Oceniają:
~* - Ja
~ - Grzegorz
Antychryst
Gościnnie:
** - Emily
Horodecka
Jest to opowiadanie, które powstało przed opowiadaniem "Tuba wolności" i ma ono taki sam schemat jak swój następca, tylko wróg i poszukiwany przedmiot są inne. No i wiadomo, przygody chyba są nieco inne, a przynajmniej nie ma takiego bekowego czegoś ja
k przecięcie wiatrakiem połowy ciała i przeżycie. W każdym razie, miała to być ciekawa historia pełna przygód, ale coś mi wybitnie nie wyszło, jak zawsze zresztą. Rozdziałów jest dużo, ale są krótkie, więc nic nie stoi na przeszkodzie abyśmy analizowali całymi rozdziałami.~Ile ten shiet ma
rozdziałów?~
~*Najlepsze
pytanie na sam początek analizy. xD W każdym razie, dwadzieścia siedem +
prolog. No i, jak zwykle, zjedziemy też opis bohaterów i fabuły.*~
**A jak chujowe
jest to opko?**
~*Mniej więcej
tak samo jak "Tuba wolności", czyli dość bardzo. Ogólnie
moje opka przygodowe były kiedyś chujogenne.*~
~Swoją drogą,
zmieniając nieco temat, masz chujowe zestawienie imienia i nazwiska, Emily.~
**Wiem, też mnie
się niezbyt podoba, ale co ja ci poradzę, że moja matka jest Amerykanką, a
ojciec Polakiem i na domiar złego urodziłam się w Stanach Zjednoczonych. ;=;**
~Przynajmniej w
twoim wypadku to jest uzasadnione, a nie tak jak w starych opkach Ramoninth, że
postacie miały polskie imiona i angielskie nazwiska, bo tak.~
~*:D*~
~Morda xDDD~
Zaczynajmy!
__________________________________________
Bohaterowie
Bohaterowie g~(~ł~)~ówni:
~*To dopiero
początek analizy, a Grzegorz co robi? Ciśnie bekę. xD*~
~Poziom analiz
trzeba podtrzymywać. :D~
Andromeda Lopez
**Co ona ma takie
nieludzkie imię? Też ze Stanów Zjednoczonych pochodzi?**
~*Wątpię, aby
nawet tam dało się dziecko tak nazwać. Nawet jakby, to pochodzi z Polski, ale
miałam jakąś fazę na używanie nazwy galaktyki jako imię głównej bohaterki.*~
**Ja jebe. To
mógłby być jej pseudonim, a nie imię.**
~*To wiem, ale
mówię, byłam niedojebana.*~
~Wiemy~
~*EJ!*~
~;"D~
Obecnie ma 20~000000~ lat. ~*Dzięki
Bogu, że nigdy nie miała być nieśmiertelna.*~ ~Po rzeczach, jakie ją
spotykały, śmiem wątpić.~ ~*Chyba nie umiałam przyjąć do wiadomości,
że bohater w opowiadaniu może się zutylizować.*~ **Kurwa, to piękne
określenie na śmierć. xDDD** ~*Kulturalne :D*~ Jej
zainteresowaniami jest budownictwo i projektowanie maszyn. **Wiele
zainteresowań, widzę.** ~Postacie w takich pierwszych opkach
Ramoninth nigdy nie miały wielu zainteresowań. A poza tym, one i tak nie
objawiały się w historii.~ **;=;** ~*Wiem ;-;*~ Marzeniem
dziewczyny jest zniszczyć świat. **Dlaczego? Podejrzewam, że nigdy
nie zostanie wyjaśnione.** ~*Correct ;=;*~ **Jezuuu... ;===;** Jej
wadami jest to, że bywa wredna, egoistyczna, mściwa i psychopatyczna. **Jakbym
była chłopakiem, właśnie miałabym nową dziewczynę.** ~:*~ ~*O
nie. xD*~ ~;"""D~ Zaletami jej zaś jest to,
że ~*mówi po hiszpańsku*~ **Co. xD** ~Ramoninth ma
teraz nadfazę na Zardonica, so...~ ~*Prolog nowego FanFiction już
dodany. :D*~ ~Jezuuu... xDDD~ ~*;"D*~ Andromeda
potrafi być miła, uczciwa i pomocna. **Mimo iż jest wredną oraz
mściwą egoistką i psychopatką w jednym. ;=;** ~*Gryzące się wady i
zalety to norma w mych opkach.*~ **;===;**
Grzegorz
Mi~**ü*~ller
~Byłoby
oryginalniej, niż ciągle Miller i Miller. Znaczy Müller to też jest popularne
nazwisko, w tym wypadku niemieckie, ale jeżeli już bawimy się w zagraniczne
nazwiska to wolałbym je niż kolejnego Millera.~
**A jeszcze oryginalniej
by było, gdyby zamiast polskich imion i angielskich nazwisk były polskie imiona
i nazwiska.**
~*Zbyt wiele
wymagacie od mojej dawnej wersji.*~
~Niestety
;"-(~
Obecnie ma 23
lata. ~*Bo NATURALNIE musi być starszy od swojej BFF.
-.-*~ Jego zainteresowaniami są komputery oraz najnowsza
technologia. ~Wielki Elektronik Lubi to!~ **Weź mi o tym
zjebie nie przypominaj. Wystarczy mi to, że muszę widzieć jego mordę na co
dzień, bo jest ulubioną postacią Ramoninth. -.-** ~Chwila, chwila.
Czy czasem w FanFiction "Kroniki Kombinatu III: Nowe
Imperium" nie macie być parą?~ **Ja miałabym być w
związku z tym zjebem? Pojebało? '='** ~Ramoninth, co ty tam znowu
namieszałaś? xD~ ~*Czy już widzisz jaką moc ma zmiana fabuły nawet
mimo tego, iż jeszcze nigdzie nie zapisałam zmian? :D*~ ~Jezuuu...
xDDD~ ~*:D*~ Ma on takie samo marzenie jak Andro~spierdalaj~me~n~da. **Bo
jakby miał inne niż ona, to świat by się zawalił.** Jego wadami
jest to, że bywa sadystyczny, wścibski, złośliwy oraz podstępny. **W
kraju islamskim już by mnie zajebali...A nie, chwila, poprzednia to była
Andromeda, czyli mówiliśmy o tym, jakbym była facetem. To nie, przeżyłabym, bo
to byłby mój jeden chłopak.** ~:**~ **Mam
chłopaka.** ~;"-(~ ~***;""D***~ Zaletami
jego zaś jest to, że jest zdolny do poświęceń, pracowity oraz
prawdomówny. ~Jebać to, że jest sadystą. Nie przeszkadza mu to w
byciu zdolnym do poświęceń.~
Bohaterowie
epizodyczni:
Patryk Morg~enstern~an
~*Cudowne
nazwisko. xDDD*~
~Wiem :D~
Obecnie ma on 19~99999999~ lat. **A
poza tym, on chyba powinien być w klasie maturalnej/być studentem (zależy, w
którym miesiącu się urodził), zamiast przeszkadzać dwóm niedojebom społecznym,
którzy w sumie też powinni studiować.** ~*Widać niszczenie
cudzych planów jest ciekawsze niż zdobywanie wyższego wykształcenia. W ogóle,
to też nie wiadomo, skąd oni o Andromedzie i Grzegorzu wiedzą.*~ **<Przeładowuje
AR2>** ~<Przeładowuje dezintegrator>~ ~*<Przeładowuje
shotgun>*~ **<Idą zajebać dawną Ramoninth.>** Jego
zainteresowaniami jest sport oraz nagrywanie filmów. ~*Znowu w chuj
ambitnie, zważywszy na to, że sam sport obecnie jest w modzie.*~ Ma
wiele marzeń. ~Których nie wymieniono, bo po co.~ Jego
zaletami jest to, że ma poczucie humoru, jest życzliwy, koleżeński oraz
punktualny. ~*Ja wczoraj byłam na Dworcu Centralnym o ósmej. Pociąg do
Łódź Widzew miałam na dziewiątą piętnaście.*~ ~Toż to wyższy poziom
punktualności.~ ~*Ale jak wracałam z Łodzi to się zdziwiłam, bo
miejsce, które miałam na bilecie okazało się być przy stole. *.**~ ~Pewnie
wybrałaś, że tam ma być.~ ~*Jedyne parametry jakie ustawiłam kupując
bilet to wagon bezprzedziałowy i miejsce przy oknie...*~ ~:O~ ~*Też
się zdziwiłam. Jeszcze trzy razy sprawdziłam, czy byłam w dobrym wagonie i
siedziałam na dobrym miejscu, ale wszystko było OK.*~ **Ten off-top był
ciekawszy od tego, co dotychczas zanalizowaliśmy.** ~*To
wiadome.*~ Wadami jego zaś jest to, że bywa leniwy, buntowniczy oraz
gadatliwy. ~Ważne, że chociaż tutaj wady i zalety się nie
gryzą.~ ~*CUD! \O/*~
Mateusz ~*Tina~ Turner
~*Czym Tina
Turner zawiniła, że ją do opka wklejasz?*~
~W sumie niczym,
po prostu nazwisko Turner mnie się z nią kojarzy. ;p~
~*Zawsze lepsza
Tina, niż twoje sławetne przerabianie nazwiska Turner na Chujrner.*~
~;"D~
Obecnie ma on 19
lat. **Jakby był starszy lub młodszy od Patryka, to świat by
wybuchł.** Jego zainteresowaniami jest fotografia oraz
malarstwo. ~Znowu w chuj ambitnie.~ Również ma on wiele
marzeń. ~*Których nie wymieniono, bo po co coś wymyślać.*~ Jego
zaletami jest to, że jest cierpliwy, sympatyczny, opanowany oraz szczery. **Jak
ja?** ~*Wątpię. Nikt, poza dziećmi i ewentualnie osobami z Zespołem
Downa (z tego co słyszałam, takie osoby są bardzo szczere), nie jest tak
szczery jak ty.*~ **Bo ja jestem fajna. :D** ~*No sorry, ale
ty też masz swoje biologiczne uzasadnienie czystej szczerości i bynajmniej nie
jest to Zespół Downa. ;p*~ **Cicho i nie psuj. :<** ~*;"D*~ Wadami
jego jest zaś to, że bywa kłótliwy, często używa sarkazmu oraz bywa
wredny. ~To nic, że jest cierpliwy i opanowany oraz sympatyczny.~
Dawid Jonson
~*Zajebiiiście.
Nie ma to jak literówka w nazwisku już w opisie bohaterów. ;=;*~
~Dalej może być
już tyyylko gorzej.~
Obecnie ma on 100
lat. ~*O, jak oryginalnie. Chociaż raz jest starszy niż przedział
wiekowy dziewiętnaście - dwadzieścia parę lat.*~ W chwili obecnej jest
duchem. ~*A jak będziesz niegrzeczny, to pójdę na grób Odeci nagadać
jej jaki jesteś niegrzeczny i Odecia cię zapaca.*~ ~Kurwa, cudnie.
xD~ ~*:D W sumie, jedyne co mnie wkurza w łące, na której swój grób ma
Odecia to fakt, że mimo iż to łąka rosnąca na czarnoziemach (czy już widzicie,
jak zajebista była, jest i będzie Odecia, że ma grób w takim miejscu?) to
ludzie na tę łąkę wywożą śmieci. -.-*~ **Biedne czarnoziemy. Tu śmiecą,
w jakimś innym mieście na czarnoziemach stoi stadion...** ~Trzeba
ich wszystkich ukamienować.~ ~*Grzegorz i jego humanitarne podejście
do sprawy. xD*~ ~:D~ Został zabity poprzez zepchnięcie z
dachu ~*dupy~ budynku. ~*Gdzie budynek ma dupę?
xDDD*~ ~Nie wiem, ale coś wymyślę. :D W każdym razie, czemu go
zepchnięto? Jakiś powód?~ ~*Zaśmiecał łąkę z off-topu powyżej, a dzień
przed zepchnięciem go z dachu zaśmiecił teren wokół grobu Odeci.*~ ~No
kurwa. xD~ ~*:D*~ Jego zainteresowaniami jest pomaganie
innym. **Ale ambitnie... <Ziew>** Marzeniem jego
zaś jest pomóc komukolwiek w spełnieniu celów. ~*Niespoilerowaty
spoiler, bo można się domyślić: I dlatego wybrał dwóch niedojebanych
nastolatków. ;=;*~ ~Komuś się w zaświatach nudziło.~ Jego
zaletami jest to, że nie jest egoistyczny, jest szczery, oraz cierpliwy. Wadami
jego zaś jest to, że bywa kłótliwy, **To nic, że jest cierpliwy.** czasem
jest wredny i mściwy.
**Jezu, to
dopiero opis bohaterów, a ja mam już dość.**
~*Nie tylko ty.
Wiem, że niedawno zaczęliśmy, ale przerwa. Idę poprawiać inną analizę i wrócimy
do tego.*~
~K~
~*Ty leniu.
xDDD*~
~:D~
__________________________________________
Fabuła
Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da
od dawna chcą zniszczyć świat. Niestety, codziennie przeszkadzają im w tym ich
wrogowie, czyli Patryk ~*Patrick and The Small Guy~ i
Mateusz ~**Matheo*~. Któregoś dnia, nie przychodzą oni do Grzegorza
i Andro~spierdalaj~me~n~dy sami. Przybywa z nimi
również duch **Stalina**, ~*To wtedy byłby one-shot,
a nie opowiadanie rozdziałowe.*~ **:D** który ma za
zadanie pomóc Patrykowi ~*Patrick and The Small Guy'owi~ i
Mateuszowi. ~**Matheo*~ Po przegranej walce, Grzegorz
dowiaduje się od Andro~spierdalaj~me~n~dy, że aby
pokonać jakiegokolwiek ducha, muszą udać się na Antarktydę po zaklęty łuk i
strzały. **A jak jakikolwiek łuk i strzały mogłyby zniszczyć
astralną istotę, prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy.** ~*Correct
;=;*~ **No kurwa mać. ;=;** Niestety, jako iż ich jedyny
helikopter nie działa, muszą pójść tam na piechotę. ~A helikopter
wykitował tylko po to, aby to było łopko rozdziałowe, a nie one-shot.~ W
czasie drogi przeżywają mnóstwo niebezpiecznych przygód. Czy uda im się odnaleźć
łuk i strzały? ~*Da*~ A może zostaną zabici? ~Het~
__________________________________________
Prolog
Jednego razu,
żyli Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da. Byli oni
najlepszymi przyjaciółmi. **A przeczytałabym opko, w którym byliby
rodziną lub małżeństwem.** ~*Za wiele wymagasz.*~ **:-(** Od
dawna mieszkali ze sobą. Mieli również takie samo marzenie. Chcieli bowiem
zniszczyć świat. ~Czemu? Nigdy się nie dowiemy.~ Niestety,
codziennie przeszkadzali im w tym ich wrogowie. Ich życie było cały czas takie
samo. Jednak... ~*DUN DUN DUUUN!*~
Któregoś razu,
Patryk ~*Patrick and The Small Guy~ i Mateusz, ~**Matheo*~ czyli
wrogowie Grzegorza i Andro~spierdalaj~me~n~dy,
zastanawiali się, jakby ich pokonać. W którymś momencie rozmyślań, poczuli na
sobie czyiś wzrok. Naturalnie odwrócili się. ~*Gdyż tak nakazuje prawo
logiki, jeżeli nie czujesz się obserwowany na co dzień.*~ Gdy to
zrobili, ujrzeli...ducha, który powiedział dudniącym głosem:
**– Lubię
ziemniaki.**
~*Najlepsze, co
ktokolwiek w tej sytuacji mógłby powiedzieć. xDDD*~
**Wiem :D**
- Słyszałem waszą
rozmowę. Mogę wam pomóc w osiągnięciu tego celu.
~Dobra, tutaj
daruję, bo jest duchem, a duchy mogą być wszędzie.~
- Naprawdę? –
Spytali zdziwieni Patryk ~*Patrick and The Small Guy~ i
Mateusz. ~**Matheo*~
- Naprawdę...-
Rzekł duch. **I te dramatyczne trzy kropki oraz brak spacji pomiędzy
nimi a myślnikiem.**
Po tej rozmowie,
jako, iż wiedzieli, że Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da
znów coś knują, wraz ze swoim nowym towarzyszem, udali się w kierunku ich domu.
**Boże, ta
sytuacja była hipernierealistyczna. I oni od tak zaufali zjawie, która mogłaby
ich zajebać?**
~*Niedojebanie
Attack Super Effective*~
W tym samym
czasie, Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da
szykowali kolejną maszynę do zniszczenia świata. **Jak ona miała
działać, nie zostanie nigdy wyjaśnione.** W pewnym momencie
usłyszeli taki dźwięk, jakby ktoś wchodził do nich przez wentylację. Po chwili
standardowo ujrzeli swoich wrogów. ~*Czyimś idolem chyba serio był
Gordon Freeman.*~
- Zawsze musicie
wchodzić przez tą ~**tę*~ wentylację? Za dużo gier, czy jak?
Przecież drzwi są. **No i co z tego? Wentylacje widać są spoko.** –
Rzekł poirytowany Grzegorz.
- Jak widzisz,
zawsze musimy. – Odrzekł Patryk. ~*Patrick
and The Small Guy~
~*Poza tym,
wspaniałe wyjaśnienie.*~
Po chwili pojawił
się towarzysz Patryka ~*Patrick and The Small Guya~ i
Mateusza, ~**Matheo*~ czyli duch.
- Em, ja mam
zwidy, czy obok was naprawdę jest duch? – Spytał Grzegorz.
- Ee...No chyba
nie, bo ja też widzę tego ducha. – Rzekła Andro~spierdalaj~me~n~da.
- Jestem tu, aby
pomóc Patrykowi ~*Patrick and The Small Guyowi~ i
Mateuszowi. ~**Matheo*~ – Powiedział duch.
W tym momencie
Grzegorz przewrócił ~dupą~ ~*JAK? xDDD*~ ~Magia opek.
:D~ oczami i powiedział:
- Tego jeszcze
nie było. Walka niemożliwa.
**Zawsze trzeba
się dobrze ustawić.**
Po tej rozmowie
zaczęła się walka. Skończyła się ona dość szybko, **Boże, toż to
najkrótszy opis walki z jakimkolwiek miałam do czynienia.** ~*Jeszcze
krótszy niż w opowiadaniu "Przeznaczenie". Jezu.
;=;*~ gdyż z powodu obecności du~py~cha, ~*GRZEGORZ!
xDDD*~ ~:D~ Grzegorzowi i Andro~spierdalaj~me~n~dzie
tym bardziej nie udało się wygrać. Gdy już zostali sami, Andro~spierdalaj~me~n~da
powiedziała:
- Ja wiem jak
moglibyśmy pokonać tego ducha. Czytałam kiedyś, że na Antarktydzie znajduje się
zaklęty łuk, **Przecinek, get the fuck off.** oraz
strzały, którymi można zabić właśnie tylko ducha.
~A skąd ona o tym
wiedziała? Nigdy się nie dowiemy.~
- No w sumie
możemy się tam udać. Tylko musimy to zrobić na PIECHOTĘ, bo jedyny helikopter
się wczoraj zepsuł. – Rzekł Grzegorz.
**Po pierwsze: I
on od tak jej uwierzył? Przecież to może być prank, bo ona może być na przykład
w zmowie z tymi trzema pierdołami, bo na przykład zjebanie Grzegorza ją
wkurwia. Ale mam pomysł na analizę końcową, a to dopiero prolog.
Po drugie: A ten
helikopter wykitował oczywiście tylko dlatego, aby rozdziałów było więcej, bo
inaczej bylibyśmy szczęśliwi.**
Po tej rozmowie,
zajęli się oni zbieraniem potrzebnych rzeczy i ruszyli w drogę...
~<Ziew>~
~*A poza tym,
that's it. Oto cały prolog.*~
**Tak szybko? To
ile stron ma cała reszta?**
~*Rozdział
I: Prawie dwie
strony.
Rozdział
II: Prawie półtorej
strony.
Rozdział
III: Prawie dwie
strony.
Rozdział
IV: Strona
Rozdział V: Prawie dwie
strony.
Rozdział
VI: Półtorej strony.
Rozdział
VII: Prawie półtorej
strony.
Rozdział
VIII: Prawie półtorej
strony.
Rozdział
IX: Strona
Rozdział X: Prawie strona.
Rozdział
XI: Prawie strona.
Rozdział
XII: Strona
Rozdział
XIII: Strona i trzy
linijki.
Rozdział
XIV: Nieco ponad
półtorej strony.
Rozdział
XV: Nieco ponad
półtorej strony.
Rozdział
XVI: Strona, cztery
linijki i cztery słowa.
Rozdział
XVII: Półtorej strony.
Rozdział
XVIII: Strona
Rozdział XIX: Nieco ponad
półtorej strony.
Rozdział
XX: Strona i trzy
linijki.
Rozdział
XXI: Prawie dwie
strony.
Rozdział
XXII: Strona, sześć
linijek i dwa słowa.
Rozdział
XXIII: Prawie dwie
strony.
Rozdział
XXIV: Nieco ponad
półtorej strony.
Rozdział
XXV: Jedna strona,
pięć linijek, jedno słowo i jedna emotka. (Nie pytać.)
Rozdział
XXVI: Półtorej strony.
Rozdział
XXVII: Strona i sześć
linijek.*~
**Jezu, żaden z
tych rozdziałów nie przekracza dwóch stron. Już wiadomo, jak tragicznie
będzie.**
~No, ale
przynajmniej rozdziały są krótkie do analizy.~
**Zawsze coś, ale
i tak.**
__________________________________________
Rozdział pierwszy
– Pobicie
~To teraz w ten sposób numerujemy rozdziały? Słownie, a
nie cyfrą?~
~*Jak mówiłam,
kiedyś testowałam wszystkie sposoby nazywania i prowadzenia rozdziałów, więc
nie powinno cię to dziwić. Jednak ten sposób jest chujowy, bo potem mam chaos w
folderze z danym opowiadaniem, jak teraz i ciężko cokolwiek znaleźć.*~
Gdy Grzegorz i
Andro~spierdalaj~me~n~da ostatni raz wyszli z
mieszkania, udali się oni prosto przed siebie. Zamierzali dojść na Antarktydę
idąc cały czas w linii prostej. **Ja jebe, przecież nawet piesza
droga w kierunku Kapsztadu nie idzie cały czas w linii prostej. -.-** ~Próbujemy
wytłumaczyć to dawnej Ramoninth już od dawna, ale coś wybitnie nie idzie.~ W
połowie drogi, Grzegorz zapytał:
~*– Kurwa,
możesz zmienić nutę? Słuchamy tego samego już od godziny.
– Ale
twórczość Zardonica to świętość! – odpowiedziała zgodnie z prawdą
dziewczyna.
– Ja wiem,
ale on ma też inne utwory niż tylko "Black and White".*~
~Kurwa, właśnie
chciałem o to spytać. xD~
~*Widzisz,
wyręczyłam cię. :D*~
-, **Ktoś
tu chyba zbytnio zaufał autokorekcie Worda.** Ale ten łuk i
strzały to będą leżały tak na śniegu, czy w jakimś pomieszczeniu?
- Podobno mają
być w jakimś budynku, na podwyższeniu. – Odpowiedziała Andro~spierdalaj~me~n~da.
**Ja bym chciała
się dowiedzieć, skąd ona to wszystko wiedziała.**
~Też byśmy
chcieli, ale po co tworzyć z tego opka coś ciekawego, c'nie?~
**-.-**
Resztę drogi
przeszli w ciszy. ~*Bo po co wymyślać, o czym gadali, c'nie.*~ Nic
się nie działo, jedynie słychać było gwar, gdyż byli już pośrodku ich
rodzinnego miasta, czyli Krakowa. ~*No i kurwa wszystko jasne. Kraków.
Tam wszystko jest możliwe.*~ ~To jak Sosnowiec, tylko da się tam
dojechać Koleją Mazowiecką i ładniejsze jest.~ ~*Cudownie.
xDDD*~ ~:D~ W którymś momencie, Andro~spierdalaj~me~n~da
powiedziała:
- Ciekawe czy
będziemy mieć podczas tej podróży jakieś przygody...
**Gdyby ich nie
było, to nie mogłoby to być opko przygodowe.**
- No, ciekawe.
Oby nie były one jakieś niebezpieczne. ~*Chciałbyś*~ – Rzekł
Grzegorz.
W którymś
momencie zaś, ujrzeli przed sobą jakiś ciemny zaułek, przez który musieli
przejść, gdyż ustalili sobie, że bez względu na wszystko, będą szli w linii
prostej.
~*
Weźcie im chociaż
w jednym opku zaufajcie. Uwierzcie, to jest najbardziej wiarygodna nawigacja na
Androida jaka istnieje.*~
**Gdyby tak było,
to opko byłoby wiarygodniejsze, a przecież nie o to chodzi.**
~*A, no tak.
;=;*~
Andro~spierdalaj~me~n~da
od razu tam pobiegła, gdyż lubiła zwiedzać takie ciemne zaułki, które owiane
były tajemniczością. **Też to lubię, ale ja mam trzy nadprzyrodzone
zdolności, więc mogę to robić bez obawy, że dostanę wpierdol życia. Z tego co
wiem, Andromeda takowych nie ma, więc to jest naciągane pakowanie się w
kłopoty.** Grzegorz zaś spokojnie szedł za nią. ~Kurwa,
co. Nie próbował jej zatrzymać, tłumacząc że są w Krakowie, a tu wszystko jest
możliwe?~ ~*To byłaby najlepsza próba zatrzymania kogoś. xDDD*~ ~Wiem
:D~
W którymś
momencie, gdy Andro~spierdalaj~me~n~da rozglądała
się po zaułku, ~*Debilka. Ja bym jak najszybciej spierdalała, no ale to
tylko ja.*~ wyskoczyło przed nią dwóch mężczyzn, silniejszych od
dziewczyny. **A Overwatch Elite to co tu kurwa robi? Mówiłam im, aby
się wzięli do roboty, a nie po mieście szlajali, od wyłapywania ludzi jest
Ochrona Cywilna. ;=;* ~*Genialnie xDDD*~ **Wiem xD** Gdy
ją zobaczyli, jeden z nich powiedział:
**– Tak
normalnie to nigdy nie byłem za pomysłem stworzenia Overwatch Assasins, no ale
ta tutaj wygląda jak typowa debilka, więc wypadałoby zrobić z niej coś
lepszego.**
~*Przestań
kaleczyć betę "Half-Life 2", Andronmeda jest za głupia
nawet na Zabójczynię Kombinatu. Sądzę, że na jej głupotę nawet modyfikacje
genetyczne by nie pomogły.*~
~Toż to wyższy
poziom spierdolenia umysłowego. xDDD~
~*C'nie? :D*~
- No, kogo my tu
mamy...Kolejna zabłąkana dziewczyna...
**A nie, dobra,
to jednak nie Elita. Oni nie mają takich upośledzonych gadek.**
Po czym się z~esr~a~ł~śmiał. ~*No
i zjebałeś, brawo. xDDD*~ ~:D~
Andro~spierdalaj~me~n~da,
która była cała przerażona, zaraz zaczęła się cofać. Niestety, po chwili
poczuła za plecami ścianę. W tym momencie mężczyźni podeszli do niej i, jak to
oni mieli w zwyczaju zachowywać się wobec osób, które tutaj dotarły, zaczęli ją
bić. **Ochrona Cywilna! To jednak oni!** ~*EMILY!
xDDD*~ **:D** Dziewczyna nie mogła się obronić. Próbowała,
jednak była zbyt słaba wobec ich siły. **Wiemy jakich ludzi obsadzać
w tej roli, c'nie? :D** ~*No kurwa. xDDD*~ **;""D** Mogła
tylko zasłaniać swoją twarz przed ciosami. Po chwili dało się słyszeć czyiś
głos, który mówił:
- Zostawcie
ją! **Emily powiedziała, że to ma być nowy Stalker, do chuja pana!**
~*Chciałabym to
usłyszeć. xDDD*~
~Ja w sumie też.
xD~
**:D**
Mężczyźni od razu
się odwrócili. Gdy to zrobili, ujrzeli ~*Zardonica, który zajebał ich
wypowiadając swoim zajebistym głosem tylko jedno słowo.*~ ~To byłby
świetny pomysł na opowiadanie. Stworzyć postać, która byłaby tak zajebista, że
nie mogłaby mówić, bo jednym słowem mogłaby zabić człowieka.~ ~*FanFiction?
:D*~ ~NIE. xDDD~ ~*;"D*~ Grzegorza.
- A co ty nam
możesz zrobić? – Spytał jeden z mężczyzn ze śmiechem.
**– Kurwa
zjeby, jestem z Elity, no i mam AR2, a wy marne pistolety. -.- – odpowiedział
przybysz.
– O chuj,
faktycznie. xD – odparł jeden z Ochrony Cywilnej.
– -.-**
~Ten dialog jest
piękny. xDDD~
**Wiem. xDDD**
W tym momencie
Grzegorz wyciągnął swojego shotguna. ~*Skąd on w Polsce miał ot tak
shotguna?*~ ~Ma dwadzieścia trzy lata, mógł mieć pozwolenie na broń,
ale że nigdzie nie było o tym wspomniane, wnioskuję że broń pojawiła się z
dupy.~ ~*Jak to całe opko.*~ Gdy mężczyźni to zobaczyli, nie
chcąc ryzykować życiem, od razu zostawili Andro~spierdalaj~me~n~dę
i odeszli. ~Daruję, bo igranie z Grzegorzem w tym momencie
faktycznie byłoby idiotyczne. No chyba, że to był prank i shotgun nie był nawet
przeładowany, ale skąd oni mogli o tym wiedzieć.~ Po chwili
Grzegorz podbiegł do Andro~spierdalaj~me~n~dy. Gdy
już był przy niej, dziewczyna uniosła swój wzrok, w którym kryło się
przerażenie.
- Andromedo, już
się nie bój. Jestem przy tobie. – Powiedział Grzegorz.
~– Właśnie
tego obawiam się najbardziej. Wolałabym, aby zatłukli mnie na śmierć, niż iść z
tobą dalej. – odpowiedziała zgodnie z prawdą dziewczyna.~
~*Ta szczerość.
xDDD*~
~C'nie? :D~
-
Grzegorz...Dziękuję ci za to... - Powiedziała słabym głosem Andro~spierdalaj~me~n~da.
- Oj, nie ma za
co...W ogóle, to teraz usiądź i nabierz sił na dalszą podróż. – Poradził
Grzegorz.
**Mam pomysł. Weź
ją na ręce i idź dalej. Wilk syty i owca cała.**
~*Takie
inteligentne pomysły nigdy nie przychodzą bohaterom opek do głów.*~
**Niestety...**
Dziewczyna
oczywiście zrobiła to, co poradził jej Grzegorz. Po chwili siedzenia, chłopak
zapytał ją:
~– Co
sądzisz o Trzaskowskim?
– Głosowałam
na niego. – odpowiedziała dumna Andromeda, po czym dodała:
– I mój głos
był decydujący.
W tym momencie,
Grzegorz westchnął, wyjął shotgun i przed oddaniem strzału skomentował:
– Zawsze
wiedziałem, że byłaś debilką, ale teraz tylko to udowodniłaś.
Po czym strzelił
jej w głowę, wołając:
– Only
Jaki!~
~*Też bym tak
zrobiła z osobą, której głos okazał się decydujący. xD*~
~Kuźwa, Emily, co
ty tak walisz w tego Shifta? xDDD~
**Chcę coś
napisać, ale nie wiem co. xD**
~Jezuuu... xDDD~
**:D**
- Jak doszło do
tego, że oni cię pobili?
- Kiedy już byłam
w tym zaułku i się rozglądałam. Po chwili oni wyskoczyli przede mnie. ~*Z
tych dwóch zdań pojedynczych z powodzeniem można by zrobić jedno
złożone.*~ Jeden z nich powiedział:
- No, kogo my tu
mamy...Kolejna zabłąkana dziewczyna...
**Dialog w
dialogu. Ten efekt też robili goście od Incepcji.**
Po czym się
zaśmiał. Oczywiście, ja zaczęłam się cofać. Jednak, po chwili poczułam ścianę.
Po kolejnej chwili oni zaczęli mnie bić... - Odpowiedziała Andro~spierdalaj~me~n~da.
- Biedna jesteś.
Dopiero początek, a ciebie już coś takiego spotkało. – Rzekł Grzegorz.
Po tej rozmowie,
wstali oni i udali się w dalszą drogę... ~Jakby nic się nie
wydarzyło.~
~*Nie mogę
uwierzyć, że to dopiero pierwszy rozdział z dwudziestu siedmiu. Mam wrażenie,
jakbyśmy zanalizowali ich co najmniej osiem.*~
~Jezu, nie chce
mnie się analizować. Zróbmy przerwę.~
**Jestem za.**
~*W sumie, mnie
też już się nudzi.*~
__________________________________________
Rozdział drugi –
Okradnięcie.
**Ile my rozdziałów dzisiaj zanalizujemy?**
~*Prawdopodobnie
czternaście, czyli połowę. Wiem, wiem, to dużo, ale one są krótkie.*~
~Jakoś to przeżyjemy, chociaż będzie ciężko.~
Kilka dni po
pobiciu Andro~spierdalaj~me~n~dy, Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da
doszli na Słowację. Gdy już się tam znaleźli, Andromeda ~*Dndromedd~ ~*Ciągle
będziesz jej zmieniał imię na takie upośledzone?*~ ~Da :D~ powiedziała:
- No i mamy
Słowację. Oby tu nas nic złego nie spotkało.
- No, oby. Boję
się, że ktoś nas może w każdej chwili okraść, ze wszystkiego, co mamy. – Rzekł
Grzegorz.
~*Po pierwsze:
Czy wy czujecie spoiler tego rozdziału? -.-
Po drugie: Taki
styl dialogów był tylko po to, abym wiedziała, ile jeszcze będę musiała
pisać.*~
**To po cholerę
pisałaś na siłę? Przecież nie utrzymujesz się z pisarstwa, więc nie musisz
pisać na szybko.**
~*Kiedyś każde
moje opko pisałam na siłę. ;=;*~
**Jezu ;=;***
Po paru godzinach
drogi, nadeszła noc. Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ nie
mieli przy sobie wiele pieniędzy. **Boże, co za debile. Przecież na
taką wyprawę powinni wziąć wszystkie swoje oszczędności. -.-** Większa
część została w domu. Nie mogli, ~Ten przecinek jest
wyewidencjonowaną przesadą.~ więc pozwolić sobie na nocleg w
jakimś hotelu, nawet małym. ~*Hostele są tanie, narratorze. Jestem
pewna, że byłoby ich stać. Co prawda warunki w hostelach, z tego co słyszałam,
są okropne, ale na jedną noc chyba nie zależy im na warunkach stulecia.*~ Postanowili
oni, ~I znów.~ więc usiąść gdzieś i się przespać. Po
chwili poszukiwań, usiedli oni pod jakimś teatrem. Po chwili, dziewczyna
powiedziała:
- Tylko mnie rano
obudź, bo wiesz, że ja późno wstaję.
~*Osoby z mojej
klasy miałyby cię za boga.*~
- Dobrze, obudzę
cię. – Rzekł Grzegorz.
**A ten ambitny
dialog został wam zaprezentowany przez Grzegorza i Andromedę.**
Po tej rozmowie,
dziewczyna położyła swoją głowę na kolanach Grzegorza, po czym usnęła. ~*Nie
wmówisz mi, że usnęłaś od razu po zamknięciu oczu.*~ Grzegorz jednak
nie mógł zasnąć. Nie dziwiło go to, gdyż czasami tak miał. ~Każdy
czasem tak ma, więc to jest normalne.~ Po paru minutach zamknął on
na chwilę oczy, aby mu odpoczęły. I to był jego błąd. Gdy zaś je otworzył i
odwrócił głowę w bok, ujrzał, że wszystko, co miał on i Andromeda ~*Dndromedd~ zostało
ukradzione! ~*Szybcy są ci złodzieje. A poza tym, nie wmówisz mi, że
nie było was stać na hostel lub motel, więc sam zgotowałeś wam taki
los.*~ ~Gdyby zatrzymali się w hostelu lub motelu, to opko byłoby
realistyczniejsze i wszyscy byśmy zginęli.~ Grzegorz oczywiście
sprawdził, czy aby nie ukradziono mu shotguna, gdyż gdyby i to stracił, byłoby
trudno. Na szczęście, shotgun nie został zabrany. **Co było dziwne,
bo taką broń można by opylić na czarnym rynku. Zgaduję, że to zostało tak
specjalnie zrobione, aby ten zjeb mógł zawsze uratować swoją BFF.** ~*Da
;=;*~ **Ale się rozpiszę na końcu.** ~*Grzegorz, kurwa!
Zaraziłeś kolejną osobę! xDDD*~ ~;""D~
Kilka godzin
później, o 4: 00 rano, ~*Ktoś tu za bardzo zaufał autokorekcie Worda.*~ Andromeda ~*Dndromedd~ obudziła
się. Zdziwiło ją to, gdyż myślała, że będzie spać do czasu, aż Grzegorz ją
obudzi. **No co za nieprzypadkowy przypadek...** Gdy
podniosła głowę, ujrzała Grzegorza, który nie spał. Wyglądał na
przerażonego. ~*Nie przesadzaj. Nikt nie porwał Andromedy ani ciebie,
nikt was nie pobił, nie zgwałcił, nie zaszantażował, nie groził i nic wam się
nie stało. Tak, okradli was, ale zawsze moglibyście sobie poradzić bez hajsu.
Jeżeli odpowiednio dobrze zabunkrowałeś telefon i nie ukradziono ci go, jeżeli
jest to normalny telefon, to zawsze możesz korzystać z opcji zbliżeniowej.
Jeżeli nie, to mogłoby to dodać ciekawy wątek do opowiadania.*~ ~Eeej!
Analiza końcowa to jeszcze nie teraz! xD~ ~*Hehe :D*~
- Coś się stało?
– Spytała Andromeda. ~*Dndromedd~
-
Wszystko...Wszystko co mieliśmy...zostało ukradzione... - Powiedział Grzegorz.
~*Jakby nie można
było jego wypowiedzi napisać normalnie i po myślniku dopisać, że powiedział
przerażonym głosem.*~
~To by było zbyt
proste.~
~*Niestety*~
- Ale jak to?! –
Krzyknęła Andromeda. ~*Dndromedd~
~*Normalnie. Nie
wiesz, jak się kradnie rzeczy? Bierzesz nie swój przedmiot i spierdalasz.*~
- Gdy ty zasnęłaś
zamknąłem na chwilę oczy, aby mi odpoczęły...Gdy to zrobiłem, po chwili je
otworzyłem i odwróciłem głowę w bok...Nic naszego już tam nie było... - Rzekł
Grzegorz.
~*Bywa. Mi ukradziono
raz telefon, ale jakoś żyję i mam nowy. Mojej mamie ukradziono kiedyś samochód,
ale jakoś żyje i od tamtego momentu ma już drugi. Da się żyć.*~
- I co teraz z
nami będzie? ~*Gdy znajdziemy się na zakręcie, co z nami
będzie...*~ **Rolnik
kombajnem nam mordę przejedzie...**
~
~
~*JEZU XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*~
**Wiem x""D**
Jak przeżyjemy
drogę na Antarktydę? – Spytała Andromeda ~*Dndromedd~ patrząc
na Grzegorza ze strachem w oczach.
~*Zawsze mogłaby
ta sytuacja dodać wam wątek zarabiania pieniędzy w drodze, ale oczywiście nie
zostanie to wykorzystane, bo wtedy opko byłoby ciekawsze.*~
- Jakoś nam się
uda...Będzie ciężko...ale...ale...musi nam się udać... - Powiedział Grzegorz.
**Bo inaczej
trzeba by wymyślać nowe zakończenie, a to by wymagało czasu i pomysłów.**
Po paru
godzinach, Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ wstali
spod teatru i ruszyli w dalszą drogę. ~*Co oni przez te parę godzin
robili?*~ ~Pewnie nic, ale zgaduję, że ta nierealistyczna sytuacja była
tylko po to, aby dodać pseudo atmosfery.~ Obawiali się tylko
jednego. Pewnej śmierci... ~*W moim otoczeniu wystarczy śmierci na
kolejne siedemnaście lat.*~ ~Czemu akurat siedemnaście?~ ~*Bo
Czarek może żyć jeszcze maksymalnie dwanaście-siedemnaście lat.*~ ~Aaa...~ ~*Bbb...*~ **Ccc...** ~*Ddd...*~ **Eee...** ~*Fff...*~ ~No
kurwa. xDDD~ ~***:D***~
__________________________________________
Rozdział trzeci –
Zjawiska paranormalne.
~*Pojawienie się
znikąd pendrive w kieszeni mego płaszcza, mimo iż dzień wcześniej go tam nie
było? To było prawdziwe zjawisko paranormalne!*~
~Mózg u Sezorisa? To też prawdziwe zjawisko
paranormalne.~
~*Jezu, Grzegorz.
xDDD*~
~Taka prawda. :D~
Po kolejnych paru
dniach i to w dodatku bez snu ~*I zgaduję, że mimo tego, czuli się
normalnie.*~ ~W końcu to Mary Sue i Gary Stu, więc nie zdziwiłoby mnie
to.~ Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ doszli
już do Bratysławy. Kiedy tam byli, zastali to co zwykle, czyli ludzi, samochody
i jeszcze więcej ludzi. **Bo co innego można by znaleźć w jednym z
europejskich miast.** Po
paru krokach, zauważyli oni coś dziwnego.
~*
*~
**JEZU PRZENAJŚWIĘTSZY!
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD**
~MATKO X"DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~
~*Wiem x"D*~
Po przejściu paru
kroków zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Samochody zaczęły lewitować, a drzewa
uginały się tak, jakby był jakiś potężny wiatr, mimo iż wiatr ledwo wiał. Okna
w blokach same się otwierały, tak samo jak drzwi. Latarnie które były na
ulicach samoistnie zapalały się i gasiły. Chmury zaś, które były na niebie
cofały się i przesuwały w przód. ~*I właśnie dlatego nie bierzcie
narkotyków, dzieci.*~
Po paru takich
zjawiskach paranormalnych, Andromeda ~*Dndromedd~ ze
strachu przysunęła się bliżej do Grzegorza, który o dziwo się nie bał. ~*Nie
o dziwo. On na stówę wiedział, że to wina Putina.*~ ~Temu Putinowi to
musi się serio nudzić. xD~ ~*C'nie? :D~ Po chwili dziewczyna
powiedziała:
- Grzegorz...boję
się...
- Nie bój się.
Nic nam się nie stanie. – Powiedział z dziwnym spokojem Grzegorz.
- Ty się tego nie
boisz? Przecież to jest straszne. Jak w jakimś horrorze. – Rzekła
Andromeda. ~*Dndromedd~
~*Horrory z
natury rzeczy są gówniane, a nie straszne, więc...*~
- Nie, nie boję
się. Domyślam się, kto za tym wszystkim stoi. – Odrzekł Grzegorz.
- No, kto może za
tym wszystkim stać? – Spytała zaciekawiona Andromeda. ~*Dndromedd~
- To pewnie ~*Poirot.
Skubany się nudzi, to bawi się siłą swojej zajebistości.*~ ~Tak.
xD~ ~*:D*~ ten duch który pomaga Patrykowi ~*Patrick
and The Small Guyowi~ i Mateuszowi ~**Matheo*~. Chce
on najprawdopodobniej nas wystraszyć i odwieść od celu. – Odpowiedział
Grzegorz.
- Może i masz
rację. Ale ja mimo wszystko się tego boję... - Rzekła Andromeda. ~*Dndromedd~
~*To było nie
ćpać i byłoby OK.*~
Tymczasem, w
innym miejscu, Patryk, ~*Patrick and The Small Guy~ Mateusz ~**Matheo*~ oraz
duch który im pomagał, widzieli to, że mimo zjawisk paranormalnych w
Bratysławie, które powodował Dawid, ***Dejfit** bo tak
miał na imię duch który im pomagał, **Zawsze lepiej późno niż wcale
wyjawić czytelnikowi jego imię.** oni nie poddają się i idą dalej
w kierunku Antarktydy.
- Mówiłem, że ten
pomysł ze zjawiskami paranormalnymi jest głupi. – Powiedział Patryk. ~*Patrick
and The Small Guy~
~*To było
zaproponować inny, lepszy, matole.*~
- No w sumie
racja. Może by tak się tam do nich udać i przeszkodzić im w tym osobiście? -
Spytał Mateusz. ~**Matheo*~
- Dobra geniuszu,
ale jak my się tam dostaniemy? Na piechotę? Przecież NIE MAMY HELIKOPTERA! –
Powiedział Patryk. ~*Patrick and The Small Guy~
**Samolotem
możecie, powinniście zdążyć na czas.**
Tymczasem, duch
który przysłuchiwał się ich rozmowie, powiedział swoim dudniącym ~jak
dupa~ głosem:
~*Co. xDDD Jak
dupa może dudnić? xDDD*~
~Nie wiem, ja tu
tylko ubarwiam opko. :D~
- Mogę was tam
przeteleportować, jeśli chcecie.
**Fajnie, że w
opisie bohaterów nie było napisane, aby on umiał się teleportować. W ogóle, jak
to jest możliwe? On za życia umiał się teleportować? Z tego co wiem, duchy nie
mają ot tak nadprzyrodzonych zdolności.**
~*Ja z kolei zgaduję,
że jego umiejętność nigdzie później nie zostanie wykorzystana.*~
**;=;**
~*Wiem ;=;*~
Patryk ~*Patrick
and The Small Guy~ i Mateusz ~**Matheo*~ odwrócili
się, po czym Patryk ~*Patrick and The Small Guy~ powiedział:
- Ty umiesz teleportować
ludzi?
**Miło, że nie
przyjął tej wspaniałej wiadomości ot tak.**
~*Zgodnie z
prawami opek, tak nie powinno się stać i powinna w tym momencie odbyć się
teleportacja. Cud! \O/*~
- Tak. –
Odpowiedział duch.
- No to w sumie
możesz nas tam przeteleportować, jednak nie do samej Bratysławy, tylko do
kolejnego miasta ich podróży, a mianowicie do Budapesztu. – Rzekł
Mateusz. ~**Matheo*~
~Chciałbym
zapytać dlaczego, ale wiem, że to po to, aby mieć pomysł na akcję w kolejnym
rozdziale.~
Po tej rozmowie
duch przeteleportował **Nie wiem czemu to słowo jest podkreślane
przez Google Chrome, skoro ono istnieje.** ~*Przeglądarki czasem nie
mają w słowniku niektórych istniejących słów, so...*~ **W sumie...** Patryka ~*Patrick
and The Small Guya~ i Mateusza ~**Matheo*~ do
Budapesztu...
~*Przerwa. Co dwa
rozdziały będziemy robili sobie przerwę, aby nas szlag nie trafił.*~
~Dzięki Bogu...~
__________________________________________
Rozdział czwarty
– Walka z wrogami.
~*Wyobraźcie
sobie, że ten rozdział ma tylko stronę.*~
**No kurwa, ale się rozpiszę na końcu, to wy nie
wiecie.**
~(Mam w dupie, że masz chłopaka.) :***~
**Wiem, wiem, wszyscy mnie kochają. :D**
~*Kurwa, kolejna
skromna. xDDD*~
**:D**
Kolejne parę dni
później, **Lepiej nie podawać dokładnej liczby, niż skazywać się na
pośmiewisko.** Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ dochodzili
już do Budapesztu. Przez te kolejne dni również nie spali, gdyż zjawiska
paranormalne Bratysławy trwały przez cały czas ich pobytu w tym miejscu. ~*Co
nie zmienia faktu, że w końcu powinni paść ze zmęczenia.*~ Gdy zaś
weszli do Budapesztu, zastali tam dziwny spokój. Ludzie co prawda byli i
przemieszczali się po ulicach, jednak nie działo się nic nadzwyczajnego. **To
nie kraj islamski lub Afryka, to cywilizowany świat czyli w tym wypadku Europa,
więc czego się spodziewasz.** Nikt nie szykował się do pobicia
Andromedy, ~*Dndromedd~ **A poza tym, raczej nikt
normalny na środku ulicy nie zacząłby jej tłuc.** nikt nie
szykował się do zabrania shotguna Grzegorzowi, ~*Ja bym go zajebała, bo
shotgun fajna rzecz.*~ czy nawet nie było zjawisk paranormalnych rodem
z Bratysławy. ~A poza tym, będzie idealny tydzień! Dostaliśmy
opis!~ ~*CUD! \OOO/*~ Kiedy Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ zastali
taki spokój, Grzegorz powiedział:
~– Mogłabyś
zmienić nutę? Ciągle słuchamy tego samego.
– Ale
Hollywood Undead to też świętość! – zawołała zgodnie z prawdą
Dndromedd.
– To wiem,
ale "Riot" to nie jedyna ich nuta.~
~*Czy ty chcesz
mi coś delikatnie przekazać? xDDD*~
~No :D~
~*No dobra, już
zmieniam. xD*~
~No kurwa, nie.
Znowu to? ;=;~
~*;"""D*~
~Wyjdź, ty
fangirl jedna. ;=;~
~*;""""D*~
- Coś mam złe
przeczucia. Nasz pobyt tu raczej nie skończy się tak pięknie.
- Oj,
przesadzasz. – Rzekła Andromeda. ~*Dndromedd~
**Prawo opkowe
#1: Jeżeli główny bohater mówi, że coś się spieprzy, to dana sytuacja lub rzecz
się po prostu spieprzy.**
- To się jeszcze
zobaczy. – Powiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie,
ponownie ruszyli oni przed siebie...
~*Jakby nic się
nie stało.*~
Po kolejnych paru
krokach, ujrzeli oni...swoich wrogów.
- No świetnie.
Jeszcze was tu brakowało. – Powiedział z irytacją Grzegorz.
- A co?
Myśleliście, że nie wiemy, gdzie się wybieracie? – Rzekł Patryk. ~*Patrick
and The Small Guy~
**A ta rozmowa
wcale a wcale nie była wsadzona na siłę.**
Po tej rozmowie
zaczęła się walka. Na początku wydawać by się mogło, że tym razem walkę wygrają
Grzegorz i Andromeda. ~*Dndromedd~ Jednak, po parunastu
minutach walki, wygrali Patryk ~*Patrick and The Small Guy~ i
Mateusz. ~**Matheo*~ W pewnym momencie, pchnęli oni
Andromedę ~*Dndromedę~ w kierunku jednej ze ścian
najbliższego bloku. ~*Tego samego bloku, który wziął się z
dupy.*~ Gdy to zrobili, Grzegorz oczywiście podszedł do
Andromedy, ~*Dndromedy~ aby zobaczyć, czy nic jej się
nie stało. ~Debil~ W tym czasie, Patryk ~*Patrick
and The Small Guy~ i Mateusz ~**Matheo*~ zniknęli.
**Kombajn stop na
moment. I oczywiście, walka nie została ciekawiej opisana. Nawet jak opis byłby
dłuższy, ale zjebany, to byłoby się z czego pośmiać. A tymczasem mamy tutaj
taki sztampowy kloc tekstu.**
~*Przypatrz się
temu opisowi, Emily. Tak kiedyś opisywałam każdą walkę.*~
**<Przeładowuje
AR2, cofa się do przeszłości i idzie zajebać dawną Ramoninth.>**
~*~<Pomagają>~*~
Tymczasem, gdy
Grzegorz był już koło Andromedy, ~*Dndromedy~ spytał:
- Nic ci nie
jest?
- Nie, nic. –
Odpowiedziała dziewczyna otrzepując się.
~*Jaki ambitny i
pełen emocji dialog...*~
Po tej rozmowie
oboje odwrócili się. Nie ujrzeli tam już swoich wrogów. Postanowili więc iść
dalej...
~*Rozdziały, w
których pojawiają się Patryk, Mateusz i Dawid są najnudniejsze.*~
**A mogłyby być
najciekawsze, gdyby tylko się postarać.**
~*Jak już zapewne
wiesz, ja kiedyś opka pisałam na siłę.*~
**Niestety wiem.
;=;**
__________________________________________
Rozdział piąty –
Tramwaj – widmo i meteoryty.
~Czy naprawdę każde twoje opko musiało mieć taki sam
schemat przygód, tylko z innymi dialogami?~
~*Ile mam wam
powtarzać, że ja te opka pisałam na siłę?*~
~Też się rozpiszę na końcu.~
~*No kurwa. ;=;*~
~:D~
Kolejnych kilka
dni drogi minęło Grzegorzowi i Andromedzie ~*Dndromedzie~ dość
szybko. Nie działo się nic nadzwyczajnego czy niebezpiecznego. **Bo
gdyby się działo, opko byłoby ciekawsze i wszyscy byśmy zginęli.** Jednak,
gdy po tych kolejnych kilku dniach doszli oni do Węgier, Grzegorz powiedział:
- Ej, choć,
podjedźmy trochę tramwajem!
~*No cóż, w
Węgrzech na sto procent są tramwaje, bo to cywilizowany kraj, ale przypominam,
że was okradli, a co za tym idzie nie macie pieniędzy. A, że nie wiemy, czy
Grzegorzowi ukradziono telefon, czy w ogóle go miał i czy ma opcję płatności
zbliżeniowych, śmiem twierdzić, że nie macie hajsu.*~
- A jak
zamierzasz kupić bilet? Przecież nas okradziono. – Powiedziała Andromeda. ~*Dndromedd~
~*Miło, że to
zauważyła, a nie od razu przystała na propozycję tego patafiana.*~
- Pojedziemy na
gapę. – Rzekł Grzegorz.
**Jezu, ty
idioto. A jak złapią was kontrolerzy, a na stówę to się stanie, bo kontrolerzy
zawsze przychodzą, gdy nie ma się biletu, to co zrobicie? Będziecie musieli
płacić, no chyba, że śmierdzicie jak żule i nawet kanar nie odważy się do was
podejść.**
- Czyś ty na
głowę upadł? A jak nas złapią na tym, to będziemy musieli płacić, a przypominam,
że nie mamy pieniędzy. – Powiedziała Andromeda. ~*Dndromedd~
~*Miło, że stara
się go przekonać do tego, że jego pomysł jest debilny.*~
W tym momencie
Grzegorz zrobił minę z~*a*~bitego psa. ~Jak można zrobić minę
zabitego psa? xD~ ~*Zamykasz oczy i robisz grobową twarz. Teraz możesz
zrobić minę zabitego kogokolwiek! :D*~ ~Wyjdź. xDDD~ ~*;""D*~ Gdy
Andromeda ~*Dndromedd~ to zobaczyła, przewróciła
oczami, po czym powiedziała:
- No nie, tylko
nie mina z~*a*~bitego psa...Niech ci będzie, ale żeby potem nie było, że
nie ostrzegałam.
~Jezu, ty
upośledzona idiotko. Ja na twoim miejscu starałbym się przekonać tego matoła,
że jego decyzja na ten moment jest upośledzona.~
- Zawsze działa~*ło*~!
– Powiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie
udali się oni na odpowiedni przystanek. Gdy już tam byli, zaczęli czekać na
jakiś tramwaj. **Broń cię Panie Boże, abyście sprawdzili w
rozkładzie jazdy, o której ma przyjechać najbliższy, losowy tramwaj.** Po
chwili jeden taki nadjechał. ~*Jako iż nie jesteśmy już w Polsce, to
nie przywalę się o hipernierealistyczność.*~ Był całkowicie pusty.
Grzegorz i Andromeda nie przejęli się tym zbytnio, gdyż myśleli, że po prostu
ten tramwaj niedawno wyjechał i jeszcze nikt nie zdążył do niego wsiąść. **W
sumie, byli w innym kraju, więc skąd mieli wiedzieć, gdzie ten tramwaj zaczynał
trasę, szczególnie że nie było wspomniane, aby sprawdzili nazwę ulicy oraz
trasę tramwaju w rozkładzie jazdy.** Gdy zaś byli już w środku,
jako iż nikogo oprócz nich nie było, usiedli na siedzeniach. ~*Głupotą
byłoby w takim wypadku stać.*~ W pewnym momencie, gdy tramwaj już
jechał, Andromeda ~*Dndromedd~ powiedziała do
Grzegorza:
- Grzegorz, ja
się trochę boję tego tramwaju.
**A co? Jednak to
był żulobus? Mam gdzieś, że to tramwaj.**
~*Wczoraj na
wycieczkę po Łodzi wzięłam nóż, oczywiście miałam go schowanego w kieszeni.
Pierwszy raz tak bardzo nie bałam się przechodzić obok żuli. :D*~
**Bezpieczeństwo
to podstawa, widzę. :D**
~*Po prostu
jechałam do Widzewa, czyli ichniejszej dzielnicy, a ja nie ufam tej dzielnicy,
bo kojarzy mnie się z kibolami, więc wolałam wziąć mój super ostry nóż
żeglarski. W ogóle, ten klub Łódź Widzew jest legendarny do tego stopnia, że
gdy jechałam potem autobusem na dworzec, gdy autobus zbliżał się do przystanku
koło stadionu Widzewa, nawet głos obwieszczający nazwy przystanków podkreślił,
cytuję "Legendarny stadion, legendarny klub.". Ja nie
żartuję, tak było na serio. XD*~
~Ogólnie w Łodzi,
a przynajmniej w dzielnicy Widzew, jest największe stężenie żula na kilometr.~
**Nowa jednostka?
xDDD**
~Da. Ż/km. XDDD~
**x""DDD**
~*Ten off-top był
ciekawszy od opka. XD*~
~Wiadomo,
wszystko jest ciekawsze od tego shietu.~
- Ee...Nie bój
się. Nic się nie stanie. – Rzekł Grzegorz.
**Mam zacytować
pierwsze prawo opek jeszcze raz?**
Jednak, po
godzinie drogi, ~*Długą trasę musiał mieć ten tramwaj w takim razie.
Daruję, bo choćby w Warszawie kiedyś był tramwaj, który siedemdziesiąt pięć
minut jechał od zajezdni do zajezdni. Był to jakiś tramwaj zastępczy za dwa
inne, który oprócz swojej trasy miał też dwie długie trasy tych dwóch
tramwajów.*~ zauważyli, że tramwaj mimo tego, iż skończyła się już
jego standardowa trasa jazdy, bez problemu jedzie...po ulicy dla zwykłych
samochodów czy autobusów. ~Trolejbus, wersja tramwajowa.~
- Ej, co się
dzieje z tym przeklętym tramwajem?! – Krzyknął Grzegorz.
**Nie drzyj japy,
bo ryby spłoszysz.**
~*W tramwaju?
XDDD*~
**A co? :D To
opko jest.**
- Poczekaj, pójdę
spytać kierowcy, czy przypadkiem nie oszalał. – Powiedziała Andromeda, ~*Dndromedd~ po
czym ruszyła w odpowiednim kierunku.
~Jezu, co za
idiotka. Jeżeli tym tramwajem kierowałby człowiek, nigdy nie dałby rady zjechać
nim z torów i jechać po zwykłej drodze. A w ogóle, żaden z obywateli Węgier nie
zorientował się, że tramwaj popierdala po asfalcie?~
~*Z tego wniosek,
że u nich to normalne.*~
Gdy już była w
odpowiednim miejscu, ujrzała, że nikt nie prowadził tego tramwaju! ~*To
było do przewidzenia.*~ Kiedy to zrobiła, **zemdlała. No
co? Byłoby ciekawiej.** krzyknęła. Oczywiście zaraz przybiegł do
niej Grzegorz~, bowiem miał podsłuchy w uszach i słyszał każdy dźwięk
wydany przez Andromedę.~. Gdy już był koło niej, spytał:
- Co się stało?
- Patrz...- ~*Znowu
brak spacji pomiędzy kropkami i myślnikiem.*~ Odpowiedziała
dziewczyna, po czym wskazała na miejsce kierowcy.
Grzegorz
naturalnie zobaczył to miejsce na które wskazywała Andromeda. ~*Dndromedd~ Gdy
to zrobił, również ujrzał, że nikt nie prowadzi tego tramwaju. **Po
pierwsze: Siema, zmiano czasu. Po drugie, zdziwiłabym się, gdyby w ułamku
sekundy przeteleportował się tutaj kierowca.** ~*W opkach wszystko
jest możliwe, ale wtedy to by było zbytnie naciąganie.*~
- O nie...Tramwaj
– widmo...Musimy się stąd jakoś wydostać! – Powiedział
~Szybko, wybijcie
szybę!~
Po tych słowach,
wraz z Andromedą, ~*Dndromedą~ zaczął szukać drogi
ucieczki. W pewnym momencie ujrzeli jakieś niedomknięte drzwi. ~No
ależ kurwa naturalnie. Jeżeli wybiliby szybę i wyskoczyli, to byłoby to zbyt
realistyczne jak na standardy opka.~ Spróbowali je szerzej
otworzyć, aby móc wyjść. Na szczęście udało im się to. **No ależ
kurwa naturalnie. ;=;** Gdy już wyskoczyli z pędzącego tramwaju –
widmo, Grzegorz powiedział:
- Skąd się biorą
takie rzeczy?
- Nie wiem. Skądś
na pewno, ale nikt nie wie skąd. – Odpowiedziała Andromeda. ~*Dndromedd~
~*W końcu na tym
świecie wszystko bierze się skądś.*~
Po tej rozmowie,
ruszyli w dalszą drogę. ~Bo co mieli innego do roboty.~ Po
przejściu paru kroków, usłyszeli taki dźwięk, jakby nad nimi przelatywał
meteoryt. **A ten meteoryt co tutaj robi? Koniec świata zaczyna się
od Stanów Zjednoczonych, a nie od Europy.** ~*Widać nawet koniec
świata postanowił być oryginalny.*~ **Ogólnie chciałabym obejrzeć film
katastroficzny dziejący się w Europie.** ~*Chyba każdy miłośnik filmów
katastroficznych by chciał.*~ ~Koniec świata w Arabii
Saudyjskiej!~ ~*To się zdarzy zapewne niedługo, bo ropa naftowa
wieczna nie jest.*~ ~W sumie...~ Oczywiście unieśli oni
głowy. Gdy to zrobili, ujrzeli, że rzeczywiście nad nimi leci ~arabski
szejk~ ~*Kurwnęłabym ze śmiechu, gdybym to zobaczyła. XDDD*~ ~Nie
dziwne, bo ja też. XDDD~ meteoryt. Po chwili dało się słyszeć jego
huk. Po chwili zaczęło spadać więcej ~arabskich szejków~ ~*Przestań.
Ja sobie to ciągle wyobrażam i nie mogę przestać brechtać. XDDD*~ ~;"""D~ meteorytów.
- Skąd tu tyle
tego się bierze? – Spytał zdziwiony Grzegorz.
~*Koniec świata
uznał, że czas być oryginalnym.*~
- Nie wiem. Coś
dziwnego tu się dzieje. – Odpowiedziała Andromeda. ~*Dndromedd~
**No co ty nie
powiesz...**
Jednak, szli oni dalej... ~*Bowiem NIC
A NIC się nie stało.*~
__________________________________________
Rozdział szósty –
Dziwne pustkowia i zawalenie mostu.
~*Będziemy
analizowali jednak trzy rozdziały, to szybciej wyrobimy limit na dzisiaj.*~
~Ważne, że te rozdziały nie są tragicznie długie.~
~*Niby tak, ale i
tak wieje od nich nudą.*~
~Pomyśl, że jak zanalizujemy to opko, to będziemy mieli
od niego spokój.~
~*W sumie...*~
Po kolejnych
kilku dniach, Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ doszli
do Belgradu. Niestety, droga do tego miejsca szła im w strachu, bowiem przez
cały czas spadały ~arabskie szejki~ ~*XDDDDDD*~ ~Wiem
x""D~ meteoryty i Grzegorz oraz Andromeda ~*Dndromedd~ bali
się, że któryś z nich może ich zabić. **Broń Boże, aby na czas
spadania meteorytów schowali się w jakimś budynku.** ~*To by było zbyt
realistyczne jak na standardy opek.*~ **:-(** Kiedy zaś
doszli do Belgradu, zobaczyli coś dziwnego...
~*
*~
~Jeszcze lepiej. xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD~
**
**
~*Wiem
x""D*~
Nigdzie nie b
yło
ludzi, ani nawet zwierząt. Wszystko było puste. ~*Prypeć, wracaj na
Ukrainę. Tam jest twoje miejsce.*~ Po ulicach walały się różne śmieci.
Samochody stały zaś puste i poniszczone. Bloki też pozostawiały wiele do
życzenia...
- To Belgrad jest
opuszczony? – Spytał w pewnym momencie Grzegorz.
~*Jak można być
takim debilem i tak pomyśleć? Przecież nie ma powodu, aby Belgrad został
opuszczony.*~
~Grzegorz
przecież jest zdiagnozowanym debilem.~
~*Ach, no tak.
Zapomniałam. ;=;*~
- No właśnie też
się zdziwiłam. Zwykle to był pełen ludzi. – Rzekła Andromeda. ~*Dndromedd~
Po tej rozmowie
udali się oni w odpowiednią drogę. ~*Bowiem kompletnie NIC się
nie stało.*~ Niestety...
W którymś
momencie, gdy przechodzili przez most, nagle, gdy Andromeda ~*Dndromedd~ stanęła
na jego (mostu) ~*Bośmy się nie zorientowali.*~ środku, most
zawalił się. Niestety, był on nad wodą, więc dziewczyna do niej (wody) ~Bo
byśmy nie wiedzieli.~ wpadła. **To ile ona musiała
ważyć, że most się pod nią zawalił?** ~*Pewnie dwie tony.*~ Pech
chciał, że zbiornik wodny naprawdę był głęboki. ~*Wiem dlaczego, ale
nie będę spoilerować Emily cierpienia. ;=;*~
Grzegorz, widząc
to, rzucił Andromedzie ~*Dndromedzie~ linę, ~*Tą
samą, która wzięła się z dupy.*~ aby ta mogła wyjść. Jednak, w tym
momencie zauważył, że dziewczyna traci ~*Widzę, zmiano czasu, że
postanowiłaś zostać na dłużej.*~ przytomność. Grzegorz, bez namysłu
skoczył za nią do wody. ~Bez namysłu to on się urodził.~
Gdy już tam był,
podpłynął do Andromedy, ~*Dndromedy~ po czym złapał ją
za rękę i zaczął płynąć ku powierzchni. **Jakby ona sama nie mogła
wypłynąć. No chyba, że nie umiała pływać, to wtedy faktycznie byłby problem.** Kiedy
był już w połowie, poczuł, że kończy ~*Chcesz herbatę czy kawę, zmiano
czasu?*~ mu się powietrze i zaraz może zemdleć.
„Nie...Nie mogę
się poddać...Muszę uratować Andromedę ~*Dndromedę~..."
– Pomyślał, po czym dalej płynął w górę.
~*Idiota. Każdy z
funkcjonującym mózgiem zostawił by tę debilkę na pastwę losu.*~
~Jednak śmierć
któregoś z bohaterów sprawiłaby, że opko byłoby ciekawe, a przecież nie o to
nam chodzi.~
Gdy po parunastu
minutach był już bardzo blisko wypłynięcia na powierzchnię, czuł, że zaraz
naprawdę zemdleje. Coraz ciężej mu się płynęło, mimo, iż Andromeda ~*Dndromedd~ nie
była taka ciężka. **Przestań kłamać. Skoro zapadały się pod nią
mosty, to lekka być nie mogła.** Po chwili, udało mu się wypłynąć
na powierzchnię wody. ~*W sumie, w tym rozdziale nie było tak dużo
opisów tego, jak czuł się Grzegorz. Cud! *.**~ ~Będzie idealny tydzień!
\O/~ **Aż tak złe są takie opisy?** ~W ilości, w jakich
waliła je dawna Ramoninth, to była tragedia na skalę globalną.~ **;_;** ~*Wiem
;=;*~ Gdy już tam był, wyciągnął nieprzytomną Andromedę, ~*Dndromedę~ po
czym podpłynął z nią do brzegu i położył na ziemi. Gdy to zrobił, sprawdził,
czy dziewczyna oddycha. Na szczęście oddychała. **Bo jakby umarła,
to opko byłoby ciekawsze.** Grzegorz odetchnął z ulgą. Po chwili
usiadł obok Andromedy ~*Dndromedy~ i zaczął czekać na
moment, w którym ona się obudzi... ~*Chcesz czekolady, zmiano czasu?*~
Kilkanaście minut
później, Andromeda ~*Dndromedd~ obudziła się. ~*Dobrze,
że tutaj nie była nieprzytomna parę godzin.*~ Gdy otworzyła oczy,
ujrzała, że leży ~*Mam tylko miętową, mam nadzieję, zmiano czasu, że
nie przeszkadza ci taki smak czekolady.*~ nie w wodzie, ale na jakieś
twardej powierzchni. Kiedy zaś wstała, ujrzała obok siebie Grzegorza.
- Dlaczego mnie
uratowałeś? Wiesz, że też mogłeś zginąć? – Spytała po chwili Andromeda. ~*Dndromedd~
~*W
rzeczywistości, najpierw powinna mu podziękować za to, że się dla niej
poświęcił. A poza tym, miło że dialog chociaż raz nie zaczął się od pytania
Andromedy o to, co się stało.*~
~Jako, iż nie
pizgnęła się w głowę, to można powiedzieć, że mamy realistyczność. *.*~
~*CUD! \O/*~
- Wiem, że mogłem
zginąć, ale osoby którą lubię, nigdy bym nie zostawił na pewną śmierć. –
Odpowiedział Grzegorz.
~A poza tym,
jakby Andromeda straciła całe HP, to opko byłoby ciekawsze.~
Po tej rozmowie,
posiedzieli jeszcze trochę w ciszy, ~*Bo po co wymyślić temat, na który
mogliby pogadać.*~ po czym ruszyli w dalszą drogę, **Przecinek,
out!** ku Antarktydzie...
~*Przerwa i
lecimy z kolejnymi trzema rozdziałami.*~
~Dzięki Bogu, bo
zaczynam się nudzić.~
**Nie tylko ty.**
~*I nie tylko
wy.*~
__________________________________________
Rozdział siódmy –
Tornado
~Ziewam już tymi pseudo przygodami. W każdym twoim
przygodowym opku są one praktycznie takie same.~
~*Kiedyś nie
planowałam opowiadań zawczasu i oto efekt. Musimy się teraz męczyć.*~
~Niestety...~
Po kolejnych
kilku dniach od przygody na moście, Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ doszli
do Skopi. Droga do tego miejsca, po przygodzie w Belgradzie, ~*Jakbyśmy
zapomnieli, gdzie oni ostatnio byli.*~ poszła im spokojnie. Aż za
spokojnie. Niestety, ten spokój trwał krótko... **Bo jakby trwał
dłużej, to rozdział byłby krótki do analizy i wszyscy bylibyśmy szczęśliwi, a
przecież nie o to chodzi.**
Gdy Grzegorz i
Andromeda ~*Dndromedd~ doszli już do Skopi, zastali tam
dziwny spokój. Ludzie co prawda byli i chodzili po ulicach, jednak nie zdarzało
się nic nadprzyrodzonego, czy też zwykle niebezpiecznego. **Może
dlatego, że to normalne miasto? Wnioskując na tytuł, niedługo coś się stanie,
więc nie martwcie się na zapas.**
- Oj, nasza
podróż tutaj nie zakończy się dobrze. – Powiedział po chwili Grzegorz.
**Jak mnie
wkurwia to naciągane przepowiadanie przyszłości przez któregoś z bohaterów.
Jakby nie mogli prowadzić normalnych, ludzkich dialogów, a nie pokazywali
światu, że są wyidealizowani.**
~*Mnie też to
wkurwia, ale co zrobisz, nic nie zrobisz.*~
- Oj, nie
przesadzaj...Zawsze jesteś taki przewrażliwiony. – Rzekła Andromeda. ~*Dndromedd~
**A Andromeda
wykazuje się Naddebilizmem Całkowitym. Jej przyjaciel wielokrotnie miał rację
co do zapowiedzi czegoś złego, ale ta, mimo upływu czasu, nadal stwierdza, że
przesadza.**
Po tej rozmowie
ruszyli w dalszą drogę. Na początku, rzeczywiście, nie działo się nic
niebezpiecznego. Jednak, w połowie ich drogi, zerwał się silny wiatr. ~*Tytuł
już to zaspoilerował.*~
- Jak wieje... -
Powiedziała Andromeda. ~*Dndromedd~
- No...Oby to nie
była zapowiedź tornada. – Rzekł Grzegorz.
~*Mam dość. Po
prostu mam dość. Koniec analizy na dzisiaj, bo zaraz mnie cholera trafi. Wiem,
że nie zanalizowaliśmy jeszcze czternastu rozdziałów, ale mam to w dupie.*~
~Dzięki Bogu, bo
zaczynam się nudzić.~
**Nie tylko ty,
Grzegorz. Nie tylko ty.**
Niestety, po paru
minutach zerwało się naprawdę mocne tornado. ~*Ależ oczywiście, bo
jakby naszemu Gregory'emu nie udało się przewidzieć niedalekiej przyszłości, to
wszyscy byśmy umarli.*~ ~Jednak analizujemy?~ ~*Dokończymy
tylko ten rozdział.*~ ~Już się bałem.~ Grzegorz oczywiście
przytrzymał Andromedę ~*Dndromedę~ za rękę, aby wiatr
jej nie porwał, gdyż dziewczyna była na tyle lekka, że tornado bez problemu
mogłoby ją unieść ku górze. **Po pierwsze: Co za debil, ja i każdy z
funkcjonującym mózgiem zostawiłabym ją na pastwę losu. Po drugie: Tornado nawet
Gabe'a Newella podniosłoby bez problemu.** ~*Wspaniały przykład.
xDDD*~ **Wiem, ale Gabe najbardziej pasuje tu jako przykład. :D**
Jednak, po paru
minutach, wiatr doszedł też do nich i ~*[Przekreślone]*~nie~*/[Przekreślone]*~stety,
uniósł Andromedę ~*Dndromedę~ ku górze. Na początku
bardzo mocno trzymał ją za rękę Grzegorz, gdyż **był debilem.** nie
chciał, aby dziewczynie się coś stało, jednak po paru minutach, niestety, mimo
iż trzymał ją bardzo mocno, Andromeda ~*Dndromedd~ wyślizgnęła
mu się z ręki. ~:D~ Gdy Grzegorz to zobaczył, pomyślał,
że stracił Andromedę ~*Dndromedę~ już na zawsze, jednak
nie poddał się i mimo wszystko czekał. **Debil. Ja podskakując
radośnie odeszłabym w kierunku zachodzącego "Half-Life 2: Episode
Two".** ~*Cudowny ten twój świat. xDDD*~ **Wiem :D**
Tymczasem,
Andromeda ~*Dndromedd~ została wplątana w środek
tornada. Bała się ona, że gdy wiatr ustanie, ona może spaść w jakieś miejsce, w
którym zginie na miejscu. ~*To zdanie mieć sens. A poza tym, nie wiem
czy bycie w środku tornada jest możliwe do przeżycia. Może jest, mówię, nie
wiem czy na pewno.*~
„Błagam, niech to
się skończy..." – Błagała w duchu.
~– Chuj ci w
dupę. – powiedziało tornado.~
~*Jak
kulturalnie. xD*~
~Nawet tornado
wie, że Andromeda to debilka. :D~
Po kolejnych paru
minutach, wiatr ustał i tym samym rzucił dziewczynę w jakieś miejsce. Po
chwili, gdy Andromeda ~*Dndromedd~ już **wpadła
do kuchni Gabena,** ~*No ja jebe. xDDD*~ **Ubarwiam opko. :D** spadła,
poczuła, że ktoś ją trzyma. ~*Mam jeszcze karmelową czekoladę, zmiano
czasu. Więc jeżeli nie lubisz miętowej, to mamy alternatywę.*~ Kiedy
odwróciła głowę, ujrzała, że spadła na ręce ~*dupę~ Grzegorza. ~*Pięknie.
Bjutiful. xDDD*~ ~:D~ Po chwili, gdy dziewczyna została
już postawiona przez niego na ziemi, powiedziała do niego:
~– TUTUUU!!!
Wyjąc przy tym
jak klakson.~
~*JEZU
XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*~
**BOŻE, CO.
X"""DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD**
~Wiem xDDD~
- Dziękuję ci za
to, że mnie złapałeś.
- Oj, nie ma za
co. Nie chciałem, abyś zginęła. – Rzekł Grzegorz.
**Przyznaj się
ile ci zapłacili, zjebie.**
Po tej rozmowie,
ruszyli oni w dalszą drogę... ~Jakby NIC się nie
stało.~
~*Dobra, to już serio
koniec na dzisiaj.*~
**Bogu dzięki.**
~TUTUUU!!!~
~*GRZEGORZ, ty
mentalny dzieciaku! x""""""DDDDDDDDDDDDDDDDDD*~
~;"""D~
__________________________________________
Rozdział ósmy –
Przejście...przez cmentarz.
~*Pozdrówcie ode
mnie Odecię! A nie, sorki, wy przechodzicie przez cmentarz, a Odecia ma grób na
łące...Nie było tematu.*~
~A poza tym, sądzę że Odecia nie chciałaby być
pozdrawiana przez dwóch kretynów do sześcianu.~
~*W sumie to też
racja.*~
Po kolejnych
kilku dniach od przygody z tornadem, Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ trafili
do kolejnego kraju, czyli do Grecji. Na początku wszystko było normalne. ~*Poza
faktem, że pewnie okazało się iż trafili do tej części Grecji, w której płonęły
lasy i prawie wszystko było sfajczone.*~ ~Znając ich pseudo pecha, tak
było.~ Innym ludziom wcale nie przeszkadzała obecność
Grzegorza i Andromedy ~*Dndromedy~ i najwidoczniej nikt
nie szykował się do zabicia dwójki. **Dlaczego ich obecność miałaby
komukolwiek przeszkadzać? Przecież nie byli to zamaskowani zabójcy strzelający
do wszystkich na ulicach z karabinu maszynowego.** Niestety, gdy
Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ szli linią
prostą, ~*Tak, pamiętamy że są upośledzeni.*~ ujrzeli jakiś
opuszczony cmentarz. Musieli przez niego przejść, gdyż był na trasie ich
wędrówki. ~*Serio, zaufajcie raz tym biednym mapom Google. Lepszej
nawigacji, nie licząc oczywiście GPS, nie ma.*~ **Znając życie, mają
Nokię Lumię.** ~*Tam nawigacja jest najgorsza na świecie. Opowiadałam
kiedyś swoją zimową historię z nią związaną.*~ Kiedy tam weszli,
Andromedę ~*Dndromedę~ przeszył dreszcz...
Cmentarz, ~*Przecinek,
spierdalaj.*~ bowiem był straszny nawet za dnia. Dróżki pomiędzy
grobami były poniszczone. Nagrobki zaś były w połowie zniszczone, a na tych, co
stały nienaruszone przez czas nie wszystko było takie świetne. **Nie
dziwne, bo z tych kilku zdań można wywnioskować, że cmentarz był opuszczony od
wielu lat.** Informacje o zmarłych osobach były nieczytelne. Obok
niektórych grobów były różne posążki np. aniołów. Patrzyły się one na
przybyszów przeszywającym wzrokiem. ~*Dlaczego? Nigdy nie zostanie
wyjaśnione i prawdopodobnie nawet nie wymyśliłam powodu. Tak poza tym, oczy
posągów ogólnie są straszne, więc i nie dziwo.*~ Znicze zaś również
były poniszczone, oraz nie dawały już dawnego światła. ~No ja się
kurwa nie dziwię, najdłużej świecące się znicze, na jakie trafiłem w sklepie,
to takie, które świecą się siedemdziesiąt dwie godziny. Potem ktoś musi je
zapalić na nowo.~ Drzewa, które rosły w tym miejscu przeraźliwie
szumiały na wietrze. **Szumu szumu, skurwysyny.** Mur
otaczający cmentarz, był po części zarośnięty ~dupą~ ~*Brawo,
zjebałeś atmosferę. xDDD*~ ~:D~ mchem...
**A poza tym,
będzie idealny tydzień! Mamy przyzwoity opis! **.****
~*Ty, faktycznie!
\O/*~
~CUD! O.O~
Andromeda
przysunęła się bliżej do Grzegorza, który najwidoczniej nie bał się tego
wszystkiego, co ich otaczało. **Czy to jest jakiś klon Grzegorza
Antychrysta, że niczego się nie boi?** ~*Chyba tworzyłam go na jego obraz
i podobieństwo.*~ ~Kurwa, nie. ;_;~ ~*;""D*~ Po
chwili dziewczyna powiedziała:
~– Lubię
ziemniaki.~
~*To jest
najlepsze zdanie pojedyncze jakie może wypowiedzieć ktokolwiek w takiej
sytuacji. xDDD*~
~Wiem :D~
- Grzegorz...Boję
się...
- Nie bój się Andromedo ~*Dndromedo~...Nic
nam się nie stanie...Jakby, **Przecinek, won.** co, to
jestem tutaj... - Odpowiedział Grzegorz.
~*I mam swego
niezawodnego shotguna, którego nie skradziono mi tylko po to, aby to opko nie
mogło być ciekawsze.*~
W połowie drogi usłyszeli
oni czyjeś kroki. Andromedę ~*Dndromedę~ ponownie
przeszył dreszcz. ~*Ja bym się pewnie mniej bała, wiedząc że mój BFF ma
broń.*~ Obydwoje ~*A nie "oboje"?*~ od
razu się odwrócili. Gdy to zrobili, ujrzeli tych samych mężczyzn, którzy w
Krakowie pobili Andromedę. ~*Dndromedę~ **O! O! Jak
miło! Jednak pojawili się jeszcze raz! *.*** ~*To oznaka idealnego
tygodnia. *.**~ Dziewczyna od razu ich rozpoznała. Była ona
przerażona. ~*Te zdania pojedyncze wbrew pozorom nie podbudowują
atmosfery, a przynajmniej nie w tym momencie.*~ Schowała się za
Grzegorzem i patrzyła na mężczyzn przestraszonym wzrokiem. ~Przynajmniej
reakcje miała normalne.~
Gdy mężczyźni ich
zobaczyli, jeden z nich powiedział:
**– Wspaniałe
wiadomości! Macie szansę stać się częścią Overwatch i przysłużyć się czymś
Kombinatowi!**
~*Z cyklu: Typowa
Emily, część pierwsza. xDDD*~
**:D**
- No, kogo my tu
mamy...Nasi uciekinierzy...
~Nikt tak kurwa
nie gada.~
Po czym się
zaśmiał. Grzegorz od razu wyciągnął swojego shotguna ~*Przynajmniej
reakcja hiperrealistyczna. Nie podejrzewałam, że kiedyś użyję tego słowa w tym
kontekście.*~ i powiedział:
- Nie ważcie się
nic jej zrobić!
-, **Znowu
zbytnie zaufanie autokorekcie Worda.** Bo co nam zrobisz? – Spytał
jeden z mężczyzn z pogardą.
~Idiota. Gdzie
zgubiłeś instynkt samozachowawczy, zjebie?~
Grzegorz
nacelował na nich shotgunem. Po chwili mężczyźni ruszyli w ich stronę z
zamiarem zemszczenia się za to, że uciekli. ~To jest tak
hipernierealistyczne, że aż tynk z drewnianej podłogi odpadł.~ Grzegorz
nie miał wyboru. Musiał strzelić z shotguna w obydwu mężczyzn. Gdy po paru
minutach obydwoje mężczyźni leżeli martwi, **Grzegorz i Andromeda
usłyszeli z oddali nieznany im, komputerowy, kobiecy głos:
– Individual, you are charged with anti-civil activity
level 1. Protection Units: prosecution code: duty, sword, operate.
Kiedy Grzegorz to
usłyszał, zorientował się, że był to Overwatch Voice. Przez to wiedział już, że
ma przejebane po całości, bo nawet jeśli jakoś przebrnie przez poziom pierwszy,
to w kolejnym wbijają Overwatch Soldiers, którym nie da się uciec, jeśli nie
masz w nazwisku "Freeman".**
~Ten fragment był
lepszy od tego, co dotychczas zanalizowaliśmy. XD~
**Wiem x"D**
Grzegorz
powiedział do Andro~spierdalaj~me~n~dy:
- Andro~spierdalaj~me~n~do,
nie bój się...Nic ci już nie grozi...
-
Grzegorz...Dziękuję ci za to, że mnie obroniłeś... - Rzekła Andromeda. ~*Dndromedd~
~*Oni wszyscy
mają tutaj Nadkropkozę.*~
- Oj, nie ma za
co...Dla ciebie wszystko... - Powiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie,
ruszyli oni w dalszą drogę...
~*Jakby KOMPLETNIE
NIC A NIC się nie wydarzyło.*~
__________________________________________
Rozdział
dziewiąty – Spotkanie z duchem.
~*Rozdział ma
jebaną stronę...*~
**Ty sobie nie wyobrażasz, jak ja się na końcu
rozpiszę.**
~*Trzeba
Grzegorza wsadzić do izolatki, bo zaraża innych.*~
~;"""D~
Parę dni później,
Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da doszli do
stolicy Grecji, czyli do Aten, które również były na trasie ich wędrówki. **To
w jakim oni byli mieście w poprzednim rozdziale?** ~*Nie wiem, bo na
mapie, z której korzystałam pisząc to opko, są napisane nazwy tylko stolic, a
nie chciało mnie się sprawdzać mapy Grecji w Google Grafika.*~ **A to
opko mogłoby być ciekawe, gdyby się kurwa postarać. ;===;** ~*Wiem,
niestety. ;=;*~ Kiedy tam weszli, zastali niepokojący spokój. Ludzie,
którzy chodzili po mieście wyglądali na zmartwionych czymś. Chodzili oni powoli
i mogłoby się wydawać, że próbują się nad czymś usilnie skupić. ~*Może
myślą o tych pożarach lasów i tym, ile straty będą kosztować? A nie, sorki, ja
to opko pisałam w dwa tysiące trzynastym.*~ ~I wszystko jasne. Miałaś
wtedy dwanaście lat.~ ~*Wiem, niestety. ;___;*~
- Co tu się
stało? – Spytała po chwili Andro~spierdalaj~me~n~da.
- No ja właśnie
też nie wiem. – Odpowiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie,
ruszyli oni jednak w dalszą drogę...
**Jakby KURWA NIC
się nie wydarzyło.**
Jednak, po
przejściu paru kroków, ujrzeli oni pomocnika ich wrogów, czyli ducha. ~*Swoją
drogą, dlaczego ten duch tak pomaga Patrick and The Small Guyowi i Matheo? Skąd
on się o nich dowiedział? Ja wiem, że duchy mogą być wszędzie, ale skądś się
musiał o nich dowiedzieć.*~ ~Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy.
Ale to może i dobrze, bo podejrzewam, że wyjaśnienie byłoby jeszcze
głupsze.~ Kiedy go zobaczyli, Grzegorz powiedział:
- No pięknie. To
znów ty?
- Tak... -
Odpowiedział dudniącym głosem duch.
~*Zapamiętaliśmy
już dawno, jaki był głos Dawida. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście, że duch
tak miał na imię?*~
~Czemu jego imię
nigdy później nie zostało wspomniane?~
~*W sumie to nie
wiem.*~
~;=;~
~*Wiem ;=;*~
- Szykuje się
walka niemożliwa...Na razie. – Rzekł Grzegorz z irytacją w głosie.
- Jeśli w ogóle
dojdziecie na Antarktydę. – Powiedział duch.
~Dojdą, bo
inaczej opko byłoby ciekawsze.~
Po tej rozmowie
rozpoczęła się walka. Grzegorzowi i Andro~spierdalaj~me~n~dzie
wcale nie szła ta bitwa, gdyż, jak wiadomo, przez ducha przenika dosłownie
wszystko. Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ nie mieli
szans. W którymś momencie, duch ni z tego ni z owego zniknął. **Pewnie
znudziło mu się to. Chociaż w sumie, tutaj daruję taki krótki opis, bo duch to
nie jest człowiek z krwi i kości tylko istota astralna.** Gdy
Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da zostali już
sami, Andro~spierdalaj~me~n~da powiedziała:
- Eh...Obyśmy
doszli na tą ~*tę~ Antarktydę. Pewnie wcześniej
padniemy z wyczerpania.
~*Dlaczego
mielibyście paść? Nikt nie zabraniał wam zatrzymywania się gdzieś na noc, aby
się przespać lub zatrzymywania się aby odpocząć. Nie mieliście ograniczonego
czasu.*~
- Ee...Na pewno
dojdziemy. – Zapewnił Grzegorz, jednak jego głos nie brzmiał zbyt szczerze.
Obawiał się on,
że na piechotę nie dojdą tam oni w najbliższym stuleciu...
**Z tego co wiem,
do Kapsztadu, bo tylko tam maksymalnie prowadzi piesza droga z Polski na koniec
świata, idzie się, bez ustanku, trzy miesiące. Z przerwami to pewnie pół roku
lub nieco ponad, więc to nawet nie są dwa lata. Nie bój się, dojdziecie.**
Jednak, ruszyli
oni w dalszą drogę...
~*Jakby nic się
nie stało. =_=*~
__________________________________________
Rozdział
dziesiąty – Sztorm
~*Niecała
strona...*~
~Dlaczego ty kiedyś pisałaś te opowiadania na siłę?~
~*W sumie to nie
mam pojęcia. To była taka moja dzienna rutyna, usiąść i pisać. Robiłam sobie
nawet limity, ile dziennie rozdziałów mam napisać, na przykład dwadzieścia i
dlatego gówno wychodziło.*~
~No ja jebe. Toż to wyższy poziom niedojebania
społecznego.~
~*Wiem ;=;*~
Po kolejnych
kilku dniach, gdy nie działo się nic interesującego, Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da
doszli...nad Morze Śródziemne. ~*I co w tym dziwnego? Na tej pieszej trasie
jest Morze Śródziemne.*~ Kiedy tam byli, Andro~spierdalaj~me~n~da
spytała:
- No i? Jak
przepłyniemy?
- Hmm. Możemy
przebrać się za załogę i wsiąść do jakiegoś statku. – Odpowiedział Grzegorz.
- W sumie nie
jest to taki zły pomysł. – Rzekła Andro~spierdalaj~me~n~da.
**Zdajecie sobie
sprawę, że Morze Śródziemne to popularne miejsce turystyczne, więc są tam promy
pasażerskie?**
~*Teraz to wiem.
Kiedyś nie wiedziałam, ale nigdy nie robiłam researchu, o czym dobitnie
świadczy mój stary one-shot o dumnej nazwie "Depresja".*~
~I teraz my
musimy się z taką ilością Nadgówna męczyć. ;-;~
~*Niestety ;=;*~
Jak postanowili,
tak zrobili. Gdy po chwili poszukiwań zobaczyli jakiś statek, który szykował
się do wypłynięcia, ~*Zgaduję, że to był jakiś statek cargo. Nie wiem
czemu, tak strzelam.*~ przebrali się za załogę i wsiedli. Ludzi było
około 300, **Broń Boże, aby napisać ten liczebnik słownie. Nie
zajmuje to wiele czasu, a ładniej by wyglądało.** więc nikt nie
podejrzewał, że Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da
wcale do załogi nie należą. ~*No niby było dużo osób, ale oni tam jakoś
nie sprawdzają, kto należy do załogi, a kto nie? Sądzę, że tak, więc zaraz
powinni wyłapać intruzów.*~ Droga przez Morze Śródziemne na początku
wyglądała spokojnie. Niestety... **DUN DUN DUUUN!**
Kilka godzin po
wypłynięciu, rozpoczął się naprawdę mocny sztorm, który kiwał statkiem na prawo
i na lewo. ~*A co? Statek breakdance miał zacząć tańczyć?*~ ~Wyobraziłem
sobie statek tańczący breakdance. xDDD~ ~*:D*~ W którymś
momencie, wiatr tak przewrócił statkiem, że wywrócił się on do góry
nogami. ~Nie pierdol...~ Wszyscy z załogi, oprócz
Grzegorza i Andro~spierdalaj~me~n~dy
zatonęli. **No ależ kurwa naturalnie, nasza dwójka matołów nie może
zginąć. W ogóle, Broń Boże, aby ktoś inny przetrwał. Sądzę, że ktoś z tych
trzystu osób musiał umieć pływać, bo prawdopodobieństwo, że cała załoga nie
umiała pływać jest znikome.** ~*Ale Gregory i Gandzia to Mary Sue i Gary
Stu. Czego ty wymagasz?*~ **No nie wiem, choć trochę realizmu?** ~*To
opko, tutaj realizm jest tak częsty jak piątki z matematyki u mnie w klasie.
Raz się pojawi.*~ **;=;**
Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da,
gdy wypłynęli na powierzchnię, ujrzeli, że są ~*Lubisz ziemniaki,
zmiano czasu? Bo u mnie ostatnio są codziennie na śniadanie.*~ na
środku morza. Postanowili płynąć oni do jakiegoś lądu... ~Jak
nakazują prawa logiki.~
Po kolejnych paru
godzinach, ujrzeli jakiś spory ląd. Postanowili do niego dopłynąć. Gdy już
wydostali się z wody, byli całkowicie wyczerpani, jednak mimo tego, postanowili
iść dalej... **Ja bym jebła się spać, ale to tylko ja.**
~*Analizujemy
siedem rozdziałów na dzień i co trzy rozdziały przerwa. Dlatego teraz przerwa,
idę oglądać Let's Play z "Half-Life 2: Episode Two" i
po jednym odcinku lecimy dalej.*~
~Dzięki Bogu, bo
zaczynam się nudzić. Nudne to opko.~
**Nie tylko ty.**
~*I nie tylko
wy.*~
__________________________________________
Rozdział
jedenasty – Wyczerpanie.
~*Na cholerę ja
dawałam kropki nawet po jednym słowie?*~
~Niedojebanie Attack Super Effective~
Ląd, na którym
znaleźli się Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da,
okazał się być jednym z miast Libii, czyli Benghazią. ~*Nie ma to jak
źle odmieniona nazwa miasta. Dalej może być już tyyylko gorzej. ;-;*~ Na
początku nie działo się nic nadzwyczajnego czy niebezpiecznego. Gdy tak szli i
szli w linii prostej, ~Narratorze, my serio rozumiemy, że byli
niedojebani.~ w pewnym momencie Andro~spierdalaj~me~n~da
powiedziała:
- Grzegorz...Ja
już nie mam siły iść dalej. Od dobrych paru miesięcy już nie śpimy. **Jakim
cudem w takim razie przeżyliście, skoro rekord przeżycia bez snu wynosi
jedenaście dni? Z tego co wiem, nie cierpieliście na mega bezsenność.** ~*Hipernierealistyczność*~ **;=;** I
jeszcze to płynięcie przez parę godzin bez przerwy... ~Powinniście
zdechnąć, no ale nie, bo wtedy opko byłoby ciekawsze.~ Mi się już
chce spać...
~– Chuj ci w
dupę. – odpowiedział kulturalnie Gregory.~
- Hmm. Mam pomysł.
– Rzekł Grzegorz.
Po tej rozmowie,
chłopak podszedł do Andro~spierdalaj~me~n~dy i
podniósł ją. Gdy dziewczyna siedziała już na rękach Grzegorza, oparła swoją
głowę o jego ramię i po chwili usnęła. **Miło, że jednak wpadł na
ten pomysł rozwiązania tego problemu.**
Kilka godzin
później, Andro~spierdalaj~me~n~da obudziła się. Gdy
otworzyła oczy, pierwszy raz od paru miesięcy czuła się wyspana. ~*Przestań
kłamać, nigdy nie będziesz tak wyspana jak ja czternastego
października.*~ Kiedy zaś po paru minutach stała już na swoich nogach,
spytała Grzegorza:
- **Czemu
te dialogi nie są zaczęte od półpałz?** ~*Wtedy nie wiedziałam, że
muszą być półpałzy, a nie minusy.*~ A ty nie jesteś śpiący?
- Nie. Nie wiem
dlaczego, ale nie chce mi się w ogóle spać. Jestem tylko trochę głodny i
spragniony ~wiadomo czego. ( ͡° ͜ʖ ͡°)~ ~*Spierdalaj, zboczeńcu.*~ ~;""D~. – Odpowiedział
Grzegorz.
~*A poza tym,
widzicie? Ja go jawnie tworzyłam na obraz i podobieństwo Grzegorza
Antychrysta.*~
~;___;~
~*:D*~
- Dziwny jesteś.
– Rzekła Andro~spierdalaj~me~n~da.
- Wiem. Każdy mi
to mówi. – Powiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie,
ruszyli oni w dalszą drogę...
**Bowiem NIC A
NIC się nie stało.**
__________________________________________
Rozdział dwunasty
– Wspinaczka
Po kolejnych
kilku dniach, Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ doszli
do Republiki Czadu. Gdy już tam byli, ujrzeli jak zwykle spokój na
ulicach. ~*Dobrze, że nie ciągle pustki, jak w innym moim opowiadaniu
tego typu.*~ Jako, iż spotykali się z tym dość często, więc taki widok
wcale ich nie zdziwił. ~To zdanie tak trochę nie ma sensu.~ W
pewnym momencie zaś, Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da
ujrzeli jakąś górę, która była dość spora, więc nie dało jej się tak po prostu
przeskoczyć. Oboje postanowili się na nią wspiąć. **Ja jebe, wy
debile. Serio, włączcie te cholerne Mapy Google, to nie będziecie mieli takich
problemów.** ~*Ale wtedy opko byłoby bardziej realistyczne, a przecież
nie o to w opkach chodzi.*~ **;===;**
Gdy tak wchodzili
pod górę, nic nadzwyczajnego się nie działo. I Grzegorzowi i Andromedzie ~*Dndromedzie~ wspinaczka
szła dość łatwo. Zdziwili się oni tym, gdyż przecież nie byli nigdy w górach i
się po nich nie wspinali, a tymczasem szło im to AŻ ZA łatwo. ~No
ależ oczywiście. W końcu Mary Sue i Gary Stu potrafią wszystko. -.-~ W
pewnym momencie Grzegorz powiedział:
- Ja przeczuwam,
że stanie się coś złego.
**A ja
przeczuwam, że skończysz jako ofiara Huntera.**
- Dlaczego? –
Spytała Andro~spierdalaj~me~n~da.
- Ta wspinaczka
idzie nam AŻ ZA łatwo. – Odpowiedział.
- No w sumie
racja. Ale cóż może się stać? – Powiedziała dziewczyna.
**Jak wspominałam
gdzieś tam wyżej, pierwsze prawo opka mówi, że jak bohater przewiduje, że coś
się spierdoli, to dana rzecz lub sytuacja po prostu się spierdoli. Tak ciężko
zrozumieć prostą rzecz?**
I niestety. Gdy
tak się wspinali, w pewnym momencie, Andromeda, ~*Dndromedd~ która
szła za nim, zaczęła spadać. **Dlaczego to tej szmacie zawsze coś
się dzieje? A Grzegorz to niby co? Idealny? Nie, jest facetem, więc z automatu
jest zjebem.** ~*Powiedziała moja OC, która od pewnego momentu żyje z
ponad milionem facetów pod jednym dachem. x"D*~ **:D** ~*W
każdym razie, to Gandziomedzie najczęściej się dostaje, aby jej Gary Stu mógł
jej dupę ratować.*~ **Jakby Gandziomeda nie mogła być samowystarczalna.
Co ona, islamską pierdołą jest?** ~*Prawo opka #2: Główna bohaterka
jest tylko po to, aby jej BFF ratował ją dzień i noc. Tego nie przeskoczysz no,
takie prawo.*~ **;=;** Jej ręka ześlizgnęła się z jednego
z większych kamieni które były w tej górze. Gdy Grzegorz to zauważył, nie mógł
pozwolić, aby Andro~spierdalaj~me~n~da spadła i
roztrzaskała sobie czaszkę, tym samym umierając na miejscu. Złapał on więc
dziewczynę za rękę. ~*Debil. <- Kropka stanowczości.*~ Niestety,
przez to sam był bliski ześlizgnięcia się i spadnięcia w dół góry.
~Po pierwsze:
Raczej nie da się spaść w górę, no ale w sumie:
Prawo opka #3:
Ilość słów jest nie po to, aby opowiadanie było fajne, ale po to, żeby licznik
słów był szczęśliwy.
Więc w sumie...
Po drugie:
Kolejny zgubił instynkt samozachowawczy. To jest jak skarpetki.~
~*Porównanie
instynktu do skarpetek. Tego jeszcze nie grali. xDDD*~
~;""D~
- I co teraz? –
Spytała ze strachem w głosie dziewczyna.
- Spokojnie. Coś
wymyślę. Nie bój się. – Odpowiedział Grzegorz.
**Zdania
pojedyncze raczej wam w tym nie pomogą.**
Po chwili,
spróbował on podciągnąć się, aby złapać się mocniej za jeden z kamieni, oraz
unieść Andromedę ~*Dndromedę~ wyżej. Na szczęście udało
mu się to. **:-(** Gdy po paru minutach, oboje wrócili
do wspinaczki, poszło im to bez większych przeszkód. ~No ależ kurwa
naturalnie. -.-~ Gdy już byli na szczycie góry, musieli z niej
zejść. ~*Jak nakazuje prawo logiki.*~ Na szczęście, to poszło
im już bardzo łatwo. **:-((** ~*No kurwa. xDDD*~ **:D**
Gdy byli już poza
górą, ruszyli w dalszą podróż...
~*Amen*~
__________________________________________
Rozdział
trzynasty – Powódź
Po kolejnych
kilkunastu dniach, Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da
doszli do kolejnego miejsca ich podróży, czyli do Ndżameny. **Hej!
Chciałabym dostać opisy miast, w których się znaleźli! I fakt, że nigdy w nich
nie byłaś nie jest wytłumaczeniem, bo Google Street View działa i nic nie
zapowiada jego upadku.** ~*Wtedy opko byłoby ciekawsze, a jak wiesz:
Prawo opka #4:
Opisy to zbędny zapychacz, dlatego w opkach nigdy ich nie ma.
A prawa nie
przeskoczysz.*~ **:-(** ~*Wiem :-(*~
Gdy już się tam
znaleźli, ujrzeli, że w tym miejscu, w chwili, gdy oni się tam znaleźli, nie
było wesoło. Po ulicach płynęła woda, co znaczyło, że zaczynała się
powódź. ~A padało? Nie? To mogło oznaczać, że po prostu wcześniej
był mocny deszcz i pobliska rzeczka wylała albo kanalizacja jest zatkana, co by
mnie nie zdziwiło, zważywszy na fakt, że jesteście w Afryce. Nie ma co
dramatyzować, jeśli woda jest tylko do kostek.~
- Oby nic nam się
nie stało. – Powiedziała po chwili Andro~spierdalaj~me~n~da.
- No, oby... -
Rzekł Grzegorz.
Po tej rozmowie
ruszyli oni przed siebie. **A ten ambitny dialog został wam
zaprezentowany przez Grzegorza i Andromedę.** Na początku nie
działo się nic, oprócz tego, że buty im przemokły, przez co było im zimno w
stopy. ~*Czy czasem na tak długą podróż nie powinno się wziąć mocnych
butów jak glany, a nie byle trampki?*~ ~Powinno, ale Grzegorz i
Andromeda to niedojeby społeczne.~ ~*;-;*~ Niestety, po paru
godzinach drogi, doszli oni do miejsca, w którym znaleźć się nie powinni...
**
**
~*Najlepiej. xD
Takich debili to tylko tam.*~
**Wiem :D**
Po tych paru
godzinach drogi, Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da,
doszli do miejsca, w którym powódź rozszalała się na dobre... ~A ten
jednozdaniowy akapit jest piękny.~
Było tam pełno
wody. Samochody unosiły się na wodzie i przy okazji rdzewiały. ~Zgodnie
z prawami logiki.~ Domy były prawie całe zalane wodą. Woda wlewała
się do mieszkań przez okna i przez drzwi. ~*Basen za darmo!*~ ~Co
kurwa. xDDD~ ~*W Działdowie by się cieszyli. ;""D*~ ~Wat.
x"DDD~ ~*No co? Tam chyba PiS reklamował się przed wyborami tym,
że im basen wybudują. A to oznaka wiochy zabitej dechami. W sumie ta budka
telefoniczna przy dworcu oraz fakt, że idąc wzdłuż drogi, chyba ichniejszej
drogi szybkiego ruchu, dało się słyszeć koguta sugeruje wiochę całkowitą, a nie
miasto, jak twierdzi Wikipedia. Bez obrazy dla ewentualnych mieszkańców
Działdowa, no ale taka prawda.*~ ~A mówiłem, Działdowo to gówno, nie
jedź tam. Nie posłuchałaś, to miałaś.~ ~*Japa, ja muszę się zawsze
sama przekonać, czy dane miejsce jest atrakcyjne turystycznie. Działdowo nie
jest.*~ **Ten off-top był ciekawszy od opka.** ~*Wiadomo,
wszystko jest ciekawsze od tego gafna.*~ Drzewa były do połowy zalane
wodą. Słupy wysokiego napięcia iskrzyły się, gdyż wiadomo, że woda i prąd to
nie jest dobre połączenie. ~No kurwa nie pierdol.~ Na
dodatek, wiał dość mocny wiatr...
Grzegorz i
Andromeda ~*Dndromedd~, jeśli chcieli przeżyć, musieli
płynąć. W pewnym momencie, dopłynęli do mocnego prądu wodnego, który zaczął
ciągnąć Andro~spierdalaj~me~n~dę wstecz. Grzegorz,
widząc to, złapał dziewczynę za rękę. **Kurwa, ten zjeb jak zwykle
wszystko psuje. -.-** Niestety, po paru minutach, Andromeda ~*Dndromedd~ wyślizgnęła
mu się z dłoni. Chłopak od razu popłynął za Andro~spierdalaj~me~n~dą,
gdyż **był debilem, który zgubił instynkt samozachowawczy.** nie
chciał, aby jej się coś stało. ~*Taaa...*~
Po paru minutach
pogoni, udało mu się dogonić dziewczynę i złapać ją za ~dupę~ ~*GRZEGORZ!
xDDD*~ ~No co? Okazja idealna! :D~ ~*Won. xDDD*~ ~Nie
:D~ rękę. Gdy był już przy niej, powiedział:
- Ty to masz
pecha podczas tej podróży.
**Nie pecha,
opkowe prawa czuwają.**
- No...Niestety,
nie wiem dlaczego, ale coś się mnie uczepiło. – Rzekła dziewczyna.
**Prawa opkowe,
masz przejebane do końca życia.**
- W sumie masz
jeszcze mnie, więc nie musisz się bać o to, że ci się coś stanie. – Powiedział
Grzegorz.
~– No
właśnie tego się najbardziej obawiam. Jesteś takim debilem, że wolałabym zginąć
niż się z tobą użerać, ale ty chyba nie chcesz mojego
szczęścia. – powiedziała szczerze Androspierdalajmenda.~
~*Twoja szczerość
może konkurować ze szczerością Emily. xDDD*~
~**;""D**~
Po tej rozmowie,
ruszyli oni w dalszą drogę...
~*Jakby NIC
KOMPLETNIE się nie wydarzyło. A poza tym, znowu przerwa.*~
~Dzięki Bogu.~
__________________________________________
Rozdział
czternasty – Ponowne pobicie.
~*Dobrze, że to
przedostatni rozdział do analizy na dzisiaj, bo już ziewam tymi powtarzanymi
przygodami.*~
~Jakbyś nie mogła wymyślić czegoś oryginalniejszego.~
~*Kiedy pisałam
to opko miałam dwanaście lat, więc co się dziwić, że jest niedojebane.*~
Kilkanaście dni
po przygodzie z wodą, Grzegorz i Andro~spierdalaj~me~n~da
doszli do Centralnej Republiki Afryki, a dokładniej do Bangalore. ~*Nie
ma to jak Internet. A poza tym, do chuja co. Bangalore jest w Indiach, a Indie
są w Azji. XD*~ ~Niespójności to to, co kochamy.~ Kiedy
tam weszli, Andromeda ~*Dndromedd~ powiedziała:
- Dużo już
przeszliśmy.
~*Wyrobiliście
limit kroków w Mi Band 2 na kolejne trzy lata.*~
- No...Ciekawe
ile kilometrów już mamy za sobą. – Rzekł Grzegorz.
~Osiem tysięcy
sto pięćdziesiąt jeden kilometrów. Ja, w przeciwieństwie do was, umiem
korzystać z Map Google, ale i tak nie rozumiem, co wy do chujca robicie w
Indiach.~
- Nie wiem, ale
na pewno dużo. – Powiedziała Andro~spierdalaj~me~n~da.
**To sprawdź,
pizdo jebana. Jesteś dzieckiem dwudziestego pierwszego wieku...A nie, chwila,
przecież was okradziono. Zapomniałam.**
Po tej rozmowie
ruszyli w dalszą drogę ku Antarktydzie, aby zdobyć to, po co wyruszyli. ~Jakby
ta rozmowa w ogóle się nie odbyła.~
Niestety. Nie
wszystko było takie piękne. Ich pechowy los, znów skazał ich na niebezpieczną
przygodę. ~*Nie pechowy los, tylko prawa opek. To dwie różne rzeczy.*~ Gdy
Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ przechodzili koło
jakiegoś teatru, **Co ty miałaś z tymi teatrami? Już drugi raz w tym
opku pojawia się teatr.** ~*Nie wiem, podejrzewam że po prostu
przypadkiem tak wyszło. Nigdy nie lubiłam teatrów.*~ Grzegorza
zaciekawiła jakaś kartka która wisiała na wejściu. Oczywiście, jak to on,
przystanął, aby ją przeczytać. ~A ona była chociaż po angielsku? Bo
wątpię, aby taki matoł znał inny język poza angielskim oraz swoim
ojczystym.~ ~*Ale to Gary Stu, więc nawet jakby, to sobie
poradzi.*~ ~Nie no, ja też się cholernie rozpiszę na końcu.~ ~*Ja
was zapierdolę. ;=;*~ ~**;""D**~ Andromeda ~*Dndromedd~ tymczasem
oglądała miejsce, w którym była. ~Jak przystało na normalnego
człowieka. Chociaż w sumie, ona normalna nie była, więc to dziwne, że się tak
zachowywała.~ Niestety, po paru minutach rozglądania, ujrzała ona
jakichś mężczyzn, którzy szli w jej stronę. **Znowu Ochrona Cywilna?
Chyba im się serio w robocie nudzi.** ~*A ta znów. xDDD*~ **:D** Dziewczyna
przestraszyła się. W pewnym momencie, gdy mężczyźni podeszli do Andro~spierdalaj~me~n~dy,
powiedzieli:
**– Jesteście
tacy zjebani, że nie zasługujecie nawet na bycie Stalkerem, więc was po prostu
zajebiemy, OK?**
~*Piękna ta
wypowiedź. xDDD*~
**Wiem :D**
- No proszę
proszę...Kogo my tu mamy...
~Nikt tak kurwa
nie gada.~
Grzegorz, który
stał niedaleko i nadal czytał kartkę, nie zareagował, gdyż wydawało mu się, że
po prostu ktoś niedaleko niego z kimś rozmawia. ~*Debil. No, ale w
sumie jakbym szła z takim debilem społecznym, to też miałabym to w
dupie.*~ Jednak, po chwili usłyszał taki dźwięk, jakby ktoś kogoś bił.
Oczywiście odwrócił się on, zobaczyć, czy przypadkiem Andro~spierdalaj~me~n~dzie
nie dzieje się nic złego. ~Kurwa, jakby ona na tym świecie była
najważniejsza. Ja bym pewnie się odwrócił, aby sprawdzić, co się dzieje i czy
ewentualnie nie trzeba komuś pomóc, a nie od razu kurwa o tej mendzie
społecznej myślał.~ ~*Jak każdy myślący człowiek, no ale Grzegorz nie
ma mózgu.*~ Gdy to zrobił, ujrzał dwóch mężczyzn, którzy bili
bezbronną Andromedę. ~*Dndromedę~ Kiedy Grzegorz to
ujrzał, powiedział:
**– Pomóc
wam? W sumie to od dawna miałem w planach dołączyć do Ochrony Cywilnej.
– Jasne,
czemu nie, dodatkowa pomoc to zawsze dodatkowa zabawa. – odpowiedział
jeden z członków Ochrony Cywilnej.
– Ale
Grzegorz! Jak możesz? Przecież jesteśmy przyjaciółmi! – zawołała
półprzytomnym, przerażonym głosem Andromeda.
– W tym
świecie trzeba pracować na swój koszt. – wymądrzył się
Grzegorz, po czym dołączył do dwóch członków Ochrony Cywilnej i radośnie zaczął
napierdalać Andromedę.**
~*Ta sytuacja
była lepsza niż to całe opko. xDDD*~
**Wiem. Wszystko
jest lepsze niż to opko.**
- Zostawcie ją!
Mężczyźni, którzy
zajęci byli biciem Andro~spierdalaj~me~n~dy,
odwrócili się. ~W ogóle, to co oni ot tak zaczęli ją bić? Przecież
nawet typowy dres pyta przedtem, czy ma się jakiś problem.~ ~*Opkolandia
odpowiedzią na wszystkie nasze problemy egzystencjalne.*~ Gdy ujrzeli
Grzegorza, jeden z nich spytał:
- Bo co nam
zrobisz?
W tym momencie
Grzegorz wyciągnął swojego shotguna. Kiedy mężczyźni to zobaczyli, nie chcąc
narażać się na śmierć, musieli zostawić dziewczynę i odejść. ~*Przynajmniej
ci nie zgubili swojego instynktu samozachowawczego.*~ Gdy Grzegorz i
Andro~spierdalaj~me~n~da zostali już sami, chłopak
schował shotguna **Gdzie on w ogóle trzymał tę broń?** ~*Nie
wiem. Pewnie w dupie, bo w końcu w opku wszystko jest możliwe.*~ i
podbiegł do Andromedy ~*Dndromedy~. Gdy był już przy niej,
dziewczyna uniosła swój wzrok, w którym kryło się przerażenie.
- Andro~n~medo,
nie bój się...Już jestem przy tobie... - Powiedział po chwili Grzegorz.
~*– No
i właśnie tego się obawiam, matole. Dasz mi w końcu zdechnąć, zjebie pieprzony,
czy po Kombinat mam zadzwonić?– spytała wkurwiona Andromeda.*~
~Pięknie.
Bjutiful. xDDD~
~*Wiem
;"""D*~
-
Grzegorz...Dziękuję ci... - Rzekła Andro~n~meda.
- Oj nie ma za
co...Teraz lepiej usiądź i nabierz sił na dalszą podróż... - Powiedział
Grzegorz.
**Wy to weźcie
się wyleczcie z Nadkropkozy.**
Po tej rozmowie
dziewczyna usiadła. Gdy już siedziała, spytała Grzegorza:
~*– Jak
to jest, że teorii uczy się łatwiej niż praktyki?*~
~Wspaniałe
pytanie, jakie ktokolwiek komukolwiek mógłby zadać w tej sytuacji. xDDD~
~*Wiem :D*~
- Dlaczego?
Dlaczego to mnie spotyka? Czemu muszę tak cierpieć?
~*For justice,
motherfucker.*~
- Nie wiem. Ktoś
lub coś się chyba ciebie uczepiło i po prostu nie daje ci żyć. ~Prawa
opkowe. Ich nie przeskoczysz.~ Ale nie martw się, gdy dojdziemy
już na Ant~y~arktydę ~*Znów? xDDD*~ ~No.
:D~ i zdobędziemy ten łuk oraz strzały, wszystko minie. **:-(** –
Odpowiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie,
posiedzieli oni jeszcze trochę, po czym wstali i ruszyli w dalszą
drogę...
**Bo nic się nie
wydarzyło.**
__________________________________________
Rozdział
piętnasty – Droga przez metro.
~Bogu dzięki, choć raz coś oryginalnego.~
~*CUD! \O/*~
Po kolejnych
kilkunastu dniach, Grzegorz i Andro~n~meda dotarli do Demokratycznej
Republiki Kongo, **Po pierwsze to jest Demokratyczna Republika
Konga. Po drugie, wątpię aby w afrykańskim Wygwizdowie Górnym był taki cud
techniki jak metro.** ~*Wyobraźnia jest naszym jedynym
ograniczeniem.*~ a dokładniej do Kisangani. Gdy już tam byli, ponownie
zastali spokój. Co prawda, ludzie chodzili po ulicach, jednak nie zdarzało się
nic nadzwyczajnego. ~*Co jest dziwne, bo przypominam, że jesteśmy w
Afryce, a tam zawsze jest rozpierdol.*~ Grzegorz i Andro~n~meda
wiedzieli jednak, że coś się szykuje. **Miło, że w końcu zaczęliście
się zgadzać w tym temacie. Zawsze lepiej późno niż wcale.** Coś
złego...
W pewnym momencie
drogi, ujrzeli oni zejście do linii metra. ~*Science-Fiction, poziom
pierwszy.*~ Musieli przez nie przejść, gdyż było na trasie ich
wędrówki, a oni woleli nie zbaczać z drogi, gdyż mogliby się zgubić i już nigdy
więcej nie dojść po rzeczy które uratowałyby ich z tych męczarni. ~*Tych
samych męczarni, które nimi nie były. Przecież Dawid was praktycznie w ogóle
nie nawiedzał, Patryka i Mateusza też dawno nie było, spokój jak nie ma co. A
poza tym, włączcie tę jebaną nawigację albo Czarkiem poszczuję i on was
zamiauczy na śmierć.*~ Kiedy zaś weszli do podziemi, zastali coś
naprawdę dziwnego...
W środku było
całkowicie pusto. Nie było tam żadnych ludzi, którzy czekaliby na metro. ~Nie
dziwne, bo w Afryce metro to chyba czarna magia. A przynajmniej nigdy nie
słyszałem o metrze w afrykańskim kraju.~ Co gorsza, samo metro
również nie jeździło...
- Coś się
szykuje. Coś bardzo złego. – Powiedział po chwili Grzegorz.
- A ty jak zwykle
przesadzasz. – Rzekła Andro~n~meda z irytacją w głosie.
**Jezu, dziwko
jebana, weź się zajeb. Jak mnie ta kurwa jebana wkurwia. Przeżyli już tyle i
Grzegorz zawsze miał rację w swoich negatywnych przeczuciach, a ta mimo tego,
iż przeszliśmy już przez ponad połowę opka nadal mu nie wierzy. Boże, weź ją
zajeb.**
~*Takie prośby to
bardziej do Szatana.*~
**Japa**
~*:D*~
Po tej rozmowie
ruszyli oni przed siebie. Niestety, po parunastu minutach drogi, usłyszeli oni
huk. Po chwili zaś dało się zauważyć pędzący w ich kierunku z bardzo dużą
szybkością wagon metra.
~– Suprajs,
motherfucker! Nie spodziewaliście się mnie! – zawołało metro.~
~*Jakim cudem
metro mogło coś powiedzieć? xDDD*~
~Jesteśmy w
Afryce, tu wszystko jest możliwe. :D~
~*Ale kurwa bez
przesady! xDDD*~
~:D~
**"""**Co dziwne**"""**,
wagon pędził w kierunku Andro~n~medy. **Nie dziwne.
Nawet wagon wiedział, że Andromeda to wkurwiająca pizda, którą należy
zajebać.** Dziewczyna była tak przerażona, że nie mogła się nawet
ruszyć, mimo iż chciała. Strach był silniejszy od niej i mogła ona stać tylko
jak sparaliżowana. **Dalej! Zajeb ją!**
Gdy Grzegorz to
ujrzał, od razu podbiegł do Andro~n~medy i odepchnął ją w
bok. **Zjeb pierdolony, jak zwykle wszystko psuje.** Po
chwili, jako iż nie zdążył uciec, wagon odepchnął go bardzo mocno w kierunku
najbliższej ściany. ~Zgaduję, że ta sytuacja została wprowadzona
tylko po to, aby Grzegorz też oberwał?~ ~*Da*~ ~;=====;~ ~*Wiem
;=;*~
Kiedy Andro~spierdalajdziwko~me~n~da ~*Androspierdalajdziwkomenda.
Jeszcze lepiej. xDDD*~ ~No co? Mnie też ona wkurwia. :D~ to
zauważyła, od razu podbiegła do Grzegorza, który leżał półprzytomny na ziemi.
Gdy już była koło niego, zapytała:
~*– Może byś
w końcu zdechł, debilu?*~
~Prawdziwa
przyjaźń to podstawa. xDDD~
~*C'nie? :D*~
- Nic ci nie
jest?
**Czy po jego
stanie nie możesz tego wywnioskować, dziwko jebana?**
- Nie...Bolą mnie
tylko nogi... - Odpowiedział słabym głosem Grzegorz.
~Kłamca~
Po godzinie, gdy
Grzegorz mógł już wstać, ~*Mimo iż jego nogi powinny być rozjebane na
tyle, że nie mógłby wstać. W ogóle, zgodnie z prawami logiki, powinien zostać
zutylizowany.*~ ~To określenie na śmierć jest piękne. xDDD~ ~*Wiem
:D*~ wstał z podłogi i wraz z Andro~spierdalajdziwko~me~n~dą
udał się ku drugiemu wyjściu...
Tymczasem, w
Polsce, a dokładniej w Krakowie, **Zauważyliście, że mimo iż w tym
opowiadaniu narrator jest trzecioosobowy, to bardzo rzadko pojawia się wątek
Patrick and The Small Guya, Matheo i Dejwida?** ~*Jak w każdym moim
opku tego typu.*~ **Brak słów. Po prostu BRAK SŁÓW. ;=;** ~Mało
czytasz, to i słów brakuje.~ **EJ!** ~;"D~ Patryk ~*Patrick
and The Small Guy~ i Mateusz, ~**Matheo*~ widząc,
że Grzegorz i Andro~spierdalajdziwko~me~n~da nadal
żyją, Patryk ~*Patrick and The Small Guy~ powiedział:
- Trzeba coś
zrobić, bo niedługo dojdą na tą ~*tę~ Ant~y~arktydę!
- Ale co my
możemy zrobić? – Spytał Mateusz. ~**Matheo*~
- No właśnie nie
wiem. Może by się tam znów udać i im przeszkodzić? – Powiedział Patryk. ~*Patrick
and The Small Guy~
**Ja wiem, że to
jest w ich wypadku najlogiczniejsze rozwiązanie, ale czy nie mogliby wymyślić
jakiegoś oryginalniejszego sposobu? Wtedy opko mogłoby być ciekawsze!**
~*I nie byłoby
opkiem, i wtedy bylibyśmy szczęśliwi, a chyba nie o to chodziło dawnej mnie.*~
**:-(**
~*Wiem :-(*~
Jak postanowili,
tak zrobili...
~*Mam nadzieję,
że już wiecie, co stanie się w kolejnym rozdziale?*~
~To w sumie
dobrze, bo ci popierdolce dawno się nie pojawiali.~
~*A kolejny
rozdział zajmuje stronę, cztery linijki i cztery słowa.*~
~Znowu się nie
popisałaś.~
~*Wiem ;=; W
każdym razie, koniec na dzisiaj. Zanalizowaliśmy już siedem rozdziałów i
jesteśmy w ponad połowie opowiadania.*~
~Dzięki Bogu, bo
to opko robi się wkurwiające.~
**Miło, że nie
tylko ja tak sądzę.**
__________________________________________
Rozdział
szesnasty – Drugie spotkanie z wrogami.
~Jednak analizujemy dalej?~
~*Jeszcze tylko
dwa rozdziały, bo akurat się nudzę, a jest jeszcze za wcześnie aby iść spać.*~
~Dzięki Bogu, bo już się bałem.~
Po kolejnych
kilkunastu dniach, Grzegorz i Andro~spierdalajdziwko~me~n~da
dotarli do Rwandy. Kiedy tam weszli, zastali pustkowie. ~*Choć raz coś
oryginalnego.*~ Zdziwiło ich to, gdyż od czasów Belgradu nie zastali
takiego pustkowia. ~*Opkolandia uznała, że czas być choć trochę
oryginalną i ot co z tego wyszło.*~ A było ono takie, jakby naprawdę w
tym miejscu już nikt nie mieszkał.
Po ulicach walały
się różne śmieci. Bloki były poniszczone. W oknach były wybite szyby. **Prawdopodobnie
zostały wybite tymi zdaniami pojedynczymi.** Drzwi były
poobdzierane oraz odpadające. Samochody, które stały na parkingach były
porozwalane oraz miały wybite szyby. ~Polacy tu byli.~ Latarnie
były zniszczone jak wszystko. Place zabaw, zniszczone, wyglądały
strasznie... ~*Nie pierdol, ten plac zabaw z "Half-Life
2" wcale strasznie nie wygląda...A nie, tu mówimy o prawdziwym
świecie. Sorki.*~
**A poza tym,
hej! Mamy opis! O.O**
~*CUD! \O/*~
~Będzie idealny
tydzień! **.**~
- To Rwanda jest
opuszczona? Przecież niedawno mieszkali tu ludzie. – Powiedziała ze zdziwieniem
Andro~spierdalajdziwko~me~n~da.
**Jezu, jak można
tak pomyśleć? Przecież nie ma powodów, aby wszyscy mieszkańcy Rwandy nagle ją
opuścili. -.-**
~*Andromeda to
debilka do sześcianu, więc...*~
**A, no tak.
;=;**
- Eee...To pewnie
jest sztucznie zrobione przez naszych wrogów, aby nas odwieść od celu. Przecież
to jest realnie niemożliwe. – Rzekł Grzegorz.
~*Jezu, będzie
idealnie idealny tydzień! Grzegorz użył mózgu! O.O*~
~Matko Boska, toż
to cud nad cudami! **.**~
**JEZU! \O/**
- W sumie może i
masz rację. – Powiedziała Andro~spierdalajnaksiężycdziwko~me~n~da.
~*Androspierdalajnaksiężycdziwkomenda.
Jeszcze piękniej. xDDD*~
~Wiem, po prostu
nienawidzę tej szmaty. xDDD~
Po tej rozmowie
ruszyli oni w dalszą drogę. **Jakby nic się nie wydarzyło.** Po
przejściu paru kroków ujrzeli oni...swoich wrogów. ~I dobrze, bo
tych patafianów akurat prawie w tym opku nie było.~
- No po prostu
pięknie. To znów wy? – Powiedział poirytowany Grzegorz.
**Ja tam się z
tego powodu cieszę, bo mimo iż są waszymi wrogami, to pojawiają się raz na
ruski rok.**
- Tak! Nie damy
wam spokoju póki was nie wykończymy! – Rzekł Patryk. ~*Patrick and
The Small Guy~
- No to się
napracujecie. – Powiedziała z pogardą Andro~spierdalajdziwko~me~n~da.
~*Ależ ona
skromna...*~
Po tej rozmowie,
tradycyjnie zaczęła się walka. ~Bo co innego.~ Na
początku wydawać by się mogło, że wygrają Grzegorz i Andro~spierdalajdziwko~me~n~da,
jednak w pewnym momencie wygrali Patryk ~*Patrick and The Small Guy~ i
Mateusz. ~**Matheo*~ **A poza tym, nie mogliby teraz wygrać
Gregory i Gandziomeda, bo to szesnasty rozdział z dwudziestu siedmiu, co nie?
Jakby teraz wygrali, to świat by się zawalił, bo opko byłoby bardziej
realistyczne.** Pchnęli oni Andro~spierdalajdziwko~me~n~dę
w kierunku jakiejś potłuczonej szyby. ~*Tej samej, która wzięła się z
dupy, jak to całe łopatologiczne łopko.*~ Grzegorz oczywiście podbiegł
do niej, aby sprawdzić czy dziewczynie nie stało się nic złego. ~Zjeb~ W
tym momencie, Patryk ~*Patrick and The Small Guy~ i
Mateusz, ~**Matheo*~ korzystając z okazji – zwiali. **Ja
bym skorzystała z okazji i zajebała tych dwóch matołów korzystając z ich
nieuwagi, no ale to tylko ja i moja wybujała wyobraźnia.**
Tymczasem,
Grzegorz, który był już koło Andro~spierdalajdziwko~me~n~dy
spytał:
- Nic ci nie
jest?
- Nie... -
Odpowiedziała Andro~spierdalajdziwko~me~n~da
wstając.
Po tej rozmowie
odwrócili się oni. **Ten dialog wygrałby konkurs na najbardziej
niepotrzebny dialog dekady.** Nie zastali już, ~Przecinek,
wypierdalaj.~ bowiem swoich wrogów. ~*Bowiem kto normalny
stałby i czekał jak debil.*~ Ruszyli, **Przecinek,
wykurwiaj w podskokach.** więc w drogę... ~Bo co innego
mieliby do roboty.~
__________________________________________
Rozdział
siedemnasty – Dziwny lot nad miastem.
~O Jezu, znowu będziemy powtarzać tą samą
hipernierealistyczność co zawsze?~
~*Da*~
~No ja nie mogę. Tak się rozpiszę na końcu, że mnie
znienawidzisz.~
~*Zawsze będę cię
kochała. :**~
~No kurwa! :<~
~*;"D*~
Kilkanaście dni
po drugim spotkaniu z wrogami, Grzegorz i Andro~spierdalajdziwko~me~n~da
doszli już do Lubumbashi. Kiedy się tam znaleźli, na początku nic nie
zapowiadało kolejnej przygody. Jednak... **Czy oni będą kiedyś mieli
spokojną drogę przez daną lokację?** ~*<Sprawdza> Nie.*~ **;"-(** ~*Wiem,
też rozpaczam z tego powodu. ;"-(*~
Kilka godzin
później, Grzegorz i Andro~spierdalajdziwko~me~n~da
ujrzeli lotnisko, a na nim stojący samolot towarowy, który miał lecieć do
kolejnego miejsca. **Zgaduję, że podróży naszych dwóch niedorozwojów
społecznych, bo inaczej byłoby to utrudnienie i wszyscy byśmy byli szczęśliwi,
a przecież nie o to chodziło aŁtorce.** Kiedy Grzegorz to ujrzał,
powiedział:
- Ej, chodź,
przelećmy się tym samolotem!
**Boże, ty
upośledzony debilu. Przecież was okradziono, więc nie macie pieniędzy na bilet.
-.-**
- TO JEST SAMOLOT
TOWAROWY! ~*A ta skąd to wiedziała? Pewnie X-Ray w oczach ma, Mary Sue
jebana.*~ A poza tym nie mamy pieniędzy! ~Miło, że to
zauważyłaś, a nie od tak przystałaś na plan swojego ułomnego kolegi.~ –
Powiedziała Andro~spierdalajdziwko~me~n~da.
- No to kiedy ten
samolot będzie startował i kiedy nikt nie będzie patrzył, złapmy się o jedno
koło i tak polecimy. Proooszę! – Powiedział Grzegorz.
**Brawo, matole.
Po pierwsze, podwozie jest zawsze chowane podczas startu samolotu, więc
będziecie musieli się go puścić, jeżeli nie będziecie chcieli stracić dłoni, a
co za tym idzie, spadniecie i rozbijecie sobie te głupie ryje. Po drugie, jak
samolot będzie się wznosił, to szybko się udusicie.**
~*Mary Sue i Gary
Stu miałoby się nie udać? Nie przesadzaj.*~
**;=;**
- Nie. – Rzekła
Andro~spierdalajdziwko~me~n~da.
**Miło, że
chociaż raz jest taka nieugięta.**
~*Nie zdziwiłabym
się, gdyby okazało się, że ten zabieg dałam tylko po to, aby przedłużyć
rozdział.*~
**Pewnie tak
było, ale nacieszyć się zawsze można.**
W tym momencie
Grzegorz zrobił minę z~*a*~bitego psa. ~Znów? xD~ ~*A
czemu nie? :D*~ Andro~spierdalajdziwko~me~n~da
widząc to, powiedziała:
- Nie. Przez
ciebie już wpakowaliśmy się w kłopoty w tramwaju – widmo.
~*Przynajmniej
początek tego rozdziału jest ciekawszy. Zawsze to jakiś plus, dzięki któremu
opko choć trochę unosi się ponad dnem szamba.*~
~Ja jednak mam
wrażenie, że to serio zostało dodane tylko po to, aby przedłużyć rozdział.~
~*Nie zdziwiłabym
się, ale trzeba się cieszyć póki można.*~
Jednak Grzegorz
nie dawał za wygraną**, bo był debilem**. Nadal patrzył na Andro~spierdalajdziwko~me~n~dę
z miną z~*a*~bitego psa, po czym powiedział:
- No proooszę!
- Eh...No niech
ci już tam będzie...Tylko żeby potem nie było, że nie ostrzegałam. – Rzekła
Andro~spierdalajdziwko~me~n~da.
**Cholera! No,
ale gdyby się nie zgodziła to rozdział nie mógłby iść dalej, więc...**
Po tej rozmowie,
poczekali na start samolotu. Gdy po godzinie samolot wystartował, Grzegorz i
Andro~spierdalajdziwko~me~n~da podbiegli do
samolotu i w ostatniej chwili złapali się za koło, które **""""""""""""""**o
dziwo**""""""""""""""** się
nie schowało. **Nie o dziwo. Jeżeli byłoby inaczej, opko byłoby
bardziej realistyczne i wszyscy byśmy umarli z rozpaczy.** Na
początku wszystko było normalne. ~Pomijając fakt, że powinni się
udusić.~ Niestety...
Po czterech
godzinach lotu, ~Jakim cudem oni się nie udusili, nie
wiadomo.~ ~*Wiadomo. Byli Mary Sue i Gary Stu.*~ ~A, no tak.
;=;~ gdy Grzegorz i Andro~spierdalajdziwko~me~n~da
przelatywali nad jakimś jeziorem, Andro~spierdalajdziwko~me~n~da,
która trzymała się nogi Grzegorza, w pewnym momencie ni z tego, ni z owego
zaczęła się wyślizgiwać, mimo iż trzymała się bardzo mocno. **Czuję,
że w tym momencie prawa fizyki zmienią się w minecraftowe tylko po to, aby ta
pokraka przeżyła.** ~*Correct ;=;*~ **;===;** ~*Wiem
;=;*~ W pewnym momencie wyślizgnęła się i zaczęła spadać w dół. Gdy
Grzegorz to zobaczył, nie mógł pozwolić na to, aby Andro~spierdalajdziwko~me~n~dzie
coś się stało. Wiedział on, że pod nimi jest woda, ale i tak bał się o
dziewczynę. ~*Nie dziwne, bo jej ryj po spadnięciu do wody z takiej
wysokości powinien rozjebać się o taflę wody jak Tupolew o ziemię.*~ Puścił
się on koła i zaczął lecieć w kierunku dziewczyny. **Ten debil chyba
urodził się bez instynktów, a nie je zgubił.** Po chwili doleciał
już do niej. Gdy był koło niej, złapał ją za ~dupę~ ~*No do
cholery, Grzegorz! xDDD*~ ~Okazje trzeba wykorzystywać. :D~ ~*Lecz
się. xDDD*~ ~:D~ rękę. Po chwili oboje wpadli do jeziora.
Na szczęście przeżyli. **Minecraft Attack Super Effective** Kiedy
wypłynęli już na powierzchnię i wyszli na ląd, Andro~spierdalajdziwko~me~n~da
powiedziała:
- Grzegorz,
dlaczego tam nie zostałeś?
**– Nigdy ci
tego nie mówiłem, ale urodziłem się bez instynktów. No i jestem debilem, to też
jest powód. – odpowiedział zgodnie z prawdą Gregory.**
- Nie mogłem cię
tu zostawić na pastwę losu. Co z tego, że doleciałbym do Zambii, jeśli ty nie
mogłabyś być tam ze mną? – Rzekł Grzegorz.
~Ja bym wolał być
wszędzie, gdzie tej szmaty nie ma, ale to tylko ja i miliony innych, myślących
osób.~
- Oh, dziękuję,
że tak mówisz... - Powiedziała Andro~spierdalajdziwko~me~n~da.
- Oj, to tylko
sama prawda. – Powiedział Grzegorz.
**A ten
bezemocjonalny dialog został wam zaprezentowany przez Grzegorza i Andromedę.**
Po tej rozmowie,
ruszyli oni w kierunku Zambii... ~Jakby nic się nie wydarzyło.~
__________________________________________
Rozdział
osiemnasty – Dzikie zwierzęta.
~*Wiem, że tego
rozdziału mieliśmy dzisiaj nie analizować, ale on ma tylko jedną stronę*~
~Dobra, jakoś to przeżyjemy.~
Grzegorz i Andro~spierdalajdziwko~me~n~da
po upadku do jeziora nie mieli długiej drogi do Zambii. Zajęła im ona ledwo dwa
dni. **Bo jakby mieli długą drogę, to opko byłoby ciekawsze, a nie o
to chodzi.** Kiedy zaś tam doszli, Andro~spierdalajdziwko~me~n~da
powiedziała:
- Mam złe
przeczucia...
~To jakaś
odskocznia. Zwykle to Grzegorz zaczynał pesymistycznie rozpoczynać rozdział.~
~*CUD! \O/*~
- I nie tylko
ty... - Powiedział Grzegorz.
Bowiem w Zambii
był strasznie dziwny spokój. **A, to fakt. Jak na Afrykę to
dziwne.** Nie działo się nic, co mogłoby niekorzystnie wpływać na
i tak już długą podróż Grzegorza i Andro~spierdalajdziwko~me~n~dy. ~*Że
im się chciało tyle iść. Byłoby śmiesznie, gdyby ten łuk okazał się prankiem.*~ ~To
by było zbyt oryginalne jak na opko.~ ~*Niestety :-(*~ Nie
było to bowiem normalne. Zwykle, gdy był taki spokój, zdarzało się coś
niebezpiecznego, co zagrażało najczęściej życiu Andro~spierdalajdziwko~me~n~dy. **Bo
OCZYWIŚCIE, najbardziej poszkodowana musiała być zawsze ta kurwa jebana. -.-**Tym
razem tak nie było... **DUN DUN DUUUN!**
Kilka godzin
później, gdy Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ przechodzili
przez las, ~*Ten sam, który wziął się z dupy.*~ nagle
wyskoczyły na nich dzikie zwierzęta, które oczywiście zaatakowały tylko
Andromedę. ~*Dndromedę~ ~*A poza tym, oczywiście że tylko
ją. Jak ta jebana w dupę Mary Sue mnie wkurwia.*~ **Nie tylko ciebie,
Ramoninth. Nie tylko ciebie.** Dziewczyna próbowała się bronić,
jednak to nic nie dało. Grzegorz, widząc to, sprawdził, czy podczas lotu za
Andromedą ~*Dndromedą~ nie zgubił mu się shotgun. Na
szczęście miał go przy sobie. ~*No ależ oczywiście, bo inaczej rozdział
byłby ciekawszy. Boże, od czasu "366 dni" dawno się
tak nie wynudziłam.*~ ~Weź nie przypominaj o tamtym szataństwie.
;___;~ ~*Fakt, to są złe wspomnienia. ;___;*~ Po wyjęciu
broni, wycelował on w zwierzęta, czym je zabił. **Wnioskuję, że
również wystrzelił, ale wiecie, po co to dopisać, aby zdanie miało sens.** Kiedy
to zrobił, schował shotguna i podbiegł do półprzytomnej Andromedy ~*Dndromedy~ leżącej
na ziemi...
Gdy już był koło
niej, widząc stan Andromedy, ~*Dndromedy~ powiedział:
-
Andromedo, ~*Dndromedo~ spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
**Jak ona ma być
spokojna, skoro nawet nie wie, czy przeżyje? Znaczy wiadomo, że przeżyje, ale
skąd ona miałaby to wiedzieć, co nie?**
Po czym zajrzał
on do swojej torby, której nikt nie ukradł, gdyż nie było tam nic cennego. Po
chwili szukania, wyjął on z torby bandaże i wodę utlenioną. ~Które,
jak to całe opko, wzięły się z dupy.~ Gdy po paru minutach,
Andromeda ~*Dndromedd~ miała już odkażone i
zabandażowane rany, powiedziała słabym głosem:
**– Jak
tylko wydobrzeję, to dzwonię po Kombinat. Chcę zdechnąć, chuju. Tak ciężko to
ogarnąć?**
~*Piękna ta
szczerość. xD*~
**Wiem :D**
-
Grzegorz...Dziękuję ci...
- Oj, nie ma za
co... - Odpowiedział chłopak.
~Znowu w pizdę
ambitny dialog, aż tynk z okna odpadł.~
~*Jakim cudem?
XD*~
~To opko jest tak
nudne, że nawet to jest możliwe. :D~
Po dwóch dniach,
gdy Andromeda ~*Dndromedd~ odzyskała siły i gdy mogła
wstać, ~*Dobra, tutaj te dwa dni mają sens.*~ wraz z
Grzegorzem ruszyła ku Ant~y~arktydzie... **Bo co miała
do roboty.**
~*Już serio koniec
na dzisiaj. Zostało nam jeszcze osiem rozdziałów do końca analizy.*~
~Dzięki Bogu, bo
to opko to kwintesencja nudy.~
**A wręcz
podręcznikowy przykład jak nie pisać opowiadania przygodowego.**
~*A nawet jak nie
pisać opowiadań.*~
**W sumie
racja.**
__________________________________________
Rozdział
dziewiętnasty – Upadek
**Tego opka? To nastąpiło już dawno.**
~*A może upadek
opka, które zanalizujemy w kolejnej analizie? To nastąpiło dwa lata temu.*~
~O. A co będziemy analizować?~
~*
Mam w planach
oznaczenie tego cztery razy jako +18 i przed osobami analizującymi walnąć kolaż
złożony z znaczków +18, aby każdy miał pewność. Nie będę spoilerować czemu,
ALEBOŻERATUJNAS. ;_;*~
~Czy to jest ten remake "366
dni"?~
~*Da. Dzisiaj
sobie o nim przypomniałam i już wiem, czemu od czterech miesięcy go nie
tknęłam.*~![]()
**Noł. ;_; Czytałam to poprzednie oraz to obecne. To
obecne jest gorsze. ;=;**
~*Magia, czyż
nie? ;_;*~
~Ale długi off-top. :D~
~*Wiem xD*~
Po kilkunastu
dniach od nieszczęśliwego **Usuń to "nie" i
będzie obiektywnie.** wypadku Andromedy, ~*Dndromedy~ Grzegorz
oraz Andromeda, ~*Dndromedd~ doszli do **K**Lus**ki**aki. ~Co.
xDDD~ **Głodna jestem. :D** ~Jadłaś dwie minuty temu.
xD~ **Mam okres, więc siedź cicho. :D** Na początku
nie działo się nic nadzwyczajnego. Ludzie nie atakowali ich, więc było
dobrze. ~*Kurwa, to brzmi jak mój nowy FanFiction, tylko nikt nikogo
tam bezpodstawnie nie atakuje. Na razie.*~ Niestety, jako iż ich los
jest ~*Dzisiaj mam na kolację jakieś dziwne ziemniaki, zmiano czasu.
Jesteś chętna?*~ nieustępliwy, po paru godzinach podróży stało się coś
niebezpiecznego... **Szambo z cysterny wiozącej szambo z pobliskiego
Toi-Toi wylało się na nowe Air Maxy Grzegorza. Mam gdzieś, że Air Maxy nie są
już w modzie, wtedy były.** ~*Piękna ta historia. Opowiem ją na
polskim. XD*~ ~Cudownie, zważywszy że omawiacie "Dziady" Mickiewicza.
XD~ ~*O, to szambo do Mickiewicza pasuje. :D*~ ~No kurwa.
xD~ ~*:D*~
W pewnym momencie
drogi, Grzegorz i Andro~mamziemniaki~me~n~da ~*Andromamziemniakimenda.
Bjutiful. xD*~ ~:D~ zobaczyli jakąś rzekę.
- I jak
dostaniemy się na drugi koniec? – Spytała dziewczyna.
- Hmm. Mogę
zbudować dla nas tratwę. – Odpowiedział Grzegorz.
**Bo Google Maps
nadal nie było opcją.**
~*Było, ale wtedy
to nie byłoby opko.*~
**I wszyscy
bylibyśmy szczęśliwi.**
- No o drewno to
nie będzie trudno, ale masz to potem czym złączyć? – Zapytała Andro~sprzeda~m~B~e~EMWU~da. **AndrosprzedamBeEMWUda.
Piękny ten tasiemiec. XD** ~Wiem x""D~
~*– Złączę
je mocą mody na gejów! – zawołał Grzegorz.
– Kurwa,
zjebie, masz to połączyć, a nie tworzyć najtwardszy materiał we Wszechświecie.
- odparła AndrosprzedamBeEMWUda.
– O chuj,
faktycznie. XD
– To może złączymy
to mocą mody na K-pop i gejów. :D
– Kuźwa, czy
ty chcesz świat wysadzić?
– Lol,
faktycznie. Może złączmy to po prostu mocą Opkolandii. ;_;*~
**To był
najpiękniejszy dialog, jaki ktokolwiek mógłby przeprowadzić. :D**
~*Wiem X"D*~
- Mam przecież
dwie liny~, które wziąłem z mojej bardzo pojemnej dupy~. Jedna z
nich powinna wystarczyć. – Ponownie odpowiedział Grze~bał~gorz~ałę~.
~*GRZEBAŁGORZAŁĘ.
X"DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD*~
**
**
~Tak, wiem.
x"""D~
Po tej rozmowie
zaczęli oni zbierać odpowiednią ilość materiału potrzebnego na zbudowanie
tratwy. ~*Licznik Słów Lubi to!*~ Gdy już mieli wszystko co
trzeba, Grze~bie~gorz~ów Wielkopolski~ ~*Co ty
dziś jadłeś? xD*~ ~Chciałem sprawdzić, jak smakuje żarcie jajczane dla
kotów, że Czarek tak je uwielbia. Masz odpowiedź. :D~ ~*Nie no, ty
zjebie. XD*~ ~A teraz Czarek na mnie japę piłuje. XD~ ~*Nie
dziwne, skoro wpieprzyłeś jego ulubione żarcie, niedojebany psycholu.
XD*~ ~:D~ zaraz zaczął budować to, co trzeba. Po parunastu
minutach zakończył swoją robotę. ~Bo to jebany Gary Stu był.~
Gdy tratwa stała
już na wodzie, Grze~bie~gorz~ką wódę~ ~*Wyjdź.
xDDD*~ ~Ubarwiam opko. :D~ ~*Aż Czarek się wkurwił i poszedł
miauczeć do sedesu.*~ ~Twój kot jest bardzo inteligentny. xD~ ~*Wiem
:D*~ i An~a~dro~gę~me~n~da **Anadrogęmenda.
Genialne imię. xDDD** ~Wiem. Chciałabyś takie. :D~ **CO.
XDDDDDDDDDDDDD** ~:D~ usiedli na niej i zaczęli
płynąć. Na początku nie działo się nic niebezpiecznego. Jednak, po parunastu
minutach ujrzeli oni gwałtowny spadek wody w **bok** ~*JAK.
xDDD*~ **Magia Opkolandii. :D** dół.
- WODOSPAD! –
Krzyknęła Andromeda. ~*Dndromedd~
- O nie...To już
po nas. Musimy coś wymyśleć, albo zginiemy! – Powiedział Grze~~*NIE.
xD*~ :D~gorz
Po chwili ujrzeli
oni jakąś wystającą gałąź**, która postanowiła powystawać, bo Opkolandia
kazała.**. Od razu postanowili się jej złapać. Grzegorzowi udało się to
bez problemu, gdyż siedział bliżej ~dupy Andromedy~ ~*Czy
ty już żyjesz kolejną analizą? xD*~ ~Trochę :D~ ~*Noł.
xD*~ ~;"D~ gałęzi. Jednak, Andromeda ~*Dndromedd~ przy
próbie złapania się gałęzi, dopłynęła już do wodospadu i spadła w dół. **A
teraz na poważnie, bez niedojebania Grzegorza. ~:D~ Won,
zjebie. xD W każdym razie, tak na poważnie to znowu tej popierdolonej dziwce
musi trafiać się wszystko co najgorsze. Ja bym stworzyła Grzegorza-islamistę i
Andromedę-islamistkę, i tylko Grzegorz dostawałby wpierdol.** ~*Grzegorz
jako islamista? Dlaczego jeszcze bardziej dobijasz tę religię? Sądzę, że
Allahowi wystarczy upośledzonych wiernych, którzy mają coś nie tak z głową. Nie
dowalaj ich już i tak pokaranemu bóstwu kolejnego dekla do kolekcji.*~ **W
sumie...No, ale Grzegorz w moim świecie dostawałby co najmniej dziesięć razy na
godzinę wpierdol od Overwatch Elite. :D** ~*No ja jebe. xD*~ **Z
kim?** ~*EMILY! xDDD*~ **:D**
Grzegorz,
zauważywszy to, niewiele myśląc, ~*On niewiele myśląc wykopyrtnął na
ten świat, skażając go izotopem uranu-238, z którego zapewne zbudowany jest
jego mózg, dlatego jest nieśmiertelny i ma opóźnione reakcje. W końcu izotop
uranu-238 ma chyba najbardziej opóźniony zapłon w świecie chemii (czas
połowicznego rozpadu to 4 500 000 000 lat, czyli 4,5*10^9 lat).*~ ~I
wszystko jasne.~ puścił się gałęzi i skoczył za Andromedą. ~*Dndromedą~ **Idiota.
Ja bym odtańczyła taniec radości i poszła się najebać do pobliskiego baru.** Gdy
był już na dole wodospadu, ujrzał nieprzytomną Andromedę ~*Dndromedę~ unoszącą
się na wodzie.
„O nie...Mam
nadzieję, że ~*nie*~ żyje..." – Pomyślał Grzegorz, po
czym, jako iż woda była już płytka, podszedł do dziewczyny, po czym wziął ją na
ręce i ~*z radością stwierdził, że zaczęła sztywnieć. Czując to, jebnął
nią jeszcze o ziemię, aby mieć pewność, że magicznie nie ożyje, po czym
odtańczył Gangnam Style nad jej zwłokami.*~ sprawdził, czy
oddycha. ~*Nie, zmiano czasu, chyba nie mam cytrynowej herbaty,
chociaż...Czekaj, sprawdzę. Wczoraj chyba była ostatnia saszetka.*~
Gdy okazało się,
że dziewczyna oddychała, **<Planuje ilość akapitów w analizie
końcowej.>** ~*;_;*~ **>:D** Grzegorz
odetchnął z ulgą. Przeniósł ją więc na brzeg i położył na ziemi, po czym usiadł
obok niej i zaczął czekać na moment przebudzenia się Andromedy ~*Dndromedy~... ~*Ja
bym wyjęła telefon i weszła na Instagrama lub Wattpada, no ale to tylko ja i
moja wybujała wyobraźnia.*~
Kilka minut
później, dziewczyna obudziła się. **Miło, że wiedziałaś, ile
przeciętnie człowiek jest nieprzytomny.** ~*Zawsze to jakaś miła
wiadomość wśród g-g-gówna.*~ Gdy otworzyła oczy, ujrzała ~dupę
Grzegorza~ niebo. ~*Piękny widok. xD Wyobraziłam go sobie.
XDDD*~ ~:D~ Pod sobą czuła trawę, co znaczyło, że
leży ~*O, jest cytrynowa! Już wstawiam wodę, zmiano czasu.*~ już
na ziemi. Kiedy zaś podniosła się, ujrzała obok siebie Grzegorza~, który
zastanawiał się jak zabić Andromedę wylewając na nią wodę~. ~*To
się nazywa prawdziwa przyjaźń. xD*~ ~Wiadomo :D~
- Grzegorz?
Dlaczego za mną skoczyłeś? Przecież mógłbyś zginąć. – Powiedziała po chwili
dziewczyna.
**Najpierw
powinna podziękować, że ją uratował, a potem wyjeżdżać z zażaleniami i
uwagami.**
- Nie mogłem
pozwolić, abyś zginęła w taki sposób. – Odpowiedział Grzegorz.**, po czym
dodał:
– A poza
tym, mam zmowę z Overwatch Elite, że jak doprowadzę cię na Antarktydę i oddam w
ich ręce, to mi dadzą AR2, więc deal idealny. Nie mogę zmarnować okazji!**
~*W sumie, za
AR2, to ja bym im tam sprowadziła na rozstrzelanie wszystkich moich dawnych
opkowych bohaterów. ;p*~
~Pomógłbym! :D~
**Jezuuu...
xDDD**
~*~;"D~*~
Po tej rozmowie
nastała cisza. **Jakby nic się nie wydarzyło.** Słychać
było tylko dźwięk ~srającego~ wodospadu. ~*Uwierz,
nawet w Afryce to jest niemożliwe. xD*~ ~A moooże?~ ~*NIE,
zjebie. xDDD*~ ~:D~ Po chwili Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ wstali
i ruszyli w dalszą drogę... ~*Jakby nic się nie stało.*~
~*Dobra,
wyjątkowo przerwa. Idę do kibla pomyśleć nad sensem życia i lecimy dalej.*~
~Cudowny cel. xD~
~*Wiem. xD Ale
dobra, przerwa.*~
~To w sumie
dobrze.~
__________________________________________
Rozdział
dwudziesty – Drugie spotkanie z duchem.
~*Nie muszę
mówić, ile ten rozdział ma stron, co nie?*~
**Ja nie mogę...A to mogłyby być najciekawsze rozdziały w
całym opowiadaniu, gdyby tylko się postarać.**
~*Jak wspominałam
wielokrotnie, ja kiedyś pisałam opka po to, aby były. No i teraz nie wiem, czy
ta samoanalizatornia to będzie trylogia, kwadrologia czy coś więcej.*~
**;=;**
~*Wiem ;=;*~
Kilkanaście dni
po upadku Andromedy ~*Dndromedy~ z wodospadu, Grzegorz
i Andromeda ~*Dndromedd~ doszli do Zimbabwe. Kiedy już
się tam znaleźli, ponownie zastali monotonne życie. ~Meh. Jakby nie
mogli zastać rozróby. To byłoby oryginalniejsze, ale w sumie wtedy to nie
byłoby opko i wszyscy bylibyśmy szczęśliwi, a nie o to chodzi.~ Wiedzieli
oni, że dla nich nie będzie ono (życie) **Ten nawias jest
najbardziej niepotrzebnym nawiasem w historii nawiasów.** monotonne.
Spodziewali się kolejnej niebezpiecznej lub nadprzyrodzonej przygody. I mieli
rację... ~*Spoiler, wypierdalaj na drzewa banany prostować, a nie nas
wkurwiasz.*~
Godzinę po
wejściu do Zimbabwe, poczuli oni dość mocny wiatr. Po chwili Andromeda ~*Dndromedd~ powiedziała:
- O nie...Oby nie
było to kolejne tornado...
**Według tytułu
rozdziału, to nie będzie to.**
- No, oby...Nie
chciałbym aby ci się znów coś takiego stało jak przy ostatnim tornadzie... -
Powiedział Grzegorz.
~*Mimo iż w sumie
nic tragicznego wtedy Andromedy nie spotkało.*~
~Naciągania
zawsze na propsie, jak widać.~
Jednak, ten wiatr
nie był zapowiedzią tornada. Po chwili poczuli oni czyiś wzrok na sobie. ~*Kiedy
odwrócili się, okazało się, że stała za nimi dusza Odeci. Widząc ich,
przechyliła nieco swoją uroczą główkę i powiedziała:
– Miau, miau
miau miau! Miau, miau miau.
Co można by
przetłumaczyć na język ludzki jako:
– No, to wy
jesteście tymi debilami, o których słyszałam! A, że Ramoninth to była moja
pani, to chcę aby była szczęśliwa.
A, że Odecia za
życia niewiele mówiła, nie licząc ostatniego miesiąca jej życia, gdy nawijała
prawie tak jak Czarek, to coś musiało być na rzeczy. Chwilę potem, podbiegła do
nich uroczo taptając, normalnie dźwięk jej taptania można by nagrać i ustawić
jako dzwonek telefonu, po czym zaczęła ich pacać, aż zapacała ich na śmierć.
Potem jeszcze ich dopacała, aby mieć pewność, że ich dusze się nie uwolnią i
nie będą skażać świata duchów, po czym odwróciła się radośnie machając ogonem i
dodała:
– Miau miau!
Miau miau miau, miau miau miau miau.
Co można by
przetłumaczyć jako:
– To tyle!
Jednak nie przedłużając, czas wracać skąd przyszłam, bo się na dziki melanż
spóźnię.
Po czym radośnie
potaptała do swego nowego domu, bo miała jeszcze godzinę, a jej futerko było
niedomyte. To nic, że ciągle wyglądała uroczo, ale wypadałoby się wypucować, co
nie? A poza tym, na melanż były też zaproszone robaki, które radośnie
konsumowały jej użyźniające czarnoziemy ciało, więc musiała je zebrać, a
cholery małe były i lubiły spierdalać. Chyba musiała zainwestować w ten worek,
który widziała wczoraj na wystawie, ale nie miała przy sobie tego bardzo
cennego buta, który mogłaby wymienić na worek i który zajebała jakiś miesiąc
temu mamie Ramoninth.*~
~To było
piękniejsze od tego, co dotychczas zanalizowaliśmy. XD~
~*Wiem :D
Wszystko jest ciekawsze, od tego opka.*~
**Napisz
opowiadanie o przygodach Odeci. XD**
~*Kurwa, to brzmi
jak plan. XD Ale najpierw muszę skończyć FanFiction "Nie jestem
waszym wrogiem.". ;p*~
Gdy zaś się
odwrócili, ujrzeli ducha który pomagał Patrykowi ~*Patrick and The
Small Guyowi~ i Mateuszowi ~**Matheo*~.
- No po prostu
świetnie. Jeszcze ciebie tu brakowało... - Powiedział z irytacją w głosie
Grzegorz.
- A co? Myślicie,
że pozwolimy wam znaleźć ten łuk i strzały? – Rzekł duch.
**E! Ten duch też
ma imię, które zostało podane. Może by tak łaskawie go używać jako zamiennik?**
~*Ale...
Prawo opek #5:
Synonimy nie są ci potrzebne w życiu, więc po co ich używać? Powtórzenia to
przecież zabieg stylistyczny! Mam wylane, że mówimy o opowiadaniach.
A prawa nie
przeskoczysz...*~
**:-(**
~*Wiem :-(*~
- Eh...Wy wszyscy
jesteście tacy sami... - Powiedziała Andromeda. ~*Dndromedd~
Po tej rozmowie
zaczęła się walka. **Bo co innego było do roboty.** Grzegorzowi
i Andromedzie ~*Dndromedzie~ jak zwykle ona
(walka) ~*Kolejny nawias z cyklu: Po chuja tu to jest.*~ nie
szła, gdyż musieli zmierzyć się z duchem, a jak wiadomo, duch to niematerialny
byt, przez którego wszystko przechodzi. **Captain Obvious jak zwykle
na straży.** Po parunastu minutach bezskutecznej walki, duch ni z
tego ni z owego zniknął. ~Też go na melanż u Odeci zaprosili?~ ~*Weeeź,
debili tam nie wpuszczają.*~ ~A, faktycznie.~
- Walka z nim to
syzyfowa praca. – Powiedziała po chwili Andromeda. ~*Dndromedd~
**Przestań
udawać, że znasz związki frazeologiczne, pierdolcu.**
- No...Nie wiem
po co na chwilę obecną staramy się go pokonać. Przecież nie mamy jeszcze tego
łuku i strzał. – Rzekł Grzegorz.
~Pewnie dla
zasady, bo co macie stać i się na siebie gapić.~
- No w sumie
racja. Na razie to rzeczywiście jest pozbawione sensu. – Powiedziała
Andromeda. ~*Dndromedd~
~*Jak wasze
życia.*~
Po tej rozmowie,
udali się oni w dalszą podróż...
**Jakby zupełnie
nic się nie wydarzyło.**
__________________________________________
Rozdział
dwudziesty pierwszy – Jeszcze dziwniejszy lot.
~*I jeszcze
więcej hipernierealizmu, nie zapominajmy.*~
~Twoja dawna ty powinna ustawić sobie na drugie "Hipernierealistyczna".~
~*Zofia
Hipernierealistyczna Ziętek. Bardzo gratuluję. XD*~
~:D~
Po kilkunastu
dniach, ~*Przecinek, spieprzaj.*~ od ponownego spotkania się z
duchem który pomagał Patrykowi ~*Patrick and The Small Guyowi~ i
Mateuszowi, ~**Matheo*~ Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ doszli
do Harare. **Swoją drogą, fajna nazwa miasta czy czego tam bądź.** Kiedy
tam byli, ponownie zastali spokój. ~*Spokojnie to ja ci mogę wpierdol
niedziałającym terminalem ze Społem dać.*~ ~No spokojna to ty dzisiaj
nie byłaś. xD~ ~*A jak miałam być spokojna? To nie pierwszy raz, gdy
nie dało się zapłacić kartą. Czy te patafiany nie ogarniają, że mamy pierwszą
połowę dwudziestego pierwszego wieku i nie każdy już nosi gotówkę? -.-*~ ~Zmieńmy
temat. ;=;~ ~*;"D*~
- To się już
powoli robi nudne. – Powiedział po chwili Grzegorz.
**Tak jak to
opko. A nie, sorki, ono było nudne od początku.**
- Oj, nie
narzekaj. Ciesz się, że jeszcze nas nic nie zabiło. – Rzekła Andromeda. ~*Dndromedd~
~*Nic was nie
zabiło, bo inaczej opko byłoby oryginalniejsze, a co za tym idzie, nie byłoby
opkiem.*~
- W sumie masz
rację. – Powiedział Grzegorz.
Po tej rozmowie,
udali się oni w dalszą podróż. **Jakby ten dialog w ogóle się nie
odbył.** Jednak...
Godzinę po
dojściu do Harare, ujrzeli oni lotnisko, na którym stał samolot towarowy, ~*W
ogóle, czy samolot towarowy z wyglądu zewnętrznego różni się czymś od
pasażerskiego? <Sprawdza> Tak, a szczególnie samolot typu Gruppy, taka ciekawostka.
;p OK, więc Andromeda miała oraz ma możliwość rozróżnienia ich.
Wyjaśnione.*~ który miał lecieć do Afryki Południowej, a dokładniej do
Pretorii. **Bo gdyby leciał gdzieś indziej, to byłoby ciekawsze.** Kiedy
Grzegorz go ujrzał, powiedział do Andro~n~medy:
- Ej, chodź,
polećmy tym samolotem do Pretorii! Prooszę!
**Po pierwsze:
Litery należy przeciągać minimalnie i maksymalnie trzy razy, bo inaczej to
chujowo wygląda.
Po drugie: Deklu,
to samolot cargo, a nie pasażerski. A poza tym, hajsu nie macie.**
- CZY TY NAPRAWDĘ
NIE ROZRÓŻNIASZ SAMOLOTÓW?! Przecież to samolot towarowy! ~*Grzegorz
mózgu nie ma, so...*~ A poza tym, wbij to sobie do głowy, że nie mamy
przy sobie pieniędzy! – Powiedziała Andromeda. ~*Dndromedd~
**W końcu ktoś
czasem musi użyć logiki.**
~*To nic, że to
tylko po to, aby rozdział był dłuższy. Ważne, że jest!*~
- No to co, że
jest to samolot towarowy? Usiądziemy na dachu i polecimy za darmo. – Rzekł
Grzegorz.
~Toż to chyba
wyższy poziom typowego Janusza, że ignoruje fakt, iż zwiędną bardzo szybko.~
- Nie. Ja chcę
żyć. – Powiedziała Andromeda. ~*Dndromedd~
~*Chyba instynkt
przyszedł na kawę.*~
~CUD! *.*~
W tym momencie,
Grzegorz, już po raz trzeci zrobił minę z~*a*~bitego psa. Gdy
Andromeda ~*Dndromedd~ to zobaczyła, powiedziała:
- Nie. Przez
ciebie prawie zginęliśmy kiedy lecieliśmy na gapę.
~*I tak kończy
się nieuczciwość, dzieci. A poza tym, nie opieraj się tak, wiemy że zaraz
ulegniesz.*~
~Ale przedłużanie
rozdziału na siłę...~
~*A, no tak.
;=;*~
Jednak Grzegorz
nie dawał za wygraną. Nadal, z miną z~*a*~bitego psa, patrzył na
Andromedę. ~*Dndromedę~ Po chwili powiedział:
- No proooszę!
- NIE! –
Powiedziała Andromeda. ~*Dndromedd~
**Po chuj on się
ciągle upiera? Andromeda przecież słusznie zauważyła, że nie mają hajsu oraz
ostatnio prawie zginęli, a ten swoje.**
~*Grzegorz jest
debilem, a poza tym przeciąganie rozdziału...*~
**Faktycznie
;=;**
Grzegorz ciągle
się nie poddawał. Po chwili, nadal z miną z~*a*~bitego psa, powiedział:
- No błaaagam!
Nie bądź taka!
- Eh...No dobra,
ale jak zginiemy, to żeby nie było, że nie ostrzegałam. – Powiedziała
Andromeda. ~*Dndromedd~
**Raczej po
śmierci za wiele do powiedzenia nie będziesz miała.**
Po tej rozmowie,
jako iż na lotnisku na razie nikogo nie było, Grzegorz wraz z Andromedą ~*Dndromedą~ podeszli
do samolotu i za pomocą ostatniej liny, którą miał Grzegorz, ~a
która wiadomo z jakiej części ciała się wydostała,~ dostali się na
dach. Linę oczywiście Grzegorz zabrał ze sobą, gdyż wolał ją mieć na wszelki
wypadek. **W ogóle, serio nikt ich nie zauważył? A ludzie siedzący w
wieży kontroli lotów? Chyba powinni dostrzec dwóch matołów na dachu samolotu.** ~*Ale
wtedy opko byłoby ciekawsze i wszyscy byśmy zginęli.*~ **:-(** Po
chwili, poczuli oni, że samolot już się rozpędza ~*Zaraz zrobię
kolację, zmiano czasu, daj mi chwilę.*~ do startu. Andromeda, ~*Dndromedd~ czując
to, powiedziała:
- Grzegorz...Boję
się...
**Miło, że
reakcje miała normalne.**
- Nie bój się.
Nic się nie stanie. – Odpowiedział Grzegorz.
~*Mimo iż powinno
was szybko zutylizować.*~
~Boże, to
określenie. xDDD~
~*Piękne, co nie?
:D*~
Andromeda, ~*Dndromedd~ na
wszelki wypadek, nie chcąc spaść w dół, ~*Dobrze, że nie na wskroś.*~ gdy
samolot wznosił się w górę, przytuliła się do Grzegorza i zamknęła oczy. Po
chwili, gdy samolot leciał już w linii **łamanej** prostej, ~*Chciałabym
to zobaczyć. xDDD*~ **Wiem, bo ja też. XD** dziewczyna
otworzyła oczy. Przed sobą zobaczyła ~dupę Grzegorza~ niebo... ~*Brawo,
spieprzyłeś atmosferę. XD*~ ~8)~
Kilka godzin
później, gdy nic się nie działo, ~*Mimo iż nasza dwójka popierdolców
powinna zdechnąć.*~ Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ poczuli,
że samolot ląduje. **Miło, że nie spadli przeżywając w upośledzony
sposób. Niby wiem, że to po to, aby jak najszybciej skończyć rozdział, ale i
tak.** Andromeda, ~*Dndromedd~ ze strachu,
ponownie przytuliła się do Grzegorza i zamknęła oczy. Bała się ona, że w każdej
chwili może spaść w dół i się zabić. ~*Powinno to nastąpić TYSIĄCLECIA
TEMU!*~ Po chwili, poczuła ona, że samolot już wylądował. Otworzyła
ona oczy. Przed sobą zobaczyła ~dupę Grzegorza~ lotnisko...
~*No do cholery.
xDDD Co ty masz z tą dupą Grzegorza? xD*~
~No co? Ubarwiam
opko. :D~
~*W ten
upośledzony sposób. XD*~
~:D~
Po paru minutach,
gdy Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ zeszli już z
dachu samolotu, niepostrzeżenie przedostali się, tak jak zawsze, czyli w linii
prostej **Przecinek, cip cip!** z lotniska...
~*Amen*~
__________________________________________
Rozdział
dwudziesty drugi – Droga przez piekło.
~*W sensie
przetrwanie dwóch godzin HiS-u jednego dnia pod rząd? To cowtorkowy wyczyn.*~
~Genialnie. xDDD Ale w sumie fakt, nie wiem po co wam
HiS. Jak kogoś pasją jest historia lub WOS, to rozszerzy historię lub WOS, a
biol-chem, mat-fiz i humani niepowiązani z historią i WOS-em tylko tracą czas i
więdną z nudów.~
~*Nie wiem, też
się zastanawiam. HiS i przyroda weszły jako przedmioty uzupełniające w dwa
tysiące dziewiątym roku, bo jakiś sadysta je wprowadził. Znaczy u mnie w klasie
wszyscy mają HiS, ale nikt nie ma przyrody.*~
~Gdyby jeszcze było tam coś ciekawego, ale przeglądałem
twój podręcznik i macie tam to, co było w podstawówce, gimnazjum i rok temu na
historii.~
~*Wiem i to jest
kurwa najgorsze. A o Czarnobylu nie powiedzą.*~
~Nosz...xDDD~
~*Chciałabym
przyszpanować wiedzą. :D A poza tym, co roku przed pierwszą lekcją historii,
przeglądając podręcznik, modliłam się o temat Czarnobyla. Niestety, MEN nas nie
kocha.*~
**Znowu off-top? xD**
~*~:D~*~
Gdy Grzegorz i
Andromeda ~*Dndromedd~ wydostali się już
niepostrzeżenie z lotniska, ujrzeli, że naprawdę dolecieli do Afryki
Południowej, a dokładniej do Pretorii. **Bo jakby było inaczej, to
opko byłoby ciekawsze, a nie o to chodzi.** Ucieszyli się, że tak
łatwo poszło im dostanie się tutaj. Niestety. Nie wszystko było takie piękne,
jak przedostanie się do Pretorii... ~Chciałbym, aby oni choć raz
mieli spokojną drogę. Wtedy rozdział byłby krótszy.~ ~*Niestety, nie
uświadczymy tu luksusów.*~ ~:-(~
Kilka godzin po
dostaniu się do Afryki Południowej, zaczęły ich męczyć okropne rzeczy... **A
ten jednozdaniowy akapit jest piękny.**
Co jakiś czas,
przed nimi dało się dostrzec ogień. Na dodatek, co parę minut w miejsce w
którym byli spadał jakiś ~arabski szejk~ ~*SZTOP.
xDDD*~ ~;"D~ meteoryt. Wiatr był przeraźliwie mocny,
przez co Grzegorz bał się o to, czy aby wiatr nie porwie Andromedy. ~*Dndromedy~ ~*A
poza tym, skoro pod Andzią zapadają się mosty, to nie było o co trząść
dupą.*~ **Jaka szczerość. xDDD** ~*Wiem, no ale taka prawda.
:D*~ Co parę minut, padał także naprawdę mocny deszcz, oraz na niebie
błyskały się błyskawice.
- To tak wygląda
piekło? – Spytała po pewnym czasie Andromeda. ~*Dndromedd~
~*A słyszeliście
w tle nawijających na raz nauczycieli historii i WOS-u, którzy uczą w mojej
szkole? Nie? To nie dotarliście do piekła całkowitego.*~
~Wspaniała
uczennica. XDDD~
~*Taka prawda.
:D*~
- Na Ziemi najwidoczniej
tak... - Odpowiedział Grzegorz.
W pewnym momencie, ujrzeli oni, że jakiś ~arabski szejk~ meteoryt leci w ich kierunku. ~*Pięknie. Po prostu cudownie. Chciałabym to zobaczyć w rzeczywistości. xDDD*~ ~Domyślam się, bo ja też. XD~ Oczywiście, Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ chcieli uciec, jednak nie zdążyli. Meteoryt spadł w miejscu, w którym stała Andromeda, ~*Dndromedd~ **A poza tym, ależ oczywiście. -_-** czym przygniótł ją do ziemi... ~*Mimo iż powinien zabrać jej wiadro życia i tym samym ją zabić.*~
Gdy Grzegorz to
zobaczył, od razu podbiegł do Andromedy, ~*Dndromedy~ która
od mocnego uderzenia, leżała w kraterze po meteorycie. Chłopak z przerażeniem
sprawdził, czy oddycha. ~*Nie wiem, czy jest jeszcze sok, zmiano czasu.
Trzeba sprawdzić w lodówce.*~ Po chwili odetchnął z ulgą.
Andromeda ~*Dndromedd~ oddychała. **Jezu,
patałachu, wyłącz ten tryb Gordona Freemana.**
„Ona jest chyba
niezniszczalna." – Pomyślał Grzegorz.
**Nie, po prostu
myśli, że włączając tryb Gordona Freemana będzie fajna. Jednak jest tak
zjebana, że jej już nic nie pomoże.**
~*Jesteś bardzo
szczera. :D*~
**Wiem :D**
Po czym usiadł
obok dziewczyny i zaczął czekać, aż się obudzi...
~*A, że nie było
wspomniane, czy meteoryty przestały spadać, to wnioskuję, że nie przestały. Z
tego wniosek, że ten debil powinien przenieść ją do jakiegoś budynku.*~
~Ale on nie ma
mózgu...~
~*A, no tak.
;===;*~
Kilkanaście minut
później, Andromeda ~*Dndromedd~ obudziła się. Gdy
otworzyła oczy, ujrzała nad sobą ~~*NIE, DO CHUJA! xDDD*~ ;"""D~ Grzegorza,
który widząc, że dziewczyna się budzi, ~*Tak, zaraz przełączę muzykę,
zmiano czasu.*~ powiedział:
- Nareszcie się
obudziłaś...Cud, że w ogóle żyjesz...
- Co...Co się
stało? – Spytała słabym głosem Andromeda. ~*Dndromedd~
**OK, tu to
pytanie pasuje.**
- Meteoryt
przygniótł cię do ziemi. – Odpowiedział Grzegorz.
- I jakim cudem
ja żyję? – Spytała dziewczyna.
~*Boś Mary Sue
jebana.*~
- Nie wiem
właśnie. Cud jakiś. – Rzekł Grzegorz.
~<Ziew>~
~*Jesteś bardzo
dobry i współczujący. xD*~
~Hehe :D~
Po tej rozmowie,
gdy dziewczyna nabrała sił, wraz z Grzegorzem ruszyła w dalszą drogę... **Jakby
NIC się nie stało.**
~*Przerwa na
razie. Czas zrobić sobie kolację i zadzwonić do babci.*~
~Dzięki Bogu. Ile
rozdziałów jeszcze dzisiaj analizujemy?~
~*Jeszcze trzy.
Dwa ostatnie zanalizujemy jutro oraz jutro napiszemy analizę końcową.*~
**Bogu dzięki,
myślałam że to piekło nigdy się nie skończy.**
~*Kiedyś
musiałoby, ale fakt, to opko jest długie, nawet mimo iż najdłuższy rozdział ma
dwie strony.*~
__________________________________________
Rozdział
dwudziesty trzeci – Ponowny upadek.
~Komuś chyba serio kończyły się pomysły na rozdziały.~
~*Tak było. W
końcu jeszcze cztery rozdziały do końca tych tortur.*~
**To po co pisałaś na siłę?**
~*W sumie nie
wiem czemu pisałam opowiadania tylko po to, aby były.*~
~Dobrze, że dzisiaj tak do tego nie podchodzisz.~
~*Weź mnie nie
strasz, bo będę miała koszmary w nocy.*~
Kilkanaście dni po
tym dziwnym zdarzeniu, ~*Które było z góry zaplanowane, nie
zapominajmy.*~ Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ doszli
do Lesotho. Kiedy już się tam znaleźli, na początku wszystko było normalne. Nie
działo się nic, oprócz tego, że Andromeda ~*Dndromedd~ wyglądała
na zmęczoną tym wszystkim, co się ostatnio działo. **Nie dziwne, ja
też na jej miejscu prawdopodobnie byłabym padnięta.** W państwie
Lesotho zaś, było tak, jak zwykle. ~Rozróby na ulicach?~ ~*Nie
to opko, Grzegorz. ;=;*~ ~<Płacze>~ ~*<Pociesza>*~ Grzegorz
i Andromeda ~*Dndromedd~ nie musieli więc narzekać.
Niestety, godzinę
później, ponownie ujrzeli oni jakąś rzekę~, która powstała z dupy~.
- I co? Jak
dostaniemy się na jej drugi kraniec? – Spytała po chwili Andromeda. ~*Dndromedd~
- Mogę przecież zbudować
tratwę. Mam ostatnią linę, wokół jest sporo drzew, więc nie ma problemu. –
Odpowiedział Grzegorz.
**I fajnie, ale
jak zetniecie te drzewa? Nie było nic o tym, abyście zabrali ze sobą siekierę
czy piłę.**
- W sumie nie
jest to taki zły pomysł. – Rzekła dziewczyna.
~*Bowiem Mapy
Google w tym świecie są dostępne tylko dla elit.*~
Po tej rozmowie,
zaczęli oni zbierać odpowiednią ilość drewna. Kiedy już zebrali to, co było
trzeba, Grzegorz zaczął tworzyć tratwę. Gdy po paru minutach ukończył swą
pracę, ~bowiem trzeba podkreślić, jaki był zajebisty,~ położył
tratwę na wodzie i ~*w tym właśnie momencie przybyła Odecia i zajebała
tratwę aby móc pacać nią Czarka dzień i noc. W końcu teraz miała taką
możliwość.*~ ~Cudowny ten twój świat. xDDD~ ~*Wiem :D*~ wraz
z Andromedą ~*Dndromedą~ na nią (tratwę) **No
żeśmy się nie skapnęli.** usiadł, po czym ruszył przed
siebie... ~Chyba ruszyli, bo byli we dwoje.~
Na początku
wszystko było spokojne. Nie działo się nic niebezpiecznego. Niestety, po
parunastu minutach drogi, **zdania pojedyncze zaczęły intensywniej
atakować.** zobaczyli oni naprawdę mocny spadek w dół. ~Dobrze,
że nie na skos.~
- WODOSPAD! –
Krzyknęła Andromeda. ~*Dndromedd~
**– Jezu,
wiem szmato zajebana, nie musisz ryja drzeć. -.- – odpowiedział
zażenowany Grzegorz.**
~Twoja szczerość
jest przeogromna, Emily. xD~
**Mama zawsze
uczyła mnie, aby być szczerą. :D**
~A ty wzięłaś
sobie to za bardzo do serca...~
**:D**
~Jezuuu... xDDD~
**;"D**
- Nie no, znów?
Musimy coś wymyśleć, jeśli chcemy przeżyć. – Rzekł Grzegorz.
~Jako, iż
jesteście bohaterami wyidealizowanymi i do tej pory przeżyliście sytuacje,
których normalny człowiek by nie przeżył, to nie musicie się obawiać.
Przeżyjecie, bo aŁtoreczka nie dopuszcza do nas happy endu.~
Po tej rozmowie
zaczęli się oni rozglądać. Po chwili ujrzeli jakąś gałąź~*, mimo iż na serio
była to łapka Odeci, która spała w pojebanej pozycji, jak to za życia miała w
zwyczaju.*~. ~Co ty tak Odecią spamujesz? xD~ ~*Muszę
mieć pewność, że wszyscy będą doinformowani w kwestii jej zajebistości.
:D*~ ~Nosz... xDDD~ ~*;"D*~ Grzegorzowi, który
siedział bliżej gałęzi, złapanie się niej, **Przecinek, spadaj.** nie
sprawiło problemu. Niestety, Andromeda, ~*Dndromedd~ mimo
próby złapania się o gałąź, ponownie spadła w dół wodospadu. **Serio,
to jest wkurwiające, że w prawie każdym rozdziale, oprócz jednego, tylko ona
dostaje wpierdol. Grzegorz też powinien dostawać wpierdol co dwie sekundy, bo
jest facetem, a co za tym idzie nadaje się tylko do utylizacji.** ~*Czy
wspominałam, że w FanFiction poświęconym Emily od pewnego momentu żyje ona z
jakimś milionem facetów pod jednym dachem? xD*~ **:D** Niestety,
wodospad był naprawdę duży, więc szansa na jej śmierć wynosiła 99 %. ~Ale
ten jeden procent akurat przechodził obok wodospadu idąc na piwo z kumplami,
więc niestety Gandzia przeżyła.~
Grzegorz, gdy to
zauważył, bez namysłu **Bez namysłu to on się urodził, co było
wspomniane już nie raz.** skoczył w dół ~Dobrze, że nie
w górę.~ wodospadu za Andromedą. ~*Dndromedą~ ~*A
poza tym: Debil.*~ Gdy znalazł się już na dole, o dziwo przeżył. **Nie
o dziwo, aŁtoreczka nie mogła pozwolić na happy end.** Po chwili,
ujrzał on nieprzytomną Andromedę leżącą na wodzie. ~Chyba unoszącą
się na wodzie. Na wodzie raczej nie da się leżeć, bo to ciecz, a nie ciało
stałe.~
„O nie...Oby
żyła...Oby tylko żyła..." – Pomyślał Grzegorz podchodząc do dziewczyny.
~*Spokojna twoja
rozczochrana, ta pizda całkowita przeżyła, bo aŁtoreczka w postaci dawnej mnie
tak zarządziła.*~
Gdy już przy niej
był, sprawdził, czy oddycha. ~*Woda powinna być jeszcze w wózku, który
stoi na przedpokoju, zmiano czasu.*~ Na szczęście oddychała ona. **To
było do przewidzenia.** Grzegorz odetchnął z ulgą, po czym wziął
dziewczynę na ręce i przeniósł ją na brzeg, po czym usiadł koło niej i zaczął
czekać na moment, w którym Andromeda ~*Dndromedd~ się
obudzi... ~Jakby nie mógł czegoś porobić. Jako iż go okradli,
pogranie na telefonie nie wchodziło w grę, więc mógł pospacerować po okolicy, a
nie siedzieć jak down.~ ~*Czego ty oczekujesz po opkach?*~ ~A,
no tak. ;===;~
Kilka minut
później, dziewczyna obudziła się. ~*Miło, że chociaż nie kilka godzin
później.*~ Gdy otworzyła oczy, ujrzała ~dupę Grzegorza~ niebo. ~*Znów?
xDDD*~ ~Ubarwianie opka zawsze na propsie. :D~ Poczuła
również trawę pod swoimi plecami, co znaczyło, że leżała na ziemi. **Nie
pierdol, narratorze.** Kiedy zaś się podniosła, ujrzała Grzegorza.
- Grzegorz? Czemu
za mną skoczyłeś? Przecież to jest niebezpieczne. – Powiedziała po chwili
dziewczyna.
**Po pierwsze:
Wiemy, kto powiedział te zdania, narratorze. Nie trzeba tego dodatkowo
podkreślać, zważywszy na to, że Andromeda jest tam jedyną dziewczyną.
Po drugie: Ile
mam powtarzać, że najpierw powinna podziękować, a potem składać skargi i
zażalenia?**
~*Kiedyś byłam
niedojebana.*~
**To widać.**
- Nie mogłem
zostawić cię na pastwę losu. Nie chcę, abyś zginęła. – Odpowiedział chłopak.
~*~**Zjeb**~*~
Po tej rozmowie
posiedzieli oni jeszcze trochę, po czym ruszyli w dalszą drogę...
**Jakby NIC A NIC
się nie wydarzyło.**
__________________________________________
Rozdział
dwudziesty czwarty – Droga, niestety w zimę.
~*Nie ma co,
hipernierealistyczność już w tytule. W Afryce, z tego co wiem, zima jako taka
nie jest możliwa.*~
~Toż to wyższy poziom bycia zjebanym.~
**Ile ten rozdział ma stron?**
~*Nieco ponad
półtorej strony.*~
**A ostatni, który dzisiaj będziemy analizowali?**
~*Strona, pięć
linijek i jedno słowo.*~
~Jakoś to przeżyjemy, chociaż będzie ciężko.~
Po upadku
Andromedy ~*Dndromedy~ z wodospadu, Grzegorz i
Andromeda ~*Dndromedd~ ciągle szli w kierunku Ant~y~arktydy
po zaklęty łuk i strzały, którymi mogliby zabić ducha, który pomagał
Patrykowi ~*Patrick and The Small Guyowi~ i
Mateuszowi ~**Matheo*~. **Których swoją drogą dawno nie
było.** ~*Oni pojawią się jeszcze raz chyba dopiero w ostatnim
rozdziale.*~ **Ale będę miała jutro do pisania w analizie końcowej...** ~*;_;*~ **;"D** Kilkanaście
dni później, doszli do Maseru. ~*Że kurwa mać gdzie? <Sprawdza>
A, do stolicy Lesotho. Wyjaśnione.*~ Kiedy znaleźli się w Maseru,
zobaczyli, że obecnie była tam zima. **Co było przyrodniczo i
geograficznie niemożliwe, ale w opkach wyobraźnia jest naszym jedynym
ograniczeniem.** Kiedy Andromeda ~*Dndromedd~ i
Grzegorz to ujrzeli, dziewczyna powiedziała:
- No jeszcze
tylko tego tu brakowało.
- Noo... ~*Powtórzę
raz jeszcze: Litery można przeciągać minimalnie i maksymalnie tylko trzy razy,
bo inaczej to chujowo wygląda.*~ Jakbyśmy nie mieli wcześniej gorszych
przygód. – Rzekł Grzegorz.
Jednak chcą nie
chcąc musieli przejść przez Maseru, gdyż tędy prowadziła ich droga na Ant~y~arktydę. ~*Po
prostu zostawmy już ten temat i wypowiedzmy się na jego temat na końcu analizy,
w wywodach końcowych, bo to nie ma sensu.*~ ~Tak, tak będzie
najlepiej.~
Kilka godzin później,
Andromeda ~*Dndromedd~ poczuła się senna. Oczywiście
powiedziała do Grzegorza:
- Grzegorz...Spać
mi się chce...
**Lepiej nie
mówić, ile nie spaliście niż narażać się na wieczne pośmiewisko.**
- Hmm. Zatrzymać
to się nigdzie nie zatrzymamy, bo nie mamy pieniędzy na hotel, ~Mimo
iż, z tego co wiemy, od początku podróży nie mieliście hajsu na hotel.~ a
na dworze jest zbyt zimno...Wiem. – Rzekł Grzegorz, po czym podszedł do
Andromedy. ~*Dndromedy~
Gdy już był koło
niej, podniósł ją. **Miło, że korzysta z tego rozwiązania. Wilk syty
i owca cała.** Kiedy dziewczyna już siedziała na rękach Grzegorza,
oparła swoją głowę o jego ramię i po chwili usnęła.
Jako, iż było
zimno i to bardzo, Grzegorz co jakiś czas sprawdzał, czy Andromeda ~*Dndromedd~ nie
zamarzła, gdyż miała ona na sobie bluzkę z krótkim rękawem. **Kurwa
ja jebe co. Pomijając przyrodniczy i geograficzny z lekka też brak realizmu, to
czy oni nie powinni się porządnie przygotować na tę podróż? No wiecie, wzięcie
odpowiednich ubrań też wchodzi w grę. W końcu to nie jest spacer z Warszawy do
Piaseczna, tylko poważna podróż z Krakowa na Antarktydę.** ~*Czego ty
się spodziewasz po opkach? Takie rzeczy byłyby zbyt logiczne jak na ten
podpodgatunek literacki. Chociaż mam pomysł na naprawę tego łopłopłopka.*~ ~W
sumie, czekam. Masz co robić w życiu. xD~ ~*Wiem, prawdopodobnie w
życiu nie zdążę, ale nie ma problemu. Zapiszę w testamencie kontynuowanie tych
opowiadań jako zadanie dla LeckerSweet i jej
ewentualnej, przyszłej rodziny. XD*~ ~Cudne plany na życie.
XD~ ~*Trzeba mieć wszystko zaplanowane. :D*~ Czasem,
przystawał pod różnymi blokami, gdyż droga przez taką pokrywę śniegu była
męcząca. **A wszyscy nas straszą globalnym ociepleniem. To opko
udowadnia, że to ściema.**
Kilka godzin
później, Andromeda ~*Dndromedd~ obudziła się. Gdy już
otworzyła oczy, ujrzała, że są ~*Jutro też możesz wpaść, zmiano czasu.
Będę w domu około czternastej-piętnastej.*~ już dość daleko. Po
chwili, gdy już stała, wraz z Grzegorzem ruszyli w dalszą drogę. ~Ambitny
akapit, nie ma chuja we wsi.~
Po kilku krokach,
Andromeda ~*Dndromedd~ powiedziała:
-
Grzegorz...Zimno mi...
**– No nie
dziwne, pindo, skoro tak się ubrałaś. Poza tym, przestań mi marudzić,
spierdolino mentalna. Nie dość, że muszę ci ratować dupę, to jeszcze marudzisz.
Prowadzę cię na tę Antarktydę tylko dla AR2, więc jeśli to okaże się prankiem,
to się wkurwię. – odparł kulturalnie Grzegorz.**
~*Kulturalnie jak
cholera. xD*~
**Co nie? :D**
Kiedy
wypowiedziała te słowa, Grzegorz zdjął swoją bluzę i podał ją
dziewczynie, ~bowiem mózg mu się zamroził,~ mówiąc:
- Proszę. Załóż
sobie.
- Dziękuję... -
Powiedziała dziewczyna, po czym założyła bluzę.
**Piękny ten
bezemocjonalny dialog, co nie?**
Teraz, ich droga,
mimo dużej liczby śniegu szła normalnie. Któregoś zaś dnia, Andromeda ~*Dndromedd~ spytała:
- Ile jeszcze
będziemy iść?
**– Japa
tam, ja tu sobie cel wizualizuję aby jakoś z tobą przetrwać. – odpowiedział
Grzegorz.**
~Mam pomysł na
mój pierwszy w życiu FanFiction. XD~
**Nie.
X"DDD**
~;"D~
- Jeszcze tylko
Port Elizabeth i Ocean Południowy. ~*O! Jak miło! Przynajmniej tutaj
wiedziałam, że to nie jest Ocean Arktyczny!*~ ~Będzie idealny dzień!
*.*~ Potem już będzie Ant~y~arktyda. – Odpowiedział
Grzegorz.
- To rzeczywiście
już niewiele. A tak w ogóle, to jak my potem wrócimy? – Zapytała dziewczyna
**– Ty nie
wrócisz, bo twoje zwłoki będą ozdobą Antarktydy. Ja zaś zabiorę się z Elitą. – odpowiedział
zgodnie z prawdą Grzegorz.**
~W tym twoim
świecie, Emily, Grzegorz jest baaardzo miły i przyjacielski. XD~
**Każdy dla AR2
poświęciłby wszystko. :D**
~No chyba w twoim
chorym świecie. XD~
**:D**
- Eee...No
ten...Chyba znów na piechotę... ~*Przestań mnie straszyć, bo za jakiś
czas idę spać. Nie chcę mieć koszmarów.*~ Chociaż chciałbym, aby
czekał tam na nas jakiś helikopter. – Odpowiedział chłopak.
~*Czy wy widzicie
ten chamski spoiler? -.-*~
**Ja jebe. ;=;**
- No, oby... -
Rzekła Andromeda. ~*Dndromedd~
Po tej rozmowie
ruszyli w dalszą drogę, do Portu Elizabeth... ~Tak jakby ten dialog
w ogóle się nie odbył.~
~*Przed ostatnim
rozdziałem na dzisiaj robimy chwilową przerwę. Idę napisać rozdział
opowiadania "100%" na jutro. Mam na niego pomysł,
więc mogę napisać go nawet teraz.*~
~Dzięki Bogu.~
__________________________________________
Rozdział
dwudziesty piąty – Statek i w drogę.
~*Z cyklu: Let's
Go i miejmy już to za sobą.*~
~Ty tak mówisz przed każdym sprawdzianem z matematyki.
XD~
~*Ale pasuje?
Pasuje. :D*~
~Jezuuu... xDDD~
~*:D*~
Kiedy po
kilkunastu dniach Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ doszli
do Portu Elizabeth*, **O jak miło. Pierwszy przypis w całym
opowiadaniu.** ujrzeli, że jest ~*To do jutra, zmiano
czasu!*~ tam nawet ładnie i na dodatek ciepło. ~*Co nie
powinno dziwić, wszakże byli na samym dole Afryki.*~ Andromeda, ~*Dndromedd~ gdy
tam weszła, od razu poczuła takie ciepło, że zdjęła bluzę którą miała na sobie
i oddała ją Grzegorzowi~, przy okazji dusząc go tą bluzą.~. ~*Brawo,
zjebałeś atmosferę. Jak się z tym czujesz? XD*~ ~Zajebiście 8)~ Po
chwili ruszyli oni w drogę. **Amen**
Na początku nic
się nie działo. Mijali oni tylko różnych ludzi, ~Przecinek,
wynocha.~ oraz samochody, byli zaczepiani przez roznosicieli
ulotek, ~*których zamrażali swoją głupotą,*~ itd. ~Piękny
ten skrót, zważywszy na to, że to opowiadanie, więc powinien być napisany w
całości, a nie skrótowo.~ Nie było nic, co mogłoby być dla nich
niebezpiecznego, czy też dziwnego. I, o dziwo, było tak przez całą
drogę... ~*Ups, a jednak cała ich droga przebiegła spokojnie. No patrz,
jednak to ja się pomyliłam sprawdzając to.*~ **Szkoda, że to nie koniec
rozdziału.** ~*Bez przesady, aż takich krótkich rozdziałów to ja nie
pisałam.*~ **W sumie to dobrze, bo to byłaby przesada.**
W tym samym
czasie, w Polsce, a dokładniej w Krakowie, Patryk ~*Patrick and The
Small Guy~ i Mateusz ~**Matheo*~ ciągle
obserwowali trasę Grzegorza i Andromedy. ~*Dndromedy~ ~*A
poza tym, fajnie że jednak pojawili się jeszcze przed ostatnim rozdziałem. Niby
to końcówka opka, ale zawsze coś.*~ Gdy zaś ujrzeli, że są oni już w
Porcie Elizabeth, Patryk ~*Patrick and The Small Guy~ powiedział
ze złością:
~*– Oko mnie
swędzi.*~
~Najlepsze, co
ktokolwiek mógłby w tym momencie powiedzieć na jego miejscu. XD~
~*Wiem :D*~
- CO?! Oni już są
w Porcie Elizabeth?! Jak dostaną się na Ant~y~arktydę, co stanie
się za kolejne kilkanaście dni, to koniec! ~*:D*~
- Spokojnie, na
pewno jeszcze da się coś zrobić. – Powiedział Mateusz. ~**Matheo*~
**No cóż, macie
kilka dni, zawsze można je odpowiednio wykorzystać.**
- No może jeszcze
wygramy ostateczną walkę, choć przy ich tempie przemieszczania się w kierunku
Ant~y~arktydy to jest zbyt piękne aby było możliwe. – Rzekł
Patryk. ~*Patrick and The Small Guy~
~*Macie po swojej
stronie istotę astralną, więc z logicznego punktu widzenia powinno wam się
udać. No, ale skoro ten łuk i strzały są takie potężne, to ja bym
przeteleportowała się na Antarktydę i podprowadziła je przed Grzegorzem i
Andromedą.*~
~Tak logiczne
rozwiązania nigdy nie przychodzą do głowy bohaterom opek.~
~*Niestety :-(*~
- Jakoś sobie
poradzimy...Musimy sobie jakoś poradzić... - Powiedział dudniącym **Spokojnie,
narratorze, już na serio zapamiętaliśmy, jaki był głos Dejwida.** głosem
duch.
- No tak, ale jak
oni znajdą ten łuk i strzały... - Zaczął Mateusz. ~**Matheo*~
- Eee...Na pewno
się uda... - Odpowiedział duch.
**Ten dialog był
bardzo ambitny i pełen emocji. Aż ziewnęłam.**
Tymczasem, w
Porcie Elizabeth, ~Bo nie ma to jak skakanie sobie od tak, bez
żadnego wyjaśnienia, pomiędzy lokacjami. Ja wiem, że w narracji trzecioosobowej
to wręcz obowiązek, ale i tak powinno się jakoś sensowniej zakończyć poprzedni
akapit.~ Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ dochodzili
już do jego końca. Gdy już tam byli, ujrzeli Ocean Południowy. ~*Jak ja
się cieszę, że jutro skończymy analizę tego shietu, to wy nie macie
pojęcia.*~ ~Nie dziwne, bo my też się cieszymy.~
- I? Jak się
dostaniemy na Ant~y~arktydę? – Spytała dziewczyna.
- Możemy zrobić
to, co na Morzu Śródziemnym. Przebrać się za załogę i wsiąść do jakiegoś
statku. – Powiedział Grzegorz.
**Dobra, tutaj to
ma sens, bo przecież na Antarktydę nie pływają statki wycieczkowe.**
- W sumie dobry
pomysł. – Rzekła Andromeda. ~*Dndromedd~
Po tych słowach
zaczęli oni działać... **DUN DUN DUUUN!**
*Port Elizabeth
to takie nawet ładne miasto. Tak, też na początku myślałam, że to jest port
port, a nie miasto. :P ~W sumie, przez tę nazwę, jeżeli nie
orientuje się w geografii Afryki to faktycznie na początku można się pomylić,
więc fajnie, że zostało tutaj to wyjaśnione dla geograficznych super
ignorantów. Tak poza tym, to na cholerę tu ta emotka?~ ~*W sumie to
nie wiem, kiedyś często waliłam je w miejscach, w których, z perspektywy czasu,
to nie miało sensu.*~ ~W sumie, byłaś niedojebana, więc może miałaś
jakieś usprawiedliwienie.~ ~*EJ!*~ ~;"""D~
~*W każdym razie,
koniec analizy na dzisiaj. Jutro ją tylko dokończymy, bo zostały nam dwa
rozdziały oraz napiszemy analizę końcową i publikacja.*~
~Dzięki Bogu,
powoli wychodzimy z tego piekła.~
~*Szkoda, że
następne opko do analizy jest jeszcze gorsze i dłuższe niż to.*~
**Współczuję
wam.**
~To będzie droga
przez mękę. ;_;~
__________________________________________
Rozdział dwudziesty
szósty – Podwójna siła sztormu, łuk, strzały i odpoczynek.
~Po pierwsze: Nie ma to jak spoilerować rozdział już w
jego tytule. To chyba najwyższy szczyt patologii.
Po drugie: Ty leniu zapyziały, do szkoły nie idziesz?~
~*Leniu
zapyziały. xDDD A poza tym, idę, bo muszę być dzisiaj w szkole czy tego chcę,
czy nie, tylko dzisiaj mam na dziesiątą piętnaście, a wychodzę o ósmej
dwadzieścia. Nie ma nauczyciela biologii, a co za tym idzie dwóch pierwszych
lekcji.*~
~Leń :D~
~*Kurwa, Emily,
weź go wychowaj. XD*~
**Sorki, nie umiem wychowywać ludzi.**
~*:-(*~
**:D**
Kiedy już
znaleźli jakiś statek, przebrali się za załogę statku **Bo za załogę
czego innego mogliby się przebrać w takim miejscu.** i wsiedli. Na
statku było 500 ludzi, ~Po pierwsze, to już większa liczba niż
trzysta, więc zawsze coś. Po drugie, jakby napisać ten liczebnik słownie to nic
by się nie stało, a wręcz wyglądałoby to ładniej.~ więc nikt nie
podejrzewał, że Grzegorz i Andromeda ~*Dndromedd~ tak
naprawdę do załogi nie należą. ~*Serio, na takich statkach chyba jest
sprawdzany stan załogi, więc szybko wykryto by intruzów. W ogóle, skąd Gregory
i Gandzia wzięli taki ubiór jak załoga tego statku?*~ ~Ale wtedy trzeba
by było wymyślać nową opcję dostania się ich na Antarktydę, a opko nie na tym
polega. Poza tym, pewnie wzięli to z dupy, bo skąd indziej.~ ~*:-(*~ ~Wiem
:-(~ Po chwili statek wypłynął...
Przez pierwsze trzy godziny drogi wszystko było normalne. ~*Jestem ciekawa, ile płynie się z Portu Elizabeth na Antarktydę, ale Google Maps nie chce mi zdradzić tej odwiecznej tajemnicy, więc nie powiem, czy płynęli za długo, czy nie.*~ Niestety, po tych trzech godzinach zaczął się sztorm. Niestety, miał on podwójną siłę niż ten na Morzu Śródziemnym, **I nie dziwo, bo teraz byli na oceanie.** więc jeszcze bardziej przewracał statkiem. Po parunastu minutach statek wywrócił się do góry nogami. Cała załoga, oprócz Grzegorza i Andromedy, ~*Dndromedy~ utonęła. **Ależ kurwa naturalnie. Bowiem tylko ta dwójka popierdolców ma w tym świecie szansę na przeżycie, a inni to marne postacie trzecioplanowe, więc z automatu należy im się utylizacja. Wątpię, aby wszyscy z pięciuset osób nie umieli pływać, bo prawdopodobieństwo na to jest praktycznie zerowe, zważywszy na to, że ta załoga nie składała się z dwuletnich dzieci. A mogłoby być ciekawiej, gdyby jeszcze kilka innych osób przeżyło! Tak, mogliby jakoś umrzeć później, ale ciekawiej by było, gdyby Gregory i Gandziomeda nie pozostali sami.** ~*Eeej! Emily! Analiza końcowa jeszcze nie tutaj! xD*~ **Ups :D** ~:*******~ ~*Kurwa mać. xD*~ ~;""D~
Kiedy Grzegorz i
Andromeda ~*Gandziomeda~ wypłynęli na powierzchnię
wody, ujrzeli, że są ~*O, hej zmiano czasu. Niedługo wychodzę do
szkoły, ale możesz się rozgościć.*~ na środku oceanu. Mimo wszystko
nie poddali się. Zaszli już za daleko, aby się poddać. **A byłoby
ciekawiej, gdyby z różnych powodów na ostatniej prostej się poddali. No, ale
wtedy trzeba byłoby wymyślić dodatkowy wątek oraz inne zakończenie, a w opkach
to nie wchodzi w grę.** Postanowili, mimo wyczerpania, płynąć ku
Ant~y~arktydzie...
Po paru
godzinach, Grzegorz i Andromeda, ~*Gandziomeda~ zmarznięci,
wykończeni, głodni oraz spragnieni ~Przynajmniej
realistycznie.~ wylądowali na Ant~y~arktydzie. ~*No
chyba do niej dopłynęli, bo przecież nie lecieli tam samolotem czy
helikopterem. Jej! Niespójności! -_-*~ Po chwili drogi, ujrzeli oni
jakieś pomieszczenie. Obok niego stał helikopter. ~*Mówiłam? Inaczej
trzeba byłoby wymyślać dodatkowy wątek ich pieszego powrotu, a to nie mieściło
się w pustym łbie aŁtoreczki.*~ ~No i oczywiście wcześniej ten
helikopter trzeba było zaspoilerować w jednym z dialogów, bo inaczej to nie
byłoby opko.~ ~*Chyba jako jeden z specjalów napiszę prawa
opek.*~ ~Czekam~
- Jest! Nie
będziemy musieli wracać pieszo! – Powiedziała Andromeda. ~*Gandziomeda~
**– Lol, ile
mam ci powtarzać, że zaraz skończysz jako użyźniacz śniegu? Mam w dupie to, że
mróz hamuje rozkład, przecież jesteśmy w Opkolandii. W każdym razie, ty zaraz
zginiesz, a to ja zabiorę się do Europy razem z Elitą. – odpowiedział
zgodnie z prawdą Grzegorz.**
~*Cudownie. xDDD
A poza tym, czemu ta Andromeda, a przynajmniej z dopisku po myślniku to
wnioskuję, wypowiedziała to tak bezemocjonalnie?*~
**Wiem :D W
każdym razie, bo po co tworzyć z tego opka coś ciekawszego, co nie? Lepiej
spłodzić gówno.**
~*Niestety*~
- No, na
szczęście. – Rzekł Grzegorz.
~*Kolejny
wypowiedział to wszystko bezemocjonalnie. No ja jebe.*~
Po chwili weszli
do pomieszczenia. ~Bo stanie na mrozie jak debile byłoby
nierozsądne.~ Gdy to zrobili, ujrzeli podwyższenie, na którym
leżał złoty, zaklęty łuk, ~*Przecinek, spierdalaj.*~ oraz
kołczan ze złotymi, zaklętymi strzałami. ~Fajnie byłoby wiedzieć,
jak te strzały i łuk miały działać, ale nie dowiemy się tego, bowiem to jest
opko, a nie opowiadanie.~ Gdy oboje już chcieli podejść po swój
cel, w rogu pomieszczenia ujrzeli jakąś skrzynię. Od razu do niej
podeszli. **Jak to typowy Polak ma w zwyczaju.** Na
skrzyni **namalowana była ikonka AR2. To chyba była skrzynia z
amunicją, tylko gdzie w takim razie byli członkowie Overwatch Elite? W końcu
ktoś tę skrzynkę musiał tu postawić.** ~*To jest serio ciekawsze od
opka. Przeczytałabym taki FanFiction. xD*~ **Nie dziwne, bo ja też.
xDDD** leżała kartka. Grzegorz od razu ją podniósł i zaczął
czytać. ~Nie udawaj, że umiesz czytać, niedorozwoju.~ Na
papierze był następujący tekst:
„Jeśli to
czytacie, to gratuluję, właśnie doszliście do swego celu. Nikomu się to jeszcze
nie udało. **Nie dziwne, skoro ten łuk i strzały tam jeszcze leżały.
Poza tym, oczywiście że dwójka naszych głównych bohaterów to byli pierwsi
ludzie we Wszechświecie, którzy tutaj doszli. W końcu to jedno z opkowych praw,
czyż nie?** Helikopter, który jest ~*Tutaj daruję czas
teraźniejszy, bo to jakaś wiadomość od nieznanej persony.*~ na
zewnątrz jest dla was, abyście nie musieli wracać na piechotę, gdyż wiem, że to
jest męczące. ~W sumie, kulturalnie ze strony tego tajemniczego
kogoś.~ W tej skrzyni, na której leżała ta kartka, znajdują się
ciepłe ubrania, abyście podczas powrotu nie zmarzli ~*Widzicie? Nawet
nasz tajemniczy jegomość wiedział, że Grzegorz i Andromeda to debile.
xD*~ ~Prawdopodobnie dał to tutaj po to, bo jak wiadomo ubrania się
niszczą i myślał, że miał do czynienia z inteligentnymi osobami, które same
wzięły ciepłe ubrania, ale im się zniszczyły. Niestety, nie wiedział, że go do
opka wklejono.~ oraz jedzenie i woda, bo wiem, że jesteście
spragnieni oraz głodni. ;-) **Po chuj tu ta emotka? Znaczy tak, w
wiadomościach można używać emotikonek, nawet w wiadomościach walniętych w
opowiadaniu, ale tak jakoś chujowo to tutaj wygląda.** ~*Ciesz się, że
tych emotek nie ma w dialogach.*~ **Weź nawet tak nie strasz. ;_;**"
Gdy Grzegorz to
przeczytał, wraz z Andromedą ~*Gandziomedą*~ otworzył
skrzynię. Kiedy to zrobił, ujrzał to, co miało być w skrzyni. **Bo
po co ten tajemniczy jegomość miał was okłamywać, co nie?** Oczywiście,
jako, że byli oni głodni i spragnieni, **Co zostało już raz
wspomniane, więc po chuj się powtarzać.** wzięli jedzenie i wodę,
aby się napić i coś zjeść. ~W końcu po to jest jedzenie i picie,
czyż nie?~ Gdy po paru minutach już zjedli i napili się wody,
musieli usiąść, gdyż po podróży byli wykończeni. ~*I nie dziwo.*~
Odpoczywali przez
parę dni. Przez te dni, Andromeda ~*Gandziomeda~ czasem
wychodziła na dwór, **ponieważ Grzegorz kazał jej wypatrywać
Elitarnych.** ~*Toż to wyższy poziom wysługiwania się kimś. Kazanie
temu komuś wypatrywania jego przyszłych zabójców. xDDD*~ **Ja bym tak
zrobiła. :D** ~*Nosz... xDDD*~ **;"D** aby
sobie pochodzić, jednak nie mogła się za bardzo oddalić, gdyż pomieszczenie w
którym przebywała z Grzegorzem w chwili obecnej, było blisko Oceanu
Południowego. ~Zawsze mogła pójść w drugą stronę, ale tak logiczne
rozwiązania nigdy nie przychodzą bohaterom opek do głów.~
Kilka dni
później, Grzegorz i Andromeda ~*Gandziomeda~ nałożyli
kurtki, wzięli łuk i strzały, **Byłoby śmiesznie, gdyby o nich
zapomnieli.** po czym udali się do helikoptera stojącego niedaleko
i ruszyli w drogę powrotną... ~Mam nadzieję, że ten helikopter był
wyposażony w kluczyki. Wiadomo, po co wspominać o czymś istotnym.~
~*Dobra, tutaj na
razie koniec, bowiem muszę zbierać się do szkoły. Jak wrócę, to zanalizujemy
ostatni, niedługi rozdział i napiszemy nasze wywody końcowe.*~
~Dobrze, że
formatowałaś tekst podczas pisania, to nie będziesz musiała się z tym użerać
potem.~
~*Już od dawna
tak robię, aby po prostu nie musieć potem się z tym dodatkowo męczyć.*~
**Amen**
~Wspaniałe
zakończenie. xDDD~
**Wiem :D**
__________________________________________
Rozdział
dwudziesty siódmy – Walka i zwycięstwo.
~*Czyli historia
o tym, jak to się stało, że dostałam dzisiaj cztery z matematyki. *.**~
~Wspaniały opis rozdziału. XD~
~*No, ale to był
cud! XD*~
~Ja rozumiem, ale bez przesady. XD~
~*:D*~
**I pięć z HiS-u, nie zapominaj. A tak wczoraj
narzekałaś.**
~*Jednak cztery z
matematyki było większym cudem, bo dostałam je za zadanie zrobione przy tablicy,
a piątkę z HiS-u za zeszyt.*~
~Czy my możemy przejść do rozdziału, a nie napierdalać o
ocenach? XD~
~***;"D***~
Po dwóch dniach,
Grzegorz i Andromeda ~*Gandziomeda~ byli już w
Krakowie, ~*w którym wszystko zdarzyć się może,*~ w swoim
domu. Gdy weszli, Andromeda ~*Gandziomeda~ od razu
sprawdziła datę. Jej telefon pokazywał bowiem taką datę:
„Czwartek, 12
kwietnia 2029 roku"
~No ależ kurwa
naturalnie. -.-~
- Łał, to długo
nas nie było. – Powiedziała po chwili dziewczyna.
**Szkoda, że nie
dowiemy się, ile czasu odbywaliście waszą podróż życia.**
- No, ale musimy
się spieszyć, jeśli chcemy zniszczyć świat. Jutro obok Ziemi przelatywać będzie
asteroida, więc to nasza szansa. – Rzekł Grzegorz.
~*Znowu te biedne
asteroidy wykorzystujecie? Jest milion innych sposobów na zniszczenie świata, a
wy korzystacie z najbardziej sztampowych.*~
~Bo to pasuje do
opka.~
~*;=;*~
Po tej rozmowie,
oboje zajęli się tworzeniem maszyny do nakierowania asteroidy na lot kolizyjny
z Ziemią. **Szkoda, że nie dane nam będzie się dowiedzieć, jak miała
działać.** Po chwili jednak usłyszeli otwierające się drzwi do ich
mieszkania. Gdy się odwrócili, ujrzeli Patryka ~*Patrick and The
Small Guya~ i Mateusza. ~**Matheo*~
- Nareszcie ktoś
stosuje się do Moich ~*To nie list!*~ rad. – Powiedział
Grzegorz.
- Mieliście po
prostu zatkaną wentylację. – Rzekł Patryk. ~*Patrick and The Small Guy~
- Znów? Muszę to
kiedyś naprawić. – Powiedział Grzegorz.
**Dziwne, że
jeszcze się nie zadusiliście. No chyba, że mieliście pootwierane okna, to wtedy
OK.**
Po chwili pojawił
się pomocnik Patryka ~*Patrick and The Small Guya~ i
Mateusza, ~**Mateho*~ czyli duch. **Czemu jego imię
zostało użyte w samym opowiadaniu tylko raz?** ~*A bo ja wiem? Nie mam
pojęcia.*~ Od razu zaczęła się walka. Andromeda ~*Gandziomeda~ wzięła
łuk i strzałę, ~*Jak nakazywały prawa logiki.*~ po czym
wycelowała w ducha. O dziwo, trafiła za pierwszym razem. **Nie o
dziwo. Była Mary Sue, więc brak zdolności łuczniczych jej nie przeszkodził.**
Gdy trafiła ducha
tą strzałą, ten krzyknął:
~– LUBIĘ
PLACKI!~
~*Najlepsze, co
można by krzyknąć w tym momencie. xDDD*~
~Wiem x"D~
- NIEEEE!
**Miło, że ten
krzyk został napisany Caps Lockiem, to jest choć trochę dramatyczny.**
Po czym się
rozsypał*.
~Po pierwsze: O, znowu
przypis. Jak miło.
Po drugie: Ja
rozumiem, że ten łuk i strzały były zaklęte, ale jak to jest możliwe, aby duch
się rozsypał?~
~*Nie wiem,
wymyśliłam jego śmierć na szybko, podczas pisania tego akapitu.*~
~No ja pierdolę.
-.-~
**Z kim?**
~EMILY! xDDD~
**;"D**
Po chwili
Andromeda ~*Gandziomeda~ powiedziała:
- Dobra. Ducha
już zniszczyłam. ~*Ponieważ słowo "zabiłam" jest
mniej efektowne.*~ Teraz wy.
Po czym
wyciągnęła z kołczanu dwie strzały i wycelowała nimi w Patryka ~*Patrick
and The Small Guya*~ i Mateusza. ~**Matheo*~ O
dziwo, również trafiła za pierwszym razem. **Nie o dziwo. Gdyby nie
trafiła, to trzeba byłoby więcej pisać, a nie o to w opkach chodzi.** Patryk ~*Patrick
and The Small Guy~ i Mateusz ~**Matheo*~ od razu
po wbiciu się strzały w ich ciało, rozsypali się. **Serio, szkoda że
nie dane nam jest dowiedzieć się, jak te strzały miały działać.**
Od tego momentu
Grzegorz i Andromeda ~*Gandziomeda~ mieli spokój, a
następnego dnia, udało się im zniszczyć świat... ~Meh~
*Też nie wiem jak
to jest możliwe. xD
**To wymyśl
powód, pojebie, a nie walisz tym niepotrzebnym przypisem i emotką.**
~*A w ogóle:
FIN*~
~Jezu, w końcu.
Myślałem, że nigdy nie skończymy analizy tego opka.~
~*Kiedyś byśmy
skończyli, ale fakt, też myślałam, że będzie się to ciągnęło w nieskończoność.
W każdym razie, teraz długa przerwa. Idę coś wpierdolić, potem ogarnę czy w
ostatnio analizowanym fragmencie (tym od wczoraj do dzisiaj) są jakieś błędy i
walimy wywodami końcowymi.*~
**K**
~Ty leniu. xD~
**;""D**
__________________________________________
Nareszcie
skończyliśmy tę analizę i dzięki Bogu. Analizowaliśmy to opko od soboty do
dzisiaj, czyli łącznie cztery dni, ale w końcu nam się udało to skończyć.
Ważne, że to piekło jest już za nami i nie będziemy musieli się z nim użerać.
Po prostu ta historia mogłaby być ciekawa, ale jako iż pisałam ją w wieku
dwunastu lat, czyli właściwie wtedy, gdy na poważnie zaczynałam moją przygodę z
pisaniem opowiadań, to nie dziwne, że mi nie wyszło. No, ale już bez zbędnego
przedłużania, przejdźmy do przyjemniejszej części analizy, czyli do naszych
wywodów końcowych:
~*W tym opku
najbardziej wkurzały mnie reakcje bohaterów, długość rozdziałów oraz
wszechobecne hipernierealistyczności. Zacznijmy może od reakcji bohaterów.
Widać było, że mimo iż czasem trafiały się realistyczne, to często można było
zauważyć iż były nieludzkie lub, co bywało częściej, w ogóle ich nie było. No,
bo na przykład w magiczny sposób Grzegorz i Andromeda przeżyli spadek do wody z
ogromnej wysokości? A gites majonez, idziemy dalej, łuk i strzały same się nie
zdobędą. Andromeda przeżyła spadek z wodospadu? Fajnie, wezmę ją i położę na
trawie jakby nic się nie wydarzyło. Główni bohaterowie przeżyli piekło na Ziemi
w jakimś tam mieście czy kraju? Bywa, lecim na Szczecin z tą podróżą. Chyba
rozumiecie, o co mi chodzi, nie? Po prostu bohaterowie powinni reagować tak,
jak reagują normalni ludzie, szczególnie że to opowiadanie działo się w naszym
świecie. Jeżeli zdarzały się jakieś cudy, co w tym opku było nagminne, to powinni
oni trochę się nad tym zatrzymać i na przykład pogadać na ten temat. To by nie
zaszkodziło opowiadaniu, a wręcz dodałoby do niego choć trochę realizmu. Jeżeli
autorowi zależy na tym, aby czytelnicy czytali jego pracę, to powinien zadbać o
takie rzeczy, bo dzięki temu czytelnik będzie wiedział, że autor umiał pisać.
Kolejną sprawą do
objechania jest długość rozdziałów. Jasne, nie mam nic przeciwko krótkim
rozdziałom, ale tutaj powinny być one dłuższe. W końcu to było opowiadanie
przygodowe, a co za tym idzie, przygody powinny być ciekawiej opisane. Według
mnie, w tym wypadku pięć stron rozdziału to minimum. Szczególnie te rozdziały,
w których Grzegorz i Andromeda oraz Patryk, Mateusz i Dawid ze sobą walczyli
były za krótkie. Ja wiem, że nawet do dzisiaj nie umiem pisać opisów walki, a
przynajmniej nie wychodzi mi to cudownie i porywająco, ale zawsze można
spróbować, co nie? W końcu jak coś się spieprzy, to czytelnicy to wytkną i
zawsze można to poprawić, a na sto procent takie rozdziały byłyby ciekawsze. I proszę
spadać z argumentem, że w mym opowiadaniu "100%" rozdziały
najczęściej nie przekraczają trzech stron. Akurat to opowiadanie nie ma super
rozbudowanej akcji, aby móc się rozpisać na dziesięć stron, ale w przypadku
tego tutaj łopka rozdziały powinny być dłuższe, bo z zamierzenia miało tu być
więcej akcji.
Na zakończenie
mojej końcowej analizy przejdźmy do hipernierealistyczności. Było ich multum i
objawiały się właściwie na każdym kroku. A to Grzegorz i Andromeda przeżyli na
takiej wysokości, na jakiej latają samoloty, a to Andromeda przeżyła upadek z
wodospadu, a to Grzegorz przeżył pierdolnięcie wagonem metra i tak dalej. Ja
wiem, że wiele można przeżyć (kojarzy ktoś tego piłkarza, który przeżył
skręcenie karku? Cholera, że też nie pamiętam jego imienia.), ale nie
przesadzajmy. Nie da się przeżyć na takiej wysokości na jakiej latają samoloty,
tak samo jak przeżycie upadku ze szczytu wodospadu jest niewielkie. W
opowiadaniach, szczególnie takich, których akcja dzieje się w naszym świecie,
powinno się stosować do zasad realizmu. W końcu jeżeli coś jest aż tak
nieprawdopodobne, to tylko odstrasza czytelnika od czytania, a nie go do niego
zachęca, a to nie jest celem.*~
~W tej historii
najbardziej denerwowało mnie to co Ramoninth oraz fabuła. Znaczy mogłaby ona
być ciekawa, ale nie w takiej formie, w jakiej została nam tutaj przedstawiona.
Można by stworzyć dwójkę bohaterów, którzy z jakiegoś SENSOWNEGO I
DOBRZE UARGUMENTOWANEGO powodu chcą zniszczyć świat, ale im się to nie
udaje, bowiem przeszkadzają im w tym ich wrogowie. Ich życie codziennie wygląda
tak samo i nic nie zapowiada zmian, aż któregoś dnia Patryk i Mateusz nie
przychodzą sami, bowiem przybywa z nimi Dawid, który jest duchem i z
jakiegoś SENSOWNEGO powodu dowiedział się o celu naszych dwóch
dobrych i zechciał im pomóc, a ci z jakiegoś SENSOWNEGO powodu
mu uwierzyli. Walkę wygrywają Patryk i Mateusz, bowiem mają po swojej stronie
istotę astralną i, gdy zostawiają oni Grzegorza i, dajmy głównej bohaterce
roboczo imię Eliza, więc gdy zostawiają oni Grzegorza i Elizę samych, Grzegorz
dowiaduje się od swojej przyjaciółki, która z jakiegoś uargumentowanego powodu
to wiedziała, że aby pokonać Dawida muszą udać się na Antarktydę po zaklęty łuk
i strzały, których działanie też wypadałoby wyjaśnić. Ogólnie nie musiałaby ona
wyjawiać tego od razu, Dawid mógłby ich nękać jeszcze kilka dni zanim
dziewczyna zdecydowałaby się na wyjawienie sposobu na pokonanie go.
No, ale Grzegorz
i Eliza wyruszyliby w pieszą podróż na Antarktydę, korzystając w tym celu z Map
Google jak normalni ludzie i mogliby przeżywać różne realistyczne przygody.
Patryk, Mateusz i Dawid mogliby się dowiedzieć o ich podróży i mogliby zacząć
próby przeszkodzenia im w tym. Ogólnie, jako iż fabuła skomplikowana nie jest,
to tutaj wypadałoby podać propozycje zakończeń. Bowiem opowiadanie nie
musiałoby się kończyć tak, jak się skończyło. Pomysłów na zakończenie jest
jeszcze kilka i oto one:
Zakończenie
A: Grzegorz i Eliza w którymś momencie ponownie spotykają się z
Patrykiem, Mateuszem i Dawidem. W tym momencie okazuje się, że
przeteleportowali się na Antarktydę, bowiem Dawid z jakiegoś SENSOWNEGO powodu
posiadał taką umiejętność i zabrali łuk i strzały. W tym momencie wywiązuje się
walka, którą wygrywają nasi dobrzy, zabijając Grzegorza i jego przyjaciółkę.
Dzięki temu świat jest uratowany, a Dawid może sobie spokojnie odejść, bo
zrealizował swoje marzenie pomocy komuś w jakimś bardzo dużym przedsięwzięciu.
No i świat jest szczęśliwy, bo Grzegorz i Eliza wykitowali.
Zakończenie B: Grzegorz
i Eliza dochodzą na Antarktydę, ale nie zauważają tam łuku i strzał. Mimo
przejścia całego kontynentu wzdłuż i wszerz nie odnajdują owych przedmiotów. W
tym momencie, pojawiają się Patryk, Mateusz i Dawid, po czym mówią naszym
głównym bohaterom, że to był prank i nic takiego nigdy nie istniało lub
istniało, ale miało inne przeznaczenie. W tym momencie wywiązuje się walka,
którą z wiadomych przyczyn wygrywają ci dobrzy i świat nadal jest szczęśliwy i
uratowany, a Dawid może odejść w spokoju.
Zakończenie
C: Główni bohaterowie giną podczas podróży, więc Patryk, Mateusz i
Dawid osiągają swój cel, nawet nie ruszając dupy z Krakowa.
Zakończenie
D: Któryś z głównych bohaterów ginie, ale drugi przeżywa. Nie może
pogodzić się ze stratą tego drugiego, ale postanawia przynajmniej go pomścić,
więc dalej brnie na Antarktydę po łuk i strzały. Po dojściu tam i zabraniu
przedmiotów, gdy wraca do Polski, próbuje zrealizować cel jakim jest
zniszczenie świata, aby przywabić Patryka, Mateusza i Dawida, co mu się udaje.
Wywiązuje się walka, którą z wiadomych powodów wygrywa któryś z głównych
bohaterów, który przeżył. Po ich zabiciu realizuje swój cel, no ale zakończenie
jest w połowie smutne, wszakże jedna z głównych postaci kopnęła w kalendarz.
Zakończenie
E: W pewnym momencie podróży, Grzegorz i Eliza postanawiają z jakichś
powodów zawrócić, na przykład dlatego, że nie są pewni, czy ten łuk i strzały
naprawdę istnieją. Podczas ich powrotu, dzieją się jeszcze gorsze anomalia niż
dotychczas, przez co po powrocie do Krakowa oboje są wykończeni. No, ale
próbują zrealizować swój cel jakim jest zniszczenie świata, co przywabia
Patryka, Mateusza i Dawida. Wywiązuje się walka, którą z wiadomych przyczyn
wygrywają ci dobrzy, więc mamy happy end wbrew pozorom.
Zakończenie
F: Kiedy Grzegorz i Eliza dochodzą na Antarktydę, zabierają łuk i
strzały, po czym wracają do Krakowa. Tam, święcie przekonani, że znaleźli broń
ostatecznej zagłady, próbują zniszczyć świat aby przywabić Patryka, Mateusza i
Dawida, aby ich zabić. Ci przychodzą, ale gdy wywiązuje się walka, strzały co
prawda zabijają Patryka i Mateusza, ale duch pozostaje nietknięty. Okazuje się
bowiem, że na przykład łuk i strzały, od długiego leżenia na Antarktydzie
straciły całą swoją moc i stały się zwykłym narzędziem łuczniczym. No i w tym
momencie Dawid podpierdala dwójce broń i zabija ich, czym w sumie mamy
połowiczny happy end, bo dwójka dobrych wącha kwiatki od spodu.
I to by było
znacznie ciekawsze od tego, co zostało nam tutaj zaprezentowane! Fabuła, poza
ciekawym wymyśleniem, co w sumie nie raz powtarzam, powinna zostać ciekawie
zaplanowana i poprowadzona. W końcu jest to najważniejsza część opowiadania,
więc powinno się to potraktować na poważnie, bo inaczej czytelnicy nie przyjdą
czytać naszego opowiadania. A przecież żadnemu, nawet amatorskiemu, autorowi o
to nie chodzi, co nie?~
**W tym
opowiadaniu najbardziej wkurzało mnie to, co Ramoninth i Grzegorza oraz
bohaterowie i fakt, że Grzegorz i Andromeda nie używali Map Google. Zacznijmy
od bohaterów, gdyż o nich mam najwięcej do powiedzenia. Było ich pięciu i całą
piątką zasługują na dezintegrację. Zacznijmy od tej szui Andromedy, gdyż ona
najbardziej mnie wkurzała. Po pierwsze i najważniejsze, powinno jej się zmienić
imię na jakieś ludzkie, bo nie sądzę, aby jakikolwiek urząd w jakimkolwiek
kraju przyjął takie wymyślne imię. Poza tym, ona co prawda jako tako nie miała
zdefiniowanego charakteru, ale była tak wkurzająca, że gdybym spotkała ją w
rzeczywistości to zabiłabym ją na miejscu. Wszystko co najgorsze oczywiście
musiało przytrafiać się tylko jej, aby jej Gary Stu mógł ją ratować. Ja
rozumiem, że w życiu można mieć Nadpecha, ale bez przesady! Grzegorz oberwał
tylko raz, chyba tylko po to, aby nie było, że jest ze stali nierdzewnej. A
poza tym, czy ona nie mogła próbować sama sobie radzić z tymi sytuacjami?
Przecież była dorosła, z tego co wnioskuję po opisie bohaterów z początku
analizy, więc powinna wykazywać się samodzielnością. Znaczy tak, czasem
Grzegorz mógłby ją ratować, ale bez przesady! Co ona, dwa lata ma lub jest
islamistką, że nawet sama wysrać się nie może? To tak wkurzało! Poza tym,
trzeba byłoby stworzyć jej charakter, aby można było się z nią utożsamić. W
końcu to miała być główna bohaterka, więc sądzę, że czytelnik miał w
zamierzeniu ją polubić. Tymczasem wyszedł worek do wypełnienia charakterem i to
na dodatek worek wkurwiający do sześcianu.
Kolejną osobą do
zakopania żywcem jest Grzegorz. Ten był mniej wkurzający od swojej
przyjaciółki, ale też był. Po pierwsze i najważniejsze, jemu praktycznie nic
się nie przydarzało podczas tej podróży. Jedyne, co go spotkało, to
przygniecenie przez wagon metra i to chyba tylko po to, aby choć raz jemu coś
się stało. Tak poza tym, był on tylko po to, aby ratować Andromedę oraz jej
wiecznie pomagać. A przecież on też był człowiekiem, więc jemu też coś mogłoby
się przytrafić i to Andromeda mogłaby mu pomóc, co byłoby znacznie bardziej
ciekawe niż tylko ciągłe ratowanie tyłka jego przyjaciółce. Poza tym, on ciągle
ryzykował życiem, aby ją uratować. Ja wiem, że można kogoś bardzo lubić i, że
można ryzykować dla kogoś życie, ale są sytuacje, w których włączają się
instynkty i nie myśli się o innych, tylko o swoim własnym przeżyciu i to jest
naturalne, bo instynkty to naturalna rzecz. A tymczasem Grzegorz wykazywał się
ich brakiem, co też mnie niemiłosiernie wkurzało oraz, również, nie był mu
stworzony charakter, co działało tylko na niekorzyść i tak opkowatego opka. Po
prostu, jak podejrzewam, on też powinien zostać przez czytelnika polubiony,
skoro był głównym bohaterem, a jedyne co z niego wyszło to worek do wypełnienia
charakterem i to jeszcze taki, który irytował, ale na szczęście nieco mniej niż
jego przyjaciółka.
Następnymi
postaciami do przejechania kombajnem są Patryk i Mateusz. Oni z kolei
najbardziej irytowali tym, że pojawiali się bardzo rzadko, a przecież byli
dwoma z trzech protagonistów. Właśnie z tego powodu, że wkurzyli mnie tym
samym, zjadę ich w jednym akapicie, bo nie ma sensu tego rozdzielać. W każdym
razie, ja wiem, że akcja miała w głównej mierze skupiać się na przygodach
Grzegorza i Andromedy, no ale hej, skoro Patryk i Mateusz byli ich głównymi
wrogami, to powinni pojawiać się częściej niż chyba pięć czy nieco więcej razy
na opowiadanie i to jeszcze na tak krótko! Poza tym, w ogóle nie został
zdefiniowany ich charakter, a z tego co się domyślam, za sam fakt, że byli tymi
dobrymi i przeszkadzali głównym bohaterom mieli być znielubieni. Tymczasem ich
charakter nie został zdefiniowany, chociaż fakt, raz zostało nam pokazane, że
Patryk jest nerwowy, a Mateusz spokojny, ale to zupełnie za mało. Powinno się
im stworzyć charakter i okazywać go, a nie robić z nich pustego worka do
wypełnienia cechami. Przez to również nie da się o nich za wiele powiedzieć, bo
po prostu pojawiali się zbyt rzadko oraz nic sobą nie reprezentowali.
Ostatnią istotą
do zabicia strzałem alternatywnym z AR2 jest nasz trzeci dobry, Dawid, który
był duchem. Miło, że był istotą astralną, bo to w sumie jest dość oryginalne,
aby ktokolwiek w opowiadaniu miał takiego pomocnika, szczególnie w opowiadaniu
przygodowym, ale do niego też muszę się dowalić. Zacznijmy od tego, że nie
licząc opisów bohaterów, jego imię pojawiło się tylko raz. Dlaczego? Przecież
nigdzie nie było napisane, że jego imienia nie wolno było wymawiać, więc jako
iż była to dusza zabitego człowieka, to miło by było zwracać się do niego po
imieniu, a nie ciągle per. duch. Poza tym, nie został mu zdefiniowany nawet
charakter oraz nie było o nim za wiele wiadomo. Znaczy tak, tak bardzo
tajemnicze postacie potrafią zadziałać, bo chociażby kojarzy ktoś z tutaj
zebranych Giaura? Jeżeli nie, to powiem tylko tyle, że wiadomo o nim właściwie
tylko tyle, że pochodził z Wenecji, a Giaur nie był jego imieniem, tylko
pseudonimem, jak coś. Nie będę dalej spoilerowała, bo książka o nim jest nawet spoko.
W każdym razie, w przypadku Dawida to nie działa z prostego powodu: nie znamy
jego charakteru i motywów, dla których chciałby pomóc komukolwiek. W przypadku
Giaura, bo skoro się go uczepiliśmy to niech tutaj pozostanie, znany był motyw
dlaczego zrobił to, co zrobił (nie będę spoilerowała, bo zepsuję zabawę, a to
jest całkiem spoko lektura szkolna, mimo iż do jej zrozumienia wymagane jest
przeczytanie streszczenia i opracowania co najmniej trzy razy) oraz znamy jego
charakter. A w przypadku Dawida nie mamy kurde nic. Z tego co wiem, jako iż był
przeciwnikiem głównych bohaterów, miał zostać znielubiany, ale bez znajomości
jego charakteru i motywów to nie było możliwe. Jest to po prostu kolejny worek
do wypełnienia charakterem.
Jako iż
opowiadanie działo się w naszym świecie oraz bohaterowie to druga po fabule
istotna część opowiadania można stwierdzić, że trzeba ich tworzyć tak, jak
stworzeni są ludzie. Nie trzeba być zawodowym psychologiem po dwóch
doktoratach, aby stworzyć wiarygodną postać. W dzisiejszych czasach mamy
Internet, więc szybko można zrobić research i stworzyć wiarygodną postać. A
jest to klucz do sukcesu, no bo bądźmy szczerzy, nikt nie chce czytać o osobach
idealniejszych od nas, dlatego właśnie Mary Sue i Gary Stu są znienawidzeni. Po
prostu postacie powinny być takie jak my, a nie idealniejsze od nas.
Ostatnią, już
krótką kwestią do poruszenia jest fakt, że Grzegorz i Andromeda nie korzystali
z Map Google. Znaczy ja wiem, że w pewnym momencie ich okradziono, ale
okradziono Grzegorza z rzeczy, które były wokół niego. Nikt nie mówił o tym, że
Andromedzie zajumano telefon, co nie? W każdym razie, pomijając ten fakt, wiem
że Mapy Google najdalej prowadzą pieszą trasą tylko do Kapsztadu, ale nawet tam
trasa nie jest idealnie prosta. No,
bo wygląda ona tak:
No mi to na linię
prostą nie wygląda. Wiem, że to trasa z Warszawy, ale z Krakowa będzie po
prostu krótsza. Co prawda potem można by się kłócić, jak oni dotarli na
Antarktydę, ale to dałoby się jakoś wymyślić. W każdym razie, użycie Map Google
byłoby bardziej realistyczne i ciekawe. W ogóle, jak już jesteśmy w tym
temacie, to można by też skorzystać z Google Street View i opisywać miejsca, do
których dotarli! Jednak, pozostając w temacie nawigacji, powinno się do tego
stosować, bo skoro Google mają trasę pieszą do Kapsztadu, to da się tam dojść.
Dlatego powinno się dodać ten element realizmu po to, aby opowiadanie było
ciekawsze.**
Wspólnie: Ale po porządnym
zaplanowaniu tego opowiadania i napisaniu go całkowicie od nowa, mogłoby być
ciekawe!
__________________________________________
Wkrótce: "Na piechotę
przez piekło, czyli "Życie na Antarktydzie"."
**Nigdy nie
podejrzewałam, że będę porównywała opkową miernotę do postaci literackiej.**
~*Ja z kolei nie
sądziłam, że to możliwe.*~
~Jak widać,
wszystko jest możliwe. Ja teraz najbardziej obawiam się kolejnej analizy. Jak
ja to przeżyję psychicznie?~
~*A co ja, jako
autorka, mam powiedzieć? To opko zostało zawieszone cztery miechy temu. Do
tamtego czasu ja je pisałam! ;_;*~
~Noł ;_;~
~*W ogóle, chyba
walnę w medii jakiegoś strażnika naszej psychiki. Dla tej analizy będzie to
Odecia, jej słodkość i zajebistość, i w ogóle idealność powinny ochronić nas i
czytelników. W kolejnej analizie muszę znaleźć czterech, bo kolejne opko
pokazuje najgorszą stronę mnie jako autorki.*~
**O kurwa, nie.
;_;**
~*Właśnie ;_;*~
**Dobrze, że nie
jestem tu stałym analizatorem.**
~Ciesz się. ;_;~








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Powiedz co sądzisz o analizie, zacznij dyskusję lub po prostu zadaj pytanie. ^.^