilerować ostatni rozdział mego najnowszego FanFiction.*~ Nie
jest to normalne, bowiem człowieka może zabić nawet poderżnięcie gardła. [Można
je przeżyć, ale rzadko to się zdarza.] |Nic nie mów.| [Sorki...Zapomniałam,
że to drażliwy temat.] Po drugie, popatrz na jego zachowanie. Nie
wykazuje żadnych cech ludzkich. Nie śpi, a nie jest zmęczony, nie ma potrzeb
fizjologicznych, może przeżyć nawet sto lat bez picia i jedzenia, nie dotykają
go żadne dolegliwości, np. choroby. ~*Dobrze, że Slavia tego nie
widzi.*~ Znaczy zdarzają mu się przejawy cech ludzkich, co poniekąd,
tak jak to, że coś jest w stanie go uśmiercić, pokazuje, że nie jest idealny,
lecz zdarza się to nawet raz na sześćset |sześćdziesiąt sześć| lat.
Po trzecie COŚ lub KTOŚ go wskrzesza zawsze, gdy jest kolejna data końca
świata. Normalnego człowieka nie da się wskrzesić. Po czwarte popatrz na niego.
On w ogóle nie pokazuje swojej twarzy, tylko ukrywa ją pod kapturem. To znaczy,
że albo jego twarz to po prostu czaszka bez skóry czy mięśni, jak u szkieletu,
[
jest bardzo oszpecona lub nienaturalna dla
człowieka. Albo jest z antymaterii. Po piąte – jego oczy. Normalny człowiek ma
takie oczy jak ja czy ty, ma brwi, tęczówki, soczewki, rzęsy. On ma po prostu
żółte oczy w kształcie rombu ~*Jak już mówiłam, typowe złe
wspomnienie.*~ i tyle, a mimo to – widzi. Po szóste, jego nos. Wiem,
że to szczegół, ale czy znasz człowieka, który ma nos na pół twarzy? No
właśnie. Po siódme. On zna WSZYSTKIE języki świata, gdyż, na ten przykład, jak
raz poszedłem do kokpitu się ich o coś spytać, ujrzałem kątem oka, że czyta on,
jak gdyby nigdy nic, książkę w języku suahili, a obok leżała książka również w
jakimś rzadkim języku. Normalny człowiek w ciągu całego swojego życia nie pozna
WSZYSTKICH języków świata. Zna się również na WSZYSTKICH dziedzinach życia, zna
WSZYSTKIE dane na temat WSZYSTKICH ludzi, zna CAŁY Wszechświat, wie jak ten
cały bajzel powstał i jak się skończy, zna CAŁY świat w 100%, zna charaktery,
wady, zalety, wygląd itp. KAŻDEGO człowieka na świecie, zna CAŁĄ najnowszą i
jeszcze nawet nieistniejącą technologię, co dla normalnego człowieka jest nie
do pojęcia. ~*Mamo! Szykuj ślub! Mam męża! ^-^*~ ~xD~ Po
ósme, on może przeżyć bez powietrza. Nie udusi się, ani po czasie, z powodu
braku tlenu nie straci przytomności. ~Chcę tak.~ Normalny
człowiek bez powietrza zemdlałby, a po krótkim czasie także udusiłby się. Po
dziewiąte, na CAŁYM świecie nie ma danych na jego temat. Nie ma jego dokładnej
daty urodzenia, [Sześćset sześćdziesiąty szósty rok] informacji
o rodzicach, itd. Żadne państwo o nim nie wie. Wiadomo, że coś ma zniszczyć
świat, ale nikt nie wie, kto za tym stoi. Jego dane są tylko w tajnych bazach
danych NASA, jednak są to tylko jego rok urodzenia, imię, nazwisko, to od ilu
lat próbuje unicestwić ludzkość, kiedy ostatni raz próbował i kogo do tego celu
wynajął. ~*Kosmitów*~ ~Nie ten rok.~ Po
dziesiąte. Jego wiek. W chwili obecnej ma on 1370 lat.
~*Mama: Ale Zosiu, on jest od ciebie starszy o pieprzone TYSIĄC
TRZYSTA PIĘĆDZIESIĄT TRZY LATA! Nie możesz za niego wyjść!
Ja: Jebać to!
Wiek to tylko liczby!
Babcia: Nie możesz za niego wyjść.
BFF: Nie możesz
za niego wyjść.
Putin: Nie możesz
za niego wyjść.
Kim Dzong Un: Nie możesz za niego wyjść.
Ja: <Szykując ślub.>
GRZEGORZ! Zrób coś!*~
~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD Pierdolnąłem xD~
Normalny człowiek nawet 130 lat nie dożyje, a co
dopiero 1370. Po jedenaste. Jego nazwisko. Ma on na nazwisko „Antychryst",
co nie? ~Ładnie, nieprawdaż? ^-^~ A przecież ŻADEN
normalny człowiek nie wpadłby na to, aby zmienić sobie nazwisko na właśnie
takie lub nadać je własnemu dziecku. ~*Lol, nazwę mojego syna Grzegorz
Antychryst. xD*~ |XDDD| Po za tym, Antychryst kojarzy się
z Pismem Świętym, a dokładniej z Apokalipsą wg. Św. Jana. A on właśnie, chce
zniszczyć świat. Coś musi w tym być. – Uargumentowałem
~Wal się. Jestem normalny. xD~
- Mnie tam „Antychryst" kojarzy się z moją
szkołą, gdyż tak nazywano w niej metalowców i satanistów, ale mniejsza. [OK.
Co kraj, to obyczaj.] Co do tych twoich argumentów, to jest to szczera
prawda, jednak, nie żebym go jakoś broniła, |Pizda.| ale on w
stosunku do Laury zachowuje się bardzo ludzko, gdyż zachowuje się tak, jakby
czuł do niej coś więcej. Dba o nią, ciągle jak się pojawia, to ona jest koło
niego, a poza tym słyszałeś jego słowa, które powiedział przez telefon. Rzekł,
cytuję: „Przejąłbym się, gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją
zabijali na moich oczach.". To coś znaczy. I w ogóle to jego twarz nie
może być czaszką jak u szkieletu, gdyż przecież całował się z Laurą.–
Powiedziała dziewczyna.
- No niby tak, jednak jeszcze jeden argument mam na
to, że Grzegorz nie jest człowiekiem. Posiada on dwie ~*Fanka poprawia:
cztery*~ nadprzyrodzone zdolności, których nie ma żaden normalny
człowiek. Potrafi się, bowiem teleportować oraz teleportować innych do jakichś
np. pomieszczeń, czy nawet, do, kurwa, teraz jestem całkowicie szczery,
skomplikowanych figur geometrycznych umiejscowionych w jakieś przestrzeni, a
także potrafi przesuwać ich boki, aby kogoś zgnieść. ~*O dwóch innych
umiejętnościach rozpisywałam się przy okazji analizy narracji
trzecioosobowej.*~ – Odparłem
- To, skoro według ciebie nie jest z gatunku
ludzkiego, to kto go urodził, skoro nie ludzka kobieta? Nie mógł on pojawić się
z niczego. – Zapytała
~*Powstał z czystej zajebistości.*~
- Możliwe, że powstał z niczego albo urodziły lub
stworzyły go istoty nadprzyrodzone i zesłały na Ziemię, aby ją zniszczył. –
Odpowiedziałem
~Lol, chcę taką historię.~
- Jest tylko mały problem. Istoty nadprzyrodzone nie
istnieją. – Zauważyła
- Skąd wiesz? Widziałaś kiedyś taką? Właśnie. We
Wszechświecie może być wiele interesujących rzeczy, o których zwykłemu śmiertelnikowi
nie przyszło pomyśleć. – Odrzekłem
|Profesjonalne rozmowy w opku...Chyba mi mózg
umarł.|
- Mam jeszcze jedno pytanie. Gdzie on trafia po
śmierci? – Spytała
~*A do jakiegoś zadupia pod Krakowem.*~
- Z tego, co kiedyś słyszałem, trafia do niebytu ~*BYT
JEST, CZY GO NIE MA?! XD*~ |XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD| lub
próżni, jak wolisz, gdyż jest tam ciemno. Po znalezieniu się w tym miejscu,
czeka na ponowne ożywienie. Co prawda, może się teleportować na Ziemię lub inne
planety, aby oglądać je z perspektywy ducha, więc na pewno się tam nie nudzi.
Jego zwłoki zostają w miejscu, gdzie go zabito, a duch trafia właśnie w to
miejsce, o którym przed chwilą wspomniałem. – Odpowiedziałem
- Tak naprawdę nigdy nie dowiemy się, kim lub czym on jest i jaka była jego przeszłość. Jest jak początek wszystkiego. Nic o nim nie wiadomo, tylko powstają hipotezy. – Wyciągnęła wnioski Andromeda.
~*
~Bo zaraz popadnę w samouwielbienie. Nie tak, jakbym
już nie popadł. xD~
- To prawda. Jest jedną z tych postaci i bytów
materialnych, o których nie wiemy nic. – Zakończyłem rozmowę.
Po tej rozmowie, zaczęliśmy dalej leżeć i czekać na
poniedziałek...
[Amen]
TYDZIEŃ II:
W tym tygodniu ja i Andromeda zaczęliśmy się
przekonywać, że Grzegorz nas nienawidzi...
~*Siema kanon! <Macha>*~
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
W poniedziałek rano, normalnie się przygotowaliśmy i
wyszliśmy z domu pod odpowiedni blok. Kiedy zaś po parudziesięciu minutach
zabrał ON|IACZ| nas spod bloku i gdy powróciliśmy do Wszechświata,
Andromeda postanowiła pójść do Grzegorza [Mendla] ~>:D~ i
poprosić go o to, aby pozwolił jej wrócić do domu. Po paru minutach, po
powrocie jej do mnie, ~*Zdanie sens bardzo tak mieć on.*~ spytałem:
- I co?
- Nie pozwolił... - Odpowiedziała słabym
głosem [Pizdoklepka] Andromeda.
- A to cham pieprzony. Ja...- Zacząłem, jednak nie
dokończyłem, gdyż usłyszałem z kokpitu głos Grzegorza, który mówił:
- SŁYSZAŁEM!!!
~*Za-jeb go! Za-jeb go!*~
- Nawet pogadać nie można. Ja wiem, że gdy on ci w
końcu pozwoli zostać w domu, mnie po jakimś czasie na weekendy będzie tu
więził, abym nie mógł ci pomagać... - Powiedziałem ściszonym głosem.
|Szpoiler alert.|
-, W co myśmy się wpakowali... - Odparła Andromeda.
Jednak, po tej rozmowie, zaczęliśmy kontynuować
budowę maszyny. Od teraz, Andromeda ciągle próbowała przekonać Grzegorza |Mendla|,
aby pozwolił jej wrócić na czas choroby do domu. Aż w końcu...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
W piątek popołudniu, gdy Andromeda z wycieńczenia
prawie zemdlała, Grzegorz w końcu pozwolił jej zostać na następny tydzień w
domu. ~Lol, inaczej ujebałaby mi podłogę swoim downiarstwem.~ |Te
twoje priorytety są najlepsze. xD| ~Wiem xD~ Po
wylądowaniu przed odpowiednim blokiem, podniosłem osłabioną Andromedę i
wyniosłem ją z pojazdu, a następnie zaniosłem do domu. Po znalezieniu się tam,
przeniosłem ją do jej pokoju i położyłem na jej łóżku. Od teraz opiekował [Siema,
zmiano narracji! Dawno się nie widzieliśmy!] się swą ukochaną.
Przynosiłem jej wszystko, czego potrzebowała, ~*Debil*~ mierzyłem
jej temperaturę oraz byłem przy niej. [Kretyn] Oprócz tego,
poszliśmy do lekarza, który przepisał Andromedzie odpowiednie leki. |Idiota| Po
lekarzu, zaprowadziłem dziewczynę do domu i sam poszedłem do apteki. Po
powrocie, zacząłem jej podawać leki zgodnie z zaleceniami... ~Down~
Było tak w sobotę i niedzielę. Aż w końcu...
~*HALF-LIFE*~ TYDZIEŃ III:
W tym tygodniu, już zaczynałem rozumieć, że Grzegorz
jest przeciwko nam.
~*Kanonik! Zostań jak najdłużej! :**~
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
W poniedziałek rano, standardowo umyłem [dupę] się
i ubrałem, po czym powiedziałem Andromedzie, co ile ma brać leki oraz, żeby pod
żadnym pozorem nie wychodziła z domu|, bo rozstrzelam.|. Po zrobieniu
tego, wyszedłem pod odpowiedni blok. Gdy zaś znalazłem się już w statku
kosmicznym oraz gdy byłem już we Wszechświecie, w pewnym momencie budowy
maszyny, usłyszałem, że Grzegorz krzyknął do mnie:
- DAWID! |*Dejwid| Chodź tu na
chwilę!
Chwilę później, gdy już przyszedłem, Grzegorz rzekł:
- Mam taką sprawę. Postanowiłem, że teraz ty, a
później i Andromeda nie będziecie wracali na weekend do domu. Jako iż ja muszę
wracać do bazy, ~bo jestem fajniejszy od was~ choćby w
tym tygodniu, bo jak widzisz jestem tu sam, będę najpierw ciebie, a później i
Andromedę przetrzymywać w statku kosmicznym. A tylko czegoś dotkniecie –
zginiecie marnie.
-, CO?! ALE DLACZEGO?! Zwykle nie miałeś problemów,
że wracaliśmy na weekend do domu! – Krzyknąłem
Czy go pojebało?! Mieliśmy z Andromedą być
przetrzymywani trzy dni o głodzie i pragnieniu? Serio? [Cheaty włączysz
w konsoli świata. CTRL+T powinno zadziałać, przynajmniej przed ostatnim updatem
działało. Nie wiem, czy teraz zadziała, sprawdź w ustawieniach.]
- Za dużo uranu się marnuje, aby latać w dwa miejsca
na raz. – Odpowiedział Grzegorz.
CO?! To, co kurwa zasila ten statek kosmiczny?
Jebane reaktory?
~A jak myślisz, cwelu?~
- URANU?! – Krzyknąłem
- Tak, uranu. A myślisz, że za tymi ścianami to, co
jest? Materiał budulcowy ściany? Serio? Są tam ~*zamurowane przecinki i
urządzenie do wstawiania ich w odpowiednie miejsca.*~ generatory prądu
i zdalnie sterowane reaktory. Albo myślisz, że dlaczego z silników wydobywa się
niebiesko biały ogień? Właśnie. To wszystko zasługa uranu i plutonu – 235. –
Odpowiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie, wróciłem do głównego pomieszczenia
statku kosmicznego i zacząłem kontynuować maszynę...
[Jakby nic się nie stało. Nie próbował się buntować
ani nic, down pospolity.]
W czwartek zaś, ujrzałem, przez okienko, które było
w pojeździe, że zmierzaliśmy w kierunku Ziemi. Kilkanaście minut później,
zatrzymaliśmy się przed odpowiednim blokiem, po czym drzwi otworzyły się. W tym
momencie, do pojazdu wbiegła [Pinda] Andromeda. Paręnaście
minut później, rzuciła się w moje ramiona. Po parunastu minutach, gdy mnie
puściła, najprawdopodobniej ujrzała, że byłem smutny, gdyż spytała mnie:
- Ej, ...Co się stało? Nie mów mi, że teraz ty
będziesz chory.
- Nie, nie o to chodzi...Po prostu Grzegorz na
weekend zamierza nas przetrzymywać w statku kosmicznym koło swojej bazy, gdyż
jak mówi, „Za dużo uranu się marnuje, aby latać w dwa miejsca na raz.".
Ale ja i tak wiem, że chodzi o wykończenie nas. – Odpowiedziałem
- Eh, ...Ale co my będziemy jedli i pili? Teraz to,
co jakiś czas coś nam dają, a tak? – Spytała Andromeda.
[Włączcie sobie cheaty na nieskończone HP w konsoli
świata. Ale uwaga, po tym łatwo wylecieć z serwera.]
- Właśnie pewnie o to chodzi, że nic. On na 100 %
chce, abyśmy się wycieńczyli i cierpieli z głodu, pragnienia i bólu te dwa dni.
– Odparłem
Po tej rozmowie nastała cisza. Zaczęliśmy, więc ze
strachem czekać, na popołudnie następnego dnia...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
Kiedy Grzegorz doleciał do bazy, zamknął na klucz
statek kosmiczny, z obecnymi tam mną i Andromedą. Od razu dziewczyna spytała
mnie:
- I co teraz?
- Nie wiem...Musimy najwidoczniej czekać na
poniedziałek... - Odpowiedziałem
Po tych słowach, zaczęliśmy czekać na pierwszy dzień
nowego tygodnia...Jednak...
|DAM DAM DAAAM!|
W niedzielę, trzeciego dnia przetrzymywania nas o
głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym, cierpieliśmy z głodu, pragnienia i
bólu...
Ja byłem cały blady. Oprócz tego, było mi coraz
bardziej duszno, gdyż szybko i głęboko oddychałem oraz cały się pociłem. ~*Onie*~ Oprócz
tego, po trzech dniach głodówki, mocno bolał mnie brzuch, przez co z bólu
stękałem. [<Płacze>]
Andromeda natomiast głośno i szybko oddychała. Z
pragnienia była bardzo słaba i nie mogła wstać. |Oko mi płonie. ;_;| Jej
głowa bezwładnie leżała na moich kolanach. Oprócz tego, także
najprawdopodobniej mocno bolał ją brzuch z tego głodu, gdyż słychać było, że
stękała z bólu...
[Lol, dobrze wam tak, pizdoklepy.]
~*E, nadużywamy słowa "Lol" i "Lolix",
zauważyliście?*~
~A jebać to. :>~
Nie wiedzieliśmy, czy dożyjemy następnego dnia. Aż w
końcu...
TYDZIEŃ IV
Normalny tydzień, tyle, że najprawdopodobniej Laura
i Grzegorz się kłócili, bo czasem Laura wybiegała z płaczem z kokpitu do
toalety.
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK.
Następnego dnia, gdy się obudziliśmy, czuliśmy, że
zaraz umrzemy. Jednak, około godziny 9: 00 usłyszeliśmy, że do pojazdu wchodził
Grzegorz i Laura. W pewnym momencie, wszystkie światła zapaliły się, ~*A
ogień pochłonął cały pojazd, koniec rozdziału.*~ |Chciałbym :<| a
pojazd ruszył. Chwilę potem, wyszła do nas Laura. Po paru minutach,
najprawdopodobniej niechętnie, dała nam jeść i pić. Wybawienie po prostu,
...Kiedy zaś ja i Andromeda zjedliśmy i napiliśmy się, poczuliśmy się trochę
lepiej. |Tak, jakby wypalało nam płuca. Fantastyczne uczucie.| A
przynajmniej na tyle lepiej, aby kontynuować budowę maszyny...
Jednak, w pewnym momencie, ujrzeliśmy, że Laura,
cała zapłakana wybiegła z kokpitu do łazienki. Nie przejęliśmy się tym jednak.
Ma za swoje. Karma się dla niej zwraca.
~*CHUJ W DUPĘ JEBANY!*~
Jednak, było tak bardzo często.
Aż w końcu...
PIĄTEK – NIEDZIELA.
Po powrocie do bazy i zamknięciu mnie i Andromedę w
statku kosmicznym, musieliśmy czekać ponowne trzy dni o głodzie i pragnieniu na
poniedziałek...
W niedzielę zaś, ja i Andromeda, ponownie cierpiąc z
głodu, pragnienia i bólu, siedzieliśmy dalej na podłodze statku kosmicznego.
Ja, w pewnej chwili, zamknąłem oczy i zacząłem ciężko oddychać z bólu. ~*Onein*~ Czułem,
że jak będę musiał tu siedzieć jeszcze jeden dzień o głodzie i pragnieniu, to
chyba umrę z wycieńczenia. [My ciągle na to czekamy.] Jednak,
w pewnym momencie, Andromeda spytała słabym głosem:
-, Dlaczego...Dlaczego oni nas tak nienawidzą?
- Oni są cholernymi egoistami...Poza sobą świata nie
widzą, oprócz siebie nawzajem... - Rzekłem wycieńczonym głosem.
|To zdanie jest tak oczywiste, że rak mojego raka
dostał raka.|
- Błagam...Niech to się wreszcie skończy... -
Odparła Andromeda.
~*Czytaj: Ja co chwilę przy analizie tego wariactwa.*~
Jednak, po tej rozmowie, dalej siedzieliśmy w
cierpieniach...
TYDZIEŃ V.
Jest to tydzień opierdalania się naszej czwórki i
oczekiwania na 13 kwietnia...
PONIEDZIAŁEK – PIĄTEK.
Następnego dnia, gdy obudziliśmy się, dalej
cierpieliśmy z bólu. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy, że Grzegorz i
Laura weszli do pojazdu. Po chwili, ponownie wszystkie światła włączyły się i
pojazd ruszył. Po jakiś paru minutach, Laura ponownie przyniosła nam jedzenie i
picie. Czułem się, jakbyśmy byli zwierzętami zależnymi od innej osoby. ~Ty
to masz opóźniony zapłon o jakieś dwa lata.~ Jednak, mimo
wszystko, zjedliśmy i napiliśmy się, po czym dalej kontynuowaliśmy budowę...
Jednak, w pewnym momencie, skończyliśmy ją budować.
W tym momencie nie wiedzieliśmy, co mieliśmy robić. ~Zabijcie się
sami, spać mnie się chce.~ Od razu Andromeda poszła do kokpitu,
spytać o to Grzegorza i Laurę. Kiedy tam weszła i gdy odwrócili się oni,
Andromeda rzekła:
- Maszyna już skończona. Co teraz mamy robić?
- Czekać na 12 kwietnia, czyli do piątku. –
Odpowiedział ~*Bóg*~ Grzegorz.
Kiedy mi to powiedziała, od tego momentu, zaczęliśmy
opierdalać się jeszcze bardziej. [Co z tego, że ten fragment wyglądał
tak, jakby Dejwid usłyszał całą rozmowę.] Do czasu...
*Oczami Andromedy.*
~*FunFact #2: Wiecie, że jesteśmy na
dziewięćdziesiątej stronie z stu czterech tego pierdolnika, jakim jest czwarty
rozdział?*~
|Coraz bliżej końca...Jeszcze tylko parę stron...
;'-)|
~*Plus jedenaście, bo chcę zjechać dziś ostatni
rozdział.*~
|<Płacze>|
To, co działo się przez ostatnie pięć tygodni, mogę
opisać tylko tak.
TYDZIEŃ I:
Tydzień ten zaczął się przyjemnie, ale niekoniecznie
tak się skończył...
[Ach, te spoilery.]
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
Na początku nowego miesiąca, marca, podczas budowy
maszyny, Dawid |*Dejwid| powiedział do mnie:
- Miejmy nadzieję, że w końcu uda nam się skończyć
tą [*tę] maszynę i, że zdążymy do kwietnia.
~W końcu jesteście idealni. Zdążycie.~
- Eee...Już niewiele zostało. Na pewno skończymy. –
Odparłam
Jednak, po chwili, gdy zaczęliśmy kontynuować
budowę, w pewnym momencie Dawid |*Dejwid| powiedział:
- Andromedo...Muszę ci coś powiedzieć. Ja...Ja cię
kocham...Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie, ...Kiedy mówisz, czuję się
tak, jakbym słyszał ~paznokcie skrobiące o tablicę.~ najpiękniejszy
dźwięk na ziemi, ...Kiedy się śmiejesz, jest to najpiękniejszy ~jak
gówno z wtorku~ widok na świecie...Bez ciebie po prostu [Przekreślony
tekst]nie[/Przekreślony tekst] da się żyć...
W tym momencie nastała cisza. Słychać było tylko
dźwięk silników[, z których wydobywały się odgłosy godowe jeleni.] ~JEZU
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~. Pierwszy raz, ktoś wyznał mi
miłość...W pewnym momencie, spytałam ze łzami szczęścia w oczach:
- Oh, Dawid |*Dejwid|...Naprawdę?
- Naprawdę...Ciebie nigdy bym nie okłamał... -
Odpowiedział Dawid |*Dejwid|.
W tym momencie, rzuciłam mu się w ramiona. Jednak,
parę sekund później, zaczęliśmy się pierwszy raz w życiu całować. ~*ZA
MOMENT! XD*~ Czułam się podczas tego tak, jakby czas się dla nas
zatrzymał. Liczyła się tylko ta chwila. Nigdy wcześniej się nie
całowałam. ~Z takim chodzącym gównem nikt z działającym mózgiem nie
chciałby się całować.~ Jednak, naszą chwilę pocałunku, przerwał
znany nam głos Laury, która mówiła:
- Ekhm...
W tym momencie, Dawid |*Dejwid| i
ja od razu odwróciliśmy się. Kiedy to zrobiliśmy, ujrzeliśmy Grzegorza |Menela| ~EJ!
:<~ |:DDD| i Laurę. W pewnym momencie, Grzegorz rzekł:
- Nie mam nic przeciwko temu, żebyście czuli do
siebie coś więcej, niż tylko przyjaźń, ale, do cholery nie okazujcie tego
wszędzie, gdzie się da!
Po chwili zaś, on jak i Laura wrócili do kokpitu,
gdyż stamtąd przyszli...
~
Kiedy natomiast Dawid |*Dejwid| i
ja zostaliśmy sami, spytałam ściszonym głosem:
|– ( ͡° ͜ʖ ͡°)?|
~*– ( ͡° ͜ʖ ͡°)! – odkrzyknął
Dawid.*~
[Jezu xD]
-, Co on tak się nas uczepił?
- Pewnie sam nie zaznał miłości ~*<3*~ ~<Biegnie
w kierunku samotności, goniony przez Ramoninth.> HEEEEEEEEEEEEEEEEELP! ;_;~ i
chce naszą zniszczyć. Ale my mu nie damy tej satysfakcji. – Odpowiedział
Dawid |*Dejwid|.
Po chwili zaś, wróciliśmy do tego, co zaczęliśmy
robić przed całowaniem się...
|Czyli do ruchanka? ( ͡° ͜ʖ ͡°)|
~No ja pierdolę. xD~
|Ty też? ( ͡° ͜ʖ ͡°)|
~Z tymi debilami nigdy w życiu. xD~
Jednak, w pewnym momencie, musiałam po coś pójść do
kokpitu. Jednak, gdy tam weszłam, ujrzałam, że...GRZEGORZ I LAURA SIĘ |(
͡° ͜ʖ ͡°)| CAŁOWALI! Mimo to, jako iż im nie można się było
sprzeciwiać, ~Ha, kurwa! :D~ powiedziałam:
- Ups...Przepraszam bardzo...
A następnie zamknęłam drzwi. Gdy zaś podeszłam do
Dawida |*Dejfffittta|, rzekłam:
- Szczyt hipokryzji.
- A co? – Spytał Dawid |*Dejwid|.
- Oni to się tam całują, a jak my to robimy, to mają
nam za złe. – Odpowiedziałam
- Eh, ...Co za ludzie...Pewnie niedługo będą chcieli
zniszczyć naszą miłość. Najpewniej wykorzystają ten moment jak zachorujesz. Ja
to wiem. Wtedy nie dadzą ci zostać w domu. Pozwolą dopiero jak prawie
zemdlejesz. Jednak mi nie pozwolą się tobą zaopiekować. Później uznają w
magiczny sposób, że nie opłaca się odstawiać nas na weekend do domu i każą nam
harować siedem dni w tygodniu. Nie możemy im jednak dać tej satysfakcji. –
Odparł chłopak.
[<Rzyga szpoilerami>]
- Miejmy nadzieję, że wszystko się dla nas dobrze
skończy. – Odparłam
- Zapomniałaś? Przecież wisi nad nami wyrok śmierci.
Gdy wykonamy wszystko, co chcą – zamordują nas. – Przypomniał
- Ach, no tak... - Rzekłam
Po tej rozmowie, wróciliśmy do swoich czynności,
czyli do budowy maszyny...
|Logika poszła w las.|
PIĄTEK – NIEDZIELA:
Po wylądowaniu w piątek po południu przed
odpowiednim blokiem, gdy wyszliśmy z pojazdu, rzekłam ze łzami w oczach:
- To...To ja idę do siebie...
Po czym chciała |Kofa, znowu zmiana
narracji. -.-| odejść. Jednak, w tym momencie, poczułam, że ktoś
chwycił mnie za rękę i nie zamierzał puścić. Od razu odwróciłam się. Gdy to
zrobiłam, ujrzałam Dawida |*Dejwida|, który powiedział:
- Nie idź tam. Serce mnie się kraja, gdy patrzę, jak
cierpisz, ...Choć ze mną. Ja się tobą zaopiekuję...
[Ale nie przeszkadzało mi to w mieniu cię w dupiu
przez pozostałe weekendy.]
- Oh, Dawid |*Dejwid|...Naprawdę? –
Spytałam ze łzami szczęścia w oczach.
- Naprawdę...Ja cię kocham i nie mogę pozwolić,
żebyś cierpiała... - Odpowiedział chłopak.
Po tych słowach, rzuciłam mu się w ramiona. On natomiast
mnie objął. Jednak, po paru minutach, gdy emocje opadły, oboje ruszyliśmy w
kierunku domu Dawida |*Dejwida|...
Od wieczoru natomiast, zaczął prześladować nas
pech...
|DAM DAM DAAAM!|
Gdy wieczorem wyszłam na spacer, na początku nic się
nie działo. Kiedy jednak wracałam do domu, w pewnym momencie poczułam, że ktoś
mnie czymś mocno uderzał w głowę. Po chwili upadłam nieprzytomna na ziemię...
Godzinę później, [Logika, wracaj tu!] gdy
obudziłam się, czułam się słabo. Nie miałam sił, aby wstać. Kilka minut później
zaś, moja głowa opadła na bok. W tym momencie ujrzałam, że byłam w jakieś
starej komórce. Chwilę później, na łóżku obok, ujrzałam nieprzytomnego
Dawida |*Dejwida|. Mimo tego, że nie miałam sił, podniosłam się i
podeszłam do niego, [Przynajmniej ona nie okazała się cipą. Choć raz.] po
czym sprawdziłam, czy żył on. Na szczęście żył. Podniosłam, więc go, po czym
wyszłam z komórki i ruszyłam do domu Dawida |*Dejwida|.
Paręnaście minut później, gdy tam doszłam i weszłam,
poszłam do pokoju Dawida |*Dejwida|, po czym położyłam go na jego
łóżku i zaczęłam czekać, aż ten się obudzi...
Dwie godziny później, |Cholera, logika znowu
nam uciekła!| ujrzałam, że Dawid |*Dejwid| się
budził. Kiedy zaś się obudził i ujrzał mnie, spytał:
-, Co...Co się stało?
W tym momencie opowiedziałam mu o wszystkim, co
pamiętałam. Gdy skończyłam, Dawid |*Dejwid| powiedział:
- Dziękuję...Dziękuję, że mnie...Że mnie tam nie
zostawiłaś...
- Oj nie musisz dziękować. Nigdy bym cię tam nie
zostawiła. - Rzekłam
[Idiotka]
Od teraz, przez dwa dni zaczęłam się nim opiekować.
Jednak, mnie również zaczęło coś brać. Cały czas chodziłam w bluzach, gdyż było
mi zimno, nie miałam apetytu i byłam blada. W końcu, w niedziele po południu,
gdy byłam u siebie w pokoju, zrobiło mnie się jeszcze bardziej słabo. Czułam,
że zemdleję. W pewnym momencie, usłyszałam otwierające się drzwi, a następnie
głos Dawida, który pytał:
- Skarbie, dobrze się czujesz?
~*Kurwa, zajebiście jak kwiaty w czasie epoki
lodowcowej.*~
[Jebłam xD]
Jednak, nie odpowiedziałam. Nie miałam siły, aby
odpowiedzieć. Po chwili zaś, zemdlałam...
Paręnaście minut później, ~*O, hej logiko.
Rzadko nas odwiedzasz.*~ gdy obudziłam się, ujrzałam nad sobą
Dawida |*Dejwida|, który widząc, że się obudziłam, powiedział:
- Nareszcie się obudziłaś. W ogóle, dlaczego wtedy
tak nagle zemdlałaś?
[– Bo dowiedziałam się, że "Half-Life
3" jednak nie wyjdzie i się załamałam. – odpowiedziałam
zgodnie z prawdą.]
-, Bo...Bo źle się czułam...I nadal źle się czuję...
- Odpowiedziałam
- Hmm...Może jesteś chora? W sumie ja też nie mam
jeszcze sił, aby np. jutro tam iść. Więc co zrobimy? - Rzekł
- Zadzwonię do Grzegorza ~*Mendla*~ i
mu o tym powiem. – Odpowiedziałam
Po tym, Dawid |*Dejwid| położył się
koło mnie, a ja chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Grzegorza...
W pewnym momencie, usłyszałam w słuchawce głos
Grzegorza, który pytał:
-, Czego chcesz?
- Muszę ci powiedzieć, że ja i Dawid |*Daffit| nie
możemy jutro przyjść. Ja nie mogę wstać, gdyż jestem chora i słaba, a
Dawid |*Dejkurwawid| źle się czuje od paru dni. -
Odpowiedziałam
- A co mnie to obchodzi? Przejąłbym się, gdybyś mi
powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach. Macie
przyjść, jeśli chcecie jeszcze żyć. – Rzekł Grzegorz.
~*Hej, kanon! Ty też nas rzadko odwiedzasz!*~
Po tych słowach, próbowałam przekonać jeszcze
Grzegorza, aby nam darował, jednak ten był nieubłagalny...
~*I nie odchodź, kanon!*~
Po skończonej rozmowie, Dawid |*Dejwid| spytał:
- I co powiedział?
- Cytuję: „A co mnie to obchodzi? Przejąłbym się,
gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją zabijali na moich oczach.
Macie przyjść, jeśli chcecie jeszcze żyć.". Więc musimy tam przyjść. –
Odpowiedziałam
- Eh...Zastanawiam się, czy my przypadkiem nie
trafiliśmy do Krainy Grzybów. Wiesz, „Dostać się do niej łatwo, ale z powrotem
jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.". – Odparł Dawid |*Dejwid|.
~*Odwal się od tego dzieła sztuki współczesnej, ty
półmózgu. To jest zbyt zajebiste jak na ciebie.*~
- Heh...Coś w tym jest. – PowiedziałamF
Po chwili zaś, Dawid |*Dejwid| rzekł:
- Wiesz, ja już nabieram pewności, że on na 101% nie
jest człowiekiem. – Rzekł Dawid |*Dejwid|.
-, Czemu tak ci ta pewność wzrosła? – Spytałam
- Mam na to mnóstwo dowodów. Po pierwsze, jego może
zabić tylko dezintegrator. ~*Jak wszyscy dobrze wiemy, wtedy jeszcze
mogłam w to wierzyć.*~ Nie jest to normalne, bowiem człowieka może
zabić nawet poderżnięcie gardła. [Wypowiadałam się na ten temat.] Po
drugie, popatrz na jego zachowanie. Nie wykazuje żadnych cech ludzkich. Nie
śpi, a nie jest zmęczony, nie ma potrzeb fizjologicznych, może przeżyć nawet
sto lat bez picia i jedzenia, nie dotykają go żadne dolegliwości, np.
choroby. ~*Bogu dzięki, że Slavi tu nie ma.*~Znaczy zdarzają mu się
przejawy cech ludzkich, co poniekąd, tak jak to, że coś jest w stanie go
uśmiercić, pokazuje, że nie jest idealny, lecz zdarza się to nawet raz na
sześćset [sześćdziesiąt sześć] lat. Po trzecie COŚ lub KTOŚ go
wskrzesza zawsze, gdy jest kolejna data końca świata. Normalnego człowieka nie
da się wskrzesić. Po czwarte popatrz na niego. On w ogóle nie pokazuje swojej
twarzy, tylko ukrywa ją pod kapturem. ~Moja zajebistość roztopiłaby
wasze radosne mordki.~ |Skromność level: Grzegorz Antychryst.
xD| ~Oj wieeem. xD~ To znaczy, że albo jego twarz
to po prostu czaszka bez skóry czy mięśni, jak u szkieletu,
~Uwaga...
|
jest bardzo oszpecona lub nienaturalna dla
człowieka. Albo jest z antymaterii. Po piąte – jego oczy. Normalny człowiek ma
takie oczy jak ja czy ty, ma brwi, tęczówki, soczewki, rzęsy. On ma po prostu
żółte oczy w kształcie rombu ~*#FalseMemory*~ i tyle, a mimo
to – widzi. Po szóste, jego nos. Wiem, że to szczegół, ale czy znasz człowieka,
który ma nos na pół twarzy? No właśnie. Po siódme. On zna WSZYSTKIE języki
świata, gdyż, na ten przykład, jak raz poszedłem do kokpitu się ich o coś
spytać, ujrzałem kątem oka, że czyta on, jak gdyby nigdy nic, książkę w języku
suahili, a obok leżała książka również w jakimś rzadkim języku. Normalny
człowiek w ciągu całego swojego życia nie pozna WSZYSTKICH języków świata. Zna
się również na WSZYSTKICH dziedzinach życia, zna WSZYSTKIE dane na temat
WSZYSTKICH ludzi, zna CAŁY Wszechświat, wie jak ten cały bajzel powstał i jak
się skończy, zna CAŁY świat w 100%, zna charaktery, wady, zalety, wygląd itp.
KAŻDEGO człowieka na świecie, zna CAŁĄ najnowszą i jeszcze nawet nieistniejącą
technologię, co dla normalnego człowieka jest nie do pojęcia. ~*Mój
mąż. :**~ Po ósme, on może przeżyć bez powietrza. Nie udusi się, ani
po czasie, z powodu braku tlenu nie straci przytomności. ~Lol, dawaj
mi tą umiejętność!~ Normalny człowiek bez powietrza zemdlałby, a
po krótkim czasie także udusiłby się. Po dziewiąte, na CAŁYM świecie nie ma
danych na jego temat. Nie ma jego dokładnej daty urodzenia, |Sześćset
sześćdziesiąty szósty rok.| informacji o rodzicach, itd. Żadne państwo
o nim nie wie. Wiadomo, że coś ma zniszczyć świat, ale nikt nie wie, kto za tym
stoi. Jego dane są tylko w tajnych bazach danych NASA, jednak są to tylko jego
rok urodzenia, imię, nazwisko, to od ilu lat próbuje unicestwić ludzkość, kiedy
ostatni raz próbował i kogo do tego celu wynajął. Po dziesiąte. Jego wiek. W
chwili obecnej ma on 1370 lat. Normalny człowiek nawet 130 lat nie dożyje, a co
dopiero 1370. ~*Zobaczymy. Tak sobie w przyszłości odpicuję geny, że
dożyję. :D*~ ~;_;~ Po jedenaste. Jego nazwisko. Ma
on na nazwisko „Antychryst", co nie? ~Ładnie, nieprawdaż? ^-^~ A
przecież ŻADEN normalny człowiek nie wpadłby na to, aby zmienić sobie nazwisko
na właśnie takie lub nadać je własnemu dziecku ~*Hehe...*~. Po za
tym, Antychryst kojarzy się z Pismem Świętym, a dokładniej z Apokalipsą wg. Św.
Jana. A on właśnie, chce zniszczyć świat. Coś musi w tym być. – Uargumentował
chłopak.
~Kurwa, odwalcie się od tego zbiegu okoliczności. -_-~
- Mnie tam „Antychryst" kojarzy się z moją
szkołą, gdyż tak nazywano w niej metalowców i satanistów, ale mniejsza. Co do
tych twoich argumentów, to jest to szczera prawda, ~*APSIK! x3*~ [Znów?] ~*Mówiłam,
uczulenie na opko. APSIK!*~ jednak, nie żebym go jakoś broniła, ale on
w stosunku do Laury zachowuje się bardzo ludzko, gdyż zachowuje się tak, jakby
czuł do niej coś więcej. Dba o nią, ciągle jak się pojawia, to ona jest koło
niego, a poza tym słyszałeś jego słowa, które powiedział przez telefon. Rzekł,
cytuję: „Przejąłbym się, gdybyś mi powiedziała, że Laura umiera lub gdyby ją
zabijali na moich oczach.". To coś znaczy. I w ogóle to jego twarz nie
może być czaszką jak u szkieletu, gdyż przecież całował się z Laurą.–
Powiedziałam
- No niby tak, jednak jeszcze jeden argument mam na
to, że Grzegorz nie jest człowiekiem. ~Odwal się ode mnie! :<~ Posiada
on dwie ~**Cztery*~ nadprzyrodzone zdolności, których
nie ma żaden normalny człowiek. Potrafi się, bowiem teleportować oraz
teleportować innych do jakichś np. pomieszczeń, czy nawet, do, kurwa, teraz
jestem całkowicie szczery, skomplikowanych figur geometrycznych umiejscowionych
w jakieś przestrzeni, a także potrafi przesuwać ich boki, aby kogoś
zgnieść. ~*Ja na temat jego mocy już się wypowiadałam.*~ –
Odparł
- To, skoro według ciebie nie jest z gatunku
ludzkiego, to, kto go urodził, skoro nie ludzka kobieta? Nie mógł on pojawić
się z niczego. – Zapytałam
~*Mówiłam, powstał z czystej zajebistości.*~
- Możliwe, że powstał z niczego albo urodziły lub stworzyły
go istoty nadprzyrodzone i zesłały na Ziemię, aby ją zniszczył. – Odpowiedział
- Jest tylko mały problem. Istoty nadprzyrodzone nie
istnieją. – Zauważyłam
- Skąd wiesz? Widziałaś kiedyś taką? Właśnie. We
Wszechświecie może być wiele interesujących rzeczy, o których zwykłemu
śmiertelnikowi nie przyszło pomyśleć. – Odrzekł
[Kurwa, od tej zaawansowanej rozmowy w opku mózg mi
płonie.]
- Mam jeszcze jedno pytanie. Gdzie on trafia po
śmierci? – Spytałam
- Z tego, co kiedyś słyszałem, trafia do
niebytu ~*BYT JEST, CZY GO NIE MA? XD*~ [xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD] lub
próżni, jak wolisz, gdyż jest tam ciemno. Po znalezieniu się w tym miejscu,
czeka na ponowne ożywienie. Co prawda, może się teleportować na Ziemię lub inne
planety, aby oglądać je z perspektywy ducha, więc na pewno się tam nie nudzi.
Jego zwłoki zostają w miejscu, gdzie go zabito, a duch trafia właśnie w to
miejsce, o którym przed chwilą wspomniałem. – Odpowiedział
- Tak naprawdę nigdy nie dowiemy się, kim lub czym
on jest i jaka była jego przeszłość. Jest jak początek wszystkiego. Nic o nim
nie wiadomo, tylko powstają hipotezy. – Wyciągnęłam wnioski.
~*
- To prawda. [Odnośnie rysunku wyżej. <3] Jest
jedną z tych postaci i bytów materialnych, o których nie wiemy nic. – Zakończył
rozmowę Dawid |*Dejwid|.
Po tej rozmowie, zaczęliśmy dalej leżeć i czekać na
poniedziałek...
TYDZIEŃ II:
W tym tygodniu Dawid |*Dejwid| i ja zaczęliśmy się
przekonywać, że Grzegorz nas nienawidzi...
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
W poniedziałek rano, standardowo umyliśmy [dupy] się
i ubraliśmy, po czym poszliśmy pod odpowiedni blok. Kiedy zaś po parudziesięciu
minutach zabrał ON|IACZ| na [Siema, literówki! Dawno was
nie było!] spod bloku i powróciliśmy do Wszechświata, w pewnym
momencie postanowiłam pójść poprosić Grzegorza, aby jednak dał mi wrócić do
domu i się wyleczy [Widzę, że postanowiłyście zostać na dłużej.].
Kiedy poszłam do kokpitu, ten odwrócił się. Widząc mnie, spytał:
-, Czego znów chcesz?
|Kocham Cię, Kanon. Wyjdziesz za mnie?|
- Błagam...Pozwól mi wrócić do domu do czasu, gdy
wyzdrowieję...Źle się czuję... - Odpowiedziałam
- A weź spierdalaj. Masz tu być do momentu, w którym
zrobicie wszystko, co J A będę chciał. - Rzekł
~Kocham siebie. xD~
Po tych słowach, próbowałam go jeszcze trochę
przekonać, aby mi darował, ale on był nieubłagalny. Po chwili zaś, po powrocie
do Dawida |*Dejwida|, ten spytał:
- I co?
- Nie pozwolił... - Odpowiedziałam słabym głosem.
- A to cham pieprzony. Ja...- Zaczął, jednak nie
dokończył, gdyż usłyszeliśmy z kokpitu głos Grzegorza, który mówił:
- SŁYSZAŁEM!!!
- Nawet pogadać nie można. Ja wiem, że gdy on ci w
końcu pozwoli zostać w domu, mnie po jakimś czasie na weekendy będzie tu
więził, abym nie mógł ci pomagać... - Powiedział ściszonym głosem Dawid |*Dejwid|.
[Jak ja nienawidzę spoilerów...]
|Nie tylko ty.|
-, W co myśmy się wpakowali... - Odparłam
Jednak, po tej rozmowie, zaczęliśmy kontynuować
budowę maszyny. Od teraz, ciągle próbowałam przekonać Grzegorza, aby pozwolił
mi wrócić na czas choroby do domu. Aż w końcu...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
W piątek popołudniu, gdy z wycieńczenia prawie
zemdlałam, Grzegorz w końcu pozwolił mi zostać na następny tydzień w
domu. ~Abyś mi podłogi nie skaziła.~ Po wylądowaniu
przed odpowiednim blokiem, Dawid |*Dejwid| podniósł osłabioną
mnie i wyniósł mnie z pojazdu, a następnie zaniósł do domu. Po znalezieniu się
tam, przeniósł mnie do mojego pokoju i położył na moim łóżku. Od teraz
opiekował się mną. ~*Debil*~ Przynosił mi wszystko, czego
potrzebowałam, mierzył mi temperaturę oraz był przy mnie. [Idiota] Oprócz
tego, poszliśmy do lekarza, który przepisał mi odpowiednie leki. |Kretyn| Po
lekarzu, Dawid zaprowadził mnie do domu i sam poszedł do apteki. Po powrocie, zaczął
mi podawać leki zgodnie z zaleceniami... ~Down~
Tak było aż do niedzieli. Aż w końcu...
~*HALF-LIFE*~ TYDZIEŃ III:
W tym tygodniu, do czwartku leżałam w domu. W
czwartek, gdy wróciłam do pracy, dowiedziałam się od Dawida |*Dejwida| coś [*czegoś] strasznego.
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK:
W poniedziałek rano, Dawid |*Dejwid| przed
wyjściem powiedział mi, co ile mam brać leki oraz żebym pod żadnym pozorem nie
wychodziła na dwór. Oczywiście zamierzałam się dostosować, gdyż chciałam
wyzdrowieć, a nie jeszcze bardziej zachorować. |Szkoda|
Jednak, od teraz zaczęłam czuć się coraz lepiej. Z
każdym dniem było mi coraz lepiej. Aż w końcu, w czwartek, zadzwoniłam do
Grzegorza, aby po mnie przyleciał, gdyż już czułam się dobrze, po czym udałam
się pod odpowiedni blok. Paręnaście minut później, gdy znalazłam się już w
statku kosmicznym, rzuciłam się w ramiona Dawidowi |*Dejwidowi|. Po
parunastu minutach, gdy go puściłam, ujrzałam, że chłopak był smutny. Od razu
spytałam go:
[– Ziemniaków ci nie sprzedali, padalcu? Mówiłam,
że sprzedają je od trzydziestego roku życia, pedale.]
~
- Ej, ...Co się stało? Nie mów mi, że teraz ty
będziesz chory.
- Nie, nie o to chodzi...Po prostu Grzegorz na
weekend zamierza nas przetrzymywać w statku kosmicznym koło swojej bazy, gdyż
jak mówi, „Za dużo uranu się marnuje, aby latać w dwa miejsca na raz.".
Ale ja i tak wiem, że chodzi o wykończenie nas. – Odpowiedział Dawid |*Dejwid|.
- Eh, ...Ale co my będziemy jedli i pili? Teraz to,
co jakiś czas coś nam dają, a tak? – Spytałam
[Włączcie cheaty na nieśmiertelność. W opkach to
możliwe.]
- Właśnie pewnie o to chodzi, że nic. On na 100 %
chce, abyśmy się wycieńczyli i cierpieli z głodu, pragnienia i bólu te dwa dni.
– Odparł Dawid |*Dejwid|.
Po tej rozmowie nastała cisza. Zaczęliśmy oni, ~*JEZU
XD*~ więc ze strachem czekać, na popołudnie następnego dnia...
PIĄTEK – NIEDZIELA:
Kiedy Grzegorz doleciał do bazy, zamknął na klucz
statek kosmiczny, z obecnymi tam Dawidem |*Dejwidem| i mną. Od
razu spytałam Dawida |*Dejwida|:
- I co teraz?
- Nie wiem...Musimy najwidoczniej czekać na
poniedziałek... - Odpowiedział
Po tych słowach, zaczęliśmy czekać na pierwszy dzień
nowego tygodnia...Jednak...
W niedzielę, trzeciego dnia przetrzymywania nas o
głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym, cierpieliśmy z głodu, pragnienia i
bólu...
Dawid był cały blady. Oprócz tego, widać i słychać
było, że z każdą chwilą było mu coraz bardziej duszno, gdyż szybko i głęboko
oddychał oraz cały się pocił. ~*Czas umrzeć. ;=;*~ Oprócz
tego, po trzech dniach głodówki, mocno bolał go brzuch, przez co z bólu
stękał. |Jesteś pewna? ( ͡° ͜ʖ ͡°)|
Ja natomiast głośno i szybko oddychałam. Z
pragnienia byłam bardzo słaba i nie mogłam wstać. [Kurwa, nie. ;-;] Moja
głowa bezwładnie leżała na kolanach Dawida |*Dejwida|. Oprócz tego,
także mocno bolał mnie brzuch z tego głodu...
Nie wiedzieliśmy, czy dożyjemy następnego dnia. Aż w
końcu...
TYDZIEŃ IV
~Koniec! Koniec widzę!~
Normalny tydzień, jednak coś działo się w kokpicie,
gdyż często widzieliśmy Laurę wybiegającą zapłakaną do toalety.
PONIEDZIAŁEK – CZWARTEK.
Następnego dnia, kiedy się obudziliśmy, dalej
cierpieliśmy z bólu. Jednak, w pewnym momencie, usłyszeliśmy, że Grzegorz i
Laura wchodzili do statku kosmicznego. Po chwili wszystkie światła zapaliły
się, a pojazd ~*pochłonął ogień*~ ruszył. Po paru minutach
wyszła do nas Laura i niechętnie, co było widać w jej oczach, dała nam jeść i
pić. Wybawienie tygodnia. Po zjedzeniu i napiciu się, ja, i Dawid |*Dejwid|,
czuliśmy[, że dojebaliśmy tyle przecinków, że moglibyśmy wykarmić dzieci w
Afryce i jeszcze zostałyby dwa kontenery.] się na tyle dobrze, żeby
skończyć budować maszynę. Wstaliśmy, więc i ruszyliśmy do roboty...
Jednak, w pewnym momencie, ujrzeliśmy zapłakaną
Laurę, która wybiegła z kokpitu i pobiegła do łazienki. Nie przejęliśmy się
tym. Dobrze jej tak. Ma za swoje [Ta Andromeda jest taką kurwą jebaną,
że aż kropka spieprzyła.]
Jednak, było tak codziennie.
Aż w końcu...
|DAM DAM DAAAM!|
PIĄTEK – NIEDZIELA.
Po powrocie do bazy i zamknięciu Dawida |*Dejwida| i
mnie w statku kosmicznym, musieliśmy oczekiwać następnego tygodnia, aby dostać
coś do jedzenia i do picia...
W niedzielę zaś, Dawid |*Dejwid| i
ja, ponownie cierpiąc z głodu, pragnienia i bólu, siedzieliśmy dalej na
podłodze statku kosmicznego. W pewnym momencie, spytałam słabym głosem:
-, Dlaczego...Dlaczego oni nas tak nienawidzą?
~Bo macie downa mentalnego.~
- Oni są cholernymi egoistami...Poza sobą świata nie
widzą, oprócz siebie nawzajem... - Rzekł wycieńczonym głosem Dawid |*Dejwid|.
~*To zdanie było tak oczywiste, że aż plecy zaczęły
mnie boleć.*~
- Błagam...Niech to się wreszcie skończy... -
Odparłam
Jednak, po tej rozmowie, dalej siedzieliśmy w
cierpieniach...
~*Mam taki zajebisty pomysł na naprawę tego
opka...*~
TYDZIEŃ V.
Jest to tydzień opierdalania się całej naszej
czwórki i oczekiwania na 13 kwietnia...
PONIEDZIAŁEK – PIĄTEK.
Następnego dnia, gdy się obudziliśmy, cierpieliśmy
jeszcze bardziej. Byliśmy tacy głodni i spragnieni, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ...Lecz,
w końcu, koło godziny 9: 00 usłyszeliśmy, że Grzegorz i Laura weszli do
pojazdu. Chwilę później, wszystkie światła się zapaliły i pojazd ~*spłonął*~ ruszył.
W pewnym momencie, Laura przyniosła nam jedzenie i picie. Czułam się jak
zwierzę, które zależne jest od swojej pani. ~Lol, tak było,
downiaro.~ Mimo to, ja i Dawid |*Dejwid| zjedliśmy
i napiliśmy się, po czym zaczęliśmy kontynuować budowę maszyny...
Jednak, w pewnym momencie, skończyliśmy budować. Nie
wiedzieliśmy, co teraz mieliśmy robić. Poszłam, więc do kokpitu i gdy Grzegorz
oraz Laura mnie zauważyli, rzekłam:
- Maszyna już skończona. Co teraz mamy robić?
~Zabijcie się sami, ja głodny jestem.~
- Czekać na 12 kwietnia, czyli do piątku. –
Odpowiedział Grzegorz.
Od tego momentu, gdy powiedziałam o tym
Dawidowi |*Dejwidowi| zaczęliśmy opierdalać się jeszcze
bardziej. Do czasu...
~*Czy wy widzicie ten cud najprawdziwszy?
ZANALIZOWALIŚMY TEN ROZDZIAŁ! Pokonaliśmy gówno!*~
|[~
_________________________________________________________
Rozdział V – Dzień Zagłady.
~*Nie ma to jak spoiler rozdziału już w tytule. Ale
dobra, ja idę zrobić sobie kolację. W końcu...zasłużyłam. I wy też
zasłużyliście. ;-)*~
|[~<Biegną do kuchni.>
Do 12 kwietnia, cała czwórka nic nie robiła, tylko
czekali. W weekendy Grzegorz i Laura wracali do swojej bazy, a Dawida |*Dejwida| i
Andromedę przetrzymywali dalej o głodzie i pragnieniu w statku
kosmicznym. |Uwielbiam was.| ~Wiem :D~ Jednak,
12 kwietnia, w piątek, tak nie było. Tego dnia, do Dawida |*Dejwida| i
Andromedy przyszli Grzegorz i Laura, po czym Grzegorz powiedział:
- Dobra. A teraz uruchomcie tą [*tę] maszynę.
Po czym pociągnął za jedną z dźwigni, która była na
jednej ze ścian. W tym momencie, część dachu rozsunęła się. Jednak, ["]o
dziwo["], nie wyssało ich w próżnię oraz w pojeździe dało się
oddychać. |Logika już dawno spierdoliła na Karaiby.| W tym
momencie, Dawid |*Dejwid| włączył maszynę. W tej sekundzie,
dało się zauważyć niebieski promień, który wzbił się w górę. W pewnym momencie
dało się zobaczyć nad dachem nakierowaną na lot kolizyjny z Ziemią asteroidę
Apophis* ~*Siema przypis! Dawno cię nie było!*~. W tym momencie, promień
wyłączył się. Po zrobieniu tego, Grzegorz ponownie pociągnął za odpowiednią
dźwignię. W tym momencie, rozsunięta część dachu zasunęła się. Kiedy było już
po wszystkim, Laura powiedziała:
- No. To teraz, aby przekonać się, czy nam się
udało, musimy poczekać 24h.
Po tych słowach, zaczęli czekać...
Następnego dnia, na Ziemi, kiedy Patryk się
obudził, ~*Jego też dawno nie było.*~ jak zwykle zrobił to co
codziennie rano i z nudów zaczął wyglądać przez okno. [To jest tak
naciągane, że aż nie mogę w to uwierzyć.] Miał on nadzieję, że dzień
będzie taki, jak co dzień. Jednak, nie wiedział, jak bardzo się mylił... |Ach,
te spoilery.|
W pewnym momencie, ujrzał on ścianę meteorytów,
które w oddali spadały na Ziemię i niszczyły wszystko, w co wpadły. Od razu chciał
on jakoś uciec, jednak nie zdążył. Po chwili jeden z meteorytów uderzył w jego
dom, niszcząc go i przysypując Patryka gruzami. Jednak, mimo wszystko przeżył
on. [Lol, kolejny sobie cheaty włączył.] W pewnym momencie,
zanim wyszedł, usłyszał taki dźwięk, jakby w Ziemię uderzyła asteroida. Po paru
sekundach usłyszał dźwięk fali uderzeniowej, co znaczyło, że to była prawda.
Kiedy zaś po parunastu minutach, wszystko ucichło, wyszedł on spod gruzów.
Po zrobieniu tego, ujrzał on, że dawne zadupie, w
którym mieszkał, zmieniło się w jeszcze większe zadupie.
[
Wszystko było zniszczone od meteorytów i fali
uderzeniowej po asteroidzie.
~Kocham cię! <Przytula Ramoninth.>
;"-)~
~*Ooo... <3 <Odwzajemnia>*~
|Cholera, nie wierzyłem, że to kiedykolwiek napiszę,
ale opka łączą ludzi. ;'-)|
W pewnym momencie, ujrzał, że podszedł do niego
Mateusz. Po chwili zaś, rzekł on:
- Jednak im się udało...
- No...Niestety... - Odparł Patryk.
[– Teraz dostaniemy taki wpierdol od Globusa,
że przez kolejne dziesięć dekad się nie pozbieramy. – dodał Mateusz.]
~But...~
~*Oj, cicho. To było w czasach interpretacji.*~
~Aaa, ok.~
Po tych słowach, postanowili oni udać się na główną
ulicę, aby poszukać kogoś żywego. Kiedy się tam znaleźli, ujrzeli, że z dawnej
ulicy głównej zostały tylko gruzy i tylko nieliczne budynki przetrwały w
całości. Mimo to, zaczęli oni szukać...
Po parunastu minutach, kiedy zaczęli tracić
nadzieję, na odnalezienie kogoś żywego, ujrzeli nieprzytomną Katerin. |Jeszcze
Dziewczyny Z Źle Napisanym Name tutaj brakowało. ;-;| Od razu podeszli
do niej i sprawdzili czy żyła. Okazało się, że tak. [A miałam
nadzieję...] W tym momencie, Patryk podniósł ją z ziemi i wraz z
Mateuszem zaniósł ją do jej domu. Kiedy tam byli, położył on ją na łóżku i wraz
ze swoim kolegą zaczął czekać, aż ta się obudzi...
Tymczasem, w innym miejscu, Grzegorz, Laura,
Dawid |*Dejwid| i Andromeda oglądali jak asteroida niszczyła
wszystko. ~*Tak czas trochę dziwnie zapierdala, ale w przypadku tego
opka nie dziwi mnie to.*~ Ich statek kosmiczny był ustawiony w takiej
odległości, aby można było to wszystko oglądać oraz, żeby nic im się nie stało.
Grzegorz nie mógł uwierzyć w to, co widział.
Pierwszy raz, od setek lat, udało mu się to, po co został zesłany na
Ziemię. ~;"-)~ W pewnym momencie oglądania tego z
zachwytem, poczuł, że Laura przytuliła się do niego. Od razu objął on ją. Był
już w pełni szczęśliwy. Dokonał zniszczenia Ziemi oraz miał przy sobie swoją
ukochaną. Nic więcej się dla niego nie liczyło...
~
~*
Dawid |*Dejwid| natomiast, oglądał
to wszystko, nie z zachwytem, ale z dziwnym uczuciem, że miał to gdzieś, co
działo się na Ziemi. [Jesteś Polakiem. Nie powinno cię to dziwić.] Chwilę
później, poczuł, że Andromeda położyła swoją głowę na jego ramieniu. Od razu
objął on ją. W tym momencie, miał to, co działo się z ludźmi na Ziemi w dupie.
On sam żył, ~Jeszcze~ był w bezpiecznym miejscu oraz
jego ukochana była żywa. Nic więcej w tym momencie się dla niego nie liczyło...
|
~*JEZU XDDD*~
Oczami ~*Boga Wszechmogącego*~ Grzegorza.*
Do 12 kwietnia, cała nasza czwórka nic nie robiła,
tylko czekaliśmy. W weekendy ja i Laura wracaliśmy do swojej bazy, a
Dawida |*Dejwida| i Andromedę przetrzymywaliśmy dalej o
głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym. Jednak, 12 kwietnia, w piątek, tak
nie było. Tego dnia, w pewnym momencie, do Andromedy i Dawida |*Dejwida| [przyszło
wezwanie do zapłaty] przyszedłem ja i Laura, po czym powiedziałem:
|– Lol, ale mam pomysł. Zajebmy się.|
~XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~
- Dobra. A teraz uruchomcie tą [*tę] maszynę.
Po czym pociągnąłem za jedną z dźwigni, która była
na jednej ze ścian. W tym momencie, część dachu rozsunęła się. Jednak, nie
wyssało nas w próżnię oraz w pojeździe dało się oddychać. |W końcu
standardem opek jest brak logiki.| Ja się tym nie zdziwiłem.
Specjalnie zaprojektowałem ten statek kosmiczny, aby tak tu było. |Aaa...| W
tym momencie, Dawid |*Dejwid| włączył maszynę. W tej
sekundzie, dało się zauważyć niebieski promień, który wzbił się w górę. W
pewnym momencie dało się zobaczyć nad dachem nakierowaną na lot kolizyjny z
Ziemią asteroidę Apophis. ~*Jak przystało na rok dwa tysiące
trzydziesty szósty.*~ W tym momencie, promień wyłączył się. Po
zrobieniu tego, ponownie pociągnąłem za odpowiednią dźwignię. W tym momencie,
rozsunięta część dachu zasunęła się. Kiedy było już po wszystkim, Laura
powiedziała:
|– ♪Tell
me tell me tell me something I don't know, something I don't know, something I
don't know!♪|
[Boże xD]
- No. To teraz, aby przekonać się, czy nam się
udało, musimy poczekać 24h.
Po tych słowach, zaczęliśmy czekać...
Następnego dnia, ustawiłem statek kosmiczny na
takiej odległości od Ziemi, aby można było oglądać apokalipsę, ale jednocześnie
tak, aby nam nic się nie stało. ~*Jakiż on pewny był, że jego plan się
powiódł.*~ Po zrobieniu tego, o odpowiedniej godzinie, ja i Laura
wyszliśmy z kokpitu i wraz z Dawidem |*Dejwidem| i Andromedą
zaczęliśmy oglądać zagładę... [Powtórkę obejrzycie za dwie godziny na
Polsacie, pamiętajcie o tym.]
~
Nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem. Pierwszy
raz, od setek lat, udało mnie się to, po co zostałem zesłany na Ziemię. W
pewnym momencie oglądania tego z zachwytem, poczułem, że Laura przytuliła się
do mnie. Od razu objąłem ją. Byłem już w pełni szczęśliwy. Dokonałem
zniszczenia Ziemi oraz miałem przy sobie swoją ukochaną. Nic więcej się dla
mnie nie liczyło...
~;"-)~
*Oczami Laury.*
Do 12 kwietnia, cała nasza czwórka nic nie robiła,
tylko czekaliśmy. W weekendy ja i Grzegorz wracaliśmy do swojej bazy, a
Dawida |*Dejfida| i Andromedę przetrzymywaliśmy dalej o
głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym. Jednak, 12 kwietnia, w piątek, tak
nie było. Tego dnia, w pewnym momencie, do Andromedy i Dawida |*Dejwida| przyszłam
ja i Grzegorz, po czym Grzegorz powiedział:
- Dobra. A teraz uruchomcie tą [*tę] maszynę.
Po czym pociągnął za jedną z dźwigni, która była na
jednej ze ścian. W tym momencie, część dachu rozsunęła się. Jednak, o dziwo,
nie wyssało nas w próżnię oraz w pojeździe dało się oddychać. [Jedyna
rzecz w tym opku, która została wyjaśniona.] W tym momencie,
Dawid |*Dejwid| włączył maszynę. W tej sekundzie, dało się
zauważyć niebieski promień, który wzbił się w górę. W pewnym momencie dało się
zobaczyć nad dachem nakierowaną na lot kolizyjny z Ziemią asteroidę Apophis. W
tym momencie, promień wyłączył się. Po zrobieniu tego, Grzegorz ponownie
pociągnął za odpowiednią dźwignię. W tym momencie, rozsunięta część dachu
zasunęła się. Kiedy było już po wszystkim, powiedziałam:
[– Kurwa, ale jebie. Kto się zesrał?]
|XDDD|
- No. To teraz, aby przekonać się, czy nam się
udało, musimy poczekać 24h.
Po tych słowach, zaczęliśmy czekać...
Następnego dnia, Grzegorz ustawił statek kosmiczny
na takiej odległości od Ziemi, aby można było oglądać apokalipsę, ale
jednocześnie tak, aby nam nic się nie stało. ~*Jak on to zrobił, chuj
wie.*~ Po zrobieniu tego, o odpowiedniej godzinie, ja i Grzegorz
wyszliśmy z kokpitu i wraz z Dawidem |*Dejwidem| i Andromedą
zaczęliśmy oglądać zagładę...
I ja, i Grzegorz nie mogliśmy uwierzyć w to, co
widzieliśmy. Pierwszy raz, od tak długiego czasu, udało nam się to. W pewnym
momencie oglądania tego z zachwytem, przytuliłam się do niego. Od razu objął
mnie. Byłam już w pełni szczęśliwa. Dokonałam tego, w czym pomagałam
Grzegorzowi oraz miałam przy sobie jedyną osobę, która mnie kochała. Nic więcej
się dla mnie nie liczyło...
[Amen]
*Oczami Dawida. |*Dejwida|*
Do 12 kwietnia, cała nasza czwórka nic nie robiła,
tylko czekaliśmy. W weekendy Grzegorz i Laura wracali do swojej bazy, a nas
przetrzymywali dalej o głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym. |Prawilnie| Jednak,
12 kwietnia, w piątek, tak nie było. Tego dnia, do mnie i Andromedy przyszli
Grzegorz i Laura, po czym Grzegorz powiedział:
|– ( ͡° ͜ʖ ͡°)?|
~Z nimi nigdy. ;P~
- Dobra. A teraz uruchomcie tą [*tę] maszynę.
Po czym pociągnął za jedną z dźwigni, która była na
jednej ze ścian. W tym momencie, część dachu rozsunęła się. Jednak, o dziwo,
nie wyssało nas w próżnię oraz w pojeździe dało się oddychać. [Kurwa,
nudzę się.] ~*Nie tylko ty, Vego. Nie tylko ty.*~ W tym
momencie, włączyłem maszynę. W tej sekundzie, dało się zauważyć niebieski
promień, który wzbił się w górę. W pewnym momencie dało się zobaczyć nad dachem
nakierowaną na lot kolizyjny z Ziemią asteroidę Apophis. W tym momencie,
promień wyłączył się. Po zrobieniu tego, Grzegorz ponownie pociągnął za
odpowiednią dźwignię. W tym momencie, rozsunięta część dachu zasunęła się.
Kiedy było już po wszystkim, Laura powiedziała:
- No. To teraz, aby przekonać się, czy nam się
udało, musimy poczekać 24h.
Po tych słowach, zaczęliśmy czekać...
Następnego dnia, Grzegorz ustawił statek kosmiczny
na takiej odległości od Ziemi, aby można było oglądać apokalipsę, ale
jednocześnie tak, aby nam nic się nie stało. Po zrobieniu tego, o odpowiedniej
godzinie, przyszli oni do nas i we czwórkę zaczęliśmy oglądać zagładę... |Pamiętajcie
o powtórce na Polsacie!|
Ja natomiast, oglądałem to wszystko, nie z
zachwytem, ale z dziwnym uczuciem, że miałem to gdzieś, co działo się na
Ziemi. [W końcu byłeś Polakiem, Dejwidzie.] Chwilę później,
poczułem, że Andromeda położyła swoją głowę na moim ramieniu. Od razu objąłem
ją. W tym momencie, miałem to, co działo się z ludźmi na Ziemi w dupie. Ja sam
byłem w bezpiecznym miejscu oraz moja ukochana była żywa. Nic więcej w tym
momencie się dla mnie nie liczyło...
~*
[BOŻE,
JEBŁAM. XDDD]
*Oczami ~*|[~Kurwy
Jebanej~]|*~ Andromedy.*
Do 12 kwietnia, cała nasza czwórka nic nie robiła,
tylko czekaliśmy. W weekendy Grzegorz i Laura wracali do swojej bazy, a nas
przetrzymywali dalej o głodzie i pragnieniu w statku kosmicznym. [Zgodnie
z prawami natury.] Jednak, 12 kwietnia, w piątek, tak nie było. Tego
dnia, do mnie i Dawida przyszli Grzegorz i Laura, po czym Grzegorz powiedział:
[– ♨ <--- Lol,
patrzcie. Znalazłem trujące wyziewy z dupy Andromedy.]
~*PIERDOLNĘŁAM
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*~
- Dobra. A teraz uruchomcie tą [*tę] maszynę.
Po czym pociągnął za jedną z dźwigni, która była na
jednej ze ścian. W tym momencie, część dachu rozsunęła się. Jednak, o dziwo,
nie wyssało nas w próżnię oraz w pojeździe dało się oddychać. W tym momencie,
Dawid |*Dejwid, do ciężkiego gnoja! On jest tak zjebany, że jego imię
powinno się pisać właśnie tak!| ~*x"D*~ włączył
maszynę. W tej sekundzie, dało się zauważyć niebieski promień, który wzbił się
w górę. W pewnym momencie dało się zobaczyć nad dachem nakierowaną na lot
kolizyjny z Ziemią asteroidę Apophis. W tym momencie, promień wyłączył się. Po
zrobieniu tego, Grzegorz ponownie pociągnął za odpowiednią dźwignię. W tym
momencie, rozsunięta część dachu zasunęła się. Kiedy było już po wszystkim,
Laura powiedziała:
~*– 👹 <--- Lol, znalazłam starego Andromedy.*~
~BOŻE XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~
- No. To teraz, aby przekonać się, czy nam się
udało, musimy poczekać 24h.
Po tych słowach, zaczęliśmy czekać...
Następnego dnia, Grzegorz ustawił statek kosmiczny
na takiej odległości od Ziemi, aby można było oglądać apokalipsę, ale
jednocześnie tak, aby nam nic się nie stało. Po zrobieniu tego, o odpowiedniej
godzinie, przyszli oni do nas i we czwórkę zaczęliśmy oglądać zagładę... [Nie
zapomnijcie o powtórkach na Polsacie!]
Ja natomiast, oglądałam to wszystko, nie z
zachwytem, ale z dziwnym uczuciem, że nie obchodziło mnie to, co działo się na
Ziemi. Chwilę później, położyłam swoją głowę na ramieniu Dawida |*Dejwida|.
Od razu objął on mnie. W tym momencie, miałam to, co działo się z ludźmi na
Ziemi w głębokim poważaniu. Żyłam w bezpiecznym miejscu oraz Dawid |*Dejwid|,
którego kochałam, [gdyż mózgu nie miałam,] żył. Nic więcej w
tym momencie się dla mnie nie liczyło...
|
[Matko xDDD]
*Oczami Patryka.*
Ten dzień zaczął się zwyczajnie. Miałem nadzieję, że
będzie zwyczajny, aż do końca. Ależ byłem naiwny... ~Lol, ten to ma
spowolniony zapłon.~ W pewnym momencie, z nudów zacząłem wyglądać
przez okno. [Ach, to naciąganie.] W pewnym momencie, ujrzałem
ścianę meteorytów, które w oddali spadały na Ziemię i niszczyły wszystko, w co
wpadły. Od razu chciałem jakoś uciec, jednak nie zdążyłem. Po chwili jeden z
meteorytów uderzył w mój dom, niszcząc go i przysypując mnie gruzami. Jednak,
mimo wszystko przeżyłem. |Bo jestem dobrą postacią, a wszyscy wiedzą,
że tacy rodzą się z nieśmiertelnością.| ~Jestem dobry! ;D~ |Ale
oczywiście są wyjątki. xD| ~:<~ W pewnym
momencie, zanim wyszedłem, usłyszałem taki dźwięk, jakby w Ziemię uderzyła
asteroida. Po paru sekundach usłyszałem dźwięk fali uderzeniowej, co znaczyło,
że to była prawda. Kiedy zaś po parunastu minutach, wszystko ucichło, wyszedłem
spod gruzów.
Po zrobieniu tego, ujrzałem, że dawne zadupie, w
którym mieszkałem, zmieniło się w jeszcze większe zadupie. [Nie
wiedziałam, że w wypadku Sosnowca to jest możliwe.] Wszystko było
zniszczone od meteorytów i fali uderzeniowej po asteroidzie. ~;"-)~ W
pewnym momencie, ujrzałem, że podszedł do mnie Mateusz. Po chwili zaś, rzekł
on:
[– Globus nam wpierdoli.]
- Jednak im się udało...
- No...Niestety... - Odparłem
~*Jakie dramatyczne podejście do zaistniałej
sytuacji...*~
Po tych słowach, postanowiliśmy udać się na główną
ulicę, aby poszukać kogoś żywego. Kiedy się tam znaleźliśmy, ujrzeliśmy, że z
dawnej ulicy głównej zostały tylko gruzy i tylko nieliczne budynki przetrwały w
całości. Mimo to, zaczęliśmy szukać...
Po parunastu minutach, kiedy zaczęliśmy tracić
nadzieję, na odnalezienie kogoś żywego, ujrzeliśmy nieprzytomną Katerin. |Mózg
mnie się topi. ;_;| Od razu podeszliśmy do niej i sprawdziliśmy czy
żyła. Okazało się, że tak. ~*Bym coś powiedziała, ale zostawię to na
koniec.*~ W tym momencie, podniosłem ją z ziemi i wraz z Mateuszem
zaniosłem ją do jej domu. Kiedy tam byliśmy, położyłem ją na łóżku i wraz ze
swoim kolegą zacząłem czekać, aż ta się obudzi...
*Oczami Mateusza.*
Ten dzień rozpoczął się tak jak zwykle. Chciałem,
aby ta zwyczajność trwała do końca. Ależ wtedy byłem naiwny... ~Kolejny
z opóźnionym zapłonem.~ W pewnym momencie, gdy zajmowałem się
swoimi codziennymi czynnościami, |( ͡° ͜ʖ ͡°)| ujrzałem przez
okno ścianę meteorytów spadającą na Ziemię. Od razu chciałem jakoś uciec,
jednak nie zdążyłem. Po chwili jeden z meteorytów uderzył w mój dom, niszcząc
go i przysypując mnie gruzami. Jednak, mimo wszystko przeżyłem. [Wiadomo
czemu.] W pewnym momencie, zanim wyszedłem, usłyszałem taki dźwięk,
jakby w Ziemię uderzyła asteroida. Postanowiłem na wszelki wypadek nie
wychodzić spod gruzów. Po paru sekundach usłyszałem dźwięk fali uderzeniowej,
co znaczyło, że to była prawda. Kiedy zaś po parunastu minutach, wszystko
ucichło, wyszedłem spod gruzów.
Po zrobieniu tego, ujrzałem, że dawne zadupie, w
którym mieszkałem, zmieniło się w jeszcze większe zadupie. |<Ziew>| Wszystko
było zniszczone od meteorytów i fali uderzeniowej po asteroidzie. W pewnym
momencie, ujrzałem Patryka. Od razu podszedłem do niego. Po chwili zaś,
rzekłem:
[– Ale dostaniemy wpierdol.]
- Jednak im się udało...
- No...Niestety... - Odparł Patryk.
~Ten dramat w tej rozmowie... <ZIEEEW>~
Po tych słowach, postanowiliśmy udać się na główną
ulicę, aby poszukać kogoś żywego. Kiedy się tam znaleźliśmy, ujrzeliśmy, że z
dawnej ulicy głównej zostały tylko gruzy i tylko nieliczne budynki przetrwały w
całości. Mimo to, zaczęliśmy szukać...
Po parunastu minutach, kiedy zaczęliśmy tracić nadzieję,
na odnalezienie kogoś żywego, ujrzeliśmy nieprzytomną Katerin. ~*Mózg
wybucha. ;_;*~ Od razu podeszliśmy do niej i sprawdziliśmy czy żyła.
Okazało się, że tak. W tym momencie, Patryk podniósł ją z ziemi i wraz ze mną
zaniósł ją do jej domu. Kiedy tam byliśmy, położył ją na łóżku i wraz ze mną
zaczął czekać, aż ta się obudzi...
*Oczami Katerin.*
~*Która jako tako nie pojawiła się w rozdziale, ale
jebać to, ilość znaków musi się zgadzać!*~
Ten dzień zaczął się jak zwykle. Niestety, nie na
cały czas. Gdy byłam na ulicy, na którą poszłam się przejść [Powiedzmy,
że w miarę wiarygodne.] i wracałam do domu, w pewnym momencie
ujrzałam, że z nieba zaczynają spadać meteoryty. Niszczyły wszystko. |Zdziwiłbym
się, gdyby wprowadzały pokój.| Oczywiście, tak jak inni ludzie
zaczęłam uciekać w poszukiwaniu schronienia. Mimo tego, że budynki przewalały
się, udało mi się od nich uciec ~*Bo jam jest Mary Sue.*~ i
przeżyć. Kiedy już meteoryty przestały spadać, pomyślałam, że to już koniec.
Jednak był to mój błąd. To był początek końca. [Te zdania pojedyncze
były początkiem końca?] W pewnym momencie, na niebie dało się zobaczyć
błysk jaśniejszy od słońca. ~*A jednak Kim Dzong Un zrzucił atomówkę.
Tylko czemu na Polskę?*~ Wiedziałam, że jest to asteroida. |Jaki
znawca. Po błysku rozpoznała.| Zaczęłam ponownie uciekać. W pewnym
momencie, po uderzeniu, fala uderzeniowa wytworzona przez asteroidę odepchnęła
mnie w kierunku ocalałego budynku. ~Fala. Uderzeniowa. Tak. NIE
DZIAŁA, KURWA MAĆ!~ Od mocnego uderzenia w zewnętrzną ścianę
zemdlałam...
Paręnaście minut później, gdy otworzyłam oczy,
wszystko widziałam jak przez mgłę. Czułam, że ktoś przenosił mnie z miejsca w
które uderzyłam gdzieś indziej. |( ͡° ͜ʖ ͡°)| Nie wiedziałam,
kto to był. Chwilę później, ponownie zemdlałam...
CDN
|C-CO?!|
~*To jest trylogia tałatajstwa.
Może nie mam dalszych rozdziałów w komputerze, ale zeszyty...*~
~Powiedz mi: Dlaczego byłaś
sadystką?~
~*Nie wiedziałam, że kiedyś będę
to analizować.*~
[Matko... ;-;]
~*FunFact #3: W drugiej i trzeciej
części nie ma potężnych rozdziałów. Ba! W trzeciej części nie ma narracji
pierwszoosobowej, ale niestety, druga część jeszcze ją zawiera.*~
|Przynajmniej nie ma potężnych
rozdziałów.|
~*Lol, skończyliśmy to analizować
przy mojej ulubionej nucie. <3*~
*Apophis - Asteroida,
która niby ma uderzyć w Ziemię 13 kwietnia 2036 lub 2029 roku. ~Ludzie
nie mogą się zdecydować, jak widzę.~ Jednak, szansa na to to 1 %.
W dodatku, nie wiem czy to prawda, ale tak czytałam w komentarzach na
YouTube [Już wiemy, że to fałsz.] pod filmikami dotyczącymi
roku 2036, ~*Lubię je oglądać. :3*~ ~<Biega po bazie
Slade'a i krzyczy.> OMG, ZNALAZŁEM ŻONĘ!!! <333~ ~*:**~
ta asteroida jest zbyt mała, aby rozwalić całą Ziemię. Nie wiem jednak, czy to
prawda, więc nie posądzajcie mnie jak coś o kłamstwo. ~I tak cię
zajebiemy.~
~*Dobra, dojebię format i zawołam was na końcową
analizę.*~
|[~OK~]|
___________________________________________________
Jezu, nie wierzę w to, co widzę. Właśnie piszę końcowy
tekst przed ogólnymi analizami tego opka. Było ono tak nudne, że nie
spodziewałam się, że KIEDYKOLWIEK je zanalizuję.
Na szczęście mam je już z głowy, ale zostały jeszcze druga i trzecia część,
które zanalizuję w osobnych rozdziałach, bo inaczej ta analiza miałaby z
dwanaście części. I tak jest, jak na razie, najdłuższa ze wszystkich
dotychczasowych, so...W każdym razie, teraz przyszedł czas na milszą część
analizy, czyli końcowe wywody każdego z nas:
~*W tym opowiadaniu przede wszystkim denerwowała mnie
długość rozdziałów i wszechobecna nuda. Nie żeby coś, lubię jak opowiadania
mają długie rozdziały, bo jest więcej czytania, a co za tym idzie więcej akcji,
sama nawet w, na przykład, FanFiction "Z kim się zadajesz, takim
się stajesz.", piszę długie rozdziały, ale nie powinno być to robione
kosztem jakości! Te rozdziały tutaj to była jakaś patologia! Widać, że pisane
były na siłę oraz były tak nudne, że przez chociażby sławetny rozdział czwarty
przebrnęłam z trudem, a jego zanalizowanie pochłonęło większą część mojego
wczorajszego dnia i wieczora. Ich długość też była robiona tylko dla
przedłużenia licznika słów, co było widać gołym okiem. Jeżeli chce się pisać
długie rozdziały, należy mieć na nie porządne pomysły oraz nie robić tego na
siłę.*~
|W tej historii przede wszystkim wkurzali mnie
bohaterowie. Znaczy Grzegorz Antychryst był jeszcze w miarę OK, mimo iż
zdarzały się odskoki od kanonu, ale jego wrogowie byli kompletnymi debilami,
jeszcze gorszymi niż w serii, a bohaterowie wstawieni przez dawną Ramoninth to
kompletny pokaz niedojebania umysłowego. Zacznijmy od Dawida, a właściwie
Dejwida, gdyż jest tak głupi, że jego imię też trzeba głupio pisać. Gościu w
swojej narracji tak wszystko opisywał, że aż się chciało rzucić pod pociąg.
Oprócz tego, nie grzeszył inteligencją oraz był po prostu chamem, co naprawdę
denerwowało. Przejdźmy do Andromedy. O kurwa, jakbym ją spotkał w
rzeczywistości, to bym ją rozszarpał gołymi rękoma. Ona była TAK
WKURZAJĄCA i TAK GŁUPIA, że była tą postacią,
której najbardziej nienawidziłem w całym łopku. Nie dość, że irytowała, to
jeszcze była chamską kurwą, której tylko życzyło się śmierci. Niestety, opko ma
drugą część, więc musiała przeżyć. Laura. Poza tym, że zrobiła wielką zapadnię
w kanonie i była Mary Sue, to nie była taka zła, mimo iż gimbusiarskość tejże
istoty dawała się we znaki. Katerin. Poza tym, że jej imię zostało źle napisane
i jako jedyna ma angielskie imię, co jest dziwne, bo nie było wspomniane, że
pochodzi z zagranicy, była łatwowierną idiotką. Kto normalny zaufałby dopiero
co poznanym osobom i jeszcze wpuścił ich do mieszkania? Albo, ja jakbym był
nią, wiedząc że groził mi najazd tych złych na chatę, zamknąłbym się w
mieszkaniu na sto kłódek i jeszcze, dla pewności, zaminowałbym ściany i podłogę
przed mieszkaniem. A co robi Katerin? Zostawia drzwi otwarte. Nie mam słów na
jej debilizm. Bohaterowie powinni być tworzeni tak, aby byli jak najbardziej
realistyczni, zważywszy że łopencja dzieje się W NASZYM świecie.|
[W tym opku denerwowały mnie błędy ortograficzne,
interpunkcyjne, narracyjne oraz literówki i hipernierealistyczne sytuacje. Co
do błędów, to ja rozumiem, że w tak potężnym opowiadaniu, jakim bez wątpienia
była ta wersja opka "Sąsiedzi - 2036" niemożliwym
jest niepopełnienie wielu błędów tego typu, ale do jasnej cholery, chociażby po
napisaniu całego opowiadania powinno się je, dajmy na to, po tygodniu sprawdzić
i poprawić ewentualne błędy, przede wszystkim narracyjne, jeśli stosuje się też
narrację pierwszoosobową, gdyż potem wychodzą takie kwiatki jak zmiana narracji
w jednym zdaniu. Hipernierealistycznych sytuacji też było tu sporo. Najgłupszy
był chyba moment, w którym Katerin, której imię na dobrą sprawę zostało źle
napisane, wpuściła dopiero co poznanych Patryka i Mateusza do domu, i jeszcze
im zaufała. W normalnym życiu, wyśmiałaby ich i zatrzasnęła im drzwi przed
nosem, bo jakoś nie chce mnie się wierzyć, że w rzeczywistości istnieją tacy
skończeni kretyni. Na dodatek, w rozdziale trzecim, zostawiła otwarte drzwi.
Takie rzeczy można robić tylko na działce na odludziu lub chronionym osiedlu, a
są takie, które są tak chronione, że są bardzo bezpieczne. Jednak, z tego co
wiem, ich osiedle takowe nie było. Jeśli to w ogóle było osiedle. No i jeszcze
fakt, że Katerin, po złamaniu jej ręki, nie krzyknęła, co jest niemożliwe.
Hipernierealistycznych sytuacji było jeszcze więcej, ale nie będę ich tu
wszystkich wymieniała. W opowiadaniach powinno się unikać takich głupstw, jeśli
nie chce się, aby ktoś miał z naszej historii srogą bekę.]
~W tym FanFiction denerwowało mnie wieeele rzeczy.
To, co zostało wspomniane przez Ramoninth, Slade'a i Vegę oraz fabuła tej
historii, rzeczy pojawiające się z dupy, Laura oraz narracje pierwszoosobowe.
Sama fabuła mogłaby być nawet ciekawa, jednak tutaj została poprowadzona kijowo.
No, bo po co zrobić z tego opowiadania coś ciekawego? Dlaczego nie zrobić kilku
wątków, które byłyby interesujące? Pierwszym z nich, mógłby być wątek tych
złych, którzy próbują wykorzystać fakt zbliżającej się do Ziemi asteroidy, aby
dokonać swego celu oraz wynajęcie przez nich tych dwóch sługusów, ale w LOGICZNY sposób
oraz jakieś związane z realizacją celu przygody. Drugim mógłby być wątek tych
dobrych, czyli Patryka i Mateusza, którzy jakoś dowiadują się o nadchodzącej
apokalipsie, nawet chociażby z telewizji i próbują temu przeciwdziałać. Trzecim
wątkiem mógłby być wątek osoby trzeciej, która ma jakiś przedmiot potrzebny do
dokonania zagłady, niedowierzanie, że grozi tejże postaci niebezpieczeństwo i
próba przekonania jej przez Patryka i Mateusza, którzy w tle muszą zmierzyć się
z nadchodzącą zagładą, do zaufania im. Również motyw elektrowni jądrowej w
Polsce, który pojawił się w prologu, mógłby być w porządku, bo wszakże w Polsce
planuje się budowę takowej, ale trzeba byłoby to jakoś logicznie rozwinąć. Może
któraś z dodanych przez Ramoninth postaci mogłaby tam pracować i fabuła jakoś
zahaczałaby o owe miejsce? To byłoby ciekawe! A nie takie popierdoleństwo jakie
zostało tu opisane i to jeszcze okraszone hipernierealistycznymi sytuacjami.
Drugą kwestią są rzeczy pojawiające się z dupy, a trochę ich było. Na przykład,
skąd w ogóle pojawiła się ta tuba i to w rękach cywila, jak działała i skąd
Dawid o niej wiedział, będąc zwykłą pierdołą? W ogóle, skąd Dawid wiedział tyle
rzeczy związanych z fabułą? Musiał jakoś się o nich dowiedzieć, ale jak? Nie
zostało to nigdzie wspomniane, tylko pojawiło się od tak, bo imperatyw
narracyjny tak zarządził. Na dodatek, skąd w rozdziale trzecim Andromeda wzięła
pistolet, mimo iż nigdzie wcześniej nie było wspomniane, aby go posiadała? Skąd
w ogóle wziął się przedmiot, którym główni źli ogłuszyli Katerin? Skąd w domu
Katerin, od tak, wzięła się deska, którą została usztywniona jej ręka? I jak,
od tak, z dupy, Patryk i Mateusz wiedzieli, że miała ona złamaną rękę? Są to pytania,
na które nigdy nie poznamy odpowiedzi, ale może to dobrze, bo podejrzewam, że
wyjaśnienie byłoby jeszcze głupsze. Przejdźmy teraz do moich ulubionych
tematów, a zaczynamy od jednej bohaterki, wokół której obraca się część mojego
wkurwienia, czyli Laury. Ohoho, tu to się zadziało. Do Laury obecnej nic nie
mam, bo jest nawet w porządku postacią, ale do tej z tej historii mam
wiele.
Zacznijmy od pojęcia kanonu. W wypadku filmów, gier,
seriali, książek, nawet komiksów to po prostu wszystko składające się na dane
uniwersum, dotyczy to też wydarzeń. Do czego zmierzam? Laura zepsuła kanon
serii, do której jest tenże FanFiction. To było widać nawet w prologu, że
została ona wprowadzona bez żadnego ładu i składu, tylko naruszając wydarzenia
z oryginalnej serii, mimo iż późniejsza niespójność wskazuje na to, że był
FanFiction pomiędzy tym a serią, w którym ona weszła na scenę, że to tak
określę, mimo iż tak nie było i po prostu została wepchnięta na siłę w
oryginalną serię, co bardzo szkoduje. Laura jest przykładem jawnego niszczenia
kanonu i to w sposób dobitny.
Ostatnie, co pragnę zjechać, to narracja
pierwszoosobowa. Ogólnie to nic do owej nie mam, ba, jest nawet w porządku, ale
tu przeszła samą siebie. Widać, że było to skopiowanie, wklejone do innej
postaci i tylko zmieniona narracja, a że czasem widać było zmianę narracji, to
dało się to dostrzec jeszcze bardziej. Nie było w niej prawie żadnych emocji
poszczególnych postaci, a w narracji pierwszoosobowej w głównej mierze chodzi
właśnie o to. Wydarzenia też się liczą, ale ten typ prowadzenia historii służy
w głównej mierze do opisu przeżyć wewnętrznych, ale i zewnętrznych danej
postaci, a nie do klepania bezmyślnie tych samych wydarzeń. Tutaj była jedynie
dla licznika słów i to jest ZŁE.~
Wspólnie: Ale po napisaniu tego od nowa, to opowiadanie mogłoby być
ciekawe!
___________________________________________________
|Grzegorz...|
~Hm?~
|Mam dla ciebie pewną propozycję.|
~Wal~
|Słuchaj. Wykrusza nam się część analizatorów. Reed
i Arconth mają już dość tej głupoty, która wylewa się z starych prac Ramoninth
i postanowiły rzucić analizowanie w cholerę. A z tego, co widziałem po twojej
końcowej analizie tego chłamu, całkiem nieźle radzisz sobie z analizowaniem.
Może chciałbyś zastąpić Reed i Arconth?|
~*Jestem za. Pierwszy raz widzę w końcowej analizie
trzy bloki tekstu. Rozpisałeś się najdłużej z nas wszystkich to
analizujących.*~
[A poza tym, w samej analizie można się było pośmiać
z twoich linii dialogowych. ;D]
~W sumie, czemu nie. Męczące to zajęcie, ale nawet
fajne. ;D~
~*Czej...Dobra, spis analizatorów zaktualizowany.
Tylko nie będziesz mógł analizować razem z Tristitią, bo macie tak samo
pooznaczane komentarze (wytłuszczenie i kursywa).*~
~Spoko ;3~
~*Ej, a w ogóle: ZANALIZOWALIŚMY TO
GÓWNO!!!*~
~Powiedziałbym, żebyśmy poszli to opić, ale
Ramoninth i Vega nie piją...Hm...~
|Hmm...Nie wiem, wyjdźmy wszyscy we czwórkę do
kawiarni i tyle. ;3|
___________________________________________________
~*I tym optymistycznym akcentem zmienił nam się
skład analizatorów. ;3*~
___________________________________________________



































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Powiedz co sądzisz o analizie, zacznij dyskusję lub po prostu zadaj pytanie. ^.^